Poprzedni temat «» Następny temat
Seal's Motel
Autor Wiadomość
The Gifted



kocham tworzyć tematy i nie tylko

jestem kontem specjalnym

milio

Admin





name:

The Gifted

Wysłany: 2018-04-26, 21:23   Seal's Motel




Choć właściciele starają się zachować pozory, miejsce to nie stroni od nielegalnych aktywności. Drzwi od pokoju najlepiej zamykać na klucz, a broń trzymać pod ręką. Co jakiś czas mają tu miejsce zamieszki, w których interweniować musi policja. Jak na standard, jaki prezentuje to miejsce - ceny są dość wygórowane, ale z pewnością noc w tym miejscu nie puści cię z torbami.
[Profil]
 
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-04-26, 22:03   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


/prosto z dworca

Stawianie kolejnych kroków wydawało się dla Matilde nie lada wyzwaniem. Ale mimo tego wszystkiego sunęła przed siebie, coraz bardziej polegając na ramieniu przyjaciółki. Jakiekolwiek poczucie wstydu i bezradności nie miało tutaj miejsca. Chyba nawet nie przyszło jej do głowy, że normalnie ludzie nie powinni być dla innych ciężarem. Prawdopodobnie podświadomie się po prostu bała, że gdy tylko puści ramię Cassandry to cała ta bańka nagle pryśnie. A na to nie była gotowa. Jeszcze nie. Wciąż.. wciąż potrzebowała więcej czasu.
Spod przymkniętych powiek obserwowała mijających ludzi, drażniące światła barów i nocnych klubów, przejeżdżające ulicą samochody… To wszystko wydawało się jeszcze mniej realne. Zupełnie jakby należało do kompletnie innej rzeczywistości. Innej planety. A może… może to ona należała do innej rzeczywistości? Może przypadkowo trafiła do tego miejsca i stąd wynikało to okropne samopoczucie? Nie pasowała tu. Tego jednego była pewna. Pytanie tylko brzmiało.. czy w ogóle pasowała gdziekolwiek?
Wallace nie pamiętała nawet ile czasu zajęła im podróż do motelu, ani tym bardziej momentu, w którym Cass rozmawiała na recepcji z nieprzyjemnie wyglądającym staruszkiem. Kiedy chwilowo odzyskała świadomość, siedziała już na dużym, niezwykle twardym z musztardową pościelą łóżku.
– Zostaniesz ze mną na noc? – zapytała cicho, będąc w stanie na chwilę skupić wzrok na przyjaciółce. Nawet jeśli była tylko zjawą… miała pozwolenie nawiedzać ją jak najdłużej. W tym momencie nie chciała prawdy. Nieważne, jak bardzo miała ona zapobiec kolejnym tragediom. Chciała kłamstw, chciała być karmiona złudzeniami, pustymi obietnicami i fałszywymi słowami. Nie byłaby w stanie znieść kolejnych ciosów… Wallace westchnęła ciężko, zdobywając się do wykonania tak trudnej i wymagającej czynności jaką było zsunięcie ze stóp butów, a potem.. po prostu opadła plecami na łóżko. I powoli zaczęła się po prostu coraz bardziej kurczyć, obejmując ramionami swoje zgięte kolana. Nie ściągnęła kurtki. W pewnym sensie specjalnie. Drżała, trzęsła się, ale bynajmniej nie było to spowodowane zbyt niską temperaturą na dworze. Po prostu wciąż mocno – chyba nawet coraz mocniej – przeżywała wszystkie te wydarzenia, a w dodatku heroina tym razem naprawdę zaczynała opuszczać jej organizm przez co Wallace była chyba jeszcze bardziej skołowana niż wcześniej.
– Co jeśli nie zasnę? – wykrztusiła z siebie dziwnie spanikowanym i przerażonym tonem głosu. Ta świadomość.. po prostu paraliżowała ją ze strachu. Była zmęczona, była wręcz wycieńczona i doszczętnie zniszczona, ale teraz.. gdy względnie odzyskała siły… bała się, że nie będzie jej dane doznać tych kilku sekund ulgi.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Cassandra Gardner



They've promised that dreams come true... But forgot to mention that nightmares are dreams too.

manipulacja snami

58%

Rebel





name:

Cassandra Eloise Gardner

alias:
Cassie

age:
33 lata

height / weight:
166 / 50

Wysłany: 2018-04-27, 00:14   
   Multikonta: Sophie
  

   #Mrs. Sandman


#12

Choć Downtown Seattle nie obfitowało raczej w zbyt wiele miejsc, w których mogły schronić się równie szemrane osoby, a Cassandra była pewna wyłącznie jednego z nich, nie udała się tam. Tamten motel wciąż jeszcze zbyt mocno kojarzył jej się z tragicznym marszem i wszelkimi wydarzeniami mającymi miejsce po krwawej jatce, lecz przede wszystkim także z własną słabością, jakiej wtedy doznała. O ironio, nie czuła przy tym praktycznie żadnych wyrzutów sumienia związanych ze stratami pieniężnymi poniesionymi przez właściciela tamtego przybytku - w końcu nie zapłaciła za pokój i wcale nie zamierzała tego zrobić - z uszczupleniem wyposażenia łazienki, zabrudzeniem podłogi czy pościeli... Nie. Nie chciała tam wracać wyłącznie z przyczyn osobistych.
Dostrzegając zatem szyld innego motelu, postanowiła udać się właśnie tam, ciągnąc za sobą Tildę, bowiem nie mogły pozwolić sobie przecież na spędzenie nocy na ulicy. Wszystko było zdecydowanie lepsze od dworcowej ławki czy kawałka chodnika, zwłaszcza gdy deszcz nadal nie przestawał kropić. Podczas ich wędrówki, co prawda, mocne opady zamieniły się w lekką mżawkę, a burza całkowicie ustała, jednak woda nadal zbierała się w butach Cassandry, zaś jej włosy wyglądały jak jeden wielki chaos - mokre, sterczące siano w najbardziej sianowatym kolorze, jaki kiedykolwiek widziała.
Cóż, przynajmniej nie odznaczała się wyglądem od całej tej klienteli, która czekała przed nimi w recepcji. Być może nadal mogłaby wyglądać nieco bardziej przyzwoicie, gdyby nie przytłoczona, padnięta i wciąż usypiająca Wallace uwieszona jej ramienia. W tych okolicznościach, powiedzmy szczerze, Cass wolała nie zastanawiać się zbyt mocno, jaki widok sobą prezentowały. Potrzebowały wyłącznie pokojów - najwyraźniej tym razem nie łączonych łazienką, jak zorientowała się po widocznych oknach - w których mogłyby spokojnie odpocząć, no i braku jakichkolwiek pytań ze strony właściciela czy pracowników. To był dosłownie szczyt jej aktualnych oczekiwań.
Najwyraźniej spełniony, choć okupiony sporą ilością pieniędzy, które migusiem opuściły portfel Gardner, bowiem stosunkowo szybko znalazło się dla nich miejsce. Prowadząc Tilly do wynajętego dla niej pokoju, Cassandra zamierzała pomóc jej w ogarnięciu się do snu, a następnie zostawić ją z przykazem zamknięcia drzwi na klucz. To brzmiało jak całkiem niezły plan, zwłaszcza że dla siebie samej także zajęła przyległy pokój, płacąc za niego jak za zboże. Sama nie do końca wiedziała, czemu nie pomyślała o zostaniu z Wallace, jednakże dopiero znalezienie się razem w pokoiku i pytanie ze strony Tilly sprawiły, że Cass w ogóle przeszło to przez myśl.
- Póki nie zaśniesz... - Odpowiedziała w końcu po chwili zastanowienia, przygryzając lekko dolną wargę. Być może poczuła się właśnie, jakby pozostanie tu było czymś na kształt jej obowiązku, ale z pewnością nie chciała tak tego odbierać. Doświadczenie wskazywało, że przejmowanie się innymi ludźmi nigdy tak na prawdę nie popłacało. Nawet - a może wręcz zwłaszcza - jeśli chodziło o te bliższe osoby.
Mimo to, stan Matilde naprawdę ją niepokoił. Już wcześniej tak było, jednak to, co działo się teraz, było o stokroć gorsze. Co gorsza, zachowanie i reakcje Tildy przypominały teraz Cass dokładnie ją samą sprzed kilku dni. Te naprawdę paskudne momenty tuż po nocnym koszmarze, po którym przez naprawdę długi czas nie była w stanie sama się pozbierać. Zła czy urażona, nie mogłaby zostawić teraz Tilly samej, zsuwając buty ze stóp i wdrapując się na łóżko obok towarzyszki. Tym razem nie wyciągnęła jednak ramion w kierunku kobiety, nie czekając na reakcję, a po prostu ją do siebie przytulając. Bez słowa, choć kolejne pytanie w pewnym sensie wymusiło na Gardner odezwanie się.
- Zaśniesz. - Odmruknęła cicho, starając się brzmieć pewnie. - Wszystko będzie dobrze. - Nawet jeśli sama w to nie wierzyła... Tak się przecież mówiło, nie?
_________________
The more I think about it now
The less I know
All I know is that you drove us

off the road



Postać aktualnie jest blondynką.
[Profil] [WWW]
    [B-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-04-27, 20:09   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Wallace westchnęła cicho, ale nie odpowiedziała nic na słowa Cassandry. To było nawet więcej niż oczekiwała. Mogła przyjąć taką wersję zdarzeń. Tak naprawdę.. kiedy tylko znajdzie się w objęciach Morfeusza to wszystko i tak przestanie mieć znaczenie. Przecież Gardner tu nie było tak naprawdę, więc rano.. gdy heroina ulotni się z organizmu Matilde, dziewczyna i tak miała tu nie zastać przyjaciółki. Więc obietnica pozostania tu do momentu, w którym Wallace nie zaśnie.. było chyba czymś znacznie więcej niż sama Tilda ośmieliłaby się w ogóle o to poprosić.
Matilde pozwoliła się przytulić, w gruncie rzeczy chyba cholernie potrzebując takich gestów, czy ludzkich odruchów, bo kiedy tylko znowu poczuła ciepło, bijące od drugiego człowieka.. to zupełnie jak małe dziecko.. po prostu się uspokoiła. Nie było już strachu, a panika po prostu zniknęła. Zaśniesz wypowiedziane przez Cassandrę było dla niej jak jakaś świętość. Z jakiegoś powodu nie miała żadnych podstaw, by nie uwierzyć przyjaciółce. Skoro tak mówiła… to tak musiało być, prawda?
– Zrobisz to – wyrzuciła z siebie tonem głosu, człowieka cudownie oświeconego. Ta pewność w głosie Gardner, sposób w jaki zdołała ją uspokoić.. miała plan. Widziała to po niej. I zamiast się wściekać, zamiast się kłócić – jak to zrobiłaby w normalnych okolicznościach – ona po prostu delikatnie kiwnęła głową. Wyrażała na to zgodę. Właściwie wyrażała teraz zgodę na wszystko.
– Co zrobisz jak już zasnę? – spytała jeszcze, chcąc się upewnić, chociaż… czy wciąż miało to jakieś znaczenie. I powieki Matilde w końcu opadły. Nie była w stanie dłużej mieć oczu szeroko otwartych.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Cassandra Gardner



They've promised that dreams come true... But forgot to mention that nightmares are dreams too.

manipulacja snami

58%

Rebel





name:

Cassandra Eloise Gardner

alias:
Cassie

age:
33 lata

height / weight:
166 / 50

Wysłany: 2018-04-28, 02:23   
   Multikonta: Sophie
  

   #Mrs. Sandman


Prawdę mówiąc, sama nie do końca wiedziała, co powinna zrobić. Już nie pamiętała, kiedy znalazła się w podobnej sytuacji - przynajmniej po stronie, po której aktualnie była; same sceny były ostatnio dosyć mocno powtarzalne - a tym bardziej, kiedy jednocześnie pragnęła kogoś uspokoić, pocieszyć, wesprzeć, jak i również wymknąć się cichaczem w pierwszej odpowiedniej chwili. Znowu dawała się wplątać w coś, czego powinna unikać za wszelką cenę. Czuła to całą sobą i... I ponownie nic z tym nie zrobiła.
No, przynajmniej w tym odpowiednim sensie. Zamiast się wycofać, objęła Tildę ramieniem, mając przy tym wrażenie, że czuła każdą, nawet najmniejszą kostkę w ciele towarzyszki. Bladym, nadal zadziwiająco chłodnym, ale jednocześnie sprawiającym wrażenie wilgotnego. Zupełnie tak, jakby skóra Wallace - mimo braku gorączki czy jakiegokolwiek innego racjonalnego wyjaśnienia - lepiła się nie od deszczu, a od potu. Kościstą czy nie, mokrą czy nie, Cass nadal trzymała ją jednak przy sobie, nie do końca wiedząc, co może się stać, gdy wreszcie wypuści Matildę z uścisku.
Tilly wyglądała zupełnie tak, jakby miała rozsypać się na skutek najsłabszego podmuchu wiatru, a ten tego wieczoru dął naprawdę mocno. Coś było naprawdę mocno nie tak... Co gorsza, Cassandra nie musiała nawet specjalnie przyglądać się towarzyszce, by to dostrzec, jednak swoje obserwacje postanowiła pozostawić dla siebie. Ona też była przecież wyczerpana i rozbita. Ostatnie dni nie zdawały się być łatwe dla kogokolwiek, tym bardziej dla tych po stronie mutantów. Ani ona, ani Tilda nie były w tym zatem osamotnione. Być może przeżywały to tylko trochę - znacznie - gorzej.
- To? - Powtórzyła cicho po Wallace, przygaszając jedną z lampek nocnych, jakich włączniki znajdowały się akurat w zasięgu jej dłoni. Ostre światło zaczynało drażnić jej oczy. Nic zresztą dziwnego, skoro było już tak późno w nocy.
Pomimo zmęczenia, częściowo domyślała się, co Tilly miała na myśli, jednakże nie mogła przytaknąć towarzyszce. Nie o to jej przecież chodziło, gdy wypowiadała te słowa. Korzystanie z mocy nigdy nie było dla niej łatwe czy przyjemne, ale tym razem naprawdę mocno czuła, że używanie daru mogłoby być jeszcze gorszym posunięciem niż zazwyczaj. Chciała pomóc Tildzie, owszem, ale nie w taki sposób. Przynajmniej nie z własnej woli. Dlatego jej odpowiedź na kolejne pytanie nie zabrzmiała już tak pewnie.
- Nie mam pojęcia... - Mrucząc pod nosem, zapadła się bardziej w poduszkę i materac, także lekko przymykając oczy. Nie zamierzała zostawać w tym pokoju, ale obiecała Wallace, że upewni się, czy ta zdążyła zasnąć, nim ją opuści... I tego przyrzeczenia wyjątkowo zamierzała dotrzymać.
_________________
The more I think about it now
The less I know
All I know is that you drove us

off the road



Postać aktualnie jest blondynką.
[Profil] [WWW]
    [B-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-04-28, 10:27   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


– Nie musisz uciekać – mruknęła cicho. Zupełnie jakby chciała pokazać Cassandrze, że istniały też inne opcje. Mogła przecież zostać. Nie musiała się nigdzie wybierać. Jeśli była tylko zjawą – dla Matilde nie musiała w ogóle znikać. Mogła ją prześladować, podążać za nią do samego końca. Końca, który był teraz jeszcze bardziej prawdopodobny niż kiedykolwiek wcześniej. A potem Wallace po prostu pogrążyła się w tej ciszy, w tej spokojnej i sennej atmosferze. Nie powiedziała już ani jednego słowa, a myśli.. jakby po prostu ulotniły się z jej głowy. Była zbyt zmęczona, by dłużej myśleć. Po prostu pozwoliła nicości się całkowicie pochłonąć. A z czasem… nadeszło też to upragnione odprężenie. Znalazła się w zupełnie innym miejscu, w zupełnie innej rzeczywistości, jakby.. w całkowicie alternatywnym świecie.
Ciemność nie przypominała dłużej czerni. Matilde szeroko otwartym oczami obserwowała te liczne tak pięknie jaśniejące gwiazdy i pełny, jeszcze piękniejszy niż kiedykolwiek księżyc. Ten widok zawsze budził w niej zachwyt, teraz jednak? Nie potrafiła pomyśleć o niczym bardziej wyjątkowym. I gdy lekki wietrzyk obrócił jej kruchym, bezwładnym ciałem, Matilde dopiero teraz dostrzegła co otaczało ją dookoła. Kamienne uliczki, jaskrawe lampy odbijające się w tafli wielkiego jeziora… Była niczym postać zaklęta w jednej z prac Vincenta van Gogha. Na samą myśl kąciki ust Wallace uniosły się ku górze. I gdy tylko to się stało, poczucie, że coś było nie tak uderzyło w nią z prędkością światła. W jednej chwili jezioro po prostu zniknęło, a ona znajdowała się wśród tych ciasnych, już nie tak malowniczych uliczek. Nie było tu rażącego światła latarni, a księżyc nie przypominał dłużej łagodnej, świetlistej kuli. Teraz był czerwony, czerwony niczym krew i pozostawał jedynym źródłem blasku. Matilde poczuła jak ogarnia ją panika. Ruszyła więc przed siebie, skręcając w najbliższe rozgałęzienie, ale wtedy… jej ciało natrafiło na zimny mur. To była ślepa uliczka. Musiała się wrócić. Ale droga nie była już taka sama, nie. Kiedy obróciła się na pięcie przed jej oczami pojawiły się kolejne drogi, a ona nie wiedziała, którą wybrać. Samotność doskwierała jej jeszcze bardziej. Czy była tu całkiem sama? I kiedy podjęła próbę wejścia w kolejną uliczkę, po raz kolejny natrafiając na wysoki mur, do jej uszu doszły ludzkie dźwięki. Ktoś tam był. Za tą ścianą ktoś tam był. Czy to była ta osoba, która miała przynieść jej szczęście? Czy jeśli odnajdzie tajemniczego człowieka to wszystkie jej cierpienia odejdą? Otworzyła usta, chcąc powiedzieć coś do tajemniczej osoby, ale.. żadne dźwięki nie wydostały się na zewnątrz. Głos uwiązł jej w gardle, a ona zaczęła panikować. Matilde już nie szła. Ona biegła, co chwilę obijając się o zimne mokre mury tego niekończącego się labiryntu…
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Cassandra Gardner



They've promised that dreams come true... But forgot to mention that nightmares are dreams too.

manipulacja snami

58%

Rebel





name:

Cassandra Eloise Gardner

alias:
Cassie

age:
33 lata

height / weight:
166 / 50

Wysłany: 2018-04-28, 16:08   
   Multikonta: Sophie
  

   #Mrs. Sandman


Ironiczne, że ktoś, kto nie tak dawno sam sprowokował w niej chęć ucieczki, właśnie wspominał, że nie musiała tego robić. Musiała. Niezależnie od tego, co mówili inni ludzie i jak bardzo sprzeczne były ich słowa, Cassandra wiedziała swoje. Nie mogła zostać. Tak po prostu nie mogła tego zrobić, ponieważ pozostanie w tym miejscu nie wiązało się z niczym dobrym. Odkąd opuściła dom rodzinny, tak naprawdę tylko przez krótki okres czasu była całkowicie szczęśliwa, a i to okazało się zgubne. Nawet jeśli tego wieczoru nie wykorzystała biletu autobusowego, nie oznaczało to jakichkolwiek deklaracji.
Owszem, stwierdzenie, że wszystkie trzy - ona, Tilda i Fay - powinny trzymać się razem, było piękną wizualizacją jeszcze bardziej honorowego zamysłu. Zupełnie tak, jakby były w jakimś kobiecym stowarzyszeniu lub innym elitarnym klubiku. Tak naprawdę, Cass nie była już jednak niczego pewna. Nie wiedziała, gdzie była Murphy i co dokładnie się z nią stało, zwłaszcza że Matilde bredziła coś o wyrzuceniu ich z Bractwa. Nie miała także pojęcia, o co mogło w tym chodzić, bo Fay była przecież wartościowa dla Colleen. Może nie aż tak jak Tilly - mało kto mógł mieć dla kogokolwiek aż takie znaczenie - jednak na swój sposób z pewnością.
Na nieszczęście, Wallace była jednak zbyt zmęczona i roztrzęsiona, by Cassandra miała ochotę o cokolwiek ją dopytywać. Sama też zresztą czuła się już dosyć mocno wyczerpana, zwłaszcza że godzina nie należała do najwcześniejszych. Obiecała jednak, że posiedzi z towarzyszką, póki ta nie zaśnie, więc zamierzała to zrobić. Obserwując powoli rozluźniającą się twarz drugiej kobiety i walcząc z własną sennością. Chciała poczekać jeszcze tylko przez chwilę, ot, kilka minut do czasu, gdy ciemnowłosa na pewno uśnie...
I doczekała tego momentu. Szkoda tylko, że nie w sposób, w jaki zakładała do tego dotrwać. Sama nie do końca zarejestrowała moment, w którym powieki całkowicie jej się przymknęły, opadając w dół. Cassie osunęła się niżej na poduszkę, przekręcając głowę w bok i pogrążając się w drzemce. Z początku całkiem przyjemnej, przynajmniej do czasu.
Nie od razu zorientowała się, że otoczenie nie było wytworem jej umysłu. Nawet jeśli dosyć często zapędzała się w sny innych ludzi, nie zawsze od razu to wyczuwała. Z początku rozglądała się tylko dookoła, obserwując naprawdę piękny widok - nieboskłon pełen gwiazd, z księżycem świecącym delikatnym, subtelnym blaskiem. Już dawno nie czuła się tak dobrze, świadoma tego, że śni, ale nadzwyczaj zadowolona z takiego obrotu spraw. To nie był koszmar, nie musiała niczego się obawiać...
A przynajmniej tak właśnie sądziła do momentu, gdy otoczenie diametralnie się zmieniło. Zdecydowanie zbyt szybko, by to był jej własny sen. I choć teoretycznie mogła to zakończyć, domyślając się, z czyimi wyobrażeniami miała do czynienia, nie zrobiła tego. Ruszając w dół jednej z wielu poplątanych uliczek, nasłuchiwała odgłosu kroków i przyspieszonego, nerwowego sapania dochodzącego z ust Tildy. Nie zamierzała się jednak ujawniać. Po prostu starała się nadążyć za kobietą, nie wkładając w to aż tak wielkiego wysiłku jak śniąca, obserwując zachowanie Tilly i zmiany w otoczeniu.
Nie była mściwa, nie chciała znęcać się na Wallace, dając jej nadal pogrążać się w koszmarach. Chciała tylko wiedzieć, jak to się rozwinie...
_________________
The more I think about it now
The less I know
All I know is that you drove us

off the road



Postać aktualnie jest blondynką.
[Profil] [WWW]
    [B-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-04-28, 19:06   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Coraz bardziej spanikowana Matilde nieporadnie wchodziła w kolejne uliczki, tylko po to by zorientować, że nie było stąd wyjścia. Wydawało jej się, jakby ktoś ją po prostu zaczarował. Ten labirynt zdawał się nie mieć końca, a ona… nie była dłużej w stanie walczyć. Gdy po raz kolejny natrafiła jedynie na ślepy zaułek, nie odwracała się, by wybrać kolejną ścieżkę. Po prostu oparła się plecami o zimną, mokrą ścianę, powoli zsuwając się po niej plecami. Ludzkie dźwięki wydawały się jej jeszcze donośniejsze, ale przecież już doskonale wiedziała na czym to ma polegać. Im bardziej chciała dotrzeć, tym bardziej to słyszała i tym trudniej było osiągnąć zamierzony cel. A jednak.. mimo tego wszystkiego, nim całkowicie osunęła się na ziemię, poczuła jak coś twardego wbija się w jej plecy. Dziewczyna gwałtownie obróciła się za siebie, zdając sobie sprawę, że to nie była po prostu ściana, nie. To były drzwi. Serce Wallace załomotało szybciej, z kolei iskierka nadziei wypełniła ją teraz od najmniejszego palca u stopy do ostatniego włosa na głowie. Bez wahania nacisnęła dłonią na klamkę, wchodząc do pomieszczenia.
– To było nasze ostatnie leczenie – powiedział obojętnym tonem głosu do łudząco przypominającej ją samą dziewczyny, kiedy tymczasem ta prawdziwa Matilde przypatrywała się całej scenie z boku. Wallace wyciągnęła dłoń przed siebie, chciała krzyczeć, chciała zapobiec tym wydarzeniom, ale oni jej nie słyszeli.
– Tak po prostu umrzesz? – usłyszała swój zrozpaczony głos, a zaraz potem tą okropną odpowiedź:
– Umieram tak, czy siak. – znowu to poczuła. Matilde znowu poczuła, jak coś po prostu ją miażdży, ale chyba była zbyt sparaliżowana, by spróbować się stąd wyrwać. Przypatrywała się twarzy Hoppera, jakby wciąż chciała znaleźć w niej coś, co da jej jeszcze jakąś nadzieję.
– Poddajesz się, tak po prostu?
Ale nie było tam nic. Nic oprócz tego jego chłodnego wyrazu na twarzy i jadowitego: wyjdź. Czemu nie wyszła? Dlaczego Matilde wciąż tam była? Dlaczego nagle zaczęła przytulać się do jego klatki piersiowej, rzucając płaczliwym tonem głosu: – Nie rób tego, proszę….
Ale nie była w stanie dłużej tego znieść. W chwili w której Matilde z tej dziwnej sceny uciekła z gabinetu, prawdziwa Matilde poszła tuż za nią. Wyszła przez te same drzwi, ale.. nie znalazła się z powrotem w labiryncie, nie. Teraz siedziała w szpitaliku, opatrując rany jednemu z mutantów, gdy w tym samym momencie do jej uszu dobiegły informacje o Fay, Ronniem i reszcie. I kiedy rozmowa się zakończyła.. sceneria ponownie się zmieniła. Tym razem jednak o dwa lata do tyłu. Do Alburquerque. Wallace upadła na ziemię, chowając twarz w dłonie. Bowiem nie była w stanie jeszcze raz przeżyć tej konkretnej tragedii. Nie chciała widzieć swojej twarzy, gdy wreszcie obudzi się ze snu i odkryje, że Aaron już nie żył…
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Cassandra Gardner



They've promised that dreams come true... But forgot to mention that nightmares are dreams too.

manipulacja snami

58%

Rebel





name:

Cassandra Eloise Gardner

alias:
Cassie

age:
33 lata

height / weight:
166 / 50

Wysłany: 2018-04-28, 20:04   
   Multikonta: Sophie
  

   #Mrs. Sandman


Tak jak poniekąd obiecywała, nie zamierzała dać Tildzie zapuścić się za daleko w tym urojonym świecie snów i wspomnień. Nie była też jednak osobą, która bez większego powodu usiłowała kogokolwiek z nich wyrwać. Nie chodziło o to, że obserwowanie przestraszonej, wyraźnie cierpiącej Wallace sprawiało jej jakąkolwiek przyjemność. Nie, było wręcz przeciwnie, jednak tylko ona, sama Cassandra, nikt więcej... Wyłącznie ona wiedziała, czym mogło skutkować zbyt szybkie i gwałtowne przerwanie czyjegoś snu.
Zrobiła to kiedyś. Ten jedyny raz w życiu spróbowała wyciągnąć ważną dla siebie osobę z samego środka koszmaru, nie zmieniając okoliczności snu, nie sprawiając, że z mary nocnej stałby się on czymś znacznie przyjemniejszym... Po prostu szarpnęła niewidzialnymi sznurkami, zamierzając ją obudzić. Nie spodziewała się tego, co się stało. Nie panowała nad tym do tego stopnia, w jakim obecnie trzymała na wodzy znaczną część własnych umiejętności. Te zresztą jakby osłabiły się, gdy dotarło do niej, co zrobiła. Zamiast pomóc, przyczyniła się do kolejnego koszmaru... Tym razem wielu osób, tym razem całkowicie na jawie. Chciała zadziałać za dobrze i zarazem za szybko. Teraz wiedziała już, że nie powinna tego robić.
Dlatego przemieszczała się z Wallace wąskimi, kamiennymi uliczkami, nie ujawniając się jej ani nie ingerując w to, co się działo, dopóki nie było naprawdę niedobrze. W gruncie rzeczy, śnienie o labiryntach pełnych ślepych zaułków i nieoczekiwanych ścian nie było niczym niezmiernie dramatycznym. Tilda mogła trafić na wiele znacznie gorszych scenariuszy... Tak przynajmniej sądziła Cassandra, nim za plecami towarzyszki nie wyrosły wielkie, ponuro wyglądające drzwi.
Tilly nie powinna była ich otwierać... A jednak to zrobiła. Nie powinna była przestępować progu... A jednak to zrobiła... I obie znalazły się w całkowicie innej scenerii. Pomieszczenie, do którego weszły, było jednocześnie nieznane, jak i całkiem znajomo wyglądające. Po elementach wystroju i wyposażeniu, Cass stwierdziła, że miała do czynienia z pokojem - a właściwie, to z gabinetem - znajdującym się gdzieś na terenie obozu Bractwa. Nie to było jednak najważniejsze. Przysłuchując się rozmowie i przyglądając twarzom dyskutujących osób, Gardner odnosiła wrażenie, że miała do czynienia z czymś więcej, niż tylko z wytworem wyobraźni Tildy. Na tym etapie potrafiła rozpoznawać już w końcu te bardziej realistyczne fragmenty snów, niepoukładane, rozsypane urywki wspomnień, z którymi nadal nie wiedziała jednak, co powinna robić.
Stała zatem w miejscu, dając koszmarom Tilly biec własnym torem, póki sceneria ponownie nie uległa zmianie. Gdy tak się stało... Cóż, także nie zdecydowała się zaingerować, zbyt pochłonięta nowymi informacjami, zapewne w większości prawdziwymi, choć tego nie mogła być w stu procentach pewna. Nie czuła się dobrze z kryciem swojej obecności, jednak tym razem czuła, że tak było lepiej. Przynajmniej do czasu...
Czując, co zwiastował kolejny przeskok, zadziałała całkowicie odruchowo. Nawet jeśli mówiła sobie, że nigdy więcej tego nie zrobi, szarpnęła mentalnymi więziami...

Momentalnie szeroko otwierając oczy.
_________________
The more I think about it now
The less I know
All I know is that you drove us

off the road



Postać aktualnie jest blondynką.
[Profil] [WWW]
    [B-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-04-28, 20:32   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Tylko nie to. Tylko nie Aaron. Tylko nie to. Nie chciała tego. Nie chciała być w tym pomieszczeniu. To wszystko… nie powinno się dziać. Chciała stąd uciec, chciała wyjść, ale.. była zbyt sparaliżowana. Nie była w stanie się wyrwać z tego koszmaru. Ze wszystkich rzeczy, jakie kiedykolwiek przeżyła to ta jedna wydawała się być najgorsza. Nie była w stanie się z tego otrząsnąć. I gdy myślała, że powoli wychodzi na prostą… teraz miała doskonały dowód na to, jak bardzo się myliła.
Gdyby nie Cassandra.. tkwiłaby tutaj jeszcze długi czas. Umierałaby wewnętrznie, zapadając się w sobie. I jeśli była możliwa śmierć w trakcie snu, spowodowana tym cholernym bólem… to na pewno tego dnia byłby jej koniec. Pozwoliłaby siebie zniszczyć tym jednym wspomnieniem. Nie walczyłaby. Ale wtedy..
Matilde poczuła jak kręci jej się w głowie. Miała wrażenie, jakby wszystko wokół niej zaczęło wirować. Zupełnie jakby była na jakiejś cholernej karuzeli, jednocześnie mając chorobę lokomocyjną. Zrobiło jej się niedobrze. Niedobrze i słabo.
Wallace gwałtownie otworzyła oczy, jednocześnie podnosząc się do siadu, a potem… po prostu zwymiotowała. Nie panowała nad tym. To po prostu się stało. Była zdezorientowana, była skołowana i przede wszystkim niemożliwie przestraszona. Przekręciła głowę w kierunku Cass, ale nie była w stanie wyrzucić z siebie żadnego słowa. Patrzyła na nią z przerażeniem, a jej ciało zaczęło się przeraźliwie trząść.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Cassandra Gardner



They've promised that dreams come true... But forgot to mention that nightmares are dreams too.

manipulacja snami

58%

Rebel





name:

Cassandra Eloise Gardner

alias:
Cassie

age:
33 lata

height / weight:
166 / 50

Wysłany: 2018-04-29, 00:12   
   Multikonta: Sophie
  

   #Mrs. Sandman


Gwałtownie wybudzając się ze snu, jeszcze gwałtowniej wciągnęła powietrze, nie do końca ogarniając, gdzie była i co się stało. Nie była przyzwyczajona do takiego operowania mocą. Unikała go przecież niczym ognia, starając się jak najmniej pociągać za te niewidzialne sznurki, jeśli to nie było konieczne. Dla Bractwa jej nadzwyczajne zdolności były zaś w gruncie rzeczy nieprzydatne, szczególnie w ostatnim czasie, więc nie miała okazji ich rozwijać. Nie chciała tego robić na przyjaciołach, na ludziach z organizacji... Pozostawali zatem tylko ci, których tak naprawdę nie było. Nie dla niej. Inni dostatecznie skutecznie się z nimi rozprawiali, wyciągali informacje czy mieszali im w głowach. Nie wychylała się zatem, działając w roli sanitariuszki.
Tym razem czuła się jednak tak, jakby to ona sama potrzebowała pomocy kogoś z obozowego szpitala. Kręciło jej się w głowie, gałki oczne mimowolnie uciekały jej w drugą stronę - w kierunku wnętrza czaszki, przed oczami pojawiały się czarne plamki, a na dodatek było jej tak cholernie niedobrze. Miała wrażenie, że zaraz pozbędzie się kolacji nie tylko z tego wieczoru, lecz najpewniej także paru wcześniejszych posiłków. Na dodatek, zupełnie jak na złość, nie mogła tak po prostu zerwać się na nogi i pobiec w kierunku najbliższej toalety. Nie tylko przez to, że nie kojarzyła, gdzie ta się znajdowała. Cassandra wyczuwała ciężar przygniatający bok jej ciała do materaca, nie do końca ogarniając, czy byłaby w stanie się go pozbyć.
Była całkowicie skołowana, choć przekłamaniem byłoby stwierdzenie, że jeszcze nigdy nie odczuwała aż takiego wrażenia zdezorientowania. Już kiedyś przecież je miała. I to właśnie ta myśl - wraz z lekkim podmuchem powietrza i ruchem Tildy - sprawiła, że umysł Cass jakby nieco się rozjaśnił. Przynajmniej na tyle, by ta zaczęła intensywnie mrugać, co poskutkowało wyostrzeniem obrazu przed jej oczami. Z wyostrzonym polem widzenia przyszły też - dotąd dosyć pozamazywane przez dezorientację - wspomnienia z ostatnich kilkudziesięciu minut...
I doznania. Wzrokowo-słuchowo-zapachowe, nadzwyczaj mocno kojarzące jej się z czasami wczesnej młodości i tanim alkoholem wypijanym w jeszcze tańszych lokalach. Z tą jednak różnicą, że teraz nie przytrzymała włosów Matilde. Było już na to zdecydowanie za późno, więc tylko nieudolnie skopując przykrycie na podłogę, ponownie mocno przytuliła Tildę do siebie. A niech ją cholera, te ciuchy i tak nadawały się głównie do kosza.
_________________
The more I think about it now
The less I know
All I know is that you drove us

off the road



Postać aktualnie jest blondynką.
[Profil] [WWW]
    [B-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-04-29, 14:58   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Była w szoku. Wciąż była w tym cholernym szoku. Miała wrażenie, że jej ciało stało się bezwładne, a sama zamieniła się w jakąś cholerną marionetkę. Pozwalała się przytulić. Pozwalała Cass robić z jej ciałem, co tylko Gardner się podobało. Wallace chyba po prostu miała już to wszystko gdzieś. Wciąż nie mogła się pozbyć z głowy tego jednego obrazu. Chociaż starała się nie patrzeć, chociaż zasłoniła twarz dłonią… Zobaczyła. Nie widziała twarzy, nie. Nie musiała. Widok dwóch nóg zwisających z łóżka jej wystarczył. Czas, jakby po prostu zatrzymał się w miejscu. Dałaby sobie rękę uciąć, że znowu znalazła się w 2016 roku. A wyrwanie się ze snu… było niczym odłożeniem w czasie zbliżającej się tragedii. Czy znowu zaraz miała to przeżyć?
Czy Cass miała wkrótce zniknąć, a na jej miejscu pojawić się martwy mężczyzna? W dodatku ten zapach wymiocin… tak bardzo kojarzył jej się z tamtym, konkretnym porankiem. To wszystko, cała ta sceneria… kojarzyło jej się z tamtym dniem. Wallace wydała z siebie zduszony okrzyk, wciskając twarz w klatkę piersiową przyjaciółki.
– Nie mogę… – wyrzucała z siebie żałosnym, słabym głosem, a przez jej ciało co jakiś czas przechodziły spazmy bólu.
– Nie mogę… – powtórzyła, czując na języku metaliczny posmak krwi.
– …tego wytrzymać – nie dawała już rady. Poddawała się. I jawnie informowała o tym przyjaciółkę. To po prostu nie było już na jej siły. Być może zdawała się być twardą, silną osobą, ale tłumiła w sobie to zbyt długo. A teraz.. to wszystko zaczynało do niej wracać, pojawiały się nowe tragedie. Jedna gorsza od drugiej.
– Niech to się już skończy – poprosiła płaczliwie, czując ból w każdej jednej cząstce swojego ciała. Nie było chyba nawet miejsca, w którym nie czułaby cierpienia. – Niech wszystko się skończy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Cassandra Gardner



They've promised that dreams come true... But forgot to mention that nightmares are dreams too.

manipulacja snami

58%

Rebel





name:

Cassandra Eloise Gardner

alias:
Cassie

age:
33 lata

height / weight:
166 / 50

Wysłany: 2018-04-29, 15:58   
   Multikonta: Sophie
  

   #Mrs. Sandman


Nie pamiętała już chyba nawet, kiedy ostatnio widziała kogoś w aż tak beznadziejnym stanie. Owszem, sama już od dłuższego czasu czuła się gorzej niż fatalnie, jednak wyznaczała sobie pewne granice, których usiłowała nie przekraczać nawet podczas najbardziej traumatycznych wydarzeń. Naprawdę próbowała nad sobą panować, usiłując jak najskuteczniej stłumić wewnątrz ból i inne negatywne uczucia, nawet jeśli nie było to dobrym sposobem na radzenie sobie z nimi.
Skuteczne nie zawsze musiało być jednak synonimem dobrego i choć od czasu marszu pokojowego zdawała się żyć w ciągłym zawieszeniu, przynajmniej nadal to robiła. Być może bardziej egzystowała niż tak naprawdę żyła, jednakże przynajmniej całkowicie się nie załamała. Była roztrzęsiona, rozkojarzona, momentami nielogiczna. Towarzyszyło jej przy tym nieustanne wrażenie, że potrzeba tylko najlżejszego podmuchu powietrza, pozornie nieistotnego impulsu, by ponownie zaczęła się rozsypywać - zupełnie jak pamiętnej nocy w motelu - ale przynajmniej wciąż jeszcze oddychała. Nawet jeśli momentami wcale nie chciała tego robić.
Tym razem też poniekąd zmusiła się do tego, by jak najszybciej dojść do siebie, po gwałtownym przebudzeniu. Nie mogła pozwolić sobie na ataki paniki, wymioty czy ogólne skołowanie, nie przy całkowicie znerwicowanej i zatrwożonej Tildzie, która - o ironio, jakiś czas wcześniej wytykając Cass bycie drama queen - zachowywała się tak, jakby dopiero co przeżyła katastrofę lotniczą spowodowaną przez bandę islamskich terrorystą. Z tą drobną różnicą, że to właśnie ona - sama Matilde - była dla siebie największym zamachowcem, zagrożeniem.
Cassandra jednak wcale jej się nie dziwiła...
- Możesz... - Ściskając towarzyszkę, mimo wszelkiej nieapetyczności okoliczności, w których to zrobiła, nie planowała jednak uspokajać Tildy w ten typowy, schematyczny sposób. Nie, nie chciała jej uciszać, mówić, żeby odetchnęła głęboko... Nie, to nic nie dawało. Zbyt dobrze wiedziała to z własnego doświadczenia, dlatego po dłuższej chwili złapała Tilly za ramiona, starając się zmusić ją do uniesienia wzroku.
- Przeżyłaś to już jeden raz, przeżyjesz i drugi, a nawet trzeci, jeśli będzie taka chrzaniona potrzeba. - Wbrew obecnej kruchości, Wallace była silna. A Cass nie zamierzała dać jej się załamać. Nawet jeśli to oznaczało odłożenie planów wyjazdu na trochę później.
_________________
The more I think about it now
The less I know
All I know is that you drove us

off the road



Postać aktualnie jest blondynką.
[Profil] [WWW]
    [B-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-04-29, 18:45   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Tym razem było znacznie gorzej niż kiedykolwiek wcześniej. Tak, otworzyła się. Tak, pozwoliła swoim wszystkim demonom wypłynąć na powierzchnię i było jej z tego powodu cholernie wstyd. Nie zrobiłaby tego, gdyby nie była sobą. Ale.. ona już nie była sobą. Była kimś innym. Jakąś obcą dziewczyną i nie widziała drogi powrotnej. Z każdą sekundą miała wrażenie, jakby po prostu traciła wszelki szanse na normalne życie. Wszystko po prostu odchodziło, a ona nie była w stanie tego zatrzymać.
– Nie będzie trzeciego razu – odparła cicho, ale bynajmniej nie dlatego, że była optymistką. Nie. Tego razu już nie była w stanie przeżyć, a co dopiero pomyśleć o kolejnym? Rany po Aaronie na nowo się zagnieździły. Tylko z jedną zasadniczą różnicą. Już nawet nie była w stanie wyobrażać sobie ich ponownego życia razem. Już nie chciała ich ponownego życia razem. Jak na kogoś kto był niemal uosobieniem śmierci, nie potrafiła sobie z nią poradzić..
– Widziałaś to wszystko? – spytała cicho, oczywiście mając na myśli sceny, których była świadkiem jeszcze kilka sekund temu. Wolałaby, żeby pozostały jej tajemnicą, ale nie łudziła się za bardzo. Cassandra musiała tam być. Wallace tylko żałowała, że nie wyciągnęła jej znacznie szybciej. Ale czy było tutaj w ogóle miejsce na jakieś wyrzuty? Nawet nie przeszło jej to przez głowę. Jedynie skwitowała cicho:
– Teraz już wiesz, jak bardzo jest chujowo. – jedyny plus był taki, że nie musiała mówić o tym wszystkim na głos. I jeśli można było w ogóle znaleźć jakiś pozytyw tej sytuacji, to był nim z pewnością fakt, że Gardner nie zobaczyła w żadnej scen tego, jak Tilly bierze narkotyki.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Cassandra Gardner



They've promised that dreams come true... But forgot to mention that nightmares are dreams too.

manipulacja snami

58%

Rebel





name:

Cassandra Eloise Gardner

alias:
Cassie

age:
33 lata

height / weight:
166 / 50

Wysłany: 2018-04-29, 21:50   
   Multikonta: Sophie
  

   #Mrs. Sandman


Słysząc stwierdzenie, jakie padło z ust Tildy, stłumiła w sobie chęć powiedzenia, że drugiego razu także nie miało przecież być. Dobrze pamiętała ich spotkanie w opuszczonym sklepie z pamiątkami, trening w składaniu broni, strzelanie i praktycznie całą rozmowę, w jaką się wtedy wdały. Gdy patrzyła na to z perspektywy czasu, wszystko stawało się znacznie jaśniejsze. W końcu Matilde - praktycznie, odkąd Cass ją znała - miała swój własny, dosyć specyficzny sposób okazywania uczuć i emocji. Chęć zastrzelenia kogoś z miłości była nie tylko dosyć filmowa, lecz także... Powiedzmy, że matildowa.
I tym Cass nie podzieliła się jednak z towarzyszką, nadal ją do siebie przytulając, choć jednocześnie nie przestała także trzymać Tilly za ramiona, jakby zamierzała przekazać jej tym jakąś wewnętrzną siłę, której sama przecież nie miała. Jak to było z tym ślepym i kulawym...? Paradoksalnie, wbrew jej własnej ślepocie i kulawości Wallace - a może odwrotnie? - obecna sytuacja miała też pewne pozytywne strony. Skupiając się na koszmarze przyjaciółki, Cassandra przestała skupiać się na własnym, musząc zachowywać się jak ktoś znacznie silniejszy psychicznie.
Nawet jeśli prawda była zgoła inna, postawa, jaką obecnie przyjęła, nakazywała jej zrobić wszystko, byleby tylko chociaż trochę uspokoić Matildę. Włącznie z... Cóż, nie tylko zwróceniem na siebie uwagi kobiety, lecz także w miarę spokojnym wysłuchaniem tego, co ta miała jej do powiedzenia. Słysząc pytanie, Gardner wyłącznie leciutko kiwnęła głową, pozwalając jednak Tildzie mówić dalej. Do czasu, gdy ta sama nie skończyła. Dopiero wtedy postanowiła zabrać głos, odchrząkując cicho, lecz wciąż mówiąc ze słyszalną chrypką. Potrzebowała się napić... I to nie tylko zwykłej wody.
- Nie mam zamiaru tego oceniać... - Stwierdziła uspokajająco, sięgając po jeden z czystych koców zwiniętych na pobliskim krześle, by okryć nim ramiona Tilly, choć trzęsienie się z pewnością nie miało zbyt wiele wspólnego z zewnętrznym chłodem. - Jeśli chcesz wiedzieć, jest taka jedna kobieta... Mutantka. Chris Jenkins. Być może mogłaby się zająć tym... Umierającym problemem, o ile nadal ci na tym zależy. - Widziała, że tak było, wiedziała, że tak było, jednak wolała dać Tildzie poczucie bycia sprawcą, wrażenie posiadania władzy nad losem. W końcu tego Wallace obecnie potrzebowała.
- Mogę dać ci na nią namiary. Rano. - Dopowiedziała, oddychając głęboko.
_________________
The more I think about it now
The less I know
All I know is that you drove us

off the road



Postać aktualnie jest blondynką.
[Profil] [WWW]
    [B-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 5