Poprzedni temat «» Następny temat
Uliczka między budynkami
Autor Wiadomość
The Gifted



kocham tworzyć tematy i nie tylko

jestem kontem specjalnym

milio

Admin





name:

The Gifted

Wysłany: 2017-11-23, 15:29   Uliczka między budynkami



[Profil]
 
 
Vera Neumann



Władzy namiestnicy....

Wierz lub nie...

Polityk, wiceprezes GC





name:

Vera Neumann

alias:
Żelazna Dama

age:
38 lat

height / weight:
163/52

Wysłany: 2018-04-08, 13:12   
   Multikonta: Sami, 3Ch0


3 marca, wieczór.

Już od kilku dni mieliśmy na oku tę nieszczęsną działaczkę i jej towarzyszkę. Byliśmy coraz bardziej przekonani, że coś musi być na rzeczy, bowiem ta mała dziwka od dnia pochodu nie wychodziła z domu, podczas gdy ta druga biegała w tą i z powrotem, wciąż jednak wracając do miejsca zamieszkania tej pierwszej. To nie mogła być zwykła opiekunka czy pielęgniarka, bowiem wcześniej Bartowska z takowych usług nie korzystała. Zgodnie z naszym śledztwem - jej towarzyszka nawet nie miała wykształcenia w tym kierunku. Grzebała coś przy komputerach? Chyba jakoś tak to było.
Nie byłam nawet świadoma tego, że nasz system ma dziury. Owszem, bez problemu namierzyliśmy tę małą brunetkę, co przy przyjaciółce mojej zabaweczki się kręciła, ale dlaczego nigdy nie trafiliśmy na trop, że ma ona bliźniaczkę? Czyżby to była wina literówki, wprowadzonej jeszcze w dokumentacji uczelnianej, której nikt się ostatecznie nie dopatrzył? Tego się nie dowiemy. Nikt w GC jednak się nie spodziewał, że może dojść do tak fatalnego błędu...

Moi ludzie bez problemu dostrzegli moment, w którym dziewczę opuściło mieszkanie tej szwaczki, jednak w momencie gdy ruszyła ona w swoją stronę - zgubili ją. Jakimś cudem jednak udało się odzyskać trop tutaj, w Seattle. Zgodnie z prognozami, następne kroki panna Roseberry powinna kierować właśnie tutaj. Nie było żadnych poszlak wskazujących na to, że mogłaby być mutantką - pewnie właśnie dlatego z tamtą małą kurewką się trzymała. Nie miałam więc zamiaru tracić swej finezji na byle ludzika - ot, chciałam na niej wymusić pomoc. Pomoc naszej organizacji, na drodze do odzyskania mojej najlepszej zabawki. Miałam na to tym większe parcie po informacji od Louanne, że moja zabaweczka lubująca się w szczurzym mięsku jest miłością tej władczyni terrorystów. Więc proszę bardzo, to był prosty układ - ja biorę jego, a Marie-Henning może se brać tę swoją siostrzyczkę. Ale dopiero, gdy to ja jej zadam najgorszy, emocjonalny cios... Dopiero, gdy będę mogła zobaczyć żałobę wymalowaną na jej twarzy... Czyli dopiero wtedy, gdy skończę z Fowlerem...

Usiadłam sobie jak gdyby nigdy nic z Howardem przy jednej z ławeczek - kto nas nie znał, mógłby uznać, że po prostu odpoczywamy, choć oczywiście nasz wygląd bardzo nie pasował do tak obskurnego miejsca. Było to jednak jedyne przejście od tej strony miasta ku marketom. Wiedziałam więc, że moja mała przynęta zaraz się tu zjawi...
Prócz mnie i mego ochroniarza, po drugiej stronie uliczki ustawiło się jeszcze dwóch agentów Helis, gotowych do pomocy, gdyby jednak ta mała okazała się bardziej waleczna, niż to, na co wyglądała.
I tak... Pozostało nam już tylko czekać...
_________________



For the lives that I take

I'm going to hell

[Profil]
  [0+]
 
Rocky Roseberry



W rękach dobrego lekarza i woda staje się lekarstwem.

Hemokinezy

87%

Sanitariusz





name:

Rocky Roseberry

alias:
Sienna

age:
24

height / weight:
154 / 45

Wysłany: 2018-04-10, 19:30   
   Multikonta: Esta, Lou, Lasair
  

   1 Rok na Giftedach!


// 3 marca

Cassandra miała rację, że ktoś musi podjąć się zdobycia leków. Jako, że miała okazje, bo jej poprzednie życie nie było spalone. Po za tym prawie nikt nie wiedział o tym, że jest mutantem. Więc czemu to nie ona miła wyruszyć po leki. Dlatego skontaktowała się z przyjacielem, który zbiera leki dla lekarzy bez granic. Rocky napisała mu, że pracuje słabo wyposażonym szpitalu i potrzebuje leków. Oczywiście zgodził się jej pomóc. W końcu znali się ze studiów oraz razem pracowali. Wiedział o tym, że Rocky lubi poświęcać się całkowicie pracy. Więc nic dziwnego, że zgodził się jej pomóc. Umówili się najpierw w jakimś publicznym miejscu na rozmowę, a potem razem mieli pójść do magazynu. Wszystko było ustalone i nie licząc tego, że dobrze było wyjść z Bractwa po leki to bardziej cieszyła się tym, że będzie mogła poudawać dawną siebie. Gdy jeszcze spotykała się ludźmi ze swojego wydziału. Strasznie jej tego brakowało. Oczywiście trzymała z nimi kontakt kłamiąc, że wyjechała do jakieś biednej wioski, w której pracuje jako lekarz za grosze. Co prawda nie było to aż tak bardzo oddalone od prawdy, ale jednak było to kłamstwo.
Już wczoraj wieczorem wyjechała z obozu wraz Bradem. Kiedy spytała się Colleen o zgodę ta zasugerowała by wzięła kogoś. W tedy właśnie zgłosił się Bradley. Jego obecność nie przeszkadzała jej. Jednak wolała, być samej niestety tez nie chciała się o to kłócić. Jedynie uzgodnili, że w czasie spotkania Brad będzie trzymał się w odległość. Rocky nie chciała ryzykować, że jej przyjaciel ostatni chwili odmówi udzielenia pomocy. Na szczęście mężczyzna nie miał nic przeciwko by po drodze odwiedziła rodziców. Powiedziałam, że znalazłam chwilę by ich odwiedzić, że u Ricky wszystko okej. Jak zawsze zapewniłam, że sobie radzimy i nie ma powodów do niepokoju. Jednak tak zawsze kończą się wizyty u rodziców. Po za tym mama poinformowała mnie, że zamierza z ojcem wróć do Australii. Stwierdziłam tylko, że przekaże siostrze po czym pożegnałam się z rodzicami.
Pojechałam do Seattle, by spotkać się Nickiem i zdobyć te obiecane leki. Przy okazji zrobić zakupy potrzebnych ziół, bo jak wiadomo nie wszystko rośnie w Stanach i ogólnie naszym regionie. Dlatego od czasu do czasu dobrze jest zaopatrzyć się w sklepiku zielarskim.
Od rana spotkała z Nickiem i odebrała od niego leki oraz też spotkać się z kilkoma znajomymi. Zgodnie umową Brad trzymał się z pewnej odległość. Co prawda ona go widziała, ale było to na tyle naturalne, że nikt prócz niej nie zwrócił na niego uwagi. Kiedy odebrała leki do niego spotkała się z Bradley umówionym miejscu i razem zanieśli je do domku. Chciała zajrzeć jeszcze do sklepiku zielarskiego, a Brad zamierzał również wykorzystać te chwilę wyrwania się z Bractwa. Po za tym sklep był na tyle blisko, że nie musiała iść z nim i spokojnie mogli się rozdzielić. Własnie wracałam zadowolona z sklepiku zielarskiego, bo udało mi się wszystko zdobyć co potrzebowałam. Z pomocą tych leków i tego co kupiłam szpital jest wstanie pomóc kolejnym potrzebującymi bez wykorzystywania mocy, a tradycyjny sposób. Napisałam do siostry, że wszystko załatwione i jutro rano wracam do domu. Nie chciałam by się martwiła. O ile w ogóle się martwi.
[Profil]
    [A-]
 
Vera Neumann



Władzy namiestnicy....

Wierz lub nie...

Polityk, wiceprezes GC





name:

Vera Neumann

alias:
Żelazna Dama

age:
38 lat

height / weight:
163/52

Wysłany: 2018-04-11, 23:57   
   Multikonta: Sami, 3Ch0


Tak... Przewidywania się sprawdziły.
Uśmiechałam się już z daleka, gdy tylko dostrzegłam tę małą w uliczce. Znajdywałam się po drugiej stronie przejścia, więc z każdym krokiem Roseberry była coraz bliżej mnie. Z każdym jej kolejnym krokiem czułam, że mam tego piekielnego Fowlera coraz bardziej w garści. Czułam rosnącą ekscytację na to, co dopiero miało nadejść...
Gdy dziewczyna znalazła się w połowie swojej drogi, Wstałam ze swego miejsca i poprawiłam swoją drogą spódnicę. To był znak dla pozostałych agentów w tym miejscu, by mieli się na baczności. Nie mieli oni jednak podchodzić tutaj tak długo, dopóki nie pojawią się problemy. A ja... Ja przecież liczyłam na... Polubowne załatwienie sprawy.
Uśmiechnęłam się w kierunku brunetki, a gdy znalazła się na tyle blisko, by słyszeć mój normalny głos, jak gdyby nigdy nic - przywitałam się:
- Witaj nieznajoma. - Rzuciłam niemalże mimochodem, po czym spojrzałam na jej tobołki. Nie trzeba było geniusza, by dostrzec zioła w siateczce ze sklepiku nieopodal. Z jakiegoś powodu... Utwierdziło mnie to w przekonaniu, że trafiliśmy na właściwą osobę. Pewnie zaparza tej małej kurewce jakieś herbatki uspokajające po ostatnich wydarzeniach. - Mam dla Ciebie... Niecodzienną propozycję... - Padło z mych ust dość pewnie. Moja postawa wręcz biła pewnością siebie, była całkowicie otwarta. Stałam pewnie na stopach, a dłonie ułożyłam na swoich biodrach. - ...Nie do odrzucenia... - Dodałam po chwili, bardziej tajemniczo, czy może wręcz złowieszczo? Przez cały ten czas przyglądałam się też tej małe, bo musiałam mieć pewność, że nic nie wywinie. Nie po ostatnich wydarzeniach. Byliśmy zmuszeni utrzymać dobre imię, a zaszlachtowanie tej małej na pewno nam tego nie zapewni...
_________________



For the lives that I take

I'm going to hell

[Profil]
  [0+]
 
Rocky Roseberry



W rękach dobrego lekarza i woda staje się lekarstwem.

Hemokinezy

87%

Sanitariusz





name:

Rocky Roseberry

alias:
Sienna

age:
24

height / weight:
154 / 45

Wysłany: 2018-04-14, 13:30   
   Multikonta: Esta, Lou, Lasair
  

   1 Rok na Giftedach!


Gdyby wiedziała, że spotka samego diabła spódnicy nigdy by nie szła... Przynajmniej wybrała by inną drogę, ale człowiek nie może wiedzieć. Kiedy los zdecyduje się z niego zakpić. Tak więc skąd Rocky mogła wiedzieć..., że ktoś urządza sobie polowanie na jej siostrę. Skąd mogła wiedzieć, że ta akurat jest Seattle i tym bardziej, że zostanie z nią pomylona. Nie mogła tego wszystkiego wiedzieć, bo niby skąd. Tak więc szła tą drogą, bo najbliżej było od sklepu do miejsca spotkania z Bradem. Mieli razem wróć do domu w którym się zatrzymali, a następnego dnia do obozu. Oboje potrzebowali chociaż na trochę zmiany otoczenia. Zwłaszcza, że obozie robiło się trochę nerwowo. Każdy na każdego patrzał jakby ten miał zaraz wbić mu sztylet w pracy. Po za tym Rocky miała przypuszczenie, że nie długo naprawdę będą potrzebowali leków. Zwłaszcza po wspaniałym wystąpieniu Aarona w biurze Colleen i wydarzeniach z marszu. Tak więc szła sobie spokojnie nie zaważając na zagrożenie jakie miała spotkać na swojej drodze nucąc sobie piosenkę jaka nie dawno stała się modna.
Nim jeszcze do niej Vera podeszła spojrzała na zegarek. Musiała sprawdzić, która godzina czy aby na pewno się nie spóźniła. Nie chciała, żeby Brad się martwił i musiał na nią długo czekać. Zwłaszcza, że to był jej pomysł by się rozdzielić. Przecież nie mają po pięć lat, że potrzebują opiekunki 24 h. Podniosła wzrok na kobietę, która się do niej odezwała. Było w tym przywitaniu coś niepokojącego. Bo kto normalny wita się z obcą osobą. Jeszcze używając tych słów ,,witaj nieznajoma". Może powinno zapalić się jej zielone światło. Powinna minąć ją nie zatrzymując się nawet i jak najprędzej spotkać się z Bradem. Jednak zatrzymała się, stwierdziła, że może chce spytać o godzinę. Zwłaszcza, że przed chwilą sama patrzyła.
- Yhm... Dzień dobry - powiedziała za bardzo nie wiedząc jak odpowiedzieć, a po za tym już na pierwszy rzut oka widać, że była od niej starsza. Jednak im dłużej stała z nią w tej uliczce tym bardziej odczuwała coś... sama nie wiedziała jak to nazwać. Od kobiety przed nią biło coś tajemniczego, niebezpiecznego. Rocky wątpiła by chciała sprawdzać co to dokładnie jest. Nie zmieniało to faktu, że Vera była ubrana dość dobrze... Nie wyglądała na osobę, która od tak zaczepia ludzi. - Przepraszam nie chce nic kupić, ani też nie jestem zainteresowana pani propozycją. Po za tym jestem już spóźniona - odpowiedziała do niej, bo chociaż jeszcze nie była spóźniona to zaraz będzie. Faktycznie nie była zainteresowana jej propozycją zwłaszcza, że miała wszystko co potrzebowała.
_________________
[Profil]
    [A-]
 
Vera Neumann



Władzy namiestnicy....

Wierz lub nie...

Polityk, wiceprezes GC





name:

Vera Neumann

alias:
Żelazna Dama

age:
38 lat

height / weight:
163/52

Wysłany: 2018-04-14, 15:26   
   Multikonta: Sami, 3Ch0


Mogłam wręcz gołym okiem dostrzec, że speszyłam tą małą swoją postawą. To była kwestia czasu, gdy ciśnienie jej krwi się podniesie, zacznie się denerwować i gubić we własnych słowach. Dobrze. To bardzo dobrze. Być może nawet ją nieco onieśmieliłam? Na mojej twarzy zagościł niewielki, tajemniczy uśmieszek, gdy tak przyglądałam się temu maleństwu, co to chyba nie ma co z życiem robić, tylko marnuje je na pomaganie - tfu - byle działaczom.
- Oh, uwierz Ricky, jesteś bardzo zainteresowana. - Rzuciłam dość pewnie, nawet nie mając świadomości, jak wielki błąd popełniam. W tym samym momencie stanął też za mną Howard, dając jej do zrozumienia, że nawet nie ma po co próbować mnie wyminąć, bo wtedy zmierzy się właśnie z tym dryblasem. - Obstawiam, że jeśli do wyboru masz bardzo duże profity, bądź poświęcenie własnego życia... Wybierzesz mądrze. - Dodałam po chwili, luźno, jak gdybym mówiła o popołudniowej herbatce, przerzucając swój wzrok z dziewczyny na własne paznokcie.
_________________



For the lives that I take

I'm going to hell

[Profil]
  [0+]
 
Rocky Roseberry



W rękach dobrego lekarza i woda staje się lekarstwem.

Hemokinezy

87%

Sanitariusz





name:

Rocky Roseberry

alias:
Sienna

age:
24

height / weight:
154 / 45

Wysłany: 2018-04-14, 18:06   
   Multikonta: Esta, Lou, Lasair
  

   1 Rok na Giftedach!


Ricky? Spojrzała raz jeszcze na kobietę oraz na mężczyzna, który stanął za nią. Znała wszystkich znajomych Ricky, a ci potrafili je rozróżniać. Więc kim u diabla byłą ta kobieta? Czego chciała chciał od jej siostry? Czuła, że nie może jej powiedzieć, że nie jest Ricky. Musiała dowiedzieć się czego ta kobieta chciała od jej siostry. Zwłaszcza, że jej słowa dały jej do myślenia. Cokolwiek to było? Wiedziała jedno, że nie powinna dopuść, żeby ona zbliżyła się do Ricky. Tym bardziej musiała grać swoją siostrę. Patrząc na nią była pewna, że to nie będzie trudne. Skoro ta kobieta pomyliła je tym bardziej nie wie o jej istnieniu.
Jednak jej następne słowa i wzrok tego mężczyzny sprawiał, że w głowie miała jedno słowo ,,Uciekaj". Jej ciało wręcz krzyczało by uciekała od niej jak najdalej. Jednak nie była wstanie... Musiała chronić swoją siostrę. Jednak zrobiła krok w tył. Ricky co prawda nie próbowała by uciec, ale ona nią nie była. Musiała, bo nie mogła ryzykować, a po za tym ktoś na nią czekał. Jeśli się nie pojawi Brad na pewno zacznie jej szukać. Miała dziwne wrażenie, że nie chciała by aby on czy Ricky spotkali się z tą kobietą.
- Nie wiem o co ci chodzi... Musiała pani z kim mnie pomylić. Przepraszam, ale nie mam czasu - powiedziała i zrobiła kolejny krok w tył. Rocky myśl, co by zrobiła Ricky na twoim miejscu. Na pewno by nie uciekała... i kazała jej spadać. Jednak ona wiedziała, że to tylko pogorszy sprawę.
_________________
[Profil]
    [A-]
 
Vera Neumann



Władzy namiestnicy....

Wierz lub nie...

Polityk, wiceprezes GC





name:

Vera Neumann

alias:
Żelazna Dama

age:
38 lat

height / weight:
163/52

Wysłany: 2018-04-22, 13:39   
   Multikonta: Sami, 3Ch0


Tak. Nie byłam świadoma tego, jak bardzo nasz wywiad spieprzył swoją robotę. Jak bardzo nie drążył wystarczająco głęboko. Na jak wielu płaszczyznach spieprzyli - od niezwrócenia uwagi na pieprzoną literówkę w dokumentach, przez zgubienie pożądanie bliźniaczki, aż po pominięcie faktu, że były aż dwie Roseberry!
Byłam jednak pewna swego. Jej reakcje wręcz utwierdzały mnie w tym przekonaniu. Uśmiechałam się więc coraz szerzej a moja twarz przybrała wyraz nieznoszący sprzeciwu.
- Oh, z nikim Cię nie pomyliłam. Lat 24. Skończone studia informatyczne. I zdecydowanie zbyt wielkie spoufalanie się z Sam Bartowski. - Rzuciłam bardzo luźnym tonem, nie odrywając wzroku od dziewczyny. - Możesz mi zaufać. Jestem... Przyjacielem. Potrzebuję jedynie informacji. Bo widzisz... Mamy wspólnego przyjaciela z Bartowską. A ten przyjaciel... Jest mi coś dłużny. Tylko przez nią mogę do niego dotrzeć, ale obawiam się, że mógł jej przekazać dość... Nieprzyjemne informacje o mnie. Więc również może obawiać się spotkania. A ja chcę tylko odzyskać swoją własność. I jestem gotowa wiele za to zapłacić. - Wyrecytowałam swoją bajeczkę, która przecież wcale nie była tak daleka od prawdy. W końcu... Fowler był moją własnością od dnia, kiedy pierwszy raz stracił przeze mnie świadomość. Był mój. Nie miał prawa uciec. Nie miał prawa zniknąć. Musiał... Wrócić...
- Jestem bardzo wpływową osobą. Za pomoc jestem gotowa spełnić każde Twoje marzenie. - Dodałam po chwili, próbując ją przekonać do zdrady swej towarzyszki (w co cały czas wierzyłam).
A co w tym wszystkim najgorsze? Że nawet nie zdawałam sobie sprawy, że mam do czynienia z mutantką... Wtedy nie musiałabym się bawić w te dziwne podchody - mogłabym wymusić na niej pomoc siłą...
_________________



For the lives that I take

I'm going to hell

[Profil]
  [0+]
 
Rocky Roseberry



W rękach dobrego lekarza i woda staje się lekarstwem.

Hemokinezy

87%

Sanitariusz





name:

Rocky Roseberry

alias:
Sienna

age:
24

height / weight:
154 / 45

Wysłany: 2018-04-23, 18:03   
   Multikonta: Esta, Lou, Lasair
  

   1 Rok na Giftedach!


Roseberry czuła, że kobiecie i jej przyjacielowi nie należy ufać. Może ona nie wyglądała groźnie, a jej znajomy sprawiał wrażenie ,,kupy mięsa" co w głowie ma pusto. Miała dziwne wrażenie, że lepiej od tej dwójki trzymać się z daleka. Bo nie wiadomo co im może strzelić do głowy, albo jakie są ich prawdziwe intensje. Rocky nie zamierzała ryzykować, że ta kobieta skrzywdzi Ricky.
Później słuchała jej wypowiedzi starając się by niczego nie było po niej widać. Cholera naprawdę dobrze się przygotowali, ale skoro nie wspomniała o niej. Być może nie kopali głębiej. Bo jak inaczej wyjaśnić, że nie wiedziała, że rzeczywiście się pomyliła. Przynajmniej nie była tego aż tak bardzo pewna. Kim ona była?? Jednak w tedy ona wyskoczyła z Sam. Bartowska? No po prostu super... Tak myśl pojawiła się głowie Rocky. Gdy usłyszała aż tak dobrze znane sobie nazwisko. Po prostu wiedziała, że będą kłopoty z ich związku. Przecież nic o sobie nie wiedziały... Nie miały kontaktu przez cztery lata. Chociaż osobiście najchętniej by sprzedała Sam tej kobiecie. Niestety znała swoją siostrą i wiedziała doskonale, że ta by nie odpuściła. Chciała chronić Ricky więc musiała też i Sam. Co za ironia los... Niestety takie jest życie.
- Nie chce żadnych pieniędzy ani też nie wiem o co pani chodzi. Proszę mnie zostawić w spokoju - jeśli Vera szukała w niej oznak kłamania. Nie znajdzie ich, bo Rocky wiedziała jak kłamać mówiąc półprawdę. Rozejrzała się po okolicy i może byli zdała głównej ulicy to widać było tutaj kilku przechodniów. - Albo zacznę krzyczeć - okej teraz wykładała karty na stół. Miała przeczucie, że kobieta nie potrzebuje widowiska, a ona naprawdę nie zamierzała jej dawać tego czego ona chce. Musiała chronić swoją siostrę, nawet jeśli była na nią okropnie zła za ostatnią ich kłótnie. Ona nie chciała by całkowicie zrywały kontakt ale no by poczekały z związki. Po załatwiały swoje sprawy.
- Gdzieś mam to jak pani jest wpływową osobę. Proszę mnie przepuść, bo jestem już spóźniona - ,,wpływową osobą" można powiedzieć, że to zapaliło jej głowie czerwone światło. Co takiego miała Sam, że ta kobieta tego tak bardzo chciała odzykać?
_________________
[Profil]
    [A-]
 
James Reynolds



"Never fear shadows, for shadows only mean there is a light shining somewhere near by."

Ochroniarz Verki!





name:

James Reynolds

age:
32

height / weight:
190/100

Wysłany: 2018-04-25, 19:29   
   Multikonta: Dale Fowler
  

   Pisze dobre wąteczki!


-Co. Za. Jebana. Idiotka! - warknął sam do siebie w myślach parkując samochód na jednej z bocznych uliczek umiejscowionych w Capitol Hill. Dlaczego do jasnej cholery go nie wezwała? Nie to, że specjalnie się o nią martwił, bo jeśli o niego chodzi - Vera Neumann mogłaby dawno temu zostać zgwałcona i zamordowana, a on na wieść o tym tylko by się uśmiechnął. To znaczy... No, może nie od momentu, gdy został jej prywatnym ochroniarzem. Ten 'awans' był dla niego pewnego rodzaju policzkiem, ponieważ nienawidził tej kobiety, ale był żołnierzem. Doskonale wiedział, że nie należy kwestionować rozkazów, dlatego przyjął go z pokorą, a co ona teraz odpierdalała? Postanowiła wesoło wyskoczyć sobie na jakąś akcję, czy jak to nazwać bez niego - zabrała ze sobą tylko tego wielkiego pół-mózga, oraz jakichś dwóch kretynów z czarnych helis. Pewnie, była to dobrze wyszkolona jednostka, ale jak w każdej - byli lepsi, oraz gorsi. Ta dwójka z pewnością nie należała do tej pierwszej grupy.
Walnął pięścią w kierownicę i westchnął cicho, po czym wysiadł z samochodu. Doskonale wiedział gdzie się kierować, widział obiekt, który miał ochraniać, gdy przejeżdżał samochodem.
Po paru chwilach znalazł się na miejscu, a dokładnie za plecami dwóch agentów CH. Ehh... Mówiłem przed chwilą, że to idioci, prawda? Nawet nie zauważyli, że do nich podszedł - gdyby był wrogiem mógłby załatwić ich obydwu, a oni nawet nie wiedzieliby z której strony dostali.
Usłyszał końcówkę rozmowy. Nieznajoma kobieta oznajmiła, że zacznie krzyczeć i powiedziała to na tyle pewnym głosem, że chyba faktycznie była pewna, iż jej na to pozwolą. No... Może i by pozwolili, gdyby go tutaj nie było.
Rozsunął dłonią Helisy i przeszedł między nimi nie zważając kompletnie na ich reakcję, po czym paroma szybkimi krokami pokonał dystans dzielący go od Rocky. Lewą dłonią złapał ją za ramię i odwrócił gwałtownie w swoim kierunku, a prawą złapał ją za gardło, na którym mocno zacisnął swoje palce. Zrobił z nią kilka kroków i przyparł ją mocno do ściany, po czym nacisnął na jej krtań jeszcze mocniej. Wolną dłonią wyciągnął z kabury pistolet uzbrojony w tłumik i przycisnął go do jej boku, w okolicach biodra - z pewnością mogła zdać sobie sprawę z tego co właściwie jej przyłożył.
- Strzał w te okolice poskutkuje kalectwem do końca życia. Skończysz na wózku. Najchętniej bym Cię zabił, ale przydasz się żywa, więc bądź grzeczna. Uwierz mi, z takimi jak my nie ma żartów, mała dziwko. - mruknął jej prosto do ucha.
_________________
"You hate me now? Just you wait... Just you wait."
[Profil]
  [AB-]
 
Vera Neumann



Władzy namiestnicy....

Wierz lub nie...

Polityk, wiceprezes GC





name:

Vera Neumann

alias:
Żelazna Dama

age:
38 lat

height / weight:
163/52

Wysłany: 2018-04-28, 15:43   
   Multikonta: Sami, 3Ch0


Cała ta sytuacja coraz bardziej mnie irytowała. Ta mała serio próbowała się stąd "wydostać"? Miała na tyle odwagi, by mi odmawiać? Ha! Dobre sobie. A moja cierpliwość powoli się kończyła. A to... Nigdy nic dobrego nie wróżyło. Może nawet byłabym gotowa przejść obok własnych postanowień, i zrobić z niej swoją zabawkę? Nie wróżyłam jej wiele. Ale powinna mi wystarczyć choć na chwilę...
Wtem jednak naszą słodką rozmowę przerwał nie kto inny, jak ten cały Reynolds. Rany... Nie ma co, wręcz mogłabym kuźwa skakać z radości! Zastanawiałam się w sumie, czy Louanne robiła mi na złość specjalnie? Dobrze wiedziała, że nie zależy mi na dodatkowej ochronie. Howard mi całkowicie wystarczał. I chyba próbowałam to najlepiej zademonstrować właśnie przez takie zachowania - nie czułam się w obowiązku informować Jamesa o swoich zamiarach. Nie ufałam mu jeszcze na tyle, by wciągać go w swoje gierki. Choć... O rany. Jak on by się świetnie nadawał na mą ofiarę! Taki silny, tak wiele zniesie... Tak. Tym imponował mi z pewnością. Brakowało mu tylko jednego, by być moją idealną zabawką - aktywowanego genu X...
Uśmiech zszedł z mojej twarzy i mimo, że wewnętrznie się niemal gotowałam, moja twarz przestała wyrażać jakiekolwiek emocje. Ale czy to nie było nawet straszniejsze?
- Widzisz, kochana... Nasz drogi przyjaciel tutaj nie żartuje. Więc jak? Idziesz z nami pokojowo? - Zapytałam po raz ostatni, krzyżując ręce na wysokości klatki piersiowej, po czym westchnęłam teatralnie. - Oh, no tak! Teraz to średnio możesz mówić. Mrugnij dwa razy, jeśli się zgadzasz. Jeśli nie, James wyśle Cię prosto na wózek inwalidzki. - Dodałam po chwili, kierując swój wzrok zamiennie z dziewczyny, na mojego nowego ochroniarza i tych dwóch ciołków, którzy nawet nie zareagowali na jego pojawienie się...
_________________



For the lives that I take

I'm going to hell

[Profil]
  [0+]
 
Rocky Roseberry



W rękach dobrego lekarza i woda staje się lekarstwem.

Hemokinezy

87%

Sanitariusz





name:

Rocky Roseberry

alias:
Sienna

age:
24

height / weight:
154 / 45

Wysłany: 2018-04-29, 20:06   
   Multikonta: Esta, Lou, Lasair
  

   1 Rok na Giftedach!


Kurcze... Nawet nie zauważyła, kiedy pojawił się kolejny gracz w tej rozgrywce. Na jej nieszczęście okazał się kolejnym przydupasem kobiety. Ile ona jeszcze ma tych swoich goryli. Jednak jedno Rocky musiała przyznać jako, że ten drugi wydawał się wyłącznie kupą mięsa ten miał sprawiał wrażenie bardziej ogarniętego. Co już zdążyła się przekonać silnego i szybkiego. Nie miała jak zareagować jak poczuła najpierw szarpnięcie i przez sekundę mogła spojrzeć na mężczyznę. Przez którego, została następnie przyparta do ściany. Nawet nie zauważyła kiedy upuściła torbę zakupami. Jedynie co tej chwili przeszło jej przez myśli. Jak pięknie było by użyć na nim swoich zdolność. Zobaczyć ten strach w jego oczach, który próbował wywołać w jej. Niestety chociaż w normalnych sytuacji sprawdziła jak by strzelił jeśli krew przestała dochodzić do dłoń to nie w tej nie mogła tego zrobić. W cale nie dlatego, że się bała ujawnienia, ale nie była pewna. Czy oni nie wiedzą, że Ricky jest mutantem i o tym jaką ma moc. Co jeśli wiedzieli by? Wiedzieli, że jej siostra ma tarcze więc skąd nagle Hemokineza. Chociaż mężczyzna tak ładnie o to ją prosił by użyła na nim swoich zdolność nie mogła tego zrobić. Po prostu nie mogła... Nie mogła się wydać, że nie jest Ricky.
James? Postara zapamiętać to imię, bo może kiedyś jej się przydać. Oczywiście jak wyjdzie z tego w jednym kawałku. Ech... Nie miała zbyt duże pola do popisu jak się zgodzić pójść z nimi. Chociaż wcale się jej to nie uśmiechało. Nawet nie próbowała mówić normalnie, bo ledwo powietrze mogła złapać, a co mówić dopiero o mowie. Dlatego mrugnęła dwa razy... co było idiotyczne. Jakby nie mógł puść jej gardła. Zadowalając się jedynie grożąc jej bronią... Bo faktycznie nie zamierzała lądować na wózki inwalidzkim.
_________________
[Profil]
    [A-]
 
Vera Neumann



Władzy namiestnicy....

Wierz lub nie...

Polityk, wiceprezes GC





name:

Vera Neumann

alias:
Żelazna Dama

age:
38 lat

height / weight:
163/52

Wysłany: 2018-05-12, 08:38   
   Multikonta: Sami, 3Ch0


- Dobrze. - Stwierdziłam z malującą się satysfakcją na twarzy, gdy tylko dostrzegłam ten drobny, umowny sygnał ze strony dziewczyny. James w tym samym momencie puścił jej gardło, jednak nie odsunął swojej broni od jej boku. - To teraz grzecznie pójdziesz z nami do samochodu. Bez sztuczek, to wyjdziesz z tego szybciej, niż się obejrzysz. - Dodałam po chwili jednym z tych słodkich, irytujących głosików, który miał na celu jedynie dać ci złudne poczucie bezpieczeństwa. Choć czy tak było?
W końcu nie zamierzałam przetrzymywać tej brunetki w nieskończoność. Była dla mnie niczym. Mi zależało na czymś... Kompletnie innym. I byłam pewna, że w końcu to osiągnę.

Do siedziby kierowaliśmy się więc w nowym składzie - Ja, Howard, James i nasza pseudo Ricky. Pozostała dwójka agentów poruszała się już we własnym zakresie - bo jak widać, średnio byli tu dziś potrzebni...

[wszyscy z/t]
_________________



For the lives that I take

I'm going to hell

[Profil]
  [0+]
 
Viggo Hetfield



Hello darkness my old friend

Zadawanie bólu i obrażeń.

84%

Barman





name:

Viggo Hetfield

alias:
Pain Muffin

age:
33

height / weight:
195/90

Wysłany: 2018-07-09, 16:13   
   Multikonta: Richard, Evie
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Podróżnik w czasie


/8.04 Późnym wieczorem.

Niestety, jak to się często zdarza jego plany poszły się delikatnie mówiąc jebać z powodu jednego telefonu jaki otrzymał gdy zamykał bar. Długo rozmawiał z dziewczyną, która dostała jego numer telefonu od jednego z jego informatorów za co naprawdę chciał mu porządnie skopać tyłek. Jego sumienie które milczało przez tyle lat się odezwało, przez co postanowił pomóc dziewczynie, by nie musiała spać na ulicy, zwłaszcza w sytuacji gdy jakiś morderca kobiet szlajał się bezprawnie po ulicach. A nóż całą ta inwestycja czasu mu się zwróci? To akurat pokaże nam tylko i wyłącznie czas.
Gdy tylko skończył rozmawiać z kobietą od razu wziął się do działania, chciał jak najszybciej załatwić tę sprawę by móc powrócić do swoich planów które obejmowały picie alkoholu w samych gaciach i słuchanie dobrej muzyki. Wykonał kilkanaście telefonów,żaden z nich nie przyniósł jednak zamierzonego rezultatu. Nie łatwym było znaleźć nocleg na tę samą noc, zwłaszcza o tak później godzinie. Cóż, znał bardzo wiele osób, większość z nich była jednak urodzona pod ciemną gwiazdą i nie nadawała się jako gospodarz dla raptem dwudziestojednoletniej dziewczyny. Doskonale wiedział, co ci ludzie by jej zrobili i jakoś nie mógł na to pozwolić. Gdy telefony nie pomogły odwiedził kilka osób, które wisiały mu przysługę. Tu już udało mu się co nie co dowiedzieć, co bardzo go zadowoliło gdyż zbliżała się godzina umówionego spotkania to też udał się do wcześniej wspomnianej uliczki. Wybrał ją, gdyż nie wyglądała strasznie a i była na tyle schowania że nie rzucała się w oczy.
Mężczyzna stanął przy jednym z filarów, po czym oparł się o niego plecami. Miał nadzieję iż dziewczyna go nie wystawi, nie widziało mu się sterczeć tutaj i czekać w momencie gdy w domu czekał na niego dobry alkohol. Viggo wyjął z kieszeni papierosa, po czym odpalił go, mając nadzieję że w ten sposób skróci jakoś sobie czas oczekiwania na dziewczynę.
Po kilku minutach zauważył przy wejściu do uliczki zauważył szczupłą i wysoką sylwetkę dziewczyny z walizkę. Cóż, cieszył się iż przyszło im się spotkać w pół mroku, w taki sposób pewnie nie wystraszy jej od pierwszej minuty ich spotkania.
- Nie sądziłem że jednak przyjdziesz. - Wypowiedział te słowa w ranach powitania po czym wypuścił z ust kłąb dymu papierosowego.
[Profil] [WWW]
  [0+]
 
Elisabeth Duncan



Na mordercę zawsze można liczyć, że błyśnie kunsztowną prozą.

Oddział Bezpieczeństwa w organizacji DOGS





name:

Elisabeth Samantha Duncan

alias:
Elise

age:
20

height / weight:
170 / 58

Wysłany: 2018-07-09, 16:45   

Chociaż Elisabeth wiedziała o jakiej dzielnicy była mowa, to na miejsce nie gnała na łeb na szyję. Przez cały czas ciągnąc za sobą walizkę, biła się z myślami wykonując kolejne kroki na przód. Radykalne zmiany w życiu wymagały dużej odwagi, a ona nie należała do najodważniejszych. Gdyby miała być zwierzęciem to zostałaby białym, puchatym królikiem, który w każdej chwili gotowy był do nieprzemyślanej, chaotycznej ucieczki. Kiedy wkraczała w uliczkę, miała ochotę schować się do bezpiecznej nory, żeby nie dopadły jej czyhające w ciemnościach podstępne lisy. Rozejrzała się w poszukiwaniu żywej duszy. Natrafiła na jedną która kryła się w mroku nocy, uniosła na nią podejrzliwe spojrzenie, próbując wypatrzeć znajomych rysów spomiędzy kłębów gryzącego dymu.
- Zawsze przychodzę na umówione spotkania. To byłoby nietaktowne, wystawiać cię do wiatru w takim miejscu. Miałabym cię na sumieniu, gdyby coś ci się stało. - Zapewniła. A kiedy to robiła, chociaż brzmiało to zabawnie to zdawała się być bardzo poważna. W międzyczasie uważnie nasłuchiwała czy aby towarzysz nie zrobił na niej zasadzki. Upewniała się,sporadycznie zerkając gdzieś kątem oczu czy też nasłuchując czy w pobliżu nie było większej ilości osób. Nie usłyszała niczego.
- Udało ci się coś załatwić? - W okolicznościach w jakich się znajdywali, ten komentarz przynajmniej dla Elisy brzmiał jak żywcem wyjęty z filmu kryminalnego, jak gdyby spotykała się tutaj z miejscowym dilerem oferując w zamian dwadzieścia pięć dolarów. I starego, wymiętego cukierka wygrzebanego z dna kieszeni cienkiego, narzuconego na ramiona płaszcza.
[Profil]
  [A+]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 5