Poprzedni temat «» Następny temat
Polana pod Space Needle
Autor Wiadomość
The Gifted



kocham tworzyć tematy i nie tylko

jestem kontem specjalnym

milio

Admin





name:

The Gifted

Wysłany: 2017-11-23, 13:03   Polana pod Space Needle





Idealne miejsce na krótki spacer i odpoczynek po spożytym posiłku w restauracjach na samej górze wieży widokowej.
[Profil]
 
 
Imari Blanc



Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.

support/rozwój mocy innych

60%

Trener





name:

Imari Blanc

alias:
Tara/Marceline Hopper

age:
26

height / weight:
173/48

Wysłany: 2018-06-26, 19:44   
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


/Columbia Tower Club

Wynieśli się aż tu, może nawet taksówką. W końcu jechanie teraz od razu do siedziby Bractwa mogło być bardzo glupim pomysłem, Imari nie znała się na tym wcale, ale Majk pewnie wiedział, że mogą mieć ogon, tak dla pewności. Może powinni zostać w mieście na noc, w jakimś hotelu?
Gdy wychodzili z restauracji kobieta chętnie przyjeła jego ramię, trzymając je lekko kurczowo nawet, cala sytuacja mocną ją zestresowała. Jasne, nie przyszli po nich - ale po brata Michaela, a to tez nie bylo byle co. Nie miała pojęcia czym ten się zajmuje i czym mógłby podpaść bądź nie, ale nie wygladało to dla niej dobrze. Niewiele rozmawiali w drodze, chcac znaleźć się gdzieś, gdzie mogą usiąść i porozmawiać w miarę prywatnie. Duży otwarty teren wydawał się dobrą opcją do tego, wbrew pozorom dając im trochę intymności.
Podroż pomogła się blondynce uspokoić, ale co z tego. W pierwszej chwili serce jej stanęło, bo wydawało jej się, że to po nią przyszli - sczytali dane z sentinela, cokolwiek. Moglo tak być w koncu. Jakby nie dośc miała koszmarow co noc..
Cieszyła się, ze to Mike przejął inicjatywę, to on rozmawiał z kelnerem, bo jej obecnie rosla gula w gardle i nie chciala odpuścić.
Dlaczego wydawało jej się, że bedzie już coraz lepiej, a nie coraz gorzej?
Gdy w końcu mieli pewność, że nikt ich nie będzie podsluchiwał podniosła wzrok na Ryana.
- Jak się czujesz? - zapytała jedynie, bo natlok słów nie przejdzie jej przez gardlo. Poznali się już dość dobrze, miała nadizeję więc, że nie musi rzucać standardową formułką o tym, że gdyby chciał porozmawiać to jest przy nim zawsze bla bla bla, tylko po prostu zacznie mówić. Teraz czy kiedy indziej, nie ważne, ale zacznie. W końcu chyba uświadomiła go o tym już wcześniej w ich znajomości. Mógł się wygadac jeśli potrzebował, ona zapewne tak samo. I pewnie korzystała z tej możliwości.
Wsadziła ręce w kieszenie skórzanej kurtki, nie chcąc na nim wciaż wisieć, choć najchetniej wlasnie to by obecnie robiła. Wiedziała jednak, że to, że jej strefa osobista jest mała, jeśli kogoś zna i lubi, to nie zawsze działa to tak ze wszystkimi, a i nie każdy lubi kontakt fizyczny, szczegolnie w stresie.
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
[Profil]
  [A-]
 
Michael Ryan



I'd like to get to know you but you're talking much too slowly

Superszybkość

85%

Łowca w bractwie





name:

Michael Ryan

alias:
Streak

age:
26

height / weight:
180/69

Wysłany: 2018-06-26, 20:41   
   Multikonta: Jamie/Tom
  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!


Chciał jak najszybciej znaleźć się z dala od tej pechowej restauracji. Czuł się spięty i tak jak Imari mogła pomyśleć, myślał, ze mieli ogon za sobą. Chociaż tak naprawdę nie czuł obecności kogoś. Rozejrzał się parę razy na szybko po ludziach, zanim wsiedli do taksówki, by po prostu wybrać spokojne miejsce oddalone od tamtego. Musieli porozmawiać.
Mike czul się dalej podle, powinien coś zrobić by nie pozwolić by zabrali Richarda, ale co mógł.. Nie był superinteligentny by wymyślić na szybko plan działania. Najchętniej to by już wcześniej brata wsadził do ich Bractwa i tam zamknął, ale nie.. Przecież tak go namawiał, ze da sobie radę ze wszystkim, tylko że był jeszcze nieopierzonym pisklakiem jeśli chodziło o sprawy mutantów w rzeczywistości, zwłaszcza jak masz brata w grupie terrorystycznej... W życiu sobie nie wybaczy jeśli mu się stanie krzywda, prawdopodobnie wtedy będzie wiedział co to znaczy chcieć się na kimś zemścić... Ale nie zemścił się po śmierci swojego mentora... Ale brat czy to mógł być coś zupełnie innego... Jednak nie był głupcem by iść tam w pojedynkę.. Te nerwy to wszystko zjadało go od środka. Po sobie tylko dałam poznać pokerową twarz nie zdradzając emocji. Był opanowany do przesady, na co jeśli by go widział jego brat by nie dowierzał. Przy nim zawsze dziwnie się rozklejał, ale ogólnie w takich sytuacjach potrafił nerwy na wodzy utrzymać, bo nie odpowiadał tylko za siebie. Teraz odpowiadał i za swoją kompankę, która mimo wszystko nie miała mocy, która pozwoliłaby jej skutecznie się obronić. To on był jej mieczem, ona go mogła tylko dzierżyć czy też wzmocnić...
Szli obok siebie przez chwile w milczeniu, Mike wcale jej nie zatrzymywał jak już go nie chciała trzymać, nie chciał się narzucać. Szedł przed siebie na polanie i żałował, ze nie wziął ze sobą kurtki, bo pewnie by mógł dać dziewczynie pod tyłek by mogła usiać, ale może lepiej było się po prostu tutaj przejść?
- A jak mam się czuć. Brata zabrały psy, jeśli wyjdzie na jaw, ze gdzieś w starych aktach rządu mają i mnie jako mutanta, to będzie pozamiatane. - westchnął i sam schował dłonie w swoje spodnie – Nie chwale się swoją przeszłości, bo kto lubi o niej rozmawiać jak ma się przeżyć z dnia na dzień. Z resztą przeszłość osłabia człowieka, czuje wyrzuty winy, chciałby zmienić przebieg czasu. - spojrzał na nią – Nigdy nie pytałaś mnie czy miałem rodzeństwo, teraz już wiesz, że mam starszego o parę minut brata i … Miałem jeszcze jednego.. Stuart cóż.. Zmarł mając pięć lat. - kopnął jakiś mały kamyczek, który był na trawniku – Miałem tylko Richarda, razem odkrywaliśmy swoje moce. Wiesz, ze się neutralizują? - odparł z lekkim śmiechem – Moja jest moc cząsteczkowa, która jak widać objawia się superszybkoscią mojego organizmu, a Richard cóż.. Spowalnia wszystko, więc jak on mnie spowolni to jego moc nie działa na mnie, a ja jestem jak.. Cóż zwykły człowiek. - znów westchnął. - Nie widziałem go ponad 10 lat, od kiedy musiałem uciekać z domu, bo matka przyłapała mnie na używaniu mocy w pokoju... Zadzwoniła do rządu i zostawiłem brata, aż głupio to przyznać, ale ratowałem własną dupę... - dało się usłyszeć smutek w jego głosie – No i jak się domyślasz nasze pierwsze spotkanie po latach było dość wybuchowe... Dlatego pewnie mogłaś od nas wyczuć napięcie czy coś innego.. Obaj się zmieniliśmy i każdy z nas poszedł w inna stronę. Wie, ze jestem w bractwie, on należał do FPTP i ostrzegałem go, ze znajda go.. Bagatelizował i proszę... Zabrali go a ja nic nie mogę zrobić. - zagryzł swoją wargę czując się tym przytłoczony – Przepraszam, ze wystawiłem Cie na taki stres, nie chciałem tego robić, nie było to zamierzone.. Chciałem po prostu bronić siebie i Richarda, bo jak widzisz jesteśmy podobni do siebie jak dwie krople wody z wyglądu i nie chciałem i jemu i bractwu robić kłopotu.. Ale od kiedy się przeprowadził, nie powinien tego faktu zatajać, bo mogłem was w większe kłopoty wprowadzić... Mam nadzieję, ze mi wybaczysz to zdarzenie... - spojrzał na nią smutno, było widać, że wszystko to chciał robić dla bezpieczeństwa wszystkich, tylko jak zawsze coś mu nie wypaliło.
[Profil]
  [AB-]
 
Imari Blanc



Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.

support/rozwój mocy innych

60%

Trener





name:

Imari Blanc

alias:
Tara/Marceline Hopper

age:
26

height / weight:
173/48

Wysłany: 2018-06-26, 21:00   
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Skrzywiła się na jego pierwsze słowa, no tak. Jak mógl się czuć? Wlaśnie tak, jak wyglądał. Poznała go trochę, jasne, nie w każdej sytuacji, ale jednak, trochę. Rzadko był tak opanowany, a jej wysoka wrażliwość empatyczna pozwalała jej czasem dostrzec więcej.
Nie spodziewała się jednak, że Mike tak się otworzy i tak wprost opowie, cóż, nie wszystko, to pewne, ale tak dużo. Mając porównanie z wlasnym bratem? Nie myślała, ze dowie się czegokolwiek konkretnego poza "tak, czuje się ok" albo czymś innym. A tutaj.. proszę. Ale to dobrze, doceniała to! Nie zamierzała go teraz wyśmiewać za bycie słabym czy cokolwiek innego, na pewno nie.
- Ktoś o tym wiedział..? W domu? - zaakcentowała to słowo tak, że było wiadomo, że chodziło o Bractwo, ale mimo wszystko nie chciała o tym mówić na glos. Może to już paranoja, taka tam Hopperowa przypadłość rodzinna.
Słuchała go dalej w ciszy, nie komentując specjalnie jeśli nie widziała ku temu powodu. Widząc jego postawę po dłuższej chwili monologu wyciagnęła do niego dłoń, by mógł ją złapać jeśli chciał. Może głupota, ale to też jakiś rodzaj wsparcia.. Jej pomagało.
Na słowa o matce zmarszczyła nos, ona była zdania, że ich rodzice też wydali Williama, a potem próbowali się pozbyć Mercy i Claire, czyli obecnie Imari i Valerie.
- Tak, nie byliście.. naturalni w restauracji - przytaknęła cicho, nie chcąc wbijać mu się za bardzo w słowo, nie chcac zeby stracił wątek.
- To nie twoja wina, zrobiłes co mogłeś. A w tamtej sytuacji jakakolwiek twoja reakcja mogła by wystawić nie tylko nas ale też całą resztę na niebezpieczeństwo - uspokoiła go. Tak, myślała że tam zginą albo wywiozą ich do laboratoriów i mało nie zeszła na zawal, ale nieważne, to nie jego wina przecież i tego była świadoma.
- Powinieneś porozmawiać z kimś "na górze" i powiedzieć co się stało.. Żeby mieli świadomość, że masz bliźniaka. I nadal.. to nie twoja wina, to co się stało. Jest dorosły, ma swój umysł.. Ostrzegałeś go przecież..
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
[Profil]
  [A-]
 
Michael Ryan



I'd like to get to know you but you're talking much too slowly

Superszybkość

85%

Łowca w bractwie





name:

Michael Ryan

alias:
Streak

age:
26

height / weight:
180/69

Wysłany: 2018-06-27, 12:04   
   Multikonta: Jamie/Tom
  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!


Mike zdążył zauważyć, ze wokół nich nikogo nie było, z reszta miał większe pole do widzenia niż ona, każdy podejrzany ruch pewnie by udało mu się wyłapać, dlatego mówił o tych sprawach. Co prawda mógł być ktoś kto ma jakiś super słuch ect.. Jednak prawdopodobieństwo na to wynosiło 0,01% jak nie mniej. Był ostrożny o to nie musiała się martwić.
On sam nie spodziewał się tak otworzyć, cóż czasem człowiek sam siebie zaskakuje w tych dziwnych sytuacjach w jakim los go stawia. Dziewczynie bez wątpienia należały się wyjaśnienia, a inaczej ich nie mógł powiedzieć jak nie dać rąbka tajemnicy o swojej przeszłości. Cóż każdy z Bractwa miał coś za uszkami i to na pewno nie tylko ucieczki z domu, ale i narażanie życia, ucieczka przed rządem, czy też ucieczka z zakładów gdzie się ich zamknęło. Czasem wygnanie z domu, trudna sytuacja, wyzywanie od dziwactwa, ale to wszystko też poniekąd ich wszystkich łączyło. Każdy miał swoja traumę, ale mimo wszystko pracowali w jakimś swoim małym społeczeństwie razem. Wiedzieli, że nikt ich nie będzie rozliczał z przeszłości i mogą zacząć nowe życie.
- Tylko Fay, ale jej już nie ma z nami, nie wiem czy ją poznałaś. - odparł zgodnie z prawdą – No i była nasza szefowa.
Tak Fay była jego „siostrzyczką”, która znała przeszłość jako jedyna Mike'a, ufał jej na tyle, ze raczej nie rozpowiedziała to nikomu. A przynajmniej miał taką nadzieję co do tego.
Mike spojrzał na jej dłoń, lekko się uśmiechnął i ją złapał. Cóż to było dziwne, złapać kobietę tak za rękę jak się szło, czyż ie wyglądali jak zakochana para w tym momencie? Szczerze, Mike nawet o tym nie pomyślał, po prostu pewnie będzie mógł czasem mocniej ścisnąć jej drobną dłoń by dać ujście emocją. Ten gest tez pokazywał wsparcie jakie dziewczyna chciała mu okazać w takiej chwili.
- Oj miałem ochotę udawać go, ale wiedziałem... Że by wyszło jeszcze gorzej. Nie miałem zamiaru prowokować psów do ataku, z reszta Richard jest prawnikiem da sobie radę. - odparł z lekką niepewnością w głosie – Będę musiał porozmawiać z Twoim bratem, w końcu to on został nasza głową. Powinien wiedzieć o takiej sprawie. Tak samo jak reszta rady. - westchnął – Wiem, ze nie moja wina, ale gdyby mnie posłuchał... Może i by go nie zabrali. - ścisnął mocniej jej dłoń – Ledwo go odnalazłem, a teraz będę się zamartwiał, ale nie bój się. Nie jestem głupcem by iść tam w pojedynkę. Zabiorę Ciebie ze sobą i będę mi raźniej. - dodał żartem, uśmiechając się do niej – Wierzę, że Dicky da sobie radę.
[Profil]
  [AB-]
 
Imari Blanc



Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.

support/rozwój mocy innych

60%

Trener





name:

Imari Blanc

alias:
Tara/Marceline Hopper

age:
26

height / weight:
173/48

Wysłany: 2018-06-27, 12:47   
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Była ostrożna, ale jednak Michael miał więcej doświadczenia i wiedział na co zwracać uwagę, na co uważać i tak dalej. Jednak to sporo dawało - doświadczenie. Musiała zdać sie na niego i robiła to bez większego problemu, raczej pokazał już przez ten miesiąc, że może mu ufać i nie poddawała tego w wątpliwość.. Nawet jeśli okazało się nagle, ze miał brata, o którym nikomu (prawie) nie mówił. Powiedział jednak "szefowej" i swojej przyjaciółce, to w sumie wystarczające, nie ukrywał tego przez osobą dowodzącą Bractwem, a tak naprawdę tylko to było ważne - czy powie swoim znajomym czy nie, to już sprawa drugorzędna, osoba, która powinna wiedzieć - wiedziała. Teraz jednak wszystko na górze się zmieniło i William też powinien wiedzieć. Mike na szczęście nie miał problemu z przyznaniem tego, że musi pójść z tą informacją do jej brata, więc nie musiała go namawiać. Może czasem wydawał się lekkomyślny i dziecinny w swoich zachowaniach, ale nie był głupcem najwyraźniej. To całkiem ważna cecha!
Czy Imari podała mu dłoń ze świadomością, że będą wyglądać jak para? Tak, wiedziała, że wtedy ludzie patrzą na nich trochę inaczej. Poza tym chodziło o możliwość wsparcia, właśnie tego ściśnięcia jej dłoni w razie potrzeby.. Z czego Mike korzystał.
- Naprawdę..? Dobrze, że tego nie zrobiłes. Wyszło by jeszcze gorzej.. Mogli zabrać by was obu, a to.. cóż, to.. - zagryzła wargę, milknąc na moment. Zacisnęła dłoń na jego palcach.
- Już pomijając to, że wiesz gdzie jest siedziba i tak dalej i tak dalej, pewnie masa innych informacji, które zagroziły by bezpieczeństwu wszystkich w domu.. To nie sądzę, że by cię wypuścili. A, no.. całkiem dobrze mi się z tobą rozmawia, wiesz? - ależ pokracznie jej to wyszło. Ha, rozmawianie o osobistych uczuciach nigdy nie było najłatwiejsze, chyba dla nikogo. Co innego o uczuciach jej pacjentów/klientów czy jakkolwiek by to nazwać.
- Tak, musisz porozmawiać z Willem. A Rick.. cóż, nie mogłeś go zmusić, żeby cię posłuchał. Dałeś mu rady, ostrzegłeś go, co mogłeś więcej zrobić? - pokręcila głową i westchnęła. Chwilę potem uśmiechnęła się w odpowiedzi na jego, wybitnie glupi, żart.
- No tak, bo jestem tak okropnie przydatna ze swoimi umiejętnościami - skomentowała zgryźliwie. Dreptali dalej, trochę bez celu, poruszając się po terenie powoli.
- Poradzi sobie, sam mówiłeś, że to prawnik. Pewnie potrafi się wygadać z każdej sytuacji - uspokoiła go, mając nadzieję, że brzmi przekonująco. Nie znała Dicka w końcu, tyle co te kilkanaście minut spotkania w restauracji i cieżko byłoby jej coś o nim wiecej powiedziec.
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
[Profil]
  [A-]
 
Michael Ryan



I'd like to get to know you but you're talking much too slowly

Superszybkość

85%

Łowca w bractwie





name:

Michael Ryan

alias:
Streak

age:
26

height / weight:
180/69

Wysłany: 2018-06-27, 19:35   
   Multikonta: Jamie/Tom
  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!


Mike nie miał co do tego wątpliwości, ze dziewczyna szybko się wszystkiego nauczy. W takich warunkach jakich żyli i w takich jakim przyszło im żyć nauka szła dość szybko. Nauczysz się lub zginiesz, nie zawsze jest ktoś kto uratuje ci dupsko. Jednak on naprawdę Imari lubił i chciał ja chronić sobą, wiedział, ze mógłby spróbować i z nią uciec. To by zarzygała cały trawnik, wolał nie komentować, ale przynajmniej by żyła. On sam jej ufał na tyle by opowiedzieć jej tą swoja historię.
Znał swoje miejsce i wiedział, ze niektóre rzeczy jak się już wydadzą to trzeba powiedzieć dla bezpieczeństwa reszty. Nie wiedział jak Hooper na to zareaguje, zresztą nie był z nim blisko, znali się tyle o ile mieli się znać, ale z jego siostrą jak widać miał o wiele cieplejsze stosunki. Chłopakowi to nie przeszkadzało, mimo wszystko jakoś zawsze wychodziło na to, ze dziewczyny lubiły z nim rozmawiać, wygadać się poprosić o pomoc, a sam Mike nigdy nie miał problemów w zawieraniu nowych znajomości czy też przyjaźni.
- Może i ośmieliłbym się śledzić gdzie dokładnie brata zabierają jak by Ciebie nie było, a tak. Wiem, ze da sobie radę, a Tobą muszę się zaopiekować. To mój obowiązek. - odparł ze stanowczością ostatnie słowa – Wiem, ze sama nie bardzo się potrafisz bronić. - dodał spoglądając na nią łagodnie – Ze wzajemnością, chociaż dziś to Ty bardziej mnie słuchasz niż ja Ciebie. - odparł ze szczerością
Oj zdecydowanie rozmowa o uczuciach była ciężka tak samo jak rozmowa o historii, która była przesrana u każdego z nich. Jednak Mike teraz cieszył się, ze miał dziewczynę przy sobie, nie był teraz sam ze swoim problem i zamartwianiem się. Nosił przy sobie telefon jaki dostał od brata i miał nadzieję, że ten się odezwie...
- Porozmawiam. - odparł zgodnie z prawdą. - Nic, niestety. Musze mieć do niego teraz pełne zaufanie. - dreptał z nią po tym terenie, spoglądając czasem na jakieś twarze ludzi.
Nie przeszkadzało mu to, ze robiło się coraz zimniej, a on paradował w krótkim rękawku. Imari chociaż miała kurteczkę, ale on był z tych gorących chłoptasiów, zwłaszcza kiedy biegł spóźniony na spotkanie...
- Ej no zboostujesz mnie i będę miał powera by bronić Cię. - roześmiał się nieco głośniej niż zamierzał
Nie skomentował już ostatnich słów dziewczyny dotyczącej jego brata, szczerze chciał przez moment o tym nie myśleć... Dopiero kiedy jakieś nastolatki ich wyminęły i odburknęły coś w stylu „blech jacy zakochani, jeszcze tak publicznie się obnażają”. Mike momentalnie kaszlnął i zabrał dłoń od Imari chowając ją do kieszeni i czując jak robi się zażenowany. Oj miał ochotę przetrzeć swój kark, ale nie odezwał się ani słowem. Jego spojrzenie poszło w kierunku trawki, a cichy głos mówił, żeby przerobić to wszystko na żart... Jednak nie odezwał się niczym, fakt faktem nigdy nie chodził z nikim od tak za rękę (wiek 10 lat chyba się nie liczy i niżej), może dlatego go to wprowadziło w taki dziwny nastrój?
[Profil]
  [AB-]
 
Imari Blanc



Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.

support/rozwój mocy innych

60%

Trener





name:

Imari Blanc

alias:
Tara/Marceline Hopper

age:
26

height / weight:
173/48

Wysłany: 2018-06-27, 20:31   
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Nauka dla niej rozpoczęła się z dniem ataku na Bractwo, a to nie było coś, od czego chciałaby kiedykolwiek zaczynać naukę. Nie miała jednak nic do gadania, to pewne, więc mogła jedynie uczyć się i starać nie zginąć i nie narażać już innych.. To było o raz za dużo, a teraz nie spała po nocach. Ale, no, nieważne, nikt nie wiedział i wiedziec nie musiał, że budziła się ścigana horrorami, powracającymi wspomnieniami tamtej nocy. Nie było po co ludzi martwić, miała świadomość, że inni "mieli gorzej" i nie powinna była narzekać. Żyła. Była cała. Nie straciła nikogo bliskiego. Nie miała prawa marudzić, użalać się nad sobą.
Mogłaby pewnie powiedzieć mu, że Hopper nie będzie zadowolony z takich wiadomości, ale doceni to, że Michael nie ukrywa tego, jeśli nie musi i jeśli może to zagrozić całej organizacji. I tak byli na wykończeniu, takie odniosla wrażenie gdy pojawiły się dane kogo złapano, kogo zabito...
Co do samego Majkiego i jego zawierania znajomości, to ciężko się dziwić. Był całkiem przystojny, dobrze wyglądał, był miły, uroczy, opiekuńczy (chociaż Imari nie wiedziała czy dla wszystkich czy tylko dla niej, ale gdyby miala obstawiać to postawiła by na to pierwsze bez wahania). Poza tym, która kobieta nie lubi gay-friends? Oh, gdyby tylko wiedziała.. A tak trwala sobie w tej nieświadomości, całkiem uroczej i calkiem mylnej. Zapewne dlatego, że faceci jeśli byli mili to mieli w tym jeden, jasno określony cel - przespać się z kobietą, dla której są mili. Albo wejść z nią w związek. Michael nie wykazywał zainteresowania ani jednym ani drugim, a mimo wszystko był absolutnie kochany, uroczy i pomocny. Wniosek nasuwał się wiec sam i to dość jasny. Po prostu nie był zainteresowany kobietami.
- Cieszę się w takim razie, że jestem twoim zdrowym rozsądkiem. A mną się nie trzeba opiekować, wiesz? Nie mam trzech lat, potrafię sobie radzić sama, tak zwyczajnie, w świecie, jeśli nikt nie wymaga ode mnie robienia rzeczy, które ludzie robią tylko w filmach akcji - uśmiechnęła się do niego, lekko złośliwie. Na następne slowa nie odpowiedziała poza uśmiechem zadowolenia, w końcu kto nie lubi, jak ktoś odwzajemnia uczucie? I może by nad tym przeszła dalej, ale następne gesty calkiem zaprzeczyły temu, co przed momentem jej powiedział. Jak tylko jakieś nastolatki zwróciły uwagę na to, że ta dwójka idzie, trzymajac się za rece - Michael od razu wymiksował się z tego, cofnął dloń i schował ją do kieszeni. Calkiem.. ostateczny gest, wyglądal dla Imari jakby wstydzil się tego, ze ktokolwiek może pomyślec, że są parą. Czyli jesteś fajna, ale Boże broń, żeby ktoś nas widział razem w jakiś sytuacjach, które mogą wzbudzić wątpliwości? To dlaczego restauracja? TO niezależnie od prawdziwych intencji zawsze wyglada jak randka, jeśli nie jest spotkaniem biznesowym.
Chciała mu jeszcze odpowiedziec, że zboostować go może tylko do szybszego uciekania, a to nie jest najprzyjemniejsza rzecz na swiecie i ona woli uciekać w swoim normalnym tempie, albo chociaż w jego normalnym, bo po przyśpieszeniu jeszcze większym skończyła by z głową bolącą ją chyba tydzień i tak samo długo by wymiotowała, nie pomogły by nawet herbatki, które zrobił jej za pierwszym razem.
Ale jakoś teraz nie miala ochoty. Wydawało się nawet, że coś chciała skomentować, ale pomyślała, że to całkiem nie na miejscu poruszać teraz ten temat, nie chwilę po tym jak zabrali jego brata, to było błahe i bez sensu. Nie na tyle ważne, by teraz go jeszcze pytać o takie pierdoły. Ale zapamieta to sobie zapewne. Tym bardziej, że nawet nie do końca wiedziała by co powiedzieć. Wsadziła ręce w kieszenie krótkiej, skórzanej kurtki, którą miała na sobie i sama też spojrzała na chodnik pod nogami, spacerujac dalej w ciszy.
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
[Profil]
  [A-]
 
Michael Ryan



I'd like to get to know you but you're talking much too slowly

Superszybkość

85%

Łowca w bractwie





name:

Michael Ryan

alias:
Streak

age:
26

height / weight:
180/69

Wysłany: 2018-06-29, 19:36   
   Multikonta: Jamie/Tom
  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!


Niestety Michael nie należał do facetów, którzy byli mili y zaliczyć lub by mieć daną osobę dla siebie. To była jego natura, jak by to nazwał.. Natura superbohatera, którym pragnął zostać swoje całe życie. Jednak jakby wiedział, ze przez to większość będzie miała go za total geja, to by się załamał.. Cóż on po prostu taki był. Miły, pomocny, przyjacielski, a przy tym często bredził głupoty lub walił szczerością między oczy, ze nie raz przysparzał sobie tym kłopotów. Jednak Imari była dla niego coś pokroju koleżanka/przyjaciółka co prawda znali się dopiero miesiąc, a to w mniemaniu chłopaka trochę za mało by nazwać kogoś przyjacielem, jednak traktował ją naprawdę już jak przyjaciółkę. Prawdopodobnie dlatego, ze była wyluzowana, też na swój sposób się o niego troszczyła, a przede wszystkim wydawała mu się szczera w swoim zachowaniu. Nie grała innej osoby, a przynajmniej mógł mieć taką nadzieję.
- Trzeba, trzeba. - zamyślił się – Nauczyć cie samoobrony przede wszystkim, tak byś mogła się obronić. To jest przydatne. - uśmiechnął się do niej
A potem nastało to nieszczęsne wydarzenie. Mike naprawdę zrobił to odruchowo nie patrząc na kompetencję, ale czym więcej kroków robili w przód, (dla niego to pewnie trwało nieco dłużej) to zaczął mieć nie wiadomo czemu wyrzuty sumienia. Nie powinien się przejmować tymi laskami, nie usłyszeć ich, po prostu musieli wglądać naprawdę dobrze, łapiąc się za dłonie... Nawet jeśli miało to być pocieszające, a nie w formie chodzenia ze sobą. Dziewczyna przecież chciała dobrze, to on teraz zachował się jak typowy burak, którym naprawdę nie chciał być. Takim burakiem mógł być dla gościa na imprezie, który przyparł go raz do ściny i zaczął wpychać dłonie tam gdzie nie powinien, a nie dla Imari, która była jego przyjaciółką i tylko go pocieszała... Zacisnął pieści w kieszeni, a jego usta przez moment wzięły się w jedną linie, myślał ewidentnie co powiedzieć by przeprosić dziewczynę. Był zły, bardzo zły, ale na siebie i na DOGSów, że zepsuli ten dzień... Pewnie podświadomie chciał się gdzieś wyżyć i padło na taką głupią sytuację jak ta, która powodowała szereg wyrzutów sumienia.
- Przepraszam. - powiedział w końcu, podnosząc głowę i spoglądając na dziewczynę – Nie wiem czemu te słowa tych dziewczyn tak mnie zdenerwowały, nie chciałem sprawić Ci przykrości. - odparł i się do niej przepraszająco uśmiechnął – Ten dzień to jedna wielka klapa i jadę go po całości. Spóźniłem się, ukryłem brata w skarpetce, psy nas wywęszyły i jeszcze to... Naprawdę mi przykro. - dotknął delikatnie jej ramienia wpatrując się w jej niebieskie oczy.
Musiał ją przeprosić, w końcu tak postąpił by normalny facet prawda? Czuł, ze to jego wina, a nie był z tych co puszczają foszki na każdym kroku. Jeśli Imari naprawdę miała go za geja, to na pewno zachowania Majka nie były gejowskie. Na pewno nie miał gestykulacji takiej czy mowy ciała, albo samego tonu głosu.
[Profil]
  [AB-]
 
Imari Blanc



Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.

support/rozwój mocy innych

60%

Trener





name:

Imari Blanc

alias:
Tara/Marceline Hopper

age:
26

height / weight:
173/48

Wysłany: 2018-06-29, 20:20   
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


- Wiesz, ja jestem raczej supportem, a ci nie walczą. Tak jest we wszystkich grach. Ja tylko siedzę z tylu i pomagam jak mogę. Nie nadaję się do nauki samoobrony czy cokolwiek innego - pokręciła glową, bo naprawdę sobie tego nie wyobrażała. Jasne, samoobrona to nie przemoc, ale jakoś jej to nigdy nie pasowalo i nie potrafiła.. Tak jak ze strzelaniem, niby jej ktoś kiedyś pokazywał oc i jak, ale Imari strzelac nie potrafiła, a rozlożyć i złożyć broń krótką pewnie potrafiła by z wielkimi trudnościami. Ot, nigdy jej to nie interesowalo i nigdy nie było do niczego potrzebne i miała nadzieję, ze tak zostanie. Support nie walczy! Support ucieka albo ginie na jednego hita, tak jest w każdej grze! A ona nie czuła się wcale inaczej.
Teraz jednak spacerowali w ciszy, przechadzając się po terenie.
- Hm? - uniosła na niego wzrok, gdy przeprosił, najwyraźniej pogrążona we własnych myślach tak głęboko, że w pierwszej chwili kompletnie nie ogarnęła, że coś się do niej mówi. Zmarszczyła brwi i pewnie chciała odpowiedzieć standardowe "nic się nie stało", co mówi się zawsze w takiej sytuacji, niezależnie od tego czy faktycznie nic się nie stało czy jednak coś.
Zmarszczyła na moment brwi.
- Dlaczego cię to zdenerwowało? - czy to ten schowany w niej psycholog? Może. Ale zwyczajnie chciała wiedzieć co mu w głowie siedzi, a Michael raczej starał się mówić, a nie ukrywać wszystko w s obie, co było właściwie calkiem przydatne, bo nie prowadziło do eskalacji konfliktów zazwyczaj, skoro chciał rozmawiać.
W pierszym odruchu oparła policzek na jego dłoni, ale zaraz przykryła jego dłoń swoją.
- Nic się nie stało, tylko.. nie wiedziałam o co chodzi. Rozumiem, że jesteś zły. To nie jest najlepszy dzień - przyznała, marszcząc nos jeszcze raz. Zacisnęła palce na jego dloni i uśmiechnęla się uspokajająco.
Nie uważała, ze to jego wina. Po prostu poczuła się dziwnie, nadal się tak czuła, ale.. Cóż, miał prawo, faktycznie dużo się działo tego dnia - dla niego szczególnie, miał prawo reagować w ten sposób. Dziwiła się w sumie, ze nie jest bardzo drażliwy. Wielu facetów reagowało agresją, bo zwyczajnie musieli się wyżyć i jakoś dać upust emocjom, a on trzymał się naprawdę dobrze i był zadziwiająco spokojny.
- Myślisz, że powinniśmy wracać dzisiaj do domu? Nie wiem czy nie bezpieczniej dla wszystkich byłoby zatrzymać się w jakimś hotelu.. - zasugerowala, bo to też gdzieś tam przeleciało jej przez myśl.
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
[Profil]
  [A-]
 
Michael Ryan



I'd like to get to know you but you're talking much too slowly

Superszybkość

85%

Łowca w bractwie





name:

Michael Ryan

alias:
Streak

age:
26

height / weight:
180/69

Wysłany: 2018-06-29, 21:51   
   Multikonta: Jamie/Tom
  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!


- Ale ja bym wolał byś umiała chociaż troszkę się obronić. Dla Twojego bezpieczeństwa Imari. - odparł nieco poważniej
Oj nie chciałby by ona od hita jednego ginęła, bo przecież nie o to chodziło. Mike nie zawsze by był by obronić. Jasne inni też pewnie by ją chcieli obronić, ale jak nadchodzi zagrożenie, to większość myśli o swojej dupie niż by pomóc innym... Mike był inny i do dziś nie mógł sobie wybaczyć, ze podczas ataku nie był tam i nie pomógł wynosić innych mutantów z ich byłego domu. Może wtedy straty by były mniejsze? A tak to rekrutował Febe o tej pieprzonej rannej godzinie...
- Mówiłem, ze nie wiem czemu. Tak po prostu, może nerwy w ten sposób mi puściły. - odparł z westchnięciem.
Nie chciał Imari straszyć jakimś wybuchowym charakterem, wystarczyło mu to, ze ostatnio z Richardem sobie trochę pofolgował i się rozkleił na całego, dostając od niego po łbie... Nie było to zbyt miłe podczas rozmowy, ale przynajmniej z jego strony mordobicia nie było.. Poza emocjonalnymi krzykami i łzami... I ta śmiertelna powaga Richa, która na każdym kroku doprowadzała go wręcz do szaleństwa. Oj w Mike czasem się kłębiło, ale w środku, zazwyczaj bywał opanowany tak jak i teraz. Wolał pogadać niż krzyczeć, rozpieprzać wszystko czy też zaszyć się w swojej samotni. Nauczył się tego przez lata, a bywało gorzej.
- Oj zdecydowanie... Co ostatnio nie natrafię na swojego brata a są to trzy razy od ponad pół miesiąca to są problemy. - splótł z nią swoje palce – Tez tak masz z Willem? Ciężko wam się dogadać po takim czasie? - odparł spoglądając na dziewczynę – Chociaż u was to trochę inaczej inna płeć tez robi swoje. Znaczy Will pewnie przez to inaczej Cię troszkę traktuje niż jakby miał mieć brata. Nie miej mi tego za złe, ale wydaje mi się, ze z wami trzeba się po prostu delikatniej obchodzić. - dodał z lekkim uśmiechem
Kolejne jej słowa trochę wprowadziły go w osłupienie. Zmarszczył lekko brwi jakby analizował sytuację, ale mogło to być sekunda może i dwie, które u niego trwały nieco dłużej.
- Nie jest to głupi pomysł. To się kierujemy do jakiegoś hotelu? Spokojnie pieniądze mam. - odparł z uśmiechem – Stawiam nam nocleg. - zaśmiał się – Dobra to nie zabrzmiało dobrze.
Wziął jej dłoń z powrotem na dół i splótł z nią palce, kierując się w stronę najbliższego hotelu, gdzie mogliby przenocować noc. W końcu niedługo będzie godzina policyjna, a tego raczej by nie chcieli.
[Profil]
  [AB-]
 
Imari Blanc



Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.

support/rozwój mocy innych

60%

Trener





name:

Imari Blanc

alias:
Tara/Marceline Hopper

age:
26

height / weight:
173/48

Wysłany: 2018-06-29, 23:02   
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


- Nie pasuje mi to ani trochę, ale obawiam się, że i Ty i William będziecie naciskać tak długo, póki nie zacznę czegoś robić w tym kierunku, więc chyba muszę.. - nie podobało jej się to, ale najwyraźniej nie obejdzie tej jednej rzeczy i koniec. Rozumiała ich punkt widzenia, ale równocześnie nadal uważała, że wolała by się tego nie uczyć.
Imari tez myślała wtedy głównie o sobie, ale z jednej strony ciężko jej się dziwić, z drugiej.. to przez to teraz nie mogla spać po nocach. Czy wybuchowy charakter by ją wystraszył? Zapewne nie, potrafiła sobie takie rzeczy usprawiedliwić, w końcu na coś te studia były! Po pierwsze, ludzie są różni i różnie reagują na stres, a po drugie, faceci zwykle jednak mają wyższy poziom agresji, przez wyższy testosteron. Tak to działa, po prostu.
- Musisz mi opowiedzieć te poprzednie razy, skoro za każdym są problemy.. O ile chcesz - dokończyła, bo przecież mógł nie mieć ochoty, a Imari nie miała pojęcia co tam isę tak naprawdę działo jak się poznali i spotkali pierwszy raz.
- W ogóle musisz mi więcej opowiedzieć.. Znaczy, nie musisz - wzruszyła ramionami, ściskając jego palce i ruszając dalej.
- Wiesz o co mi chodzi. Chciałabym wiedzieć, zwyczajnie - to tez nie brzmiało najlepiej, ale jednak.. No cóż, uważała się za jego.. przyjaciółkę? Nie używała tego słowa łatwo i szybko, ale tu jakoś wybitnie pasowało, nie wiedziec czemu. Łatwo im to przyszło, mimo że byli dość różni od siebie. Ale ponoć przeciwieństwa się przyciągają, prawda? No i dodać do tego to, że Majki naprawdę nic nie chciał i nie robił sugestii i tak dalej i tak dalej, więc mogła się przy nim czuć dość swobodnie.
- Z Willem? Chyba.. to znaczy, my się łatwo kłócimy.. zawsze tak było. On się teraz denerwuje, że ja udaję panią psycholog, ja się denerwuję, że on mi nic nie mówi i udaje wszechwiedzącego, ale.. Po tych jedenastu latach.. Jakoś, nie wiem.. Jasne, denerwuje mnie jak.. jak cholera - zmarszczyła nos w niezadowoleniu - Ale przy okazji, jak już się nad tym zastanowię, to jednak ciesze się, że jest. Nawet jak się mam wkurzać. Tylko zwykle to dochodzi do mnie po wszystkim. No i jesteśmy tak inni.. - William był mało wylewny, bardzo skryty, ciężko mu było operować z emocjami przy tak rozwiniętej inteligencji.
- Delikatniej obchodzić? - uniosła brew pytająco, podnosząc na niego wzrok z pytaniem na twarzy. Nie uważała, żeby trzeba było się z nią delikatniej obchodzić! Chociaz to nie była prawda, bo przy jej emocjonalności związanej z jej mocą - trochę było trzeba. Nic na to jednak nie mogła poradzić i na pewno nie przyzna mu teraz racji.
- Tak ,to chyba brzmi najsensowniej - skinęla głowa, ruszając z nim w stronę hotelu. W drodze zapewne zaciągnęła go jeszcze do jakiegokolwiek marketu czy gdzie się dało, potrzebowała koszulkę do spania, może majtki na zmianę, jego tez zmusiła do zakupów - na takie pierdoły miała pieniądze, w końcu mieli zapłacić za restaurację. Najtańsze szczoteczki do zębów i pastę. Reszta będzie na pewno w hotelu, więc ograniczyła zakupy do minimum. A, i antyperspirant pewnie! W skrócie, takie głupoty na szybki nocleg.

ztx2 hotel
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
[Profil]
  [A-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 5