I felt free, once I realized i was never going to fit the narrow mold that society wanted me to fit in.
brak
pracownik działu medycznego
name:
Evie Russell
age:
29
height / weight:
175/78
Wysłany: 2018-07-06, 20:03
/Początek
Dzisiejszy dzień od samego rana wydawał się być niemal idealny. Promienie słońca od rana wlewały się przez jej okno, napawając kobietę pozytywną energią. Evie bardzo lubiła słońce i wysokie temperatury, gdyż kojarzyły się jej z Australią w której się wychowywała. Kobieta szybko założyła ciemne jeansy i musztardową bluzkę z odkrytymi ramionami oraz buty na obcasie by po kilku minutach wypaść ze swojego pokoju i popędzić do laboratorium. Evie nigdy nie należała do rannych ptaszków, to też bardzo często można ją było spotkać biegnącą do swojego miejsca pracy, cóż tego chyba nigdy się nie oduczy.
Po długim, lecz przyjemnym dniu spędzonym na badaniu mutantów i robieniu notatek do jej badań kobieta uznała iż pogoda jest zbyt piękna by siedzieć w czterech ścianach to też po szybkim obiedzie zgarnęła swoją torbę z pokoju i postanowiła przejść się na spacer. Długo chodziła po okolicy, aż natrafiła na starą, zapadającą się chatę. Czemu wcześniej nie znalazłam tego miejsca? Widok trochę zdziwi Evie, dość często spacerowała po tej części ośrodka zwykle jednak nie oddalała się aż tak daleko, co spowodowane było wiecznym brakiem czasu, nie mniej dziewczyna uznała to miejsce za niemal idealne.
Australijka przysiadła na pniu jakiegoś ściętego drzewa po czym wyjęła swój przenośny zestaw akwareli i powoli zaczęła szkicować chatę i las, mieniący się wszystkimi odcieniami zieleni.
Nie sądziła jednak, iż ktoś przerwie jej tę sielankę.
Obojętność jest jak lód polarny na biegunach: zabija wszystko.
Kriokineza
68%
D.O.G.S członek OT
name:
Christian Wilson (Spivey)
alias:
Frost; Fubuki; Kazahana; Christian Spivey
age:
25 lat
height / weight:
185 / 78
Wysłany: 2018-07-08, 20:13
Multikonta: Ruth
Grosza daj Giftedowi!
#darczyńca
/06 kwietnia o ile tobie nie przeszkadza
Dzień jak co dzień... Rano trening biegowy oraz siłowania, by nie wyjść sprawy. Nadal miałem nałożony zakaz opuszczania dogs tym bardziej kontaktowania się. Ciągle obserwują każdy mój ruch od czasu ataku. Pomogłem mutantom w czasie ataku ich na dogs. Nie pochwalałem tego co w tedy się działo to, że atakowali się wzajemnie. Zwłaszcza, że wśród nich był mój dobry kumpel. Byłem pomiędzy służbą, a powinnością wobec bliskich. Teraz musiałem wypić piwo, które naważyłem. Podnieść konsekwencje swoich decyzji jak przystało na dorosłego człowieka.
Miałem chwilę wolną nie musiałem sprawować warty ani nic innego postanowiłem trochę pobiegać po lesie. Skro nie mogłem wyjść na miasto. Musiałem zadowolić się lasem by dalej rozwijać swoje zwykłe zdolność i uprawiać hobby. Kiedy tak biegałem dostrzegłem znajomą posturę- pani doktor. Jako, że ostatnio musiałem odbyć nie zliczoną ilość tekstów i badań to trochę kojarzyłem personel medyczny.
- Dzień dobry - powiedział do kobiety. Zastawiałem się się co tu też sprowadza kobietę. Dopiero później dostrzegając szkicownik w jej rękach. - Przepraszam nie chciałem pani przeszkadzać.
I felt free, once I realized i was never going to fit the narrow mold that society wanted me to fit in.
brak
pracownik działu medycznego
name:
Evie Russell
age:
29
height / weight:
175/78
Wysłany: 2018-07-08, 20:36
Kobieta była tak pochłonięta swoją sztuką iż nawet nie zorientowała się, że ktoś zmierzał w jej kierunku to też głos mężczyzny przyprawił ją niemal o zawał. Nie przywykła do tego, by spotykać kogokolwiek w tym lesie. Przychodziła tutaj od kilku lat ii nigdy jeszcze nie zdarzyłoby się jej towarzystwo. Spojrzała w kierunku głosu po czym odetchnęła z ulgą i przyłożyła dłoń do piersi.
- Och wystraszył mnie Pan! - Powiedziała, po czym roześmiała się nerwowo. Musiała w jakiś sposób odreagować tę krótką chwilę strachu. Kobieta przyjrzała mu się uważnie, tak z pewnością kojarzyła tego mężczyznę. Evie doskonale wiedziała że ejst to jeden z niebezpieczniejszych pacjentów z genem X, jaki znajdował się w ośrodku, miała jednak nadzieję iż jej nie zaatakuje. - Christian, tak? To Ty pomogłeś tym mutantom co się tutaj włamali, tak? Jak się czujesz? - Powiedziała odruchowo pytając o samopoczucie. Cóż, każdy zawód ma jakiejś swoje zboczenia a jej, objawiał się tym że gdy widziała kogoś, kim miała okazję się wcześniej zajmować od razu pytała o jego samopoczucie, po za tym nie raz niektóre szczegóły pozwalały jej lepiej zidentyfikować osobę, przez gabinety medyczne przewijało się naprawdę dużo osób.
Słysząc o przeszkadzaniu uśmiechnęła się do niego pięknie i, o dziwo, przyjaźnie.
- Nie przeszkadza mi Pan, korzystam z pięknej pogody i dobrego światła. A Pan? - Cóż, poza Donnym nie rozmawiała dużo ze swoimi pacjentami to też nie była pewna jak zwracać się do mężczyzny stojącego przed nią.
Obojętność jest jak lód polarny na biegunach: zabija wszystko.
Kriokineza
68%
D.O.G.S członek OT
name:
Christian Wilson (Spivey)
alias:
Frost; Fubuki; Kazahana; Christian Spivey
age:
25 lat
height / weight:
185 / 78
Wysłany: 2018-07-10, 10:05
Multikonta: Ruth
Grosza daj Giftedowi!
#darczyńca
- Przepraszam nie chciałem wystraszyć - powiedziałem do kobiety nie zależało mi na tym ją wystraszyć. Już i tak dość ludzie mnie się bali. Tylko dlatego, że byłem inny. Uważali, że skoro panuje na lodem to zaraz będę ich krzywdził. Wbrew temu co myśleli nie byłem zły i nie zamierzałem nikogo krzywdzić. Wiedziałem, co znaczy utrata czy ból. Żaden ból nie może równać się z tym co ja przeżyłem. Jednego dna straciłem ukochaną, córkę i wolność, a jeszcze groźno mi moją młodszą siostrą. Powiedzcie mi kto tak na prawdę jest zły. My mutanty, czy wy ludzie... Więc nie zamierzałem jej atakować ani nikogo innego. O ile no cóż nie będę do tego zmuszony. Jest taka reguła skrzywdź za nim ciebie skrzywdzą. Po za tym pewnie gdybym coś jej zrobił miał bym większe nie przyjemność niż do tych czas. Być może te garniaki uznali by, że przesadziłem i skrzywdzili by Esther. A do tego nie mogłem dopuść obiecałem sobie, że będę ją chronić.
- We własne osobie - odpowiedziałem na jej pierwszej osobie. Tak byłem tym Christianem co pomogłem mutantom. Nie żałowałem tego, bo by się tam pozabijali. Ambrose wtedy przesadził zabijając niewinnego człowieka by wymusić od nich zdradzenie siedziby bractwa Olimpii. Którą spotkało to samo co spotkało moją siedzibę w Nowym Yorku. - Dobrze, chociaż czuł bym się lepiej mogąc opuść te mury - nie miałem tutaj za bardzo możliwość trenowania free runnerem czego bardzo mi brakowało. Odpowiedziałem szczerze, ponieważ rodzice nauczyli mnie i moje rodzeństwo, że najważniejsza jest prawda. Kłamstwo nic nie daje prócz złudnego bezpieczeństwa. Prędzej czy później i tak wyjdzie na jaw. Taka była prawda brakowało mi poczucia wolność jaką mi dawało bieganie po dach i pokonywanie przeszkód. Między innymi dlatego przyszedłem tutaj do lasu.
- Pewnym sensie również korzystam z pogody, bo przyszedł by po uprawiać parkour w lesie. O ile pani wie jak o co mi chodzi - odpowiedziałem, ona przyszła szkicować starą chatę. Ja przyszedłem skakać po gałęziach i biegać po lesie pokonując różne przeszkody.
-Proszę mi mówić po imieniu... Bo gdy pani zwraca mi się na pan czuje się jak własny ojciec
I felt free, once I realized i was never going to fit the narrow mold that society wanted me to fit in.
brak
pracownik działu medycznego
name:
Evie Russell
age:
29
height / weight:
175/78
Wysłany: 2018-07-10, 16:20
Pani doktor uśmiechnęła się do niego przyjaźnie.
- Och to moja wina, zawsze gdy rysuję zapominam o świecie wokół mnie. - Odpowiedziała mu przyjaźnie po czym machnęła ręką, tak jakby chciała o tym zapomnieć. Dla niej każdy mutant wydawał się fascynujący, to co wyprawiały ich organizmy pod wpływem mutacji zaledwie jednego genu nie raz ją zachwycało. Wiedziała jednak iż niektórzy, jak jej matka, potrafili być bardzo niebezpieczni, dlatego zwykle pozostawała z nimi w uprzejmych relacjach jakie powinien mieć dobry doktor ze swoim pacjentem, zmniejszała tym samym ilość osób chcących zemścić się na niej za bolesne badania, na co niestety nie raz nie miała wpływu.
- Ostatnio głośno o tobie było nawet w laboratoriach. -Powiedziała wzruszając ramionami, cóż naprawdę trzeba było zrobić coś dużego by plotki na ten temat pojawiły się również między naukowcami którzy na codzień mieli bardzo dużo pracy i o wiele bardziej woleli rozmawiać właśnie o swoich badaniach.
- Cieszę się że dobrze się czujesz. Martwiłam się że możesz gorzej znieść ostatnie badania.- Słysząc o możliwości opuszczenia tych murów westchnęła tylko smutno. Cóż, ona mogła opuszczać mury ośrodka po pracy, nie wyobrażała sobie jak upierdliwym musi być fakt iż jest się ciągle zamkniętym w jednym miejscu. - Niestety nie wydaje mi się żebyś dostał przepustkę w najbliższym czasie, doskonale wiesz czemu. - Odpowiedziała uśmiechając się do niego pocieszająco. Cóż, doskonale wiedziała iż od ostatnich wydarzeń ten mutant był na czarnej liście rządu, chociaż by dlatego że tylko raz był badany przez nią a później przejął go dużo okrutniejszy lekarz.
- Doskonale wiem co to jest proszę pana. - No, fakt że była naukowcem wcale nie sprawiał iż posiadała wiedzę tylko na tematy naukowe. Słysząc iż może zwracać się do niego po imieniu uśmiechnęła się. - Rozumiem Christianie, mnie również byłoby miło gdybyś zwracał się do mnie po imieniu, przynajmniej jeśli nie ma przy nas przełożonych. - To powiedziawszy puściła mu porozumiewawcze oczko.
Obojętność jest jak lód polarny na biegunach: zabija wszystko.
Kriokineza
68%
D.O.G.S członek OT
name:
Christian Wilson (Spivey)
alias:
Frost; Fubuki; Kazahana; Christian Spivey
age:
25 lat
height / weight:
185 / 78
Wysłany: 2018-07-11, 15:36
Multikonta: Ruth
Grosza daj Giftedowi!
#darczyńca
Och zapominanie o bożym świecie... cóż skądś to znam. Gdyż jak biegam również nic się dla mnie liczy tylko kolejne kilometry, ewolucje jakie zamierzam wykonać na konkretnej przeszkodzie. Tylko to w tedy się dla mnie liczyć. Nie ma żaden przykrych wspomnień jak również problemów. Kiedy biegam widzę drogę, przeszkodę. Nim do niej dobiegnę już głowie mam obraz jak ją pokonać.
- Skąd to znam - rzuciłem mino chodem. Przecież nie będę otwierał się przed nią tak całkowicie. Nawet jeśli głowie słyszę ten szept, że mogła by mi pomóc. Mam zakazane kontaktowanie się z rodziną, jeśli ją poproście o wykonanie jednego telefonu. To nie było by złamanie zakazu. Jednak jak mam pewność, że nie doniesie na mnie. Jest pracownikiem laboratorium, pseudo lekarze im nie wolno takim jak ja ufać. Dla nich nie jesteśmy ludźmi tylko obiektami badawczymi. Przecież wielu mutantów blogu X nie ma imion tylko numerek. Nie, nie będę jej to prosił muszę sam znaleźć jakiś inny sposób. Od ataku na dogs bezustannie myślę o siostrze. Chciałbym usłyszeć tylko jej głos. Przekonać się, że naprawdę nic jej nie jest.
- Nie wiedziałem, że aż taki sławny jestem - powiedziałem lekko się zaśmiałem pod nosem. Jasne mówili o mnie, ale na pewno nie dobrze. Plotki nigdy nie są dobre (szkoda, że dogs nie ma plotek jak bractwo). Jedna osoba coś powie, a kolejne coś dodadzą, bo zapomnieli bądź według nich było nudne to informacje. Cóż kiedyś słyszałem informacje o tym, że nie ważne jak ludzie mówią, bo ważniejsze jest to, że mówią.
- Jestem Frost co mnie nie zabije to wzmocni, ale to miłe, że pani doktor się martwiła - co z tego, że dawali mu najbardziej okrutnych lekarzy, którzy nie dbali o jego wygodę. Jedynie dla nich liczyły się metryki i te ich badania. Ja tylko byłem obiektem badawczym jak jakieś zwierze czy warzywo. Co łatwo można było zastąpić innych. Nie przejmowałem się tym, bo trzymałem się nadziej i tego, że Esther gdzieś tam jest. Wspomnienia o siostrze... jej uśmiech, który każdemu potrafił poprawić humor. To jak kochała ludzi i się nimi odtaczała. Byłem ciekawy czy udało się jej osiągnąć swoje marzenie zostać aktorką. Chciałbym ją ujrzeć na ekranie. Trzymałem się tych wspomnień i znosiłem te badania, testy nie dla siebie, dla niej, bo ja już nic nie miałem. - Tak wiem... ale - powiedziałem i już miałem porzuć ten temat. Gdy przypomniałem sobie słowa, nie mogłem wyjść sam... Jeśli by tak z kimś. Jak łatwo było by zgubić te osobę bądź zyskać tylko pięć minut. - Samotnie długo mnie nie wypuszczą, a jeśli znalazła by się ktoś kto wyszedł by ze mną - przecież to samo robiłem wcześniej z Echo brałem ją na zewnątrz by zobaczyła jak wygląda życie.
Dobrze, że nie musiał jej tłumacz co to dokładnie jest. Ciężko było to ująć słowa... To co wtedy człowiek czuł te wolność...- Dobrze - powiedział krótko, bo przecież nie chciał wpakować jej kłopoty.
I felt free, once I realized i was never going to fit the narrow mold that society wanted me to fit in.
brak
pracownik działu medycznego
name:
Evie Russell
age:
29
height / weight:
175/78
Wysłany: 2018-07-11, 16:36
Kobieta uśmiechnęła się tylko ze zrozumieniem na stwierdzenie iż wie jak to jest zapomnieć o całym świecie. Zdawało się jej iż oboje wiedzą o co chodzi jednak w innym stopniu. Kobieta nie zdziwiłaby się gdyby podczas badań również starał się zapomnieć o otaczającym go świecie, doskonale wiedziała że niektóre badania były bolesne same w sobie, doskonale wiedziała też nie niektórzy z lekarzy byli niczym rzeźnicy, chcący jedynie jeszcze bardziej skrzywdzić pacjentów i tej kwestii kobieta naprawdę im współczuła.
Och gdyby tylko nazwał ją pseudo lekarzem z pewnością nie ruszyłaby nawet dla niego palcem. Nie po to spędziła pół swojego życia studiując by słyszeć takie komentarze, które niestety nie raz padały w jej kierunków ze strony pacjentów.
Kobieta uśmiechnęła do mężczyzny.
- Naprawdę? Osoba która podczas włamania do ośrodka staje po środku włamywaczy nie jest w stanie obejść się bez echa, zwłaszcza jeśli ma aktywny gen X. - Kobieta spojrzała na mężczyznę z zaciekawieniem, czyżby naprawdę uważał że to, co zrobił zostanie zignorowane? I jego powody wcale nie miały tutaj nic do czynienia, nie mniej ciekawiło ją trochę dlaczego podjął taką decyzję, a nie inną.
Kobieta schowała swoje przybory i wstała z pieńka, nie było to najwygodniejsze miejsce do siedzenia a i wolała rozmawiać będąc z mężczyzną będąc na jednym poziomie.
- Nie wszyscy w laboratoriach są źli. - To powiedziawszy puściła mu porozumiewawcze oczko. Cóż, jej zawsze chodziło tylko o wykonanie swojej pracy i nie miała w tym na celu zadawać pacjentom z aktywnym genem jeszcze większego bólu. Po kilku latach praktyk odkryła że dużo lepiej pracuje się z obiektem który się ciebie nie boi, który wie że go nie skrzywdzisz bez powodu i który nie zwija się z bólu. Dlatego właśnie to jej wyniki badań były najdokładniejsze i to ona, pisała pracę na temat zmian w układzie i ośrodkach nerwowych u osób z aktywnym genem X.
Kolejne słowa mężczyzny sprawiły iż Evie uniosła brew z zaciekawieniem, przyglądając mu się uważnie. Czyżby chciał poprosić ją o przysługę? Cóż, do tej pory nie zrobiła czegoś takiego nawet dla swojego przyjaciela, który był dużo posłuszniejszym 'kundlem' niż Christian.
- Wiesz, nie sądzę aby nawet na to zgodzili się w twojej sytuacji. Wydaje mi się że jest jeszcze trochę za wcześnie by ktokolwiek z góry pozwolił ci wyjść, nawet w obstawie. - kobieta wypowiadała słowa powoli, cóż czasem miała do czynienia z górą, ją jednak traktowali dużo lepiej i dużo poważniej niż jakiegoś tam zmutowanego 'kundla'. Och, jak ona nie znosiła tego określenia!
Obojętność jest jak lód polarny na biegunach: zabija wszystko.
Kriokineza
68%
D.O.G.S członek OT
name:
Christian Wilson (Spivey)
alias:
Frost; Fubuki; Kazahana; Christian Spivey
age:
25 lat
height / weight:
185 / 78
Wysłany: 2018-07-12, 19:45
Multikonta: Ruth
Grosza daj Giftedowi!
#darczyńca
Na pewno nie usłyszała by to na głos, bo cóż nie zwykłem obrażać ludzi. Swojej opinie zostawiam dla siebie i z nikim się nie dziele. Dla mnie wszyscy ci tutaj ,,lekarze" nie byli nimi. Tylko pseudo lekarzami i wiele innych określeniami. Ponieważ według mnie lekarz powinien leczyć, a nie krzywdzić zdrowego człowieka. Jakby ten nie był człowiekiem tylko jakiś obiektem badawczym. Nawet większość mutantów byli nazywani numerkami, czy też psami, kundlami i inne określenia. Co dajesz innym to do ciebie wraca.
- Bo osoba, która zabija człowieka by pokazać swoją siłę może obejść się echem - rzuciłem mimo chodem. To, że Ambrose zabił mutanta było niczym porównując z tym, że stanął miedzy mutantami. Miałem chronić tych, którzy znajdują się w środku po za tym wśród włamywaczy był mój przyjaciel. Porównaniu z Ambrosem nie zraniłem, nie zabiłem nikogo jedynie unieruchomiłem żołnierzy by nie mogli się ruszać. Nie chciałem więcej krwi, ofiar. Zarówno wśród pracowników dogs, mutantami z blogu x i tymi, którzy się włamali. Jedyna moja winna taka, że próbowałem to powstrzymać. Przecież i tak nie wyszli by za silne mamy za bezpieczeństwa.
- Podobnie jak nie wszyscy mutanci nie są źli - powiedziałem no cóż wielu ludzi uważali nas za potwory. Nie należało zwalczać mutantów jedynie im pomóc. Powinni stworzyć zamiast ośrodków badawczych tylko szkoleniowych. Wtedy młodzi by mogli uczyć się opanować swoją moc nie było by tyle nieskontrolowanych użyć mocy.
- Rozumiem - powiedziałem tylko krótko no cóż nie było dla mnie sprawy. Mogłem spodziewać, że jeszcze za szybko będzie o to prości. Przecież w ich oczach zdradziłem ich i obawiali się, że zrobię to ponownie. Pewnie spodziewali się, że ino wyjdę po za bramę to będę ich zdradzał. Wyjawiał informacji o dogs czy innych sprawach...
I felt free, once I realized i was never going to fit the narrow mold that society wanted me to fit in.
brak
pracownik działu medycznego
name:
Evie Russell
age:
29
height / weight:
175/78
Wysłany: 2018-07-12, 23:59
Och, kobieta również była zdania że to, co się daje do nas wraca, pewnie dlatego przydzielano jej najlepiej zachowujących się mutantów gdyż robiła wszystko aby badany pacjent odczuwał jak najmniejszy ból a gdy badania były wyjątkowo bolesne starała się ich uspokajać. Niestety Christian nie miał okazji być przez nią badany, przez co nie zdawał sobie z tego sprawy, a szkoda.
Kobieta spojrzała na niego zdziwiona, cóż ona nie była w tym czasie w laboratorium i o tym, co się wydarzyło dowiedziała się od swojego przełożonego i kolegów po fachu. Te informacje były naprawdę szczątkowe, w końcu nikt nie chciał przyznać iż udało się komuś włamać do ośrodka.
- O czym ty mówisz? - spytała go zaskoczona. Patrząc na Evie mężczyzna mógł być pewien, że naprawdę zaskoczona jest tą informacją. Gdzieś w głębi jej serca zrobiło się jej przykro że w ogóle ktokolwiek umarł, zawsze uważała to za wielką niesprawiedliwość i marnotrawstwo, nikt nie wie jaka przyszłość była wyznaczona zmarłym, a może mieli odmienić losy świata?
Kobieta uśmiechnęła się do niego przyjaźnie. Osobiście bała się mutantów, zwłaszcza tych którzy swoimi mocami potrafili niszczyć co po części było winą jej matki, która omal nie zabiła jej i jej ojca swoimi mocami. Poznała jednak kilku mutantów których naprawdę bardzo lubiła. Nie chciała jednak rozwodzić się nad swoimi rozterkami związanymi z mutantami, gdyż nie chciała urazić swojego rozmówcy.
- Och wiem o tym, w końcu badam to co dzieje się w waszych mózgach. - powiedziała żartem, machając przy tym ręką jakby było to coś mało istotnego i zaśmiała się dźwięcznie. Miała cichą nadzieję że żart rozluźni trochę atmosferę między nami, w końcu zahaczali o trudne tematy.
Kobiecie zrobiło się trochę przykro chłopaka, wiedziała że życie w zamknięciu bardzo dotyka niektóre osoby,zwłaszcza gdy ich życie zależy od decyzji zupełnie nieznanych im osób.
- Chciałeś wyjść tak po prostu czy potrzebujesz czegoś? - kobieta zadała to pytanie ot tak, niczym od niechcenia jakby pytała go o plany na popołudnie.
Obojętność jest jak lód polarny na biegunach: zabija wszystko.
Kriokineza
68%
D.O.G.S członek OT
name:
Christian Wilson (Spivey)
alias:
Frost; Fubuki; Kazahana; Christian Spivey
age:
25 lat
height / weight:
185 / 78
Wysłany: 2018-07-13, 20:13
Multikonta: Ruth
Grosza daj Giftedowi!
#darczyńca
Widząc spojrzenie kobiety, a następnie jej pytanie. Łatwo było stwierdzić, że nie zna szczegółów tamtego dnia. Zaciekawiło mnie ile osób wiedziało, że stanąłem wśród włamywaczy ale nie wiedzieli, że Ambores zabił mutanta, który był pod ich opieka. O ile można to tak nazwać, że ci mutanci z Blogu X są pod opieka rządu. Raczej bym określił ich mianem niewolników. Ale przecież to nie humanitarne, dzisiejszych ludzi wiedźcie i prowadzić na nich badania. Często bez ich zgody, a czasem zmuszając do tego. Jednak mniejsza o to... znowu uciekam od tematu.
- Ambrose chciał zmusić włamywaczy do mówienia więc zabił mutanta, którego próbowali uwolnić. Jednak nic takiego się nie stało o jednego kundla mniej - ostatnie zdanie włożyłem tyle sarkazmu oraz jadu ile było to możliwe. Przecież tym właśnie dla nich byliśmy kundlami. Jeśli nie jesteśmy potrzebni to można nas zabić lub też to zrobić dla przykładu. Chociaż nie znałem tego człowieka, który wtedy zginął. Było mi żal go, że być może jego rodzina nigdy się nie dowie co go spotkało. Z pewnością nie będzie miał nawet grobu bo jego ciało będzie dalej podawane testom. Przecież nie ważne są środki ale rezultaty. Ambrose dostał to czego chciał. Poznał lokalizacje Bractwa i mógł pochwalić się górze, a ja byłem zdrajcą.
Jednak nie wszyscy mutanci są jak jej matka. Ja nie zamierzałem nikogo krzywdzić. Jeśli nie zostane do tego zmuszony. Moc może być piękna ale też przerażająca, a posiadając ją wiaże się wielki obowiązek. Jednak ludzie tego nie rozumieją. Dla nich jesteśmi gorsi, bo należymy do innego gatunku.
- Więc powinnaś wiedzieć, że działają podobnie jak wasze. Czujemy jak dawniej, kochamy, mamy rodziny. Nie jesteśmy potworami tylko mamy dodatkowy talent - powiedziałem jak to widziałem. Ludzie mają różne zdolność, a my mutanci naszym talentami były nasze moce. Nie którzy potrafili robić piękne rzeczy, a inni mieli trudniejsze moce. Jednak każda moc może być piękna jeśli chce się je zobaczyć.
- Nie potrzebuje i nie tak po prostu. Chciałem coś sprawdzić co tutaj jest nie możliwe. Nie pod czujnym okiem góry - odpowiedziałem kobiecie na jej pytanie. Nie ufałem jej na tyle by zdradzić bardziej dokładniej swoje intencje. Skąd miałem wiedzieć, czy nie obróci się przeciwko mnie lub co gorsze mojej siostrze.
I felt free, once I realized i was never going to fit the narrow mold that society wanted me to fit in.
brak
pracownik działu medycznego
name:
Evie Russell
age:
29
height / weight:
175/78
Wysłany: 2018-07-13, 23:45
Kobieta pobladła, gdy mężczyzna powiedział jej kto zabił tamtego mutanta. Oficjalnie zginął z rąk włamywaczy, przynajmniej tak jej powiedziano na przesłuchaniu. Wiedziała że nie mówią jej o wszystkim, była tylko zwykłym pracownikiem laborartorium, powinna zignorować fakt że zmarł ktoś, kim się zajmowała, powinna nie przywiązywać się do pacjentów w końcu ta zasada tyczyła się też pracy w normalnym szpitalu.
- Powiedziano mi że zabili go włamywacze, miał dopiero siedemnaście lat był pod moją opieką ponad rok. Jak go przywieźli ledwo żył, jego mutacja sprawiała że po użyciu zdolności dostawał bardzo poważnych ran na ciele... W medycynie główną zasadą jest nie przywiązywanie się do pacjentów, każdy jednak czasem popełni ten błąd.. - odpowiedziała dość smutno mężczyźnie i odruchowo objęła się ramionami. Cóż, po tamtej sytuacji obiecała sobie że nie przywiąże się już do żadnego z pacjentów, został tylko jeden bliski jej sercu i miała szczerą nadzieję iż akurat jemu nic się nie stanie. Kobieta wyraźnie posmutniała, jednak nie uroniła ani jednej łzy. Doświadczenie zawodowe nigdy jej na to nie pozwalało, najwyżej później wygada się butelce wina.
Cóż, kobieta nie znała Spiveya za dobrze, więc nie byłą w stanie tego stwierdzić. Póki co jednak nie miała co do niego złych odczuć, co z pewnością działało w jej oczach na plus. Mężczyzna wydawał jej się być pogodzony i... smutny. Mężczyzna powoli zaczynał wzbudzać w niej zainteresowanie, co prawda jego moce od dawna przykuwały jej uwagę teraz ciekawa była jaki naprawdę jest ich właściciel.
Kobieta westchnęła ciężko, słysząc kolejne słowa. Doskonale wiedziała że ta rozmowa nie będzie łatwa i że musi uważać na to, jak dobiera słowa. W końcu mogła go bardzo szybko urazić, wcale nie mając tego na myśli.
- Wiesz Christianie, nie jestem odpowiednią osobą do wydawania osądów. Wiem że czujecie i kochacie tak samo jak to robiliście przed uaktywnieniem się genu. Wiem też że wasze zdolności bywają bardzo niebezpiecznie, nie raz zabójcze. To co zachodzi w układach nerwowych i organizmach niektórych pacjentów jest niesamowite ale i nie raz przerażające. Pracuję w tym ośrodku odkąd tylko powstał, spędzam większość wolnego czasu na pogłębianiu swojej wiedzy i nadal mam wrażenie że nie wiem na jakiej dokładnie zasadzie to polega, ciągle coś mnie zaskakuje... - kobieta mówiła trochę ciszej, uważnie wypowiadając każde słowo i robiąc pauzy między zdaniami. Nie wiedziała jak wytłumaczyć mu, czemu ludzie uważają ich za niebezpiecznych, czemu się ich boją i czemu rząd woli mieć ich na oku. - Dobrze wiesz, że niektórzy z mutantów są dużym zagrożeniem. Są na tym świecie mutanci którzy są w stanie zabijać dziesiątki ludzi bez mrugnięcia okiem. Wyobraź sobie teraz że taka osoba jest podatna na wpływy... Nieodpowiednia osoba w jej otoczeniu oznacza masową katastrofę... -kobieta starała się wytłumaczyć mężczyźnie jak wiele osób patrzy na sytuację, wiedziała jednak że może to nie być łatwe, biorąc pod uwagę to iż obecnie nie miał prawa opuścić murów budynku, nawet w towarzystwie. - Osoby z aktywnym genem są naprawdę ciężkim tematem do rozmów, doskonale o tym wiesz. - dodała. Ona od dawien dawna chciała zrozumieć jak to wszystko działa i jak rozwiązać ten problem, co chwila jednak ktoś ją zaskakiwał jakimiś zdolnościami,
Kobieta nie zadawała już więcej pytań o cele jego wyjścia z ośrodka, wiedziała że i tak pewnie nic jej nie powie, w końcu jest po drugiej stronie barykady.
Obojętność jest jak lód polarny na biegunach: zabija wszystko.
Kriokineza
68%
D.O.G.S członek OT
name:
Christian Wilson (Spivey)
alias:
Frost; Fubuki; Kazahana; Christian Spivey
age:
25 lat
height / weight:
185 / 78
Wysłany: 2018-07-19, 20:33
Multikonta: Ruth
Grosza daj Giftedowi!
#darczyńca
Trzy lata pracuje dla nich... trzy długie lata, a jeszcze się nie nauczyłem. Tego, że wolą coś rzucać na mutanty lub przekręcać informacje. Powinienem się tego już dawno nauczyć. Marsz pokojowy = atak terrorystyczny, zabity mutantach w czasie ataku = winna włamywaczy. Przekręcają fakty by było na ich korzyść. Aby zwykli ludzie jeszcze bardziej obawiali się mutantów. By wydawali swych bliski przez strach przed nimi. Oczywiście powinienem tego wszystkiego się już nauczyć. Tylko czemu ciągle mnie zaskakuje z jakąś łatwością przychodzi im manipulowanie faktami. Sam tego bym nie umiał... ba nawet nie potrafię być nieszczery, a co dopiero manipulować.
- Lekarze, obdarzeni to ciągle ludzie czasem trudno włączyć uczucia - powiedziałem z lekkim smutkiem. Na prawdę nie wiedziałem co myśleć o kobiecie. Czemu aż tak przejmuje się mutantem. Czyżby nie wszyscy traktowali nas jak potwory. Jej relacja, sposób mówienia pokazywały, że było jej przykro z powodu jego śmierci. Widać to było po niej... - Nie powinienem tego pani mówić - dodałem nie powinienem. Nie dlatego, że mogą mnie spotkać kłopoty. O ile nie przeniosą się na innych mogę być w nich po uszy. Bardziej mi chodziło o nią... Nie chciałem sprawiać jej przykrość.
Kiedy kobieta zaczęła mówić o tym, że nie jest odpowiednią osobą do wydawania osądów. Miałem ochotę ją zapytać... A kto jest? Jednak ugryzłem się w język nim powiedziałem to co mi na niego ślina przynosiła. Nie wszystkie myśli należy wypowiedzieć. Zamiast tego postanowiłem czegoś innego. Trochę pójść inną drogą. Dobrowolnie jeszcze nie korzystałem z mocy przy pracownikach laboratorium. Nie miałem o nich zbyt dobrego zdania. Początkowo zacząłem na swojej dłoni zbierać drobinki wody korzystając z wilgoć. Wyglądało tak jak na mojej dłoń drobinki łączyły się tworząc bryłę. Gdy bryła była wielkość pięść... zacząłem ją formować różne kształty. Lodowe rzeźby... Najpierw kotka, pieska, różne. Gdy jedna byłą gotowa zaraz zaczęła zmieniać się w inną. Gdy kobieta skończyła mówić nie odrywając wzroku od swojej dłoń...
- Kiedy moja zdolność się uaktywniła zabiłem człowieka, później jeszcze było kilku. Nienawidziłem siebie, bo się nie rozumiałem. Wiedziałem, że zmieniłem się, że stałem się mutantem. Jednak bałem się, że mogę skrzywdzić rodziców, siostrę... Nie widziałem niczego dobrego swojej mocy. Myślałem, że mogą nią zadawać tylko cierpienie, ból i śmierć - zacząłem mówić cały czas zmieniając różne rzeczy swoją lodową bryłę. - Prawda jest taka, że byłem samotny. Dopiero mutanci ludzie tacy jak ja pokazali mi, że nie muszę być zły - faktycznie temat o zdolnościach mutantów i o nich samych należał do ciężkich. Jednak nie zmierzłem zmuszać Evie by inaczej zaczęła o nich myśleć. By widziała mój punkt widzenia. Ani też rzucać się na nią za to, że może mnie urazić. Chociaż słowa mogą ranić, to ciężko jest mnie nimi zranić. Nie biorę ich do siebie. - Z łatwością mógłbym cię zranić... rzuć cie tą bryłą lub ochłodzić twoje ciało. Jednak powiedz mi po co miał to bym robić? Nie jestem zły i nigdy nie byłem jak większość mutantów. Zamiast leczenia potrzebujemy nakierowania, pomocy przy opanowaniu mocy - powiedziałem tym samym kończąc swój mały pokaz z bryłą pozwalając się jej rozpaść na mniejsze kawałki. Nie wiedziałem czy w ogóle to coś dało. Jednak przyjemnie było pokazać komuś drogę stronę swoich zdolność.
- Nie chce tylko wyjść na zewnątrz... Już dawno pogodziłem się ze swoim losem. Góra zmusiła mnie do pracy dla nich za bezpieczeństwo mojej młodszej siostry. Straciłem brata gdy byłem dzieckiem i obiecałem sobie, że nigdy nie spotka jej to samo. Obiecałem sobie, że będę ją chronić. Chciałbym chociaż spojrzeć na nią z daleko lub usłyszeć jej głos. A nie mogę nawet do niej zadzwonić - odpowiedziałem na jej wcześniejsze pytanie. Czemu chciałbym dostać przepustkę. Jednak były trudno było to powiedzieć na głos. Pokazać, że jestem słaby... raz się otworzyłem przed kimś. Teraz ta osoba nie żyję. Przynajmniej tak sadzę, bo nie wiem co się z nią stało. Jedynie wiem, że nasza córka żyje. Nie ochroniłem jej, ani swojego brata nie mogę pozwolić by to samo spotkała Esther.
I felt free, once I realized i was never going to fit the narrow mold that society wanted me to fit in.
brak
pracownik działu medycznego
name:
Evie Russell
age:
29
height / weight:
175/78
Wysłany: 2018-07-20, 00:14
Kobieta pokiwała głową na jego słowa. Gdyby to tylko było tak łatwo wyłączyć uczucia... Życie w wielu przypadkach z pewnością byłoby łatwiejsze, sama Evie z pewnością nie raz korzystałaby z takiej możliwości, bardzo ułatwiłoby jej to pracę zwłaszcza gdy musiała wypełniać polecenia i przeprowadzać bolesne badania na bardzo młodych pacjentach, nie raz jeszcze takich, który ona sama z pewnością nazwałaby jeszcze dziećmi.
- Niestety czasem biorą one nad nami górę.. - odpowiedziała na jego słowa ze smutnym uśmiechem. Po tym jak chłopak zmarł przysięgła sobie że nie przywiąże się już do żadnego z pacjentów, tak było dla niej o wiele lepiej w końcu wszyscy w tym ośrodku posiadający mutację byli narażeni na śmierć, zwłaszcza ci którzy służyli w oddziałach... Jak jej przyjaciel Donny.
Kobieta uśmiechnęła się do mężczyzny smutno. - Wszystko w porządku, to był mój błąd że się do niego przywiązałam, doskonale wiedziałam że w każdej chwili może umrzeć, nie sądziłam tylko ze stanie się to w taki sposób... I tak szybko. - powiedziała tylko biorąc się w garść. Przyjdzie jej nad tym ubolewać w samotności, z butelką swojego ulubionego,czerwonego wina po to, by jutrzejszego poranka znów wrócić do pracy z uśmiechem na ustach, tak jak każdego dnia, w końcu im mniej jej współpracownicy wiedzą, tym mniej jej zagrażają.
Gdy mężczyzna zaczął używać swojej zdolności, gdzieś z tyłu jej głowy, jakiś cichy głosik podpowiadał jej by brała nogi za pas, by zaczęła wołać strażników i schować się w bezpiecznych ścianach ośrodka gdzie nic jej nie groziło... Później jednak zobaczyła co mężczyzna robi z tym lodem, jak kształtuje różne figurki, jak kotek zmienia się w pieska a ten zaś gdy tylko juz był gotowy zmieniał się w postać królika. Przyglądała się uważnie jego dłoni, jednocześnie uważnie słuchając tego co mówi, nie przerywała mu nawet na chwilę, pozwalając mężczyźnie powiedzieć wszystko co chciał, przez dłuższą chwilę nie odzywała się do niego, uważnie analizowała to, co jej powiedział. Cóż, nie miał lekkiego życia, sama nie mogła sobie wyobrazić jak to jest być samotnym z pięknymi ale i zabójczymi zdolnościami jakie posiadał nie wiedząc nawet jak nad tym zapanować. Może i nie zmienił jej poglądów dotyczących wszystkich mutantów nie mniej jego, postrzegała teraz odrobinę inaczej.
- To co robiłeś z tym lodem... Było naprawdę piękne, Dziękuję że się tym ze mną podzieliłeś, teraz mam pojęcie jak to może wyglądać po drugiej stronie. I z jednej i z drugiej strony nie jest to ciekawe. Jak miałam dwanaście lat moja... Moja matka okazała się posiadać aktywny gen. Pokłóciła się o coś z ojcem, stwierdziła że nie chce go znać a później było jasno. Obudziłam się dopiero po kilku dniach w szpitalu, cudem to przeżyliśmy. Nigdy więcej już jej nie widziałam. Dlatego teraz prowadzę moje badania, chcę zrozumieć jak to działa i pomóc innym zrozumieć. W mojej karierze niestety spotkałam również takich, którzy nie byli jak ty, którzy specjalnie zabijali ludzi uważając się za nadludzi, dlatego też wiele osób nie wie co o tym myśleć. - uznała za słuszne podzielenie się swoją historią która również nie była za szczęśliwa. W tej sytuacji wydawali się cierpieć zarówno mutanci, jak i ci którzy nie posiadali aktywnego genu. Dlatego też kobieta była ateistką, w głębi duszy twierdziła że tak nie powinno być, i tak za dużo już krwi się przelało w całej historii ludzkości.
Gdy mężczyzna powiedział jej o swojej siostrze kobieta uśmiechnęła się pocieszająco a po chwili wahania, niepewnie przytuliła do siebie mężczyznę. Sama nie wiedziała czemu to robi, miała jednak dziwne uczucie iż tego właśnie mężczyzna potrzebuje. Rozłąka z rodziną nigdy nie jest łatwa. Z racji tego że mężczyzna był wyższy od niej z boku z pewnością wyglądałoby to tak, jakby to ona się do niego przytulała.
- Chciałabym móc ci jakoś pomóc ale niestety nie wiem jak, jej z pewnością też nie jest łatwo ze świadomością co dla niej robisz.- powiedziała cicho po czym niepewnie i powoli pogłaskała mężczyznę po plecach.
Obojętność jest jak lód polarny na biegunach: zabija wszystko.
Kriokineza
68%
D.O.G.S członek OT
name:
Christian Wilson (Spivey)
alias:
Frost; Fubuki; Kazahana; Christian Spivey
age:
25 lat
height / weight:
185 / 78
Wysłany: 2018-07-29, 19:15
Multikonta: Ruth
Grosza daj Giftedowi!
#darczyńca
Niestety nie jesteśmy robotami, które można było programować. Zmniejszać odczuwanie empatii czy innych uczyć. Takie rzeczy zarezerwowane są dla androidów. O ile kiedyś takie powstaną jak już nie są. Każdy chciałby umieć wyłączyć uczucia... Przestać coś czuć, do miejsca, do osoby lub też w danej chwili. Nigdy nie zapomnę moi uczuć, kiedy widziałem jak moja mała córeczka umiera. Te uczucia, gdy widzisz jak twoje dziecko umiera, a ty nie możesz nawet do niego pobiec, pomóc. Ponieważ agenci rządowi założyli ci obroże. Nim mnie ogłuszono pamiętam jak ciało czteroletniej dziewczynki upada bezwładnie na podłogę. W uszach słyszę swój krzyk i czuje te wszystkie emocje od bólu, rozpaczy do nienawiści i chęć mordu. Gdybym nie miał w tedy obroży sam nie wiem co by się wydarzyło. Jedynie wiem, że próbowałem bym temu zapowiedz. Zrobiłbym wszystko by moja mała dziewczynka żyła... Uczucia tak łatwo innym nas manipulować przez nie... Najłatwiej było je wyłączyć niestety nie możemy musimy nimi mierzyć.
- Nie sposób przygotować się na śmierć, a tym bardziej nie przywiązywać się do innych - sam nie wiedziałem czy mówiłem teraz o niej czy osobie. Gdy tutaj trafiłem nie zamierzałem do nikogo się przywiązywać. Jedynie wykonywać swoje zadanie i nie szukać przyjaciół, znajomych. Na nic to się zdało, ponieważ zaprzyjaźniłem się z Echo, którą traktuje jak młodszą siostrę. Przecież miałem się nie przywiązywać.. by nie musieć się martwić oraz nie przeżywać ponownie straty.
Zdolności, moce jak zwał tak zwał były bardzo podobne do emocji. Gdyż ani jednych ani drugich nie da się wyłączyć. Oba te cechy są częścią nas i pomagają w odczuwaniu świata. Współpracują ze sobą. Uwielbiałem korzystać ze swoich zdolność, kiedy je kontroluje. Chociaż kiedyś było inaczej przerażały mnie... Przez nie porzuciłem rodzinę z obawy, że ich skrzywdzę.
- Jeśli kiedyś zbadanie mnie pomoże ci znaleźć odpowiedzi na nękające pytania. Proszę po mnie posłać.. bez względu na to jak bolesne mogą być - zaproponował wysłuchaniu jej opowieść o jej matce. Stracił jedną bliską osobę przez niekontrolowany wybuch mocy. Jeśli badania kobiety miały pomóc mutantom by ludzi ich się nie obawiali i pozwalali im żyć oraz zrozumieniu mocy. Był gotowy podać się najgorszym badaniom był tylko oszczędzić to innym mutantom tych cierpień.
- Ona nie wie co robię... nie wie nic o moim obecnym życiu. Wolałbym by tak pozostało. Esther to najbardziej pozytywna, wesoła osobą jaką znam. Dla mnie jest takim optymistycznym słonkiem. Nie chce by wiedziała co dla niej robię, nie chce jej ranić i by czuła się winna - powiedziałem cóż na początku mówiłem cicho, ale na wzmiankę o siostrze uśmiechnąłem się na wspomnienie jej wiecznie uśmiechniętej buzi. To jak kochała otaczać się ludźmi i potrafiła każdemu poprawić humor.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum