Poprzedni temat «» Następny temat
#1
Autor Wiadomość
Artemis Danvers



With great power comes great mental illness.

Perswazja

75%

Informatorka





name:

Artemis Danvers

age:
31

Wysłany: 2018-04-26, 08:55   

Czekanie na uderzenie z mięśniami karku napiętymi do granic możliwości nigdy nie jest przyjemne i zawsze przedłuża się w nieskończoność. Cisza dzwoniła jej w uszach i po którejś sekundzie wywróciła w głowie oczami, bo naprawdę chciała mieć to już za sobą. Usłyszeć ostre słowa, oberwać plecakiem w twarz i może nawet poczuć kopniaka na tyłku w ramach pożegnania.
Spojrzenie poderwała na nią dopiero, kiedy usłyszała tak spokojny ton, wyraźnie gryzący się z szałem, w jaki wpadła dziewczyna po użyciu mocy na lekarce, tym, którego Danvers teraz oczekiwała. Mimowolnie zmierzyła ją spojrzeniem, przekonana, że jest tu jakiś haczyk i to tylko zbieranie sił na atak, dlatego chwilę zwlekała z odpowiedzią, jakby nie była pewna, czy w ogóle jest sens się odzywać.
- Zanim zaczęłaś mnie zszywać. Chciałam mieć pewność, że nie zaczniesz świrować w połowie I rzygać mi na nogę, więc kazałam ci zachować spokój - odpowiedziała prosto, niemal zadziwiająco szczerze, chociaż było to mruknięcie kącikiem ust, zdradzające, jak niechętnie się do wszystkiego przyznaje. Mogła jej zrobić poważną krzywdę, widziała wystarczająco dużo razy jak jej moc może wpłynąć na innych i było jej słabo na myśl, że miałaby tak potraktować tego dobrego samarytanina, będącego jedną z ostatnich znanych jej osób, którym coś takiego się należało. Może nawet ostatnią, biorąc pod uwagę w jak szemranym towarzystwie Artemis się obracała na co dzień.
Miała dość czekania. Odstawiła miskę na szafkę zaraz po tym, jak skończyła mówić i wyprostowała się, odgarniając nadal wilgotne włosy na plecy.
- Wyrzuć to z siebie i miejmy to za sobą. Jestem potworem wykorzystującym ludzi dookoła, blablabla, mieszam im w głowach i robię im papki z mózgów, jak mogłam, wynoś się z mojego domu - przyspieszyła całą sytuację, przesuwając się na łóżku, żeby złapać leżący w jego nogach plecak.
_________________
We find ourselves in the same old mess singin' drunken lullabies.
[Profil]
 
 
Sage Ackerman



I see humans,

but no humanity.





name:

Sage Ackerman

alias:
Hey, Broadway!

age:
23

Wysłany: 2018-04-26, 21:48   

Tamten moment faktycznie nabrał teraz więcej sensu, a poniekąd zamglone wspomnienia nocy pełnej krwi na podłodze odnalazły wreszcie powód swojej niewyrazistości. Dobrze było wiedzieć, że jednak to nie efekt post-migrenowy wtedy tak dawał się we znaki, a działanie Artemis, które… No właśnie, nie zakładało nic złego. Chyba, że ratowanie własnej nogi już wpisano na listę egoistycznych czynów niewybaczalnych. Co innego mieszanie w głowach osób, które faktycznie chcą pomóc, jak to zrobiła z Johnson – głupie, irracjonalne i zdecydowanie godne pożałowania, ale powiedzenie komuś, aby wziął się w garść dla wyższego dobra? Co w tym było złego?
Powiodła wzrokiem za miską, aby w następnej chwili śledzić ruchy Artemis, gdy sięgała po swój skromny dobytek. W gorącej wodzie kąpana…
- Tak czysto teoretycznie – uniosła palec u lewej ręki i wskazała na podłogę - to mój dom. – Zbagatelizowanie tematu słownymi potyczkami często prowadziło do rozwiązania sporu, a z tego, co zdążyła zauważyć i usłyszeć, Danvers miała problem. – Gdzie ten twój sztandarowy egoizm się podział? Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że martwiłaś się o mnie? – tym razem nawet pokusiła się o kiepski, ciut irytujące uniesienie kącików ust, które opadł, gdy tylko podniosła głowę. – Jeszcze pomyślę, że masz jakieś uczucia, a skutecznie do tej pory z tym walczyłaś. – stoicki spokój Sage zdawał się kompletnie nie współgrać z tym poruszeniem. Cholerna oaza, gdyby tylko częściej miała w nosie cały świat, może nie żyłaby w ciągłym stresie. Nawet lubiła tę część siebie, choć nie darzyła sympatią okoliczności jej wywołujących.
Ciężko wypuściła powietrze, widząc, że marne były próby powstrzymania Danvers przed obranym planem eksmisji z domu Ackermanów, zwłaszcza iż plecak pozostawał praktycznie gotowy do zarzucenia na plecy i czmychnięcia choćby przez okno. Przy dobrych wiatrach może połamałaby się z tego pierwszego piętra w ogródku, a biegająca po trawie Sinara by na nią nasikała.
- Upierdliwy człowiek – powiedziała to w końcu na głos, niechętnie podnosząc z krzesła, które przesunęła nogą w bok z głuchym szurnięciem po podłodze. – Najpierw przychodzisz i oczekujesz pomocy, pilnując, abym nie rozwaliła ci przy okazji nogi, a mnie nie dosięgła trauma - wetknęła dłonie do kieszeni, pokonując w dwóch krokach dystans od łóżka - a potem zwijasz manatki, bo tak? – materac uniósł się odrobinę, gdy usiadła na nim, nie dalej niż na długość ramienia od Artemis. Nie minęła sekunda, a zimna pościel już łaskotała ramiona i szyję Sage, która bezczelnie położyła się ze zwisającymi z krawędzi nogami w kolanach. Przekręciła lekko głowę, wilgotne włosy już przyległy do kołdry, gdy ze znużonym głosem wydała ostateczny werdykt, przyglądając lewemu ramieniu Danvers, nie dostrzegając blizny, o której usłyszała dzisiaj: – Jesteś dziwna.
[Profil]
 
 
Artemis Danvers



With great power comes great mental illness.

Perswazja

75%

Informatorka





name:

Artemis Danvers

age:
31

Wysłany: 2018-04-27, 19:04   

Serce nieznacznie jej przyspieszyło, ciało pozostawało napięte w gotowości do starcia - nawet jeżeli miała to być tylko kłótnia, a nie nawalanie się po mordach. Gotowa była na warknięcia, nieprzyjemne słowa i równie nieprzyjemną atmosferę w przyszłości, jak będzie musiała tu wrócić w interesach. Tyle że nic z tego nie nastało. Zamarła z plecakiem opartym obok uda, z na wpół rozsuniętym zamkiem wbijając w niego wzrok, mając wrażenie, że coś jest nie tak. Czy Sage jej nie rozumiała albo coś przyćpała w tej wannie po wyjściu Artemis?
Danvers rzadko kiedy potulnie czekała na atak. Wręcz przeciwnie, jak już, to raczej była typem, który na wszelki wypadek reagował pierwszy i nie jeden raz ściągnęło to na nią kłopoty, przy okazji wsadzając w parę paskudnych sytuacji; zarówno w walce fizycznej, jak i w relacjach z innymi. Tym bardziej więc czuła się teraz nieswojo, trochę jak osoba, która odsłania się na kop w żołądek, a zamiast tego zostaje pogłaskana po głowie.
Poderwała na nią w końcu wzrok, mocno zaskoczona, nie wierząc do końca w to co słyszy. Skrzywiła się na uwagęo egoizmie, bo przecież się nim nie chlubiła, a podobne wytknięcia - podobnie jak kwestia o uczuciach - bardziej irytowały, niż wzbudzały jakiekolwiek inne odruchy, czy instynkty.
- Uczucia mam co najwyżej do butelki tequili - wywróciła oczami, w końcu wrzucając leżący obok telefon do plecaka, chociaż nie odrywała za specjalnie wzroku od zmieniającej pozycję Sage. - I nie martw się, dziewczyno, miałam wyjebane na twoje traumy - wymamrotała pod nosem, wcinając jej się w słowo, jednocześnie domykając swój (żałośnie niewielki) bagaż. - Tak samo jak ty - dodała znacząco, ignorując kwestię o zwijaniu manatków i swojej dziwności - powinnaś mieć wyjebane na mnie i zachować się w końcu jak ktoś rozsądny, dbający o siebie i swoich bliskich. Znaczy wywalić mnie stąd, zanim zrobię komuś krzywdę.
Obejrzała się na nią przez ramię, zrzucając plecak na ziemię obok swojej stopy. Przesunęła wzrokiem po jej łagodnej twarzy otoczonej potarganymi, wilgotnymi włosami, szukając jakiegokolwiek znaku wkurwu, który powinien się tam pojawić. Powstrzymując się od odruchu poprawienia podwiniętej koszulki dziewczyny.
- Czy ty masz jakiekolwiek resztki instynktu samozachowawczego? O mało nie wypierdoliłaś mnie przez okno, jak kazałam spadać tamtej kobiecie, ale kiedy chodzi o ciebie, to nagle jesteś pierdoloną oazą spokoju? Nie tak to powinno działać. To nie ja tu jestem dziwna.
_________________
We find ourselves in the same old mess singin' drunken lullabies.
[Profil]
 
 
Sage Ackerman



I see humans,

but no humanity.





name:

Sage Ackerman

alias:
Hey, Broadway!

age:
23

Wysłany: 2018-04-27, 19:48   

/Dzisiaj bez polotu, sorry... :/

Perfidnie ciężkie westchnięcie i lekkie nachmurzenie czoła były jedynym wyrazem, na jaki sobie teraz pozwoliła, gdy dźwięk suwaka błyskawicznego u plecaka Artemis pojawił się gdzieś pomiędzy poważnymi słowami, a krótkim łomotem, gdy dobytek spadł został zrzucony na podłogę. Nie zirytowała jej, ale nadal uważała za mordęgę sprzeczanie w tak bezsensownej kwestii, której już nie zmienią. The past is in the past czy inne tam Frozenowe mądrości.
Powiodła wzrokiem do góry, zadarłszy głowę na pościeli. Zatrzymała brązowe tęczówki na odwróconym do góry nogami zdjęciu ze śmiejącym się bratem w ogrodzie i upaćkaną koszulką od trawy. Dwa lata przed tragedią.
- A, tamto – mruknęła od niechcenia. Miała wrażenie, jakby od incydentu z lekarką minęły wieki a nie siedemdziesiąt dwie godziny. Teraz już siedemdziesiąt pięć. – Zachowywałaś się głupio, więc to naturalne, że mnie zdenerwowałaś – sięgnęła dłonią do klamerki trzymającej fotografię i przekręciła nieco w prawo, bo była krzywo z tej perspektywy. – I jakby faktycznie chodziło tylko o twoje robienie krzywdy innym, nie byłoby cię tutaj z własnej woli, skoro tak zażarcie radzisz mi wywalenie ciebie. – wtrąciła bezczelnie, zanim Artemis zdążyła skontrować, zauważywszy pewien schemat, który pojawił się w tej wymianie zdań. Gdyby była na miejscu Danvers, również nie byłaby zadowolona z tego cholernego spokoju. Prawdopodobnie kazałaby sobie ogarnąć podejście, co i tak zostałoby skutecznie olane.
- Jeśli chcesz tak bardzo iść, idź. Nie będę cię powstrzymywać – powiedziała nonszalancko, podkładając jedną rękę pod wilgotne włosy, a drugą kładąc na odsłoniętym brzuchu – Ale nie mów mi o byciu rozsądnym, gdy sama nie jesteś, bo obleciał cię strach. - spojrzała kątem oka ku Artemis, unosząc wyzywająco lewy kącik ust. - Mylę się?
[Profil]
 
 
Artemis Danvers



With great power comes great mental illness.

Perswazja

75%

Informatorka





name:

Artemis Danvers

age:
31

Wysłany: 2018-04-27, 20:43   

Napięte od ciągłego patrzenia na twarz Sage mięśnie karku w końcu zaczęły protestować (podobnie jak poobijane żebra, kiedy próbowała obrócić cały tułów), więc przesunęła wzrok na dłoń spoczywającą na brzuchu dziewczyny, dając swoim mięśniom okazję do odsapnięcia.
Nie była pewna, czy Sage pije w tym momencie do sytuacji z lekarką, czy do obecnej, ale naprawdę nie chciała dopytywać.
- To ujmujące, że jeszcze uważasz, że mam jakieś ludzkie odruchy - rzuciła z westchnięciem, bo przecież odważna niczym grecka bogini nie bała się niczego. - I nie żartowałam wcześniej. Musisz zacząć stawiać własny tyłek na pierwszym miejscu, altruizm to pewny sposób na śmierć. - Artemis, wzór zachowań prospołecznych.
Uniosła lewą dłoń do karku, żeby go rozmasować z ociąganiem, jednocześnie się prostując i zerkając na leżący na ziemi plecak. Dużo w nim nie było, przede wszystkim telefon, broń, portfel, trochę wybrakowaną apteczkę, nóż wojskowy, który poprowadziła komuś, trochę śmieci, gazeta sprzed tygodnia, zapalniczka i pudełko fajek. I kluczyki, co było pierwszym, co sprawdziła. Reszta jej nędznego dobytku była w hotelu, o którym zdążyła w ciągu ostatnich dni zapomnieć. Cholera, miała nadzieję, że nikt jeszcze nie ruszył jej rzeczy.
Prawda była taka, że nie chciała się stąd wynosić. Sage, najwyraźniej, można było w pewnym stopniu ufać i chociaż Artemis było daleko do ponownego powierzania jej swojego życia, to wiedziała - chociaż nie chciała przyznać nawet przed samą sobą - że najbezpieczniej będzie kurować się tutaj, a nie na własną rękę w motelu, gdzie nie mogłaby za długo na swojej mocy polegać i nigdy nie wiadomo, na kogo mogła trafić.
Przesunęła dłonią po udzie obok rany, zerknęła przez ramię na dziewczynę i w końcu przesunęła się na łóżku w jej stronę, by móc pochylić się nad jej nogami w stronę szafki po miskę.
- Zimna ta zupa - mruknęła, prostując się i ładując kolejną łyżkę do ust.
Jej wzrok znowu powędrował do plecaka i po chwili (ciszy?) opuściła miskę trochę, jednocześnie schylając się do niego, by wygrzebać z mniejszej kieszeni klucze, którymi zaraz zamachała w powietrzu.
- W jednym hotelu są moje rzeczy. Jak nie wywalasz mnie na zbity pysk, to przydałoby się je odebrać, a moje spodnie pocięłaś na kawałki. - Kiedyś nauczy się prosić jak normalny człowiek o przysługę, ale to jeszcze nie jest ten dzień.
_________________
We find ourselves in the same old mess singin' drunken lullabies.
[Profil]
 
 
Sage Ackerman



I see humans,

but no humanity.





name:

Sage Ackerman

alias:
Hey, Broadway!

age:
23

Wysłany: 2018-04-27, 21:48   

- Altruizm nie istnieje. Poczytaj czasami naukową prasę. – mruknęła trochę nieprzyjemnie w odwiecie, jakby właśnie została obrażona… i właściwie tak się przez moment poczuła. Sekunda, może dwie, nie więcej, ale jednak, wystarczająco, aby naprostować Artemis, bo szczerze uważała ten pseudopsychologiczny aspekt za obelgę, nie tylko ze względu na domniemaną definicję przedkładania cudzego dobra nad swoje bezinteresownie, jednak to wymagałoby kolejnych wyjaśnień. Nie trzymała mutantów w piwnicy, bo chciała im nieść pomoc za nic. Odnajdując w tym trochę pokręcony cel, w taki sposób odbębniała własną potrzebę zapobiegania tragediom. Dzięki temu czuła się lepiej, zupełnie, jakby odpracowywała niewyjaśnioną karę narzuconą przez los, której przyczyny nawet nie potrafiła nazwać. Chciała robić coś więcej ze swoim życiem, a przede wszystkim – ucierać nosa nieobecnemu ojcu, który tępił drugiego człowieka. Podobnie, jak ona tamtego pijanego kierowcę. W pewnym sensie, byli tacy sami.
Wzruszyła ramionami i przesunęła odrobinę nogi w bok, aby Danvers przypadkiem na nie nie wpadła, gdy pochylała się po jedzenie. Teatralny wywrót oczami już na stałe wpisał się w dzisiejszy repertuar reakcji Sage, który został zawężony do wszelkich ekspresji wyrażających politowanie czy obojętność.
- Jak tyle gadasz... – nie zostawi tego bez komentarza, jakim zamknęły w końcu temat „szlachetnego postępowania” i wywalenia Artemis na bruk. Zdążyła przymknąć oczy, czerpiąc z tej krótkiej przerwy, gdy raz po raz łyżka obijała się o ceramiczne naczynie, a nagła zmiana na brzdęk kluczy, wzbudził jej czujność. Prawa powieka do góry, Sage, chociaż udawaj, że to cię interesuje.
- Kazałaś mi zachować spokój, nie uważać na twoje ubrania. Miej pretensje do siebie. – odparła krótko, wyciągając rękę po niewielki pęczek i machnięciem palców zachęcając Danvers do podania. Obróciła go w prawo, oglądając logo hotelu na zawieszce, próbując rozczytać zatarty napis pod ozdobną literą M. Jeżeli dobrze kojarzyła, to miejsce było gdzieś bliżej obrzeży Seattle. – Powinnam spodziewać się konkretnej ilości pustych butelek - uniosła klucze do góry, zaczepiając ogniwem na środkowym palcu - albo czegoś innego, bardziej typowego? Zwłok w szafie chociażby? – Oczywiście, że tam pójdzie… Akurat to było do przewidzenia.
[Profil]
 
 
Artemis Danvers



With great power comes great mental illness.

Perswazja

75%

Informatorka





name:

Artemis Danvers

age:
31

Wysłany: 2018-04-27, 22:50   

W odpowiedzi na przytyk dotyczący altruizmu, wystarczyło jedno nad wyraz wymowne spojrzenie Artemis, by było wiadomo jakie jest jej podejście do naukowej prasy. Słowem mówiąc: nieszczególnie pozytywne. Dzięki ostatnim czterem latom posiadała dość rozległą, aczkolwiek niewątpliwie specyficzną wiedzę - praktyczną przede wszystkim. Chłonęła ją od ludzi czasem przez samą obserwację, czasem dlatego, że chętnie sami ją czegoś uczyli, a ona sama, jak miała okazję by się dowiedzieć nowych rzeczy, to zwykle z niej korzystała. Ślęczenie nad książkami jednak, czy wspomnianą prasą było czymś, czego, znudzona na samą myśl, unikała, jeśli się dało. Nie znosiła.
- Hm? - Pochyliła się nad nią po raz kolejny opierając dla stabilności dłoń obok jej biodra, żeby tym razem odstawić miskę i przy okazji złapać butelkę z wodą. - Nie, zwłok się pozbyłam przed wyjściem wieczorem - machnęła niedbale ręką z twarzą tak zblazowaną, że mogłaby mówić poważnie.
Kwestię o butelkach pominęła. Cholera, napiłaby się teraz.
- Prawie wszystko powinno być wetknięte do stojącej za łóżkiem torby - dodała, bo nigdy nie rozkładała swoich rzeczy w motelu za bardzo. Na wszelki wypadek, gdyby musiała się z niego ulotnić schodząc po schodach przeciwpożarowych. - Możesz się rozejrzeć, ale wszystko powinno znajdować się w obrębie łóżka. - Marszczyła brwi, starając sobie przypomnieć w jakim stanie zostawiła pokój, ale nie odniosła większego sukcesu. Z pewnością nie spodziewała się, że ktoś inny będzie zbierał jej śmieci.
Przeczesała włosy palcami, starając się je jakoś ułożyć, bo potem skołtunione były koszmarem i powodem jej załamania nerwowego. Czasem miała ochotę je ściąć dla świętego spokoju. Butelka z wodą w końcu została odkręcona i chwilę potem niemal w jednej trzeciej opróżniona, bo Artemis ostatnimi dniami piła więcej, niż na kacu. Spała też o wiele więcej. Cholera, była pewna, że jest tu co najmniej od miesiąca przez te wszystkie przespane godziny i nie chciało jej się wierzyć, że minął raptem niecały tydzień.
- Dlaczego to robisz? - Oparła się najpierw na łokciach, a potem położyła obok Sage, wbijając wzrok w sufit. - Zgrywasz pierdoloną matkę Teresę - uściśliła uprzejmymi słowami, wracając do tematu, bo tak. Bo mogła. Skoro już miały dzień szczerości i cholernych huśtawek nastroju, to mogła pytać, o co chciała, zanim przymknie oczy na dłużej i zaśnie znienacka.
_________________
We find ourselves in the same old mess singin' drunken lullabies.
[Profil]
 
 
Sage Ackerman



I see humans,

but no humanity.





name:

Sage Ackerman

alias:
Hey, Broadway!

age:
23

Wysłany: 2018-04-27, 23:17   

W obrębie łóżka, zapamiętaj. I tak zapewne rozejrzy się nie tylko po tamtej okolicy, tak na wszelki wypadek. Rozważała nawet zabranie ze sobą Sinary, bo skoro tak bardzo ojciec już ją szkolił w tych wszystkich policyjnych komendach, być może okazałaby się godną towarzyszką, która wejdzie pod łóżko i wyciągnie… Zagubioną bieliznę? Nie, nie chciała wiedzieć, co mogło się tam czaić. Pies zostaje w domu.
Obróciła dłoń wierzchem do góry, przekładając klucze między palcami od niechcenia, gdy Artemis zajęła miejsce obok. Jak na materacowej sesji grupowej, tylko brakowało im terapeuty oraz innych, pokręconych typków do rozmowy w leżącym kółeczku wzajemnej adoracji. Cholera, nawet egzystencjalne pytanie Danvers współgrało z tą atmosferą. Wybornie.
Powoli opuściła rękę z kluczami, układając ją na mostku, gdy zaczęła lekko mrowić przez spływającą w dół krew.
- Ta wiedza zmieni coś w twoim życiu? – odpłaciła pięknym za nadobne z tonem nasuwającym na myśl rozbawioną zgryźliwość. Im dłużej przebywała w towarzystwie Artemis, tym wredniejsze odpowiedzi padały z jej ust, zupełnie jakby przejmowała już całkiem zachowanie leżącej obok kobiety, na którą spojrzała po chwili. – Mniej wiesz, lepiej śpisz. – dodała w końcu, nie odnajdując powodu do szczerości czy dzielenia czymś tak ważnym, jak wewnętrzna potrzeba przeciwdziałaniu nieszczęśliwym wypadkom – przykład, Artemis Danvers oraz jej noga – oraz dogryzanie ojcu za jego plecami, bo im więcej mutantów przeżywało, tym on miał więcej roboty i częściej znikał z domu. Ratowała życie, aby egoistycznie wypełnić luki, których potrzebowała we własnym życiu, bo była też… znudzona.
[Profil]
 
 
Artemis Danvers



With great power comes great mental illness.

Perswazja

75%

Informatorka





name:

Artemis Danvers

age:
31

Wysłany: 2018-04-28, 19:15   

Szczerze? Artemis nie spodziewała się żadnego wybitnie ciekawego, czy rozsądnego motywu kierującego dziewczyną, ale po jej odpowiedzi spojrzała na nią kątem oka, nieznacznie poruszając przy tym głową w jej stronę, by zobaczyć przynajmniej zarys jej profilu.
- Co takiego mogłabyś mi powiedzieć, żebym się faktycznie przejęła? - Uniosła brwi, zaraz na nowo kierując spojrzenie na jasny sufit, podążając po paru widniejących tam pęknięciach. W ciągu ostatnich paru dni zdążyła się ich niemal nauczyć na pamięć, podobnie zresztą jak całego rozkładu pokoju dziewczyny. Zdążyła już przyjrzeć się wiszącym nad łóżkiem zdjęciom, różnych ozdobom na ścianach i paru notatkom leżącym na biurku (kiedy dzień wcześniej ciężko opadła na krzesło z zawrotami głowy i potrzebowała kilkunastu minut, by się ruszyć, tylko po to, by wrócić do łóżka i poczekać, aż Młody się do niej kopnie).
- Ktoś ci dom podpali, jak z tym skończysz? - parsknęła kpiąco zaraz, jeszcze nim dziewczyna coś odpowiedziała, bo dokładnie tak zabrzmiał ten tekst. Miała w głowie jeszcze co najmniej siedem innych równie durnych scenariuszy o związanych z nimi ciętych komentarzach już nawet nie wspominając.
Niczym lustrzane odbicie, chociaż zupełnie nieświadomie, podłożyła rękę pod głowę, drugą - tę bliżej Sage - uniosła za to do góry, by móc się jej dokładniej przyjrzeć. To była ta bardziej pokaleczona, na brzegu której oparło się ostrze noża. Artemis niechętnie pomyślała, że jeżeli to nie zagoi się odpowiednio i zostanie po tym blizna, to praca incognito jako "zupełnie niewinna, zagubiona dziewczyna" będzie mocno utrudniona. Blizny zawsze przykuwały uwagę i z pewnością nie pasowały do zagubionych piękności, które w życiu radzą sobie jedynie dzięki dekoltom.
Tak, czasem leciała podobnymi scenariuszami.
Piła trochę więcej w te dni.
_________________
We find ourselves in the same old mess singin' drunken lullabies.
[Profil]
 
 
Sage Ackerman



I see humans,

but no humanity.





name:

Sage Ackerman

alias:
Hey, Broadway!

age:
23

Wysłany: 2018-04-28, 19:54   

Nic, co mogłoby wywołać domniemaną – teoretycznie – reakcję nie padło z jej ust, a wizja spowitego płomieniami domu na moment błysnęła w wyobraźni dziewczyny, w pierwszej kolejności ustalając, że gaśnica była w schowku, a Heath miał beznadziejne położenie pokoju, bo wyskok przez okno skończyłby się na betonowej dróżce. O sobie pomyślała na końcu, kiedy już wyprowadziła brata, wygoniła psa z salonu, a drzwi wejściowe zagruzował spadający strop. Najpewniej tak by właśnie skończyła. Tragicznie i bez oklasku. Ale to tylko wyobrażenie… Żeby jednak żadna z nich nie zdziwiła się, jak któregoś dnia faktycznie zastanie zgliszcza, co było dość realnym scenariuszem, gdyby tylko Sage została złapana na gorącym, haniebnym uczynku pomagania mutantom przez chorego piromaniaka.
Zjechała dłonią z mostka po krawędź koszulki, którą naciągnęła w dół. Koniec świecenia brzuchem, robiło się zimno.
- Po co pytasz, skoro i tak cię to nie obejdzie? – mruknęła z przymkniętymi oczami, starając się odgonić potrzebę odpoczynku przez przynajmniej dwie lub trzy godziny. - W Seattle jest sporo piwnic, w których możesz lizać rany. Jedno miejsce zniknie, znajdziesz następne. Wywiad bez celu jest upierdliwy.
Prosto z mostu w sam środek tarczy. Nie zrobiła nic innego, jak odwróciła kota ogonem, ciągając już za poznane nitki zachowania Artemis. Nie trzeba geniuszu, aby zauważyć niektóre wzory czy sposoby działania i choć miała dwadzieścia trzy lata, znała się na ludziach bardziej niż wiek sugerował. Aktorstwo? Poniekąd. Trzymanie najróżniejszych typów spod ciemnej, antyrządowej gwiazdy we własnym domu? Już prędzej.
[Profil]
 
 
Artemis Danvers



With great power comes great mental illness.

Perswazja

75%

Informatorka





name:

Artemis Danvers

age:
31

Wysłany: 2018-04-29, 09:51   

- Och, przepraszam, powinnam wpierw wyznać miłość i przywiązanie, żeby dostać odpowiedź na proste pytanie? - parsknęła z nutą politowania, bo to był już drugi (o wiele bardziej zawoalowany, niż wcześniej) wyrzut związany z jej uczuciami i egoistycznym podejściem do świata. Odebrany równie niechętnie, co poprzedni. Nikomu niczego nie obiecała, a już z całą pewnością nie idiotycznego udawania osoby będącej do rany przyłóż, Sage tymczasem brzmiała, jakby ten brak przywiązania naprawdę ją uwierał.
Pewnie powinien, to nie może być przyjemne uczucie zajmować się niewdzięczną suką, która ma cię w nosie. I chociaż nie do końca tak było i w Artemis była ta niewielka cząstka, która w gruncie rzeczy dziewczynę lubiła, to bynajmniej nie garnęła się do wyciągania Sage z błędu.
Sam wywiad z kolei z pewnością nie był bez celu. Zadawanie pytań stanowiło już niemal zboczenie zawodowe u Danvers, która przywykła do wyłapywania nowych informacji. Nawet jeżeli najczęściej jej to nie obchodziło, to nigdy nie wiedziała, kiedy wiedza o innych może się przydać. A o tej dziewczynie chętnie się czegoś dowie.
- Mówiąc o piwnicach, nie powinnaś już rozścielić mi w swojej? - rzuciła tonem, w którym znudzenie świetnie maskowało irytację wywołaną wszelkimi insynuacjami i faktycznym brakiem odpowiedzi na pytanie. Nie chciała gadać, to nie, teraz uwaga o przeniesieniu do piwnicy była więc trochę zbywająca, z nadzieją, że dziewczyna zostawi ją samą. Poza tym gorączka minęła, pozostawanie tutaj cały czas było niebezpieczne, bo kto wiedział, kiedy ojciec miał znowu wrócić, a Artemis nadal przesypiała co najmniej pół doby, równie dobrze mogła to robić na dole, gdzie nikt by jej nie przeszkadzał.
_________________
We find ourselves in the same old mess singin' drunken lullabies.
[Profil]
 
 
Sage Ackerman



I see humans,

but no humanity.





name:

Sage Ackerman

alias:
Hey, Broadway!

age:
23

Wysłany: 2018-04-29, 13:38   

- To akurat nie ma najmniejszego związku – odparła natychmiastowo, minimalnie tracąc ten denerwujący spokój i łypnąwszy na Artemis, postawiła wszystko na jedną kartę, byle ta dyskusja wreszcie dobiegła końca w sposób inny niż trzaskanie drzwiami na wychodnym. – McQueen. – i poklepała lekko ramię kobiety, unosząc na jednym łokciu. Tyle wystarczy? Powinno. Safeword. Nieważne, że było zarezerwowane przez Danvers, dewiza na takie rzeczy nie obowiązywała w jej pokoju, na jej łóżku z nie jej osobą, o czym przekonywała się coraz bardziej, mając jednak zdrowy rozsądek za nic. Ot, trafiła kosa na kamień.
Dźwignęła się nagle do siadu, w pierwszej chwili żałując zbyt porywczego podrywu przez skok ciśnienia. A jednak, dzisiaj wskazanym wręcz było pozostanie leniwym.
- Pogadaj z Młodym o tym – zaproponowała na odwal się, rozcierając lewą powiekę opuszkami palców. – Ja mam do odbicia rozczłonkowane zwłoki z twojej torby. – Choć rzeczywiście byłoby lepiej, gdyby ta wizja nie znalazła ujścia, podobnie jak wędrówka do piwnicy bez jej superwizji. A chrzanić, spierdzielą się ze schodów, to się spierdzielą. Najwyżej przejmie się tym jutro, albo pojutrze, zależne, kiedy przejdzie jej ta chandra. Jakiś głosik z tyłu głowy kazał oczekiwać poprawy nawet w okolicach zniknięcia Danvers – czyli nieprędko, bazując na jej obrażeniach.
Z szafy, która nadal śmiała się z Sage półką ze spodenkami do spania, wyleciały kolejno ciemnogranatowa koszula dżinsowa, czarny top i tego samego koloru spodnie. Pogoda za oknem była szarawa. Seattle znowu zaskakiwało nieprzewidywalnością meteorologiczną, co denerwowało meteopatów i tych z protezami kości nawracającymi bólami, znużeniem i patologiczną sennością, a przeciętnie zdrowych ludzi niewiedzą, co ubrać, aby nie zgrzać się przy duchocie, ale jednocześnie nie zmarznąć, gdy zawieje. Uroki mieszkania w tym miejscu powtarzały się jak w kalejdoskopie wraz ze zmianą pór roku, a mimo to nie kwapiła się, aby zamknąć na odchodne uchylone okno pokoju. Nic jej się nie chciało, ale spoczywające w tylnej kieszeni klucze motelowe ciążyły bardziej niż „wywalenizm”, więc w przeciągu następnej nadchodzącej godziny, gdy pierwsze krople deszczu uderzyły o szyby, Sage podebrała Heath’owi rower, ruszając w kierunku skraju miasta, powtarzając sobie, że przecież wcale nie musiała tego robić.
[Profil]
 
 
Artemis Danvers



With great power comes great mental illness.

Perswazja

75%

Informatorka





name:

Artemis Danvers

age:
31

Wysłany: 2018-04-30, 15:39   

- Grzebałaś w tym. - Oskarżycielsko spojrzała na dziewczynę spod przymrużonych powiek, marszcząc czoło z niechęcią i ściągając usta. Dwa razy przekopała zawartość torby i nic. Po znajdującej się tam wcześniej whisky ani śladu.
Siedziała na starej piwnicznej kanapie, pochylając się nad swoim żałośnie niewielkim dobytkiem. Nie była do niego przywiązana, ale po części nie mogła doczekać się chwili, w której wciągnie na siebie swoje ubrania, nawet jeżeli o jeansach na tyłku nadal mogła jedynie pomarzyć. Poza tym miło było odzyskać namiastkę niezależności (kolejną po plecaku). Czująca się pewniej Artemis to szczęśliwa i mniej burkliwa Artemis, nawet jeżeli miała spędzić kolejne dni w chłodnej piwnicy.
Zejście tutaj było długie, bolesne i pełne kurew, od których dziw, że nie zwiędły uszy Młodemu, który w tej przeprowadzce pomógł, robiąc parę tras między sypialnią siostry, a piwnicą (z pościelą, plecakiem, wodą...), w czasie, kiedy Artemis ledwie doszła do dwóch trzecich schodów. Tych prowadzących z piętra na parter. Na widok bardziej stromych, pozbawionych porządnego podparcia stopni piwnicznych, zachciało jej się płakać i gdyby była sama, na bank by się sturlała, uznając, że to mniej zaboli. Może to i lepiej, że obok był Heath, na którym nie to się podpierała, ni z którego korzystała jedynie w formie asekuracji (której, Zeusie, naprawdę potrzebowała).
Żałowała jak diabli uparcia się na wyniesienie się z pokoju Sage, ale teraz było już za późno, by to wszystko odwracać.
Kiedy w końcu wylądowała na kanapie, czuła się przeżuta przez życie. Połknęła kolejną tabletkę przeciwbólową (opakowanie trzymała teraz cały czas przy sobie w kieszeni spodenek) uznając, że chuj z trzymaniem się dawkowania. Zawinęła się w kołdrę i zasnęła, obudzona dopiero po jakimś czasie przez łomot zrobiony przez Sage. Zerknięcie na zegarek uświadomiło ją, że jest już późny wieczór ergo znowu przespała pół dnia. Te drzemki robiły się niepoważne, ile można przysypiać znienacka? Teraz jednak nie to miała w głowie.
- Gdzie mój alkohol? - Mogły zniknąć ubrania, plączące się w środku banknoty, czy cokolwiek innego i by nie zauważyła, ale zabierz jej butelkę, a dostrzeże to w twoich oczach.
Ależ oczywiście, że nie ma problemu z alkoholem.
_________________
We find ourselves in the same old mess singin' drunken lullabies.
[Profil]
 
 
Sage Ackerman



I see humans,

but no humanity.





name:

Sage Ackerman

alias:
Hey, Broadway!

age:
23

Wysłany: 2018-05-03, 12:16   

Z założonymi rękami siedziała na krawędzi oparcia kanapy od niespełna dwóch minut, odkąd zeszła do piwnicy po udanej misji odzyskania rzeczy Artemis z obskurnego i tak typowego amerykańskiego motelu na przedmieściach. Nie obyło się bez drobnego potknięcia, które wolała przemilczeć, posyłając Danvers wątpliwe spojrzenie i wzruszając rękami.
- Ciężko tego nie robić przy okazji zgarniania rozrzuconych rzeczy dookoła – tak jak Art mówiła, większość rzeczy znalazła w obrębie torby po drugiej stronie łóżka. Walające się koszulki, bielizna – na szczęście czysta, inaczej kijem przez szmatę by tego nie tknęła – i jedna, samotna butelka wysokoprocentowego trunku, rozlana na kiepskiej jakości wykładzinie. – Wsiąkł w podłogę. – odparła z bezczelną szczerością, zerkając na uchylone, wąskie okno, zza którego dochodził odgłos świerszczy w ogrodzie. – Całkiem niezły burdel tam zostawiłaś – nie patyczkowała się ze słowami dzisiaj, przedstawiając wszystko tak, jak rzeczywiście zastała. – Całe łóżko rozwalone na części, rozprute poduszki, czerwony materac z brzegu, rozbita lampa… - wyliczała na palcach, zastanawiając czy pominęła coś jeszcze, gdy zginała i prostowała mały palec – Chyba wszystko. – przytaknęła sobie, marszcząc nos, bo znowu przypomniała sobie ten smród rozlanego etanolu, od którego normalnemu człowiekowi robiło się niedobrze. Aż wzdrygnęła niewidocznie, zrzucając wszystko na napływający chłód przez okno, więc poszła w jego kierunku coś z tym zrobić.
- Klucze wrzuciłam do recepcji przez skrzynkę – oznajmiła z wolna, przekręcając klamkę i dźwięki z zewnątrz ucichły, ustępując cicho buczącej żarówce u niskiego stropu. Została tam przez dłuższą chwilę, zwyczajnie opierając jedną ręką o okno, gdy drugą przetarła suche oczy, odnajdując więcej niepokoju w tym wszystkim niż faktycznie chciała. – To nie ty zrobiłaś taką rozróbę, prawda? - Właściwie była do tego przekonana, ale wolała potwierdzić swoją teorię. Ciężkim krokiem podeszła do bliższej, narożnej kanapy. Sprężyny zabrzęczały, gdy rozsiadła się na niej z wyciągniętymi na stół nogami. Za dużo pedałowania na rowerze, jak na jeden wieczór.
[Profil]
 
 
Artemis Danvers



With great power comes great mental illness.

Perswazja

75%

Informatorka





name:

Artemis Danvers

age:
31

Wysłany: 2018-05-04, 19:08   

Już miała się wciąć z uprzejmym "sama za chwilę wsiąkniesz w podłogę", kiedy dalsze słowa dziewczyny ją zaalarmowały i porzuciwszy grzebanie w torbie, zamarła unosząc na nią wzrok, uważnie słuchając dalszej części opowieści.
Zostawiła pokój w nienagannym stanie, jeśli nie liczyć rozwalonej pościeli na łóżku, bo zawsze miała zbyt wywalone na to, by je zaścielać. Ale poduszki, materac, lampa? Psia mać, Sage chyba uratowała jej życie nie składając nogę do kupy. Nie podobała jej się ta wyliczanka. Nie miała przy sobie niczego wybitnie wartościowego, więc musieli szukać informacji o tym, gdzie może się teraz znajdować. Jasne, była możliwość, że tylko jakaś dwójka złodziejaszków wpadła jej do pokoju z nadzieją na znalezienie czegoś, co będą mogli potem opchnąć, ale w tym całym burdelu nawet nie liczyła na podobny łut szczęścia, jak stare, dobre, niezwiązane z jej genem x występki.
Dziesięć punktów dla Artemis za zachowanie kamiennej twarzy, nie tyle na myśl "byli o krok od znalezienia mnie", co na "dobrze, że nie wysłałam jej tam wcześniej, kto wie, na kogo by trafiła". Kurwa, nawet nie chciała myśleć, co by się stało z dziewczyną, gdyby zakręciła się przy pokoju w tym samym momencie, co ci ludzie. ... kimkolwiek by nie byli.
- Widział cię ktoś? - dopytała cicho i konkretnie, marszcząc brwi, bo mogli założyć, że się wykrwawiła w jakimś rowie albo uciekła za miasto i zostawić wątek w cholerę, ale mogli też zostawić kogoś na obserwację pokoju, na wszelki wypadek. Kogoś, kto mógł wyczaić Sage i podążyć za nią do domu. A w takim wypadku zagrożona będzie nie tylko ona. Średnim pocieszeniem była myśl, że może pozycja ojca w policji oraz wymówka "nie wiem, co się działo, kazała mi to zrobić" obroniłaby rodzeństwo przed poważnymi konsekwencjami.
Pokręciła krótko głową w odpowiedzi na pytanie. Kurwa, a ostrzegali, żeby nie posługiwała się swoim imieniem i nazwiskiem, żeby załatwiła sobie fałszywe dokumenty. Potarła twarz, zastygła i natychmiast wróciła do przekopywania torby, tym razem w celu sprawdzenia, czy nie ma tam jakiejś pluskwy, czy innego cholerstwa. Bezpardonowo zaczęła wyrzucać rzecz po rzeczy na podłogę, zupełnie nieprzejęta ani tym, że robi bałagan, ani tym, że zachowuje się jak nerwowa wariatka. Wyglądało na to, że jest czysto, ale i tak miała ochotę wszystko utopić na wszelki wypadek.
- Zwróciłaś uwagę na coś nietypowego poza tym bałaganem?
_________________
We find ourselves in the same old mess singin' drunken lullabies.
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 5