Everybody waiting for the fall of man Everybody praying for the end of times Everybody hoping they could be the one I was born to run, I was born for this
Aerokineza
70%
xxx
name:
Leon Hawthrone
alias:
Leo
age:
25 lat
Wysłany: 2018-04-20, 16:00
Multikonta: Nie
Z miejsca zauważył dystans i zmianę atmosfery, które nastąpiły po jego słowach. Uniósł lekko brwi w górę, nie kryjąc zaskoczenia.
- Tak. stawiam. sprawę.? - powtórzył za nią, kładąc nacisk na każde słowo z lekko zmarszczonymi brwiami. - Odkąd tu jestem, łudzę się nadzieją, że coś się zmieni, że nastąpi jakiś przełom i skończy się to całe ukrywanie się jak szczury w kanałach. - powiedział, nieco poirytowanym tonem. - To chyba normalne, że każdy chciałby żyć bez strachu, bez wiecznego oglądania się za siebie. - kontynuował, patrząc na nią nieco wojowniczo. - Chcesz tu zostać i czekać na zbawienie? - zapytał, może nieco opryskliwie, ale nie rozumiał jej toku myślenia. Brzmiała tak, jakby zrobił coś złego, a on miał po prostu dosyć przebywania w tej matni.
- Nie. - odpowiedział krótko, nieco spokojniejszym tonem, cicho. Spuścił wzrok na kołdrę, znowu czując dopadająca go bezsilność na wszystko wokół.
_________________
And now it's time to build from the bottom of the pit, right to the top
To on, przepraszam bardzo, był zaskoczony? A Fay co miała powiedzieć na to, że jej przyjaciel najwyraźniej miał ją w dupie i chciał spieprzyć, nawet jej na to nie przygotowując? Bo niby kiedy miałaby się dowiedzieć, gdyby dzisiaj nie poruszyła tego tematu? Kiedy już udałoby mu się odnaleźć matkę i przyszedlby do obozu po rzeczy? Albo lepiej, przysłałby jej pocztówkę!
Cholera no, chyba zasługiwała na odrobinę więcej.
- A myślisz, że ja nie? Że do końca życia chcę mieszkać w drewnianym domku w lesie i być na celowniku za każdym razem, gdy go opuszczę? - spytała, kręcąc lekko głową, bo to co mówił, było aż nadto oczywiste. Cholera, on nadal nie rozumiał, o co jej chodziło - Oczywiście, że nie. Nie mam ci za złe, że chcesz wyjechać, tylko... nigdy nawet się słowem nie odezwałeś, że chcesz to zrobić - odparła, czując się nieco oszukana, że z takiego prostego faktu zrobił tajemnicę. Plus... cóż, trochę zabolało ją to, że wyszło na jaw, że jedynym, co go tu trzyma, jest jego matka. Zupełnie jakby... jakby poznali się wczoraj, a nie mieli za sobą trzech lat dobrej znajomości, która niekiedy wskazywała nawet na coś więcej.
- Chcesz, to mogę spróbować przyspieszyć twój wyjazd - odparła, nadal nieco naburmuszona, wzruszając lekko ramionami - Planowałam odwiedzić rodziców. Wiesz, gdzie pracuje moja matka, mogłaby spróbować się czegoś dowiedzieć o twojej - powiedziała, odwracając wzrok gdzieś w bok. Na razie nie było to nic pewnego, że pojedzie z powrotem do Seattle, jednak po ostatniej wycieczce tam, będąc bliżej domu niż kiedykolwiek, po prostu cholernie tęskniła. Teraz, gdy powiedziała to na głos, chciała pojechać tam jeszcze bardziej, porozmawiać z nimi pierwszy raz od kilku lat. Czas na zapytanie o sprawę Leona też by się znalazł.
_________________
I wish I could see this world again through those eyes...
Everybody waiting for the fall of man Everybody praying for the end of times Everybody hoping they could be the one I was born to run, I was born for this
Aerokineza
70%
xxx
name:
Leon Hawthrone
alias:
Leo
age:
25 lat
Wysłany: 2018-04-22, 20:43
Multikonta: Nie
Fay była zaskoczona tym, że on był zaskoczony jej reakcją, co do tego, że ona nie wiedziała, że planuje się stąd wynieść, tak? Hawthrone uważał swój cel za zbyt oczywisty i po prostu... no sądził, że Murphy wie, o tym, a przynajmniej, że domyśla się, o co mu chodzi! No, ale najwyraźniej ich toki myślowe rozbiegały się od siebie w pewnym momencie. A poza tym, przecież nie odszedłby tak z dnia na dzień, na pierwszym miejscu była kwestia tego, czy w ogóle uda mu się uratować matkę... Dopiero potem zacząłby myśleć co dalej.
Spojrzał na nią takim zrezygnowanym/zmęczonym wzrokiem, chyba wiedząc do czego to prowadzi. Ughhh! Nie chciał się z nią kłócić! (wyjątkowo! )
- Dobra, może mój błąd, że nie pieję od rana do wieczora o moich rozterkach i problemach życiowych. - zaczął odrobinę ironicznie. - Ale wiesz, że zależy mi na tym, żeby odnaleźć matkę, a nie wiadomo w jakim może być stanie, o ile jeszcze... - w tym momencie trochę nerwowo obracając pionek w palcach. - Nie chciałbym, żeby tu została. - dodał jeszcze, czując się trochę zaatakowany. To nie tak, że po kryjomu sobie wszystko skrupulatnie planował, myśl o wyjeździe już od dawna siedziała w jego głowie i wydawało mu się to naturalne. No i przecież nie zostawiłby Murphy, ot tak! W gruncie rzeczy nie był taki oschły i oziębły, jakby się mogło wydawać i na swój pokręcony sposób zależało mu na kilku (!!!) ludziach, tak?
Wziął głęboki wdech na jej następne słowa.
- Przecież bym cię tu nie zostawił. - westchnął, patrząc na nią jak na osobę wolno obracającą informacjami (czyli tak jak zawsze XD).
_________________
And now it's time to build from the bottom of the pit, right to the top
- Wsytarczyłoby, gdybyś robił to raz na miesiąc. To już byłoby coś - burknęła, krzyżując ramiona na wysokości piersi. Czasem naprawdę wkurzało ją to, jak bardzo trzeba było się namęczyć, żeby cokolwiek od niego wyciągnąć. A z kolei innego dnia rzucał rewelacjami ot tak, z rękawa, na prawo i lewo.
- Ona żyje, Leo. Na pewno. Nie zrobiła nic złego przed trafieniem tam, a wiesz, że takich traktują lepiej. A mutazyna... - zaczęła, jednak mimo chęci zawahała się na krótką chwilkę - Nie jest po niej tak źle, naprawdę. Da się wytrzymać - powiedziała, uśmiechając się słabo. Chciała mu dodać otuchy, po prostu. I mimo chwilowego zawieszenia i bolesnych wspomnień wcale nie kłamała - po mutazynie nie było tragicznie. To te tańsze podróbki były świństwem, po którym nie miało się siły i ochoty wstawać z łóżka. Fay do tej pory ma dziury w pamięci z okresów całych tygodni, nie mówiąc już o tym, że czucie w ręce nigdy jej nie wróciło. Mogła nią poruszać, miała nad nią kontrolę, a mimo to wydawało się jej, jakby wcale jej tam nie było. Paskudne uczucie, szczególnie na początku. A później? Kwestia przyzwyczajenia.
- Rozumiem - odparła w końcu, bo może rzeczywiście za ostro zareagowała? Czuła się nieco oszukana, ale czy mogła mieć pretensje o to, że ktoś planuje sobie jakąś przyszłość? Nawet jeśli ona tego za bardzo nie robiła?
- Ja z kolei nie mogę za bardzo wyjechać - bo i nawet gdzie? to tu byli wszyscy, których znała, a także jej rodzina. Nie mogłaby tak po prostu uciec.
- Ale już w porządku, zamknijmy temat. Zresztą... i tak będę musiała się zbierać. Mam jeszcze parę spraw do załatwienia. Najwyżej wpadnę wieczorem, albo jutro, jak wolisz. Dokończymy grę - uśmiechnęła się kątem ust, zerkając na planszę szachów, na której zrobili ledwie kilka ruchów.
Pograli jeszcze trochę, a potem Fay musiała wracać do swoich obowiązków.
//zt x2
_________________
I wish I could see this world again through those eyes...
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum