Poprzedni temat «» Następny temat
James Shepard
Autor Wiadomość
James Shepard



There's a revolution coming

Projekcja strachu

80%

I loved and I lost you





name:

James Shepard

age:
33

Wysłany: 2017-12-09, 02:24   James Shepard

James Shepard
Urodzony 23.01.1984r. w Olympii, mieszka tam od zawsze, przynależy do Bractwa Mutantów, piastuje stanowisko doradcy, wizerunku użycza Tom Hiddleston
historia
— Chyba się mnie nie boisz, prawda Jamie? — zapytała starsza kobieta, nachylając się w moją stronę. Pokręciłem niepewnie głową, a ręce schowane za plecami, drżały mi nieprzyjemnie. Widziałaś to? Dlatego patrzyłaś na mnie tak podejrzliwie? Przewierciłaś mnie spojrzeniem na wylot i stwierdziłaś:
— Przecież słyszę, że się boisz. — Przyłożyłaś mi pomarszczony palec do czoła, a ja przełknąłem głośno ślinę.
— Dlaczego babcia słyszy mój strach? — wydusiłem z siebie po chwili, kierując słowa w stronę matki, która spalając pośpiesznie papierosa, zmierzwiła mi włosy.
— Babcia nie słyszy, kiedy listonosz dobija się do drzwi, a co dopiero twojego strachu. Ona tylko się z tobą droczy. — Wyrzuciła niedopałek w bok, nie siląc się na przydeptanie go butem. — Bądź grzeczny. — Pocałowała mnie w czoło i może gdybym wiedział, że wtedy zobaczę ją po raz ostatni, nie skrzywiłbym się dosadnie.
— Babcia nie słyszy twojego strachu, dobre mi sobie, babcia słyszy wszystko — mruknęła pod nosem babcia, z niesmakiem patrząc na moją matkę, a swoją córkę, która oddała się w stronę samochodu. Znów niespokojnie przełknąłem ślinę i mocniej zacisnąłem palce na rączce od walizki. Czułem strach, bo babcia nie miała wszystkich zębów, niczym baba jaga. Czułem strach przed tym, że musiałem zostać tam aż tydzień. A później czułem jedynie przerażenie, bo okazało się, że siedem dni, zamieniło się w monotonnie mijające lata. Ciekawe czy moja matka czuła strach, kiedy rozpłynęła się w powietrzu? Bo przecież nikt nie wie co stało się z nią po tym, jak wsiadła do samochodu. Po prostu nigdy nie wróciła.

***


Zmiana szkoły nie jest przyjemna. Nawet jeśli przenosisz się do placówki oddalonej od poprzedniej o zaledwie dziesięć kilometrów. Jednak odnalezienie wspólnego języka z nowo poznanymi osobami, zaznajomienie się z zasadami panującymi w szkole, czy najzwyczajniejsze zaaklimatyzowanie nie sprawiało mi żadnych trudności. Szybko wtopiłem się w tłum, ślepo podążając za rówieśnikami, ale znalazły się również jednostki, z którymi mimo wszelkich starań zupełnie się nie dogadywałem. Pierwsze lata szkolne były dla mnie przeciętne. Przeciętne oceny, przeciętne zachowanie, przeciętne samopoczucie. Tęskniłem za matką, myślałem co byłoby gdybym poznałam ojca, a nawet, przestałem bać się babci. Wszystkiego uczyłem się od nowa. Zawierania znajomości, czy zwykłego funkcjonowania, bez rozmyślania na każdym kroku o wszystkim, o czym żadne dziecko nie powinno myśleć. W kolejnej szkole coś zaczęło się zmieniać. Pojawiły się ambicje, pierwsze miłości i straty, większe czy mniejsze. Każdy piętnastolatek najpewniej przez to przechodził, ale wtedy moje życie zupełnie się zmieniło. Jedna z listopadowych nocy zamieniła moją egzystencję w koszmar, ale nie tylko moją.
— Shepard! — błahe powody, to najlepsze argumenty dla szkolnych osiłków, żeby obić ci twarz mniej lub bardziej. Długie nogi, to największy skarb, dla osób z niewyparzonym językiem. Biegłem przez praktycznie opustoszałą ulicę, słysząc za sobą tupot stóp i przekleństwa roznoszące się po całej okolicy. — Nie bój się i tak cię dorwę! — Byłem przerażony. Nawet nie popatrzyłem na dziewczynę Mike'a Jacksona, który teraz pędząc ile sił w nogach, biegł za mną już od dobrych sześciuset metrów. A jednak, uparł się, uważając, że już więcej na nią nie spojrzę. Nie wiem czy była to sugestia, że wydłubie mi oczy, ale nie chciałem się dowiadywać. Prawie traciłem oddech i byłem pewien, że Mike zaczyna mnie doganiać. W błędzie nie byłem, bo poczułem szarpnięcie za koszulkę i chwilę później leżałem na zimnym chodniku. — A nie mówiłem? — Jedną dłonią trzymał kołnierz mojej koszulki, drugą wymierzał cios, jeden, drugi i trzeci. Po kolejnych ból przestał mieć znaczenie, a moje ciało zaczęło reagować w celu obronnym. Byłem przerażony, bo wiedziałem, że zaraz stracę przytomność, ale wtedy ręka Mike'a zamarła w powietrzu. Przez zapuchnięte oczy widziałem czysty strach w jego spojrzeniu, zaczął się wycofywać, potykając się o wystające płytki i upadając do tyłu. Wrzeszczał, błagał, a nawet płakał, prosząc, żebym przestał. Ale co ja robiłem? I wtedy wszystko zalała fala czerni, a ja straciłem przytomność.

***


— Nie — uciąłem krótko, przykładając lód na obolałą twarz. — Nie jestem żadnym mutantem — dodałem, patrząc na babcię, która popijając herbatę, mierzyła mnie spokojnym spojrzeniem.
— Myślisz teraz, że, cytując: czy wszyscy starzy ludzie są tak świrnięci? — I miała rację, bo dokładnie te słowa przewinęły się przez moje myśli.
— Ale jak ty...
— Też nim jestem, podobnie jak i twoja matka. Jednak twoje zdolności są... inne.
— Inne?! INNE?! MOGŁEM GO ZABIĆ, MOGŁEM ZROBIĆ MU KRZYWD?, JAK MOŻESZ BYĆ TAK SPOKOJNA?
— Z czasem przywykniesz, bo nawet te najgorsze i najmroczniejsze moce mogą stać się czymś dobrym.
— Wiesz co widziałem przed tym, jak straciłem przytomność? Rozkładające się ciało, dokładniej ciało jego siostry, która zaginęła kilka lat temu i wiesz co? Był przerażony, ja nie. Wszystko wyglądało tak realistycznie, a mimo tego przechodnie jej nie wiedzieli. Patrzyli na nas, on patrzył na powód swojego obłędu, ja na coś co ty nazywasz darem. Nie chcę tej mocy, nie chcę żadnej mocy, nie chcę robić tego ludziom i nie, nie będę jej doskonalił, choć uważasz, że powinienem! — Kobieta poruszyła się nerwowo na krześle, odstawiając kubek na bok.
— Jeżeli nie będziesz trenował, nie będziesz nad tym panował i zranisz więcej osób, wierz mi. Musisz nauczyć się z tym żyć, nie bój się swoich zdolności, one nie mogą nad tobą zapanować.

***


— Boję się, James. — Zaczęłaś szlochać, objęłaś rękoma swoje kolana i zaczęłaś kołysać się na boki. Pogłaskałem cię po włosach, chcąc cię uspokoić, ale wtedy znów usłyszeliśmy huk w salonie. — Tak bardzo się boję. — Drżałaś, a łzy spływały po twoich policzkach. Byłaś miłością mojego życia. Kiedy odkryłem swoje moce stałem się wrakiem człowieka, uważałem się za potwora. A ty bezczelnie ukradłaś mi wtedy rower, bo musiałaś zdążyć do domu na ulubiony serial. Rok później ukradłaś też moją pracę domową i podpisałaś się na niej swoim nazwiskiem. W szkole średniej konkurowaliśmy ze sobą we wszystkim i to mnie uratowało. Przestałem nazywać się potworem, skupiłem się na nauce, by pokazać ci, że jestem lepszy. Ale to ty byłaś lepsza. Doprowadzałaś mnie tym do szału, przez który moje zdolności zaczynały się ujawniać. Bałem się i bała się moja babcia. Wiedziała, ludzie nie mogą się dowiedzieć, bo nie będą pozytywnie nastawieni do mutantów. Więc zacząłem ćwiczyć swoje zdolności, dla ciebie, żeby nie zrobić ci krzywdy. A ty w zamian ukradłaś moje serce, choć zrobiłaś to dopiero na studiach. Bo kto pomyślałby, że wybierzesz medycynę? Kto pomyślałby, że ja to zrobię? Ja byłem dobry podczas rekrutacji, ty byłaś praktycznie najlepsza. Na pierwszym roku przyniosłaś mi kawę i przeprosiłaś za rower. Dwa miesiące później uczyniłaś to samo, mówiąc, że z tą pracą domową też głupio wyszło. Pół roku po tym, za moje serce nie przepraszałaś. A ja przepraszałem ciebie, kiedy odkryłaś czym jestem. Ale nie bałaś się, dlaczego? Bo sama byłaś inna. Sama byłaś tym czymś, czym byłem ja. Mutantem. Choć z mocą zupełnie łagodniejszą od mojej. Wydawało nam się, że jesteśmy dla siebie stworzeni, że przeżyjemy nasze życia wspólnie. Skończyliśmy studia, zaczynaliśmy staże, a później zaczęły dziać się te dziwne rzeczy. Zaczęto uważać nas za złe istoty. I było bardzo źle.
— Elaine, zostań tu, za chwilę wrócę. — Byłaś przerażona, bo myślałaś, że po nas przyszli.
— Nie, nie, nie, błagam nie wychodzi. — Wyszedłem, żeby cię chronić, nie pomyślałem, że cię stracę. Miałaś rację, przyszli po nas, nie wiem, jak się dowiedzieli, ale zrobili to. Kiedy opuściłem sypialnie, świadomy, że będę musiał użyć swoich zdolności, nie spodziewałem się jednego. Obszedłem cały dom, a nawet ogród. W salonie leżał rozbity wazon, ale nigdzie nie było śladów ludzi. Nie było także i ciebie. Zabrali cię. Zabrali cały mój świat.

***


Życie na ziemi, gdzie zaufanie jest rzeczą, o której dawno się nie słyszało, a każdy twój krok może być tym, który rząd uzna za podejrzany, to nie lada wyzwanie. Po utracie Elaine byłem zniszczony i skłonny do wyjścia na środek ulicy by krzyknąć: jestem mutantem, mnie też możecie wziąć. Na szczęście nigdy nie miałem styczności z rządem czy ich formami leczenia, o których słyszałem tylko pogłoski. Przez cały czas żyłem w ukryciu, przenosząc się z miejsca na miejsce, by mieć pewność, że nikt mnie nie znajdzie. Ale byłem przygotowany i ćwiczyłem swoje zdolności, częściej niż do tej pory. Dalej trenowałem, dalej się ukrywałem i dalej chciałem się zemścić. A później los zesłał na moją drogę Yvonne Marie, która wybiła mi to z głowy. Poznałem ją już wiele lat wcześniej. Mieszkająca niegdyś naprzeciwko kobieta założyła Bractwo Mutantów, do którego trafiłem, nie widząc już nadziei na nic innego. Zepsuty i zrozpaczony uważałem, że nic mi nie pomoże. Jednak widząc jak potężną społeczność zbudowała Yvonne, jak wiele dawała od siebie, żeby pomóc takim jak ja. Wiedziałem co muszę zrobić. Chciałem się przyczynić do tego wszystkiego, do rozwoju Bractwa. Zaproponowałem jej swoją pomocą, bo została jedyną osobą, której ufałem. A ona zaufała mi, pozwalając mi stać się jej doradcą. Potrafiliśmy razem współpracować bez zarzutów, sprawiać, żeby wszystko działało jak trzeba. Przez cztery lata całe przedsięwzięcie znacznie się rozrosło i właśnie wtedy Marie zginęła. I znów straciłem kolejną osobę, której ufałem, którą szanowałem i która była zbyt dobra, aby umrzeć. Mimo to, zacisnąłem zęby. Śmierć nie staje się łatwiejsza z czasem, ale można się do niej przyzwyczaić i nie pozwalać jej na siebie tak wpływać. Zmotywowany do pracy jeszcze bardziej, staram się teraz pomagać następczyni. Córce Yvonne, która objęła stanowisko matki.
— Nie bój się, poradzisz sobie — powiedziałem jej kiedyś, bo strach, to najgorsze ograniczenie.
charakter
Ciężko pozostać optymistą w tym paskudnym świecie, gdzie na każdym kroku ktoś chce się ciebie pozbyć, a jednak, ja nim pozostaję. Wszystkie straty jakie poniosłem w życiu, zaczynając od zaginięcia matki, swojej życiowej miłości, śmierci babki i przyjaciółki, umocniły mnie psychiczne, sprawiając, że jestem wyjątkowo silny psychicznie. I tak, nadal pozostaję po tym wszystkim optymistą. Mimo że nie śpiewam, nie tańczę i nie raduję na co dzień, ciągle uważam, że będzie lepiej i dobre czasy powrócą. Zmusza mnie również do tego stanowisko, które zajmuję, bo przecież ktoś musi dawać nadzieję mutantom, że rząd pójdzie po rozum do głowy, prawda? Jeśli jesteśmy przy temacie rozumu, szybko uczę się nowych rzeczy, zapamiętując wiele informacji w niewielkim okresie czasu. Posiadam szeroki zakres wiedzy medycznej, bo po zakończonych studiach na tym kierunku, przez krótki moment byłem stażystą w pobliskim szpitalu, w którym kiedyś miałem pracować, a wyszło, jak wyszło. Jestem także dobrym taktykiem, więc nie dziwne, jaką pozycję w Bractwie zajmuję. Wszystko muszę przemyśleć dwa razy, by na pewno wykonać swoje zadanie w najrozsądniejszy sposób. Nie poddaję się emocjom i staram się działać racjonalnie, wybierając najlepszą opcję nie tyle dla siebie, ale też innych mutantów zasilających Bractwo. To najtrafniejsza odpowiedź na pytanie, dlaczego wiecznie chodzę niewyspany. Bo zanim wszystko przemyślę i zaplanuję, noc dobiega końca, a czasu na sen zwyczajnie nie ma. Nie żeby był pracoholikiem, po prostu chcę wiedzieć, że nowa przywódczyni sobie poradzi i to główny powód, dlaczego wszędzie za nią biegam, upewniając się czy wszystko jest w porządku. Drugi powód jest taki, że wiem czym jest strata bliskiej osoby. Właśnie ta wiedza czyni mnie kimś wyjątkowo empatycznym. Najchętniej zbawiłbym całą ludzkość i uniósł ciężar świata na swoich ramionach, a tak naprawdę, to gówno mogę. Poza tym, jeśli coś wyprowadzi mnie z równowagi, to nie ma uproś, tryb mordercy włączony. A z równowagi wyprowadzają mnie spóźnialscy ludzie, choć sam spóźniam się na ważne spotkania czy inne takie, co drugi dzień. Jestem też otwarty na ludzi i z każdym znajdę wspólny temat do rozmowy, czy to książki, czy to zwierzątka domowe, pogadam o wszystkim, a mówię dużo i chętnie. A mimo to, muszę cię dobrze poznać zanim ci zaufam, a ufam niewielu.
opis mocy
Projekcja strachu

• Zdolność, która przez pierwsze lata po odkryciu była dla mnie przekleństwem, czymś co raniło innych, czymś złym. Polega ona na stworzeniu realnej iluzji największego lęku danego człowieka. Może to być zarówno sytuacja, rzecz, lub postać, właściwie wszystko co ludzie ukrywają głęboko w swoich podświadomościach. Zanim dany strach się zmaterializuje, jestem w stanie dostrzec czym on będzie, wiem czego mogę się spodziewać. W naturalnych warunkach, bez aktywacji zdolności, nie jestem w stanie stwierdzić czy dana osoba boi się pszczół czy śmierci, dopiero kiedy iluzja się tworzy, mogę zajrzeć do lęków osadzonych w umyśle człowieka.

• Zmaterializowany strach mogę dostrzec jedynie ja i osoba, która została poddana moim zdolnościom. Jednak w przypadku gdy człowiek boi się danej sytuacji, iluzja potrafi sięgnąć do ogromnych rozmiarów, sprawiając, że otoczenie dla osoby poddanej moim zdolnością staje się zupełnie inną scenerią. Jest to o wiele cięższe do wykonania, niż pojedynczy przedmiot czy osoby wprost z czyichś koszmarów. Wymaga to większego skupienia, a także powoduje większe przemęczenie mojego organizmu.

• W przypadku większych leków, jak wcześniej wspomniana zmiana otoczenia, które kojarzy się osobie poddawanej mocy, ze strachem, iluzja trwa krócej. Jeśli chodzi o mniejsze iluzje, czas znacznie się wydłuża.

• Osoby poddane moim zdolnościom odczuwają lęk już przed pojawieniem się jego zmaterializowanej formy, jest to etap pierwszy, który wprowadza do całościowej iluzji. Etap drugi, to pojawienie się zmaterializowanej formy strachu, która jest przerażająca bardziej niż zwykle. Etap trzeci, to zniknięcie strachu oraz iluzji i poczucie niewielkiego lęku przez kolejne kilka minut.

• W przypadkach nerwowych, moc czasami uaktywnia się sama, choć przez lata trenowałem panowanie nad nią, a nie samo władanie nią. Dlatego przez długie używanie swoich zdolności, znacznie słabnę, miewam niewielkie stany lękowe i licznie krwotoki z nosa. Zdarza się również, że przy większym przedsięwzięciu tracę przytomność.

• Projekcja strachu nie może w żaden fizyczny sposób zranić człowieka, ma oddziaływać na niego tylko i wyłącznie psychicznie. Jeśli osoba jest sina psychicznie istnieje możliwość przerwania iluzji, przezwyciężenia swojego strachu. Przy używaniu zdolności niewymagany jest jakikolwiek kontakt cielesny, jednak ofiara musi znajdować się w zasięgu kilkunastu metrów ode mnie, przy dalszej odległości moc szwankuje, albo zwyczajnie nie działa.
ciekawostki
• Palę w nerwowych sytuacjach, a moje życie to jeden wielki kłębek nerwów, więc palę praktycznie cały czas,
• W szkole średniej zamarzyło mi się zostać lekarzem i prawie to marzenie spełniłem, ale zupełnie je porzuciłem, kiedy straciłem Elaine,
• Babcia, która mnie wychowywała zmarła gdy zaczynałem studia, dopiero po jej śmierci dotarło do mnie jak wiele jej zawdzięczam,
• Jedyną istotą ludzką, którą darzę większym uczuciem niż przyjaźń, jest mój kot, który żyje w większym luksusie niż połowa ludzkości,
• Miewam problemy ze snem przez koszmary, najpewniej spowodowane przez swoje zdolności,
• Moja rodzicielka i babka również były mutantkami, pierwsza kontrolowała pogodę, druga czytała w myślach,
• Dzień bez kawy, to dzień stracony,
• Nigdy nie zostałem złapany przez rząd, bo babka doskonale dbała o rozwój moich zdolności, oraz o to, żeby nie aktywowały się samoistnie,
• Rzadko kiedy pije alkohol, ale nigdy go nie odmówię,
• Dużo ćwiczę, bo uważam, że siła fizyczna jest tak samo ważna, jak psychiczna,
• Straciłem całą swoją rodzinę,
• Mam słabość do artystek.

[Profil]
 
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2017-12-09, 12:10   
  

   2 Lata Giftedów!


Karta zaakceptowana!
Poziom opanowania Twojej mocy to: 80%
Karta jest zjawiskowa, naprawdę, jaram się nią jak nie wiem. Miałam ochotę czytać, czytać i czytać. Nie mam się zupełnie do czego przyczepić. Moc super opisana, biografia śliczna,
ah, jak ja się cieszę, że Colleen będzie miała takiego Doradcę!
Jedyne co muszę dodać, to ograniczenia używania mocy dla James'a - 5 postów korzystania z mocy, 2 posty odpoczynku.
Miłej gry i do zobaczenia na fabule!
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ZAMKNIĘTY ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 6