And I find it kinda funny, I find it kinda sad the dreams in which I'm dying are the best I've ever had
teleportacja
23%
drama queen
name:
Valerie Blanc
alias:
Claire Hopper
age:
20 lat
height / weight:
165 / 50
Wysłany: 2018-06-02, 15:24 #4
Pierwszy strzał! #ZadaniaMG
Podróżnik w czasie
~*~
5 marca.
Z cichym westchnięciem odłożyła książkę na materac i wyjrzała przez okno. Teraz głównie to robiła - czytała, siedziała w mieszkaniu Willa... nudziła się. Hopper średnio chciał, żeby gdziekolwiek wychodziła, chyba, że z walizką na lotnisko, ale na to się nie zapowiadało. Nadal mało rozmawiali, nie rozdrapywali starych ran, chociaż z tego skrawka informacji, którym Will ją obdarzył w jej głowie zaczynały pojawiając się różne wersje wydarzeń. Miała zdecydowanie za dużo wolnego czasu, ale z drugiej strony nie zamierzała nigdzie się ruszać póki nie dowie się czegoś więcej o przeszłości brata, a im dłużej on milczał i omijał jej pytania tym bardziej ona się frustrowała, a limit jej cierpliwość powoli się kończył.
Wstała z cichym stęknięciem i odłożyła książkę na parapet, otwartą, wierzchem do góry, w ten sposób zaznaczając moment na którym skończyła. Ruszyła w stronę większego pokoju, w którym aktualnie przebywał brat, były tam jakieś papiery, biurko, generalnie coś, co gdyby było ogarnięte i sprzątnięte można by było nazwać gabinetem. Bez słowa weszła do środka i chwyciła wolny stołek, na którym usiadła plecy opierając o chłodna ścianę. Przez dłuższą chwilę nic nie mówiła.
-Will.... - rzuciła neutralnie, chcąc zwrócić na siebie jego uwagę. -Jakie są właściwie efekty uboczne twojej mocy? - dokończyła, nie spuszczając przenikliwego spojrzenia z brata. Już jakiś czas temu znalazła ogromne pudło leków przeciwbólowych i jakiś innych mieszanek, nic na ten temat nie mówiła, ale skoro Will był takim geniuszem na pewno sam już się domyślił, że o tym wiedziała. Nic do tej pory o tym nie wspominała, dłużej jednak nie mogła udawać, że nic się nie dzieje.
Był wręcz zachwycony tym, jak udało mu się samemu zakleszczyć między Bractwem, a swoim mieszkanie i Claire, która cały czas tam siedziała. Jeszcze, jakby tego było mało, do równania dołączyła się Mercy i przenosiny Bractwa. Zaczynał mieć tego kompletnie dość, zwłaszcza od wczorajszej kłótni z Wallace. Cóż, to już była ostatnia prosta. Odesłać siostry do Kanady, przenieść Bractwo... a potem nic go już tutaj nie trzymało.
Teoretycznie, powinien się czuć dobrze. Nie bolała go głowa, chwilowo miał ciśnienie w normie, mógł w spokoju robić, na co tylko miał ochotę. Nie był na lekach, nie miał szans na żadną migrenę, nie musiał uważać na własne tętno. W zasadzie, gdyby chciał, mógłby się nawet czegoś napić. Powinien być bardziej niż zadowolony, a tymczasem... Ciągle myślał o Wallace i o tej ich cholernej kłótni. O tym, jak słabym głosem prosiła, żeby z nią został. Nieważne. To było zamknięte i powinno pozostać zamknięte. Nie potrzebował więcej osób, na których jego śmierć wpłynie.
Planował nieco odpocząć w swoim mieszkaniu, może coś poczytać... ale nie był w stanie. Skończył siedząc nad rzeczami potrzebnymi do przenosin Bractwa. Im szybciej się z tym wszystkim upora, tym lepiej. Przy okazji, dobrze było zająć czymś swoje myśli, odciągnąć je jakimiś ważnymi zadaniami od tego wszystkiego.
Nawet nie podniósł głowy, kiedy Claire weszła do pokoju. Naprawdę się cieszył z tego, że tu była... ale jeszcze bardziej by się cieszył, gdyby była w Kanadzie. Albo nie, nawet wystarczyłoby mu, gdyby nie zawracała mu dzisiaj głowy. Stanowczo nie był w nastroju.
- Uhm... migreny - odrzucił jej, cały czas nie odlepiając swojego wzroku od tych wszystkich papierzysk. Taka była wersja oficjalna i właściwie, można było powiedzieć, że to była prawda. Claire nie musiała wiedzieć wszystkiego, przynajmniej na razie.
_________________ Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
And I find it kinda funny, I find it kinda sad the dreams in which I'm dying are the best I've ever had
teleportacja
23%
drama queen
name:
Valerie Blanc
alias:
Claire Hopper
age:
20 lat
height / weight:
165 / 50
Wysłany: 2018-06-03, 16:20
Pierwszy strzał! #ZadaniaMG
Podróżnik w czasie
Ściągnęła brwi z niezadowoleniem. Nawet na nią nie spojrzał, kiedy odpowiadał, nie chciał wziąć tej rozmowy na poważnie. Nie chciał jej wziąć na poważnie, jak zwykle robił z niej idiotkę, która niczego nie rozumie, traktował ją protekcjonalnie, a to... no cóż, bolało. Miała dość tej niewiedzy, tego, że nikt się z nią niczym nie dzieli, nikt niczego jej nie potwierdza, a prawie cała jej wiedza o aktualnej sytuacji to tak naprawdę tylko domysły.
-Yhyyyym. - wymruczała jedynie sceptycznie, usta ściągając w cienką linię i odwracając głowę od jego pleców. Kompletnie tego nie kupowała, ale nie zamierzała tym razem jednak porzucać temat. Myśli kotłowały jej się w głowie, decyzje o tej rozmowie podjęła dosyć spontanicznie, teraz więc szukała w głowie odpowiednich słów, które by go nie rozdrażniły, albo... w sumie to po co się tym przejmować? przeszło jej przez myśli. Opanowany Will bardzo pilnował swoich słów i tego co robił, wyprowadzony z równowagi Will to inna bajka.
Wstała i stanęła tuż za jego plecami, wzrok wbijając w papiery, którymi się zajmował. Do tej pory nie znalazła jeszcze osoby, której nie przeszkadzało, kiedy ktoś stał nad nią, kiedy próbowała się skupić. Czy to krojenie chleba, czy obliczenia, zawsze, kiedy ktoś nad tobą stanie wyprowadza to z równowagi. A jedyne czego chciała to chociaż minimalnie go rozproszyć, nie chciała, żeby zaraz się wściekał i na nią wydzierał... noooo dobra, może jednak trochę chciała. Sama była co raz bardziej rozstrojona i odzywały się w niej jakieś stare instynkty. W końcu jedną z rzeczy, którą opanowała do perfekcji w dzieciństwie było wkurwianie Willa, nie?
Położyła dłoń na oparciu jego krzesła, jakby zagarniając nieco przestrzeni dla siebie (ktoś tu oglądał prezentacje TED o power-poses), a spojrzenie skierowała na papiery, które przeglądał, starając się przeczytać jak najwięcej zanim trzaśnie na to jakiś inny plik i zasłoni jej widok.
Nie chodziło o to, że Claire go nie obchodziła. Była jedną z tych kilku osób na świecie, na których mu zależało. Problem w tym, że tamtego dnia po prostu nie miał na to wszystko siły. Był cholernie zmęczony tym wszystkim, przenosinami Bractwa, grupą którą Henderson poprowadził na pewną śmierć, Wallace i całym tym swoim umieraniem... A Claire nie miała pojęcia o żadnej z tych rzeczy. Chyba powinien jej powiedzieć, przy najmniej o niektórych swoich sprawach, ale nie był w stanie się przemóc. To wszystko było takie cholernie prywatne albo na tyle niebezpieczne, że lepiej było jej o tym nie mówić. Po co on w ogóle wtedy tam jechał? Wszyscy wyszliby na tym lepiej, gdyby pozostał martwy dla swojej rodziny.
Kiedy tylko Hopper poczuł że Claire przeniosła wzrok na jego papiery niby niedbałym ruchem zasłonił część z nich. Nie powinna tego czytać, lepiej dla niej, żeby nie miała o niczym pojęcia. Takie informacje były niebezpieczne, nawet jeśli nie byłaby mutantem. Will w ogóle nie powinien zabierać tego wszystkiego ze sobą, powinien trzymać to jak najdłużej z dala od niej. Po prostu... potrzebował czegoś, nad czym mógłby się skupić, przestać myśleć o tym jak bardzo umierał ani o tej wczorajszej kłótni. Może w ogóle nie powinien był wychodzić z Bractwa... ale nie był w stanie wysiedzieć we własnym gabinecie. Nie żeby tu było szczególnie lepiej z Claire wiszącą mu nad głową. Czy ona nie rozumiała, że był zajęty? Nie był w stanie poświęcaj jej całej swoje uwagi, a ona... Ona pewnie nawet sama nie wiedziała, o co jej chodziło. Będzie sobie stać nad plecami brata, świetny plan. Może jeszcze zacznie go pytać co robi? Świetnie by to pasowało do całej tej konwencji.
Nagle, Will odwrócił się w jej stronę na swoi krześle. Cokolwiek planowała właściwie zrobić, nie miał zamiaru się w to bawić. Może gdyby ominęło go ostatnie dziesięć lat, może gdyby nie bł w tak chujowym nastroju... nie, raczej i tak nie planowałby dać jej się wciągnąć, o cokolwiek jej właściwie chodziło. Chciała przejrzeć jego papiery? Zmusić go, żeby zwrócił na nią uwagę? Och, jakie to było dziecinne.
- Myślę, że powinniśmy porozmawiać o twoim powrocie do Kanady - zaczął twardo, wpatrując się w jej oczy pewnym spojrzeniem. Zaczął ten temat w ramach odwetu? Może, ale z pewnością nie tylko dlatego. Zamykał swoje sprawy, powinien zamknąć i tę.
_________________ Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
And I find it kinda funny, I find it kinda sad the dreams in which I'm dying are the best I've ever had
teleportacja
23%
drama queen
name:
Valerie Blanc
alias:
Claire Hopper
age:
20 lat
height / weight:
165 / 50
Wysłany: 2018-06-08, 22:09
Pierwszy strzał! #ZadaniaMG
Podróżnik w czasie
Nawet niespecjalnie zależało jej, żeby wyciągać jakieś straszne tajemnice państwowe, którymi zapewne się zajmował Will, bo przecież jego ego granic nie miało, jednak kiedy automatycznie prawie, że zakrył papiery tak, żeby nie mogła nic przeczytać na jej twarzy pojawił się cień ironicznego uśmiechu. Oczywiście. Głupiutka ja po co mam swoją małą główkę tym zaprzątać. pomyślała cynicznie.
Szczerze? Ani przez chwilę nie przeszło jej przez myśl, że jest na tyle silny, żeby w końcu nie pęknąć. Skoro miewał te "migreny" za pewne jedną miał i teraz, ba, zapewne jedną wielką migrenę miał cały czas, a człowieka pogrążonego w bólu jeszcze łatwiej wyprowadzić z równowagi. Specjalnie nic nie mówiła, wpatrując się w jego co raz to bardziej napięte plecy, świdrując je wręcz wzrokiem, licząc na to, że jest bardzo świadom jej spojrzenia.
Cofnęła się odruchowo, kiedy nagle się odwrócił. Nie musiał się odzywać, żeby poznała ten grymas irytacji zdobiący jego twarz. Co teraz powie? "Claire idiotko, wyjdź z mojego pokoju!"? To by dopiero była ironia losu. Nawet jej nie zaskoczyło jego pytanie, nie mówił tego do tej pory wprost, ale czuła, że jej obecność w Stanach jest mu bardzo nie na rękę. Jego surowy, nieco wychowawczy ton tylko to potwierdził. W Val nieco się zagotowało, kiedy to usłyszała, nie spuszczała jednak gardy, cały czas utrzymując kontakt wzrokowy z Willem.
-Super. - rzuciła krótko. -Nie wracam. Koniec rozmowy. - skrzyżowała ręce na piersi rzucając mu wyzywające spojrzenie. Oczywiście, zamierzała wrócić, jednak nie teraz, kiedy miała okazje w końcu dowiedzieć się czegoś więcej, wyjść z tego cholernego mroku niewiedzy, który ją otaczał. Miała dość tego, że nikt jej nic nie mówi, wszyscy wszystko przed nią ukrywają "dla jej dobra", bo oh, biedaczyna jest za głupia żeby cokolwiek zrozumieć. Już ona lepiej wiedziała co jest dla niej dobre i na pewno nie było to całe jej dotychczasowe życie.
Czy Hopper był w stanie ją tak zupełnie zignorować? Może gdyby nie miał tyle na głowie, gdyby to nie był tak cholernie ciężki tydzień, gdyby wczoraj nie widział się z Wallace, gdyby nie czuł nad swoją głową tego zegara, odliczającego mu czas do śmierci. Gdyby ostatni rok nie był tak cholernie ciężki, a każdy kolejny miesiąc sprawiał, że miał coraz mniej nadziei. I tak, udało mu się w końcu znaleźć jego rodzinę... ale co z tego, skoro to wywoływała dwa razy więcej problemów niż je rozwiązało? Musiał podjąć decyzję, czy powinien dzwonić do rodziców. Musiał jakoś odesłać stąd Claire. Musiał jakoś powiedzieć siostrom, że umierał - i chyba to właśnie było najtrudniejsze. Cholera jasna, mógł po prostu nie dawać im znać, że żył, załatwić wszystko po cichu. Pewnie tak byłoby dla wszystkich lepiej, jakby po prostu niepostrzeżenie, definitywnie zniknął z ich żyć. Żadnej żałoby, bo już od la nie był dla nich żywy.
Ale przecież musiał to komplikować, prawda? Taki już był. Więc próbował rozwiązać jeden z problemów ze swojej listy, ale Claire nie byłaby sobą, gdyby się na to po prostu zgodziła, prawda? Jakby nie rozumiała, że to było dla jej dobra i bezpieczeństwa. I tak, Will był o to na nią zły, ale przede wszystkim - był cholernie zmęczony. Miał po dziurki w nosie tych ciągłych buntów, potyczek słownych, ciągłej walki, całej tej pracy i wiecznych problemów, nawet przy najprostszych zadaniach. Chciał po prostu załatwić swoje sprawy, kiedy ciągle mógł. Czy to były jakieś wygórowane oczekiwania?
- Chcesz pistolet czy tabletki? - spytał nagle, zupełnie nie wyjaśniając co w zasadzie miał na myśli. Dopiero po kilku sekundach - wystarczająco długich żeby poczuć się skonfundowanym, ale ciągle dość krótkich, żeby nie zdążyć nic odpowiedzieć - dodał: - Skoro już planujesz popełnić samobójstwo, nie ma potrzeby angażować do tego DOGS czy marnować pieniądze podatników. Są stare, sprawdzone metody - skończył ostro. I tak, najprawdopodobniej dłuższy pobyt w Stanach właśnie tak miał się dla niej skończyć, zwłaszcza, jeśli ktoś zauważy, że jej tożsamość jednak była fałszywa. Dlatego Will nie miał zamiaru odpuszczać ani tracić chłodnego umysłu na dłużej niż kilka sekund. Miał zadanie do zrobienia, nie mógł sobie pozwolić na coś takiego.
_________________ Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
And I find it kinda funny, I find it kinda sad the dreams in which I'm dying are the best I've ever had
teleportacja
23%
drama queen
name:
Valerie Blanc
alias:
Claire Hopper
age:
20 lat
height / weight:
165 / 50
Wysłany: 2018-06-10, 10:51
Pierwszy strzał! #ZadaniaMG
Podróżnik w czasie
Udało mu się ją zaskoczyć. Lekko otworzyła usta jakby chciała coś powiedzieć, wpatrując się w niego z lekką konsternacją. Pistolet czy tabletki? Po co, żeby go znieczulić i potem strzelić mu w ten durny łeb? No cóż, brzmiało to kusząco, jednak niestety o to mu chodziło.
Wywróciła oczami, niczym typowa zirytowana nastolatka, którą bądź nie bądź mentalnie jeszcze trochę była. Od razu musiał wyskakiwać z najbardziej dramatycznym scenariuszem, jakby miała tylko wyjść na ulice i dostać kulkę w łeb albo zostać porwana, albo cokolwiek. Ale proszę bardzo skoro chciał robić melodramat, to mu Val zrobi melodramat. Bez słowa odwróciła się na pięcie i wyszła z pokoju. Szybkim krokiem wparowała do łazienki, gdzie zaczęła energicznie i baaaardzo głośno przewalać wszystkie rzeczy, nie bardzo się przejmując, że może przy okazji coś zniszczyć. Zresztą to i tak była ruina więc jedna więcej zniszczona szafka nie wiele zmieniała. W końcu znalazła to czego szukała.
Rzuciła mu pod nogi wór wypełniony pomarańczowymi buteleczkami wypełnionymi tabletkami, które rozsypały się po podłodze.
-Może wezmę sobie jedną z tych, co? - jej głos, normalnie dosyć delikatny i dziewczęcy, nagle przepełniony był jakimś jadem. -Powinnam wziąć czy 3 czy 4 opakowania na raz? Biorąc pod uwagę, że ty 2 zużywasz na swoje migreny. - czuła jak serce obija jej się o klatkę piersiową, cała była rozemocjonowana i nawet nie próbowała tego ukrywać. -Po co ci to wszystko, co WIll? I nie kłam. Nie kłam, bo już tego więcej nie zniosę! - zaczynała mówić co raz głośniej, jeszcze nie krzycząc, ale będąc już bliżej niż dalej od krzyku.
Ciężko sobie wyobrazić ile satysfakcji sprawiło Hopperowi to, że w końcu wytrącił siostrę z równowagi, że widział tę konsternację na jej twarzy. I nawet to teatralne wywracanie oczami nie zepsuło mu humoru. Ba, nawet to odwrócenie się na pięcie nie popsuło mu humoru... a przynajmniej nie do czasu, kiedy zaczęła rozwalać jego rzeczy w łazience. Och, jakie to było dojrzałe. Może jeszcze tutaj wróci i mu pokaże język? Hopper nie miał zamiaru zawracać sobie tym głowy, po prostu wrócił do swojej pracy... Rzecz w tym, że każdy kolejny trzask, uderzenie czy stukot, sprawiało, że podnosił mu się poziom irytacji. Ile Claire miała lat, sześć? Przegrała dyskusję, więc teraz zdemoluje mu mieszkanie? Świetnie. Po co on w ogóle sobie zawracał nią głowę? Skoro tak bardzo chciała skończyć będąc krojona na plasterki w siedzibie DOGS, to proszę bardzo. Czemu miało go obchodzić, jak bardzo skończoną idiotką była jego najmłodsza siostra? Miał ważniejsze rzeczy na głowie, musiał zadbać o bezpieczeństwo ludzi, którzy faktycznie chcieli przeżyć.
Ale to co zrobiła Claire, kiedy wróciła... Nie, nie chodziło o rozsypane leki, tak samo jak nie chodziło o przybierającą na sile kłótnię. I chociaż Hopper nie myślał, że to w ogóle było ciągle możliwe, poczuł jak ta nabudowana przez kłótnię wściekłość ustępuje miejsca temu jego wcześniejszemu zrezygnowaniu.
- Myślisz, że jestem ćpunem - właściwie bardziej stwierdził niż spytał tym swoim zmęczonym tonem.
Nie rozumiał, czemu poczuł się tym tak dotknięty. W zasadzie, ze wszystkich rzeczy, które mogła o nim myśleć... to nie było wcale takie złe. Mniejszy kaliber niż morderca, nawet nie blisko tego, jak bardzo zepsuty był obecnie. A mimo tego... On przecież całe życie podporządkował temu, żeby tak właśnie nie skończyć. Nie pozwalał sobie zatracić się w tym wszystkim, co miało sprawić, że jego życie będzie prostsze. Uzależnił się od papierosów? Rzucił je. Cholera jasna, od roku brał słabsze środki przeciwbólowe niż powinien tylko po to, żeby nie uzależnić się od opioidów. A mimo tego wszystkiego, jego własna siostra brała go właśnie za ćpuna.
_________________ Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
And I find it kinda funny, I find it kinda sad the dreams in which I'm dying are the best I've ever had
teleportacja
23%
drama queen
name:
Valerie Blanc
alias:
Claire Hopper
age:
20 lat
height / weight:
165 / 50
Wysłany: 2018-06-16, 22:18
Pierwszy strzał! #ZadaniaMG
Podróżnik w czasie
Nie mogła wręcz powstrzymać zirytowanego parsknięcia, kiedy nagle zmienił ton. Oh, biedny, zmęczony życiem Will, mający tyle tajemnic, że nawet nie potrafił ich pomieścić w tym swoim debilnym wielkim mózgu.
Cała jej empatia nagle wyparowała, a całe jej ciało przepełniała złość. Nie potrafiła sobie nawet przypomnieć, kiedy ostatni raz była pod wpływem tak gwałtownych emocji. Zaraz po przeprowadzce do Ottawy? Wtedy jednak to była inna mieszanka - żałoby, przerażenia, rozpaczy. Kiedy odkryła, że ma zmutowany gen? Strach, ciekawość, niepokój. Ale taka złość... czuła się jakby wszystkie małe myśli, każde zwątpienie w otaczającą ją rzeczywistość, kumulujące się przez lata, nagle wybuchły niczym bomba, rozsadzająca jej cały światopogląd na drobniusieńkie kawałeczki. Nic nigdy tak naprawdę nie wiedziała. Jedyne osoby którym ufała, ukrywały przed nią całe lata swoich żyć. Do tej pory z pokorą to akceptowała, ale spotkanie Willa coś w niej zmieniło. Czuła się jakby pierwszy raz od wielu lat w końcu miała okazję spojrzeć na cały obraz, kiedy przez lata mogła obserwować jedynie jego malutki skrawek. Fakt, że Will jej to utrudniał doprowadzał ją więc powoli do szału.
-Nie wiem co myślę, Will! Nie wiem! - wyrzuciła bezradnie ręce w górę. Cała ta góra leków wprawiała ją w gigantyczna konsternacje. Przeszło jej przez myśl, że być może to uzależnienie, ale on wcale nie zachowywał się jak człowiek uzależniony, chyba nigdy nie widziała żeby jedną z nich brał lub chociaż trzymał w ręce. Z drugiej strony - gdyby chciał żeby o tym nie wiedziała, na pewno by nie wiedziała. W końcu był takim geniuszem. -Nic mi nie mówisz, to co mam myśleć? Że to na wszelki wypadek? Nigdy nie trzyma takich ilości na wszelki wypadek! - rozemocjonowana mówiąc odruchowo kopnęła czubkiem buta worek, wprawiając w ruch kolejną porcję buteleczek. -Nie jestem aż taką idiotką jakbyś sobie życzył, żebym była. - w jej cynicznym tonie, ukryła się drobna nutka smutku. Nie spodziewała się, że to powie, nie planowała tego, odsłoniła się przed nim, zdradziła swoje prywatne myśli, a przez to czuła się bezbronna. A przynajmniej do tej pory wydawało jej się, że tak się stanie. W tej chwili jednak czuła jakby pierwsza warstwa jej grubego obronnego muru opadła, dając jej więcej wolność, a tym samym możliwości. A gdy tylko tak się stało słowa wyleciały z jej ust niczym lawina. -Oh, gdybym tylko była Im-Marceline już dawno wszystko byś mi powiedział, zawsze to była wasza dwójka przeciw całemu światu, łącznie ze mną oczywiście! Co, było idealnie dopóki się nie urodziłam? Nikt wam nie zaburzał tej wspaniałej homeostazy, oh, co ja właśnie powiedziałam?, jednak znam aż tak trudne słowa? Szok! Jesteście wszyscy tacy sami. Wy, rodzice. Pojawiacie się i znikacie kiedy chcecie, mówicie co chcecie, wszystkie wasze wypowiedzi się tak ocenzurowane, że nie sposób cokolwiek z nich wyciągnąć! Myślisz, że to mi cokolwiek ułatwia? Niewiedza? - spojrzała mu głęboko w oczy, w dosyć dziwny sposób kończąc swój "wielki" monolog i wyglądając jakby faktycznie oczekiwała od niego jakiejkolwiek odpowiedzi na to pytanie. Bo wszystko, naprawdę wszystko było lepsze od tej pierdolonej ciszy.
Och, świetnie. Cudnie po prostu. On próbował z nią rozmawiać, a ona po prostu parskała. To co o nim myślała było aż tak oczywiste? Hopper chyba nie miał już siły się tym wszystkim przejmować. Nie tego dnia, kiedy czuł się tak bardzo wyprany z czegokolwiek, tak bardzo obojętny. Z resztą, ile mógł się zadręczać rzeczami, na które nie miał wpływu? Nie mógł czasami nieco odpuścić? Udawać, że to wszystko nie było jego winą, od początku do samego końca? Tak, bo przecież ten koniec też był jego winą. Gdyby te jedenaście lat temu nie był takim idiotą, nie dał się wrobić, nie był poszukiwany... mógłby się przebadać, kiedy jego migreny zaczęły stawać się naprawdę nieprzyjemne. Zorientowałby się, co się dzieje, Zdobył mutazynę i poza okazjonalnym bólem głowy, nic by mu nie dolegało. To nie mogło się tak potoczyć, prawda? Zbyt małe natężenie pecha, głupoty i tragedii, jak na jego życie.
Chyba nieco mu ulżyło, kiedy Claire przyznała, że nie uważała go za ćpuna - a przynajmniej, że nie jest co do tego przekonana. Mimo wszystko, nie miał najmniejszego zamiaru się odzywać, to zwyczajnie nie miało najmniejszego sensu. Poza tym... nie miał siły na kolejną kłótnię, nie po tamtej wczorajszej. On chciał tylko zamknąć wszystkie swoje sprawy, póki jeszcze był w stanie. Nie było potrzeby przeciągać tego wszystkiego, było już za późno na udawanie, że jego rodzinę dało się jeszcze naprawić, że ich wspólny dom w jakikolwiek sposób jeszcze istniał. To była po prostu kolejna z góry stracona sprawa w jego życiu. Momentami aż ciężko było uwierzyć, że to jednak nie była tragedia klasyczna, z tym zupełnym brakiem wpływu Hoppera na własny los i coraz trudniejszymi, mniej możliwymi do podjęcia wyborami.
Biernie słuchał kolejnych słów swojej siostry, chyba zastanawiał się w tym czasie, czy faktycznie był takim tragicznym starszym bratem. Czegokolwiek od niego oczekiwała - nie był taki. Nie potrafił być szczery, nie ważne czy z nią, czy z Mercy. Pewnie z Wallace też by nie był, gdyby nie musiał powiedzieć jej o swoim problemie na samym początku ich znajomości, pewnie ciągle by to przed nią ukrywał. Świetnie, jakby skończenie tego wszystkiego w prawdziwym życiu nie było wystarczająco trudne, w hipotetycznych sytuacjach musiał sprawiać, że to było wręcz niemożliwe. Choć kto wie? Gdyby Wallace nie wiedziała o tym wszystkim, może w ogóle nie byłaby nim zainteresowana. To było limitowane, krótkoterminowe. Żadnych powtórek, przeciągania wszystkiego aż w końcu będą mieć siebie dość. Na dodatek, było wystarczająco wyniszczające, żeby przyciągać Wallace. Tam nie chodziło o niego, chodziło o jego śmierć.
Kiedy Claire w końcu przestała mówić, nic nie powiedział. Siedział tam, może ktoś by uznał, że myślał i analizował je słowa... ale nie. Nie szukał argumentów za i przeciw, nie zastanawiał się nad znaczeniem tego, o czym powiedziała mu Claire, nie przewidywał konsekwencji. Nawet nie rozważał, czy ma zamiar powiedzieć siostrze o wszystkim, czy to w ogóle wydawało się właściwe. Po prostu przez chwilę milczał, zanim usłyszał, jak z jego ust wydobywają się kolejne głoski.
- Umieram. Nie wiem ile czasu mi zostało. Niewiele - ton jego głosu był zupełnie obojętny. - Nie ma na to leku. Nie mam możliwości odsunąć tego w czasie. Mogę tylko tłumić ból i próbować dopilnować, żeby powikłania mnie nie zabiły.
And I find it kinda funny, I find it kinda sad the dreams in which I'm dying are the best I've ever had
teleportacja
23%
drama queen
name:
Valerie Blanc
alias:
Claire Hopper
age:
20 lat
height / weight:
165 / 50
Wysłany: 2018-06-22, 12:55
Pierwszy strzał! #ZadaniaMG
Podróżnik w czasie
Jednak nie wszystko było lepsze od tej pierdolonej ciszy.
Oczywiście pierwsze co od niego dostała to właśnie to. Stała tam na środku pokoju, walcząc z pokusą skrzyżowania rąk na piersi, z zaciśniętymi dłońmi. Była jak otwarta księga, każda jej emocja była wymalowana na jej twarzy i nawet nie próbowała już tego ukrywać. Proszę bardzo, oto była ona, niczym nie skrępowana, w końcu wyzwolona spod tej fałszywej powłoki, pod którą kryła się do tej pory. Nie była Valerie, nie była też Claire, była po prostu sobą. No i za to bycie sobą otrzymała mentalnego liścia prosto w twarz.
Opadła ciężko na stołek, z szeroko rozszerzonymi oczami wpatrując się w stoicką twarz brata i z co raz większym niedowierzaniem wsłuchując się w jego kolejne słowa.
-Aha. - wydusiła z siebie, po chwili ciszy. Od razu mu uwierzyła, był zbyt spokojny, zbyt... pogodzony ze swoim losem. Znała go, może już nie tak dobrze jak kiedyś, zresztą czy kiedykolwiek aż tak dobrze go znała?, ale po prostu czuła, czuła, że to prawda i jednocześnie kłamstwo. -Jakoś nie chce mi się wierzyć w to Will, że spróbowałeś już wszystkiego co mogłoby ci pomóc. - powiedziała w końcu, zaciskając wargi w cienką linię. Nie czuła smutku, żałoby, rozpaczy... wszystkie swoje łzy za utraconą rodzinę wylała już wiele lat temu, teraz kiedy ją odzyskała była zdeterminowana. Zdeterminowana, żeby ponownie jej nie utracić. Może wiązało się to z jakąś głupią nadzieją, z jakąś jej naiwnością, ale skoro był takim geniuszem to przecież mógł przez noc nauczyć się jak przenosić ludzką świadomość na jakiś dysk czy coś, nawet jeśli miałaby to być ostatnia deska ratunku (za dużo Westwolrd się naoglądała dziecina)! -Po prostu się poddałeś, to w twoim stylu, poddać się bez walki, uniknąć większego wysiłku. Pewnie dlatego aż tak bardzo ci zależy, żebym wyjechała, co? Żebyś się mógł w spokoju już zabić?! - ponownie przystąpiła do ataku, mówiąc co raz szybciej, tym szybciej im bardziej pewna była tego, że w końcu dobrze łączy ze sobą fakty. Pierdolony kurwa William Hopper i jego kurwa zapędy samobójcze.-Po co w ogóle nas szukałeś? Żeby się poczuć lepiej jak będziesz umierał, że chociaż się pożegnałeś? Jaki jest w tym sens, geniuszu, skoro i tak przez większość życia podświadomie wszyscy zakładali, że leżysz już w jakimś zbiorowym grobie? Wstajesz z martwych tylko po to, żeby zaraz umrzeć? - jej głos ociekał sarkazmem, złością, każdym słowem chciała mu sprawić ból, były to uczucia których zupełnie się po sobie nie spodziewała, a jednak przez te wszystkie lata nadal gdzieś tam w niej tkwiły. -Wow, może i masz wielki mózg, ale nadal jesteś idiotą. - była zła, była cholernie zła, nie tylko na niego, chociaż nie do końca zdawała sobie z tego sprawę. Była zła na siebie, że świadomie żyła w szklanej bańce, na rodziców, że pielęgnowali, żeby tej bańki nie opuściła, na los, który sprawił, że całe to szambo wyjebało te 11 lat temu. Przez to wszystko teraz się na nim wyżywała, co raz bardziej podsycając atmosferę, jakby i jego też chciała wyprowadzić z równowagi, żeby w końcu i on krzyknął i w końcu powiedział to co czuje, a nie to co sobie wykalkulował.
Chciała prawdy? Proszę bardzo, właśnie ją dostała, bez żadnego owijania w bawełnę, bez żadnego dosładzania. Wiedza nigdy nie była błogosławieństwem, to zawsze było przekleństwo. Nie bez powodu wszyscy przez lata ją przed tym chronili, ale proszę, jeśli naprawdę tego chciała, nie miał powodu, żeby cokolwiek przed nią ukrywać. Była już dorosła i miała prawo wiedzieć, na jakich zasadach toczyła się gra, nie ważne jak brutalne i bezduszne by były.
Hopper uważnie obserwował minę Claire. Coś na kształt szoku, później zaprzeczenie. To była pierwsza faza żałoby, godzenia się ze złymi wiadomościami, prawda? Problem w tym, że nie było innych opcji. Nie było cudownego leku. Żeby nie umrzeć od wylewu bezpośrednio po wzięciu mutazyny, musiał zdobyć jakąś naprawdę czystą... a bez dołączenia do DOGS, na co nie mógł się zgodzić, to było dla niego nieosiągalne. Z resztą, nawet gdyby zatrzymał działanie swojej mocy, jego nadciśnienie magicznie nie zniknie. Ciągle będzie umierał, po prostu nieco wolniej. Potrzebował normalnego kraju z porządną opieką zdrowotną, który nie ścigał obywateli za to, że jeden z ich genów był aktywny, ale nie miał jak się do niego dostać. Był w końcu poszukiwanym mordercą.
- Przykro mi, Claire - odpowiedział jej tylko. - Wszystkie możliwości kończą się ślepymi zaułkami.
I naprawdę, Will był w stanie zrozumieć, że to było dużo do przetworzenia, że była wściekła na świat, na niego, że przyjechał tutaj tylko po to, żeby umrzeć... ale przesadziła. Hopper miał dość bycia jej workiem treningowym, Miał dość tego wszystkiego. To nie była jego wina, że umierał. To nie była jego wina, że nie było cudownego panaceum, które rozwiązałoby wszystkie jego problemy. Próbował wszystko jak najlepiej za sobą zamknąć, ale to nie była jego wina, że to nie wystarczało.
To on umierał. To on miał prawo być wściekły, zachowywać się jak skończony dupek, a nie wysłuchiwać jak wszyscy po kolei się na nim wyładowywali.
- Nie znasz mnie. Nie masz pojęcia, co jest w moim pierdolonym stylu. Od jedenastu lat codziennie walczę o kolejny dzień i mam dość oskarżeń o to, że robię za mało, żeby przeżyć - wycedził lodowatym tonem.
Może był tak bardzo wściekły, bo Claire miała rację, chociaż pewnie powiedziała to tylko po to, żeby bardziej go wkurzyć. Miał już po dziurki w nosie tego wszystkiego, zasługiwał chociaż na spokojny koniec, bez ciągłego bólu, zanim straci swój umysł, swoje ciało, zanim całkowicie zwariuje. I po raz kolejny, jego siostra miała rację. Niepotrzebnie ją tutaj ściągał. Niepotrzebnie w ogóle do niej jechał. Tak, wiedział o tym. To nigdy nie miało tak wyglądać.
- Nie planowałem tego w ten sposób! Chciałem tylko upewnić się, że nie będziecie kolejnymi osobami, które zmarły przez to, że nie zaprowadziłem moich spraw do końca!
Nawet nie miał zamiaru reagować na jej kolejne słowa. Szczerze mówiąc, na tym etapie, miał już to w dupie.
_________________ Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
And I find it kinda funny, I find it kinda sad the dreams in which I'm dying are the best I've ever had
teleportacja
23%
drama queen
name:
Valerie Blanc
alias:
Claire Hopper
age:
20 lat
height / weight:
165 / 50
Wysłany: 2018-07-02, 20:12
Pierwszy strzał! #ZadaniaMG
Podróżnik w czasie
-Nie mów do mnie Claire! - warknęła wściekle, łapiąc się bezsilnie za głowę słysząc ten wyuczony nieco smutny, nieco pouczający ton głosu. Nie mogła go znieść. Tego fałszu, tego wszechogarniającego ja kłamstwa a to imię tylko pogarszało sytuacje. Do tej pory nawet nie zdawała sobie z tego sprawy, z tej cichej irytacji, która narastała w niej za każdym razem, kiedy ją tak nazwał. Może tak naprawdę ona nie istniała do czasu tej rozmowy? Podświadomie dała Claire zmartwychwstać, pozwoliła jej się "zmieszać" z Valerie, Była głupia. Była głupia, że myślała, że spotkanie z Willem wszystko odkręci, że znowu będzie mogła być tamtą beztroską dziewczynką. Nie. Claire zginęła, nie żyła już od dawna, a cała sytuacja wprowadzała ją w tylko większą konsternacje. Nie tylko jej cały światopogląd się walił, razem z nim rozsypywała się budowana przez lata na nim osobowość.
No, na reszcie, jakieś ludzkie odruchy. Taka dziwna myśl pojawiła się gdzieś jej z tyłu głowy, kiedy na spokojnej tafli wody, którą była maska ostoi spokoju Willa zaczęły pojawiać się zmarszczki. Chłodny ton, z cieniem pogardy to był typowy poziom pierwszy Hopperowej złości, trzeba mu przyznać, że nieźle się w nim wprawił, kiedyś po wypowiedzeniu jednego-dwóch zdań już przechodził na poziom drugi, czyli nieco podniesiony głos, z średnio ukrywana złością. Który też w przeciągu kilku następnych wypowiedzi udało jej się usłyszeć.
Zaśmiała się, a jej śmiech pozbawiony był wesołości. Pokręciła głową jakby nie dowierzała w to co właśnie słyszy.
-Myślisz sobie, że jesteś taki dojrzały? Taki odpowiedzialny, za kurwa, cały świat? - prychnęła pogardliwie. -Nic się nie zmieniłeś, w tym problem, wydaje ci się, że jesteś jakiś lepszy, że stoisz ponad nami, zwykłymi śmiertelnikami, bo przeżyłeś, widziałeś więcej, a teraz na dodatek jeszcze umierasz, gratuluję, ten świat to jednak za mało żeby pomieść tą twoją całą wyjątkowość, Will! - w momencie w którym wypowiadała te słowa, wiedziała, że przegięła, to było za dużo, powinna była się jakoś wycofać, przeprosić... tak by zrobiła Valerie, prawda? PRAWDA?! Zamiast tego brnęła dalej i dalej i dalej...
-Oh, przestań już pierdolić, rodzice jeszcze przez 6 lata siedzieli w Seattle, w tym samym domu, jakbyś chciał to byś bez problemu ich znalazł, i zakończył "swoje sprawy" - w tym momencie wykonała w powietrzu gest cudzysłowowa -Ale właśnie, musiałbyś chcieć. - jej oczy się zeszkliły. Odwróciła gwałtownie głowę w bok, wbijając spojrzenie za okno, nie chcąc żeby widział jak niesforne łzy spływają jej po policzku.
-Nie myśl sobie, że ci to wszystko w jakimkolwiek stopniu ułatwię. - rzuciła gorzko, po czym zniknęła.
Pojawiła się parę metrów dalej, za zamkniętym oknem, na zejściu przeciwpożarowym. Nie czekała nawet na jego reakcje i zaczęła schodzić na dół. Musiała się przejść, uspokoić, zastanowić, a jego obecność z pewnością tego nie ułatwiała.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum