zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie
wszystkie moce
milio
denerwuję ludzi i mutantów
name:
Mistrz Gry
Wysłany: 2019-01-27, 22:28
//5 grudnia, wczesny poranek.
Do sali wprowadzono Cię w obroży, zakutą w kajdany na mutantów i otumanioną dawką mutazyny i leków uspokajających - zaaplikowanych w nocy. W końcu jakoś musieli Cię doprowadzić do porządku i względnego spokoju, czyż nie? Nikt nie chciał skończyć jak ten nieszczęśnik przed tą stacją metra, którego zapewne wciąż zdrapują z krawężnika.
Ale to teraz nie miało znaczenia. Nie, kiedy trafiłaś do tej jasnej sali, gdzie widziałaś jedynie lustro weneckie, stolik, lampkę i dwa krzesła. Gdzie dokładnie słyszałaś iskrzenie jarzeniówek. Gdzie pozostawiono Cię samą - bez żadnego słowa, bez informacji, bez nadziei...
Nie wiedziałaś, czego się spodziewać. W końcu dzień wcześniej zabiłaś jednego z podopiecznych DOMu. Twoi właśni kompani broni musieli jej użyć przeciw Tobie. Wyprowadzono Cię z tamtego placu jak tych kryminalistów, jak tych podżegaczy konfliktów. Traktowano Cię dokładnie tak jak ich - ale za co? Za to, że pragnęłaś zrobić coś dobrego i straciłaś nad sobą kontrolę?
Minuty mijały. A może to były już godziny? Albo zaledwie sekundy. Sama nie wiedziałaś. Miałaś wrażenie, że czas nie ma już dla Ciebie znaczenia, ani żadnego odniesienia.
Po prostu byłaś - w tych czterech ścianach, czekając na to, co nieuniknione...
Nie opierała się podczas całej procedury szprycowania lekami. Przez rok widziała dość, by odechciało jej się próbować. Pluskwy to była najlżejsza rzecz, którą mogli ją potraktować. Z drugiej strony ciężko było jej się pilnować, by nie użyć mocy, nawet przypadkiem. Odkąd ją zabrali z placu dotkliwie czuła jak bardzo była od niej uzależniona.
I jak bardzo powinna o tym milczeć, by nie nabawić się dodatkowych problemów.
Tłumiła w sobie emocje, dziękując w duchu za mutazynę i prochy, które to ułatwiały. Szczególnie gdy zakładali jej kajdany, bo wtedy dotarło do niej jak bardzo miała przekichane. Obrożę rozumiała doskonale jako zabezpieczenie przed wybuchem mocy, ale metal na rękach znaczył, że boją się i tak jej ataku.
Teraz, im dłużej siedziała w pokoju przesłuchań, iluzja, którą budowała wokół siebie przez ostatni rok, coraz bardziej się rozpadała. Próby udawania, że nadal w jakiejś formie jest w policji, spełzły na niczym. Coś w niej złamano, tylko nie wiedziała czy na korzyść. czy na stratę D.O.G.S. W sumie nie martwiła się, że mogą z niej zrobić królika doświadczalnego, ale tym, że na święta nie dostanie przepustki, by pojechać do rodziny.
Przynajmniej czekanie w samotności powinna znieść lepiej, bo ta technika przesłuchiwań była jej znana. Ot, zabijała czas próbując się zdrzemnąć na siedząco i rozmyślając, czy dadzą jej potem zapalić.
zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie
wszystkie moce
milio
denerwuję ludzi i mutantów
name:
Mistrz Gry
Wysłany: 2019-02-10, 15:11
Niestety - próby drzemki spełzły na niczym. Za każdym razem, gdy Twoja twarz zdawała się być nazbyt zrelaksowana, a powieki zamykały się na zbyt długi czas - słyszałaś skrzeczenie głośników zamontowanych gdzieś w ścianach. Nie chciano dać Ci odpocząć. Nie pozwalano zregenerować sił. Byłaś traktowana jak przestępcy, z którymi do tej pory usilnie walczyłaś.
A przez to... Czas się dłużył, coraz bardziej, coraz mocniej Cię irytując. Och, jak dobrze że mutazyna wciąż działała...
Drzwi jednak w końcu się uchyliły, a zza nich wyszedł nie kto inny, jak dobrze wszystkim znany Jeremy Stevens - negocjator Rządu. Sama również go kojarzyłaś. Widziałaś go nie raz w akcji, bądź przyprowadzałaś kolejne osoby na przesłuchiwania. Wiedziałaś, że coś w tym mężczyźnie musi być, skoro tak świetnie radził sobie w swojej pracy.
Czy dzisiaj jego passa sukcesów nie zostanie przerwana?
- Panno Murray. - Skinął głową w Twoim kierunku, przywołując na swoje usta delikatny, acz bardzo przyjemny uśmiech. Mimo powagi sytuacji w której się znalazłaś, jego obecność zdawała się dawać pewnego rodzaju ukojenie. Jego kroki, powolne, lecz zdecydowane, poprowadziły go prosto do krzesła naprzeciw Ciebie - na którym zajął miejsce, przed Tobą rozkładając kilka teczek z raportami i dokumentacją.
- Zanim przejdziemy do meritum, jak się Pani dziś czuje? Czy leki nie są za silne? Miewa Pani napady paniki bądź czuje się nieobecna? To bardzo ważne dla przebiegu naszego spotkania. - Stwierdził dość przyjaźnie, po chwili spoglądając w Twoje oczy. - Dostała Pani dziś cokolwiek do picia lub jedzenia? Oczywiście możemy coś zorganizować. - Dodał po chwili, splatając swoje dłonie i podpierając na nich własny podbródek. Z całą pewnością... Spodziewałaś się tu raczej połowy oddziału, a nie samotnego, szczupłego mężczyzny - w dodatku o tak lekkim usposobieniu. Tylko co to wszystko mogło znaczyć?
Dlatego nie poszła do wojska, w policji nie znęcali się psychicznie nad podwładnymi. Tylko jak widać D.O.G.S byli zakamuflowanymi wojskowymi, a zmęczenie, otumanienie i zwyczajne znużenie przerywali jej radośnie dźwiękiem drapania o tablicę. Czy kiedyś robiła problemy, by tak ją teraz dręczyć? Nawet przy swoim przypadkowym złapaniu grzecznie dała się skuć oraz podała swoje prawdziwe dane.
Teraz jej wiara w system była wystawiana na ciężką próbę.
- Dzień dobry. - mruknęła trochę ospale, ale skoro nawet nie miała jak oczu sobie przetrzeć... - Dostałam posiłek, skutki leków w normie, brak paniki, jestem tu i teraz, dobrze to tym skrzeczeniem upilnowaliście. O samopoczuciu nie powiem, ale po dwóch dniach nadmiernych atrakcji, to raczej widać jak jest.
Głos miała spokojny, na tyle na ile dała radę. Musiała panować nad odruchami teraz, a nie nastawiać kolce jak jeżozwierz przy drapieżników.
zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie
wszystkie moce
milio
denerwuję ludzi i mutantów
name:
Mistrz Gry
Wysłany: 2019-03-03, 22:38
- Dobrze. - Mruknął mężczyzna ze skinieniem głową, otwierając jedną z teczek i wyciągając zdjęcia z miejsca zdarzenia, przedstawiające - a jakże - mężczyznę z oderwanymi kończynami i niemal nie do rozpoznania, zmiażdżoną głową. Wszelką dokumentację rozkładał przed Tobą na biurku, samemu nie poświęcając zbyt wiele czasu na obserwowanie zaserwowanych fotografii.
- Czy poznajesz tego... Mężczyznę? Wiesz co tu się stało i kiedy? Czy mogłabyś mi opowiedzieć, co tam się zdarzyło? - Zapytał, skupiając swój wzrok tylko i wyłącznie na Tobie. Na Twojej twarzy, Twoich oczach, mowie Twojego ciała. Mimo wszystko jednak - czułaś dziwny spokój w jego obecności. Mimo - zapewne trudności zadawanych przez niego pytań - nie czułaś się nazbyt osaczona, a sam ton jego głosu nie był ani trochę oskarżający.
- Powiedz wszystko co pamiętasz, proszę.
- Pamiętam, to przez to siedzę tu naszprycowana mutazyną i w kajdanach. - Pochmurniała. Nie wiedziała, że aż tak go zmasakrowała, wtedy widziała to trochę inaczej.
- Byłam na patrolu, gdy przed stacją metra zobaczyłam duże zgromadzenie oraz ognisko za podwyższeniem. Wciągnęli tam na wózkach trzy osoby, wezwałam wsparcie. Potem próbowałam się dostać do nich. Jakiś "Uzdrowiciel" twierdził, że ma lekarstwo na chorobę. Rozpłatał brzuch kobiecie, którą więzili. Drogę zastąpiła mi dwójka jego pomocników.
Któryś z chorych próbował siłą powstrzymać ich przed kolejnymi morderstwami, nie wiem jak mu poszło. Jakieś kobiety krzykiem próbowały również przekonać tłum do przerwania tego. Nie wiem jak im poszło, wtedy musiałam się już bronić. Jednego z mutantów trafiłam pluskwą, drugi był już za blisko. Zmiażdżył mikrofalówkę, po uderzeniu mam siniaki - stalowe pięści czy coś takiego. - Spuściła głowę. - Nie wiem, czemu go tak zmasakrowałam, broniłam się, a nagle mogłam go okładać. Zamiast skończyć na spacyfikowaniu, uderzałam dalej. Byłam wściekła, za to, co robili. Kurwa, nawet w policji w Miami nie miałam takiej sprawy.
Westchnęła.
- Chyba powinnam się częściej na workach treningowych wyżywać.
zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie
wszystkie moce
milio
denerwuję ludzi i mutantów
name:
Mistrz Gry
Wysłany: 2019-03-07, 22:15
Jeremy uważnie Ci się przyglądał. Mogłaś zauważyć, jak z każdym słowem coraz bardziej zatapia się w Twojej opowieści, choć przecież w ogóle się nie poruszał. Jego oczy jednak przez cały ten czas były skupione tylko i wyłącznie na Tobie, jakby chciały wyłapać jakikolwiek gest wskazujący na kłamstwo.
- Mhm.. - Mruczał, co jakiś czas, po kolejnych informacjach zdobytych od Ciebie. Mogłaś zauważyć, jak co jakiś czas zaznacza też coś długopisem w papierach, które miał przed sobą rozłożone.
- Dobrze... - Wypadło w końcu z jego ust, gdy tylko potakiwał delikatnie głową. - Twoja wersja w dużej mierze pokrywa się z zeznaniami pozostałych aresztowanych, Panno Murray. - Odparł w końcu z uśmiechem, podsuwając przed Ciebie jeden z raportów.
- Proszę, podpisz tutaj. - Dodał po chwili, przekazując Ci również długopis. Kajdanki w żaden sposób nie powinny Ci przeszkadzać w wypełnieniu tego rozkazu. Gdy przyjrzałaś się temu dokumentowi, zobaczyłaś na nim wyraźnie odnotowane zdarzenia z tamtej nocy i... Informację o awansie za zasługi?
- Z całą pewnością, to musiało być olbrzymie przeżycie. Dzięki temu, co nam teraz powiedziałaś, jesteśmy też pewno tego, że Twoja zwierzęca natura zaczyna przycichać - w końcu pamiętasz wszystko, co tam się działo. Bylibyśmy zaszczyceni, gdybyś przyjęła ten awans i zgodziła się na kilka wywiadów dla mediów. - Rozwiał w końcu jakiekolwiek wątpliwości, wciąż nie zmieniając wyrazu twarzy.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum