Poprzedni temat «» Następny temat
St. James Cathedral
Autor Wiadomość
Vidar Azarov



Stay low, go fast, kill first, die last. One shot, one kill, no luck, all skill.

81%

Zastępca dowódcy oddziału infiltracji





name:

Vidar Azarov

age:
35

height / weight:
190/75

Wysłany: 2018-12-12, 17:40   
  

   1 Rok na Giftedach!


Jak na wypranego mentalnie kundla, Stuart zaczynał się Vidarowi podobać. Skuteczny w wykonywaniu swojej roli, konkretny w zadawaniu pytań dowodzącemu i oszczędzający im obu czasu zbędnymi dywagacjami nad tym, co mu powiedziano. Jak najbardziej miało sens pytanie o pajączka i w sumie był tylko jeden powód dla którego Rosjanin już nie podrzucał w dłoni kulki która śniła się mutantom po nocach.
- Preferuję bardziej bezpośrednie podejście. Bardziej satysfakcjonujące a nie zanosi się, żebyśmy mieli potrzebować dodatkowych rąk do pracy, zwłaszcza ośmiu. – Oznajmił krótko, z nutą zadowolenia z faktu, że mógł swoje ulubione podejście stosować w praktyce. Ogólnie wydawał się dość rozluźniony i nie wykazywał specjalnego stresu, co raczej ni pasowało do obrazu kogoś kto zaraz szedł walczyć z mutantką, ale cóż. Tak już miał.
- To mi w zupełności wystarczy. – Sięgnął pod płaszcz, ale zamiast wyciągać któryś z dwóch pistoletów, które pod nim ukrywał, wyciągnął pojedynczą strzałkę z mutazyną. Miał ich co prawda więcej, ale ta konkretna miała załatwić sprawę. Przesadna pewność siebie? Może. Dzięki tej pewności siebie jednak był teraz tym, który wydawał rozkazy, więc chyba służyła mu dobrze.

- Dobra, koniec pogaduch. – Zaznaczył w końcu, nieco poważniejszym głosem i wyprostowując się ciut bardziej. Teraz wyglądał bardziej jak żołnierz wchodzący do akcji. Podniósł też lewą rękę, sięgając do zegarka. – Ustaw odliczanie na dwie minuty i idź do bocznych drzwi. Kiedy miną, wchodzisz. – Polecił, czekając moment aż towarzysz będzie gotowy do zaczęcia odliczania i po rzuceniu krótkiego „teraz”, włączył odliczanie i skierował się do głównego wejścia, wkładając zatyczki do uszu.
On jednak nastawił zegarek na półtorej minuty. Po cichu stanął w wejściu do kościoła, wypatrując swojego celu. Względna pustka pozwoliła mu łatwo zlokalizować obiekt Echo i kiedy jego zegarek lekko drgnął zamiast głośnego alarmu, Rosjanin po prostu zniknął. Trzydzieści sekund różnicy między nim a Stuartem miało mu pozwolić na przebycie dystansu do ich celu niepostrzeżenie. Następnie, po prostu wynurzy się z planu astralnego już w trakcie zamachiwania się ręką ze strzałką prosto w szyję ich celu. Dziewczyna powinna być bez szans.
Kiedy odskoczy pod wpływem ukłucia, Vidar wyciągnie pistolet unieszkodliwiający i wyceluje w nią, gotowy do strzału jeśli spróbuje uciekać lub atakować.
- Idziesz z nami.
[Profil]
  [0+]
 
Stuart Ryan



Who loves the monkeys?

Śledzenie

84%

Oddział Infiltracji





name:

Stuart Ryan

alias:
Stalker

age:
25

height / weight:
180/72

Wysłany: 2018-12-22, 11:42   
   Multikonta: Szymek


Skinął głową, pokazując zrozumienie dla argumentacji. Każdy miał swoje sposoby na radzenie sobie z misjami i skoro dowódca nie był fanem używania pająków, to po prostu ich nie użyją. Stuart sam często też rozwiązwał problemy własnoręcznie, ale miał przy sobie zawsze Sentinela, na wszelki wypadek.
Czy to pewność siebie Rosjanina czyniła go dowódcą? Być może grało to istotną rolę, ale nie tylko. Stu miał pecha, by być wypranym kundlem, który nigdy nie osiągnie żadnego wysokiego stanowiska. Nie mogli wiedzieć, jak potoczyłyby się wydarzenia, gdyby było inaczej, Ale to nie miało teraz znaczenia.

- Rozkaz - Powiedział i ustawił zegarek idealnie na dwie minuty. Nie zwracając uwagi na fakt, że Vidar wkroczył do budynku wcześniej, odczekał swój czas, po czym wkroczył do budynku.
Chociaż zlokalizowanie dziewczyny było stosunkowo łatwe, dla niego było to jeszcze banalniejsze. Pomijając moc, Stu znał doskonale jej twarz, jej wygląd wyrył się w jego mózgu jak słoje w drzewie. Lecz tym razem... wyglądała inaczej. Coś mu w niej nie pasowało. Nie rozumiał tylko co dokładnie. Zbliżył się do niej, starając się jednocześnie nie zwracać na siebie uwagi. W momencie w którym Vidar wynurzył się z ciemności, Stuart znalazł się na odległość półtorej ręki od obiektu, kłądąc rękę na kaburze broni.
[Profil]
  [AB-]
 
Ophelia Engel



Don't bless me father for i have sinned...

akustykokineza

47%

Obiekt badawczy





name:

Ophelia Engel

alias:
3Ch0, Echo

age:
17

height / weight:
173/48

Wysłany: 2018-12-26, 18:14   
   Multikonta: Sami, Vera
  

   1 Rok na Giftedach!


Nie mogłam się tego spodziewać. Kolejne kroki, kolejne skrzypnięcia drzwi - tutaj nic nie znaczyły. Świątynia w końcu nie była tylko moją własnością a ja czułam się tak przytłoczona własnymi paranoicznymi myślami. Chciałam od nich odpocząć wierząc, że Bóg da mi ochronę której potrzebuję. Że właśnie tutaj nic złego nie może mnie spotkać.
Oh, jak bardzo się myliłam...
Ukłucie trafiło mnie niespodziewanie, tylko wzmagając bodźce bólowe, które i tak przecież odczuwałam. Mimowolnie podniosłam dłoń do własnej szyi, by poczuć tak znany materiał i kształt... Moje źrenice z całą pewnością się poszerzyły a dłonie zaczęły się pocić. Wyrwałam tę strzałkę nie bacząc na konsekwencje i odwróciłam się w kierunku mężczyzny - którego nie byłam w stanie rozpoznać przez zamazany wzrok. Chciałam krzyknąć. Ba - próbowałam to zrobić, ale nie mogłam wydobyć z siebie wystarczająco dużo siły. Ten jebany środek zaczął zdecydowanie zbyt szybko działać...
Ale może chociaż tyle dobrze, że ten krótki pisk zwrócił uwagę tych kilku gapiów zebranych w ławkach?
- Nie, nie, nie, nie... - Powtarzałam niczym w amoku zachrypniętym głosem, próbując się wycofać. Nawet nie zauważyłam obecności Stuarta - może właśnie dlatego widząc kolejną sylwetkę tak blisko mnie spanikowałam na tyle, by potknąć się o własne, wciąż bolące nogi?
Nie wiedziałam co robić. Nie wiedziałam jak zareagować. Nie nosiłam przy sobie broni, straciłam moc, byłam... Byłam znowu skazana. A ja tak bardzo nie chciałam znów trafić do niewoli... Moja wola pozostania na zewnątrz, zaznania życia, być może... Być może urodzenia tego dziecka i dania mu życia, którego ja nie miałam szansy doświadczyć... To wszystko działało jak zapalnik, który uruchamiał mój umysł do myślenia.
A rachunek tu był prosty - tak długo, jak jest we mnie wycelowana broń, nie mam szans.
Może właśnie dlatego pozostałam na tych kafelkach, a po chwili zaczęłam się hiperwentylować?
_________________
*Dane personalne Echo nie są nikomu znane.


I'm a prisoner.
Won't you set me free.
You can have my body,
But you can't have me.
Echo.
[mru]
[Profil]
  [B+]
 
Vidar Azarov



Stay low, go fast, kill first, die last. One shot, one kill, no luck, all skill.

81%

Zastępca dowódcy oddziału infiltracji





name:

Vidar Azarov

age:
35

height / weight:
190/75

Wysłany: 2018-12-27, 10:05   
  

   1 Rok na Giftedach!


Kolejny dzień, kolejna sprawnie przeprowadzona akcja. Igła dosięgnęła celu zanim ta była w stanie zareagować i została otumaniona niemal natychmiast. Dała rade jedynie wydostać z siebie żałosne jęknięcie, które co prawda zwróciło uwagę kilku cywili w kościele, ale to nie był żaden problem. Vidar w końcu był tu z ramienia rządu i uwaga kilku cywili mogła zostać bardzo łatwo odwrócona na jego korzyść.
- Stuart, obserwuj cywili. Niewiadomo czy któryś nagle nie zacznie pluć ogniem. W mutantów żeby zabić, w ludzi żeby obezwładnić. – Mruknął do towarzysza, który zdążył podejść bliżej. W tym czasie sam sięgnął pod płaszcz, wyciągając pokrowiec z odznaką i legitymacją swojej matczynej organizacji i na chwilę odwrócił się od celu ich wizyty w domu bożym.
- Departament Bezpieczeństwa Genetycznego. Proszę nie przeszkadzać nam w wyprowadzeniu tej uciekinierki a zaraz stąd znikniemy. – Błysnął odznaką chwilowo w stronę reszty kościoła, a jego amplifikowany akustyką wnętrza głos nie powinien mieć problemu z dotarciem do każdego. Wiadomo, że pewnie rezydentny pastor wniesie skargę na robienie zamieszania w tym miejscu, ale to miało małe znaczenie. Uciekinierka była unieszkodliwiona przy małej ilości świadków i bez sięgnięcia po broń przez nikogo.
Rosjanin zwrócił się ponownie do ich celu, który wyglądał.. mało przyjemnie. Dziewczyna się potknęła i leżała na kafelkach kościelnej podłogi, cierpiąc na coś co wyglądało jak atak paniki. Mało go to obchodziło. Bezceremonialnie miał zamiar ją odwrócić na brzuch i skuć ręce za plecami, nie obawiając się używac siły na nastolatce. Ot taki był z niego zwolennik równouprawnienia. Nie silił się na mówienie do niej, co teraz nie miało większego sensu, Następnie, w stanie który prezentowała, raczej nie było szans na wyprowadzenie jej na jej własnych nogach, na co na szczęście też miał sposób. Po prostu ją wziąć na ręce i wynieść z kościoła, prosto do samochodu, w którym każe Stuartowi usiąść obok niej z tyłu i pilnować, podczas gdy sam przyciśnie gaz prosto do Departamentu. No, chyba, że coś się gdzieś po drodze popsuje.
[Profil]
  [0+]
 
Stuart Ryan



Who loves the monkeys?

Śledzenie

84%

Oddział Infiltracji





name:

Stuart Ryan

alias:
Stalker

age:
25

height / weight:
180/72

Wysłany: 2019-01-04, 23:24   
   Multikonta: Szymek


Świątynia była miejscem wspólnym. Miejscem w którym zbierali się wszyscy grzesznicy, pragnący odkupienia. Głupcy! Prawdziwy wierny Boga zawsze ma w sobie i ze sobą, nie potrzebuje świątyń ani kaplic! Wszyscy zostaną potępieni, on pewnie też, ale zrobi wszystko, byle tylko do tego nie doszło. By zbawić swoja duszę.
By zbawić duszę... musiał skupić się na zadaniu. Taka była jego rola. I choć chciał dowiedzieć się, co przydażyło się dziewczynie pod jego nieobecność, rozkazy brzmiały inaczej.
- Ma się rozumieć! - Odpowiedział zwięźle (cóż, w języku angielskim na pewno brzmiało to bardziej zwięźle), skanując wzrokiem otoczenie. Ryzyko ataku ogniowego było niemałe, w końcu ilu potępionych mutantów szukało tu spokoju ducha? Tylko który z nich odważyłby się zaatakować członków Departamentu gotowych do akcji? Na świecie było niemało desperatów i głupców, lecz większość z nich była już leczona za murami ośrodka. Nie można jednak wykluczyć żadnej możliwości.
Ręką sięgnął w kierunku broni, nie spuszczając wzroku z tłumu.
[Profil]
  [AB-]
 
Ophelia Engel



Don't bless me father for i have sinned...

akustykokineza

47%

Obiekt badawczy





name:

Ophelia Engel

alias:
3Ch0, Echo

age:
17

height / weight:
173/48

Wysłany: 2019-01-07, 22:05   
   Multikonta: Sami, Vera
  

   1 Rok na Giftedach!


Słysząc imię Stuarta... Zamarłam. Kojarzyłam go. Miałam to dziwne wrażenie że cały czas za mną chodzi. To musiał być on, prawda? Mimowolnie odwróciłam wzrok w kierunku głosu, który odezwał się na rozkaz większego z mężczyzn, by rzeczywiście odnaleźć w nim znajomą mi sylwetkę.
- Stuart, błagam Cię, nie pozwól mu! - Krzyknęłam błagalnym tonem w kierunku Ryana. Był kundlem. Wiedział, z czym się wiąże życie kundla. Musiał to rozumieć. Musiał!
Tylko że... Przecież dobrze wiedziałam, że mi nie pomoże. On... On był już po terapiach. I co najgorsze - wiedziałam, że jeśli dzisiaj mnie złapią, skończę dokładnie tak samo jak on.
Wciąż głośno i szybko jednak oddychałam, zalewając się krwawymi łzami. Próbowałam się odsunąć, odpełznąć, gdzieś za siebie. Byle nie być na wyciągnięcie ręki Vidara. Byle być jak najdalej, byle... Mieć szansę na ratunek.
Traciłam jednak nadzieję...
Szlochałam, tak głośno szlochałam. A w momencie, gdy dostrzegłam jego rękę kierującą się prosto na mnie... Po prostu ją ugryzłam. Nie wiedziałam, jak inaczej mogę z tym walczyć. Wiedziałam jednak, że chcę chronić to małe, nienarodzone stworzonko rozwijające się we mnie. Za wszelką cenę.
_________________
*Dane personalne Echo nie są nikomu znane.


I'm a prisoner.
Won't you set me free.
You can have my body,
But you can't have me.
Echo.
[mru]
[Profil]
  [B+]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2019-02-03, 02:24   

Czy mężczyzna zdawał sobie sprawę z tego, co najlepszego zrobił? Oczywiście doprowadził do tego, że wstrzyknął mutazynę ciężarnej mutantce, ale przewracanie jej na brzuch, w którego łonie przebywało dziecko mutantki, wzbudziło gniew przebywających w kościele ludzi. Nie obchodziła ich żadna odznaka ani jego towarzysz, któremu przydzielił obserwację wszystkich dookoła. Najodważniejsza babcia, w siwych włosach upiętych w kok i okularach, niskiego wzrostu z fioletową torebką, pełna niezadowolenia zaczęła zbliżać się do Vidara.
- To święte miejsce a Pan celuje do ciężarnej? Nie widzisz Pan w jakim jest stanie? Wstydź się! A tą broszką to świeć sobie gdzie indziej.
Wyrzuciła z siebie podchodząc bliżej mężczyzn. Jakby chciała tej bezbronnej kobiecie pomóc. Inni ludzie częściowo zareagowali na jej słowa i też nie okazywali zadowolenia tym, co wyprawia Departament Bezpieczeństwa Genetycznego. Z kolei pozostali, cofnęli się domyślając, że Ci panowie złapali właśnie mutanta. Współczuli jednak kobiecie, że była w ciąży.
Przebywający w kościele ludzie, byli zwyczajnymi cywilami. Nie było wśród nich mutantów. Jedynie jedna babcia wykazała się odwagą by postawić przeciwko nim. I nawet kierowała w ich stronę, chcąc przegonić ich swoją torebką. Liczbowo, można było naliczyć do dziesięciu osobników.
O ile Ophelia nie stanowiła już zagrożenia, mężczyzna wziął ją na ręce. Płacz panny Engel był słyszalny w kościele i mógł odbijać się echem. Widać było po niej, że nie chciała iść tam, gdzie ją zabierają. Vidar był gotów minąć przeszkodę i zabrać uciekinierkę do samochodu. Lecz co tym razem uczyni Stuart?
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,03 sekundy. Zapytań do SQL: 5