Poprzedni temat «» Następny temat
#1
Autor Wiadomość
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-03-03, 19:38   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


– Mniej więcej to by się stało, gdybym sobie nie poszła – odparła, używając dokładnie tak samo przepełnionego sarkazmu głosu. Mógł być przekonany, że wygrał dyskusję, ale ona była sobą – była cholerną Matilde Wallace, która widziała świat w dokładnie taki sposób, w jaki chciała. Więc ilekroć Hopper coś wygrał, ona wciąż zamierzała się z nim kłócić. Tak po prostu. Tak dla zasady. Dla samej definicji osoby, którą była.
Czy uważała go za niestabilnego gościa? W rzeczy samej, dokładnie to o nim myślała. Wydawało jej się, że był zdolny do wszystkiego, a takich ludzi starała się unikać. Być może dlatego, ze sama była zdolna do wszystkiego? Wiedziała więc czego mniej więcej mogła po sobie oczekiwać. A jeśli on był tak samo popaprany jak ona sama to.. mieli przejebane.
– Wzajemnie – odparła niewzruszona jego słowami. W rzeczy samej był tak sztywny, że gdyby sobie choć trochę popuścił byłoby dla wszystkich o wiele lepiej. Może wreszcie też sam by się poczuł odrobinę lepiej ze sobą. I chyba nie muszę wspominać, jak wielka była satysfakcja na jej twarzy, gdy kątem oczu obserwowała jak mężczyzna rozbraja broń i kładzie ją na stole. W tym momencie uraczyła go wyjątkowo szczerym i niezwykle irytującym uśmiechem zwycięzcy.
– Skąd pewność, że ja też ich nie mam? – odbiła piłeczkę, na sekundę spuszczając wzrok na samą siebie, po czym wydęła usta w podkówkę, zupełnie jakby się nad czymś zastanawiała. Krótką chwilę potem, tylko po to by zrobić mu na złość dorzuciła do tego: – właściwie to nie jest taki głupi pomysł, Hopper. Chcę to sprawdzić.
Czy była szalona? Być może. Czy była obłąkana? Z całą pewnością. Ledwo powstrzymując wkradający się na jej usta uśmiech, obserwowała wyraz twarzy Williama. W pewnym sensie, całe te splatanie dłoni miało być dla niej dobrą zabawą, bo w gruncie rzeczy? Hopper wkurwiał ją do tego stopnia, że w tym momencie jedyne czego chciała to po prostu sobie z niego zażartować. I po części, tej części, której nie lubiła – ten dotyk był rzeczywiście miły. Żeby jeszcze bardziej mu dopiec, swoim kciukiem toczyła niezwykle delikatne kółeczka na wewnętrznej stronie jego dłoni.
– Oh proszę, nie schlebiaj sobie – odparła niezwykle zdegustowanym tonem głosu, jednocześnie nie odwracając spojrzenia z jego twarzy.
– Nie wiem, jak bardzo ciemno musiałoby być, bym się z Tobą umówiła – dodała z cynicznym uśmiechem na twarzy. Musiałaby być wręcz ślepa, by do tego kiedykolwiek doszło lub – co było mało prawdopodobne – tak nawalona, że nie byłaby w stanie go rozpoznać.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-03-03, 21:31   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


- Ach, tak, teraz rozumiem, czyli to się stało kiedy już zaczęłaś fantazjować o tej rozmowie i raz za razem próbowałaś ją wygrać w swojej głowie - powiedział, jakby faktycznie silił się na dogłębne zrozumienie tego szczególnie istotnego i zawiłego problemu, a Wallace wskazała mu możliwe rozwiązanie. Możliwe że trochę zbyt skomplikowane dla jego prostego umysłu, ale jednak, jakieś genialne rozwiązanie.
Nijak nie skomentował uśmieszku Wallace. Hopper chciał mieć święty spokój od jej pretensji i zarzutów, że zaraz ją rozstrzela, to go będzie mieć. Mogła sobie uważać, że wygrała, ale Will jednak wyżej cenił święty spokój niż jakąś drobną potyczkę.
Za to kolejna riposta Wallace była wręcz absurdalnie nietrafiona. Chciała odbić piłeczkę, szybko się odgryźć, a wyszło... cóż.
- Przykro mi, jeśli pozbawię cię złudzeń, ale nie traktuje otwieracza do konserw w twoich dłoniach jako śmiercionośnej broni - odpowiedział gdzieś w duchu rozbawiony, chociaż bardzo silił się na smutny, współczujący głos. W końcu nie ma się co śmiać kiedy trzeba komuś wytłumaczyć, że obejrzenie dwóch sezonów Xeny: Wojowniczej Księżniczki nie czyni z niego śmiercionośnego wojownika. Taka jest ta smutna prawda.
Okay, skoro Matilde chciała się tak bawić i spróbować go postawić w niezręcznej sytuacji, to niech próbuje dalej. Do odważnych świat należy, a może nawet za którymś podejściem jej się uda? On jak na razie nie miał najmniejszego zamiaru odpuszczać, z resztą nie miał powodu. W końcu co takiego miałaby zrobić Wallace? Hopper zbyt dużo przeżył, żeby miała go zawstydzić jakimś przeszukaniem, którego swoją drogą - najprawdopodobniej - nie potrafiła nawet dobrze zrobić.
- Śmiało, nie krępuj się - powiedział z ciągle rozłożonymi rękami. Poczekał kilka sekund, może nawet dość, żeby faktycznie zaczęła go przeszukiwać, zanim dodał: - Proszę, powiedz mi tylko czy wszystkie kobiety tak mają, czy zabawa w panią policjantkę to tylko twój fetysz?
Och tak, oczywiście że musiałoby być cholernie ciemno. Co innego miałaby powiedzieć? "Cholera skończyły mi się błyskotliwe, cięte riposty!" Nie martwcie się moi drodzy, oto nadchodził niesamowity William Hopper ze swoją bezdenną studnią zgryźliwości, złośliwości i cynizmu. Jego nie było tak łatwo zagiąć i wybić z rytmu.
- No tak, zapomniałem że obydwoje jesteśmy przekonani, że jesteś niezainteresowana - dodał w taki sposób, jakby przypominał reguły jakiejś gry, o której, głupi, zapomniał. Nie chodziło o to, że tak faktycznie myślał, tak samo jak ona nie była nim obrzydzona tak jak udawała, że jest. Chciał ją po prostu wkurzyć, poszturchać trochę kijem, skoro z resztą sama zaczęła.
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-03-03, 22:27   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Na słowa Williama, niezwykle zaskoczona Matilde zmarszczyła brwi, jednocześnie wznosząc je ku górze. I razem z wydobyciem z siebie pełnego zdegustowania ewww, dodała:
– To ty robisz coś takiego? Myślisz o rozmowach, które się nie wydarzyły, by mieć kontrolę nad swoim życiem? – zapytała głupio, dodatkowo spoglądając na niego w ten niewinny sposób. Nawet jeśli znała odpowiedź na pytanie, to wszystko robiła tylko po to, by go po prostu zdenerwować. Nie oczekiwała gróźb, czy straszenia pistoletem, ani tym bardziej krzyków. Wystarczyło jej coś tak banalnego jak wywrócenie oczami, czy westchnięcie, albo nawet totalne zignorowanie. Dlatego też wyrzuciła jeszcze z siebie:
– Za dużo informacji, Hopper.
Jego próby sprowadzenia ją na ziemię też nijak mu wyszły. O ile w normalnym przypadku dałaby sobie z tym spokój, tak teraz miała świadomość, że to był jednak Hopper. Dlatego na jego słowa ostentacyjnie wzruszyła ramionami, a sam wyraz jej twarzy mówił tyle co ironiczne „jaka szkoda”.
– Twój ograniczony mózg nie jest nawet w stanie sobie wyobrazić co potrafię wyrabiać z ostrymi przedmiotami – w gruncie rzeczy nie było to prawdą. Jej umiejętności zawsze ograniczały się do nielegalnego otwierania zamków, piwa, a także wszelkiego rodzaju akrobacji ze strzykawkami.? Doskonale zdawała sobie sprawę, że mężczyzna był bardziej doświadczony. Wystarczyło tylko spojrzeć na jego twarz! A jedyne blizny jakich nabawiła się ona były.. cóż.. nabyte na własne życzenie.
– Z pewnością nie będę się krępować – odparła z przedziwną lekkością w głosie, nie spuszczając wzroku z jego oczu. A gdy tak rozłożył ręce.. Matilde po prostu zrobiła to czego pragnął. Nie chciała mu dać tej satysfakcji. I zdecydowanie daleko jej było do zawstydzonego kwiatuszka. Dlatego też tak po prostu zrobiła ten jeszcze jeden krok w jego kierunku, prawdopodobnie będąc tak blisko jak to tylko możliwe, a potem po prostu zaczęła swoją szaloną kontrolę osobistą. Tak. Zaczęła go dotykać po rękach, klatce piersiowej i niemal objęła go ramionami w pasie by dosięgnąć rękoma jego pleców. Nie robiła tego jednak delikatnie. Wręcz przeciwnie.
– Nah, możesz się czuć wyjątkowy, Hopper. Robię to tylko dla ciebie – wymruczała mu niemal do ucha, bo przecież wciąż była przytulona do jego klatki piersiowej. Chociaż biorąc pod uwagę fakt, ze to on jej to zaproponował – chyba jedynym fetyszystą w tym pokoju był sam William. Matilde prawdopodobnie nigdy by na coś takiego nie wpadła, gdyby nie jego propozycja. I teraz najwidoczniej doszła wręcz do wniosku, że od samego początku tego pragnął. Z uśmiechem na ustach oderwała się od niego, tylko po to by zaraz zacząć szperać również po jego kieszeniach i po kolei wyciągać z nich jakieś portfele, klucze i inne dziwne rzeczy, których przeznaczenia nie była pewna.
– Zainteresowana? Niby tobą? Hopper – westchnęła ciężko, kręcąc przy tym głową. Zupełnie jakby odzywała się teraz do małego, pięcioletniego dziecka.
– Czy jeśli się z tobą zgodzę to poprawi się twoja samoocena?
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-03-04, 04:16   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Właściwie mógłby powiedzieć, że problem z kontrolą nad swoim życiem mają ludzie uzależnieni od pewnej substancji, ale, jednak, było w nim dość empatii żeby zrozumieć, że to nie był najlepszy pomysł. Poza tym, jeśli tutaj dostanie puszką coli, to będzie musiał to ścierać.
- Jezu, genialne! Myślałem, że muszę się nauczyć walczyć o swoje i być niezależnym od innych ludzi i wszelkich przeciwności losu, a rozwiązanie było na wyciągnięcie ręki! Cholera, jedenaście lat życia zmarnowanych - pokręcił głową, stanowczo załamany. - Dziękuję ci Matilde, że pokazałaś mi jak sobie radzą z tym ludzie bez osobowości! - dodał tonem jakby to był jakiś slogan reklamowy albo hasło z bajki dla dzieci. Dziękujemy ci, Matilde!
Nie miał zamiaru odpuszczać, przynajmniej nie w tym momencie. Z nim się nie dało wygrać w bitwie na sarkazm, to był jego ojczysty język. Może za pięćdziesiąt lat, kiedy język mu się trochę stępi - o ile, rzecz jasna, do tego czasu dożyje.
- Oczywiście, że potrafisz. Jestem szczerze przekonany, że gdyby tutaj wpadł oddział DOGS, to załatwiłabyś ich którymś moim nożem kuchennym, zanim w ogóle zdążyłbym się ruszyć w ich kierunku. - Czy się właśnie z niej wyśmiewał? Może trochę, ale nie udawajcie, że ani trochę nie należało jej się. Z resztą, wystarczy że kulturalnie poprosi, to Hopper z chęcią jej pomoże. W końcu nauka samych podstaw nie była aż tak trudna.
Stał spokojnie z rozłożonymi ramionami, kiedy Wallace go przeszukiwała według swojej genialnej techniki. Jakoś nie mógł powstrzymać dziwnego rozbawienia. Ani to skuteczne, ani wygodne, ani nawet szczególnie irytujące, ale jak sobie chciała. W końcu to ona marzyła o tym, żeby go przeszukać i to ona ochoczo się na niego rzuciła.
- Wiesz, że nie tak wygląda dobre przeszukanie, prawda? - dopytał z błądzącym na ustach uśmieszkiem. Może jednak lepiej ją uświadomić zanim znowu się rozczaruje tak jak z jej zabójczą skutecznością morderczyni uzbrojonej w otwieracze do konserw i sterty zbyt ostrych wykałaczek.
Nawet nieszczególnie przeszkadzało mu, że wyciąga mu wszystko po kolei z kieszeni, przynajmniej do momentu w którym nie zaczynała grzebać w jego rzeczach. Nie miał zbyt wielu prywatnych rzeczy, ale te kilka szczegółów dając do zrozumienia że jednak nie jest naprawdę świetnie zbudowanym androidem trzymał w portfelu i wolałby, żeby go nie opuszczały. Najchętniej, żeby leżały na swoich miejscach i żeby nikt - w szczególności Wallace - ich nie przeglądał. Szczerość szczerością, ale prywatne sprawy pozostawały prywatne.
- Chyba czegoś nie załapałaś, więc pozwól, że wyjaśnię: to ja jestem tym z wybujałym ego. Żeby mi to uświadomić, powinnaś raczej powiedzieć: "pierdol się Hopper, jesteś zadufanym w sobie idiotą". To dodatkowo podkreśliłoby, że skończyły ci się inne argumenty - odpowiedział wręcz radosnym, swobodnym tonem.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-03-04, 11:20   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Matilde posłała Williamowi prawdopodobnie jeden z najbardziej uroczych i jednocześnie ironicznych uśmiechów na jakie ją w ogóle było stać. Zupełnie jakby chciała mu przez to powiedzieć „nie ma sprawy, Willy”. Ale nie tylko nienaturalnie wysoko wykrzywione kąciki ust o tym świadczyły, wystarczyło spojrzeć na jej nonszalancką postawę, by mieć pewność jakie dokładnie myśli błąkały się po jej głowie.
– Jestem zaskoczona, że taki wybitny umysł sam na to nie wpadł. Być może powinnam przejąć twoją fuchę, Willy, huh?
Wallace była zbyt dumna i uparta, by odpuścić. Dlatego ciągnęła tą niedorzeczną wymianę zdań, która jedynie utwierdzała ją w przekonaniu, że daleko mu było do tego „poważnego” i „genialnego” człowieka, na jakiego się stylizował. W gruncie rzeczy cała ta sytuacja nieźle zaczęła bawić Matildę. W dodatku na jej ustach nieprzerwanie błąkał się specyficzny uśmieszek, nad którym kompletnie nie panowała. Wyszła jednak z założenia, że im więcej sarkazmu i drwiny użyje w kolejnych wypowiedziach, widoczne rozbawienie nie zepsuje powagi całej sytuacji. Matilde po raz ostatni zaciągnęła się papierosem, którego niedopałek wrzuciła do pustej puszki po coli.
– Oooh, jestem wzruszona, że tak bardzo we mnie wierzysz – rzuciła ostentacyjnie wzdychając i mrugając niewinnie swoimi długimi, czarnymi rzęsami. I w tym momencie po prostu nie wytrzymała, a z jej ust wydobyło się krótkie, niekontrolowane parsknięcie, które od razu próbowała stłumić, zakrywając sobie buzię wolną rękę. I jeśli myślał, że ma go zamiar o cokolwiek prosić to był w głębokim błędzie. Nieważne, jak bardzo by tego chciała. I w gruncie rzeczy nie mylił się tak bardzo. Tak, chciała go przeszukać. On naruszył jej strefę komfortu już dawno temu, czemu ona nie miała tego zrobić teraz? Zwłaszcza, że doskonale wiedziała, że ten buc najprawdopodobniej wolałby się nigdy nie urodzić, niż dobrowolnie powiedział jej cokolwiek o sobie.
– Masz rację – odparła niemal automatycznie, wciąż trzymając rękę w jego kieszeni. Zdobyła się jednak na przeniesienie wzroku z jego spodni na twarz mężczyzny, tylko po to by wyrzucić z siebie:
– Tak wygląda zajebiste przeszukanie.
W pewnym sensie nawet nie zdawała sobie sprawy z tego, jak swobodnie się teraz czuła. Być może sama myśl o tym byłaby po prostu strzeleniem sobie w kolano, dlatego też – postawiła na najbardziej racjonalne rozwiązanie i po prostu o tym nie myślała. I nieważne jak bardzo chciała mu dopiec, ostatecznie zdecydowała się nie otwierać ani jego portfela, ani osobistych rzeczy, bo w gruncie rzeczy – naprawdę się bała tego, co tam mogło się znaleźć. Nie była na to gotowa. Z przygryzionymi wargami uważnie wysłuchiwała jego słów, co chwilę reagując na nie wywróceniem oczami, czy wzniesieniem ich wysoko w sufit. Nie miała nawet czasu na zarejestrowanie tego, że w rzeczywistości zrobiło jej się nieco słabo, a sama jej twarz wyraźnie pobladła. W tym momencie najważniejsze było przywołanie go do porządku. Co nie wyszło zbyt dobrze, bo pierwsze słowa, które wydobyły się z jej ust, rzeczywiście brzmiały:
– Pierdol się, Hopper – a potem, orientując się co tak naprawdę powiedziała, zmarszczyła brwi i odchrząknęła pod nosem, by dodać: - Jak sobie teraz myślę, Hopper. To wykazujesz wszystkie oznaki zainteresowania moim niezainteresowaniem. Pragniesz mnie.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-03-04, 17:23   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


- Myślę, że to świetny pomysł. Powinnaś jak najszybciej wszystkich uświadomić, że nasze problemy z GC czy DOGS nie istnieją tak długo, jak jesteśmy sobie w stanie wyobrazić, że ich nie ma - odpowiedział nieco entuzjastycznie, a nieco zgryźliwie. Nawet kiedy żartował, to ciągle pozostawał tym samym zrzędliwym bucem. Bo, właśnie, nie wiedzieć jak i kiedy to ich przerzucanie się winą zmieniło się dla niego w zwykłe, nieco złośliwe żarty. W końcu jak mieli to traktować w jakiejkolwiek płaszczyźnie na poważnie, skoro ich argumenty i przykłady stawały się coraz bardziej i bardziej absurdalne?
Podobnie z resztą samo ich zachowanie. Już miał szykować ripostę na kolejną uwagę Wallace, ale połączenie jej absolutnie niewinnej i niepodejrzanej miny z jej parsknięciem śmiechu tylko bardziej go rozbawiło. Zaśmiał się lekko, patrząc jak Wallace zasłania sobie dłonią usta. Proszę, niech udaje że jest tutaj z przymusu (którego swoją drogą przynajmniej we własnej głowie się pozbyła) i że najchętniej by stąd wyszła, skoro miała się od tego czuć lepiej. W końcu miał być dla niej tym okropnym, aroganckim bucem, na którego nie chciała nawet patrzeć.
I cóż, Wallace prawdopodobnie miała rację. Hopper nie lubił mówić o sobie, skąd pochodził ani co właściwie przeżył przez te ostatnie jedenaście lat. Unikał tego, jeżeli akurat musiał coś powiedzieć, zmyślał całą historię. Te blizny na twarzy zdobył już w wypadku samochodowym, podczas zabawy w dzieciństwie, w trakcie święta niepodległości kiedy ktoś źle wystrzelił fajerwerki i kiedy po pijaku podszedł zbyt blisko niedźwiedzia grizzly w Ohio. Rzadko kiedy bywał szczery co do swojej przeszłości, a nawet jeśli czasami mu się zdarzało, to sporo pomijał. Fisher, który chyba był obecnie osobą, która najwięcej o nim wiedziała i tak nie miał pojęcia o całej masie rzeczy. Po prostu po co miał się tym dzielić, skoro to nie było potrzebne?
Nie był w stanie powstrzymać śmiechu, kiedy usłyszał kolejny komentarz Wallace. Przyssała się do niego, klepała rękami w losowych miejscach i dobierała się do jego rzeczy w kieszeniach jak jakiś dziki makak. Faktycznie, zajebiste przeszukanie. Może powinna zacząć prowadzić jakieś szkolenia? Sporo osób z pewnością byłoby gotowe wydać całe swoje pieniądze, żeby dowiedzieć się jak mogą zacząć rzucać się na przystojnych mężczyzn i z takim zacięciem udawać, że tak naprawdę robią coś innego.
- Oczywiście. Od kiedy tylko rzuciłaś we mnie puszką coli nawiedzasz mnie we wszystkich moich snach, a w wolnych chwilach nie mogę myśleć o niczym innym, poza kolejnymi serenadami na twoją cześć - odpowiedział z pełnym przekonaniem.
Nijak nie skomentował tego, że kilka sekund wcześniej według ich nowych zasad przyznała się, że nie ma żadnych argumentów. Za to dopiero teraz zauważył, że Matilde pobladła. Cholera, powinien był zwracać na to większą uwagę. Chciał jeszcze dzisiaj wziąć świeżo oczyszczoną mutazynę, ale nie miał zamiaru ryzykować, skoro nie miał pojęcia jakie będą efekty uboczne, a Wallace nie za wiele mogłaby mu pomóc.
- Okay, chyba na dzisiaj wystarczy - westchnął, zabierając dłoń.
Dopiero teraz zwrócił uwagę, że głowa boli go tak, jakby był na czymś stanowczo mocniejszym. Jeżeli Matilde zmniejszyła mu ciśnienie śródczaszkowe, to dopiero zaczynał odczuwać efekty jej mocy. Cholera... czyli zadziałało.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-03-04, 18:46   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


– Otóż to, Hopper. Wreszcie zaczynasz myśleć, jak człowiek – wzruszyła niby obojętnie ramionami, w gruncie rzeczy nie mając już dłużej siły walczyć ze swoim głosem, w którym było coraz mniej chłodu, czy kompletnej złośliwości. W tym momencie po prostu ulegała po części chwili, ale także wyrazowi na jego twarzy. Wyrazowi, który również wydawał się być o wiele bardziej przychylny.
– Tylko nie przeginaj z tym, Hopper bo jeszcze cię polubię – dorzuciła siląc się na zdegustowany ton głosu, chociaż nie do końca wyszło to tak jakby tego oczekiwała. I mimo, że miało to być swego rodzaju obelgą, bo helloł – ona była Matilde – ona nie lubiła ludzi! A on z całą pewnością był ostatnią osobą na ziemi, którą byłaby w stanie darzyć jakąś, chociażby najmniejszą, najbardziej ukrytą namiastką sympatii. A jednak, koniec końców stała naprzeciwko niego, próbując zachować chłodną twarz i ostatecznie bez żadnego już wstydu przegrywając z dźwiękiem jego śmiechu. Początkowo obrzuciła go jeszcze spojrzeniem w stylu „serio? Przestań – powinniśmy się nienawidzić”, ale koniec końców nie potrafiła dłużej się zgrywać i sama – tak najzwyczajniej w świecie – ponownie parsknęła śmiechem.
Mogła robić w tym momencie tyle innych rzeczy, spędzić czas w o wiele lepszym towarzystwie i o niebo przyjemniejszym miejscu, a mimo wszystko wciąż tu stała. I – co zaczynało uderzać ją coraz bardziej – ani trochę nie żałowała. Zamiast tego stawała się coraz śmielsza zarówno w swoich żartach, jak i zachowaniu. Zupełnie, jakby.. cóż.. jakby byli zwykłymi ludźmi, bez żadnych chorych problemów czy nadnaturalnego bagna. A to był przecież jej cel. Odkąd tylko przybyła do obozu, za wszelką cenę próbowała sobie przecież na każdym kroku udowodnić, że była tylko i wyłącznie człowiekiem. Dlatego słysząc jego kolejne słowa, Matilde wręcz wzniosła oczy ku górze, zupełnie jakby chciała przez to z satysfakcją wykrzyczeć: wiedziałam!.
– Od początku wiedziałam, że jesteś chory – mruknęła, ale nie było już w tym ani żadnych kąśliwości, ani obelg. Było to stwierdzenie tak naturalne, jak informacja, że w ciągu dnia świeci słońce. A potem tak po prostu westchnęła ostentacyjnie, by dodać:
– Swoją drogą to niezwykle niepokojące, Hopper. Przykro mi, że muszę zmiażdżyć twoje zimne jak głaz serce – ale wciąż nie jestem zainteresowana. Ale hej! Zawsze możesz mnie podziwiać z daleka – i gdy Hopper zabrał swoją dłoń z jej uścisku, Matilde początkowo nie rozumiała o co właściwie mu chodziło. Wręcz wzniosła brwi ku górze, ale wtedy.. wtedy to się stało. Początkowo po prostu zarejestrowała tylko, jak pojedyncza kropla krwi poplamiła jej dłoń, by zaraz potem poczuć jak okropnie zaczyna jej się kręcić w głowie. Właściwie zdążyła jeszcze przenieść na niego nieco skołowane spojrzenie, gdy poczuła jak ciepła, czerwona substancja na całego puściła z jej nosa. I wtedy być może całkiem instynktownie, a być może po prostu całkowicie to zaplanowała – złapała się jego ramienia, jednocześnie czując jak nogi się uginają pod ciężarem jej ciała..
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-03-04, 21:00   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


- A podobno to ja mam wybujałe ego - zmarszczył brwi i zaśmiał się.
Właściwie, tego dnia niepokojąco dużo się śmiał. To się normalnie nie zdarzało, a już z pewnością nie w towarzystwie tak irytujących ludzi jak Wallace. Cóż, okazuje się, że jednak czasami nie była aż tak trudna do zniesienia. Chyba gdzieś w duchu musiał się pogodzić z tym, że mimo wszystko ciągle darzył ją jakąś tam resztką sympatii, która jakimś cudem jeszcze się ostała po tej ich cudownej rozmowie przy fontannie. I po początku tej rozmowy. I w ogóle pomimo tego, że Wallace chyba obrała sobie za punkt honoru jak najbardziej go zirytować i obrazić. Jej pech, to jednak nie było takie proste. Gdyby takie drobne rzeczy potrafiły go wytrącić z równowagi... Nie, Hopper nie zawracał sobie głowy zbędnymi emocjami, one tylko wszystko komplikowały.
Chyba miał jakieś cholerne wyczucie, bo zaraz po tym jak puścił dłoń Wallace, poszła jej krew z nosa. Jeszcze zanim straciła równowagę, zorientował się co się zaraz stanie - w końcu był geniuszem, który szybciej od normalnego człowieka przetwarzał informacje i zwracał uwagę na wszystkie te drobne szczegóły. Zamglone spojrzenie, trochę wolniejszy czas reakcji, nawet to że nieco za mocno była wychylona w lewo aż za dobrze ją zdradzało. Od razu, te kilka sekund (a może tylko ułamek sekundy?) wcześniej zaczął wyciągać ręce, żeby ją złapać i może dlatego to nie było aż tak twarde lądowanie, jakie mogłoby być. Kolejna chwila, ułamki sekund kiedy ona trzymała się kurczowo jego ramienia, a on nie pozwalał jej się przewrócić, zanim stopą przesunął stojące obok krzesło i powoli posadził ją na nim.
Chusteczki. Przydałyby się jej jakieś przynieść, zwłaszcza jeśli nie chciał mieć zaraz zapapranego wszystkiego - bo najprawdopodobniej na jego ubrania było już za późno, znając życie wpadła na niego w taki sposób, że wytarła w niego nos. Miał jakąś paczkę upchaną w szafce w łazience, ale stanowczo bliżej mu było do siatki z zakupami stojącej na biurku. Po chwili podał jej paczkę chusteczek.
- Chcesz coś słodkiego i wysokokalorycznego? - W końcu brakowało mu tylko, żeby tutaj zemdlała, a kiedy zaopatrywał się w trochę rzeczy, żeby nie umrzeć tutaj z głodu, wziął ze sobą jakieś batony.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-03-04, 21:30   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Wystarczyła chwila, by wszystko potoczyło się w kompletnie innym kierunku, niż się tego spodziewała. Żarty, śmiechy, czy dziwnie dobre humory wydawały się jej teraz tak odległe! Miała wrażenie, jakby dłużej nie była uczestnikiem tego świata, a jedynie przyglądała się wszystkiemu z boku. Chociaż czuła oparcie w silnym ramieniu Williama, tak jej ciało wydawało się teraz takie bezwiedne! Gdy ją złapał ona po prostu jak ta marionetka poleciała na niego, opierając się całym ciężarem swojego ciała o jego klatkę piersiową i w efekcie – rzeczywiście pobrudziła całą jego koszulkę. Nie miała nawet szansy, by zrozumieć co tak naprawdę zrobiła, bo wówczas – Hopper posadził ją na krześle, a wtedy Matilde – choć wciąż szumiało jej w uszach i miała to dziwne poczucie spadania – poczuła się znacznie stabilniej. Wciąż nieco otępiała i zdezorientowana wzięła od niego te chusteczki, ale nie było to takie łatwe jakby się wydawało. Ręce za bardzo jej się trzęsły, a otworzenie paczuszki wydawało się teraz po prostu niemożliwe. Wallace nienawidziła tego typu bezradności.
– Yhym – kiwnęła ostrożnie głową na jego pytanie, chociaż jeśli miała być kompletnie szczera, nie do końca zrozumiała o co dokładnie ją pytał. Jedynie odczuła ulgę i swego rodzaju satysfakcję, gdy wreszcie udało jej wyciągnąć tą cholerną chusteczkę i przyłożyć ją sobie do nosa. A potem po prostu maksymalnie odchyliła głowę do tyłu, wbijając wzrok w sufit. To chyba był ten moment, kiedy wreszcie zaczynała odzyskiwać grunt pod nogami. I mimo nieprzyjemnego, metalicznego posmaku krwi w ustach, przełknęła głośno ślinę, by zaraz potem wreszcie wydusić z siebie:
– Dasz mi szklankę wody? – prawdopodobnie nabierała również coraz więcej kolorów. I nie, nie chodziło tylko o zaschniętą krew wokół swoich ust. Swoją drogą takiej czerwieni nie dawała jej nawet jej ulubiona szminka! Po chwili Matilde wyciągnęła rękę przed siebie, by wymienić chusteczkę na znacznie suchszą i czyściejszą, po czym po raz kolejny się odezwała.
– Nie spodziewałam się.. – zaczęła, ale czy był w ogóle sens, by się w ogóle tłumaczyć? Powinna od razu wiedzieć, że mogło do tego dojść i się przygotować na taką ewentualność, ale była na to zbyt uparta. Nie sądziła też, że jakiekolwiek wytłumaczenia miały obchodzić Hoppera, więc po prostu zamknęła usta.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-03-05, 16:05   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Zaczął grzebać w reklamówce pełnej rzeczy które miały pomóc mu przetrwać w tym mieszkaniu w poszukiwaniu jakiegoś batona. Minęła chwila, zanim między błyskawicznymi daniami z proszku, puszkami coli, jakąś kiepską kawą rozpuszczalną i cudem zakupionego sera i pieczywa wasa odnalazł jakiegoś pojedynczego KitKata. Pewnie gdzieś na dnie było ich więcej. Odwrócił się, żeby go podać Wallace, ale ostatecznie odłożył go na stole obok niej. Widział jak się męczy z chusteczkami i nie miał zamiaru jej przeszkadzać odciągając jej uwagę i wpychając jej do ręki batona.
Teoretycznie, mógłby jej z tym pomóc, po prostu otworzyć chusteczki... ale tego nie zrobił. Zbyt często był w podobnym stanie, żeby nie rozumieć jak bardzo irytująca jest bezradność. Była tylko jedna, gorsza od niej rzecz. Kiedy inni zauważali tę bezradność zaczynali traktować Cię jak małe, nieporadne dziecko, któremu trzeba pomóc.
Otworzenie paczki chusteczek czy batona nie było na tyle karkołomnym wyzwaniem, żeby Wallace sobie z nim nie poradziła. Najwyżej zajmie jej to więcej czasu i uda jej się poplamić coś jeszcze. Cóż, był w stanie jakoś to przeżyć.
- Yeah, nie umrzyj w międzyczasie - rzucił nonszalancko zanim wyszedł do kuchni.
W wiszącej szafce koło zlewu trzymał te kilka naczyń z różnych, niepasujących do siebie kompletów. Były w mieszkaniu jeszcze zanim je wynajął i zostaną w nim długo po tym jak zabierze stąd swoje rzeczy. Coś dziwnego było w tej myśli. Ludzie umrą, wszystko przeminie, a ktoś i tak będzie pił kawę z tych brzydkich kubków.
Wyciągnął jakąś szklankę z głębi szafki i opłukał ją, zanim nalał do niej wody. Nie wyglądała na szczególnie zakurzoną, ale kto tam wie, prawdopodobnie nie była używana od kilku tygodni. Razem ze swoją zdobyczą wrócił do Wallace.
- Bezglutenowa- powiedział, jakże zabawnie i błyskotliwie, podając jej szklankę wody.
Nie miał najmniejszej ochoty słuchać tłumaczeń Matilde, zwłaszcza że to właściwie on był powodem, przez który teraz siedziała w takim stanie na tym krześle. Oczywiście, nie miał zamiaru tego mówić ani przyznać się do tego, że w ogóle o tym pomyślał. Sama się na to pisała. Sama tutaj została. Sama sprawiła, że nie powinien w żaden sposób brać za to winy na siebie.
- Ale ja tak - szybko dokończył jej słowa. W końcu od początku wiedział z czym wiąże się jej pomoc i od początku spodziewał się, że właśnie tak skończy się jej pomoc. Mimo tego, zwyczajnie o tym zapomniał, a Wallace mogła teraz co najwyżej siedzieć na krześle i jeść batoniki. To by było na tyle, jeśli chodziło o jego próby zatrzymania swojej mutacji, raczej już dzisiaj nie weźmie tej mutazyny. Mimo tego, nie był w stanie powstrzymać jakiejś tam iskierki optymizmu w swoim umyśle. Głowa coraz mniej go bolała, nieustanny ucisk stawał się coraz bardziej do zniesienia i zwracał coraz mniej jego uwagi, a to przecież był dopiero początek.
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-03-05, 17:24   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


– A co, Hoppper? Tęskniłbyś? – rzuciła nieco słabszym niż zazwyczaj i wyjątkowo mniej złośliwym, ale nadal przesiąkniętym sarkazmem tonem głosu, jednocześnie kątem oka obserwując jak mężczyzna się od niej oddala. Mimo całej tej krwawej sytuacji, jej usta mimowolnie uniosły się ku górze, tworząc coś na kształt lekkiego, bladego uśmiechu. I to właśnie wtedy Wallace zdecydowała się opuścić niżej głowę, by po chwili sięgnąć dłonią po leżącego na skraju batonika. Oczywiście, nim zdecydowała się całkowicie oderwać dłonie z twarzy, upewniła się, że krwawienia z nosa ustało, albo chociaż znacznie się zmniejszyło I gdy nie wyczuła już żadnego ciepłego strumyka, płynącego z jej nozdrzy, dziewczyna rozpakowała tego KitKata, którego zaraz potem wepchnęła sobie do ust, odgryzając dość spory kawałek. I mniej więcej w tym samym czasie postanowił powrócić William z tą całą swoją wkurzającą otoczką i tekstami. Matilde wręcz wywróciła oczami, w tym samym momencie przełykając jedzenie i parskając śmiechem (co swoją drogą nie było zbyt bezpieczne), po czym sięgnęła po kubek z wodą i mruknęła:
– Ale ze mnie szczęściara – i rzeczywiście przytknęła sobie kubek do ust, ale bynajmniej nie upiła z niego łyka. Nie tak od razu. Najpierw zawiesiła na nim spojrzenie, jednocześnie wznosząc wysoko brew: – mam nadzieję, że nie chcesz mnie otruć, Hopper.
Ale bynajmniej go o to nie podejrzewała. Ale nie potrafiłaby przecież tego nie skomentować w ten tak typowy dla siebie i ich pokręconej relacji sposób. W gruncie rzeczy była niesamowicie wdzięczna Williamowi, że zdecydował się dla niej zrobić chociaż tyle. Po części pewnie czuł cholerny obowiązek, ale.. zrozumiałaby też, gdyby kazał jej radzić sobie samej. Najwidoczniej nie było z nimi aż tak źle, jak mogło się wydawać, huh? A potem Matilde odłożyła pustą szklankę na stół, by wziąć kolejny, przedostatni gryz batonika.
– Okej – skwitowała tylko wzruszeniem ramion. Dla niej temat był zamknięty i nie miała zamiaru go o nic winić. Była sama sobie winna. Poza tym jaki był sens roztrząsanie tego tematu? Nie lubiła Hoppera, on nie lubił jej. Miał ją w dupie i potrzebował jej dla swoich celów. Ona też go potrzebowała do swoich celów. Z tym, że jeszcze nie do końca potrafiła określić jakie to były cele…
I wtedy, Matilde tak po prostu podniosła się z krzesła, by spytać go o drogę do łazienki. A gdy już uzyskała tą odpowiedź, dość stabilnym krokiem udałą się w tamtym kierunku. I być może jej twarz wciąż nie odzyskała odpowiednich kolorów, tak musiała przyznać – że czuła się znacznie lepiej. I gdy tylko znalazła się w łazience, przelała twarz wodą, obmywając ją z resztek krwi, po czym powoli wróciła do Hoppera.
– Masz krew na koszulce – rzuciła niezwykle inteligentnie, wskazującym palcem w powietrzu robiąc kółko, gdzieś na wysokości jego klatce piersiowej.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-03-06, 21:01   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


- Nie. Po prostu zniesienie ciała z trzeciego piętra jest dość trudne - dorzucił jeszcze. Niech uważa, chyba od przebywania z Williamem w jednym pomieszczeniu zaczęła się zarażać jego przerostem ego. Jak tak dalej pójdzie, zacznie ono osiągać rozmiary jakiejś sporej gwiazdy neutronowej albo, jeszcze gorzej, może nawet zbliży się do rozmiaru ega Hoppera. Tak, on też nie wierzył, że to jest możliwe.
Naprawdę nie sądził żeby ten jego komentarz był aż taki zabawny, co najwyżej głupawy i nieco żałosny. A przynajmniej nie aż tak śmieszny, żeby równocześnie dławić się batonem i oczami już przechodzić na drugą stronę. Raz chce go zabić, kiedy indziej śmieje się ze wszystkiego co powie... I jak on niby miał rozgryźć i zrozumieć o co chodzi Wallace?
- Ja? W życiu - odpowiedział niewinnie na jej zarzuty. Prawdziwy z niego aniołek, tylko mu aureoli do kompletu brakowało, bo skrzydła najprawdopodobniej skutecznie chował gdzieś pod koszulką. Dziwne, że Wallace nie zwróciła na to uwagi podczas swojego zajebistego przeszukania.
I cóż, nie było co się dziwić, że nie zostawił jej samej sobie. Aż takim chujem jeszcze nie był, a przynajmniej lubił tak o sobie myśleć. Czasami nawet wydawał się być całkiem sympatyczny. Co prawda, tylko wtedy kiedy miał siłę do gatunku ludzkiego, a ciśnienie krwi nie chciało zrobić z jego mózgu różowej papki, ale jednak.
Pokazał Matilde gdzie znajdzie łazienkę i kiedy już upewnił się, że nie zamierza nagle, spektakularnie i widowiskowo przewrócić się na ziemię, w końcu poskładał swój zestaw młodego chemika. Nie było sensu go tutaj trzymać, skoro i tak nie miał zamiaru brać teraz mutazyny, a miał jakieś dziwne przeczucie, że ktoś prędzej czy później to poprzewraca. Przelał substancję do szczelniejszych pojemników niż kolby, na szybko przepłukał szkło - wolał się potem nie męczyć z usuwaniem ewentualnego osadu. Zdążył z powrotem wrócić do części dziennej zanim wróciła Wallace.
- Uch - odpowiedział równie inteligentnie. Wcześniej nawet pomyślał, że to było całkiem prawdopodobne, ale zajął się ogarnianiem półżywej Matilde i nawet nie zadał sobie trudu sprawdzenia stanu swojej koszulki. - Pójdę ją przebrać - oświadczył i ruszył w kierunku swojej sypialni i - co ważniejsze - szafy.
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-03-06, 22:01   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


– Och z pewnością – odparła powątpiewająco, wznosząc wysoko prawą brew ku górze i uważnie lustrując Hoppera wzrokiem. I w jednym z pewnością się nie mylił – jej ego rzeczywiście rosło w zatrważającym tempie. Do tego stopnia, że nie byłaby w stanie się powstrzymać i nie dorzucić kolejnych trzech groszy, tym samym nawiązując do jego wcześniejszego niezwykle romantycznego miłosnego wyznania:
– Tak samo trudne jak odgonienie się ode mnie w tych twoich perwersyjnych snach?
W pewnym sensie jego komentarz rzeczywiście uważała za najbardziej żałosny, nieumiejętnie zabawny i głupi, ale mimo wszystko z jej ust wydobyło się to krótkie parsknięcie śmiechem. Być może w normalnym przypadku obdarzyłaby go jedynie pobłażliwym spojrzeniem, ale to nie był normalny przypadek. Całkiem prawdopodobne, że jej obecna reakcja była po prostu spowodowana tym, że w tamtym momencie potrzebowała takiego głupiego, niezwykle oderwanego od rzeczywistości żartu. Wraz ze słowami Hoppera, cały jakiś wyimaginowany ciężar, spowodowany osłabnięciem, krwawieniem z nosa i niemalże omdleniem – po prostu się ulotnił. Do tego stopnia, że chociaż w połowie udało jej się odzyskać wcześniejszy nastrój.
– Mam cię na oku, Hopper – odparła tylko na tą jego niewinną buźkę, wznosząc jednocześnie kąciki ust ku górze. W pewnym sensie rzucanie oskarżeniami i tego typu tekstami w przypadku relacji z Hopperem zaczynała już uważać za swój zasrany obowiązek. A dopełnieniem tego obowiązku było danie Williamowi do zrozumienia, że miała zamiar go pilnować, sprawdzać i co jeszcze. Nie mógł się więc dziwić tym dłuższym spojrzeniom, które zaczynała mu posyłać.. prawda?
W gruncie rzeczy – nie było jednak aż tak źle, jak jej się wydawało. Choć zdecydowanie wydawała się bledsza niż wcześniej – bynajmniej nie wyglądała na osobę, która miała zamiar się żegnać z tym światem. Dlatego też z dość dobrym humorem powróciła do Williama, wypominając mu posiadanie dość chorej, krwawej oznaki swojej obecności na jego koszulce. I gdy mężczyzna stwierdził, że pójdzie się przebrać, Matilde jakby postanowiła kontynuować jakiś najwidoczniej powstały konkurs najinteligentniejszych tekstów tego wieczora.
– Och, okej – mruknęła nieco skołowana, zupełnie jakby zapomniała, że w sumie sama mu to przecież zasugerowała. I gdy chłopak obrócił się na pięcie, by zniknąć za regałem książek, Matilde dość instynktownie obróciła głowę przez ramię, natrafiając spojrzeniem.. no właśnie.. na nic. Sama nie wiedziała dlaczego postanowiła zrobić kilka kroków do przodu. W tym momencie była taka zagubiona! W pewnym sensie chyba liczyła po prostu na znalezienie czegoś, czym mogłaby zająć ręce, ale wtedy przypadkiem natrafiła spojrzeniem na rozbierającego się Hoppera i… cóż. Matilde przełknęła głośno ślinę, zawieszając wzrok na jego klatce piersiowej..W tym momencie Wallace chyba nie do końca sobie zdawała sprawę z tego, co tak dokładne robiła – i zamiast instynktownego obrócenia głowy w bok, jej rozkojarzone spojrzenie, jakby coraz intensywniej chłonęło te widoki, które miała teraz przed sobą. Z kolei czerwone wargi mimowolnie się rozchyliły, by po chwili spomiędzy nich wydobyło się ciche westchnięcie…
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-03-06, 23:16   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


- To że porównujesz swoje perwersyjne alter ego do rozkładających się zwłok jest w pewien sposób niesamowicie smutne i nieco niepokojące - zauważył.
Ha, brakowało mu tylko kozetki i wspominania o traumach z dzieciństwa, a mógłby robić za nowego Freuda. W gruncie rzeczy to była całkiem atrakcyjna praca. Cały dzień mówisz ludziom puste frazesy, odwołujesz się do tak ogólnie ujętych problemów, że każda istota ludzka musiała je mieć, wspominasz coś o dzieciństwie, a na koniec bierzesz pieniądze. Jedyny minus był taki, że najpierw musisz słuchać przez godzinę człowieka, który do Ciebie przyszedł.
Hopper najspokojniej w świecie poszedł do części sypialnej i zaczął ściągać swoją koszulkę. Pewnie nie byłoby w tej prozaicznej czynności niczego dziwnego, gdyby nie usłyszał skrzypienia desek. Najprawdopodobniej, gdyby był zwykłym człowiekiem ze zwykłym mózgiem nie zwróciłby na to uwagi, ale cóż, nie był. Początkowo uznał, że po prostu Wallace przeszła kawałek, ale potem usłyszał kolejne i kolejne ciche skrzypnięcie. Czy ona się właśnie na niego czaiła? Ba, czy ona właśnie go podglądała? Miał problem żeby powstrzymać dziwny uśmieszek po części cholernie przepełniony poczuciem zwycięstwa, a po części złożony z dziwnego rozbawienia rodzącego się, kiedy oglądasz małe kociątka, które robią coś niewyobrażalnie głupiego. Oczywiście, nie mógł dać po sobie poznać, że cokolwiek zauważył, to jeszcze nie był odpowiedni moment. Zamiast podnieść wzrok i na nią zerknąć, uważnie nasłuchiwał co robiła. Spokojnie podszedł do drzwi szafy i otworzył drzwi. Miał zamiar ciągnąć to jeszcze chwilę, ale kiedy usłyszał stłumione, odległe westchnięcie, nie mógł się już dłużej powstrzymywać.
- To się profesjonalnie nazywa molestowanie seksualne - rzucił przerywając ciszę. Nawet nie zaszczycił Wallace spojrzeniem w jej kierunku, szukał gdzieś w szafie koszulki. - Chyba pora na mój post #metoo.
Korciło go, żeby zerknąć na wyraz twarzy Matilde, ale miał świadomość, że cała ta scena nagle straci na wyrazie. Ot, przecież był zupełnie nonszalancki i absolutnie nie obchodziło go co ona w tym czasie robiła.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-03-07, 16:55   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


– To całkiem urocze, że się tak o mnie martwisz – odmruknęła na jego słowa, robiąc jedną z tych min, która mimowolnie pojawia się na twarzach na widok super słodkiego szczeniaczka, kotka, czy uroczego, umazanego czekoladą niemowlaka. W gruncie rzeczy jeśli zdradziłby jej tą swoją myśl o pozostaniu psychologiem, prawdopodobnie Wallace zrobiłaby wszystko, by zostać jego pierwszą klientką. Położyłaby się na tej super niewygodnej kozetce i zaczęła wygadywać niestworzone historie, wymyślając jakieś dzikie traumy, choroby psychiczne i inne niepokojące sprawy tylko po to by zmarnować mu trochę czasu. Tak. Do takiego poziomu relacji doszli.
Nie można powiedzieć, że Matilde jakoś specjalnie maskowała się z tym co robiła. Z pewnością jednak wolałaby nie być na tym przyłapana. Nie przez niego. Dlatego, gdy usłyszała głos Hoppera, brunetka instynktownie spuściła wzrok, by po chwili zwilżyć koniuszkiem języka dolną wargę. W pewnym sensie, jeśli byłaby zdrowo myślącą osobą – powinna po prostu obrócić się na pięcie, odejść na drugi koniec pokoju i oddawać, że nic takiego się nie wydarzyło i, że William – jak zwykle – miał jakieś urojenia. W końcu nie mógł być tego aż tak bardzo pewny, skoro nawet nie zaszczycił jej spojrzeniem, nie? Ale zamiast zrobienia tych wszystkich o wiele bardziej racjonalnych kroków, Wallace nie wytrzymawszy tego napięcia – powróciła spojrzeniem do jego klatki piersiowej. Jedno jej było trzeba przyznać – nie znała wstydu.
Chociaż lustrowała jego ciało z dość sporej odległości, to nie była w stanie nie dostrzec tych wszystkich blizn, które tak.. dumnie ozdabiały jego tors. W swoim myślach Matilde wręcz porównała to do niesamowicie wypełnionej kartki papieru. I w tym momencie – wręcz pragnęła poznać historię każdej jednej blizny Hoppera. Ale co najbardziej przerażało w tym wszystkim Matilde to sam fakt, jak bardzo przez te wszystkie niedoskonałości William wydawał jej się interesujący i – o zgrozo! – jak dobrze się z tą myślą czuła…
– Oh tak? I co dokładnie zamierzasz napisać w tym poście? – odparła dość rozbawionym i niezrażonym tonem głosu, jednocześnie wyzywająco wznosząc prawą brew ku górze. W gruncie rzeczy wręcz z przyjemnością pomogłaby to napisać! To byłby chyba jakiś hit, nie? Historia z perspektywy ofiary i oprawcy. Ale nawet jeśli tego bardzo chciała – nie dane jej było powrócić spojrzeniem do jego twarzy. Po prostu wciąż wiernie lustrowała go swoim spojrzeniem, jednocześnie czując niewyjaśnione uderzenie gorąca..
– Ale okej, okej. Już nie patrzę przecież – burknęła, dodając do tego przeciągłe geeeeez. Ale zamiast rzeczywiście – jak to zarzekała się w swojej wypowiedzi – odejść, ciągle stała w tym samym miejscu, nie ruszając się nawet na krok. I tym bardziej nie kłopotała się jakimkolwiek odwróceniem spojrzenia. Wallace jedynie przełknęła ślinę, bo suchość w gardle zaczynała być niezwykle uciążliwa…
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 5