Poprzedni temat «» Następny temat
#2
Autor Wiadomość
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-04-06, 20:09   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Och, cudownie. Cat fight to było dokładnie to, czego w tym momencie potrzebowali. Szkoda tylko że Wallace się na nią nie rzuciła i nie zdemolowały mu pół mieszkania. Naprawdę, przydałby się tutaj jakiś remont, a miałby całkiem niezły pretekst. Przecież bez sensu było wymieniać samą przesiąkniętą krwią podłogę, prawda?
Pytanie brzmiało: o co im właściwie poszło? Bo przecież nie po prostu o ten marsz, musiało chodzić o coś więcej, skoro obydwie zwyczajnie szukały zaczepki. Jakże rozsądnie. Czyto znaczyło, że argument Hoppera o ujawnieniu informacji o Cassandrze właśnie przestał mieć rację bytu? Może. Po Wallace nigdy nie było wiadomo czy akurat miała ochotę kogoś faktycznie zabić, czy właśnie pokazywała, że ją coś obchodzi. A co do tego policzka... jakoś niespecjalnie było mu jej szkoda. Obydwie były siebie warte i cokolwiek się działo między nimi, nie miał najmniejszego zamiaru dawać się w to wciągnąć.
Nie miał pojęcia co Wallace chciała osiągnąć tą swoją... miną zostawcie mnie w spokoju. Nie, raczej wcale nie mam zamiaru rozryczeć, patrz jaka jestem dumna i silna. A co on w ogóle miał z tym wszystkim wspólnego? Chciał się tylko dowiedzieć, czy przypadkiem wbrew swojej wiedzy wczoraj magicznie nie teleportował się do jej łóżka. Czy to naprawdę było aż tak wiele? Czy naprawdę musiała zaczynać... to? Co on jej niby zrobił, zamordował całą rodzinę? To było tylko pytanie. Grzeczne.
Skoro Gardner radośnie się ulotniła, to na niego spadło zadanie dopilnowania, żeby obydwie dziewczyny mu tutaj nie zeszły. Poszedł do swojej kuchni i chwilę pogrzebał w szafkach, zanim dokopał się do jakiejś czekolady, samotnego batona i jakiegoś Mountain Dew i zwykłej coli.
- Dobrze by było, gdybyś nie umarła w moim mieszkaniu - powiedział, wciskając Fay tabliczkę czekolady. Straciła sporo krwi i chociaż miała w pobliżu Tildę, to ta nie wyglądała, jakby była w stanie kogokolwiek jeszcze dzisiaj wyleczyć. Resztę wysokocukrowych dobrodziejstw zostawił na krześle, tak żeby Fay mogła dosięgnąć z ziemi. Jeśli tylko mają ochotę - niech się częstują.
- Muszę się pozbyć krwi z moich paneli, Wallace - odpowiedział z cienkim, stanowczo nie wesołym uśmiechem.
I nie czekając na jej odpowiedź, ruszył w kierunku łazienki, tylko po to, żeby natknąć się na Cassandrę siedzącą na podłodze. Cudownie. Cokolwiek miała zamiar robić, nie obchodziło go to, tak długo jak nie zostawi syfu ani swojego ciała.
- Cześć. Możesz się przesunąć? - spytał tonem, który raczej mówił Przesuń się. Teraz. Łazienka była na tyle mała, że blokowała mu dostęp do szafki, w której trzymał wybielacz.
I, o ile Hopper nie natrafił na żadne komplikacje po drodze, nalał wody do miski, dodał sporo wybielacza, wziął jakieś szmaty i ruszył sprzątać krew Fay.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Cassandra Gardner



They've promised that dreams come true... But forgot to mention that nightmares are dreams too.

manipulacja snami

58%

Rebel





name:

Cassandra Eloise Gardner

alias:
Cassie

age:
33 lata

height / weight:
166 / 50

Wysłany: 2018-04-06, 21:03   
   Multikonta: Sophie
  

   #Mrs. Sandman


Szanowała Fay i jej zdanie, jednak w tym momencie nie była w stanie respektować go na tyle, aby faktycznie przestać. Nie, kiedy Matilde dosłownie uwolniła Krakena, zachowując się niczym pępek świata i oko proroka w jednym. Nigdy wcześniej, nawet w swoich najgorszych myślach, Cassandra tak tego nie ujęła, jednak tym razem była naprawdę skłonna przyznać, że jej tak zwana przyjaciółka zachowywała się zupełnie niczym bezuczuciowa, kapryśna pannica z wyższych sfer. Taka, która zawsze wszystko wiedziała najlepiej, dyktując innym, co mają robić i mogąc - teoretycznie i przynajmniej według niej - mogąc do woli się na nich wydzierać.
To nie było tak, że Cass nie znała charakteru młodszej kobiety. To nie tak, że nie akceptowała jej nieustannie zmieniających się humorków oraz gorszych dni. To nie tak, że nie chciała próbować zrozumieć. Prawdę mówiąc, odkąd tylko sięgała pamięcią, to działało również w drugą stronę. Obie nie były łatwe w pożyciu, ale zazwyczaj - jakimś dziwnym cudem - całkiem się zgrywały. Przynajmniej do tej pory, ponieważ teraz Gardner nie potrafiła powstrzymać własnego wybuchu. Choćby nawet chciała, a w tej chwili nie czuła jeszcze wyrzutów sumienia za plaskacza wymierzonego w twarz Wallace czy za ostre słowa ku niej skierowane, nie umiała zapanować nad własnymi emocjami.
To było złe. Owszem, nie mogła temu zaprzeczyć i nawet nie próbowała tak zrobić. Zamiast tego, cóż, postanowiła wybrać mniejsze zło i wycofać się w kierunku łazienki, gdzie także nie zamierzała spędzić zbyt dużo czasu. W pierwotnej wersji jej planów, chciała wyłącznie wymienić wodę w misce i przynieść jakiś nowy ręcznik, aby zetrzeć krew z okolic - zapewne do tego momentu już praktycznie zaleczonej - rany na nodze Fay. Zdecydowanie przeceniła jednak własne siły - zarówno psychiczne, jak i fizyczne - kończąc na chłodnej podłodze łazienki, opierając się czołem o jeszcze bardziej lodowatą klapę ubikacji, choć najpewniej nie był to zbyt wyśmienity pomysł.
Sama nie wiedziała, ile jeszcze czasu spędziłaby w taki sposób, gdyby nie wyrwano jej z tego dosyć paskudnego zamyślenia. Unosząc niezbyt przytomne spojrzenie na matildowego Hoppera, parsknęła cicho na ton głosu, jakim ją obdarzył.
- Cześć. Możesz łaskawie spieprzać? - W porządku, to była jego łazienka, ale... Czy nie dostrzegał przy tym, że to była już jego mocno z-a-j-ę-t-a łazienka? O dziwo, Cassandra wcale nie zamierzała walczyć o prawo do tronu, ostatecznie podnosząc się z ciężkim westchnięciem i opuszczając łazienkę, rzuciwszy jeszcze tylko. - Zetrzyj szminkę, złotko. - Prawdopodobnie nie musiała być tak nieprzyjemna, ale wręcz nienawidziła, gdy ktoś niepowołany nie tylko słyszał o jej najmroczniejszych tajemnicach, lecz także chwilę później wpadał na nią podczas chwil słabości. To ogołacało ją dosłownie ze wszystkiego.
Nic dziwnego, że ona postanowiła ogołocić jego szafę z jakichś ciuchów...
_________________
The more I think about it now
The less I know
All I know is that you drove us

off the road



Postać aktualnie jest blondynką.
[Profil] [WWW]
    [B-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-04-06, 21:41   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Cóż, najwidoczniej nie był taki genialny jak mu się wydawało, skoro nie rozumiał aż tak prostego i wymownego spojrzenia. Ale przynajmniej dał spokój i nie drążył tego tematu. Chociaż tyle, nie? I tak było to dużo więcej niż mogła się po nim w ogóle spodziewać. Miała jednak dziwne wrażenie, że coś się jakby… zmieniło. Sposób w jaki się do niej zwracał, w jaki ominął ją, by dać Fay czekoladę. Zupełnie jakby był na nią zły. Inaczej zły niż zazwyczaj. Wbiła spojrzenie w batoniki, które znalazły się na krześle i choć bardzo korciło ją, by unieść się honorem, to jednak przegrała tą wewnętrzną walkę.
Wciąż była słaba i zdecydowanie nie chciała tutaj mdleć. W końcu nie była do końca przekonana, czy którekolwiek z obecnych byłoby w ogóle skore jej pomóc. Fay była zbyt słaba. Cassandra teraz jej nienawidziła, a Hopper.. Hopper miał ją gdzieś. I był niewytłumaczalnie zły. Po tym krótkim przemyśleniu, po prostu zdecydowała się zjeść tego cholernego batonika, jednocześnie podnosząc się z podłogi. Okej, może i wcześniej kazała mu sprzątać, ale jednak było to bardziej wypowiedziane w nieco innym charakterze. Chciała mu dopiec, to wszystko. Teraz jednak.. właściwie miała zamiar zaproponować, że wróci tu następnego dnia i wysprząta wszystko, ale być może nie był to najlepszy pomysł. Najlepiej było ogarnąć wszystko od razu, nim krew zaschnie i nim ktokolwiek tu się pojawi i będą mieli przekichane. Więc gdy Hopper wyszedł z tej łazienki, Matilde podeszła do niego, by po chwili wyciągnąć w jego kierunku rękę.
– Będzie szybciej – rzuciła cicho, ponownie wbijając wzrok w jego tęczówki. Zupełnie, jakby chciała w nich coś zobaczyć. Coś, cokolwiek… Sama nawet nie wiedziała, czego się spodziewała. Nie pogardziłaby jednak nawet obraźliwymi komentarzami z samochodu. Brakowało jej tego. A potem wzięła od niego jedną szmatę i pomogła mu w sprzątaniu. Batonik nawet i postawił ją na nogi. Wciąż była słaba, ale wizja jak najszybszego powrotu do Obozu była za bardzo kusząca.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-04-07, 08:31   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Jedna była jeszcze bardziej urocza od drugiej. Jak to w ogóle było możliwe? Myślał, że Wallace osiągnęła już jakiś szczyt bycia nieznośną, a wyglądało na to, że razem z Gardner próbowały to przeskoczyć. Jeszcze trochę i kto wie, może pobiją jakiś światowy rekord? O ile ktoś prowadził takie rejestry.
Posłał Cassandrze niezbyt przyjemny, szeroki uśmiech zaciskając wargi. Aż dziw, że jej nikt nie postrzelił. Już miał ochotę, a przecież nawet nie walczyli. Odprowadził ją wzrokiem, spojrzeniem jasno dając do zrozumienia jak bardzo gardzi nią i tymi jej komentarzami, ale zaraz po tym jak wyszła zerknął do lustra i starł resztki szminki Wallace. Cholera, powinien był pomyśleć o tym wcześniej.
Zabrał miskę i szmaty i wyszedł z łazienki. Jeśli Gardner chciała, mogła sobie tam wracać, leżeć na podłodze i ryczeć czy cokolwiek właściwie planowała. Nie obchodziło go to, tak długo jak nie wchodziła w jego zasięg wzroku. To samo tyczyło się Wallace, która oczywiście nie mogła być na tyle kulturalna, żeby po prostu dać się ignorować. Bez słowa podał jej jedną szmatę zupełnie pomijając to jej intensywne spojrzenie. Nie obchodziło go to. Nie miał najmniejszej ochoty, żeby go to obchodziło chociaż w najdrobniejszym stopniu.
Gigantyczna plama z krwi Fay momentami znikała wręcz błyskawicznie, a momentami cholernie nie chciała zejść z tych zniszczonych paneli. Woda robiła się coraz bardziej brunatna, pomieszczenie powoli zaczęło przesiąkać połączeniem metalicznego zapachu krwi i drażniącą wonią wybielacza. Dobrze, że większość krwi jeszcze nie zaschła, kto wie ile musieliby to wtedy szorować?
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Cassandra Gardner



They've promised that dreams come true... But forgot to mention that nightmares are dreams too.

manipulacja snami

58%

Rebel





name:

Cassandra Eloise Gardner

alias:
Cassie

age:
33 lata

height / weight:
166 / 50

Wysłany: 2018-04-07, 12:41   
   Multikonta: Sophie
  

   #Mrs. Sandman


Bycie najprawdziwszym promyczkiem Bractwa aktualnie ani trochę jej nie przeszkadzało. Jeśli zazwyczaj czuła choć lekkie wyrzuty sumienia z powodu tego, jak odnosiła się do ludzi, tym razem miała wrażenie, że te praktycznie nie istniały. Być może dla wszystkich powinna być tak samo oschła, nieprzyjazna i zdystansowana. W tej chwili zastanawiała się nad tym, czy w ten sposób nie miało być łatwiej, bo pozwalanie ludziom przeniknąć przez jej ochronną otoczkę najwyraźniej nie było niczym więcej, aniżeli tylko skrajną głupotą.
Czuła się jak ostatnia idiotka... Była ostatnią idiotką, uznając, że - z tych egoistycznych względów - potrzebowała bliskich ludzi, którym mogłaby jeszcze jakoś zaufać. Potrzebowała ich, by móc się uzewnętrznić, wygadać, nie czuć aż tak samotną... Tymczasem najwyraźniej jej osądy, co do ich charakterów, niezmiennie pozostawały fatalne. Już raz przekonała się, co to za sobą niosło, ale najwyraźniej musiała wielokrotnie się jeszcze sparzyć, żeby tak naprawdę to pojąć i zaakceptować.
Ludziom nie można było ufać.
Najwyraźniej zwłaszcza tym, których znało się już na tyle długo, że nie zwracało się najmniejszej uwagi na sygnały ostrzegawcze. W przypadku Tildy, Cass nie świeciła się nawet najmniejsza czerwona lampeczka, nawet jeśli ten sam system wczesnego ostrzegania wprost wariował przy jej pierwszych kontaktach z Billym. Najwyraźniej obie te sytuacje były jednak takie same - kto wie, może zwyczajnie niezbyt dobrze pamiętała swoje początki z Wallace - a jej cholerne sekrety, tajemnice i przemyślenia miały rozprzestrzeniać się szybciej od huraganu w sile mocy.
Uświadamiając to sobie coraz wyraźniej - jeszcze wyraźniej niż wyczuwała ostry, metaliczno-detergentowy zapach docierający do niej z salonu - nie potrafiła tak po prostu zostać w miejscu, w którym była. Ani w mieszkaniu, ani w łazience, do której powróciła, aby założyć podkradzione ubrania, przepierając trochę w rękach najgorsze plamy na kurtce. Musiała stąd wyjść. Była wściekła, dusiła się, choć toaleta była mała, ale nie klaustrofobiczna.
I choć Cassandra czuła się w obowiązku nadal doglądać stanu Fay, gdy - powracając do salonu - dostrzegła, że było z nią już lepiej, stłumiła w sobie wszelkie inne opiekuńcze odruchy, bez słowa przemaszerowując przez pomieszczenie w kierunku drzwi.
Nie zwróciła jawnej uwagi na Wallace czy Hoppera, nie oferując też pomocy w sprzątaniu. Wyszła, nim ktokolwiek zdążył coś do niej powiedzieć, trzaskając za sobą drzwiami.

[z/t]
_________________
The more I think about it now
The less I know
All I know is that you drove us

off the road



Postać aktualnie jest blondynką.
[Profil] [WWW]
    [B-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-04-07, 13:05   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Ignorował ją i teraz była tego jeszcze bardziej niż pewna. Matilde zacisnęła mocno usta w cienką linijkę, po czym nieco agresywnie zaczęła szorować tą przeklętą podłogę. Zupełnie, jakby się chciała wyżyć na tych biednych, starych panelach. Bo przecież to wszystko było ich winą, no nie? Gdyby były ładniejsze to nic złego, by się dzisiaj nie wydarzyło. Hopper jak zwykle musiał namieszać. On i ta jego przeklęta, obskurna podłoga.
Ale parkiet mieszkania nie był jedyną rzeczą, która ją tak bardzo irytowała. W tej konkurencji główną nagrodę miał zdobyć jej wzrok, który co chwilę uciekał na sylwetkę mężczyzny. Kilkakrotnie przyłapywała się na rzucaniu mu ukradkowych spojrzeń i na cichym zawodzie, gdy ten ich nie odwzajemniał. Właściwie to co się z nią tak naprawdę działo? Dlaczego zaczynało jej zależeć? Dlaczego im bardziej udawała, że jej nie zależy – to zależało jej jeszcze bardziej? Nie odezwała się ani jednym słowem, po prostu katując siebie tymi wszystkimi przeklętymi myślami. I tym, jak bardzo jej było źle, że Hopper ją ignorował. Nie wiedziała nawet kiedy podczas szorowania zdarła sobie skórę z knykci palców. I choć zaczynały ją piec te wszystkie drobne ranki to nie przestawała. Ba! Wkładała jeszcze więcej siły w wykonywanie czynności, po raz któryś z rzędu, przypatrując się twarzy Williama. To była jakaś cholerna pułapka!
I dopiero trzaśnięcie drzwi jakby skutecznie wyrwało ją z tych przeklętych myśli. No proszę, jak dojrzale. Najlepiej było trzasnąć drzwiami i pokazać wszystkim swoje niezadowolenie. Gardner była rasową drama queen! I teraz wszyscy mieli na to niezaprzeczalne dowody. Matilde przekręciła głowę w prawo, by wbić wzrok w miejsce, w którym najwidoczniej zniknęła Cassandra, a potem.. przeklęła pod nosem, podnosząc się wreszcie z klęczek. Zrobili swoje, było czyściej niż kiedykolwiek. No proszę, jednak Hopperowi to wyszło na dobre.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-04-07, 18:33   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Ech, no i co ona mogła zrobić? Nie wiedziała nawet, co powinna powiedzieć, nie będąc do końca w temacie. Okej, może i Tilda i Hopper nie śpieszyli się tak bardzo, jakby Cass chciała, ale ostatecznie zdążyli i wszystko skończyło się dobrze, tak? Noga była uleczona i Fay czuła się całkiem nieźle. No, pomijając fakt, że wciąż była słaba, a zapach krwi nie należał do jej ulubionych i gdyby żołądka i gardła nie miała tak ściśniętego, to mogłaby spokojnie dołożyć im sprzątania.
A a'propos tego... Fay czuła się treochę głupio. No bo.. władowała się komuś do mieszkania, przez nią zrobił się ten cały bałagan, a teraz jeszcze ktoś musiał po niej to wszystko sprzątać. Ale z drugiej strony, co mogła zrobić? Chwilowo zbierała siły, żeby chociażby podnieść się z miejsca, a co dopiero latać ze szmatą. Dlatego zamiast pomagać, postanowiła po prostu nie przeszkadzać. Przesunęła się nieco, podciągnęła nogi do siebie, wyciągając je z kałuży krwi i... to by było chyba na tyle. Nie zostawało jej nic innego, jak tylko wziąć od Hoppera batona, dziękując za niego słabym uśmiechem i to nim się zająć, żeby chociażby podczas dojścia do samochodu nie musiała być dla nikogo ciężarem. Wcześniej nawet nie miała kiedy pomyśleć, jak cholernie głodna była.
Po opuszczenia mieszkania przez Cass, zapadła cisza, przerywana jedynie chlupotem wody, tudzież krwi i szelestem papierka jej batonika. Skończyła go w mgnieniu oka i... jedna rzecz robiąca jako taki hałas zniknęła. Niestety. Dlatego też Fay postanowiła wreszcie się odezwać.
- Dziękuję i... przepraszam. Za ten cały bałagan - powiedziała, zakładając za ucho kosmyk zlepionych wlosów, który aktualnie bardziej jej przeszkadzał. Zresztą, czy to miało jakiekolwiek znaczenie? I tak pewnie patrząc w lustro nie poznałaby sama siebie. Czuła się paskudnie i pewnie tak samo wyglądała.
- Będziecie dzisiaj wracać do Olympii? - spytała zaraz, bo kwestia powrotu była chyba dość istotna. Był jeden sprawny kierowca na dwa samochody i Fay zastanawiała się, czy dałaby radę wrócić do Obozu swoim autem. Nie dzisiaj, bo była na to zdecydowanie za słaba, ale może jutro? Przespałaby się tutaj, gdyby Hopper pozwolił, albo podrzuciliby ją do najbliższego motelu, a następnego dnia wróciłaby sama. Albo może z Cass, gdyby ta postanowiła wrócić?
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-04-08, 11:39   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


To nie była żadna szczególna filozofia. Należało zetrzeć te cholerną krwawą plamę z podłogi i wywietrzyć mieszkanie. Do tego nie była potrzebna żadna rozmowa, żadna komunikacja, żadne ukradkowe spojrzenia. Wystarczyło tylko siedzieć na ziemi i szorować krew, moczyć szmatę w wodzie z wybielaczem, wykręcać ją raz za razem. Nic szczególnego, prawda? Jeżeli przeszkadzała im cisza, mogły sobie zacząć radośnie plotkować, przecież im nie bronił.
Ale to wcale nie irytująco wyraźna obecność najbardziej go wkurzała. Chodziło o Cassandrę, która postanowiła podkraść mu koszulkę. Wiecie kto jeszcze miał ten maniakalny zwyczaj chodzenia w jego t-shirtach? Elvira. Wiecie kto ją zabił? Gardner. Ojciec Cassandry. Nie miała prawa w ogóle ruszać ciuchów. Nie miała prawa robić czegokolwiek w sposób nawet odrobinę podobny do niej. Nie Cassandra, przez którą - bo przecież nie wmówicie Hopperowi, że w żaden sposób nie korzystała z tego, co robił jej ojciec i nie brała w tym najmniejszego udziału - zginęła Elvira.
Will na chwilę się zatrzymał, wziął głęboki wdech. W zasadzie mógłby wyciągnąć rewolwer i ją zastrzelić. Powiedziałby w Bractwie, że nie wróciła z marszu, że nie udało jej się, a Fay i Wallace... W zasadzie go to szczególnie nie obchodziło. Perspektywa zastrzelenia Gardner, Gardner, była zbyt kusząca, żeby przejmować się konsekwencjami. Zasługiwała na to. Jej ojciec na to zasługiwał.
Ale Hopper nie wyciągnął broni i nie strzelił. Po prostu szorował tę podłogę, jeszcze bardziej zawzięcie i agresywnie. Nie mógł przestać myśleć o wydarzeniach sprzed dziesięciu lat, a to było ostatnie, czego w tym momencie potrzebował. Źle się czuł, myśląc o Elvirze w towarzystwie Wallace. Jakby w jakiś popieprzony sposób, z jakiegoś powodu deptał jej pamięć. Nie chciał wracać do tego tematu. Wydawało mu się, że ostatecznie zamknął za sobą ten rozdział po Sally, ale nie, niespodzianka! Może gdyby nie był wtedy taki egoistycznym chujem i upewnił się, że faktycznie ją zabili, a nie zmusili do pracy w jakimś burdelu, faktycznie byłby to w stanie zamknąć. Gdyby nie martwił się o konsekwencje i zabił Gardnera podczas swojej dezercji i ucieczki. Gdyby nigdy nie był takim pierdolonym idiotą i zastanowił się czy wchodzenie na czyjś teren to naprawdę był taki zajebisty pomysł. Ale niestety, taki był William Hopper. I jeżeli istniała jakakolwiek osoba, która doprowadziła do śmierci Elviry i całej ich grupy, to był nią on.
Dał w końcu spokój ostatniemu panelowi, który był już w zasadzie czysty od dobrej chwili. Zamknął oczy, wziął głęboki oddech. Musiał się uspokoić. Nie powinien dać się wytrącić z równowagi przez jedną, głupią koszulkę. Przez takie rzeczy ludzie dawali się zabić. Wstał, podniósł miskę z brunatnoczerwoną wodą.
- W porządku - odpowiedział sucho na przeprosiny Fay. Nie miał najmniejszej ochoty wdawać się w jakiekolwiek społeczne interakcje. - I tak, tak myślę. - Przecież nie miał pojęcia czy Wallace nagle nie wpadnie na jakiś genialny pomysł, przez który będą musieli zostać. Choć, w zasadzie, mógł wrócić sam i zostawić ją na pastwę Gardner, czemu nie? Kolejna godzina milczenia jej nie zaszkodzi.
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-04-08, 12:09   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


W tym momencie nawet nie było takich słów, które Wallace chciałaby wypowiedzieć. Milczenie wydawało się jej najlepszą możliwą opcją. I chociaż cisza zdawała się tak samo nieznośna jak w samochodzie to w tym przypadku Matilde zdawała się czerpać z niej jakąś pieprzoną satysfakcję. Czy to już podchodziło pod masochizm?
W każdym razie nie zastanawiała się nad tym. Chociaż z drugiej strony był to o niebo lepszy temat do rozmyślań niż to co w tym momencie kłębiło się w jej głowie. Ale na to niestety nie miała wpływu. I powoli zaczynała się z tym po prostu godzić. Chyba była zbyt zmęczona, by dalej walczyć. I kiedy Fay zadała pytanie, Matilde akurat z miską wody i szmatkami ruszyła w kierunku łazienki, by wylać tam brudną ciecz i rozłożyć na kaloryferze ścierki.
W pewnym sensie potrzebowała też chyba chwili dla siebie. Gdy wreszcie spojrzała w swoje odbicie w lustrze, niemal od razu znienawidziła to co zobaczyła. Nie, nie przez rozmazaną szminkę, zaschniętą krew na policzku, czy lepiące się do jej twarzy włosy. To wszystko było kwestią czasu. Wystarczyło nasączyć kawałek ręcznika wodą i przemyć twarz, doprowadzając się do porządku. Ale to nie w tym rzecz. W tym momencie po prostu czuła do siebie jakąś dziwną odrazę i to doskwierało jej najbardziej. Już dawno nie czuła się tak źle. Samoakceptacja, samoakceptacja, samoakceptacja – powtarzała w myślach jak jakąś pierdoloną mantrę. To miało pomóc, nie? Tak twierdzili na odwyku. Przecież od początku wiedziała, jaka była. Była zła, zepsuta i niszczyła wszystko na czym jej zależało w obawie, ze znowu ktoś ją opuści. Wielkie rzeczy. Wallace wzięła głęboki oddech, po czym powróciła do salonu. Być może nie powinna z nimi wracać, być może powinna się rzeczywiście zaszyć w jakiejś norze, ale jednak.. gdzieś w niej wciąż tliła się ta iskierka, która nie pozwalała całkowicie spieprzyć sobie życia. I choć wciąż miała wlepione spojrzenie w Williama, to jej słowa były skierowane tylko i wyłącznie do Murphy:
– Pomogę ci zejść po schodach.
A potem założyła na siebie kurtkę, zawiesiła torbę przez ramię i powolnym krokiem ruszyła ramię w ramię z Fay. Nie chciała robić z niej kaleki, dlatego właściwie przez cały czas trzymała się bardziej na uboczu, będąc jedynie gotowa asekurować koleżankę w razie, gdyby ta potrzebowała się podeprzeć. A kiedy w końcu wsiedli do samochodu, Matilde tylko ściszyła nieco głośność stacji radiowej, co swoją drogą nie sprawiło, że było mniej niezręcznie, po czym pogrążyła się w swoich myślach. Nawet nie zauważyła, kiedy tak naprawdę opuścili Seattle.



/zt dla wszystkich
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,04 sekundy. Zapytań do SQL: 5