Poprzedni temat «» Następny temat
Z zewnątrz
Autor Wiadomość
Paul Jenkins



Only the dead have seen the end of war...

-

martwy Dowódca Oddziału Infiltracji





name:

Paul Jenkins

alias:
Farrier

age:
40 lat

height / weight:
186/87

Wysłany: 2018-05-16, 17:45   

W całym tym zamieszaniu Paul nawet nie zdołał dostrzec pojawiającego się w oddali Christiana, który najwyraźniej miał zamiar zająć się Bartowskim. I kiedy Jankins poczuł jak pistolet drga mu w dłoniach… początkowo nie powiązał tego z mocą mutantów. Równie dobrze – choć raczej nigdy mu się to nie zdarzało – mogły mu się po prostu trząść ręce. Dopiero kiedy było już zdecydowanie za późno na jakiekolwiek reakcje zorientował się, co tak naprawdę się święciło… Nie zdążył jednak upuścić broni na podłogę, ani wystrzelić bo ta roztrzaskała mu się w dłoni, raniąc jego skórę, co spowodowało naprawdę ostry i nieprzyjemny ból. Jenkins syknął, klnąc pod nosem. Musiał wytrzymać jeszcze tylko chwilę. Przecież już słyszał zbliżający się oddział DOGS, wystarczyło wykrzesać z siebie jeszcze odrobinę. Było go na to stać. Wielokrotnie znajdował się w dużo gorszym położeniu. Być może i jego ręce wymagały opatrunku, ale adrenalina robiła swoje. Jenkins niemal od razu przypomniał sobie o Glocku, który wciąż tkwił przy pasku jego spodni, za kaburą. Z zaciśniętymi wargami, sięgnął po pistolet, by wymierzyć nim w Ronniego i jak najszybciej wystrzelić. Jeśli numer z wybuchającym pistoletem miał się znowu powtórzyć, Jenkins zignorował drganie broni i tak czy siak wystrzelił, nie dbając o konsekwencje kolejnego wybuchu.
[Profil] [WWW]
  [B+]
 
Christian Wilson



Obojętność jest jak lód polarny na biegunach: zabija wszystko.

Kriokineza

68%

D.O.G.S członek OT





name:

Christian Wilson (Spivey)

alias:
Frost; Fubuki; Kazahana; Christian Spivey

age:
25 lat

height / weight:
185 / 78

Wysłany: 2018-05-16, 18:10   
   Multikonta: Ruth
  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


Cholera... nie wiadomo co właściwie przeklinałem to, że się potknąłem jak ostatnia ofiara losu. Czy to, że nie udało zatrzymać Aarona, a na domiar złego wylałem wodę z butelki. To się nazywa szczęście, odrzuciłem nie potrzebną mi butelkę, bo i tak teraz by mi tylko przeszeszkadzała niż pomagała. Jednak nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Kiedy poczułem wode z zraszczy. Uśmiechnąłem się, bo nie byłem tak całkowicie na przegranej pozycji. Woda przeszkodzi mojemu kumplowi z siłowni towrzeniu ognia, a mi da dodatkowy budulec. Jednak tej samej chwili dostrzegłem bartowskiego zmierzającego w moim kierunku oraz wybuchającą broń Paula. Nie jednocześnie nie zapominając, że intruzi mają tymczasową przewagę liczebną.
- Nie wiedziałem, że tak łatwo osądzasz ludzi - powiedziałem do dawnego przyjaciela, bo chyba, a raczej na pewno nie uda nam się naprawić relacji. Zauważając to jakich słów użył oraz jaki im ton towarzyszył. Aaron już go osądził nazwał psem, nawet nie zastanawiając się czemu właściwie jestem tym psem. Jednak mniejsza o to. Chciał się bić proszę bardzo, ale zobaczymy jak przyjdzie mu to na lodowisku. Jak on jego kumple poradzą sobą, kiedy będą uprawiać taniec na lodzie. Może tej chwili ignorowałem go i jeszcze bardziej go wkurzałem słowami, ale taka była prawda. Po za tym miałem własne zadanie powstrzymania ich. Dlatego też przyklęknął korzystając, że na podłodze zebrało się już trochę wody obniżyłem jej temperaturę sprawiając, że zamarznie przynajmniej taki był zamierzony efekt. Jeśli w tym czasie Aaron zbliżył się do mnie zrobiłem za pewnie unik, aby nie bić się z nim nie komfortowej sytuacji dla mnie.
Po za tym mógł mnie, a raczej mogli mnie myślach nazywać od jak im się podobało miałem to gdzieś. Nie zamierzałem ich krzywdzić bardziej niż to będzie potrzebnie jedynie powstrzymać. Sam byłem mutantem i nic nie miałem do nich nawet jeśli stali po przeciwnej stronie. Ale jak to mówi powiedzenie ,,twarde prawo, ale prawo" nie powinni tutaj wchodzić.
_________________
[Profil]
  [A+]
 
ronnie henderson



Some people survive chaos and that is how they grow. And some people thrive in chaos, because chaos is all they know

przyśpieszenie molekularne

84%

Rebel





name:

Ronnie Henderson

alias:
Vibe

age:
33

height / weight:
198/106

Wysłany: 2018-05-16, 18:15   
  

   1 Rok na Giftedach!


Wszystko działo się cholernie szybko. Krzyknął do Andy’ego, żeby ruszył tyłek i miejmy nadzieję, że mężczyzna go posłuchał i obiekty badań również za nim ruszyli. Udąło mu się zarejestrować, że agent dogs sięgnął po broń, więc rzucił się ku niemu. Machinalnie uniósł ręce, starając się w ten sposób ponownie zniszczyć broń swojego przeciwnika, tym razem był znacznie bliżej, jednocześnie rzucił się w jego stronę i wymierzając z rozpędu potężne kopnięcie w splot społeczny. Jeśli mu się to udało i odniosło to zamierzony skutek, spróbował złapać Jenkinsa od tyłu, tym samym obezwładniając go. Jego dłoń znalazła się na głowie przeciwnika, ciągnąc go lekko za włosy (mrau). Psy czy nie psy, wciąż zwierzęta stadne. Liczył, że jego kolega w tym momencie zainteresuje się losem swojego kumpla i odstąpi od ataku.
Leon tymczasem, skupił się na wysłaniu kolejnej fali powietrza w stronę Christiana.
_________________
TELL ME, FATHER, WHICH TO ASK FORGIVENESS FOR:
WHAT I AM, OR WHAT I'M NOT?
[Profil]
  [0-]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-05-16, 22:04   

Rzuty:
Ukryj: 
Sytuacja nad kompleksem nie malowała się w różowych barwach dla naszych mutantów – Fay nie miała więc wątpliwości, że zbędne gadanie czy rozpraszanie się wykonywaniem 50 zadań jednocześnie nie przyniesie jej żadnych skutków. Dlatego też, gdy tylko zauważyła ostatniego mężczyznę wbiegającego do labolatoriów, natychmiastowo uwolniła raniuszka spod swojej władzy i po przetarciu własnego czoła, by uspokoić swoje zmysły – odpaliła auto i w miarę okrężną drogą ruszyła ku tajemniczej bramie, którą wcześniej widziała w lesie.

Aaron, widząc niewielką plamkę krwi malującą się przez jego idealnie dobraną stylówkę i odbijającą się na palcach jego dłoni z pewnością mógł uznać, że to nic takiego. Pewnie nie jedna piguła w jego życiu gorzej od niego krew pobrała, co nie zmienia faktu, że samo uderzenie strzałki z tej odległości wzmocniło efekt bólowy – przez co nie można się dziwić, że w pierwszej chwili mężczyzna mógł spanikować, że serio został poważnie ranny. Szybko jednak się ogarnął – o ile można tak nazwać jego kolejne zachowania, bowiem z impetem rzucił do tej pory trzymaną zapalniczką prosto w Christiana, trafiając nią idealnie w czoło swego przyjaciela. Nie można powiedzieć, by zrobił mu tym krzywdę – no, może poza nabitym guzem. Ale przypominało to raczej starcie trzecioklasistów o klocka, niż prawdziwą walkę między rosłymi mężczyznami.
Teraz to już na pewno nie mógł odpuścić! Ruszył biegiem w kierunku zastępcy dowódcy jednego z oddziałów, wspierany podmuchami wiatru Leona.
Spivey w tym czasie przykucnął, dotykając swoimi dłońmi zbierającej się na ziemi wody z zamiarem zamrożenia jej – wbrew jednak swoim oczekiwaniom, woda jedynie stała się dużo zimniejsza – nie osiągnęła jednak temperatury zamarzania.
Parcie Bartowskiego jednak trwało. Nie zatrzymywał się nawet na moment a moc Leona dodawała mu jeszcze większego pędu. Nie było więc żadnych wątpliwości, że zdoła on powalić biednego Chrisa na ziemię, nawet mimo jego próby uniku. Bez opamiętania zaczął go okładać pięściami, a w jednej chwili – wyciągnął z kieszeni swój nóż. Jak dobrze, że Alba go teraz nie widzi...

Na korytarzu miało jednak miejsce jeszcze jedno starcie – Paul i Ronnie zdecydowanie nie przypadli sobie do gustu, co było widoczne gołym okiem. Skupili się na sobie nawzajem – Jenkins próbował wycelować w Hendersona swoją bronią a ten odpowiadał na to swoją mocą, która i tym razem go nie zawiodła – kolejny pistolet zaczął niebezpiecznie wibrować w ręce mężczyzny, po chwili wywołując kolejny wybuch i posyłając kule jedynie w ściany. Ta sama dłoń kolejny raz dziś została zraniona, wywołując jeszcze większy ból i krwawienie z popękanych fragmentów skóry.
Ronnie nie zamierzał jednak na tym kończyć, o nie. Rzucił się w kierunku swojego przeciwnika z zamiarem kopnięcia go i złapania (Paul ma jednak szansę na obronę przed tą akcją).

Co jednak ciekawe – Vibe musiał być dzisiaj wyjątkowo przekonujący, gdyż Andy bez zająknięcia go posłuchał i nakazał zebranym wokół niego mutantom ruszyć za nim. Podniósł swoje dłonie, układając je zapewne w kształt pistoletów i tylko wyczekując momentu, by zacząć ciskać nefrytem. Musiał się jednak zastanowić, czy to nie zdradzi, kim jest nerfytowy baron? Dołączył do swych kompanów, ustawiając się za nimi i wyczekując momentu, gdy będzie mógł ruszyć wraz ze swymi podopiecznymi ku klapie, którą wcześniej uciekła hinduska.

I gdy to wszystko się tu rozgrywało, w tym wąskim, mokrym korytarzu, stukot ciężkiego obuwia zaczął nieść się po budynku, a po kilku chwilach – ósemka rosłych agentów zaczęła schodzić po schodach z wyciągniętymi brońmi. Dwóch mężczyzn na przedzie trzymało tarcze i pistolety ze strzałkami, dwóch mężczyzn za nimi – strzelby o dziwnym wyglądzie. Nie byliście w stanie dostrzec wyposażenia pozostałej czwórki.
- Stać! Poddajcie się a wasze życia zostaną oszczędzone. - Rzekł jeden z mężczyzn spod swojego hełmu, rozglądając się po zebranych na korytarzu. Na nieszczęście Aarona – D.O.G.S. Był w stanie dostrzec słuchawkę w uchu wytatuowanego jegomościa. Podniósł więc szybkę od swego ochronnego nakrycia głowy i uśmiechnął się zawadiacko. Kto był na pokojowym marszu, mógł rozpoznać w tym mężczyźnie Setha Ambrose'a.
- Nie jest trudno dostrzec, że nie jesteście tu sami. - podniósł swój głos, zapewne po to, by i osoba po drugiej stronie mogła go usłyszeć – Poddajcie się. Współpraca przyniesie wam wolność. Słowo harcerza. - Rzucił w waszym kierunku, podnosząc jedną ze swych dłoni. Współpraca? O czym też ten mężczyzna mógł myśleć?

Masakra zdawała się nie mieć końca, gdy przyjaciel stał przeciw przyjacielowi, a inni byli zmuszani do krwawej walki dla samych ideologii. Nikt jednak nawet się nie domyślał, z jakimi emocjami obecnie musiała walczyć biedna Shivali za ścianą. Dopadł ją atak paniki, jej przyspieszony oddech był krótką drogą do hiperwentylacji. Wiedziała jednak, że musi się stąd wydostać, a droga przez płomienie z pewnością nie była dla niej dobrą opcją. Ruszyła więc, biegiem, prosto ku ekranowi przy bramie. Teraz była w stanie dostrzec ekran, niewielką klawiaturę i szparę, niczym na kartę kredytową. Ktoś chyba jednak zapomniał jej przekazać, jaki jest tu kod PIN...
_______________________________________


• Na odpisy macie czas do godziny 22:00, 16.05.18 - kolejne odpisy MG będą mieć miejsce co 24 godziny! *Chyba, że zostanie to inaczej uzgodnione z większością graczy biorących udział w wydarzeniu.
• Warunkiem do odpisu MG jest udział ponad połowy użytkowników w danej turze – w innym wypadku odpis przekładany jest o kolejne 12 lub 24 godziny.
• Event ma formę w większości opisową - kości będą wykorzystywane w sytuacjach spornych.
• Utrata żywotności: Paul (K10), Christian (K8)
• Utrata opanowania: Shivali (K10)
• Akcja Fay i Ahivali uznane z wiadomości prywatnych.

Statystyki:
Ukryj: 
Numer porządkowy: 1
Dane: Aaron Bartowski
Ekwipunek: broń (19 naboi), nóż myśliwski, 3 zapalniczki
Żywotność: 85%
Opanowanie: 92%
Inne: Pirokineza [5-8/1-3], niewielka rana kłuta na boku brzucha z lekkim obiciem.
Numer porządkowy: 2
Dane: Leon Hawthrone
Ekwipunek: pistolet + 3 mag., nóż, kusza
Żywotność: 86%
Opanowanie: 94%
Inne: Aerokineza [???]
Numer porządkowy: 3
Dane: Fay Murphy
Ekwipunek: 2x raniuszek amerykański, tyran zachodni, rewolwer + 4 magazynki
Żywotność: 98%
Opanowanie: 85%
Inne: Kontrola nad zwierzętami [5/2]
Numer porządkowy: 4
Dane: Ronnie Henderson
Ekwipunek: Broń palna + 3 mag. x33, nóż myśliwski (składany), zapalniczka
Żywotność: 98%
Opanowanie: 93%
Inne: Przyspieszenie molekularne (eksplozje) [5/3]
Numer porządkowy: 5
Dane: Andy Dark
Ekwipunek: brak.
Żywotność: 100%
Opanowanie: 98%
Inne:Panowanie nad Nefrytem [6/2]
Numer porządkowy: 6
Dane: Christian Spivey
Ekwipunek: broń, butelka wody
Żywotność: 96%
Opanowanie: 100%
Inne: Kriokineza [4/3]
Numer porządkowy: 7
Dane: Paul Jenkins
Ekwipunek: krótkofalówka, pistolet ze strzałkami z mutazyną, pistolet Glock (17 naboi)
Żywotność: 86%
Opanowanie: 100%
Inne: poparzona dłoń
Numer porządkowy: 8
Dane: Shivali Nyberg
Ekwipunek: -
Żywotność: 100%
Opanowanie: 93%
Inne: Więź telepatyczna [5-2]
[Profil]
 
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-05-17, 11:56   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Znała ograniczenia swoich mocy, więc doskonale wiedziała, kiedy należy przestać. I to był właśnie ten moment. Gdy tylko doleciała nad teren obiektu i rozeznała się w sytuacji, o której z pewnością poinformowała chłopaków, szybko przerwała połączenie, pozwalając raniuszkowi zniknąć w ciemnościach. I tyle go widzieli.
Wróciła do siebie, dając sobie sekundę czy dwie na ochłonięcie i przyzwyczajenie się do wcześniejszego otoczenia. A potem odrzuciła okulary przeciwsłoneczne, które miała na nosie, przeniosła laptop na siedzenie pasażera i odpaliła silnik, mając na uwadze to, co mówił jej Roger, że otworzyć bramę można tylko ręcznie.
Korzystając z tego, że wciąż całkiem nieźle pamiętała trasę, jak najszybciej mogła pokonała ją by znaleźć się koło wyjścia z obiektu.
Niby zadań nie miała jakiś strasznie skomplikowanych, ale i tak było z tym wszystkim ciężko słysząc w słuchawce to, co działo się po drugiej stronie. Przekrzykiwanie się, strzały... to wcale nie pomagało w skupieniu się na zadaniu.
Gdy dotarła na miejsce, wykręciła, żeby potem nie musieć tego robić, zostawiła auto na luzie i zaciągnęła ręczny, jednak nie postanowiła nie wyłączać silnika. Jeśli gdzieś przy wyjściu znajdowały się kamery, Zawczasu poprosiła Rogera o wyłączenie ich, a jeśli to się nie udało to... cóż, trudno. Nie było czasu się tym przejmować.
Zamiast tego zajęła się otwarciem drzwi od tej zewnętrznej strony, znowu musząc prosić o radę tego swojego znajomego, żeby wiedzieć co i jak.
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
Paul Jenkins



Only the dead have seen the end of war...

-

martwy Dowódca Oddziału Infiltracji





name:

Paul Jenkins

alias:
Farrier

age:
40 lat

height / weight:
186/87

Wysłany: 2018-05-17, 21:33   

Atakowanie przeciwnika na jego własnym terenie było dla Paula czymś ze wszech miar głupim, ale musiał przyznać jedno - zdolności grupy wrogo nastawionych mutantów dawały im pewną przewagę. Szkoda tylko, że chwilową, bo przecież alarm już stawiał oddziały D.O.G.S. na nogi. Ich przybycie było nieuniknione, on musiał jeszcze tylko przez chwilę zatrzymać nieprzyjaciół w miejscu, w którym obecnie byli. To, że tamci nigdzie się nie ruszali, działało już zdecydowanie na korzyść jego ludzi... Myśl o tym zdecydowanie mobilizowała go do ignorowania bólu dłoni, a także upartego strzelania do wybuchowego mutanta.
Nawet wtedy, gdy druga broń zaczęła znajomo drgać w jego dłoni, Paul zamierzał oddać strzały w kierunku drugiego mężczyzny. Był dobrym strzelcem, wykwalifikowanym, jednak tym razem mierzył się z kimś nieprzewidywalnym. Chociaż liczył na to, że zostanie mu kilka sekund w zapasie, nim kolejny pistolet wybuchnie w jego ręce, ten wybuch był jeszcze szybszy. Paul stłumił głośne syknięcie bólu, jednocześnie tłumiąc też przekleństwo, gdy mutek wyszedł z tego całkowicie bez szwanku. Kule nawet go nie zadrasnęły.
Jakby tego było mało, mężczyzna rzucił się w jego kierunku, chcąc zaatakować go w bezpośrednim starciu. Jenkins nie zamierzał mu na to pozwolić. Gdy tylko dostrzegł, co się święci, zareagował instynktownie, starając się zablokować atak przeciwnika i broniąc się przed ciosami. To była kwestia tylko kilku chwil, wsparcie już tu zmierzało, aby wreszcie się pojawić.
_____________________________________
MG:
Ukryj: 

Paul bez większych problemów zdołał odparować bliski atak Ronniego, prawdopodobnie napędzany dodatkową porcją adrenaliny płynącą właśnie w jego żyłach. Hendersonowi nie udało się schwytać swego przeciwnika - między mężczyznami jednak znaczącą skrócił się dystans - oboje mają się na wyciągnięcie ręki.
[Profil] [WWW]
  [B+]
 
Aaron Bartowski



Pal mi się, ogieńku! Pal mi się wesoło! Wy, złote iskierki, polatujcie wkoło!

pirokineza

89%

zakochany kundel





name:

Aaron Bartowski

alias:
Inferno

age:
29

height / weight:
185 / 90

Wysłany: 2018-05-17, 22:10   
   Multikonta: Agent Łukasza, Averill Bronson
  

   1 Rok na Giftedach!


Cóż, gdzieś obok instynktu przetrwania i wściekłości zmieszanej z adrenaliną znalazło się również miejsce chociażby na słuchanie i myślenie. Pewnie znacznie bardziej ograniczone niż u kobiet, które to były wnikliwe do przesady, ale nadal myślenie, dzięki czemu nie puściłem mimo uszu słów mojego przeciwnika i jednocześnie mojego przyjaciela z siłowni. Chwała, bo potem miało mi się to przydać.
Napieprzaliśmy się po gębach pewnie, a raczej ja jego, bo udało mi się go zwalić z nóg. Niezbyt chwalebne, przyznam, ale cel uświęcał środki. Szczególnie, że miałem za plecami ludzi, którzy na mnie liczyli, dlatego też walczyłem przeciwko Chrisowi, temu, który jako pierwszy użył mocy przeciwko mnie… Warto o tym pamiętać.
Tylko, no, kiedy wparowało tu tych wszystkich gości odzianych od stóp do głów i pewnie równie mocno obładowanych bronią, nieco zwątpiłem. Podobnie przez pewny siebie ton ich dowódcy. Cholera, mówił tak, jakby serio był pewny tego, co mówi, a mówił jakieś kwiatki kolorowe, w które nie zamierzałem wierzyć. Raczej mieliśmy zostać posłusznymi kundlami jak Christian. Poniekąd czułem się przez niego zdradzony, poniekąd miałem siebie za kretyna, że nie wiedziałem.
- I co? – zapytałem Chrisa, uderzając go zaczepnie w pierś, bo pewnie sobie siedziliśmy/leżeliśmy jak kretyni, słuchając przemowy Setha Ambrose’a, a ja pewnie też groziłem mu drugą dłonią nożem. – Jeśli za łatwo osądzam ludzi, może wyprowadzisz mnie z błędu? – dodałem, wskazując swoim spojrzeniem wymownie na Ambrose i jego wesołą ferajnę. Nie wiem, czy to tamten widział, ale miałem nadzieję, że nie. I, cóż, miałem też nadzieję, że Christian Spivey nam pomoże, skoro również był mutantem o bardzo ciekawej mocy. Niech ich zamrozi albo co, bylebyśmy mogli zwiać. On mógłby nawet dołączyć do nas. Lubiłem go i jeśli zrezygnowałby z bycia D.O.G.S.’em, może nawet zająłby miejsce Ronniego w moim sercu. Bo też czekałem na znak Ronniego, że w końcu stwierdza zrobić wielki rozpierdol, ale jakoś nic podobnego nie słyszałem, a był ku temu perfekcyjny moment.
_________________
I won't admit it but I'm not too well. I'd burn this city but you can't burn this hell.
[mru]
[Profil]
  [AB-]
 
ronnie henderson



Some people survive chaos and that is how they grow. And some people thrive in chaos, because chaos is all they know

przyśpieszenie molekularne

84%

Rebel





name:

Ronnie Henderson

alias:
Vibe

age:
33

height / weight:
198/106

Wysłany: 2018-05-18, 19:42   
  

   1 Rok na Giftedach!


Cholerny agent dogs, wciąż stał mu na drodzę. Na chwilę przed tym, gdy broń znów nie wybuchła w rękach mężczyzny, miał wrażenie że wystrzeli. Prosto w niego. Może całe życie nie mignęło mu przed oczami, ale wiedział że nie chce w tym momencie umierać. I że nie ma nawet takiego zamiaru, chociaż nie miał w tym momencie wyboru. Wszystkim kierował los, na który nie miał wpływu. Kula świsnęła niedaleko niego. Rzucił się ku agentowi dogs, który zdążył jednak zrobić unik. Nie udało mu się go przewrócić, ani go unieruchomić. Za to byli już tylko na wyciągnięcie swoich dłoni, więc po prostu ponownie wyciągnął w jego stronę ręce, starając się wprawić w wibrację powietrze wokół nich, tworząc falę która miała odepchnąć przeciwnika, tudzież uderzyć nim o ścianę. Jeśli jednak mu się to nie udało, to po prostu uderzył Paula w pierś, a z wybuchowej fali nici.
Mimo starań, nie udało im się zdążyć uciec. Byli tak blisko tej pieprzonej klaty, ale w końcu oddział dogs po nich przyszedł. Ile by nie dał za kilka cholernych minut. Dwie, trzy. Aaron już skakał po drugim agencie. Mutanci byli za ich plecami. Trzeba było tylko dojść do wyjścia i jak najszybciej spierdolić stąd daleko, daleko stąd. Niestety. Oddział dogs był już tutaj. Kilku żołnierzy, a przed nimi dowódcą słynny (lub też nie?) dowódca oddziału taktycznego Ambrose. Podniósł ręce, bo nie robiło mu to w tym momencie żadnej różnicy. Wiedział jedno, że nie miał zamiaru poddać się bez żadnej walki, więc o ile w tym momencie starał się dość ostrożnie stosować swoją moc ze względu na to, żeby nikt nie ucierpiał, nie miał zamiaru pokojowo dać się złapać. Póki co jednak nikt na nich nie natarł, wręcz przeciwnie. Spojrzał na Aarona, cholerny dupek musiał oberwać tą strzałką. Jak on miał tutaj pracować? Miał tylko nadzieję, że Fay usłyszała to co powiedział Ambrose. Czuł, że dla nich być może nie być już ratunku, ale ona miała szansę wiać gdzie pieprz rośnie.
_________________
TELL ME, FATHER, WHICH TO ASK FORGIVENESS FOR:
WHAT I AM, OR WHAT I'M NOT?
[Profil]
  [0-]
 
Christian Wilson



Obojętność jest jak lód polarny na biegunach: zabija wszystko.

Kriokineza

68%

D.O.G.S członek OT





name:

Christian Wilson (Spivey)

alias:
Frost; Fubuki; Kazahana; Christian Spivey

age:
25 lat

height / weight:
185 / 78

Wysłany: 2018-05-18, 20:10   
   Multikonta: Ruth
  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


Kiedy Aaron rzucił we mnie zapalniczką nie zwróciłem uwagi byłem skupiony jedynie na tym by zamrozić te cholerną wodę. Niestety jak zawsze, kiedy moc jest potrzebna najbardziej zawodzi. Zamiast zamarznąć to obniżyła się jej temperatura. W tym czasie też poczułem jak ktoś rzuca się na mnie z impetem. Nie trzeba być geniuszem by wiedzieć, że to Aaron. Chociaż próbowałem zrobić unik to jednak nie byłem zbyt szybki. Bartowski nie czekał aż wykonam ruch tylko zaczął okładać mnie pięściami. Cóż nie będę mu dłużny, może to ja użyłem pierwszy moc. Jednak miałem wiele możliwość zamiast kierować niego lodowe kule zdecydowałem się go unieruchomić. Nie zamierzałem go rani ale widząc ostrze w jego dłoń. Przez głowę przetoczyło mi się sto możliwość. Wykorzystanie wody stworzyć swoją broń, albo wytrącenie jemu. Każda ewentualność, była gorsza od przedniej. W tej też chwili pojawił się mój dowódca. No pięknie jeszcze jego tutaj brakowało, a mój przyjaciel nie czekał tylko rzucił mi wyzwanie. Cholera chciałem mu pomóc, ale też myślałem o Esther. Przez ostatnie trzy lata o niej myślę... Szczerze filmach gdy bohater ma podobny wybór nie wygląda to tak trudno jak jest w rzeczywistość.
Proszę wybacz mi pomyślałem kierując te słowa do siostry, chociaż sam zrobię wszystko by jej nie skrzywdzili nie mogłem zostawić przyjaciela w potrzebie. Nie zamierzałem jednak orientacyjnie mu pomigać, a jedynie dać możliwość do ucieczki. Położyłem dłoń na podłodze niby opierając się o nią, a tak na prawdę wykorzystując całą swoją moc i skupienie by wytworzyć ten przeklęty lód, a agentów DOGS przeczepiając do niego. Aaron był nie daleko klapy. Miał przyjaciół, którzy pewnie mieli kilka sztuczek rękawie. Oby to wykorzystali i zdołali uciec. Nie ja pierwszy wypuściłem więźniów, bo tym za pewnie by się stali. Spojrzałem na przyjaciela dałem mu możliwość ucieczki niech ją wykorzysta. Bym tego później nie żałował.
_________________
[Profil]
  [A+]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-05-19, 00:41   

Rzuty:
Ukryj: 
Środek nocy nie był najlepszym momentem na jazdę pod wpływem silnych emocji. Na własnej skórze mogła to odczuć Fay, gdy zaliczała swoją furgonetką każdą dziurę i każde wzniesienie na terenie lasu. Całe szczęście nie zaliczyła nagłego hamowania na żadnym z drzew...
Dojazd pod bramę zajął jej chwilkę, ale jeszcze w trasie była w kontakcie ze swoim przyjacielem, który ze zmartwieniem poinformował ją, że kamery albo wciąż nie działają, albo całkowicie utracili połączenie z ich serwerownią – pewne było, że podczas tej akcji nie zdołają tego połączenia odzyskać.
Sama brama natomiast również była nie lada wyzwaniem – kobieta musiała wysiąść z pojazdu, podważyć jedną z blaszek pod elektronicznym zamkiem, podłączyć w odpowiednim miejscu kabel i w większości dać działać swemu kompanowi po drugiej stronie ekranu. Zmartwić ją jednak powinien fakt, że również od wewnątrz niezbędne było wprowadzenie kodu bezpieczeństwa – którego niestety żadne z nich nie znało.

Ale kto wie? Może to właśnie Shivali, która znajdowała się po drugiej stronie zdoła rozszyfrować ten tajemniczy kod?

W tym samym czasie jednak, Ronnie wciąż siłował się z Paulem. Mężczyźni byli niebezpiecznie blisko siebie, i by zmniejszyć między nimi dystans – Henderson ponownie użył swojej mocy, tym razem, by odepchnąć od siebie przeciwnika. Udało mu się to z lekkością. Co prawda – sam przez to został nieco odepchnięty, jednak Jenkins w tym samym czasie wpadł na framugę drzwi, z których jeszcze kilka chwil temu wyprowadzał Shivali. Auć. Po tym na pewno zostanie siniak na plecach, drogi panie Farrier...
Zabawa się jednak skończyła, gdy Ambrose wszedł w ramkę. Vibe, jak gdyby nigdy nic, uniósł ręce do góry czekając na rozwój sytuacji. Przecież był grzeczny. Absolutnie nic złego tu nie robił. No w ogóle go tylko wrabiają, tak, tak, tak...

W gorszej sytuacji był Aaron, który nawet się nie krył ze swoją niechęcią, i zamiast zachować się chociaż odrobinę dyskretniej – wykorzystując szantaż emocjonalny wywarł dość silny wpływ na swego przyjaciela – Christiana. Nie uszło to jednak uwadze naszego dowódcy oddziału...
Spivey dotknął swoją dłonią wody, a delikatny szron powoli kreślił swoją trasę od jego dłoni, aż do schodów, wspinając się po każdej kropelce wody spływającej po stopniach. Zgodnie z przewidywaniami mężczyzny – buty całego oddziału przymroziły się do podłoża. Czego jednak Frost nie przewidział?
Przecież to wcale nie powstrzyma ich przed atakiem...

Seth pokiwał z dezaprobatą głową wzdychając ciężko. Widać, czuł się bardzo zawiedziony takim obrotem spraw. Rozejrzał się po pomieszczeniu, jednocześnie wydobywając z siebie smutne stwierdzenie:
- Chciałem być miły i dać wam wolność. Skoro wolicie walkę... Chłopcy...
Nie minęła chwila, gdy oddział Ambrose'a wymierzył swoje bronie w postaci wykazujące się nieodpowiednim zachowaniem. Niestety, nawet i w takim oddziale często następuje brak współpracy, co można było zaobserwować również teraz – aż czterech żołnierzy wycelowało w biednego Leona, dwóch w zdrajcę – Christiana, a jeden w mutanta przed chwilą uwolnionego z celi. Widać nikt nie odważył się strzelać do osób z uniesionymi dłońmi – w tym wypadku szczególnie Andy miał więcej szczęścia jak rozumu, bo chyba nikt nie zauważył, że jego dłonie wciąż były ułożone w kształt pistoletów. Ambrose jednak, nie marnując więcej czasu, nim rozkazał ponownie strzelić, zadał jedno, kluczowe pytanie:
- Czy teraz zechcecie wysłuchać mojej propozycji, czy najpierw któryś z was, kundle, ma tu zdechnąć? - Jego miły ton w tej wypowiedzi zniknął, gdzieś pomiędzy warknięciami i zawodem – również względem jednego z jego ludzi. Nie żartował. Był gotowy wystrzelać do was wszystkie magazynki, jeśli tylko zajdzie taka potrzeba. W końcu to jego teren. Nie będą mu byle burki niszczyć ścian, zalewać piwnic i buntować jego kundli, czyż nie?
_______________________________________


• Na odpisy macie czas do godziny 22:00, 19.05.18 - kolejne odpisy MG będą mieć miejsce co 24 godziny! *Chyba, że zostanie to inaczej uzgodnione z większością graczy biorących udział w wydarzeniu.
• Warunkiem do odpisu MG jest udział ponad połowy użytkowników w danej turze – w innym wypadku odpis przekładany jest o kolejne 12 lub 24 godziny.
• Event ma formę w większości opisową - kości będą wykorzystywane w sytuacjach spornych.
• Wszyscy, do których strzela oddział D.O.G.S. Mają szansę się obronić lub uniknąć ataku. Osoby, które nie odpiszą do czasu kolejnego udziału MG zostają trafione. • Utrata żywotności: Paul (K4)

Statystyki:
Ukryj: 
Numer porządkowy: 1
Dane: Aaron Bartowski
Ekwipunek: broń (19 naboi), nóż myśliwski, 3 zapalniczki
Żywotność: 85%
Opanowanie: 92%
Inne: Pirokineza [5-8/1-3], niewielka rana kłuta na boku brzucha z lekkim obiciem.
Numer porządkowy: 2
Dane: Leon Hawthrone
Ekwipunek: pistolet + 3 mag., nóż, kusza
Żywotność: 86%
Opanowanie: 94%
Inne: Aerokineza [???]
Numer porządkowy: 3
Dane: Fay Murphy
Ekwipunek: 2x raniuszek amerykański, tyran zachodni, rewolwer + 4 magazynki
Żywotność: 98%
Opanowanie: 85%
Inne: Kontrola nad zwierzętami [5/2]
Numer porządkowy: 4
Dane: Ronnie Henderson
Ekwipunek: Broń palna + 3 mag. x33, nóż myśliwski (składany), zapalniczka
Żywotność: 98%
Opanowanie: 93%
Inne: Przyspieszenie molekularne (eksplozje) [5/3]
Numer porządkowy: 5
Dane: Andy Dark
Ekwipunek: brak.
Żywotność: 100%
Opanowanie: 98%
Inne:Panowanie nad Nefrytem [6/2]
Numer porządkowy: 6
Dane: Christian Spivey
Ekwipunek: broń, butelka wody
Żywotność: 96%
Opanowanie: 100%
Inne: Kriokineza [4/3]
Numer porządkowy: 7
Dane: Paul Jenkins
Ekwipunek: krótkofalówka, pistolet ze strzałkami z mutazyną, pistolet Glock (17 naboi)
Żywotność: 82%
Opanowanie: 100%
Inne: poparzona dłoń
Numer porządkowy: 8
Dane: Shivali Nyberg
Ekwipunek: -
Żywotność: 100%
Opanowanie: 93%
Inne: Więź telepatyczna [5-2]
[Profil]
 
 
ronnie henderson



Some people survive chaos and that is how they grow. And some people thrive in chaos, because chaos is all they know

przyśpieszenie molekularne

84%

Rebel





name:

Ronnie Henderson

alias:
Vibe

age:
33

height / weight:
198/106

Wysłany: 2018-05-19, 18:45   
  

   1 Rok na Giftedach!


Sam nie wiedział czy chciał w tym momencie współpracować. Nie ufał Ambrose. Byli jednak w sytuacji bez wyjścia, więc nie miał zamiaru jeszcze atakować. Jakoś nie potrafił uwierzyć w to, że jeden z przywódców dogs od tak sobie mógłby ich wypuścić, w życiu nie ma nic za darmo, a już z pewnością nie dostaje się nic za darmo od takich ludzi. Nie sądził, że mógłby zaproponować im cokolwiek co nie wiązałoby się ze złamaniem ich zasad, a mimo wszystko nie po to od kilku lat tworzyli swego rodzaju ruch oporu, aby sami stać się jak ludzie, których nienawidzili. Chciał przetrwać, ale nie aż tak. Dzisiaj opuścił mury miejsca, które było dla niego domem od czterech lat. Miał swoje powody, ale nie zrobił tego po to, żeby w taki sposób zdradzić.
Nie dane było mu jednak wysłuchać tego co miał im do powiedzenia pan z Dogs, bo nie dało się zauważyć, że nagle zauważył lód, który pokrył buty członków wrogiego oddziału. Nie spodziewał się tego. Nie, bo księżniczka Elsa nie powinna być po ich stronie. Być może byłby w stanie stać spokojnie, gdyby żołnierze nie podnieśli broni, a gdzieś między słowami nie padło słowo “kundle”.
Znał to uczucie aż za dobrze. Gniew w czystej postaci. Krótki impuls, który sprawiał że tracił panowanie nad tym co robił. Pieprzony neardentalczyk, którego ominęła ewolucja, miał zbyt mały móżdżek by zrozumieć coś większego od siebie. Gdy dogs podniosło broń z całą siłą, która go napędzała, a przecież to właśnie w gniewie jego moc wydawała się być najbardziej zabójcza skupił się na ich broniach, ale tym razem nie liczyła się tylko ich pacyfikacja. Chciał, żeby zabolało ich znacznie bardziej niż Paula. I wtedy zacisnął dłonie.
- DO KLAPY! - rzucił do stojących jak pizdy mutantów. Mając nadzieję, że jak najszybciej uda im się uciec przed kolejnym atakiem dogs.
Sam zaś wyciągnął ręce w kierunku Ambrose, by ponownie wytworzyć falę uderzeniową, która uderzyć w pierwszych czterech agentów dogs i rozpieprzyć im ten szanowny szyk, który miał chronić ich lidera. Chociaż wiedział, że dzisiaj nie dostanie tego chujka miał nadzieję, że chociaż na chwilę się wycofają, by mógł ruszyć za resztą w stronę klapy.
Leon postanowił mu w tym pomóc, próbując wydmuchać oddział dogs i zatrzymać ich kule przez opór powietrza.
_________________
TELL ME, FATHER, WHICH TO ASK FORGIVENESS FOR:
WHAT I AM, OR WHAT I'M NOT?
[Profil]
  [0-]
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-05-19, 19:23   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Słyszała tak piąte przez dziesiąte to, co się dzieje wewnątrz. Wiadomo, głos chłopaków był wyraźniejszy, ale dogs, którzy stali w pewnej odległości już niekoniecznie. Do tego dochodził jeszcze odgłos terenowego samochodu, przebijającego się przez średnio używaną drogę i... no nie mogła ogarniać wszystkiego. W środku musieli radzić sobie sami, a ona musiała się skupić na tym, żeby otworzyć im przejście.
Słowa Rogera wcale jej nie pocieszały. Wręcz przeciwnie, naprawdę wiele komplikowały. Nie dość, że jej część zadania musiała się powieść, to jeszcze od środka wymagany był jeszcze jeden kod.
Wzięła lapka, kabel i scyzoryk ze schowka, po czym bez wahania podeszła do bramy, zaczynając majstrować przy elektronicznym zamku i cholera no, mając nadzieję, że to coś da. Roger był całkiem niezły w te klocki, więc wierzyła, że i tym razem nie zawiedzie i po podpięciu tego cholernego laptopa jakoś, po pierwsze, odwali ich część roboty, a po drugie znajdzie ten cholerny kod, który będzie mogła przekazać chłopakom przez słuchawkę.
Gorzej, że to wszystko szło zdecydowanie za wolno, a tam, w środku, Ronnie już krzyczał, żeby uciekali do wyjścia. Presja czasu nigdy nie działała dobrze, ale sprawiła, że spięła się do roboty jeszcze bardziej.
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
Andy Dark



It's So Nice To Meet You. Let's Never Meet Again.

Kontrola/Tworzenie Nefrytu

57%

Missing





name:

Andy Dark

alias:
Nefryt

age:
28

Wysłany: 2018-05-19, 21:20   
  

   Władca Pingwinów

  

   Masz talona na Aarona i balona


Przyznam, że ostatnie chwile działy się na tyle szybko, że nim zdążyłem całkowicie ogarnąć sytuację, byłem opiekunką dla kilkoro mutantów. Odpowiadałem za nich i - czy mi się to podobało, czy nie - na mnie spadł obowiązek ochrony ich. Sytuacji również dodał pikanterii fakt, że właśnie teraz byliśmy na celowniku kilku psów. No, nieciekawa sytuacja. Ciekawił mnie jedynie fakt, że pomimo moich wycelowanych pistoletów, żaden ze służbistów nie śmiał wycelować do mnie broni. Nie doceniają mnie? Szydzą ze mnie? A może się boją? Nie, na pewno nie boją. W każdym razie miałem farta, to fakt. Szukając jakiegoś rozwiązania, usłyszałem, jak Ronnie wykrzykuje jeden, ale to zajebiście prosty rozkaz. Teraz liczyły się sekundy. Szybko zasłoniłem mutanta swoim ciałem, po czym otwarłem dłonie, by w tym samym czasie, co Ronnie cisnąć salwą pocisków - po dwa z każdej dłoni. Karabiny miały przy mnie na noc. Nic, tylko podziwiać show.
- Jazda, dzieciarnia! Do klapy, już! - Rzuciłem do swoich podopiecznych, po czym zasłaniając ich, naparzałem ciągiem nefrytu aż do momentu, gdy wszyscy z nich zdołają się uchronić. Po tym czasie sam udałem się do wcześniej wspomnianej klapy. W końcu mieliśmy ich ratować, tak? To oni byli - jakby nie patrzeć - priorytetem.
_________________
[Profil]
  [A-]
 
Paul Jenkins



Only the dead have seen the end of war...

-

martwy Dowódca Oddziału Infiltracji





name:

Paul Jenkins

alias:
Farrier

age:
40 lat

height / weight:
186/87

Wysłany: 2018-05-19, 21:48   

Uderzenie plecami o framugę drzwi nie było najprzyjemniejszym uczuciem, ale cały odczuwalny ból wyraził jedynie w skrzywionej minie. Nie mógł się przecież dać temu sparaliżować. Właściwie to był już gotowy, by ruszyć do kolejnego ataku, gdy wreszcie pojawiło się oczekiwane wsparcie. Z tego też powodu Jenkins obserwował całe wydarzenie z boku, nie chcąc przeszkadzać oddziałowi Ambrose’a. Nie miał zamiaru wchodzić mu w paradę. Przynajmniej do czasu, kiedy nie usłyszał słów dowódcy… które jemu również nie przypadły do gustu. Jenkins i Ambrose znacznie różnili się w postrzeganiu świata i Paul mógł nie zgadzać się z nim w wielu kwestiach (przede wszystkim w nastawieniu do mutantów), ale pracowali razem. Powinni razem współpracować i nie robić sobie pod górkę. To się nazywał profesjonalizm. I wielka szkoda, że Spivey tego nie rozumiał.
Wraz ze słowami Setha, Paul utkwił spojrzenie w Hendersonie. Kiedy dostrzegł jego postawę… Jenkins niemal od razu zorientował się, że mutant znowu zamierza użyć mocy. Być może jego kolegom również chciał wybuchnąć pistolety, a być może miał zamiar zrobić coś wiele gorszego. Paul nie wiedział, nie miał zamiaru zgadywać, bo moc Ronniego była dla niego niepojęta. Nie mógł jednak pozwolić, by mężczyźni uciekli. Sprzyjał mutantom, ale ci tutaj.. oni nie mieli pokojowych zamiarów, co było widać po każdej jednej reakcji. Sam fakt, że nie chcieli chociażby wysłuchać propozycji Setha… mówił wiele. Powinni tego wysłuchać. Ambrose rzadko kiedy robił takie rzeczy.
– UŻYJCIE ŚWIEC, KURWA – ryknął, kierując słowa do Setha.
Natomiast pozwolenie im dotrzeć do klapy było wręcz niedopuszczalne. Tam wciąż mogła być Shivali. A biorąc pod uwagę to, że mutanci nie mieli oporów, by zrobić jej krzywdę.. to tylko podjudziło Paula. To wszystko wydarzyło się w ułamku sekundy. Kiedy Jenkins zobaczył posturę Ronniego, mężczyzna niemal od razu rzucił się w jego stronę, z zamiarem powalenia go na ziemię. W gruncie rzeczy liczyło się jedynie rozproszenie mężczyzny, zakłócenie jego spokoju i uniemożliwienie mu użycia mocy.
[Profil] [WWW]
  [B+]
 
Aaron Bartowski



Pal mi się, ogieńku! Pal mi się wesoło! Wy, złote iskierki, polatujcie wkoło!

pirokineza

89%

zakochany kundel





name:

Aaron Bartowski

alias:
Inferno

age:
29

height / weight:
185 / 90

Wysłany: 2018-05-20, 01:05   
   Multikonta: Agent Łukasza, Averill Bronson
  

   1 Rok na Giftedach!


Działo się naprawdę wiele. Akcja za akcją, nowe stare znajomości, typowe zachowania i stary dobry rozpierdol…
Przede wszystkim Christian postanowił nam pomóc, za co byłem mu wdzięczny. Szkoda aby, że to nie na wiele się zdało. D.O.G.S. wciąż miało nad nami chwilową przewagę. Cóż, mimo wszystko jednak, kiedy część broni została skierowana bardziej w jego kierunku niż moim, w pierwszym odruchu zamierzałem go zasłonić swoim ciałem. Nie dość, że był spoko, skoro przymroził oddział do ziemi, to na dodatek nie miał zaaplikowanej mutazyny we krwi. Tak, to oznaczało, że w tej chwili był cenniejszy niż ja. Ja oberwałem, co niezbyt mi schlebiało i też niewiele mogłem zrobić, za wyjątkiem szaleńczego rozpierdolu, za który brał się Ronnie.
Znałem go na tyle, by wiedzieć, by znać jego ruchy. Starałem się wyczuć najodpowiedniejszy moment, by poderwać się z ziemi, ciągnąc za sobą Christiana. Teraz musiał zwiewać z nami i, miałem nadzieję, że w dalszym ciągu będziemy mieli cholerne szczęście, jeszcze, kurwa, większe niż dotychczas, bo mierzono do nas z broni. Nie wiem, czym były załadowane. Może kolejne strzałki z mutazyną, a może cięższą amunicją. Niezależnie od tego i tak chciałem stąd zwiać, nie poddając się, nie podkładając, żyjąc, bo miałem dla kogo żyć. Alba…
- Tam, do tych drzwi – burknąłem gdzieś w trakcie do Chrisa, choć pewnie bardziej ogarniał co i jak w tym budynku. Poprzednią drogę ucieczki zasłaniał nam oddział Ambrose, więc pewnie ta była jedyną i potencjalną, którą mogliśmy zwiać z tego miejsca.
A przy okazji zamierzałem również jebnąć w Paula, który skupiał się na Ronniem. Skoro tak dobrze szły mi dziś zagrywki futbolowe, to czemu z tego nie skorzystać? I też zwiewałem przed ewentualnymi pociskami, więc lepiej było być w ruchu i to gdzieś w okolicach kolejnego członka D.O.G.S. Może są na tyle chociaż ogarnięci w kwestiach humanitarnych, że nie będą strzelać do swojego? Cóż, Paul miał znowu najpewniej zarobić kolejnego siniaka, zaś by po kolei zwiać z tego przeklętego miejsca.
_________________
I won't admit it but I'm not too well. I'd burn this city but you can't burn this hell.
[mru]
[Profil]
  [AB-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 6