Poprzedni temat «» Następny temat
W środku
Autor Wiadomość
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-04-19, 21:14   

Irmina Dymitrov:
Zbliżałam się wolnym krokiem do pomieszczenia, w którym - wiedziałam - że aktualnie przebywa nie tylko moja przyjaciółka z dzieciństwa, ale również przywódczyni naszego bractwa. Nie chciałam co prawda jej przeszkadzać, bo wszyscy ostatnio zmagaliśmy się z wieloma problemami a w naszej siedzibie aż wrzało, ale właśnie... To był największy problem. Przez ostatnie kilka dni wyczuwałam u minionych osób, z którymi "przypadkowo" się stykałam pewnego rodzaju niepokój, niesubordynację... Tak, chyba tak bym to mogła nazwać. A wystarczyło wtedy jeszcze tylko wysilić nieco swoje ucho, by wiedzieć, co też takiego się działo w naszych murach... Wiedziałam, że muszę o tym powiedzieć pannie Marie.
Na moje nieszczęście, tuż przed wejściem minęłam się z tym mężczyzną o kulach, a przez nasz sekundowy, krótki dotyk - zamarłam. Był rozgoryczony. A to nie wróżyło nic dobrego. W tym zdaniu utwierdził mnie również huk, który rozległ się już po chwili...
Dość nieśmiało zapukałam w drzwi przed pomieszczeniem i uchylając je lekko, zajrzałam do środka. Oczywiście, rozbity kubek pod ścianą od razu rzucił mi się w oczy, jednak starałam się kierować swój wzrok na brunetkę.
- Colleen. - Mruknęłam, zamykając za sobą drzwi i skinęłam lekko głową w geście przywitania. Widziałam, że przechodzi teraz trudne chwile. Ale czas na bycie przyjaciółką jeszcze przyjdzie - teraz musiałam zachować choćby resztki profesjonalizmu - Przepraszam. Wiem, że to prawdopodobnie zły moment, ale... Nie mogę z tym czekać. - Dodałam po chwili, próbując się wybraniać, gdy kierowałam swoje kroki coraz bliżej przywódczyni. - W bractwie wrzy. Dzieje się coś złego. Ludzie są zaniepokojeni, podnieceni... A pewne jednostki... - Przełknęłam głośniej ślinę - Szykują atak na D.O.G.S. bez Twojej wiedzy. - Wydukałam z siebie w końcu informacje, które i do mnie ostatecznie doszły. W tym też momencie znalazłam się tuż przy Magnet Girl, próbując do niej wyciągnąć dłoń, by dać jej choć odrobinę wsparcia w momencie, gdy zapewne wszystko zaczynało się już walić...
[Profil]
 
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2018-04-20, 16:36   
  

   2 Lata Giftedów!


Cała się trzęsłam ze złości, ze smutku, z bezsilności i ze wszystkich innych emocji, których nie potrafilam rozpoznać. Najchętniej to bym się z mostu rzuciła, żeby pozbyć się tych wszystkich problemów, bo najzwyczajniej w świecie to nie wiedziałam, jak inaczej moglabym je rozwiązać. Byłam kłębkiem nerwów, a nie Przywódczynią. Nie potrafiłam wstać, nie potrafiłam się pozbierać i ruszyć dalej. Byłam kompletnie bezużyteczna i miałam tego zajebiście dość, ale jak wstać, gdy nie ma się na to siły?
I wtedy rozległo się pukanie do drzwi, a ja spojrzałam w tamtą stronę. Wiedziałam, że to nie Dale. On by do mnie nie wrócił. Nie po tym, jak go potraktowałam. Więc skoro to nie był Dale... Cóż, coś musiało się konkretnie odjebać i na pewno moja sytuacja pogorszy się jeszcze bardziej.
- Wejdź. - powiedziałam, a wtedy do pomieszczenia weszła Irmina, a ja uśmiechnęłam się na jej widok dość służbowo, tak uprzejmie po prostu, bo choć była moją ukochaną przyjaciółką z dzieciństwa, to nie byłam w stanie wykrzesać z siebie szczerych, radosnych uśmiechów. Nie po kłótni z mężczyzną, którego kochałam.
Ciekawiła mnie jej obecność, ale równocześnie... Bałam się, bo wiedziałam, że to, co powie, pewnie mi spieprzy życie bardziej, niż miałam je spieprzone teraz. Bez słowa widziałam, jak podchodzi do mnie, a słowa, które wypowiadała, powoli do mnie dochodziły. Że co się kurwa działo? Wstałam, walcząc z emocjami. Nie mogłam krzyczec, nie mogłam się denerwować i odreagowywać na kobiecie, która zawsze była mi wierna, która stała przy moim boku, starała się mnie wspierać.
- Kto? Kto to do cholery zaplanował i kto się tam wybiera? - powiedzialam, starając się modulować głos tak, bym nie brzmiała jak osoba, która jest w stanie zaraz wymordować tych kretynów, choć owszem, byłam w stanie - Gdzie i kiedy się spotkają? - zalałam ją gradem pytań a dłonie zacisnęłam tak mocno, że czułam ból wbijających się paznokci w wewnętrzną stronę dłoni. Nie mogłam absolutnie pozwolić na żadne, pierdolone ataki, a jak nie będę w stanie ich zatrzymać dobrowolnie... Zrobię to siłą.
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-04-21, 17:34   

Stałam niemal niewzruszona, nawet mimo dość nieoczekiwanego gestu ze strony kobiety. Wiedziałam, że ostatnio zmaga się z wieloma problemami, że targają nią sprzeczne emocje, a najgorsze w tym wszystkim było to, że sama nie potrafiła się uzewnętrznić. Kochało ją tak wiele osób, a ona przez własne zamknięcie nie była w stanie tego dostrzec, a co gorsza - odpychała od siebie tych najbliższych. Przez myśl mi przeszło, że może właśnie to tak rozgoryczyło tego mężczyznę przed drzwiami? Nie była jednak teraz pora na prywatę - miałyśmy na głowie dużo poważniejsze problemy...
- Szykują atak na D.O.G.S. - powtórzyłam jedne ze swych ostatnich słów, mimo, że przecież wiedziałam, że bardzo dobrze usłyszała mnie za pierwszym razem. - Aaron jest prowodyrem. Zrobił niezłe przedstawienie na stołówce po zebraniu. Dziwi mnie, że wcześniej do nas ta informacja nie doszła, bo wszyscy plotkują o najebanym Bartowskim, za przeproszeniem. - Dodałam po chwili równie zdegustowana, co Colleen jeszcze kilka dni temu, gdy wypraszała go ze swojego biura. - Nie wiem, jak wielu chce za nim iść. Ale to są raczej jednostki. Spotykają się jutro wieczorem, przy bramie. - Odpowiedziałam w końcu na jej ostatnie pytanie, tak krótko i treściwie, jak tylko byłam w stanie. Westchnęłam po tym ciężko, bo nie wróżyło to absolutnie nic dobrego. Już bylo mi szkoda tego legionu samobójców, ale jednak... Rozumiałam ich determinację. Wiedziałam, co nimi kieruje. Nie chcieli się dłużej ukrywać. Bolał mnie jednak fakt, że są gotowi ryzykować bezpieczeństwo nas wszystkich dla spełnienia swoich chorych (w moim odczuciu) ambicji. Wiedziałam też, że Marie również nie będzie z tej samowolki zadowolona. - To wszystko co wiem. - Stwierdziłam na koniec kierując swoją dłoń w geście pocieszenia prosto na jej rękę. W tym samym momencie wyczułam to, co działo się z nią w środku i aż się wzdrygnęłam. Nie miałam jednak zamiaru komentować jej wyborów. Nie teraz. Nie dzisiaj. Nie w obliczu zbliżającej się tragedii. Uśmiechnęłam się tylko pokrzepiająco, dając jej znak solidarności - Jeśli pozwolisz, wrócę do swoich obowiązków. Obstawiam, że potrzebujesz teraz czasu. - Mruknęłam jeszcze, zabierając swoją dłoń i kierując się ku wyjściu. - Jeśli.. Jeśli będziesz czegoś potrzebować, wiesz, gdzie mnie znaleźć. - Rzuciłam w końcu otwierając drzwi i uśmiechając się po raz ostatni, nim za nimi zniknęłam.

[z/t]
[Profil]
 
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2018-04-21, 19:09   
  

   2 Lata Giftedów!


Nie miałam zamiaru puścić ich wybryku płazem. Pierdolony Aaron. Mogłam się domyśleć, że to ten fiut wszystko zaplanował. Czemu wcześniej nie wyjebałam go z Bractwa? Czemu wcześniej nie zapobiegłam temu problemowi? No cóż, chyba ewidentnie miałam za dobre serce, no bo kurwa, inaczej wyjaśnić tego nie potrafiłam. Odpuściłam im. Odpuściłam Aaronowi, odpuściłam Albie, myśląc, że nie mogę prywaty wybierać nad dobrem ogółu, no i co z tego miałam? Ten kretyn, który nadal ewidentnie coś do mnie czuł, tworzył sobie jakieś pierdolone powstanie, prowadząc moich ludzi na pewną śmierć, bo atak na D.O.G.S. - jeśli już miało do niego dojść - powinien być zajebiście zaplanowany, a nie "o, halo, idziemy ludzie". Co za kurwa, żenada.
Słuchałam uważnie jej słów, doceniając to, jak bardzo była mi oddana, jak stała przy mnie, ramię w ramię. Cieszyłam się, że mam jeszcze obok siebie ludzi, którzy nie są przeciwko mnie. To było cholernie ważne, szczególnie, że teraz Aaron ewidentnie szykował pierdolone powstanie przeciwko mnie.
- Zajmę się tym. - powiedziałam twardo, stanowczo i niemal można było słyszeć w moim głosie to, żę serio załagodzę sytuację, choć nie byłam tego taka pewna - Dziękuję ci, że mnie poinformowałaś. I dziękuję za wszystko inne. - dodałam, bo chciałam, żeby Irmina wiedziała, jak bardzo ją doceniam. Gdy wyszla, to się tylko rzuciłam, żeby papiery pozbierać, no i poczęłam research osób, które mogły chcieć pójść za Aaronem...

/ zt.
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-04-28, 19:23   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


05.03

Tuż po tym jak Matilde i Cassandra spakowały swoje rzeczy i pożegnały się w przestrzeni wspólnej Firwood, Wallace poszła załatwić jeszcze jedną sprawę. W końcu obiecała Gardner, że zajmie się tym formalnym poinformowaniem Colleen o odejściu z Bractwa. W tej jednej sytuacji miała rzeczywiście dotrzymać słowa. A kiedy tylko skończy całą tą farsę… nie będzie już nic, co ją jeszcze trzymało przy trzeźwości. Zdawała sobie sprawę z tego, jak okropne świństwo zrobiła Cassandrze, twierdząc, że nie może z nią jechać do Seattle bo ma zamiar zgłosić się na odwyk. Nie, nie miała zamiaru tego robić. Odwyk już nie był dla niej. Tak naprawdę… plany Wallace były kompletnie inne. Karmiąc Cassandrę fałszywymi obietnicami chciała tylko kupić sobie pewność, że nikt jej nie będzie przeszkadzał w tym co rzeczywiście miała zamiar zrobić. Chciała pewności, że nikt jej nie odnajdzie, kiedy przypadkiem przedawkuje. Taka ewentualność była przecież możliwa, a Wallace… nie miała zamiaru robić nic, by temu zapobiec.
Z wielką torbą na ramieniu weszła więc do Biura Bractwa, jednocześnie czując jak żołądek jej się przewraca na samą myśl, że za jednymi z tych drzwi był gabinet Hoppera. Czy to już się stało? Czy w tym gabinecie była już zupełnie inna osoba? Nie poszła jednak tego sprawdzić. Zacisnęła tylko mocniej zęby, kierując się do pokoju Colleen, której szukała już od dobrych kilkunastu minut. Powoli traciła cierpliwość. Czuła, jakby traciła ten czas przeznaczony na poszukiwaniu przywódczyni. Przecież.. mogła w tym momencie już być daleko stąd. I kiedy tak obróciła się na pięcie, drapiąc się po rękach, dostrzegła spojrzeniem Leilah – prawą rękę Colleen. Oczywiście na sam widok Addams, Matilde ogarnęła dziwna wściekłość. Była rozdrażniona, a obecność tej suki wcale nie pomagała. Nie znosiła jej. Nie po tym, co zrobiła Fay. Ale.. czy miała inne wyjście?
– Addams! – wyrzuciła w jej kierunku, nawet nie kryjąc jawnej niechęci w swoim głosie. Ale ostatecznie wykonała kilka kroków w jej stronę. – Widziałaś gdzieś Colleen?
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Leilah Addams



--

Elektrokineza

76%

-





name:

Leilah Addams

alias:
Skyripper

Wysłany: 2018-04-28, 22:49   
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Cóż można chyba powiedzieć, że Leilah stała się prawą ręką Colleen. Głównie dlatego, że Colleen mogła jej po prostu ufać i nie odpierdalała takich zwariowanych akcji jak większość naokoło ostatnio. Do tego wiedza o ciąży i jej własnie naleganie by być blisko przywódczyni fizycznie przez cały czas ze względu na ochronę jej osoby. Jakby wieść o ciąży się swoją drogą rozeszła to ci, którzy zachowują się teraz jak pierdolone rozwydrzone bachory, jak na przykład Matilde właśnie, dopiero by zorganizowali cyrk. Tutaj też niestety wychodzi to, że dobroć Colleen i chęć by wszyscy ją lubi mści się na niej. Może Leilah uda się przemówić jej do rozsądku by jednak zaczęła rządzić nieco twardszą ręką, a sytuacje, że wszyscy będą wchodzić jej na głowę staną się zdecydowanie rzadsze, bo konsekwencje będą dużo bardziej surowe.
Sama teraz była w drodze do gabinetu Colleen by z nią porozmawiać i już miała do niego wejść, kiedy usłyszała wołanie Matildy zatrzymała się i spojrzała w jej kierunku
-Tak? Masz jeszcze trochę wyzwisk albo innych dziecinnych zachowań? poczekała aż kobieta podejdzie do niej bliżej po czym odrzekła.
-Nie. Sama jej szukam. Czy stało się coś godnego uwagi? Nie, Leilah wcale nie chciała uzurpować stanowiska Colleen, ale stwierdziła, że lepiej usłyszeć cokolwiek się stało, niż by miała odejść nie mówiąc nic nikomu bo Coileen akurat nie było. Z takimi co zachowują sie jak rozwydrzone bachory trzeba uważać szczególnie. W końcu byliśmy na wojnie.
[Profil]
  [AB-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-04-29, 10:30   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


– Uznajesz swoje nazwisko za obelgę? – kilkakrotnie zamrugała oczami. Właściwie to nie za bardzo rozumiała tej laski. Wallace sceptycznie przyglądała się jej twarzy, rozważając przez chwilę, czy rozmowa z tą osobą w ogóle była dobrym pomysłem i miała jakikolwiek sens. Jeszcze kilka sekund wydawało jej się to idealnym rozwiązaniem, ale nie przewidziała tego, że oddychanie tym samym powietrzem co Addams będzie aż taką katorgą! Matilde wywróciła oczami. Minęło dopiero kilka sekund, a ona już miała ochotę ukręcić Leilah łeb.
To już nawet nie chodziło o sprawę z Fay w Bractwie. Ona po prostu miała coś w twarzy. Coś co sprawiało, że Matilde scyzoryk otwierał się w kieszeni. Choć chciała być opanowana, choć chciała zachować spokój, to nie była w stanie powstrzymać się przed prychnięciem. Rany! Nie widziała jej, sama jej szukała. To był dobry powód, by uwolnić się od towarzystwa tej wariatki, ale najwyraźniej skłonności masochistyczne Wallace były na wyższym poziomie niż kiedykolwiek wcześniej.
– Przekażesz jej coś? – spytała, ale właściwie nawet nie oczekiwała na odpowiedź. Po prostu drapiąc się po ramionach, wyrzuciła bez owijania z bawełny: – Ja i Cassandra odchodzimy z Bractwa.
A potem po prostu wzruszyła ramionami i zrobiła jeden krok do przodu, chcąc wyminąć brunetkę. Powiedziała co chciała. To powinno być tyle, nie?
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Leilah Addams



--

Elektrokineza

76%

-





name:

Leilah Addams

alias:
Skyripper

Wysłany: 2018-04-29, 12:14   
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


-Pamięć szwankuje u Ciebie Wallace? Bo u mnie nie. widać Matilde już zapomniała co wyszeptała jej do ucha w gabinecie Colleen podczas zebrania, ale Leilah mimo, że kilka lat starsza to jednak problemy z pamięcia miała znacznie mniejsze. Leilah była też zdania, że rozmowa z kimś kto zachowuje się....no właśnie tak jak Wallace nie ma żadnego sensu, a przynajmniej żadna konstruktywna rozmowa. Addams coraz mniej dziwiła się temu, czemu Bractwo jest tak mało skuteczne, a Colleen nie udało sie stworzyć rasowych oddziałów do walki i obrony tych słabszych członków. Jak miała do dyspozycji takie osobniki jak Wallace, to jak budowanie wieżowców z piasku. Leilah walczyłą by zachować spokój, robiła to tylko dlatego, ponieważ nie chciała przysparzać więcej zmartwień, a mogłoby tak być po kolejny agresywnym wybuchu.
Slysząc to co Matilde miała do powiedzenia teraz to ona nie mogła się powstrzymac od prychnięcia.
-Czyli po prostu zdradzacie. Albo tchórzycie. Chyba, że porwał was fantastyczny plan Aarona. Cudownie. Przekażę wiadomość chciała dodać barwny opis co robiło się ze zdrajcami w trakcie palestyńskiego powstania, ale ugryzła się w język. Nie dość, że rozkapryszone bachory to jeszcze zdrajcy.
[Profil]
  [AB-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-04-29, 14:39   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


– Oh, czyżby chodziło ci o sytuację, w której niemal nie udusiłaś niewinną i bezbronną dziewczynę? – wysyczała. Suka było najlżejszym określeniem, jakim mogła ją w ogóle uraczyć. Swoją drogą zabawne, że aż tak ją to dotknęło. Matilde nie spodziewała się, że jej słowa miały aż taki wpływ na innych. A ta świadomość.. cóż.. sprawiła, że kąciki ust Wallace nieco drgnęły ku górze. Nie sądziła, że będzie czerpać przyjemność z takich rzeczy. Może jednak rzeczywiście była zepsuta?
A to jej prychnięcie… Mtilde skwitowała jedynie wywróceniem oczami. Zdrada? Chęć odejścia z tej chujowej organizacji nazywała zdradą? Dobre sobie. Matilde zatrzymała się, by obrócić głowę przez ramię i wyrzucić z siebie:
– To Colleen nas zdradziła. Jest chujowym przywódcą. Naraża nas wszystkich na niebezpieczeństwo. Nie mam zamiaru zginąć przez to, że dziewczyna nie wie jak zarządzać grupą ludzi – wzruszyła niewinnie ramionami. I zanim zrobiła kolejne kroki ku wyjściu, nie mogła się powstrzymać, by nie skomentować stosunku Addams co do planu Bartowskiego. Tak, nie było to najmądrzejsze. Ale przynajmniej coś chcieli zdziałać. Tutaj jednak? Najważniejszymi sprawami zdawało się być wiecznie gorące łóżko Marie.
– Przynajmniej coś zrobili – a oni.. po prostu ich stąd wyrzucili. To nie było sprawiedliwe i Wallace się z tym po prostu nie zgadzała. I w formie podziękowania za przysługę wyrzuciła z siebie przesiąknięte sarkazmem: – super.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Leilah Addams



--

Elektrokineza

76%

-





name:

Leilah Addams

alias:
Skyripper

Wysłany: 2018-04-29, 14:59   
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


-Matilde Wallace, obrończyni uciśnionych. Naprawdę, nie wiem czy to bardziej zabawne czy żalosne rzuciła unosząc kąciki swoich ust w złośliwym uśmiechu. Kto by pomyślał, że jedna z pierwszych osób do zdrady, będzie zaraz tak chętna by bronić innych, oczywiście wtedy kiedy będzie jej to na rękę, by namalować zły obraz Bractwa. Leilah nawet nie wchodziła myślami, w to, że Matilde nie miała dziecka więc i nie rozumiała co można czuć w te parę sekund po tym jak dowie się, że ono nie żyje. Można jednak przypuszczać, że i jej reakcja nie byłaby do końca rozsądna i przemyślana.
-Chujowi jesteście wy, którzy uciekacie jak szczury. Nic dziwnego, że Colleen ma trudności skoro ma takich podwładnych pod sobą, którzy uciekają jak pierdoleni tchórze przy pierwszych oznakach kłopotów. Ale tłumacz sobie swoje pieprzone dziecinne zachowanie problemami w zarządzaniu Colleen jeśli pozwoli Ci to lepiej spać prychnęła po raz kolejny. I nieprzemyślana ackaj, wymyślona pewnie na pijanym zwidzie Aarona na pewno przyniesie dużo dobrego im wszystkim.
-Jeżeli realizowanie pijackich zwidów Aarona nazywasz robieniem czegoś, to boję się o życie każdego, kiedy będzie ono zależało od Twojego osądu. uśmiechnęła się złośliwie. Cóż Leilah nie przyjmowała łatwo krytyki jej przyjaciółki, a to czy jej łóżko było gorące czy nie, nie miało żadnego znaczenia.
[Profil]
  [AB-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-04-29, 17:37   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


– Naprawdę uważasz, że liczę się z twoim zdaniem? – po pierwsze nie miała z czego jej się tłumaczyć, a po drugie… w sumie. Nie było drugiego. Fay była jej przyjaciółką. A nawet jeśli by nią nie była, reakcja Matilde pozostałaby taka sama. Addams mogła się zasłaniać żałobą, szokiem, czy czymkolwiek tylko chciała. Ale to było kłamstwo. To nie tłumaczyło jej zachowania. I jeśli myślała, że jest ekspertką w tej dziedzinie, to się grubo myliła. Każdy kogoś stracił, każdy się o tym dowiedział. I nikt nie dopuścił się do takich czynów. Po prostu. Więc jeśli liczyła na współczucie, nie miała go tutaj znaleźć. Nie u Matilde.
– Colleen ma problemy bo nie nadaje się do tej roli. Odkąd tylko umarła Yvonne, Bractwo to jeden wielki żart – nie uciekali z tonącego statku, bo ten statek już dawno utonął. Przez jakiś czas może nawet liczyli, że coś się zmieni, ale nie. Z każdym kolejnym tygodniem było coraz gorzej. Jaki był sens wciąż być w takiej organizacji, gdy przywódczyni była największym zagrożeniem?
– Widzisz, Addams. W tym rzecz. O swoim życiu powinno się samemu decydować. Samemu brać odpowiedzialność za własne czyny, a nie spełniać widzimisię dziewczynki z aspiracjami do stania się Królową Pszczół. A teraz wybacz, ale mam znacznie lepsze rzeczy do roboty – przekazała to co miała i tyle. Jaki był sens wdawać się w dyskusję z kimś takim jak Addams? Z kimś kto był tak zaślepiony Colleen, że nie potrafił trzeźwo myśleć? Jeśli chciała ginąć, to proszę bardzo. Matilde jednak wolała sama decydować o swoim rodzaju śmierci. Już dużo bardziej wolałaby się zaćpać niż zginąć przez kolejną chujową decyzję Marie.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Leilah Addams



--

Elektrokineza

76%

-





name:

Leilah Addams

alias:
Skyripper

Wysłany: 2018-04-29, 19:33   
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


-Uważam, że nie liczysz się z niczyim zdaniem, poza swoim. Z prawdą też się nie liczysz bo zachowujesz się jak samolubny bachor, któremu ktoś uszczypnął psiapsiółkę z piaskownicy i nie reaguje na jego tupanie nóżką rzekła tym razem z bardzo słodkim uśmiechem. Nie liczyła, że jej słowa cokolwiek zmienią, nie w przypadku Matilde, ale przynajmniej ulży sobie mówiąc jej parę słów prawdy.
-Ciekawie kiedy Cassandra przybiegnie tu z powrotem, płacząc, że ją również samolubnie zdradziłaś. A stanie się to prędzej niż później co do tego nie miała wątpliwości. Kiedy Cassandra przestanie być przydatna Matilde, ta zdradzi ją przy pierwszej okazji. Kto raz zdradził będzie to robił zawsze. Jakby byli w izraelskiej armii dostałaby po prostu kulkę w łeb. W momentach takich jak ten Leilah naprawdę żałowała, że wciąż nie są w armii.
-Colleen ma problemy bo częśc Bractwa jest samolubnymi szczurami co widać na załączonym obrazku. Na takiej podstawie nie da się nic zbudować. Z każdym tygodniem było coraz gorzej bo każdy robił co chciał, nikt nie szanował rozkazów ani przywódcy. Jedynym błędem Colleen było tylko to, że była za łagodna i nie ustanowiła twardych praw.
-To, że nie liczy się dla Ciebie lojalność, zasady, a nawet przyjaźń to już wiem. Liczy się tylko to co Ty sama możesz zrobić dla siebie. Liczy się tylko nabrzmiałe urażone ego, które chowasz pod wielkimi słowami jak wolność rzuciła patrząc jej prosto w oczy i czując narastająca wściekłość.
[Profil]
  [AB-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-04-29, 20:01   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


– Mogłabym powiedzieć dokładnie to samo o tobie i twoim dziecku – w swojej żałobie też była cholernie egoistyczna, ale hej. Tacy byli ludzie. Matilde przynajmniej tego nie ukrywała. Co do Addams im szybciej pogodzi się z tym, że w rzeczywistości była chujowa, tym dla niej lepiej. Nie jest mądre żyć w złudzeniach.
– Całe szczęście to już nie jest twoje zmartwienie – i tak po prostu wzruszyła ramionami. Nie miała zamiaru kłócić się z jakąś wariatką o znaczenie słowa „zdrada”. Jeśli ta uważała grzeczne opuszczeni Bractwa w obawie o swoje życie to.. niech będzie. Mogła być zdrajczynią. Nie dbała o to. Zwłaszcza o zdanie Leilah, która nic dla niej nie znaczyła. Jeśli chciała.. mogła się dalej produkować.
- Prawdziwy przywódca potrafi sobie poradzić ze wszystkim, takie są fakty – co to w ogóle było za usprawiedliwienie, że nie radzi sobie bo ludzie jej nie ufają? Jej cholernym zadaniem było sprawienie, by mutanci jej zaufali. By byli z nią w dobrych i złych chwilach. A swoim brakiem kompetencji i zajmowaniem się sprawami, dotyczącymi własnego łóżka.. daleko nie zajechała. Czas na zmiany.
– Mówisz jakby to było coś złego. Na końcu i tak jesteśmy skazani tylko na siebie, Addams. Powinnaś o tym zapamiętać, nim będzie za późno i twoja cudowna Colleen wbije ci nóż w plecy. Swoją drogą wiedziałaś, że siostra Colleen jest odpowiedzialna za śmierć twojej córki?
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Leilah Addams



--

Elektrokineza

76%

-





name:

Leilah Addams

alias:
Skyripper

Wysłany: 2018-05-01, 23:13   
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


-Ciekawe, ja może i wybuchłam parę sekund po otrzymaniu wiadomości o śmierci dziecka, ale nie odchodzę i nie rzucam wszystkiego w cholerę. Nie zdradzam takjak Ty jak dla Leilah nie było żadnego porównania między zachowaniem jej a Matilde. Ona sama zareagowała instynktownie, przez kilka sekund nad sobą nie panowała. Nie robiła za to żadnych czynów, które mogłby długotrwale osłabić Bractwo w związku z tym co się stało. W przeciwieństwie do Matilde.
-Wszystko co osłabia Bractwo, w tym Twoje zachowanie jest moim zmartwieniem powiedziała zgodnie z prawdą. Żeby Bractow się utrzymało trzeba będzie czegoś co ich wszystkich spoi, żeby takich wybryków było jak najmniej.
Jak się wokół siebie samolubne szczury, to można być najlepszy przywódca na świecie, a oni i tak tego nie doceniają. Colleen starała się być dobra dla wszystkich i tak to się właśnie kończyło. Najwyższy czas na wprowadzenia rządów bardziej silnej ręki.
-Jak na razie, to tylko Ty i Cassandra wbijacie nam nóż w plecy. A za śmierć Lizzie odpowiada tylko ten, który nacisnął wtedy na spust powiedziała zimno po czym zaczeła się powoli oddalać.
-Tak jak myślałam nie masz nic ciekawego do powiedziania i nic co usprawiedliwiałoby Twoją zdradę powiedziala i odeszła.

/zt.
[Profil]
  [AB-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-05-02, 11:13   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Czy pozostało jej coś innego niż jedynie wzruszenie ramionami? Nie miała zamiaru wdawać się w dyskusję z kimś takim jak Addams. Matilde nawet nie interesowało jej zdanie. Jeśli chciała robić z niej zdrajcę to proszę bardzo. Mogła to robić. Wallace jedynie ją informowała o odejściu, ale nie prosiła o poznanie jej opinii na ten temat. Więc Addams niepotrzebnie w ogóle strzępiła sobie na nią język.
– Uważaj. Ściany mają uszy, jeszcze ktoś pomyśli, że chcesz wygryźć Colleen.
Była złośliwa, bo czemu nie? Mogła. Nikt nie miał jej zabronić. I jeśli ta wariatka myślała, że robiła na Matildzie jakiekolwiek wrażenie to się grubo myliła. Wallace się jej nie bała. Mogła teraz nawet wyciągnąć pistolet, zacząć ją dusić tak jak biedną Fay, ale.. dla Matilde wciąż byłaby tak samo żałosna.
– Masz rację – Colleen nie odpowiada za to, że Luanne zabiła Lizzy – westchnęła ciężko, ale tylko po to by zaraz dodać z tym dziwnie smutnym, ale też jadowitym uśmiechem: – Odpowiada jednak za to, że nic ci o tym nie powiedziała.
A potem po prostu odeszła. Tu już nie było dla niej miejsca. Zrezygnowała, odeszła, nic jej tu nie trzymało. Wreszcie była wolna od tego miejsca. A ta świadomość cholernie jej się podobała. Teraz nikt nie mógł dłużej nią rządzić.

/zt
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,04 sekundy. Zapytań do SQL: 6