Poprzedni temat «» Następny temat
Uliczka między budynkami
Autor Wiadomość
Lucas Hope



I'm invisible until someone needs me

Syreni Śpiew

54%

Model





name:

Lucas Hope

age:
20

height / weight:
188 / 77

Wysłany: 2018-02-20, 12:07   
   Multikonta: Magnus
  

   #GayPride


Odetchnąłem w duszy z ulgą kiedy ten dryblas przestał mnie bić. Była to już połowa sukcesu więc nie przestawałem śpiewać swojej pieśni jednak zmieniłem delikatnie słowa dzięki czemu mieli obrócić się przeciwko sobie. Robiłem to jednak głośniej by dotarła do uszu gościa z krwawiącą dłonią. Wierciłem się dodatkowo próbując zrzucić z siebie tego łysego gościa. Za którymś razem przecież powinno się udać czyż nie? Może tym razem mi się poszczęści. Czegoś się jednak nauczyłem. Jak się ma okazję ucieczki przed brzydalami to się ucieka. No cóż ale chociaż było zabawnie!
[Profil]
  [A+]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-02-20, 14:33   




Chwile zdarzały się przedłużać w nieskończoność w tej małej uliczce, gdzie coś, co jest dla Ciebie niemal naturalne, po prostu nie chciało do końca wychodzić... Czy to wina pozycji, w której teraz się znajdowałeś, czy ciężaru dryblasa na Tobie? Może jednak wina wciąż kapiącej krwi z nosa? Twa piosenka wciąż nie wchodziła w odpowiedni ton, lub jej słowa wciąż nie były do końca zrozumiałe. Dawały już jednak jakiś efekt. Widziałeś to po zahipnotyzowanej twarzy Twego oprawcy. Poddawał się coraz bardziej Twojej woli. Z jakiegoś jednak powodu... Wciąż nie chciał się z Ciebie podnieść. Wciąż byłeś przez niego przygnieciony i nie widziałeś szansy na ucieczkę...
Coś jednak się udało. Mężczyzna zaczął machać pięściami w stronę swojego kolegi, który wyraźnie się tym zdziwił. Na niego Twoja piosenka nie wpłynęła wcale. Poczuł jednak silny cios Łysego na własnej łydce, przez co zawył z bólu, jednocześnie upuszczając szkło ze swej dłoni. Cóż... Po dzisiejszym dniu raczej nie będą się już przyjaźnić, czyż nie?
Na Twoje szczęście jednak, koleś chyba jeszcze nie wyczaił, że to Twój głos odpowiada za taki obrót spraw...
[Profil]
 
 
Lucas Hope



I'm invisible until someone needs me

Syreni Śpiew

54%

Model





name:

Lucas Hope

age:
20

height / weight:
188 / 77

Wysłany: 2018-02-23, 17:11   
   Multikonta: Magnus
  

   #GayPride


Westchnąłem w duchu i nie przerywając śpiewania swojej pieśni którą próbowałem naprowadzić na odpowiedni ton, wierzgałem pod tym wielkoludem który się na mnie uwalił. Nie ma co szczęśliwego dnia nie miałem a już za parę dni miał nastąpić ten cały marsz pokojowy. No cóż wystąpię na nim z opatrunkiem na nosie. Teraz skupiałem się jednak na tym by spróbować im zwiać. Za pomocą dłoni spróbowałem nawet zepchnąć z siebie tego dryblasa.
[Profil]
  [A+]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-02-23, 19:21   



Serio miałeś pecha. Twa piosenka trwała, lecz wciąż było z nią coś nie tak... Tyle dobrze, że dryblas od dawna był pod Twoją kontrolą. Dzięki temu wciąż skupiał się na atakowaniu swego kompana, wymierzając mu kolejne, bolesne ciosy...
Było jednak coś gorszego w tej całej sytuacji - ten mniejszy Sebuś nie dość, że nie wpadł w Twój trans, to jeszcze domyślił się, co się właśnie tu działo...
- Mutant, pierdolony, jebany w dupę mutant! - Wyrzucił w złości, między kolejnymi atakami swego przywódcy. On zna Twoją twarz... Wie kim jesteś... To nie wróży nic dobrego.
W tym jednak momencie udało Ci się całkowicie zepchnąć z siebie mężczyznę. Masz teraz szansę albo uciec, albo kontynuować tą walkę, już z równej pozycji...
[Profil]
 
 
Lucas Hope



I'm invisible until someone needs me

Syreni Śpiew

54%

Model





name:

Lucas Hope

age:
20

height / weight:
188 / 77

Wysłany: 2018-02-23, 19:59   
   Multikonta: Magnus
  

   #GayPride


Oj jak ja teraz żałowałem że nie mogłem zmusić kogoś do zrobienia sobie krzywdy. Przydałoby się i to nawet bardzo. Skrzywiłem się kiedy drugi z opryszków zorientował się że jestem mutantem. Wstałem jednak na równe nogi i ruszyłem szybko dalej przez uliczkę. Po drodze znalazłem parę pustych butelek po alkoholu więc zatrzymałem się na moment by je podnieść i rzucić w kierunku drugiego mężczyzny oraz tego który mnie przed momentem przygniatał. Zaraz potem ponownie kontynuowałem swoją ucieczkę.
[Profil]
  [A+]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-02-23, 20:40   

Ukryj: 


Tak, w końcu Ci się udało. Dryblas już na Tobie nie leżał, przed Tobą była otwarta droga ku wolności... A jednak... Coś było nie tak.
Twoja ucieczka bardziej przypominała spacer nawalonego żula, niż rzeczywisty bieg. Prawdopodobnie dalej odczuwałeś siłę uderzenia tego mężczyzny, przez co nie byłeś w stanie zachować równowagi. Odbijałeś się od ścian, śmietników... W pewnym momencie chyba nawet potknąłeś się o własny płaszcz, przez trucht przy zgiętej postawie... Tak, to spotkanie na pewno jeszcze da Ci w kość - dużą migreną w domu.
Udało Ci się znaleźć jedną butelkę i rzucić ją w kierunku swych oprawców. Miałeś szczęście, że trafiłeś tego mniejszego w skaleczoną rękę, przez co odskoczył w tył z piskiem. Sama butelka natomiast spadła na ziemię, tłukąc się na dziesiątki małych kawałków, które rozsypały się po powierzchni... Chyba właśnie to Cię uratowało i pozwoliło całkiem uciec, zostawiając biednego Łysego bez odpowiedzi, a jego kolegę - we wściekłości... On już na zawsze Cię popamięta....

[Lucas z/t]
[Profil]
 
 
Michael Ryan



I'd like to get to know you but you're talking much too slowly

Superszybkość

85%

Łowca w bractwie





name:

Michael Ryan

alias:
Streak

age:
26

height / weight:
180/69

Wysłany: 2018-06-04, 21:45   
   Multikonta: Jamie/Tom
  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!


/ 11 marzec około godziny 9:30

Dzień po ataku Dogsów na byłą siedzibę Bractwa, nie był czymś co Mike mógłby wspominać dobrze. Na jego szczęście on i Penny byli już w nowym domku Bractwa, a raczej Mike w tym zamieszaniu dziewczynkę po prostu ukrył. Prawdopodobnie gdyby nie musiał pilnować dzieci to by pobiegł na pole bitwy, bo miał dość tracenia przyjaciół. Przeżył to ponad rok temu i stracił mentora w ataku, to by było coś gdzie mógłby się zemścić.
Zatem co robił tutaj na ulicy? Musiał zdobyć zapasy i pieniądze dla Bractwa, w końcu większa cześć rzeczy spłonęła lub została zniszczona. Musiał zostawiać dziecko schowane z zabawkami by się samo sobą zajęło, bo nie mógł być niańką 24h. Zdecydowanie to nie był najlepszy czas dla Bractwa, na dodatek by próbować być dobrym „wujkiem” Mike kupował jej słodycze, zabawki i sukieneczki, a na to pieniążki tez musiał brać. Dobrze, ze miał lepkie ręce i udawało mu się szybko okradać ludzi nim się spostrzegli, a zazwyczaj to robili płacąc... Dlatego dzisiaj grasował po ulicach i rabował, co prawda nie całe sumy, ale nigdy jakoś nie natrafiało na biednych. Potrafił po ubiorze stwierdzić, kto jest dziany, w końcu wychowywał się w bogatej rodzinie.
Teraz biegł i widząc z tyłu faceta z teczką w garniturze od Armaniego nie wiele się zastanawiam by mu czmychnąć portfel i po chwili go chcieć wsadzić z powrotem do jego spodni. Chciał go skroić, bo takiemu to na pewno nie ubędzie, poza tym szedł takimi uliczkami nie bojąc się to było, aż dziwne!
[Profil]
  [AB-]
 
Rick Ryan



Nothing is real

Spowolnienie

80%

Prawnik





name:

Richard Ryan

age:
25

height / weight:
180/80

Wysłany: 2018-06-04, 22:12   
   Multikonta: Viggo
  

   #FPTP


/początek

Richard wracał właśnie z nowej kancelarii do apartamentu który raczył wynająć dla niego jego ojciec. Staruszek ucieszył się z propozycji rozszerzenia biznesu to też wynajął i gabinet dla niego, jak i Johna który miał pracować z nim i nauczyć go prowadzenia własnego biznesu. Pierwsze dwa dni w Seattle spędził na rozpakowywaniu pudeł, pełnych rzeczy, które w opinii jego matki były niezbędne do życia a które, szczerze mówiąc, nie zawsze wiedział do czego służyły. No bo po co mężczyźnie kilkanaście rodzai noży, gdyż głównie zamawiał jedzenie na wynos ? Każdy wiedział że nie potrafi gotować.
Po pracowitych dniach w mieszkaniu uznał iż wypadałoby w końcu zobaczyć, co John wymyślił w ich nowym biurze. Cieszył się na tą współpracę, gdyż przydzielony mu nadzorca był dużo łatwiejszy w obyciu niż jego własny ojciec, w którego nawiasem mówiąc powoli chyba się zamieniał. Wyszedł z domu z samego rana, niestety nie znał za dobrze miasta i tak zawędrował do uliczek między jakimiś budynkami. Z pewnością nie była to ulica, przy której znajdowała się kancelaria to też wyciągnął z kieszeni telefon by sprawdzić drogę którą ma się udać. Zapatrzony w ekran nie zauważył kątem oka mężczyzny kręcącego się po uliczce w podejrzany sposób, uważnie mu się przyglądając. Gdy jednak schował telefon do kieszeni i przyjrzał sie temu miejscu nie zauważył nic dziwnego.
Dopiero po chwili, przez ułamek sekundy poczuł czyjąś dłoń w swojej kieszeni. Jak zwykle w takich sytuacjach spowolnił czas, zaledwie na minutę by wyrwać swój portfel z ręki nieznajomego, jednak ledwo mu się to udało. Ciało mężczyzny wydawało się być odporne na jego moc. Co do cholery?! Mimo wszystko spróbował wymierzyć uderzenie pięścią w twarz i przywrócił normalny bieg czasu dopiero, gdy jego ręka była zaledwie kilka centymetrów przed twarzą mężczyzny, udało mu się wycelować w jego szczękę.
Richard nie miał najmniejszego pojęcia, kogo właśnie spotkał na swojej drodze...
[Profil]
  [AB-]
 
Michael Ryan



I'd like to get to know you but you're talking much too slowly

Superszybkość

85%

Łowca w bractwie





name:

Michael Ryan

alias:
Streak

age:
26

height / weight:
180/69

Wysłany: 2018-06-04, 22:47   
   Multikonta: Jamie/Tom
  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!


To miał być lepszy poranek niż był to wczorajszy poranek dla jego przyjaciół naprawdę. Jeśli żałował im wpierdolu to właśnie za parę sekund miał się przekonać, ze i jego to nie ominie. Naprawdę nie spodziewał się niczego złego, w końcu robił to tysiące razy i jakoś nigdy nie udało mu się natrafić na kogoś, kto by ogarniał jego czasoprzestrzeń. Z resztą kto by ogarniał czy napotkasz mutanta jak masz chwilę i starasz się jak najszybciej załatwić sprawę, by nawet mutant co zabija wzrokiem cię nie dopadł, ze miał paręnaście/paręset dolców mniej. Oni nie zbiednieli, a on mógł wyżywić czy tez ubrać parunastu mutków, czy też pójść na imprezkę i poszaleć kiedy szefowa nie patrzy.
Niestety sięgając ręką po portfel poczuł coś co wybiło go zupełnie z równowagi, on jakoś dziwnie widział! Tak jakby jego moc po prostu przestała z nim współgrać. Poczuł złapanie za dłoń i...
- Co do... - nie zdążył dokonczyć, bo poczuł solidne walnięcie w szczękę.
Mike zachwiał się, a po chwili znów widział w swoim zwolnionym tempie, ale nie zwiał z miejsca jak miał to zazwyczaj w zwyczaju. Nie uczynił tego, bo był w głębokim szoku, ze w końcu po tylu obrabowaniach ktoś mu po prostu przypierdolił, ze nie był w stanie ruszyć nogami. Chciał zobaczyć sprawcę swojej opuchniętej szczęki i stanął twarzą w twarz ze swoim klonem. Klonem w eleganckim garniturze, bardziej zadbanych włosach, po prostu wyfiołkowanym paniczyku... Z tego szoku po prostu się potknął robiąc krok w tył i leżał teraz na tyłku na tej brudnej uliczce. Jego koszula z logiem supermana, kurteczka skórzana, starte już od biegania adidasy i przetarte lekko spodnie wyglądały zdecydowanie o wiele bardziej żałośnie. Na dodatek włosy, które fryzjera nie widziały miesiące, były już prawie do szczęki, a zarost trzydniowy na pewno lekko go postarzał. Krótko mówiąc wyglądał jak brudas z ulicy przy Richardzie..
Mógł się zdziwić, ze się przewrócił, on ten, który widzi tyle szczegółów, zrobił to niespecjalnie, po prostu był w tak głębokim szoku, ze mu zaschło w gardle. Przez głowę przeszło mu milion słów, które chciał teraz powiedzieć, jednak nie był w stanie nic wykrztusić. Mógłby nawiać, w końcu w tym był najlepszy, jednak nie widział brata 10 lat, a może to był jakiś inny mutek... Ale moc jednak się zdarzała, przypominał sobie czasem próby ich wspólnego trenowania ich moce się po prostu często neutralizowały. Tylko z tą zaleta dla Richa, ze on panował nad nią wokół siebie i nie oddziaływała na niego tak destrukcyjnie jak moc Mike'a, który widział zwolnienie, co nie było niczym dobrym..
- Ja... - wydusił tylko z siebie czując jak cały drży z emocji.
Widać było, że czeka na większy ruch ze strony Dicka. Dla niego jakby czas się zatrzymał jakby widział te 10 lat wstecz ten paskudny dzień, kiedy zostawił mu list, którego pewnie nigdy nie dostał... Ten dzień, gdzie akurat zakupy ich rozdzieliły. Ten parszywy dzień kiedy musiał użyć swoich mocy do sprzątania pokoju, gdzie matka go nakryła. I to, że powiedziała tyle przykrych rzeczy przez telefon dzwoniąc by go zabrali...
[Profil]
  [AB-]
 
Rick Ryan



Nothing is real

Spowolnienie

80%

Prawnik





name:

Richard Ryan

age:
25

height / weight:
180/80

Wysłany: 2018-06-04, 23:17   
   Multikonta: Viggo
  

   #FPTP


Dopiero po chwili gdy napastnik zabrał rękę ze swojej twarzy, Richard go rozpoznał. Mężczyzna wyglądał prawie jak on. Prawie gdyż był chudy, zapuszczony i poobijany w ciuchach, które ledwie trzymały się w kupie. Czy to możliwe? Czy to przypadkiem nie jeden z tych snów, gdzie udawało mu się odnaleźć brata? Dyskretnie uszczypnął się w udo. Nie, to wcale mu się nie śniło! Znalazł go! Poczuł chwilowy przypływ radości jednak chwilę później zalał go gniew. Gniew, który narastał w nim od 10 lat, gniew codziennie podsycany przez rodziców obu tu zgromadzonych. Rich patrzył uważnie jak jego młodszy brat upada na ziemię. Tysiące myśl przebiegało teraz przez jego głowę. Tyle razy wyobrażał sobie to spotkanie, tyle razy przeprowadzał tę rozmowę w swojej głowie po to, by teraz nie wiedzieć jak powinien się zachować. Wszystko co miał przygotowane w głowie wydawało się teraz nieodpowiednie, niedorzeczne bądź najzwyczajniej głupie. Byli teraz dwoma, zupełnie różnymi osobami mimo iż wyglądali identycznie… Mężczyzna przetarł ręką twarz i potarł zmęczone oczy. Im dłużej tak stał, tym bardziej był pewien że to naprawdę mały Mike.
Słysząc jego głos i to jak się zacina nie wytrzymał. Czy to było wszystko co zamierzał mu powiedzieć? Pierdolony egoista, Richard doskonale wiedział że liczy się dla niego tylko jego własne ja, w końcu to on nawiał nie interesując się tym, co stanie się z jego bratem.
- Ty co?! – Warknął i założył ręce na biodrach. Zrobił kilka kroków od Michaela, tylko po to by zaraz do niego wrócić z wkurwieniem wypisanym na twarzy i wycelować palec wprost w jego twarz.
Nie wiesz co? To ja Ci powiem co! Zostawiłeś mnie! Dałeś nogi mając w dupie to, co ze mną się stanie, wyrzekłeś się mnie bez żadnych kurwa oporów! To ty! Ty również nie odzywałeś się do mnie dziesięć pieprzonych lat latając sobie po świecie i dobrze się bawiąc a teraz nawet nie wiesz co masz powiedzieć i jeszcze chciałeś mnie okraść ! Ojciec miał co do Ciebie rację, jesteś pieprzonym egoistom! – Wykrzyczał mu prosto w twarz. Teraz cieszył się, iż znalazł się właśnie w tym miejscu gdzie nie było żadnych gapiów i mógł swobodnie wykrzyczeć wszystko co przyszło mu tylko do głowy bez przyciągania uwagi niepotrzebnych gapiów.
Rick odwrócił się od brata na chwilę, po to by zrobić kilka nerwowych ruchów by następnie odwrócić się i kolejny raz uderzyć go z pięści w twarz.
[Profil]
  [AB-]
 
Michael Ryan



I'd like to get to know you but you're talking much too slowly

Superszybkość

85%

Łowca w bractwie





name:

Michael Ryan

alias:
Streak

age:
26

height / weight:
180/69

Wysłany: 2018-06-04, 23:53   
   Multikonta: Jamie/Tom
  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!


Naprawdę Mike nie mógł uwierzyć, ze to wszystko działo się naprawdę, ale było zbyt dużo rzeczy oczywistych by mógł się pomylić. Może gdyby nie upadł, może i by przytulił brata, ale czuł, ze ten mógł mieć do niego żal. Podejrzewał wszystko co najgorsze, wraz z tym że wystawił go na pewną śmierć. Czy był egoistą? Raczej 10 lat temu był pieprzonym tchórzem, który nawiał... Ale to nie Richard słyszał to co matka mówiła i co ojciec wtórował jej. Planował kiedyś wrócić, ale jakoś nie mógł się przemóc by do ich rodzimego miasta wrócić, wszystko tam było dla niego obce, a całkowici obcy ludzie stali się jego nową rodziną, o którą się troszczył, pomagał i walczył niczym bohater, którymi oboje zawsze chcieli zostać. Najwidoczniej jednak rodzice zadbali o ostatniego z synów nad wyraz dobrze. Czy Mike mógł mu zazdrościć? Raczej nie wiedział co działo się przez te 10 lat, ale poczuł ulgę, ze jest cały i zdrowy. Odnalazł go, co prawda w dość krepującej sytuacji.. Ale nie powinni obaj narzekać na to...
Oglądał jego gesty, jego ruchy, jego zdenerwowanie. W mig pojął, ze Dicky jest wściekły i walczy ze swoimi emocjami. On sam zdecydowanie był spokojniejszy, bo cóż czuł się winny za wszystko. Tez wyobrażał sobie tą akcję tyle razy i też najczarniejsze scenariusze miał w głowie. Jednak dlaczego nie mógł wydusić więcej niż słowo... Bał się go bardziej zranić, a najbardziej ranił go właśnie nie mówić nic... Cofnął głowę widząc palec wykierowany w jego twarz. Oj jakby miał długie uszy to na pewno by je teraz w tym momencie kulił po sobie, a tak to siedział na tym tyłku i słuchał tego wszystkiego. A jego serce tym momencie rozdzierało się na tysiąc kawałków, co innego mówić sobie to w głowie, co innego usłyszeć coś złego od kogoś innego, ale od najbliższych zawsze takie słowa bolały najbardziej.... Zwłaszcza, że starszy z nich nie miał racji, zwłaszcza, ze nie chciałby żyć jak Mike. Nie chciałby głodować, ciągle oglądać się za siebie, widzieć śmierć najlepszego przyjaciela a zarazem mentora, czuć zapach śmierci, żyć w brudzie. Czuć się odrzucony przez rodziców.
Słysząc jego ostatnie słowa, czuł jak zaszkliły mu oczy. Nie z bólu, który promieniował mu na pół twarzy, tylko z żalu, że wystarczyło 10 lat by zmienić jego kochanego brata i przyjaciela... Przecież wiedział, ze Mike nie chciał nikomu robić nigdy krzywdy, wręcz przeciwnie bronił i ratował innych. Czyżby zapomniał o tym jak mówili by zostać bohaterami? Mike chciał mu to powiedzieć, ale niespodziewanie znów dostał soczysty pocałunek z pięścią brata. Nie bronił się, pomimo tego, ze mógł tego uniknąć, pomimo tego, że bart wyłączył swoje pole, które na niego oddziaływało. Należało mu się, chciał po prostu dostać, skoro ma mu to przynieść ulgę, to się poświęci.
Wstał z miejsca, po drugim ciosie i poczuł jak z wargi leci mu krew. Bolało, ale nie tak bardzo jak w środku.
- Dicky, to nie było tak jak mówisz. Zostawiłem ci list.. Nie miałem jak się z tobą skontaktować. - odparł i powstrzymywał się by się po prostu nie rozkleić.
On ten Mike, który zazwyczaj pociesza i rozbawia innych nie chciał pokazywać słabości i swoich emocji, które kołatały mu się w sercu, które powodowały, ze ciało całe drżało. Nie mógł się rozkleić przy bracie, który ślepo wierzył ich ojcu, mężczyźnie, który nigdy nie szanował rodziny na tyle na ile powinien...
- Zanim mnie znów zwyzywasz od egoistów i o tym jakie to miałem sielskie życie skoro muszę, kraść. To...
Młodszy Ryan po prostu przytulił momentalnie starszego brata. Ścisnął go mocno, jakby nie chciał uwierzyć, ze to naprawdę nie jest sen..
- Ciesze się, że żyjesz i masz się dobrze. - powiedział obok niego, czując jak zaczynają pocić mu się oczy, nie zamierzał jednak go puścić.
[Profil]
  [AB-]
 
Rick Ryan



Nothing is real

Spowolnienie

80%

Prawnik





name:

Richard Ryan

age:
25

height / weight:
180/80

Wysłany: 2018-06-05, 00:36   
   Multikonta: Viggo
  

   #FPTP


Richard widział jak wyraz twarzy jego brata zmienia się z kolejnymi wypowiadanymi przez niego słowami. Widział iż wyraźnie ranił swojego brata, wiedział iż wbija mu nóż w serce jednak nie umiał inaczej. Tyle lat czuł nóż w swoim sercu przez jego nieprzemyślane zachowanie, tyle lat żył z przekonaniem iż jego własny brat się go wyrzekł, mimo iż jako dzieci obiecali sobie że nigdy tak się nie stanie. Nigdy w życiu nie czuł się zdradzony jak właśnie w tym momencie gdy ojciec poinformował go że jego własny brat się go wyrzekł. Każdego dnia przez te dziesięć lat wmawiano mu iż został opuszczony, że jego własny brat nie chciał mieć z nim nic wspólnego. Michael wyglądał jak zaszczuty pies z czego po części był zadowolony, część jego podświadomości byłą piekielnie zadowolona że mężczyzna mógł poczuć się chociaż trochę jak, jak on czuł się przez te wszystkie lata.
Cóż, gdy jego pięść spotkała się z twarzą Mike’a poczuł ulgę. Niestety to uczucie było tylko chwilowe gdyż zaraz potem przyszły wyrzuty sumienia. Jego oczy powoli też zaczynały się szklić to też przetarł je szybko dłonią, by jego brat nie mógł tego zauważyć.
- Owszem, zostawiłeś list. W którym się kurwa mnie wyrzekłeś ! Wyrzekłeś się własnego brata! Kurwa Mike wiedziałeś jak mnie znaleźć! - Cały czas krzyczał. Nie potrafił opanować nienarastającej w nim mieszanki najróżniejszych emocji które dusił w sobie przez tyle pieprzonych lat. Na dowód swoich słów wyjął z portfela pognieciony liścik w którym widocznie było napisane iż Michael wyrzeka się jego, jak i reszty rodziny i zwyzywa ich od najgorszych. Dick popatrzył przez chwilę na ten list po czym wręczył go stojącej przed nim, zabiedzonej kopii samego siebie. Cóż, skoro sam nie pamiętał co napisał, ten z chęcią mu przypomni. Zawsze był przekonany iż jest to pismo brata.
Założył ręce na piersi gdy Mike zaczął mówić a gdy poczuł jak go obejmuje zesztywniał. Zupełnie nie wiedział jak powinien się teraz zachować. Z jednej strony chciał go teraz odepchnąć. Odrzucić wyrodnego brata, odwrócić się na pięcie i powrócić do swoich spraw po czym powiedzieć ich ojcu jak skończył. Z drugiej strony cieszył się że żył, cieszył się że był w jednym kawałku i znów mogli być razem. Cieszył się że jego jedyny przyjaciel właśnie do niego powrócił i szczerze mówiąc, nadal nie mógł uwierzyć że go znalazł i to przez zwykły przypadek. Mężczyzna rozplótł ręce i objął młodszego brata równie mocno co ten jego. Po długiej chwili odsunął go jednak od siebie, tylko po to by przez długą chwilę uważnie mu się przyjrzeć. Cóż, całkiem nieźle obił mu twarz, przez co pewnie będzie miał wyrzuty sumienia. Pierwszy raz odkąd na siebie wpadli uśmiechnął się, po czym znów mocno przytulił brata.
- Ja również cieszę się że żyjesz… - Powiedział przez łzy, naprawdę nie chcąc go teraz puścić. Dziesięć lat zastanawiał się czy Mike żyje, czy nic mu nie jest i czy kiedykolwiek jeszcze się spotkają.
Gdy w końcu puścił go ze swoich objęć, podrapał się nerwowo po głowie.
Wyglądasz jak siedem nieszczęść! Co się z tobą działo? Potrzebujesz pomocy? Jesteś głodny? – Zarzucił go pytaniami. Tak bardzo chciał dowiedzieć się wszystkiego, co tylko działo się w jego życiu przez ten czas, chciał wiedzieć, co sprawiło iż nie znalazł czasu by go odszukać. Dicky stał bardzo dobrze finansowo, dzięki wpływom ich ojca a dopóki ten nie dowie się niczego na temat Mike’a mógł robić z nimi co tylko ze chce… Pomińmy fakt kilkudziesięciu tysięcy które przez te 10 lat ulokował na osobnym koncie.
[Profil]
  [AB-]
 
Michael Ryan



I'd like to get to know you but you're talking much too slowly

Superszybkość

85%

Łowca w bractwie





name:

Michael Ryan

alias:
Streak

age:
26

height / weight:
180/69

Wysłany: 2018-06-05, 01:31   
   Multikonta: Jamie/Tom
  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!


W życiu nie podejrzewał o taką perfidność swoich rodziców. O to, ze tak na szczują jednego bliźniaka przeciwko drugiemu. Ale oni byli bliźniakami powinni rozumieć się bez słów jak kiedyś. Mike zapewne czułby jakby Dicky nie żył, czuł to jak miał pięć lat jak zmarł Steward, czuł jakby cząstkę siebie utracił... Dlatego to, ze obaj żyli to było coś wspaniałego. Pomimo tego przywitania, oboje byli szczęśliwi, że w końcu się zobaczyli.
Mike nie zauważył tego jak mu się oczy zaszkliły, ale już dokładnie usłyszał słowa o liście. Przeszły go ciarki, a potem naszła na niego fala oburzenia. Gdyby był zdolny zabić własnych rodziców.. Zrobiłby to bez wahania. Nie zasługiwali na życie, chociaż z drugiej strony... Czyż nie wyprowadzili chociaż jednego ze swoich synów na dobrego i uczonego człowieka? Mike skończył naukę z dniem ucieczki, wtedy też zaczął nową naukę nazywającą się przetrwanie. Po 10 latach opanował ja naprawdę dobrze.
- Pokaż ten list. - odparł poważniejszym tonem, biorąc go od niego.
Jednak od razu go nie przeczytał, wolał się wtedy w niego wtulić, wolał potem go przeczytać i nie psuć sobie tej chwili. To nie było miejsce na takie rozmowy. Wolał wdychać zapach drogich perfum brata. Nie chciał go puścić, mógłby go tak zabrać ze sobą chociażby do kanady... Żyłoby się im lepiej... Chociaż... Nie potrafiłby zostawić swojej nowej rodziny, zwłaszcza teraz kiedy ich przywódczynie porwali, a na głowie miał paroletnią dziewczynkę z demonicznymi mocami i zaopatrzenie bractwa. Co prawda Mike był łowca, ale często zajmował się też zaopatrzeniem z racji swoich umiejętności...
Czuł pulsującą twarz, dostał dwa razy w tego samego policzka i na pewno opuchło mu to już dość nieźle. Musiał wyglądać jak półtora nieszczęścia w jednym. Jednak w końcu oboje od siebie się odkleili, obaj wyglądali jak płaczki zawodowe, no dobrze.. Wzruszyli się swoją własną obecnością. Jak to głupie przytulenie potrafi czasem pozwolić dać uciec negatywnym energią. Odrobina miłości, ludzkiego gestu i człowiek nagle robi się lżejszy.
- To to jeszcze normalnie wyglądam, no poza buzią oczywiście. - zaśmiał się lekko na ile ból mu pozwalał – Bywałem w różnych miejscach i z różnymi ludźmi. - odparł wymijająco
To nie to, że nie chciał bratu wyjawić, ze trzymał się z mutantami, w końcu on sam nim był.. Po prostu po jego słowach brzmiących jak ojciec nie ufał mu na tyle. Nie widzieli się dziesięć pieprzonych lat, nie potrafił od tak się otworzyć i wystawić na niebezpieczeństwo resztkę sił co została z Bractwa. Ktoś już ich wydał, on nie mógł popełnić też tego samego błędu. Nie miał 100% pewności, że nie pomaga Dogsą i nie stał się przeciwnikiem mutantów.
- Nie jestem głodny. - roześmiał się szczerze – Jakbyś nie zauważył, zawsze byłem szczuplejszy od ciebie. Nie zapominaj, ze mój organizm leci na ciągłym spalaniu energii. Ważę normalnie do naszego jak widzę wzrostu. - stanął bliżej niego i musiał dojrzeć, że są równi – Za to tobie to chyba piwny brzuszek rośnie. - szturchnął jego brzucha palcem.
Michael nie mógł co narzekać na swoją fizyczną stronę, codziennie biegał, wszędzie biegał i cóż miał atletyczną budowę ciała, przez co mógł się wydawać chudszy od niektórych ludzi. Specjalnie jednak pominął odpowiedź na pomoc. Nie chciał pomocy od brata, dawał sobie doskonale jak widać rade. Okradał bogatych...
- Powinniśmy pogadać w bardziej ustronnym miejscu. - odparł już niezwykle poważnie – Tutaj ściany potrafią mieć uszy, a nie chciałbym by ci się krzywda stała. - dodał, jakby to zawsze on bronił jego, a nie jak kiedyś na odwrót. - Możemy przejść się gdzieś do parku lub do ciebie - dodał, po czym westchnął i zerknął na zmielony list w swojej dłoni, coś czuł, ze to będzie długa i szczera rozmowa z ich strony.
[Profil]
  [AB-]
 
Rick Ryan



Nothing is real

Spowolnienie

80%

Prawnik





name:

Richard Ryan

age:
25

height / weight:
180/80

Wysłany: 2018-06-05, 11:42   
   Multikonta: Viggo
  

   #FPTP


Dick odbierał zupełnie inaczej ich rodziców. Po kilku kolejnych latach nauczył się że są tylko prostymi ludźmi i mimo masy pieniędzy na koncie nadal byli prości i wielu rzeczy nie pojmowali, złwaszcza matka chłopaków została tylko wyniszczoną, ledwo kontaktującą starszą panią. Możliwym jest iż Mike musiałby najpierw zmierzyć się z nim, zanim zabiłby ich rodziców. No w końcu tatuś co miesiąc wysyłał mu znaczną sumkę na konto i opłacał mieszkanie a takiego dopływu gotówki nie powinno się odcinać ot tak.
Richard nie był zachwycony iż jego brat nie raczył od razu przeczytać kawałka papieru. Z pewnością nie było nic profesjonalnego w tym, iż mężczyzna nie przeczytał tego od razu. No bo przecież jak dostajesz dokument musisz go od razu przyswoić! Ach, te przyzwyczajenia zawodowe naprawdę sprawiały iż czuł się przez to podirytowany.
Bracia w końcu odkleili się od siebie,a po tym jak mężczyzna zarzucił młodszego brata pytaniami przysłuchiwał mu się uważnie i szczerze mówiąc, ani trochę mu nie wierzył. No bo skoro tak dobrze sobie radzi, to czemu szlaja się po podejrzanych uliczkach i okrada ludzi? No właśnie. Nie zamierzał przepraszać go za obitą twarz, przynajmniej na razie no w końcu zasłużył sobie na to, po tym, jak zostawił go dziesięć lat temu.
Uniósł brew w zaciekawieniu i założył ręce na piersi. W tej pozie o wiele bardziej przypominał ich ojca, niż swojego bliźniaka. To samo przenikliwe spojrzenie, pewna siebie postura… Co dziesięć lat potrafi zrobić z ludźmi.
- Och tak? I to dlatego szlajasz się po ciemnych uliczkach i napadasz na ludzi? – Nie podobało mu się to. Nie ważne w jakiej był sytuacji nie powinien kraść, mimo jego szybkości z pewnością mógł zostać złapany jednego dnia - Grozi Ci rok więzienia lub grzywna w wysokości 5000 dolarów. – Dodał swoim standardowym, prawniczym tonem. Cóż niektórych nawyków nie da się wyplenić.
- Wiem jak szybko wszystko spalasz dlatego też pytałem. No i musisz mieć powód dla którego okradasz ludzi.. – Mruknął tylko po czym uśmiechnął się i założył ręce na biodra, dokładnie tak jak ich ojciec miał w zwyczaju nieraz robić, zwykle gdy rozmawiał z którymś z ich wujków.
Powiedzmy że nie wiedzie mi się najgorzej. – Biorąc pod uwagę to jak skończył jego brat nie było ciężko aby mieć lepsze życie.
Jego kolejne słowa sprawiły iż Rick zamyślił się na chwilę. Cóż, z pewnością nie powinni rozmawiać na tej ulicy, kto wie co jeszcze może się czaić w tych zaułkach, musiał jednak rozważyć czy chce zapraszać go do siebie. Ne ze bał się iż go okradnie (no może trochę), obawiał się raczej iż Mike poczuje się zaniedbany przez rodzinę do czego starał się nigdy w dzieciństwie nie dopuścić. Westchnął w końcu ciężko.
Byłem właśnie w drodze do pracy. Poczekaj.. Zakomenderował po czym wyciągnął telefon i wykręcił numer swojego przełożonego. Wiedział iż może zaufać Johnowi i że nie powie jego ojcu niczego, co mogłoby ich narazić. W końcu siedzieli w tym obaj a każdy błąd mógł sprawić, iż będą musieli wracać pod but pana Ryan.
- Hej John! Słuchaj dasz sobie radę beze mnie? Nie, nic się nie stało. Spotkałem znajomą ze studiów i chciałbym z nią porozmawiać. Nie, nic mu nie mów. Super! Dzięki! Wynagrodzę Ci to! Tak, tak ja zajmę się układaniem papierów… Trzymaj się! Rozmowa przebiegła sprawnie a Rick zachowywał się jakby wcale nie skłamał przełożonemu o tym, co się zdarzyło. Spojrzał na Michaela po czym wskazał mu ręką kierunek w którym po chwili ruszyli.
Wolisz pizzę czy chińszczyznę? Spytał ruszając w kierunku swojego apartamentu i przeglądając aplikację do zamawiania jedzenia.

[z/t x2]
[Profil]
  [AB-]
 
Vincent Edams



Wolność, kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem

Ramiona wektorowe

74%

brak





name:

Vincent Edams

alias:
Obiekt 36

age:
21

height / weight:
173/70

Wysłany: 2018-08-25, 13:26   
   Multikonta: Alex Parker
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


POCZĄTEK
Znaleźli go szybciej, niż się tego spodziewał. Był pewien, że będzie mieć chociaż parę godzin, by znaleźć odpowiednią kryjówkę. Pomylił się - najwyraźniej bardzo szybko odkryli jego zniknięcie, a może złapała go któraś z laboratoryjnych kamer. Biegł ile miał sił w nogach i płucach. Gnał, wiedząc, że jeżeli da się złapać, to już nigdy nie uda mu się uwolnić, nie poczuje wiatru we włosach, ciepła promieni słońca na twarzy. Wbiegł w jedną z bocznych uliczek, licząc, że tak stracą go z oczu i pobiegną dalej...
Kula świsnęła tuż obok jego policzka a on zanurkował za metalowy kontener ze śmieciami. Wiedział, że jak go trafią, to jego szansę na ucieczkę zmaleją do zera. Bez wektorów nie poradzi sobie z grupą wyszkolonych ochroniarzy i psami tropiącymi. Słyszał, że już są blisko. Sięgnął wektorami po najbliższy kontener i miotnął go za siebie. Sądząc po wrzasku, trafił przynajmniej jednego z nich. Chciał wykonać długi skok, ale przywitała go kolejna seria kul.
-NIE ! WSTRZYMAĆ OGIEŃ IDIOCI, CHC? MIEĆ GO ŻYWEGO! - usłyszał znajomy kobiecy wrzask. - Ja z nim porozmawiam.
-Dolores...
- TRZYDZIEŚCI SZEŚĆ ! - krzyknęła elegancko ubrana kobieta - Wiem, że tam jesteś! Możemy to jeszcze rozwiązać pokojowo, słyszysz?!
Vincent wcisnął się plecami w ścianę, oddychając szybko. Nie miał pojęcia, z któej strony się spodziewać ataku.
- Posłuchaj mnie - zaczęła, wskazując bezgłośnie jednemu z uzbrojonych towarzyszy, by szedł przed nią. - Wróć z nami do laboratorium. Obiecuję, że jeżeli dezaktywujesz wektory i pójdziesz z nami, nie spotka cię za to żadna kara - jej głos złagodniał - Wyjdź, nikt nie będzie do Ciebie strzelał, słowo.
Edams zacisnął zęby, szukając potencjalnej drogi ucieczki. Górą? Po balkonach? Czy biec przed siebie, licząc, że go nie trafią? Musiał kupić więcej czasu.
- KŁAMIESZ ! - ryknął - KŁAMAŁAŚ OD SAMEGO POCZĄTKU, JAK MAM CI WIERZYĆ?!
Kobieta zacisnęła usta mocno i wskazała mężczyźnie kontener, za którym ukrywał się nastolatek.
- I dokąd chcesz iść, Trzydzieści Sześć ? - parsknęła - Do rodziny, która cię sprzedała do laboratorium ? Do przyjaciół, których nie masz ? - mężczyzna zbliżał się powoli, z lufą wycelowaną w śmietnik - Co zrobisz dalej? - kobieta szła krok w krok za ochroniarzem - Nie nadajesz się do życia z normalnymi ludźmi, przecież o tym wiesz. Pół życia spędziłeś u nas. Nie skończyłeś szkoły, nie masz wykształcenia, nikt cię nie zatrudni. Będziesz żył na ulicy ? Żebrał , kradł ? - znów jej ton złagodniał - Chcesz trafić do laboratorium DOGS? Wiesz co robią tam z mutantami ?
Milczał, nie mogąc znaleźć odpowiedzi na te pytania. Myśl o wolności była niczym lampa oliwna, oświetlająca drogę przed nim. Nigdy nie myślał, co dalej.
- NIE ! - odkrzyknął - Choćbym miał zdechnąć tu z głodu, nie wrócę !
- Nie bądź głupi! - warknęła Dolores - WYŁAŹ ! - odchrząknęła po chwili i przybrała na twarz najpaskudniejszy, najjadowitszy uśmiech - Wróć z nami, a porozmawiamy spokojnie. Jesteś już prawie dorosły, porozmawiamy o nowych przywilejach.
Zapadła cisza. Teraz, albo nigdy. Słyszał już kroki tuż za nim.
- Obiecujesz ? - rzucił, skracając wektory do trzech metrów, tak by wzmocnić ich siłę maksymalnie
Kobieta ucieszyła się jego brakiem sprzeciwu. Skrzyżowała ręce na piersiach.
- Oczywiście. Wyjdź z podniesionymi ramionami, dezaktywuj wektory, a nic ci się nie stanie. - zapewniła
Vincent wstał powoli, z dłońmi podniesionymi do góry. Kaptur ukradzionej bluzy, opadał na jego czoło. Mężczyzna celował w niego, gotów strzelać w każdej chwili.
TERAZ.
Ochroniarz wrzasnął, gdy potężna siła miotnęła go do tyłu. Karabin wystrzelił, mijając Edamsa o milimetry. Dolores zakwiczała ze strach, gdy uniosła się powietrze i wpadła prosto na drugiego z mężczyzn, zwalając go z nóg.
- ŁAPCIE GO, NIE POZWÓLCIE MU UCIEC ! - ryknęła, czerwona z wściekłości.
Chłopak odepchnął się i znalazł się na schodach ewakuacyjnych. Kula drasnęła jego policzek, ale nawet tego nie poczuł.
- NIEEEEEE ! CHC? GO ŻYWEGO, ZA NIM! - zawyła, widząc jak ten za pomocą wektorów, jest już na drugim piętrze.
Jeszcze dwa piętra. Jeszcze jedno i będzie na dachu...Serce biło mu mocno, czuł, że zaraz im ucieknie. Na górze nie będą już w stanie go złapać...
Kula przebiła jego ramię na wylot, gdy był już prawie na dachu. Krzyknął z bólu i upadł na kolana, drżąc na całym ciele.
- TRAFIŁ GO, ŁAPCIE GO, PÓKI NIE MOŻE UŻYĆ WEKTORÓW ! - słyszał wrzaski kobiety
Nie. Nie może się teraz poddać. Nie wróci tam...
[Profil]
  [0+]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 5