People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..
Kontrola przepływu adrenaliny
92%
Najemnik
name:
Dale Fowler
alias:
~Archer
age:
29
height / weight:
188/96
Wysłany: 2018-01-23, 22:40 Dale Fowler
Talon na Aarona i balon
2 Lata Giftedów!
Dale Fowler
Urodzony w Seattle dnia 14 stycznia 1990 roku, mieszka w Olympii od dwóch lat, przynależy do factionless, wizerunku użycza Mike Vogel.
Historia
Znacie to uczucie, gdy całe życie przelatuje przed oczami? W ciągu ułamku sekundy można dostrzec wszystkich bliskich nam ludzi, wrogów, wszystkie dobre uczynki, oraz te złe. Złe... Mężczyzna o którym jest ta historia popełnił zdecyowanie zbyt wiele złych uczynków, błędów... Dale - bo tak właśnie ma na imię nasz bohater - dość często igrał z losem, adrenalina była czymś, co go napędzało (w pewnym sensie dosłownie, o czym przekonacie się później). Pewnie dlatego właśnie w tej chwili utknął ukryty za jakimś rozklekotanym samochodem, otoczony przez kilku wrogów, z pistoletem w dłoni. Przetarł dłonią zlane potem czoło i rozejrzał się gorączkowo szukając drogi ucieczki. Często znajdował się w sytuacjach bez wyjścia, jednak zawsze udawało mu się jakoś wydostać. Może i tym razem tak będzie? Oby. Wyjął z broni magazynek, by szybko policzyć ile strzałów będzie mógł jeszcze oddać. Sześć kul. W sumie mogło być gorzej. Ponownie wsadził go na swoje miejsce. Wychylił głowę zza swojej barykady szukając wzrokiem przeciwników, kątem oka dostrzegł jednego ukrytego na dachu pobliskiego budynku i zdążył się schować zanim kula, która świsnęła nad jego głową znalazła się między jego oczami.
-Skurwysyn.. - mruknął tylko pod nosem. Odetchnął jeszcze raz głęboko i wreszcie postanowił działać. Jeśli nie ruszy się teraz to na pewno tutaj umrze. Przymknął na moment oczy a następnie ruszył biegiem do następnej przeszkody, oddając dwa strzały w kierunku dachu - nie miały być celne, miały dać mu te parę cennych sekund. Schował się za następnym samochodem - jeśli uda mu się wbiec do budynku, być może przebije się przez następne pomieszczenia, aż wreszcie wydostanie się z tego piekła... Być może. No nic, warto spróbować. Postanowił po raz ostatni dzisiaj skorzystać ze swojej mocy... Bo warto wspomnieć, że Dale Fowler nie był 'normalnym' człowiekiem. Był kimś... Wyjątkowym? Pewnie niektórzy tak by to nazwali. A inni? Dziwakiem? W sumie mało go to interesowało. Tak czy inaczej posiadał pewną ciekawą zdolność - bardzo przydatną jeśli ktoś należy do specjalnej jednostki - potrafił kontrolować przepływ adrenaliny w swoim organizmie. Dzięki temu potrafił podnieść poziom swojej siły, biec, czy reagować szybciej niż normalni ludzie. I pewnie to by go uratowało, gdyby nie to, że dzisiejszego dnia zbyt wiele razy skorzystał z tych umiejętności i zwyczajnie nie miał już siły, ale musiał spróbować, ten ostatni raz.
Wziął głęboki wedech i pozwolił adrenalinie szybciej płynąć przez swoje ciało, i zaczął biec, co prawda nie wiele szybciej, niż normalny człowiek, ale zawsze - z powodu wyczerpania jego moc działała znacznie słabiej niż zwykle... No cóż, musiał grać takimi kartami, jakie miał. Wpadł ramieniem w drzwi, które nie były solidne - gość, który je wstawiał, raczej się nie postarał... No cóż, tak to bywa w Iraku. Wracając... Drzwi wypadły z zawiasów, a Dale w0padł do budynku, jak na razie szło gładko. Zostały mu jeszcze 4 kule, musiał je mądrze wykorzystać. Przeszedł do następnego pomieszczenia, gdzie natrafił na wrogiego żołnierza, tamten sięgnął po broń, ale Fowler był szybszy - władował mu kule prosto w gardło, prawdopodobnie powodując powolną śmierć nieprzyjaciela, ale jakoś nie było mu go szkoda. Wyciągnął zza pasa nóż i złapał go w lewą dłoń, którą ułożył pod prawą dłoń dzierżącą pistolet. Następne pomieszczenie - puste, korytarz, schody w górę, na schodach kolejny przeciwnik, kolejna kula - tym razem w pierś. Padł.
-Dwie.. - szepnął, brnąc dalej przed siebie. Znalazł się na pierwszym piętrze, kolejny korytarz, a na jego końcu okno. Ostrożnie podszedł do niego nasłuchując wszelkich odgłosów - jak na razie cisza. Podszedł do okna, pod nim znajdował się niewielki daszek, na który mógł zeskoczyć - postanowił tak zrobić, uderzył łokciem w szybę wybijając ją, nie przejmował się kilkoma drobnymi ranami, które przy tym powstały - później będzie się martwił. Pozostałości szkła usunął lufą pistoletu, który schował na moment za pas, a następnie w kilku szybkich ruchach wszedł na parapet i zeskoczył na daszek poniżej, a z daszku na ziemię. W ten sposób usunął się z pola widzenia wroga - przynajmniej taką miał nadzieję. Puścił się pędem, podmuch wiatru zrzucił mu z głowy beret koloru piaskowego - charakterystyczny dla żołnierzy 75 Pułku Us Army Rangers. Trudno, mała cena za swoje życie... Dostanie nowy, mniej znoszony. Kierował się w kierunku punktu ewakuacyjnego ustalonego przed rozpoczęciem misji, miał nadzieję, że jego towarysze broni tam będą. Pochłonięty rozmyślaniami dosłownie na moment przestał być ostrożny i poczuł ukłucie po lewej stronie brzucha. Ukłucie? Mało powiedziane... Coś jakby ktoś wbił mu rozżarzony do czerwoności pręt prosto w brzuch wypalając skórę, oraz wnętrzności. Zrobił jeszcze parę kroków, po czym osunął się na kolana patrząc przed siebie ledwie przytomnym wzrokiem. Na swojej drodze dostrzegł kata. Człowieka, który miał zakończyć jego marny żywot... Może to i chore, ale jakaś jego część nawet się cieszyła na to, że wreszcie umrze. Mimo wszystko nie zamierzał poddać się bez walki. Lewą dłonią złapał się za brzuch czując jak gorąca krew spływa mu po palcach. Prawą, w której dzierżył pistolet spróbował podnieść do góry, by oddać choć jeden strzał, ostatni, ale zaskutkowało to tym, że dostał drugą kulę - tym razem w prawe ramię. Upadł na bok i poczuł, jak osuwa się w ciemność... Zobaczył całe swoje życie, wszystko co zrobił, każde przeżycie, aż wreszcie stracił przytomność, zdawało mu się, że przed tym usłyszał znajomy głos, ktoś chyba krzyczał 'Archer', jego pseudonim, ale do punktu ewakuacji było przecież jeszcze daleko, a reszta jego oddziału była martwa... Nie, to musiało być przywidzenie.
Ocknął się jakiś miesiąc później, udało się go wybudzić ze śpiączki, nie mógł uwierzyć, że przeżył. Poza tym... Nie wiadomo kto go przyniósł, ktoś musiał zabić człowieka, który go postrzelił, następnie opatrzył mu rany i zaniósł w pobliże miejsca zbiórki. Dale nigdy nie dowiedział się kto to był, ale wiedział, że bardzo wiele mu zawdzięcza...
Wspomniałem wcześniej o śpiączce? Też nie była dla naszego żołnierza miłym przeżyciem, ponieważ - nie jestem pewien, czy to normalne - ale w tym czasie, gdy jego ciało spało, mózg cały czas pracował i pokazywał mu minione lata, na miesiąc utknął w labiryncie wspomnień - które bądź co bądź nie były najlepsze. Dla niego to kiepsko, dla mnie? Całkiem nieźle, bo mogę wam dzięki temu przedstawić po krótce wcześniejsze lata jego życia...
Urodził się w szpitalu znajdującym się w jednej z nieciekawych dzielnic Seattle - Riley, jego matka, niestety nie przeżyła porodu, przez co dziecko miało wychowywać się w sierocińcu - ojca nie było, nie miał czasu, wolał chlać z kumplami. No cóż, przecież nie każdy musi mieć kolorowe życie, prawda?
Jak mijało mu dzieciństwo w domu dla dzieci, których nikt nie chciał, lub które zostały same przez różne przeciwności losu? Nie było kolorowo, ale jakoś trzeba było sobie radzić. Jak wszyscy dobrze wiemy, dzieci bywają okrutne - nie wiadomo dlaczego mały chłopczyk o włosach blond i niebieskich oczach nie przypasował tutejszym dzieciakom, ale tak było i jak można łatwo się domyślić - od najmłodszych lat przeżywał szkołę życia, musiał walczyć o każdy kawałek jedzenia, nie mógł nawet spać spokojnie, przez co często zdarzało mu się uciekać - tym sposobem większość życia spędzał na ulicy - zdecydowanie wolał to niż życie w tym cholernym domu dziecka. Nauczył się kraść, wiedział z którego sklepu można ukraść parę bułek, skąd wziąć parę szmat by coś na siebie założyć i gdzie zdobyć parę groszy. W wieku dwunastu lat zdarzyło się coś, co zmieniło jego życie. Podczas kolejnej kradzieży coś poszło nie tak, złapało go paru dorosłych mężczyzn i postanowiło dać nauczkę, na nic zdały się tłumaczenia, że po prostu był głodny, nie patrzyli na to, że jest dzieckiem. Zaczęli go bić. Mocno. Bardzo mocno, leżąc na ziemii czuł tylko cios za ciosem, a gdy kątem oka dostrzegł błysk światła odbijającego się od noża w ręku jednego z napastników... Nagle czas zwolnił. Błyskawicznie podniósł się z ziemii, wręcz za szybko, nie sądził, że tak potrafi... Zerwał się do ucieczki, pędził jak nigdy wcześniej. Wszystko wokół niego było jak w jakimś dziwnym slow - motion, na początku nie rozumiał co to było, ale z czasem zdał sobie sprawę z tego, że dzieje się z nim coś dziwnego... Takie sytuacje się powtarzały, gdy na przykład znów musiał uciec przed jakimś wkurzonym facetem, którego przed sekundą okradł i po raz kolejny wszystko wokół działo się w spowolnionym tempie. Jemu przynajmniej tak się wydawało. Coraz łatwiej było mu wspinać się, jakby nagle stawał się na parę chwil silniejszy, bez trudu mógł uniknąć kamieni, którymi rzucały w niego dzieciaki w sierocińcu. Podświadomie zdawał sobie sprawę z tego, że nie jest do końca normalny, ale wcale się z tego powodu nie przejmował. Starał się opanować te dziwne umiejętności, które tak bardzo były mu przydatne w przetrwaniu. W wieku 14 lat kontrolował to w stopniu minimalnym, ale i tak wystarczająco, by życie stało się łatwiejsze. Bójki nie przyprawiały go już o strach, wiedział, że dzięki temu, że jest 'inny' łatwiej mu je wygrać, łatwiej było zdobyć jedzenie, wszystko było prostsze. Pewnie został by zwykłym bandziorem, drobnym złodziejaszkiem, gdyby nie pewien mężczyzna, którego spotkał na swojej drodze - a właściwie - oczywiście spróbował okraść. Do tej pory nie umie zrozumieć co go podkusiło, by spróbować zabrać portfel mężczyźnie, który ważył przynajmniej 120kg i wyglądał jak czołg... Ale tak się stało. Ten bez trudu powalił go na ziemię i zaciągnął w ciemną uliczkę. Dale do tej pory pamięta jak się wtedy bał, myślał, że dostanie nauczkę od tego człowieka, ale okazało się inaczej. John - bo tak miał na imię postanowił z nim porozmawiać... Wytłumaczyć mu, że takie życie to nie życie. Z czasem okazało się, że jest byłym żołnierzem, a także... mutantem. Wiele godzin przegadali, Dale dowiedział się, że nie jest jedyny, że na świecie istnieją inni mutanci, John nauczył go wielu rzeczy, pokory, dyscypliny, pozwolił mu pracować u siebie w sklepie, dał mu lepsze życie. Stał się też dla niego w pewnym sensie inspiracją, bo za jego sprawą, gdy tylko osiągnął pełnoletność udał się do punktu rekrutacyjnego, by jak jego mentor zostać żołnierzem.
Lata w wojsku nie należały do łatwych, ale to miejsce stało się dla niego w pewnym sensie domem. W końcu poczuł, że znalazł się na swoim miejscu. Dowódcy szybko dostrzegli, że jest bardzo pojętnym uczniem, ponadto doskonałym strzelcem. Dzięki celnemu oku zyskał sobie pseudonim Archer. Przeniesienie go do oddziałów specjalnych było tylko kwestią czasu i tak się oczywiście stało. Po kilku latach solidnego treningu został Rangerem - żołnierzem 75 Pułku Us Army Ranger - Oddziału powietrznodesantowego lekkiej piechoty odpowiedzialnym za prowadzenie operacji specjalnych, które miały wspierać politykę rządu Stanów zjednoczonych, do oddziału, który prowadził operacje na terenie całego globu. Przeżył kilka misji, zdobył kilka blizn, tatuaży - bywało lepiej, oraz gorzej, jak to w wojsku. Przez cały czas szlifował swoją moc, którą na szczęście udawało mu się ukrywać przed resztą żołnierzy - być może niektórzy wiedzieli, ale udawali, że tego nie widzą? W każdym razie nikt nie robił mu żadnych problemów z tego powodu. Koledzy trzymali gębę na kłódkę, a dowódcy? Sam nie wiem. W każdym razie z biegiem lat nauczył się jak korzystać ze swoich umiejętności, używanie ich nie stanowiło dla niego problemu. Również w chwilach odpoczynku trenował, korzystał z niej tak często jak tylko mógł. Sporo się nauczył, chociaż... Pewnie jeszcze długa droga przed nim zanim opanuje ją perfekcji. Czas płynął, aż wreszcie nadszedł 2016 rok. Mając 26 lat trafił do Iraku, gdzie wydarzyła się historia, którą opisałem na samym początku.
Przejdźmy więc może do wydarzeń, które miały miejsce tuż po wybudzeniu się ze śpiączki.
Dale w końcu wydobrzał, zajęło mu to trochę czasu, te wszystkie wydarzenia, które zostawiły nieodwracalne zmiany w jego głowie, ślady na psychice... Sprawiły, że postanowił odejść, nie mógł już więcej patrzeć jak giną jego przyjaciele. Wrócił więc do rodzinnego miasta. Jednak jego życie nigdy nie miało już być takie samo. Dale słyszał, że ludzie są przeciwni mutantom, nie wiedział jednak, że dzieje się to na tak dużą skalę... Musiał być ostrożny. Nikt nie powinien wiedzieć kim jest naprawdę... A Seattle było miastem w którym ciężko coś ukryć. Postanowił się więc przenieść do Olimpii i tam spróbować żyć w miarę normalnie, chociaż... Jego życie już nigdy nie miało być normalne. Mutanci byli ścigani, Dale musiał się ukrywać, na szczęście przeszkolenie wojskowe sprawiło, że potrafił to robić całkiem nieźle - a przynajmniej na tyle dobrze, by przez ten cały czas nikt go nie złapał.
Mamy rok 2018... Jak dalej potoczy się jego życie? Zobaczymy.
Charakter
Chamski? Cyniczny? Z pewnością te słowa do niego pasują. Mało kto wie, że jest to tylko maska, którą zakłada, by ukryć to całe cierpienie, które w sobie nosi. A może naprawdę taki się stał, przez to wszystko co przeżył... To chyba wie tylko on. Dale jest osobą porywczą, potrafi w jednym momencie rozmawiać z kimś, a w następnej chwili połamać mu nos. Jego zaletą na pewno jest to, że jest wierny. Zarówno w miłości jak i w przyjaźni, nienawidzi zdrady, to jest rzecz, której chyba nigdy nie potrafił by wybaczyć. Pewny siebie, dość często można go ujrzeć z cwaniackim uśmieszkiem na twarzy, co nie znaczy, że jest specjalnie wygadany. Chyba, że po paru głębszych... Wtedy to inna sprawa. Rzadko cieszy go towarzystwo innych ludzi, uważa, że powinien być sam i nie wiem, czy kiedyś przyzna sam przed sobą, że tak naprawdę potrzebuje bliskich osób. Lepiej dla niego, by tak było. Jest dość spostrzegawczą osobą, nie jest mu trudno łączyć fakty, wyciągać wnioski, być może jest nawet dość inteligentny, a przynajmniej ma takie wrażenie.
Opis mocy
Kontrola przepływu adrenaliny:
Jak to jest, że kobieta potrafi unieść samochód, pod którym utknęło jej dziecko? Jak to jest, że w chwili, gdy naprawdę się boimy potrafimy biec tak szybko, jak nigdy dotąd? To wszystko dzieje się za sprawą adrenaliny, i to właśnie jej przepływ w swoim ciele potrafi kontrolować Dale. Gdy używa swojej mocy czas wokół niego spowalnia, co pozwala mu szybciej ocenić sytuację, zareagować, potrafi również uniknąć pocisków - gdy nie jest zbyt przemęczony i naprawdę się skupi. Dzięki swojej mocy Dale potrafi podnieść podstawowe atrybuty takie jak prędkość, czy siła. Podczas jej używania także trochę lepiej słyszy. Może ogólnie podnieść swoje umiejętności, lub skupić się na jednej, na przykład tylko zwiększyć poziom swojej siły. Moc ujawniła się u niego w wieku 12 lat, trenował ją praktycznie przez całe swoje życie - najpierw z Johnem - którego spotkał na swojej drodze, a potem w wojsku, gdzie takie umiejętności są bardzo przydatne, dzięki czemu opanował ją dość dobrze.
Może używać jej nieprzerwanie przez 6 postów, po czym musi odpocząć 2 posty.
Gdy skupia się na wszystkich atrybutach na raz - sile, szybkości, reakcji, słuchu - są one około 2x lepsze niż u zwykłego człowieka, gdy na jednym - o 4x.
Gdy zbyt długo używa swojej mocy skutkuje to ogromnym przemęczeniem, krwotokami z nosa, zawrotami głowy, omdleniami.
Ciekawostki
-Posiada wiele blizn, od postrzałów, a także od ran ciętych i kłutych.
- Ma kilka tatuaży - na prawym ramieniu "Lead the way!" otoczone drutem kolczastym ulokowane nad oznaką rozpoznawczą rangerów, na plecach duży napis "No Fear Man", na prawym przedramieniu napis "Semper Fidelis", a na karku kod kreskowy, nad którym widnieją litery "Rara Avis".
- Zdarza mu się wypić, w sumie... Ostatnio dość często. Niestety całkiem niedawno również sięgnął po papierosy i choć nie jest jeszcze jakimś strasznym nałogowcem, to można go ujrzeć z papierochem w ręku.
- Nie umie żyć bez zegarka.
- Dzięki wojsku posiada szeroką wiedzę na temat broni palnej, uczył się kilku sztuk walki, poza tym zna podstawowe zasady przetrwania.
- Lubi czytać, choć rzadko ma na to czas.
- W sumie to całkiem nieźle gotuje, możliwe, że minął się z powołaniem i zamiast żołnierzem powinien zostać kucharzem!
- Nie jest urodzonym artystą, paskudnie rysuje do tego bazgrze jak kura pazurem.
- Dość często śnią mu się koszmary, ma duże problemy ze snem, przez co bywa poddenerwowany.
- Mimo, że od kiedy ostatnio go postrzelili minęły dwa lata czasami ma problemy z prawą ręką.
It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.
telekineza
78%
Była szefowa Bractwa Mutantów
name:
Colleen Marie
alias:
Magnet Girl
age:
25
height / weight:
168/46
Wysłany: 2018-01-23, 22:44
2 Lata Giftedów!
Karta zaakceptowana!
Poziom opanowania Twojej mocy to: 91%
Jakbym mogła przyczepić się do czegokolwiek? Bardzo ciekawa, pięknie napisana historia. Moc rozpisana bardziej niż poprawnie. Nie marudzę, nie słodzę, kocham! <3
Miłych gier na fabule!
Chyba nikt nie lubi niedokończonych historii, prawda? Myślę, że minęła już odpowiednia ilość czasu. Czas opowiedzieć co wydarzyło się później.
W Olimpii Dale zamierzał odnaleźć swoje miejsce, być może podświadomie pragnął odnaleźć ludzi dla których będzie coś znaczył. Cokolwiek. Przez chwilę nawet mu się to udało, aczkolwiek nie potrwało to zbyt długo, no, ale może zacznijmy od początku.
Jak to bywa w tym wieku - poznał kobietę. Cudowną kobietę dla której był w stanie całkowicie się zmienić. Colleen - bo tak brzmiało imię tej pięknej brunetki jak się dość szybko okazało również nie miała łatwego życia. Przewodziła bractwu mutantów, przejęła funkcję po swojej matce, ale nawet to mu nie przeszkadzało. Postanowił poświęcić dla niej wszystko, choć znali się cholernie krótko.
Wszystko jakoś się układało, Colleen namówiła go by dołączył do ich społeczności i chociaż od zawsze był typem samotnika, przystał na to. Spakował swój niewielki dobytek i stawił się na miejscu z którego mieli go odebrać. Pech chciał, że trafił na kogoś kompletnie innego.
Vera Neumann. Kobieta, której udało się go uprowadzić, potwór, który odebrał mu właściwie wszystko.
Wraz ze swoim przytępym ochroniarzem uprowadziła go i w ciągu 3 dni uświadomiła mu czym jest prawdziwe cierpienie. Zyskał tego dnia wiele nowych blizn, a także został pozbawiony części tatuażu z pleców. Już nie był kimś nieustraszonym, po spotkaniu z nią... Nie.
Mimo tego, że wreszcie udało mu się uciec - nigdy miał już nie być taki sam. W głowie przez bardzo długi czas słyszał jeszcze jej głos i tę cholerną melodię, którą nuciła zostawiając na jego ciele kolejne cięcia.
Został uratowany przez Colleen i zabrany do bractwa, gdzie miał dojść do siebie. Co ważne dla historii - okazało się, że jego ukochana zaszła w ciążę. Czy przestraszył się tego? Po tym wszystkim? Cholera, pewnie, że tak. Z pewnością nie był materiałem na ojca, dopiero co przeżył prawdziwy horror. Nie potrafił zaopiekować się samym sobą, a co dopiero małym dzieckiem. W dodatku... Ona wcale tego nie chciała.
Nie dane było mu jednak przekonać się co z tego wszystkiego wyjdzie, ponieważ niedługo potem została porwana przez D.O.G.S i na pewno prawdopodobnie zamordowana.
Fowler zniknął. Po prostu odszedł - nie było w nim cząstki, która nie została złamana. Słysząc więc pierwsze plotki o powstawaniu rebelii doskonale wiedział co należy zrobić - to co robił najlepiej. Walczyć. Na miejscu dość szybko odnalazła go interesująca postać o imieniu Nicholas. Został zabrany z workiem na głowie do jednej z ich kryjówek. Na miejscu znajdował się jakiś mężczyzna przywiązany do krzesła. Kazali mu go zamordować twierdząc, że jest on przeciwnikiem mutantów, zaczęli mu nawet tłumaczyć co zrobił, ale Dale nie czekał na koniec tej historii. Być może zabrzmi to dość przerażająco, ale bez najmniejszego problemu zacisnął palce na jego szyi. Ścisknął do momentu, aż usłyszał te nieprzyjemne strzyknięcie świadczące o tym, że zmiażdżył mu krtań. I został przyjęty - tak po prostu.
Dołączył do mutantów, którzy pragnęli coś zmienić siłą. Chciał ich wspomóc swoim doświadczeniem, oraz zwyczajnie pragnął mieć jakikolwiek cel. Brał każde zadanie jakie mu dali, zabijał w imię ich racji, brał udział w kilku bitwach. Przekuwał słabości w siłę i... Obiecał sam sobie, że zamorduje kobietę, która tak wiele mu odebrała.
Po jakimś czasie - gdy doszedł wreszcie do siebie postanowił udać się do Seattle, by naprawić parę spraw. Odnaleźć osoby na których kiedyś mu zależało, na których dalej mu zależy.
A co z Verą? Zniszczy ją. Cegła po cegle. Sprawi, że jej życie zamieni się w piekło, że straci wszystko co dla niej ważne, a na samym końcu z uśmiechem na ustach odbierze jej życie. Tak, taki właśnie jest plan.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum