Poprzedni temat «» Następny temat
Cela #1
Autor Wiadomość
James Reynolds



"Never fear shadows, for shadows only mean there is a light shining somewhere near by."

Ochroniarz Verki!





name:

James Reynolds

age:
32

height / weight:
190/100

Wysłany: 2018-05-22, 17:26   
   Multikonta: Dale Fowler
  

   Pisze dobre wąteczki!


Mężczyzna oparł się o drzwi od jednej z cel i westchnął cicho. Czy lubił to co robił? W pewnym sensie tak - i to było chyba najgorsze. Ta adrenalina, którą odczuwał, to, że był w swoim żywiole... Tak, to zdecydowanie jest chore.
Nie potrafił jednak robić nic innego, armia zadbała o to, by stał się pieprzoną maszyną do zabijania. Czy człowiek, którego przed chwilą okładał pięściami aż do utraty przytomności zasłużył na to? Prawdopodobnie nie. Nie miał jednak czasu się nad tym zastanawiać, ponieważ za tymi drzwiami czekała kolejna osoba - dziewczyna, którą zaciągnęli tutaj całkiem niedawno. Wyglądała na niewinną, ale... Była im potrzebna. Posiadała informacje. Nie do końca miał pojęcie czego ta suka zamierza się od niej dowiedzieć, ale... Była jego przełożoną. Wydawała rozkazy i nawet jeśli miał ochotę zacisnąć palce na jej gardle i patrzeć jak uchodzi z niej życie... Musiał słuchać Very. Był żołnierzem, doskonale wiedział czym jest pokora i posłuszeństwo. Wpajali mu to przez wiele lat.
Otworzył drzwi i wszedł do pomieszczenia wbijając spojrzenie w Rocky. Dłonie miał zachlapane krwią. Bezceremonialnie wyciągnął z tylnej kieszeni kawałek szmatki i począł powoli wycierać czerwoną maź ze swoich rąk. Robił to wolno, metodycznie, nie odrywał od niej spojrzenia. Gdy wreszcie skończył odrzucił szmatę gdzieś na bok i złapał za krzesło, które stało spory kawałek od niej. Ustawił je na przeciwko niej i bez słowa na nie opadł. Rozsiadł się wygodnie opierając łokcie na kolanach i wbił spojrzenie prosto w jej oczy. Zachował kamienny wyraz twarzy, nic nie mówił, tylko patrzył.
Po paru dłuższych chwilach wreszcie oderwał od niej wzrok i sięgnął do kieszeni. Wyciągnął z niej telefon komórkowy, który jej pokazał.
- Twój? Niezły. - rzucił, po czym go odblokował i zaczął przeglądać jego zawartość. Wybrał jedną z systemowych melodii i puścił ją słuchając przez chwilę. Potem puścił następną i jeszcze jedną.
- Jednak kiepski... - rzucił cicho kręcąc głową, po czym złapał komórkę w obie dłonie i złamał ją na pół, jakby była wykonana z jakiegoś plastiku. Odrzucił części gdzieś na bok i ponownie wbił spojrzenie w jej oczy. Nic nie mówił. Patrzył.
_________________
"You hate me now? Just you wait... Just you wait."
[Profil]
  [AB-]
 
Rocky Roseberry



W rękach dobrego lekarza i woda staje się lekarstwem.

Hemokinezy

87%

Sanitariusz





name:

Rocky Roseberry

alias:
Sienna

age:
24

height / weight:
154 / 45

Wysłany: 2018-05-24, 18:35   
   Multikonta: Esta, Lou, Lasair
  

   1 Rok na Giftedach!


Sama nie wiedziała na co konkretnie czeka... Czy aż kobieta wróć? Chociaż jej do tego się nie spieszyło. Wolała jakby w ogóle nie przychodziło. Nie potrafią jej rozgryźć i nie podobało się jej to. Jednak na co innego mogła tutaj czekać. Nikt znajomych nie wiedział gdzie jest. Co w sumie jest dobre... Jakby nie patrzeć Ricky również nie wiedziała. Wolała siedzieć tutaj do usranej śmierć niż by jej siostra miała mierzyć się z tą kobietą i jej pachołkami.
Skoro iż o nich mowa, to nim jeden z nich wszedł do celi. Słyszała jego kroki na korytarzu jak odbiją się echem. Podobnie jak przypadku kobiety liczyła je. Stąd też wiedziała, że ten ktoś stanął przed celą, której się ona znajdowała. Nie zwracała na niego uwagi gdy wchodziło. Nie czuła takiej potrzeby, po prostu go ignorowała. Do puki ten się nie odezwał do niej. Dopiero w tedy zwróciła na niego wzrok, a raczej na telefon, który trzymał w dłoń i przeglądał muzykę systemową, by następnie go złamać jak zapałkę. Czy była tej chwili na niego zła? Nie... to tylko telefon, rzecz. Można łatwo ją zastąpić.
- Pozer - powiedziała krótko by ukryć to jak jej ulżyło, bo łamiąc go nie świadomi zrobił jej przysługę. Teraz nie będą mogli zadzwonić do Ricky, bo wszystkie numery miała zapisane na telefonie. Więc jeden problem z głowy pozostają inne.
_________________
[Profil]
    [A-]
 
Shivali Nyberg



If your heart was full of love, could you give it up? 'Cause what about Angels? They will come, they will go, make us special.

więź telepatyczna

72%

zbieg





name:

Shivali Nyberg

age:
24 lata

height / weight:
177/55

Wysłany: 2018-05-26, 11:31   
   Multikonta: Hopper, Donny
  

   Anioł Stróż w hinduskim wydaniu

  

   Pisze dobre wąteczki!

  

   #FPTP

  

   Podróżnik w czasie


Shivali tu fizycznie nie ma. Widzi ją tylko James

To nigdy nie był dobry moment, Shivali nigdy się tego nie spodziewała. Ucieczka z siedziby DOGS miała miejsce ledwie dzień wcześniej, dziewczyna nawet nie wróciła do siebie do łózka. Nawet nie wróciła do żadnego łóżka. Nie miała pojęcia co powinna zrobić, na pewno była poszukiwana, a miała do dyspozycji tylko ten jeden samochód, którego numery rejestracyjne musieli mieć wszyscy policjanci w mieście. Nie miała ze sobą pieniędzy, nie mogła po nie jechać, a jakby było tego mało, cały czas czuła, że coś niedobrego działo się przy którejś z jej więzi. James. Nie mogła tego zignorować, nie w jego przypadku. Dziewczynę przeszedł dreszcz, kiedy w końcu uświadomiła sobie, co mogło się właśnie dziać. Nie mogła się użalać nad sobą, musiała wziąć się w garść i zająć prawdziwymi problemami.
Dziewczyna nie miała pojęcia co się właściwie działo, ale nie potrzebowała tego, żeby zorientować się jak źle było. Widziała leżącą na ziemię szmatkę nasiąkniętą powoli brunatniejącą krwią, widziała tę dziewczynę leżącą na ziemi. Czy ona przypadkiem nie była na Marszu? To chyba było najlepszym potwierdzeniem, że James jednak należał do GC. Rozsądnie byłoby zerwać więź, zaszyć się gdzieś, nie pozwolić mu się znaleźć... ale Shivali nie mogła tego zrobić, zwłaszcza po tym, jak dzień wcześniej porzuciła tamtą dziewczynę. Nie mogła rezygnować ze swojej szansy, żeby coś zmienić.
- James - powiedziała cicho. - Nie rób tego.
[Profil] [WWW]
  [B+]
 
James Reynolds



"Never fear shadows, for shadows only mean there is a light shining somewhere near by."

Ochroniarz Verki!





name:

James Reynolds

age:
32

height / weight:
190/100

Wysłany: 2018-05-26, 23:09   
   Multikonta: Dale Fowler
  

   Pisze dobre wąteczki!


James cały czas wpatrywał się w Rocky. Nie powinna się tutaj znaleźć. Nie była niczemu winna - z resztą jak każda ofiara Very. Czy gdyby mógł coś by zmienił? Całkiem możliwe, jednak na chwilę obecną... Był tylko żołnierzem. Trepem, który bezmyślnie wykonywał wszelkie rozkazy, a teraz jego misją było wydobycie od niej wszelkich informacji. Chociaż... Nie, nawet nie. Miał ją przestraszyć. Miał sprawić, żeby się bała, żeby wiedziała, że to wszystko nie jest zabawą.
Nie odrywając od niej wzroku sięgnął do kieszeni po paczkę papierosów. Wyciągnął z niej jednego, umieścił fajkę między wargami i rozpalił ją. Zaciągnął się kilka razy głęboko i uśmiechnął się, gdy usłyszał jak nazwała go pozerem.
Cholera... Żeby słyszał takie określenia pierwszy raz.
Różnie go nazywali. Wszystkie jego ofiary były na początku odważne. Niektórzy pluli mu w twarz, nazywali skurwysynem, śmieciem, śmieli się z niego... I tak pękali.
Inni? Inni milczeli jak grób, chcieli mu pokazać jak twardymi są osobami, chcieli pokazać, że nie wysypią nikogo - i oni pękali.
Jeszcze inni wyśmiewali wszelkie jego ruchy twierdząc, że się popisuje, że nie jest twardy, że jest pozerem - i właśnie do tej grupy należała brunetka. Tak jak wszyscy pozostali - pęknie. Tego akurat był pewien.
Swoją drogą...
Naprawdę myślała, że połamał ten telefon dla czystej przyjemności, albo, żeby pokazać jej, że potrafi?
Jeśli choć przez sekundę Panna Roseberry pomyślała, że nie sprawdzili go wcześniej i nie wyciągneli z niego potrzebnych informacji, to bardzo się myliła.
Jego dłoń powędrowała w okolice kabury z nożem.
I właśnie w tym momencie pojawiła się Shivali.
Usłyszał jej głos i mimowolnie delikatnie się wzdrygnął.
Jedyna osoba, która miała na niego jakikolwiek wpływ. Ta dziewczyna... Nie chciał, by na to patrzyła. Nie chciał, by widziała go z tej strony, ale przecież doskonale wiedziała kim jest, wiedziała, że jest potworem.
Zerknął na nią.
- Muszę... - powiedział ledwo słyszalnie. Nie przejmował się tym, że Rocky może go wziąć za jakiegoś wariata rozmawiającego z powietrzem.
Wstał z krzesła wyciągając nóż z kabury i jednym ruchem wbił go dziewczynie prosto w ramię - zachował przy tym kamienny wyraz twarzy, zupełnie jakby nic takiego się nie stało.
Ostrze przebiło jej skóre, weszło jak w masło. Krew zaczęła spływać po jej ciele, a Reynolds ponownie usiadł.
Nie wyciągnął noża, zostawił broń w jej ciele.
- Chciałbym, żebyś wykonała jeden telefon. Tak, czy inaczej zrobisz to. Teraz, albo później. Od Ciebie zależy jak wiele czasu ze mną spędzisz. - rzucił wbijając w nią wzrok. Decyzja należała do niej.
_________________
"You hate me now? Just you wait... Just you wait."
[Profil]
  [AB-]
 
Rocky Roseberry



W rękach dobrego lekarza i woda staje się lekarstwem.

Hemokinezy

87%

Sanitariusz





name:

Rocky Roseberry

alias:
Sienna

age:
24

height / weight:
154 / 45

Wysłany: 2018-05-28, 19:40   
   Multikonta: Esta, Lou, Lasair
  

   1 Rok na Giftedach!


Miała przynajmniej taką nadzieję, że dane z telefonu zostały utracone. Po za tym przecież nadzieja matką głupich i umiera jako ostatnia. Puki nie wiedzieli, że nie jest Ricky tylko Rocky trzymała się jej nadzieję. Dla siostry jest wstanie wytrzymać wiele. Nie była pewna czy się nie złamie, bo nie wiedziała do jakich metod się posuną. Po złamanym telefonie i powiedzeniu tego jednego słowa znowu zaczęła go ignorować. Można powiedzieć, że patrzyła wszędzie tylko nie na mężczyznę. Obserwowała te ponure pomieszczenie byle nie patrzeć na niego.
Kiedy powiedział ,,muszę..." i to jeszcze ledwie słyszalnie. Jakby sam siebie przekonywał nie wiedziała o co mu chodzi. Spojrzała na niego jakby sprawdzając co jest z nim nie tak. Wątpiła by te słowo było kierowane do niej, ale jak nie do niej to do kogo. Czy ktoś przyszedł, kogo nie widziała ani nie słyszała. Ale nie jest cały czas sam. Czyżby sam siebie przekonywał... Nic nie mówiła tylko spojrzała na jego dłoń i na to co w jej trzymać. Rocky tylko przeszło przez myśli, że jeśli ma ja zabić niech to zrobi. Nie pomoże jego pani, a żadnego pożytku z niej nie będą mieli. Niech to skończą...
Ale nie.... Zamiast ją zabić mężczyzna wbił jej nóż w ramie. Rocky nie była na to przygotowana. Zresztą można na takie coś się przygotować raczej nie. Poczuła okropny ból ramieniu..., a z jej ust wymknął się krótki krzyk zakończony krzykiem. Kiedy czuła krew spływającą po jej ramieniu. Wzięła głębszy wdech, bowiem walczyła sama sobą by nie korzystać z swoich umiejętność. Zawsze w sięgała do nich w sytuacjach zagrożenia czy też kiedy tego potrzebowała. Jednak teraz nie mogła od razu zobaczą, że posiada gen X i jaką ma moc. Nie wiedziała czy wiedzieli o Ricky i o jej zdolnościach. Dlatego wolała nie ryzykować, bo zdradziły by ją jej oczy. Kiedy mężczyzna ponownie się odezwał przymknęła oczy z bólu próbując go wytrzymać i zapanować nad sobą i swoimi instynktami.
- Nie - powiedziała zachrypniętym głosem to jedno krótkie słowo. Nie była wstanie powiedzieć więcej. W myślach dopowiedziała sobie, żeby ją zabił, bo i tak nie zrobi niczego czego chciała od niej ta krowa. Nie da im nic i nie zdradzi własnej siostry. Jeśli mieli rodzeństwo powinni ją zrozumieć, że człowiek dla rodzeństwa jest stanie zrobić wiele.
_________________
[Profil]
    [A-]
 
Shivali Nyberg



If your heart was full of love, could you give it up? 'Cause what about Angels? They will come, they will go, make us special.

więź telepatyczna

72%

zbieg





name:

Shivali Nyberg

age:
24 lata

height / weight:
177/55

Wysłany: 2018-05-31, 18:18   
   Multikonta: Hopper, Donny
  

   Anioł Stróż w hinduskim wydaniu

  

   Pisze dobre wąteczki!

  

   #FPTP

  

   Podróżnik w czasie


Shivali tu fizycznie nie ma. Widzi ją tylko James.

- Nie, nie musisz - stwierdziła stanowczo. Nie ważne czemu znalazł się w tej sytuacji, był człowiekiem. Ludzie mieli wolną wolę. Bez względu na okoliczności, zawsze miał wybór. I powinien wybrać dobrze. To przecież nie było aż takie trudne, prawda? Mógł puścić tę dziewczynę. Mógł nawet po prostu nic jej nie robić. Ocalić ją i ocalić swoją duszę. Mógł to zrobić, to nie było nic wielkiego, tak?
Ale Shiv naprawdę nie spodziewała się, że kiedy on wstanie, wbije tej dziewczynie nóż w ramię.
- Nie! - wyrwało jej się.
Nie powstrzymała go. Mogła to zrobić, gdyby szybciej zareagowała, szybciej zorientowała się co się dzieje, mogłaby coś zrobić. Stanąć mu na drodze, cokolwiek. To była też jej wina. Była bierna i właśnie tak to się skończyło.
I kiedy mężczyzna z powrotem usiadł na krześle, przesunęła się nieco, żeby zasłonić dziewczynę. Chciała, żeby zwracał całą swoją uwagę na nią, nie na tamtą szatynkę. Potrzebowała tego, żeby jakoś go od tego odciągnąć, przekonać go jak fatalny to był pomysł.
- James, ty naprawdę nie musisz tego robić. Przecież nawet tego nie chcesz. Ona przecież nic ci nie zrobiła. - Shivali nie była pewna tych dwóch ostatnich zdań, ale miała wrażenie, że to prawda. Czuła to, nie ważne czy przez więź, jakieś dziwne przeczucie, czy ingerencję losu. Tak było. Tak powinno być.
[Profil] [WWW]
  [B+]
 
James Reynolds



"Never fear shadows, for shadows only mean there is a light shining somewhere near by."

Ochroniarz Verki!





name:

James Reynolds

age:
32

height / weight:
190/100

Wysłany: 2018-06-06, 20:07   
   Multikonta: Dale Fowler
  

   Pisze dobre wąteczki!


James myślami był gdzieś bardzo daleko. Zupełnie jakby opuścił swoje ciało i znalazł się gdzieś bardzo daleko stąd, och... Jak strasznie chciałby być teraz gdzieś indziej - byle nie tutaj. Tak, czy inaczej nie mógł zmienić rzeczywistości. Miał rozkazy, był tylko żołnierzem, który słuchał kogoś nad sobą.
I wszystko mogłoby być takie proste, gdyby nie to, że pojawiła się Shivali.
Jedyna osoba, która miała cokolwiek do powiedzenia, jedyna, której słuchał.
Cały czas widział ją kątem oka - wbił ten nóż w ciało tej niewinnej dziewczyny, znęcał się nad nią, ale... Nie chciał tego robić. Nie chciał, by Shiv na to patrzyła - nie ważne, że był do tego zmuszany. To nie miało żadnego znaczenia, z resztą... Przecież właśnie tak powiedział jego Hinduski anioł stróż, hm?
Potrafiła go wyczuć jak nikt inny, wiedziała doskonale, że nie musi tego robić, że tego nie chce, a jednak... A jednak to zrobił.
Chwilę po tym jak ostrze weszło w ciało Rocky mężczyzna opadł na krzesło i wbił w nią ponownie swoje spojrzenie.
Shivali stanęła przed nim zasłaniając ciało jego ofiary przed katem - którym w tym wypadku był właśnie James.
Przesunął Shiv dłonią (co dla kogoś z boku wyglądało raczej jak machanie dłonią w powietrzu) i przekręcił ostrze zatopione w ciele Panny Roseberry.
- Każdy tak mówi. Na początku wszyscy mówicie nie. - mruknął do niej i uśmiechnął się pod nosem. Czemu tacy byli? Czemu nigdy nie chcieli współpracować? Przecież... Gdyby od razu zadzwoniła nie byłoby tych wszystkich problemów. Nie musiałby jej krzywdzić, a to z tym nożem... Kurwa, to dopiero początek - przecież o tym wiedziała. Mógł ją skrzywdzić, mógł zrobić z nią wszystko, czy ona tego nie rozumiała?
Spojrzał na Shivali i westchnął cicho.
- Idź stąd... Nie powinnaś na to patrzeć. Nie możesz na to patrzeć, Shiv - szepnął ledwo słyszalnie. Tak strasznie nie chciał, by na to patrzyła, by znała go z tej strony... A jednak musiało tak być. Tak, czy inaczej - w końcu musiała zdać sobie sprawę z tego, że ma do czynienia z potworem.
_________________
"You hate me now? Just you wait... Just you wait."
[Profil]
  [AB-]
 
Vera Neumann



Władzy namiestnicy....

Wierz lub nie...

Polityk, wiceprezes GC





name:

Vera Neumann

alias:
Żelazna Dama

age:
38 lat

height / weight:
163/52

Wysłany: 2018-06-08, 20:54   
   Multikonta: Sami, 3Ch0


Zdecydowanie zbyt długo zostawiałam los tej dziewczyny przypadkowi. Ona była cenna dla mnie - to była moja przepustka do tego, czego pragnę najbardziej. Do tego szczura, który tak bardzo mnie od siebie uzależnił. Potrzebowałam tak wytrzymałych zabawek. Potrzebowałam, tak cudownych ofiar. Potrzebowałam Dale'a Fowlera....
Wiedziałam, że jestem jedną z lepszych manipulantek w GC. Dlatego to właśnie ja - zgrywając słodką, uroczą i dobroduszną kobietę - miałam zamiar namówić pannę Roseberry do współpracy. Miałam nawet przygotowane jakieś lewe dokumenty, o rzekomym zadłużeniu blondyna wobec mnie, do tego - zapisanych na dziecko. Jakoby mężczyzna nie spłacał alimentów, i biedne maleństwo nie miało przez to wystarczających środków do życia... To zawsze topi serduszka naiwnych ludzi, czyż nie? Czy to nie będzie najprostsza droga do osiągnięcia mojego celu?
Co by wzbudzić w kobiecie jeszcze większe zaufanie - nie ubrałam się w najbardziej elegancki komplet i najdroższe szpilki, a płaskie, wygodne buty i dopasowaną garsonkę. Wyglądałam w tym zdecydowanie łagodniej, niż przy naszym pierwszym spotkaniu.
Pewnie też dlatego nikt nie zwrócił uwagi na kroki, które roznosiły się po korytarzu - w końcu to nie był standardowy stukot moich szpilek...
Prawdopodobnie właśnie dlatego nikt w celi nie zwrócił na mnie uwagi. I właśnie dlatego, nie tylko widziałam dziwny gest wykonany przez mojego nowego ochroniarza, ale i widziałam, jak do kogoś mówi - i z całą pewnością, nie zwracał się w kierunku naszej ofiary.
Zmarszczyłam brwi widząc jego dziwne zachowanie. Wśród naszych oddziałów znajdywało się wielu szaleńców, ba - sama jednym byłam. Ale jego zachowanie... Było podejrzane.
- Kto mówi nie? - Zapytałam tonem nie znoszącym sprzeciwu, gdy tylko minęłam próg celi. Po mojej minie bez problemu można było wyczytać, że nie jestem zadowolona. Nie mogłam jednak przy brunetce wspominać czegokolwiek o rzekomym niezrównoważeniu mojego podwładnego. - Czyżbyś zapomniał, jakie masz obowiązki? - Dodałam po chwili, po czym przerzuciłam wzrok na naszą małą owieczkę w kajdankach.
- Oh, biedactwo... Uwierz, ten szaleniec jest zdolny do dużo gorszych czynów. A ja chcę od Ciebie wyłącznie jednego... Telefonu. - Postanowiłam mimo wszystko kontynuować swoją bajeczkę. A z Jamesem... Rozprawię się, gdy tylko brązowe oczęta mej przynęty nie będą nas widzieć...
_________________



For the lives that I take

I'm going to hell

[Profil]
  [0+]
 
Rocky Roseberry



W rękach dobrego lekarza i woda staje się lekarstwem.

Hemokinezy

87%

Sanitariusz





name:

Rocky Roseberry

alias:
Sienna

age:
24

height / weight:
154 / 45

Wysłany: 2018-06-14, 15:20   
   Multikonta: Esta, Lou, Lasair
  

   1 Rok na Giftedach!


Kompletnie nie rozumiała o co tutaj chodzi, a zachowanie mężczyzny z każda miną było coraz bardzie dziwniejsze. Jasne już na ulicy zachowywał się nie dziwnie, bo kto normalnie od razu grozi bronią i kalectwem. Jednak to co tutaj wyczyniał było już naprawdę zwariowane. Te wszystkie dziwne gesty, gadanie nie wiadomo do kogo i to jak się zwrócił do tego ducha ,,Shiv". Nie wiadomo czy to było imię, przezwisko. Może mężczyzna posiadał coś na wzór rozdwojonej jaźni i toczył spór sam ze sobą. Rocky nie wiedziała co o tym wszystkim myśleć. Ani też nie miała ochoty odzywać się, bo nie wiadomo co strzeli takiemu do głowy.
Mniejsza o to dziwne zachowanie mężczyzny, bo to jego sprawa. Jednak wbicie noża w ramię było niczym porównaniu do tego co zrobił później. Gdy przekręcił ostrze początkowo Rocky chciała za cisnąć usta, ale na nic to się zdało. Ponieważ bolało jak cholera nie mogła powstrzymać krzyku bólu, ani łez napływających do jej oczów. Jakby jej ciało nie chciało współpracować z nią. Nigdy nie odczuwała takiego bólu i miała o tak zadzwonić. Pozwolić by oni dostali Sam, a jak ją to również Ricky. Przecież jej siostra nie zostawi swojej ukochanej na pastwę tych szaleńców. Nie będzie biernie się temu wszystkiemu przyglądać. Przecież to co oni robi było chore. Jak można tak traktować człowieka. Jeszcze prosić o wykonanie telefonu. Jak im tak zależy niech sami zadzwonią. Przecież skoro znają Sam, wiedzieli tyle o Ricky to jaki problem zdobyć numer. Coś tutaj zdecydowanie mocno śmierdziało i nie ma bata nie umożliwi im zbliżenie się do Ricky czy Sam. Ponieważ te dwie ostatnio zaczęły być jakby jedność. W końcu jej siostra prawie zamieszkała u swojej dziewczyny. Kiedy ostatnio ją widziała może na spotkaniu...
Wtedy też pojawiła się królowa tego wszystkiego, można nawet rzec reżyser przestawienie w, którym została zmuszona uczestniczyć. Brew swojej woli... Miała tylko nadzieję Brad i Ricky są bezpieczni... Przecież obiecała do tej drugiej zadzwonić. Ile zdążyła wysłać do niej SMS, a z Bradem była umówiona. Zastanawiało ją czy ją szuka czy jak...Lecz nie miała możliwość zagłębić się swoje myśli i na nich się skupić. Ponieważ kobieta do niej się odezwała. Miała ochotę prychnąć gdy zaczęła się tak nad rozczulać. Ta jasne, bo jeszcze ci uwierzę. Przecież to ty wysłałaś swojego psa na posyłki tutaj. Czemu pojawiasz się akurat w tym momencie.
- Sa..ma se zadzwoń - powiedziała do niej, bo mówiła już tej kupie mięsa, że nigdzie nie będzie dzwonić. Nie wykona tego telefonu, a jeśli kiedykolwiek kogoś kochali bądź mają siostry. Wiedzą ile człowiek jest wstanie poświęć dla bliskiej osoby. Wielu z tego powodu umierało... Co prawda Rocky niezbyt śpieszyło się na drugą stronę, ale też nic jej tutaj nie trzymało.
_________________
[Profil]
    [A-]
 
Shivali Nyberg



If your heart was full of love, could you give it up? 'Cause what about Angels? They will come, they will go, make us special.

więź telepatyczna

72%

zbieg





name:

Shivali Nyberg

age:
24 lata

height / weight:
177/55

Wysłany: 2018-06-14, 17:55   
   Multikonta: Hopper, Donny
  

   Anioł Stróż w hinduskim wydaniu

  

   Pisze dobre wąteczki!

  

   #FPTP

  

   Podróżnik w czasie


Shivali tu fizycznie nie ma. Widzi ją tylko James.

Shivali... ona nie mogła na to pozwolić. Musiała jakoś temu zapobiec, ale jak miała to zrobić, skoro nic nie działało? Dziewczyna czuła się tak niewyobrażalnie bezsilna kiedy tamta dziewczyna krzyczała, zwłaszcza po tym co się stało poprzedniego dnia. Miała tak bardzo dość... ale nie mogła o tym myśleć. Musiała jakoś temu wszystkiemu zaradzić, powstrzymać to, pomóc tamtej dziewczynie...
- James... - powiedziała cicho, głosem pełnym jakiejś dziwnej mieszanki stanowczości i błagania, zanim złapała go za nadgarstek. Czy to mogło w czymkolwiek pomóc? Nie, pewnie nie. Był silniejszy od niej, nie była w stanie go zatrzymać... o ile na to nie pozwoli. A przecież po to ona tutaj była. Żeby powstrzymywać go przed rzeczami, których przecież nie chciał robić.
Dlatego nie mogła teraz stąd odejść, zrobić to, czego od niej oczekiwał. Co z tego że tego chciał, skoro to nie było to, czego potrzebował? Potrzebował kogoś, kto go ściągnie z tej ścieżki, Shivali znała go wystarczająco dobrze, żeby to wiedzieć. Tylko na nią mógł liczyć w tej sprawie, dlatego musiała to zrobić. Jakoś.
- Nie, nie, nie, nie... James, posłuchaj mnie - powiedziała, kładąc mu rękę na ramieniu. Nie wiedziała czy powinna, czy wszystkiego nie zepsuje... ale miała wrażenie, że to może jakoś pomóc. Jakby kontakt fizyczny miał jakąś magiczną moc. - Obydwoje wiemy, że to jest złe i że tego nie chcesz. Po prostu... - ale Shiv nie dokończyła zdania, bo zobaczyła jakiś ruch przy drzwiach. Z jakiegoś powodu Shiv uznała, że to ktoś ważny, a nie chciała, żeby James miał przez nią kłopoty, nie ważne jak to dziwnie brzmiało w tej całej sytuacji. - Jakaś kobieta tu weszła, Ciemne włosy, elegancko ubrana... - powiedziała cicho, chociaż ona przecież i tak nie mogła jej usłyszeć.
[Profil] [WWW]
  [B+]
 
James Reynolds



"Never fear shadows, for shadows only mean there is a light shining somewhere near by."

Ochroniarz Verki!





name:

James Reynolds

age:
32

height / weight:
190/100

Wysłany: 2018-06-23, 17:50   
   Multikonta: Dale Fowler
  

   Pisze dobre wąteczki!


Och, jak cholernie pogmatwała mu się ta cała sytuacja... To miało być zwyczajne rutynowe przesłuchanie, kilka gróźb, parę ran, może kilka złamań... I tyle. Przeważnie już wtedy pękali, nigdy nie musiał bawić się dłużej. A tutaj? Nie dość, że trafiła mu się jakaś wyszczekana i zbyt pewna siebie Panienka, to jeszcze w to wszystko postanowiła wtrącić się Shiv.
Eh, a miało być tak łatwo i przyjemnie. Cóż, chyba powinien się już przyzwyczaić do tego, że raczej nigdy tak nie jest. Nie w jego życiu.
Shiv próbowała go ponownie powstrzymać, ale na nic to się nie zdało. Rocky krzyknęła z bólu, gdy ostrze przekręciło się w jej ciele. Jej oczy zaszkliły się, a James po raz kolejny poczuł jak jego dusza rozrywa się na kilka elementów. Nie pierwszy raz miał takie wrażenie - nie chciał jej krzywdzić, ale... Ale to robił. Ponieważ nie potrafił robić nic innego. Hmm... O ile na wojnie mógł się usprawiedliwiać tym, że zabija wrogów ojczyzny teraz chyba raczej nie miał wymówek - dlatego czuł się z tym wszystkim znacznie gorzej.
No, jeśli tak dalej pójdzie, to pewnie zwariuje i tyle będzie. Rzuci się z nożem na kogoś na kogo nie powinien się rzucać (ekhm... Vera?) i skończy martwy, albo spędzi reszę życia w zamknięciu.
Wracając jednak do teraźniejszości...
Poczuł dłoń Shivali na swoim ramieniu i wzdrygnął się delikatnie. To... Było dla niego coś nowego, niespotykanego. Nikt nie traktował go do tej pory w taki sposób jak ona, właściwie... Wszystko co związane z nią wydawało się jakieś nowe, obce.
Wsłuchał się w jej głos, który działał na niego wyjątkowo kojąco, ale nie dane jej było nawet dokończyć - a szkoda, bo możliwe, że powstrzymałaby go przed robieniem krzywdy tej niewinnej dziewczynie.
Dziewczyna urwała w połowie zdania, a James w tym momencie już doskonale wiedział, że coś jest nie tak. Ba, słysząc dźwięk otwieranych drzwi doskonale wiedział kto tutaj wszedł. Zacisnął nieco mocniej zęby, a wyraz jego twarzy natychmiast zmienił się na całkowicie obojętny.
Powoli odwrócił głowę w kierunku Very. Gdyby jego wzrok mógł zabijać, cóż... Prawdopodobnie w tej chwili Panna Neumann umierałaby bardzo bolesną śmiercią.
Nie powiedział jednak nic.
Pokręcił tylko przecząco głową, gdy spytała go, czy zapomniał o swoich obowiązkach.
Jedna z jego dłoni powędrowała na jego ramię, na którym spoczywała niewidoczna dla nikogo poza nim ręka Shiv.
Delikatnie musnął swoimi palcami wierzch jej dłoni, choć dla osób postronnych mogłoby to wyglądać raczej jakby... Sam nie wiem, strzepywał jakiś pyłek z ubrania?
Warto też napomknąć, że... James pierwszy raz w życiu zdobył się na taki gest. Co on miał właściwie znaczyć? Sam nie był pewien. Że... Wszystko w porządku? Że nie zrobi już krzywdy Rocky? No, na pewno coś pomiędzy tym, ponieważ... Kurwa, nie było w porządku, a kwestia krzywdzenia tej dziewczyny... Uhh, nie mógł tego przecież obiecać.
Poza tym ze spojrzenia Very... Ujrzał to w jej oczach. Ten niebezpieczny błysk, który mógł świadczyć o tym, że... Coś podejrzewa. Podejrzewa, że z kimś rozmawiał, że nie jest tutaj sam...
A to oznaczałoby tylko dużo złych rzeczy. Być może nawet dużo bólu, dużo krwi. No, oby nie.
Miał jasne instrukcje, dlatego doskonale wiedział, że pojawienie się w pomieszczeniu jego przełożonej oznacza nic więcej jak tylko to, że on powinien wyjść. Zajrzał jeszcze tylko Rocky prosto w oczy, po czym zwyczajnie wyszedł przed celę. I tam... Czekał. To właśnie w tej chwili powinien zrobić. Wiedział doskonale, że rozmowa z Verą go nie ominie więc... Lepiej teraz niż później.
Gdy upewnił się, że przez kilka następnych chwil jego szefowa nie wyjdzie z pomieszczenia przeniósł wzrok na Shivali i niemalże bezgłośnie szepnął:
- Zniknij stąd... Nie wiem co się dalej stanie. Nie możesz tutaj być.
_________________
"You hate me now? Just you wait... Just you wait."
[Profil]
  [AB-]
 
Vera Neumann



Władzy namiestnicy....

Wierz lub nie...

Polityk, wiceprezes GC





name:

Vera Neumann

alias:
Żelazna Dama

age:
38 lat

height / weight:
163/52

Wysłany: 2018-06-23, 22:44   
   Multikonta: Sami, 3Ch0


Bardzo nie podobało mi się to, co właśnie się tu odgrywało. Ta lalunia już dawno powinna była pęknąć. Już dawno powinna była posłuchać. A ten cieć w postaci mojego ochroniarza bawił się z nią i odgrywał jakieś durne teatrzyki, zamiast od razu wziąć się do roboty. To przecież było śmieszne! Louanne mogła sobie gadać co tylko chciała, ale ja już w tym momencie widziałam że układ z Jamesem nie ma szans - bo nawet jeśli Howard był debilem, zawsze wykonywał należycie swoje obowiązki. Co do pana Reynoldsa... Miałam jednak wątpliwości.
Widząc, że dryblas w końcu wychodzi z celi, westchnęłam ciężko i przywołałam na twarz jeden ze swoich neutralnych, w teorii - miłych - uśmiechów, jednocześnie przykucając przed naszą ofiarą.
- Kochana. Ty naprawdę nie wiesz, jakie losy się tu ważą. Wiesz, kogo chroni Twoja przyjaciółeczka? Groźnego przestępce. Niezrównoważonego zabójcę i gwałciciela. Tak, dobrze słyszysz. Gwałciciela. Co najgorsze, dorobił się dziecka. Biednego, niepełnosprawnego maleństwa, której matki nie stać na odpowiednią opiekę i leki, dopóki ten gnój nie trafi za kratki. - Padło z mych ust lekko i bez wyczuwalnej choćby najmniejszej nutki kłamstwa. - Dale Fowler. Może kiedyś Ci o nim mówiła? Jeśli nie chcesz zadzwonić, możesz nam pomóc przez podanie namiarów na niego. - Dodałam po chwili, gdy w moich oczach wręcz mogło malować się zmartwienie. Wyciągnęłam też w tym momencie teczkę, kładąc ją na ziemi, przed dziewczyną. - Tutaj masz wszystkie informacje i dokumenty. Może to Cię przekona do współpracy. Nie zapominaj jednak, że skoro Bartowski go ukrywa... To on zagraża również Tobie. - Stwierdziłam z cichym westchnieniem, jednocześnie rozkuwając jedną z dłoni kobiety, co by rzeczywiście mogła prześledzić fałszywe papiery. Z pewnością jednak nie była w stanie samodzielnie tego wykryć.
Byłam jednak pewna, że moje przedstawienie było udane. Manipulację ludźmi miałam w małym paluszku, więc to była kwestia czasu, aż to małe ziarenko niepewności rozkwitnie. Podniosłam się do pozycji pionowej i podeszłam do drzwi, wciąż nie ściągając z siebie maski zatroskanej kobiety walczącej o sprawiedliwość.
- Nie będziemy Cię nękać, dopóki sama nie zechcesz porozmawiać. - Rzuciłam na koniec, nim wyszłam za gramugę, zamykając za sobą drzwi celi. W tym samym też momencie mój neutralnie zmartwiony wyraz twarzy przybrał zdecydowanie bardziej negatywne barwy - gdy tylko moje brwi się ściągnęły ku sobie a na ustach zagościł gorzki grymas.
- Co to do kurwy nędzy miało być, Reynolds? - Warknęłam półszeptem, bo jednak miałam świadomość, że ściany tutaj miały uszy. - Postradałeś zmysły czy tylko lubisz udawać debila przed więźniami?! - Rzuciłam tonem nieznoszącym sprzeciwu, jednocześnie zaciskając własne pięści, przez co moje długie paznokcie zostawiły odciśnięte ślady w mojej skórze. Cóż za szkoda, że bólu z tego powodu nie odczułam... Nie spuszczałam też wzroku z mężczyzny, niemalże go lustrując i starając się dostrzec jakikolwiek błysk kłamstwa w jego oczach lub geście. Bo ze mną... Ze mną nie bawiło się w kotka i myszkę.
_________________



For the lives that I take

I'm going to hell

[Profil]
  [0+]
 
Shivali Nyberg



If your heart was full of love, could you give it up? 'Cause what about Angels? They will come, they will go, make us special.

więź telepatyczna

72%

zbieg





name:

Shivali Nyberg

age:
24 lata

height / weight:
177/55

Wysłany: 2018-06-27, 15:56   
   Multikonta: Hopper, Donny
  

   Anioł Stróż w hinduskim wydaniu

  

   Pisze dobre wąteczki!

  

   #FPTP

  

   Podróżnik w czasie


Shivali tu fizycznie nie ma. Widzi ją tylko James.

Shivali nieco ulżyło, kiedy dotarło do niej, że chyba własnie ten gest znaczył, że w jakiś sposób udało jej się przekonać Jamesa. Nie mogła być tego pewna i biorąc pod uwagę ile się w tamtym momencie działo to i tak pewnie było bez znaczenia... ale przynajmniej jakoś do niego dotarła. Nie mogła zrobić już nic więcej dla tamtej dziewczyny, a na pewno nie mogła już nic zrobić w tamtym momencie. Może gdy już dowie się, gdzie była ta dziewczyna i zdobędzie skądś telefon żeby powiadomić policję, i będzie mogła bez obaw zadzwonić na policję, i nie będzie już ukrywać się na tylnym siedzeniu kradzionego samochodu, i, i, i...
Nie. Na razie była tutaj, mogła pomóc Jamesowi i tym powinna się zająć, chociaż dziewczyna w zasadzie nie miała pojęcia co się tutaj działo, kim była ta kobieta, czy ona sama mogła w zasadzie cokolwiek zrobić... Na pewno nie powinna odpuszczać, przynajmniej nie póki mogła swobodnie używać mocy i mogła tutaj coś zdziałać. Chociaż tutaj. Shivali wyszła z celi za mężczyzną, w zasadzie nie mając pojęcia co może ją czekać w ciągu najbliższych paru minut. Nie powinna się tym martwić, w końcu nic nie mogło jej się stać.
- Nie zostawię cię teraz - odpowiedziała mu dużo głośniej, aczkolwiek i tak dość cicho. Z resztą, na dobrą sprawę mogłaby krzyczeć, nikt inny by jej nie usłyszał. - Nie jest w stanie mnie zobaczyć, poczuć, nic nie może mi się stać. Wystarczy, że nie będziesz na mnie zwracał uwagi, a ja będę mogła ci pomóc - dodała. Nie mogła teraz porzucić tutaj Jamesa, nie tak jak tamtą dziewczynę ledwie dzień wcześniej. Shiv nie miała pojęcia jakiego rodzaju kłopoty mógłby mieć mężczyzna, ale tu nie chodziło tylko o to. Skoro już dała radę namówić go żeby nie robił czegoś złego wbrew sobie, nie chciała pozwolić, żeby ta kobieta znowu zaciągnęła go na tamtą ścieżkę.
I kiedy w końcu ona się pojawiła, Shivali podeszła bliżej niej, ale tak żeby nie zasłaniać kobiety Jamesowi. Musiał w końcu móc prowadzić normalnie rozmowę, a w tym samym czasie dziewczyna mogłaby spróbować się dowiedzieć czegokolwiek o tej kobiecie, tym miejscu, problemach, jakie miał mieć James... czymkolwiek.
[Profil] [WWW]
  [B+]
 
Rocky Roseberry



W rękach dobrego lekarza i woda staje się lekarstwem.

Hemokinezy

87%

Sanitariusz





name:

Rocky Roseberry

alias:
Sienna

age:
24

height / weight:
154 / 45

Wysłany: 2018-06-27, 19:07   
   Multikonta: Esta, Lou, Lasair
  

   1 Rok na Giftedach!


Zbyt pewna siebie Panienka? Lalunia? Och jak wspaniale było by gdyby Rocky poznała określenia jakim ją obdarzacie. Po pierwsze wcale nie czuła się na pewną siebie. Najchętniej zwinęła by się kącie i płakała. Jednak trzymała się tylko myśli: ,,co by zrobiła Ricky?". Na pewno jej siostra nie dała by się zaprowadzić w to miejsce. Już w uliczce by użyła swojej mocy. Jednak ona nie mogła po pierwsze oczy by ją wydały. Gdyby nagle zrobiły się czerwone. Po drugie nie wiedziała czy nie wiedzieli o mocy Ricky. Trzymała się myśli, że musi być silna dla niej... musi przez to przejść i grać ją jak najdłużej było to możliwe. Nie była Ricky i wiele je różniło. Cud... iż nie doszło do nich, że mają nie te Roseberry. Cały czas Rocky nie mogła pojąć jakim cudem je pomyli i w jakie bagno wpakowała się jej siostra.
Na dziwne zachowanie Jamesa z którego do nie spuszczała wzroku nie warto nic mówić. Koleś wydawał się jej dziwny jakby miał jakiś wymyślonych przyjaciół lub nie wiem co. Nawet podejrzewała, że był mutantem, bo jak inaczej wytłumacz te jego rozmowę z duchem. Ani ona, ani kobieta nie widziały tej lub tego Shiv. Gdy mężczyzna zaczął wychodzić sama nie wiedziała czy chciała zostawać sam na sam z tą kobietą. Którą nie mogła rozgryźć i która najpewniej się przebrała. Przedtem wyglądała jak wytworna dama, dobrze ubrania i za pewne z dużą ilością pieniędzy. Początkowo co drugie słowo dochodziło do dziewczyny, Groźny? Niezrównoważony? Gwałciciel...? To wszystko brzmiał dziwnie jakby jakaś łzawa historyjka. Jeśli to wszystko prawda to czemu ona tutaj jest. Czemu policja nie przesłuchuje Sam i Ricky. Tamci na pewno by nie popełnili takiego błędu i potrafili dojść do właściwej Roseberry.
Dale Fowler? Gdzieś to słyszała, ale nie była pewna gdzie i kiedy. Próbowała sobie przypomnieć pilnując o tego by nie pokazać kobiecie, że to jej coś mówi. Obserwowała ją czuła się przy niej jak przy grzechotniku, który uważnie obserwuje swoją ofiarę za nim zaatakuje szybko zadając śmiertelny cios przeciwnikowi. Tak to było dobre określenie do niej. Stwarza pozory, nie pozwala się przejrzeć ani w ogóle jest jakaś podejrzana. Wracając do tego nazwiska wydawało się Rocky, że słyszała w Bractwie o nim. Najpierw na spotkaniu o marszu. Kojarzyła, że jakaś kobieta go i Leviego załatwiła, twarz GC i politykiem... nazywała się Vera Neumann.
- Jak się pani nazywa? - spytała Rocky musiała mieć pewność ta rana na ramieniu, ta cela. Musiała mieć pewność czy nie trafia w ręce GC, bo w tedy tym bardziej nie powinna używać mocy. Pewnie nawet nie wiedzieli, że jest mutantem. Jeśli okaże się, że przed nią stoi sama Vera Neumann o której rozmawiała Colleen wraz z tym mózgiem chyba Willem. - Skoro ma pani tyle pieniędzy czemu nie pomoże tej kobiecie - wątpiła w jej słowa nie wierzyła te bajkę o złym człowieku. Przecież jeszcze nie tak dawno mówiła, że Dale ma coś jej, co musi jej oddać. Nazywała go przyjacielem, a teraz nagła zmiana zdania. To wszystko wyglądało jakby próbowała grać na jej uczuciach. Jednak kobieta zasiała ziarno niepewność.
Kiedy zauważyła, że ta zbiera się do wyjścia... Przecież ciągle w ramieniu tkwił jej ten sztylet, a po za tym nadal krwawiła. Postanowiła spróbować skoro zamierza być dla niej taka miła. Może jej pomoże... chociaż ona nie zamierza jej,
- Zaczekaj...- zaczęła by zwróć uwagę kobiety. - Mogła pani zrobić coś z tym - spojrzała na swoje ramię. - Nadal krwawię i ten sztylet, a jeśli się wykrwawię nie będziesz mieć ze mnie żadnego pożytku.
_________________
[Profil]
    [A-]
 
James Reynolds



"Never fear shadows, for shadows only mean there is a light shining somewhere near by."

Ochroniarz Verki!





name:

James Reynolds

age:
32

height / weight:
190/100

Wysłany: 2018-06-30, 14:05   
   Multikonta: Dale Fowler
  

   Pisze dobre wąteczki!


Na całe szczęście James opuścił celę tuż przed tą całą litanią na temat nieznajomego mu mężczyzny. Gwałciciel? Jakieś papierki? Serio? Kto normalny by w to uwierzył?
Dobrze, że go tam nie było, ponieważ mógłby parsknąć niekontrolowanym śmiechem, a to... Cóż, z pewnością nie skończyłoby się dla niego zbyt dobrze.
Wracając jednak do sytuacji w której znalazł się nasz marine...
Stał przed drzwiami od celi wpatrzony w Shiv. Zabawne, ale czuł się przy niej bezpieczniej niż przy kimkolwiek. I to raczej nie z powodu jej wyjątkowych umiejętności w walce, czy czegoś w tym rodzaju - właściwie i tak nie mogłaby mu pomóc... Po prostu czuł spokój w jej towarzystwie, zupełnie jakby jej pojawianie się pomagało mu odnaleźć jakieś ukryte pokłady siły.
Hm. Chyba nawet nie będę próbował tego tłumaczyć.
- Cholera, czy Ty musisz być taka uparta? - spytał raczej sam siebie nieco zrezygnowany. Tak, dobrze wiedział o tym, że taka właśnie jest. Nie zostawiłaby go tutaj, chyba, że by musiała. I choć nie przyznałby tego przed nikim, ani przed samym sobą - cieszył się, że tu jest. Inna sprawa, że jakaś jego część doskonale wiedziała o tym, że... To niebezpieczna gra, a ona nie powinna na to wszystko patrzeć.
- To nie chodzi o to, że... - nie zdążył nawet dokończyć, ponieważ usłyszał znajomy dźwięk otwierających się drzwi od celi. Urwał w pół słowa i machinalnie przybrał obojętny wyraz twarzy - zupełnie jakby miał to wyćwiczone do perfekcji. I w istocie - tak właśnie było.
Był przygotowany na to, że Vera na niego naskoczy. W sumie... Nawet jeśli nie byłby przygotowany - i tak by go nie ruszyło. Zdawał sobie sprawę z tego, że jego szefowa jest osobą z którą lepiej nie zadzierać, ale i tak nie odczuwał strachu w jej towarzystwie. Częściej nienawiść, oraz chęć zrobienia jej krzywdy. No... Nie raz wyobrażał sobie jak wciska jej gałki oczne w głąb czaszki, ale o tym może innym razem.
- Chyba nie do końca rozumiem o czym mowa. - odparł chłodno odnosząc się oczywiście do jej pierwszych słów. Uniósł nieco brwi do góry i spojrzał na nią, a na jego twarzy można było bardzo łatwo wyłapać tą wyraźną nutkę pogardy.
Przesunął palcami po brodzie, a kąciki jego ust drgnęły ledwie zauważalnie, jakby chciał się uśmiechnąć, ale jednak z tego zrezygnował.
- Jeśli miałbym wybierać którąś z tych opcji, to prawdopodobnie byłaby to ta pierwsza. Mam swoje sposoby na wywieranie nacisku na innych, przykro mi, że nie są tak wyszukane jak u niektórych. Tak, czy inaczej... Jeśli to wszystko, pozwoli Pani, że odejdę i zajmę się sprawami, które na mnie czekają. - kiwnął głową w dość teatralny sposób - zupełnie jakby chciał jej się ukłonić i tym razem nie powstrzymał delikatnego uśmieszku.
Szczerze mówiąc... Wcale nie miał żadnych spraw do załatwienia. Chciał się po prostu od niej uwolnić no i... Ehm, może pragnął też spędzić parę chwil ze swoim Hinduskim aniołem stróżem. Huh, dobrze, że ten anioł nie potrafił czytać w myślach. No, ale nic.
Czekał oczywiście, aż pozwoli mu odejść, warto też napomknąć, że podczas całej tej konwersacji wręcz perfekcyjnie ignorował Shiv - nawet przez sekundę na nią nie zerknął.
_________________
"You hate me now? Just you wait... Just you wait."
[Profil]
  [AB-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 5