zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie
wszystkie moce
milio
denerwuję ludzi i mutantów
name:
Mistrz Gry
Wysłany: 2018-05-21, 16:27
Pierwszy tydzień marca okazał się być bardzo ciężkim okresem dla Bractwa - zmagaliśmy się nie tylko z brakami przedmiotów codziennej potrzeby, żywności czy lekarstw, lecz również mierzyliśmy się ze znaczącym uszczupleniem naszej rodziny. Wielu znaczących członków wolało odejść, zniknąć z miejsca, które przez ostatnie lata nazywali domem. To była reakcja łańcuchowa - jeden mutant ciągnął za sobą drugiego.
Nie wiedzieliśmy, czy domorosła misja renegatów się powiodła - do samego bractwa dochodziły różne plotki - jedne o cudownym powodzeniu misji, inne - o rychłej śmierci bohaterów. Media jednak milczały. A to oznaczało, że chcą coś ukryć...
Nie można się więc było dziwić młodej przywódczyni, która zwołała zebranie wśród swej rady, nim mogła wyjść do pozostałych z ogłoszeniem radosnej nowiny - niezbędne było znalezienie nowej siedziby, już teraz. Liczyła się każda godzina, każdy dzień. Wszyscy zwołani przez Colleen dostali jedno proste zadanie - dać swoją propozycję idealnego miejsca, które będziemy mogli nazywać domem...
Zapewne nikogo nie zdziwiło, że na miejscu jako pierwsza pojawiła się Irmina, która w milczeniu oczekiwała na przybycie pozostałych. To właśnie dzisiaj w tym miejscu będzie trzeba podjąć jedną z najważniejszych decyzji nie tylko w ich życiu, lecz również - życiu wszystkich, którzy im zaufali...
Hopper miał cholernie dużo roboty na swojej głowie, chociaż w zasadzie powoli zbliżał się do końca tego wszystkiego. Skoro zadania powoli się kończyły, powinien mieć coraz więcej czasu, ale z jakiegoś cholernego powodu tak się nie działo, a on czuł się tylko coraz bardziej przytłoczony tym wszystkim. Chyba powinien czuć się lepiej ze świadomością, że w końcu coś załatwiał i zostawi swoje sprawy zamknięte.
Po to było to zebranie. By ostatecznie wybrać miejsce, gdzie przeniosą Bractwo i zapewnią mu bezpieczeństwo chociaż na pewien czas. Po to tutaj był, żeby ogarnąć ten syf, po to w ogóle Colleen go tutaj ściągała. Może nigdy nie powinien się na to godzić. Koniec końców, nic z tego nie wynikło, a on za niedługo miał się odłączyć od tej grupy, tym razem definitywnie. Gdyby pod koniec stycznia wiedział ile mu to wszystko zajmie, pewnie nawet nie rozważyłby oferty Marie, a tak byłoby zwyczajnie prościej. Mniej spraw do zamknięcia, mniej ludzi do porzucenia... a oprócz tego była jeszcze Wallace. Cokolwiek właściwie ich łączyło, o ile w ogóle ich łączyło.
Will był na miejscu przed czasem, oczywiście. Nie miał w zwyczaju się spóźniać, ale o dziwo, to nie on był na miejscu pierwszy. Skinął głową Irminie, zanim zajął wygodne miejsce i wyciągnął teczkę z notatkami dotyczącymi miejsc, które wytypował. Nie chodziło o że ich potrzebował - wziął je po to, żeby inni cokolwiek zapamiętali z tego, co będzie mówił.
We have a problem. And when I say problem, I mean global crisis.
Przejmowanie mocy
70
Członek Rady
name:
Damon Cooper
alias:
Blood Prince
age:
28
height / weight:
177 / 83
Wysłany: 2018-05-25, 09:58
Multikonta: Andy Dark
Porządkując sprawy osobiste i przeżywając - na swój sposób - żałobę po śmierci Yvonne, Damon w końcu mógł wrócić do miejsca, które zwykł nazywać domem. Cierpienie, jakie mu towarzyszyło wraz ze śmiercią bliskiej mu osoby było wielkie. Na tyle, że w trakcie swej przeprawy zdołało posypać się kilka wysuszonych z krwi ciał. Na szczęście czas chaosu minął, co skutkowało pojawieniem się antagonisty w progach Bractwa. Nieco zdziwił go fakt, że już na samym wejściu dostał informację o zebraniu członków rady. Już nawet nie pamiętał od kogo. Nie, żeby nie znał posłańca, po prostu - nie było sensu go zapamiętywać. Krocząc w stronę biura, znalazł pokój, przed którego drzwiami postawił torbę z podróży, samemu przechodząc przez wrota. Łoł, chwila! Nim jeszcze zdążył przejść przez drzwi, wyjął z torby Whisky. W końcu wracać z pustymi rękoma? Toż to wstyd!
Gdy znalazł się w pomieszczeniu, rozpostarł ręce, krzycząc z uśmieszkiem na twarzy - Honey! I'm Home! W tym samym momencie spostrzegł stojącą Irminę. Z rozłożonymi rękoma, gotowy do przytulenia, szedł w jej kierunku. - Irmina, kochana moja! Tyle czasu się nie widzieliśmy, a Ty nic się nie zmieniłaś. - Ciągnął wywód, po czym gdy już miał ją przytulić na powitanie, zatrzymał się, zrobił zmieszaną minę i pomachał palcem wskazującym, zakazując sobie dotykanie jej. - Albo lepiej nie. Nie chcę znów być pod wpływem tego twojego magicznego koko dżambo. - Skwitował, dodając lekkie zmieszanie i uśmieszek na twarz. Odwracając się więc na pięcie, jego oczom ukazała się sylwetka mężczyzny, który najwidoczniej nie miał nic innego do roboty, niż grzebanie w papierach. Idąc w jego stronę, odstawił whisky na stole, po czym stanął za nim, złapał go za barki i nachylił się nieco. - Witamy na pokładzie! - Rzucił w jego stronę, nie wiedząc, że ów osobnik był w Bractwie od czasu, kiedy Damon zrobił sobie w nim przerwę. - Jestem Damon. - Przedstawił się, po czym zebrał dwie szklaneczki i nalał do obu. - Masz. Nie krępuj się. Na koszt firmy! - Powiedział z uśmiechem, po czym sam zasiadł niedaleko niego na krześle, trzymając w ręku szklankę. Szybko znalazł sobie stolik, by wyciągnąć na niego nogi i delektować się wygodą i samym whisky.
It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.
telekineza
78%
Była szefowa Bractwa Mutantów
name:
Colleen Marie
alias:
Magnet Girl
age:
25
height / weight:
168/46
Wysłany: 2018-05-27, 21:00
2 Lata Giftedów!
Musiałam coś zrobić. Pomimo tego, że nie czułam kompletnej motywacji, że nie miałam w sobie żadnych sił, że myślałam jedynie negatywnie... Miałam jeszcze te kilka osób, które stały za mną murem, które liczyły na mnie i wierzyły, że im pomogę, że pomogę im przeżyć, że doprowadzę ich do jakiegoś zwycięstwa, że zapewnię im lepszy byt, zmienię ich życia. Nie mogłam sprawić, by we mnie zwątpili, choć ja sama zwątpiłam w siebie już dawno. Mimo wszystko wiedziałam, że skoro mi zaufali... Cholera, nie mogłam nadszarpnąć tego zaufania, absolutnie nie mogłam. I już. Mama przekazała mi władzę mając mnie za silniejszą, niż w rzeczywistości byłam, a ja musiałam chociaż udawać, że daję sobie radę. Musiałam doprowadzić do zmiany siedziby Bractwa. Musiałam zapewnić bezpieczeństwo swoim ludziom.
Dlatego zwołałam to pieprzone zebranie, choć Rada Bractwa była już mocno uszczuplona, po tym, jak musiałam z obozu wyrzucić mutantów, którym zamarzyła się zabawa w superbohaterów, a teraz nawet nie mieliśmy żadnej informacji o powodzeniu tej akcji.
Wkroczyłam do biura ubrana w cholernie gruby sweter, co by przypadkiem nikt nie zauważył, że powoli zaczęłam się zaokrąglać tu i ówdzie. Nadal nie usunęłam ciąży. Dale się nie zgadzał, a ja nie wiedziałam co mam zrobić, żeby mnie nie znienawidził, jak to zrobię.
- Cześć. Dobrze, że jesteście. - powiedziałam, omiatając wzrokiem zgromadzonych i lekko dziwiąc się na widok Damona, ale nie skomentowałam jego obecności, bo istniały ważniejsze sprawy niż dyskusje na temat tego co on tu robił, bo przecież nie było go tak długo.
Usiadłam na kanapie, nie chcąc stać. Wiecznie czułam się osłabiona. Prawie nic nie jadłam i ledwo żyłam.
- Nazwijmy rzeczy po imieniu. W tym tygodniu musimy się przenieść i to jest sprawa naprawdę pilna. - zaczęłam - Nasi ludzie zaatakowali D.O.G.S., więc to kwestia czasu, jak zaatakują nas. - dodałam, a w moim głosie nie było słychać żadnych emocji, bo nie chciałam pokazywać, jak bardzo bolała mnie zdrada i niesubordynacja - Proponuję przeniesienie się do szpitala psychiatrycznego na obrzeżach Tacomy. Z tego co wiem od jakichś piętnastu lat nikt nie przekroczył progu tego miejsca. Ludzie mają je za nawiedzone, więc to dobrze, bo możemy tam zbudować w miarę bezpieczne schronienie. - opowiedziałam o swoim pomyśle, ale wzrok przeniosłam na Hoppera, bo on tu był najmądrzejszy, więc pewnie miał lepszy plan niż mój. I to było okropne, bo ufałam mu bardziej niż sobie. Każdemu ufałam już bardziej niż sobie.
zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie
wszystkie moce
milio
denerwuję ludzi i mutantów
name:
Mistrz Gry
Wysłany: 2018-05-27, 22:33
Gdy tylko drzwi od pomieszczenia się otworzyły, Irmina przywołała na swoją twarz jeden z tych biznesowych uśmiechów, którym obdarowała Williama. Dobrze wiedziała, po co tu jest. Nie trzeba było się na nic rozdrabniać czy tracić głosu, dopóki wszyscy się nie zjawią.
Nigdy jednak się nie spodziewała, że kolejna gęba, która raczy zajrzeć do tego pokoju, będzie należeć właśnie do tego... Wampira. Każdy, ale on? Nie było go od dobrych kilku miesięcy. Wyjechał, gdy wszyscy inni zmagali się z problemami. A teraz wpada tu jak gdyby nigdy nic? I co, może jeszcze oczekiwał przywitania z otwartymi ramionami, chleba, soli i wódki na dzień dobry?
Panna Dymitrov miała jednak resztki honoru, więc nie zamierzała skomentować zachowania mężczyzny. Tym bardziej, że nie minęła nawet chwila, gdy w pomieszczeniu znalazła się przywódczyni.
- Witaj, Colleen. - Mruknęła w kierunku swej przyjaciółki, po czym wysłuchała jej propozycji. Gdy tylko doszło do kwestii zdrajców, kobieta mimowolnie odwróciła wzrok. W końcu jednego z nich sama wpuściła do bractwa.
- To dobry wybór. - Skwitowała krótko słowa Marie, po czym wzięła głębszy wdech - Również starałam się znaleźć dla nas jakieś bezpieczne miejsce. Za miastem, niedaleko lasu, znajduje się stara, opuszczona fabryka. Jej teren jest rozległy, ale już dawno zarosła. Nie będzie jednak trudnością podłączenie w niej prądu czy kanalizacji - możemy bez problemu doprowadzić połączenia do sieci wiejskich. To mogłoby nam zapewnić choć odrobinę normalności... Moglibyśmy też wykorzystać pozostałe tam maszyny, jeśli tylko ktoś zdoła je naprawić. - Dodała na koniec, po czym odwróciła wzrok od zebranych. Widać po niej było, że nie była typem lubiącym przebywać zbyt długo wśród innych...
Hopper obrzucił nowo przybyłego mężczyznę długim spojrzeniem, nawet nie zadając sobie trudu, żeby skomentować tę jego całą szopkę. Oczywiście, że Will rozpoznał w nim Damona Coopera, już od lat uważnie przyglądał się wszystkim co ważniejszym figurom z Bractwa, ale cóż, research najwyraźniej nieszczególnie miał się do spotkania na żywo. Właściwie, ciężko było uwierzyć, że ktoś takiego pokroju i tak odpowiedzialny dostał stołek w radzie, ale jednak, cuda się zdarzały. Hopper zapisał sobie gdzieś w głowie, że spokojnie może wykreślić mężczyznę ze swojej listy ludzi wartych zapamiętania.
Swoją drogą, to był całkiem zabawne, że to on postanowił go powitać w Bractwie. Czy Cooper miał w ogóle pojęcie co się tutaj działo i kim był sam Hopper? Ciekawe czy w ogóle wiedział o czym to było zebranie. Jak to świetnie o nim świadczyło jako o osobie, która właśnie przyszła na zebranie podejmować kluczowe decyzje. Pewnie dlatego Hopper zdecydował się nieco zażartować kosztem Damo na.
- Och, ja nie jestem na pokładzie. Przyszedłem tylko posłuchać - zauważył skromnie, nie dając po sobie nic poznać. - Jestem Will - chyba bezpieczniej było nie używać nazwiska, chociaż w Bractwie znali go jako Axona, Cooper mógł już coś o nim usłyszeć - i naprawdę miło mi poznać kogoś na tak istotnym stanowisku jak pan. Słyszałem, że przez ostatnie dwa miesiące był pan na jakiejś specjalnej misji od Colleen Marie. I niestety, przykro mi, ale nie piję - dodał przepraszającym tonem. Hopper nie był pewien czy to pan nie było już lekką przesadą, ale cholera, choć raz był grzeczny, co z tego że gdzieś głęboko w środku miał niezły ubaw. I co z tego że ten wielmożny pan właśnie popijał sobie whisky z nogami na stole?
A co do tej specjalnej, sekretnej misji... Axon oczywiście znał prawdziwą przyczynę nieobecności mężczyzny. Chciał go po prostu wpędzić w zakłopotanie podnosząc jego zwykłe zniknięcie w momencie, w którym Bractwo go potrzebowało do rangi jakiegoś niesamowitego wyczynu. Niech się zastanawia, jak to wytłumaczyć swojemu najświeższemu fanowi. Albo nie, niech to lepiej zacznie potwierdzać - to mogłoby być zabawne.
Hopper starał się nie zwracać na siebie szczególnej uwagi, kiedy słuchał kolejnych propozycji. Ot, zwyczajny szaraczek, który akurat zrządzeniem losu trafił na ważne spotkanie ważnych ludzi. Dopiero kiedy wszyscy się wypowiedzieli, Will postanowił złamać rolę.
- Cóż, naszym priorytetem powinno być znalezienie miejsca, które trudniej jest przejrzeć, biorąc pod uwagę że bez szczególnego problemu szpiegowałem was przez cztery lata. Las powinien załatwić sprawę satelit, ale ciągle pozostaje kwestia zwiększonego poboru prądu w okolicy. Oprócz tego warto wybrać miejsce, gdzie możliwie najtrudniej będzie nas śledzić - przerwał, żeby wyciągnąć i rozłożyć mapę. - Tutaj - wskazał na punkt otoczony okręgiem - powstaje nowe osiedle, codziennie od godziny ósmej do osiemnastej zwiększone jest pobieranie prądu w sieci. Tutaj - wskazał kilka kolejnych punktów - są przekaźniki telefoniczne. Im mniej jest ich w okolicy, tym ciężej będzie wytropić naszych informatorów. Lasy są zaznaczone na mapie. Pośrodku tego wszystkiego mamy stare magazyny meblowe, niedaleko drogi międzystanowej i niedziałającą elektrownię węglową, bliżej Seattle.
We have a problem. And when I say problem, I mean global crisis.
Przejmowanie mocy
70
Członek Rady
name:
Damon Cooper
alias:
Blood Prince
age:
28
height / weight:
177 / 83
Wysłany: 2018-05-30, 20:53
Multikonta: Andy Dark
Ciężko przyznać, jednak tym razem niezbyt zdawał sobie sprawę z tego, jaki cel miało dzisiejsze spotkanie. Mimo, że wszyscy zdawali się jakoś poruszeni i poddenerwowani myślał, że nic jakoś szczególnego nie miało miejsca. Albo po prostu go to nie interesowało? To też opcja. Mniejsza jednak z tym. Chłód, z jakim potraktowała go Irmina, wcale go nie dziwił. Wręcz przeciwnie, spodziewał się takiej reakcji. Jednak nawet się tym nie przejął. W jego głowie krążyło wiele innych myśli, odstawiając Irminkę na szary koniec.
- Można tak powiedzieć. - Powiedział, zwracając się do Hoppera z lekkim uśmiechem na twarzy, na której rysowało się też lekkie zmieszanie.. Wiadomym było, że wiele wiedział. - Czy to możliwe? - Zaintrygowała go postać Willa. Widać było, że chłopak obeznany i głowa nie służyła mu tylko do ozdoby. Lepiej mu się przypatrzeć przez dłuższą chwilę. Gdy Colleen zjawiła się w pokoju, od razu zauważył również u niej niepokojące objawy. Czy ten sweterek nie jest czasami za gruby? Coś się święci, problem tylko, że nie był w stanie dokładnie wskazać rodzaju ów zdarzenia. Wtedy do jego uszu dotarła informacja o ucieczce kilku mutantów i ataku na D.O.G.S. Nie potrzebował ani chwili, by domyślić się, że Ronnie na bank musiał być w tym zamieszany. Zacisnął lekko pięść, opuszczając nogi na podłogę, spoglądając na chwilę w szklankę. - Pieprzony Ronnie! - Przeklął go w myślach, starając się znaleźć dla niego dobry powód na usprawiedliwienie się. Brak jakikolwiek pomysłów wprawiał go tylko w większą frustrację. Z okopów nieprzyjemnych myśli zdołała go uwolnić Col, która przedstawiła plan na nowe miejsce. Każdy z ich pomysłów na nowe miejsce miał przyszłość i gdyby nie fakt, że tak szybko został wezwany przez radę, pewnie sam postarałby się znaleźć jakieś miejsce dla nich. Wstając z krzesła wraz ze szklanką w dłoni, zrobił kilka kroków, by później wrócić do tego samego miejsca. Czy pomagało mu to myśleć? Nie wiadomo, jednak w takiej sytuacji nie mógł siedzieć na dupie. Nie, gdy losy ich ludzi wisiały na włosku. Musiał coś wymyślić. Tylko jak znaleźć dobre miejsce, mając mało czasu do namysłu?
It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.
telekineza
78%
Była szefowa Bractwa Mutantów
name:
Colleen Marie
alias:
Magnet Girl
age:
25
height / weight:
168/46
Wysłany: 2018-06-02, 21:02
2 Lata Giftedów!
Nie wierzyłam w swoje decyzje. Nie wierzyłam w siebie, już kompletnie, ani trochę. Czułam się rozbita, zarówno psychicznie, jak i fizycznie. Liczyłam jednak na to, że żaden z członków Bractwa nie zorientuje się tak szybko, jak ogromnym wrakiem człowieka byłam. No ale czułam się tragicznie, to na pewno... Zostałam zdradzona przez członków Bractwa, nie miałam prawie kontaktu z Dalem, nadal byłam w ciąży, a moja przyszłość nie malowała się w jasnych barwach. Było cholernie źle, a ja resztkami sił starałam się trzymać życia, udawać, że wszystko jest okej, że jakoś się trzymam i że wcale nie jestem taką pizdą, za jaką się w rzeczywistości uważałam.
Cieszyłam się jednak cholernie, że nie ja jedna miałam jakąś propozycję miejsca, w które powinniśmy przenieść Bractwo Mutantów. Wierzyłam, że propozycje mutantów zgromadzonych ze mną w gabinecie będą znacznie lepsze od tej mojej.
No ale... Propozycja Irminy wcale nie przypadła mi do gustu. To nie był taki dobry pomysł. Mutanci nie mieli by gdzie spać, nie mielibyśmy wystarczająco łóżek. Może jakaś kuchnia i łazienki by się znalazły, ale nie mogłam pozwolić na to, by członkowie Bractwa musieli spać na podłodze... A nie byliśmy w stanie przynieść tylu materacy, by nie zwrócić na siebie uwagi świata.
I wtedy wypowiedział się Hopper, a jego propozycja wydawała się już znacznie lepsza, choć nadal, to nie było to... Przyglądałam się jak pokazuje na mapie miejsce, do którego moglibyśmy się przenieść, i nadal nie byłam pewna, czy było idealne.
- Musimy podjąć decyzję już teraz, a jutro zacząć przenosiny. - zarządziłam i omiotłam wzrokiem zebranych. Musieliśmy głosować.
zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie
wszystkie moce
milio
denerwuję ludzi i mutantów
name:
Mistrz Gry
Wysłany: 2018-06-08, 15:38
Widząc, jak Hopper urządza sobie żarciki z Damona, mimowolnie zakryła swoje usta, co by powstrzymać chichot. Co jak co, robienie z niego debila dawało jej swego rodzaju satysfakcję.
Nie to jednak było teraz najważniejsze, więc gdy tylko temat przeszedł na rzeczywisty wybór nowego miejsca, natychmiast przywołała się do porządku, prostując swoją postawę i biorąc głębszy oddech.
- Te magazyny wydają się bardzo kuszącą opcją... - Skomentowała krótko podane propozycje. Pewne było, że właśnie to będzie jej typ. W sumie... Dziwne, że sama nie wpadła na ten trop.
- Musimy korzystać z każdego ułatwienia. Jeśli ostały się tam jakiekolwiek meble... Przeprowadzka będzie dużo łatwiejsza. - Dodała po chwili, próbując uargumentować swoją zmianę zdania.
Szczerze mówiąc, Hopper był nieco rozczarowany, że nie zobaczył w oczach Coopera szczególnie dużo szoku, kiedy nagle zmienił swoje zachowanie o sto osiemdziesiąt stopni. To było... jak żart bez puenty. Cóż, trudno, Will nie miał zamiaru szczególnie za tym rozpaczać, a już z pewnością nie wtedy, kiedy mieli decyzję do podjęcia.
- Znasz moje zdanie, Colleen - odpowiedział jej, po tym jak rzucił dłuższe spojrzenie Irminie. To było do przewidzenia, ale i tak się cieszył, że ktoś popierał jego zdanie. - Uważam, że bezpieczniej będzie się ukradkiem podpiąć do sieci niż próbować załatwić generatory i wyciszyć miejsce. Oprócz tego, historie o nawiedzonych miejscach często przyciągają dzieciaki.
Will w końcu przeniósł swoje spojrzenie z Marie na Coopera. Nie sądził, że mężczyzna będzie miał cokolwiek błyskotliwego do powiedzenia, ale cóż, Hopper lubił się pozytywnie zaskakiwać. Może to była tylko technika pijanego mistrza. A jeśli nie - nie miał zamiaru tracić więcej czasu. Za mało mu go zostało, żeby mógł sobie na to pozwalać.
_________________ Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
We have a problem. And when I say problem, I mean global crisis.
Przejmowanie mocy
70
Członek Rady
name:
Damon Cooper
alias:
Blood Prince
age:
28
height / weight:
177 / 83
Wysłany: 2018-06-14, 16:35
Multikonta: Andy Dark
Słuchał każdego po kolei, starając się wpaść na jakiś błyskotliwy pomysł odnośnie naszego przyszłego domu. Trzeba przyznać, nie było już zbyt wiele do powiedzenia. Większość lepszych miejsc albo została wytypowana przez zebranych tutaj albo była zbyt daleko, a czym dłuższa przeprowadzka, tym większa szansa na niebezpieczeństwo. A to jest coś, czego w obecnej chwili chcieliśmy uniknąć za wszelką cenę. Jego myśli krążyły wokół opcji Colleen i Williama. Nie to, że zignorował Irminę, broń Boże! Po prostu chciał jej zrobić na złość i wyrzucił jej pomysł do mentalnego kosza na śmieci. Gdzieś z tyłu głowy latały również myśli o Ronnim. Nie wiedział, czy jest cały, czy nie potrzebuje pomocy. Bezczynne siedzenie tutaj frustrowało go i to bardzo, co pewnie dało się po nim poznać. Im szybciej mogliby się przenieść, tym prędzej zdołałby dostać się do ziomka.
- Nie tylko dzieciaki. - Zwrócił się do Hoppera, nie spoglądając na niego. - Ostatnio coraz więcej słyszę o ludziach, którzy dla adrenaliny chadzają w takie miejsca. Do tego trzeba dodać cały osprzęt nagrywający, wykrywacze ciepła i inne pierdoły. Byłoby zbyt wiele problemów z takimi ludźmi. I jeśli z dzieciakami nie byłoby problemu rozwiązać ich najścia pokojowo, to z dorosłymi ludźmi najprawdopodobniej musielibyśmy walczyć, co tylko skutkowałoby kolejną przeprowadzką. - I chociaż zajebiście podobała mu się idea nawiedzonego domu, musiał wybrać rozważniejszą opcję. W tym momencie zaś odwrócił się do Hoppera. - Magazyny brzmią w porządku. - Oznajmił krótko, zgadzając się z facetem.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum