Poprzedni temat «» Następny temat
Plac zabaw
Autor Wiadomość
Jane Atwell



I can feel the flames on my skin, crimson red paint on my lips. If a man talks shit, then I owe him nothing. I don't regret it one bit, 'cause he had it coming.

opętanie

75%

członek oddziału terenowego





name:

Safiya Janine Atwell

alias:
Sophie | Jane

age:
28 lat

height / weight:
178 / 65

Wysłany: 2018-07-14, 03:04   
   Multikonta: Cassie
  

   1 Rok na Giftedach!


Z początku nie wiedziała, co powinna powiedzieć. Rozgrywała w głowie różne scenariusze, prawdopodobnie robiąc to już nie setki, a wręcz tysiące razy podczas tych wszystkich lat, jednak w żadnym z nich nie uwzględniła podobnej sytuacji. Nie przewidziała, że będzie rozmawiać z siostrą przy jednoczesnym korzystaniu z mocy, nie zaś twarzą w twarz. Nie brała także pod uwagi tego, że jej mała Fay mogłaby mieć wtedy partnera i dziecko…
Choć niekoniecznie biologiczne, co dotarło do niej wraz z pierwszym natłokiem wspomnień dziewczynki, to na swój sposób własne. Objęte dostrzegalną troską, czułością, całą masą rzeczy, jakie w tym momencie dosłownie uderzyły w Jane. Nikt od dawna nie patrzył na nią w taki sposób, w jaki jej siostra spoglądała na Penny. Ona na nikogo tak nie patrzyła. A jednak musiała popsuć ten moment. Nie dla własnego dobra, wbrew pozorom, lecz z powodu dostrzegalnego ryzyka, obok którego nie mogła przejść obojętnie.
Być może były w niej jeszcze jakieś pozytywne uczucia w stosunku do członków dawnej rodziny? Nawet jeśli oni tak łatwo ją porzucili? Myśl o tym nadal smakowała gorzko, choć dało się ją jakoś przetrawić. Trzeba było z tym jakoś żyć, ona musiała to robić. Taki już mieli klimat, nieprawdaż?
Przez cały wywód ze strony Fay, po prostu stała w miejscu, wpatrując się w nią stanowczo zbyt intensywnym, wręcz przeszywającym spojrzeniem. Nie chciała jej przestraszyć, nie zamierzała tego zrobić, a nawet wręcz przeciwnie - czuła jakąś wewnętrzną potrzebę przyjrzenia się jej. Tak po prostu. Bez komentarzy, bez wypowiadania kolejnych słów czy odpowiadania na pytania, jakie nie były nawet przeznaczone dla niej. Penny miała szczęście, że trafiła na kogoś takiego. Pomimo swojej historii, miała faktyczne szczęście. Tym bardziej jednak w głowie Jane pojawiało się jedno pytanie. Na pozór proste i krótkie, ale jednak zawierające w sobie dosłownie wszystko, o co chciała spytać.
Dlaczego?
Dlaczego taka osoba, jej własna siostra, postawiła na niej kreskę? Dlaczego interesowała się innymi ludźmi, otaczając ich opieką, gdy tylko coś się działo, jednak nie znalazła nawet chwili, by zainteresować się rodzeństwem, które tego potrzebowało? Dlaczego tak zwyczajnie przeszła do normalności z faktem, że je rozdzielono? Ze zdradą ze strony rodziców? Ze… Wszystkim? Przecież się rozumiały, przyjaźniły… Świadomość tego bolała nawet bardziej niż to, co zrobili ich rodzice. A jednak nie zadała tego pytania. Żadnego z nich.
- Posłuchaj mnie uważnie, tylko przez chwilę. Z Penny jest wszystko w porządku, kiedy ci powiem, weźmiesz ją na kolana, a gdy się ocknie, po prostu dasz jej Królisia i wciśniesz historię o zaśnięciu podczas zabawy. Uwierzy ci, bo ci ufa. Nawet jeśli tego nie okazuje. - Nie chciała marnować czasu na zbędne cackanie się, dyskretne podchody czy coś w tym rodzaju. Sama, pogrążając się w czymś na kształt transu była przecież narażona praktycznie na wszystko. Poza tym… Naprawdę było jej szkoda dziewczynki. Nie chciała narażać jej na jeszcze większy stres. Kilkuminutowa drzemka była najlepszym wyjściem.
- Zabierz stąd Penny i… Ronniego. - Potrzebowała kilku sekund, by wygrzebać imię mężczyzny z umysłu małej, mimo że przecież Fay wypowiedziała je zaledwie moment wcześniej. Robiąc to, odruchowo położyła także dłoń na ramieniu kobiety, nie odpychając jej rąk, tylko kręcąc głową. - Wyjedź, zaszyj się gdzieś. Jeśli potrzebujesz pieniędzy, dostaniesz je, tylko nikomu nie ufaj. Pod żadnym pozorem, tym bardziej rodzicom. Rozumiesz? - Oczekiwała jasnego potwierdzenia, nawet jeżeli jej słowa nie należały do najłatwiejszych. - I uważaj na nią, cholera, ta moc może wam narobić niezłego bagna.
[Profil] [WWW]
  [B+]
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-07-15, 01:25   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Z początku nie miała pojęcia, co się dzieje. Myślała, że moce Penny z jakiegoś powodu się uaktywniły i dziewczynka czuła to, dlatego do niej przyszła. Jednak im dłużej była obok niej, tym bardziej coś jej nie grało. Otoczenie nie zmieniało się tak, jak powinno, ludzie dookoła zachowywali spokój... a przecież moc dziewczynki potrafiła sięgać promieniowi kilku metrów dookoła niej. Nic się jednak nie działo i z każdą kolejną sekundą była coraz bardziej przekonana, że to z samą Penny jest coś nie tak. Wpatrywała się w Fay dziwnie, jakby... widziała ją pierwszy raz w życiu, wydawała się... jakby obca, chociaż Murphy nie potrafiła powiedzieć czemu.
Słowa małej tylko utwierdziły ją w tym przekonaniu. Niby wypowiedziane przez nią, były jednak zbyt rzeczowe jak na kilkuletnie dziecko. No i samo to, co miała do przekazania... teraz z kolei Fay patrzyła się na nią przez chwilę oniemiała, próbując zrozumieć to, co się działo, pojąć sens słyszanych słów. Zupełnie jakby nie należały do Penny, tylko kogoś, kto... przez nią przemawiał? Tylko kto? I czemu, do cholery?
- Dlaczego mam cię posłuchać? - spytała po dłuższej chwili - Kim jesteś? Jeśli masz mi coś do powiedzenia, przyjdź zamiast wykorzystywać dziecko - powiedziała, przenosząc wzrok z Penny na miejsce, z którego przyszła, mając nadzieję, że może tam dostrzeże osobę, która najwyraźniej używała sobie na niej swoich mocy. Plac był jednak duży, ze sporą ilością drzew i ludzi... równie dobrze osoba, której szukała, mogła być gdzieś indziej, daleko, niewidoczna. To niczego nie ułatwiało. Tak samo jak kolejne słowa, które wcale nie sprawiały, że była spokojniejsza. Miały być pomocne? Czy może miała się w nich doszukać swego rodzaju ostrzeżenia lub groźby? Czemu miałaby ufać tej osobie? Nie miała pojęcia, z kim ma do czynienia, a nikt z podobną mocą nie przychodził jej do głowy.
Jedno słowo wystarczyło, żeby jej nastawienie zupełnie się zmieniło, jednak nie wyłapała go w pierwszej chwili. Przez moment chciała nadal iść w zaparte, kłócić się, jednak usłyszała o rodzicach... dlaczego ktoś obcy miałby o nich wspominać? To ją naprowadziło, a potem... jedno za drugim, wszystko stawało się jasne, a Fay... po prostu wpatrywała się w Penny szeroko otwartymi oczami czując, jak jej serce przyspiesza. Czy to było możliwe?
- Sophie? - wydusiła w końcu, gdzieś w głębi chyba czując, że jest to właściwa odpowiedź. Zignorowała wszystkie jej słowa, bo jak niby miała teraz myśleć o wyjeździe? Chciała upewnić się, że to ona, że wreszcie ją znalazła, że jest cała i zdrowa gdzieś tu, w pobliżu - Wtedy w BL Bible Camp... to też byłaś ty, prawda? - spytała, przypominając sobie to, co mówiła wcześniej o Penny i o ocknięciu się. Czy dwa tygodnie temu była na jej miejscu? Gdy ocknęła się w samochodzie, nie pamiętając ostatnich minut? - Ja prawie... mało brakowało... mogłam cię zabić - wyszeptała, przerażona tym odkryciem. Czemu wtedy nic nie powiedziała, czemu do cholery nie dała żadnego znaku, skoro najwyraźniej wiedziała, kim jest.
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
Jane Atwell



I can feel the flames on my skin, crimson red paint on my lips. If a man talks shit, then I owe him nothing. I don't regret it one bit, 'cause he had it coming.

opętanie

75%

członek oddziału terenowego





name:

Safiya Janine Atwell

alias:
Sophie | Jane

age:
28 lat

height / weight:
178 / 65

Wysłany: 2018-07-17, 07:09   
   Multikonta: Cassie
  

   1 Rok na Giftedach!


Nie mogła przyznać, że nie spodziewała się podobnych wypowiedzi. W przeciwieństwie do wszystkich poprzednich, te były dla niej wyjątkowo znajome, bo kiedy już korzystała z mocy i była zmuszona ujawnić się przed kimś z grona bliskich opętanej osoby, scenariusz wyglądał praktycznie tak samo. Wpierw oczy - spojrzenie osoby uświadamiającej sobie prawdę. Grymas na twarzy, ułożenie ust, potem reszta postawy, ruchy ciała… I wreszcie słowa. Może nie identyczne za każdym razem, jednak zazwyczaj dosyć podobne, mające zbliżony sens. Fay miała rację. Od początku do końca. Faktycznie wykorzystywała dziecko, faktycznie powinna pojawić się sama… Ale tego nie zrobiła. Nie zamierzała tego zrobić, niezależnie od słów siostry, kręcąc głową.
- Nie musisz mnie słuchać, sama mówiłam, żebyś nikomu nie ufała. - Odpowiedziała, nadal przyglądając się kobiecie. Z tej perspektywy wszystko wyglądało inaczej, nie tak. - Po prostu lepiej będzie, jeśli to zrobisz. - To wciąż była kwestia wyboru Fay. Nie zamierzała jej przecież do niczego zmuszać, choć wolałaby, żeby ta jej posłuchała…
Szkoda tylko, że jej życzenie nie miało być rozkazem w tym sensie, w którym najwyraźniej miało być. Widząc zaskoczenie kobiety, jej minę, słysząc ton głosu i słowa… Sama zamarła. Nie powinno tak być. To było cholernie ryzykowne, a ona nie wiedziała nawet, co powinna powiedzieć. Nie była przygotowana na takie okoliczności, czując, jak sytuacja wymyka jej się spod kontroli.
- Nie wnikaj w to… Proszę. - Nie chodziło nawet o samą szybkość odpowiedzi, wręcz błyskawiczne wypowiedzenie tych słów. Choć wcale tego nie chciała, wystarczył jej zaskakująco zirytowany, zwłaszcza jak na usta kilkulatki, ton głosu, którym wypowiedziała swoją… Prośbę. Tak, dodała te magiczne słowo, mimo że zrobiła to dopiero po kilku sekundach. Przedłużających się dla niej samej niczym wieczność, ponieważ musiała przetrawić jakoś myśl, że Fay w każdym momencie - raczej nieświadomie niż w zamyśle - mogła sypnąć całą jej długo kreowaną przykrywkę. Wystarczyło, aby powiedziała coś nie w tym odpowiednim momencie, nie w obecności odpowiednich ludzi… Jane - tudzież Sophie, czego nie słyszała już od wielu, naprawdę wielu lat - nie przywykła ufać ludziom na tyle, by powierzać ludziom swoje tajemnice. To było dla niej praktycznie tak nienaturalne, jak brzmiało. Mogła mieć tylko nadzieję, że siostra nie przyjrzała jej się zbyt dobrze. O ironio, były przecież rodziną, ale od dawien dawna nastawiła się, że to rodzinie najbardziej nie mogła ufać. Po tym wszystkim, co się stało… Nie znała prawdziwych intencji Fay.
- Takie życie. - Wzruszyła wątłymi, malutkimi ramionami, odnosząc przy tym naprawdę dziwne, wręcz niepokojące wrażenie. Miała swoje zasady. Nie tykała dzieci, po prostu tego nie robiła i czuła się dosyć kiepsko, gdy musiała złamać swoją regułę. Pocieszała ją tylko myśl o tym, że chodziło o coś naprawdę ważnego. - Tylko nie próbuj mnie przepraszać. - Nigdy… No, nigdy, odkąd zaczęła swoje nowe życie, nie lubiła przeprosin. Większość z nich nie była szczera, reszta sprawiała, że czuła się jeszcze gorzej niż powinna. A przecież już nie było jej ze sobą dobrze. Wcale a wcale, ani odrobinę. Ona też nie zamierzała jednak przepraszać, bo niewiele by to zmieniło. Nie chciała też tworzyć jakiejś złudnej więzi pomiędzy sobą a siostrą. Nieważne, jak bardzo chciałaby - gdzieś w tej najgłębszej głębi - wrócić do tej dobrej części przeszłości. Ta zła uderzała ją niczym obuchem w głowę.
- Teraz już wiesz, czemu nie przyjdę, prawda? - Chciała spytać, co u niej. Poprosić o wiele różnych rzeczy, ale nie mogła. Nie miały na to czasu, a przynajmniej tak to sobie tłumaczyła, usiłując nie przyznać, że była tchórzem.
[Profil] [WWW]
  [B+]
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-07-18, 21:51   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Fay prychnęła pod nosem na początkowe słowa osoby, przebywającej w ciele Penny. Nawet, jeśli jej słowa były... prawdziwe, nawet jeśli może chciała dobrze to i tak łatwo się jedynie mówiło. Wyjedź, uciekaj, opuść miasto. To nie było wcale takie proste, gdy miało się tu jeszcze coś do załatwienia, ludzi, z którymi było się blisko. Pewne działania po prostu nie wchodziły w grę.
- Nie... nie wnikaj? - spytała, nie mogąc ukryć pewnego... zaskoczenia? i rozczarowania w głosie. Ale jak to miała nie wnikać? Miała tak po prostu odpuścić temat gdy w końcu, po tylu latach dowiedziała się, że żyje i ją znalazła? Jak Sophie mogła w ogóle prosić o coś takiego? Bo jeśli wcześniej Fay miała chociaż cień wątpliwości, to teraz, wnioskując po minie małej, pewność, że w środku siedziała jej siostra była stuprocentowa. Radość nie trwała jednak długo, gdy ta nie wiedzieć czemu zaczęła ją odtrącać. I chociaż to bolało, Murphy nie miała zamiaru odpuścić. Nie teraz, gdy była tak blisko. Po tak długim czasie. Pierwszy, mały szok minął i z każdą chwilą docierało to do niej coraz bardziej i... emocje z tym związane też były coraz większe. Chciała... nie. Musiała się z nią spotkać. Najlepiej teraz, jak najszybciej, chociaż skoro się ukrywała, pewnie nie było to takie proste.
- Nah, jesteśmy kwita. Od ciebie też nieźle mi się oberwało - odparła, uśmiechając się... trochę przez łzy, bo ciężko było jej zapanować nad tym, żeby się nie pojawiły. To, co teraz czuła... z jednej strony cholernie się cieszyła, jednak wciąż czuła pewien niedosyt, bo... wciąż była gdzieś dalej, nieuchwytna, jedynie przemawiająca przez Penny. Fizycznie jej tu nie było.
Nie miała w planach przepraszać, bo niby za co? Skąd mogła wiedzieć, że to ona? To Sophie ją zaatakowała, Fay jedynie się broniła. Ostatecznie jedna skończyła ze szramą na policzku, druga z siniakiem i strzałkami w plecach. Nie były sobie nic winne w tym temacie.
- Nie przyjdziesz? Nie... Sophie, musisz. Jeśli nie teraz to... powiedz kiedy i gdzie. Proszę... - pokręciła głową. Ledwo zamieniła z nią kilka słów i co... miała zamiar tak po prostu znowu zniknąć z jej życia? - Nie obchodzi mnie, po czyjej jesteś stronie, ani dla kogo pracujesz - dodała, bo może to o to chodziło? Fay miała gdzieś, czy jest z dogs czy gc - Proszę... odkąd dowiedziałam się, że żyjesz, niczego innego nie chcę. Jedno spotkanie - powiedziała, wpatrując się w twarz Penny, w napięciu czekając na odpowiedź.
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
Jane Atwell



I can feel the flames on my skin, crimson red paint on my lips. If a man talks shit, then I owe him nothing. I don't regret it one bit, 'cause he had it coming.

opętanie

75%

członek oddziału terenowego





name:

Safiya Janine Atwell

alias:
Sophie | Jane

age:
28 lat

height / weight:
178 / 65

Wysłany: 2018-07-22, 18:52   
   Multikonta: Cassie
  

   1 Rok na Giftedach!


- Tak. Po prostu nie wnikaj. - Powiedziała, mając jakąś złudną nadzieję, że tym razem siostra miała jej posłuchać. Nawet jeśli nigdy tak się nie działo, nawet jeśli doskonale wiedziała, że podobne słowa nie miały przynieść jakiegokolwiek skutku, zawsze warto było spróbować… Bo tak byłoby lepiej, bo tak byłoby bezpieczniej i - co musiała sobie przyznać - mniej boleśnie. Bez rozdrapywania starych ran, gdy nowe były jeszcze dostatecznie świeże.
Ale przecież chodziło o Fay, czyż nie? Przy niej nic nie mogło być proste i łatwe, a teraz także przyjemne. Nie bez powodu nie utrzymywały ze sobą kontaktu. Nie bez przyczyny były dla siebie praktycznie obcymi ludźmi. To była kwestia tych wszystkich doświadczeń, jakie je od siebie odizolowały, podjętych decyzji, postanowień… A tego nie dało się tak po prostu wymazać.
I chociaż nadal nie zamierzała powiedzieć tego na głos, bolało ją to. Równie mocno, co wiele innych rzeczy. O ironio, wcale nie tych fizycznych, choć niewątpliwie dosyć nieźle sobie nawzajem dołożyły. Widziała to zarówno po sobie - cóż, każdego dnia w lustrze czy w szybie - jak i obecnie po siostrze, która także nie prezentowała się zbyt dobrze… Choć w tym przypadku sporą część wrażenia robił z pewnością wyraz jej twarzy, oczu… Szczęście w nieszczęściu, sama Jane nie zareagowała tak samo, odchrząkując tylko niezręcznie i wymuszając jeszcze bardziej zmieszany uśmiech na twarzy Penny.
- Nie możesz zamykać oczu, kiedy strzelasz. - Nie była zbyt dobra w tych prawdziwych kontaktach międzyludzkich, co z pewnością dało się dostrzec nawet w tym prostym zdaniu. Zamiast przeprosić, zamiast powiedzieć coś więcej, coś znacznie bardziej pasującego, ona postanowiła bawić się w dawanie dobrych rad. Dobrze wiedziała jednak, czemu to zrobiła. Instynktownie odsuwając się od Fay, dystansując i usiłując nakreślić między nimi jakąś granicę. Nie chciała, żeby jej zależało. Nie chciała spotykać się twarzą w twarz i nawiązywać głębszych relacji. To nie pasowało do jej świata ani nie było bezpieczne dla którejkolwiek z nich. Tak przynajmniej sobie powtarzała, kręcąc głową i zaciskając usta, gdy usłyszała prośbę.
- Posłuchaj, Fay… - Zaczęła, nie do końca wiedząc, co powinna powiedzieć. Jak na złość, czuła pustkę w głowie, jednocześnie poddając się też wpływowi wspomnień małej dziewczynki, która… Która darzyła kobietę przed nią naprawdę pozytywnymi uczuciami. Jane nie mogła tego robić. Dlatego postanowiła zrobić coś, czego tak naprawdę wcale nie chciała…
- Nie przyjdę. Nie chcę się z tobą spotykać, bo kiedy ja tego potrzebowałam, ciebie nie było. Naprawdę nie uważasz, że minęło zbyt wiele czasu? Po prostu to zaakceptuj. - Po raz pierwszy od dawna poczuła się naprawdę źle z tym, jaka była, co zrobiła, ale… Tak było lepiej. Naprawdę tak było lepiej.
[Profil] [WWW]
  [B+]
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-07-26, 16:47   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Ona... ona mówiła tak na poważnie? Po tylu latach rozłąki jedyne, czego chciała, to żeby Fay dała jej spokój? I jeszcze łudziła się, że ta jej posłucha bez zawahania, bez żadnych pytań? Oczywiście, że tak nie miało być. Murphy stała się w tej chwili wyjątkowo mocno zdeterminowana, żeby doprowadzić do ich spotkania, choćby miała iść do gc czy dogs i zapukać do drzwi, prosząc o rozmowę z nią.
- Po prostu... dla ciebie to takie łatwe? Odpuścić? Iść każde w swoją stronę? - spytała, unosząc brwi ku górze, nie wiedząc za bardzo co o tym wszystkim myśleć. No bo ona... chciała się spotkać z Sophie, chciała ją znowu poznać. Niestety wychodziło na to, że w drugą stronę to nie działało. Trochę to rozumiała. Nie znały się, mogły nie mieć do siebie zaufania, ale mimo to trochę bolało ją, że jej siostra nie chce nawet zaryzykować.
- Wiem. Ale nie chciałam tego robić. Nie chciałam patrzeć - odparła, uśmiechając się słabo. Nie była urodzonym zabójcą, tak? Robiła tylko to, do czego była zmuszona, żeby się wydostać. Wcale nie chciała pociągnąć za spust, a dodatkowo w tamtym momencie myślała też, że Jane chce ją postrzelić, że trzyma pistolet przy jej brzuchu. Już przygotowywała się na to, że sama może oberwać. Szczęście w nieszczęściu, że skończyło się to w ten sposób, że żadne z nich mocniej nie ucierpiało.
Nie rozumiała tego, co mówiła jej siostra. To znaczy... rozumiała, tylko z pojęciem było gorzej. Wpatrywała się w twarz Penny, po raz kolejny nie wiedząc, co na to wszystko powiedzieć, bo argumenty Sophie jakoś do niej nie przemawiały.
- A myślisz, że u mnie zawsze było pięknie i kolorowo? Ciebie też nie było wiele razy, kiedy czułam, że mogłabyś mi pomóc - powiedziała, przygryzając lekko wargę, mając poczucie zwyczajnej niesprawiedliwości. Bo co mogła zrobić lata temu, gdy to wszystko się stało? Nic - Byłam dzieckiem, Soph, miałam wtedy ile? Trzynaście lat? Zniknęłaś z dnia na dzień, nagle stając się tematem tabu. Mama codziennie płakała... mówiła, że już nie wrócisz, że nie żyjesz, a ja... na początku nie wierzyłam, ale mijały tygodnie, potem miesiące, a ciebie rzeczywiście nie było... co miałam zrobić? - spytała, trochę już tracąc kontrolę nad własnymi emocjami i w pewnej chwili już po prostu nie potrafiła powstrzymać łez. Była tylko naiwnym dzieckiem, ufającym bezgranicznie swoim rodzicom, nie mającym pojęcia, że mogliby okłamać ją w tak ważnej sprawie. I o ile zawsze starała się ich jakoś usprawiedliwiać, nawet w kwestii mutazyny, to teraz... miała do nich po prostu ogromny żal. Bo to, że oni postawili na Sophie kreskę nie znaczyło, że ona też by to zrobiła - Już raz zbyt łatwo zaakceptowałam to, że cię nie ma. Nie chcę powtarzać tego błędu - odparła, kręcąc lekko głową - Porozmawiaj ze mną osobiście. Nie przez Penny. Proszę....
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
Jane Atwell



I can feel the flames on my skin, crimson red paint on my lips. If a man talks shit, then I owe him nothing. I don't regret it one bit, 'cause he had it coming.

opętanie

75%

członek oddziału terenowego





name:

Safiya Janine Atwell

alias:
Sophie | Jane

age:
28 lat

height / weight:
178 / 65

Wysłany: 2018-07-26, 21:01   
   Multikonta: Cassie
  

   1 Rok na Giftedach!


- Przecież już to robiłyśmy. Przez tyle lat żyłyśmy każda swoim życiem. Oddzielnie, bez jakiegokolwiek kontaktu. Niewiele się zmieni. - To nie była prawda. W żadnym razie, a Jane sama w nią nie wierzyła, jednakże podobne słowa były… Na miejscu. Choć przychodziły z trudem, później miało być znacznie łatwiej. Tak przynajmniej sobie mówiła, starając się nie podważać tego typu myślenia. Wytrwała wiele lat bez jakiegokolwiek kontaktu z rodziną. Fay także to przeżyła, zatem po co było organizować jakiekolwiek spotkania? Nie miały już kilkunastu lat. Wszystkie te głupkowate, neutralne tematy uległy wyczerpaniu. Pozostały wyłącznie rozgoryczenie, smutek, żal i jedna wielka niewiadoma. Jeszcze jakiś czas wcześniej usiłowały się pozabijać. Czy to nie było dostatecznie wymowne? Nawet jeśli powodowało u niej straszliwą gorycz.
- Nigdy nie będziemy szczęśliwą, kochającą rodziną. Na to już za późno, Fay. Po co rozgrzebywać stare rany? I tak dostatecznie długo się jątrzyły. - Odwracając wzrok, ponownie poszurała nogą w piasku, kopiąc jakiś przypadkowy kamyk, który głośno poturlał się po ziemi. To nie były łatwe tematy. Być może dlatego chciała tak szybko je zmienić, jeszcze szybciej się po tym wycofując. Niestety, obecnie nie było o tym mowy. Nie, póki Fay bagatelizowała wszelkie niebezpieczeństwo, upierając się przy swoim.
- Gdybyś trafiła na kogoś faktycznie uzbrojonego, mogłabyś już nie żyć, wiesz? Uważaj na siebie. Masz ludzi, którym zależy na twoim bezpieczeństwie, pamiętaj o tym następnym razem. - Być może powinna być obojętna, jednakże nie umiała tego zrobić. Zależało jej. W ten pokrętny, nieudolny, okropny i dosyć okrutny sposób, ale chciała jak najlepiej. Dla wszystkich zainteresowanych. Szkoda tylko, że całkowicie nie umiała zachować się w takiej sytuacji, a codzienny chłód nadal robił swoje. Chcąc być dobrą, rozsądną siostrą, cóż, stawała się kimś naprawdę paskudnym w obyciu.
- Nie było mnie. - Kiwnęła głową, robiąc przy tym niepokojąco poważną minę, jak na kilkuletnią dziewczynkę, ale w tym momencie nie myśląc już zbytnio o zachowywaniu pozorów. Zresztą… Nie zamierzała robić też wielu, naprawdę wielu rzeczy. Na przykład dłużej ukrywać, jak ją to bolało. Być może nie zalewała się przy tym łzami, ale… Niech ją cholera, to naprawdę bolało. Każde słowo, każde wspomnienie, każda kolejna minuta w towarzystwie kogoś, komu nie powinna pozwalać na zbytnie spoufalanie się. Nie powinna i już. A jednak nadal to robiła, podświadomie pozwalała się krzywdzić, biorąc do siebie te wszystkie łzy i prośby o rozmowę twarzą w twarz. Musiała być twarda, bo zbyt wiele razy upadła na miękką dupę.
- Bo postawiłaś na mnie krzyżyk. Wy wszyscy to zrobiliście. Właśnie, Fay, miałaś trzynaście lat. Nie byłaś już taka naiwna. To było piekło. Sama nie wiesz, jakie to było piekło. A wy mnie w nim zostawiliście. - Powiedziała, mocno zaciskając delikatne usteczka i będąc - niestety, bez skłonności do śmiechu - pewną, że wyglądała niczym obrażone dziecko gotowe do tupnięcia nóżką i pokazania komuś języka. - Nie wiem, Fay, na pewno mnie nie przekreślać. Był pogrzeb? Ciało? Trumna? - Nie chciała dobijać siostry, chciała po prostu ją od siebie odepchnąć. Jak najszybciej, jak najbardziej trwale. Nie mogły znowu się do siebie zbliżyć. Zwyczajnie nie mogły.
[Profil] [WWW]
  [B+]
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-07-31, 21:30   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


- I co, pasuje ci to? Bo mi nie. Teraz, kiedy już wiem, kiedy mam pewność... chcę, żeby się zmieniło. Chcę poznać prawdę, wiedzieć, co się z tobą działo, dlaczego nie wróciłaś wcześniej - powiedziała, zaciskając usta. Bo co, tylko Sophie mogła mieć do niej żal? Fay nie wiedziała, że jej siostra gdzieś tam jest, ona tak. Czemu ona nie próbowała jakąś się z nią skontaktować, tylko ubzdurała sobie, że ta się na nią wypięła? Po trzynastu latach tak zażyłej relacji tak łatwo uwierzyła, że Murphy mogłaby tak łatwo zaakceptować jej zniknięcie gdyby wiedziała, co naprawdę się stało? No właśnie.
- Nie będziemy, tu się zgodzę. Ale możemy chociaż spróbować trochę to naprawić. Dużo się zmieniło, ale... wszystko jest do nadrobienia - powiedziała, uśmiechając się delikatnie, zachęcająco. Problem polegał jedynie na tym, że tego musiały chcieć dwie osoby. A jeśli nie, to... cóż, teraz Sophie była niewidoczna, czuła się nieosiągalna. Ale naprawdę, czy teraz, gdy Fay wiedziała jak wygląda, naprawdę będzie tak trudno ją znaleźć? To były tylko dwie organizacje, których obserwacja z jej zdolnościami wcale nie będzie taka trudna. Miała zamiar doprowadzić do tej rozmowy tak czy siak.
- Ale żyję. I nie planuję tego zmienić - odparła, zaciskając usta, starając się ukryć lekką irytację. No normalnie ta sama gadka jak u Ronniego. Ale przynajmniej po raz dostała dowód na to, że Sophie jednak nie ma jej tak bardzo gdzieś, jak chciała to pokazywać. Była coraz bardziej pewna, że gdzieś tam w środku chciałaby ją poznać. Po prostu... coś ją blokowało. Być może duma, może uraza... a być może strach. Dlatego nie odpuszczała czując, że jeszcze wyjdzie na jej.
No, przynajmniej dopóki Sophie nie zaczęła rzucać oskarżeniami, tak bardzo bezpodstawnymi. Nie miała pojęcia o niczym, nie mogła wiedzieć że w domu z czasem było tylko trochę lepiej. Poza tym... to było dawno. Obie jak widać miały się całkiem nieźle.
- Źle mnie oceniasz - w innych okolicznościach minka Penny mogłaby wydać jej się nawet zabawna, ale w obecnej sytuacji, przy tych słowach... Nie wiedziała, jak Sophie może tego nie rozumieć, przecież byli zwyczajną, kochającą się rodziną. Fay nie widziała powodu, dla którego ich matka miałaby kłamać w tak ważnej sprawie. Gdy się dowiedziała... nie miała pojęcia, jak dziewczyna się wtedy czuła, co przeżywała, tak bardzo, że doprowadziło to aktywowania się jej genu x - Ale ty i tak nie chcesz słuchać, nie chcesz się spotkać, dać wytłumaczyć. Wolisz kryć się za pięciolatką i obwiniać mnie za wszystko złe, co spotkało cię lata temu, na co nie miałam żadnego wpływu.
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
Jane Atwell



I can feel the flames on my skin, crimson red paint on my lips. If a man talks shit, then I owe him nothing. I don't regret it one bit, 'cause he had it coming.

opętanie

75%

członek oddziału terenowego





name:

Safiya Janine Atwell

alias:
Sophie | Jane

age:
28 lat

height / weight:
178 / 65

Wysłany: 2018-08-19, 23:42   
   Multikonta: Cassie
  

   1 Rok na Giftedach!


- Teraz też nie wróciłam. - Wchodząc Fay w słowo, instynktownie wzruszyła ramionami, bo przecież mówiła prawdę. Dokładnie tak było. Nie wróciła wcześniej - faktycznie, ale w tej chwili także nie zamierzała tego zrobić. To była jednokrotna rozmowa, nic więcej. Nie zamierzała się angażować, już i tak robiła coś, co mogło solidnie zaszkodzić im obu. Podejmowanie jeszcze większego ryzyka, choć w pewnym skrytym stopniu rzeczywiście kuszące czy może nawet upragnione nie wchodziło w grę. Nie teraz, nie wtedy, nie… Nigdy. Nieważne, ile miały o tym dyskutować.
- Nieistotne, czego chcę, Fay. Wszystko się zmieniło. - Stwierdziła twardo, na chwilę odwracając wzrok od butów Penny i spoglądając na rozmówczynię. To wystarczyło, by poczuła się jeszcze bardziej nieswojo, jeszcze bardziej - cóż - źle. Chciała stąd odejść, tymczasem brała do siebie każde słowo, każdy gest. Znacznie bardziej niż chciała, co ani trochę nie polepszało tej porypanej sytuacji.
- Nie mogę zadawać się z mutantami, tak samo jak mutanci nie powinni zadawać się ze mną. Zdajesz sobie sprawę, co się wtedy stanie? Wyobraź to sobie i odpuść. Daj spokój. - Nic, co miała powiedzieć jej siostra, nie mogło zmienić podstawowych problemów. Wbrew wszystkiemu paskudnemu, czego się dopuszczała, Jane było dobrze. Przynajmniej na tyle, na ile mogło być. Nikt na nią nie polował, nie musiała ukrywać się w tragicznych warunkach, głodować czy biedować. I to jej pasowało. Cała reszta? Przełykała ją do tej pory, zamierzała próbować robić to dalej. Bez Fay, bez kogokolwiek. Sama… Jak praktycznie przez cały czas. Dlatego po ostatnich słowach Fay, cóż, odpuściła. Po raz kolejny poruszając drobnymi ramionkami, powiedziała już tylko trzy krótkie słowa:
- Uważaj na siebie. - Nic więcej. Zero przydługich, sentymentalnych pożegnań, kolejnych wyrzutów czy czegokolwiek. Puszczając, pozwoliła Penny wrócić do siebie, jednocześnie trochę zbyt szybko podrywając się z ławki i zataczając, gdy odchodziła w kierunku wyznaczanym przez coraz mocniej przygrzewające słońce.

[z/t]
[Profil] [WWW]
  [B+]
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-08-20, 13:19   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


- Nie musi tak być - powiedziała Sophie bo nawet, jeśli wszystko się zmieniło, to przecież nie wszystko było nieodwracalne, prawda? To od nich zależało, w jakim kierunku dalej się to potoczy. Nie wierzyła, że wszystko jest już z góry przesądzone i niczego nie da się zmienić. Jeśli spotkanie było niebezpieczne tutaj, to zawsze mogły wyjechać z miasta, spotkać się daleko poza jego granicami, bez dogs czy gc depczącego im po piętach.
- To śmieszne. Sama jesteś jesteś jedną z nich. Jedna z nas - pokręciła głową, przygryzając lekko dolną wargę. Nigdy tego nie rozumiała, tego zaprzeczania, działania przeciwko podobnym sobie. Ale też nie miała zamiaru oceniać dopóki nie dowie się czegoś więcej, bo czasami różne sytuacje zmuszały do podjęcia takich, a nie innych decyzji, pójścia tą, a nie inną drogą.
Przez chwilę wpatrywała się w Sophie z nadzieją, że jej słowa w jakikolwiek słowa na nią podziałają, jednak tak się nie stało. Zamiast tego... czy to było pożegnanie?
- Nie, poczekaj... - powiedziała, szybko urywając, bo po wyrazie twarzy Penny widziała, że jej siostry nie było już w środku. Musiała być blisko, prawdopodobnie dzieliło je kilkanaście, góra kilkadziesiąt metrów, Fay to czuła. Podniosła głowę, żeby jeszcze raz się rozejrzeć, jednocześnie przytrzymując i przytulając do siebie Penny, żeby ta mogła dojść do siebie. Usiadła na ławce, sadzając ją sobie na kolanach, wciąż rozglądając się dookoła i... chyba nawet wydawało jej się, że odszukała wzrokiem Sophie, jednak... może rzeczywiście teraz powinna odpuścić? Przynajmniej na chwilkę, bo oczywiście, że miała zamiar ją znaleźć, czy kobieta tego chciała, czy nie.
- Hej, księżniczko. Komuś tu się przysnęło? - spytała Penny, siląc się na lekki uśmiech, jak gdyby nic się nie stało, a dziewczynka rzeczywiście zmrużyła oczy na kilka chwil. Miała nadzieję, że mała nie zauważy, że coś tu jest jednak nie tak i nie wpadnie w panikę, bo to mogło się koszmarnie skończyć dla nich obu - Chodź, trzeba znaleźć Ronniego. Pamiętasz, gdzie go zostawiłyśmy? - wiedziała, gdzie iść, jednak chciała w jakiś sposób zająć Penny, chociażby pozwoleniem jej obrania kierunku, z którego przyszły. Wszystko, żeby tylko nie myślała za dużo o tym, co się właściwie przed chwilą stało.

//zt
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,04 sekundy. Zapytań do SQL: 5