Poprzedni temat «» Następny temat
Jonatan Nyman
Autor Wiadomość
Jonny Nyman



Żołnierze żyją. Oni umierają, a nie Ty, i czujesz się winny, ponieważ cieszysz się, ze oni umierają, a nie Ty. Żołnierze żyją i zastanawiają się dlaczego.

przetrwanie

zmarła żona





name:

Jonatan Nyman

alias:
Blixt

age:
38 lat

Wysłany: 2017-12-14, 13:02   Jonatan Nyman
   Multikonta: Samara Hopper


Jonatan "Jonny" Nyman
Urodzony w Reykjaviku 1 grudnia 1979 roku, mieszka w Olympii od dwóch miesięcy, przynależy do Genetically Clean, piastuje stanowisko Dowódcy Oddziału Drugiego, wizerunku użycza Tom Hardy
historia
Zaczynasz się zastanawiać, kim jesteś, jak już raz to przeżyjesz. A masz szansę przeżyć obóz życia i kształtowania charakteru. Zginąć możesz tu na setki sposobów. Nie tylko w walce. Na obozie wojskowym dla najemników w Gwatemalii, na twoje życie szarpnąć się mogą bagna, paszcze krokodylów, hordy szczurów w klopie, robactwa i pasożytów, a jak będziesz miał szczęście, nie padniesz z odwodnienia i wycieńczenia, a może pójdziesz z dymem z czeskim „Semtexem” uwiązanym do truchła zdechłego kundla, czy martwego kolegi (opcjonalnie – wroga, od kiedy pokonałeś go w walce na bagnety). To szczęście tylko wtedy, kiedy akurat będziesz miał ochotę paść na ziemię, ryjąc dziurę w podmokłej glebie gwatamalijskiej dżungli. Ale nie padasz, bo wiesz, że nie możesz. Musisz zgrywać bohatera. Najwierniejszy kompan niedoli, na jakiego możesz liczyć to nieustający stres. Bo może cię tu udusić anakonda, wycieńczyć biegunka, ropiejące rany, czy wybite stawy, a tam dowódca wystawia cię na próbę przetrwania – głównie psychicznego. Którą musisz zdać, nie aby przejść szkolenie – by przeżyć. Oblałeś = nie żyjesz. Dlatego każdy z nas chce zdać.

Myślę sobie… jestem gnidą? Pięć lat studiów, trzy lata praktyk reportażu w terenie – wydawałoby się, ze po tym czasie jestem w końcu odchamionym, wykształconym człowiekiem. Gówno prawda. Jedziesz na szkolenie raz, nieważne jak mocno przygotowany, niegotowy na to, co cię czeka. I wracasz odmieniony, mogąc sobie swoją edukację w dupę wsadzić. Wracasz ledwie żywy. Do dziewczyny, którą zostawiłeś na Florydzie i cieszysz się, jak głupi, że możesz ją wziąć w ramiona (i wygrzmocić ją na blacie w kuchni, ale tego jej nie mówisz, bo, kurwa, prawda jest taka, że jesteś facetem i – tak czy siak – tęskniłeś i tylko o tym ona woli wiedzieć). Miesięczna pensja, od 2 000 do 10 000 dolarów, zależna od stopnia upodlenia (tak zwanego ryzyka zawodowego) pozwala Ci wyżyć co najmniej rok. Mimo to, już po miesiącu, jakiś cichy, kurewski szept w głowie każe ci tam wrócić. I wracasz. Może tym razem też przeżyjesz?

Najemnikiem nie możesz być zawsze. Tak samo, jak na zawsze nie możesz mieć szczytowej formy. W końcu się wypalasz. Ja dopiero teraz. Wracam do kraju. Jak każdy, zakładam możliwość, że tym razem mógłbym zginąć . Liczę się z tym ryzykiem i jak większość członków oddziału, myślę o tym, żeby na tą ewentualność zabezpieczyć bliskich. Mam przecież konto w banku i umowę z odpowiednimi jednostkami, że w razie choroby, trwałego kalectwa, czy śmierci (na to ostatnie najmniej liczę) Amy – moja narzeczona, dostanie moją forsę. Dlatego, nie spodziewam się, że ona zginie pierwsza. Bo nie na to się nastawiałem. Ale ginie. Na pogrzebie próbuję być twardy, a choć byłem przez ostatnie lata i nic nie mogło mnie złamać, ryczę, jak głupi. Jak dziecko. Bo nawet nie wiem, co straciłem. Przecież większość dorosłego życia byłem w terenie.

Konflikty między mutantami, a ludźmi, ciągną za sobą wiele ofiar. Amy – moja miła – tłumaczę sobie, że jest jedną z wielu, ale wcale nie jest mi z tym łatwiej. Więc szukam sobie zajęcia. Odkupienia. Do Genetically Clean dołączam na zlecenie. Okazuje się, że najemnicy, tam też są w dobrej cenie. Myślę sobie… jak pomszczę jej śmierć, może mi moją nieobecność wybaczy? Zasypiając, nie pamiętam już nawet czyją jej śmierć jest winą. Więc budząc się, zrzucam ją na siebie.

I z tym żyję.

Przyjaciele „z dżungli”, mówią na to: pokuta. Nie wiem skąd znają takie ładne słowa.
charakter
Jeśli przetrwasz tą szkołę charakteru, nie jesteś już mieszczuchem. Jesteś człowiekiem ze świata. I możesz mieć pewność, że nie brakuje Ci uporu i determinacji. Może czasem zdajesz się odrobinę szalony i dziki, ale kiedy pot i wilgoć wżera ci się w gacie i skarpetki, a odgłosy dżungli przypominają ci że żyjesz, ale jeszcze nie wiesz jak długo, przypominasz sobie, ze jesteś też ojcem, synem, bratem, mężem, a nawet jeśli jesteś samotnikiem - to również i człowiekiem. Dlatego nawet najtrwalszy skurczysyn na tych ziemiach, miewa też przebłyski człowieczeństwa. Wszyscy tęsknimy do domu. Dla jednych jest to czysta wódka, burrito czy deszczowe londyńskie ulice, dla mnie to ten chamski knypek w supermarkecie, kurwy gładko schodzące z języków, klasyczny rock w głośnikach mojego starego auta, zapach świeżo odgrzanej pizzy w domu i szamponu do włosów Amy. I w zasadzie więcej nigdy nie potrzebowałem. Byłem prosty, nieskomplikowany od zawsze, a do szczęścia brakowało mi tylko kolejnej ciekawej przygody. W dziczy nauczyłem się milczeć i słuchać. Ten, kto nie nasłuchiwał, szybko ginął. Kiedyś, jak mogłem liczyć, liczyłem na siebie. Teraz wiem, że czasem mogę i na innych. Po skończonej akcji, nawiązują się przyjaźnie, a my uczymy się, że nic nie łączy tak, jak sranie do jednej dziury w ziemi i życie w jednym gnoju. Rozjeżdżamy się po świecie, ale wiemy, że w razie potrzeby, każdy dla każdego jest bratem. Nawet Ci, którym nie ufaliśmy i których oddech słyszeliśmy w nocy, myśląc, że to na nas sapią. Jesteśmy ludźmi ze świata. I należymy już tylko do niego.
ciekawostki
W dżungli nie liczy się kim jesteś. Tu mówią na mnie "Blixt" - co nie każdy wie, że ze szwedzkiego znaczy "piorun". Chłopacy stawiają zakłady ile z kogo wyciągną informacji. „Haitańczyk” – bo miesza w głowach, jak ten z serialu, którego w życiu nie oglądałem – pyta się mnie któregoś dnia, skąd pochodzę. Ale nie wiem czy dobrze jest mu to powiedzieć. Nie ma tu takich jak ja, Islandczyków. Zresztą, ja, powiedzmy sobie szczerze, jestem zamerykanizowany. Wszyscy jesteśmy kosmopolitami, ale nikt nie mówi o tym glośno, a tych, którzy to robią, tu nie lubią. U „Haitańczyka” wyczuwam wyraźny słowiański akcent. Polak, Rusek, bądź Ukrainiec, na pewno. Wolę nie strzelać, bo może później chcieć strzelać i do mnie. O tym, że byłem reporterem wojennym też lepiej nie wspominać. Gruntowne przygotowanie techniczne – kursy strzeleckie, sporty siłowe i walki (judo, aikido, karate kyokushinkai czy kung-fu) tutaj nie mają znaczenia. Oceniają nas innymi kategoriami. Pierwszy jest test sprawności, na torze przeszkód. Jak przetrwasz, masz szansę pokazać się w walce bagnetem. Wszyscy musimy znać się na broni automatycznej – głównie z produkcji Izraela, Rosji, USA i Czech. W razie ataku lotniczego mamy umieć obsłużyć rakiety, zupełnie innego arsenału używamy przeciw helikopterom. Z materiałów wybuchowych znam się co najwyżej na czeskim „Semtexie”. W trakcie cichych najazdów korzystamy z kuszy wojskowych, zmieniamy groty pomiędzy stalowymi, a zapalającymi. Czasem sięgamy wtedy po garotty. Ogólnie akurat tu posługujemy się językiem hiszpańskim, chociaż na Florydzie mówiliśmy po angielsku. To, co musimy jednak konsekwentnie pokazać wszędzie to charakter.


[Profil]
 
 
Aiden Tremblay



Improvise, Adapt, Overcome.

Zmiana wyglądu

80

lubie ser





name:

Aiden Tremblay

alias:
Leon

age:
26

Wysłany: 2017-12-15, 14:22   

Karta zaakceptowana!
Strata narzeczonej niewątpliwie jest czymś bardzo dotkliwym, nawet nie potrafię sobie wyobrazić jak wielka pusta musiała pojawić się w sercu Jonatana. Oby odnalazł to czego szuka.
[Profil]
   
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ZAMKNIĘTY ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,03 sekundy. Zapytań do SQL: 5