Poprzedni temat «» Następny temat
#1
Autor Wiadomość
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-02-27, 19:55   #1
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


~*~

[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-02-27, 19:55   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


/ 4 dni po pierwszym spotkaniu z Willem, a także dzień po rozgrywce z Bradleyem, która będzie niebawem :lol:

Nie była zbytnio zadowolona, gdy otrzymała od przypadkowego chłopaka teczki z dokumentacją tego całego tajemniczego pacjenta, a jednocześnie poczuła jak jakiś niewidzialny ciężar spada jej z ramion. Nie, bynajmniej nie tęskniła za kolejnym spotkaniem z tym przyjemniaczkiem, jednak przez ostatnie dni było to jedyne o czym tak naprawdę myślała. Początkowo po prostu postanowiła się odciąć od tego tematu, zajmując się opatrywaniem ran ludzi, ale dość szybko świadomość o specjalnej przesyłce na dnie szuflady zaczynała jej niezwykle ciążyć. Matilde starała się to ignorować, jedynie posyłając w kierunku biurka nienawistne spojrzenie, ale nie było to takie proste jak się wydawało. U licha, w pewnym sensie czuła.. ekscytację? Tak, ekscytację. Ekscytację, która tak niezgrabnie próbowała się przebić przez wybudowany mur, złożony ze wściekłości, niechęci i frustracji, spowodowanych całą tą patową sytuacją. Zaklinając umysłem otaczającą ją rzeczywistość, po prostu marzyła by chociaż na chwilę zostać w tym gabinecie sama. I najwyraźniej po tych 4 godzinach jej modły wreszcie zostały wysłuchane, a ona w spokoju pogrążyła się w lekturze, zatrzymując spojrzenie na dłużej na wyznaczonej dacie i miejscu spotkania…
O zgrozo, pojawiła się na miejscu nieco wcześniej niż powinna, ale to nie była jej wina. Najwyraźniej ten genialny umysł całej operacji nie przewidział faktu, że autobusy nie kursują w takich godzinach, jakie mu się podobały. Tym bardziej autobusy nocne. Ale mimo wszystko powinna chyba uznać za sukces sam fakt, że udało jej się trafić pod wskazany adres, nie zachodząc po drodze do żadnego hucznego baru, pubu czy innego miejsca, w którym wolałaby się znaleźć niż tutaj…
Ubrana w czarne, długie ogrodniczki i niezbyt ciepłą puchową kurtkę – stanęła przed drzwiami mieszkania Willa i westchnęła ciężko. W pewnym momencie nawet przeszło jej przez myśl, by po prostu stąd zwiać i pozwolić mu na wykonanie tego ostatniego ruchu, ale najwyraźniej ta myśl nawet nie zdążyła się zaszczepić w jej głowie, bo dziewczyna po chwili nacisnęła dłonią na dzwonek do drzwi. A potem gdy po tych dwóch sekundach drzwi nie zostały otworzone, nacisnęła po raz drugi. A potem kolejny i kolejny, właściwie robiąc to bez przerwy. Z kolei niezwykle irytujący dźwięk dzwonienia w tym momencie był dla niej niczym muzyka dla uszu.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-02-27, 22:20   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


/Według moich szalonych wyliczeń mamy 22.02

Teczka trafiła do szpitala, dzieciak nie składał żadnych zażaleń, a Will mógł w spokoju zająć się swoją pracą, czymkolwiek ona właściwie była, skoro Colleen i tak za bardzo nie zamierzała go słuchać. Najlepiej byłoby być jak najdalej od tego miasta czy nawet kraju, kiedy to wszystko zacznie się sypać ciągnąc za sobą wszystkich zamieszanych. Niestety, Hopper musiał tutaj zostać, przynajmniej do czasu aż nie znajdzie swojej rodziny i nie zapakuje ich w samolot do Holandii czy Brukseli. Tym razem nie mógł ich porzucić, nie ważne jak bardzo kolidowało to z jego planami i nie ważne, że przez to właśnie zwiększał szanse na to, że umrze. Był im po prostu to winien, nie ważne jakie to niosło za sobą koszty.
Matilde miała pomóc mu je zminimalizować, a przynajmniej pozwolić mu dożyć momentu, w którym rodzina na niego wrzeszczy, że zniknął na jedenaście lat. Zasadniczo, ona była tą częścią planu, przez którą wszystko mogło się posypać albo ewentualnie naprawić. Ludzie tak mają, że lubią nie pasować do pozornie idealnych układanek, a Wallace chyba próbowała wygrać jakiś międzynarodowy konkurs w tej kategorii. Will miał świadomość, że dał jej wystarczająco dobrą motywację żeby dzisiaj przyszła, ale i tak gdzieś z tyłu głowy obawiał się, że zrobi coś głupiego tylko po to, żeby go zirytować i popsuć mu plany. Ludzie zbyt często bywali małostkowi, przejmowali się zupełnie nieistotnymi sprawami. Kiedy tylko Will dostanie to czego chce, będzie mógł się powstrzymać przed umieraniem na własną rękę, zniknie z życia kobiety, tak samo jak ona zniknie z jego. W ostatecznym rozrachunku to jak bardzo irytująca bywała Wallace nie miało znaczenia.
Mimo tego, Hopper z satysfakcją zauważył, jak kobieta maltretuje dzwonek, kiedy on spokojnie wchodził sobie po schodach i po prostu nie był w stanie powstrzymać złośliwego uśmiechu. Nie tak dawno przyjechał do Seattle, nie zdążył jeszcze tutaj zajrzeć. Odebrał przesyłki z paczkomatu i jeszcze zajrzał do jakiegoś całodobowego sklepu spożywczego - w końcu nie było go w domu od ponad trzech tygodni, właściwie nie miał tam nic do jedzenia, a to jednak może być długa noc. Spokojnym krokiem podszedł do drzwi i położył swoje rzeczy przy nich.
- Nie słyszałaś, że to niegrzecznie przychodzić przed czasem? - powiedział wesoło wyciągając klucze.
Kiedy otworzył drzwi, zamiast normalnie wpuścić kobietę do środka wyciągnął swój pistolet i sprawdził po kolei każdy pokój. Może to była zwykła paranoja, ale zbyt wiele razy uratowała mu życie. Dopiero kiedy upewnił się że w łazience nie czeka na niego oddział DOGS wrócił do drzwi wejściowych, wziął dwie paczki i zakupy oraz wpuścił do środka Wallace.
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-02-27, 22:54   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Nie wiedziała ile dokładnie trwało to całe dzwonienie, ale za to doskonale była świadoma, jak bardzo ją wkurzał brak jakiegokolwiek odzewu! Zaczęła się nawet zastanawiać, czy William był aż takim złamasem, by po prostu siedzieć w środku w jakichś pieprzonych słuchawkach z zamiarem ignorowania Wallace do momentu, w którym nie wybije godzina ich spotkania. Minuty, które tu spędzała na marznięciu i naciskaniu tego cholernego przycisku, który z każdą sekundą zdawał się działać z coraz większym opóźnieniem, dłużyły jej się w nieskończoność. Matilde wręcz przysięgła sobie, że gdy William nie otworzy jej tych cholernych drzwi do czasu, kiedy dziewczyna nie skończy wypowiedzieć na głos Nie mam tyle czasu, Hopper - złamasie, to autentycznie obróci się na pięcie i jak rasowa drama queen już nigdy tu nie wróci. Właściwie to była w połowie wypowiadania tego zdania, gdy.. cóż.. niemal wewnętrznie podskoczyła. Być może same kroki Williama powinny ją nieco zaalarmować, ale dopiero na jego głos była w stanie zareagować. I to jak zareagować. Brunetka niemal gwałtownie obróciła głowę w kierunku mężczyzny, jednocześnie nie mając zbyt wiele czasu na przetrawienie jego słów. Po prostu niezwykle inteligentnie odparowała:
– Nie słyszałeś, że powinno się być w domu co najmniej przez cały dzień, gdy się kogoś zaprasza? – a potem posłała mu przeciągłe spojrzenie, będąc za bardzo skołowana, by dodać coś niezwykle złośliwego. Mimo wszystko uchyliła jeszcze usta, by pogonić Willa słowami:
– możesz się pos....pieszyć, zimno mi, ale po raz drugi wmurowało ją gdy chłopak tak po prostu wyciągnął pistolet. Co do cholery?! Matilde momentalnie zbladła, robiąc krok do tyłu. Prawdopodobnie jeszcze nigdy w swoim życiu nie czuła się, ani nie wyglądała na tak zdezorientowaną jak w tym konkretnym momencie! William był nieprzewidywalny, groził jej i szantażował, ale tego nie spodziewała się za Chiny! Przecież zgodziła mu się pomóc, nie? Dopiero gdy zauważyła, że pistolet nie był skierowany w nią, a raczej w drzwi wejściowe, Matilde odetchnęła z ulgą. Tak jakby.
– Hej! – krzyknęła za nim, nie mając zamiaru marznąć ani chwili dłużej i tak po prostu wpakowała się do środka mieszkania, które bardziej jej przypominało ruderę niż miejsce, w którym było możliwe jakiekolwiek życie. – Co ty odwalasz, Hopper? Pogięło cię?
Jakiekolwiek próby bycia chłodną, zimną i niezainteresowaną miały spełznąć na niczym, gdy ten tak po prostu zaczął wyciągać cholerną broń! Tak, wystraszyła się. I bynajmniej nie mógł jednak jej za to winić. Ta cała akcja była po prostu pokręcona. Zrezygnowana Matilde nie szła dalej za nim, bez żadnego uprzedzenia zatrzymując się w kuchni i siadając na najbardziej wysuniętym krześle. Być może niegrzeczne było przeglądanie czyichś rzeczy, ale sam się o to prosił. W pewnym momencie po prostu zaczęła wertować papiery na stole, rzucając w głąb domu głośne:
– Czy kiedykolwiek tu sprzątałeś?
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-02-28, 19:00   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Will nie przywiązywał szczególnej uwagi do reakcji Matilde, miał coś ważniejszego do roboty. W końcu kobieta poczeka, a bomba czy ludzie którzy mieli ochotę go zabić lub porwać już nie za bardzo. Za dużo razy był w takiej sytuacji, żeby radośnie wpakowywać się do mieszkania, kiedy nie był pewien czy jego przykrywka nie została już spalona. Chociaż mieszkanie było co prawda opłacone na kolejne kilka miesięcy, to z pracy zniknął bez zapowiedzi. To rodziło pytania i nijak nie pomagało w byciu zwyczajnym mieszkańcem Seattle.
Oczywiście, Wallace niewiele sobie robiła z jakiegokolwiek bezpieczeństwa wesoło sobie za nim pokrzykując. Will westchnął ciężko. Wystarczy wytrzymać z nią do czasu, kiedy będzie mógł przerzucić się na mutazynę. W tym momencie nie widział sensu zwracania jej uwagi, skoro już i tak dała wszystkim potencjalnym intruzom do zrozumienia, że ktoś wszedł do środka. Z resztą, najprawdopodobniej potencjalni goście i tak usłyszeliby że ktoś wchodzi do środka, więc może po prostu uznają ich głosy za zwyczajną rozmowę? Cóż, zwyczajną w ich przypadku. W każdym razie, tak długo jak Matilde nie wchodziła do pomieszczeń, których jeszcze nie sprawdził, mogła i tańczyć jezioro łabędzie, nie miał zamiaru zwracać na to najmniejszej uwagi.
Z resztą, Wallace nie za bardzo miała do czego się tutaj dokopać, wszystko co istotne Will zabrał ze sobą albo spalił. Wśród papierów mogła znaleźć co najwyżej wyniki giełdy, informacje o konkursach pokerowych i zakładach, gdzie faktycznie dało się odgadnąć wyniki przy odrobinie researchu i z dostępem do mózgu Hoppera. Oprócz tego, pewnie gdzieniegdzie walały się wypisane nazwy publikacji o nadciśnieniu śródczaszkowym i rzekomym guzie mózgu.
Kiedy już upewnił się, że w mieszkaniu nie ma nieproszonych gości, wrócił po paczki i plecak. Nie zawracając sobie zbytnio głowy słowami Matilde przerzucił kilka publikacji o chorobach mózgu i chemii na drugi koniec biurka, żeby mieć trochę miejsca. Z jednego pakunku wyciągnął całkiem sympatyczny zestaw szkła laboratoryjnego, z drugiego - trzy zabawki dla dzieci. Te sklepowe miały tę przewagę nad ręcznie robionymi, że miały już skręcone sznurki. Natomiast z plecaka wyciągnął swoje marne, cztery strzykawki z mutazyną. Po kolei przyczepiał po dwie do kartoników za pomocą nieśmiertelnej taśmy klejącej i przez jakąś minutę nimi kręcił. Przy dwudziestu tysiącach obrotów na minutę nawet mniej powinno wystarczyć, ale nie miał ochoty zajmować się jedną dawką dwa razy.
Przez chwilę poprzyglądał się rozwarstwionym lekom, zanim zaczął ostrożnie rozdzielać fazy do poszczególnych probówek.
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-02-28, 20:12   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Matilde z zaciekawieniem wertowała kolejne strony jakieś nieznanej sobie gazety, początkowo nawet nie zwracając większej uwagi na cokolwiek co robił William w drugiej części mieszkania. Z rozgoryczeniem przyjęła absolutną ciszę i brak odpowiedzi na swoje słowa, ale najwyraźniej Hopper zamierzał albo ją ignorować, albo lekceważąco pokazać jak bardzo miał ją gdzieś i jak bardzo była mu potrzebna tylko do tej jednej rzeczy. A to wręcz uwłaczało jej godności. Miał ją w klatce, a w tym momencie Wallace nie miała nawet żadnego pola do manewru. I niezwykle ją to irytowało. Prawdopodobnie jeszcze bardziej niż całościowe zachowanie partnera w zbrodni, czy jak zwykła nazywać go w swoich myślach – skończonego fiuta.
W momencie, w którym William pojawił się w tym samym pomieszczeniu co ona, Matilde właśnie była w trakcie ściągania z siebie puchowej kurtki, którą wręcz automatycznie zawiesiła na oparciu najbliższego krzesła. Dość leniwie wbiła swoje spojrzenie w artykuł, który jeszcze chwilę temu przeglądała, a który teraz znajdował się poza zasięgiem jej wzroku, więc w tym momencie nie pozostało jej już nic innego jak po prostu podeprzeć się łokciem o krzesło z kurtką i skoncentrować całą swoją uwagę na Hopperze. W milczeniu – zupełnie, jakby obiecała sobie, że jeśli on miał zamiar ją ignorować to ona nie pozostanie mu dłużna – obserwowała jego poczynania, jedynie marszcząc brwi na widok tych wszystkich rzeczy, które wyjmował z reklamówek. I dosłownie w ostatniej chwili ugryzła się w język, bo chęć uraczenia go jakimś złośliwym komentarzem, dotyczącym jego dziwnych perwersji wydawała się wybitnie silna, tak jednak wystarczyło jej jeszcze raz omieść wszystko spojrzeniem, by znowu sobie przypomnieć… W tym momencie znowu cholernie zatęskniła za heroiną. Zabaweczki Williama wydawały się teraz tak bardzo znajome! Bo gdy Wallace zawsze dbała, by w jej ubiorze znajdował się pasek, Aaron nie przykładał do tego aż tak wielkiej wagi. Zamiast tego wstępował do pierwszego lepszego sklepu po takie właśnie cacko, a potem wykorzystywał sznureczek do zawiązania go sobie na przedramieniu, co pozwoliło uwidocznić żyłę. To właśnie wtedy brunetka zupełnie mimowolnie spuściła wzrok na swoją lewą rękę, na której wciąż widniały ciemne blizny po strzykawkach.
Najbardziej ją jednak dobijało to, że nie wiedziała co dokładnie planował Hopper i choć niezwykle ją to ciekawiło postanowiła po prostu cierpliwie zaczekać, nie wypowiadając swoich myśli na głos. Jedynie jej brwi wzniosły się ku górze, ale skoro był aż tak zajęty sobą to i tak nie miał zauważyć jej zawahania, czy chwili zwątpienia. Właściwie co ona tutaj wyprawiała? Wyleczyła Dale’a i z całą pewnością mogła liczyć na łaskę Colleen względem niej i swojej przyjaciółki. Zamiast tego, jak ta idiotka najpierw praktycznie pokłóciła się z Cassandrą o tego złamasa, chroniąc jego tożsamości, by ostatecznie nie wyprowadzić go z błędu i upewnić jak wielką miał nad nią przewagę. Obserwując go ukradkiem, dziewczyna zrobiła kilka kroków do tyłu, by po chwili odchrząknąć na tyle głośno, że liczyła chociażby na uprzejme zapytanie o coś do picia. Nie spodziewała się jednak czegoś wielkiego, ale ostatecznie musiał się chyba do niej odezwać, nie? Nie miał tak po prostu wykręcić jej nadgarstka i siłą zmusić do dotyku? Matilde po prostu nie mogła już dłużej wytrzymać tego okropnego milczenia, które w tym momencie stawało się tak głośne, że niemal rozsadzało jej czaszkę! By zająć czymś ręce po prostu zaczęła zsuwać z dłoni czarne, skórzane rękawiczki. Zaraz i tak nie miały być jej już potrzebne.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-03-01, 18:19   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Tak samo jak nie miał zamiaru zwracać zbędnej uwagi na słowa Matilde, tak samo miał zamiar zignorować to, że nad nim stała. Z aptekarską precyzję przekraplał kolejne fazy do drobnej kolby miarowej. I, cholera, nie sądził że kiedykolwiek tak pomyśli, ale naprawdę się cieszył z tego, że dostał taki szajs. Gdyby nie natrafił na tak kiepską próbkę w życiu by nie doszedł do tego, co właściwie jest substancją aktywną w tych mieszankach.
Ze skupienia wyrwało go dopiero jakieś chrząkanie.
- Picie jest w siatce przy nodze biurka - rzucił nie odrywając się od pracy. Robił teraz coś zbyt ważnego i zbyt precyzyjnego, żeby podnosić wzrok. - W lodówce powinny być jeszcze jakieś energetyki i/lub cola.
Spokojnie dokończył przekraplanie pipetą substancji, a potem zamknął kolbę korkiem i energicznie ją potrząsnął. Cóż, jakości samej mutazyny tym nie poprawił, ale przynajmniej pozbył się całej masy zanieczyszczeń, które najprawdopodobniej były głównym winowajcą skutków ubocznych. Może akurat nie umrze.
Kiedy w końcu Matilde wróciła, odwrócił się do niej przodem, założył rękę o rękę i lekko oparł się o biurko.
- Wiesz w jakim stopniu jesteś w stanie coś zdziałać? - spytał jej.
Szczerze powiedziawszy, to nawet nie zauważył, że mieli jakiś konkurs na milczenie. Może gdyby o tym wiedział, to jeszcze trochę by poczekał z tym pytaniem? Nie, dzisiaj, ostatnimi czasy, nie miało to dla niego zbyt wielkiego znaczenia. Nie czuł potrzeby niczego jej udowadniać, niech sobie myśli o nim co tylko chce. Chciał po prostu załatwić to, co miał jeszcze do zrobienia, upewnić się, że nie umrze dopóki nie znajdzie rodziny. Bo przecież nie będzie w stanie tego ciągnąć w nieskończoność. Nawet jeśli zacznie jechać na mutazynie, to po prostu zatrzyma kolejne skutki uboczne, a nie te które już teraz go dotyczyły. Nie był pewien ile będzie w stanie wytrzymać z tymi migrenami, nie mówiąc o tym, że cały czas miał całkiem spore szanse na udar.
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-03-01, 19:18   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


– Wow – rzuciła ironicznie, jakby sam fakt, że William się do niej odezwał był jakimiś pieprzonym sukcesem. Czy aby coś wygrała? Czy mogła już zaliczyć ten dzień do najszczęśliwszych w jej życiu? W każdym razie po ciężkim westchnięciu ruszyła w kierunku tej lodówki, by rzucić wzrokiem na jej zawartość, chociaż o wiele trafniejszym stwierdzeniem była przerażająca pustka i z zadowoleniem stwierdzić, że faktycznie uchowała się tam jakaś pojedyncza puszka coli. I choć nie była to jej ulubiona dietetyczna cola, to nie mogła przecież narzekać. Zwłaszcza, biorąc pod uwagę sytuację w jakiej się znalazła i osobę, w której mieszkaniu teraz była. Matilde zdecydowanym ruchem otworzyła napój, by pociągnąć z puszki porządnego łyka tego boskiego napoju i po chwili powrócić do wcześniejszego miejsca. Właściwie miała nawet zamiar zapytać co takiego wyprawiał z tymi wszystkimi dziwnymi rzeczami i czy chciał, by ewentualnie coś zrobiła – tak, miała zamiar dobrowolnie zaproponować pomoc! – ale zamiast wydobyć z siebie jakikolwiek dźwięk, po prostu oparła się pośladkami o brzeg stołu, wbijając wzrok w odwróconego do niej Williama. I gdy zadał jej to pytanie, Matilde koniuszkiem języka przesunęła po swojej dolnej wardze by zlizać z ust pozostałe kropelki po wypitej coli.
– Colleen ma u mnie dość spory dług wdzięczności, wiesz? – zaczęła, kompletnie ignorując jego słowa i zastanawiając się, jaka będzie jego reakcja gdy tak po prostu mu to powie. Prosto w mostu. Prosto w twarz. Ton głosu Wallace był niezwykle spokojny, właściwie to pozbawiony jakichkolwiek głębszych emocji. Jedynie zawieszone, lustrujące go spojrzenie mogło zdradzić dziwną.. łagodność w jej ciemnych oczach.
– Ostatnio uratowałam jej chłopaka przed śmiercią, więc myślę, że przymknie oko na wybryk mojej koleżanki i tak po prostu zapomni o całej sprawie. Zwłaszcza jeśli ją o to poproszę. Jak ci się podoba to rozwiązanie?
Czy czuła satysfakcję? Cholerną. Miała wrażenie, jakby w tym momencie uciekała z jakiejś klatki i nie pozostało jej nic innego, jak cieszenie się tą wolnością. Jak najbardziej mogła więc po prostu stąd wyjść i pozostawić go w tej żałosnej, patowej sytuacji, w jakiej jeszcze kilka dni temu sam ją postawił. Ale zamiast tego.. zamiast trzaśnięcia drzwiami i podłego uśmiechu, leniwie wzięła kolejny głębszy łyk napoju, by odstawić puszkę na stół i wzruszyć ramionami.
– Cóż.. – zaczęła niechętnie, wznosząc w powietrze swoją prawą dłoń, jakby co najmniej miała zamiar się jej lepiej przyjrzeć. – Przemyślałam wszystko bardzo dokładnie i myślę, że.. na ten moment mogłabym to zredukować - przy dobrych wiatrach - w 80 procentach. – no właśnie.. mogłabym, ale czy ostatecznie mimo furtki, mimo znalezienia wyjścia z całej tej sytuacji miała to zrobić? Najwyraźniej jak jakiejś cholernej Matce Teresie zaczynało mięknąć jej serce. I wtedy posłała mu blady uśmiech. Tak, Matilde i uśmiech.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-03-01, 23:35   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Uważnie słuchał tego, co ma mu do powiedzenia Matilde, ale na jego twarzy nie było widać żadnego niepokoju, gniewu czy czegoś w tym stylu. Nie chodziło o to, że tak dobrze udawał - po prostu nie był w stanie sprawić, żeby budziło to w nim jakieś szczególne emocje. Może po prostu był zbyt zmęczony i przytłoczony tym wszystkim, żeby go to obchodziło. Może po prostu był tak pewien, że dług Matilde u Colleen na niewiele jej się przyda. Zbyt mocno polegała na Willu, za bardzo nienawidziła swoich przeciwników i działała zbyt radykalnie, żeby to się w żaden sposób nie odbiło na Cassandrze. W najlepszym wypadku pozwoli jej po prostu odejść albo wygna ją z całą pompą, w każdym razie pozwoli jej żyć.
Hopper nie odezwał się. Mógłby jej udowodnić, że ma rację, że sporo jeszcze się musi nauczyć, jeśli chodzi o szatańskie plany geniuszy zbrodni. Mógłby pozbawić ją tej satysfakcji, sprawić, żeby znowu zaczęła się na niego wściekać, patrzeć jak blednie i zaczyna jej się trząść warga... Tylko po co? Wallace pomoże mu albo i nie, on sam umrze za kilka miesięcy albo za rok. Mógł wyciągnąć broń i zmusić ją do użycia mocy, ale jakie to w ogóle miało znaczenie w tym momencie? Jeśli jego rodzina była martwa, im to i tak nie robiło różnicy. Jeśli ciągle żyli... Cóż, przy swoim tempie poszukiwań, nie wyrobi się nawet przed najpóźniejszym deadlinem.
To nie to było interesujące. Interesujące było to, że Matilde wierzyła, że to ona decyduje o kształcie sytuacji, a mimo tego jeszcze nie wyszła. Zamiast tego, stała tutaj, całkiem blisko, i odpowiadała na jego pytanie. Osiemdziesiąt procent... To było cholernie dużo. Może nawet przez jakiś czas ustąpiłyby migreny albo po prostu leki przeciwbólowe stałyby się wystarczająco mocne. Mimo tej iskierki optymizmu, nie był w stanie myśleć pozytywnie. Nie miał pojęcia o co jej chodziło, czy faktycznie miała zamiar coś z tym robić ani właściwie czemu mu cokolwiek z tego wszystkiego mówiła. Mógłby spróbować odgadnąć co chciała osiągnąć, ale chyba był tym wszystkim zbyt zmęczony i znużony.
- O co ci chodzi, Wallace? - spytał po prostu. - Przychodzę do ciebie, pytam grzecznie czy mi pomożesz, oferuje ci pomoc w zamian, a ty... - Właśnie, a ona co? Na dobrą sprawę wcześniej nie zastanawiał się, czym tak właściwie go wkurzyła. - ...uznajesz że w sumie to nie ma problemu, bo każdy kiedyś umrze. Teraz nagle, po tym jak już sobie trochę pokrzyczeliśmy i rzuciłaś we mnie puszką coli, przechodzisz w tryb dobrego samarytanina.
To po prostu nie miało sensu, ani odrobinki. Może i nie był specjalistą od relacji międzyludzkich, ale orientował się w nich na tyle dobrze, żeby wiedzieć, że ludzie się tak nie zachowują.
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-03-02, 11:58   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


– Śledzenie, grożenie, szantażowanie i wytykanie przyszłości nazywasz grzecznym pytaniem, Hopper? – zamrugała oczami, jakby nie dowierzając, że tego typu słowa były w stanie wyjść z jego ust. Jeszcze niedawno twierdził, że jest – jak to szło? – najgenialniejszym człowiekiem na ziemi, ale jedyne co ona była w stanie o nim powiedzieć to to, że z pewnością brakowało mu piątej klepki. U licha to było dopiero ich drugie spotkanie, a lista rzeczy, które były z nim nie tak mnożyła się w zatrważającym tempie.
– Ale nie! To najwidoczniej ze mną jest coś nie tak. Głupia ćpunka nie chciała narażać swojego życia dla takiego geniusza jak ty! Jak ona mogła? – zaśmiała się gorzko, rozkładając bezradnie ramiona. Przecież tym dla niego była, nie? Zwykłym narzędziem, heroinistką, która mogła go w jakimś stopniu wyleczyć, co z pewnością mu się nie uśmiechało. Zadawanie się z marginesem społecznym musiało uwłaczać jego godności. W najlepszym scenariuszu mógł po prostu życzyć jej powrotu do ćpania, ale z samej postawy wnioskowała, że najprawdopodobniej była dla niego najbardziej obojętną osobą na świecie. I choć darzyła go prawie identycznym uczuciem, a raczej brakiem jakiegokolwiek uczucia, rzeczywiście wciąż stała w tym samym miejscu, ledwo mrugając powiekami. A potem Wallace na oślep sięgnęła po puszkę z colą, by wziąć większego łyka napoju i z satysfakcją poczuć, jak poziom jej cukru zaczyna się podnosić.
– Pytasz się o co mi chodzi? – uniosła prawą brew ku górze, jednocześnie obdarzając go niezwykle cynicznym uśmiechem – być może po prostu stwierdziłam, że jednak jakaś część ciebie jest warta ocalenia? – chociaż sama nie do końca wierzyła w swoje słowa, nie miała za bardzo chęci mu tego tłumaczyć, dlatego jedynie skwitowała to wzruszeniem ramion: – ale obawiam się, że jesteś zbyt głupi by to zrozumieć.
A potem Matilde wreszcie się wyrwała z tej całej apatii. Brunetka wręcz odbiła się plecami od brzegu blatu, by jednocześnie okrążyć najbliższe krzesło i przykucnąć tuż przy swojej kurtce. Nie wpatrywała się już dłużej w Williama, nie posyłała mu też tego obojętnego spojrzenia, ani nawet jakiejkolwiek uwagi. Po prostu sięgnęła do kieszeni kurtki po paczkę papierosów i wyciągnęła z niej jedną fajkę, którą niemal od razu włożyła sobie między zęby. I prawdopodobniej zostawiłaby całą tą sytuację w tym miejscu, gdyby z rozgoryczeniem nie stwierdziła, że w jej zapalniczce nie było już w ogóle gazu. Ale jak to każdy uparty człowiek ze słowami come on, you fucker zdecydowała się pstryknąć palcem, jednak żaden ogień się nie pojawił.
– Słuchaj, Hopper – westchnęła ciężko, zawieszając na nim wzrok: – Krótka piłka – mam zostać, czy chcesz bym sobie poszła?
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-03-02, 20:03   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Gratulacje, znowu to zrobiła. Czy ona urodziła się z jakimś ukrytym talentem do irytowania Williama Hoppera? Bo tego nie można się nauczyć, nie na aż tak mistrzowskim poziomie.
Ciężko powiedzieć, że się wkurzył, chyba tego dnia po prostu wszystko było mu zbyt obojętne na tak skrajne emocje, ale ciężko też powiedzieć, że nie był zirytowany. Czy ona żyła w jakiejś innej rzeczywistości. Przyszedł do niej, kulturalnie się przedstawił, nawet chwilę sobie pożartowali, miał już jej proponować jakąś pomoc w zamian za jej umiejętności, kiedy ona zaczęła... Cokolwiek wtedy zaczęła.
- Nie planowałem tego w ten sposób, to ty to niepotrzebnie skomplikowałaś - odpowiedział, po raz kolejny nie rozumiejąc o co jej właściwie chodziło.
Właściwie, to Will nie miał pojęcia dlaczego jest z nią aż tak szczery. Pozwolił jej się dowiedzieć o nim zaskakująco dużo, sporo z tego co o nim wiedziała nie wiedział nikt inny, a mimo tego, ciągle mówił jej więcej i więcej. Może to przez to, że od samego początku grał z nią w otwarte karty? Nie potrafił sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz robił coś takiego, pewnie kiedy jeszcze mieszkał w Seattle.
Kiedy usłyszał kolejne słowa dziewczyny. Miał wrażenie, że nagle kawałki układanki w jego głowie wskakują na miejsce. To o to chodziło? Myślała, że uważa ją za gorszą, przez to, że ćpała? Hopperowi wydało się to dziwnie przyziemne i zbyt proste. Po pierwsze: jakby to miało go obchodzić. Po drugie: jakby była przez to bardziej zdegenerowana niż facet, który wchodząc do swojego mieszkania po kilku tygodniach musi sprawdzić każdy metr z wyciągniętą bronią, tak na wypadek jakby znowu ktoś chciał go zabić.
- To o to jest ten cały problem? Nie chce nic mówić, ale dobrze byłoby zauważyć, że masz przed sobą człowieka, który nie funkcjonuje bez opioidów. - Cóż, taka była przykra prawda. Póki co nie chciał sięgać po morfinę, jakoś miał przeczucie jak to się dla niego skończy, ale zaczynał sięgać po kodeinę częściej, niż by chciał. Ciekawe ile mu zajmie uodpornienie się na nią albo uzależnienie od niej?
Nie spodziewał się, że Wallace będzie w stanie go tak dotknąć swoimi słowami, a jednak, zrobiła to. Może to po prostu przez to, że chociaż nie zdawał sobie z tego sprawy, cholernie chciał usłyszeć od kogoś te słowa? Chociaż w gruncie rzeczy one przecież nie miały znaczenia. Matilde go nie znała. Nie wiedziała kim jest ani do czego jest zdolny. Nie wiedziała co zrobił. Prawdopodobnie chciała go do czegoś zmanipulować, po co inaczej by to mówiła? Mimo tego, nie był w stanie sprawić żeby go to nie obchodziło, nie był nawet w stanie udawać że go to nie obchodzi.
Widząc, że zapalniczka Wallace nie działa, po prostu się odwrócił i sięgnął do szafki pod biurkiem. Druga szuflada od góry, po lewej. Trzymał tam obok siebie i zapalniczkę, i zapałki - tak na wszelki wypadek. Właściwie służyły mu głównie do pozbywania się rzeczy zbyt istotnych, żeby je po prostu wyrzucić. Odwrócił się z powrotem, żeby podać jej zapalniczkę, akurat w idealnym momencie, żeby usłyszeć jej pytanie.
- Zostań.
Nie wiedział, czemu to właściwie powiedział. A może doskonale wiedział? Nie ważne co sobie myślał, potrzebował jej mocy, tych dodatkowych miesięcy życia. Bo przecież o to musiało
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-03-02, 21:31   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Słowa Hoppera sprawiły, że Matilde autentycznie prychnęła pod nosem, kręcąc przy tym z niedowierzaniem głową. Ta wymiana zdań coraz bardziej zaczęła jej przypominać rozmowę dwójki niezwykle upartych, w dodatku będących emocjonalnie na poziomie rozkładającego się od kilku dni bakłażana, przedszkolaków.
– Oczywiście, wszyscy są winni, oprócz ciebie. To ja sprowokowałam, to ja byłam nieuprzejma. – zaśmiała się gorzko, wywracając oczami tak bardzo, że jeszcze chwila a dosłownie byłaby w stanie dostrzec swój mózg. – To jest twoje usprawiedliwienie? To daje ci prawo do straszenia kogoś pieprzonym pistoletem?
W tym momencie, uderzające podobieństwo między ich charakterkami zaczęło niezwykle doskwierać Wallace, ale mimo tej świadomości – dziewczyna i tak zdecydowała się dalej ciągnąć ten temat, w dalszym stopniu niezwykle dorośle zrzucając winę na Williama. A gdy mężczyzna wypowiadał kolejne słowa, Matilde wręcz wewnętrznie drgnęła, wyrzucając z siebie zaciekawione: – Na serio?
I jakiekolwiek 14 miesięcy czystości nie były nawet w stanie w tym momencie oderwać jej myśli od słów, które usłyszała. W pewnym sensie zaczęła się nawet zastanawiać, czy pozostawanie czystą było do końca jej własną decyzją. Niewiele pamiętała tego okresu, a co złego mogło się wydarzyć przez jedną tabletkę czegokolwiek, co tam miał? Mogli tylko spróbować, czyż nie? I w gruncie rzeczy Matilde była teraz niezwykle zaskoczona i zaciekawiona samą osobą Williama. Z niewinnym uśmiechem na ustach zmarszczyła brwi, które teraz niemal się ze sobą stykały, po czym z totalną lekkością i dziwną wesołością wyrzuciła z siebie:
– Oh, masz je przy sobie? Mogłabym, cóż.., rzucić na to okiem
I zdecydowanie mogłabym się ich pozbyć zanim zdążyłbyś powiedzieć swoje imię. Ale to mimo wszystko było złe, prawda? Naprawdę ciężko nad sobą pracowała przez ten czas. Tyle wyrzeczeń, tyle puszek coli.. tyle breloczków przypiętych do klucza, przypominających o stażu trzeźwości. Dlatego po prostu westchnęła ciężko, przyznając się samej przed sobą, że to był rzeczywiście zły i nieodpowiedzialny pomysł. Zamiast tego wzięła od niego tą zapalniczkę, przez tą krótką sekundę – gdy był tak blisko niej – posyłając mu przeciągłe spojrzenie. A potem? A potem po prostu odpaliła, zaciągając się tym papierosem. I nieważne, jak bardzo lubiła wkurzać tego człowieka, w pewnym sensie zignorowała jego słowo. Miało to być swego rodzaju ciche porozumienie, które dodatkowo skwitowała niemal niezauważalnym kiwnięciem głowy. Na tyle, na ile zdołała zauważyć, że byli do siebie podobni – wiedziała, że tego typu słowa nie wychodziły łatwo z ust. Dlatego też, zaraz po tym jak zaciągnęła się papierosem, zrobiła kilka kroków w jego kierunku, by zaraz potem bez żadnego ostrzeżenia zatrzymać się dosłownie kilka milimetrów od niego i wyciągnąć dłoń w jego kierunku.
– Zaczynajmy – mruknęła, by po chwili zawahania i wypuszczeniu z ust dymu tytoniowego, schować swoją chłodną rękę w jego odrobinę cieplejszej dłoni, jednocześnie przyznając przed samą sobą, że nie było to aż tak tragiczne uczucie jak o tym myślała przez kilka kolejnych dni.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-03-03, 03:43   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Tak, właśnie tak było. To ona wtedy zaczęła i gdyby nie to, to ich spotkanie miało szansę się skończyć całkiem pozytywnie. Sarkazm nie zmieni faktów, które z resztą Wallace traktowała bardzo swobodnie. W końcu dzisiaj pierwszy raz wyciągnął przy niej pistolet i to tylko po to, żeby sprawdzić czy przypadkiem ktoś na nich już nie czeka w mieszkaniu. Bo przecież Matilde stanowczo wolałaby się natknąć się na uzbrojony oddział DOGS albo ludzi, którzy uważali że Hopper jest im coś winny.
- Ja nawet nie... Kiedy niby groziłem ci bronią? - No, niech spróbuje powiedzieć. Sama się przekona, że to się nigdy nie wydarzyło.
Pożałował swoich słów o opioidach dosłownie kilka sekund po tym jak je wypowiedział. Mina Wallace mówiła aż za dużo. Chciał dobrze, przekonać ją, że wcale nie uważa jej za jakiś margines, a wyszło jak zawsze. Naprawdę, drugą mocą Hoppera była niesamowita łatwość i swoboda w kontaktach międzyludzkich.
- Nie - uciął stanowczo. Oczywiście, nie chodziło o to, że nie miał nic przy sobie, nawet nie próbowałby jej co do tego przekonywać. Z resztą, przed chwilą powiedział jej, że się bez nich nie rusza. Chodziło o to, że ich nie dostanie, choćby mu przysięgała, że tylko popatrzy. Zbyt dobrze wiedział, jak zachowują się uzależnieni, a ona zbyt długo nic nie brała. Cholera, powinien był pomyśleć zanim to powiedział, a przynajmniej nie używać tego cholernego słowa opioidy. Zapisał sobie gdzieś w głowie, żeby nie wyciągać przy Wallace niczego mocniejszego niż ibuprom, a potem jeszcze to podkreślił trzy razy i dołożył wykrzyknik.
Jakaś część jego świadomości odetchnęła z ulgą, kiedy wzięła od niego zapalniczkę. Nie żeby samo palenie było jakimś genialnym pomysłem, ale skoro miała przez to nie brać, to czemu nie? Z resztą, ona chyba akurat nie za bardzo musiała martwić się rakiem płuc i przedwczesną śmiercią. To musiało być dziwne. Jasne, o ile akurat nie wisiał nad nimi jakiś wyrok śmierci, ludzie zwykle nie myśleli o tym że umrą, ale świadomość że tak długo jak możesz używać mocy na sobie tak długo nie umrzesz przez przypadek...? Will jakoś nie potrafił sobie wyobrazić takiej perspektywy. Za bardzo już się przyzwyczaił do myśli, że każdy błąd może go kosztować życie.
Chwycił jej wyciągniętą dłoń. Nie wiedzieć czemu, zaskoczyło go to, że była zimna. Jakby przez to, że Wallace potrafiła nią leczyć, miałaby być ciepła, magiczna i rozrzucać wszędzie brokat. Życie tak nie działało. Może i ta ręka mogła go chociaż częściowo wyleczyć, w końcu żyli w świecie pełnym mutantów, ale to ciągle była zwykła dłoń łącząca się ze zwykłym nadgarstkiem i zwykłym łokciem. Mogła być zimna, czemu by nie?
Właściwie nie miał pojęcia, jak czy powinien coś poczuć. Jakieś mrowienie, nagle zniknie nieustający, tępy ból głowy? Nie chciał przeszkadzać Wallace, ale na dobrą sprawę nie wiedział czy już w ogóle zaczęła. Czy w ogóle miała jakieś powody, żeby to robić? O ile nie chciała go zmanipulować, to właściwie żadnych, a przecież sama mówiła, że ryzykuje.
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-03-03, 13:08   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


– Może wtedy, gdy z dupy stwierdziłeś, że dobrze strzelasz? – wręcz wydęła usta w podkówkę, rozkładając przy tym ręce, zupełnie jakby w dość teatralny sposób chciała mu pokazać, że być może to miało jakieś znaczenie. I w tym momencie powinna się wręcz pokusić by odpłacić mu się podobnym tekstem, nie? W końcu sama nie była zła w strzelaniu. Ale mimo wszystko postanowiła wznieść wysoko brew ku górze, by rzucić mu nieufne:
– I co do cholery się stało z tą bronią, Hopper? Jak mniemam wciąż ją masz przy sobie. Skąd mam mieć pewność, że zaraz nie dostanę kulki w tył głowy? – nie ufała mu i nie sądziła, by kiedykolwiek miało się to zmienić. A on miał nad nią wystarczająco dużą przewagę, więc broń była po prostu przegięciem. Dlatego w momencie gdy gestem głowy wskazywała na stół, mruknęła wyzywająco:
– Chcę ją widzieć.
Nie, nie przesłyszał się. Nieważne, że miała być to obrona przed rządem, terrorystami, ufo, czy w cokolwiek tam sobie wierzył. Nieważne miały być jego zapewnienia, że wcale nie planował użyć swojej spluwy na niej. Wallace po prostu nie czuła się teraz bezpiecznie, dlatego uważała, że broń powinna pozostać w takim miejscu, gdzie oboje będą mieli do niej dostęp. Mimo wszystko poczuła coś na kształt …wdzięczności (?), gdy tak po prostu powiedział to krótkie i stanowcze nie. Matilde nijak tego nie skomentowała, spuszczając jedynie na moment wzrok. Co ona sobie w ogóle myślała, by rzucać tego typu tekstami? Przecież w gruncie rzeczy tak naprawdę wcale nie chciała znowu brać. Dlatego też po prostu zaciągnęła się papierosem, ale szczerze mówiąc.. nie smakował jej on tak bardzo jak zazwyczaj.
– Spodziewałeś się jakichś wybuchów, huh? – rzuciła w końcu, nie kryjąc swego rodzaju rozbawienia. Dostrzegała w jego postawie namiastkę konsternacji, a z kolei to dało jej naprawdę dużo satysfakcji. Mimo wszystko przekręciła ich dłonie, w taki sposób, by ukazać mu swój nadgarstek i tym samym udowodnić, że jednak działało. Oczywiście nie było to nic, co mogłoby przypominać iskierki, wybuchy, czy nawet pieprzony brokat. To co miał zobaczyć w żadnym stopniu nie miało być ekscytujące. Po prostu żyły Matilde nie były już dłużej niebieskie, a swoją barwą bardziej przypominały intensywny fiolet. A potem odchrząknęła, ponownie obracając ich dłońmi, jednocześnie wsuwając swoje długie palce pomiędzy jego palce.
– Podobno całowanie się działa znacznie szybciej i skuteczniej – zaczęła niby niewinnie, by po chwili dorzucić: – Do tego też będziesz chciał mnie zmusić? – zakończyła bezczelnie, jednocześnie akcentując to wyzywająco uniesioną prawą brwią i wykrzywiającymi się w cynicznym uśmiechu czerwonymi ustami.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-03-03, 17:43   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Okay, dobra, to miało miejsce, ale w innym momencie i wcale nie groził wtedy jej, tylko Cassandrze. Czyli, właściwie, to nie miało miejsca?
- I wtedy wyciągnąłem glocka i zacząłem ci nim machać przed twarzą, jak mniemam? - spytał unosząc jedną brew tonem, trochę jakby chciał się upewnić co do drobnego szczegółu, trochę jakby był już przekonany, że wygrał dyskusję.
Westchnął ciężko. Serio, Wallace? Naprawdę, to było teraz twoim priorytetem, upewnienie się że jeśli ktoś teraz ich zaatakuje obydwoje będą równie mocno w ciemnej dupie? Oczywiście, w razie czego ona się mogła potem wyleczyć i spróbować uciec, o ile oczywiście nie dostanie najpierw w głowę, bo nie będzie nikogo, kto mógłby ją osłaniać.
Z resztą, czy ona naprawdę uważała go za aż tak niestabilnego psychicznie, żeby nagle wyciągnął broń i zaczął do niej strzelać? Skoro aż tak mu nie ufała, to mogła wyjść, kiedy mówiła że to zrobi, a nie teraz nagle stwierdzać, że w sumie to nie wie czy Hopper nagle nie strzeli jej w tył głowy. Dzięki, Wallace.
- Dobra, w porządku, pierdol się - odpowiedział. Mimo tego wyciągnął pistolet, wyciągnął z niego magazynek i rozłożył broń. Po części dlatego, żeby dalej mu nie marudziła, po części, żeby sama nie miała do niego dostępu. Od kiedy zaczęli rozmawiać zachowywała się zbyt nieprzewidywanie, poza tym Will ciągle nie wiedział, o co jej naprawdę chodziło. - Nie chcesz sprawdzić czy nie mam przy sobie jakichś niebezpiecznych otwieraczy do konserw albo stanowczo zbyt ostrych wykałaczek? - spytał rozkładając ręce.
Oczywiście, nie wspominał o rewolwerze w plecaku ani o dwóch nożach ukrytych na półce z książkami. Mimo wszystko, dobrze byłoby się mieć czym bronić, a rozłożony na części pistolet powinien ją wystarczająco uspokoić.
Nijak nie skomentował kolejnych słów Wallace, zamiast tego po prostu spuścił wzrok na ich dłonie i fioletowe żyły Matilde. Kiedy wsunęła swoje palce między jego, przez moment nie był pewien dokąd to właściwie zmierza i o co tej kobiecie chodzi. W końcu jeszcze chwilę temu fukała na niego i atakowała go całą masą sarkazmu. Dopiero kiedy usłyszał jej słowa zrozumiał w co grała Wallace i, mało tego, nie zamierzał pozwolić jej wygrać.
- Wow, czy to właśnie była jakaś nieudolna próba flirtu? - natychmiast odbił piłeczkę.
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 5