Poprzedni temat «» Następny temat
#3
Autor Wiadomość
Valerie Blanc



And I find it kinda funny, I find it kinda sad the dreams in which I'm dying are the best I've ever had

teleportacja

23%

drama queen





name:

Valerie Blanc

alias:
Claire Hopper

age:
20 lat

height / weight:
165 / 50

Wysłany: 2018-04-21, 14:26   #3
  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie


~*~



[Profil]
  [0-]
 
Valerie Blanc



And I find it kinda funny, I find it kinda sad the dreams in which I'm dying are the best I've ever had

teleportacja

23%

drama queen





name:

Valerie Blanc

alias:
Claire Hopper

age:
20 lat

height / weight:
165 / 50

Wysłany: 2018-04-21, 15:09   
  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie


1 marca.

Zgodnie ze swoim pierwotnym planem o tej porze byłaby już odprawiona i wsiadałaby właśnie na pokład samolotu lecącego do Ottawy. Jej pierwotny plan jednak drastycznie uległ zmianie, kiedy parę dni wcześniej wpadła na Willa w ich starym domu. Nowy plan... jak na razie nie istniał. Jedyne co zrobiła to zadzwoniła do pracy i przedłużyła swój urlop, biorąc parę dodatkowych, nieodpłatnych dni wolnych. Hopperom jak na razie nie dała znać, sami też dali jej jasno do zrozumienia, że kiedy jest na terenie Stanów Zjednoczonych lepiej by było, żeby nie utrzymywali kontaktów. Mogło by to jej przecież przysporzyć problemów, ktoś mógłby ich połączyć, a oficjalnie przecież byli sobie kompletnie obcy.
Mieszkanie Willa nie było aż tak okropne jak sobie to wyobrażała. Brat nakreślił jej taki obraz, że faktycznie spodziewała się pełnej szczurów i brudu ruiny. Faktycznie było trochę brudno, ale nie było to nic z czym mokra szmata i tanie chemikalia sobie nie poradzą. Pierwszego dnia ogarnęła powierzchowny brud - przetarła półki, podłogę, blaty. Do szafek już nie zaglądała, nie chcąc naruszać prywatności Hoppera, bądź nie bądź była tu tylko gościem. Zapełniła lodówkę, głównie butelkowaną wodą i jakimiś serkiem i innymi dodatkami do kanapek. Jednak - nie rozpakowała się. Większość jej rzeczy nadal tkwiła zamknięta w plecaku, z pojedynczymi wyjątkami, które ręcznie uprane suszyły się w łazience. Jednocześnie nie chciała sprawiać wrażenia, że się zadomawia, z drugiej strony przez te parę dni musiała przecież jakoś żyć.
Tego dnia w końcu wróciła do biegania. Tak, pomimo tej "wielkiej" przemowy Willa, pod tytułem: skup się na rozwijaniu mocy a nie łagodzeniu jej skutków ubocznych. Claire jak to Claire, im więcej musiała słuchać tego pouczającego tonu tym bardziej przeciwko temu się buntowała i próbowała zrobić kompletnie na opak. 11 lat może i minęło, ale tego odczucia nie potrafiła się z łatwością pozbyć, dlatego też czekała z treningiem na odpowiedni moment - kiedy Will jej nie przyłapie na wyjściu lub powrocie z biegania. Trochę się buntowała, ale nie do końca.
Biegła głównymi ulicami, omijając zaułki i rezygnując ze słuchania muzyki. Wolała być nieco ostrożniejsza niż normalnie, co oczywiście nie powstrzymało jej przed utraceniem orientacji w terenie i w konsekwencji zgubieniem siebie. Zamyśliła się i przez jakiś czas nie obserwowała tabliczek z nazwami ulic, które mijała, co doprowadziło ją do skrzyżowania, z którego nie do końca wiedziała jak ma wrócić. Zmięła przekleństwo w ustach, myśląc jedynie o tym, że jeżeli uda jej się dzisiaj nie zginąć, to na pewno Will i tak ją zabije jak się dowie. Przystanęła z boku, oddychając głęboko i wysilając swoje wszystkie szare komórki. Dlaczego, oh, dlaczego takie niefortunne sytuacje zawsze przydarzały się blondynkom? Szybko się rozejrzała po okolicy. Ulica, ulica, ludzie, sklep spożywczy, Starbucks... Starbucks! Truchtem ruszyła w stronę kawiarni, od razu wyłapując znak z hasłem do WiFi. W duchu dziękowała losowi za to, że urodziła się w XXI wieku, w którym wszystko może sprawdzić na komórce.
Ta mała przygoda sprawiła jednak, że wróciła do mieszkania nieco później niż zamierzała. Otworzyła powoli i cicho drzwi, rozglądnąwszy się czy nikogo w środku aby nie ma. Mieszkanie wyglądało na puste, co nieco ją zdziwiło, biorąc pod uwagę, że na dworze już zmierzchało. Zamknęła drzwi za sobą, jak zwykle blokując wszystkie zamki. Zdążyła się porozciągać, wziąć prysznic i ubrać w piżamę, a mimo to nadal była sama. Owszem, nie umawiali się na nic, ale chyba powinien dać jej znać, wysłać jakiegoś krótkiego smsa w stylu "dzisiaj mnie nie będzie", prawda?
Może coś się stało? pomyślała zaniepokojona. Nie chciała stracić brata zaraz po tym jak go odzyskała. Objęła się ramionami, czując jak przechodzi ją lekki dreszcz. Musiała zająć czymś myśli. Will na szczęście nadal był okropnym nerdem i lubił czytać. Obawiała się nieco, że na tej ogromnej półce wypełnionej książkami znajdzie same pozycje popularno-naukowe, po jakimś czasie udało jej się jednak znaleźć też jakąś prozę. Owinięta w koc i oparta o ścianę zaczęła czytać, starając się zabić czas do momentu aż dostanie jakieś wieści od brata.
[Profil]
  [0-]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-05-01, 21:32   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Zdążyli ulotnić się już z miejsca zdarzenia przed przyjazdem policji - to było najważniejsze, to było w zasadzie wszystko, co mogli zrobić. Nie byli w stanie wpłynąć na zeznania tej kobiety, nie byli w stanie wymazać jej pamięci, a inne opcje stanowczo nie wchodziły w grę. Jedyne co im pozostawało to mieć nadzieję, że ich twarze nie pojawią się jutro rano w wiadomościach i zaszyć się gdzieś. Póki co, najlepszym gdzieś było jego mieszkanie w Seattle, przynajmniej dopóki nie dowie się przed czym właściwie uciekała. Jeżeli to było naprawdę poważne... mógł ją zawieźć do Bractwa. Nie chciał jej w to wciągać, jeśli nie będzie takiej konieczności, koniec końców Bractwo oznaczało problemy... ale jeśli ściągnęła sobie na głowię coś poważnego, to była najlepsza opcja. Miałaby więcej oczu, które mogłyby pilnować jej pleców i więcej osób, przez które musieliby się przebić, żeby się do niej dostać.
Na razie siedziała obok niego na siedzeniu pasażera, względnie bezpieczna, ale pogrążona w jakimś dziwnym szoku, a Hopper nie miał najmniejszego pojęcia co właściwie mógłby zrobić. Nie miał najmniejszego pojęcia co właściwie siedziało jej w głowie ani co w zasadzie przeżyła przez ostatnie kilka miesięcy czy nawet lat. Claire cały czas myślała, że była ona na jakichś studiach. Dlaczego Sarah w ogóle ukrywała to, że była w Stanach? Nie chciała wciągać w to reszty rodziny, to było w zasadzie dość proste, jeśli choć trochę się ją znało. Bo przecież nie mogła się zmienić aż tak. Claire ciągle potrafiła być tym irytującym dzieciakiem, tak samo jak on ciągle był tym przemądrzałym dupkiem, tyle że był już za stary żeby pyskować nauczycielom.
Nie miał pojęcia, co mógłby powiedzieć żeby cokolwiek polepszyć, więc po prostu mówił, gdzie jadą. Że wynajął marne mieszkanie w Seattle już jakiś czas temu, kiedy wrócił do miasta ich szukać i że parę dni temu ściągnął tutaj Claire, na którą natknął się w ich starym domu. Miał wrażenie, że powinien coś mówić, chociaż chyba zawsze wolał ciszę, nie ważne jak bardzo niezręczną.
W końcu dojechali pod tę przeklętą kamienicę i nie zostało im nic innego jak wejść schodami na piętro i wywołać jakiś zawał u Claire. W końcu to ona była przekonana, że Sarah cały czas prowadziła nudne życie gdzieś w Kanadzie. Cóż, czymkolwiek zajmowała się jego siostra, to z pewnością nie było nudne. Szczęście w nieszczęściu, Hopper zdążył wysłać najmłodszej z rodzeństwa esemesa z kim właściwie tutaj jechał. Miała jakieś kilkanaście minut żeby przygotować się psychicznie, zanim w końcu mogła usłyszeć jak ktoś przekręca klucz w zamku i otwiera drzwi do mieszkania.
Problem w tym, że Sarah stwierdziła, że nie może tego zrobić. Hopper nie miał pojęcia czemu, o co właściwie jej chodziło... ale nie miała zamiaru słuchać jego argumentów. Zwyczajnie sobie poszła, a Will nie mógł jej przecież zmusić, żeby z nim została. Mógł się tego spodziewać, już i tak dostał naprawdę sporo, kiedy zechciała z nim porozmawiać. W końcu trafił do mieszkania, sam, jeszcze bardziej wkurzony.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,02 sekundy. Zapytań do SQL: 5