Zaczynała się coraz bardziej przyzwyczajać do tego miejsca. Nie było idealne, ale ostatecznie nie było też aż takie złe. Na plus zdecydowanie była duża powierzchnia obiektu. Matilde miała tutaj sporo przestrzeni i w każdej chwili mogła się gdzieś zaszyć. W dodatku Bractwo nie liczyło już aż tak dużo ludzi jak na początku, dzięki czemu nie było tutaj tak tłoczno. Chociaż wiedziała, że paskudnie było myśleć o tym w tego typu kategoriach, to nie potrafiła nic na to poradzić. No bo hej. Była przecież sobą. Była tą samolubną Matilde Wallace. To w pewnym sensie było jakimś usprawiedliwieniem. Prawda?
Tego dnia Wallace postanowiła wreszcie zrobić coś produktywnego. Nie, daleko jej było do zabrania się za któreś z zadań, które przeznaczyła jej Irmina. Wallace nie miała zamiaru tego robić. Niby była tą całą wolontariuszką, ale tylko dlatego, że nie było rangi przeznaczonej dla niej. Chyba musiała o tym pogadać z Hopperem. Ale to potem. Teraz jednak nie miała zamiaru zaprzątać sobie głowy tym, czego wymagała od niej Irmina. Po prostu robiła swoje. A tego dnia… tego dnia postanowiła zrobić pranie. Postawiła więc kosz ze wszystkimi ubraniami znalezionymi w swoim pokoju, po czym zaczęła rozdzielać je na dwie grupki. Białe rzeczy (których było stosunkowo mało bo zarówno ona jak i Hopper woleli ciemne rzeczy) i kolorowe. Była w połowie segregowania, kiedy usłyszała jak drzwi do pomieszczenia się otwierają. Matilde bezwiednie obróciła głowę przez ramię.
Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.
support/rozwój mocy innych
60%
Trener
name:
Imari Blanc
alias:
Tara/Marceline Hopper
age:
26
height / weight:
173/48
Wysłany: 2018-08-01, 11:15
Podróżnik w czasie
1 Rok na Giftedach!
2 lata Giftedów!
Pranie dopadlo i Imari, co prawda nie myślała o braku tłumów w kontekście takim, jak Wallace, alle na pewno cieszyła się z dużej przestrzeni dostępnej teraz dla calej grupy. Nie musieli dusić się w ścisku co mogło prowadzić do konfliktów i w ogóle mało miłych rzeczy.. Ale że Imari była Imari, to na pewno nie myślała o tym w kontekście "to dobrze, że juz nie ma tyle osob". Bo inaczej zwyczajnie nie byłaby sobą. Jak zacznie tak myśleć, to możecie sie zastanawiać kto ją podmienił i co zrobił z oryginałem.
- Hej - uśmiechnęła się do Matilde, gdy weszła do środka ze swoją porcją prania. Obecnie mieszkała sama co nie przeszkadzało jej specjalnie.
- Jak Will? - ona nadal nie czuła się wybitnie po tym co zrobiła, przynajmniej fizycznie, bo oczywiście, że była zadowolona. Jak zwykle jednak patrzyła raczej na wszystkich naokoło, a nie na siebie.
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
Napotykając wzrokiem na twarz Imari, Wallace na przywitanie skinęła głową, jednocześnie posyłając blondynce naprawdę szeroki uśmiech. To zdecydowanie nie było do niej podobne. Matilde nie była tego typu człowiekiem, nigdy nie była promyczkiem, ale nie mogła nic poradzić na to, jak bardzo szczęśliwa była od kilku dni. Mimo, że gdzieś z tyłu głowy wciąż pozostawał strach, że być może to wszystko nagle runie, ale z każdym upływającym dniem coraz bardziej oswajała się z myślą, że wszystko się dobrze skończy.
– Hej – entuzjastycznie odpowiedziała na to przywitanie. Rany, ona naprawdę była w dobrym humorze. To się nie zdarzało… nigdy. A jednak.
– Och, jak to on. Potwornie zajęty. – mruknęła z przekąsem. Doskonale zdawała sobie sprawę o co pytała Imari, ale nie potrafiła sobie oszczędzić tego komentarza. Matilde wrzuciła białe ciuchy do pralki, po czym nalała płynu i ją nastawiła.
– Właściwie od razu chciałam z Tobą porozmawiać, ale domyślam się, że potrzebowałaś dużo czasu by do siebie dojść po czymś takim – Matilde oparła się pośladkami o pralkę, po czym przygryzła policzek od środka. Po raz kolejny miała robić coś co kompletnie nie było w jej stylu, ale… czy to w ogóle miało dla niej jakieś znaczenie? Nie. Właściwie to robiła to z przyjemnością.
– Wiem, że zrobiłaś to dla swojego brata, ale… cholernie ci dziękuję.
Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.
support/rozwój mocy innych
60%
Trener
name:
Imari Blanc
alias:
Tara/Marceline Hopper
age:
26
height / weight:
173/48
Wysłany: 2018-08-01, 12:39
Podróżnik w czasie
1 Rok na Giftedach!
2 lata Giftedów!
Matilde jak ten promyczek słońca, co nie zdarzało sie nigdy, a jednak. Mogła jej nie znac za dobrze, ale wiedziała o tym.. Ale to był przyjemny widok. I przyjemne uczucie - mieć świadomość, że komuś tak bardzo poprawiło się humor.. A komuś innemu podarowało więcej życia.. Dziwne, właściwie. Nie oswoiła się z tym do końca, bo nie wiedziała jak.. że to ona miałaby mieć wplyw na dlugość i jakość czyjegoś życia.
- Tak, nigdy nic dobrego z tego jego zajecia nie wychodzi - parsknęła, stawiając kosz z kolorowymi ubraniami. Atak, Claire.. coż.
- Uhm.. Tak, właściwie dopiero wczoraj wyszlam z pokoju, musiałam porozmawiać z Simonem - czyli wlaściwie trzy dni leżała plackiem w pokoju i nie ruszała się z niego za bardzo, zapewne zlożona migreną i nie tylko. Coż, to nie były najlepsze trzy dni jej życia i pewnie momentami żałowała, ale wiedziała teraz, ze nie bylo czego.
- Ehm, nie masz czego.. to znaczy.. - wzruszyla ramionami, nie potrafiąc dokończyć. Jasne, czuła sie jak gówno. Ale zrobiła by to jeszcze raz. I dla kogoś innego też. Jeśli chodziło o ratowanie życia swoją mocą.. to dlaczego mialaby tego nie zrobić.
Wygladała jak wieszak nieszczęścia. Chuda, z podkrążonymi oczami i lekko zapadniętymi policzkami, dość blada.. Wykończyła się ta akcją, wyraźnie.
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
– To zadziwiające. On naprawdę się stara, ale ostatecznie całkiem chujowo mu wszystko wychodzi – mruknęła, odpowiadając blondynce uśmiechem. Okej, może ten tragizm Williama Hoppera nie powinien być taki zabawny, ale… nie mogła sobie tego odmówić. Po prostu dobrze tak było sobie pogadać o Hopperze z kimś kto go zna. Jeszcze lepiej byłoby na niego ponarzekać, ale na to przecież też przyjdzie czas. Teraz miały ważniejsze rzeczy do obgadania. W dodatku wciąż czekała na nią sterta kolorowego prania. Matilde wsadziła stosik do kolejnej pralki, by ostatecznie nacisnąć ten jeden przycisk.
– Dało ci to w kość, huh? – odezwała się po chwili, bo nie wiedziała co innego mogłaby powiedzieć. Rozumiała jak nikt na czym polegały skutki uboczne używania mocy i jedyny sposób na przeżycie tego piekła to po prostu przeczekanie. Wallace przez krótką chwilę zastanawiała się, czy jej magiczne dłonie byłyby w stanie nieco pomóc Imari w poprawie samopoczucia, ale po raz kolejny jej super potrzebna moc wydawała się niezwykle bezużyteczna jeśli chodziło o choroby wywołane przez mutację.
– Widzę, że Simon ostatnimi czasy ma urwanie głowy, sama się próbuję do niego wybrać, ale jakoś… – nie dokończyła, tylko wzruszyła ramionami. Jakimś cudem nigdy nie było jej po drodze.
– Słuchaj, przez ostatnie dwa miesiące jedyne o czym myślałam to ten cholerny zegar, który odliczał nam czas, a ty nie tylko zatrzymałaś ten zegar, a jeszcze znacząco przesunęłaś wskazówkę. Mam u ciebie dość spory dług, Imari – po raz kolejny nie przywykła do wypowiadania tego typu słów, ale nie miała zamiaru udawać, że nic się nie stało. W tym momencie miała też nieco lepszy widok na Imari i cóż.. dziewczyna naprawdę wyglądała fatalnie. W tym momencie Wallace naprawdę chciałaby jej pomóc, ale nawet nie wiedziała jak. Nie była dobra w takie rzeczy.
– Nie sądzę, by to zadziałało, ale mogę spróbować cię wyleczyć moją mocą. Normalnie bym tego nie proponowała, więc to jednorazowa oferta - i po wypowiedzeniu tych słów, Matilde wysoko wzniosła brwi.
Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.
support/rozwój mocy innych
60%
Trener
name:
Imari Blanc
alias:
Tara/Marceline Hopper
age:
26
height / weight:
173/48
Wysłany: 2018-08-02, 14:54
Podróżnik w czasie
1 Rok na Giftedach!
2 lata Giftedów!
- Tak, to chyba najgorsze, hm? - stara się, a potem i tak wszystko bierze w łeb. Na co mu ten super mózg, super umiejętności, skoro i tak wszystko się pieprzy? Ciekawe. Może po prostu tak miałoby być, czasem.. los robi dziwne rzeczy. Imari ciężko byłoby nie wierzyć w los, przeznaczenie czy jakkolwiek to nazwać. Czasem rzeczy po prostu miały bądź nie miały się zdarzyć i każda była "po coś".
Wzruszyła ramionami na jej pytanie i zaczęła przerzucać pranie do pralki. Dało. Mocno. Dlatego się nie ruszała te trzy dni, a najchetniej i następne trzy tez, ale nie mogła.
- Tak, poprosił mnie o dołączenie do Trenerów, żebym mogła pomóc innym rozwijać ich moce - odpowiedziała, to nie była żadna tajemnica w końcu, a jej umiejetnosci miały sie przecież przydać, wiec nie zamierzała tego kryć.
- Dług? - uniosła brew i spojrzała na nią ,odkładając pusty kosz z praniem na stolik na środku pomieszczenia - To nie żaden dług. Robię to, co umiem, bo.. tak działa moja moc. Tyle. To nie jest kwestia przysług za pomoc - pokręciła głową, bo to nie było w ogóle tematem do dyskusji. Co Tilda sobei wyobrazala, ze zrobila to po coś? Za coś? Za dług, za przysługę, za "kiedyś cię o coś poprosze i to spełnisz"? Sprawiło, że poczuła się.. źle. Jakby naprawdę miala coś takiego zrobić. A przecież nigdy nie robiła tego dla jakichkolwiek profitów, a po prostu dlatego, że umiała.
Nasypała proszku i płynu do płukania, odwróciła się do Matilde z ręką na drzwiczkach pralki.
- Dlaczego miało by nie zadziałać? - nie wiedziała dokładnie jak jej moc działa w końcu.
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
– Współczesny Syzyf, huh? – dopowiedziała jeszcze z cieniem cynicznego uśmiechu, ale mimo wszystko coraz bardziej jej było żal Hoppera. Do czego to doszło? Chyba nigdy nie sądziła, że coś takiego będzie miało w ogóle miejsce.
– Och, z pewnością się tu przydasz – mruknęła, przetwarzając pewne informacje w myślach. Co prawda tak czy siak miała pogadać z Simonem, ale co jej szkodziło zaryzykować..? – Dużo wiesz o mocach? – zagadnęła jak gdyby nigdy nic. Właściwie to nawet i miała kilka pytań, nie wiedziała jednak, czy powinna . Z pewnym powodów nie chciała, by te rzeczy trafiły do Williama.
– Nie miałam zamiaru cię urazić – powiedziała niemal natychmiast, marszcząc brwi. Ah, cudownie. Znowu jej tak zajebiście szło przy tych relacjach międzyludzkich. A przecież jedyne czego chciała podziękować i dać do zrozumienia, że blondynka w razie czego może na nią liczyć. Co mogło pójść źle? Najwidoczniej dużo.
– Po prostu ludzie, których znam… Ludzie ogólnie… Tak, wiem – bezinteresowna pomoc innym i te sprawy – zaczęła się plątać, bo robiło jej się coraz bardziej głupio i nie wiedziała jak dokładnie powiedzieć to co ma na myśli. Nieco rozgoryczona Wallace westchnęła. Super. Kochała takie sytuacje.
– Rozumiem, że niczego nie oczekiwałaś ani nie oczekujesz w zamian – zacisnęła usta w cienką linijkę, by wziąć głęboki oddech. – Po prostu to co zrobiłaś ma znaczenie i chciałam byś wiedziała, że jeśli będziesz potrzebować pomocy to… no. To co próbuję powiedzieć to po prostu dziękuję, ale jak widać nie jestem w tym najlepsza.
Ostatni raz chyba była tak zmieszana kiedy Imari nakryła ją i Willa na dość jednoznacznej sytuacji. Och, super. Matilde musiała sobie akurat teraz o tym przypomnieć, bo czemu nie.
– Nie jestem pewna, czy moja moc działa na efekty uboczne mutacji – jej moc była chyba o stokroć lepszym tematem. Nawet jeśli zazwyczaj unikała rozmów o uzdrawianiu jak ognia.
Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.
support/rozwój mocy innych
60%
Trener
name:
Imari Blanc
alias:
Tara/Marceline Hopper
age:
26
height / weight:
173/48
Wysłany: 2018-08-02, 21:01
Podróżnik w czasie
1 Rok na Giftedach!
2 lata Giftedów!
- Pracuję z mocami jakieś.. osiem.. dziesięć lat, mniej wiecej. Dlaczego pytasz? - zainteresowała się. Tak, wiedziała conieco, a nawet pewnie więcej niż tylko tyle, ale nie uważała się za eksperta.. Zawsze był ktoś, kto wiedział wiecej, zawsze, a ona robiła to jedynie dziesiec lat, co wcale nie było takim wyczynem, prawda? Przynajmniej dla niej.
A potem Tilda zaczęła się tlumaczyć, trochę koślawo, trochę nieudolnie i trochę.. kurczowo? Choc to kompletnie nieodpowiednie słowo. Mercy wysłuchała jej i pokręciła głową, a potem uśmiechneła się.
- Nic się nie stało, nie jestem urażona. I nie ma za co dziekować - zapewniła kobietę zamykając drzwiczki pralki i nasawiając odpowiedni program.
- Nie wiem też.. To są objawy jak przy skrajnym zmęczeniu organizmu, może będzie działać? Nie mam pojęcia. Ale chętnie zobaczylabym twoją moc w użyciu.. Już nawet.. z zawodowej ciekawosci.
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
Kiedy Imari stwierdziła, że zajmuje się mocami od tak długiego czasu, Matilde przygryzła policzek od środka, przez moment bijąc się z własnymi myślami. Chociaż założyła sobie, że z tym problemem będzie rozmawiać tylko i wyłącznie z Simonem, który trenował ją już znacznie wcześniej, to nie potrafiła nie skorzystać z tej okazji, by zadać pytanie.
– Nie nic, po prostu… Uh.. Po prostu zastanawiałam się, czy jest możliwe złagodzenie skutków ubocznych – i wzruszyła ramionami, jakby to nie było nic wielkiego. Nie łudziła się jednak za bardzo. Przecież… gdyby było to możliwe, Imari pewnie już dawno by to zrobiła ze swoją mocą.
Cóż, Matilde chyba trochę ulżyło, kiedy wreszcie doszły do porozumienia w tej jednej sprawie. Dalsze tłumaczenie byłoby po prostu jakimś jednym wielkim koszmarem, dlatego brunetka niezwykle się cieszyła, że już miała to za sobą.
– Okej, to spróbujmy – powiedziała po chwili zawahania. Nie była przyzwyczajona do leczenia ludzi. Nie była przyzwyczajona do oferowania komuś leczenia. Ah, co ta miłość robiła z ludźmi. Wallace wyciągnęła dłoń w kierunku Imari, by po chwili złapać ją za rękę. A potem… nic się nie działo, a jednocześnie coś jednak się działo. Niby nie było żadnych fajerwerków, ani nic z tych rzeczy. Ale jednak żyły Matilde znacznie pociemniały.
Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.
support/rozwój mocy innych
60%
Trener
name:
Imari Blanc
alias:
Tara/Marceline Hopper
age:
26
height / weight:
173/48
Wysłany: 2018-08-03, 12:49
Podróżnik w czasie
1 Rok na Giftedach!
2 lata Giftedów!
- Myślisz, że gdybym znalazła na to sposób, to wyglądała bym... tak? - uśmiechnęła się, ale nie miała złośliwego tonu, po prostu stwierdzała fakt. W końcu wyglądała zdecydowanie gorzej niż w momencie dołączenia do Bractwa.
- O jakich skutkach ubocznych mówisz? - dopytała się jeszcze, bo moze znała sposoby na częśc z nich chociaż? W końcu ona sama obrywała sporą ilością swoich skutków ubocznych.
Gdy Tilda do niej podeszła Imari bez problemu podała jej swoją dłoń i z zainteresowaniem obserwowała to, co się działo. Tak, można to nazwać ciekawością zawodową, bo w końcu kogo to aż tak bardzo interesowalo jak ją? Niewielu zapewne. Ale wszystkie moce były dla niej fascynujące.
- Musisz mi potem wyjaśnić jak to działa - mruknęła, zastanawiajac się czy powinna czuć się inaczej? Czy to powinno działać?
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
Czego właściwie Wallace mogła się spodziewać? To było wręcz oczywiste. Nie odpowiedziała na pytanie Imari bo przecież nie było takiej potrzeby. Mimo wszystko w duchu obiecała sobie, że porozmawia o tym z Simonem. W końcu tak naprawdę był jedyną osobą, której ufała w kwestii swojej mocy.
– Po prostu ostatnio pojawiły się nowe, nigdy wcześniej ich nie miałam – bąknęła, rzucając wzrokiem na pralkę. Nie należała do wygadanych osób. Imari była trenerką, więc w sumie nie czuła żadnych oporów, by ją wtajemniczyć w swój problem, ale… jedna rzecz jej w tym wszystkim przeszkadzała. Jedna bardzo znacząca sprawa. A mianowicie – była siostrą Willa, a nie chciała by chłopak się o tym dowiedział.
– Leczę samym dotykiem – mruknęła w kierunku Imari. Sama nigdy do końca nie zastanawiała się jak to działa. Po prostu uważała to za zajebiście nieprzydatną moc, bo sama sobie pomóc nie mogła. A los innych ludzi nieszczególnie ją interesował. – Zazwyczaj muszę się skupić na tym co chcę zrobić i… to tyle. Dopiero keidy skończę powinnaś odczuć jakąkolwiek zmianę.
Przy złamaniach i zranieniach wyglądało to nieco inaczej. Zaczynało się zasklepiać już w trakcie. Ale kiedy nie było widać ani ran, ani właściwie choroby… ulga przychodziła po czasie.
Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.
support/rozwój mocy innych
60%
Trener
name:
Imari Blanc
alias:
Tara/Marceline Hopper
age:
26
height / weight:
173/48
Wysłany: 2018-08-05, 12:41
Podróżnik w czasie
1 Rok na Giftedach!
2 lata Giftedów!
- Jakie? - zainteresowała się, chociaż widziała, ze Tilda nie jest super chętna by dzielić się swoimi problemami z Imari. Ta zmarszczyła brwi i zagryzła wargę, zastanawiajac się nad czymś intensywnie przez dłuższą chwilę.
- Jeśli się martwisz, ze komukolwiek o tym powiem to.. no, jakby tajemnica lekarska, co? Ale rozumiem brak zaufania, ledwo mnie znasz w końcu - wzruszyla lekko ramionami, bo nie miała jej tego w sumie za złe, doskonale (czasem niestety) rozumiała powody, dla których ludzie robili różne rzeczy. Czasem jej to przeszkadzało, czasem luydziom przydał by sie porządny opieprz, a ona nie potrafiła tego zrobić, bo wiedziała dlaczego zachowują się tak a nie inaczej i przestawała widzieć w tym ich winę, a jedynie ich.. sposób myślenia i działania.
Skinęła glową na jej następne słowa i dalej nie zamierzała już przeszkadzać, pomagajac jej się skupić na tym co robi, żeby czasem nei naprawiła jej..
Własnie. Dziury w zębach też leczyła? To w sumie ciekawe!
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
Gdyby tu chodziło o samą kwestię zaufania, może i dałoby się jakoś z tym pokombinować. Ale kiedy w grę wchodził jeszcze jeden czynnik, sprawy się znacznie komplikowały. Jej moc nie była jakaś mega strasznie przydatna jeśli chodziło o problem Willa. Jedyne co właściwie mogła zrobić to nieco mu ulżyć, może też złagodzić pewne sprawy, ale.. zdecydowanie dało się bez tego żyć. A ona chciała go nadal leczyć. Jeśli Hopper dowiedziałby się, co ostatnio wyprawiało się z jej magicznymi rączkami, mogłoby nie być za ciekawie. Wallace zacisnęła usta w cienką linijkę.
– Porozmawiam z Simonem – rzuciła w końcu. Govain wydawał się być rozsądniejszym wyborem. W końcu znał jej moc od samego początku. Mógł sobie znacznie lepiej poradzić z pewnymi sprawami. – Chodzi o Hoppera – wytłumaczyła jeszcze swoją decyzję, bo czuła się jej winna wyjaśnień. Nieważne. Nie zaprzątała sobie tym głowy, tylko po prostu zajęła się tym leczeniem, powoli tracąc poczucie czasu. Nie było widocznej rany, więc ciężko jej było określić, kiedy właściwie jej moc zaczęła działać i kiedy powinna przestać, by nie przesadzić. A przynajmniej nie wiedziała do momentu, kiedy nagle poczuła na swoim języku metalowy posmak krwi. Wallace prawie natychmiast puściła dłoń Imari, nie chcąc dopuścić do krwawienia z nosa.
– Lepiej ci? – spytała niemal od razu, dziękując w duchu, że akurat opierała się o tą pralkę, bo właśnie trochę zrobiło jej się ciemno przed oczami.
Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.
support/rozwój mocy innych
60%
Trener
name:
Imari Blanc
alias:
Tara/Marceline Hopper
age:
26
height / weight:
173/48
Wysłany: 2018-08-05, 14:35
Podróżnik w czasie
1 Rok na Giftedach!
2 lata Giftedów!
- Jasne - może i poczuła się trochę urażona, tym bardziej jeśli chodziło o Hoppera. Ale nie naciskała, nie znały się za dobrze, czego miała oczekiwać niby? Na pewno nie otwarcia się przed nią. Cóż. Dała Matilde działać, nie chcąc jej przeszkadzać więc wpatrzyła się zapewne w pralkę kręcącą ciuchami. Spojrzała uważnie na kobietę, gdy ta się cofnęła. Zmarszczyła na moment brwi i skupiłą się na sobie przez chwilę.
- Dobrze. Lepiej. Zdecydowanie lepiej... Ty? - uniosła brew, patrząc na Wallace. Każda moc miała swoją cenę, a na to Imari była akurat mocno wyczulona.
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum