Quinn Smiertin

Urodzony w Sankt Petersburgu, 21 grudnia 1997 roku, mieszka w Seattle od 7 lat, przynależy do D.O.G.S., gdzie piastuje stanowisko Członka Oddziału Infiltracji. Wizerunku użycza Cole Mohr.
historia
Mamusia z Irlandii, tatuś to Rosjanin, zgadali się w jakieś wakacje, nie wiem kto był gdzie, bo wszystko pamiętam od lata gdy miałem trójeczkę, czyli jakoś między 2000-2001. Tata wojskowym był, kochał Rosję, mama chirurg, kochała widok krwi, chyba. Mieszkałem w Petersburgu. Ojciec latał do Afganistanu, mama pracowała okolicznym szpitalu. 2004, papa umiera, zabiła go bomba sklejona z puszki, gwoździ i trotylu, domowa robota. Świetnie. Mama popełniła samobójstwo trzy lata później. Coś jej odbiło, rozumiem ją. Chyba ją rozumiem. Wtedy zabrała mnie ciocia. Pogrążony w rozpaczy i tęsknocie, pełen nienawiści do świata za niesprawiedliwe dzieciństwo, zacząłem doświadczać dziwnych sytuacji. Losowe przedmioty, które przetaczały się przez moje myśli, pojawiały się w różnych miejscach obok mnie. A to samochodzik, lizak, ołówek, mazak. Tak z powietrza. Przynajmniej wtedy tak myślałem. Czasem czułem się bardzo wyczerpany, kiedy tworzyłem po kilkanaście bezużytecznych rzeczy dookoła siebie. Trochę mi to zajęło, rozgryzienie tej dziwnej tajemnicy. Okazało się, że to ja jestem źródłem tego wszystkiego. Teraz wydaje się to głupie, z racji okoliczności i wieku, ale wtedy trudno było mi w takie pierdoły uwierzyć. To jak historie o duchach, boimy się, chociaż nie wierzymy. Ciotka zastanawiała się jak to możliwe, że mam tyle zabawek. Przecież mi ich nie kupowali. Nie znaczy to, że traktowali mnie źle. Wręcz przeciwnie. Z biegiem czasu intensywność używania, a raczej ‘samoużywania się’, mocy rosła. Mdlałem, spałem po kilkanaście godzin, mało mówiłem, oczy same mi się zamykały. Myśleli, że jestem bardzo chory. Pewnego razu usłyszałem dźwięk bitego talerza. Ciotka znalazła mnie ledwo przytomnego na podłodze. Zabrali mnie do lekarza. Najpierw pierwszego kontaktu, zaniepokojony, jednak prócz dużego wyczerpania i stresu niczego nie wykryto. Skierowanie do szpitala. Byłem pod stałą obserwacją, bo mój stan się nie polepszał, a słodycze czy plastikowe żołnierzyki nie przestały się pojawiać. Psycholog pytał skąd się to bierze, zaciekawienie, psychiatra, zaintrygowanie. Nie chciałem mówić, bałem się, że coś mi zrobią, bo jestem inny. Ponowiono badania krwi. Następny był lekarz wojskowy, ze skierowania, kolejnego.. Stwierdzono u mnie wyjątkowo rzadką mutację. Chcieli mnie zabrać do placówki gdzieś w głąb Syberii, pytali czy chcę pomóc Rosji tak jak to robił papa. Ciotka niby się zgodziła, jednak pewnej nocy kazała mi zniknąć. Byłem mały, nie wiedziałem co przez to rozumie. Nie chciała mnie, bo nie jestem normalny? Z biegiem czasu jej dziękuję. Chyba miała w głowie opowieści z zeszłego wieku, wysyłanie ludzi do obozów pracy. Chciała, żebym tego uniknął, mimo tego, że nie miała pewności co do intencji mundurowych i rządu. Zamieszkałem na przedmieściach Moskwy, w domu dziecka. Często uciekałem, chodziłem do biblioteki, bo pracowały tam koleżanki cioci z liceum. Karmiły mnie, dawały ubrania. Spodobała mi się chemia, naprawdę się nią zainteresowałem. Myśląc o atomach i z czego składa się dany materiał, czułem, że powoli rozumiem jak działa moja moc. To jak klocki, niby masz instrukcję i wiesz co masz z tego ułożyć, ale po pewnym czasie to się robi nudne. Wiedziałem też, że pewnego dnia będę mógł opanować do perfekcji. Obejdę chemię i fizykę, będę mógł tworzyć rzeczy z prawdziwej nicości. Wracając... Jedna z tych bibliotekarek po paru latach zorganizowała mi wyjazd do jej dalekiej rodziny ze Stanów. Tak wylądowałem w Seattle. Nikt nic nie wiedział, o tym kim jestem. Byłem zdrowy, ograniczałem używanie mocy, przez co moje umiejętności osłabły, mogłem się ukrywać, prowadzić normalne życie. Pewnego dnia dostałem telefon, ktoś z ambasady rosyjskiej chciał ze mną rozmawiać. Powiedzieli mi, że dane wyciekły, nie jestem już bezpieczny, nawet jeśli świetnie się ukrywałem. Dowiedziałem się też, że w Afganistanie ojciec walczył w jednostce odpowiedzialnej za eliminowanie grup mutantów podobnych do mnie, a bomba, która go zabiła była stworzona przez jednego z nich. Nie wiedziałem co mam w tym momencie czuć. Ktoś taki jak ja go zamordował? Niby była wojna, ale… Musiałem uciec. Stany nie były przychylne odmieńcom. Najpierw kolor skóry, teraz umiejętności. W Rosji ludzie byli zafascynowani, większość pracowała w służbie społeczeństwu, mało kto siał zniszczenie, bo się po prostu nie opłacało. Nie chciałem, aby moja przyszywana rodzina przeze mnie cierpiała. Wyprowadziłem się po liceum. Mieszkałem na squatach, poznałem nowych ludzi, ‘braci w niedoli’. Walczyli o przetrwanie, krzywdzili innych. Brzydziłem się nimi. Miałem w głowie słowa tego faceta, ‘ojca zabił mutant’. Byłem pełen nienawiści. Musieli mieć wtykę. Ktoś zajechał mi drogę, kiedy wracałem z pracy. Pracowałem w warsztacie. Departament. Chciałem uciekać, ale powiedzieli mi, że to bez sensu, bo niby jestem otoczony. Zaczęła się gadka o tym, jaki to ja jestem inny i czy chcę im pomagać. Bałem się, że poddadzą mnie normalizacji, że odbiorą to, co czyni wyjątkowym. Obiecali, że to będzie moja decyzja, ale muszę z nimi współpracować. Jakie miałem wyjście? Zostałem. Z racji mojego włóczęgostwa wcielili mnie do Infiltracji. Siedziałem między zbiorowiskami mutantów, nasłuchiwałem, zdawałem raporty z ich planów. Kryłem tych niewinnych, sprzedawałem bandziorów i agresorów. Może to mnie nie usprawiedliwia. Chcę oczyścić świat ze złych mutantów, ze złych ludzi, ale jednocześnie żyć wygodnie. Wtedy każdy będzie zadowolony.
charakter
Z lekka niezrównoważony. Jest to idealne określenie całej jego sylwetki psychicznej. Bardzo często wybucha gniewem nie do opanowania. Ciężko go przegadać, kiedy wejdzie się na jakiś temat, w którym czuje się ekspertem, a takich dużo. Zarozumiały, zapatrzony w siebie i swoją boskość. Uwielbia się przechwalać, zmyślać różnorakie heroiczne historie odnośnie swojej osoby. Szybko puszcza błędy innych w niepamięć, mimo tego wybitnie prędkiego 'obrażalstwa', i tak samo szybko z wyżej wymienionych stanów wychodzi. Do nowych znajomości podchodzi z dystansem, jednak czasem ulega to wyraźnemu ociepleniu, jeśli sytuacja jest sprzyjająca. Nie ma w zwyczaju szybko się otwierać, szczególnie publicznie. Preferuje albo przesiadywanie w domu, albo w jakimś zaułku, gdzie nikt normalny nie spędza wolnego czasu, co ma to związek z dorastaniem na ulicy zatłoczonego, rosyjskiego miasta, gdzie każdy dba o własny biznes. Często, z braku towarzystwa, rozmawia sam ze sobą, komentuje wszystkie czynności jakie wykonuje. Pomaga mu to się skupić, a przez to wykonać te rzeczy lepiej. Jest perfekcjonistą z krwi i kości. Zazwyczaj nie docenia efektów swojej pracy mimo ogromnego zaangażowania. Kiedy coś mu nie wychodzi, klnie, krzyczy, rzuca wszelakimi przedmiotami, by za moment starać się wszystko naprawić, aż do skutku, gdy efekty go chociaż W MIAR? zadowolą. Pewnie jeśli udałby się do specjalistów, stwierdziliby u niego szereg zaburzeń, czego jest świadom, dlatego woli się nie sprawdzać. Nierzadko miewa dni, kiedy niczego mu się nie chce, zupełnie nie ma humoru, nie rusza się z łóżka, jednak zaraz potem, napada go niesamowita dawka energii, którą natychmiastowo musi spożyć, dla przykładu trenując ciężko albo wykonując dodatkowe zadania, których nawet wcześniej nie planował. Balans i równowaga, chociaż tutaj. Nie uśmiecha się prawie wcale, a jeśli już, to nieszczerze i złośliwie albo bardzo oschle i arogancko. Uważa, że jest zbyt młody, żeby być szczęśliwym, że za mało osiągnął, a szczęścia nie ma co marnować na codziennie czynności, trzeba wiedzieć kiedy je poczuć. Osiągnąć je można albo w skrajnym niepowodzeniu, albo w skrajnym sukcesie, nigdzie indziej się nie da. Tak, jak mówił Nietzsche. Nie oznacza to, że jest jakimś kompletnym smutasem. Ma sarkastyczne, ironiczne, czarne, zimne poczucie humoru i lubi zgrywać wszystkowiedzącego cwaniaka, chociaż nie musi aż tak bardzo, bo jest naprawdę bystrym chłopakiem. Lata spędzone w samotni zachęciły go do odwiedzania biblioteki, z którą wiąże się część jego dzieciństwa. Miejsce to sprawiło, że poczuł zamiłowanie do literatury, czuł się jej dłużny. Uwielbia pić alkohol oraz kawę, obie te rzeczy poprawiają mu nastrój. Okazjonalnie pali papierosy.
opis mocy
Kontrola atomów - najprościej mówiąc, sztuka manipulacji, zmiany kształtu i/lub formy atomowej materii nieożywionej. Quinn potrafi stworzyć z wszechobecnej materii przedmioty, których wygląd ogranicza tylko jego wyobraźnia. Nóż? Ciach. Kawałek papieru? Bum. Pistolet? Jak w banku, a naboje? Jeszcze jak. Jedynym problemem jest otoczenie, bo masa atomowa i siła wiązań pomiędzy cząsteczkami musi być równa po obu stronach. (No, może jeszcze powinien znać zasady działania tworzonego przedmiotu, jeśli jest to jakiś skomplikowany mechanizm.) Także, będąc w kopalni żelaza o wiele łatwiej stworzyć mu coś metalowego, czy po prostu złożonego z cięższych pierwiastków, niż w sterylnym laboratorium, gdzie dominuje krzem. Im przedmiot większy, tym bardziej czasochłonne i wyczerpujące psychicznie jest jego tworzenie. Znajomość chemii i fizyki przy takiej mocy to podstawa. Wierzy, że wraz z rozwojem mocy możliwe jest zmniejszenie zapotrzebowania na pierwiastki, a ostatecznie tworzenie z Nicości. Coś podobnego do wiary średniowiecznych alchemików w kamień filozoficzny. Jeśli przedmiot, który ma zamiar stworzyć jest w pobliżu, po prostu przywołuje go do siebie. W zależności od rozmiaru i dostępności odpowiednich mas atomowych, może wykonać od 1 do 5 transmutacji na wątek, jednak między każdą musi występować najmniej 2 posty przerwy. Po 5 postach pauzy w używaniu mocy licznik MOŻE się wyzerować. (Może - zostawiam to w woli Mistrza Gry, który MOŻE stwierdzić, że transmutacje były zbyt duże, potężne, głupie, wyczerpujące, przez co nie otrzyma 'odświeżenia'.)
CENNIK:
'Cena' transmutacji - waga przedmiotu
1 - do 0,5 kilograma (np. zwyczajne przedmioty codziennego użytku, pokroju długopisów czy notesów)
2 - od 0,5 do 5 kilogramów (np. większość broni czy mebli, pojedynczych materiałów budowlanych)
3 - od 5 do 10 kilogramów (proste środki transportu
4 - od 10 do 50 kilogramów
5 - powyżej 50 kilogramów
ciekawostki
Często wrzuca do konwersacji rosyjskie słówka.
Ma 175 centymetrów wzrostu i 65 kilogramów wagi.
Angielskiego nauczył się samodzielnie poprzez lekturę licznych książek, z których najbardziej upodobał sobie Orwella. Jego akcent przypomina Irlandzki, mimo wychowania w Rosji, jakby odziedziczył go po matce, jednak mało rozmawiał z nią w tym języku w dzieciństwie, co jest raczej dziwne.