Poprzedni temat «» Następny temat
Kuchnia
Autor Wiadomość
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-05-04, 19:17   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Fay też zbytnio nie przepadała za mutantami z DOGS, szczególnie po marszu pokojowym, gdy stanęła z jednym oko w oko, ale czy w ogóle można było oceniać takie osoby? Zastanawiała się, czy gdyby rząd znalazł ją szybciej niż bractwo, nie skończyłaby podobnie. No bo... okej, było to wystąpienie przeciwko podobnym sobie, ale z drugiej strony, jeśli nie znałaby żadnego mutanta osobiście i miała do wyboru poddanie się i jakieś przyzwoite funkcjonowanie, a zostanie królikiem doświadczalnym, to kto wie, czy nie wybrałaby tego pierwszego?
Oczywiście to było jedynie teoretyzowanie, bo teraz, po tym wszystkim, co DOGS zrobiło jej i innym mutantom, nawet by nie pomyślała, żeby iść na jakiekolwiek układy.
- Postaram się - westchnęła pod nosem, bo przecież nie mogła tego obiecać. Logika podpowiadała jej, że owszem, jej siostra mogła się bardzo zmienić i będąc w DOGS mogłaby chcieć ją wykorzystać, żeby dobrać się do innych mutantów. I wcale nie chodziło o to, że Fay mogłaby jej coś powiedzieć, po prostu... nie miała pojęcia, jaką mocą dysponowała jej siostra, a nie wykluczała faktu, że mogłaby być to jedna z tych, za pomocą któryś miesza się komuś w głowie.
Była jednak druga strona medalu - znała siostrę przez ponad połowę życia. Razem dorastały i były ze sobą naprawdę blisko, więc chociaż przez wzgląd na tamte czasy chciałaby wierzyć, że wszystko pójdzie w dobrym kierunku.
- Przestań, nie wpieprzasz się. Poza tym w takich sprawach chyba dobrze znać zdanie kogoś z zewnątrz - odparła, wzruszając lekko ramionami. Fay bywała uparta, czasami głucha na dobre rady, ale w tym przypadku zdawała sobie sprawę, że jej działania i osąd mogą być zbytnio nacechowane emocjami, a naprawdę nie chciałaby ani sama się zawieść, ani przez przypadek wpakować w coś innych.
- Widząc tych wszystkich zagorzałych przeciwników mutantów, zastanawiam się, co by zrobili, gdyby to u nich uaktywnił się gen x. Jak u Haywell'a z GC na marszu pokojowym. Nagle wszyscy twoi przyjaciele i zwolennicy są przeciwko tobie, a ty tracisz wszystko, co tak długo budowałeś na krzywdzie innych. To dopiero jest brutalna sprawiedliwość - powiedziała, uśmiechając się nikle. Nikt tak naprawdę nie znał dnia ani godziny, kiedy mogło mu się przytrafić coś na tyle złego, co aktywowałoby gen, dlatego Murphy nigdy nie mogła oprzeć się wrażeniu, że te wszystkie działania zahaczają o zwyczajną hipokryzję.
- Oczywiście! Nie wyobrażam sobie, żebym mogła zostać w tym lesie sama. Już z tobą prawie umierałam ze strachu, a co dopiero gdybyś miał tam zejść - pokręciła głową, unosząc wyżej kąciki ust. Jakkolwiek bardzo nie polubiła Penny, jej moc i tak wydawała jej się trochę przerażająca i cóż, bardzo nie chciałaby powtórki z tamtego dnia. Chociaż teraz, wiedząc, że wszystko, co pokazuje nie dzieje się naprawdę, mogłoby być o wiele łatwiej sobie z tym poradzić.
- No przykro mi, jak mówiłam, zrobiłam to z czysto egoistycznych pobudek - rzuciła, przekrzywiając głowę, z widocznym rozbawieniem na twarzy. Te kilka słów wystarczyło, żeby skutecznie oddaliła się myślami od Penny i wróciła nimi do Ronniego. Wraz z uśmiechem mężczyzny jedna z nich chyba trochę się zagalopowała, bo w pewnym momencie miała wrażenie, że temperatura w pomieszczeniu podniosła się na chwilę o te kilka stopni. Chociaż... równie dobrze mogła być to wina kurtki, którą wciąż miała na sobie... Pewna nie była - Trzymam cię za słowo - dodała jeszcze tylko, ot tak, żeby ostatnie zdanie należało do niej.
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
ronnie henderson



Some people survive chaos and that is how they grow. And some people thrive in chaos, because chaos is all they know

przyśpieszenie molekularne

84%

Rebel





name:

Ronnie Henderson

alias:
Vibe

age:
33

height / weight:
198/106

Wysłany: 2018-05-04, 23:41   
  

   1 Rok na Giftedach!


Nie był na tyle empatyczny, żeby spróbować postawić się na miejscu kogoś kto pracował dla dogs i próbować wymyślić listę powodów, przez które warto było to robić. Jego historia pokazywała jasno, że mutanci czy też ludzcy agenci dogs byli po prostu mu wrodzy. Nie zastanawiał się nad tym czy w innym wypadku skorzystałby z takiej okazji z jakiej być może skorzystała siostra Fay. Nigdy nie był obiektem badawczym, nie wiedział co zrobiłby kilka lat temu, gdy jego życie wyglądało inaczej. Być może również przeszedłby na drugą stronę? Wiedział tylko, że teraz… Chyba wolałby umrzeć, niż dołączyć do oddziałów wroga. Jak bardzo patetycznie by to nie brzmiało. Nienawidził dogs, nienawidził gc. Dla niego nie było żadnej różnicy między tymi dwiema organizacjami. Zamordowali mu siostrę, prawdopodobnie zabili Alex. Polowali na niego jak na szczura. Nie potrafił więc im współczuć czy też utożsamiać się z nimi na takim poziomie, że zawahałby się przed zabiciem jednego z nich, gdyby stanął z nim twarzą w twarz. Co więcej pragnął swojego rodzaju zemsty za wszystkie nieszczęścia, które mu się przytrafiły, więc posłanie na tamten świat jak największej ich ilości było czymś czego po cichu pragnął.
Podrapał się po policzku, kiwając głową. - Gdy dowiedzieli się, że jestem mutantem byłem na misji. Wtedy sprawy z mutantami wyglądały trochę inaczej. Nikt o nas nie wiedział… Było trochę łatwiej się ukryć. Przez kilka lat błąkałem się tu i tam. - zaczął, ale po chwili zrobił krótką przerwę, bo chciał oszczędzić sobie i jej jak największej ilości szczegółów. - Pomyślałem, że ojciec będzie w stanie mi jakoś pomóc. Cokolwiek. Uznałem, że wkońcu jesteśmy rodziną, prawda? Mogę na nich liczyć. W każdym razie, gdy pojawiłem się w Nowym Jorku i to właśnie oni byli pierwszymi, którzy się ode mnie odwrócili. Więc… Gdy przychodzi do podziału na mutantów i ludzi… Więzy rodzinne się kończą. Więc taka jest moja opinia z zewnątrz. - zakończył swój wywód. - Nie generalizuję, ale tak po prostu jest. Lepiej spodziewać się najgorszego. - Jak ten człowiek w ogóle miał siłę podnieść się rano z łóżka?
Przegryzł policzek. - Oni się nas boją. Strach budzi agresję. Jesteś specjalistką od zwierząt, wiesz jak to działa. - wzruszył lekko ramionami. - Strach wyciąga z ludzi to jacy naprawdę są. - Już dawno pogodził się z tym, że jego rodzina i wielu, wielu innych to po prostu stado pojebanych dupków. Nie, żeby przestało go to mierzić, ale pogodził się z tym, że nie można nikomu zaufać, bo wcześniej czy później kopnie go w tyłek. Wiara w ludzi była tylko aktem wypięcia się i przygotowania do nadchodzącego ciosu.
- Wyobraź sobie, że Mike zostanie z nią sam. - uśmiechnął się kącikiem ust. Moc Penny wyjątkowo mu się nie podobała. Był prostym facetem. Spuścić wpierdol, dostać wpierdol. Jednak wyjątkowo nie lubił mieszania w głowie, tym bardziej że w tej jego znajdowało się wiele mrocznych zakątków, do których nie chciał za nic nikogo wpuszczać. Sam nawet tam nie zaglądał. Dziewczynka była jeszcze dość nieufna, ale miała w sobie coś ciężkiego do określenia. Dziwne ciepło, które kontrastowało z mroczną stroną jej mocy. Polubił tego szkraba, żeby nie powiedzieć że skradł mu serce. Jednak dziecko nie panowało nad swoją mocą, a on nie lubił gdy ktoś zaglądał do jego umysłu i odnajdywał w nim jego największe lęki. Nie czuł się wtedy sobą.
Uśmiech znikł z jego ust. - Jeśli nie wrócimy Mike pewnie nie będzie wiedział co z nią zrobić i powie Colleen. - rzucił jej krótkie spojrzenie. Nie chciał, żeby Colleen dowiedziała się o dziecku. Nie ufał jej już, ani jej osądowi. Mała powinna wychować się gdzieś daleko stąd, a już na pewno nie w tym obozie.
- Czysto egoistyczną pobudką było to, że zrobiłoby ci się najzwyczajniej smutno, gdybym umarł i nie chciałaś żyć z tym smutkiem? - odpowiedział jej przekornie. On również lubił mieć ostatnie słowo. - Może jakaś motywacja, żebym wiedział, że warto dotrzymać tego słowa? - zapytał zaczepnie. Zapędzał się. Wiedział to, bo zanim powiedział to na głos jego myśli pogalopowały znacznie dalej niż powinny. To nie był najlepszy czas. Ale być może jutra miało nie być, a on naprawdę nie miał ochoty ganić się za myśli, które przecież wciąż były tylko myślami. Czy żarty, które przecież miały nimi tylko pozostać.
_________________
TELL ME, FATHER, WHICH TO ASK FORGIVENESS FOR:
WHAT I AM, OR WHAT I'M NOT?
[Profil]
  [0-]
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-05-05, 01:24   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Fay po prostu... starała się nie wrzucać wszystkich do jednego worka, to wszystko. Nie każdy dogs był na wskroś zły, a niektórzy mutanci po prostu robili wszystko, żeby przeżyć. Jakoś żyć, niekoniecznie na laboratoryjnych stołach, od badania do eksperymentu. Czy to aż tak bardzo różniło się od tego, co robili oni, tutaj w obozie? Różniła się jedynie strona barykady.
Skoro już poruszyła ten temat, chciała poznać jego opinię, więc nie odzywała się, dopóki nie skończył. Po części go rozumiała, ale nie mogła się też oprzeć wrażeniu, że jej sytuacja była nieco inna.
- Wiem, jak to działa - odezwała się w końcu, przełykając cicho ślinę - Ten podział... nie muszę daleko szukać, mnie też matka chciała leczyć za wszelką cenę. Tylko że Sophie nie jest człowiekiem. Jest taka, jak my. Nie ma powodu mnie nienawidzić - powiedziała, upierając się przy swoim. Gdyby sytuacja była inna, nie drążyłaby tematu. Wolałaby zakończyć sprawę na zobaczeniu jej, sprawdzeniu jak się ma, jak bardzo się zmieniła. Jednak tutaj... po prostu widziała szansę na to, że nie zostanie skreślona na wstępie, jeśli tylko dojdzie do jakiegokolwiek bliższego kontaktu. Nie liczyła na jakieś wielkie zjednoczenie rodziny, wystarczyło jej, że będzie miała okazję by wysłuchać i zostać wysłuchaną.
- Mimo wszystko trochę się od zwierząt różnimy. Potrafimy lepiej ocenić "zagrożenie" i znaleźć więcej sposobów, na poradzenie sobie z nim, niż tylko atak. No, a przynajmniej tak powinno być w teorii - odparła tylko, wzruszając lekko ramionami. Nie za bardzo widziała sens dokopywać się do pierwotnych zamiarów ich przeciwników, bo pewnie było ich równie dużo, co samych osób. Jedni robili to dla poparcia, drudzy z przekonania, a jeszcze inni, bo zwyczajnie byli zdrowo pierdolnięci i czerpali przyjemność z tego, że mogli kogoś krzywdzić i nie ponosić za to konsekwencji. A sam strach? Nie miał nic do rzeczy, jeśli tylko nie stało się oko w oko z zagrożeniem i nie miało poczucia, że albo się zabije, albo zostanie zabitym. I tyle w temacie.
- Tak, ale... co innego być z nią w bezpiecznym domku, wiedząc, do czego jest zdolna. Mnie też zdążyła nastraszyć raz czy dwa, gdy byłam z nią sama, ale miałam tą świadomość, że to tylko iluzja - no i przede nie miała jakichś ukrytych lęków, czy ekstremalnie złych wspomnień związanych z przeszłością. Nic, co byłoby na tyle realne, żeby oderwać ją od rzeczywistości i zmusić do jakichś konkretnych działań. A przynajmniej tak jej się wydawało.
Poza tym, czy można się dziwić małej za to, jaka była? Straciła rodziców, przeżyła piekło, którego większość dzieciaków w jej wieku, ba, nawet i dorosłych nie potrafiło sobie wyobrazić.
- Mamy jeszcze trochę czasu, możemy zastanowić się nad jakimś wyjściem. Mogłabym poprosić Tildę, żeby wybiła mu to z głowy. Jest chyba ostatnią osobą, która chciałaby mówić Colleen o czymkolwiek - odparła, zastanawiając się nad tym przez chwilkę, chociaż niezbyt podobało jej się, że musieli rozważać opcje typu "co będzie, jeśli zginiemy". Mimo wszystko wierzyła, może odrobinę naiwnie, że wyjdą z tego cało.
- Czas mojej żałoby byłby adekwatny do tego, ile się znaliśmy. Czyli jakieś... dwie godziny? - uśmiechnęła się zadziornie, czując ogromną potrzebę, żeby nie dać mu tej satysfakcji związanej z wygraną ich małej dyskusji. W pewnym momencie nawet postanowiła wsunąć się na blat, o który jeszcze chwilę temu się opierała, ot tylko po to, żeby być na równi z nim. Lepsza pozycja, większe szanse, wszystko się liczyło w momencie tak ważnej konwersacji - Hmm, skoro tak stawiasz sprawę, to może... postawię ci coś lepszego, niż to piwo? - spytała, zerkając na jego butelkę, po sekundzie sama jednak odpowiadając sobie na pytanie - Chociaż nie, masz rację, słaba motywacja... nie wiem, no naprawdę nie wiem, co mogłoby cię zainteresować - odparła, trochę się drocząc, a po chwili wzdychając teatralnie, przez co zupełnie przypadkiem kurtka zsunęła jej się z lewego ramienia. Nie było to zamierzone, a że Fay zupełnie tego nie poczuła, to i nic z tym faktem nie zrobiła. Zamiast tego wciąż spoglądała na Ronniego lekko wyzywająco, ciekawa, czy wykona kolejny ruch, czy jednak spasuje.
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
ronnie henderson



Some people survive chaos and that is how they grow. And some people thrive in chaos, because chaos is all they know

przyśpieszenie molekularne

84%

Rebel





name:

Ronnie Henderson

alias:
Vibe

age:
33

height / weight:
198/106

Wysłany: 2018-05-06, 23:04   
  

   1 Rok na Giftedach!


Jego nienawiść do dogs miała charakter bardziej personalny. To nie była kwestia tego czy dogs było dobre czy złe. Czy ludzie, którzy pracowali dla tej organizacji mieli wybór czy też go nie mieli. Dogs i gc od kilkunastu lat uprzykrzało mu życie. Zabili jego siostrę, która przecież nie była niczemu winna. Nic go nie obchodziło czy osoba, która pociągnęła wtedy za spust zrobiła to, bo tego chciała czy też dlatego że została do tego zmuszona. Zamordowała jego małą siostrzyczkę. Przez lata tropili go jak myśliwi zwierzynę łowną. Zniszczyli mu życie, a potem gdy udało mu się osiągnąć względną równowagę zabrali mu Alex. Dla niego tutaj nigdy nie chodziło o moralność. Każdy agent dogs był jego wrogiem. W takim myśleniu tkwił od wielu lat i nie czuł potrzeby tego zmieniać. Dobrze było wiedzieć kto jest twoim wrogiem. Nie chciał zastanawiać się nad tym czy przeciwnik stojący przed nim jest nim faktycznie. Oni chcieli go zabić lub złapać, a on musiał zadbać o to, żeby to się nie stało. Wahanie się w takich sytuacjach wiązało się z pewnego rodzaju zaufaniem, że ktoś tego nie wykorzysta. Tyle, że on nie ufał prawie, że nikomu. Zawsze zakładał najgorsze, a po ludziach oczekiwał najgorszego.
Uśmiechnął się nieco smutno. Być może miała rację. Być może jej sytuacja nie była taka sama, jednak w jego oczach istniało jedno bardzo znaczące podobieństwo. Podobnie jak on kiedyś, tak ona teraz liczyła na siłę więzi rodzinnych. On zapłacił za tą pomyłkę naprawdę wysoką cenę. - Tego nie wiesz. A nawet jeśli nie nienawidzić to wciąż może być w dogs, bo tego chce. Nie będę hipokrytą. Nie będę ci mówić, że sam nie skorzystałbym z takiej okazji, bo gdyby była tylko możliwość, że mógłbym zobaczyć Patty, to też bym z niej skorzystał. Po prostu radzę ci, żebyś nie pozwalała sobie na to, żeby stracić czujność. Nie wiesz co się z nią działo przez te kilka lat. Nie wiesz jakim człowiekiem się stała. - odpowiedział jej spokojnym głosem, wciąż walcząc z poczuciem, że wpieprza się w to stanowczo za mocno. Ciężko przychodziło mu pozwalanie komukolwiek na grzebanie w jego życiu osobistym. Z góry zakładał, że większość ludzi ma podobnie. Ale nie wszyscy przecież byli tacy jak on. Pozwalał sobie na mówienie o swojej przyszłości, a jednak większość tych faktów nie była jakąś wielką tajemnicą. Nie wszyscy o tym wiedzieli, aczkolwiek wystarczyło zapytać kogoś kto miał dłuższy jęzor i Fay bez problemu by się o tym dowiedziała. Rzadko o tym mówił. Zwykle na podjęcie tego tematu reagował złością, a jednak Fay powiedziała mu swojej siostrze. Nie życzył jej tego, żeby zawiodła się na kimś bliskim tak bardzo jak on. Być może nie znał jej dobrze, ale coś w niej budziło jego zaufanie. Przynajmniej na tyle, żeby powiedzieć to o czym myślał w tej chwili na głos.
- W idealnym świecie, w którym żyją dobrzy ludzi, którzy obecnie są na wyginięciu. - jego usta wykrzywiły się w grymasie. Być może nie był to strach przed zagrożeniem, z którym stało się twarzą w twarz. To był strach przed innością. Strach przed potencjalnym zagrożeniem, a może po prostu strach przed tym, że sami mogą stać się tą wyklętą częścią społeczeństwa, aktywując gen X. Nie musiał tego precyzować. Strach budził agresję, nienawiść czy nawet tą przezorną ostrożność rządu czy większości ludzi, która sprawiła że stali się marginesem społeczeństwa. Lub też czasami ludzi mieli po prostu poczucie, że mogą posuwać się daleko w imię własnego przetrwania czy bezpieczeństwa. Nie potrafił inaczej wyjaśnić sobie, dlaczego tak bardzo ich nienawidzą. Dlatego przyrównywał to do zwierzęcych instynktów. Atak w momencie zagrożenia. Chociaż może nawet ludzi momentami byli gorsi, bo podobno zwierzęta nie atakowały dla przyjemności, chodziło o pożywienie lub samoobronę.
- Dość nieprzyjemne doświadczenie. - skomentował, bo mała Penny i mu również napędziła stracha. To było coś innego niż w lesie. Wiedział co się dzieję, jednak przerażające było że potrafiła wedrzeć się do jego umysłu i odkryć rzeczy, których się bał. Przywołać wspomnienia, które chciał zapomnieć i przy tym wcale nie chcieć nikogo skrzywdzić. - Jasne. Niech go pilnuję. Lepiej żeby nikt się nie dowiedział, a co gorsza żeby nikomu nie przyszło do głowy, żeby wykorzystywać jej moc. - Oboje widzieli do czego była zdolna. Byłaby dość dobrą bronią w starciu z wrogiem. Oczywiście, że przeszło mu to przez myśl. Po prostu nie był zwyrodnialcem i zdawał sobie sprawę, że była tylko dzieckiem. Wykorzystywanie jej było po prostu złe. Zasługiwała na chociaż iluzję normalności. Kogoś kto się nią zaopiekuje, imitację normalnego dzieciństwa czy poczucie bezpieczeństwa. Obawiał się, że gdyby wieść o jej mocy doszłaby do odpowiednich uszu, Penny nie dostałaby tej szansy. - Znam pewnych ludzi w Seattle. Często pomagają mutantom. Gdybyśmy nie wrócili mogliby tam zabrać Penny, oni znaleźliby jej jakiś dom. - Nie uważał, że najlepszym wyjściem było wysyłanie jej do obcych, a jednak w tym momencie wydawało się to mu najlepszą opcją jaką mieli.
- Trzy lata? - skrzyżował ręce na piersiach, obserwując jak wskakuje na blask, po czym uśmiechnął się nieco szerzej. Oh, był pewien, że tak naprawdę te trzy lata wcale się nie liczyło, bo przecież praktycznie ze sobą nie rozmawiali, aczkolwiek brzmiało znacznie lepiej niż dwie godziny żałoby.
Obserwował jak kurtka zsuwa się z jej ramienia, ukazując kawałek skóry. Chrząknął, rzucając krótkie spojrzenie w dół, by po chwili ponownie na nią spojrzeć. Zrobił krok w jej stronę. - Nie.. Piwo w zupełności mi wystarczy. - odparł, wyciągając w jej stronę dłoń, by poprawić jej kurtkę. - Możesz przynieść też dwa.
_________________
TELL ME, FATHER, WHICH TO ASK FORGIVENESS FOR:
WHAT I AM, OR WHAT I'M NOT?
[Profil]
  [0-]
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-05-07, 19:18   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Dziewczyna chyba jeszcze nie potrafiła patrzeć na to wszystko w ten sposób. Okej, ogólnie było mówione, że dogs ich prześladuje, zabija i zatrzymuje w ośrodkach. Problem jednak tkwił w tym, że to nigdy nie ugodziło w Fay osobiście. Okej, zabrali jej siostrę, ale doszła do takich wniosków dopiero po latach. Okej, zabijali ludzi z bractwa, ale nigdy na szczęście nie był to nikt, kogo bliżej znała. Ona nie brała udziału w akcjach, jedynie pomagała w ich przygotowaniu. Marsz był tak naprawdę pierwszym jako takim piekiełkiem, które przeszła przez dogs i gc, ale też tylko dlatego, że sama została postrzelona.
Nienawidziła dogs, ale bardziej z zasady, niż z własnych doświadczeń.
Ciekawe, czy po jutrzejszym dniu miałoby się to zmienić...
- Nie stracę czujności - zapewniła Ronniego, ale też przede wszystkim siebie, postanawiając sobie, żeby rzeczywiście uważać. Mimo, że cała ta sytuacja nadal wydawała jej się nieco... abstrakcyjna? Dopiero dowiedziała się, że jej siostra żyje i miała wrażenie, że miną wieki, zanim dojdzie do sytuacji, o której rozmawiali.
Fay wcale nie odbierała tego tak, że Henderson wpieprzał się w jej prywatne sprawy. Sama naprawdę rzadko mówiła o sobie, ale w tym przypadku miała wrażenie, że chyba zwariuje, jeśli zostanie z tym sama jeszcze przez godzinę dłużej. No i nawinął się Ronnie, który akurat zechciał ją wysłuchać. Albo nie chciał, a jeśli tak, to miło z jego strony, że nie dawał jej tego odczuć.
- Mówisz - pewnie wiesz - mruknęła tylko, nie do końca przekonana jego słowami. Była z tych osób, które wolały wierzyć, że świat nie jest aż tak bardzo beznadziejny, a ludzie źli do szpilu kości. Może było w tym nieco z dziecięcej naiwności, ale dzięki temu miała poczucie, że to, co robi, miało jakikolwiek sens.
W najgorszym wypadku czas jeszcze zdąży zweryfikować jej przekonania.
- Tak, to prawda. Ale z drugiej strony trudno się jej dziwić, dużo przeszła, straciła rodziców, a jej moc bardzo reaguje na negatywne emocje. Ma koszmary praktycznie co noc, a przez to, mam wrażenie, że ja też - odparła, dzieląc się spostrzeżeniami co do Penny. No bo pewnie to w jej domku aktualnie pomieszkiwała. Cass nie było, Fay miała w pokoju wolne łóżko i mogła mieć oko na małą praktycznie przez cały czas. Obecnie mieszkała jedynie z Tildą, której ufała na tyle, żeby powiedzieć o małej wiedząc, że informacja nie wydostanie się poza ich domek.
- Widzę, że nie tylko ja o tym pomyślałam - rzuciła ciszej, uśmiechając się krzywo - Gdyby była starsza i umiała panować nad mocą, mogłaby być naprawdę... hmm, cenna? Wystarczy popatrzeć na to, co zrobiła w lesie... - westchnęła pod nosem - Ale to wciąż tylko dziecko i najlepiej będzie, jeśli informacje o tym, co potrafi, nie wydostaną się poza naszą czwórkę - dodała, mają na myśli oczywiście ich, Tildę, z którą mieszkała i Mike'a, który miał pilnować Małą. Kluczowe było, żeby nie usłyszała o niej ani Colleen, ani nie daj boże dogs, bo w tym przypadku... nie chciała nawet o tym myśleć, mogłoby to zapoczątkować jakieś chore polowanie - To może być nasza jedyna opcja. Jutro, zanim wyjedziemy, będziemy musieli dogadać szczegóły - pokiwała lekko głową, bo lepszej okazji może nie być. A musieli zamknąć tą sprawę, w końcu byli odpowiedzialni za Penny. Fay chciała zrobić co w jej mocy, żeby było jej jak najlepiej.
- Przemilczane trzy lata - poprawiła go, unosząc na chwilę palec ku górze, żeby na pewno dobrze podkreślić ten fakt. Znali się z widzenia, ale co z tego, skoro nigdy nie przeprowadzili jakiejś konkretniejszej rozmowy?
Przez chwilę obserwowała, jak do niej podchodzi, zastanawiając się, co wydarzy się za sekundę czy dwie. Rozmowa przeszła na nieco śmielszy stopień, więc czy było możliwe, żeby stało się to również z ich działaniami?
Szczerze? Przeszło jej to przez myśl. Ciekawiej, że przyłapała się na tym, że chyba nie miałaby niczego przeciwko. Okej, znali się te kilka dni, nie wiedzieli o sobie zbyt wiele, ale jutra już mogło nie być. Ta świadomość sprawiała, że w pewien sposób pragnęła bliskości drugiego człowieka. Bardziej niż zwykle.
- Twoja strata - powiedziała cicho, wiodąc wzrokiem za jego dłonią tylko po to, żeby zobaczyć, jak poprawia jej kurtkę. Hmm? Niby nie poczuła, że coś jej spada z ramienia... ale no, to było tylko ramię. Gdyby chciała, mogłaby ściągnąć kurtkę całkowicie, i co wtedy? Tylko tyle, że nie miała na sobie stanika... nikt normalny przecież nie śpi w staniku... ale koszulka zakrywała co trzeba - Pomyślę nad tym - dodała, wracając spojrzeniem do jego twarzy i oczu, nie poruszając się ani o centymetr.
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
ronnie henderson



Some people survive chaos and that is how they grow. And some people thrive in chaos, because chaos is all they know

przyśpieszenie molekularne

84%

Rebel





name:

Ronnie Henderson

alias:
Vibe

age:
33

height / weight:
198/106

Wysłany: 2018-05-08, 17:13   
  

   1 Rok na Giftedach!


Nie akceptował istnienia dogs. Eksperymenty na mutantach, wielkie pieniądze jakie za tym stały, wszystko to oblane słodką polewą iluzji, że zapewnieniają bezpieczeństwo obywatelom. Bujda na sankach. Nie mieli prawa. Owszem. Byli niebezpieczni. Moc jaką władał mogła spowodować zagrożenie, ale czy będąc jeszcze niedoświadczonym mutantem skrzywdził kogoś kogo nie powinien? Bezduszna wojna była w ich opinii dobra, ale już zmutowany żołnierz w ich szeregach im uwierał. Nie wiedział co wtedy chcieli z nim zrobić. Prawdopodobnie przebadać, przeprowadzić eksperymenty… Po prostu zabić? Jeszcze wtedy nie zrobił nic złego, przynajmniej niczego co było złe i wychodziło poza jego kompetencję. Reszta jego występków była spowodowana tym co musiał zrobić, żeby przetrwać. Przynajmniej w taki sposób próbował się wybielić, bo z tego punktu widzenia nie różnił się tak bardzo od agentów dogs, których tak bardzo nienawidził.
Poruszył ramionami w odpowiedzi na jej słowa. Przez lata stracił po prostu wiarę, a gdy pogodził się z tym żyło mu się po prostu łatwiej. Nie wyobrażał sobie jak można wciąż wierzyć w ludzi, gdy oni wciąż cię zawodzą. Go zawodzili na każdym kroku. Być może w ten sposób pozbawił się tego co motywowało innych ludzi - celu. W końcu uparcie utrzymywał, że praktycznie w nic już nie wierzy. Dziwne, że jakoś odnajdywał w sobie siłę, by wstać z łóżka. Poczucie bezsensu ostatnio w ogóle go nie opuszczało. Po prostu egzystował.
Pokiwał głową. - Miejmy nadzieję, że z czasem odpuszczą. Obóz bynajmniej nie jest zbyt dobrym miejscem, żeby odzyskać równowagę. Powinna poczuć się gdzieś bezpiecznie. - odparł. Penny była jeszcze dzieckiem, a te chociaż delikatne, miewały silną psychikę. Dorośli ludzie nie potrafili radzić sobie z taką traumą, a jednak… Liczył, że z czasem mała się z tym pogodzi, a przynajmniej na tyle by przespać spokojnie noc. Takich rzeczy niestety nigdy się nie zapominało.
- Wziąłbym ją czasami do siebie, ale sam nie sypiam zbyt dobrze - uśmiechnął się krzywo. Nie miał pojęcia czy Mike skarżył się jej na to, że przez Ronniego musieli systematycznie wymieniać okna w ich domku. W każdym razie to nie byłby zbyt dobry pomysł, ale też średnio wychodziło, że to właśnie Fay musiała mieć koszmary, podczas gdy oboje powinni wziąć to na siebie.
Pokiwał niechętnie głową. - Wiem. Wystarczyło kilka minut, a pozbyła się całego oddziału dogs. - powiedział, patrząc ponuro na Fay. - Dlatego obawiam się, że gdyby ktoś się od tym dowiedział, uznałby że nie warto czekać jak dorośnie. Oficjalnie wróciliśmy sami, nikt nie wie, że Penny przeżyła, ale nie wiem jak długo uda nam się ją tutaj ukryć. Z jednej strony… Nie wiem.. Nie jesteśmy jej rodzicami, a tutaj nigdy nie będzie dla niej bezpiecznie. Ale z drugiej strony nie chcę jej po prostu odsyłać do kolejnych obcych ludzi, którzy mogą ją kiedyś znów odesłać. - wypuścił głośno powietrze, bo w końcu wyrzucił to o czym myślał od momentu, gdy odnaleźli dziewczynkę. Współczuł jej, ale z drugiej strony miał wrażenie, że nie mogą nic dla niej zrobić. - Zrobimy to. Spróbuję skontaktować się z Ackermanami.
- Oh, nie przesadzaj, jestem pewny, że gdy naprawialiśmy samochody, kiedyś kazałem ci podać mi klucz. Wiem, bo podałaś mi zły. - zaśmiał się. Zazwyczaj nie nawiązywał jakiś bliższych relacji z większością mutantów będących w Bractwie. Zwykle takie rzeczy wychodziły w praniu. Tak jak on i Bartkowski. Czy tak jak z Mikiem. Yvonne kilka razy zaangażowała ich do wspólnej misji i po prostu tak wyszło. Resztę może nie tyle co omijał szerokim łukiem, co po prostu cenił sobie zachowanie odpowiedniego dystansu.
Owszem. Mu też przeszło to przez myśl. Nawet kilka razy i gdy próbował wyrzucić to z głowy zdał sobie sprawę, że tak naprawdę nic go w tym momencie nie powstrzymywało. Był tylko mężczyzną, a ona była pociągająca. Efekt ten potęgowała obecna sceneria, świadomość, że jutro stało pod jednym wielkim znakiem zapytania, a gdy tak na nią teraz patrzył wydawało mu się to warte grzechu. - Jakoś się po niej pozbieram. - kącik jego ust lekko drgnął. Przesunął ręką po kołnierzu jej kurtki, łapiąc jej spojrzenie. On również nie odwrócił wzroku co więcej zrobił następny krok, stając blisko niej. - Jasne. Zastanów się. - spojrzał na nią z rozbawieniem, a potem pociągnął lekko za wcześniej wspomniany kołnierzyk i musnął wargami jej wargi.
_________________
TELL ME, FATHER, WHICH TO ASK FORGIVENESS FOR:
WHAT I AM, OR WHAT I'M NOT?
[Profil]
  [0-]
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-05-10, 17:14   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Można było sobie nie akceptować istnienia dogs, jednak nie zmieniało to faktu, że to żyło i miało się dobrze. Wprowadzali zamęt, szerzyli propagandę i oni jedynie mogli próbować coś z tym zrobić, opierać się bardziej lub mniej skutecznie.
W przypadku Fay to też nie odnosiło się do samego tego wielkiego konfliktu. Ona po prostu... miała pewne opory przed krzywdzeniem innych, czy to członków dogs czy nie. W kierunku człowieka pierwszy trafny strzał oddała chyba na marszu pokojowym, a i wtedy bardzo wahała się, czy to zrobić, czy nie potrafiłaby znaleźć innego wyjścia. Tyle razy odczuwała ból i strach towarzyszący śmierci, że jakoś nie była zbyt chętna, żeby fundować coś takiego innym. No, chyba, że ktoś naprawdę by ją do tego zmusił, ale to była już inna sytuacja.
- Może i nie jest najlepszym miejscem, ale... jest tu spokojnie. To i tak całkiem spora zmiana w porównaniu z tym, co miała wcześniej - powiedziała, wzruszając lekko ramionami. Obóz miał swoje wady, ale przynajmniej nie trzeba było się obawiać złapania. Miało się własne łóżko, swój kącik i do względnej stabilizacji to naprawdę wystarczyło - Nie ma sprawy, to nie jest jakiś wielki problem. Zresztą, u mnie chyba już się zadomowiła - rzuciła tylko. No trudno no, czasem trzeba było zacisnąć zęby i jakoś przetrwać noc, ewentualnie delikatnie obudzić małą. Czasem przestawała, czasem nie, bywało naprawdę różnie i zdecydowanie świadczyło o tym, że Penny nie ma wpływu na to, co robi. Fay nie mogła jej winić, zresztą, każdy przez to przechodził.
Plus... cóż, to nie była jakaś wielka tajemnica, że w jednym z domków notorycznie musiały być wymieniane okna oraz czyja była to sprawka. Biorąc pod uwagę moce Ronniego to po prostu nie był dobry pomysł, żeby spali w jednym pokoju.
- Zdałam raport, że się spóźniliśmy i na miejscu nie było już ani dogs, ani mutantów - wtrąciła się w pewnym momencie - Wiem, mam to samo. Próbowałam wypytać ją o jakąś inną rodzinę, ale na razie nie za bardzo chce mówić. Jeśli jutro wszystko pójdzie okej, spróbuję poszukać czegoś na własną rękę, ale jeśli nic nie znajdę to niech będzie, jak mówisz - powiedziała, chociaż... cóż, nie za bardzo znała Ackermanów, nie miała pojęcia, czy posłanie do nich Penny było dobrym, czy złym pomysłem. Postanowiła w tej kwestii zaufać Ronniemu.
- Nie wiem czy odzywanie się do wystających spod samochodu nóg można nazwać rozmową - pokręciła głową z rozbawieniem, chociaż tak jak teraz mówił, to coś jej świtało. I tak, taka sytuacja zdecydowanie by do niej pasowała. Jeśli chodzi o samochód to potrafiła co najwyżej sprawdzić poziom oleju. No i prowadzić, oczywiście. Resztę zostawiała mechanikom.
Nie powiedziała nic na jego kolejne słowa. Jakoś tak... z niewiadomego powodu była zbyt rozkojarzona, żeby sklecić jakiekolwiek sensowne zdanie, więc po prostu pozwoliła mu wygrać tą małą dyskusję. Ostatnie słowo należało więc do niego.
Siedziała spokojnie jak trusia, mając świadomość, do czego to wszystko dąży i nie mając zamiaru nic zrobić, żeby to zatrzymać. Pozwalała na to, żeby się zbliżył, wykonał pierwszy krok, zastanawiając się czy z tą kurtką to przypadkiem nie robi jej odrobinę na złość, naciągając ją wyżej, gdy jej akuratnie robiło się coraz bardziej ciepło...
W tym samym momencie, gdy jej wzrok mimowolnie zjechał z jego oczu do ust, Ronnie zrobił ten ostatni mały krok w jej stronę, znacząco zmniejszając dzielącą ich odległość i nareszcie decydując się na to, o czym oboje myśleli przez ostatnie kilka chwil. Mimo to i tak była nieco zaskoczona, że jej ciche życzenia tak szybko stały się rzeczywistością. Przez sekundę czy dwie nie wiedziała co robić, czując jego usta na swoich i niemal słysząc, jak szybko zaczyna bić jej serce. Jednak potem, gdy jej myśli tak po prostu się rozpłynęły i ograniczyły do tu i teraz, uniosła kąciki ust w lekkim uśmiechu, by po chwili odwzajemnić pocałunek, z początku delikatnie, odrobinę nieśmiało. Zaraz jednak podniosła dłonie, kładąc je na jego szyi i torsie, żeby zmniejszyć dystans między nimi i nadać swoim ruchom nieco więcej pewności.
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
ronnie henderson



Some people survive chaos and that is how they grow. And some people thrive in chaos, because chaos is all they know

przyśpieszenie molekularne

84%

Rebel





name:

Ronnie Henderson

alias:
Vibe

age:
33

height / weight:
198/106

Wysłany: 2018-05-14, 15:57   
  

   1 Rok na Giftedach!


Być może to był właśnie główny powód, przez który miał zamiar wziąć udział w tym szalonym planie. Miał dość. Pod żadnym względem nie był bohaterem, a nawet sporo mu do niego brakowało, ale siedzenie z założonymi rękami również nie leżało w jego naturze. Mógł upierać się przy tym jak bardzo cenił sobie własne życie, ale nie mógł już tak dłużej. Nie mógł na to patrzeć, wiedząc że może zrobić cokolwiek. Był wściekły. Uczucie to nie opuszczało go od ponad dekady, a on próbował uciszyć je na wiele sposobów. Jednak nie potrafił. Chociaż brnął w swoją filozofię akceptacji wszystkiego co złe, mówiąc, że po prostu świat jest zepsuty od środka i nie da się nic zrobić, wewnętrznie się z tym nie godził. Nawet jeśli nie widział w tym wszystkim większego sensu, jakąś częścią siebie wciąż nie potrafił tego zaakceptować. Może było to głupie, brawurowe i być może przez to zginie, a jednak miało to dla niego tyle samo sensu co siedzenie tutaj założonymi rękami. Tam przynajmniej nie musiał w sobie tego dusić. Mógł być wściekły i nikt nie musiał wiedzieć, że on też chciałby w końcu poczuć ulgę.
- Dla ciebie. Dla mnie. Obawiam, że nie dla niej. - wzruszył ramionami. Obóz wypełniony był nieznajomymi jej ludźmi, a ona na dodatek była skrywana przez nich w domku Fay. Teoretycznie była bezpieczna. Miała łóżko, całkiem zjadalny posiłek, a może nawet gdzieś tam w obozie udało się im znaleźć jakieś zabawki, by mogła sobie zająć nimi czas, jednak obóz wciąż nie imitował tego co powinno mieć każde dziecko - domu. Nie był pewien czy w obecnej sytuacji tak łatwo byłoby im jej go zapewnić. Ale z pewnością łatwiej byłoby jej gdzieś daleko od tego zgiełku, gdzieś na końcu świata, gdzie mogłaby po prostu zapomnieć albo chociaż spróbować. - To dobrze. Masz lepsze warunki. - bąknął z uśmiechem, bo już pomijając kwestie wybuchowych zdolności Ronniego, to trzeba mieć też na uwadze jego bałaganiarstwo, ciągłe zanieczyszczanie powietrza dymem papierosowym, wszechobecne kiepy oraz fakt, że prawdopodobnie zapominałby o tym, że dziecko musi jeść, ewentualnie karmiłby je tymi samymi śmieciami co siebie. Gdyby nie był mutantem i jakimś cudem udałoby mu się założyć rodzinę nie nadawałby się kompletnie na czyjegokolwiek opiekuna.
Przegryzł policzek, obracając w rękach butelkę. - Myślisz, że to widziała? - zapytał, unosząc wzrok i patrząc na Fay. Gryzło go od samego początku. Penny nie była zbyt ufnym dzieckiem. Wydawała się go akceptować, a jednak… może to sobie wmawiał, żeby po prostu poczuć się gorzej, ale miał wrażenie, że mogła zobaczyć co zrobił z rudowłosą kobietą lub też jej ciałem. Chociaż mógł to być tylko głos jego sumienia. - Jasne. To byłaby najlepsza opcja. Może udałoby mi się wrócić do lasu i poszukać jakiś wskazówek, dokumentów, czegokolwiek. - zaproponował.
W pewien sposób postawił wszystko na jedną kartę. Chociaż wydawało mu się, że ona również tego chce, mógł się mylić. Niebyłby pierwszym mężczyzną, któremu zrozumienie kobiety sprawiało problemy. Gdy jednak poczuł, że zbliża się do niego, odwzajemnia to. Nie chciał się więcej zastanawiać. Jego dłonie zsunęły się z jej ramion, przyciągając ją do siebie. Zrobił kolejny krok, chociaż właściwie był już tak blisko, że musiał odchylić ją do tyłu, wsuwając dłonie pod jej kurtkę. Właściwie to zapomniał już jakie to uczucie. Praktycznie odbierające dech w piersiach. Jej miękkie wargi smakowały lodami śmietankowymi. Czuł się bardziej pijany niż mógł być po wypiciu tego nieszczęsnego piwa. Ale mimo wszystko to było dobre uczucie. Dawno tego nie doświadczył.
_________________
TELL ME, FATHER, WHICH TO ASK FORGIVENESS FOR:
WHAT I AM, OR WHAT I'M NOT?
[Profil]
  [0-]
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-05-14, 20:42   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Fay coraz mniej chciała o tym wszystkim myśleć, analizować te wszystkie powody, dla których to robiła i wyliczać rzeczy, które mogły pójść źle. Całkiem prawdopodobne, że było związane to z faktem, że w końcu znalazła coś, co było w stanie skutecznie rozproszyć jej uwagę. Albo raczej kogoś.
Inna sprawa, że już nic więcej nie dało się zrobić. Wykorzystali jak najlepiej czas, który mieli, dopracowali plan jak mogli, sprawdzili ile się dało i... mieli te kilkanaście godzin przerwy, które powinni wykorzystać na odpoczynek. Teoretycznie kolejne działania miały mieć miejsce dopiero pod siedzibą dogs, więc chociaż te kilka godzin powinni być spokojni, tak? Szkoda, że w praktyce nie do końca tak to działało. No i do tego dochodziła kwestia Penny... Fay leżała na łóżku, patrząc się na śpiącą małą i zastanawiając się, kto w ogóle będzie chciał wziąć na siebie taką odpowiedzialność, jeśli oni nie wrócą? Nikt inny nie był tam, w górach, nie widział co się stało i do czego dziewczynka była zdolna, nie znał jej sytuacji. Nikt nie miał żadnych podstaw do tego, żeby potraktować ją inaczej niż kolejnego, obozowego dzieciaka. Wolontariusze mogli się z nimi bawić, mogli się nimi zajmować, ale przy takiej ilości osób, nie będzie im zależeć tak, jak powinno.
- Koczowali w lesie - przypomniała mu, wzdychając pod nosem, bo jak dla niej łóżko w ciepłym domku wciąż było lepsze, niż namiot i karimata. A co do bezpieczeństwa... starała się trzymać rękę na pulsie, żeby w razie czego móc odpowiednio szybko zareagować, gdyby coś miało się stać, ale wiadomo, nie dało się przewidzieć wszystkiego.
Fay też nie była jakoś strasznie schludna i poukładana, tylko tak... no w granicach rozsądku, zdarzało się, że zwyczajnie nie chciało jej się sprzątać, jednak gdy trafiła do niej Penny, po prostu starała się, żeby było jak najlepiej. Bardziej pilnowała czystości, jedzenia, pory snu... starała się dbać o wszystko, a że należała do całkiem zaradnych osób, udawało jej się to wszystko całkiem nieźle ogarniać. Grunt to mieć chęci, tak?
- Nie sądzę. To było... dużo później, a jej ojciec musiał ją osłaniać od samego początku. Nie wiem, trudno wyczuć, jak dużo rozumie z tego wszystkiego, co się stało - powiedziała, wzruszając lekko ramionami. Nie wiedziała, czy Penny wie, czemu ona i jej rodzice musieli się ukrywać, dlaczego ludzie nie akceptują jej mocy. Dziewczynka w ogóle jakoś niewiele się odzywała, ale może to po prostu wciąż był szok i brak zaufania wobec nich.
Podniosła wzrok na Ronniego - Wiem, że to cię gryzie, ale... czasu nie cofniesz. Nie mogłeś wiedzieć, że to tak naprawdę nie były tylko zwłoki i... gdybyś ty nie zareagował, zrobiłabym to ja - powiedziała, przygryzając lekko dolną wargę. Miała przecież w dłoni naładowany rewolwer, a w tamtej chwili nie było czasu na zastanawianie się, jak bardzo prawdziwe było to, co widzą. Nie byli do końca sobą, mała zbyt skutecznie namieszała im w głowie.
- Myślisz, że dogs już tego nie zrobiło? - spytała, bo przecież ktoś musiał zainteresować się zniknięciem całego oddziału. Obawiała się, że inni dotarli na miejsce i dość dobrze je przeszukali.
To było dla Fay coś zupełnie nowego, kompletnie inne doświadczenie. Nie zdarzyło jej się mieć krótkich przygód tego typu, więc teraz... musiała przyznać, że było w tym coś ekscytującego. Do tego dochodziło dość nieoczywiste miejsce i lekka obawa, że kogoś w każdej chwili mogą zainteresować zapalone światła i komuś mogłoby się nie spodobać obściskiwanie się na kuchennym blacie.
Dlatego też na chwilę sięgnęła ręką w bok, żeby nacisnąć przełącznik i tym samym zgasić żarówkę. Potem już mogła na spokojnie wrócić dłonią do jego szyi, by następnie przenieść ją na twarz, przesuwając palcami po jego zaroście i ani na moment nie przerywając pocałunków.
Musiała nieco odchylić się do tyłu, jednak to wcale jej nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie, uświadomiło, jak bardzo kurtka ciąży jej na ramionach, więc postanowiła szybko się od niej uwolnić, by zostać w samej koszulce.
Jego dotyk był zaskakujący, ale w dobry sposób, Jedynie sprawił, że w pierwszej chwili leciutko drgnęła, jednak potem już wiedziała czego i gdzie się spodziewać, więc mogła na nowo całować, smakować i przestać myśleć o całym bożym świecie.
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
ronnie henderson



Some people survive chaos and that is how they grow. And some people thrive in chaos, because chaos is all they know

przyśpieszenie molekularne

84%

Rebel





name:

Ronnie Henderson

alias:
Vibe

age:
33

height / weight:
198/106

Wysłany: 2018-05-18, 23:41   
  

   1 Rok na Giftedach!


Zrobili to co mogli. Nie było czasu na perfekcyjnie ułożony plan, nie było czasu na podjęcie jakiejś dobrej strategii. To wszystko było jedynym wielkim szaleństwem. Musiał zdawać sobie sprawę z tego, że być może to nie wyjdzie, że być może tego nie przeżyje, że być może coś spierdoli się tak, że nie będą w stanie wybrnąć z tego cało. Jednak mimo wszystko szansa, że może im się udać, sprawiała że chciał spróbować. Wiedział, że stają przeciwko zorganizowanej grupie, którą chroniło prawo i rząd. Wiedział, że idą tam tylko w piątkę i prawdopodobnie to jeden z najgłupszych planów jakie kiedykolwiek miał zrealizować, ale tak długo nie robił nic… że miał tego dość i nie poniekąd nie przejmował się przez to aż tak bardzo swoim losem. Może powinien, bo stanie się obiektem badań mogło nie należeć do najprzyjemniejszych doświadczeń w jego życiu. Więc żyjąc z tą świadomością…. To był jego ostatni dzień. Nie. Nie chodziło o to, że miałby żałować go do końca życia, ale również nie miał wiele do stracenia. Pierwszy raz od bardzo dawna mógł kierować się po prostu tym czego tak naprawdę chce.
- Przynajmniej była ze swoimi rodzicami. - odparł jej. W sumie tak naprawdę nie było ważne gdzie mała była, ale z kim. Teraz otaczali ją obcy ludzie. Jej rodzice byli martwi, a ona musiała zdawać sobie z tego sprawę.
- Wiem. Mimo wszystko to byłem ja. - uśmiechnął się kwaśno. Gryzło go to jak jasna cholera. Mimo wszystko nie lubił zabijać. Jednak czymś innym było zabicie kogoś kto stał z wymierzoną do ciebie bronią, a czym innym było zabicie twojego niewinnego pobratymca. Nigdy nie chciał się stać taką osobą, a jednak nie miał na to wpływu i każdego dnia musiał patrzeć w oczy Fay. Być może Fay zareagowałaby podobnie, ale to on rozerwał matkę dziecka na strzępy.
- Nie wiem, ale może nie zbadali wszystkiego tak jak trzeba. - wzruszył ramionami, warto było spróbować chociaż tego, skoro nie mogli zrobić nic więcej dla Penny.
To było cholernie szalone. Nie żeby wcześniej miał jakieś superważne zasady dotyczące z kim i gdzie sypia( w zasadzie to nie miał żadnych), a jednak… Znał ją już jakiś czas. Wiedział kim jest i wczoraj oboje byli razem na misji, ale wcześniej nie spodziewałby tego po sobie. Mimo wszystko na świecie było naprawdę wiele pięknych kobiet, więc dlaczego teraz? Dzisiaj? Może nie chodziło do końca o przypadek? Nie analizował tego w tym momencie. Po prostu dał się temu ponieść, bo nie wiedział co będzie jutro. Bez myślenia o konsekwencjach, bez myślenia o tym co się stanie. Po prostu był tu i teraz, i to było cholernie dobre uczucie, a Fay wydawała się... Kompletnie nie wiedział co w tym momencie myśleć, a jednak działała na niego w dziwnie nieokreślony sposób,
Jej kurtka opadła, światło zgasło, a on naprawdę nie potrzebował jakiegoś większego zachęcenia. Jego ręce powędrowały pod jej koszulkę, a usta zaczęły błądzić po jej szyi, obojczyku. Czuł jak jej ciało drży, ale skoro nie odepchnęłą go, to też go to nie zatrzymywało. Być może nie znali się zbyt długo, być może oboje zginą następnego dnia, ale co z tego skoro ten właśnie moment wydawał się być tak cholernie dobry. Coś na co zasługiwali oboje. Nawet jeśli jutro miało malować się w ciemnych barwach.
_________________
TELL ME, FATHER, WHICH TO ASK FORGIVENESS FOR:
WHAT I AM, OR WHAT I'M NOT?
[Profil]
  [0-]
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-05-19, 15:15   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


+18?

Tego argumentu niestety nie potrafiła przebić. To była prawda, mała na ten moment nie miała nikogo i gdziekolwiek by nie trafiła, nie będzie jej tam tak dobrze, jak przy własnych rodzicach. I jakkolwiek z Ronniem nie starałaby się nią zająć i tak nie będzie się to mogło równać z tym, co miała wcześniej. Fay zastanawiała się, ile czasu zajmie małej przyzwyczajenie się do nich, nabranie zaufania na tyle, żeby była w stanie powiedzieć o sobie coś więcej niż to, że nazywa się Penny. Inna sprawa, że teraz sami, świadomie przerywali cały ten proces, zostawiając ją. Murphy miała jedynie nadzieję, że rozłąka będzie krótka. A przynajmniej w jej przypadku było to bardziej prawdopodobne.
- To był wypadek. Ale jeśli na siłę chcesz szukać winnego, pomyśl o osobie, która namieszała ci w głowie. Albo o członkach dogs, którzy rozpętali tą całą masakrę - powiedziała, zaciskając usta - Ja też nie byłam wystarczająco uważna, gdy wtedy schodziliśmy po tym zboczu. Nie tylko twoje działania złożyły się na to, co się stało - odparła, kręcąc lekko głową. Do czego dążyła to to, że sytuacja i tak była beznadziejna, a gdyby ich tam nie było... Penny zamiast spać w Firwood, spędzałaby właśnie kolejną noc w ośrodku terapii, albo w siedzibie dogs. A przy jej mocy obroża czy mutazyna byłyby koniecznością. Ech, nawet ciężko było jej o tym myśleć.
- Nie wiem, czy nie lepiej byłoby poczekać jeszcze trochę, aż Penny nie powie nam o sobie czegoś więcej, wtedy łatwiej byłoby znaleźć jej rodzinę. Jeśli jakąś ma - niestety, wątpiła, żeby dogs nie posprzątało dokładnie po jatce, jaką urządzili. Wszystkie ważne rzeczy z pewnością zniknęły już z powierzchni ziemi.
Tak to już chyba było, że w niektórych sytuacjach z ludzi wychodziły na jaw rzeczy, o których wcześniej nawet by nie pomyśleli. Wystarczyło spojrzeć na taką Fay, która zazwyczaj do tych spraw nie miała aż tak luźnego podejścia. W pierwszej kolejności stawiała na uczucia i lepsze poznanie się, jednak teraz zdawała się jakby o tym wszystkim zapomnieć. I nie miała zamiaru żałować tej decyzji ani przez sekundę.
Kolejne działania mężczyzny tylko utwierdziły ją w tym przekonaniu. Poczuła jego dłonie pod koszulką, coraz wyżej i wyżej, sunące delikatnie po jej skórze i zahaczające o te bardziej wrażliwe miejsca - Taka motywacja się podoba, czy kończymy? - wymruczała zadziornie do jego ucha, gdy uwolnił jej usta i zjechał wargami w dół, na jej szyję. Westchnęła cicho, przymykając powieki i przechylając lekko głowę, żeby ułatwić mu zadanie. Sama początkowo wsunęła jedną dłoń w jego włosy, po chwili zaciskając w nich palce, gdy Ronnie znowu natrafił na jeden z jej czułych punków, skutkujący przyjemnym uciskiem w podbrzuszu. Serce zabiło jej szybciej, gdy kolejne sekundy oczekiwania stawały się niemal słodko bolesne. Chciała, żeby to stało się już, teraz, natychmiast, nawet rozsunęła lekko nogi, żeby mógł się zbliżyć jeszcze bardziej, a ręka, która do tej pory leżała względnie spokojnie na jego ramieniu, sięgnęła w dół, wchodząc odrobinę za pasek spodni, w odwecie drażniąc najczulsze miejsca...
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
ronnie henderson



Some people survive chaos and that is how they grow. And some people thrive in chaos, because chaos is all they know

przyśpieszenie molekularne

84%

Rebel





name:

Ronnie Henderson

alias:
Vibe

age:
33

height / weight:
198/106

Wysłany: 2018-05-19, 23:11   
  

   1 Rok na Giftedach!


Chyba właśnie ta myśl doskwierała mu najbardziej. Ona nie miała nikogo. Nie wiedzieli o żadnej rodzinie, która mogłaby się nią zaopiekować, a oni… cóż nie byli jej rodziną. Byli obcymi ludźmi, którzy przecież nie mogli się nią opiekować w nieskończoność. Nie mieli przecież nawet takiej możliwości. Bractwo przestało być bezpiecznym miejscem. Nie on jeden nie wierzył w ich przywódczynię. Ktoś zdradził Yvonne, która darzona była przez wszystkim szacunkiem. Kwestią czasu było to, że być może ktoś kiedyś zdradzi Colleen. Nie mogli zadbać o własne bezpieczeństwo, więc jak mogli chronić ją? Mimo tego, że jej moc była przerażająca była tylko dzieckiem, które mogło zostać podle wykorzystane przez innych. Chciał, żeby była bezpieczna. Nie chciał wysyłać jej do kolejnych obcych ludzi, którzy być może szybko będą chcieli się jej pozbyć. Czuł jednak, że nie powinni brać za nią odpowiedzialności na dłuższą metę. Bił się w głowie z myślami i sam nie wiedział, która strona wewnętrznego konfliktu miała rację.
- Wypadek. - uśmiechnął się gorzko, powtarzając jej słowa. Wypadkiem było to, że praktycznie raz w tygodniu pękały im szyby w domku . Tym razem jednak ktoś na tym ucierpiał. Nie potrafił o tym nie myśleć.
Podrapał się po policzku i pokiwał głową, trochę bez przekonania. - Jasne. To był tylko wypadek. Może była już martwa. - odpowiedział Fay, ale chyba tylko dlatego, że nie chciał, żeby oczyściła go z jego win. Był wdzięczny, że go o to nie obwiniała, ale no cóż… On się obwiniał i ciężko było to zmienić. Był w stanie z tym żyć. Żył z wieloma winami na sumieniu. To po prostu kolejna do jego kolekcji, którą wyciągał w momencie, gdy chciał się nad sobą trochę poznęcać. Musiał czuć się winny, bo inaczej wróciłby do czasów, gdy obwiniał cały świat o swoje złe uczynki. Musiał ponosić jakieś konsekwencję, bo łatwo było stracić swoje człowieczeństwo, gdy nosi się w sobie tyle gniewu. - Jasne. Może ona nam coś powie, a może ci ludzie, którzy dali ci cynk, że oni tam w ogóle są. Może oni wiedzą cokolwiek.
- Nie wyrobiłem sobie jeszcze na ten temat zdania. - odparł jej, uśmiechając się między pocałunkami.
Jego ręce zbłądziły gdzieś pod jej koszulką. Jej skóra wydawała się być tak bardzo miękka pod jego szorstkimi dłońmi. Wcześniej nie miał szansy poczuć subtelnego zapachu jej skóry, słyszeć cichy, urwany oddech, który sprawiał przyjemne mrowienie, ilekroć tylko smagał jego skórę. Ta mieszanka niemalże doprowadzała do szaleństwa. Sprawnie pozbył się innych zbędnych części garderoby, rzucając je gdzieś daleko za siebie razem ze swoją koszulką. Jego skóra wcale nie była taka gładka jak skóra Fay. Pokryta licznymi pamiątkami z przeszłości. W niczym nie przypominał modela z pierwszych stron gazet. Nieregularność jasnych, nierównych bruzd tworzyła dość upiorną mozaikę na skórze jego klatki piersiowej, a w szczególności pleców. Ktoś mógłby nawet stwierdzić, że te blizny były po prostu oszpecające. Fay nie odpakowała jednak tej przykrej niespodzianki, bo w kuchni panował półmrok, a nierówności jego skóry były tylko wyczuwalne. Nie lubił być tam dotykany, a jednak w tym momencie całkowicie o tym zapomniał. Właściwie nawet tego chciał, bo granice między ich ciałami właściwie już się zatarły i z każdą chwilą zapominał się w tym coraz bardziej, aż w końcu nadeszło upragnione uczucie pustki. Żadnych niepokojących myśli. Czuł pod sobą jej ciepłe ciało, jej nogi były owinięte wokół jego bioder. Cisza przerywana tylko niespokojnymi, nierównymi oddechami. To musiało się kiedyś skończyć. Podniósł głowę, łapiąc spojrzenie jej zielonych oczu. Odkrył, że ich kolor cholernie mu się podobał. - Teraz czuję się zmotywowany, by nie dać się zabić i wrócić. - uśmiechnął się łobuzersko, zaczepiając zębami jej wargę. Szczerze powiedziawszy nie chciał się stąd ruszać. Gdyby mógł zostałby tu jak najdłużej, bo najzwyczajniej chyba w tej chwili nie chciał być już sam do rana. Dwa nagie ciała na kuchennym blacie jednak z pewnością nie zachęcały nikogo do spożycia śniadania, które przecież za kilka godzin miało nadejść. Odnalazł dłonią jej koszulkę, która zahaczona o jedną z szafek zwisała w ciemnościach i podał ją jej. Wielka szkoda. Musnął wargami skórę jej szyi i sprytnie ukradł jej krótki pocałunek, a potem odsunął się od niej, ruszając w poszukiwaniu własnych ubrań.
_________________
TELL ME, FATHER, WHICH TO ASK FORGIVENESS FOR:
WHAT I AM, OR WHAT I'M NOT?
[Profil]
  [0-]
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-05-20, 18:31   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


+18

Ton głosu Ronniego wcale nie przekonywał dziewczyny. On po prostu wiedział swoje i choćby się starała, to miała wrażenie, że i tak nic, co powie nie pocieszy go, ani nie usunie wyrzutów sumienia. A chciałaby, chciałaby mu pomóc, bo przecież byli w tym razem i chociaż to nie ona użyła mocy, też nie była dumna z tego, co się stało. Jednak tak, jak mówiła dla niej był to po prostu przykry wypadek. Pamiętała, jak się wtedy czuła, jak spanikowana była i jak łatwo brała na poważnie wszystko, co widziała. Gdyby ten... trup chciał dorwać ją, pewnie też automatycznie w jakiś sposób postanowiłaby się obronić. Ronnie po prostu ją w tym ubiegł i cichutko była mu za to wdzięczna, bo sama... jeśli ta kobieta wtedy żyła, byłaby pierwszą ofiara na koncie Fay. Ciężko powiedzieć, jak by to zniosła.
Odpuściła temat, spuszczając jedynie wzrok na krótką chwilę. Nie rozgrzeszała go, po prostu wiele czynników złożyło się na to, że sytuacja tak źle się potoczyła. Jego działanie było tylko jednym z nich, niestety najbardziej bezpośrednim.
- Spróbuję dowiedzieć się czegoś jutro, zanim pojedziemy - powiedziała tylko, bo wysłać smsa to nie problem. Po prostu chwilowo pora była nieodpowiednia na takie rzeczy.
Była za to odpowiednia na inne, do których bez większego zastanowienia przeszli i Fay... niemal zapomniała już, jakie to uczucie, być w taki sposób dotykaną, być tak blisko drugiej osoby... trochę czasu minęło, odkąd kogoś miała, a też nie pchała się do łóżka pierwszej lepszej osoby, tak po prostu, żeby raz na jakiś czas się zabawić.
Całe szczęście kuchni i blatu nie można było nazwać sypialnią i łóżkiem, więc ta jedna zasada była wciąż przestrzegana. Dodatkowo czuła ten lekki dreszczyk emocji na myśl, że ktoś mógłby tu teraz wejść i... pewnie z miejsca spaliłaby się ze wstydu, chociaż jak na razie nic nie wskazywało na to, żeby ta krótka przygoda nie uszła im na sucho.
Fay odwzajemniała wszystkie pocałunki, wcale nie protestując, gdy mężczyzna pociągnął jej koszulkę do góry i upuścił ją gdzieś na ziemię, nawet nie widziała gdzie. Była zbyt zajęta nim, odczuwaniem tego wszystkiego, co się z nią działo, reagowaniem na kolejne pieszczoty... Był tak blisko, że nie miała okazji się mu przyjrzeć, jednak nawet jeśli czuła pod palcami te wszystkie blizny i nierówności i tak nie przejmowała się tym w tej chwili. Nie chciała żadnego modela z okładki, chciała jego.
Dresowe spodnie, które robiły jej za dół pidżamy także zdążyły już się zsunąć, gdy Fay wróciła ustami do jego ust, dłońmi także zakończyła wędrówkę po jego ciele, by jedną z nich złapać za brzeg blatu, a drugą ponownie ulokować we włosach Ronniego. Odchyliła się lekko do tyłu, gdy upragniona przyjemność wreszcie nadeszła, nie mogąc zapanować nad krótkim, urywanym oddechem i przyjemnym dreszczem, który przeszedł przez jej ciało.
Uśmiechnęła się dopiero po chwili, gdy już była w stanie spokojnie pojąć znaczenie jego słów - Nie dziękuj - odparła niewinnym tonem, podnosząc roześmiany wzrok do jego oczu. A potem, gdy się odsunął, sięgnęła po kurtkę, na której siedziała przez cały ten czas i zakryła się nią na czas, kiedy Ronnie oddalił się w poszukiwaniu ciuchów. Naciągnęła na siebie spodnie, potem od Hendersona dostała jeszcze swoją koszulkę, której nie dane jej było ubrać jeszcze przez chwilę, gdy mężczyzna po raz kolejny skutecznie rozproszył jej uwagę, uniemożliwiając tą najprostszą czynność.
W końcu jednak wszystkie części garderoby znalazły się na swoim miejscu i Fay, mimo, że nie chciała tego robić, zaczęła zastanawiać się nad powrotem do Firwood.
- Chyba... chyba powinnam się zbierać. Penny czasem budzi się w nocy, rozumiesz... - powiedziała, zakładając za ucho niesforny kosmyk włosów. W pierwotnym planie był jedynie krótki spacer, a wyszło o wiele, wiele więcej, przez co Fay kompletnie straciła poczucie czasu.
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
ronnie henderson



Some people survive chaos and that is how they grow. And some people thrive in chaos, because chaos is all they know

przyśpieszenie molekularne

84%

Rebel





name:

Ronnie Henderson

alias:
Vibe

age:
33

height / weight:
198/106

Wysłany: 2018-05-22, 22:41   
  

   1 Rok na Giftedach!


Już dawno nauczył się, że lepiej jest nie dzielić bliskości z nikim. Najgorsza rzeczą dla niego była bezsilność. On działał. Walczył, uciekał, próbował jakoś przetrwać. Coś go cały czas napędzało. Czy to własna głupota, złość czy zdarzało się i dobre pobudki. Jednak nie we wszystko dało się kopnąć, nie wszystko dało się zniszczyć. A cóż… Pewne przywiązanie do ludzi było taką formą bezsilności, bo gdy metody siłowe nie odnosiły żadnego skutku. Co więcej mu pozostało? Nie mógł zrobić nic, widząc pozbawione życia ciało siostry. Żaden wybuch nie potrafił przywrócić jej życia. Nie mógł zrobić nic, gdy zabrali Alex i tego też nic nie potrafiło naprawić. Wciąż miał świadomość, że być może nie żyje, a być może przeprowadzają na niej jakieś chore eksperymenty aż do tej pory. Nie mógł nic poradzić na uczucie tęsknoty, ani nie mógł nic zrobić, gdy dowiedział się że to właśnie Nancy, której przecież ufał, zdradziła Yvonne. Czy którąś z tych dwóch ostatnich kiedykolwiek kochał? Sam nie wiedział. Być może zadawanie sobie tego pytania już nasuwało negatywną odpowiedź. A być może po prostu nie potrafił. Z pewnością mu zależało. Jego odwieczny problem. Więc po co było pchać się w jakiekolwiek głębsze relację z kimkolwiek? Nie kończyło się to zwykle zbyt dobrze. Dlatego on nie szukał takich rzeczy. Nie szukał bliskości, poznania się. On poszukiwał ucieczki. I owszem po części również tęsknił za tym jak to jest z kimś być, ale wciąż w głowie miał to, że czasami lepiej nie angażować się. Najpierw było słodko, a później odwracało się to przeciwko niemu. Nie chciał, żeby mu zależało, ale zwykle nie miał nad tym kontroli. To po prostu się działo. Może był po prostu zbyt głupi, żeby nad tym zapanować, a może… Sam nie wiedział. Kwestia samotności? Żeby ktoś sprawiał, że chciało mu się żyć i żeby widział w tym wszystkim jakiś sens, cel. Dość żałosne powody.
Nie myślał jednak teraz o tych wszystkich rzeczach. Było tu i teraz. Nie zastanawiał się nad przeszłością czy nawet nad tym co będzie jutro. Bo w końcu jutra mogło nie być, a przynajmniej dla niego mogło się to wszystko na jutrze skończyć. Więc dlaczego miał zastanawiać się nad tym czy postępuje w tym momencie mądrze? Oboje tego chcieli. Nie miał zamiaru tego żałować. Czy nie myślał o tym wcześniej? Oh, był tylko facetem i nie był ślepy. Jednak jego myśli jeśli błądziły, to skupiały się głównie na kategoriach estetycznych. Nie pozwalał sobie na zbyt dużo, bo już odebrał swoją nauczkę, a jednak w tym momencie wszystkie nauki życiowe poszły w cholerę. I naprawdę nie chciał tego rozkładać na czynniki pierwsze. Chciał tego. Zrobił to. I tak… Chciał więcej. Ale wiedział, że nie teraz. Nie dzisiaj. W przyszłości, której mógł już nie mieć. Taka wielka szkoda. Uświadomił sobie to, patrząc jak nakłada koszulkę. Uśmiechnął się dopiero, gdy przemówiła. - Jasne. Jest już późno. - pokiwał głową. - Odprowadzę cię. I tak idę w tamtą stronę. - zaproponował nasz drogi romantyk. - Chyba, że wolisz sama włóczyć się po obozie w prawie przezroczystym podkoszulku. - uśmiechnął się. No dobra, tutaj wcale nie było niebezpiecznie. Może chciał coś jeszcze ugrać, a może po prostu nie chciał wyjść na faceta, który sobie użył i dla niego było po sprawie.
_________________
TELL ME, FATHER, WHICH TO ASK FORGIVENESS FOR:
WHAT I AM, OR WHAT I'M NOT?
[Profil]
  [0-]
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-05-23, 21:10   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Ostatni czas był dla Fay naprawdę kiepski. Najpierw misja jej i Ronniego, która nie skończyła się za dobrze, potem marsz pokojowy, na którym było jeszcze gorzej, bo dodatkowo zarobiła kulkę. Następnie przeprowadzone w chory sposób spotkanie bractwa, aż wreszcie akcja, która miała rozegrać się jutro. Nie przypuszczała, że podczas tego całego ciągu złych wydarzeń może w tak nagły i nieprzewidziany sposób zdarzyć się coś dobrego, będącego tak przyjemną odskocznią. Na kilka chwil mogła po prostu przestać myśleć, analizować to wszystko co się wydarzyło i mogło zdarzyć i po prostu... oddać się całkowicie jednej czynności.
Zmianę było chyba nawet widać gołym okiem. Delikatny uśmiech, który jakoś nie chciał zejść z jej twarzy, lekko zaróżowione, ciepłe policzki... Serce nadal biło jej szybciej, niż powinno, jakoś nie mogąc się uspokoić po tym, co się stało. Naprawdę dawno nie czuła się jednocześnie tak rozbudzona i przyjemnie zmęczona, a samo to uczucie może i było lekko dezorientujące, jednak dziewczyna spokojnie mogłaby się do niego przyzwyczaić.
Tak samo, jak mogłaby to powtórzyć i... w tym samym momencie, gdy przyznała to przed samą sobą, zdała sobie sprawę, że przecież może już nie być takiej okazji.
Kiwnęła jedynie głową, gdy Ronnie zaproponował wspólny powrót do ich domków. Wizja spędzenia kolejnych kilku minut w jego towarzystwie wyjątkowo przypadła jej do gustu.
- Jesteś pewien, że to nie twoja wyobraźnia? Bo ja nie widzę, żeby cokolwiek prześwitywało - odparła, uśmiechając się przekornie, ale ostatecznie, gdy już zsunęła się z blatu, zapięła kurtkę na zamek prawie pod samą szyję. I tak miała to zrobić, na dworze było zdecydowanie za zimno na koszulkę na ramiączkach.
Jakoś nie uśmiechało jej się opuszczać kuchni. Chciałaby jeszcze trochę przeciągnąć ten moment, ale jednocześnie oboje mieli jakieś zobowiązania. Musieli być wypoczęci na jutro, a dodatkowo Fay naprawdę wolalaby być przy Penny, jeśli tej znowu będzie śniło się coś złego. Przynajmniej miała wtedy szansę ją obudzić, zanim dziewczynka zacznie wyciągać najgorsze koszmary ludzi dookoła niej.
Noc była naprawdę chłodna, lecz mimo spacer był przyjemny i Fay nie była szczególnie szczęśliwa, gdy musiał się skończyć. Po przyjściu do domku, dziewczyna od razu udała się do swojego pokoju i... chyba nic dziwnego, że zasnęła praktycznie w momencie, gdy wtuliła twarz w poduszkę.

//zt
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 5