Poprzedni temat «» Następny temat
Mieszkanie #2
Autor Wiadomość
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-11-22, 21:23   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Powinnam być zła.
Powinnam.
Ale... Czy ja w ogóle miałam na to energię?
Jak widać - na nic były moje protesty, na nic były moje próby udowodnienia własnej siły. Ale może... Może to i lepiej. W moim obecnym stanie rzeczywiście nawet te kilka kroków wydawało się trasą nie do przebycia. Mimo tego... Czułam się nieswojo. Całe moje życie za bardzo odstawałam. Całe życie szłam równo z moimi przyjaciółmi, nie okazując tej delikatności, która była przypisywana kobietom. Więc to... To było dla mnie takie inne. Takie... Nie moje.
Nie wiedziałam, jak się z tym czuję. Czy to było miłe? Czy raczej dziwne? Było mi głupio, sama nie wiem, czego się wstydziłam w tej sytuacji. Słabości? Delikatności? Tego, że i ja potrzebuję czasem trochę ciepła i zrozumienia?
Nie... Nie wiedziałam. I wolałam chyba nad tym nie myśleć. Przynajmniej nie teraz, gdy głowa i żołądek wciąż sobie ze mną pogrywały...
- Więc... To nie był sen? - Zapytałam tępo, po czym szybko odwróciłam swój wzrok, zagryzając własne wargi. Kurwa mać. Ja mu to powiedziałam. Ja mu to wszystko mówiłam. Obnażyłam się przed nim ze wszystkich skrywanych od miesięcy tajemnic. Pokazałam w swojej najgorszej odsłonie. A on... On i tak tu był?
Podciągnęłam wyżej swoje kolana. zbliżając je do własnej brody. W tej pozycji przynajmniej brzuch choć trochę odstępował, chociaż te nudności nieco odpuszczały. Teraz... Teraz walczyłam sama ze sobą. Nie wiedziałam, co robić. Nie wiedziałam, czy to, o co chcę prosić nie zniszczy wszystkiego...
- Nie najlepiej. - Wydukałam w końcu, nawet nie potrafiąc znów na niego spojrzeć. Po mojej skroni spływały dwie krople potu, a moja skóra z całą pewnością wydawała się teraz niczym blada bibułka. Spojrzałam na własne przedramiona, by po chwili przyjrzeć się mężczyźnie siedzącemu obok. Miał czysty mundur, wyglądał wyjątkowo dobrze jak na kogoś, kto dzień wcześniej usłyszał tak wiele przykrych słów. Kto widział tak wiele smutnych obrazów... - Czemu... Wróciłeś? - Zapytałam łamiącym się głosem. Nie rozumiałam go. Wcale go nie rozumiałam. Ja tak łatwo potrafiłam skreślić własnego brata przed laty tylko przez jego mutację, a Kersey nie skreślił mnie nawet po tych wyzwaniach? Nie, coś tu było nie tak. Coś tu było bardzo nie tak...
W mojej głowie pulsowało. To bolało, tak mocno bolało, że nie zdołałam dłużej wytrzymać. Zaszklonymi oczyma spojrzałąm na swego przyjaciela, ledwie wyduszając z siebie ostatnie słowa.
- Brian... Ja... Ty... Ty masz... Coś mojego. Proszę, daj mi to... Potrzebuję tego...
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Brian Kersey



...

Członek Oddziału Taktycznego Niebieskiego Szwadronu





name:

Brian Anthony Kersey

age:
35 lat

height / weight:
182/96

Wysłany: 2018-11-25, 01:20   
   Multikonta: Liam, Nicholas, David, Seba
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


- Nie. To nie był sen.
Potwierdził jej słowa, nie zamierzając nawet kłamać. Niech wie, że co działo się poprzedniego dnia, było prawdziwe, jeżeli cokolwiek z tego pamiętała. Swoje wyznania i dziwne stwierdzenia, których by na trzeźwo pewnie nie wypowiedziała. Była naćpana i próbowała popełnić samobójstwo. A Brianowi aż ciężko się na to patrzyło. Mimo to, pomógł jej. Bo mu na niej zależało.
Dostrzegł to odwrócenie wzroku, przygryzanie wargi. Źle się pewnie czuła z tym, co zrobiła ostatniego dnia. Lecz on nie miał jej niczego za złe. Wyrzuciła po prostu z siebie co na niej ciążyło. A on był tutaj także by jej wysłuchać. Opiekował nią jak i kiedy mógł.
Było po niej widać, że nie czuła się najlepiej. Więc wstał i wrócił po torbę z jedzeniem i piciem, jakie dla niej przyniósł. W takiej papierowej, typowo zakupowej. Zwrócił także uwagę na brudzoną podłogę, którą wypadałoby umyć. Pierw jednak wrócił do Sam, siadając na swoim miejscu, przy niej na materacu. Chciał podać jej ową torbę, ale wtedy padło to pytanie. "Czemu wrócił?"
- Bo Cię kocham Sam. I nie potrafię tego wytłumaczyć.
Krótko, treściwie przekazał jej swoją odpowiedź. Nawet od serca. Nie kręcąc, nie owijając w bawełnę. Od tak wprost jej powiedział o swoich uczuciach. Nawet spojrzawszy w jej oczy, jeżeli uraczyła zatrzymać na nim swoje spojrzenie Wtedy podał jej torbę.
- Tutaj masz jedzenie, wodę i ziołową herbatę. Dorzuciłem też coś słodkiego.
W słodyczach była tabliczka czekolady jak i to co lubiła zawsze podjadać. Dodatkowo były dwie kanapki, woda w butelce i tak samo herbata. Znaleźć można było też dwa jabłka. Grzebiąc głębiej, rzucą się w oczy leki przeciwbólowe. Zwykłe, nie te silniejsze, o których już raczej nie wspomniał. Ale sama powinna je dostrzec później.
Ale przy tym wszystkim musiała się też o jednym przypomnieć. Wtedy już westchnął i pokręcił głową.
- Nie dzisiaj. Zatrzymam i oddam jak zagoją Ci się rany, dobrze?
Mogła być pewna, że w ogóle jej odda. Ale teraz, chciał by doszła do siebie. Mały odwyk od odpływających leków jej dobrze zrobi. Nie zabije mu się tak szybko.
[Profil]
  [A+]
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-11-25, 20:23   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Bolało.
Wciąż... Bolało...
Nie wiem jakiej odpowiedzi się spodziewałam. Nie wiem, co chciałam usłyszeć. W sumie niczego już nie wiedziałam. Ale jego słowa... Chyba wręcz mnie rozbawiły? Prychnęłam jedynie słysząc to krótkie zdanie. I bynajmniej chodziło tu o samego Kerseya.
- Zabawne, nie? Mogę na Ciebie liczyć bardziej, niż na rodzonego brata. Albo ciotkę... - Wydukałam jedynie, dość jednotorowo odbierając wyznanie mężczyzny. Tyle lat widziałam w nim wzór do naśladowania, tyle lat był dla mnie autorytetem... Chyba już zaczęłam uznawać tego typu uczucia względem niego za naturalne. Że tak po prostu jest. Nawet nie zdając sobie sprawy, że miał na myśli zupełnie coś innego.
Co jednak gorsze, te dwa słowa mimo wszystko bolały. Ile miesięcy minęło, odkąd ostatni raz powiedziałam to mojej kruszynie? Ile długich dni minęło, od jej ostatniej odpowiedzi?
- Wszyscy mnie skreślili. Aaron, Selene, Ricky, Dale... Wszyscy o mnie zapomnieli. Gdyby było inaczej... Próbowaliby.. Cokolwiek... Przez tyle miesięcy... - Mój głos się znów łamał, gdy tak sobie upraszczałam tę całą sytuację. Nie wiem nawet dlaczego wierzyłam, że ktokolwiek chciałby dla mnie cokolwiek zaryzykować. Przecież byłam niczym. Nic nie znaczyłam. I od długich tygodni udowadniano mi to z każdą chwilą coraz bardziej...
A jednak... Z jakiegoś głupiego powodu wierzyłam, że choćby ten telefon się odezwie. Że choć w związku ze zbliżającym się świętem dziękczynienia usłyszę od nich choć jedno słowo...
A towarzyszyła mi tylko głucha cisza...
Jeszcze pół roku temu wierzyłam, że mogę być kochana. Dziś w to tylko wątpiłam... Dziś byłam dokładnie tym, za co uważał mnie Rząd - nędznym, nic nie znaczącym robakiem...
Nawet nie wiem kiedy, po moim policzku zaczęła spływać pojedyncza łza, a do gardła pchało się głuche westchnienie. Widząc kolejne kroki mężczyzny, jego prosty gest z tą brązową torbą, uśmiechnęłam się tylko smutno, kręcąc przecząco głową.
- Nie chcę. - Skwitowałam krótko jego starania. Niedobrze było mi na jakąkolwiek myśl o jedzeniu a ból wcale nie odpuszczał. To było... Tak nieprzyjemne. Cierpiałam, bardzo cierpiałam. A głód tylko wzmagał te negatywne odczucia. Słysząc odmowę, moje usta wygięły się w niezadowolonym grymasie, gdy pociągałam nosem powstrzymując się przed kolejną falą płaczu.
- Proszę Cię... - Niemal wyjęczałam, już czując jak robię się czerwona na twarzy. Było mi tak bardzo wstyd, że w ogóle muszę to robić. Że on o tym wszystkim wie. W tym momencie złe samopoczucie tak przyćmiło mój umysł, że nawet nie myślałam o konsekwencjach mojego zachowania i ubytku w towarze. A przecież... Przecież znałam zasady. - Brian, błagam, daj mi... - Dodałam po chwili, jeszcze bardziej żałośnie.
Byłam słaba. Wciąż byłam słaba...
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Brian Kersey



...

Członek Oddziału Taktycznego Niebieskiego Szwadronu





name:

Brian Anthony Kersey

age:
35 lat

height / weight:
182/96

Wysłany: 2018-11-27, 01:21   
   Multikonta: Liam, Nicholas, David, Seba
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Nie odpowiedział, ale patrzył na nią. Widząc wciąż w jej oczach cierpienie. Smutek i bezsilność. Sam niewiele mógł zdziałać. Chciałby jej pomóc i na razie mógł w jeden sposób. Łamiąc zasady. Swoje i miejsca w którym pracuje. Już i tak stracił spore zaufanie u przełożonego, po ostatnim incydencie parę miesięcy temu. Czemu nie przestał jej kochać? Nie potrafił. Odkąd po latach ją znów zobaczył, dane uczucie na nowo rozgrzało się w jego wnętrzu.
- Nie sądzę. Może pamiętają o Tobie, ale nie mogą z Tobą zobaczyć. Nie wiedząc że tutaj jesteś.
Próbował ją pocieszyć, nawet mając świadomość że to nie pomoże. Jej brata znał. A nawet miał z nim nieprzyjemne relacje, które skończyły się jak skończyły. O czym nie mówił Sam. Nie musiała tego wiedzieć. Co do pozostałych, Ricky ne udało mu się znaleźć. Ale Dale, o którym wspomniała... Miał z nim kontakt. Co go z nią łączyło? Aż korciło zapytać.
Podał jej torbę z żywnością i napojami, by jakoś przetrwała kolejne dni.
- Nie przyjmuję odmowy.
Odparł od razu, siadając na materacu tak, by mieć przed sobą jej oblicze. Dość blisko usiadł, by móc w razie czego znów przytulić, jak wczoraj. Ona jednak uparcie chciała sięgać po te tabletki. Czyżby to było uzależnienie? Gdzie podziała się jego silna Samantha? Spuścił głowę, jakby zastanawiał. Zaraz jednak spojrzał na nią ponownie. Ujął jej podbródek, zbliżył do niej twarz i złożył na jej ustach delikatny pocałunek.
- Chcesz stąd wyjść?
Zapytał szeptem, puszczając jej podbródek i patrząc w oczy. Ryzykowne podejście, ale nie bez powodu mówił dość ściszonym głosem i tak blisko jej twarzy.
[Profil]
  [A+]
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-11-27, 02:22   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Po mojej głowie przewijały się tylko czarne scenariusze. Już od bardzo długiego czasu nie potrafiłam dostrzec pozytywów, nie widziałam już jasnej strony. Wszystko owiane było mrokiem, smutkiem i cierpieniem. Pewnie dlatego nie potrafiłam się pogodzić z tym, że od bliskich nie dostawałam znaku życia.
Wbrew jednak przypuszczeniom mężczyzny - ja widziałam tylko dwie opcje. Skreślili mnie, albo nie żyli...
Sama nie wiedziałam, która z tych opcji była gorsza. W którą wolałabym wierzyć. Wiedziałam jednak, że nie było sensu mówić tego na głos. Gdybym tylko sama usłyszała te słowa, nawet wypowiedziane moim własnym głosem... Znowu wpadłabym w rozpacz. Znów nie mogłabym powstrzymać fal łez i szlochu. Znowu... Znowu bym pękła.
Przygryzłam więc tylko własną wargę, powstrzymując się przed wypowiedzeniem choćby najmniejszej sylaby prowadzącej do kolejnego słowotoku. Tak było prościej... Jak zawsze. Ukrywać wszystko w sobie, aż do krytycznego momentu...
Podciągnęłam trochę wyżej kolana, słysząc jego słowa. Był uparty, jak zawsze. Chyba nawet bardziej niż ja. Dziś jednak nie było opcji, żebym uległa. Nie, gdy ścisk w żołądku niemal w ogóle nie odpuszczał. - Jak nie chcesz mieć więcej do sprzątania, to serio odpuść... - Wyrzuciłam z siebie, nieco zirytowanym już tonem. Może i rzeczywiście od dłuższego czasu nie jadłam jak należy, a moje policzki z całą pewnością się już zapadły. Schudłam, wiedziałam o tym, ale... To nie znaczyło, że można we mnie wmuszać jedzenie. Tym bardziej, gdy wiązałoby się to z kolejnymi konwulsjami. Nigdy też bym się nie domyśliła, że wewnątrz tej torby może znajdować się coś, co może mi ulżyć w tym cierpieniu.
To... To jednak nie było najgorsze. Najgorsze miało dopiero nadejść.
Nie spodziewałam się niczego niezwykłego, gdy Kersey zajął miejsce tak blisko mnie. Przecież to było normalne. Gdy zbliżył się jeszcze bardziej... Spodziewałam się raczej reprymendy, kilku ostrych słów prosto w oczy, co bym się w końcu wzięła w garść - dokładnie tak jak dawniej. Zamiast rygoru jednak... Spotkała mnie ta dziwna delikatność, która na krótką chwilę całkowicie wybiła mnie z rytmu i obecnej tu ciężkiej atmosfery. Przez krótką chwilę po prostu zniknęłam, w ogóle nie pojmując tego, co się dzieje. A gdy to do mnie doszło...
- Jezu, Brian, nie... - Wydukałam z siebie z szeroko otwartymi oczami. Dopiero teraz zrozumiałam co miał na myśli mówiąc, że mnie kocha. Wpadłam w panikę, moje wargi i dłonie drżały w tym obliczu strachu. On nie mógł. Po prostu nie mógł. Wiedział, jak źle się to może skończyć. Wiedział, ile nieszczęść przynoszę tym, którym na mnie zależy. Dlaczego więc musiał pójść w tak głupim kierunku?
Czułam, jak w mojej głowie zaczyna wirować. Czułam, jak staje się coraz lżejsza. Czułam, jak upijam się tą chwilą, przez tę moją przeklętą moc, gdy traciłam nad nią panowanie przy tak olbrzymim stresie. Czego jednak nie wiedziałam - i na Kerseya ta moc dziś miała wpłynąć. Czyżby to miał być pierwszy omen nieszczęść, które miałam na niego sprowadzić?
Próbowałam się docisnąć plecami do ściany, utrzymać pionową pozycję, powstrzymać od płaczu. Naprawdę próbowałam. Jednak gdy mężczyzna tylko wspomniał o wyjściu, niemal natychmiast przed moimi oczami widziałam Ogara. Niemal bez myślenia, podniosłam jedną ze swoich dłoni umieszczając ją na własnym karku. Na miejscu, gdzie został przypieczętowany mój los. - Nie wyjdę stąd Twoim kosztem... Nie możesz tego zrobić, nie możesz... - Odparłam, łamiącym się głosem. Przeszklonych oczu również nie odrywałam od mężczyzny. Co najgorsze... Nawet mimo tej paniki, nawet mimo stresu, nawet mimo strachu... Wewnątrz i tak czułam jakieś dziwne ciepło...
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Brian Kersey



...

Członek Oddziału Taktycznego Niebieskiego Szwadronu





name:

Brian Anthony Kersey

age:
35 lat

height / weight:
182/96

Wysłany: 2018-11-29, 01:29   
   Multikonta: Liam, Nicholas, David, Seba
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Był uparty dla jej dobra. Wiedział jakie tutaj panują warunki i jak im, mutantom, ciężko o żywność. Mieli wszystko wydzielone. Ze względu na ostatnie zachowanie Samanthy, Brian postanowił samemu osobiście jej przynieść posiłek.
- I tak muszę posprzątać. Nie mówię byś jadła teraz, ale zrób to później.
W tonie jego głosu można było wyczuć nutę przymuszenia, ponaglenia by dzisiaj coś zjadła. Domyślał się, że przez to przez co przechodziła obecnie i od ostatnich miesięcy, nie pozwalało jej funkcjonować normalnie
Sam wyglądała marnie. Czego Brian jej już nie wypominał. Poniekąd czuł się odpowiedzialny za to, że tutaj była przetrzymywana. Ale przynajmniej nie w ciasnej i zimnej celi.
Wiedział, że Samantha woli kobiety i kocha kogoś innego. Wiedział, że bardziej może narazić swoje stanowisko pracy, za kumplowanie się z mutantem. A co dopiero za kochanie się z takowym. A mimo wszystko, zaryzykował. Był widocznie gotów na poświęcenie by ją ratować.
Pocałunek był dla niej szokiem. Do tej pory traktował ją jak siostrę. Lecz to uczucie się pogłębiło, że w końcu postanowił jej wyznać prawdę. Wręcz w czynach, bowiem w słowach nie wierzyła mu tak, jakby tego on chciał. Bo przecież nie dodał, że kocha ją jak siostrę. On kocha ją jako kobietę.. Jej ręce zadrżały. Bała się. Wiedział jak wiele ryzykował. Ale nie uważał, że przez nią miałby mieć spieprzone życie. W tym przypadku to on sobie robi pod górkę z przełożonymi. Gdyby ktoś go tutaj teraz widział....
- Nie powinienem... Wiem.
Spuścił na chwilę wzrok. Nie bardzo wiedział co ma odpowiedzieć, ale przyznał że faktycznie to nie powinno mieć miejsca. Nie dlatego, że pełnią inne role, ale że Sam kocha inną osobę i to kobietę... Powinien uszanować jej wybór.
Byłoby wszystko dobrze, gdyby Brian nie poczuł się jakoś dziwnie. Jakby wypił kilka kieliszków. To jednak nie wpływało na razie na zmianę jego zachowania, lecz odniósł dziwne wrażenie, że coś się dzieje? Albo ma złudzenia
Zaproponował jej ucieczkę. Ale nie chciała się godzić. Nie chciała by to się odbywało z jego kosztem. Jego poświęceniem kariery i zawodu. I jej słowa to potwierdziły.
Jej dotyk na kark sprawił, że przypomniała mu o chipie jaki miała na tyłach. Tak, musieli ich "zaszczepić" To było przymusowe. Musiałby też dowiedzieć się, jak go wyłączyć i wyjąć. A znalezienie kogoś kto by się tego precyzyjnie podjął, było dość trudne i wymagało czasu w poszukiwaniach. Wątpił, by któryś z medyków czy naukowców DOGS, byłby chętny mu w tym pomóc.
Brian pogładził wierzchem dłoni jej policzek, jakby chciał ją uspokoić.
- Nie pytałem czyim kosztem, ale czy w ogóle chcesz.
Poprawił ją. Posyłając uśmiech ciepły, by mu zaufała. W chwili obecnej miała tylko jego.
[Profil]
  [A+]
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-11-29, 20:40   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


On tego nie rozumiał. On tego tak bardzo nie rozumiał...
Wmuszenie w siebie czegokolwiek, gdy dusza cierpiała a ciało prosiło o wybawienie było krokiem nie do obejścia. Dążyłam do samozagłady. Wiedziałam o tym od miesięcy - już od momentu, gdy pierwszy raz mnie aresztowano. Wtedy próbowałam się upić, w pustych szklankach znaleźć ukojenie. Tak bardzo nie potrafiłam wtedy docenić wszelkich starań Roseberry, bym w końcu wyszła na prostą. Zagłębiałam się w tym dziwnym stanie, gubiłam się we własnych myślach, zatracałam samą siebie. I... Od tamtej pory nic się nie zmieniło.
Moja sytuacja się pogarszała. Zatracałam się coraz bardziej. Ta silna i niezależna kobieta po prostu niknęła w oczach. Nie było jej. Jakby... Jakby nigdy nie istniała.
Nie potrafiłam też opanować tej paniki, która mnie ogarnęła. Przed moimi oczami zaczęły wracać paskudne obrazy z przeszłości - gdy dobijałam się do pustego mieszkania Kruszyny, gdy widziałam, jak Alison wykrwawia się na śmierć patrząc prosto w moje oczy... Słyszałam słowa, które Ricky wypowiadała w naszej ostatniej rozmowie... To wszystko... Tak bardzo bolało. Nie byłam już w stanie powstrzymać łez, które mimowolnie spływały po moich policzkach. A to wszystko tylko pogarszała działająca na mnie moc...
- Nie możesz Brian. To... To się źle skończy. To się zawsze źle kończy... - Wydukałam łamiącym się głosem. Pragnęłam miłości. Pragnęłam ciepła. Pragnęłam tego wszystkiego, czego nie miałam od tak wielu miesięcy. Pragnęłam czegoś innego niż ból, ale nie potrafiłam tego otrzymać. Nie, gdy wiedziałam, że to odbije się na drugiej stronie.
Moje serce i ciało tak bardzo o to prosiły, gdy umysł wciąż głośno krzyczał nie.
Z całą pewnością - Kersey był w stanie to dostrzec. Przez tę ścianę strachu, drżenie każdej kończyny i tak się przebijało. Na mojej bladej twarzy z całą pewnością zagościł też rumieniec, ledwie przebijający się pod słonymi kroplami z moich powiek. Tak bardzo nie chciałam, by kiedykolwiek mówił to na głos. By kiedykolwiek to pokazał...
Tak bardzo wierzyłam, że lepiej będzie, gdy wszyscy mnie skreślą...
- Nie każ mi tego mówić na głos, gdy znasz odpowiedź. Proszę, nie rób tego. Nie rób nic głupiego. - Załamywałam się coraz bardziej. Dobrze wiedział, jak to miejsce na mnie wpływa. Dobrze wiedział, jak źle je znoszę. Ale nie chciałam... Nie chciałam znów sprawiać komuś problemów. Nie chciałam, by znów musiał zetknąć się z tym potworem. Nie chciałam, by musiał przejąć moje ciosy. To ja pokutowałam. To ja musiałam odpowiedzieć za swoje czyny.
I tak bardzo nie chciałam, by i on musiał je na siebie przejmować....
Mimowolnie jednak, opadłam lekko na bok, wciąż trzymając kolana pod swoją brodą. Opadłam, opierając się o jego klatę. Opadłam, słysząc jego bicie serca. Wtulałam się twarzą w jego mundur, nie powstrzymując już łez. Pozwoliłam sobie w końcu, by wszystkie te emocje mnie opuściły...
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Brian Kersey



...

Członek Oddziału Taktycznego Niebieskiego Szwadronu





name:

Brian Anthony Kersey

age:
35 lat

height / weight:
182/96

Wysłany: 2018-11-30, 23:54   
   Multikonta: Liam, Nicholas, David, Seba
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Brian nie wiedział, kiedy tak dokładnie namieszało mu się w głowie, odnośnie swojego podejścia do mutantów. Czy to faktycznie powodem było spotkanie Samanthy w celi więziennej? Czy może już od posiadania kolegi w wojsku, doczepianego przez swoje umiejętności mutanckie i ukrywany przez wojsko przed antymutanckimi organizacjami, zanim powstał DOGS? To drugie zdecydowanie odpadało, jako że jeszcze wtedy nie wierzył, by istniało coś takiego jak mutacja czy gen X. Inne zaś wydarzenia mu otworzyły oczy. A Sam otworzyła mu serce. Nie musiała nawet nic robić. Ale samo jej ujrzenie, go w nim otworzyło. Że wyznał jej swoje uczucia. Nie wiedząc kiedy tak na prawdę się w niej już kochał. Jak długo tłumił te uczucia do niej. I mimo tego, spełnił życzenie jej brata, by odciąć się od niej na długie lata. Do czego to doprowadziło? Może gdyby nie wyjeżdżał i został z nią, nie siedziałaby tu teraz?
Sam dalej panikowała. Bała się. Nawet uważała, że nie powinien. Co było właściwie słuszne. Ale czy źle się skończy? Brał to pod uwagę. Nie odpowiedział. Nie wiedział co ma powiedzieć. Obserwował ją i przy kolejnej odpowiedzi z jej strony, zrozumiał, że chciała. Objął ją, kiedy wtuliła się do jego klatki piersiowej. Przytulał, by mogła się uspokoić.
- Nie bój się. Nie zrobię niczego głupiego. Ale też będę miał do Ciebie prośbę.
Spojrzał na nią z góry.
- Przywróć do swojego wnętrza dawną siebie. Nie poddawaj się. Nie pozwól by to miejsce Cię zniszczyło. Bądź silna. A przynajmniej próbuj. Nie chcę Cię stracić.
Rzekł szczerze. Chcąc by walczyła w tej chwili o siebie. O swoje dawne wnętrze i je przebudziła. Tę swoją wewnętrzną tygrysicę i nie pozwoliła, by Ogary i inne psy ją gnębiły. Musi się wzmocnić. A to miejsce tez jest dobrym testem. Ale czy ona da radę?
[Profil]
  [A+]
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-12-01, 01:28   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Nie wiedziałam, co się ze mną działo. Czy to wina mocy, a może głodu? Dałam się ponieść, całkowicie nie panując nad własnymi emocjami. Płakałam, dając upust wszystkiemu, co złe. Chowając się przed światem w ramionach Kerseya, chowając się przed tą zimną klatką w której mnie zamknęli. Przed laty w życiu bym się po sobie nie spodziewała, że odważę się przy nim na taki gest. Że pozwolę sobie kiedykolwiek pokazać moją słabość.
Pociągnęłam żałośnie nosem, słysząc jego słowa. Pocieszało mnie to, nawet, jeśli nie było tego po mnie widać. Chciałam tylko mieć pewność, że nie postawi wszystkiego na jedną kartę - nie dla mnie.
Przetarłam wierzchem swojej dłoni własne policzki, mocząc we łzach również te przesiąknięte już krwią bandaże. Nie wiedziałam, czy chcę widzieć, do jakiego stanu się doprowadziłam - a jednak, mimo wszystko, dalej tępo wpatrywałam się w te zabrudzone opatrunki.
- Nie wiem, czy potrafię ją znaleźć. - Odpowiedziałam cicho, łamiącym się głosem, nie zmieniając swojej pozycji. Wciąż skulona, wciąż przy jego boku, wciąż walcząca o odzyskanie władzy nad samą sobą. - Mogę próbować, ale... Ale... Nie kiedy to tak boli... - Nie wiem, czemu to z siebie wydusiłam. Przecież właśnie mnie o to prosił, bym tego nie robiła. A ja znów, grając na jego emocjach, próbowałam odzyskać swoją własność. Te małe, przeklęte tabletki, które dawały ukojenie, gdy nic innego nie pomagało. - Proszę Cię. Tylko dzisiaj. Choć jedną... - Nie mogłam tego przerwać. Byłam uzależniona. To było silniejsze, niż mój ciąg do alkoholu. To było silniejsze od całej mnie. Moje oczy usilnie szukały jego tęczówek - bo jeśli słowa nie wystarczały, to może właśnie zaszklony wzrok coś przekaże?
Nawet, jeśli te ślepia same nie wiedziały, co chciały powiedzieć...
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Brian Kersey



...

Członek Oddziału Taktycznego Niebieskiego Szwadronu





name:

Brian Anthony Kersey

age:
35 lat

height / weight:
182/96

Wysłany: 2018-12-01, 19:13   
   Multikonta: Liam, Nicholas, David, Seba
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Cały czas obejmował Sam. Przytulał do siebie, nie przejmując tym, że moczyła jego marynarkę swoimi łzami. Potrzebowała to wszystko wyrzucić z siebie. Potrzebowała kogoś obok siebie. A miała tylko jego. W tym piekle w jakim się znalazła.
Poddawała się. Wiedział że nie będzie taka jak kiedyś. Ale chciał, by była silna na tyle, żeby przetrwać. Jednakże jej uzależnienia w tym nie pomagały. Alkohol i prochy. Ciężko będzie ją od tego wyleczyć. Tutaj nie łatwo było o jakąś terapię, która by jej pomogła stanąć na nogi. To miejsce miało być pokutą. Tu nikomu nie pomagano.
Westchnął, kiedy znów zaczęła go prosić o to, co jej właśnie zabrał. Te tabletki były zbyt silne dla niej. Zachowując jeszcze trzeźwy umysł, mimo dziwnego uczucia bycia po jednym czy dwóch kieliszkach, sięgnął po torbę z jedzeniem i piciem dla niej. Postawił przed nimi.
- Nie lepiej wziąć coś łagodniejszego?
Zapytał. Chcąc by zajrzała do torby. Tam miała poza jedzeniem i napojami również lekarstwa. Na sen i na bóle głowy i ran. Był świadom tego, że to będzie dla niej za mało. Ale przynajmniej mu się nie zatruje.
- Chciałbym byś żyła. Chcę, byś była na tyle silna, by to wszystko przetrwać. A wtedy może los wynagrodzi Ci cierpienie. Nie poddawaj się Mała. Zawsze Cię kochałem i kocham nadal. Jesteś dla mnie wszystkim. Więc też pozwól sobie pomóc z nałogami. One Cię osłabiają.
Terapeutą czy pocieszycielem dobrym może nie był, ale starał się przynajmniej by żyła. By miała w nim wsparcie i pozwoliła sobie pomóc. Za wiele przeszła. I gdyby miał wyższą pozycję w DOGS, zapewne byłby wstanie coś lepszego jej załatwić. A tak? Nie miał prawa głosu. Sprzeciwy były źle odbierane. Przekonał się o tym.
[Profil]
  [A+]
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-12-01, 23:25   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Powoli się uspokajałam, to było pewne. W jego ramionach czułam to bezpieczeństwo, którego brakowało mi od tak długiego czasu. Tak długo odrzucałam od siebie wszystkich - każdy dotyk, każde zbliżenie, każdy miły gest. Tutaj nie można było nikomu ufać. Tutaj byłeś sam i sam walczyłeś z przeciwnościami losu. A to... Wcale nie było takie proste, gdy tak Ci wchodzili do głowy, tak mieszali w myślach i tak bardzo zmieniali to, kim byłeś...
Ja się pogubiłam. Zatraciłam siebie. Z każdym dniem było mnie wczoraj mniej i to właśnie wczoraj miało się skończyć. Wczoraj miało być lżej. Wczoraj miało przestać boleć - zarówno ciało, jak i ducha.
Spojrzałam na tę torbę. Dalej robiło mi się niedobrze na samą myśl o jedzeniu a nieprzyjemny ścisk z żołądka nie ustępywał nawet na moment. Mimo wszystko jednak, podniosłam się nachylając nad tym pakunkiem i pociągając lekko nosem. Moje wargi zacisnęły się w cienką kreseczkę na mojej twarzy, gdy zaglądałam do środka tej skromnej paczki.
Rzeczywiście, pod butelką z wodą znajdowały się leki. Kompletnie ignorując całą zawartość torby - to właśnie po nie sięgnęłam. Z blistra niemal natychmiast wycisnęłam dwie tabletki, by po chwili je połknąć popijając tym zimnym napojem. To z całą pewnością nie było to samo, co moje proszki, ale choć trochę powinno zelżyć w cierpieniu. Resztę opakowania odrzuciłam na bok materaca. Wiedziałam... Wiedziałam, że przy Kerseyu nie mogę sobie pozwolić na więcej. Tym bardziej, że przez cały czas słuchałam jego słów.
To bolało - tam w środku. Nigdy nie powinien był powiedzieć, że kocha. Nie mnie. A jednak... Wciąż usilnie to powtarzał, mieszając w mojej głowie. Zależało mi na Ricky. Tęskniłam za nią. A jednocześnie... Próbowałam zrozumieć, co się z nią stało. Czy dalej żyła? Czy ruszyła dalej? Czy gdzieś tam czekała na mnie, czy jednak zaczęła nowe życie - z dala od codziennych dram i problemów, w które ją wpakowałam? Na litość boską - od lat spotykałam się wyłącznie z kobietami. A dziś... Dzisiaj pragnęłam jakiegokolwiek ciepła.I najbardziej w tym przerażała mnie ta świadomość, że znów kogoś zranię. Że znów przyniosę zagładę i nieszczęście na tego, któremu na mnie zależy. Historia zatoczyłaby tu zbyt okrutne koło...
Musiałam znowu przetrzeć swoje powieki. Zalewały się kolejnymi kroplami łez nawet wtedy, gdy tego nie chciałam. I nie mogłam z tym w żaden sposób walczyć. - Czemu nie możesz zrobić jak inni? - Zapytałam, choć było to raczej pytanie retoryczne. W końcu sam przed chwilą wyzwał, jaki miał motyw. - Było by tyle prościej, Brian... - Dodałam po chwili, znów pociągając nosem. W mojej głowie wciąż wirowało i wciąż nie czułam się pewnie - pewnie właśnie dlatego, znów się o niego podparłam. - No właśnie. Jestem uzależniona. Wiesz już o tym. Przestań się marnować na starą ćpunkę i alkoholiczkę, nie jestem tego warta... - Odparłam w końcu przez kolejne łzy. Bolała mnie świadomość, że on pokładał we mnie takie nadzieje, gdy sama przestawałam w siebie wierzyć. A gdzieś tam, na zewnątrz, z całą pewnością czekało go lepsze życie - ze stabilną posadką i człowiekiem za partnera życiowego.
Do czego to doszło, że już nie tylko siebie, ale i wszystkich mutantów zaczęłam uważać za coś gorszego?
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Brian Kersey



...

Członek Oddziału Taktycznego Niebieskiego Szwadronu





name:

Brian Anthony Kersey

age:
35 lat

height / weight:
182/96

Wysłany: 2018-12-02, 20:30   
   Multikonta: Liam, Nicholas, David, Seba
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Obserwował jak Sam w końcu przemogła się i zajrzała do torby. Od razu wyniuchała tabletki i zaraz je spożyła, popijając zimnym napojem. Nic nie mówił. Pozwolił jej pozbierać myśli, otrzeć łzy i znów się wtulić. Objął ją, przytulając do siebie. Ucałował nawet czubek jej główki, jakby była jego małą siostrą, która potrzebuje wsparcia. Miłości i ciepła od drugiej osoby. Choć jej umył przekalkowany był na negatywne myśli, Brian starał się to u niej jakoś poukładać, naprawić.
- Bo nie jestem jak inni.
Odparł krótko i bez zastanowienia, patrząc na nią z góry.
- Z uzależnienia można się wyleczyć, ale trzeba tego chcieć. I ja chcę Ci pomóc. Prochy Ci nie pomogą. One tylko osłabiają a to przynosi Ci ból. Nie ukojenie. Próbujesz o tym zapomnieć, ale i tak nie możesz. Wiesz, że nie jesteś sama.
W pocieszaniu chyba nadal nie był dobry, ale próbował. Rozważał nawet to, czy powiedzieć jej o tym, że ktoś chce się z nią zobaczyć. Czy to sprawi, że zacznie inaczej myśleć? Wszystkiego i tak jej nie powie. Nie w szczegółach, bo jeszcze cały plan legnie w gruzach. A pamiętał, jak to się skończyło, kiedy Ogar przesłuchiwał ją na jego oczach. Szybko ją można było złamać.. Tutaj trzeba było być delikatnym.
[Profil]
  [A+]
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-12-02, 22:26   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Ciężko było mi go słuchać. Ciężko było mi się takiej pokazywać. Ale przecież... Poprzedniego dnia całkowicie się przed nim obnażyłam - z każdej słabości, każdej niepewności, każdej wady. Pokazałam, kim byłam naprawdę, przez te wszystkie lata, skrywana pod grubą skorupą. Kiedyś z negatywnymi emocjami walczyłam agresją, biorąc udział w bójkach ulicznych a potem przepijając zdecydowanie za duże ilości alkoholu na imprezach. Wtedy byłam otoczona ludźmi, miałam wsparcie, dzisiaj - byłam tu sama. Tylko z Brianem.
Wiedziałam, że miał rację. Wiedziałam, że nie chce dla mnie źle. Ale... Ja tak bardzo nie potrafiłam.
Zacisnęłam swoje dłonie w pięści, przez krótką chwilę patrząc przed siebie. Łatwo było innym mówić, że można się wyleczyć - nikt jednak nie wiedział, jakie to trudne. Ale... Chyba nie chciałam doprowadzać do kłótni, nie chciałam wybuchnąć po raz kolejny. Stres jednak wciąż na mnie działał, wzmagając jedynie działanie mojej mocy, przez co czułam się jeszcze bardziej wstawiona. W mojej głowie wirowało już porządnie, reakcje były mocno opóźnione, a ciało wręcz zrobiło się wiotkie. Nie wiedzieć czemu, zrobiło mi się do tego tak zimno...
- Wiem... Mam Ciebie... Tylko Ciebie... - Wymamrotałam, pewnie ledwo zrozumiałe, jeszcze bardziej się wtulając w jego objęcia. Ta świadomość... Bolała. Ale taka była prawda. Przynajmniej ja ją tak teraz odbierałam. Nie został mi absolutnie nikt poza Kerseyem. Ten jego drobny gest, mający sprawić, bym choć przez chwilę czuła się bardziej kochana, wywołał ten taki dziwny, przyjemny dreszcz przechodzący przez całe ciało. Jakby ciepło próbowało się przebić przez cały ten lód, którym się otoczyłam. Podniosłam swój wzrok, wciąż taki mętny, wciąż zaszklony. Zbliżałam się do niego, choć przecież wcale się nie ruszałam. Ja teraz... Kompletnie nie wiedziałam, czego sama chcę. Wątpiłam, tęskniłam, pragnęłam choć przez chwilę się poczuć dobrze.
A najgorsze, że nawet nie wiedziałam, jakie poniesie to za sobą konsekwencje...
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Brian Kersey



...

Członek Oddziału Taktycznego Niebieskiego Szwadronu





name:

Brian Anthony Kersey

age:
35 lat

height / weight:
182/96

Wysłany: 2018-12-04, 00:18   
   Multikonta: Liam, Nicholas, David, Seba
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Nie było łatwo. Nie tylko Samancie, ale i Brianowi. Bowiem przebywając z nią i jej pomagając, sam narobi sobie problemów. Może nie będzie tak fatalnie, jak na początku, kiedy ją bronił przed Ogarem. Dostał porządne upomnienie jak na pierwszy swój taki wybryk. Przy kolejnym może nie być już dla niego tak łaskiej kary.
Obejmując Sam, czuł się dziwnie Tak, jakby wypił nie jeden a więcej kieliszków. Wstawiony. Nie rozumiał tego stanu, jak to możliwe. Jego umysł nie chciał trzeźwo myśleć. Mając w swoich objęciach Sam, pragnął z nią pozostać na dłużej. Mieć dla siebie W końcu powiedziała, że ma tylko jego. Nikogo więcej.
Gdy się wtulała, ujął jej podbródek i uniósł głowę wyżej, by po chwili pochylić się do jej ust i pocałować. Namiętnie. Nie czekając na jej zgodę. Nie bacząc na to, że dopuszcza w jej obliczu zdradę do osoby, którą kochała. W tym momencie nie myślał a działał. Czy przyczyną tego była jej moc?
Jeżeli go nie odrzuciła, kontynuował pocałunek. Tak długo, aż Samantha nie zechciała zmienić swojej pozycji na wygodniejszą.
[Profil]
  [A+]
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-12-04, 01:17   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Czułam się otumaniona. Tą chwilą. Tym momentem. Tymi okolicznościami. Moją własną mocą, która jak zawsze - działała wbrew mnie. Nie panowałam nad nią, kompletnie, dokładnie tak, jak nie panowałam teraz nad samą sobą. Tęsknota za ciepłem, za bliskością wręcz ode mnie biła - i to nie tylko w wyniku separacji od tak długich miesięcy. Nie tylko jako skutek odcięcia, poniżania i znęcania się. Nie tylko, jako wynik złamania mojego ducha.
Po prostu... Byłam słaba. I potrzebowałam choć przez chwilę poczuć się potrzebna, nawet nie zdając sobie sprawy, jak wielką krzywdę to może wyrządzić, jak wielu osobom...
Nie potrafiłam myśleć. Nie teraz. Nie potrafiłam zanalizować sytuacji, w której się znalazłam. Nic już nie potrafiłam, gdy ciało wciąż prosiło o więcej, a umysł był zbyt przyćmiony, by protestować.
Ja po prostu.... Mu się poddałam.
Pozwoliłam na ten gest, choć w życiu nie myślałam o Brianie w ten sposób. Pozwoliłam, ba, w pewnym momencie wręcz odwzajemniłam ten pocałunek, zapominając o tragediach dnia codziennego, zapominając o mokrych powiekach, zapominając o bólu, który towarzyszył mi od tak długiego czasu. Ja tego... Potrzebowałam. Potrzebowałam poczuć, że te wszystkie słowa i czyny, których doznałam ze strony Rządu nie są prawdziwe. Że jeszcze coś znaczę - choć dla jednej osoby.
Że nie skreślono mnie całkiem.
Próbowałam się podnieść, Próbowałam wyrównać poziom, ale temu nie podołałam. Nie miałam wystarczająco sił. Ugięłam się, całkowicie oddając się jego woli. I nawet nie wiedziałam, kiedy z tej małej kulki wtulonej w jego ramiona i cierpiącej katusze, znów stałam się choć trochę sobą. Choć nieco odważniejszą. Choć nieco spragnioną dotyku drugiego człowieka. Nie wiedziałam też, kiedy zaczął nade mną górować, gdy oboje w końcu leżeliśmy na tym paskudnym materacu.
Tyle dobrego, że choć jego leki działały - i to z całą pewnością było po mnie widać.
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 6