Poprzedni temat «» Następny temat
Sala gimnastyczna
Autor Wiadomość
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-03-17, 00:47   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Nawet, jeśli Fay była niebrzydka, to co z tego? Czy gdy przyjdzie co do czego, ktoś będzie się patrzył na to, czy ma ładną buzię, czy nie? Nie sądzę. Choćby godzinami robiła słodkie oczka i zgrywała uroczą, to i tak nie mogło to zmienić faktu, że była mutantką i potencjalnym zagrożeniem. A nawet jeśli ktoś nabrałby się w końcu na jej grę i zlitował... ile do tego czasu wpakują jej dawek mutazyny? Fay mogła znieść naprawdę wiele, ale ten jeden koszmar naprawdę wolałaby zostawić za sobą. Nie wspominając już o tym, że widok igły wycelowanej w jej stronę sprawiał, że cała krew odpływała jej z twarzy. Wolała się katować treningami, niż dopuścić do takiej sytuacji.
- Cóż... takie w końcu jest założenie tego miejsca, prawda? Czego byś chciała, rozmowy kwalifikacyjnej? - uśmiechnęła się kątem ust, kręcąc lekko głową. Nie, jakoś tego nie widziała. Może i niektórzy mieszkańcy obozu nieco ją przerażali, ale ostatecznie żaden z nich nie wyrządził jej żadnej krzywdy. Był to tylko głupi, bezpodstawny strach. A skoro nie mogła się go czasem wyzbyć, pozostawało jej trzymać się od takich ludzi z daleka, dla własnego komfortu. I tyle. Nikt jej nie kazał przecież przyjaźnić się ze wszystkimi, tak? Miała kilka zaufanych osób i to jej do szczęścia wystarczało.
- Nie mam pojęcia, o kim mówisz, ale znając mnie to pewnie kiedyś dałabym się zabić za tą lalkę - uśmiechnęła się szeroko, robiąc ostatnie ćwiczenie rozciągające, tym razem z pozycji szpagatu. Kiedyś potrafiła o wiele więcej, ale teraz, po tylu latach nie było wielu rzeczy, którymi mogła się pochwalić w ćwiczeniach i tańcu. Przez koleżanki z treningów mogłaby zostać jedynie wyśmiana. Ale cóż, już dawno pogodziła się z tym, że o tego typu karierze może zapomnieć. Lata przerwy i brak czujnego oka specjalistki robił swoje.
- To co? Ostatnia runda i wracamy do domu? - spytała, wracając do normalnego siadu, a następnie płynnie wstając, gotowa do ostatniej potyczki.
[Profil]
  [0-]
 
Cassandra Gardner



They've promised that dreams come true... But forgot to mention that nightmares are dreams too.

manipulacja snami

58%

Rebel





name:

Cassandra Eloise Gardner

alias:
Cassie

age:
33 lata

height / weight:
166 / 50

Wysłany: 2018-03-18, 22:38   
   Multikonta: Sophie
  

   #Mrs. Sandman


Prawdę mówiąc, nie zastanawiała się aż tak mocno nad tym, jak inaczej miałby funkcjonować Obóz. Być może zalatywało to nawet pewnego rodzaju hipokryzją - nie znała realiów rządzenia tym wszystkim, jednak zdecydowanie była w stanie wewnętrznie narzekać na pewne sprawy - jednak tym także niespecjalnie się przejmowała. Prawdę mówiąc, wolała trzymać się na uboczu. Zarówno w sprawach związanych z losami Bractwa, jak i w tych pomniejszych, dotyczących mniejszej ilości osób. Z doświadczenia wiedziała w końcu, że czasem znacznie lepiej było być kimś niewidocznym. Gdyby swego czasu potrafiła taka być... Kto wie, być może nadal byłaby szczęśliwa, miałaby dawną pracę i mieszkanie w mieście?
Z jednej strony wcale nie chciała spekulować, wolała nie zastanawiać się nad tym, co by było, gdyby, z drugiej jednak zdecydowanie zbyt często o tym myślała. Bractwo być może dało jej schronienie, lecz raczej nie potrzebowałaby się ukrywać, gdyby wcześniej nie postanowiła zostać informatorką. Wszystko zaczęło paprać się od momentu, w którym dołączyła do tej organizacji. Bądź co bądź, poświęciła dla niej zatem praktycznie całe swoje normalne życie. Dlatego też dosyć dziwne zasady przyjmowania ludzi - no, mutantów - dosyć mocno ją niepokoiły. W końcu zawsze mogło być jeszcze gorzej... A tego już zdecydowanie wolała uniknąć.
- Dlaczego nie? - Wzruszając lekko ramionami, powiedziała to w całkowicie poważny, choć przy tym raczej dosyć lekki sposób. Ot, całkowita normalka. Przecież w innych miejscach też nie przyjmowano ludzi kompletnie z ulicy. - Zawsze można byłoby bardziej uważać na przepływ informacji. Oddzielić trochę tych zaufanych od tych przyjętych z przypadku, wiesz. - Rzuciła, jednocześnie wciąż nie zastanawiając się nad tym na tyle, by móc zaproponować coś więcej. Nie była przecież wziętym strategiem, ale... Czasami zastanawiała się, czy niektórzy na wyższych szczeblach też nie pominęli tej części szkolenia. Zwłaszcza że Bractwo powstało poniekąd z przypadku. Ten zresztą aż nadto wszystkim rządził.
- Zadziobać. - Poprawiła towarzyszkę, gdy ponownie przeszły do tych lżejszych tematów, jednocześnie powoli mobilizując się do tego, by ponownie zacząć coś robić. Zwłaszcza że Fay poniekąd nieświadomie ją mobilizowała, choć Cass nie do końca wierzyła w to, że przyjdzie im ponownie podnieść się i zacząć trenować. Dlatego aż uniosła brwi, gdy Murphy poruszyła ten temat. Nie zamierzała jednak protestować, również podnosząc się z materaca.
- Okej. - Stwierdziła dokładnie w tym samym momencie, w którym - planując wykorzystać moment zaskoczenia - wykonała pierwszy ruch, chcąc podciąć nogi towarzyszce.
_________________
The more I think about it now
The less I know
All I know is that you drove us

off the road



Postać aktualnie jest blondynką.
[Profil] [WWW]
    [B-]
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-03-20, 23:42   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Taa, u Fay trzymanie się na uboczu funkcjonowało tylko przez chwilę, gdy trafiła do obozu. Potem z "bycia niewidzialną" teoretycznie zrobiła swoją pracę, gdy jako informatorka musiała działać tak, żeby widzieć i słyszeć wszystko, a żeby to niekoniecznie działało w drugą stronę. W kłopoty też się pakowała, ale to zupełnie inna bajka, a jeśli chodziło o politykę, to trzymała się od niej z daleka. Była w obozie, mieszkała tu, to jednocześnie godziła się z obowiązującymi zasadami i władzą. Wypadało też mieć do nich chociaż odrobinę zaufania i mieć nadzieję, że wiedzą, co robią.
- No jakoś tego nie widzę. Tym bardziej, że w dużej ilości przypadków i tak nie wyegzekwujesz prawdy - odparła, wzruszając lekko ramionami. Swoją drogą ciekawe, jak dużo wiedziały o nich władze. Czy każdy miał jakąś swoją teczkę z zebranymi informacjami? Ile wiedzieli o niej? Nigdy nie chwaliła się nikomu, że jej matka pracuje w ośrodku terapii genetycznej, ani że miała siostrę mutantkę, która od lat nie żyje. Ciekawe, czy podobne informacje już zdążyły wypłynąć.
- A tak nie jest? Ci, co pełnią jakąś funkcję i mają pewne informacje prędzej podadzą je komuś wyżej, niż pierwszemu lepszemu przy piwie nad jeziorem - rzuciła na kolejne słowa Cass. No, przynajmniej dla niej coś takiego było oczywiste, ale dla innych... no nie wiem, chyba każdy doskonale wiedział, co może mówić, a czego nie.
- Niech będzie zadziobać - uśmiechnęła się, podnosząc się z materaca i już próbując obmyślić chwyt, który mogłaby zastosować na Cass. Może w tym był właśnie jej problem? Za dużo myślenia i planowania, za mało spontaniczności i... pewnie dlatego zanim zdążyła się dobrze przygotować, znów zaliczyła szybki kontakt z materacami, na których ćwiczyły - Nie byłam gotowa - poskarżyła się, wstając z na nowo obolałymi częściami ciała, ale mimo wszystko lekko uśmiechnięta. Podniosła się, rozstawiła lekko nogi i
stanęła na nich pewniej, czekając na kolejny atak, który mogłaby odeprzeć.
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
Cassandra Gardner



They've promised that dreams come true... But forgot to mention that nightmares are dreams too.

manipulacja snami

58%

Rebel





name:

Cassandra Eloise Gardner

alias:
Cassie

age:
33 lata

height / weight:
166 / 50

Wysłany: 2018-03-24, 00:11   
   Multikonta: Sophie
  

   #Mrs. Sandman


Przez tak długi czas, jaki spędziła, szlajając się między DEA, FBI a byciem informatorem Bractwa, cóż... Była skłonna uwierzyć w różne scenariusze, bo sprawy miały tendencję do obracania się w najbardziej nieoczekiwany sposób. I choć obecnie zdecydowanie starała się trzymać z dala od jakiejkolwiek polityki - nieprzypadkowo poli oznaczało wiele, a tics czy ticks w języku hindi oznaczało nie mniej, nie więcej, jak tylko kleszcze - czy to tej obozowej, czy to ogólnoświatowej... Coś ją do tego ciągnęło. Ba!, mocno zdefiniowane coś - Cass po prostu coraz bardziej irytował obecny stan rzeczy. A że nie miała zbyt wielu osób, którym mogła się wygadać, padło na Fay.
- Może faktycznie masz rację. - Mruknęła, przyglądając się towarzyszce, choć jej pomruk zdecydowanie nie świadczył o tym, iż była co do tego całkowicie przekonana. Wręcz przeciwnie, miały po prostu inne spojrzenie na całe realia, a że dosyć mocno się ze sobą trzymały, Cassandra zwyczajnie wolała odpuścić sobie dalsze drążenie tematu. Czasami należało zwyczajnie się uciszyć. Nawet jeśli ewentualne różnice zdań mogły być niezłym zapalnikiem dla porcji energii, jaka jeszcze tkwiła w Murphy po ostatnich ćwiczeniach.
- Ptaki są chyba najskuteczniejsze, co? - Zmieniając temat, zagadnęła z rzeczywistym zainteresowaniem. Skoro już obracały się w tych rejonach przy obecnej rozmowie... Zawsze zastanawiało ją, jaki tak właściwie był najlepszy - przynajmniej w większości sytuacji - rodzaj pomocników Fay. W końcu musiała mieć swoich ulubionych podopiecznych, czyż nie? Nawet jeśli ci nie zawsze mogli jej pomóc. Dokładnie tak jak w tym przypadku.
Wyprowadzając kolejny cios w kierunku lewego kolana towarzyszki, planowała tylko ją tym zwieść, jednocześnie szykując się na to, by uderzyć z zupełnie innej strony...
_________________
The more I think about it now
The less I know
All I know is that you drove us

off the road



Postać aktualnie jest blondynką.
[Profil] [WWW]
    [B-]
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-03-25, 20:17   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Fay się nie znała. Miała duże braki jeśli chodziło o wiedzę, w końcu przerwała szkołę gdy jej rodzice dowiedzieli się, że jest mutantką i zaserwowali jej domowe nauczanie w przerwach od kolejnych dawek mutazyny. Jak się można domyślić, przyjmowanie wiedzy w takim stanie nie było zbyt efektywne, a teraz... cóż, starała się dużo czytać, żeby jakoś uzupełnić tą lukę, marzyła o tym, żeby iść na studia, gdy cała ta wojna się skończy. Miała świadomość tego, jak trudne to będzie, ale z drugiej strony mogła sobie mieć jakieś ciche pragnienia, prawda?
Mogła się mylić, tak? Starała się ogarniać jak najwięcej, uczyła się szybko, ale to nie zmieniało faktu, nie miała zawsze racji. W jej przekonaniu było okej, za czasów Yvonne jakoś to funkcjonowało, teraz Colleen starała się (chyba) ciągnąć to dalej w podobnym stylu. Komuś trzeba było ufać, prawda? Jeśli nikt nie wierzy w pewne idee, w sens tego całego Obozu, to po cholerę on w ogóle był?
Cass nie była zbytnio przekonana, Murphy słyszała to w jej głosie. Mimo to nie miała zamiaru nikogo przekonywać do swoich racji.
- Zależy do czego - odparła, wzruszając lekko ramionami - Na pewno przydają się do obserwacji, są ciche i prawie nie rzucające się w oczy, a latanie... serio, to coś wspaniałego, chociaż cholernie trudno było się tego nauczyć - westchnęła pod nosem, przypominając sobie swoje pierwsze podejścia do tego tematu. Było ciężko, kilka ptaszków niestety spotkał marny koniec, gdy nie zdążyła wyhamować przed przeszkodą czy zmienić kierunku lotu. Ale coś za coś, sama też potem dniami zmagała się z przygnębieniem i bólami głowy związanymi z nieprzerwaniem połączenia na czas.
- Wiesz, tutaj też możliwości są mocno ograniczone, ale wyobraź sobie jak to byłoby połączyć się z lwem. Albo lampartem. Albo... czymkolwiek większym od psa - rzuciła, uśmiechając się kątem ust. Wiadomo, że bawiła się swoją mocą, często myślała, w jakim jeszcze kierunku mogłaby ją poprowadzić, jakie jeszcze możliwości odkryć. A prowadzenie dużego kota... no nie oszukujmy się, byłoby to po prostu zajebiste.
Ech, mogłaby tak gadać i gadać o tym, co doświadczała, jak to wszystko wyglądało, jednak nie po to tu przyszły. Fay cały czas była czujna, nie miała zamiaru dać się zagadać. I bez tego była słabym przeciwnikiem.
Mimo to chyba coś jej jednak wyszło. Trochę dała się zwieść tą próbą ciosu w kolano, jednak w porę udało jej się zauważyć atak skierowany w zupełnie inną partię jej ciała. Uniki były jej specjalnością, więc i tym razem umknęła przed ręką Cassandry, by następnie złapać ją za ramię i wykręcić.
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
Cassandra Gardner



They've promised that dreams come true... But forgot to mention that nightmares are dreams too.

manipulacja snami

58%

Rebel





name:

Cassandra Eloise Gardner

alias:
Cassie

age:
33 lata

height / weight:
166 / 50

Wysłany: 2018-03-30, 22:38   
   Multikonta: Sophie
  

   #Mrs. Sandman


- To prawie jak spełnienie dziecięcego marzenia. - Który kilkulatek nie chciał w końcu latać w przestworzach, nie? Skakać po wielobarwnych chmurach podczas zachodu słońca, próbować podniebnej waty cukrowej, zerkać na ludzi mniejszych niż mróweczki... Być może latanie uskuteczniane przez Fay nie objawiało w taki sposób, jednak... Nie można było mieć przecież wszystkiego. Sama możliwość patrzenia oczami lecącego stworzenia, prawie że czucia powiewu wiatru na twarzy, wrażenia pewnego rodzaju wolności. Cass naprawdę wiele by oddała za to, aby kiedykolwiek móc to poczuć. Nawet jeśli podświadomie wiedziała, że najpewniej nie okazałoby się to jej konikiem.
Nie, ona podróżowała w całkowicie inny, być może nawet nie mniej wymęczający sposób. W tych nieczęstych momentach, w których świadomie korzystała z własnej mocy, zapędzała się w najróżniejsze, czasami naprawdę mroczne zakątki ludzkich umysłów. Widziała tam to, czego ludzie zazwyczaj nie chcieli ukazywać, bowiem nie mieli kontroli nad tymi częściami własnej świadomości. Ona miała. Dostrzegała ukryte pragnienia, silnie tłumione lęki, zmartwienia, powody do szczęścia... Widziała najgłębsze, najpilniej strzeżone tajemnice... Nie, wcale tego nie lubiła. Paradoksalnie, choć nie była uwięziona tylko we własnych snach, wcale nie dawało jej to jakiegokolwiek poczucia wolności. Wręcz przeciwnie.
Najgorzej było jednak, gdy przestawała nad czymkolwiek panować... Kiedy po raz kolejny zasypiała, otumaniona środkami nasennymi czy alkoholem wypitym w towarzystwie, często traciła jakąkolwiek kontrolę nad tym, gdzie zmierzała podczas snu. Jeszcze bardziej dostrzegała wtedy to, czego nawet nie powinna widzieć. To zaś sprawiało już, że czuła się nie tylko nie wolna, ale też w pewnym sensie uwięziona. Była więźniem swoich własnych zdolności. A przecież chciała tylko latać...
- Bractwo powinno ci jednego skombinować. - Stwierdziła, wyrywając się z połowicznego zamyślenia, nim miałaby okazję całkowicie zawalić ich mały trening. - Ewentualnie mogłabyś umawiać się na spotkania w zoo. Wiesz, to tam przekazywać informacje. - Wbrew pozorom, to nie był chyba wcale taki głupi pomysł. Podobne miejsca były terenami publicznymi, zatem wejście na nie nie stanowiło większego problemu. Ot, wystarczyło zakupić bilet wstępu. Nikt nie miał zadawać pytań, a można było połączyć przyjemne z pożytecznym. Ot, dokładnie tak, jak nie robiła tego teraz Cassandra, najwyraźniej niedostatecznie powracając myślami na ziemię, bowiem... Cóż, wyprowadziła cios, jednak nie spodziewała się tak szybkiej odpowiedzi, kilka sekund później kończąc z wykręcaną ręką.
- Okej. - Oddychając szybciej, nawet się nie wierciła. - To było dobre. - Nie, to było bardzo dobre. Musiała jednak zachować pozory ostrości, nie?
_________________
The more I think about it now
The less I know
All I know is that you drove us

off the road



Postać aktualnie jest blondynką.
[Profil] [WWW]
    [B-]
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-04-07, 21:36   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


- Hmm... kiedyś pewnie tak, ale teraz mam to praktycznie na wyciągnięcie ręki - odparła, wzruszając lekko ramionami. Chyba zawsze było tak, że zakazany, czy niedostępny owoc smakuje najbardziej. Jednak gdy można jeść to samo na co dzień, nie jest już takie wspaniałe. Staje się normalne i wspisuje w życiorys.
- Prawda? To byłoby świetne - rzuciła, kiwając głową, chociaż w rzeczywistości raczej nie miała na co liczyć - Niby tak, ale te groźne zwierzęta i tak są poza zasięgiem - odparła, wzdychając pod nosem. Lwy i inne takie były za szklanymi szybami, niedźwiedzie miały przepaść między wybiegiem, a siatką dla zwiedzających... wszystko, byleby tylko się do nich nie dostać. Fay to zrozumiała, chociaż... ech, mogliby zrobić dla niej wyjątek. Byłaby w siódmym niebie.
Na razie jednak musiała sobie radzić sama, na przeróżne sposoby. Najprostszym było kupowanie zwierzaków w sklepie zoologicznym, tylko problem tkwił w tym, że zwierzaki te powinny być trzymane w klatce. Papugi i kanarki, które całe życie spędziły w niewoli, mogłyby nie poradzić soboe na wolności. I vice versa, Fay nie lubiła wsadzać do klatek ptaków, które żyly na wolności. Zazwyczaj szła na kompromis, dawała im wolność, ale uczyła ich przylatywać na wezwanie, w czym bardzo pomagała więź, którą z nimi wytwarzała. Murphy nie umiała tego opisać, ale gdy raz już nawiązała połączenie z jakimś zwierzęciem, to przychodziło do niej o wiele chętniej, jak gdyby... ufało jej? Nie bało się? Nie uciekało? Coś w tym stylu. Ta umiejętność bardzo pomagała w gromadzeniu małych przyjaciół.
Gdy temat zszedł na trening, Fay uśmiechnęła się szeroko, gdy wreszcie coś jej się udało. Miło było usłyszeć pochwałę, jednak od razu przypomniały jej się słowa jej instruktorki tańca. Dawno, przed laty, gdy jeszcze uczęszczała na zajęcia z baletu, kobieta zawsze powtarzała im, że nie ma nic gorszego, niż powiedzieć komuś "dobra robota". Uważała, że człowiek osiadał wtedy na laurach i przestawał się starać, dlatego też nikt nigdy nie usłyszał z jej ust niczego podobnego.
W tym przypadku jednak Fay się to podobało, motywowało ją. Tego dnia pewnie jeszcze z raz czy dwa udało jej się 'pokonać' Cass, jednak wszystko miało swoje limity. W pewnym momencie dziewczyny po prostu stwierdziły, że na dzisiaj wystarczy i razem wróciły do ich domku.

//zt x2
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
Leilah Addams



--

Elektrokineza

76%

-





name:

Leilah Addams

alias:
Skyripper

Wysłany: 2018-04-14, 21:16   
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


/Dzień po zebraniu w biurze/

Reszta dnia po tym jakże rozkoszny zebrnaiu, kiedy to wyszło jak wiele z członków Bractwa to po prostu rokapryszone dzieci bez wyobraźni, za to z prześniętym ego, Leilah poszła do swojego domku, zamknęła się w nicm ze zdjęciami Lizzie i po prostu przepłakała resztę dnia z dala od ciekawskich oczu i na tyle cicho by nie przyciągać zbytniej uwagi.
Kolejnego dnia stwierdziła, że takie siedzenie w czterech ścianach nie przyniesie nic dobrego kiedy mają wojnę do wygrania. A prawdziwy wojownik opłakuje swoich zmarłych dopiero po zakończeniu wojny i dopiero wtedy Leilah zacznie nad tym mocniej rozmyślać. Teraz musiała wypełniać swoje zadanie najlepiej jak potrafi.
Żeby się trochę wyżyć postanowiła udać się tym razem na salę gimnastyczną. Tym razem nie miała ochoty biegać po lesie. Kiedy tam zeszła zobaczyła tam Colleen. Na początku była lekko zaskoczona, potem jednak uznała, że zapewne i jej przyjaciółka potrzebowała się wyżyć po publicznym krytykowaniu jej jak najlepszych działań.
-Col. Nie spodziewałam się tuaj Ciebie znaleźć? Chcesz potrenowac razem? powiedziała kiedy stanęła obok przyjaciółki.
[Profil]
  [AB-]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2018-04-19, 21:59   
  

   2 Lata Giftedów!


| dzień po zebraniu.

Absolutnie nic nie układało się po mojej myśli. Już miałam dość tego całego pierdolnika, bo odnosiłam wrażenie, że większość mutantów z Bractwa szczerze mnie nienawidzi, ale kompletnie nie rozumiałam dlaczego. No bo bez jaj, serio, co ja niby im zrobiłam? Wypruwałam sobie żyły, żeby dobrze im tu było. Często walczyłam za nich, gdy moja matka jeszcze chodziła wśród nas. Zrezygnowałam z normalnego życia, po to, żeby wspierać mutantów mieszkających w Bractwie, a oni, tymczasem, po prostu odpierdalali takie akcje, że rzygać mi się chciało. Kogo ja, do kurwy, faworyzowałam? Co złego robiłam? Czemu wszyscy mieli do mnie taki wielki problem? Może nie bylam najlepszą szefową świata, ale przewodziłam Bractwu dopiero od dwóch miesięcy. Musiałam się nauczyć żyć bez matki, nauczyć się być Przywódczynią, a oni obrażali się i wychodzili, jak prosiłam ich o spokój. I to ze mną było coś nie tak, tak?
Kurwa, żałosne.
Chciałam dzisiaj pobyć sama. Potrzebowałam spokoju, ciszy i braku mutantów, którzy odwracają wzrok, gdy idę w ich stronę, żebym przypadkiem nie usłyszała, jak obrabiają mi dupę.
Trening zawsze skutecznie odwracał moją uwagę od wszelkich problemów. Pozwalał mi się wyciszyć i skupić energię na czymś pożytecznym.
Biegałam już chyba godzinę po tej pieprzonej sali, a teraz... A teraz stałam naprzeciwko ściany, która miała w sobie milion uderzeń od metalowych kul, które latały obok mojej głowy. Wbijałam je tak mocno, jak tylko potrafiłam, chcąc niemal przebić się przez betonową ścianę, ale nie udało mi się to jeszcze, a w między czasie na salę gimnastyczną weszła Leilah. Odwróciłam się do niej i uśmiechnęłam nieznacznie.
- Razem zawsze ciekawiej niż samemu. - przyznałam, choć nie do końca się z tym zgadzałam. Zawsze bałam się, że kogoś skrzywdzę podczas treningów, a to nie byłoby fajne...
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Leilah Addams



--

Elektrokineza

76%

-





name:

Leilah Addams

alias:
Skyripper

Wysłany: 2018-04-21, 13:57   
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Dla Colleen zdecydowanie nadszedł ciężki okres co do tego nie było żadnych umiejętności. Ciąża i dziecinne zachowania przeróżnych mutantów, na pewno nie może wpływać pozytywnie na jej samopoczucie. Jednak na pewno nie może obwiniać się o to jak dziecinnie zachowują sie jej podopieczni, używają chyba chybą pięć procent mógzu zachowując się jak dzieci. Jednak to wszystko złożone do kupy na pewno sprawiało, że Colleen miała dosyć wszystkiego i potrzebowała się wyżyć. Panna Marie była za dobra, przejmowała się wszystkim, a w efekcie dawała sobie wejść na głowę, co sprawiało, że nbikt jej nie szanował, nie ważne jak dobrym była przywódcą w rzeczywiwtości. Powód jej własnego przebywania w tym miejscu dla Lei był dosyć oczywisty. Olbrzymia ilość agresji, która po ostatnich nowinach o śmierci Lizzie się w niej zebrała, zdecydowanie potrzebowała znaleźć jakiejś ujście. Zdecydowanie też należało sie zgodzić, że trening jak mało co odrwacał uwagę od problemów. No, może poza seksem.
I cóż panna Marie nie powinna się obawiać, że zrobi krzywdę Lei. Nie jest aż taka delikatna.
-Chyba nam obu przyda się wyrzucić z nas trochę gówna co na nas spadło. Proponuję walkę wręcz? Po mocach za niedługo to czy owo zacznie nas boleć, trochę bezsensu.
[Profil]
  [AB-]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2018-04-21, 19:23   
  

   2 Lata Giftedów!


Bolało mnie patrzenie na Leilah. Byłam wściekła na siebie, że wcześniej nie zorientowałam się, że Lizzy to jej córeczka. Może gdybym się zorientowała... gdybym jej powiedziała... Lizzy nie poszła by na marsz, a co za tym idzie, nadal była by wśród żywych, żyłaby, ciesząc się z ponownego spotkania z mamą. Obie były by szczęśliwe, a tak? A tak to obie cierpiały. Bo jedna nie żyła, a druga straciła dziecko. Ja zaś obwiniałam się cholernie i absolutnie, wiedząc, że to byla absolutnie moja wina. Bylam zbyt skupiona na innych rzeczach, a w tamtym okresie... Na swoich problemach prywatnych, łóżkowych i związkowych - na Aaronie, na Albie, na Bradley'u, na Dale'u. Zjebałam. Zjebałam po całości, a teraz było mi cholernie ciężko patrzeć w oczy swojej przyjaciółce, która straciła dziecko i zajebiście cierpiała.
Ale... nie byłam najlepsza w okazywaniu uczuć. Nie potrafiłam jej powiedzieć, że mi przykro, a poza tym to wiedziałam, że to gówno daje. Straciłam matkę i te wszystkie słowa otuchy wkurwiały mnie tylko niemiłosiernie, więc domyślałam się, że z Leilah może być tak samo. Postanowiłam ją traktować tak, jak sama chciałam być traktowana po śmierci mamy - po prostu cholernie normalnie.
- Walka wręcz? - spytałam, unosząc jedną brew do góry i uśmiechając się - Wybierasz ten rodzaj walki, bo wiesz, że wygrasz. Jesteś dużo silniejsza ode mnie. - przyznałam jej z uśmiechem. Taka była prawda - ja to byłam słaba w walkach wręcz. Umiałam szybko uciekać i dobrze walczyłam za pomocą swojej mocy, ale walka wręcz... To była moja duża słabość.
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Leilah Addams



--

Elektrokineza

76%

-





name:

Leilah Addams

alias:
Skyripper

Wysłany: 2018-04-24, 22:40   
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Może i łatwo było obwiniać Colleen o to co się stało. Nie skojarzyła faktów, nie powiedziała odpowiednio wcześniej, może i miała kilka okazji by temu zapobiec. To by było takie proste obwiniać za wszystko przyjaciółkę, która jest tutaj na miejscu. Zapewne Colleen miała wiele okazji by zapobiec temu co się stało. Ale co by to dało? Nie przywróci to życia Lizzie, a jedynie rozwali jedną z najsilniejszych przyjaźni jaką kiedykolwiek Leilah miała. Mało kto inny był w stanie znosić cudowną osobowość panny Addams.
Leilah zdecydowała się skupić na zemście. Na zemście na tych, którzy tak naprawdę pociągnęli za spust i zabili Lizzie jak i zaatakowali pokojowy marsz. To właśnie im Leilah chciała zrobić największą krzywdę, rozerwać na kwałki po połamaniu każdej kości w ich ciele.
I naprawde bardzo dobry wybór z tym, żeby traktować ją normalnie. Współczucie Colleen zapewne byłoby szczere, ale Leilah nie miała cierpliwości by słuchać jakiegokolwiek współczucia. Nie chciała z nikim poruszać tematu Lizzie, nie chciała o niej rozmawiać. Jedynie, kiedy nikt nie widział, a Colleen akurat u niej nie spała, to Leilah zamykała się w swoim domku i po prostu płakała. Ale nikt nigdy nie mógł tego zobaczyć.
Na jej słowa uśmiechnęła się zadziornie.
-W porządku szefowo...Wybierz na co masz ochotę, ale i tak wiesz, że skopię Ci dupę, obojętnie co wybierzesz Leilah zdawała sobie sprawę, że w otwartej walce jej moc jest warta dużo, w związku z czym nie unikała pojedynków, zawsze będąc pewną zwycięstwa.
[Profil]
  [AB-]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2018-04-27, 10:29   
  

   2 Lata Giftedów!


W sumie to cieszyłam się, że Leilah tu przyszła. W sensie... potrzebowałam trochę czasu spędzonego w samotności, ale nie potrafiłam nie cieszyć się z obecności przyjaciółki. W tych ciężkich czasach cholernie potrzebowałam osoby, która stała przy mnie niezależnie od okoliczności, niezależnie od podjętych przeze mnie decyzji. Bardzo ważne było dla mnie posiadanie kogoś takiego jak Leilah, bo musiałam szczerze przyznać, że ludzi, którzy mnie wspierali, było cholera co raz mniej. Bractwo się rozpadało. Miałam tego świadomość i ta świadomość raniła mnie codziennie, przypominając o swojej obecności. Niszczyłam coś, co moja mama budowała przez cztery lata. Nie miałam nawet pomysłu na to, jak odbudować Bractwo... Napięcie rosło. Wrogowie czekali na nasze potknięcie, a my niszczyliśmy się od środka. Ja zaś nie widziałam innego rozwiązania niż zaatakowanie wrogów szybciej, niż oni zaatakują nas. Wojna się zbliżała, a jeśli my byśmy ją zaczęli, to może dla nas skończyła by się lepiej?
No cóż. To wszystko było tylko gdybanie. Z jednej strony tak, chciałam dorpowadzić do wojny, ale z drugiej... Czy będę w stanie patrzeć na krzywdę bliskich? Ofiary na pewno będą, a my wszyscy już i tak straciliśmy tak dużo osób, które kochaliśmy... Było ciężko. Bardzo ciężko. Bycie Przywódczynią Bractwa Mutantów to zdecydowanie nie była taka prosta sprawa, choć zawsze myśłałam, że jest dużo łatwiej. Moja mama świetnie radziła sobie na tej pozycji, a ja? A ja o wiele lepsza byłam w walce...
Uśmiechnęłam się mimowolnie, gdy głos Leilah wyrwał mnie z moich wewnętrznych rozterek. Nie odezwałam się. Nie powiedziałam, który rodzaj walki wybieram. W ciągu sekundy ze ściany wyleciało pięć metalowych kul, które wcześniej zostały tam przeze mnie wbite i wszystkie poleciały w stronę Leilah, w zawrotnie szybkim tempie. Oczywiście, gdyby kobieta nie zdołała ich zatrzymać, byłam gotowa zrobić to samodzielnie, bo miałyśmy walczyć, ale absolutnie nie na śmierć i życie. Nie chciałam zrobić jej krzywdy.
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Leilah Addams



--

Elektrokineza

76%

-





name:

Leilah Addams

alias:
Skyripper

Wysłany: 2018-05-01, 23:38   
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Leilah wierzyła w Colleen całym sercem i była gotowa pójść za nią w ogień i wypełnić każdy rozkaz. Taka była prawda i nic tego nie zmieniło ani nie zmieni. Addams czuła, że to co robi Colleen to dobra droga. Nawet jeżeli zdarzyły się jej potknięcia czy była po prostu za łagodna. Ale zdaniem Leilah to wynikało z faktu, że była po prostu młoda, a jej charakter nia miał wystarczająco dużo czasu aby się ukształtować. Colleen chciała dobrze dla wszystkich i Leilah obwiniała innych za to, że tego nie widzą, albo wyolbrzymiają potknięcia panny Marie w nieskończoność. Czy jest ktoś, kto nie popełnia żadnych błędów? No właśnie. Bractwo się rozpadało prze to, że niektórzy jego członkowie byli zbyt rozpieszczeni, rozwydrzeni i mieli za bardzo nabrzmiałe ego. Wrogowie faktycznie czekali i zamiast pokazac jedność to niektórzy wybrali ten moment właśnie na to, żeby zachowywać się w taki głupi i nieodpowiedzialny sposób.
Zdaniem Leilah Bractwu przydadzą sią nieco silniejsze rządy jeśli chodzi o kwesti zewnętrzne, oraz jakaś akcje zorganizowana przez Colleen, która skończy się sukcesem. O pijanych majaczeniach Aarona nawet nie warto wspominać.
Półuśmiech pojawił się na twarzy Leilah kiedy zobaczyła kule lecące w jej stronę. Z jej ręki wystrzeliła wiązka elektryczności która rozeszła sioę po metalowych kula i zbiła je z obranego toru lotu. Z jej drugiej ręki poszybowała druga wiązka wprost w kierunku Marii. Oczywiście gdyby ta nie zdołała się obronić wiązka również by zanikła, uszkodzenie Colleen to była w tej chwili ostatnia rzecz jaką chciałaby zrobić Leilah.
[Profil]
  [AB-]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2018-05-27, 21:14   
  

   2 Lata Giftedów!


Nikt nie był mi tak oddany jak Leilah. Była moim najważniejszym, najwierniejszym sojusznikiem. Zawsze stała przy mnie. Wierzyła we mnie jak nikt inny, a już na pewno wierzyła we mnie o wiele bardziej, niż ja wierzyłam w siebie samą. Ufała mi znacznie bardziej, niż ja ufałam sama sobie. Była dla mnie jak starsza, ukochana siostra, której przecież tak mi brakowało. Louanne była dla mnie cudowna, gdy byłyśmy dziećmi, a potem... a potem ja okazałam się mutantem, a ona ich zaciekłym przeciwnikiem, więc biologicznej siostry już nie miałam, a Leilah skutecznie ją zastąpywała.
Teraz jednak była moim przeciwnikiem. Co prawda nie chciałam walczyć z nią na poważnie. Ba, nie potrafiłam nawet tego zrobić, bo nie wybaczyłabym sobie nigdy, gdybym wyrządziła jej jakąkolwiek krzywdę, a... no cóż, ja lubiłam zatracać się w mocy. Lubiłam korzystać z niej tak długo, aż przejmowała nade mną kontrolę. Wyciszałam się wtedy. Wyłączałam z emocji, niemal wyłączałam człowieczeństwo, ale wiedziałam, że teraz absolutnie nie mogę tego zrobić.
I wtedy Leilah odbiła moje kule, po czym posłała wiązkę elektryczności w moją stronę. Nim jednak zdążyła to zrobić, ja już przygotowałam kolejne kule, tym razem mocą rozpłaszczając je i tworząc z nich swego rodzaju dwie tarcze, które odbiły atak kobiety. Poszłam za ciosem i jedna z tarczy poszybowała w kierunku mojej przeciwniczki.
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,04 sekundy. Zapytań do SQL: 5