Wysłany: 2018-02-13, 15:26
Multikonta: Caroline, Joe
#FPTP
Pierwszy strzał! #ZadaniaMG
1 Rok na Giftedach!
2 lata Giftedów!
- Challenge accepted! - Rzuciłam z pewnością w głosie, słysząc jego stwierdzenie o "wyrośnięciu". Phi! Widać serio od dawna musiał dobrze nie pić, skoro wpadł w aż taki samozachwyt nad własną odpornością! Znaczy, okej no, był mutantem, to mu pewnie wystarczająco pomagało w pewnych aspektach, może nawet w piciu. Ale no halo! Tu Sami! A ten wieczór jeszcze się nie kończył. I nie skończy się, póki nie upiję Dale'a! No, ewentualnie póki sama nie odpadnę... Co pewnie było bardziej prawdopodobne, mimo, że sama mogłam się poszczycić dość silną głową.
Nie chciałam już komentować naszej przeszłości. Nie w tym złym aspekcie. Miło się nią wspominało, ale analizowanie jej - szczególnie dla mnie - było dość ciężkie. Dopiero po studiach byłam w stanie zrozumieć, jak wiele nawaliliśmy w tamtym okresie i po jakiej równi pochyłej się poruszaliśmy. Wolałam wierzyć, że nasza rozłąka przyniosła nam coś dobrego.
Spojrzałam na mężczyznę, gdy wyciągnął w moim kierunku papierosy.
- O, a jednak szybko się uczysz. - Stwierdziłam, jednocześnie wystawiając do niego język, przy czym złapałam jeden z filtrów w swoje palce i zwinnym ruchem tytoniowe zawiniątko umieściłam w swoich ustach. Ogień oczywiście ponownie przejęłam od blondyna, zaciągając się dość mocno tym świństwem. Cóż jednak poradzić, gdy organizm się domagał?
Pociągnęłam jeszcze kilka łyków z butelki, gdy Fowler opowiadał mi swoją historię. Jeszcze w jej trakcie, przekazałam szkło mężczyźnie, by i ten, w przerwach od mówienia, mógł się napoić, tym jakże cudnym trunkiem. Nie przerywałam jego historii. Nie potrafiłam. No bo co bym mogła powiedzieć? "Przykro mi"? To brzmiało sztucznie i nigdy nic nie dawało. Sama chyba poczułam się też trochę przytłoczona tą opowieścią. Nie chciałam wiedzieć, co też ten uroczy chłopiec z mojej przeszłości, musiał przejść na tym polu bitwy.
Nie ruszyłam papierosa ze swoich ust, jednak przesunęłam się lekko na mojej huśtawce tak, by być nieco bliżej starego przyjaciela. Złapałam tylko jego rękę, patrząc w niebo.
- Cieszę się, że Tobie się udało. Twoi kompani, nawet zza grobu, na pewno też. Teraz jesteś ich żywą historią. I mogą dalej żyć - w Twoim umyśle i w Twoim sercu. Żyjemy tak długo, jak nas pamiętają... - Pseudo-filozoficzne rozmyślenia, niestety, po alkoholu trzymały się mnie bardziej niż zwykle. Ale chyba sama też w to wierzyłam. To nie kondolencje sprawią, że poczujemy się lepiej. One dobijają jeszcze bardziej. Ale świadomość, że to my możemy coś zmienić, a nasze przetrwanie wciąż coś znaczy, może dać nowe siły.
Spojrzałam na Dale, zaciągając się dymem tytoniowym, by po dłuższej chwili wypuścić go nosem. Od dłuższej chwili nie puszczałam też jego ręki, aż do teraz. Chciałam, by czuł, że ma we mnie oparcie, nawet teraz. Chyba miał je we mnie zawsze...
- Mam tylko nadzieję, że dokopałeś tamtym frajerom za wszystko, co zrobili Tobie i Twoim kompanom. - Dodałam po chwili już z lekkim uśmiechem, chyba też próbując rozwiać ten nieco poważny ton, który nas ogarnął. Nie mogłam się też powstrzymać, by dodać swoje ostatnie, ale jakże ważne słowa:
- No i tym bardziej - musisz teraz nadrobić. Pij pij, bo wietrzeje.
_________________
The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
Ostatnio zmieniony przez Samantha Bartowski 2018-02-13, 17:08, w całości zmieniany 2 razy
People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..
Kontrola przepływu adrenaliny
92%
Najemnik
name:
Dale Fowler
alias:
~Archer
age:
29
height / weight:
188/96
Wysłany: 2018-02-13, 16:55
Talon na Aarona i balon
2 Lata Giftedów!
- No, skoro jesteś na tyle odważna.. - skomentował jej słowa, no dobra, jeśli chciała podjąć wyzwanie to proszę bardzo, ale ostrzegam, że na pewno nie będzie jej tak łatwo jak kiedyś, chociaż... W sumie tak, to przecież Sam, właściwie mogło się okazać, że z góry jest na przegranej pozycji, bo pewnie tak, czy siak skończą dzisiaj oboje nachlani jak prosiaki. Bycie mutantem raczej nie pomagało mu w piciu, chodzi bardziej o to, że w krytycznych sytuacjach mógłby na przykład drastycznie podnieść poziom adrenaliny w swoim organizmie i dzięki temu szybciej wytrzeźwieć, ale... Raczej tego nie robił, bo szkoda było mu tracić tak wspaniały stan bez powodu!
Taa, Fowler chyba również stracił ochotę na dyskusję o tych wszystkich złych rzeczach, które ich spotkały. Ile można było się nad sobą użalać? Co prawda nigdy tego nie robił, a przynajmniej przez ostatnie... 10 lat? Coś w tym stylu, więc może to był i dobry moment do tego, żeby w końcu się komuś wyżalić. No... Nie ważne. I tak koniec tego na dzisiaj, bo zaraz się tutaj biedny załamie i co wtedy będzie?
Mimo wszystko - podobnie jak Sam - też chciał wierzyć w to, że ich wieloletni brak kontaktu przyniósł też wiele dobrego.
- Taki stary koń, a jednak potrafi się jeszcze czegoś nauczyć, hmm? - zdobył się tylko na delikatny uśmiech, ponieważ atmosfera stała się na tyle ciężka, że śmiech wydał mu się teraz jakiś taki nie na miejscu.
Faktycznie, lepiej, że nie rzucała jakimiś tekstami w stylu 'będzie dobrze', czy coś w tym rodzaju, ponieważ takie słowa nigdy nie pomagały. Wręcz przeciwnie, potrafiły dobić jeszcze bardziej, przecież chyba każdy wiedział, że wcale dobrze nie będzie, a przynajmniej nie tak od razu...
- Nie wiem, czy moi przyjaciele się cieszą, wiem tylko tyle, że mogłem ich uratować. - skwitował jej wypowiedź po raz kolejny uśmiechając się delikatnie. Ścisnął mocniej jej dłoń, gdyby tylko Samantha wiedziała jak wiele znaczy dla niego taki głupi gest...
- Taa, niektórzy są martwi, inni uciekli, ale najważniejsze, że po tym wszystkim zdałem sobie sprawę z tego, że czas stamtąd jak najszybciej spierdalać. - powiedział i podniósł butelkę do ust. Napił się, po czym odczekał chwilę i zrobił to ponownie.
- Dobra, może porozmawiajmy o czymś innym, hmm? Opowiedz coś wesołego... Cokolwiek.
_________________
<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus
Wysłany: 2018-02-13, 17:29
Multikonta: Caroline, Joe
#FPTP
Pierwszy strzał! #ZadaniaMG
1 Rok na Giftedach!
2 lata Giftedów!
- Ja? Zawsze! - Stwierdziłam z dumą, prostując plecy, byle tylko wyciągnąć swoją sylwetkę i wydać się jeszcze bardziej "poważną". W końcu, gdyby brakowało mi tej odwagi, w życiu byśmy się nie zaprzyjaźnili. I nie dopuścili kilku małych grzeszków... - Powinieneś to już o mnie wiedzieć! Szczególnie po tamtej akcji, gdy wrąbaliśmy się do czyjegoś basenu w środku nocy i spierdzielaliśmy stamtąd jeszcze szybciej, gdy wypuścili psy! Chociaż nie, czekaj... Zapomnij to o spierdzielaniu! - Wyrzuciłam z siebie jedno z luźniejszych wspomnień, jakie przyszło mi do głowy. Chyba zaczynałam też już lekko podnosić głos, w związku z procentami, które pochłonęłam tego wieczoru. W sumie to cud, że jeszcze język mi się nie plątał, choć to zapewne była tylko kwestia czasu.
Poruszany w tym momencie jednak przez nas temat rzeczywiście nie należał do najlżejszych. Wiedziałam tylko tyle, że Dale nie potrzebował teraz umoralniania, przekonywania, że to nie jego wina. To mogło tylko jeszcze bardziej nakręcić tą karuzelę złego samopoczucia. Zamiast mówić cokolwiek, odwzajemniłam tylko uścisk jego ręki. Wiedziałam, że to wystarczy. To, i ciepły uśmiech, który mógł powiedzieć "będzie dobrze" dużo szczerzej, niż nawet najpiękniejsza mowa. To właśnie te małe gesty najczęściej napełniały nas dobrą energią i siłą walki.
Pociągnęłam kolejnego bucha z podarowanego mi papierosa, próbując uformować małe kółeczka z dymu. Nigdy mi to w sumie nie wychodziło i jak na złość - kształt elipsy z dymu nadal nie chciał opuścić mych ust. Wyraźnie zniechęcona tym stanem rzeczy, zamiast opowiadać jakąś kolejną głupotę, chciałam udowodnić temu staremu prykowi, że wcale nie musimy tylko wspominać - możemy tworzyć nowe wspomnienia!
- Zamiast gadać, możemy się ru... - Zaczęłam swą, jakże cudowną przemowę, próbując wstać z huśtawki i nawet nie wiem jakim cudem - chyba się poślizgnęłam na piachu pod nią. Tyle że, zamiast znowu wylądować tyłkiem na zabawce, zgrabnie przez nią się prześlizgnęłam, lądując na plecach, z nogami opartymi o siedzisko. - Kurwa! - Wyrzuciłam z siebie, po czym wpadłam w niemalże histeryczny śmiech. W sumie nic mnie nie bolało, po prostu śmiałam się nad własną niezdarnością. Ta, to teraz nie ma co! Udowodniłam, jaki ze mnie zdolny zawodnik, nie?
_________________
The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..
Kontrola przepływu adrenaliny
92%
Najemnik
name:
Dale Fowler
alias:
~Archer
age:
29
height / weight:
188/96
Wysłany: 2018-02-13, 21:23
Talon na Aarona i balon
2 Lata Giftedów!
- No tak. W sumie tak jest. - odparł kiwając głową na znak, że się zgadza. Faktycznie, znali się już trochę czasu i wiedział bardzo dobrze, że odwagi to akurat jej nie brakowało - wystarczyło spojrzeć tylko na to ile razy bez wahania potrafiła stanąć za nim, gdy cokolwiek się działo, z resztą... On robił dokładnie to samo. Może brakowało im ogłady, kilku szarych komórek, ale na pewno nie odwagi.
- Pamiętam to. Chyba do tej pory mam gdzieś ślad po ugryzieniu... - mruknął opierając nogę na nodze i podnosząc jedną nogawkę nieco do góry.
- O, widzisz? - pokazał jej bliznę nad kostką, ewidentnie było widać, że jest to pozostałość po ugryzieniu psa. Co prawda nie były one jakieś specjalnie wielkie, nie pamiętał już dokładnie jaka to była rasa, ale na pewno nie jakieś dobermany, czy inne specjalnie groźne, mimo wszystko i tak napędziły im wtedy niezłego stracha.
Dale zachwiał się delikatnie na huśtawce czując, jak procenty z każdą następną sekundą wdzierają się coraz głębiej w jego organizm - nie ma co, dzisiaj i tak już wypili sporo, a to wcale nie miał być jeszcze koniec.
No pewnie, że taki prosty gest jak uścisk ręki dał mu o wiele więcej, niż jakieś puste słowa. One były kompletnie niepotrzebne, wystarczyło mu, że siedziała tutaj obok niego i tak jak zwykle - akceptowała wszystko, o czym mówił, akceptowała to kim był mimo tego, że zaczynał jej opowiadać coraz straszniejsze rzeczy. I za to właśnie ją tak uwielbiał. Była przy nim. Za wszystko i pomimo wszystkiego.
Zaciągnął się jeszcze kilka razy delektując się przyjemnym uczuciem drapania w gardło, a gdy dziewczyna zaczęła mówić po raz kolejny odwrócił głowę w jej kierunku. Nie zdążyła nawet dokończyć zdania...
Na początku zrobił wielkie oczy i rozdziawił usta w geście zdziwienia, a następnie również wybuchnął śmiechem. Mimo tego, że go to bawiło, to natychmiast wstał z huśtawki i ruszył jej na pomoc podnosząc ją do góry.
- Nic Ci się nie stało? - spytał w przerwie między kolejnymi salwami śmiechu.
Ach... A był pewien, że to on się dzisiaj będzie przewracał.
_________________
<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus
Wysłany: 2018-02-14, 14:56
Multikonta: Caroline, Joe
#FPTP
Pierwszy strzał! #ZadaniaMG
1 Rok na Giftedach!
2 lata Giftedów!
Co to, to nie! Żaden facet nie będzie mnie wyręczał w tak prostych rzeczach, jak wstawanie. W końcu jestem silną i niezależną kobietą! A przynajmniej za taką chcę uchodzić. Dlatego też dalej leżałam na tej ziemi, zwijając się ze śmiechu i w przerwach na nabranie powietrza - próbując wyplątać nogi z tego przeklętego siedziska. Po wszystkim co dziś wypiliśmy, to było trudniejsze zadanie, niż mogło się wydawać.
- Haha, wszystko spoko. Tylko ten piach chciał mnie zabić! - Stwierdziłam lekko podniesionym, choć wciąż rozbawionym tonem. Tiaa... Procenty zdecydowanie za dobrze już wchodziły.
Jak w końcu udało mi się uspokoić moje rozbawienie, skorzystałam w pomocnej dłoni Dale'a (to co innego, niż próba podniesienia, o!), co by móc się podciągnąć na równe nogi. Otrzepałam, na tyle dokładnie, na ile byłam w stanie swoje ramiona, plecy i nogawki, a po chwili zaczęłam się rozglądać po ziemi.
- Kurza twarz, i tylko tego papierosa szkoda! - Zażartowałam, wciąż nie ukrywając śmiechu. Co prawda tytoniu w nim zostało może na jednego bucha, ale hej! to wciąż palenie, no nie? Jak widać, czsem zdarzało mi się być tą małą sierotą, co o własne nogi mogłaby się zabić. Ale przy Fowlerze ta moja niezdarność wcale mnie nie ruszała. W końcu widział mnie w gorszych sytuacjach. Zażenowanie czy wstyd w naszym słowniku, gdy byliśmy razem, już chyba nie funkcjonowało...
_________________
The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..
Kontrola przepływu adrenaliny
92%
Najemnik
name:
Dale Fowler
alias:
~Archer
age:
29
height / weight:
188/96
Wysłany: 2018-02-14, 23:01
Talon na Aarona i balon
2 Lata Giftedów!
Och, przecież jemu nie chodziło o to, by ją wyręczać czy udowadniać, że jest jakimś samcem alfa, czy coś w tym rodzaju! Pff... Chcij tu dobrze a i tak wyjdzie jak zwykle!
Zwłascza, że Dale doskonale wiedział, że Sam nie należy do tych słabych cnotek, które same nie dadzą sobie z niczym rady, zwyczajnie chciał pomóc, no, ale... Weź tu rozmawiaj z tą pijaczką... Niestety mieli podobne charaktery, przez co w przeszłości często dochodziło między nimi do spięć. Ogniste temperamenty...
- Głupi piach.. - wybełkotał cicho i również się zaśmiał. Wtf? Głupi piach? Co to w ogóle za jakieś beznadziejne sformułowanie? No cóż, widać było, że i on poczuł w swoim organizmie alkohol, musiało do tego prędzej czy później dojść. Co prawda oboje potrafili wlać w siebie naprawdę dużo, ale przecież nie byli odporni na procenty, nawet oni kiedyś się upijali.
Mężczyzna spróbował ją podnieść, ale ona zamiast tego wyciągnęła do niego dłoń. Oczywiście postąpił dokładnie tak jak chciała, złapał ją za rękę i pociągnął do góry, by pomóc jej wstać. Zaśmiał się po raz kolejny patrząc na nią i kiwając głową z lekkim zażenowaniem.
- Oj, Sam... ktoś tu traci formę. - rzucił dalej nieco rozbawiony i rozejrzał się w poszukiwaniu butelki, którą wbił gdzieś w piach obok huśtawki. Gdy tylko ją zlokalizował od razu za nią złapał i podniósł do ust. Przechylił i wlał w siebie następną porcję alkoholu tak, że aż polało mu się po brodzie. Odsunął butelkę od warg i przetarł rękawem skórę.
Podał jej szczerząc się jak głupi.
- Masz na dzisiaj jeszcze jakieś cudowne pomysły, czy siedzimy tutaj?
_________________
<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus
Wysłany: 2018-02-17, 15:50
Multikonta: Caroline, Joe
#FPTP
Pierwszy strzał! #ZadaniaMG
1 Rok na Giftedach!
2 lata Giftedów!
Rzeczywiście. Aż dziwne, ze do tej pory się nawzajem nie zabiliśmy. Nadawaliśmy chyba na aż zbyt podobnych falach. Ale miało to swój urok. Momentami, byliśmy w stanie porozumieć się bez słów. I chyba też dlatego byliśmy w stanie zrobić dla siebie wiele. Rozumieliśmy swoje pobudki i to nas czyniło najlepszymi kompanami, nie tylko do kieliszka.
- A pieprzyć go! - Rzuciłam ze śmiechem, po czym zgarnęłam grzywkę z twarzy. Jeny, chyba serio powinniśmy się ogarnąć. Tylko w sumie czy był sens? Czy warto było do wszystkiego podchodzić z nazbytnią powagą? A może właśnie takie drobne wygłupy były najlepszym rozwiązaniem w tym nudnym, szarym świecie?
- Pfff. Sam wypadasz z formy, ja się świetnie trzymam! - Odpowiedziałam po chwili, ponownie krzyżując ręce na klatce piersiowej. Szybko jednak zrezygnowałam z tej pozycji, na rzecz przejęcia butelki. Nie mogłam być gorsza, więc również pociągnęłam z niej kilka większych łyków. Fuj. To wcale nie smakowało tak dobrze, jak powinno. Ale cóż robić, gdy do tego ciągnie?
- Hmmm... - Mruknęłam po chwili, przełykając ostatni łyk alkoholu i przekazując butelkę ponownie w ręce Fowlera. Nie minęła sekunda, gdy wlazła butami na to biedne siedzisko i stanęłam na huśtawce.
- Ej, pamiętasz, jak kiedyś robiliśmy zawody w skakaniu w dal?! - Zapytałam z wyraźną ekscytacją w głosie. Huśtawka co prawda niepokojąco zaskrzypiała pod moim ciężarem, ale chyba nawet nie zwróciłam na to uwagi, przez moje obecne upojenie. - Możemy to powtórzyć! - Wyrzuciłam z siebie w końcu, zaczynając się kołysać na tej nieszczęsnej zabawce. W końcu wiadomo, najważniejsze jest wybicie, nie?
_________________
The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..
Kontrola przepływu adrenaliny
92%
Najemnik
name:
Dale Fowler
alias:
~Archer
age:
29
height / weight:
188/96
Wysłany: 2018-02-19, 23:39
Talon na Aarona i balon
2 Lata Giftedów!
Faktycznie, to, że tak doskonale się rozumieli było aż dziwne. Z nikim innym wcześniej nie złapał takiej więzi jak z nią i miał takie wrażenie, że z wiekiem coraz bardziej się rozumieli, coraz lepiej dogadywali... Może ta ich wieloletnia rozłąka faktycznie wyszła chociaż po części na plus? Tęsknota chyba zrobiła swoje, sprawiła, że zbliżyli się do siebie jeszcze bardziej... A jemu było to bardzo na rękę, ponieważ - nawet jeśli nie przyznawał się do tego przed samym sobą - to i tak byli mu potrzebni zaufani ludzie, tacy, na których mógł zawsze liczyć... No, po prostu przyjaciele, a ona zaliczała się właśnie do tego grona.
- Masz rację. Pieprzyć głupi piach. - odparł dość sarkastycznie i również się roześmiał. Pewnie masz rację - zachowywanie chociaż odrobiny powagi nie miało najmniejszego sensu - nie, kiedy ta dwójka wychodziła w miasto z kilkoma butelkami alkoholu.
- Właśnie widziałem.. - odparł i znowu roześmiał się wesoło widząc, jak ponownie udaje obrażoną. Zawsze go to bawiło, a ona robiła to już wówczas, gdy jeszcze byli dziećmi. Chyba zostanie jej to już na zawsze...
Odebrał od niej po raz kolejny butelkę, a gdy ujrzał ten wyraz zastanowienia na jej twarzy od razu wiedział, że wymyśliła coś nowego i prawdopodobnie niezbyt mądrego. Oboje mieli do tego talent - do wymyślania idiotycznych pomysłów pod wpływem alkoholu, często właśnie za nie ostro obrywali.
- Pewnie, że pamiętam, ale... Nie wiem czy to najlepszy pomysł z moją wagą.. - rzucił zastanawiając się nad tym. Przesunął palcami po brodzie i wzruszył ramionami, po czym podobnie jak ona - chwiejnym krokiem wspiął się na oparcie huśtawki i jeśli ta zaskrzypiała pod ciężarem Sam, to pod nim zaczęła wydawać o wiele bardziej niepokojące dźwięki. Chwycił się mocno lin spoglądając w dół.
Mimo, że poczuł jak huśtawka ugina się pod jego ciężarem, postanowił to zignorować, bo co mu się mogło stać? Przecież dzisiaj był kurewsko pijany nieśmiertelny!
_________________
<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus
Wysłany: 2018-02-20, 15:09
Multikonta: Caroline, Joe
#FPTP
Pierwszy strzał! #ZadaniaMG
1 Rok na Giftedach!
2 lata Giftedów!
Stałam tak na siedzisku huśtawki, niemal dotykając czubka zabawki własną głową. W końcu... Wcale nie należałam do najniższych. Śmiałam się jednak radośnie, wprawiając ją w ruch, co powodowało kolejne skrzypnięcia. Ale hej, widać to wcale nie był tak kiepski przedmiot, jak mogłoby się wydawać, skoro dalej byłam w stanie się na nim lekko kołysać, prawda?
- A jednak za mną wlazłeś, grubasie! - walnęłam zdecydowanie za głośno, przez śmiech, przyglądając się próbie wspięcia Fowlera. Dalej staliśmy. Czy może raczej - wisieliśmy. To był dobry znak. To znaczyło, że nic nie może się zepsuć, prawda? Jakby coś miało runąć, zrobiłoby to już dawno. A przynajmniej tak mi się wydawało.
Nie mogłam jednak tracić czasu. Nie chciałam też dawać forów memu przyjacielowi. to też zaczęłam mocniej się bujać, by mieć jak najlepsze wybicie.
- Raz... Dwa... - Zaczęłam odliczać, nim mężczyzna mógł się dobrze złapać swoich lin. - TRZY! - Krzyknęłam, gdy moja huśtawka rozbujała się do przodu, jednocześnie puszczając liny z mojej strony i wyskakując przed siebie. Cóż... Powinnam była już chyba wiedzieć, że z moją koordynacją w tym momencie wcale nie było najlepiej, ale co to dla mnie taki wyskok, prawda?
A no, jednak więcej, niż mi się wydawało. Niby wylądowałam na nogach, ale to była sekunda, gdy zrobiłam kilka kroków do przodu i wywaliłam się bokiem na ziemię, śmiejąc się z własnej głupoty komizmu sytuacji.
Tak. Byliśmy debilami. Ale kto nam zabroni?
_________________
The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..
Kontrola przepływu adrenaliny
92%
Najemnik
name:
Dale Fowler
alias:
~Archer
age:
29
height / weight:
188/96
Wysłany: 2018-02-22, 22:12
Talon na Aarona i balon
2 Lata Giftedów!
Mężczyzna również stał na huśtawce cały czas odczuwająć, jak niebezpiecznie się pod nim ugina. Kurwa, to raczej nie był najmądrzejszy pomysł, no, ale ta dwójka drobnych pijaczków rzadko wpadała na lepsze. Zwłaszcza po takiej ilości alkoholu.
- No wiesz, za Tobą wszędzie wlezę! - odparł i również odpowiedział jej śmiechem. Przeniósł na nią spojrzenie próbując utrzymać równowagę na tym diabelskim narzędziu. Ekhm, Sam chyba trochę lepiej sobie z tym radziła, choć kiedyś przecież mieli dość wyrównane szanse. No, ale wtedy nie był jeszcze tak duży jak teraz, a i ważył znacznie mniej... A co oni, nie wiedzą, że dzieci też bywają grube?! Przecież mogli zrobić coś solidniejszego...
Dziewczyna zaczęła odliczać, a on w tym samym momencie w końcu chwycił dość mocno za liny, rozstawił nieco szerzej nogi chcąc dobrze rozłożyć swój ciężar i zaczął się huśtać. Chwilę po niej, gdy już wydawało mu się, że nabrał odpowiedniej prędkości zamierzał się puścić, ale... Nawet nie zdążył, bo huśtawka zwyczajnie się pod nim zarwała - czego można było się oczywiście spodziewać i upadł mocno uderzając tyłkiem o podłoże.
- Kurwa mać! - krzyknął tylko i podniósł się ziemi przybierając dziwną, pół - wygiętą pozę. Obił sobie kość ogonową, co było dość bolesne, przez co teraz wyglądał, jakby miał sranie i próbował dobiec do domu.
- Pierdolone huśtawki! - dodał po chwili, w sumie to był wściekły, ale po chwili przeniósł wzrok na Sam i po raz kolejny wybuchnął śmiechem. Bardzo mądrze to wszystko podsumowałaś - tak, oni byli debilami. Debilami do kwadratu, alkoholikami i kompletnymi kretynami... Ale za to się między innymi kochali. Fowler nie pamiętał ile lat temu ostatni raz mógł tak po prostu się powygłupiać.
_________________
<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus
Wysłany: 2018-02-22, 23:44
Multikonta: Caroline, Joe
#FPTP
Pierwszy strzał! #ZadaniaMG
1 Rok na Giftedach!
2 lata Giftedów!
Cóż, nie można powiedzieć, że mój mały przepity móżdżek w pierwszej chwili nie zareagował strachem i zmartwieniem o przyjaciela. Chyba nawet byłam gotowa wyrwać mu się na pomoc, ale wtedy usłyszałam te jakże urocze bluzgi padające z jego ust.
Tak, dzięki temu wiedziałam, że ten stary pryk dalej ma się dobrze.
Zaśmiałam się jeszcze głośniej, tarzając po ziemi, gdy w końcu udało mi się zauważyć jego postawę.
- Ahahaha! A może laski dziadek potrzebuje?! - Nie mogłam powstrzymać śmiechu, gdy tak na niego patrzyłam z ziemi. Spodziewałam się też, że za chwilę to Fowler zacznie mi z czymś dopiekać, więc starałam się złapać głębszy wdech, byle tylko skończyć te chichoty, które zapewne za chwilę zaczną boleć moje płuca...
- Tak, pierdolony piach i pierdolone huśtawki! i cały pierdolony plac zabaw! - Zawtórowałam mu, gdy tylko udało mi się ogarnąć moje emocje i chociaż podnieść tors z ziemi. Bo oczywiście tyłek było już zbyt ciężko.
Pokręciłam w rozbawieniu głową, w końcu jednak wstając, by poszukać gdzieś butelki z pozostałością procentów. Ale niestety... Nie tylko Dale ucierpiał przy tym wypadku.
- Nieee.. - Jęknęłam żałośnie, w końcu podnosząc swoje szanowne 4 litery, i podchodząc bliżej mego kompana. Wskazałam mu miejsce śmierci naszej wspólnej butelki. - I uj bombki strzelił. - Skwitowałam to krótko, z udawaną rozpaczą w głosie, po czym znowu się roześmiałam. Tak, to już był ten stan, gdzie nawet największa głupota niezwykle mnie bawiła...
_________________
The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..
Kontrola przepływu adrenaliny
92%
Najemnik
name:
Dale Fowler
alias:
~Archer
age:
29
height / weight:
188/96
Wysłany: 2018-02-22, 23:56
Talon na Aarona i balon
2 Lata Giftedów!
No, to dobrze, że przynajmniej chociaż trochę się jeszcze o niego martwiła! Gorzej by było przecież, gdyby kompletnie obeszło ją to, że mógł sobie zrobić krzywdę i tak po prostu by się z niego śmiała. Nie no, ale rozumiem - faktycznie, to było całkiem śmieszne. Jakim to trzeba być idiotą, by z taką posturą, oraz wagą wtarabaniać się na zabawkę dla dzieci? Przecież logicznym jest, że takie zabawy w jego przypadku skończą się tragedią, no, ale... Przecież ogólnie wiadomo, że tam gdzie zaczyna się alkohol tam kończy się logika - zwłaszcza, jeśli mówimy o Dale'u, oraz Sami.
- Jakbym miał laskę, to pewnie byś nią teraz kilka razy oberwała! - powiedział udając groźny ton, ale nie potrafił powstrzymać śmiechu, mimo tego bardzo nieprzyjemnego bólu, który cały czas odczuwał. Chyba każdy z nas pamięta z dzieciństwa jak nieprzyjemnym uczuciem jet obicie kości ogonowej... On właśnie to teraz odczuwał, ale w sumie miał to po części gdzieś, ponieważ był naprawdę pijany.
- Z resztą Ty też w tej chwili nie wyglądasz najlepiej! - rzucił przyglądając jej się, dalej rozbawiony. No, jakby im tutaj teraz wpadła policja... Izba wytrzeźwień jak nic! I jeszcze może jakaś grzywna za niszczenie mienia publicznego? Ta, pewnie coś w tym stylu, abstrachując od tego, że Dale był poszukiwany listem gończym... No, ale miał chyba przy sobie któryś z lewych dowodów osobistych.
Z rozmyślań wyrwał go jej lament, zupełnie, jakby straciła coś bardzo cennego.. I rzeczywiście - stracili swojego rodzaju skarb! Odwrócił się w kierunku, który pokazywała i spojrzał na pozostałości po flaszce. Uderzył się otwartą dłonią w czoło i westchnął cicho kręcąc głową z zażenowaniem.
- No dobra... To już wiemy, gdzie musimy najpierw zajrzeć! - rzucił odwracając się do niej i klasnął w dłonie, jakby właśnie wpadł na jakiś genialny pomysł - a przecież chodziło mu tylko o to, że trzeba odwiedzić najbliższy sklep alkoholowy.
Podszedł do niej i podał jej rękę - nauczony już, że lepiej nie pomagać jej wstać, że wystarczy tylko wyciągnąć pomocną dłoń. A, gdy już to zrobi Dale obejmie ją ramieniem.
- No, pomóż kalece dojść do apteki po syrop.. - rzuci ze śmiechem i razem oddalą się w kierunku tak potrzebnego im teraz - sklepu nocnego..
//z.t x2
_________________
<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus
Ile można było siedzieć w jednym, małym domku po środku niczego. Ile razy chodzić tymi samymi leśnymi ścieżkami, wykonywać te same czynności każdego dnia. Raz na jakiś czas potrzebna była chociaż mała odmiana.
I tak trzeba było zrobić zakupy, więc tak czy siak szykowała się mała wycieczka do Olympii. Szczególnie Penny przydałoby się pobyć wśród ludzi, bo przecież też nie sztuka trzymać ją wiecznie w odosobnieniu czy nie daj boże sprawić tym, żeby zaczęła bać się towarzystwa obcych i tego, że może przez przypadek użyć w ich obecności mocy.
Gdy Ronnie poszedł coś załatwić, Fay postanowiła zabrać Penny na lody. Albo watę cukrową. Albo plac zabaw. Cokolwiek by znalazła w tej okolicy, co chociaż odrobinę dałoby wrażenie normalnego dzieciństwa.
Przecznicę dalej znajdował się park, a w nim... wychodziło na to, że opcja numer trzy najbardziej wchodziła w grę, gdy im oczom ukazał się całkiem pokaźny plac zabaw, na którego widok chyba każdemu dziecku zaświeciłyby się oczka. I chyba tak też było w przypadku Penny, która już przyspieszyła kroku i zamiast iść za rękę obok Fay, wyrwała lekko do przodu.
- No dobrze, już, dobrze - uśmiechnęła się widząc, że nie ma co dłużej hamować małej - Tylko nie oddalaj się za bardzo! - zawołała jeszcze za małą, gdy ta już pogalopowała w kierunku pierwszej lepszej drabinki, zostawiając Fay z pluszowym królikiem w ręce. Dziewczyna nadrobiła ostatnie metry w kierunku placu zabaw i usiadła na ławce niedaleko wejścia na ten niewielki placyk, starając się nie spuszczać małej z oczu.
_________________
I wish I could see this world again through those eyes...
I can feel the flames on my skin, crimson red paint on my lips. If a man talks shit, then I owe him nothing. I don't regret it one bit, 'cause he had it coming.
opętanie
75%
członek oddziału terenowego
name:
Safiya Janine Atwell
alias:
Sophie | Jane
age:
28 lat
height / weight:
178 / 65
Wysłany: 2018-07-11, 19:47
Multikonta: Cassie
1 Rok na Giftedach!
#potem sprawdzę, który
Gdyby nie musiała, zapewne nie zawitałaby w Olympii, za którą nigdy jakoś specjalnie nie przepadała. Prawdę mówiąc, dużo bardziej wolała miejskie życie w Seattle, które - choć pełne idiotów i brutali - przynajmniej miało swój specyficzny charakter. A tutaj? Tutaj pełno było osób, które żyły tak, jak gdyby nic się nie stało. Jakby nie było mutantów, jakby były obóz Bractwa wcale nie znajdował się tak blisko, jakby nadal dało się żyć spokojnie, szczęśliwie i bez większych kłopotów.
Za każdym razem jednocześnie ją to żenowało, irytowało, jak i też wzbudzało głęboko ukrytą pogardę… Być może w połączeniu z nikłym ukłuciem zazdrości o to, co mieli inni ludzie, a co jej samej zostało stosunkowo wcześnie odebrane… I to przez własną rodzinę. Z pozoru jedną z takich, które mijała teraz na chodnikach, ani razu nie nawiązując kontaktu wzrokowego.
Szczególnie roześmiane, małe twarze dzieci sprawiały, że przyspieszała kroku, chcąc jak najszybciej oddalić się od tego przeklętego miejsca. Z kapturem eleganckiej, drogiej kurtki nałożonym na głowę - w końcu nie była tego dnia na warcie, więc mogła pozwolić sobie na nieco lepszy wygląd - stawiała kolejne kroki w kierunku miejsca, w którym miała spotkać się ze swoim informatorem. Tym razem nie chodziło jednak o zdobywanie informacji potrzebnych do pracy. Tym razem potrzebowała wiadomości dotyczących czegoś innego. Czegoś… Kogoś.
O zgrozo, przypadkowo dostrzeżonego przez nią pomiędzy drzewami, za którymi momentalnie przystanęła, z początku myśląc, że coś jej się przywidziało…
Nie.
Niezależnie od tego, jak bardzo chciała wierzyć w to, że Fay nie była aż tak głupia, to musiała być jej siostra. Z dokładnie tą samą dziewczynką, jakiej widok Jane doskonale zapamiętała z ostatniego spotkania z siostrą. Tłumiąc przekleństwo w ustach i rozglądając się dookoła, ostatecznie skapitulowała. Nie widziała innej opcji, nawet jeśli miała tego nie robić. Poprawiając okulary przeciwsłoneczne na nosie, wzięła głęboki oddech, po czym przysiadła na pobliskiej ławce.
Jednocześnie jakby wcale się na niej nie znajdując, gdyż moment później podeszła do siostry, spoglądając na nią z dołu.
- Nie powinno cię tu być, Fay. - Odezwała się cieniutkim, dziecięcym głosem należącym do Penny i dodającym temu wszystkiemu sporą dawkę upiorności - głównie przez to, jaki był sens słów wypowiadanych przez Penny. - Zabierz rodzinę i wyjedź stąd, zanim będzie za późno.
Z daleka mogło to wyglądać jak nieszkodliwa rozmowa małej dziewczynki z jej opiekunką, jednak Jane wiedziała swoje. Usłyszenie podobnej wypowiedzi z ust kogokolwiek, kto nie powinien ich mówić, mogło być szokujące, dlatego nie spodziewała się jakiejkolwiek dobrej - czy choćby w miarę neutralnej - reakcji. Machinalnie grzebiąc czubkiem małego bucika w piasku przed nią, nie przestawała wpatrywać się w twarz siostry. Niby bliską, ale zupełnie nieznajomą, obcą.
Nie mogła powiedzieć, żeby czula się jakoś bardzo pewnie z Penny w miejscu publicznym, odsłonietym. Bardzo dużo rzeczy mogło pójść tutaj nie tak, zaczynając od natknięcia się na policję, kończąc na przypadkowym uaktywnieniu się mocy dziewczynki. Chociaż z drugiej strony... ta nie wyglądała, jakby się bała. Wspinając się po drabinkach i zjeżdżając w dół na ślizgawce wyglądała na całkiem szczęśliwą. Ba, można powiedzieć, że uśmiechała się dłużej, niż przez cały ostatni tydzień razem wzięty, a to... to tylko utwierdzało Fay w przekonaniu, że dobrze zrobiła, przychodząc z nią tutaj. I jeśli Ronnie nie będzie za bardzo burczał, chętnie zrobi to jeszcze raz.
Wmawiała sobie, że nikt raczej nie powinien jej tu zaczepić, bo przecież zbytnio nie wyróżniała się na tle innych matek, które przyszły tu z dziećmi. Chociaż... chyba wolała myśleć o sobie jak o pilnującej młodszą siostrę niż córkę, bo jednak postawienie się w roli matki było dla niej trochę dziwne... nieważne! Wtapiała się w tłum, tak? Taka miała być myśl przewodnia tego akapitu! Żaden dogs nie powinien mieć pretekstu, żeby się nią zainteresować.
Mimo to jakoś nie mogła przestać rozglądać się ukradkiem, patrzeć po ludziach obecnych na placu. Aż w końcu w pewnej chwili jej wzrok zatrzymał się z powrotem na Penny, zmierzającą w jej stronę.
- Jak tam, dobrze się bawisz? Przyszłaś po Królisia? - spytała, nachylając się w stronę małej, chcąc jej podać zabawkę. Bo nie miała pojęcia, jaki mógłby być inny powód, żeby ta do niej podeszła. Fay wydawało się, że dobrze się bawiła.
Jednak słysząc słowa dziewczynki... Murphy momentalnie zamurowało. Nie tylko dlatego, że komunikacja z Penny ograniczała się głównie do "tak" i "nie", niż go dłuższych zdań z jej strony, ale też tego, że gdy wreszcie przemówiła... to Fay nie miała zielonego pojęcia, co na to odpowiedzieć.
- P-penny, słońce, czemu tak mówisz? - spytała, zsuwając się z ławki i kucając przed dziewczynką, żeby mieć lepszy widok na jej twarz. Dalej wcale nie było lepiej. Rodzina? Jaką rodzinę? Jej rodzice byli daleko, a oprócz nich nie miała nikogo bliskiego jej w ten konkretny sposób.
Olśniło ją moment później.
- Penny... pamiętasz, jak ćwiczyłyśmy, tak? - wyszeptała, kładąc dłonie na jej ramionach - Jesteś bezpieczna, nie masz się czego bać... to nie jest najlepsze miejsce, żeby używać mocy, dobrze? Mów do mnie, Penny... powiedz, czego się wystraszyłaś, to zaraz coś na to poradzimy. Tylko wycisz moc... tak, jak ćwiczyłyśmy - mówiła cichym, spokojnym głosem, chociaż w tej chwili zdecydowanie nie była spokojna. Co chwilę zerkała w bok, na innych ludzi, czy wpływ Penny już ich objął, czy jakoś zareagują. Błagała w myślach, żeby tak się nie stało, bo jeśli wybuchnie tu jakaś panika... cholera, będą mieli spory problem - Możemy stąd iść, jeśli chcesz. Na lody. Albo poszukamy Ronniego, co ty na to? - spytała, starając się jakoś zagadać dziewczynkę, sprawić, żeby myślała o czymś innym. Czasem pomagało.
_________________
I wish I could see this world again through those eyes...
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum