Poprzedni temat «» Następny temat
Grób Yvonne Marie
Autor Wiadomość
The Gifted



kocham tworzyć tematy i nie tylko

jestem kontem specjalnym

milio

Admin





name:

The Gifted

Wysłany: 2018-02-20, 21:44   Grób Yvonne Marie



[Profil]
 
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2018-04-27, 10:35   
  

   2 Lata Giftedów!


| przed grą przy Bramie Głównej.

Dzisiaj był ten dzień. Dzień, w którym niektórzy mieszkańcy Bractwa Mutantów postanowili mi się sprzeciwić, urządzić swoje własne powstanie bez jakiejkolwiek konsultacji ze mną. Nie wiedziałam jeszcze dokładnie, kto bierze udział w akcji o wdzięcznym tytule "Aaron-Szef ciągnie za sobą grupkę debili, żeby zaatakować D.O.G.S. bez przygotowania", ale wiedziałam, że nie będę mogła im odpuścić. Chciałam silnego Bractwa, bo sama byłam gotowa na zaplanowanie siłowego rozwiązania naszej chujowej sytuacji, ale nie mogłam pozwolić na to, by mieszkańcy obozu sami sobie wymierzali sprawiedliwość, żeby sami szli na pewną śmierć. Wiedziałam, co muszę zrobić... Musiałam wyrzucić ich z Bractwa. Czułam, że nie będę w stanie przekonać ich do zmiany decyzji, więc jedyne co mogłam zrobić to odciąć ich od Bractwa, bo nie miałam zamiaru marnować leków, czy czasu sanitariuszy na leczenie Aarona, który z butelką wódki chciał zabawić się w Kapitana Amerykę i samodzielnie uratować świat.
Potrzebowałam wytchnienia. Ciszy. Spokoju. Dlatego przyszłam w jedyne miejsce, gdzie ten spokój jako tako byłam w stanie odczuć. Mojej mamie wszystko przychodziło z taką łatwością... Była świetną Przywódczynią. Pełną siły, charyzmy, a ja? A ja zupełnie nie byłam do niej nawet podobna. Miałam już dość tych wszystkich problemów, które tylko się mnożyły. Byłam zmęczona, a na dodatek w pieprzonej ciąży, której nie mogłam usunąć póki Dale siedział w Bractwie. Jak miałam poradzić sobie z tym wszystkim?
- Cholernie mi ciebie brakuje. - mruknęłam tylko, gdy kucnęłam przy grobie mamy, by zapalić znicz, jeden z wielu, który tu stał. Przymknęłam oczy, oddychając ciężko i nie wiedząc, jak sobie poradzić z życiem.
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2018-05-23, 22:42   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   2 Lata Giftedów!


Ostatnim czasem z pewnością wydarzyło się w ich życiu zbyt wiele złego. Ten cały ból, cierpienie, to wszystko nie powinno mieć miejsca.
Kiedy wszystko zdążyło się tak - mówiąc kolokwialnie - spierdolić? Jeszcze parę tygodni temu wszystko wydawało się łatwiejsze, wreszcie poznał dziewczynę do której coś poczuł. Osobę, dzięki której ta kamienna powłoka, którą otaczał się przez wiele lat nagle zaczynała pękać, zgodził się dla niej dołączyć do bractwa, a teraz? Teraz czuł się zniszczony pod każdym możliwym względem. Nie tylko ciało odmawiało mu posłuszeństwa, również umysł płatał mu figle. Wszystko się zmieniło, wszystko obróciło się do góry nogami. Fowler doskonale wiedział, że nie będzie już w stanie patrzeć na ten świat tak samo jak wcześniej. Wyżej wspomniana skorupa całkowicie się rozpadała, tylko po co? Po to, by zostawić go odkrytego na wszelkie ciosy, czy też po to, by mógł otoczyć się nową, tym razem z o wiele twardszego materiału? Tego jeszcze nie wiedział. Był natomiast pewien tego, że czuje pragnienie zemsty. Zniszczy tą kobietę, która tak wiele mu odebrała. Nie zabije jej tak po prostu - to było by zbyt... Zwyczajne. Nie, zamierzał zniszczyć jej życie cegła po cegle, powoli, metodycznie odebrać jej wszystko co ma dla niej jakiekolwiek znaczenie, a na sam koniec zostawi sobie przyjemność odebrania jej życia.
Dale nie odczuwał jednak tylko i wyłącznie zemsty. Gdzieś w głębi jego serca znajdowało się coś jeszcze...
Pomimo tego jak potraktowała go Colleen - potrzebował jej. I miał cichą nadzieję, że ona potrzebuje jego.
Dlatego stał teraz wsparty na jednej kuli w sporej odległości od niej. Doskonale wiedział po co tu przyszła. W tak dużej społeczności ludzi ciężko cokolwiek ukryć, więc dowiedzenie się po co poszła w tym kierunku było dziecinnie proste. Z resztą... Gdzie miałaby teraz być, jeśli nie tutaj? Zawsze, gdy coś się dzieje pragniemy być blisko ważnych dla nas osób, nawet, jeśli to tylko wspomnienie, grób zawierający spruchniałe kości.
Obserwował ją przez kilka chwil, aż wreszcie ruszył w jej kierunku. Mimo tego jak go potraktowała, mimo tego, że postanowiła go od siebie odsunąć... Chciał po prostu podejść do niej. Być blisko, choć przez chwilę poczuć, że wszystko będzie w porządku. I chciał, by ona poczuła dokładnie to samo.
Przysunął się do niej i bez słowa stanął obok wpatrując się w miejsce, przy którym kucnęła.
Poczekał, aż się podniesie. Gdy wreszcie to zrobiła po prostu chwycił ją za dłoń, choć zrobił to dość nie poradnie - jego dłonie nie zdążyły dojść do siebie.
Milczał - słowa nie były w tej chwili potrzebne... Czekał, aż ona zacznie mówić. Odniósł dziwne wrażenie, że tego właśnie Colleen potrzebuje. Jeśli się mylił... Cóż. Mogli milczeć. W jej towarzystwie nawet milczenie przynosiło dziwne ukojenie.
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2018-05-25, 20:45   
  

   2 Lata Giftedów!


Nie dawałam sobie rady. Najchętniej to bym spakowała wszystkie najcenniejsze rzeczy (a niewiele ich było w dzisiejszch czasach) i uciekła na drugi koniec Stanów Zjednoczonych, gdzie mogłabym się schować przed wszystkim i przed wszystkimi. Gdzie mogłabym się przestać przejmować, zacząć życie prawie od nowa, bo przecież i tak wszędzie by mnie rozpoznali, w końcu ukrywanie się było dość ciężkie, jeśli było się poszukiwanym listem gończym.
Naprawdę jednak nie umiałam się ogarnąć. Wszystko przytłaczało mnie zbyt mocno. Ciągłe porażki sprawiały, że z dnia na dzień zakopywałam się co raz bardziej w dnie żenady, topiłam się w nim i miałam cholernie duży problem z tym, żeby jakoś się podnieść, jakoś żyć dalej, bo też już nie bardzo miałam dla kogo żyć. Dale... jedyna osoba, na której tak bardzo mi zależało... No cóż, chyba skutecznie go od siebie odstraszyłam, więc teraz nawet jego już nie miałam.
A może jednak się myliłam?
Usłyszałam kroki i od samego początku wiedziałam, że to on. Wciąż poruszał się o kuli, wciąż cierpiał, a ja... a ja wciąż go raniłam. Teraz to nawet już nie umiałam na niego spojrzeć, choć przecież stanął obok mnie i stał tak dłuższą chwilę, a ja wciąż załzawione oczy wlepione miałam w tabliczkę z imieniem mojej mamy.
Nie mogłam kazać mu tak czekać. Nie mogłam. Zasługiwał na prawdę. Zasługiwał na wszystko co najlepsze, a ja... a ja nie zasługiwałam na niego. Z mocno bijącym sercem podniosłam się, teraz stając obok niego, a on... a on tak po prostu chwycił mnie za dłoń. Jedna, pojedyncza łza spłynęła po moim policzku, gdy splotłam ze sobą nasze palce. Musiał wiedzieć.
- Jestem w ciąży. - powiedziałam, tak po prostu, nie myśląc zbyt długo nad tym, co właśnie robiłam. Rujnowałam swój plan. Rujnowałam swoje życie, choć one i tak było już zniszczone całkowicie. Czułam się jak idiotka, jak wrak człowieka, ale... ale robiłam dobrze, bo Dale zasługiwał na prawdę.
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2018-05-26, 22:55   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   2 Lata Giftedów!


Pod tym względem byli do siebie całkiem podobni. Fowler również przestał dawać sobie radę. Do tej pory myślał, że jest niepokonany - nieśmiertelny. Życie szybko to zweryfikowało i pokazało mu jak mocno się mylił. Odarty z godności z człowieczeństwa nie pamiętał już co to znaczy być normalną osobą.
Mimo wszystko... Gdy tak stał obok niej, czuł jak mocno zaciska swoje palce na jego dłoni, czuł jej obecność - ponownie poczuł siłę. Po raz kolejny miał wrażenie, że może zrobić wszystko, że nikt nie jest w stanie im przeszkodzić.
Zerknął na nią, a kąciki jego ust mimowolnie uniosły się w górę. To, co się wydarzyło... To wszystko było w tej chwili nieważne. Dalej była dla niego najpiękniejszą istotą na świecie, teraz, gdy tak stała obok niego... Kochał ją. Po prostu ją kochał, mimo tego, że znali się tak krótko. To, co się wydarzyło tylko pogłębiło tą więź - przynajmniej w jego mniemaniu.
Dale w tej właśnie chwili zdał sobie sprawę z tego, że bez niej jest nikim.
Los wiele razy pokazywał mu czym jest ból, czym jest smutek, samotność, ale... Nigdy nie pokazał mu czym jest miłość. Czuł to dopiero w tej chwili i był pewien, że obok niego stoi kobieta z którą chce spędzić resztę życia. O ile mu na to pozwoli.
Pewnie - ostatnimi dniami wyrządziła mu ogromną krzywdę, odsunęła się od niego, zostawiła go samego. Był gotów jej wybaczyć wszystko. Tak po prostu.
Wzdrygnął się delikatnie słysząc jej słowa.
Wciągnął głębiej powietrze do ust i wolną dłonią sięgnął do kieszeni po paczkę papierosów. Wyciągnął z niej jednego, a potem ulokował go między wargami. Rozpalił fajkę używając benzynowej zapalniczki, co wcale nie było łatwym zadaniem - jego dłonie dalej nie były w pełni sprawne.
Tak, czy inaczej wreszcie mu się udało i zaciągnął się głęboko kilka razy, po czym przeniósł wzrok na Colleen.
Puścił jej dłoń i przesunął palcami po jej policzku.
- To... Domyślałem się, że coś jest nie tak. Col... Damy sobie z tym radę. Ze wszystkim damy radę. Razem. - powiedział szeptem nie odrywając od niej spojrzenia. Chciał złapać z nią kontakt wzrokowy i chciał ujrzeć w jej oczach to co widział kiedyś. To coś czego nie potrafił opisać.
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2018-05-27, 21:08   
  

   2 Lata Giftedów!


No powiedziałam mu. Nie umiałam inaczej. Zjebałam, po raz kolejny zjebałam, bo nie umiałam być konsekwentna. Byłam głupią idiotką, kompletnie bez mózgu, serio, no naprawdę. Powoli zaczynałam myśleć, że Leilah powinna za mną chodzić cały czas i non stop, myśleć za mnie i mówić za mnie, co bym nie palnęła żadnej głupoty i nie zniszczyła tego, co już wcześniej było zaplanowane. To miało być takie proste... Odpychać Dale'a od siebie tak długo, aż zniknie z Bractwa. I wtedy wykorzystać moment. Zorganizować ginekologa, usunąć ciążę, a potem... A potem zrobić wszystko, by odzyskać miłość mojego życia. Banalne, prawda? No tak, takie było! A ja właśnie wszystko spieprzyłam, bo mnie cholernie wyrzuty sumienia nad grobem matki wzięły i wygadałam wszystko, o czym zdecydowanie miałam nie mówić.
Byłam na siebie potwornie zła. Byłam wściekła, a oprócz tego to zaczęłam się bać reakcji Dale'a, choć o wiele łatwiej byłoby mi, gdyby on też się wściekł i gdyby nie chciał tego dziecka tak samo mocno, jak ja go nie chciałam.
I wtedy on się wzdrygnął i nie zareagował od razu, a we mnie, gdzieś z tyłu głowy zaczęła kiełkować nadzieja, że może on ma takie same poglądy jak ja, no i że jest tak samo zły, że wszystko będzie w porządku, a on będzie trzymał mnie za rękę podczas aborcji.
No ale niestety. Pomyliłam się.
- Tak, damy radę. - powiedziałam, ale w moim głosie słychać było zdenerwowanie, bo on mnie chyba właśnie zapewniał, że ja urodzę tego dzieciaka i będziemy wesołą rodzinką - Ale nie z tym dzieckiem. Nie urodzę go Dale, nie ma takiej możliwości. Żyjemy w popieprzonych czasach. Dzisiaj muszę wyrzucić w chuj dużo osób z Bractwa, a za pół roku mam urodzić dzieciaka i zamiast działać, to zmieniać mu pieluchy? To nawet nie jest opcja. - wyjaśniłam i miałam nadzieję, że uszanuje moją decyzję. To było moje ciało i mój wybór, on nie miał prawa wpieprzać się w to, co chciałam zrobić. To naprawdę nie był jego interes, bo, cholera, tylko seks uprawialiśmy. Nie mieliśmy zamiaru mieć przecież dzieci, rodziny zakładać. Istniały naprawdę cholernie ważniejsze sprawy niż jakieś dzieciaki.
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2018-05-27, 21:18   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   2 Lata Giftedów!


Taa, to całe odpychanie go jak do tej pory wychodziło jej naprawdę całkiem nieźle. Boleśnie odczuł przez te wszystkie dni jak bardzo ma go gdzieś. Na początku był zły, wściekły, że go zostawiła. Potem przyszedł smutek, rozgoryczenie, dopiero po pewnym czasie zaczął to wszystko rozumieć.
Colleen była młodą dziewczyną, która miała zdecydowanie zbyt wiele na głowie. Powinna w tej chwili siedzieć z przyjaciółkami przy butelce wina, powinna się jeszcze bawić, a tymczasem miała na głowie bezpieczeństwo tak wielu ludzi.
To prawda - nosiła naprawdę wielki ciężar na swoich barkach, co tylko świadczyło o tym jak bardzo jest silna. Logicznym było też to, że czasami zwyczajnie nie dawała już sobie z tym wszystkim rady. W takich właśnie momentach chciał przy niej być - pomagać jej, gdy wszystko się wali. Trwać przy niej.
Dlatego stał teraz obok i delikatnie gładził palcami jej policzek. Już zapomniał jak przyjemnym uczuciem jest jej bliskość, jak cudownie jest móc na nią po prostu patrzeć.
Być przy niej.
Te przyjemne rozmyślania przerwały mu jednak jej następne słowa. Od razu można było wyczuć zdenerwowanie w jej tonie, jak widać mieli do tego wszystkiego kompletnie inne podejście, cóż... Doskonale wiedział jak ciężko będzie mu przeforsować swoje zdanie, aczkolwiek nie należał do ludzi, którzy milczą i poddają się woli innych jak potulne baranki. Zwłaszcza, że to dziecko przecież było tak samo jego, jak i jej, prawda?
- Widzę, że podjęłaś decyzję sama. Myślałem, że chociaż spytasz mnie o zdanie. Moglibyśmy o tym porozmawiać. Wydaje mi się, że ta... Sprawa nie dotyczy tylko i wyłącznie Ciebie, Colleen. - powiedział zachowując pełen spokój. Może dlatego, że nie chciał się kłócić, a może dlatego, że ciężko mu było teraz okazywać emocje.
Pewnie, że były w tej chwili ważne sprawy, wiele rzeczy wymagało jej uwagi, ale... To dziecko nie było niczemu winne.
- Według mnie powinnaś to dobrze przemyśleć i nie mów mi proszę, że już to zrobiłaś. To nie jest decyzja, którą podejmuje się z chwili na chwilę. Możesz kiedyś bardzo żałować. - dodał po chwili zastanowienia nie odrywając od niej wzroku. Zaciągnął się dymem tytoniowym szukając w nim choć chwilowego ukojenia...
Czemu ona musiała być taka narwana?
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2018-05-27, 21:34   
  

   2 Lata Giftedów!


Kochałam go. Naprawdę go kochałam. Cholera, był dla mnie najważniejszy, był dla mnie zupełnie wszystkim, ale... Ale nie mogłam się zgodzić na to, że to dziecko przyjdzie na świat. Absolutnie nie mogłam. Moje życie już i tak było spieprzone i zjebane po całości, a ten dzieciak zjebałby i spieprzył je jeszcze bardziej, więc jak dobrowolnie mogłabym się zdecydować na coś takiego? No naprawdę - jak? Dale chyba nie rozumiał pewnych kwestii. Chyba nie rozumiał, że to nie on będzie chodził z wielkim brzuchem przez następne osiem miesięcy. To nie on będzie musiał wypychać z siebie dzieciaka, które nie chciał, przez pewnie jakieś osiem godzin w bólach, męczarniach, bez znieczulenia, bez leków jakichkolwiek i bez lekarza. To nie on będzie (i jest aktualnie) wytykany za bycie chujową Przywódczynią, a to do tego kretynką w ciązy.
Dale kompletnie mnie nie rozumiał, a ja nie uważałam, że to w jakimkolwiek stopniu jest jego sprawa. Tak szybko jak powiedziałam mu o ciąży, tak szybko tego pożałowałam, bo cóż... Chyba on jednak chciał mnie przekonać i walczyć o to, żebym ciąży nie usunęła, ale był na zajebiście przegranej pozycji, bo tak, owszem, ja już podjęłam decyzję i nie miałam najmniejszego zamiaru jej zmieniać.
- Jasne, brawo, dorzuciłeś swoje plemniki, należy ci się medal. - powiedziałam i wywróciłam teatralnie oczami, bo cholera, irytował mnie on i irytowało mnie jego podejście. Czy naprawdę nie mogł mnie zrozumieć? Naprawdę nie mógł zaakceptować tego, że czasy, w których żyliśmy były arcychujowe i serio nie były miejscem dobrym dla dziecka. Było źle, zajebiście źle, a on się teraz chciał w ojca bawić?
- To nie jest twoja sprawa, bo to nie ty będziesz wyglądał jak ciężarówka podczas wojny. To nie ty będziesz bezużyteczny i nie ty będziesz jeszcze bardziej krytkowany, niż jesteś teraz. - uśmiechnęłam się sztucznie. Czułam się chujowo. Nie chciałam się z nim kłócić. Naprawdę nie chciałam. Chciałam po prostu go przytulić, chciałam, żeby mnie objął i żeby mnie całował, i żebyśmy mogli tak trwać w nieskończoność, ale, no cóż, to chyba nie było możliwe.
- Dale... W normalnym świecie... Kocham cię. Chciałabym założyć z tobą rodzinę, ale nie żyjemy w normalnym świecie, rozumiesz? Nie będę w stanie uciekać z dzieckiem na rękach. Nie będę w stanie walczyć, trzymając dziecko. Nie będę w stanie zrobić kompletnie nic, a żyjemy w czasach pieprzonej wojny. A co jak zginę przy porodzie? Będziesz się cieszył, bo będziesz trzymał naszego dzieciaka na rękach? Kim dla ciebie wtedy będę? Cudowną męczennicą, co urodziła ci potomka? Czy chujową przywódczynią, która odeszła od ludzi, którzy na nią liczyli? - patrzyłam mu w oczy i naprawdę chciałam, żeby zrozumiał. Chciałam, żeby mnie nie oceniał, żeby zobaczył, jak beznadziejnym pomysłem było robienie sobie dzieciaków w takich czasach, w jakich przyszło nam żyć.
- I naprawdę to przemyślałam... Dowiedzialam się dwa tygodnie temu i... No cóż, rozmawiałam z Leilah i to jest jedyna słuszna decyzja, Dale. Przepraszam, ale nie ma innego wyjścia. - dodałam już trochę słabiej i ciszej. Miałam ochotę płakać. Płakać z bólu i bezsilności.
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2018-05-30, 18:31   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   2 Lata Giftedów!


No cóż... Mimo uczuć, którymi się darzyli ich wspólna przyszłość na chwilę obecną nie malowała się w jasnych barwach. Nie potrafili się dogadać, od dłuższego czasu każde ich spotkanie kończyło się awanturami, o ile już w ogóle znaleźli czas na rozmowę ze sobą. Mieli inne poglądy, charaktery... Cóż, ale podobno dwie różne połówki potrafią pasować do siebie jak ulał. Dale miał szczerą nadzieję, że tak będzie i z nimi - o ile oczywiście dożyją jakiejkolwiek przyszłości.
Jasne, Fowler mógł nie rozumieć pewnych kwestii, ale mimo wszystko uważał, że dziecko, które aktualnie rosło w jej brzuchu nie jest niczemu winne. Miał wrażenie, że nie mają prawa odbierać mu szansy na życie, nawet, jeśli nie miałby w nim zbyt kolorowo.
- Nie musisz być w stosunku do mnie taka opryskliwa. Umiesz prowadzić normalną dyskusję? Próbuję z Tobą rozmawiać, nie atakuj mnie... Nie jestem przeciwko Tobie, nigdy nie byłem. - odparł zachowując spokój, mimo tego, że skoczyło mu ciśnienie. I wiedział już na pewno, że nienawidzi tego jej wywracania oczami. Strasznie go to denerwowało.
Wysłuchał jej następnych słów i odwrócił wzrok. Wbił spojrzenie w jedno z drzew, jakby znajdowało się tam coś interesującego. Musiał pozbierać myśli, to wszystko było tak cholernie trudne... Z jednej strony mówiła z sensem, ale z drugiej... Cholera, czy będzie sobie potrafił kiedykolwiek wybaczyć to, że pozwolił jej usunąć ich dziecko? Mimo tego, co ona uważała - było ono tak samo jego, jak i jej.
Czy będzie potrafił z tym żyć? A może już nigdy nie będzie mógł spojrzeć w lustro?
- Ja... Słuchaj, myślę, że dalibyśmy radę... Nie wiem jak, ale na pewno jakoś by to było. Pewnie, masz w pewnych kwestiach rację, ale... Ehh, sam nie wiem. Nie wiem, czy nie powinniśmy chociaż spróbować... Właściwie, kurwa, w ogóle mało wiem. - pokręcił głową i przymknął na moment oczy. Przetarł dłonią twarz i ponownie na nią zerknął, by złapać z nią kontakt wzrokowy. Kogo widział, gdy tak na nią patrzył?
Silną kobietę. Dziewczynę, która da sobie radę ze wszystkim - mimo chwilowych trudności. Ale nie tylko. Była też osobą, której ciężko było przeforsować swoje zdanie. To dość... problematyczne. Podobnie jak cała ta sytuacja.
- Zawsze jest wyjście, Col... - mruknął cicho i spuścił wzrok. Jakaś jego część przyznawała jej rację, ale... Był też w jego głowie drugi głos, który wręcz krzyczał, by jej na to nie pozwalać.
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2018-06-02, 20:53   
  

   2 Lata Giftedów!


Popełniłam błąd. Popełniłam błąd, gdy w ogóle zdecydowałam się poczuć cokolwiek do Dale'a, gdy pozwoliłam sobie na chwilę słabości, na głupie złudzenie tego, że mogę być szczęśliwa. To była cholernie chujowa decyzja. Owszem, kochałam go. Kochałam go najbardziej na świecie i nikt nie był dla mnie tak ważny jak on, ale... no cóż, jak widać z tej miłości rodziły się same problemy, a ja do kolejnych narodzin nie chciałam dopuścić.
Nie potrafiliśmy się dogadać. On nie rozumiał mnie, a ja nie rozumiałam, jak on może mnie nie rozumieć. Trwaliśmy w zawieszeniu i nic nie zapowiadało na to, że się pogodzimy, że znów będę mogła wpaść w jego ramiona, cieszyć się jego bliskością... Nasza relacja staczała się w dół, jak ogromna kula śniegu, a ja nie potrafiłam tej kuli zatrzymać w żaden sposób.
Pierwszej części jego wypowiedzi w ogóle nie skomentowałam. Naprawdę nie chciałam się z nim kłócić, nie chciałam z nim walczyć, wiedziałam, że nie jest przeciwko mnie, jako jeden z nielicznych, ale... cóż, tylko tak potrafiłam go od siebie odtrącić i to był jedyny sposób na to, żeby dał sobie ze mną spokój. Nie byłam odpowiednią kobietą dla niego, a już na pewno nie mogłam pozwolić sobie na to, żeby dać mu dziecko.
- No i o tym mówię. Twierdzisz, że dalibyśmy radę, ale nie wiesz jak... - mruknęłam cicho i pokręciłam z zażenowaniem głową - A ja nie mogę pozwolić sobie na niewiedzę. Albo w jedną, albo w drugą stronę, Dale, a tutaj jedyną słuszną stroną jest aborcja. To nie jest świat, na który powinno przyjść to dziecko, bo nie jest niczemu winne, a jak się urodzi, to dość szybko zginie, i jestem tego pewna. - dodałam, patrząc mu głęboko w oczy. Nie byłam w stanie być matką w czasach wojny. W każdej chwili mogłam zginąć, albo zostać porwana do D.O.G.S....
- A co byś zrobił, jakby mnie D.O.G.S. porwało? Mnie i dziecko, które jeszcze się nie urodziło, a które tak bardzo chcesz? Z siedziby D.O.G.S. nie da się uciec, a twoje dziecko ukochane zostałoby szczurem labolatoryjnym. Fajnie, prawda? - chciałam, żeby zrozumiał, jak okropnym i okrutnym pomysłem było pozwolenie na to, żeby nasze dziecko przyszło na świat.
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2018-06-02, 23:39   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   2 Lata Giftedów!


Być może i było to wszystko jednym wielkim błędem, ale w mniemaniu Dale'a i tak warto było zawalczyć o to co jest między nimi. Cóż... Jeśli faktycznie ona uważała inaczej traciło to jakikolwiek sens, ale jeszcze nie padły te najgorsze słowa. Na całe szczęście, ponieważ nie jestem pewien jak Fowler przyjąłby kolejną stratę. Cóż... Co prawda był do tego przyzwyczajony, ale i tak nie wpłynęłoby to na niego zbyt dobrze.
To prawda - nie potrafili się w żaden sposób dogadać. Jeśli chodziło o ich poglądy, to różnili się jak ogień i woda, jak czarny i biały kolor.
Blondyn również to czuł - czuł, jak wszystko im się wali zanim właściwie zaczęli budować coś prawdziwego. Czuł, jak grunt usuwa mu się z pod stóp, czuł, że ona mu się wymyka, a on nie wie jak ją zatrzymać, ponieważ były rzeczy z którymi zwyczajnie nie mógł się zgodzić, natomiast Colleen... Nie obchodziło jego zdanie.
Dziewczyna zignorowała jego pierwszą wypowiedź, co on skomentował krótkim westchnięciem.
Cofnął swoją dłoń, zabrał ją z jej policzka, drugą - tę w której trzymał papierosa ponownie uniósł do ust, by się zaciągnąć. Wypuścił dym i przez moment obserował jak miesza się z powietrzem, zupełnie jakby miał nadzieję, że wraz z tym dymem ulecą z niego wszelkie wątpliwości, oraz negatywne emocje. Tak się niestety nie stało.
Wysłuchał co ma do powiedzenia brunetka i przymknął na moment oczy. Przetarł wierzchem wolnej dłoni po spoconym czole i pokręcił głową z... Niedowierzaniem? Tak, chyba tak.
- Nie możesz być tego pewna. To od nas zależy nasze życie, a gdyby doszło do tego, że faktycznie pojawiło by się na tym świecie dziecko... Od nas zależałoby czy przeżyje. Ja uważam, że jesteśmy w stanie tego dokonać, ale... Cholera, Ty już dawno podjęłaś decyzję nie pytając mnie o zdanie. Widocznie nigdy nie byłem dla Ciebie osobą, która ma cokolwiek do powiedzenia - wzruszył ramionami i zaciągnął się jeszcze kilka razy, po czym odrzucił papierosa na ziemię i przydeptał go butem - tylko po to, by móc się czymś zająć chociaż przez kilka krótkich chwil.
Zaplótł ręce na piersi i ponownie wbił w nią spojrzenie. Tym razem znacznie twardsze, a jego twarz powoli wracała do standardowego wyrazu - obojętnego, zupełnie jakby został stworzony z kamienia, a o emocjach przeczytał na pudełku płatków śniadaniowych.
- Nic bym nie zrobił, bo nie dopuściłbym do tego. A jeśli jednak jakimś cudem tak właśnie by się stało - rozniósł bym całą tą siedzibę tej bandy pedałów i wyniósł was stamtąd na rękach - oto, co bym zrobił. Ale nie ma sensu o tym myśleć - idziesz najprostszą drogą, sama wybrałaś taką ścieżkę. Domyślam się, że nie ma na niej dla mnie miejsca.
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2018-06-03, 02:16   
  

   2 Lata Giftedów!


Czemu byłam taka uparta, a on taki głupi? Czemu ja nie mogłam odpuścić i go zrozumieć, i czemu on nie mógł zacząć być realistą i zrozumieć mnie? Byliśmy tak cholernie skomplikowani, tak strasznie zawili. Sami sobie utrudnialiśmy życie, choć gdybyśmy tylko chcieli, gdybyśmy tylko się postarali i wybrali swoje wzajemnie dobro nad wszystko inne...
Przecież mogłabym uciec. Bractwo nie było tyko i wyłącznie moje. W Bractwie było mnóstwo innych ludzi, którzy na dzień dzisiejszy nadawali się na rolę Przywódcy znacznie bardziej, niż ja się nadawałam. Poradziliby sobie beze mnie o wiele lepiej, a ja mogłabym uciec z Dalem i nawet urodzić mu to dziecko (choć wciąż nie uważałam tego za zbyt dobry pomysł, ale może w końcu obudziłby się we mnie jakiś instynkt macierzyński?), moglibyśmy być szczęśliwi, gdybyśmy tylko chcieli.
I przecież chcieliśmy, prawda?
Problem jednak leżał w tym, że chyba nie potrafiliśmy być szczęśliwi.
Cierpiałam i on też, widziałam to. Nie chciałam go stracić. Był dla mnie wszystkim. Wystarczająco wiele osób straciłam w swoim życiu, wystarczająco wiele osób zawiodłam i wystarczająco wiele osób odwróciło się ode mnie (a dzisiejszego wieczoru kolejne pięć osób miało mnie zdradzić, zrezygnować z jakichkolwiek dobrych relacji ze mną). Nie mogłam pozwolić sobie na to, by stracić również jego, ale... no nie wyobrażałam sobie urodzić. Nie potrafiłam znaleźć rozwiązania, a to, co on mówił... To były marzenia szalonego nastolatka, którym przecież pozornie nie był. Wiedziałam, że on jest świadomy tego, że samodzielny atak na D.O.G.S. i odbicie najpilniej strzeżonego mutanta (którym pewnie byłabym ja), to wcale nie byłaby łatwizna, a jednak wierzył, że tak, że on by mnie - nas - odbił stamtąd i uratował. Był tak cudowny w tym swoim dziecinnym heroizmie, ale z drugiej strony jednak potwornie irytujący, bo jak miałam mu wyjaśnić powagę sytuacji, jak on wierzył w to, że mnie uratuje, pomimo wszystko?
Westchnęłam cicho i przymknęłam na chwilę oczy. Potrzebowałam go. Nie mogłam pozwolić na to, żeby odszedł.
Zbliżyłam się do niego, chciałam zmniejszyć dystans między nami, musiałam go zmniejszyć. Zarzuciłam mu ręce na ramiona i po prostu go pocałowałam. Chciałam, żeby wiedział, że pomimo wszystko go kocham, że kocham go pomimo tego, jak cholernie się ze sobą nie zgadzamy. Oddychałam ciężko, czując te cholerne łzy pod powiekami i licząc na to, że odwzajemni mój pocałunek.
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2018-06-04, 00:12   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   2 Lata Giftedów!


Dale wcale nie uważał się za głupiego - wręcz przeciwnie, uważał, że jej myślenie jest dziecinne. Postępowała - oczywiście w jego opinii - źle i działała z powodu impulsu, mimo tego, że wydawało jej się, że świetnie to przemyślała. Dalej nie rozumiała tego, że on też ma coś w tej kwestii do powiedzenia i właściwie... Kompletnie nie traktowała go jako osobę, która ma coś wspólnego z tym dzieckiem, ale tak przecież było. Nie zastanawiał się na zapas co będzie dalej, wiedział tylko, że sobie poradzą i to właśnie chciał jej przekazać, ale nie potrafił do niej dotrzeć.
Z każdą następną chwilą coraz bardziej wydawało mu się, że to wszystko... To wszystko nie jest tak silne jak mu się wydawało. Miała go za nic, zupełnie jak jego zdanie. Ba, nie zainteresowała się nawet stanem jego zdrowia przez cały ten czas.
On... Cholera, pierwszy raz Fowler naprawdę nie wiedział co powinien dalej zrobić i co o tym wszystkim myśleć.
Jasne, miał doświadczenie w wydostawaniu się z sytuacji pozornie bez wyjścia, ale tym razem... Kurwa, nie miał pojęcia jakie kroki powinien podjąć.
Nie mógł jej przecież do niczego zmusić, prawda? Nie był jednak pewien jak będzie mógł patrzeć na nią normalnie po tym, jak usunie jego... Ich dziecko. Nie wiedział nawet czy będzie w stanie spojrzeć sam na siebie w lustrze jeśli jej na to pozwoli.
Ucieczka wydawała się dobrym wyjściem, ale przecież nie mogli tego zrobić. Za nim dawno wystawiono list gończy - z powodu jego pobytu w jednostce specjalnej, oraz oczywiście jego mocy, a ona...? Ona była aktualnie najbardziej poszukiwanym człowiekiem w Stanach Zjednoczonych. Musieliby oglądać się za siebie na każdym kroku.
Czy nie dostrzegał pozytywnych stron aborcji? Jasne, widział je, ale jednak mimo wszystko uważał, że ten mały człowiek rosnący pod jej sercem nie powinien umrzeć. Powinien dostać szansę. Takie było jego zdanie.
Tłumacząc jej co by zrobił, gdyby ją zabrali... Och, wcale nie miał na myśli samotnego ataku. Dziewczyna nie miała chyba pojęcia jak wiele osób poszłoby za nim i prawdopodobnie nie wierzyła w powodzenie tego planu, ale on wierzył. Nie zgadzali się i w tej kwestii - nic nowego.
Z rozmyślań wyrwał go jednak ruch Colleen. Zmniejszyła między nimi dystans, poczuł jej dłonie na swoich ramionach, poczuł jej oddech, gdy się do niego zbliżyła... Aż wreszcie poczuł jej usta i po raz kolejny poczuł się cudownie. W tej chwili byłby gotów wybaczyć jej wszystko, byleby tylko całowała go tak przez resztę jego życia, ale... Nie mógł tego zrobić.
Jakiś cichy głos w głowie podpowiadał mu, że nie może tak po prostu jej na to pozwolić i o wszystkim zapomnieć.
Odwzajemnił pocałunek, ale po paru chwilach odsunął swoje usta od jej warg.
- To... Colleen, nie załatwimy tego w ten sposób. Ja nie zamierzam Ci na to pozwolić, nie mógłbym, a Ty... Nie zmienisz zdania.
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,04 sekundy. Zapytań do SQL: 6