Poprzedni temat «» Następny temat
Bar Fallen Angel
Autor Wiadomość
ronnie henderson



Some people survive chaos and that is how they grow. And some people thrive in chaos, because chaos is all they know

przyśpieszenie molekularne

84%

Rebel





name:

Ronnie Henderson

alias:
Vibe

age:
33

height / weight:
198/106

Wysłany: 2018-06-10, 08:35   
  

   1 Rok na Giftedach!


Zawiesił wzrok na urządzeniu, które Cassandra wyjęła z karku Bartowskiego. - Jak? - uniósł wysoko brew. - Ja ci w tym nie pomogę, bo najzwyczajniej się nie znam. Musielibyśmy znaleźć jakiegoś specjalistę, kogoś kto zna się na technice, kogoś kto miał już do czynienia z urządzeniami DOGS. A to wymaga czasu, Cass. Przez ten czas ja, Fay i Andy będziemy chodzić z tym ustrojstwem. W każdej chwili mogą po nas przyjechać i w każdej chwili możemy wrócić do DOGS i tym razem możemy zabawić tam dłużej niż tydzień. Jeśli nie jesteśmy w stanie ściągnąć kogoś dzisiaj, jutro, wolę zaryzykować. - chociaż jego słowa brzmiały dość ostro, wcale tak nie było. Był bardziej zmęczony, niż podirytowany. Chciał to mieć za sobą, chociaż wiedział że może go to dużo kosztować. To był jego wybór. Nie decydował za Fay czy Andy’ego.
Przetarł palcami zmarszczone czoło. - Więc znacie kogoś kto może nam w tym dzisiaj pomóc? - zapytał, wzdychając ciężko. Spojrzał na Fay. - Ten mężczyzna, który pomógł nam w dogs… Myślisz, że jest w stanie nam czymś rzucić?
_________________
TELL ME, FATHER, WHICH TO ASK FORGIVENESS FOR:
WHAT I AM, OR WHAT I'M NOT?
[Profil]
  [0-]
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-06-10, 10:03   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Tajemnicze urządzenia wszczepiane pod skórę także można dopisać do listy rzeczy, na których Fay się nie znała i z którymi nie mogła im pomóc. Chociaż... czy aby na pewno? Bo gdy Ronnie powiedział o mężczyznie z dogs... no tak, Roger. Fay kompletnie zapomniała o tym, że im wtedy pomagał. A teraz rzeczywiście mógł to zrobić jeszcze raz.
- Zadzwonię. Cass, mogę komórkę? - spytała dziewczyny, bo jeśli mieli się czegoś dowiedzieć, musiała mu wysłać zdjęcie.
Go dostała, co chciała, wklepała z pamięci numer mając nadzieję, że mężczyzna odbierze. Na ich szczęście tak się stało.
- Roger? Tu Murphy. Muszę cię prosić o jeszcze jedną przysługę... - zaczęła, zanim jej przyjaciel nie zaczął jej opieprzać za to, że mu ostatnio tak zniknęła i przez tydzień nie dawała znaku życia. Nie mieli zbytnio czasu na wyjaśnienia, co też Fay od razu mu powiedziała, trochę niemiło mu przerywając.
- Na mailu masz zdjęcie. Widziałeś już kiedyś coś takiego? Male urządzenie wszczepiane pod skórę przy karku - wyjaśniła szybko, po czym przełączyła na głośnomówiący, żeby Cass i Fay też mogli posłuchać odpowiedzi:
- Okej, już otwieram... dobra, mam - usłyszeli głos Rogera - Oh, no tak... wygląda mi to na urządzenie namierzające, chociaż ciężko stwierdzić, mając jedynie zdjęcie... mogłaś to chociaż opłukać z krwi przed wysłaniem, ugh - mruknął leniwie, a oni mogli usłyszeć cichy dźwięk strzelających kości, gdy Roger przeciągał się, najpewniej przed komputerem - No nie wiem, nie wiem, bez obejrzenia tego na żywo nie umiem ci za dużo o tym powiedzieć... trochę słabo, że już jeden wyjęliście, takie urządzenia mogą mieć czujniki mówiące o tym, czy nadal znajdują się w ciele... oczywiście nie wiem, czy ten konkretny model tak ma, ale jest taka opcja - przerwał, zamyślając się na chwilę, po czym kontynuował - Chyba nie muszę mówić, żeby pierwsza lepsza osoba z ulicy wam tego nie wyciągała? Przy takim umiejscowieniu jeden fałszywy ruch i resztę życia spędzicie jako warzywa. Jak nie macie kogoś doświadczonego to lepiej w ogóle się za to nie zabierać. Samo chodzenie z nadajnikiem nie zagraża życiu, a skoro was wypuścili, to raczej nie będą łapać z powrotem. Bardziej liczą, że zaprowadzicie ich w jakieś ciekawe miejsca - rzucił, znowu zawieszając się na krótką chwilę - To by chyba było na tyle. Dogs ma doświadczonych laborantów, więc pewnie oprócz samego miejsca nadajnika, ma on pewnie jakieś dodatkowe zabezpieczenia, ale... trzeba by to rozebrać na części pierwsze, żeby wiedzieć jakie, a jeśli zniszczy się nadajnik, to ci po drugiej stronie od razu będą wiedzieli, że coś kombinujecie - dodał, rzucając na koniec - Chyba nie za bardzo pomogłem, co?
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
Cassandra Gardner



They've promised that dreams come true... But forgot to mention that nightmares are dreams too.

manipulacja snami

58%

Rebel





name:

Cassandra Eloise Gardner

alias:
Cassie

age:
33 lata

height / weight:
166 / 50

Wysłany: 2018-06-10, 18:08   
   Multikonta: Sophie
  

   #Mrs. Sandman


Nie potrzebowała informowania jej o tym wszystkim, co postanowił powiedzieć Ronnie. Wiedziała o tym prawdopodobnie nawet za dobrze, starając się działać, ale po tym, co miało miejsce z Aaronem… Lepiej było wiedzieć więcej, prawda?
- Skoro tak ci się spieszy do wyhodowania liści, Henderson. - Odburknęła, unosząc brwi. Niektórzy najwyraźniej aż się prosili, by rzucić kośćmi w rozgrywce z losem, niewiele robiąc sobie z prawdopodobieństwa śmierci lub zostania rośliną. To sprawiało, że spojrzała na niego z politowaniem, wysłuchując jednak reszty jego ambitnej wypowiedzi.
Zawahała się przez chwilę, otwierając usta, by odpowiedzieć, że faktycznie, przecież wszyscy kogoś znali, jednak prawie dokładnie w tej samej chwili uświadomiła sobie, że już tak nie było. Z dużym prawdopodobieństwem, większość takich osób przepadła podczas tego, co nie tak dawno wydarzyło się w siedzibie Bractwa. Reszta? Reszta pewnie także przepadła, choć raczej w nieco mniej ostateczny sposób - ranna, zaginiona, niechętna do kontaktu z kimkolwiek…
Nie mogli już dalej polegać na tych osobach. Nie tylko przez to, że Colleen wyrzuciła większość z nich, lecz także przez to, że rebelianci najprawdopodobniej mogli osobiście przyczynić się do tragedii. Nie spytała ich o to jeszcze, nie chciała też wydawać pochopnych sądów, ale wszystko składało się w dosyć przejrzystą całość. Dlaczego inaczej mieliby puścić ich luzem? Te urządzenia w karkach nie znalazły się tam bez powodu…
Najwyraźniej nie musiała jednak w żaden sposób nawiązywać do tego, czym nie chciała się teraz dzielić. Cała uwaga - łącznie z tą jej - została zwrócona w kierunku Fay i temu, co Murphy była w stanie załatwić. Co, a raczej - kogo. Mężczyznę, o którym Cassandra słyszała po raz pierwszy w życiu, ale… Skoro towarzystwo mu ufało, ona także nie zamierzała oponować. Nader wszystko, chciała w końcu wiedzieć, czym dokładnie było to ustrojstwo. Kiwnęła więc głową, podając blondynce telefon i przesuwając się tak, by móc oprzeć pośladki o blat jednej z szafeczek. Potem starała się już być cicho, w żaden sposób nie komentując przebiegu ani treści rozmowy z Rogerem.
Faktycznie, nie za bardzo im pomógł, ale… Przynajmniej wiedziała, z czym mogli mieć do czynienia, biorąc parę oddechów, odczekując momentu, w którym Fay rozłączy się z rozmówcą, a następnie odzywając się pewniejszym, bardziej zdecydowanym tonem.
- Jeśli to robimy, to teraz. - Stwierdziła, kiwając głową w stronę narzędzi i wyczekująco spoglądając na Ronniego.
_________________
The more I think about it now
The less I know
All I know is that you drove us

off the road



Postać aktualnie jest blondynką.
[Profil] [WWW]
    [B-]
 
ronnie henderson



Some people survive chaos and that is how they grow. And some people thrive in chaos, because chaos is all they know

przyśpieszenie molekularne

84%

Rebel





name:

Ronnie Henderson

alias:
Vibe

age:
33

height / weight:
198/106

Wysłany: 2018-06-10, 22:31   
  

   1 Rok na Giftedach!


Z każdym słowem wypowiedzianym przez Rogera tracił resztki jakiegokolwiek dobrego humoru. Do tej pory był średnio pesymistycznie nastawiony do tego zabiegu, ale teraz jakby mógł w jakikolwiek sposób się z tego wymigać, zrobiłby to. Nie podobało mu się, że DOGS miało nad nim pewnego rodzaju kontrolę, wiedząc gdzie chodzi, co robi. Chociaż nie mógł wrócić do Bractwa, wciąż istniało naprawdę wiele ciekawych miejsc, które mógłby pokazać nie tylko agentom dogs, ale też zwykłym przedstawicielom prawa. Oprócz tego zaalarmowała go jeszcze jedna rzecz - jeśli rozpoczęli usuwanie nadajnika Aarona i dogs dzięki jakiemuś zabezpieczeniu miało się o tym dowiedzieć, to nie mieli zbyt wiele czasu. Aaron nie mógł uciekać samodzielnie, a oni… nie mogli przed nimi uciec.
Przez dłuższą chwilę jej nie odpowiadał. Nie mieli całego dnia, ale w końcu usunięcie tego było dość dużym ryzykiem. Może gdyby wszystko było inaczej? Gdyby miał jakieś normalne życie i miał gdzie wrócić zdecydowałby inaczej, ale… Tak naprawdę nic tam na niego nie czekało. Nic przyjemnego. Nie chodziło tu o jakieś myśli samobójcze, ale dość prosty fakt - nie mógł żyć z tym nadajnikiem. Nie miał gdzie pójść bez narażania osób postronnych. Nie mógł odebrać od znajomego swoich zapasowych rzeczy, bo dogs wiedziałoby o istnieniu tej osoby. Nie mógł pomóc małej Penny, bo jego obecność tylko by jej zaszkodziła. Nie mógł nawet uciec, bo przecież to nie była ucieczka. Musieli się tego pozbyć. Przynajmniej on musiał.
- Usuwamy to. - mruknął, kiwając głową. Mimowolnie spojrzał na Fay i uśmiechnął się trochę niemrawo.
- Nie żebym naciskał, ale chcę żebyś wiedziała, że jak zostanę warzywem to w dużej części będzie to twoja wina. - powiedział do Cass, patrząc na nią całkiem poważnie, ale wcale tak na poważnie nie mówił. Jak to mawiają “gówno chodzi po ludziach”, a w tym wypadku po mutantach. Mimo wszystko nie za bardzo śpieszyło się mu na spotkanie z Charonem, więc bał się jak cholera, próbował więc ukryć to pod płaszczykiem czarnego humoru. Mógł się bać lub nie, ale nie miał za bardzo wyboru, więc chciał to znieść z honorem jeśli tylko takowy posiadał.
_________________
TELL ME, FATHER, WHICH TO ASK FORGIVENESS FOR:
WHAT I AM, OR WHAT I'M NOT?
[Profil]
  [0-]
 
Cassandra Gardner



They've promised that dreams come true... But forgot to mention that nightmares are dreams too.

manipulacja snami

58%

Rebel





name:

Cassandra Eloise Gardner

alias:
Cassie

age:
33 lata

height / weight:
166 / 50

Wysłany: 2018-06-11, 00:11   
   Multikonta: Sophie
  

   #Mrs. Sandman


Przebywając w pomieszczeniu i będąc nausznym świadkiem rozmowy Fay z Rogerem, doskonale słyszała to, o czym wspomniał mężczyzna. Nie musiał zresztą mówić o ryzyku, jakie wszyscy podejmowali, babrząc w na nowo otwieranych ranach w celu wyjęcia tych przeklętych nadajników. Doskonale wiedziała, jak to fatalnie wyglądało. Sama miała w końcu nie[i]przyjemność doświadczyć skutków zabiegu przeprowadzonego na Aaronie. Być może umyła po tym ręce i starła krew z ubrania, nie chcąc przenosić jej na innych, jednak czerwone plamy nadal odznaczały się od materiału, a ręce były lekko zaróżowione. Na tyle, aby przypominać jej o powadze całej sytuacji.
Mogła przeprowadzić kolejny zabieg. Jeden, drugi, może nawet trzeci, jednak nie chciała, by zależało to wyłącznie od niej. To nie ona ryzykowała tu przecież najwięcej. Dlatego zadała pytanie, patrząc wyczekująco na Ronniego, a w myślach nadal nie przestając wymieniać wad i zalet płynących z tego, co chcieli zrobić. Jakieś [i]pozytywy
w końcu się w tym kryły. Może nie było ich wiele, jednakże nie należało o nich zapominać, bo wtedy byłoby już tylko fatalnie.
Cisza przedłużała się, nawet pies nie wydawał z siebie żadnych dźwięków, a Cass po prostu… Czekała. Ostatecznie biorąc głęboki oddech, gdy usłyszała odpowiedź, aby powoli wypuścić powietrze z ust i kiwnąć głową. Wyciągnęła rękę po strzykawkę, chcąc wbić igłę w ampułkę ze znieczuleniem i jednocześnie jedną ręką ustawiając - jakkolwiek komicznie by to nie wyglądało - Hendersona we właściwej pozycji. Po tym zaś ostatecznie nabrała zawartość do wnętrza strzykawy, stukając w nią, a potem zajmując się zastrzykiem.
Tym razem nie zamierzała czekać tak długo, jak to zrobiła przy Aaronie. Wiedziała, kiedy mniej więcej zaczynało łapać znieczulenie, zatem wyłącznie upewniła się, czy wszystko wyglądało w porządku, po czym spojrzała na Ronniego, unosząc brwi.
- Teoretycznie mnie tu nie ma… - Odpowiedziała mu z cieniem uśmieszku na ustach, choć wcale nie było jej do śmiechu. Cóż, przecież nie kłamała. Tak naprawdę nikt, prócz czterech osób z baru, nie wiedział o jej obecności w tym miejscu. Jedna była załatwiona, druga znajdowała się na górze, skoro trzecia mogła zostać warzywkiem, a czwartą Cassie wielokrotnie pokonywała w starciach siłowych… Co to był za problem? Prócz tego, że naprawdę nie chciała, by coś im się stało. Znowu oddychając głęboko, mruknęła.
- Profilaktycznie zaciśnij zęby. - To nie było najlepsze znieczulenie na rynku, wiedziała o tym, ale… Przynajmniej jakieś dostał, nim zaczęła znowu otwierać zarośniętą rankę, ostrożnie zabierając się za wyjmowanie lokalizatora.

_____________________________________________
MG:
Znieczulenie sprzedane Cassandrze rzeczywiście nie było najlepsze. Prawdę mówiąc, wyłącznie przypominało środek, jaki powinna otrzymać od swojego źródła. Ampułka, która jej się trafiła, nie była niczym innym, jak kiepską podróbką dosyć słabego znieczulenia, nawet jeśli do zawartości trzech pozostałych nie szło się przyczepić. Ronnie miał pecha, a ten pech bolał jak cięcie żywcem...
_________________
The more I think about it now
The less I know
All I know is that you drove us

off the road



Postać aktualnie jest blondynką.
[Profil] [WWW]
    [B-]
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-06-11, 14:30   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


- Dzięki, Roger - rzuciła tylko, gdy już upewniła się, że ani Cass, ani Ronnie nie mają więcej pytań. Sama Fay dowiedziała się chyba za dużo i jak na złość nie było tam nic, co mogłoby ją uspokoić czy przekonać do wyjęcia tego ustrojstwa. Wręcz przeciwnie, skoro w grę wchodziło spieprzenie reszty życia, albo ściągnięcie na siebie dogs, to pomyślała sobie, czy nie lepiej byłoby po prostu zostawić nadajnik. Owszem, wiele rzeczy by to pokomplikowało, jakakolwiek działalność na rzecz mutantów, a przeciwko dogs nie miałaby racji bytu, ale cóż... jakoś by sobie poradziła. Nie miałaby innego wyjścia. A przynajmniej nie byłoby ryzyka, że coś jej się stanie.
Przeniosła wzrok na Ronniego, który chyba już podjął decyzję i przełknęła cicho ślinę. I nawet jego lekkie uśmiechy i słowa mające rozładować atmosferę nie za bardzo pomogły, gdy Fay najzwyczajniej w świecie zaczęła się martwić. Nie wątpiła, że Cass miała pewne umiejętności, ale już zabieg na Aaronie pokazał, jak szybko sytuacja może się pokomplikować.
Odłożyła telefon na stół trochę dalej, niż gdzie znajdowały się te wszystkie narzędzia do zabiegu i przysunęła sobie taboret, który stał gdzieś w kącie zaplecza. Nie było mowy, żeby teraz wyszła, a wisieć nad Cass też nie chciała, więc po prostu zajęła miejsce całkiem blisko Ronniego, po drugiej stronie.
- Potrzebujesz motywacji, czy dasz radę? - spytała, uśmiechając się przelotnie, oczywiście używając podobnych słów co tydzień temu, w kuchni, o czym tylko oni wiedzieli. Chciała go chociaż trochę podnieść na duchu mimo, że nie mogła zrobić za wiele.
Z początku nie wiedziała, że coś jest nie tak, że znieczulenie nie zaczęło działać i Henderson czuł bardzo dokładnie każde przesunięcie ostrza skalpela po skórze. Zacisnęła usta widząc, jak mężczyzna walczy z bólem i położyła swoją dłoń na jego, pewnie już zaciśniętej w pięść albo ściskającą kurczowo belkę od oparcia krzesła.
- Cassie... może jedna dawka to było za mało? - spytała cicho widząc, jak Ronnie cierpi, chociaż pewnie starał się to jak najlepiej ukryć, znieść to dzielnie.
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
ronnie henderson



Some people survive chaos and that is how they grow. And some people thrive in chaos, because chaos is all they know

przyśpieszenie molekularne

84%

Rebel





name:

Ronnie Henderson

alias:
Vibe

age:
33

height / weight:
198/106

Wysłany: 2018-06-12, 13:12   
  

   1 Rok na Giftedach!


- Mała motywacja nigdy nie zaszkodzi. - uśmiechnął się trochę blado do Fay, gdy koło niego usiadła. Po chwili jednak musiał pozwolić Cass przygotować się do zabiegu. Właściwie, to nie bólu się obawiał… Chociaż może jednak powinien. Bardziej ciążyła mu świadomość, że jeden niewłaściwy ruch ze strony Gardner lub gdyby on nieświadomie drgnął i wszystko mogło skończyć się tragicznie. I chyba świadomość śmierci nie była tak przerażająca jak ta druga. Zostać uwięzionym we własnym ciele. To było jeszcze gorsze. Milion rzeczy mogła pójść źle i naprawdę wiele ryzykowali, ale dla niego nie istniał żaden inny wybór.
Gdy poczuł ostrze na swojej skórze od razu zacisnął zęby. Coś było nie tak. Początkowo myślał, że być może zaraz przejdzie, ale nie przechodziło. Czuł każde przesunięcie skalpela, każdy ruch wykonany przez Cass i z całych sił skupił się nad tym, aby się nie ruszać, co wcale nie było takie łatwe. - Nie działa. - wydusił z siebie, wciąż starając się nie poruszać. Bolało, może to nie była jakaś wyjątkowo głęboka rana, ale ciężko było wytrzymać w jednym miejscu. Mimowolnie zacisnął dłoń na ręce Fay i miejmy nadzieję, że była to ta dłoń, której nie czuła, bo po chwili zacisnął mięśnie, starając się zdusić to, że naturalnym odruchu miał ochotę się po prostu wyprostować. Puścił dłoń Fay, ponownie przenosząc ją na oparcie krzesła, a z jego ust padła soczysta wiązanka przekleństw. Przynajmniej tak musiał sobie ulżyć.
_________________
TELL ME, FATHER, WHICH TO ASK FORGIVENESS FOR:
WHAT I AM, OR WHAT I'M NOT?
[Profil]
  [0-]
 
Cassandra Gardner



They've promised that dreams come true... But forgot to mention that nightmares are dreams too.

manipulacja snami

58%

Rebel





name:

Cassandra Eloise Gardner

alias:
Cassie

age:
33 lata

height / weight:
166 / 50

Wysłany: 2018-06-12, 14:08   
   Multikonta: Sophie
  

   #Mrs. Sandman


Mając przed sobą plecy Ronniego i skupiając wzrok na rance, nie od razu była w stanie dostrzec, że coś było nie tak. Nie widziała jego wyrazu twarzy, nie przyglądała się mu na tyle, żeby wysnuć podobne wnioski, gdy praktycznie cała jej uwaga poświęcona została wyjmowaniu tego niedużego cholerstwa, które tkwiło pod skórą mężczyzny. Tak naprawdę, dopiero wtedy, gdy usłyszała głos Fay, uniosła głowę, spoglądając na towarzyszkę.
- Zostały dwie dawki… - Odezwała się z wahaniem, starając się chwilowo przytamować krwawienie. Nie było jej szkoda kolejnej ampułki na jedną osobę, nie o to jej przy tym chodziło. Gdyby to było takie proste, praktycznie od razu wcisnęłaby dodatkowe znieczulenie w Hendersona.
Niestety, kiedy nie pracowała już dla Bractwa, miała dosyć lichy dostęp do podobnych środków, zwłaszcza że większość z nich - tym bardziej teraz, gdy obostrzenia zwiększyły się w związku z całą tą mutancką sprawą - bezwzględnie wymagała recepty. A na targi na czarnym rynku czy w szarej strefie, cóż, należało mieć pieniądze. Pomimo wcześniejszego telefonu do ojca, chwilowo nadal ich nie miała. Zdobycie kolejnej, zamiennej porcji dla kogoś z pozostałych ofiar D.O.G.S. miało stanowić zatem niemały problem.
- Ktoś zostanie… - Wzdychając ciężko, gdy usłyszała stwierdzenie, jakie padło z ust samego mężczyzny, wyciągnęła wolną dłoń po kolejną fiolkę ze środkiem, żeby władować podwójne znieczulenie prosto w Ronniego. - Przynajmniej do jutra. Przy dobrych wiatrach do jutra... - Nie chciała nawet spekulować, jak to miało po tym wszystkim wyglądać, ani co do tego, kto miał pozostać dłużej z lokalizatorem w karku. Mimo że ktoś musiał pozostać bez zabiegu, to była - powiedzmy sobie - dobrowolna decyzja. Fay lub Andy’ego. Ona nie zamierzała niczego nikomu sugerować. Wykonywała tylko swoje zajęcie, czując się źle z tym, w jakim kierunku to poszło.
Tym razem odczekała dłużej niż wcześniej, nadal tamując niewielki krwotoczek - nijak nie dający porównać się z tym u Aarona - i upewniając się, że tym razem na pewno podziałało. Nie zamierzała kontynuować bez tej pewności, dopiero wtedy zabierając się za kończenie działania. Tym razem już krótkie, znacznie szybsze, choć z pewnością nie łatwiejsze. Ostatecznie jednak nadajnik wylądował na tacce, a ona wierzchem dłoni otarła czoło.
- Lepiej nie wstawaj zbyt szybko, bo możesz paść… - Mruknęła, samej opadając tyłkiem na jakieś kartony, żeby też posiedzieć chociaż przez chwilę.
_________________
The more I think about it now
The less I know
All I know is that you drove us

off the road



Postać aktualnie jest blondynką.
[Profil] [WWW]
    [B-]
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-06-12, 15:43   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


No niestety, z motywacji nici, gdy Cass już zaczęła działać, Ronnie zaczynał czuć pierwsze skutki uboczne tego, co się działo, a Fay znowu poczuła się bezsilna w związku z tym, że nic na to nie mogła poradzić. Nie wiedziała, czy Gardner w ogóle przerwać to, co robi, że zaaplikować kolejną dawkę znieczulenia, dlatego nie odzywała się już więcej, pozwalając by Ronnie zaciskał dłoń na jej ręce. Znała przyjemniejsze uczucia, niż miażdżenie palców, ale wytrzymała tą chwilkę zanim Henderson dostał drugie znieczulenie i dalej już poszło gładko.
Fay też mocno ulżyło, że udało się wyciągnąć lokalizator. Jedno złe za nią, nieco gorsze przed nią, bo teraz chyba miała być jej kolej... Andy i tak był na górze, pewnie już chrapał sobie na łóżku razem z Aaronem, więc gdzieżby śmiała im przeszkadzać!
- Potrzebujesz przerwy? Mogę poczekać - powiedziała do Cass, bo też nie chciała, żeby robiła czegoś na siłę, gdy była wyraźnie wykończona. Chciałaby mieć już ten cały zabieg za sobą, ale jak wiadomo zmęczenie wcale nie pomagało w skuteczności i tylko podwajało szanse na niepowodzenie.
Jednak gdy usłyszała odpowiedź przyjaciółki, jedynie kiwnęła głową, nie mając zamiaru jej przekonywać czy się kłócić. Po prostu podniosła się ze stołka, na którym wcześniej siedziała, związała włosy w wysoką kitkę, żeby żaden niechciany kosmyk im nie przeszkadzał i zajęła miejsce na krześle, które pewnie już po chwili zwolnił Ronnie. Usiadła na nim okrakiem, przodem do oparcia, opierając na nich ręce, a na nich z kolei głowę, pochylając ją lekko do przodu, żeby dziewczyna miała swobodny dostęp do jej karku.
- Kiedy tylko będziesz gotowa, Cassie - powiedziała cicho, biorąc jeszcze ostatni głębszy wdech na uspokojenie, chociaż nie mogła powiedzieć, żeby za dużo jej to dało. Wciąż wiele rzeczy mogła pójść nie tak, a dodatkowo spinała się na samą myśl, że zaraz w ruch pójdzie igła... samo to wystarczyło, żeby była blada jak ściana, a przecież jeszcze nawet dobrze nie zaczęli.
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
ronnie henderson



Some people survive chaos and that is how they grow. And some people thrive in chaos, because chaos is all they know

przyśpieszenie molekularne

84%

Rebel





name:

Ronnie Henderson

alias:
Vibe

age:
33

height / weight:
198/106

Wysłany: 2018-06-12, 23:37   
  

   1 Rok na Giftedach!


Teoretycznie potrzebował tego znieczulenia, ale z drugiej strony nie za bardzo w smak było mu to, że on dostał dwie dawki, podczas gdy jedna z nich przeznaczona była dla Fay lub Andy’ego. Na nic zdały się jego słowa protestu, bo Cass po prostu zaaplikowała mu kolejną dawkę i ta już zadziałała. Później poszło już gładko. Po jakimś czasie nadajnik wylądował na stole. Co prawda pierwsze znieczulenie nie zadziałało tak jak powinno i na dodatek otrzymał drugie, więc czuł się mocno skołowany, do tego dochodziło to, że był przemęczony, niewyspany. Więc nie zgrywał już chojraka i zastosował się do polecenia Cass. - Powinniśmy się stąd zabierać jak tylko je usuniemy. Jeśli ten cały Roger miał rację i zostali poinformowani o tym, że przy tym grzebiemy, możemy mieć przez to kłopoty. A jeśli nie… Moglibyśmy spróbować je komuś podrzucić. Do jakiegoś autobusu, do jakiejś walizki. Chociaż na jakiś czas odwrócimy ich uwagę, prędzej czy później i tak zauważą, że robimy ich w konia. - powiedział, wpatrując się w nadajniki.
Gdy tylko świat dookoła przestał wirować wstał z krzesła. Mógłby iść na górę, odpocząć i poczekać na wyjęcie nadajnika Fay, ale nie miał zamiaru wychodzić. Usiadł na krześle, które zajmowała wcześniej Fay, starając się ignorować to uczucie. Dawno nie był pijany, ale to było coś podobnego. Tylko nie towarzyszyło temu kompletna utrata zdrowego rozsądku. Mogła przynieść im morfinę byłoby śmieszniej.
Zauważył to, że Fay była blada jak ściana. Zapewnienie, że “wszystko będzie w porządku” wydawały mu się tutaj zbędne. Przed chwilą padł mężczyzna dwa razy większy od Fay i nie chciał, żeby to samo stało się z Murphy. Nie miał jednak na to żadnego wpływu, co więcej był dość nieużyteczny siedząc na tym krzesełku obok niej, bo nie wiedział nawet co powiedzieć czy zrobić, żeby poczuła się lepiej. Więc musnął tylko palcem skórę jej ramienia, taki był z niego emocjonalny taboret, bo przecież mógłby ją złapać za rękę czy coś. Gdyby nie był pod tym względem niedorozwinięty, wiedziałby co powiedzieć.
_________________
TELL ME, FATHER, WHICH TO ASK FORGIVENESS FOR:
WHAT I AM, OR WHAT I'M NOT?
[Profil]
  [0-]
 
Cassandra Gardner



They've promised that dreams come true... But forgot to mention that nightmares are dreams too.

manipulacja snami

58%

Rebel





name:

Cassandra Eloise Gardner

alias:
Cassie

age:
33 lata

height / weight:
166 / 50

Wysłany: 2018-06-13, 12:34   
   Multikonta: Sophie
  

   #Mrs. Sandman


Ronnie teoretycznie mógł mówić, ile chciał, jednak - w przypływie irytacji - Cassandra i tak trzepnęła go otwartą dłonią po czubku głowy, na chwilę przerywając ogarnianie otoczenia po zabiegu.
- Jak ci jadaczka chodzi, to reszta też się rusza. Daj temu chwilę odsapnąć. - Burknęła, tak naprawdę wcale nie przejmując się jednak świeżo założonymi szwami, a tym, czym tak naprawdę mogły być te ich lokalizatory. Kto wie, czy dodatkowo nie pluskwami? D.O.G.S. dysponowało naprawdę rozwiniętą technologią. - Potem. - Dodała znacząco, bo... Przecież wszyscy wiedzieli, że bar Andy'ego był już spaloną miejscówką, czyż nie? Sami tak zadecydowali, przychodząc tu...
Słysząc słowa Fay, zdecydowanie przecząco pokręciła głową, co prawda, jeszcze przez chwilę opierając się o blat szafki, ale po tym ponownie wstając.
- Nie dawaj mi siadać, bo jak to zrobię, to... - Westchnęła, ciężko rozkładając ręce. - Wtedy już pewnie nic nie zrobię. - Jak spora część ludzi związanych z jej fachem, zdecydowanie wolała działać nieustannie przez cały konieczny czas, niżeli raz po raz wybijać się z rytmu, dając się złapać zmęczeniu czy słabości. Już i tak nie wychodziło im zbyt cukierkowo, większość dotychczasowych posunięć - nie tylko w kwestii leczenia, lecz począwszy od samego planu ataku na D.O.G.S. - nie przynosiła zbytnich korzyści. Wręcz przeciwnie, jak to mówią, jak już się chrzaniło, to wręcz spektakularnie. Wiedząc to, co wiedziała, Cassie wolała nie odwlekać działania. Kto wie, czy rządowcy nie mieli zwalić im się zaraz na głowę.
Gdy tylko Fay przyjęła odpowiednią pozycję i odezwała się do niej cicho, Cassandra odchrząknęła, zabierając się do znieczulania dziewczyny. Tym razem zamierzała zaczekać dłużej niż przy kimkolwiek, nieustannie przyglądając się Murphy, aby ostatecznie sprawdzić, czy pacjentka nie była drugim Hendersonem, najwyraźniej będącym uosobieniem karczkowatości - a myślała, że to było głupie, twierdzić, że mężczyzna był chodzącym karczkiem - przez co jedno znieczulenie nic nie dało. Za dużo karku na jedną ampułkę, po prostu.
Całe szczęście, Fay okazała się być typowym dobrym pacjentem - kimś całkowicie innym od dwóch poprzednich osób. Drobniejszym, delikatniejszym - jakikolwiek by to źle nie brzmiało - łatwiejszym do krojenia. W porównaniu do mężczyzn, wyjęcie nadajnika z jej ciała było wyjątkowo sprawne. Oczywiście, nadal zajęło jej sporo czasu, jednak nie namęczyła się przy tym aż tak wiele, ostatecznie i ten nadajnik odrzucając na tackę, aby chwilę po tym zaszyć rozcięcie i zakończyć zabieg.
- Jest tu gdzieś jakaś woda? Butelkowana? - Spytała, głęboko przy tym oddychając i wycierając ręce w szmatkę. - To co robimy z nadajnikami? I z Andym?
_________________
The more I think about it now
The less I know
All I know is that you drove us

off the road



Postać aktualnie jest blondynką.
[Profil] [WWW]
    [B-]
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-06-13, 12:34   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Nie wiem, czemu w ogóle wyszłam z domu...
Miałam wrażenie, że minęły wieki od tego tajemniczego telefonu, a Alba dalej nie pojawiła się w moim domu. Chciałam jej przekazać te złe wieści, chciałam, żeby to ona tu przyszła, ale... Co, jeśli to by było za późno?
Mijały kolejne minuty, a ja, mimo mojego nierozgarnięcia i złego samopoczucia w końcu wgramoliłam się w buty i zarzucając kurtkę na plecy, ruszyłam w kierunku tego przeklętego baru, gdzie to ponoć mój braciszek się rozbijał nieprzytomny. Chociaż ruszyłam, to pewnie nieco za dużo powiedziane - w końcu kule i te nieznośne zawirowania w głowie znacząco utrudniały mi poruszanie się.
Musiałam zapewne wyglądać gorzej, niż Zenek Żulian, gdy wtoczyłam się do tego przybytku, robiąc przy tym zapewne nie mały raban. Zbyt długo nie myte włosy, obita twarz, podbite oko, naderwana warga, zabandażowana dłoń, tajemnicza rana na karku, zakryta kołnierzem... Na pewno było też po mnie widać ból odczuwany w całym ciele i ledwo utrzymującą się pionową postawę. Pewnie właśnie dlatego podparłam się o framugę drzwi, gdy tylko zauważyłam dziwne zgromadzenie i od groma krwi w pierwszym, jakkolwiek zapełnionym ludźmi pomieszczeniu.
- Aaron. - Mruknęłam tylko, podchrypniętym i przepitym głosem. Dalej nie rozumiałam co się dzieje - w końcu dzisiaj nie ruszyłam alkoholu, a czułam się jak po dobrej imprezie. - Gdzie... Gdzie jest ten ćwok? - Zapytałam po chwili, czekając na odpowiedź. Nie znałam tych ludzi, choć przecież te dwie kobiety wydawały mi się dziwnie znajome. W swoim otępionym umyśle nie mogłam jednak skojarzyć, gdzie mogłam je wcześniej widzieć. Jak tylko dostałam odpowiedź, zapewne próbowałam się dostać na górę, do Andy'ego i mojego bliźniaka. Musiałam się upewnić, czy było z nim aż tak źle, jak zostało mi to przedstawione w tej dziwnej rozmowie telefonicznej. Nie zrażał mnie nawet fakt, że z każdym kolejnym stopniem coraz trudniej było mi utrzymać równowagę, a każdy kolejny krok wywoływał kolejne fale bólu. Miałam tylko nadzieję, że nie zaszkodzę zebranym tutaj osobom bardziej, niż kilka dni temu, podczas tego piekielnego przesłuchania...
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Aaron Bartowski



Pal mi się, ogieńku! Pal mi się wesoło! Wy, złote iskierki, polatujcie wkoło!

pirokineza

89%

zakochany kundel





name:

Aaron Bartowski

alias:
Inferno

age:
29

height / weight:
185 / 90

Wysłany: 2018-06-13, 18:29   
   Multikonta: Agent Łukasza, Averill Bronson
  

   1 Rok na Giftedach!


Dziwne uczucie. Budziłem się, choć byłem zmęczony. Budziłem się, mimo że nie miałem kompletnie siły. Nie musiałem otwierać oczu, próbować chociaż czy coś, by to stwierdzić, bo miałem wrażenie, że miałem to wypisane w kościach. Cóż, nie tak bardzo się myliłem, skoro za mój stan odpowiedzialne były braki w moich żyłach, ale no… To raczej nie było najistotniejsze na tyle, by w tej chwili zadręczać się takimi anatomicznymi rozkminami czy chociażby swoim stanem, skąd się brał i te sprawy, tylko ten wrzask jakiś, harmider.
Coś się działo. Z pewnością. Nie budziłem się z przypadku, z wypoczęcia czy dojścia do siebie. Coś się działo, a ja niechybnie powinienem teraz spierdalać, spierdalać i wrzeszczeć na innych, by spierdalali, a potem wkurwiać się, że tego nie robią, kazać im spierdalać i chronić ich tyły kosztem własnego zdrowia. Najprawdopodobniej to ta namiastka heroizmu złożyła mnie w tym łożu w tym stanie o tej porze… Ocknij się, Aaron. Tępi ludzie Cię potrzebowali. I Alba. Alba była najważniejsza.
- Andy? Andy, co się dzieje? – zapytałem słabo, kiedy już udało mi się rozpoznać sylwetkę Darka gdzieś w pokoju. Dotknąłem ręką czoła, ale było to takie dziwne, odrętwiałe. Odleciałem? Ostatnie, co pamiętałem, to rozmowa z Cassandrą, potem te krzesło… Ale musiałem wstać, tylko że nawet podniesienie się do pozycji siedzącej w tym stanie zdawało mi się być niezwykle trudnym wyzwaniem. Nie. Miałem. Jebanej. Mocy. W. Rękach. I ogólnie mocy, tak gwoli przypomnienia, a nawet jeśli miałbym moc, to ja nie wiem, jak udałoby mi się otworzyć przeklętą zapalniczkę.
Tylko chyba jednak to nie było znowu takie konieczne, bo wbiegł tu jakiś menel poturbowany. Samantha najwyraźniej zmieniła image albo miała kłopoty, a skoro jej to ktoś zrobił, to ja byłem wkurwiony, ale niech ja odzyskam siły, to będę wkurwiony bardziej.
- Sam? Co jest…? Co się stało? – I chuj, że mnie wkurwiła. Teraz to ja się o nią martwiłem. Nie miałem pojęcia, co się z nią działo… a jeszcze tak na nią naciskałem. – I co z Albą? Nie mogłem się do niej dodzwonić drugi raz. Jakieś... problemy – mówiłem. I choć byłem przejęty, to jakoś niezbyt to brzmiało. Miałem wrażenie, że zaraz odpłynę.
_________________
I won't admit it but I'm not too well. I'd burn this city but you can't burn this hell.
[mru]
[Profil]
  [AB-]
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-06-14, 09:12   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Podanie znieczulenia było zdecydowanie najgorszą częścią tego wszystkiego, chociaż wiedząc, że nie powinna się ruszać, Fay jedynie zacisnęła mocno powieki, starając się oddychać głęboko i w miarę spokojnie.
Potem już nawet nie otwierała oczu. Skupiła się na miarowym nabieraniu i wypuszczaniu powietrza oraz na tym, żeby ani drgnąć. W pewnym momencie znowu poczuła intensywniejszy zapach krwi, ale tyle jej dzisiaj widziała, że nie zrobiło to na niej większego wrażenia.
Mimowolnie skupiała się na tamtym miejscu, doszukując wszystkich odczuć związanych z działaniem Cassandry, jednak nic takiego się nie działo. W jej przypadku znieczulenie zadziałało poprawnie i ani się obejrzała, gdy metalowa kapsułka uderzyła cicho o tackę. Potem była to już kwestia kilku chwil, jak Gardner oznajmiła jej, że to już koniec.
Fay uchyliła powieki, bo chociaż wszystko było w porządku, to pewnie zmęczenie, cały ten stres, tequila na pusty żołądek i dawka znieczulenia nie mogły pozostać czterema odrębnymi czynnikami, które nie mają na siebie żadnego wpływu, dlatego też dziewczyna jeszcze przez krótką chwilę nawet nie myślała o tym, żeby podnosić się z krzesła. Już teraz pomieszczenie rozmazywało jej się przed oczami, gdy przekręciła lekko głowę w stronę Ronniego, a potem, gdy odezwała się Cass, spojrzeć na nią.
- Powinna być przy barze. Może w lodówce? - powiedziała, bo też nie za bardzo się w tym orientowała, ale no, tak na logikę to właśnie tam powinna to znaleźć.
- Mogę się nimi zająć. Żaden problem, gdy już odzyskam moc - powiedziała, wzruszając lekko ramionami. Z pewnością małemu ptaszkowi łatwiej będzie coś komuś podrzucić, niż gdyby każdy z osobna miał to robić.
Na pytanie o Andy'ego nic nie odpowiedziała, bo kobieta, która wpadła do baru, skutecznie odwróciła jej uwagę. Skoro Cass po nią zadzwoniła, to pewnie ona zajęła się pokierowaniem ją na górę, a Ronnie i Fay w tym czasie przenieśli się do sali baru, żeby tam na wygodniejszych kanapach dojść do siebie. Potem pewnie dołączyła do nich Gardner, o której dowiedzieli się parę przykrych rzeczy dotyczących bractwa, ale... cóż, to chyba materiał na inną rozgrywkę.

//zt x3 (Fay, Ronnie, Cass)
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
Andy Dark



It's So Nice To Meet You. Let's Never Meet Again.

Kontrola/Tworzenie Nefrytu

57%

Missing





name:

Andy Dark

alias:
Nefryt

age:
28

Wysłany: 2018-06-14, 16:01   
  

   Władca Pingwinów

  

   Masz talona na Aarona i balona


Czuł, jakby cały świat obrócił się przeciwko niemu. Nieudany atak na D.O.G.S.? Spoko,da się przeżyć. Pluskwy na karku? Spoko, da się przeżyć. Pilnowanie Aarona, by się czasami nie zabił jakimś gwałtownym ruchem? No kurwa bycz plis, już wolałem napieprzać się z armią wojska. No ale nic nie mógł poradzić. Siedział tak z biednym i nieprzytomnym mutantem, starając się zapewnić mu w miarę dobre warunki. Jak długo konsekwencje jednej akcji będą się za nimi ciągnęły? Ile jeszcze musieli wycierpieć, by zaznać upragnionego szczęścia? Nie wiedział, zaś kolejne pytania krążyły coraz to szybciej w jego głowie. Nagle - niczym cięcie samurajskiego miecza - przestały, gdy usłyszał pękające szkło. Odwracając się, ujrzał lustro - gdzieś jego wysokości - które pękło w dość specyficzny sposób, Odbicie Andy'ego wyglądało tak, jakby pół jego twarzy była normalna, zaś druga połowa cała popękana. Dosyć dziwny wzór na pęknięcie, jednak tym się teraz nie przejmował, ciągle spoglądając w lustro. Nie zdążył się jednak zbytnio nad problemem rozwodzić, albowiem z transu wyrwał go wracający do przytomności Aaron. Widząc, jak szaleńczo próbuje się podnieść do pozycji siedzącej, Andy pomógł mu spokojnie i z ostrożnością.
- Nieźle nas nastraszyłeś. Na chwilę obecną powinieneś odpoczywać. - Skwitował, dodając po chwilce milczenia - A jak odpoczniesz, to posprzątasz to, co zakrwawiłeś. - Po czym dodał niewinny, szeroki uśmiech. Gdzieś tam w głębi cieszył się, że wrócił do siebie, jednak ni chuja nie chciał dać tego po sobie poznać. Pasowała mu taka relacja "niby ziomki, ale chuj z tobą". Miał przy tym fajny ubaw. Po chwili zjawiła się i ona i chociaż patrząc na jej elegancko menelski (?) wygląd, od razu wiedziałem, o kogo chodzi. Samantha.. Niegdyś bratnia dusza, dzisiaj - jak widać - okaz "zdrowia i wigoru".
- Sam.. Co ty tu robisz? - zapytał dość zdziwionym głosem, co spotęgowała jego jeszcze bardziej zadziwiona mina. Co prawda mógłby się domyśleć, że "siostra-ciekawe-z-której-strony-bliżniaczka" mogłaby chcieć zajrzeć do brata, jednak to, czego się nie spodziewał to fakt, że przyjdzie w takim stanie. Widząc, jak nietrafnie stawia kroki, Andy momentalnie ruszył pomóc, po czym doprowadził ją obok miejsca, w którym obecnie siedział Aaron. Trzeba przyznać, że nieźle teraz wyglądali. Poturbowany i wycieńczony płomyk i jego bliźniacza, zapijaczona żeńska wersja, która podtrzymywała głowę na jego barku. Wiedząc, że nie zdoła powstrzymać uśmiechu, odwrócił się w stronę lustra. W tym momencie jego uśmiech zniknął, zaś pojawiło się lekkie zakłopotanie, zmieszane ze strachem. Pęknięcie, które kilka chwil temu ujrzał, zniknęło, zaś lustro stało w nienaruszonym stanie.
_________________
[Profil]
  [A-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 5