Cóż, ptaki mają to do siebie, że pokonują setki kilometrów z miejsca na miejsce i jakoś dają radę, więc prędzej Fay zmęczyłaby się kontrolą raniuszka, niż ten przeleceniem kilkudziesięciu metrów.
- Na dachach nie ma kamer - odpowiedziała na pytanie Ronniego, przekręcając głowę w jego stronę. Ot, taki odruch, bo przecież nie mogła go zobaczyć - Jeśli będziecie szli środkiem i nie będziecie zbliżać się do zachodniej krawędzi dachu, powinniście przejść niezauważeni. Kamery z sąsiednich budynków mogą tam jeszcze sięgać - dodała jeszcze tylko, gdy raniuszek nadal latał nad obiektem i mogła wszystko łatwo sprawdzić. Potem jednak wkradła się do laboratorium i to by było na tyle z ogólnego podglądu sytuacji. Na szczęście w każdej chwili mogła odłączyć się od ptaszka i wziąć nowego, jednak na razie tego nie robiła, korzystając z okazji, że weszła do środka.
Usiadła na rurze pod sufitem, rozglądając się po pomieszczeniu.
- W laboratorium na samym wejściu jest siedem osób - poinformowała tylko, bo reszta informacji była dość niepewna. Zobaczyła teczkę, jednak ciężko będzie jej do niej zajrzeć. Usłyszała rozmowę ostatniego mężczyzny, jednak jak na razie też nie kryło się za tym nic więcej. Brak współpracy, hmm... może chodziło o pojmanych mutantów?
Postanowiła poczekać chwilę, żeby dowiedzieć się czegoś więcej. Jednocześnie zastanawiała się, jak mogłaby zająć się kamerą znajdującą się w środku, więc póki co zaczęła się przesuwać po rurze w jej stronie, ostrym dzióbkiem mając zamiar nieco pobawić się wystającymi z niej kabelkami. Może któryś z nich akuratnie będzie od przesyłania obrazu w czasie rzeczywistym i po odłączeniu go obraz się zatrzyma? Albo wyłączy? Ale to w odpowiednim czasie, żeby za wcześnie nie wzbudzić podejrzeń, na razie miała zamiar jeszcze się poprzyglądać i podsłuchać rozmowę, korzystając z faktu, że nie została zauważona.
- Macie te słuchawki? - spytała się jeszcze, bo skoro mieli zaraz pójść, to serio przydałoby się zrobić to teraz, żeby cały czas mogła do nich mówić. No i ktoś jej musiał tą słuchawkę dać, bo sama chwilowo nie widziała, gdzie się znajdują. Nic nie widziała. Jej oczy oglądały laboratorium.
_________________
I wish I could see this world again through those eyes...
- Już ją wkładam do ucha – mruknąłem, wyrywając się z otępienia. Nawet nie miałem pojęcia, o czym myślałem, podobnie jak nie wiedziałem, co tam ciekawego dostrzegła reszta. Nie powinienem raczej uświadamiać ich, w jakiej kondycji był mój umysł, bo jeszcze postanowiliby mnie od tego odsunąć, a nie dość, że chciałem w tym uczestniczyć, to na dodatek to działo się z mojego powodu, więc duma mi nie pozwalała stchórzyć i zostać.
- To co z tymi kamerami? – zapytałem ich. – Ile ich tam w końcu i co robimy? Przepalamy, zadymiamy, wysadzamy? Przybyliśmy robić rzeczy, a nie się opierdalać – odparłem pretensjonalnie, by jakoś zakryć woalką swoją niewiedzę. Lepiej by mnie mieli już za gbura.
_________________
I won't admit it but I'm not too well. I'd burn this city but you can't burn this hell.
Some people survive chaos and that is how they grow. And some people thrive in chaos, because chaos is all they know
przyśpieszenie molekularne
84%
Rebel
name:
Ronnie Henderson
alias:
Vibe
age:
33
height / weight:
198/106
Wysłany: 2018-05-02, 19:57
1 Rok na Giftedach!
- Myślę, że przede wszystkim musimy ich stamtąd wyciągnąć. Jak już tam wejdziemy i zostaniemy wykryci… Raczej nie będziemy mieli wyboru. Zalecam w takim wypadku się nie powstrzymywać. - uśmiechnął się dość ponuro. Chyba nikomu tutaj się nie marzyło zostanie
- W takim razie dwójkami. - pokiwał energicznie głową, rozglądając się po swoich towarzyszach. - Okej… Więc jak uda nam się dotrzeć niezauważenie na dach, znajdziemy jakieś wejście, którym uda nam się wejść do środka, nie zahaczając o kamery? - zapytał.
- Siedmiu agentów czy siedmiu laborantów? - zainteresował. Z dwojga złego wolałby wpaść na kilku jajogłowych. Może nawet udałoby się im ich cicho zneutralizować, wziąć na zakładników... Cokolwiek. Podejrzewał, że z agentami uzbrojonymi po zęby nie będzie wcale tak łatwo.
Również wsunął głośniczek do ucha. - Ja też już mam. Powinno działać. - mruknął, patrzeć na Barkowskiego. - Nie odpierdalamy na początek. Najpierw musimy ich stamtąd wyciągnąć, później…Zresztą wątpię, żeby udało nam się stamtąd wyjść niezauważenie. Wtedy rozpieprzamy co się da, bo żywych nas stamtąd nie puszczą. - mruknął, marszcząc brwi.
_________________
TELL ME, FATHER, WHICH TO ASK FORGIVENESS FOR:
WHAT I AM, OR WHAT I'M NOT?
Everybody waiting for the fall of man Everybody praying for the end of times Everybody hoping they could be the one I was born to run, I was born for this
Aerokineza
70%
xxx
name:
Leon Hawthrone
alias:
Leo
age:
25 lat
Wysłany: 2018-05-02, 20:30
Multikonta: Nie
- Dobra, to może Dark, Bartowski, złapcie się grzecznie za rączki. - powiedział do pozostałej dwójki, uśmiechając się ironicznie. - Może trochę potrząść, niestety linia lotnicza nie jest wyposażona w pasy bezpieczeństwa. - zrobił udawaną minę, przepełnioną współczuciem i bezradnością, a potem już darował sobie szopkę, przybierając na twarz skupienie. - Postarajcie się wylądować po przeciwnej stronie niż i nie wykonujcie żadnych gwałtownych ruchów, dopóki się tam wszyscy nie znajdziemy. Rozejrzyjcie się za jakimś wlotem od wentylacji? Może uda nam się przecisnąć przez tunel. - powiedział, wsuwając słuchawkę do ucha, kiedy szybko przemieścili się do strony budynku, gdzie mieściły się laboratoria. Nie tracąc już czasu skumulował powietrze wokół Dark' a i Bartowskiego, które chwilę potem zgęstniało i uniosło ich w górę, jakby nagle znaleźli się w komorze anty-grawitacyjnej. Musiał wyglądać komicznie, wyciągając ręce przed siebie i ,,instruując" masę powietrza, by bezpiecznie odholowała chłopaków na górę. Potem zrobił to samo ze sobą i Hendersonem.
- Dobra, jesteśmy. - mruknął do Fay. Czuł się praaaawie jak jak w jakimś filmie szpiegowskim, kiedy jakiś tajniak informuje swojego informatora z tekstem: I'm in!
_________________
And now it's time to build from the bottom of the pit, right to the top
zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie
wszystkie moce
milio
denerwuję ludzi i mutantów
name:
Mistrz Gry
Wysłany: 2018-05-02, 20:56
Dzień jak co dzień, noc jak każda inna... Christian przeglądał dokumenty, które zostały mu przekazane i z ulgą mógł stwierdzić, że na żadnej ze stron nie zauważył ani zdjęć ani nazwisk swoich bliskich. Podobnie mogła też zauważyć Fay z tych kilku stron, które nie umknęły jej oczom. Co prawda... Kilka twarzy na niektórych zdjęciach wydawała się względnie znajoma, ale nie była w stanie stwierdzić, czy byli to przechodnie z marszu, ktoś spotkany w przeszłości, czy może zaburzone postrzeganie przez odległość?
Nie było jednak sensu tracić więcej czasu – trzeba było działać! Kilka machnięć skrzydłami i w chwilę Fay znalazła się przy tej pojedynczej kamerce, majstrując dziobem przy kabelkach. Kilka pociągnięć, kilka machnięć dzióbkiem i bez problemu władczyni ptactwa mogła dostrzec, że kable już są dalekie od stanu swej nowości, a jedna z diod na samym urządzeniu przestała świecić. Co prawda, dziewczyna nie miała stuprocentowej pewności, że kamera już nie rejestruje żadnego obrazu, ale w sumie... Chyba było o tym dość dobrze przekonana. Spivey, gdy tylko się upewnił, że w teczce nie ma dla niego żadnych złych wieści, miał prosty wybór – mógł albo sprawdzić blok X, mimo dość spokojnego wyjścia laborantów, albo od razu ruszyć ku blokom administracyjnym, jak miał wcześniej w planie...
W tym czasie jej towarzysze założyli słuchawki i ruszyli wokół ogrodzenia, w wystarczającej odległości, by nie być złapanymi przez kamery na blokach administracyjnych. Jeśli tylko Bartowski i Dark nie stawiali się instrukcjom Leona, Hawthrone był w stanie ich przetransportować na dach budynku labolatoriów.
Pytanie tylko – czy Andy posłucha rad Murphy, jeśli sam teraz utonął w marzeniach? Nie był w stanie usłyszeć, że mają się nie zbliżać do krawędzi budynku. Miejmy jednak nadzieję, że ma resztki logicznego rozumu.
Sam powietrzny chłopiec wraz z Ronniem nie dotarli jednak jeszcze na dach. Szybkość ich kolejnych akcji zależy od reakcji wcześniej podrzuconej dwójki.
_______________________________________
• Andy w związku z brakiem aktywności jest rozkojarzeny - może nie zauważyć pewnych szczegółów lub nie usłyszeć wszystkiego, co inne postaci mają mu do przekazania.
• Na odpisy macie czas do godziny 22.00, 3.05.18 - kolejne odpisy MG będą mieć miejsce co 24 godziny! *Chyba, że zostanie to inaczej uzgodnione z większością graczy biorących udział w wydarzeniu.
• Event ma formę w większości opisową - kości będą wykorzystywane w sytuacjach spornych.
Statystyki:
Ukryj:
Numer porządkowy: 1
Dane:Aaron Bartowski Ekwipunek: broń (19 naboi), nóż myśliwski, 3 zapalniczki
Żywotność: 95%
Opanowanie: 100%
Inne: Pirokineza [5-8/1-3]
Obojętność jest jak lód polarny na biegunach: zabija wszystko.
Kriokineza
68%
D.O.G.S członek OT
name:
Christian Wilson (Spivey)
alias:
Frost; Fubuki; Kazahana; Christian Spivey
age:
25 lat
height / weight:
185 / 78
Wysłany: 2018-05-03, 18:11
Multikonta: Ruth
Grosza daj Giftedowi!
#darczyńca
Skłamał bym jeśli powiedział bym, że nie ucieszyło mnie to, że nie znalazłem w tej teczce znajomych nazwisk. Dawało mi to nadzieję, że oni są bezpieczni i żyją. Szczerze powiedziawszy nie wiem jak bym się zachował gdyby jednak kogoś tutaj zobaczył. Nie wiem czy dał bym radę dzisiaj pracować. Na szczęście tak się nie stało i mogłem dalej grać role przykładnego pieska, który słucha swoich właścicieli. Właśnie tak się czułem jak zwyczajny ,,pies" może nie jak ten, który jest określany jako przyjaciel człowieka. Bardziej taki, który ślepo wykonuje polecenia swoich właścicieli. Nawet jeśli oni nie są zbyt dobrzy, ale to nie jest ważne.
Postanowiłem trochę zmienić swoje plany, aby zajrzeć do bloku administracyjnego miałem na to całą noc. Teraz bardziej zależało mi zajrzeć do bloku, bo skoro ci wyszli. To znaczyło, że zrobiło się tam względnie spokojnie i nie trafie znowu na jakiego konowała. Po za tym chciałem zajrzeć do ludzi, którzy muszą tam przybywać. Z niektórymi nawiązałem więź, kiedy jeszcze byłem, a innych też sam złapałem. Miałem tylko nadzieję, że chociaż niewoli maja się dobrze. Mogłem mieć tylko nadzieję... Bo sam doskonale wiedziałem jakie to są badania...
Po za tym jeśli sprawdzę go od razu to przez najbliższe kilka godzin nie będę musiał tutaj wracać, żeby sprawdzać to jeszcze raz. Nie było tajemnicą, że nie lubiłem tego miejsca.
Dlatego zamknąłem teczkę i wcisnąłem ją w tylną kieszeń, później się nią zajmie. Za to skierowałem się wstrone drzwi, z których wyszli ci lekarze.
Po założeniu słuchawek moje myśli odpłynęły w bliżej nieokreślonym kierunku. Nie wiem nawet, co pozwoliło mi się tak rozkojarzyć. Dziwne, rzadko zdarza mi się tak odpłynąć, szczególnie, że teraz byliśmy w środku zadania. Zadania, które - jeśli by się udało - przeszłoby do historii. Gdzieś tam dochodziły do mnie słowa Fay, chociaż nic z nich nie zostało zrozumiane, jednak dopiero słowa Leon'a na złapanie się rączkami z Aaronem wybudziły mnie całkowicie. Co kurwa? Mam się jeszcze łapać z nim za ręce? Dzięki Leon. Dzięki, że na początku starasz się tę misję tak zajebiście spierdolić. Fuck You!Z niechęcią wystawiłem rękę, łapiąc tym samym płomyka, po czym odczekałem chwilę, aż Leo rozpocznie swoją "magię". Nie minął moment, a poczułem, jak moje ciało w dziwny sposób zaczyna unosić się nad ziemią. Lekko się zaśmiałem, bowiem takie uczucie było wręcz niesamowite. Latając chwilę w końcu znaleźliśmy się na dachu.
- Nie zbliżaj się do krawędzi, mogą nas zauważyć. - Powiedziałem cicho do Aarona, puszczając jednocześnie jego rękę. No brawo, geniuszu! Nie żeby przed chwilą Fay nie powiedziała tych słów, to jeszcze sam sobie przypisuję zasługi za ten pomysł. Po wylądowaniu kucnąłem, rozglądając się na boki. Starając się nie podchodzić do krawędzi, zacząłem we wcześniej wspomnianej pozycji się przemieszczać, by znaleźć jakiś punkt wejścia - Wlot wentylacji, cokolwiek.
- I ty mówisz, Ronnie, że nie odpierdalamy na początek? Wow – podsumowałem, ale się zaraz zamknąłem, bo miał rację. Skoro naszym celem stało się również ratowanie innych, co mogłoby być jedynie dla nas na rękę, bo dzięki temu zyskiwaliśmy dodatkowe dłonie i umysły do rozpierdolu. Potem PUFF i nara dogsi. Spłoniecie. Tak, dokładnie tak. Powinienem beztrosko palić ludzi takich jak ci tu, bo to oni zniszczyli moją rodzinę, zniszczyli wszystko.
Ale, dobra, akcja była. Przeszliśmy tam pod laboratoria czy co to tam było. Profesjonalnie pierwszy złapałem Darka za dłoń, choć i tak dalej za nim nie przepadałem, po czym, cóż, aby się skupiałem na tym, by się zanadto nie ruszać. Pewnie spiąłem mięśnie jakoś tako… Na szczęście to nie trwało wieczność, ja zaś nie wylądowałem w krzakach po drugiej stronie lasu. Ugh. Dziwne uczucie. Ludzie nie powinni latać.
- Jasne, jasne – mruknąłem aby w odpowiedzi na słowa Andy’ego Mądralę Darka, mimo że dobrze zrobił, ogarniając mnie. Jeszcze by mnie coś podkusiło i bym spojrzał na podwórze psiarni.
- Dawajcie chłopaki – dodałem w słuchawkę do tych na dole. Upewniłem się przy okazji, czy mam swoje rzeczy na miejscu. Ten wicherek... Chuj go wiedział.
_________________
I won't admit it but I'm not too well. I'd burn this city but you can't burn this hell.
Jedno było pewne - musiała podlecieć bliżej. Mały raniuszek nie był sową czy jastrzębiem, potrafiącą dostrzec mysz w trawie z odległości pół kilometra. No, może odrobinkę przesadzam, ale wiadomo, o co chodzi.
Kamera nie była jej priorytetem, ale odłączenie jej mogło się przydać później, po prostu.
Gdy jednak zobaczyła, że towarzystwo nieco się przerzedza, zapomniała o poprzednich planach. Co jej dawała świadomość, że ktoś jest martwy, mieli za zadanie wypuścić tych żywych, tak?
Dlatego gdy Christian postanowił przejść przez interesujące ją drzwi, szybko zeskoczyła z rury i skorzystała z faktu, że otworzył je na te kilka sekund, przemieszczając się do korytarza w kierunku bloku X. Już nawet nie zamierzała się kryć, po prostu leciała przed siebie, chcąc zobaczyć jak najwięcej. W końcu... ptak w pomieszczeniu nie był niczym podejrzanym, prawda? Mógł się po prostu zgubić, przypadkowo wlecieć do pomieszczenia, takie sytuacje przecież się zdarzały. Fay chciała po prostu zobaczyć jak najwięcej i zlokalizować mutantów.
Jednocześnie Fay-Fay wzięła swoją słuchawkę i umieściła ją w uchu, żeby mieć nieprzerwany kontakt z resztą.
- Jedna kobieta za biurkiem, piątka laborantów i koleś na obchodzie - odpowiedziała jeszcze wtedy Ronniemu, na chwilę znowu skupiając się na tym, co działo się w budynku, starając się wyłapać jak najwięcej szczegółów.
- Mówcie, co się dzieje. Jeszcze przez chwilę będę w środku, potem do was dołączę - dodała, mając na myśli, że pewnie za niedługo odłączy się od raniuszka w laboratorium i kolejnym ptakiem będzie obserwować ich z góry. No chyba, że znajdzie jakieś uchylone okno, wtedy tym samym ptaszkiem wyleci na dwór.
_________________
I wish I could see this world again through those eyes...
Some people survive chaos and that is how they grow. And some people thrive in chaos, because chaos is all they know
przyśpieszenie molekularne
84%
Rebel
name:
Ronnie Henderson
alias:
Vibe
age:
33
height / weight:
198/106
Wysłany: 2018-05-03, 21:45
1 Rok na Giftedach!
- Wierz mi sam nie wierzę, że ta abominacja padła z moich ust. - odparł przyjacielowi, wciąż bawiąc się zapalniczką. Kto jak kto, ale Ronnie był zawsze pierwszy do odpierdalania, tyle że czasami potrafił opanować swoje dzikie zapędy i zachować się jak najbardziej profesjonalnie. Gdyby mieli tylko wystarczającą siłę przebicia nie skupiałby się nad tym, żeby wejść tutaj niepostrzeżenie. Z chęcią doprowadziłby do tego, żeby te miejsce obróciło się w proch. Tyle, że… Była ich zaledwie piątka i pesymistycznie zakładał, że może im się dzisiaj naprawdę oberwać. I był to najlepszy scenariusz, z tych które wpadły mu do głowy w ciągu ostatnich minut.
Pokiwał głową. - Mogło być gorzej. - odpowiedział Fay, wsuwając zapalniczkę do kieszeni i sprawdzając czy ma przy sobie broń i arsenał. Nie miał zamiaru z niej dzisiaj korzystać, ale gówno chodzi po ludziach i w razie skoku nieoczekiwanej dawki mutazyny w organizmie nie chciał być goły i wesoły.
Po chwili Bartkowski i Dark poszybowali w powietrzu w kierunku bloku X. Przez myśl przeszło mu, że brakowało mu tylko na tym obrazku jednorożca i tęczy. Ale nie było co śmieszkować, bo za chwilę on i Hawtherone mieli znaleźć się w tej samej sytuacji. Obrócił się w stronę Murphy. - Jakby coś tutaj było nie tak, nie czekaj na nas. - rzucił nieco ciszej w jej stronę. Byli dużymi chłopcami, poradzą sobie jakoś, zawsze mogła do nich dołączyć w inny sposób czy nawet mieć z nimi kontakt przez łączność radiową. Niezbyt mu pasowało, żeby zostawała tutaj sama, ale nie mieli ludzi, żeby zabezpieczyć tyły.
W końcu podszedł do Leona i mrugnął do niego. - I tak nic z tego nie będzie. Nie rób sobie nadziei. - mruknął. W odróżnieniu do Aarona nie zachował się adekwatnie do sytuacji, ale nie mógł sobie odpuścić skomentowania tego, że trzymali się za rączki. W słuchawce zabrzmiał jedwabisty głos Inferno i obaj mężczyźni również poszybowali w stronę bloku X, lądując w wybranym przez Leona miejscu.
_________________
TELL ME, FATHER, WHICH TO ASK FORGIVENESS FOR:
WHAT I AM, OR WHAT I'M NOT?
zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie
wszystkie moce
milio
denerwuję ludzi i mutantów
name:
Mistrz Gry
Wysłany: 2018-05-04, 09:35
Laboranci pożegnali się ze wszystkimi i wyszli z budynku, zanosząc się śmiechem po tym, jak jeden z nich powiedział wyjątkowo zabawny żart na temat "ptaszków w złotych klatkach", jak to zwykli nazywać wyjątkowe okazy w bloku X.
Ich dowcipy mogli usłyszeć wszyscy mężczyźni znajdujący się na dachu, co przez chwilę mogło w nich wywołać mały atak paniki. Czyżby wszyscy właśnie wstrzymali oddech, byle tylko jak najbardziej zmniejszyć możliwość ich wykrycia? Każdy ruch zdawał się przeciągać w czasie, każdy szept został zatrzymany w gardle, a ich serca mogły na te ułamki sekund przestać bić - byle tylko, nie zostać wykrytym, byle najmniejszy szmer ich nie wydał...
Gdy jednak chichoty ustały a każdy krok przestał być wyrokiem obroży na szyi, Andy mógł się rozejrzeć po dachu. Jego oczom ukazał się zarówno komin wentylacji, znajdujący się w bezpiecznym miejscu, na tyłach dachu, jak i klapa, przypominająca te, które zwykle są wyjściem pożarowym na dach - ta jednak znajdywała się wyjątkowo blisko krawędzi, więc dojście do niej może skutkować wyłapaniem naszych mutantów przez kamery z magazynów czy garaży...
W tym też momencie Leon dopiero przetransportował siebie i Ronniego na ten nieszczęsny dach, jednak - nie wiedzieć czemu - nie udało mu się to tak gładko, jak w przypadku poprzedniej dwójki. Zarówno Henderson jak i Hawthrone zahaczyli butami o krawędź dachu, lądując nieszczęśliwie na kolanach i obcierając sobie dłonie, poniesieni jeszcze kawałek mocą podniebnego chłopca. Następnym razem mężczyzna powinien poświęcić więcej skupienia na swoje akcje...
W tym czasie, Christian nieświadomie poprowadził Faynajprostszą drogą ku zejściu na blok X. Co jednak zwróciło uwagę dziewczyny, to półki pełne folderów, teczek i segregatorów w ostatnim pomieszczeniu przed klatką schodową. Czy zdecyduje się na dalsze podążanie za mężczyzną, czy jednak masa dokumentów zbyt mocno ją zaintryguje?
Spivey dopiero otwierając drzwi ku klatce schodowej zorientował się, że tajemniczy trzepot skrzydeł za nim podążał. Jak potraktuje tego niewinnego raniuszka, szukającego swojego miejsca na świecie? Czy wyda on się mu podejrzany, czy raczej ten fakt zignoruje? I czy ruszy klatką w dół schodów, ku swemu celowi, czy raczej postara się uwolnić biedne zwierzę, łapiąc je i wyprowadzając przed budynek?
_______________________________________
• Leon w związku z brakiem aktywności jest rozkojarzony - nie był w stanie bez problemów doprowadzić swojego planu do końca.
• Leon i Ronnie tracą po 2% żywotności.
• Na odpisy macie czas do godziny 22.00, 5.05.18 - kolejne odpisy MG będą mieć miejsce co 24 godziny! *Chyba, że zostanie to inaczej uzgodnione z większością graczy biorących udział w wydarzeniu.
• Event ma formę w większości opisową - kości będą wykorzystywane w sytuacjach spornych.
Statystyki:
Ukryj:
Numer porządkowy: 1
Dane:Aaron Bartowski Ekwipunek: broń (19 naboi), nóż myśliwski, 3 zapalniczki
Żywotność: 95%
Opanowanie: 100%
Inne: Pirokineza [5-8/1-3]
Everybody waiting for the fall of man Everybody praying for the end of times Everybody hoping they could be the one I was born to run, I was born for this
Aerokineza
70%
xxx
name:
Leon Hawthrone
alias:
Leo
age:
25 lat
Wysłany: 2018-05-04, 21:17
Multikonta: Nie
Prychnął w stronę Ronnie' go, łapiąc go bez cackania się pod ramię i wystrzelił w górę... Mhm, no chyba trochę za szybko, nie skupił się dostatecznie, bardziej mu zależało na tym, żeby jak najprędzej dostać się na dach budynku. I to go zdekoncentrowało na tyle, że o mało co nie zamieniłby się w mokrą plamę, lądując z powrotem na ziemi. Zachwiał się na krawędzi budynku, bluzgając cicho pod nosem. Wziął głęboki oddech. Czuł się trochę tak, jakby przed chwilą przebiegł jakiś maraton. Takie sztuczki, niestety, trochę go kosztowały. Był trochę bledszy, wzrok mętny, ale paroma krokami przeszedł w ,,bezpieczniejszą sferę", gdzie kamery nie mogły ich dostrzec. Podszedł do Dark' a i Bartowskiego nieco wolniej niż normalnie, wlepiając wzrok w ziemię, starając się uregulować oddech.
_________________
And now it's time to build from the bottom of the pit, right to the top
Szczerze? Serio wolałem zrobić tu burdę, motherfuckerowską akcję rozwalającą całe D.O.G.S. już na samym starcie. Tylko że do czasu, póki nie usłyszałem głosów. Wyraźnych i kpiących sobie najwyraźniej z nas mutantów… Miałem ochotę zeskoczyć tam do nich i im po prostu wpierdolić, ale to całe śmieszkowanie laborantów czy innych chujków, uświadomiło mi, że nas było wciąż mało, a ich najprawdopodobniej więcej niż przypuszczaliśmy.
- Cholera… Nie przejdziemy tam tak gładko. Za dużo ich. Może niemal same laboranty, ale chuj wie jak przeszkoleni i czy nie ma wśród nich mutów – rzuciłem niepocieszony do kumplów przyciszonym głosem. Dobra, mogliśmy się przeciskać wentylacją, ale byliśmy rosłymi typkami z krwi i kości, zaś przed moimi oczami pokazywały się takie cudowne obrazy rodzajowe z kreskówek i innych filmów, jak taka wentylacja się pod kimś zarywa i spada sobie ten ktosiek w środek problemu znienacka.
- Może jednak warto zrobić swojski profesjonalny rozpierdol na drugim końcu kompleksu? Myślicie, że się złapią na ten stary trick? – zapytałem ich, bo sam już miałem mętlik w głowie. Może trochę obawiałem się tych zamkniętych przestrzeni, jakimi były wentylacje? A może zaczynałem pragnąć rozpierdolu?
_________________
I won't admit it but I'm not too well. I'd burn this city but you can't burn this hell.
Zaczynałem powoli tracić sprzed oczu wszelakie plany i strategie. Z chwili na chwilę szansa na pójście "na żywioł" stawała się coraz bardziej prawdopodobna. Niby dostrzegałem komin do szybu wentylacyjnego, niby moglibyśmy nimi przejść, jednak czy byłoby to odpowiednie rozwiązanie?
- Pierdolone kanalie - Rzuciłem pod nosem, gdy usłyszałem głosy laborantów. Za kogo oni się uważali? Pierdolone cioty, siedzące za biurkami i mający wyjebane na krzywdę, którą sprawiają nam, mutantom. Kiwnąłem tylko potwierdzająco głową na stwierdzenie, które powiedział Aaron. Cała sytuacja zaczynała się tylko komplikować.
- Sam już nie wiem. - Rzekłem w odpowiedzi na rozpierdol, o którym wspomniał Iskierka. Mieliśmy mało ludzi, więc może lepszym pomysłem byłoby się nie rozdzielać? Gdybyśmy przerzedzili nasze szeregi, moglibyśmy w kluczowym momencie zostać całkowicie zniszczeni. Zacząłem się rozglądać wokół siebie. Nerwowo, bo nerwowo, jednak miałem gdzieś cichą nadzieję, że może uda się wyłapać wzrokiem coś jeszcze. Coś, co da nam cholerną przewagę w tej spierdolonej sytuacji. Boże, dopomóż.
Obojętność jest jak lód polarny na biegunach: zabija wszystko.
Kriokineza
68%
D.O.G.S członek OT
name:
Christian Wilson (Spivey)
alias:
Frost; Fubuki; Kazahana; Christian Spivey
age:
25 lat
height / weight:
185 / 78
Wysłany: 2018-05-05, 16:30
Multikonta: Ruth
Grosza daj Giftedowi!
#darczyńca
Ulżyło mi gdy tamci w ogóle zniknęli mi z pola wiedzenia. Po za tym sam chciałem iść za ich przykładem. Nie sterczeć jak ten ćwok w jednym miejscu. Chociaż najchętniej poszedł bym do Echo bądź sam wyskoczył na miasto. Nie cierpiałem tego miejsca, a laboratorium i Blog X już szczególność. Wolałem unikać go jak ognia, ale co poradzić jak mus to mus. Dlatego postanowiłem na początkiem zająć się tym miejscem. W razie gdyby więźniowie nie pogodzeni swoim ze swoim losem sprawili kłopoty, a po za tym mogłem wykorzystać to na chwilę na znajomą drogą częścią lokatorów Blogu X. Tymi, z którymi złapałem kontakt jeszcze jak sam siedziałem wśród nich.
Miałem dziwne wrażenie, że znowu słyszę ten szmer jakby skrzydeł. Jednak przecież wcześniej nic nie dostrzegłem. Więc pewnie byłem przewrażliwiony co do tego miejsca, albo miewam omany. Gdy miałem już schodzić na Blok X, ten dźwięk nie dawał mi spokoju. Nim wszedłem na schody postanowiłem raz jeszcze się rozejrzeć. Przecież nie zaszkodzi się upewnić, że zaczynam świrować. Niestety lub na szczęście tak się nie stało, bo dostrzegłem małego ptaszka, który błąkał się po korytarzu. Przynajmniej tak mnie się wydawało. Bo co innego taki maluch mógł tutaj robić. Zamknąłem drzwi na schody.
- No choć malutki... - zdecydowanie z moją głową było coś nie tak, bo kto normalny gada do ptaka. Chociaż muszę przyznać, że ładny był... taki bezbronny i samotny. - pomogę ci się wydostać z tego więzienia. To nie jest najlepsze miejsca dla nikogo zwłaszcza dla ciebie - dodałem po chwili tak jakby ten malec miał mi zaraz odpowiedzieć. Spróbowałem kilka razy delikatnie złapać go, ale wiadomo jak to jest z dzikimi zwierzętami. Nigdy nie chcą współpracować nawet jeśli człowiek chce im pomóc. Spojrzałem drzwi po przeciwnej stronie. Nim wypadało tam zajrzeć nim zejdę na dół, a po za tym jeśli uda mi się tam przegonić malca to później otworze okno by mógł wróć na wolność. - Chodź... uwierz mi lepiej będzie ci na wolność - powiedziałem po czym zrobiłem jak wcześniej pomyślałem wszedłem do pomieszczenia otwierając pierwsze lepsze okno by malec mógł wylecieć. Odsunąłem się od okna by nie stać na drodze do jego wolność. Wszystko było w jego skrzydełkach. Jeśli nie zdecyduje się wleci spróbuje zagonić malca do okna tak by ten wyleciał.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum