Poprzedni temat «» Następny temat
Trasy wspinaczkowe w górach
Autor Wiadomość
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-04-23, 14:09   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Gdy już się wydawało, że bardziej dziwnie i niepokojąco być nie może, wydarzało się coś, co udowadniało im, że jednak się da. Tak było teraz, gdy odgłosy wystrzałów dźwięczały Fay w uszach i nawet nie było wiadomo, przed czym się bronić, w którą stronę oddawać strzały... właśnie, rewolwer, cały czas miała go w ręce, ściskając kurczowo drewniany chwyt. Tylko co z tego, gdy nawet nie widziała przeciwnika?
Ronnie pociągnął ją w kierunku jakiegoś drzewa i nawet nie protestowała, tylko sprawnie poruszała nogami, żeby go nie opóźniać. Przez tą chwilę jego działania nie wydały jej się w żaden sposób dziwny, dopiero gdy jego dłonie zaczęły naciskać na jej brzuch... okej, coś jej tu nie grało. Miała nawet zwrócić mu uwagę, żeby jakby co poczekał do końca akcji, ale w tym samym momencie zobaczyła plamę, nie na swoim, a jego ubraniu.
- Ronnie, ty... oberwałeś - wydusiła, nie ukrywając szoku i nie mając pojęcia, co robić. Tyle krwi... i to z kilku miejsc... nie musiała być lekarzem, żeby stwierdzić, że z takimi obrażeniami nie wychodzi się cało. Nie w środku lasu, bez żadnej medycznej pomocy.
- Nie... nie możesz teraz umrzeć - powiedziała, a w jej oczach autentycznie pojawiły się łzy. Ze strachu, szoku i wszystkiego innego naraz. Szybko usiadła na kolanach i zarzuciła z ramion plecak. Wzięła jakiś mały zestaw pierwszej pomocy, jakieś bandaże, ale... cholera wie, co się robiło przy tylu ranch. Ubrań jej nie starczy na opaski uciskowe - Zabiję cię jak umrzesz i mnie tu zostawisz - dodała drżącym głosem, już nie zwracając uwagi na to, że chciał ją ratować, bo to przecież ona chciała pomóc jemu. Nawet nie pomyślała, że mogła być to jakaś iluzja, że to wszystko nie było prawdą. Rany, krew, jej zapach, wszystko się zgadzało, było aż do bólu realistyczne. Szkarłatna ciecz nawet przeniosła się na jej ręce, gdy nie mając nic lepszego to nimi chciała zatamować krwawienie.
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
ronnie henderson



Some people survive chaos and that is how they grow. And some people thrive in chaos, because chaos is all they know

przyśpieszenie molekularne

84%

Rebel





name:

Ronnie Henderson

alias:
Vibe

age:
33

height / weight:
198/106

Wysłany: 2018-04-24, 21:23   
  

   1 Rok na Giftedach!


Przez chwilę ogarnęła go kompletna niemoc. Co miał do cholery zrobić? Nie był medykiem. Jakieś tam podstawy pierwszej pomocy znał, bo musiał, ale kompletnie nie wiedział jak należy postąpić w takiej sytuacji, oprócz tego że należało zatrzymać krwawienie. Co miał przypalić jej ranę, by przestała krwawić? Jeszcze bardziej szalone było to, że w tym momencie zwracała uwagę na jego rany. Zmarszczył lekko brwi, bo nic nie poczuł. Spojrzał odruchowo na siebie i nic nie zobaczył. Żadnych śladów krwi. Nie czuł bólu. - Wydaje ci się. - powiedział, starając się brzmieć spokojnie. Chociaż w środku zaczynał powoli tracić chłodną ocenę sytuacji. W jeszcze większą konsternację wprowadziły go jej kolejne słowa. - Hej, hej.. - rzucił, kręcąc energicznie głową. Naprawdę delikatne traktowanie nie leżało w jego naturzę. Uznał, że była w szoku, a on nie chciał sprawić, żeby i ona zaczynała panikować. - Ja się jeszcze nie wybieram na tamten świat. Spokojnie. Ze mną wszystko w porządku. - popatrzył na nią, chociaż trudno było mu ukryć strach, który był wypisany na jego twarzy. Gdy zobaczył, że jest w stanie normalnie się poruszać i zachowywałaby jakby nic się nie stało, na chwilę zastygł w bezruchu. Była ranna, a jednak zachowywałaby się jak wszystko jest w porządku. - Fay.. Ze mną wszystko jest w porządku. Nie jestem ranny. Ty jesteś. - powiedział to śmiesznie powoli, jakby wokół wszystko nie działo się tak szybko.
_________________
TELL ME, FATHER, WHICH TO ASK FORGIVENESS FOR:
WHAT I AM, OR WHAT I'M NOT?
[Profil]
  [0-]
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-04-25, 17:06   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Przypalić ranę? Przy czymś takim i tak by umarła, tyle że z bólu, o! To by dopiero było szalone, gdyby chciał w ten sposób zatamować krwawienie rany, której nigdy przecież nie było. W najgorszym koszmarze nie potrafiłaby wyobrazić sobie czegoś gorszego.
W pierwszej chwili nie potrafiła uwierzyć mu na słowo, nadal zaaferowana tym, że przecież tracił tak strasznie dużo krwi... a ona... może i miała jakieś pojęcie jak postępować w podobnych sytuacjach, jednak teraz, gdy musiała wykorzystać swoje umiejętności w praktyce, z tak małą ilością przydatnych rzeczy i tak rozległymi obrażeniami. Bała się, że nie da rady, palnikowała, podsycana tym dziwnym strachem.
Ale stop, zatrzymała się na chwilkę gdy i Ronnie zaczął mówić spokojniej. Ona ranna? Nie... chyba że... jej ręka! Może po prostu tego nie czuła? Szybko wyciągnęła ją w bok, badając ją prawa dłonią, ale to także nie było to - Nie... - pokręciła głową - Nie jestem - dodała słabo, znowu przenosząc na niego wzrok i ostrożnie spuszczając go na jego tors, gdzie jak widziała, plama czerwieni była największa.
Musiała to sprawdzić, po prostu. Nabierając do całej sprawy nieco dystansu, po prostu podniosła dłoń i sięgnęła nią do rany Ronniego, tym razem nie, żeby ją zatamować tylko... wybadać? Przełamała się, żeby nie zwracać uwagi na krew, tylko spróbować wyczuć poszarpany od kuli materiał, a nawet chcąc odnaleźć samą ranę - Naprawdę nic nie czujesz? - wyszeptała, bo jej wydawało się, że naprawdę to robi, niemal wsadza palec wskazujący w jego ranę. Jeśli takie atrakcje Ronnie fundował jej na ich pierwszym, dłuższym spotkaniu to chyba będzie musiała się poważnie zastanowić nad kolejnym.
Pytanie tylko brzmiało, co było prawdą? Czy nie byli ranni, chociaż im się tak wydawało, czy może któreś z nich rzeczywiście było ranne, tylko tego nie czuło?
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-04-29, 23:32   

Po serii wystrzałów, jaka przeszyła powietrze niemal w tym samym momencie, w którym naprawdę okropne rany pojawiły się na ciałach obojga mutantów, rozległo się jeszcze kilkanaście znacznie cichszych strzałów... I ponownie nastała cisza. Tym razem jednak już nie tak upiorna i nienaturalna. Wręcz przeciwnie - do uszu Ronniego i Fay zaczęły dochodzić całkowicie zwyczajne dźwięki lasu, może już nie o świcie, ale nadal dosyć wczesną porą. Zupełnie tak, jakby cała groza postanowiła skupić się w formie ohydnych, zatrważających obrażeń. Gdzieś w oddali ostrożnie zaświergotał ptak, wiatr z szumem poruszył gałęziami pobliskiego drzewa, wiewiórka upuściła orzech na ziemię...
Gdyby tylko para poszukiwaczy przestała tak mocno skupiać się na rozmowie czy oględzinach postrzałów, oboje mogliby dostrzec, że mgła także zaczęła jakby nieznacznie się cofać. Powoli, jednak zauważalnie, otoczenie robiło się coraz wyraźniejsze, a mleczna biel przestawała zasnuwać las. Ten sam, który nadal otaczał ich ze wszystkich stron, jednak nie był już tak nieprzyjazny jak wcześniej. To była kwestia minut - może kilku, może kilkunastu; nie byli w stanie tego jednoznacznie stwierdzić, za bardzo zajęci dyskusją - nim ponownie mogli rozejrzeć się po okolicy, będąc znacznie niżej, niż mogli przypuszczać. Większa część pagórka znajdowała się powyżej ich głów, do jego stóp i polany pozostało zaledwie kilka metrów.
Na niej znajdowało się zaś znacznie więcej kształtów, niż było to widoczne z góry. Wszystkie malowały się czernią na bladej, przywiędłej i przyprószonej śniegiem trawie, wyglądając zupełnie tak, jakby były wędrowcami zmęczonymi po długiej podróży. Wszystkie, jak jeden, spoczywały blisko ziemi. I choć ani Henderson, ani Murphy nie byli w stanie dostrzec zbyt wiele szczegółów, gdyż pozostałe drzewa i krzewy zasłaniały im część widoku, nietrudno byłoby stwierdzić, że nikt nie stał...
O ile tylko którekolwiek z nich postanowiłoby odwrócić wzrok od drugiej osoby, od krwawiących ran, które - w przeciwieństwie do mgły - nie znikały, nadal pozostając tak samo realistyczne... Ale czy realne?
[Profil]
 
 
ronnie henderson



Some people survive chaos and that is how they grow. And some people thrive in chaos, because chaos is all they know

przyśpieszenie molekularne

84%

Rebel





name:

Ronnie Henderson

alias:
Vibe

age:
33

height / weight:
198/106

Wysłany: 2018-05-03, 22:38   
  

   1 Rok na Giftedach!


Naprawdę nie wiedział zbyt dużo na temat pierwszej pomocy. Jakieś tam podstawy były wymagane za czasów, gdy jeszcze służył w wojsku, ale bardziej przypominało to partyzanckie metody, gdy podczas akcji byli odcięci od jakiejkolwiek pomocy medycznej. W normalnych warunkach mógłby prędzej zrobić komuś krzywdę niż pomóc. Wiedział tylko, że należy spróbować zamknąć ranę, co właśnie dość niezdarnie próbował zrobić. - Tak, jesteś. - powiedział, wymawiając każde z tych słów z aż nadmierną starannością. Czuł jak jej krew spływa po jego dłoniach, widział dziurę po ranie i chociaż nie miał zamiaru tego robić, był pewien że gdyby wsunął w nią palce mógłby poczuć jej narządy wewnętrzne.
Ze zdziwieniem obserwował jak wyciąga dłoń w jego kierunku i dotyka jego brzucha. Lekko drgnął, bo nie do końca się tego spodziewał, ale ostatecznie nie odsunął się, pozwalając jej zbadać materiał jego koszulki, tudzież wymyśloną przez nią samą ranę. - Nie. Tu nic nie ma. - prawie, że szepnął. Jedyne ślady krwi na jego koszulce były spowodowane tym, że to ona krwawiła. Na dowód, wciąż starając się uciskać jej ranę, wolną dłonią podniósł koszulkę, by upewniła się w tym, że tam wcale nic nie ma. Zmarszczył brwi, próbując odnaleźć w umyśle jakąś logiczną odpowiedź na trawiące go teraz pytania. I właśnie w tym momencie zdał sobie sprawę, że mgła powoli zaczęła się rozchodzić. Jego wzrok powędrował w miejsce, w którym leżało ciało rudowłosej kobiety i mocno skonsternowany odsunął dłoń, którą próbował zatamować krwawienie. Wcześniej założył, że to mogła być iluzja. On myślał, że ona była ranna. Ona myślała, że ranny był on. To im się tylko wydawało. To im się mogło tylko wydawać. Przez moment obserwował ją, próbując wyłapać jakiekolwiek inne objawy. Była blada i wystraszona, ale nie wyglądała jakby nagle miała paść trupem. - Co do cholery… - powiedział, zaczynając się nerwowo rozglądać dookoła siebie i wtedy dostrzegł dziwne kształty, malujące się na pagórku. Miał już tego dosyć. Nienawidził jak ktoś mieszał mu w głowie. Nienawidził jak ktoś pogrywa sobie z jego umysłem. Gwałtownie ruszył do przodu w napięciu obserwując reakcję przeciwnika, jednocześnie starając się skupić na tym, żeby mógł zdążyć odbić atak. W tym momencie było mu to dość obojętne czy ktoś go zaatakuje czy nie. Wolał się bić i oberwać niż pozwalać komuś mieszać sobie w głowie.
_________________
TELL ME, FATHER, WHICH TO ASK FORGIVENESS FOR:
WHAT I AM, OR WHAT I'M NOT?
[Profil]
  [0-]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-05-04, 01:18   

Ciało rudowłosej kobiety praktycznie już nie istniało, rozsadzone na setki małych kawałeczków, jednak stopniowe słabnięcie iluzji miało wpływ także na to, co pozostało z trupa. Warto dodać, iż zdecydowanie nie tak rozkładającego się, jak zapamiętał go Ronnie. Wręcz przeciwnie, spoczywające na leśnym poszyciu, szczątki wyglądały na zatrważająco świeże. Kawałki skóry były jasne, wciąż jeszcze lekko zaróżowione, gładkie i gdzieniegdzie pokryte plamkami czerwonej krwi. Fragment jednego z palców także wyglądał tak, jakby dopiero co odcięto go jak najbardziej żywej osobie, natomiast reszta? Reszty nie było. Może to i lepiej? Czyż nie bezpieczniej było pozostawać w niewiedzy, co do tego, co się uczyniło?
Zwłaszcza że mieli przecież inne, bardziej aktualne problemy. Wciąż nie udało im się odnaleźć poszukiwanych mutantów, a czas leciał nieubłaganie. Nie mogli też wiecznie pozostawać w jednym miejscu, kryjąc się za drzewami i obserwując polanę, na której kompletnie nic się nie działo. Nawet kiedy Henderson zaczął wreszcie schodzić po ostatniej części zbocza, kształty w dole nie poruszyły się ani odrobinę. Nikt go nie zaczepił ani nie zaatakował.
Wystarczyło zresztą zbliżyć się do leśnej łąki, by pojąć, dlaczego nic się nie stało. Wędrowcy nie odpoczywali. Siedmiu mężczyzn w mundurach D.O.G.S. z bliska nie wyglądało już tak spokojnie. Ich ciała leżały bezwładnie na ziemi, zakrwawione i poprzedziurawiane kulami - dokładnie w taki sposób, w jaki rany chwilę wcześniej wizualizowały się u Fay i Ronniego, ale nie znikając, jak to miało miejsce w przypadku pary mutantów - a ziemia zlana była krwią. Na wysuszonej trawie znajdowały się także ślady ciągnięcia - prowadzące wprost do sztywnego ciała mężczyzny bez wojskowego munduru. W przeciwieństwie do służbistów Departamentu Bezpieczeństwa Genetycznego, leżał on także plecami do góry, a jego kręgosłup był wygięty. Zupełnie tak, jakby bezimienna ofiara otuliła się wokół wielkiego kamienia, nim zadano jej śmiertelne rany...
Nie wyglądało na to, by ktokolwiek przeżył.
[Profil]
 
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-05-04, 15:20   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Przy takich ranach powinien już... umrzeć, tak? Paść na ziemię, brudząc krwią śnieg dookoła i nabierając ostatnie hausty powietrza. Nic z tych rzeczy nie miało jednak miejsca, w dodatku sam Ronnie twierdził, że nic mu nie jest, więc postanowiła mu zaufać w tej kwestii. W końcu to o jego życie się rozchodziło, tak? Jej nic nie było.
Gdy uświadomiła sobie ten jeden prosty fakt, cofnęła rękę. Skoro nie była to już sprawa pierwszej pomocy w ranach postrzałowych, dłuższe naruszanie jego przestrzeni osobistej nie było konieczne. To jeszcze nie ten etap relacji, po zaledwie kilkugodzinnym poznaniu.
- To tylko jakaś chora iluzja - powiedziała, odsuwając się jeszcze trochę, żeby oboje mieli czym oddychać i w tym samym czasie jej wzrok także padł na pagórek i polanę dookoła nich, z której powoli zaczęła znikać mgła i spod której stopniowo zaczynały się wyłaniać ciała.
Podniosła się z ziemi i ruszyła za Ronnim, rzucając wzrokiem na każde ciało, które minęli po drodze, trochę nieufnie, jakby zaraz znowu miało się na nich rzucić, a trochę z ciekawości, co tu się dokładniej stało, jak zginęli.
Członkowie DOGS niezbyt ją interesowali, to tych nieumundurowanych osób szukała. Wyglądało na to, że jedną z trójki mutantów była ruda kobieta, którą Ronnie... no właśnie, zabił? Czy może dziewczyna była martwa już wcześniej? Wolała trzymać się tego drugiego, jednak pewności nie mieli i nigdy nie będą mieć.
Drugiego mutanta znaleźli po chwili, zamarłego w dziwnej pozie. Fay nie zwrociła na to większej uwagi i tak postanowiła podejść bliżej, żeby przekonać się, czy mężczyzna na pewno nie żyje, bo w końcu... marne resztki iluzji wciąż jeszcze się utrzymywały, prawda? A skoro tak, to ktoś jeszcze musiał oddychać.
Nie myśląc wiele, złapała leżącego mężczyznę za ramię, chcąc przewrócić go na plecy.
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
ronnie henderson



Some people survive chaos and that is how they grow. And some people thrive in chaos, because chaos is all they know

przyśpieszenie molekularne

84%

Rebel





name:

Ronnie Henderson

alias:
Vibe

age:
33

height / weight:
198/106

Wysłany: 2018-05-04, 22:35   
  

   1 Rok na Giftedach!


Z każdym krokiem niewyraźne kształty nabierały ostrości. W końcu zrozumiał. To nie były kamienie, ani jakieś cienie. To były ciała. Ciała ubrane w mundury most, wygięte pod dziwnymi kątami, nieporuszające się, martwe. Dawno nie widział czegoś takiego. Czy przytrafiło się im to samo co Ronniemu i Fay jeszcze kilka chwil temu, tylko że zamiast macać się po brzuchach, oni zaczęli do siebie strzelać? Nic nie rozumiał, ale postanowił nie zatrzymywać się. Musieli znaleźć winnego tego zamieszania. Rozglądając się dookoła siebie, jego wzrok padł na miejsce, w którym znajdowało się ciało rudowłosej kobiety. Przesunął dłonią po swoim ubraniu, w którym wciąż znajdowały się jego resztki. Nie śmierdziało już zgnilizną. Wręcz przeciwnie, sprawiało wrażenie świeżego. Kawałki skóry nie miały charakterystycznego sinego koloru, a na jego kurtce znajdowała się plama z świeżej krwi. Doszło do niego to, że prawdopodobnie mogło nie należeć do trupa. Ta myśl sprawiła, że na moment stracił oddech. Zrobiło mu się niedobrze. Nie pomyślał. Nawet do cholery jasnej nie zastanowił się nad tym co robi. Nie miał żadnej pewności co do tego czy faktycznie zabił rudowłosą kobietę, ale świadomość ta sprawiła sprawiła, że jego serce zaczęło nerwowo tłuc się w klatce piersiowej. Nie mógł cofnąć czasu. Nie mógł już nic z tym zrobić. Natłok myśli sprawił, że na chwilę przystanął między ciałami i dopiero wtedy dostrzegł, że Fay próbuje obrócić jedno z ciał. Podszedł do niej, wyglądając na jeszcze bardziej strapionego niż jak do tej pory i spróbował na oko ocenić wagę mężczyzny. Wiedział, że będzie ciężki. Pomógł jej obrócić mężczyznę na plecy.
_________________
TELL ME, FATHER, WHICH TO ASK FORGIVENESS FOR:
WHAT I AM, OR WHAT I'M NOT?
[Profil]
  [0-]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-05-05, 00:32   

Plecy mężczyzny, którym zainteresowała się Fay, pokryte były gęstą, wciąż jeszcze ciepłą krwią. Mimo ciemnogranatowej, naprawdę obszernej koszuli, jaką miał na sobie, czerwone plamy były nadzwyczaj dobrze widoczne. Same obrażenia wyglądały natomiast tak, jakby kule pozostały w ciele. Rany wylotowe nie były widoczne, tak samo zresztą jak wszystko, co znajdowało się pod brzuchem mutanta. Dosyć pokaźnego - warto dodać - z pewnością mierzącego ponad dwa metry i wyjątkowo szerokiego w barkach.
Kawał gościa - podobna myśl nasuwała się prawie natychmiast po bliższym przyjrzeniu się zmarłemu. Z pewnością ważył niewiele mniej od tego, ile mierzył. Nie był jednak otyły czy tłusty, o nie. Pod ubraniem wyraźnie rysowały się potężne mięśnie. Nic więc dziwnego, iż posłano za nim nie jednego, a kilku żołnierzy. Tak samo jak za kobietą i kimś jeszcze. Kimś, kogo Ronnie i Murphy tutaj nie widzieli.
Zamiast podejmować poszukiwania ostatniego z mutantów, Fay postanowiła jednak przewrócić ciało zmarłego, podejmując się nie lada wyzwania - patrząc na jej własne rozmiary. Całe szczęście, nie była w tym całkowicie sama. Z pomocą Hendersona, szanse na powodzenie zdecydowanie rosły. Zwłaszcza wtedy, gdy nieoczekiwanie pojawił się impuls, motywacja na bardzo ludzki dźwięk, który rozległ się, kiedy po raz pierwszy wspólnie poruszyli ciężkimi, bezwładnymi zwłokami.
Tak, na pewno zwłokami, nawet mimo odgłosu, jaki usłyszeli. Zdecydowanie nie został on bowiem wydany przez dorosłego mężczyznę. Był na to za cichuteńki, cieniutki, a nawet wręcz piskliwy. Chlipnięcie, bo tym właśnie był dźwięk, wydobyło się spod ciała nieznajomego, po czym nagle ucichło. Praktycznie dokładnie w tym samym momencie, w którym udało się przesunąć trupa z kamienia. Kamienia, który wcale nie był kawałkiem materii nieożywionej. Wręcz przeciwnie, oczom poszukiwaczy ukazało się dziecko. Nie gnom, nie ułuda, prawdziwa mała dziewczynka, na oko zaledwie kilkuletnia. Nie była już jednak przytomna. Musiała zemdleć chwilę temu, gdyż jej rączki dopiero teraz przestały zaciskać się na źdźbłach pożółkłej trawy.
A iluzja ustąpiła całkowicie... Czyżby chodziło właśnie o nią? A może to był wyłącznie zbieg okoliczności?
[Profil]
 
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-05-05, 20:22   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Widziała, jak Ronnie zatrzymał się w miejscu, gdzie przed chwilą wysadził w powietrze ciało tamtej kobiety. Dokładnie wiedziała, co sobie myśli, w końcu sama zastanawiała się nad tym samym. Nie miała jednak pojęcia, co mogłaby zrobić, żeby się nie zadręczał.
- Rozejrzyj się... nie mogła być żywa, gdy ją znaleźliśmy - powiedziała tylko, chcąc jakoś trochę dodać mu otuchy, jednak po chwili poszła dalej, gdy zauważyła ciało tamtego mężczyzny, które postanowiła sprawdzić. Kilka sekund się z nim siłowała, jednak potem, z pomocą Hendersona poszło jakoś łatwiej.
Szczególnie, gdy usłyszała pewien cichy dźwięk. Serce momentalnie zabiło jej szybciej i teraz chciała już jak najszybciej przewrócić ciało, już nie po to, żeby je sprawdzić, tylko żeby dowiedzieć się, co jest pod nim.
Coś w niej pękło, gdy zobaczyła dziecko, osłonięte ciałem zabitego rodzica, znajdującego się w samym środku tego koszmaru - O mój boże... - szepnęła, szybko zapominając o tamtym mężczyźnie. Teraz liczyła się tylko dziecko i to, żeby sprawdzić, czy żyje, czy jest ranne. Upadła na kolana obok małej, najpierw omiatając ją wzrokiem, jednak nie rzuciły jej się w oczy żadne rany czy nadmierna ilość krwi. Przewróciła więc dziecko na plecy, sprawnie, jednak wciąż delikatnie - Hej... mała, słyszysz mnie? - spytała, kładąc jej dłonie na policzkach, odgarniając kręcone włoski z twarzy. Trochę jej ulżyło, gdy po nachyleniu się, mogła wyczuć, że dziecko oddycha.
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
ronnie henderson



Some people survive chaos and that is how they grow. And some people thrive in chaos, because chaos is all they know

przyśpieszenie molekularne

84%

Rebel





name:

Ronnie Henderson

alias:
Vibe

age:
33

height / weight:
198/106

Wysłany: 2018-05-07, 00:23   
  

   1 Rok na Giftedach!


Spojrzał na nią trochę nieobecnym spojrzeniem. - Mogła być przy życiu. Ruszyła się. - odpowiedział jej wypranym z emocji tonem. Prawdopodobnie nigdy w życiu nie będzie miał pewności. W końcu to, że się ruszyła również mogło być iluzją, podobnie jak to że jej ciało było już praktycznie rozłożone. Nie wiedział tego. I nie mógł teraz pozwolić sobie na myślenie o tym. Stało się. Brzmiało to bezdusznie, ale w tym momencie nie mógł paść na kolana i zacząć bić się z żalem w piersi. W każdej chwili dziwne iluzje mogły wrócić. To nie było ani miejsce, ani czas na to, żeby pozwolić poczuciu winy się przygnieść. Dlatego ruszył dalej.
Nie spodziewał się, że znajdą cokolwiek pod ciałem mężczyzny. Właściwie wydawało mu się, że Fay próbuje go obrócić na plecy dlatego żeby sprawdzić czy żyje, chociaż już podnosząc go wiedział że tak nie jest. To co zobaczył pod ciałem mężczyzny, dosłownie wryło go w ziemię. Pochylił się nad dzieckiem. - Żyje? - zapytał Fay, bo to ona znajdowała się bliżej dziecka. Rozejrzał się dookoła. - Musimy ją stąd zabrać. Odejdźmy stąd. Mogli wezwać jakieś posiłki… - powiedział, rzucając krótkie spojrzenie Fay. Wiedział, że lepiej było najpierw sprawdzić czy wszystko jest z nią w porządku ale nie chciał ryzykować tym, że zaraz zwali im się na głowę kolejny oddział dogs. Kucnął koło Fay, przyglądając się twarzy dziewczynki. Naprawdę nie wiedział jak powinno się mówić do dzieci. Właściwie to żadnych nie znał i nie miał z nimi do czynienia przez kilka lat. Nie wiedzieli, który z mutantów był odpowiedzialny za to co się tutaj stało. Dziecko było nieprzytomne, a on miał zamiar wziąć je na ręce by stąd odejść. Przez moment uznał, że Fay powinna ją wziąć, bo lepiej byłoby gdyby pierwszym co zobaczy mała była twarz Murphy, a nie jego owłosiona gęba. Aczkolwiek, nie wiedział jak długo będą musieli iść, a nie odejmując nic swojej towarzyszce… uważał, że był jednak silniejszy, a dziecko pewnie swoje ważyło. W końcu 2F=1R. Czysta fizyka. Chrząknął krótko i jeśli dziecko już się obudziło, zmusił się do wydobycia z siebie jak najłagodniejszego tonu głosu. - Nie skrzywdzimy cię. Już jesteś bezpieczna. - mruknął, starając się zakryć sobą ciało mężczyzny, pod którym leżała. Co nie było trudne. Bo był przecież kwadratem. - Musimy cię stąd zabrać. - wyciągnął powoli ręce w jej stronę, chociaż zdawał sobie sprawę, że taki wielki, brodaty dziad, niekoniecznie wzbudzi zaufanie kilkulatki. Dlatego się uśmiechnął. Dzieci to chyba lubiły.
_________________
TELL ME, FATHER, WHICH TO ASK FORGIVENESS FOR:
WHAT I AM, OR WHAT I'M NOT?
[Profil]
  [0-]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-05-07, 01:01   

W porównaniu do obojga martwych, mała wyglądała zadziwiająco dobrze. No, może niezupełnie dobrze, lecz z pewnością przyzwoicie. Poza byciem naprawdę lekko ubraną - miała na sobie mocno rozchodzone buty o przecierających się podeszwach, krótkie skarpetki, spodenki z jeansopodobnego materiału oraz flanelową koszulę, podkoszulek i cieniutką kurtkę - przybrudzoną skórą i niezliczoną ilością liści, gałązek czy źdźbeł traw, nie była ani wychudzona ani poraniona. Wręcz przeciwnie, wyglądała zaskakująco zdrowo. Była jednak zdecydowanie nieprzytomna i... Czy nie lepiej, by tak pozostało?
Pomimo tego, Fay postanowiła odezwać się do dziewczynki, kładąc dłonie na jej ciepłych policzkach. Zbyt ciepłych i zaczerwienionych, jak na czyjekolwiek oko. Czy było to efektem długiego płaczu, słabego dostępu powietrza, zgrzania, wyczerpania czy może jednak zapowiedzią przyszłej choroby - żadna z obecnych osób nie potrafiła tego jednoznacznie stwierdzić. Sama mała także nie mogła zbyt wiele pomóc, nie reagując na słowa Murphy.
No, przynajmniej nie od razu. Słysząc głosy i prowadzoną nad nią dyskusję, kręconowłosa zaczęła powoli dochodzić do siebie. Jej powieki leciutko zadrżały, nim otworzyła oczy, wcześniej intensywnie mrugając. Była zdezorientowana, zagubiona i przerażona. Nie musiała nawet o tym wspominać - z jej twarzy dało się czytać niczym z otwartej księgi. A gdy jej spojrzenie napotkało dwie całkowicie nieznajome osoby, jednocześnie nie rejestrując nigdzie twarzy ukochanych rodziców... Dziecko zaczęło płakać.
Intensywnie, rozdzierająco płakać, zanosząc się szlochem tym bardziej, im bardziej dochodziło do siebie. Szczególnie słowo zabrać zdawało się pogorszyć sprawę, gdyż mała zareagowała na nie próbą zerwania się do ucieczki. Była wyczerpana, ale chciała do mamy! Chciała do taty! I do Bucky'ego - ich olbrzymiego dalmatyńczyka, którego nie widziała już od wielu dni! Nie zamierzała dać się stąd zabrać, zwłaszcza że mamusia zawsze powtarzała jej, by nie rozmawiała z obcymi i czekała na nią tam, gdzie się zgubiła. A jeśli ktoś chciałby jej dotknąć... Ugryzłaby go w rękę, bo jej zmęczone nóżki nie chciały już współpracować.
[Profil]
 
 
ronnie henderson



Some people survive chaos and that is how they grow. And some people thrive in chaos, because chaos is all they know

przyśpieszenie molekularne

84%

Rebel





name:

Ronnie Henderson

alias:
Vibe

age:
33

height / weight:
198/106

Wysłany: 2018-05-09, 21:33   
  

   1 Rok na Giftedach!


Na jego oko dziewczynka wyglądała dość dobrze. Była troszkę blada, ale jej policzki wydawały się być nienaturalnie zaczerwienione jakby przed chwilą robiła coś wymagającego dużego wysiłku. Nie był w stanie określić czy wszystko z nią w porządku, ale dziewczynka po chwili poruszyła się i spojrzała na nich wielkimi, piwnymi, przerażonymi oczami. Nie zdążył w żaden sposób zareagować i dziecko w końcu wybuchnęło płaczem, odruchowo się od niej odsunął. Dzieci go przerażały. I co on miał teraz zrobić? Zwrócił przestraszone spojrzenie w stronę Fay, bo liczył że to ona uspokoi dziecko. Seksista. Kompletnie nie wiedział co ma zrobić, ale gdy mała rzuciła się do ucieczki, musiał jakoś zareagować. Rzucił się za nią w przód, starając się ją złapać, ale mała bestyjka ucięło go w nadgarstek. - Cholera jasna. - krzyknął odruchowo, ale nie puścił jej, starając się nie ściskać jej zbyt mocno, ale również nie pozwolić na to, żeby uciekła do lasu. Kucnął nawet przy niej, mając nadzieję że nie zacznie gryźć go po twarzy czy co gorsza ciągać za brodę. - Csssss… - powiedział, przyciskając ją do siebie. - Przyszliśmy wam pomóc. Nie zrobimy ci żadnej krzywdy. Obiecuję. - mówił zaskakująco łagodnym tonem. Przynajmniej naprawdę się starał. - Widzisz tą panią? - obrócił dziecko w kierunku Fay. - Później zobaczy czy nie jesteś ranna, a potem ale najpierw będziemy musieli uciekać, bo jeśli tego nie zrobimy, ci… źli ludzie tutaj wrócą. - dodał po chwili, unosząc ją do góry. Czy dziewczynka tego chciała, czy nie musieli ją stąd zabrać. Jak najszybciej. Wolał, żeby nie płakała, ale nie miał za bardzo nic do gadania w tej kwestii. Musieli się stąd zbierać jak najszybciej. Więc mogła gryźć i szarpać się ile wlezie, ale miał zamiar puścić ją dopiero, gdy znajdą się w bezpiecznej odległości od tego miejsca.
_________________
TELL ME, FATHER, WHICH TO ASK FORGIVENESS FOR:
WHAT I AM, OR WHAT I'M NOT?
[Profil]
  [0-]
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-05-10, 22:05   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


O tak, jak walka to Ronnie, jak dzieci to Fay? Tak to miało być? Cóż, Fay chyba nie do końca to grało, bo raczej z dziećmi nie miała zbyt wiele do czynienia, jednak... to chyba nie mogło być takie trudne, prawda? W końcu ze zwierzętami sobie jakoś radziła, a tutaj chyba było podobnie... nie?
Fay uśmiechnęła się lekko widząc, że dziewczynka otwiera oczy, mówiąc do niej dalej tym samym, spokojnym tonem głosu, chcąc skierować na siebie jej uwagę, żeby przypadkiem nie dojrzała leżącego nieopodal ojca. Ronnie miał rację, musieli zabrać ją stąd jak najszybciej, ale najwyraźniej mała nie chciała ułatwić im tego zadania.
Fay momentalnie podniosła się z kolan i pognała za nią, chociaż i tak miała nieco opóźnienia w stosunku do Ronniego, który dopadł ją pierwszy.
- Pójdziemy tylko w bezpieczne miejsce, dobrze? - powiedziała do małej, kucając obok niej i nadając na tych samych tonach co Ronnie. To znaczy łagodnie i spokojnie, nie chcąc znowu wystraszyć dziewczynki.
- Tak, powiesz mi jak się czujesz i czy coś cię nie boli i zajmiemy się tym. Ale do tego musimy odejść w bezpieczne miejsce - dodała jeszcze tylko, wstając w tym samym momencie, gdy Ronnie podniósł małą, cały czas starając się zachować ten miły, pozytywny wyraz twarzy. Chociaż po ostatnich kilkunastu minutach było ciężko.
- Tylko uważaj, żeby nic nie zobaczyła - szepnęła do Ronniego, chcąc oszczędzić dziecku wodoków zmarłych rodziców i zastrzelonych dogs.
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-05-12, 01:50   

Dobór odpowiednich słów najwyraźniej nie był najmocniejszą stroną Ronniego, co... Cóż, zdecydowanie dało się nie tylko usłyszeć - jak to przecież na wypowiedź przystało - lecz także dostrzec w postaci reakcji dziewczynki. Jak na swoje zmęczenie, mała naprawdę szybko wyłapywała te pojedyncze fragmenty zdań, reagując na nie jeszcze gwałtowniej i z większym uporem starając się uciec przed całkowicie nieznanymi ludźmi.
Szkoda tylko, że było to praktycznie niemożliwe. Przynajmniej nie od momentu, w którym została ponownie złapana, wyrywając się, kopiąc i gryząc. Łzy nie przestawały cieknąć po jej mocno zarumienionych policzkach, choć przynajmniej stosunkowo szybko przestała krzyczeć. Nie, nie przez to, że słuchała się obcych. Gdyby nie była do tego stopnia wyczerpana, żadne csssss - nieistotne, przez kogo wypowiedziane - nie przekonałoby jej do podobnej współpracy.
Przemęczenie dziecka działało zatem na korzyść pary z Bractwa, nawet jeśli zdecydowanie na to nie wyglądało, bo mała miała wyjątkowo twarde, ostre ząbki i kościste kolana, a jej paznokcie także nie należały do najkrótszych. Wiedziała o tym zarówno ona sama, jak i - obserwująca wszystko - Fay... Najbardziej wiedział o tym jednak Henderson, który w tym momencie mógłby zapewne pożałować, że nie miał do czynienia z jakimś przyjemniejszym okazem natury... Na przykład z kotem, nawet rozdrażnionym.
Penny, bo właśnie tak miała na imię dziewczynka, nawet nie miauczała. Nie odezwała się ani słowem, pochlipując cichuteńko, gdy już nie mogła wydusić z siebie nic więcej. Pomimo zapewnień, nie wierzyła w ani jedno słowo, jakie padło do niej z ust ludzi, którzy nie byli ani jej rodzicami, ani z jej rodzicami. Nie chciała w bezpieczne miejsce, gdziekolwiek by ono nie było. Chciała do domu, ale nie powiedziała tego. Mocno zaciskając usta, nieustannie łomotała Ronniego piąstkami po ciele, nie przestając płakać... Dokładnie przez całą drogę do obozu...

[w/z]
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,04 sekundy. Zapytań do SQL: 6