Poprzedni temat «» Następny temat
#1
Autor Wiadomość
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-03-07, 23:36   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


- Cóż, wolałbym żeby za moje zdrowie nie odpowiadała kobieta ze słabością do mężczyzn z inicjałami WH i nadgniłych ciał - wyjaśnił grzecznie i bardzo kulturalnie. W końcu szczerość to podstawa każdej zdrowej relacji! A za to podstawą każdej relacji Williama Hoppera była odpowiednia dawka złośliwości, odwracanie kota ogonem i absolutnie, pod żadnym pozorem nie pozwalanie, żeby ktokolwiek uznał, że jest w jakikolwiek sposób zainteresowany albo przywiązany do swojego rozmówcy. W końcu przecież nie był. Ludzie za często umierali, żeby mógł sobie pozwolić na takie głupoty.
Gdyby tylko Wallace powiedziała mu, co uważała o jego bliznach, cóż, nie uwierzyłby. A przynajmniej, nie zrozumiałby tego. Dumne? Interesujące? Raczej po prostu w jasny, czytelny sposób zdradzały, że sporo przeszedł. Wystarczało na nie rzucić okiem żeby zorientować się, że dawno minęły czasy kiedy był niewinnym, może nawet całkiem sympatycznym chłopakiem. Nie chodziło o to, że się ich wstydził - przyzwyczaił się do nich, tak samo jak przyzwyczaił się do tego, że sprawdzał czy w mieszkaniu w mieszkaniu nikt na niego nie czeka i do tego, że właściwie zawsze był przygotowany, żeby wyjechać na drugi koniec kraju. Po prostu nie wszyscy musieli wiedzieć jak niewiele zostało w nim z tamtego dzieciaka i jak wiele razy został złamany. Do jak wielu rzeczy był zdolny i jak wiele z nich już zrobił. Cóż, na Wallace już chyba było za późno - najprawdopodobniej zorientowała się, że jednak trochę brakuje mu do anioła po jakimś czwartym zdaniu które do niej powiedział. Minusy szczerości.
- O kobiecie która przyszła do mojego mieszkania, najpierw zaczęła mnie obmacywać, a potem podglądać jak się przebieram - odrzucił. Sama prawda, niczego nie musiał zmyślać ani wyolbrzymiać, nawet najmniejszego szczegółu . A Wallace ciągle próbowała mu wmówić, że to ona mu się podoba. Ha! Niezła ironia.
W końcu podniósł nie wytrzymał i podniósł na nią wzrok. Nawet nie możecie sobie wyobrazić ile satysfakcji dał mu jej zwykły wyraz twarzy. To, że nie mogła od niego oderwać wzroku było dodatkowym bonusem. Oczywiście, że właśnie łechtała mu ego.
- Korzystaj, póki możesz - rzucił. Nie był w stanie powstrzymać uśmiechu, zwłaszcza kiedy zobaczył jak przełyka ślinę. To było jakby właśnie patrzył na dziecko, które właśnie kradnie słodycze z szafki. Jak nie może się powstrzymać i robi coś, czego nie powinno.
Miał już wkładać na siebie czystą koszulkę, kiedy zdał sobie sprawę z tego, że wcale nie chce tego robić. Patrzenie na Wallace sprawiało mu po prostu zbyt dużo cholernej satysfakcji. Podszedł bliżej niej, cały czas nie mogąc zapanować nad swoją twarzą.
- Może dzisiaj poćwiczymy twoją koncentrację, Wallace? - zaproponował. Był ciekawy, jak długo będzie się tak na niego gapić. Poza tym, chciałby zobaczyć jak Matilde próbuje się zachowywać jak gdyby nigdy nic, ale nie jest w stanie.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-03-08, 18:40   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


– Co jest złego z Woody Hallenem? – spytała z głupiutkim uśmiechem na twarzy, specjalnie przekręcając nazwisko amerykańskiego reżysera w taki sposób, by pasowały do tych przeklętych inicjałów WH. Nie mogła przecież pozwolić mu na jakąkolwiek satysfakcję. I jeśli myślał, że miała do niego słabość to.. to grubo się mylił. Kompletnie nie był w jej typie, nie? Przecież umierał, a jej zdecydowanie nie kręciły jakiekolwiek relacje z chodzącymi zombie. Ale zaraz potem, by ciągnąć tą gierkę, Matilde ostentacyjnie westchnęła, by swoim wyuczonym, teatralnym głosikiem dorzucić:
– Ale okej, masz rację. Nie możemy pozwolić, by twoje cenne życie zależało od takiej kobiety. W takim razie muszę z przykrością stwierdzić, że nie mogę cię dłużej leczyć – choć rozbawienie wręcz odbijało się w jej zielonych oczach, mina jaką uraczyła Hoppera sprawiała wrażenie niezwykle zasmuconej i wręcz zawiedzionej tym faktem. Potem po prostu w skupieniu wysłuchała kolejnych jego słów, ledwo – naprawdę ledwo – zachowując resztki powagi. W gruncie rzeczy jedyne co jej się cisnęło na usta to parsknięcie śmiechem. Jednak zamiast tego niemal w linijkę zacisnęła swoje czerwone wargi.
– Możesz dorzucić jeszcze, że trzymałam cię za rękę, Hopper. Wiesz, podobno zły dotyk boli, możesz mieć traumę do końca życia – dodała, mrugając niewinnie oczami, ale tym razem nie zamierzała odwracać od niego spojrzenia. Nawet na sekundę. Tylko po to by pokazać, że.. że faktycznie mogła. Skoro i tak wyszła na największego creepa, perwersa i kogo tam jeszcze z niej robił w całym Seattle, to nie mógł jej odmówić chociaż tej przyjemności. Zwłaszcza, że jej się należało. W końcu dość dzielnie znosiła jego towarzystwo, nie robiąc mu przy tym żadnej krzywdy. To zdecydowanie podchodziło pod jakiś sukces.
– Och proszę! Po prostu upewniałam się, że nie wrócisz z jakąś ostra konserwą od puszki, czy…coś. I dopiero gdy wypowiedziała te słowa zdała sobie sprawę z tego, jak bardzo pokręciła... A ten jego cholerny uśmiech tylko działał na nią teraz jak płachta na byka. Nie wiedziała co on tak dokładnie knuł, ale to jego spojrzenie pełne wyższości i triumfu, sprawiło że przez jej ciało przeszły dziwne ciarki.. Matilde wręcz wstrzymała na moment oddech, dopiero teraz zdając sobie sprawę, że najwidoczniej Hopper nie miał zamiaru się ubierać. To wtedy z jej ust wydobyło się tak wielce sarkastyczne:
– I wtedy ofiara zamieniła się w ekshibicjonistę – nie zdawała sobie jednak sprawy, że ten złamas posunie się do czegoś tak podłego, jak wykorzystanie jej chwili nieuwagi. Nie chciała, by podchodził, nie chciała by miał ją w garści. I zdecydowanie nie chciała, by był tak blisko. W pewnym momencie wszystkie zdrowe zmysły podpowiadały jej, że powinna zrobić ten cholerny krok do tyłu, a potem po prostu zwiać, ale.. coś jakby zupełnie ją sparaliżowało. W tym momencie kompletnie nie mogła się ruszyć. I dopiero, gdy usłyszała jego słowa, odchrząknęła, jednocześnie wkładając całą siłę woli, co zdecydowanie było widać po jej spiętych mięśniach, by oderwać spojrzenie z jego klatki piersiowej i dumnie unieść podbródek.
– Tak się składa, że mam zajebistą koncentrację, Hopper – wypowiedziała dość wyzywającym tonem głosu, jednocześnie wbijając spojrzenie w jego oczy. Musiała to jednak uznać za swego rodzaju zwycięstwo. Bo chociaż jej spojrzenie co jakiś czas mimowolnie schodziło z jego twarzy na nagi tors, to jednak w większości przypadków była w stanie utrzymać ten kilkusekundowy kontakt wzrokowy. Jedyne nad czym nie była w stanie zapanować to fakt, że zrobiło jej się cholernie duszno… Był stanowczo za blisko.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-03-08, 20:54   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


- To poważna choroba, nazywa się non H nomen. - Nie zrobił tego błędu nowicjusza, który nie umiem nikomu niczego wcisnąć. Nie wymówił "H" jak w angielskim, tylko jak w łacinie - "ha". A ludzie mówią, że znajomość martwych języków nie przydaje się w prawdziwym życiu. Cóż, najwidoczniej nie znali jeszcze zasady, że wszystko powiedziane po łacinie brzmi pięćdziesiąt razy mądrzej.
Okay. Dobra. Przyzna to, ale w głowie i tylko przed samym sobą - zagięła go. Nie spodziewał się takiej odpowiedzi. Nie był w stanie na to inteligentnie odpowiedzieć nie zaprzeczając sobie ani nie przyznając Wallace racji - a gdyby to zrobił, najprawdopodobniej mógłby raz na zawsze pozbawić się z dostępu do jej mocy. Znając życie wstałaby, wyszła i nie chciała wrócić, aż nie zrobiłby czegoś upokarzającego dla jej własnej prymitywnej satysfakcji. Sprawa była przegrana. I cóż, jeśli taka była cena, to mógł ewentualnie pogodzić się z odpuszczeniem w tej jednej, jedynej dyskusji. Ale nie zamierzał przecież uciekać z podkulonym ogonem.
- Właściwie, to już od kilku minut mnie nie leczysz - zauważył. Piękna, czysta logika twoją ucieczką z każdej niebezpiecznej sytuacji.
A jeszcze lepszą ucieczką była zmiana tematu.
- Dopiszę to - wyciągnął palec i powiedział to takim tonem, jakby obiecywał jej, że coś sobie zapamięta.
Wallace bez żadnego wstydu dalej się na niego gapiła, nawet nie próbowała udawać że robi coś innego albo przyszła tutaj z innego powodu. Uśmiech Hoppera znacząco się poszerzył, kiedy usłyszał jak zaczyna się plątać we własnych słowach, ale nijak tego nie skomentował. Może to było uniewinnienie, może po prostu odroczenie sprawy, Wallace może się domyślać.
- Cóż, ty to zaczęłaś - odpowiedział. Jakby to w ogóle faktycznie coś zmieniało. Przynajmniej miał dobry argument.
Trzeba jej przyznać, że się naprawdę próbowała. Widział jak się stara, jak skupia się na tym, żeby patrzeć na jego twarz. Nawet, momentami, udawało jej się utrzymywać kontakt wzrokowy, Łał. Przyznawali za to jakieś nagrody? Jakby tego było mało, to na dodatek nie wyciągnęła jeszcze telefonu, żeby zachować sobie ten cudowny widok na później. Naprawdę, Walace, brawa dla ciebie za silną wolę.
- Niech zgadnę - ostrą jak konserwa od puszki? - spytał niewinnie. Tym razem nie chciało mu się nawet udawać, że jest grzecznym, miłym chłopcem, który wcale nie czerpie z tego satysfakcji. Ale hej - skoro ona mogła się na niego gapić, to on mógł otwarcie obnosić się ze swoim zwycięstwem.
Z jakiegoś powodu, pasowało mu to, że stali tak blisko siebie. Pewnie po prostu dlatego, że miał przez to świetny widok na barwną mimikę Wallace, która usilnie stara się nie dać po sobie poznać, że faktycznie jej się podoba. Mogła mówić i opowiadać o tym ja to Hopper na pewno się w niej zadurzył, ale jeśli ktokolwiek miał tutaj ten problem, to cóż - była to ona.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-03-08, 22:07   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Tak, w pewnym sensie gdy Hopper nic nie odpowiedział na jej słowa, Matilde rzeczywiście poczuła satysfakcję. I zdecydowanie nie mylił się, twierdząc, że musiałby robić naprawdę upokarzające rzeczy, by ją odzyskać. Zabawne, jak dobrze zdołał ją poznać przez tych kilka godzin, które zdołali razem spędzić. A sam fakt, że wciąż byli żywi – był ich wspólnym sukcesem. Natomiast, gdy tylko mężczyzna zaczął wyciągać jakąkolwiek logikę na wierzch, Wallace wzniosła wysoko brwi, by po chwili z bezczelnym uśmiechem zapytać:
– Czy to ma znaczyć, że powinnam już sobie pójść?
W gruncie rzeczy, niezależnie jaką miał zamiar dać jej odpowiedź – jak bardzo miał zamiar się wykręcać, czy udawać, że go wkurzała – Matilde nie miała zamiaru stąd wychodzić. Być może po części dlatego, że był środek nocy i żadne autobusy już nie kursowały, a ona nie miała prawa jazdy, a być może po prostu dlatego, że rzeczywiście chciała tu zostać. Nie, nikt jej tu nie trzymał. Nie miała broni na karku, a on zdecydowanie nie miał nad nią żadnej władzy. Tkwiła tu bo.. bo chciała.
– A ty mnie sprowokowałeś – odparowała, wzruszając niby niewinnie i obojętnie ramionami. W tym momencie w rzeczy samej miała gdzieś jego zdanie. On wiedział swoje, ale to ona wiedziała lepiej. Logicznie, nie? W pewnym momencie zaczęła się nawet zastanawiać, czy to wszystko od początku nie było jakimś chorym planem. Próbował ją uwieść, czy coś w tym stylu? I dlaczego, do cholery, dlaczego mu się to udawało?!
I nie, Hopper zdecydowanie nie miał pojęcia ile musiała siły włożyć w to, co robiła. Być może dlatego, że był jakąś cholerną machiną bez emocji?! Kiedy ona niemal wypruwała sobie flaki, on był cholerną oazą spokoju i to chyba wkurzało ją jeszcze bardziej. Mimo wszystko zadarła ten podbródek jeszcze wyżej, o ile to w ogóle było możliwe, ale w końcu – hej – była silną i niezależną kobietą. Nie potrzebowała uwagi Hoppera, by poczuć się lepiej. Nie potrzebowała nawet tego, by ją teraz pocałował, nie? Nie potrzebowała. Nie potrzebowała. A mimo to zawiesiła spojrzenie na jego wargach i przełknęła cicho ślinę.
– Nawet sobie nie zdajesz sprawę – wyrzuciła z siebie, ale już nie w ten bojowy sposób co zawsze. Była zdecydowanie coraz bardziej rozkojarzona i zdezorientowana. Do tego stopnia, że dość niespodziewanie zbliżyła się do niego jeszcze bardziej. A właściwie tak bardzo, że ich twarze dzieliły teraz dosłownie milimetry. Z kolei ciepło bijące z jego roznegliżowanego ciała przyprawiało ją prawdopodobnie o jakieś palpitacje serca. I wtedy Matilde zdecydowała się odwrócić wzrok z jego ust, by wbić je w oczy chłopaka i wyrzucić z siebie:
– Jesteś skończonym fiutem, Hopper – ale bynajmniej nie było w tym ani krzty złości, nienawiści. Nie przypominało to też typowego oszczerstwa, chociaż zdecydowanie taki chciała osiągnąć efekt. Po prostu, najzwyczajniej w świecie nie wiedziała, co ma tak dokładnie powiedzieć. A tego typu zdanie przecież wciąż nie wykluczało jej z tej chorej rozgrywki w którą grali, prawda? Nawet jeśli teraz dosłownie oddychali tym samym powietrzem, a ich nosy niemal się ze sobą stykały. Była tak blisko Williama, że wręcz była w stanie sobie teraz wyobrazić, jak smakowały jego usta!
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-03-08, 23:50   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Miał już odpowiedzieć jednym prostym słowem - "tak" - ale zdał sobie sprawę, że w zasadzie wcale tego nie chce. Kiedy akurat Wallace nie była takim wrzodem na dupie, to całkiem przyjemnie się z nią rozmawiało. Z drugiej strony, nie było najmniejszego sensu podbudowywać jej ego mówiąc jej, żeby została. W końcu on spędzał z nią czas tylko z obowiązku. Miałby ją prosić, żeby została dłużej niż musiała? W życiu.
- Kiedy skończysz chodzić wężykiem - odpowiedział decydując się na wewnętrzny kompromis.
Co prawda Wallace już nie wyglądała jakby miała zaraz paść trupem na ziemię, ale kto by się tym przejmował. To ciągle nie było złożenie broni, a to że odpowiedź wymagała małego naciągania faktów - zdarza się. Z resztą, to było najlepsze co Hopper mógł z siebie wycisnąć między żałosnym "zostań" a natychmiastowym wyrzuceniem Matilde z mieszkania.
- A potrzebowałaś, żeby ktoś cię w ogóle prowokował? - spytał. To było jasne, że Wallace po prostu szukała wymówki. Mogli się tak przerzucać w nieskończoność, i tak najprawdopodobniej nic by z tego nie wynikło. Ona była po prostu zbyt uparta, żeby do czegokolwiek się przyznać, a już z pewnością do tego, że to ona zaczęła.
W jakiś dziwny sposób bawiło go to, jak bardzo starała się wyglądać dumnie. Jeszcze trochę podniesie ten podbródek i złamie sobie kark. Obydwoje znali prawdę, racja? Mimo wszystko, zaintrygowała go jej nagła zmiana tonu - prawdopodobnie pierwszy raz w życiu słyszał, jak mówi coś co nie jest przesiąknięte pretensjami, sarkazmem czy złośliwościami. I wtedy, z jakiegoś powodu, zrobiła krok w jego stronę.
Hopper jeśli tylko chciał, mógł zwracać uwagę na szczegóły, które wszyscy ludzie zauważają, ale pomijają je w swoim postrzeganiu świata. Nie są w stanie przetworzyć tylu informacji, skupić się na tylu rzeczach na raz, więc po prostu zapominają o nich, przechodzą nad nimi do porządku dziennego. Nie zwracają uwagi na ledwo wyczuwalne na ich skórze ciepło cudzego oddechu ani na pojawiające się tysiące mikro ruchów mięśni twarzy za każdym razem kiedy ktoś na przeciwko nich o czymś pomyślał. Hopper zwracał uwagę. Widział wyraźnie twarz Wallace, jej rzęsy i powieki, kiedy patrzyła na jego usta. Widział pracę wszystkich tych drobnych mięśni na jej twarzy, kiedy zdecydowała się podnieść na niego wzrok swoich brązowych oczu. Ciemne oczy, chociaż były najpowszechniejsze, były w pewien sposób wyjątkowe. Za ich kolor faktycznie odpowiadały barwniki, a nie rozszczepianie światła w ich strukturze jak przy każdym innym kolorze tęczówki.
Patrzył na jej ciemne, lekko potargane włosy, na grzywkę zakrywającą jej czoło - po lewej była jakieś trzy milimetry dłuższa niż po prawej. Mógł z bliska oglądać jej jasną skórę, miejscami już startą z jej ust szminkę. Nie wiedział dlaczego w zasadzie to robi. Po prostu... byli tak blisko. Mógł sobie wyobrazić dotyk jej skóry. Dziwne, że nagle wydawało mu się to tak atrakcyjne, skoro wcześniej przez dobrą chwilę trzymali się za ręce.
Patrzył jak z jej ust wydobywa się głoska za głoską, sylaba za sylabą. Jak jej wargi rozchylają się raz za razem, żeby każda kolejna samogłoska mogła wybrzmieć. Było w tym coś w pewien sposób magicznego.
- Yeah, jestem - cicho przyznał jej rację. Może nawet gdyby nie stali tak blisko siebie, to Wallace nie usłyszałaby tego.
I wtedy, tknięty jakimś dziwnym impulsem, pocałował ją.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-03-09, 09:21   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Prawdopodobnie Hopper nawet nie sądził, jak bardzo te jego słowa były dla Matilde jednoznaczne. W tym momencie brunetka nie miała już żadnych, nawet najmniejszych wątpliwości, że on również chciał, by ona tu była. I cokolwiek to, co chciał osiągnąć tym swoim niezdecydowaniem, naginaniem prawdy.. nijak nie miało mu się udać. Mógłby teraz wręcz zacząć bić się w pierś, składać wieczystą przysięgę, czy cokolwiek innego.. Ale ona wiedziała, że Hopper po prostu ją lubił. I na samą myśl o swoim odkryciu, kąciki ust Matilde uniosły się w nieco triumfalnym uśmiechu, z kolei z jej ust padły słowa:
– Powiesz mi, kiedy to będzie? – zamrugała niewinnie oczami, jednocześnie mimowolnie przygryzając dolną wargę. Bawiło ją to. W normalnych okolicznościach nie wypowiedziałaby już tych słów, jedynie po cichu tonąc w tej cholernej satysfakcji. Ale to nie była normalna sytuacja. To była ona i Hopper, tutaj nie można było niczego przemilczać. W pewnym sensie nawet uderzył ją sam fakt, że w tak krótkim czasie zaczynali mieć swoje zwyczaje, ale mimo to ciągnęła to dalej. Dalej się w to zagłębiała, jeszcze bardziej tonęła w tej relacji.
– Tego byśmy się dowiedzieli, gdybyś mnie nie prowokował – mruknęła, nie kryjąc rozbawienia w swoim głosie. Jeśli ktoś jeszcze wczoraj powiedziałby jej, że będzie w stanie rozmawiać z Hopperem bez wyzwisk, złośliwości, a w ich spotkaniu będzie dominowało rozbawienie i uszczypliwe żarty.. prędzej, by umarła na zawał serca, niż kiedykolwiek w to uwierzyła. A teraz, nie dość, że najwyraźniej oboje mieli te tak bardzo niepasujące do nich humorki, to jeszcze działo się coś znacznie poważniejszego. Tak poważnego, że Matilde miała trudności z oddychaniem.
Już nawet nie ukrywała przed samą sobą, jak bardzo pragnęła, by mężczyzna wykonał ten krok. Ale mimo to, sama jakby pierwszy raz w życiu tchórzyła. Po prostu trwała w tym zawieszeniu, które w jej mniemaniu niemożliwie się dłużyło, jednocześnie nie spuszczając wzroku z twarzy chłopaka. Z twarzy, która pod wpływem chwili – czego możliwe nawet nie był świadomy – również się zmieniała. Widziała to. Widziała jego wzrok i to jak chłonął każdy milimetr jej twarzy. Widziała to nieco zamglone spojrzenie, które teraz bardziej przypominało odurzenie jakimś wysokoprocentowym trunkiem. Widziała też, jak nagle wszelką logikę Hoppera szlag trafia. Atmosfera, która z każdą sekundą się zagęszczała zdecydowanie nie powinna wynikać z tego, z czego wynikała. A jednak.. wraz ze słowami chłopaka, Matilde wiedziała, że coś się zmieniło. A potem to była chwila, której nawet nie zarejestrowała. Po prostu w pewnym momencie poczuła miękkie wargi Hoppera na swoich ustach, a jej serce wręcz oszalało. I mimo, że to dudnienie wydawało się tak donośne, jedyne na czym skupiała swoją uwagę to Hopper. Wszystko w co kiedykolwiek wierzyła i jej mózg wręcz krzyczały, by się odsunęła od Williama. Ala ona – jak ta cholerna buntowniczka już po ułamku sekundy odwzajemniła ten pocałunek, jednocześnie zdając sobie sprawę, jak miłe to było w rzeczywistości. A potem, w miarę pogłębiania tego pocałunku i coraz większych trudności z oddychaniem, jedna dłoń Wallace wylądowała za karkiem chłopaka, a jej palce wsunęły się w jego ciemne włosy. Z kolei drugą rękę położyła na jego nagim, chropowatym od blizn ramieniu, jednocześnie opuszkami palców zagłębiając się w tych niedoskonałościach, które jej wydawały się tak atrakcyjne…
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-03-09, 22:08   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


- Dam ci znać - obiecał, mając nadzieję, że ta wymiana zdań skończy się na tym triumfalnym uśmiechu. Wszyscy rozumiemy Wallace. Wygrałaś tę rundę. Możesz już to sobie wpisać w CV.
Z drugiej strony, nie był w stanie faktycznie się na nią złościć, kiedy tak stała z tą swoją sztucznie niewinną miną i przygryzała wargę. W tym było coś... rozbrajającego. Jakby ktoś nagle dodał Wallace trochę bonusowego uroku osobistego. Jakby ktoś w ogóle sprawił, że była w stanie roztaczać wokół siebie jakikolwiek urok.
- Nie prowokowałem. Nie musiałem - doprecyzował. Kto to w ogóle widział, żeby uznawać sarkazm za prowokacje do czegokolwiek innego niż agresji.
Dla Hoppera to było raczej jakby świat się zatrzymał. Chłonął tę dziwnie pociągającą chwilę bliskości, równocześnie nic nie znaczącą i znaczącą bardzo, bardzo dużo. W końcu przecież po prostu stali i na siebie patrzyli. Nic wielkiego. Trochę jak wtedy, kiedy zaczęła go przeszukiwać, tylko tym razem mieli twarze na tym samym poziomie i obydwoje właściwie się nie ruszali. Po prostu nic wielkiego.
Chciałby wiedzieć, co właściwie robił. Nie miał pojęcia dlaczego ciągle ją całował, nie miał pojęcia czemu tak cholernie tego chciał. Nie wiedział dlaczego lekko chwycił ją w talii i przyciągnął ją jeszcze bliżej - o ile to w ogóle było możliwe. Chłonął bliskość jej ciała, fakturę jej ust, delikatny dotyk jej opuszków palców na swoim ramieniu. Nie był w stanie się od tego oderwać, a równocześnie nie był w stanie tego zrozumieć. Gdyby ktoś mu wczoraj powiedział, że będzie całował Wallace, nie uwierzyłby mu. Ba! Jakby ktoś mu to powiedział dziesięć minut wcześniej, efekt byłby dokładnie taki sam.
Nie mieli najmniejszego sensu. Obydwoje doskonale wiedzieli, że nie powinni się na to pisać, cokolwiek to właściwie było. On umierał. Ona doskonale o tym wiedziała. Jej ostatni chłopak zmarł przy niej, ciągle się po tym nie pozbierała. On doskonale o tym wiedział. Nie powinni niczego zaczynać, nawet jeśli tylko na jedną noc. Nie mogli po prostu zniknąć ze swoich żyć, Will potrzebował jej mocy. Jeśli dało się jeszcze bardziej skomplikować ich dziwną relację, właśnie to robili.
A mimo to, ciągle nie mógł oderwać sowich ust od jej. Skoro już zaczęli, przecież tego nie cofną, prawda? To już było jeszcze bardziej pokręcone, niż było wcześniej. Czy to źle, że na razie nie zamierzał się tym przejmować? Chciał jeszcze trochę czuć, jak jej palce zanurzają się w jego włosach, jak jej kilka niesfornych włosów łaskocze go po twarzy. W pewnym momencie jedna jego ręka zaczęła błądzić gdzieś po jej plecach, drapiąc ją między łopatkami.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-03-09, 23:47   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


– Mam ciebie dość – skwitowała w końcu, robiąc przy tym minę typowej cierpiętnicy. Kiedy ona była urocza, błyskotliwa i zabawna, Hopper był totalnym wrzodem na tyłku. W tym momencie była wręcz przekonana, że należał się jej jakiś medal za samo znoszenie tego człowieka. Ale nie miała nawet czasu, by dalej roztrząsać tego, czy ktoś kogoś rzeczywiście sprowokował, czy też nie – chociaż w niej mniemaniu sam się o to prosił!, pewnie nawet o tym śnił w najdzikszych fantazjach. Po prostu zajęła się czymś kompletnie innym. Szczerze mówiąc, po prostu zajęła się samym Williamem, który w tym momencie był o wiele łatwiejszy do zniesienia niż kiedykolwiek wcześniej. I który dość skutecznie sprawiał, ze uginały się pod nią kolana. Dosłownie – nogi miała jak z jakiejś cholernej waty. A mimo to znalazła w sobie na tyle siły, by przywrzeć mocniej do jego ciała. Chociaż nie była do końca przekonana, czy było to spowodowane narastającym pragnieniem bliskości, czy silnych ramion Hoppera wokół jej talii. Jednego jednak była pewna – pomimo pełnego ubioru, miejsca w których ją trzymał – parzyły ją niemiłosiernie…
Gdyby powiedział jej na głos swoje wątpliwości, pierwszy raz – bez żadnej kłótni – po prostu przyznałaby mu rację. Oni nie mieli racji bytu. Pasowali do siebie, jak puszka pełna dietetycznej coli i miętówka. A mimo tej dziwnej mieszanki wybuchowej, Matilde już dawno nie czuła się tak pełna jak w tym momencie. Świadomość bycia zranioną, wyrok śmierci na karku Hoppera i samotność niezwykle doskwierały Matilde. Do tego stopnia, że rzeczywiście byłaby w stanie się od niego oderwać i odejść w swoją stronę, a potem zapomnieć o tym wszystkim – choć miałoby to być nieziemsko trudne. I chyba jeszcze nigdy niczego nie była tak świadoma, jak faktu, że to co robili było tak cholernie złe. Ale mimo tego, nie zrobiła i nie miała zamiaru robić nic, by zapobiec tym wydarzeniom. Nie przejmowała się nawet faktem, że pod wpływem dotyku Hoppera na swoich plecach, jej ciało zaczynało się nienaturalnie wyginać. Do tego stopnia, że jedno z ramiączek jej ciemnych ogrodniczek, po prostu opadło z ramienia, nieco krępując ruchy jej ręki. Ale to nie zdawało jej się przeszkadzać tak bardzo. Chociaż wciąż jeszcze była zanurzona w jego wargach, a jej dłoń nadal błądziła po jego klatce piersiowej, to Matilde ostatecznie zawiesiła rękę o kieszeń dżinsów mężczyzny. A potem tak po prostu oderwała się od jego ust, tylko po to, by po głębszym oddechu zacząć składać pocałunki na jego policzku, wzdłuż żuchwy, po szyi, by na końcu zacząć muskać jego obojczyki i wgłębienie między nimi. W tym momencie rzeczywiście go pragnęła. Nie jako zwykłego mężczyznę. Pragnęła Williama Hoppera. I to chyba nakręcało ją jeszcze bardziej…
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-03-10, 21:00   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Ostatnim razem jak to Hopper próbował być miły dla Wallace, skończyło się na tym, że go zwyzywała go i próbowała go spoliczkować, więc cóż, na wszelki wypadek lepiej nie próbować tego ryzykownego manewru jeszcze raz. Z resztą, nie wydawała się być wcale szczególnie przejęta jego skandalicznym zachowaniem ani - tym bardziej - nie za bardzo pasowała do standardowej definicji kogoś, kto ma go dość. Nie żeby mu to szczególnie przeszkadzało. Jeżeli miała to okazywać całując go, przywierając całą sobą do niego, to cóż, był skłonny jakoś pogodzić z tym, że go nie znosiła i że najchętniej by stąd poszła.
Chciał jej, chciał żeby tutaj została i był pewien, że ona chciała tego samego. Coś w sposobie, w którym dotykała go, włożyła dłoń do jego kieszeni doprowadzało go do szaleństwa, a to go cholernie nakręcało. Właściwie nie był w stanie logicznie wyjaśnić dlaczego. To nie była urocza Sally do której zawsze go ciągnęło ani Halsey z którą był w stanie rozumieć się bez słów i rozmawiać na równym poziomie. To była cholerna Wallace. Najbardziej irytująca kobieta świata, która podczas ich pierwszego spotkania zwyzywała go, uznała, że jego życie jest nic nie warte a na koniec rzuciła w niego puszką coli. Nie powinni się nawet lubić. W jakiś pokręcony sposób to pociągało go jeszcze bardziej.
Może to o to tutaj chodziło? Obydwoje wiedzieli, że do siebie nie pasują, że to fatalny pomysł, dlatego tak bardzo się w to pchali. W końcu obydwoje mieli zadziwiający talent to autodestrukcji. Może znowu zrobić by coś idiotycznie głupiego? W końcu od kilku dni nie wpadli na żaden tragicznie zły pomysł.
Mimo tej świadomości, nie mógł się powstrzymać, kiedy czuł jej kolejne pocałunki. Odgarnął jej włosy za ucho i przejechał palcami po jej szyi, obojczyku, ramieniu, żeby w końcu uwolnić jej rękę z tego przeklętego ramiączka i spleść jej palce ze swoimi. Chwilę później drugą, wolną ręką delikatnie podniósł jej podbródek. Nie chodziło o to, że chciał żeby przestała. Chodziło o to, że cholernie chciał ją pocałować i nie zamierzał z tym czekać aż znowu podniesie na niego twarz.
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-03-10, 22:32   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Miejsca, w których dotykał ją William, paliły Matilde niemiłosiernie, wręcz przyjemnie łaskocząc jej podniebienie. To w żadnym przypadku nie przypominało tego zwykłego pożądania, jakie odczuwała przy zbliżeniach z innymi mężczyznami. Tym razem było kompletnie inaczej. Nie interesowało jej jak najszybsze załatwienie sprawy i późniejsza ucieczka z miejsca zbrodni. Nie, Wallace wręcz pragnęła, by każda sekunda ciągnęła się w nieskończoność. Chciała się rozkoszować każdym jednym muśnięciem jego niedoskonałej, chropowatej skóry i wdychaniem nieznanego dotąd zapachu mężczyzny.
Być może Hopper znowu miał rację. Być może cała magia polegała na tym, że w pewnym sensie byli dla siebie tym zakazanym owocem. W końcu nawet się nie lubili, prawda? Być może rzeczywiście po prostu mieli ochotę zrobić coś wybitnie głupiego, by mieć powody do późniejszego użalania się nad sobą i ogarniającego wstydu. Być może oboje mieli nie tylko skłonności do autodestruktywnych zachowań, ale tym bardziej do masochizmu. Ale nie zmieniało to faktu, że było to pierwszą rzeczą od bardzo dawna, której Matilde rzeczywiście pragnęła. Pierwszą rzeczą, która uświadomiła Matilde, że wciąż jeszcze żyła.. A gdy ich dłonie zostały splecione, dziewczyna wręcz ociężale wypuściła z płuc powietrze, co było spowodowane niezwykle przyjemnym dreszczem, który teraz niemal sparaliżował jej ciało. Coś w sposobie w jaki poruszał się Hopper, w sposobie w jaki ją trzymał i w jaki się z nią obchodził.. było niepojętego dla jej rozumu.
Wszystko to, co robili, choć było niezwykle niewinne wydawało się też.. dziwnie czułe. Wręcz przepełnione jakimiś dziwnymi, skrywanymi emocjami, które z każdą kolejną sekundą jakby się potęgowały. Brunetka właśnie składała kolejny pocałunek na jego klatce piersiowej, gdy poczuła jak Hopper unosi jej podbródek. I bynajmniej Matilde nie miała zamiaru się z tym kłócić. Dość posłusznie oderwała swoje usta od jego rozgrzanej skóry, by po chwili swoimi rozszerzonymi, błyszczącymi źrenicami spojrzeć w jego oczy, tym samym gładząc go wolną ręką po plecach.
– Może się położymy? – spytała tak cicho, że nie byłaby zdziwiona, gdyby mężczyzna tego nawet nie usłyszał. W gruncie rzeczy sama nie była do końca pewna, czy słowa te rzeczywiście wydobyły się z jej ust, czy jedynie poruszyła niemo ustami. Ale bynajmniej nie miała zamiaru się nad tym zastanawiać. Po prostu ponownie wpiła się w jego usta, całując go namiętnie i decydując się na stawienie malutkiego kroku w tył – w kierunku łóżka, a raczej materacu, jednocześnie za pomocą tej bliskości zmuszając również Hoppera do wykonania tego kroku. A potem zrobiła i kolejny krok, jednocześnie jeszcze bardziej pogłębiając te pocałunki, chociaż nie sądziła wcześniej by było to w ogóle możliwe…
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-03-11, 11:33   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Pewnie Wallace miała rację. W sposobie w jaki się dotykali, w jaki się całowali było zaskakująco dużo emocji o które Hopper nie podejrzewał siebie ani jej. A przynajmniej nie podejrzewał ich względem siebie nawzajem. To było jak jakaś kolejka górska: raz miał szczerą ochotę ją zabić, w innym - zatrzymać na jak najdłużej. Will już od lat starał się nie poddawać emocjom, to zawsze miało destrukcyjny wpływ na wszystko. Przy niej nie był w stanie się zdystansować. Jeśli był na nią wściekły, to musiał na nią nawrzeszczeć i jak najbardziej ją zranić. Jeśli go czymś rozbawiła, to nie potrafił opanować śmiechu ani chociaż uśmiechu. A kiedy była tak cholernie blisko niego. nie był w stanie jej nie pocałować, nie błądzić po jej ciele rękami. I, cholera, naprawdę chciał, żeby była tak blisko niego. Nie miał najmniejszego zamiaru jej wypuszczać, najchętniej rozciągnąłby ten moment w nieskończoność. Choć w pewien sposób to robił, zwracając uwagę na każdy, najdelikatniejszy jej palców w jego dłoni, każdy kolejny pocałunek, który zostawiała na jego skórze. Rozkoszował się każdą sekundą tej dziwnie pociągającej bliskości, ciepła bijącego od jej ciała, trzymania jej coraz cieplejszej, ale ciągle chłodnej dłoni. W pewnym momencie zaczął bezwiednie kreślić na niej kółka swoim kciukiem. Nie był w stanie się oderwać od Wallace i nie miał najmniejszego zamiaru nawet próbować tego robić.
Mimo tego, nie był w stanie zagłuszyć tej swojej logicznej części mózgu, której cholernie nie podobało się to, że pierwszy raz od - właściwie nie wiedział kiedy - została odsunięta na drugi plan. Raz za razem, swoim przytłumionym głosem próbowała wyjaśnić mu, jak bardzo to był fatalny pomysł. Jak bardzo nie powinien robić tego sobie ani tym bardziej jej. Jeszcze tego brakowało, żeby w jakikolwiek sposób przywiązała się do człowieka, który miał nad sobą wyrok śmierci. Obydwojgu już wystarczy oglądania śmierci ludzi których znają i którzy ich obchodzą. A sam Hopper z pewnością nie potrzebował przejmować się jeszcze tym. Miał zbyt dużo na głowie, żeby zajmować się cudzymi emocjami. Ba! Miał zbyt dużo na głowie, żeby zajmować się swoimi emocjami. Nie miał czasu, a lista rzeczy do zrobienia w żaden sposób się nie kurczyła.
A on ciągle z jakiegoś niezrozumiałego powodu się w to pchał. Powinien oprzytomnieć, oderwać się od niej i założyć tę przeklętą koszulkę - w końcu to on był tym geniuszem, który myślał o wszystkich konsekwencjach i upewniał się, że nie będą zbytnie dotkliwe. To było jego zadanie, Williama Hoppera, Axona. To dzięki temu w ogóle jeszcze żył. Pomimo tego, kiedy do jego uszu dotarły ledwo słyszalne słowa Wallace, odrzucił cicho:
- Świetny pomysł. - Jego słowa nagle zabrzmiały dziwnie głośno, może w kontraście do wcześniejszej wypowiedzi, może przez to co właśnie powiedział. Nieważne. Ważniejsze były kolejne pocałunki Wallace, stawianie tych drobnych kroków tuż za nią. Wolną ręką ściągnął jej drugie ramiączko ogrodniczek. Cholera, co oni właściwie robili?
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-03-11, 12:53   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Nawet jeśli to William wpadł na ten genialny pomysł, by przetestować jej koncentrację, jedyną winną osobą całej tej sytuacji była Matilde. Być może nie zaplanowała takiego obrotu spraw, ale nie miała zamiaru wypierać się faktu, że taka ewentualność przeszła przez jej myśl. Specjalnie go prowokowała swoimi bezczelnymi tekstami o zmuszaniu do pocałunków, specjalnie wsunęła swoje palce pomiędzy jego i zdecydowanie specjalnie przeciągała całe to zajebiste przeszukanie. Początkowo robiła to bardziej z nudów, bo w jej życiu od naprawdę dawna nic się nie działo, poza tym… żartowanie sobie z Hoppera wydawało się niezwykle kuszącym pomysłem. A jednak wciąż nie tak kuszącym, jak myśl o rzeczywistej bliskości. W momencie, w którym obróciła głowę przez ramię, by sprawdzić to jego przebieranie się.. wiedziała, że wpadła po dziurki w nosie.
Umierał, a ona była tego świadoma w każdym jednym pocałunku, jaki ze sobą wymieniali. Hopper wręcz nosił zapach śmierci jak jakąś pieprzoną perfumę, a mimo to nie przeszkadzało to Wallace. W końcu sama mu powiedziała, ze każdy kiedyś umrze, czyż nie? Ona również. Od momentu, w którym pierwszy raz skosztowała heroinę, jej koniec – odroczony, czy też nie – był do przewidzenia. Ale w tym momencie nie myślała o śmierci, a raczej o wszelkich możliwościach, jak mogła uratować tego mężczyznę. Chciała przedłużyć mu życie tak długo jak tylko mogła, tylko po to, by ta chwila nigdy się nie skończyła. Jego usta były bez porównania lepsze od słodkiej heroiny. Smakowały jak ambicje i antyczny ogień, smakowały tajemnicą i destrukcją, smakowały determinacją i nieograniczoną wiedzą, smakowały jak najsilniejsza miętówka na świecie, jak jakiś pierdzielony ósmy wymiar, tym samym smakując jak wszystko czego w tym momencie potrzebowała.
Z kolei pod wpływem każdego dotyku jego opuszków palców Matilde po prostu drżała. A jednak w tym momencie nie mogła pomyśleć o niczym przyjemniejszym. Nigdy nie zgadłaby, że byli w stanie dojść od wyzwisk do czegoś podobnego. Zwłaszcza w tak krótkim czasie. A jednak, to zdecydowanie działo się naprawdę. Euforia, jaka ją wypełniała, zdecydowanie była prawdziwa. Choć coraz ciężej jej się oddychało, nie odsuwała się od Hoppera nawet na milimetr, wciąż pieszcząc językiem jego podniebienie, by jednocześnie wraz ze stawianiem ostatniego kroku w kierunku materacu – dość nieudolnie rozpiąć zarówno pasek jak i rozporek jego spodni. A potem zarzuciła – nieskrępowane szelkami ogrodniczek – ramiona na jego szyję, mocno do niego przywierając, tym samym ciągnąć go ze sobą w dół – prosto na materac, po chwili wreszcie czując miękką strukturę pościeli pod swoimi plecami.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-03-11, 17:42   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Każdy kiedyś umrze, to było jedyne czego mogli być pewni. Cały problem w tym, że jedni umrą szybciej, a drudzy wolniej i ci, którzy chwilowo jeszcze będą żyć muszą sobie jako z tym faktem poradzić do czasu aż i oni nie skończą swoich żyć. Chociaż skończyć to złe słowo. Sugeruje spójną, zamkniętą całość, a śmierć raczej po prostu przerywała życie nie patrząc czy już ma trzy akty i przyzwoity epilog.
Oprócz tego warto zauważyć, że lepiej pilnuje się swoich spraw i tych, którzy jeszcze trochę pożyją, kiedy umiera się później niż wcześniej. Można wtedy przypilnować, żeby śmierć skończyła ich życie, a nie po prostu je bezsensownie przerwała. I chyba właściwie o to chodziło w życiu, a przynajmniej w życiu jakie znał Hopper: żeby załatwić wszystkie swoje sprawy, przypilnować tych kilku ludzi, których powinien pilnować i jak najbardziej przeciągnąć moment swojej śmierci, nie ważne czy akurat chodziło o to żeby nie dać się zabić, czy tym razem należało po prostu odnaleźć magiczne panaceum nie mając dostępu do jakiegokolwiek laboratorium ani specjalistycznego sprzętu. Wbrew pozorom, to ta ostatnia część była najłatwiejsza. W końcu to nic trudnego, kiedy od lat jesteś mistrzem w przeżywaniu, a oprócz tego trafiłeś na kobietę, która może przełożyć moment twojej śmierci, nawet jeśli tylko i kilka dni. Coś w obecności Wallace, w jej kolejnych pocałunkach sprawiało, że chyba nawet potrafił w to wierzyć. Coś wymyślą. Jakoś. Przynajmniej na kilka tygodni.
Z drugiej strony, miał świadomość, że chyba właśnie przestawało istnieć coś takiego jak oni. Wcześniej łączyło ich to, że ona po prostu musiała go wyleczyć. Bez względu na koszty, które ona poniesie, bez względu na to jak to się dla niego skończy. I chociaż teraz byli tak cholernie ciasno spleceni i nie mogli się od siebie oderwać, to w momencie kiedy w końcu jakakolwiek logika dojdzie do głosu, nic nie będzie ich łączyć. Z pewnością mieli dość instynktu samozachowawczego żeby wiedzieć, że powinni trzymać się od siebie z daleka. Oprócz tego, Hopper miał świadomość, że chyba po tym, co się właśnie działo między nimi, nie będzie w stanie jej zmusić do tego, żeby dalej go leczyła. W momencie kiedy przestaną być tak blisko siebie, już absolutnie nic nie będzie ich łączyło i nie będą w stanie na siebie patrzeć.
Dlatego to było tak cholernie istotne, żeby chwilowo nie pozwalać jej się od siebie oderwać. Sięgnął po krawędź jej koszulki, żeby ściągnąć ją gdzieś pomiędzy kolejnymi pocałunkami a tym jak Wallace zarzuciła mu ramiona na szyję. W końcu co to za jawna niesprawiedliwość? On już od dobrej chwili paradował bez koszulki, na dodatek kobieta już zaczęła ściągać mu spodnie. Nie żeby mu to przeszkadzało, ale jednak przydałyby się jakieś parytety.
Chętnie zatrzymałby się na chwilę, żeby po prostu na nią po prostu popatrzeć, ale nie było na to czasu. Dał jej się pociągnąć za sobą by zaraz podnieść się na łokciach i znowu zacząć ją całować. Początkowo w usta, żeby potem przenieść się na jej szczękę, szyję, na chwilę zatrzymać się między jej obojczykami, żeby w końcu zejść niżej, wzdłuż jej mostka, gdzieś po drodze omijając jej stanik. Drugą ręką, na której się nie podpierał, błądził gdzieś w okolicy jej talii.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-03-11, 19:21   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Z pewnością po dzisiejszej nocy nic już nie miało być takie same. Matilde była tego w stu procentach świadoma, a każdy kolejny pocałunek czy dotyk wręcz ją utwierdzał w tym przekonaniu. Doskonale zdawała sobie sprawę jak miała funkcjonować następnego dnia, tygodnia, czy nawet – jeśli Hopper dożyje – miesiąca. Nie musiała nawet się wysilać, by wyobrazić sobie swój stosunek do mężczyzny. Z całą pewnością miała zamiar go unikać. Z całą pewnością miała być chłodna i złośliwa. Z całą pewnością wypowiadanie każdego słowa miało być dla niej utrapieniem, nie wspominając o kontakcie wzrokowym. Ale mimo tego jednego była pewna nawet jeszcze bardziej. Niezależnie od tego, co teraz się wyprawiało – miała zamiar go leczyć.
Nie, bynajmniej nie z sentymentu, czy jakichś gorących uczuć, których swoją drogą jutro będzie się wypierać. Nie. Miała zamiar go leczyć z tego samego powodu, z którego robiła to dzisiaj. Bo był Williamem Hopperem. Gdyby jego charakter był odrobinę milszy, zabawniejszy, czy uroczy.. zniknęłaby z jego życia w ułamku sekundy. Nie zniosłaby uzdrawiania kogoś takiego jak Leon, Bradley, czy nawet jej Aaron. Williama leczyła z czystego egoizmu. Bo był podobny do samej Matilde. Nieważne, jak bardzo nie dopuszczała do siebie tego faktu, było to najszczerszą prawdą. A tak się składało, że ona chciałaby być uleczona. Że ona chciałaby, by ktoś dał jej taką szansę. Tak. Jakaś część Hoppera wciąż była warta ocalenia.
Wallace całą postawą swojego ciała znacznie ułatwiła Hopperowi ściągnięcie tej przeklętej koszulki, bo najzwyczajniej w świecie nie byłaby w stanie znieść zbyt długiego oderwania się od chłopaka. Z kolei teraz? Miała wrażenie, że było jeszcze goręcej. Gdy ponownie do niego przylgnęła ich ciała wreszcie pełnoprawnie się ze sobą skleiły i teraz zdecydowanie nie była w stanie odróżnić swojego bicia serca od jego. Nie pamiętała kiedy ostatni raz wkładała tyle uczucia w swoje pocałunki, czy sam dotyk. Gdy mężczyzna ulokował się nad nią, Matilde ponownie wsunęła dłoń w jego ciemne włosy, jednocześnie nieco bardziej przyciskając twarz chłopaka do swojej szyi i odchylając głowę do tyłu, by umożliwić mu pocałunki. W pewnym sensie zrozumiała, że sposób w jaki to wszystko robili wynikał z faktu, że miało to być tylko jednorazowe. I choć na samą myśl ściskało ją serce i czuła dziwną… tęsknotę, nie miała zamiaru zrobić nic, by temu zapobiec. Po prostu czerpała z chwili, będąc tak czuła, jak to tylko było możliwe. Miejsca, na których składał jej pocałunki po prostu zaczynały ją palić, z kolei z jej ust wydobył się pomruk zadowolenia. Natomiast wolną ręką po prostu sunęła po jego barku, wbijając mocno palce w jego skórę, by przejechać ręką wzdłuż jego kręgosłupa i zacisnąć dłoń na końcu jego spodni, jednocześnie dość zdecydowanie je z niego zsuwając.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-03-13, 00:00   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Tak, to było cholernie jednorazowe, ale czy całe życie nie było jednorazowe? Rodzisz się raz, umierasz raz. Jeżeli po drodze coś spieprzysz, nie ma powtórek. Życie Hoppera chyba jeszcze bardziej trzymało się tej zasady. Jednorazowe miasta, jednorazowe historie, jednorazowe tożsamości. Jednorazowi towarzysze, jednorazowe więzi, jednorazowe miłostki. W końcu był zmuszony złamać ten bieg rzeczy i - ku zaskoczeniu nikogo - wszystko zaczynało się sypać. Choć może złamał go, bo wszystko zaczęło się sypać? Jedno wynikało z drugiego, drugie z pierwszego; zapętlało się, coraz ciaśniej i gęściej, coraz bardziej go osaczało.
Nigdy nie planował powrotu do Seattle, powrotu do domu. Nigdy nie planował znowu spotykać Sally, w jakikolwiek sposób pojawiać się i istnieć w jej życiu. Nigdy nie planował po raz kolejny oczekiwać pomocy od Fishera. A jednak, właśnie to wszystko robił, a kolejne konsekwencje coraz bardziej go dobijały. Nie ważne jak to brzmiało, ale czy zrobienie czegoś zupełnie jednorazowego było aż tak tragicznym pomysłem? Skoro całe dotychczasowe doświadczenie pokazywało, że to właśnie był sposób, w jaki William Hopper potrafił żyć. W pewien dziwny sposób czuł się przez to równocześnie bardziej i mniej winny, kiedy całował ciało Wallace. Chciał to uczucie, jej bliskość, , zatrzymać na dłużej, ale miał świadomość jak bardzo był w tym chujowy i że i tak tego nie zrobi.
Korzystał więc, póki mógł. Chwilę dłużej wstrzymał powietrze, kiedy wsunęła swoje palce w jego włosy, przyciągnęła go jeszcze bliżej, a potem znowu przejechała palcami po jego plecach. Zaczął ją całować szybciej, jakby bardziej niecierpliwie, gdzieś w międzyczasie zabierając rękę z okolic jej talii, żeby sięgnąć jej ogrodniczek i zsunąć jej spodnie. Właściwie obydwoje już byli tylko w bieliźnie... i skarpetkach. Nikt nigdy nie myśli o skarpetkach, nie ma nigdy czasu na skarpetki. Coś w tej myśli sprawiło, że Hopper uśmiechnął się. Wykonał jakiś tytaniczny wysiłek, użył swojego genialnego umysłu, ale udało mu się wykonać ten teoretycznie niemożliwy plan. Nie odrywając się od całowania Wallace, chwycił ją za nogę, przyciągnął ją bliżej, tak żeby Matilde zgięła ją w kolanie, pewnie przy okazji do końca zsuwając jej nogawkę spodni. W końcu sięgnął do jej stopy i ściągnął jej tę przeklętą skarpetkę.
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 5