Poprzedni temat «» Następny temat
Purr
Autor Wiadomość
The Gifted



kocham tworzyć tematy i nie tylko

jestem kontem specjalnym

milio

Admin





name:

The Gifted

Wysłany: 2017-11-23, 15:33   Purr



[Profil]
 
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2019-02-05, 17:40   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


// 05.01.2019

Styczeń. I znowu w przeciągu tak krótkiego czasu wszystko zdążyło wywrócić się do góry nogami po kilka razy. Tu zachorowała, tu wrócił Ronnie, tu wyzdrowiała, tu dowiedziała się o śmierci Penny... nie mogło być dobrych wiadomości bez złych, wiadomo.
Odejście małej było cholernie niesprawiedliwe. Do Fay wciąż nie docierało jak w ogóle można było coś takiego zrobić. Małemu, kilkuletniemu dziecku. Była zła na ludzi, na mutantów, na system, na wojnę... coś takiego po prostu nie powinno mieć miejsca. No ale cóż, gadaniem na pewno nie dało się niczego zmienić, więc Fay po raz kolejny postanowiła spróbować swoich sił podczas treningu. Dodatkowo też wróciła do ćwiczeń z bronią, chociaż to robiła bardziej z... przyjemności? Zwyczajnie lubiła posługiwać się bronią i naprawdę nieźle jej to wychodziło. Tylko rozgraniczmy pojęcia: trening był w porządku, strzelanie do celu jakoś pozwalało jej rozładować energię. Nikt nie mówił tu o kierowaniu broni przeciwko drugiemu człowiekowi.
No ale do czego to wszystko zmierzało... nawet podczas treningów potrzebna była amunicja, a skoro bawiła się poza Bractwem, to naturalnie musiała zadbać o nią sama. Miała w Seattle sprawdzonych ludzi, u których załatwiała takie rzeczy, tylko ostatnio tak się porobiło, że zmienili nieco politykę swojej działalności. Fay nie zagłębiała się w temacie, po prostu rym razem miała się udać w inne miejsce niż zazwyczaj, reszta układów pozostawała bez zmian.
Bez większych problemów dotarła pod wskazany adres, który okazał się być klubem nocnym. No spoko, nie oceniała, przecież nawet nie miała zamiaru schodzić na dół. Ją interesowało to, co działo się na piętrach wyżej i tam właśnie udała się z Bono, gdy już minęła byczka na bramce.
Kolejny facet z bronią też nie był problemem, w końcu się zapowiedziała. Dał jej wejść do mieszkania, wskazał skinieniem głowy gdzie jest salon i bez słowa tam właśnie się udała.
Kojarzycie Zaplątanych, nie? Scenę, gdzie główna bohaterka tak dobrze dogaduje się z tymi wszystkimi czarnymi charakterami w pubie? Tak właśnie było i tutaj. W mieszkaniu chaos, broń, narkotyki, siwo od dymu papierosowego, a Fay kompletnie nie zwracając na to uwagi, ba, z uśmiechem na ustach witała kilka znajomych osób, z którymi już tyle razy robiła interesy.
- Ralph, jak tam interesy? Co się stało z waszą starą miejscówką? - spytała, przybijając żółwika z grubym, łysym typem, by po chwili usłyszeć o małych problemach z przedstawicielami prawa i zmuszeniu to zmiany siedziby - Ugh, przykro słyszeć. Jest Billy Jack? Ma dla mnie parę rzeczy - powiedziała znowu, rozglądając się po pomieszczeniu, ale zanim jej wzrok natrafił na szukaną osobę, rozpoznała kogoś innego. Mężczyznę, którego nie swoimi oczami widziała za granicami getta. Nooo, tego jakoś się nie spodziewała, więc też w jej reakcji było lekkie... zmieszanie? Mały szok? Cholera, pisali ze sobą, dość długo, a teraz stał kilka metrów od niej. Kilka sekund musiało minąć, żeby uświadomiła sobie, jak głupia jest. Przecież koleś nie wiedział, jak wyglądała. Wystarczyło zachowywać się naturalnie. Pomógł jej Billy, który właśnie wszedł z sąsiedniego pomieszczenia i to jemu mogła poświęcić uwagę - O, Billy, hej, masz to, o co prosiłam? - spytała szybko, kierując się za nim do stołu, na którym mężczyzna ruchem ręki zrobił miejsce i zaczął wypakowywać rzeczy dla niej - parę rodzajów broni i akcesoria. Tak jakby wystarczająco nie pasowała do tego miejsca.
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
Levi Morrison



I've got the scars from tomorrow and I wish you could see...That you're the antidote to everything except for me.

86%

dealer/fałszerz





name:

Lewis Morrison

alias:
Levi

age:
29

height / weight:
187/83

Wysłany: 2019-02-06, 18:36   
  

   1 Rok na Giftedach!


#05.01 (?)

Gdyby nie pilna potrzeba powrotu do bardziej aktywnego prowadzenia interesów, najpewniej w ogóle by go tu nie było. Nie chodziło w końcu o byle spotkania towarzyskie w miejscówkach, które aż krzyczały, jak bardzo są podejrzane i jak często uskutecznia się w nich nielegalne transakcje, o nie. Po tym, jak ta cholerna zaraza położyła mu jedną trzecią pracowników, a dwie trzecie z niej dodatkowo posłała do grobu, nim doszli, co mogą z tym zrobić... Cóż, po tym znowu musiał robić rzeczy na własną rękę, nie wysługując się tymi, którzy teraz gryźli już piach i nie było z nich najmniejszego pożytku.
To zaś niewątpliwie stanowiło pewien problem, zwłaszcza że wciąż nie potrafił przebywać w piętnastu miejscach na raz. Nie to, żeby nie próbował. Wręcz przeciwnie, wydłużając dzień roboczy do maksimum własnych możliwości, pojawiał się praktycznie wszędzie tam, gdzie był akurat potrzebny. Po pewnym czasie przestał się już nawet przejmować wygniecioną koszulą, worami pod oczami czy wyjątkowo niewyspanym spojrzeniem. Po prostu przychodził, ustawiając ludzi do pionu, załatwiając wszelkie możliwe sprawy, a następnie równie sprawnie opuszczał dane miejsce, by powtórzyć wszystko w kolejnym.
Mieszkanie nad klubem nocnym było wyłącznie kolejnym punktem na mapie, jaki musiał zaliczyć tego wieczoru, by móc w spokoju walnąć się na godzinę czy dwie i ponownie ruszyć gdzieś dalej. Korzystając ze zwyczajowej przykrywki szeregowego członka gangu, który wyłącznie jakimś magicznym trafem pracował dla kogoś wyżej, zajął miejsce pod jedną ze ścian, opierając się o nią i obserwując kolejne transakcje zawierane przez jego ludzi. O ironio, kompletnie nie mających pojęcia, że to właśnie dla niego działali.
Już od dłuższego czasu miał podejrzenia, że jeden z nich skutecznie pozbawiał go części dochodów, zdecydowanie zawyżając - już i tak zresztą wysokie - ceny, jednak wreszcie postanowił osobiście to sprawdzić. Wcześniejsze kontrole niczego nie wykazywały, jednak nie do końca ufał osądowi ludzi, których, bądź co bądź, dało się skorumpować. Zamierzał posiedzieć tu jeszcze z godzinę czy pół, wypalając kolejnego papierosa i zagadując do kolegów, których niewybredny humor przyjmował to coraz bardziej otwarte formy.
Nic więc dziwnego, że gdy w pomieszczeniu pojawiła się młoda dziewczyna, momentalnie zwrócił na nią uwagę. Mało dyskretne szepty niektórych chłopaków po prostu uniemożliwiały pominięcie jej obecności. A jednak kompletnie go ona nie interesowała, nawet jeśli dostrzeżony wybór towarów był lekko zastanawiający. Nie na tyle jednak, by wywołać coś więcej, niżeli poruszenie brwiami. Cóż, jej sprawa.
[Profil]
  [B-]
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2019-02-06, 22:30   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Billy Jack zawsze wiedział, co najbardziej jej odpowiadało. Sama Fay nie znała się najlepiej na broni i jej rodzajach, poza tym, że całkiem nieźle umiała się nią posłużyć i dobrze o nią zadbać, więc wszystkie techniczne sprawy zawsze zostawiała jemu. I tak było i tym razem. Szukała czegoś, co pozwoliłoby stać się jej jeszcze lepszą, jeszcze bardziej wprawioną. Każdą kolejną broń zmieniała na nieco cięższą i bardziej zaawansowaną i w tym właśnie miejscu pomoc Billiego była nieoceniona. Plus miała też do niego wystarczające zaufanie żeby wiedzieć, że nie zechce jej oszukać.
Tym razem przedstawił jej trzy modele. Żaden z nich nie był super nowy czy drogi, ale dla niej liczyło się, żeby były niezawodne i trafiały tam, gdzie miały - prosto do celu. Mimo to, gdy rozłożyli się na stoliku i jej znajomy zaczął snuć opowieści o zasięgach i kalibrach, ona jakoś nie mogła się skupić, gdy mężczyzna siedzący pod ścianą trochę za bardzo odwracał jej uwagę od tego, po co tu przyszła.
Sama nie wiedziała, dlaczego tak się dzieje. Widziała go w końcu raz w życiu i to nawet nie do końca osobiście. W dodatku ukradł jej drugi telefon, za pomocą którego potem przez jakiś czas się kontaktowali. Nie można było tego nijak nazwać relacją czy znajomością, a koleś powinien być jej całkowicie obojętny. Mimo to ciekawość jak zwykle u niej wygrywała i nie mogła oprzeć się temu, żeby nie zerknąć raz czy dwa w jego kierunku, tak, żeby się upewnić co do tego, kim jest. Ale cóż, na jej szczęście nigdy nie miała problemów z zapamiętywaniem, co się również tyczyło twarzy. To był Kudłaty z getta, na tysiąc procent.
Billy musiał dwa razy powtórzyć, żeby z rozmyślań i bujania w obłoczkach ściągnąć ją z powrotem na ziemię. Wzięła do ręki jedną broń, potem kolejną, sprawdziła jak leżą w jej dłoni, porównała ciężkości. Naprawdę nie obchodziły ją dane techniczne, traktowała wybór bardzo indywidualnie aczkolwiek... tu chyba nie do końca potrafiła zadecydować między dwoma z trzech modeli. Trzymała każdy w dłoni nie do końca potrafiąc dostrzec różnicę.
Jej spojrzenie z pistoletów padło na jej Kudłatego (nie)znajomego, a na ustach w sekundę pojawił się lekki uśmieszek.
- Na moim miejscu który byś wybrał? - spytała, unosząc lekko brwi ku górze. Tak, jego pytała. Jakoś tak przez tą całą wymianę wiadomości czuła, że może sobie pozwolić na tego typu śmiałość. Plus chciała go rozgryźć, odgadnąć jego rolę w tym całym zamieszaniu dookoła. Kupiec czy sprzedawca? Handlarz bronią czy dealer? A może po prostu po znajomości przyszedł na panienki tak, jak ci na drugim końcu pokoju, gdzie Fay usilnie starała się nie patrzeć?
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
Levi Morrison



I've got the scars from tomorrow and I wish you could see...That you're the antidote to everything except for me.

86%

dealer/fałszerz





name:

Lewis Morrison

alias:
Levi

age:
29

height / weight:
187/83

Wysłany: 2019-02-07, 00:17   
  

   1 Rok na Giftedach!


W pierwszej chwili jego ramiona po prostu się uniosły, by opaść w geście całkowitej obojętności. Owszem, teoretycznie miał o tym pojęcie, znał się na tym i mógłby jej pomóc, gdyby tego chciał, ale... Ale... Właśnie - gdyby chciał, a tak się składało, że całkowicie mu to wisiało. Nie bez powodu pozwalał Billy'emu Jackowi zajmować się całym interesem w tej części miasta. To on robił tutaj za największego znawce i zarazem jedynego prawdziwego dostawcę. Nieistotne, jak naprawdę miało się to w zestawieniu z rzeczywistością, Bill po prostu wykonywał swój kawałek roboty.
Zresztą... Czy chwilę wcześniej nie padły tłumaczenia dotyczące obu pistoletów? Czy handlarz nie rozpoczął długiej i zarazem wyjątkowo konkretnej gadki dotyczącej wad i zalet określonej broni? Levi doskonale to pamiętał, mając w pamięci również nieobecne spojrzenie dziewczyny i jej wyraźne zdekoncentrowanie, które sprawiło, że jego znajomek musiał dodatkowo sprowadzać ją na ziemię. Nie to, by go to w jakikolwiek sposób grzało czy ziębiło, ale jeśli tacy ludzie brali się za strzelanie, to naprawdę nie warto było przesiadywać w miejscu, w którym się znajdowali.
- Ten po lewej ma łatwiej dostępną amunicję, lepiej leży w małych dłoniach, ale częściej się zacina. Ten po prawej jest mniej praktyczny, zostawia po sobie bardziej charakterystyczne ślady i zadaje zdecydowanie większe obrażenia. - Odezwał się wreszcie, spoglądając na nią od niechcenia i rzucając niedopałek papierosa na podłogę, by przydeptać go butem. Cóż, prawdopodobnie nie powinien traktować jej z aż takim politowaniem czy pobłażliwością, jednakże nie zamierzał ukrywać tego, jakie miał podejście. Musiała wiedzieć, na co się wystawiała, gdy tu przychodziła. A tak się składało, że Lewis w zmęczonym wydaniu był jeszcze bardziej uszczypliwy niż zazwyczaj.
- Choć, jak na moje oko, do strzelania do niewiernych byłych najlepiej sprawdza się taki... Ruger SR9c albo pistolet do kleju. - Stwierdził, unosząc brwi i odpalając kolejnego papierosa. Co tu wiele mówić, nie sądził, by dziewczyna wyglądała na kogoś, kto na poważnie zajmował się bronią. Wręcz przeciwnie, cała jej postawa wprost krzyczała jestem drobną kobietką w wielkim świecie i muszę bronić się przed strasznymi dresami, wymachując moją małą rączką. Być może stereotypy kiedyś miały się na nim odbić, ale... Cóż, był na to przygotowany.
[Profil]
  [B-]
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2019-02-07, 10:00   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Billy Jack był bardzo dobry w tym, co robił, ale podchodził do sprawy za bardzo... hmm, technicznie? Przy zawężaniu grona kandydatów całkiem nieźle się to sprawdzało, ale gdy przychodziło do ostatecznego wyboru, bardziej przydałaby się jej jakaś życiowa rada, chociaż też nie przykładała do tego jakoś super wielkiej wagi. W końcu był to tylko wybór pistoletu, prawda? Jak nie podpasuje, to go zmieni. Tym razem jednak potraktowała sprawę poważniej, chcąc usłyszeć zdanie jej korespondencyjnego przyjaciela.
Wystarczyło kilka jego słów żeby potwierdzić swoje przypuszczenia odnośnie tego, kim jest. Wszystko się zgadzało. Nonszalancja, słowa wypowiadane od niechcenia, mające na każdym kroku przypominać jak bardzo w dupie ma cię ich autor. Szybko przypomniała sobie, jak bardzo takie zachowanie ją drażniło i jak prosiło się o podobny odzew. A tak się składało, że Fay nie lubiła pozostawać dłużna w takich przypadkach.
Po pierwszej połowie wypowiedzi chłopaka, uśmiechnęła się tylko pod nosem.
- Prosiłam o prostą odpowiedź, nie wykład. Który byś wybrał? - ponowiła pytanie, przekrzywiając lekko głowę. Właściwie to miała już swój typ, jednak mimo to chciała usłyszeć jego odpowiedź. Konkretną, nie marne popisy.
- Ruger, powiadasz? Niech zgadnę... mała lufa? Są jakieś osobiste powody, dla których proponujesz mi akurat ten model? - spytała śmiertelnie poważnie, nic nie robiąc sobie z jego lekceważącego podejścia. Niewzruszona odłożyła na stół broń, którą trzymała w dłoniach. Zadecydowała, powiedziała Billiemu, że chce ten po lewej. Łatwo dostępna amunicja była na plus, a z zacinaniem się była w stanie sobie poradzić.
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
Levi Morrison



I've got the scars from tomorrow and I wish you could see...That you're the antidote to everything except for me.

86%

dealer/fałszerz





name:

Lewis Morrison

alias:
Levi

age:
29

height / weight:
187/83

Wysłany: 2019-02-07, 15:14   
  

   1 Rok na Giftedach!


Spoglądając na Billy'ego nie musiał w żaden sposób komunikować się z nim słownie, by po prostu przekazać to, co krążyło mu teraz po głowie. Do jasnej kurwy, skąd on wytrzasnął takiego kupca? I jakim cudem wciąż jeszcze - bo zdecydowanie nie wyglądało to na pierwszą transakcję - nie odesłał tej dziewczynki do kogoś innego? Do kogoś, kto zajmował się znacznie bardziej niegroźnymi groźnymi interesami? Mała blondynka po prostu kompletnie tu nie pasowała, a jej wyraźna skłonność do gadaniny i braku trzymania języka za zębami, cóż, wszystko to wręcz od niej biło. Levi uniósł wzrok ku sufitowi, parskając przy tym cicho i zaciągając się świeżo zapalonym papierosem.
- Lewy, jeśli zamierzasz być dyskretna i zachować go na dłużej. Prawy, jeśli lubisz robić makabryczne przedstawienia. - Stwierdził, całkowicie naumyślnie ponownie pomijając istotę pytania, jakie mu zadała. Nie zamierzał wdawać się w głębsze dyskusje na temat tego, co aktualnie bardziej mu pasowało. I jeśli miałby być całkowicie szczery - a taki nie był - w życiu nie wybrałby żadnej z tych broni. Obie były cholernie głośne, obie miały swoje defekty, które wykluczały je z częstego użycia, obie... Cóż, po prostu mu nie pasowały. Gwoli ścisłości, tak samo jak sugerowany Ruger, na komentarz o którym ponownie wydał z siebie krótkie parsknięcie.
- Masz tupet, prawda? - Spytał z wyraźnie słyszalną pobłażliwością, odpychając się łokciami od ściany i prostując tak, by móc przez moment spoglądać na nią z góry. Nic jednak nie mówił, po tej krótkiej chwili po prostu wzruszając ramionami i szykując się do odejścia wgłąb pomieszczenia. Właśnie wtedy, gdy specyficzna muzyka, jaka dotychczas przedzierała się do nich z dołu, nagle się urwała, a w klubie pod nimi rozległy się pierwsze strzały...
[Profil]
  [B-]
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2019-02-11, 21:28   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Aaaah, no cóż, jakoś tak wyszło, że Fay i Billy się poznali, z tego, co pamiętała, to oczywiście przez Rogera. A że dziewczyna miała niezaprzeczalny dar do zjednywania sobie ludzi, to właśnie w ten sposób się to wszystko potoczyło. Jack był dla niej miły, więc ona odpłacała się tym samym. Widzisz, Kudłaty, właśnie tak to działa.
Słysząc złośliwą odpowiedź jedynie przymrużyła ledwie zauważalnie powieki, nie pozwalając ograbić się z dobrego humoru. Przecież go znała, prawda? To znaczy... o wiele za dużo powiedziane, ale znała jego zagrywki. W smsach na początku ją to wkurzało, ale potem jakoś przywykła do tego ciągłego dogryzania sobie i działania na nerwy. Ostatecznie zazwyczaj byli kwita.
- Jakbyś jeszcze tego nie wiedział - odparła, przekrzywiając lekko głowę. Okej, nie widział jej tamtej nocy w DOMu, nie miał pojęcia jak wygląda, ale to powinno dać mu w jakiś sposób do myślenia. I naprawdę chętnie kontynuowałaby tą niewinną gierkę, gdyby nie odgłosy dochodzące z dołu. W jednej sekundzie mina zrzedła jej totalnie, a nieco zagubione spojrzenie padło na tych wszystkich ludzi, do których też powoli zaczynało docierać co się dzieje i jeden po drugim zaczynali zrywać się ze swoich miejsc i ruszać ku wyjściu. Uciekali, czy chcieli stawić czoła atakującym? No i przede wszystkim kto strzelał? Były to porachunki typów spod ciemnej gwiazdy, czy może do akcji wkroczył ktoś jeszcze? Jakkolwiek by nie było, wcale nie znajdowała się dobrej sytuacji.
- Billy... hej, Billy! - zaczepiła mężczyznę, który też zaczął ruszać do drzwi - Którędy do...? - zaczęła, chcąc jeszcze złapać go za ramię i wymusić odpowiedź na pytanie, jak do cholery wyjść stąd omijając tych na dole, ale mężczyzna kompletnie nie zwracał na nią uwagi.
- Cholera jasna... - przeklęła pod nosem, dając sobie z nim spokój i odwracając się w stronę stołu. Potrzebowała broni, tak na wszelki wypadek, więc wzięła jedną z tych wcześniej oglądanych i wpakowała ją sobie z tyłu za pasek spodni. Magazynek wzięła osobno, wsadziła go do kieszeni kurtki, tak samo jak garść naboi. Nie dbała o to, ile bierze, porwała kilka... może kilkanaście na szybko z zamiarem załadowania ich po drodze. A tymczasem przywołała do siebie psa i także ruszyła w stronę wyjścia z mieszkania. A gdzie dalej? Na pewno nie na dół.
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
Levi Morrison



I've got the scars from tomorrow and I wish you could see...That you're the antidote to everything except for me.

86%

dealer/fałszerz





name:

Lewis Morrison

alias:
Levi

age:
29

height / weight:
187/83

Wysłany: 2019-02-15, 19:58   
  

   1 Rok na Giftedach!


Nawet jeśli zazwyczaj dosyć dobrze dogadywał się z kobietami, tak naprawdę nie miał bladego pojęcia o tym, jak funkcjonowała ich psychika i w tym momencie, cóż, po raz kolejny się o tym przekonywał. Nie zamierzał jednak wnikać w to zbyt głęboko, zwłaszcza że klientka Billy'ego niespecjalnie go interesowała. Ot, prowadził z nią ogólnikową, pobieżną rozmowę... Coś w rodzaju bardziej niestosownej wersji small talku, o której - jak mniemał - oboje mieli za moment zapomnieć. Nie pierwszy i nie ostatni raz.
- Nie oceniam ludzi po okładce czy pierwszym wrażeniu. - Stwierdził obojętnie, choć zaledwie kilka sekund później po raz kolejny uniósł brew, dopowiadając krótkie:
- A może jednak to robię... - Cóż, doskonale znał siebie samego. Robił to. Bez najmniejszego zwątpienia, po prostu to robił. Zazwyczaj kompletnie nie starając się przy tym myśleć w inny sposób czy pozbywać się tych specyficznych szablonów albo szufladek, w jakie nieustannie wpychał poznawane osoby. Etykietkowanie całkiem mu pasowało i, bądź co bądź, zazwyczaj było nader trafne.
Prawdopodobnie wspomniałby też zresztą o tym, jak oceniał swoją nową znajomą, nie powstrzymując się od rozwinięcia komentarza dotyczącego jej tupetu - zwłaszcza że odpowiedzi kobiety w pewnym stopniu go bawiły - gdyby nie chaos, jaki nagle zapanował gdzieś pod nimi. I choć zarówno Levi, jak i reszta jego towarzystwa, byli przygotowani na ewentualne niedogodności związane z taką a nie inną lokalizacją mieszkania... Część lokatorów momentalnie straciła głowę. Zupełnie niczym dzikie zwierzęta w zoo, całkowicie poddali się panice... I choć Morrison podejrzewał, że kupująca również to zrobi, tak się nie stało...
O nie. Wcale nie. Jeśli bowiem reszta towarzystwa była niczym małpy, szympansy czy pawiany uciekające przed ogniem, młoda kobieta była wroną, która leciała dosłownie na wszystko, co tylko się błyszczało. Między innymi na broń i amunicję, która - upsik - wciąż nie należała do niej. Nie zapłaciła za nią - wiedział to, w końcu kontrolował cały ten burdel. I nawet jeśli była stałą klientką Billy'ego, Levi nie zamierzał szukać jej, jeśli jego kumplowi coś się stanie, by samodzielnie odbierać zapłatę.
Nim zdążyła opuścić mieszkanie, wycelował do niej z odbezpieczonej broni, gwiżdżąc głośno, by zwrócić uwagę blondyneczki, nawet mimo tego całego burdelu.
- Mała! Kasa, a potem spieprzaj! - Warknął, tym razem już się nie uśmiechając. To był jego biznes, kurna. Nawet jeśli sytuacja nie sprzyjała transakcjom, nie zamierzał być pobłażliwy. Zbyt wiele kulek już dostał, by nagle stać się rozsądniejszym.
[Profil]
  [B-]
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2019-02-19, 00:29   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Ooh, pierwsze wrażenie zrobiła już dawno i... chyba wtedy dość dobitnie to skopała. Zresztą, tak samo jak i on, kradnąc jej telefon, więc cóż, jego słowa jakoś do niej nie przemawiały. Ale co poradzić, ona wiedziała, z kim miała do czynienia, on niekoniecznie i naprawdę bardzo, ale to bardzo chciała go w tej chwili uświadomić, jednak niestety, nie było jej dane.
Nie miała zamiaru ryzykować. Nie grało roli to, czy to policja, czy jakiś wrogi gang, ona chciała jedynie jak najszybciej się stąd zmyć. Nie jej sprawa i tyle.
Nie zdążyła odpowiedzieć chłopakowi, po prostu zajęła się tym, żeby w razie czego mieć coś do obrony, biorąc ze stolika to, po co tu przyszła. To nie miała być kradzież, w żadnym wypadku. Nie znosiła mieć długów, więc po wszystkim oczywiście miała zamiar oddać Billiemu należność co do grosza. Mogli to uznać za... przetrzymanie dla nich pieniędzy. I broni. Tak w razie gdyby ten cały arsenał znajdujący się tutaj mieli sprzątnąć.
Niestety, ktoś chyba nie rozumiał, jak to wszystko działało w jej przypadku, że była małą, poboczną kupującą, ale godną zaufania i znaną przez co poniektórych. Dlatego też trochę się zdziwiła, gdy usłyszała, że ktoś na nią gwiżdże. A właściwie... z początku nie wiedziała, że chodziło o nią, po prostu automatycznie zerknęła przez ramię, gdy szła w stronę drzwi. I co się okazało? Że jest na muszce. Kolejne słowa jedynie utwierdziły ją w tym przekonaniu.
- Nie z tobą robię interesy - powiedziała, zatrzymując się jednak i podnosząc nieco ręce, żeby były bardziej na widoku. No niestety, na tyle go nie znała, żeby wiedzieć, co zrobi, więc nie miała zamiaru ryzykować postrzeleniem. W tym konkretnym przypadku trzeba było po prostu się dogadać - Po wszystkim skontaktuję się z Billym, spokojna twoja rozczochrana - rzuciła, unosząc kąciki ust ku górze, używając takiego samego sformułowania jak kiedyś w wiadomości do niego. Teraz zaczai? Połączy wątki? Puści ją? Zrobiła mały krok do tyłu, nie spuszczając z niego wzroku - No dalej... to wasze sprawy, nie moje. Wyrównam rachunki na spokojnie, gdy już je pozałatwiacie - dodała. Cholera no, marnowali tylko czas, który mogliby przeznaczyć na ucieczkę. A przynajmniej ona.
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
Levi Morrison



I've got the scars from tomorrow and I wish you could see...That you're the antidote to everything except for me.

86%

dealer/fałszerz





name:

Lewis Morrison

alias:
Levi

age:
29

height / weight:
187/83

Wysłany: 2019-02-23, 00:49   
  

   1 Rok na Giftedach!


Dla niektórych zapewne wszystko działo się, cóż, szybko. Być może nawet zbyt szybko, wprawiając ludzi w niemałą panikę i sprawiając, że większość z tu obecnych przypominała mrówki w popłochu uciekające przed bliżej nieokreślonym zagrożeniem, jakie spadło na ich mrowisko. Kto by pomyślał, że nawet bardzo doświadczeni dilerzy czy handlarze bronią poddadzą się panice i podążą w naprawdę głupim kierunku. Główna klatka schodowa nigdy nie była dobrą opcją, zwłaszcza jeśli istniały inne - chociaż trochę lepsze.
I gdyby nie okoliczności, Levi z pewnością by z nich skorzystał. Nie bez powodu postanowił udać się na kontrolę akurat do tej lokacji, nawet jeżeli mógł ją przeprowadzić w wielu innych miejscach, w których pojawiali się jego znajomkowie. Znał ten teren i dosyć dobrze wiedział, na co mógł sobie pozwolić. A jedno z okien... Jedno z okien było zdecydowanie dobrą opcją ucieczki - wpierw po metalowych, wąskich schodach przeciwpożarowych, a następnie po parapecie przeciwległego domu - wprost na jego klatkę schodową, gdzie z pewnością było już całkowicie bezpiecznie.
Niestety, przed tym wszystkim zdecydowanie musiał brać pod uwagę dobro biznesu, a pozwolenie komuś całkiem obcemu na zaciągnięcie długów w żadnym stopniu mu się nie podobało. Nieważne, co mówiła dziewczyna. W tej sytuacji praktycznie każdy powiedziałby dokładnie to samo, a Billy... Billy może nie był głupi i doskonale wiedział, jak wyślizgiwać się z różnych kłopotów, jednak zdecydowanie nie należał do najszybszych czy najzwinniejszych osób. Gdyby cokolwiek mu się stało, towar po prostu by przepadł, a ewentualna puszczona przez dziewczynę plotka o dobrodziejstwie gangu dodatkowo nadszarpnęłaby ich interesy.
- Robisz interesy z gangiem, więc robisz je ze mną. - Stwierdził więc sucho, nie spuszczając z niej wzroku ani nie odkładając broni. Nadal celował prosto w dziewczynę, zdecydowanie nie mając zamiaru jej odpuścić. - Masz kasę, dajesz ją, a potem spieprzasz. Dokładnie w takiej kolejności. - Nieważne, co działo się za drzwiami. Takie były warunki.
[Profil]
  [B-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,04 sekundy. Zapytań do SQL: 6