No co, do jasnej cholery, Tilda miała do jej oczu, hmm? Po raz kolejny Fay musiała zamknąć jedno z nich, położyć na nim palce dla pewności, a drugim, tym otwartym obejrzeć dookoła, czy na pewno działa. Działało, więc w ślimaczym tempie powtórzyła procedurę, zmieniając oko.
- Chyba tobie - wymamrotała, przenosząc na nią wzrok, by po chwili zachichotać na widok tego, co dziewczyna wyprawiała. No naćpana, no - taki bystry wniosek podsunął jej zamglony umysł i na tą myśl także zareagowała cichym śmiechem. Czy ona też się tak zachowywała? Wydawało jej się, że było z nią wszystko w porządku, oprócz kilku małych, istotnych szczegółów, którymi nie miała zamiaru zaprzątać sobie głowy.
- No hej! - odparła jej raz, a porządnie, jak gdyby Tilda nie była niema, a głucha. Głucha i ślepa, jeśli wziąć pod uwagę odbitą wcześniej piłeczkę dotyczącą odklejonego oka.
Ale to nieważne. Hejanie Tildy było malo istotne przy tym, co działo się tuż obok nich. A co mianowicie? Wojna, oczywiście! Kosmiczna! Tunel światła stał się w jednej chwili szarą galaktyką, wypełnioną maleńkimi gwiazdami i statkami kosmicznymi, które latały dookoła siebie, zderzały się i uciekały. Fay nie umiała rozróżnić stron konfliktu, ale z całą pewnością chodziło tam o coś ważnego! Coś, od czego zależały losy tego małego, zakurzonego świata. Tak bardzo wkręciła się w obserwacje całej potyczki, że aż w pewnym momencie zachciała im pomóc, dmuchając w tamtą stronę i patrząc, jak wir powietrza zmiata połowę kosmicznej floty.
Czemu wcześniej nie przepadała za fantastyką? Była... fantastyczna! Obiecała sobie w duchu przeczytać wszystkie książki na ten temat! Wszystkie Gwiezdne Wojny, Star Treki i inne, które wpadną jej w ręce.
Ale cóż, zanim poderwała się, żeby poszukać czegoś na półce z książkami, wpadła kwestia poruszającej się po ziemi kuli. Fay podniosła ją i zaczęła powoli obracać w dłoniach, oglądając nieogarniającym wzrokiem. Skupiła się na powierzchni, lekko zielonkawej i chłodnej... czuła jej mały, zmieniający się ciężar i... no jasne! Boże, jaka ona była głupia... to z pewnością była planeta! Urwała się z jej małej galaktyki i spadła na ziemię! Cholera, to pewnie o to rozgrywała się wojna!
A ona mogła ją zatrzymać.
Nie myśląc wiele, po prostu uniosła planetę do góry, wsuwając ją z powrotem do świetlnego tunelu i już miała zabrać rękę, gdy nagle go zobaczyła.
- Dexter? - spytała, żeby potwierdził, czy to na pewno on, a nie jakiś inny, galaktyczny chomik, a gdy to zrobił... Fay momentalnie zerwała się do pozycji siedzącej - Dex... spokojnie, uwolnię cię... - powiedziała, pewnie mało wyraźnie, ale z całą pewnością śmiertelnie przerażona - Tilda, pomóż... uwięzili Dextera... - dodała, patrząc to na przyjaciółkę, to znowu na kulkę, której nakrętki nie mogła w tej chwili znaleźć, chociaż przebadała ją dłońmi chyba z każdej strony.
_________________
I wish I could see this world again through those eyes...
Matilde pokręciła energicznie głową. Rany, dlaczego pozostawała jedyną trzeźwą osobą w towarzystwie? Czy Fay aż tak bardzo odleciała, że nie była w stanie dostrzec tego, że jej oko się odklejało od reszty twarzy? Wallace widziała poczynania Fay i nie mogła się powstrzymać od ponownego pokręcenia głową. Tym razem – pełnego dezaprobaty. No super! A teraz jeszcze dziewczyna zaczęła dziwnie falować, zupełnie jakby ktoś użył na jej ciele gigantycznej lokówki. O tak. Matilde widziała oczyma wyobraźni, jak gigantyczna falownica zaciska Fay między swoimi grzałkami. To było jedyne dobre wytłumaczenie. Pytanie tylko dlaczego do cholery Fay się na to zgodziła?
– Przestań do mnie mówić – rzuciła zrozpaczonym tonem głosu. Już dłużej nie mogła tego znieść. Była tępa, nie umiała w słowa. Nie umiała mówić, już się z tym pogodziła. A ta cholerna Murphy ją dręczyła. Paplała i paplała, a Matilde tak się starała! Poprawnie otwierała usta, poprawnie mlaskała językiem, poprawnie stukała nim o zęby. I co? I nic z tego nie wychodziło. Ani jedno słowo. Ani jeeeeeden dźwięk. – Nigdy nie nauczę się mówić.
Była rybą. I nie należała do tego pofalowanego świata. Powinna pójść do łazienki. Napuścić wodę do wanny i powrócić do swojego naturalnego środowiska. Może obcy właśnie tego od niej chcieli? By zjednoczyła się z żywiołem? Być może wtedy wreszcie uda jej się coś powiedzieć. Ale… czekaj… kim byli obcy? Wallace jak na zawołanie zaczęła się rozglądać dookoła. Ale nikogo nie widziała. Nikogo oprócz ziarenka niewystrzelonej kukurydzy, które podniosła z kanapy. Z tym, że to zdecydowanie nie była kukurydza. Raaaaaany, była bogata! – Wooow.
To było coś. Matilde wzięła ziarenko między dwa palce, obracając je w świetle lampy i westchnęła po raz kolejny. Wszystko zaczynało nabierać sensu. Tak, to była spadająca gwiazda. A ona najwidoczniej była królową tej gwiazdy. Ta gwiazda biła jej pokłony. Ta gwiazda spadła tylko po to, by Matilde mogła zrozumieć swoją ogromną moc. Teraz należała do niej.
– Spokojnie, Fay. Mam to pod kontrolą – powiedziała, wznosząc wysoko podbródek i jednocześnie podnosząc się z kanapy. Wyciągnęła przed siebie miecz świetlny, to znaczy pilota, po czym obróciła się wokół własnej osi.
– Oddajcie nam naszego najlepszego zwiadowcę Dextera, a nikt nie ucierpi – nie bardzo wiedziała kim byli ci cali oni, ale po głosie Fay zrozumiała, że była to najważniejsza sprawa z jaką im przyszło się mierzyć do tej pory. Nie mogła przecież tego ot tak zignorować, prawda? Przy tym co się tutaj odwalało sprawy Bractwa, DOGS, czy pochody były niczym. Tutaj rozgrywała się walka o życie uwięzionego w ciele chomika genialnego Dextera, który został siłą wyciągnięty ze swojego laboratorium. To z pewnością była sprawka tej cholernej DeeDee. Musiały na nią uważać, ona wciąż tu była.
– Łap moc, Fay – wyszeptała, rzucając w kierunku Fay swoją gwiazdą. Przynajmniej tyle mogła zrobić dla bezbronnej Murphy. Tilda przynajmniej miała miecz, a Fay?
Fay popatrzyła się dziwnie na przyjaciółkę, unosząc lekko brwi do góry. Przecież ona prawie w ogóle się nie odzywała! Rzuciła kilka słów, z których przy pomyślnych wiatrach można by co najwyżej skonstruować jedno krótkie zdanie, ale i tak było to niczym w porównaniu z jej normalnym, codziennym sposobem wypowiadania się. Albo mówieniem pod wpływem stresu, o! Gdy się denerwowała mogła paplać bez końca, jednak aktualnie była totalnie wyluzowana, więc nic podobnego nie mogło mieć racji bytu.
- Przecież umiesz mówić - mruknęła Fay, wywracając oczami i... łoooo, zafundowała sobie tym samym taką karuzelę, że w pewnej chwili nie wiedziała, gdzie jest góra, a gdzie dół. Dobrze, że już na tą chwilę praktycznie leżała na kanapie, bo w przeciwnym wypadku chyba nie dałaby rady ustać na nogach. Dziwne, bo w sumie... była przecież przyzwyczajona do wirującego świata, tak? W końcu w tańcu, przy wszelkiego rodzaju obrotach, zdarzało się to dość często.
To był tylko kolejny dowód na to, jak cholernie w tym momencie jej umysł został upośledzony.
- Co? Telewizor? - spytała, gdy Tilda wyskoczyła z pilotem, w którym Fay wcale nie widziała miecza świetlnego, sorry. Gorsza sprawa, że wstając, dziewczyna zahaczyła o jej świetlną galaktykę i to, co się teraz w niej wyprawiało... no naprawdę, przechodziło wszelkie pojęcie. Teraz nie przypominało to już bitwy, była to jedna, wielka katastrofa! Fay patrzyła jak zaczarowana, jak w zwolnionym tempie wszystko ulega zniszczeniu, statek po statku, płatek kurzu po płatku i nagle... wszystko zniknęło, film się urwał, nastąpiła kompletna anihilacja wszechświata, unicestwiająca wszelkie stworzenie.
Czytaj: chmura zasłoniła słońce.
- Dexter to chomik, nie zwiadowca! On nie ma z tym nic wspólnego! - upierała się, nadal kręcąc kulką i szukając otworu, który jak na złość cały czas jej umykał, niczym ogon psa biegającego dookoła drzewa i chcącego go złapać. Miała wrażenie, że go widzi, jednak ten cały czas umykał przed jej palcami.
Ale spokojnie, w rzeczywistości tempo obrotów było o wiele, wiele mniejsze, niż wydawało się Fay, więc chomik wcale nie miał w środku jak w pralce podczas wirowania. Wręcz przeciwnie, chodził sobie standardowym, chomiczym tempem, pewnie nawet nie ogarniając, że coś jest nie tak z jego właścicielką.
- Hmm? - spytała w pewnym momencie, wyrwana z wcześniejszego zajęcia, gdy Wallace nagle kazała jej coś złapać. Nawet nie zdążyła podnieść ręki, żeby się obronić, ziarenko pacnęło ją w policzek i... to by było na tyle.
_________________
I wish I could see this world again through those eyes...
Matilde prychnęła, nie próbując już nawet ukrywać tego narastającego zdenerwowania. Raaaany, to wszystko było takie dziwne. Prawie mistyczne! Jakimś cudem ona nie potrafiła mówić, a Fay miała te swoje dzikie przesłyszenia, w których okazywało się, że Matilde jednak mówiła. I jedyne dobre pytanie, jakie w tym momencie nasuwało się Matilde do głowy to: kto za tym wszystkim stał? To na kilometr śmierdziało jakimś rządowym spiskiem. Ba! Takim na skalę krajową. Czy były w niebezpieczeństwie? A może to one były tym niebezpieczeństwem i ktoś tylko chciał, by myślała, że są w niebezpieczeństwie, kiedy tak naprawdę to one były zagrożeniem, mającym sprowadzić zagładę na ludzkość? Ale Wallace już się poddała. Z westchnięciem odpowiedziała tylko:
– Mówisz tak tylko dlatego, że jesteś naćpana.
To miłe ze strony Fay, że nie zauważała defektów Matilde. Chyba Wallace śmiało mogła ją nazwać prawdziwą przyjaciółką, ale.. nie mogła już dłużej znieść tych wszystkich kłamstw. Szok minął, wystarczyło się po prostu pogodzić z faktem, że utraciła możliwość mówienia, a upierająca się Fay jedynie jej utrudniała tę sprawę.
– Co? Gdzie? – spytała z kilkusekundowym opóźnieniem, przekręcając głowę przez ramię, ale u licha z pewnością nie stał tam żaden gigantyczny telewizor! O co do cholery chodziło Fay? Matilde zmrużyła oczy, ponownie powracając spojrzeniem do twarzy koleżanki, ale w tym momencie nie wiedziała do końca, dlaczego tak właściwie podniosła się z kanapy i dlaczego stała na środku pokoju z wyciągniętym pilotem w ręku. Ale to jej tylko przypomniała jak niemożliwie głodna była. Była wręcz przekonana, że z każdą sekundą jej żołądek się rozszerzał do takich rozmiarów, że miał ją pożreć od środka. Co było całkiem cool, ale.. nie mogła przecież do tego dopuścić! Nie chciała być chodzącym żołądkiem.
– Nie, wcale nie. To animag. – Fay była jeszcze taaaaaaaka młoda i musiała się tyyyyyyle nauczyć. Ale w tym momencie Matilde nie miała zamiaru dawać jej wykładu, tylko po prostu poszła do tej kuchni, by ściągnąć z szafki puszkę pełną rodzynek, o których istnieniu wcześniej nawet pewnie nie wiedziała. I gdy tak pierwsza rodzynka wylądowała w ustach Matilde, dziewczyna nie potrafiła sobie do końca przypomnieć dlaczego wcześniej tak usilnie ich unikała. Jakie one były przepyszne! Z jednej strony słodziutkie, a z drugiej przyjemnie kwaskowate. Dałaby się pokroić, że gdy tylko przełykała ślinę czuła, jakby wraz z rodzynkami zajadała promienie słoneczne, ogrzewające wczesnym porankiem kiście winogron na jednej z plantacji słonecznej, malowniczej Toskanii. Czy to już robiło z niej Włoszkę?
– Mmmmm – wyrzuciła z siebie, pakując kolejną porcję rodzynek do ust i jednocześnie przyglądając się poczynaniom Fay. Przez chwilę tkwiła jakby w zawieszeniu, próbując rozgryźć, co tak właściwie ona robiła. I kiedy myślała, że jej się to udało.. tak po prostu zapomniała.
– Powinnyśmy zadzwonić po straż pożarną? – spytała spokojnym, rozmarzonym tonem głosu, bo Toskania zbyt mocno weszła jej do głowy, ale wtedy dostrzegła na podłodze swoją gwiazdę. A to z kolei sprawiło, że jej usta się szeroko rozdziawiły, ale nie była w stanie się ruszyć. Była totalnie sparaliżowana swoją osobistą tragedią.
Fay chyba widziała świat nieco inaczej niż Tilda. Wszystko było dla niej takie... urywane, leniwe, wrcz męczące. Wciąż było jej dobrze, wciąż była w wyśmienitym humorze, przerwanym tylko raz na martwienie się o Dextera, który utknął w plastikowej kuli, jednak na tym zaburzenia w jej wesołym światku się skończyły.
- Może - zgodziła się, bo to była prawda. Spróbowała tego pierwszy raz w życiu i cholernie jej się to podobało. Wszystko, co do tej pory zajmowało jej głowę, po prostu się rozpłynęło, zostało daleko za nią, tam w dole, podczas gdy ona niemal się unosiła. I w tej chwili bardzo jej taki stan rzeczy pasował.
Już pomijając kwestię telewizora, gdzie Fay po prostu wskazała na niego palcem zaraz po zapytaniu Matildy... albo raczej myślała, że wskazuje na niego palcem, bo trzeba było wziąć sporą poprawkę na kierunek... no ale to nie było aż tak ważne. Gorzej, gdy przyjaciółka rzuciła coś o animagu, a potem sobie poszła, zostawiając Fay w totalnym szoku.
Dexter... animagiem? To tak bardzo miało, a jednocześnie nie miało sensu, jednak obróciło w runinę wszystko, co do tej pory dziewczyna znała i wiedziała. Przecież... ona temu chomikowi na tyle pozwalała! Nie raz leżała na kanapie jak dziś, bawiąc się z nim i pozwalając, by wchodził sobie wyżej... A ona... ona mu jeszcze za to popcorn dawała! Jakiemuś zboczeńcowi w chomiczej skórze!
O nieeee, tego już było dla niej za wiele, naprawdę. Najpierw jej galaktyka zniknęła, teraz największy przyjaciel okazał się zdrajcą, któremu od początku chodziło tylko o to, żeby się do niej dobrać. No i jak tu się nie załamać?
Gdy Tilda wróciła, Fay była w już o wiele gorszym humorze. Dextera dała z powrotem na ziemię, każąc zejść mu ze swoich oczu, a sama skuliła się na kanapie, smutna jak nigdy, nawet nie strając się pojąć, jak przyjaciółka może jeść coś tak obrzydliwego, jak rodzynki. Jedynie patrzyła się pusto w pokój, w miejsce, gdzie sekundę wcześniej zniknąć Dex.
W pewnej chwili, słysząc pytanie, podniosła się do pozycji siedzącej, marszcząc lekko brwi. Nie miała pojęcia, po co Tildzie była straż, ani co gorsze, czy w domku się paliło. Właściwie to nie interesowało jej to zbytnio.
- Tak - powiedziała na odczepnego, podnosząc się z kanapy. Stanęła na czymś małym, co wbiło jej się w nogę, więc podniosła to zaraz i wyrzuciła gdzieś za siebie. Czyżby to była gwiazda? ...Ups? No cóż, dla Fay było to tylko wścibskie ziarenko, więc nie przejmując się tym więcej, udała się do swojego pokoju, gdzie smucąc się w łóżku spędziła pozostałą ilość czasu, a gdy faza zeszła, poszła spać.
Z tego, co słyszała za drzwiami, Tilda uczyniła podobnie.
//zt x2
_________________
I wish I could see this world again through those eyes...
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum