Człowiek wiele rzeczy przeżyje. - Te słowa sprawiły iż Viggo zacisnął szczęki. Przed jego oczami znów stanęła dziwna sala i mężczyzna, zwany przez niego Rzeźnikiem. Hej, dalej, naostrzcie nóż Zacisnął na chwilę oczy by odgonić od siebie wspomnienia. Już nie był tym małym, bezbronnym chłopcem którego każdy mógł skrzywdzić. I bez używania swojej mocy był niebezpieczny. Na szczęście słabnąc światło ukryło jego zmęczoną twarz. Za każdym razem gdy przypominał sobie przeszłość był zmęczony. Zmęczony wiecznym udawaniem że jest już dobrze, że wcale nie ma ochoty spuścić bomby atomowej na tą zasrana Rosję. Wyluzuj stary, rozwalisz coś później
Na wzmiankę o klimacie uśmiechnął się tylko.
- To miejsce ma klimat, po prostu go nie widzisz .- Stały bywalec podrzędnych spelunek z pewnością doceniłby te wysłużone stołki, poprzecierane stoły i smak najtańszego piwa. No ale co kobieta mogła wiedzieć o takich miejscach. Widać było iż zwykle bywała w bardziej ekskluzywnych lokalach niż ten, skąd też mogła docenić znikome piękno tego miejsca? No właśnie.
Skończył wcześniej wspomniane czynności i gdy tak siedział i palił papierosa kobieta wspomniała o zalaniu wodą.
-Nie zaleje, podłoga jest krzywa, jak już zbierze się trochę wody przy wyjściu – Powiedział zadowolony widząc spojrzenie kobiety. No, zawsze to lepsza informacja niż to, iż mogą zostać zalani, poza tym bar był wysoki a póki papierosy i alkohol są bezpieczne dla niego było wszystko w najlepszym porządku. Trzeba mieć jakieś wartości w życiu.
Nie podobało mu się jak kobieta zapytała o ich poprzednią rozmowę. Przyjrzał się jej uważnie. Widać było iż chce uzyskać od nich jakieś konkretne informacje, nie wiedziała chyba jednak iż w przyzwoitym półświadku każda informacja miała swoją cenę. On doskonale wiedział ile kosztują wiadomości, w końcu sam nimi handlował i nie miał zamiaru dzielić się z tym co wiedział, bądź usłyszał w barze za darmo, o nie. Wzruszył więc ramionami.
- Ja to tylko słyszałem od klientów że ktoś zaczął strzelać a jedna z policjantek miała naprawdę fajny tyłek – Powiedział wyszczerzając się, po czym zaciągnął się papierosem. Gdy chłopak powiedział o bilardzie wstał, zabrał kilka świeczek i ruszył w kierunku stołu. Słuchał uważnie słów chłopaka i nie postanowił przerywać im rozmowy, ciekaw był jak na te słowa zareaguje kobieta, jej zainteresowanie marszem wydało mu się naprawdę interesujące, w końcu po co jej to było? Słuchał uważnie ich wymiany słów w międzyczasie rozstawiając podgrzewacze na stolikach obok stołu, przysuwając je trochę do stołu bilardu a cztery z nich wylądowały na każdym z rogów stołu do bilardu. Dopalił w międzyczasie papierosa to też podszedł do baru na chwilę, by go ugasić. Następnie wrzucił monetę do stołu, wyjął bile, ustawił je i rozbił. Uśmiechnął się widząc jak jedna z nich wpada do dziury. Podszedł do Lucasa i wręczył mu kij.
-Moje całe, twoje połówki – Powiedział, po czym spojrzał przelotnie na kobietę.
finansistka i członek zarządu GC, współwłaścicielka Trailor Pharmacare Inc
name:
Margaret Trailor
age:
28 lat
height / weight:
168/55
Wysłany: 2018-05-20, 13:56
Multikonta: Fay
Marg nie odpowiedziała nic na słowa mężczyzny. Jak dla niej miejsce było zatęchłe i raczej mało przyjemne, a alkohol i dym papierosowy wsiąkł już chyba wszędzie, gdzie było to możliwe. Nigdy nie wybralaby tego miejsca na spotkanie ze znajomymi czy posiedzenie przy kieliszku alkoholu.
Jak się spodziewała, brak świateł i świeczki zrobiły całą robotę. Ale już niech barmanowi będzie, to miejsce po prostu nie potrafiło jej się spodobać. Zbyt wiele rzeczy było tu przypadkowych i niedopasowanych, co ani trochę nie trafiało w jej gust.
I świetnie. To z wodą nie mówiła na serio, a dostała odpowiedź jak najbardziej poważną i nie mogła powiedzieć, żeby jakoś ją to uspokoiło. Pocieszał ją jedynie fakt, że w każdej chwili mogła kazać odwieźć się do domu i zostawić całe to miejsce i ludzi za sobą.
Przeniosła wzrok na Lucasa, bardzo dobrze maskując zaskoczenie obojętną miną. Szczerze to znała prawdę, swoje też wiedziała i nie sądziła, żeby chlopak mógł powiedzieć jej coś, czego wcześniej nie wiedziała. Była po prostu ciekawa jego punktu widzenia.
- W wiadomościach mówili, że to mutanci zaatakowali pierwsi. Chociaż... nie pierwszy raz przekłamaliby informacje, a mnie osobiście tam nie było - powiedziała spokojnie, wzruszając lekko ramionami. Umyślnie nie pokazywała swojego stanowiska w tej kwestii wiedząc, że gdyby zaraz zaczęłaby mówić to, co naprawdę myśli, pewnie wzbudziłaby wiele kontrowersjii. Nie mówiąc już o tym, że nie znała swoich rozmówców i zwyczajnie trzeba było być ostrożnym.
- Wow, widzę masz tu naprawdę wiarygodne źródło informacji. Same najistotniejsze fakty - uśmiechnęła się kątem ust, cóż, całkiem szczerze. Plus dla barmana, bo osób, które były w stanie ją rozbawić, było niewiele. A naprawdę nie miała jakiegoś wielkiego parcia na to, żeby dowiedzieć się tu czegoś nowego. Ba, pokusiłaby się o stwierdzenie, że mogłaby wiedzieć więcej niż ta dwójka razem wzięta, więc naprawdę bardziej chodziło jej o fakt, jak ludzie odbierają całe to zdarzenie, a nie o jakieś wartościowe wiadomości.
Ona w bilard nie grała i nie miała zamiaru grać, więc po prostu założyła nogę na nogę i przystawiła do ust szklankę z wodą, z odległości obserwując to, co dzieje się na stole.
Kiedy usłyszałem że ktoś zaczął strzelać kiwnąłem głową.
-Prawda ktoś zaczął strzelać w tych głupich polityków co nie potrafią już zadbać o swoje bezpieczeństwo. W ogóle jaki mutant jest na tyle chory by chcieć wytępić swój gatunek? To chore- Stwierdziłem po czym podszedłem do stołu od bilardu i chwyciłem za kij podany mi przez Viggo. Grałem już parę razy w bilarda więc uderzyłem w białą bilę celując w połówki tak by bila trafiła prosto do dziury. Udało się więc zaraz potem ponownie uderzyłem w jedną z bil połówek jednak tym razem mi się nie udało więc stanąłem z boku.
Viggo zastanawiał się nad ich słowami i konfrontował je z tym, co sam się dowiedział. Ot podsłuchane rozmowy, nie kiedy jakaś dyskusja między tymi, którym udało się jak najszybciej z tamtąd zwiać. No, bo który szanujący się kieszonkowiec przegapiłby taką okazją? Właśnie, on też żadnego takiego nie znał. Sam osobiście nie wiedział co ma o tym myśleć, ot kolejna niby pokojowa akcja zakończona w taki a nie inny sposób przed dwie strony którego zupełnie go nie obchodziły, no chyba że któraś płaciłaby dużo za informacje.
Zaśmiał się, słysząc odpowiedź kobiety.
- Najważniejsze jakie tylko można było usłyszeć przy barze, Swoją drogą nago wyglądała jeszcze lepiej - Wyszczerzył się cwanie po czym spojrzał na Lucasa, gdy ten odbierał od niego kij. Cóż, widać było gołym okiem iż tamto wydarzenie po nim nie spłynęło, nie mniej jego punkt widzenia był całkiem trafny, przynajmniej jak na jego pokręcony rozum. Gdy model rozbijał bile Viggo podszedł do baru i sięgnął swojego drinka po czym opróżnił szklankę duszkiem.
-Nieźle - Klepnął przyjaźnie mężczyznę w ramię po czym sam wycelował i wbił jedną bilę, później drugą. Nie chciał jednak zakończyć szybko gry to też umyślnie nie trafił w zieloną bilę.
- Mogę spytać co panienkę przywiało do tak podłego lokalu?- Zaczynała go interesować. Kobieta odstawała i to bardzo od młodych metalów lub podstarzałych kurewek które nie raz tu widywał. Na pierwszy rzut oka widać było iż wcale tu nie pasowała. Ba wydawała się wręcz jak wyrwana z bajki o czerwonym kopciuszku i buissneswoman. Uniósł jedną brew, przyglądając się jej z zaciekawieniem.
finansistka i członek zarządu GC, współwłaścicielka Trailor Pharmacare Inc
name:
Margaret Trailor
age:
28 lat
height / weight:
168/55
Wysłany: 2018-05-22, 22:07
Multikonta: Fay
Marg uniosła minimalnie prawą brew, nie spuszczając czujnego spojrzenia z Lucasa. GC i DOGS robili wszystko, co w swojej mocy, żeby zatrzeć wszystkie ślady, zniszczyć dowody dotyczące Haywella, a chłopak... mówił o tym ot tak, po prostu, w barze, przy nieznanych mu osobach. Było to co najmniej, hmm... nierozważne? A przy okazji również niepokojące, bo to by znaczyło, że tą sprawą jednak nie zajęto się tak, jak powinno.
- Masz rację, to chore - przytaknęła mu, kątem oka zerkając na swój telefon, czy przypadkiem nie wrócił jej sygnał. Ale niestety, zasięgu nadal nie było - Mutanci powinni się wspierać, trzymać się razem. Tworzyć społeczność, jak to jest w przypadku Bractwa. Zgodzisz się ze mną, prawda? - spytała, unosząc lekko kąciki ust i zsuwając się z hokera, żeby stanąć na ziemi i kilkoma spokojnymi krokami pokonać dzielącą ją od stołu bilardowego odległość - Chyba jeszcze się sobie nie przestawiliśmy - powiedziała, bo chyba najwyższy czas, żeby wymienili się imionami i nazwiskami, prawda? Uprzejmość tego wymagała. A potem... kto wie na jakie tory zejdzie ta rozmowa?
- Waga informacji rośnie wraz ze przełkniętymi procentami, co? - spytała, przekrzywiając lekko głowę i wracając spojrzeniem do barmana. Ten zdecydowanie mniej się jej podobał, był... ostrożny, podejrzliwy. Nie, żeby jakoś skutecznie potrafiła bawić się w przesłuchania, jednak mężczyzna zdecydowanie mocniej trzymał język za zębami.
- Cóż, no wiesz... byłam w okolicy, zaczęło padać. Nie chciałam zmoknąć, więc weszłam do pierwszego lepszego pomieszczenia, a teraz... zdaje się, że utknęłam tu z wami. Przynajmniej dopóki trochę nie przestanie padać - wzruszyła lekko ramionami, beztrosko sprzedając tą krótką historyjkę, która... cóż, jakby nie patrzeć była prawdziwa.
Kiedy Viggo klepnął mnie w ramie uniosłem nieznacznie prawy kącik ust co miało być w moim mniemaniu uśmiechem. Zazwyczaj uśmiechałem się tylko do obiektywu i w czasie kręcenia czegoś dla fanów i nie tylko.
-Bractwo? Mówisz o tym ruchu oporu ze strony mutantów?- Spytałem kobiety zaciekawiony jak mi odpowie. Sam jako członek F.P.T.P. nie raz słyszałem o bractwie mutantów którym niektórzy z F.P.T.P. pomagali dostarczając różne rzeczy. Sam miałem pewien okres kiedy zainteresowanie moją osobą spadało i chciałem do nich dołączyć jednak zrezygnowałem sądząc iż bardziej przydam się mutantom kiedy nie będę się chował (nie miałem jednak zamiaru pokazać swoich mocy). Kiedy tylko barman wykonał swój ruch chwyciłem za kij by zaraz uderzyć w jedną bilę połówkę która trafiła do dziury a potem w drugą która także trafiła, jednak za trzecim razem mi się nie udało. Oddaliłem się więc.
Mężczyzna przyglądał się ich rozmowie dedukując które z nich wie więcej. Nie żeby jakoś specjalnie go to ciekawiło, co to to nie, było to jednak jego stałym przyzwyczajeniem by oceniać ludzi po tym, jak cenne informacje są w stanie posiadać. Szybko jednak przestał, nie mógł grać w swoje gierki z dwoma naraz, nie miał też zamiaru paplać głupot o sprawach, które na dobrą sprawę go nie obchodziły. Przyjął więc pozę jak najbardziej obojętnego wbijając wzrok w jedną ze świeczek.
Słysząc o przedstawianiu się, rzucił jej złośliwe spojrzenie.
- Och spewnością byśmy mieli okazje gdyby panienka nie wparadowała i nie zaczęła się czepiać – Powiedział pół żartem, cóż nie miał zamiaru przedstawiać się pierwszy, nie dlatego że się jej bał, raczej dlatego iż jego wredna natura bardzo chętnie wychodziła na wierzch gdy tylko mogła a ta tu, mała kobietka wyzwalała w nim jedne z gorszych rzeczy jakie mógł mieć, szczerze mówiąc nawet ją za to polubił.
- Im więcej procentów tym ciekawsze rzeczy się słyszy, mimo iż połowa to bełkotliwe brednie. Co do tyłka policjantki jednak mieli rację. – Powiedział uśmiechając się pod nosem i wspominając swój ostatni podbój, nawiasem mówiąc wcale nie taki trudny. W końcu ktoś musi koić skołatane nerwy biednych niewiast.
Viggo pokiwał głową słysząc jej opowieść. Fakt, utknęli tutaj w trójkę. Zbiegiem dziwnych wydarzeń tkwił w tej spelunie z modelem i dziwną, nie pasującą tutaj kobietą. Co jeszcze się wydarzy? Osobiście liczył na magicznego skrzata z flaszką niedopitką i fajką niedopałką. Gdyby od niego to zależało z pewnością wybrałby sobie ciekawsze, a na pewno więcej pijące towarzystwo. Bierz co masz, czy jakoś tam..
Skupił się na grze, niestety tym razem nie wbił żadnej z bil. Wyjął z kieszeni kolejnego papierosa, odpalił go i zaciągnął się dymem. Po czym ostentacyjnie wzruszył ramionami.
- Osobiście mam na to, jakby ładnie rzec wyjebane. - Skwitował po czym założył ręce za głowę.
finansistka i członek zarządu GC, współwłaścicielka Trailor Pharmacare Inc
name:
Margaret Trailor
age:
28 lat
height / weight:
168/55
Wysłany: 2018-05-26, 18:29
Multikonta: Fay
Cóż, miała nadzieję, że pójdzie trochę... łatwiej? Ale najwidoczniej to nie miał być jej szczęśliwy dzień. Zresztą... sama nie wiedziała, czemu starała się coś osiągnąć, w końcu w gc od tego mieli ludzi. Chyba po prostu się nudziła.
Jednak widząc, że chłopak nie za bardzo wie o co chodzi, postanowiła odpuścić.
- Chyba... nie wiem, nie wiem za dużo na ten temat. Słyszałam, że dają schronienie osobom z uaktywnionym genem x - powiedziała tylko, wzruszając lekko ramionami, starając się brzmieć neutralnie.
- Panienka nie zwracała się do ciebie. Tylko do niego - powiedziała, przenosząc wzrok na Lucasa, bo to on mówił ciekawe rzeczy i to jego nazwisko chciała poznać.
Uwagę o policjantce puściła mimo uszu, bo jakoś nie szczególnie chciało jej się poruszać takie tematy w takim towarzystwie.
- A co, mutanci znaleźli ci za skórę? - spytała z lekkim zaciekawieniem, unosząc brwi ku górze. Czyżby znalazła w osoby barmana... hmm, coś na kształt bratniej duszy?
Kiwnąłem głową słysząc słowa kobiety. Tak powinni się zachowywać mutanci. Wspierać się a nie wybijać nawzajem. Myśląc o tym poczułem w ustach kwaśny posmak. Przełknąłem to nie wiedząc zbytnio czym było to wywołane.
-Jestem Lucas Hope- Przedstawiłem się zerkając na nią z ukosa po czym wróciłem do gry. Na razie wydawało mi się iż wygrywałem jednak kiedy uderzyłem w białą bilę która miała trafić w jedną z połówek poleciała inaczej, tak trącając czarną bilę że ta wpadła do dziury. Skrzywiłem się po czym wzruszyłem ramionami odkładając kij.
Viggo założył ręce na piersi słysząc słowa kobiety, jednak nie miał zamiaru ich komentować. Posłał jej tylko wredny uśmieszek. Cóż, mogła dokładniej określić o kogo jej chodzi. Nawet go to nie zdziwiło, iż nie przejęła się za bardzo jego osobą. W końcu był tylko dla niej podrzędnym barmanem. Może to i lepiej? Nie lubił wzbudzać zbyt dużego zainteresowania wśród ludzi, wystarczy że i tak zapada im w pamięć gdy tylko zobaczą ręce pokryte bliznami. Słysząc jej pytanie o mutantów szybko przewertował wszystkie za i przeciw, wybierając najlepszą możliwą odpowiedź, po czym obojętnie wzruszył ramionami.
- Mutanci.... Są jak szczury w mieście. Na razie tylko kilka osób ma z nimi problemy i chce je wybić. Mogą zacząć się rozprzestrzeniać ale mogą również zginąć nim to się stanie. Tu nie mieliśmy jeszcze problemu ze szczurami dlatego też mnie nie obchodzą. Proste. - Och, jakże cudowna ironia, mutant mówiący o tym iż należy takich wyplenić. Musiał się zabezpieczać, w końcu nikt nie wiedział o jego mocach, co było dla niego bardzo korzystne. Przyglądał się reakcji dwójki stojącej obok z zaciekawieniem. Gdy Lucas wbił czarną bilę mężczyzna uśmiechnął się do niego po czym odłożył kij na miejsce. Cóż, chłopak nie wyglądał jakby był skory do kolejnej rozgrywki.
- Dzięki za grę -Och, te barowe konwenanse. Viggo wrócił za bar i usiadł na swoim stołku.
finansistka i członek zarządu GC, współwłaścicielka Trailor Pharmacare Inc
name:
Margaret Trailor
age:
28 lat
height / weight:
168/55
Wysłany: 2018-06-16, 12:30
Multikonta: Fay
Och tak, powinni. Jakże byłoby pięknie, gdyby ci zmutowani kretyni zebrali się wszyscy w jednym miejscu, cudownie zjednoczeni. A potem znalazłby się taki jeden, co by ich wszystkich wydał, a wtedy GC i DOGS spokojnie zajęliby się resztą.
Oh, wait...
Margaret zakodowała sobie w umyśle to nazwisko. Lucas Hope. Uczestnik marszu pokojowego, prawdopodobnie będący po stronie mutantów, patrząc na po jego zachowaniu gdy o tym wspomniała. Ech, gdyby nie brak zasięgu odpowiednia informacja już teraz zostałaby przesłana smsem do Very albo Louanne, by mogły się tym zająć. Lucas zostałby zgarnięty jeszcze przy wyjściu z baru i władowany do czarnej furgonetki.
- Lucas Hope? Powinnam cię skądś znać? - spytała, marszcząc delikatnie brwi. Konsternacja była szczera, naprawdę kojarzyła to nazwisko, musiała usłyszeć kiedyś coś podobnego, a wydawało jej się, że mieła całkiem niezłą pamięć do nazwisk.
Cóż, nie widziała powodu, dla którego miałaby sobie zaprzątać głowę Viggo, pewnie w przeciągu kilkunastu minut opuści ten bar i nie zobaczy go już nigdy więcej. Za to Lucas... był ciekawy pod tym względem, że wiedział chyba odrobinkę za dużo i co gorsza, wcale się z tym nie krył. A tacy ludzie zagrażali organizacjom, które próbowały kontrolować przepływ informacji dla bezpieczeństwa ogółu.
Trailor uśmiechnęła się pod nosem na słowa barmana, jednak nie dla tego, że miała zamiar mu przytakiwać. Po prostu... była to odpowiedź idealna. Ani nie wskazywała na to, że stoi murem za mutantami, ani że popiera działania rządu. Dużo słów, z których tak naprawdę niewiele wynikało, ale za to wskazywało na to, że ktoś tu jednak miał głowę na karku i nie kłapał na prawo i lewo na temat swoich przekonań. No proszę, Margaret chyba go nie doceniła.
- Sporo słów, mało treści. Zwykła ostrożność, czy nauczony doświadczeniem, że w takich miejscach nigdy nie wiadomo, kto słucha? - spytała, dopiero teraz poświęcając mężczyźnie trochę więcej uwagi. A gdy tamci skończyli grać, Marg także przeniosła się z powrotem na stołek barowy.
Słysząc pytanie dziewczyny jedynie pokręciłem głową. Jeśli mnie nie kojarzyła niech tak będzie nadal. W końcu spojrzałem za okno opierając łokcie o jego parapet i wpatrując się w widok za nim. Ten gest powinien dać znać tej kobiecie oraz Viggo że nie miałem ochoty na rozmowy. Miałem nadzieję że szybko się stąd urwę. W końcu agent może się dosyć zniecierpliwić jeśli nie będę odbierał od niego telefonu a w tym miejscu mimo iż sprawdzałem co jakiś czas nie było zasięgu. No cóż chociaż będę miał ubaw wiedząc o tym ile najadł się stresu w pracy. Oh jakiż ja niemiły. Nie zdawałem sobie nawet sprawy że na moją twarz zawitał dosyć niecodzienny spokojny choć nieco melancholijny uśmiech.
Mężczyzna zaśmiał się na słowa kobiety, cóż kto jak kto ale on doskonale wiedział jak grać w gry, które obecnie prowadzili zarówno mutanci, jak i rząd. Całe swoje życie spędził na rozgrywaniu podobnych gierek to też czuł się niemal w swoim żywiole. Słowa jakie wypowiedział miały jednak bardzo dużo w sobie prawdy. Nie obchodzili go mutanci mimo iż on również posiadał moce. Nie obchodziła go ich organizacja ani to co rząd chciał z nimi zrobić. Jedyne co go obchodziło to jego własne bezpieczeństwo i jego własne sprawy a obecny konflikt przynosił mu tylko zyski.
- Po prostu nie mieszam się w nie swoje sprawy - Odpowiedział jej po czym wzruszył ramionami. Pogoda za oknem powoli zaczynała się uspokajać to też mężczyzna sprawdził swój telefon, niestety nadal był bez zasięgu to też zaklął pod nosem po czym spojrzał na zebranych.
- Pijecie ze mną czy wolicie stać tak jak widły w gnoju? - Zapytał przyglądając im się uważnie. No, miał dość sztywnej atmosfery a jeśli potrwa ona jeszcze dłużej zacznie chyba sprzątać na zapleczu. On również chciał się stąd już wydostać, miał dość podejrzliwego wypytywania kobiety o mutantów, wolał skorzystać z okazji open baru i się zabawić.
finansistka i członek zarządu GC, współwłaścicielka Trailor Pharmacare Inc
name:
Margaret Trailor
age:
28 lat
height / weight:
168/55
Wysłany: 2018-07-07, 17:40
Multikonta: Fay
Barman kazał się być o wiele bardziej rozsądniejszy od lalusia, z którym wcześniej rozmawiała. Jednak czy to ją jakoś bardzo interesowało? Siedziała tu tylko dlatego, że wejście było zablokowane, a zasięg przerwany i tyle. Starała sobie jedynie jakoś urozmaicić czas oczekiwania.
Być może nawet trochę się to udało. Kilkanaście minut minęło całkiem sprawnie i Marg z uśmiechem na ustach przyjęła fakt, że wrócił jej zasięg. Wtedy wystarczyło już tylko napisać odpowiedniej osobie gdzie się znajduje i to wystarczyło. Teraz tylko trzeba było jeszcze troszkę poczekać.
- Nie, ja już niestety będę musiała was opuścić - powiedziała, a po jej głosie było słychać, jak to rzeczywiście mocno ubolewa nad rym faktem. Podeszła do baru, ale już tylko po to, żeby zabrać swoje rzeczy. I teraz co miała powiedzieć? Do zobaczenia? Chyba niekoniecznie - Żegnam - rzuciła więc, kłaniając się lekko i idąc do drzwi które - o, niespodzianka - były już odblokowane. Wszystko zasługa jej ochroniarzy, którzy zajęli się tą sprawą od zewnątrz i teraz, gdy tylko Marg wyszła na zewnątrz, podeszli do niej z parasolem i podprowadzili do samochodu.
- Do domu - powiedziała krótko będąc już w środku, po czym odjechała prosto do swojego mieszkania.
Nic nie odpowiedziałem ani tej kobiecie ani barmanowi. Kiwnąłem im tylko głową na pożegnanie szybkim krokiem wychodząc z baru. Wolałem jak najszybciej wrócić do swojego mieszkania i do swojego zwierzaka. W końcu mógł poczuć się osamotniony czyż nie? No cóż w moim mniemaniu tak. No i wolałem wrócić do miejsca gdzie mam zasięg. Kto wie czy ktoś nie będzie do mnie dzwonił? Przyśpieszyłem kroku nie zważając na to że zmokłem już całkowicie. Może złapie też przeziębienie? Byłoby słabo.
/zt
_________________ "Każdy sen, ten czarowny i piękny, zbyt długo śniony zamienia się w koszmar. A z takiego budzimy się z krzykiem"
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum