Poprzedni temat «» Następny temat
Hold me tight - Vincent, Imari, Nicholas
Autor Wiadomość
Vincent Edams



Wolność, kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem

Ramiona wektorowe

74%

brak





name:

Vincent Edams

alias:
Obiekt 36

age:
21

height / weight:
173/70

Wysłany: 2019-08-30, 14:15   Hold me tight - Vincent, Imari, Nicholas
   Multikonta: Alex Parker
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


Vincent

BUCH. Stos opasłych tomiszcz, z dziedziny psychologii i psychiatrii opadł z trzaskiem na stół.
- Zrobiłem mały research - oznajmił Vincent, zupełnie ignorując fakt, że mieli dziś siąść nad atakiem na Pearl Harbour
"Mały research" zajął niemal połowę przestrzeni, którą wykorzystywali do nauki, więc strach pomyśleć, gdyby ten riserczyk był większy. Prawdopodobnie zostalaby im podłoga.
-Hafefobia. - rzucił hasłem, wpatrując się w Imari tak intensywnie, jakby co najmniej to ona miała z tym coś wspólnego - Jest taka fobia specyficzna, związana z lękiem przed ludzkim dotykiem. Może być uwarunkowana genetycznie, ale zwykle ma związek to z czynnikami środowiskowymi i traumatycznymi wydarzeniami. - niemalże zacytował to co wyczytał. - Może wystarczyć nawet sama myśl, lub krótki kontakt z bodźcem, by wywołać rozdrażnienie, agresję czy atak paniki. Zaawansowana hafefobia,prowadzić może do anhedonii, czyli brak lub utrata zdolności odczuwania przyjemności i radości, zarówno zmysłowej, cielesnej jak i emocjonalnej, intelektualnej czy duchowej. Czyli ni mniej ni więcej, to jest to, co dolega mi. - powiedział to niemal na jednym oddechu, więc musiał zrobić sobie przerwę.
Wdech wydech, lecimy dalej.
- W leczeniu tego rodzaju fobii, literatura stawia głównie na psychoterapię i trening ekspozycyjny, czyli stopniowe wystawianie na czynnik stresujący. Pierwsze odpada, z oczywistych przyczyn, nie mogę też przyjmować antydepresantów, bo nie wiemy jak to wpłynie zarówno na mutację, jak na moją samokontrolę - a Imari wiedziała,że w gniew wpadał zadziwiająco łatwo. - Zostaje więc tylko trening ekspozycyjny. A jedyną osobą, którą jestem w stanie chwycić za dłoń i nie chcieć jej trzepnąć w łeb, jesteś ty.
I tu znów wbił w nią spojrzenie tak intensywne, że siłę rażenia mial równą zbitego kijem, przemoczonego szczeniaczka. NO WEEEEEEEŹ !

Imari
No z telefonu to dla mnie najłatwiej, bo na forum pisać z tel to tragedia czasem.
Minęły dwa tygodnie od ich ostatniego spotkania. Imari nadal czuła się jak kawałek kupy, ale to nieistotne. Nie chodziło tutaj o nią, a o pomoc Vincentowi. I to też robiła.
Siedziała z nim znów w jednym z pokojów (?). Tak, mieli zajać się historią, ale jak widać Edams miał inne plany. Słuchała go, unosząc wyżej brwi, gdy mówił tak na jednym tchu co też wyczytał i czego się nauczył. Pokiwała potem głową.
- Taki właśnie jest plan, przejrzałeś mnie - nieznacznie kąciki ust powędrowały jej do góry - Darowałam sobie definicje i czytanie z książek, ale tak. To właśnie to, co chciałam zrobić. Dlatego rozmawiałam z tobą o dotyku ostatnim razem. I.. cieszę się, że nie chcesz mnie trzepnąć w łeb za to.

Vincent
Biedna Imari. Zamiast skupić się na poprawie własnego komfortu, zaś zajmowała się każdym, byle nie sobą. Pewnie gdyby Vincent nie był wypranym z emocji robotem, chciałby jej pomóc. Póki co jednak sam musiał nauczyć się czuć cokolwiek, poza irytacją, złością, czy po prostu obojętnością.
Wgapiał się w nią z tą samą intensywnością, gdy tłumaczyła mu swój iście szatański plan. Gdy skończyła, zmrużył nieznacznie oczy, jakby węszył podstęp.
- I tyle ? Zero sprzeciwu? Nie będzie to dla Ciebie niezręczne lub niekomfortowe ? - widać przygotował się na długą debatę i zapewne sprawdził w słowniku znaczenie tych słów, skoro ich użył. I był zdziwiony, że chciała się na to zgodzić... cóż, w sumie dobrowolnie

Imari
Zapewne dlatego właśnie lubiła z nim przebywać - nie reagował na to, jaka była obecnie. Nie wiedział jak się zmieniła. Nie miał porównania, a nawet gdyby miał pewnie nie robiło by mu to różnicy, ze swoim brakiem emocji, czy może uczuć... empatii.
- Dlaczego miałabym się temu sprzeciwiać? Od początku mówiłam, że chcę ci pomóc - spojrzała na książki, które rozłożył przed nią przed chwilą.
- Tak, będzie to dla mnie niezręczne i niekomfortowe, ale dla Ciebie też.. parwda?

Vincent
Jego wspomnienia Marceline z dzieciństwa, wciąż były tak mgliste, że ciężko było mu je połączyć z kobietą siedzącą naprzeciwko.Vincent też lubił towarzystwo Imari, co było dość niezwykłe na niego. Zapewne komfort dawało mu to, że ona też nie okazywała za bardzo emocji, co tak bardzo go drażniło u jego siostry, czy też u małej Grenville'ówny. Ich emocjonalność i chwiejność nastrojów doprowadzała go do szału.
- No...no tak... Ale...- zaczął cicho - ... Nie myślałem, że chodzi o taki rodzaj pomocy. - bąknął, patrząc gdzieś w swoje kolano. Kiedy już decyzja była podjęta, coś stracił nieco z tego zdecydowania, z jakim recytował swoją przemowę.
- No...tak, jasne. Tyle, że ty nie musisz tego robić. - zauważył - Ja nie mam wyboru. Muszę w sobie tą fobię zwalczyć, by spróbować zacząć żyć normalnie...ale ty nie. - spojrzał znów na nią. - Nie musisz robić czegoś, co sprawia, że czujesz się źle

Imari
- Czyli mogę skoczyć z jakiegoś mostu po drodze do domu..? - wypaliła, a potem westchnęła - Żartuję - uspokoiła go od razu. Ale czy naprawdę żartowała..? Zapewne musiał by mieć mocniej rozwiniętą empatię, by to wiedzieć.
- Wiedziałam, że taki rodzaj przełamywania barier będzie niezbędny. Myślałam, że może masz kogoś z rebelii, z kim mogłabym porozmawiać, pokierować to dalej, przeprowadzać wspólne sesje.. ale z tego co widzę, ja najmniej ci przeszkadzam. Więc wypadło na mnie.
Ok, ja jutro na 15 do pracy
ok, dobanoc

Vincent
Cóż... Poczucie humoru, nawet to czarne, to nie było coś, co miał w sobie rozwinięte, choć w najmniejszym stopniu. Gdyby to był komiks, nad jego głową pojawiłyby się trzy wielkie znaki zapytania.
- Nie rozumiem - mruknął, ale też już nie drążył dalej tego " żartu" Mieli teraz dużo większy problem do rozwiązania.
Siedział, słuchając jej uważnie. Wiedział, że Nicholas też chciał mu w tej materii pomóc, używając do tego swojej córki, ale...nie, to by się źle skończyło. Za bardzo go czasem drażniła.
Zapadło chwilowe milczenie. Nie rozumiał, co się z nim teraz działo. W końcu sam wyszedł z propozycją, niemal poleceniem, a teraz, gdy miał już zgodę, stwierdził, że chyba jednak nie chce jej do tego zmuszać. Jego zmuszali w AlterGen do wielu rzeczy i jak się to skończyło ?
- To nie tak, że mi najmniej przeszkadzasz - bąknął - Znaczy tak jest...ale to nie tylko o to chodzi. - mówienie o swoich odczuciach, było dla niego równie proste, co dla przeciętnego Smitha chodzenie po linie. Nad aktywnym wulkanem. Z zasłoniętymi oczyma i odważnikami na kostkach.
- To...z tego co czytałem... Coś na kształt zaufania. Przynajmniej tak mówiła definicja... I chyba nie chcę, żebyś to robiła, wbrew sobie.
Bogowie, miejcie Imari w opiece, bo ciężko z nim miała.

Imari
W tym momencie cieszyła się, że Edams ma tak słabo rozwinięte umiejętności społeczne. Naprawdę.
Wysłuchała go znów i westchnęła. Czytał, dowiadywał się. To dobrze. Bała się tylko czy dobrze te definicje zrozumie, w końcu to tylko puste słowa, a emocje i uczucia to coś.. o wiele bardziej skomplikowanego.
- To nie tak, że robię to wbrew sobie.. - zagryzła wargę, spojrzała po książkach, zastanawiając się jak mu to wyjaśnić. Westchnęła, nadal nie mogąc znaleźc słów.
- Chcę ci pomóc, tak jak mówiłam.. A nie zawsze wszystko jest łatwe, po prostu. To, że będzie mi trochę niekomfortowo.. nie wpływa na to czy chcę to robić czy nie. Bo chcę, tak jak Ci mówiłam.

Vincent
Czy rozumiał, to co czytał ? Trochę tak, trochę nie. Rozumiał, co jest tam napisane, nie bardzo jednak umiał to odczuć.
Imari się nieco plątała, on nadal nie bardzo rozumiał i siedzieli sobie, jak te dwa dziki. Idealny duecik.
- Nadal nie rozumiem...ale może kiedyś zrozumiem - westchnął, bo już przyswoił, że póki się sam nie otworzy, nigdy nie zrozumie postępowania innych ludzi.
- To... może...ustalimy, że jak to będzie zbyt niekomfortowe...to po prostu powiesz ? - zawsze był to jakiś kompromis. Wiedział, że dla niego to będzie ciężki czas, ale skoro już podjął decyzję, miał zamiar się jej trzymać. A skoro już potrafił bez wzdrygnięcia czy wyrywania się, trzymać ją za rękę, to zawsze już mieli jakieś podstawy.

Imari
Uśmiechnęła się, rozbawiona jego podejściem trochę. I to niby ona miała się nim opiekować i go uczyć?
- Jasne. I vice versa. Znaczy w druga stronę tak samo, masz mówić, jak to będzie dla ciebie za dużo - o. Proszę. Możliwe, że coś z tego będzie.
- Wiesz o czym myślałam..? O ćwiczeniach. To znaczy, ty masz zdecydowanie większe doświadczenie, a ja pewnie bede potrzebowac troche pomocy - głupota, była zastana jak kawał kołka. Nie chciało jej się ruszać w ogóle, ale przecież nie musiała robić wiele, tak ? Tyle, by z nim spędzić czas i może trochę otworzyć przy okazji.

Vincent
Wiedział, że nawet jak to będzie dla niego za dużo, to i tak będzie przesuwał tą granice ile się da.
- O ćwiczeniach ? - zdziwił się - W sensie takich fizycznych ? Pompki, przysiady ? - nie bardzo wiedział, jak to niby miało mu pomóc przezwyciężyć lęk przed dotykiem.
Chyba, że chodziło o trening samoobrony, czyli to co robił już z dwoma Vanessami..m

Imari
- tak, powiedzmy. Albo treningi walki wręcz, jakies zupełne podstawy.. Bo nie mam kondycji. Wiem, że ćwiczysz cały czas.. - w końcu tam fizycznego kontaktu bylo sporo. Ale musiał mieć głowę zajęta czym innym wtedy, moze bedzie mu łatwe

Vincent
Spojrzał na nią, a w zasadzie otaksował ją z góry na dół, co zapewne zbyt uprzejme nie było, ale też pamiętajmy, że nie zdawał sobie z tego sprawy. Wybaczmy mu to zatem.
- Jasne... uczę już samoobrony córkę Nicka i Vanessę...- wspominał jej już, że jego siostra w Rebelii? W sumie to nie wiemy. Jak nie, to Imari się właśnie dowiedziała.
- Tylko no... trochę się boję, czy cię niechcący nie poobijam - co tu ukrywać, Mercy wyglądała dość chucherkowato

Imari
- No to będziesz musiał uważać.. czekaj, Vanessę..? to zbieżność imion czy jest tutaj twoja siostra? - zainteresowała się, gdy doszlo do niej co wlasnie powiedzial. A chwile jej to zajelo, ale to nieistotne.

Vincent
Uważać...wystarczyło, że z tymi dwiema musiał się obchodzić jak z jajem,a taką Imari to będzie bał się w ogóle dotknąć.
- Nie, to nie zbieżność. Jest tu moja siostra. - odpowiedział spokojnie, ale z jakiegoś powodu Blanc mogła pomyśleć, że nie jest z tego powodu wybitnie zachwycony.
- Jest jedną z nas. Próbowała mnie odnaleźć. Spotkaliśmy się wiele miesięcy temu, ale...- spojrzał gdzieś w bok -...latami wierzyłem, że i ona mnie nienawidziła, tak samo jak nasi rodzice. Kiedy więc się spotkaliśmy...cóż, nie było to tak, jak ona sobie wyobrażała.
Zapadła chwilowa cisza, podczas której VIncent zbierał się do dalszej opowieści.
- Nick, ze względu na nasze pokrewieństwo, postanowił ją poddać próbie, którą spieprzyła w każdy możliwy sposób, więc nie mogła przystąpić do Rebelii...Po tym zniknęła i nie widziałem jej wiele tygodni. Myślałem, że dołączyła do Bractwa czy się gdzieś ukryła...ale kiedy niedawno znalazłem ją ranną i przyniosłem tu, okazało się, że uciekła z AlterGen. Chcieli z niej wyciągnąć, gdzie się ukrywam - zacisnął dłoń w pięść, wciąż nie patrzył na Mercy.- Kiedy doszła do siebie, Nick dał jej drugą szansę i teraz ja ją szkolę.Znów chwila ciszy, po której chłopak postanowił uciąć temat.
- Kiedy chcesz zacząć?

Imari
Fakt, była chuchrem. Chyba wyglądała najgorzej obecnie, jesli podliczyc cały rok, od czasu dołaczenia do Bractwa. kto by pomyslal, ze tak na nia wpłynie po prostu spotkanie brata..? Można by pomyśleć, że to była najgorsza rzecz, jaka jej się przytrafiła.
- Cieszę się, że mimo wszystko masz ją przy sobie - powiedziała tylko, dośc cicho. Skomplikowana sytuacja i widziała po Vincencie, że nie bardzo chce się rozgadywać na ten temat. Postanowiła więc dać mu spokój i nie cisnąć go o detale. Rozumiała. I widziała, że ta rozmowa wyprowadza go z równowagi.
- Może być dzisiaj nawet.. Albo następnym razem

Vincent
Czy on się cieszył ? Nie wiedział, nie odczuwał takich "radosnych" emocji. Czuł z pewnością pewien spokój, wiedząc, że ma młodą na oku i wyszkoli ją najlepiej jak potrafi.
Powiedzmy więc, że się cieszył w pewien sposób. Tylko jeszcze o tym nie wiedział.
Znów otaksował Imari spojrzeniem, ale tym razem, by ocenić, czy w tym stroju, jest w ogóle sens, by z nim ćwiczyła. Niewygodny ubiór potrafił wybitnie przeszkadzać, stąd on ćwiczył głównie w dresowych spiodniach i bokserce, które Nicholas mu podarował na gwiazdkę.
-Możemy spróbować - stwierdził i zapewne przeszli do salki treningowej, w której już kiedyś była, choć z niej nie skorzystała. - Umiesz się jakkolwiek bronić? Uczyłaś się tego kiedyś?

Imari
Możliwe, ze dojdzie to do niego później, za jakiś czas. Nie przeszkadzało jej to, wierzyła, że "wyjdzie na prostą", a raczej, że nauczy się tego i owego z czasem i ludźmi naokoło siebie. Już i tak była różnica, z tego co wiedziała. Ubrana była dośc luźno, nawet gdyby chciala miec cos bardziej dopasowanego, to wygladala jak wieszak na ubrania, wiec nie probowala.. to, co miala bylo na nia przyduze i miala to gdzieś. Obecnie miala na sobie pewnie dresy i bluzę, nie chcialo jej sie myslec o czyms innym do ubrania się.. W ogole najchetniej chodzila by w jednych ubraniach i w ogole ich z siebie nie sciagała.. I czasem, gdy siedziała kilka dni pod rząd w pokoju, tak wlasnie było..
Przeszli do salki, Imari była dość stremowana.. I w sumie zastanawiala sie czy to był dobry pomysl.
- Nie.. - pokręciła głową, zagryzając wargę.

Vincent
Teraz, to on na nią spojrzał, jakby co najmniej oznajmiła, że teraz będą tańczyć breakdance albo inną Rihannę (pozdro dla kumatych)
- Nic, a nic? - zdjął bluzę, pod którą miał nieco wyświechtaną koszulkę. - To co wy robicie w tym Bractwie, co jak was ktoś zaatakuje?
I tu zrozumiał, dlaczego Nicholas stamtąd odszedł i przeniósł się do Rebelii. Przecież oni byli kompletnie bezbronni, nic dziwnego, że ich siekali jak mięso mielone.
- Okej...to wiemy na czym stoimy - czyli była kompletnie lewa, musiał z nią zaczynać od nowa. Obie Vanessy, miały jakieś malutkie pojęcie - ta młodsza dzięki ojcu, starsza dzięki jakiemuś Davidowi, co już nie żył. A tu...nic.
Już po paru minutach, Imari wiedziała, że Edams podchodzi do tego treningu, z równą zawziętością, co z zakuwaniem mało istotnych dat historycznych. Rzecz jasna jej nie tłukł, ani się na nią nie wydzierał, ale też był przerażąjąco poważny.
- Uderzaj. Wyobraź sobie...że nie wiem, powiedziałem coś, co cię strasznie wkurzyło. - póki co, miała w sobie więcej z małego kociątka, niż tygrysa. Gdyby nie był Edamsem, to najchętniej by ją przytulił, zawinął w burrito i napoił kakałkiem.

Imari
- Po prostu.. ja nie ćwiczyłam.. - tak, wykręcała się jak dziecko od w-fu. I fakt faktem, że często coś jej było po prostu i nie mogła trenować. Przemęczenie od używania mocy, jakieś rany czy inne takie, potem porwanie.. jakoś tak wychodziło, że zawsze coś ją dopadało.
- Inni trenują regularnie - dodała zaraz na ich obronę.
Gdyby nie był Edamsem.. ale był. I może to dobrze? W końcu sama zaproponowała, więc skąd mógł wiedzieć, że to jej w ogóle nie na rękę? Nie mógł. all hail brak empatii! yay! Miało to swoje plusy i minusy.. A pewnie chętnie zawinęła by się w koc i dała przytulić.
Uderzyła.. jak ostatnia pierdoła. Ale jednak.

Vincent
Jasne, jasne. Już Edams miał swoją wi zję przestraszonych szczurków, liczących na to, że coś się magicznie zmieni i będą znów mogli żyć normalnie. Dlatego ostatnia nadzieja była w Rebelii.
- To źle. Jak nie umiesz się bronić, to jesteś łatwym kąskiem. Zwłaszcza, że Twoja mutacja w żaden sposób ci nie pomaga. - umiejętności Vincenta, po odpowiednim "przeszkoleniu" były typowo bojowe. Vanessa, ze swoją mocą niewidzialności, była przydatna do zwiadu. Mała Van, w bliskim kontakcie była cholernie niebezpieczna. A Imari mogła być tylko wsparciem dla innych, więc tym bardziej powinna zadbać o swoje bezpieczeństwo.
- Mocniej. Przypomnij sobie kogoś, kogo nienawidzisz. Musisz chcieć mnie uderzyć.

Imari
- Nie musisz mi o tym przypominać.. - mruknęła pod nosem, pewnie prawie nie słyszał. Przekonala sie o tym na własnej skórze.. dość boleśnie i dosłownie.
- Muszę uważać, ręka po złamaniu jeszcze nei jest w pełni sprawna.. - taka rehabilitacja trwała miesiące, a tutaj Imari nie miała od tego nikogo w sumie. - A poza tym.. - cofnęła się o krok i zwiesiła ramiona, patrząc gdzieś na buty Edamsa - .. to nei ma nikogo takiego -wzruszyła ramionami. Podniosla na niego wzrok, dala sobie spokoj z mowieniem czegokolwiek wiecej i uderzyla drugi raz.

Vincent
Coś tam pomamrotała, nawet tego nie usłyszał. Kiedy jednak powiedziała mu o kontuzji, wycofał dłoń, w którą uderzała.
- Nie mówiłaś mi, że miałaś złamaną rękę. Nie możesz ćwiczyć w takim stanie - znaczy on by mógł...ale takie chucherko jeszcze się znów złamie. Imari była tak chuda, że Vincent miał wrażenie, że podmuch wiatru może ją uszkodzić.
- Serio? - ciekawe, jak to jest żyć, nie czując do nikogo nienawiści. Z jednej strony to wydawało się dobre, z drugiej patrząc na Mercy... mogło być zupełnie odwrotnie.
- Dopóki się nie wygoisz do końca, nie możemy ćwiczyć, to tylko wydłuży rekonwalescencje. Musimy wymyślić coś innego.
Odetchnął cicho i usiadł po turecku na podłodze. Spojrzał na nią z dołu Naprawdę była bardzo chuda. Jak patyczek. I jej zachowanie było inne, niż pozostałych. Bardziej przypominała...jego.
- To...- wziął głęboki oddech - Po prostu mnie jakoś dotknij. Jakkolwiek. - widać, że sama myśl o tym sprawiała, że się cały spinał. Widać też, że tak naprawdę stresował go po prostu dotyk, a na przykład kontakt fizyczny podczas treningu, traktował jak coś zupełnie innego.

Imari
- Tak wyszło.. - wzruszyła ramionami. A miała. W 3 miejscach w sumie.. Co prawda lewą, ale nadal. - I tak muszę ćwiczyć, żeby wzmocnić tę rękę.. ale dobrze. Może faktycznie samoobrona nie jest najlepszym pomysłem. Tym bardziej, że twoje podejście zupełnei się zmienia. Zauwazyles to? W ogóle nie traktujesz tego dotyku jako coś złego - obeszła go i usiadła za nim, tez po turecku.
- Nie bój sie.. - odezwała się, nie dotykajac og jeszcze - Hm. Możesz używać swojej mocy do sprawdzania gdzie jestem? Tak, żebyś nie musiał się obracać? - zapytała nagle.

Vincent
Nie do końca podzielał jej entuzjazm. Pokiwał przecząco głową.
- To nie tak. Nigdy nie miałem specjalnego problemu podczas walki. Wtedy...skupiasz się na czymś innym, masz władzę nad swoim ciałem. Walczysz o przetrwanie.
Gdy Imari usiadła za nim, już poczuł na plecach dreszcz niepokoju. Wiedział jednak, że odwrotu już nie ma. NIe był tchórzem, już nigdy nie będzie.
- Nie będę jej używał - Nick wciąż mu powtarzał, by przestał polegać na mutacji. Wiedział, że tylko rzut na głęboką wodę, może przynieść jakieś rezultaty.
Wziął znów głeboki wdech.
- Jestem gotowy

Imari
- To nie chodzi o to, czy będziesz jej uzywal.. po prostu.. to by ci mogło pomóc. czuł byś gdzie jestem i tyle. Myślę, że psychicznie było by ci łatwiej - mówiła cicho, bo przeciez nie musiala teraz podnosic glosu. Miala nadzieje, ze zrozumie co myu Imari chce przekazać.

Vincent1
Cóż...chyba rozumiał. Co prawda jego mutacja, nie działała dokładnie tak, jak normalne kończyny. Czuł, że czegoś lub kogoś dotyka, ale to było coś innego. Inny rodzaj doświadczenia. Ciężko byłoby mu to wytłumaczyć, nawet gdyby próbował.
Nie był pewien czy to pomoże, czy nie, ale to Imari bardziej się tu znała na tykaniu. Pokiwał więc głową i aktywował wektory. Chwilę później, Marceline mogła doznać najdziwnejszego uczucia w swoim życiu. Czuła coś na swoim ramieniu, jakby dłoń, ale nie do końca ludzką, zdecydowanie większą od jej. Jednocześnie nie była w stanie jej w jakiekolwiek sposób dojrzeć.
- W porządku? - zapytał cicho, jakby dostosowując się do niej - Zwykle używam ich do walk, albo przenoszenia przedmiotów, nie mam zbytniego...wyczucia.
Zdarzało mu się, mimowolnie ich użyć na człowieku, zwykle przy trenowaniu dziewcząt. Raz czy dwa posłużyły one jako podp[ora, gdy ta młodsza straciła równowagę i wyglądała jakby miała boleśnie upaść. Nigdy jednak nie robił tego tak...świadomie.
- Okej. - teraz już był gotowy

Imari
- Tak. To dziwne uczucie.. - polozyla dlon na swoim ramieniu, tam gdzie czula nacisk jego mocy, jakby chciala sprawdzic czy moze to dotknąć. Potem wrocila spojrzeniem do Vincenta, a raczej jego pleców i polozyla mu dlonie na ramionach, delikatnie. Przesunęła palcami w kierunku szyi, chcąc rozmasować spięte mięśnie barków. Nie odzywała się, skupiając się na jego reakcjach raczej.

Vincent
Choć Imari wyczuwała nacisk wektora na swoje ramię, nie była go w stanie dotknąć. Mogła co najwyżej odczuć, że materia, powietrze, było...inne. Trochę jak gęsta mgła, której dotknąć nie mogłeś, ale wyczuwałeś ją w pewnym stopniu.
Zwykły dotyk kobiecych dłoni na ramionach, okazał się dla niego cięższy, niż by podejrzewał. Zacisnął powieki, starając się zapanować nad przyspieszonym oddechem i tętnem. Walczył z zalewem wspomnień, które wręcz siłą wdzierały się znów do jego umysłu, pchały przed oczy, walczył by nie odepchnąć Imari od siebie.
Przecież to irracjonalne. Mercy była inną osobą, jej dłonie były delikatne, drobne. Nie miał powodu by się jej bać. A jednak mięśnie miał tak pospinane, że jakakolwiek próba rozmasowania karku, mogłaby u kobiety skończyć się zakwasami.

Imari
Po kilku chwilach dała sobie spokój, Edams był spięty jakby zaraz miał wybuchnąć. Uśmiechnęła isę lekko do siebie, opuściła ręce i objęła go w pasie, przysuwajac się bardziej. Oparła czoło o jego plecy/ramię i zamknęła oczy. Odetchnęła głęboko i nie ruszała się w ogóle, Vincent pewnie mógł czuć bijący od niej spokój, mimo swojego upośledzenia emocjonalnego.

Vincent
Chwila ulgi po tym, jak poczuł, że Imari odpuszcza, by za chwilę doznać niemal paraliżu. Jakby ktoś mu teraz zmierzył ciśnienie krwi, to by na bank wzywał karetkę. Z trudem udało mu się wziąć kolejny oddech.
W tym odrętwieniu czekał najwyraźniej na zbliżającą się apokalipsę, gdy stwierdził, że Imari po prostu się nie rusza. Trwa w tej pozycji i jest dziwnie....spokojna. Przypomniał wtedy sobie, co ona mówiła o niby zbawiennym wpływie dotyku. Widać i ona postanowiła skorzystać.
Przymknął powieki, wsłuchując się w jej oddech. Jest nawet udowodnione naukowo, że dwie osoby przytulające się do siebie, wyrównująca sobie wzajemnie tętno. I choć trudno było mu w to uwierzyć, ale z upływem kolejnych sekund i on się nieco uspokajał. Daleko mu było do błogości, ale nie mógł zaprzeczyć temu, że to co robiła Mercy, w jakiś sposób go rozluźniało, choć nie powinno.
- Czuję się....dziwnie - powiedział cicho, bo nie umiał jak zwykle tego wyrazić

Imari
Jeszcze chwila i biedny Vincent zaczął by się zmieniać w Hulka, ze swoim ciśnieniem. Na szczęście nie miał takiej możliwości i powstrzymał się tez od rzucenia jej na ścianę swoimi mackami.. znaczy ramionami. Póki nie zaczynał się wyrywać, wiercić, nie miał problemów ze złapaniem oddechu i tak dallej, to Mercy trwała tak, po prostu, nie ruszając się i jedynie siedząc blisko. Oddech miała spokojny i powolny, ciężko było dojść do tego czy myśli o czymś, przysypia czy jeszcze coś innego.
- Źle? - zapytała jedynie, półszeptem.

Vincent
Szczęśliwie, to co robiła Imari, w jakiś sposób go uspokajało. Gdyby faktycznie stracił nad sobą panowanie i miotnął nią o ścianę, marny byłby koniec naszej Matki Imari z Kalkuty. I z pewnością bolesny.
Wsłuchiwał się w jej spokojny oddech, dostosowując się do niego. Wciąż miał w głowie mętlik, nie rozumiejąc, dlaczego akurat to go nie drażni, a masowanie barków już tak.
- Nie wiem. Chyba nie. - powiedział cicho - Tak... inaczej. - no nie wiedział, jak to ująć, no! Inaczej niż zwykle ! - Nie przeszkadza mi.

Imari
- To nie marudź - mruknęła - Zamknij oczy - dodała zaraz, poprawiając się lekko. Jej głos zresztą też wydawał się dość senny. Cieszyła się, że Vincent nie ma nic przeciwko, nie ucieka, nie jest agresywny czy cokolwiek innego. Musiał nuczyc sie tych dziwnych uczuc i co z nimi robić.. albo nie robić ,

Vincent
Vincent został nieco zbesztany za gadulstwo, co było dość zabawne, bo tylko przy niej i przy Nicku się głównie odzywał. Mruknął pod nosem, że przecież ma zamknięte oczy i umilkł.
Oddychał głęboko, powoli się oswajając z tym nowym rodzajem bliskości. Nie było to nic spektakularnego, ale jak dla niego to był co najmniej krok milowy. Przypominamy, że kiedy zrobiła coś takiego mała Vanessa, przeleciała przez pół baru.
Siedzieli tak w milczeniu, niemal medytując ( a w sumie to nie był pewien, czy Imari nie przycięła komara) gdy Edams delikatnie położył szorstką dłoń na jej. Nie było to łatwe, ale nie był osobą która zadowalała się łatwymi sukcesami. A teraz uspokajamy się i liczymy barany czy inne zwierzątka...

Imari16.08.2019
Nie zasnęła - ale było blisko! - ale jej oddech faktycznie był tak spokojny, że mozna sie bylo pomylić. Ruszyła się lekko, chyba zaskoczona, gdy oparł swoją dłoń na jej, podniosła na moment głowe, ale zaraz opuściła ją znów. Mruknęła coś cicho, ale chyba nie miało to żadnych słów. Odetchnęła głęboko. Vincent znów się spiął, była ciekawa ile tak wytrzyma zanim ucieknie.

Vincent
Imari coś znów pomruczała, na co w zasadzie niemal nie zwrócił uwagi, bo tak był skupiony na swoim " osiągnięciu" Cóż, innych jara awans w pracy a innych to, że nie rzucają Bogu ducha winnymi ludźmi o ściany.
Liczenie baranów czy czegoś tam innego żywego nieco go wyciszyło i znów mógł się skupić na ich medytacjach. Być może fakt, że to on trzymał jej dłoń, a nie odwrotnie, dawało mu pewne poczucie kontroli, co go też uspokajało. Dłoń Mercy była taka drobna i ciepła...to było całkiem... miłe

Imari
Uniosla głowe, wtuliła nos w jego skórę na barku.
- Przyda ci się ten krem do rąk - odezwala się mrucząco chwilę później, ale najwyraźniej nie przeszkadzał jej jego dotyk, bo się nie cofnęła. Przynajmneij tak mógł myśleć teraz Edams.

Vincent
Gdy Imari wtuliła nos w jego bark, poczuł coś jeszcze dziwniejszego niż wcześniej. Dziwne mrowienie przemknęło przez jego kręgosłup, a ramiona pokryły się gęsią skórkę. To było dziwne.
Tak w ogóle jakby teraz wkroczył Nicholas, to padłby chyba trupem. Edams z kobietą, wtuloną w jego plecy. I ta kobieta nadal żyje !
- Twoje dłonie są takie miękkie właśnie przez ten krem? - zapytał, nieco odwracając głowę w jej kierunku.
Większość wnętrza dłoni, posiekane było bliznami, na które krem nie pomoże, ale na resztę już powinien, co nie?

Imari
Gdyby on sam zobaczył się pół roku wczesniej w takiej sytuacji pewnie nie wierzył by ani trochę. Nie miała pojęcia za to, że zareagował gęsią skórką na jej zmianę pozycji. Nadal miała zamknięte oczy i po prostu.. odpoczywała. Nie przyzna tego przed nim, ale mimo wszystko.. dla niej tez było to dobre. Nawet jeśli miała świadomość, że Vincent zaraz może zwiać z krzykiem.. uspokajała się. Dawno tego nie czuła.
- Między innymi. I przez to, że mam.. inny typ skóry. Kwestia hormonów, płci - wyjaśniła, mrucząc dalej, bo nie chciało jej się podnosić głosu, tym bardziej gdy miał ucho blisko jej ust.

Vincent
No to fakt. W życiu by nie uwierzył, że przyjaciółka z dzieciństwa, tak na niego wpłynie. No i Nicholas też miał tu swój udział. Generalnie, przez ten rok, gdy tu był, sporo się zmieniło.
Wyczuwał w pewien sposób spokój, który emanował od kobiety i jemu się też udzielał. Nie chciał tego zmieniać. Czuł, że to jest...dobre i to nie tylko dla niego, ale też i dla niej.
Kiedy mówiła o swojej płci, przypomniał sobie dłonie Dolores. Nie było to miłe wspomnienie, biorąc pod uwagę, co nimi zrobiła.

Imari
- Spiąłes się znów.. - zauwazyła - Nie myśl za dużo. Po prostu.. siedź. Bądź. Oddychaj. Medytowałes kiedys..?

Vincent
Musiał to zrobić kompletnie podświadomie, na samo wspomnienie swojego oprawcy. W sumie to oprawczyni. Sama myśl, że to wszystko zrobiła mu właśnie kobieta, był dla niego podwójnie upokarzający.
- Jakoś nie miałem okazji - rzucił nieco sucho
Przymknął znów powieki, próbując się uspokoić. Mimowolnie zacisnął mocniej palce na jej dłoni.
- Staram się. - z pewnością nie był gotowy, by powiedzieć jej, dlaczego tak reagował. Skoro do tej pory nie powiedział Nickowi ( choć ten sam się domyślił) , to Imari tym bardziej musiała poczekać

Imari
Nie naciskala, nie chciała wiedziec obecnie o co może chodzić i jakie wspomnienia przywołały taką reakcję. To i tak był dla niego duży krok, że teraz tak siedzieli. Imari zamknęła się znów, umilkła i odpoczywała po prostu, nie sądziła, że będzie się tak dobrze z tym czuła.. To znaczy z jego bliskością.. albo moze jakąkolwiek bliskością? Ciężko powiedzieć.
- Może to tez ci pomoże.. poczytasz o medytacji jak bedziesz miał chwilę, ok? - znów zamknęła się, po protu siedząc. W końcu jednak wyprostowała się i cofnęła powoli dłonie.
- Trzeba wstać.. bo zaraz zasnę - jęknęła, przeciągajac się.

Vincent
Wyglądało na to, że urządzając Vincentowi terapię, Imari urządzała ją również sobie. Mogła skryć się w ramionach kogoś, kto jej nie moralizował, nie zadawał zbędnych pytań i nie zmuszał do "wzięcia się w garść".
Vincent pokiwał jedynie głową, na jej prośbę, by doedukował się w kierunku medytacji i siedzieli tak w milczeniu, póki Imari nie postanowiła tego przerwać. Z jednej strony czuł pewien rodzaj ulgi, z drugiej...chyba coś zupełnie odwrotnego. Generalnie to było skomplikowane.
- W porządku - wstał dość sprawnie i wyciągnął ku niej dłoń, by pomóc jej wstać.

Imari
Podciągnęła się na jego ręce i otrzepała tyłek.
- I jak było? - zapytała, przeciagajac sie jeszcze raz. Tak, to była terapia tez dla niej, poniekąd, choć nie sądziła, że tak właśnie bedzie i tak to na nią zadziała.. Vinc nie widział różnicy, nie wiedział, że to nie jest jej normalny stan i sam nie ogarniał wszystkiego na tyle, by jej mówić.. nawracać, próbować polepszyć sytuację czy cokolwiek innego. Nie potrzebowała tego.. przynajmniej według siebie.

Vincent
Jeżeli mógł jej tym pomóc, choćby nieświadomie, to czemu nie ? Obopólne korzyści.
- Nie było źle - powiedział szczerze i w sumie był zdziwiony tym, jak udało mu się z tym uporać. W zasadzie to nie mógł się doczekać kolejnego "treningu". Czuł, że tą metodą małych kroczków, w końcu coś się ruszy.
- Ty chyba też nie czułaś się źle - zauważył, bo to trudno było przeoczyć spokój, jaki jej dawała ta bliskość

Imari
- Nie, ja.. - zamilkła, jakby zaklopotana na moment - Nie, nie czułam się źle - ucieła to tak, koślawo i niezręcznie zupełnie, ale inaczej nie umiala.
- Cieszę się, że było ok. Mam nadzieję, że.. z czasem pomoże to też w kontaktach z innymi.. Bo dotyk jest bardzo ważny między ludźmi.. Nie wszystkimi, to jasne, ale.. to duża część komunikacji.

Vincent
- Wspominałaś kiedyś, że dotyk jest dla Ciebie ważny, ale przez to porwanie, nieco się to zmieniło - na jej nieszczęście miał bardzo dobrą pamięć. - Jeżeli pomoc mi, ma pomóc też Tobie, to chyba dobrze, prawda ? Wtedy oboje zyskujemy.
Jak zwykle do bólu szczery, nie myślący o owijaniu w bawełnę. Albo nie wiedzący, że czasem trzeba wyrazić coś mniej bezpośrednio.
Tym też sposobem zapewnił ją, że nie widzi w tym nic złego, że poczuła się dzięki temu lepiej. Bo czemu by miał ?

Imari
- Pamiętasz..? No cóż.. tak, tak było.. Dobrze mi się tu z tobą siedziało - uśmiechnęła się niezręcznie. Cóż, miało to swoje plusy i minusy, to jego podejscie.. wlasnie oberwala miusem. Ale nie było tak źle. Tak czy siak, wytrzymał i nie uwazał, ze to okropne i ma sie do niego wiecej nie zblizac, a nawet wydawało jej się, że w neiktorych momentach mial z tego jakąś przyjemnośc, nawet jesli nie iwe jak to tak wlasciwie czuć.

Vincent
No. Skoro jej się dobrze siedziało, a on to jakoś przeżył, to każdy był zadowolony. On miał swoją terapię, ona swoją, wilk syty i owca cała.
- To... Chyba na tyle dzisiaj z tej terapii. Mamy chyba Pearl Harbor do przerobienia. - zszedł z krępującego ją tematu i zapewne udali się na górę, gdzie wrócili do nauki historii względnie współczesnej.
I tak mijały kolejne dni marca, wypełnione nauką, treningami i zadania dla Rebeliantów. Co do "terapii", nie zawsze mieli na nią czas, ale widać było pewne postępy. Powiedzmy. Nie reagował nerwowo na przytulenie, wręcz wydawał się wtedy wyciszać, ale wszystko wykraczające poza to ( o ile Imari to uczyniła) sprawiało, że cały się spinał. Twarz była w ogóle rejonem newralgicznym, co do reszty miejsc, wątpimy by Imari je sprawdzała.
Tymczasem, ciekawość Vincenta poszła niestety o krok za daleko. Okazało się bowiem, że ciekawość, to czasami pierwszy stopień do piekła. Zgłębiając zagadnienie wpływu fizycznej bliskości na psychikę, po nitce do kłębka, trafił na temat czysto... fizyczny. Ten, który wywoływał u niego, minimum, drgawki. A że internet pełen jest pułapek, kliknął w link za dużo. Co się zobaczyło ( i usłyszało) to się nie odzobaczy, więc na kolejnych zajęciach, siedział nieco otępiały. Biedny Vincent

Imari
Nie miała pojęcia, że Vinc wpadł w takie tematy i linki, a potem napatrzył sie na rzeczy, na ktore nie powinien. Nie miala tez pojecia jakie jest jego pojmowanie tych spraw około seksualnych..
- Jestes rozkojarzony - zagadała w końcu,w idzac ze nie moze sie skupic.
- Cos sie stalo?

Vincent
Nie dość, że młody Edams miał raczej traumatyczne przeżycia okoloseksualne z AlterGen, to jeszcze teraz zrysał sobie dodatkowo psychę, wchodząc (hehe) tam gdzie nie powinien. Chyba to Vanessa będzie musiała zadbać o dalsze przekazywanie genów, bo Vincent ani myślał, kiedykolwiek się za to zabrać dobrowolnie.
- Emm...- mruknął, nie patrząc na Imari. - Tak jakby.
Podrapał się po policzku, w akcie zakłopotania.
- Odkryłem znaczenie przysłowia " ciekawość, to pierwszy stopień do piekła " - odchrzaknął i by uniknąć kolejnego pytania, uznał, że będzie mówił dalej
- Po zgłębieniu tematu medytacji, zacząłem czytać o wpływie bliskości fizycznej na ludzką psychikę. I... Uznałem, że po książkach, najwięcej informacji znajdę... na necie. - wciąż nie patrzył na Imari, najwyraźniej zażenowany.
- Materiały "edukacyjne" nie przypadły mi do gustu, jak już się domyślasz - czy jego uszy właśnie poczerwieniały ?

Imari
Parsknęła, czerwieniejąc, słysząc co jej wlasnie mówił. Naprawdę... czeka ich taka rozmowa? Tego się nie spodziewała. Schowała twarz w dłoniach na moment, ramiona jej zadygotały. Dawno, naprawdę dawno się tak nie śmiała. Uśmiechac, prychnąć, tak. Ale nie śmiać się tak, jak teraz. Bo mało brakowało, a wybuchnęła by śmiechem,. Podniosła w końcu na niego wzrok.
- No dobrze.. czyli trafiłes na pornografię.. Jej.. nie wiem czy to jest dobry moment na takie rozmowy.. - znów schowała twarz w dłoniach. - Może powinnam zawołać Nicholasa..

Vincent
Jemu tam wcale nie było do śmiechu. Dla niego to było co najmniej ohydne. Tak, to dobre słowo. Czuł się po prostu zniesmaczony. Tym co znalazł rzecz jasna, nie zachowaniem Imari.
- Tu serio nie ma o czym gadać - westchnął, widząc jak ta parska ze śmiechu. Widać ją to w jakiś sposób bawiło, a on po prostu tego żarciku nie rozumiał.
- Zwyczajnie nie rozumiem czemu proceder tak upokarzający i odpychający, mający służyć jedynie procesowi reprodukcji, może być jeszcze filmowany dla zysku i oglądany przez miliony użytkowników sieci. Albo uprawiany dla "przyjemności" - skrzywił się, przewracając stronę ćwiczeniówki
Cóż, ich zdania na temat seksu, były na dwóch różnych biegunach

Imari
- bo to.. jest przyjemne. Gdyby nie było, ludzie pewnie już dawno by wygineli.. Po prostu.. w takich filmach wszystko jest przesadzone zwykle i eksagerowane tak, że może się wydawać ohydne.. do tego dochodzą fetysze i tak dalej.. - starała się to tłumaczyć spokojnie i bez śmiechu, ale było ciężko. Ma razie nie pomyślała p tym, czy Vincent ma jakieś własne doświadczenia w tym zakresie, które mogą wpływać na jego zdanie.

Vincent
Chłopak podniósł spojrzenie znad ćwiczeniówki i spojrzał na kobietę, z co najmniej powątpiewaniem. Czyli ona też była w tej sekcie wielbicieli tego niesmacznego procederu ! Ha-tfu !
- Emmm... Nie jest ? Poza tym zwierzęta nie odczuwają " przyjemności" z procesu reprodukcji i jakoś nie wyginęły, o ile ludzie im w tym nie pomogli - westchnął znowu - No ale załóżmy, że każdego kręci co innego - wzruszył ramionami, wracając spojrzeniem do książek. Tych o historii, bo innych tu nie było i dzięki Bogu.
Nie musiał się na szczęście tym martwić. Nikt go przecież nie zmusi, do przekazania genów ( póki co), więc nie musiał się dodatkowo denerwować procesem, w którym się to działo

Imari
- odczuwają. Delfiny, któreś małpy.. nie pamiętam które. A poza tym to instynkt. Jeden gatunek malp uprawia seks na zgodę na przykład - przechyliła sie przez blat, położyła dłoń na książce ktora mial w ręce.
- są ludzie, którzy nie odczuwają.. potrzeby uprawiania seksu i tak dalej, by budować romantyczną relację z drugim człowiekiem. Ale to zdecydowana mniejszość - chyba chciala cos dodać, ale puściła książkę i wyprostowała sie.
- dobrze, może wrócimy do tego tematy kiedys..

Vincent
Vincent nie dawał za wygraną. No po prostu mu się to kłóciło kompletnie z logiką, którą miłował bardziej, niż reszta ludzkości pornografię.
A tak w ogóle, seks na zgodę ?! To w ramach kary?! Jezu.
- No dobra, nich będzie że któreś małpy. Ewolucyjnie jesteśmy wyżej. - sarknął - I w ogóle jaka przyjemność, oni się tam wydzierali, jakby im się działa krzywda - och, chyba trafił w bardzo bardzo złe rejony internetu. A jego osobiste doświadczenie też miłe nie było, więc wizja świata dążącego ku samozagładzie, aż sama się w głowie układała.
Kolejne słowa, to już był dla niego kompletny szyfr, więc tu już się poddał.
- Nie mam pojęcia, o czym mówisz - westchnął i zgodnie z jej życzeniem, przewrócił stronę i zajął się już historią współczesną.

Imari
Znów schowała twarz w dłoniach, potarła oczy palcami.
- wiesz, że to też jest forma okazywania uczuć miedzy osobami, które są w związku, prawda? Nie jesteś głupi, czytasz książki, pełno tam jest o miłości. Nawet w tych historycznych.

Vincent
A jednak wrócili do tematu, Imari postanowiła stawić czoło temu tajfunowi sceptycyzmu.
- Tak, wiem. Tak, czytałem. Co nie zmienia faktu, że nie rozumiem. - odpowiedział cierpliwie - W AlterGen skupili się na stłumieniu i wyeliminowaniu w Obiektach odczuwania emocji. Skoro nie odczuwam czegoś takiego jak radość czy smutek, to nie oczekuj, że zrozumiem fenomen romantycznej miłości i związanych z tym...- odchrzaknął - "atrakcji" .
Tak, to była ironia. Wcale nie uważał tego za atrakcje, co najwyżej za karę na grzechy.
- Ale hej! - przypomniał coś sobie - Pocałunki wydają się spoko. Co prawda niezbyt higieniczne, ale nie wygląda to strasznie. - i jakby nigdy nic, wrócił sobie do zgłębiania tajemnic historii współczesnej.
Biedna Imari. Edams nie miał pojęcia, że ten temat może być dla niej aż tak krępujący. Ktoś kiedyś musi go trzepnąć za to w łeb, na przykład taki Nick

Imari
- nie sądzisz, zw coś w tym musi być skoro skupia się na tym Tak duża ilość... wszystkiego? Ludzi, czasu, historii, książek, filmów, mitów.. - zapytała jeszcze. Może musi porozmawiać z Nikiem?

Vincent
Wzruszył ramionami.
- Może coś jest. Nie wiem i w tym życiu raczej nie będzie mi dane to zrozumieć. - skazy na psychice, były równie widoczne jak blizny pokrywające jego ciało.
Och, oby tego nie zrobiła. Chłopak mógłby się zdenerwować, bo już miał kiedyś wykładzik na ten temat z Grenvillem i nie skończył się dobrze.

Imari
Raczej chciała Nicholasa podpytać o co nieco względem Vincenta, moze wiedział więcej... Ale pewnie się na to nie zbierze.
- dobrze.. wracamy do nauki. Możemy przesiąść się an kanapę i mi poczytasz? Coraz lepiej Ci to idzie. A mnie tyłek boli od tych krzeseł

Vincent
W sumie dobrze, że zeszli z tego tematu. On się nie irytował, ona bardziej się nie zawstydzała.
Tak więc usiedli na kanapie. Vincent rozsiadł się wygodnie i zaczął czytać na głos. Szło mu to coraz lepiej, choć przez jego upośledzenie emocjonalne, czy jak się już dowiedział "anhedonię", nie było to słuchowisko godne Rozenka czy Krystyny Czubówny. No ale grunt, że już się nie jąkał, czytał płynnie i dość sprawnie

Imari
Usiadła obok niego i oparła się ramieniem o Vinca. Zerkala na książkę, ale szybko przestala, słuchając jak czyta. Szło mu to coraz lepiej.
- hej - przerwała mu w końcu - próbowałeś kiedys robic pranki ze swoją mocą? Szturchać kogos w ramię i tak dalej?

Vincent
Kiedy oparła się o niego ramieniem, przez głowę przeszła mu straszna myśl. A co... jeżeli te wszystkie treningi i ta cała "terapia" mają dążyć do finału w sypialni. O nie. I co wtedy ?! Czy będzie wtedy możliwość odwrotu?
Znaczy, ufał jej. I jeżeli już by musiał, to wolałby, by to się odbyło z nią, bo wiedział, że celowo mu krzywdy nie zrobi. Ale jednak...
Tym bardziej zdziwiło go jej następne pytanie.
- Nie, po co ? - uniósł brew, znów nic nie rozumiejąc.
Poczucie humoru? Zapomnij!

Imari
- nie spinaj się, czytaj, skup się na tym. - rzuciła.
- jak to? Dla zabawy. Zrobienia żartu.

Vincent
Seriously? Uważała, że Vincent jest w jakikolwiek sposób pojąć sens żartu, skoro nie był w stanie się nawet uśmiechnąć od lat ponad siedmiu ? O naiwna !
- Nie. Wcześniej jakoś nie było okazji - zrobienie żarciku takiej Dolores. Jedynym jaki uczynił, to jej spierdolił z laboratorium. Hehe.
- Za miesiąc będę pełnoletni według prawa. To chyba nie jest dobry moment na próby robienia innym żartów - spojrzał na nią.
Jakoś nie potrafił sobie wyobrazić, jak ona płata komuś figla

Imari
- No tak, od tego czasu już w ogóle nie można żartowąć. To zabronione. Nielegalne - mruknęła i wrócila sporjzeniem na książkę, chyba tracąc siły na dalsze zmagania w dniu dzisiejszym.
- Czytaj czytaj.

Vincent
Och. Chyba się zirytowała. No cóż, wystarczająco dzisiaj nadwyrężył jej cierpliwość i zdolności negocjacyjne. Co prawda nie zdawał sobie sprawy, jak bardzo, ale jednak chyba coś tam rozumiał. Czytał przez chwilę, by przyszedł mu do głowy pomysł, jak nieco załagodzić jej spadek nastroju.
- Chcesz się przytulić? - wypalił i nim w sumie odpowiedziała, objął ją ramieniem. Mogła się oprzeć na jego torsie, czy gdzie tam jej było wygodnie. I czytał dalej.
- Egalitaryzm jest to pochodzący od francuskiego słowa „egalite”, czyli „równość” pogląd społeczno- polityczny uznający zasadę równości ekonomicznej, politycznej i społecznej wszystkich obywateli, jako podstawę sprawiedliwego ustroju społecznego....- czytał dalej jak gdyby nigdy nic

Imari
Nie spodziewała się tego po nim, zupełnie. Ani trochę. Czyżby czegoś się uczył? A może po prostu uczył się jej? To zawsze coś.. robił coś dla innej osoby, co sprawi, że ta osoba będzie czuć się lepiej. Ciekawe. Po chwili zdziwienia oparła się na Edamsie i objęła go tak, żeby wygodniej im się siedziało. Wsłuchała się w jego głos, który brzmiał trochę inaczej, rezonując z jego klatki piersiowej. Uspokajało ją to.
- Szybko się uczysz - mruknęła w końcu - Jeszcze niedawno ledwo dukałeś słowa.

Vincent
Po tych całych rewelacjach, z odkrywaniem ciemnych stron internetu, bliskość Imari była dla niego w pewien sposób kojąca. Jakby podświadomie wiedział, że kobieta nie zrobi mu krzywdy. No i umówmy się, nie wiemy, co by musiała zrobić Imari, by go obezwładnić. Chyba musiałaby wpierw naszprycować go chloroformem, zaraz potem mutazyną i przykuć go kajdankami do kaloryfera
- Gdyby nie Twoja pomoc, nadal bym dukał - nieświadomie zdobył się na komplement.
A potem stało się coś, co się nie stało od lat siedmiu i jak Mercy to ominęła, to wielka szkoda. Kącik jego ust, uniósł się nieznacznie ku górze, dosłownie na chwilę, nawet on sam tego nie zanotował.
- Egalitaryzm występował już w dziełach przedstawicieli renesansu m.in. Tomasza Morusa i Tommaso Campamelli,...

Imari
Nie spodziewala się, że zrobi coś takiego, sam z siebie, bez specjalnego zachęcania. To była jego inicjatywa.. i spodobało jej się to. Zmieniał się, choć nawet nie widział. Pewnie mocno by zaprzeczał, gdyby mu to uświadomić. Dlatego nie zamierzała nic mówić na ten temat, zamiast tego poruszyła sposób w jaki czytal.
- Być może. Ale masz w sobie dość samozaparcia, by ćwiczyc samemu. Jestes strasznie uparty - stwierdzila. Co w sumie tez było komplementem.
i, neistety, wtulona w Edamsa kompletnie nie wiedziała, że ten prawie się uśmiechnął. Prawie to bardzo dużo przy nim. Stłumiła ziewnięcie.
- Zasnę, jak będę cię tak słuchać, wiesz?

Vincent
Och tak, bez wątpienia był uparty jak osioł. Brał wszystko na śmiertelnie poważnie i nieważne czy chodziło tu o ucieczkę ze strzeżonego laboratorium, walkę z oprawcą, czy wkuwanie historycznych dat z czytaniem na głos. Z jednej strony było to dobre, bo szybko nadrabiał braki ( jeszcze w czerwcu poprzedniego roku, nadrabiał wiedzę z podręczników małej Vanessy...), z drugiej nie pozwalał sobie na błędy czy ustępstwa.
- To dobrze, czy źle ? - zagadnął, przekrzywiwszy nieco głowę w jej stronę.
Dziwne. To, że jej twarz była tak blisko, nie było aż tak paraliżujące jak kiedyś. W zasadzie już mu to nie sprawiało dyskomfortu.

Imari
Dla niej było to tak naturalne, że czasem nie zwracała uwagi, na rzeczy, które dla Vincenta były ogromnym skokiem w przód. Jak teraz. Dojdzie to do niej pewnie później, ale też ją ucieszy.. Tylko z opóźnieniem, jakkolwiek to brmzi.
- To zalezy. Będzie ci ot przeszkadzać czy nie? - zapytała, poprawiajac się trochę, by ulozyc sie wygodniej.

Vincent
Pokręcił przecząco głową, ale delikatnie, by przy okazji nie trzepnąć Imari w skroń. W końcu była dość blisko.
- Nie, raczej nie. - to chyba dobrze świadczyło o nim. Bo jakby tak pomyśleć, normalny człowiek nie uśnie w obecności kogoś, komu niezbyt ufa.
- W moim pokoju jest łóżko, byłoby ci pewnie wygodniej...
O nie. Sam to proponował. TERAZ TO NA BANK TO OPATRZNIE ZROZUMIE.
- ...z-znaczy wiesz, wyciągniesz się i w ogóle, ja będę gdzieś obok. - mimo zachowania poker face, miał wewnętrzny panic mode

Imari
- Nie będe ci się pakować do łóżka, tu jest całkiem ok - zapewniła go, bo wyczuła tę wewnętrzna panikę i nie chciała się do tego przecież dokładać. Miała mu pomóc, nie dodawać traumy, choć to drugie robił skutecznie sam, oglądając filmiki, których widzieć nie chciał.
Po drugie, uważała czyjeś łóżko za jego prywatne miejsce. Takie bardziej prywatne niż własny pokój. Nie chciała mu się tam tez pakować w brudnych ciuchach (jakkolwiek by t onie brzmiało w sumie.. ), bo powinien wymienić posciel i tak dalej i w ogóle.. A poza tym, tak na dokładkę, to wcale nie chciało jej się ruszać. O.

Vincent
On się autentycznie sam wykończy psychicznie. Gdyby tylko mógł cofnąć czas, z pewnością nie wpadłby na ten idiotyczny pomysł i nie szukał dodatkowych informacji w internecie.
- Jeżeli tak, to okej - mruknął, stwierdzając, że tętno, to on ma powyżej granicy przeżywalności przeciętnej jednostki.
I zamilkł, pozwalając Imari na drzemkę. A jeżeli ona przysnęła, to on też zaczął robić się nieco senny. Jej spokojny, głęboki oddech i nadmiar wrażeń, z dnia poprzedniego sprawiał, że i jemu powoli oko przemykało..m

Imari
Imari przysnęła, wsłuchana w jego oddech, prawie pewna, że Vincent bedzie sie uczyl, tak po prostu. Akurat przy nim nie bała się głupich pomysłów, bo jakie mogły by być? Nie zadawał tez ciężkich pytań... to znaczy nie takich, których się mogła spodziewać przez swój stan. To było wygodne. Poza tym, czuła się niejako bepziecznie... tak po prostu. Przysnęła więc, wtulając się w niego bardziej, nieświadoma już tego, że Edams może poczuć się gorzej. Ani tego, że w sumie to sam przysypiał. Musieli wyglądać teraz świetnie, gdyby ktoś ich przyłapał....

Nick
Jako że Vincent potrzebował kogoś, kto pomoże mu w nauce a nie chciał się uczyć z jego córką, Nicholas nie miał nic przeciwko, by jego "nauczycielką" została kobieta z bractwa. Bowiem jak się okazało, ta dwójka najwyraźniej się znała. A przebywając tutaj, była także bezpieczna. Bo jaka krzywda może się jej stać, skoro obie organizacje mają podpisany pakt współpracy?
Młodzi zamiast siedzieć w pokoju Vincenta, siedzieli w salonie wspólnym. Nicholas schodząc na dół, zajrzał do młodych orientując się, że jest za cicho. Gdy się zbliżył, dostrzegł coś niesamowitego. Vincent i Imari nie tylko spali, ale i byli do siebie jakby wtuleni. Uśmiechnął się kącikiem ust i wycofał do kuchni, aby przygotować im wieczorny posiłek, zwany kolacją. Przy czym wstawił wodę by zrobić im także herbatę. Jeżeli wciąż spali, przyniósł im zrobione kanapki jak i herbatę na tacy, stawiając na stoliku sąsiednim. Nie chciał ich budzić. Wrócił więc do ogarnięcia kuchni.

Vincent

Vincent nie spał, był co najwyżej w trybie czuwania. Mimo to, zanotował pewną nieprawidłowość, dopiero gdy usłyszał odgłos kroków i cichutki brzęk talerza z kanapkami, kładzionego na blat.
Skoro Imari spała wtulona w niego, to musiał być ktoś inny.
Otworzył gwałtownie oczy, dokładnie w momencie w którym Nick postawił talerz z kanapkami. Niemal z automatu się wyprostował, bo zjechali do pozycji półleżącej.
- Nick - pewnie normalny nastolatek, by coś się tłumaczył, że to nie tak jak myślisz, my się uczyliśmy i nam powieka opadła. I pewnie by się zaczerwienił, jakby go przyłapano, co najmniej, bez spodni.
No, ale to był upośledziuch umysłowy.
Tak więc nic nie powiedział, bo nie wiedział co

Imari

Ona znów pewnie nie słyszała by niczego, jakos dobrze jej się spało. Może dlatego, ze ciężko jej bylo zasypiać i mało spała normalnie. Obudził ją dopiero ruch Vincenta. Podparła sie na nim, spojrzała naokoło, zatrzymała wzrok na Nicholasie.
- herbata..? - zapytała wpół przytomna jeszcze. - ktora godzina..? - Nick w sumie mógł zobaczyć, ze Edams robi postępy w swojej nauce, nie tylko historii czy innych rzeczy, ale też tego, co w sumie najważniejsze - emocji, uczuć, zaufania..

Nicholas
Nicholas nie chciał ich budzić, ale widocznie nawet najmniejszy hałas filiżanek czy talerzy, potrafił wybudzić drzemiącego chłopaka. Wstydzić się młody nie miał czego. Choć naturalnie, że młodzi chłopcy w jego wieku czy w zbliżonym, zaczęliby się tłumaczyć. Nie sądził, by i on tak się zachował. było to przecież po nim widać.
Nie odpowiedział młodemu, tylko posłał mu lekki uśmiech zdumienia jego postępami, że przekonuje się to ludzkiej bliskości, dotyku i okazywaniu emocji. W tym samym też czasie przebudziła się jego mentorka.
- Tak.
Odpowiedział potwierdzająco, po czym przy kolejnym pytaniu spojrzał na zegarek.
- Przed dziewiątą.
Wieczór późny. Przesiedzieli długie godziny nad nauką co ich oboga zmęczyło.
- Zróbcie sobie przerwę i dokończycie jutro albo innym razem. Przyniosłem Wam także kanapki.
Zaproponował. Życie młode i długie, niech się także oszczędzają. Jeżeli zaś pytań nie mieli, Nicholas postanowił się wycofać, by im nie przeszkadzać.

Vincent

Spojrzenie Nicholasa, pełne zdumienia, w jakiś sposób go poirytowało. Jeżeli potem mu urządzi wykładzik o tym, że to wspaniałe, że się tak otwiera i w ogóle, to chyba mu strzeli. Nie zrobił tego dla siebie, tylko dla Imari, którą z własnej głupoty zdenerwował. I w ogóle po co on tyle o tym rozmyśla, nie zrobił nic złego.
- Ee... dzięki - mruknął, bo w sumie to był głodny, jak już się dobudził.
Jeżeli Mercy nie zatrzymała Nicholasa w żaden sposób, to ten wyszedł a Vincent sięgnął po kanapkę, dziwnie milczący. To jednak było trochę krępujące, mimo że tak naprawdę nic strasznego się nie stało.
Po bardzo niezręcznej kolacji, każde poszło w swoją stronę

/zt
[Profil]
  [0+]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,11 sekundy. Zapytań do SQL: 5