Poprzedni temat «» Następny temat
Szpitalik
Autor Wiadomość
Rocky Roseberry



W rękach dobrego lekarza i woda staje się lekarstwem.

Hemokinezy

87%

Sanitariusz





name:

Rocky Roseberry

alias:
Sienna

age:
24

height / weight:
154 / 45

Wysłany: 2018-03-30, 21:29   
   Multikonta: Esta, Lou, Lasair
  

   1 Rok na Giftedach!


Wyprawa do miasta po leki? Może i była ważną osobą dla obozu. Jednak Rocky nie uważała się za osobę nie zastąpioną. Przecież dzisiejszych czasach wystarczy mała umiejętność rozpoznawania roślin trujących od tych leczniczych i dostęp do internetu. Chociaż faktycznie Roseberry nie potrzebowała internetu, bo wiele przepisów zna na pamięć od swojej babci. Która była kiedyś uważana za czarownice. Po za tym Cassandra została sanitariuszem, bo jej przykrywka została spalona jako informatora. Więc można założyć, że była rozpoznawania. Sally jakoś ostatnio przestała się udzielać podobnie jak Levi, który sam ostatni potrzebował pomocy. Obecnie pewnie dochodzi do siebie. Pozostaje jeszcze Matilde o której Rocky woli się nie wypowiadać. Nie zna za dobrze dziewczyny. jedynie tyle, że przyjaźni się z Ricky i mieszka w pokoju z Cass i Fay. Rocky nie była rozpoznawana i nikt nie wiedział, że posiada moc. Nawet przed wyjazdem udało się jej ukryć swoje zniknięcie. Więc jeśli Ricky niczego nie odwaliła spokojnie mogła się udać do swojego dawnego szpitalu. Gdzie pracowała... Ponieważ tak się składa, że ma tam kilku przyjaciół. Którzy mogli jej pomóc zdobyciu lekarstw. Musiała tylko wymyślić co im powiedzieć oraz poprosić Colleen o zgodę na wyjście.
Może Cass powiedziała luźno, że na kogoś czeka wyprawa, ale Rocky podchwyciła temat. Ba potrzebowała kilku dni na odpoczynek od siostry. Może jeśli wyjedzie do rodziców bądź odwiedzi znajomych uda się im nabrać rezerwy. Przy okazji mogła by zdobyć najpotrzebniejsze lekarstwa dla Bractwa. Tak zgadza się w głowie panny Roseberry zaczął już tworzyć się plan.
- Masz racje i nie należy tego odkładać. Pogadam z Colleen i poproszę ją o zgodę na te wyprawę - powiedziała do dziewczyny. Oczywiście nie planowała na razie niczego mówić Ricky. Przecież i tak ją to nie obchodziło teraz co ją interesowało to tylko Sam. Siostra spadła na dalszy plan.
- Szczerze można powiedzieć, że uczę się tego od dziecka i cały czas, bo naukowcy odkrywają to nowe właściwość roślin - niestety taka praca lekarza, że nauka trwa całe życie coraz to nowsze lekarstwa wychodzą oraz co chwila jakaś roślina zostaje odkryta i jej właściwości. Jakie można wykorzystać. - Wszystkiego nauczyła mnie moja babcia... Niestety tylko i stary notes z przepisami zostały mi po niej. Za każdy razem gdy przyrządzam coś mam wrażenie jakby stała koło mnie - trochę za bardzo się otworzyła. Jednak to była Cassandra, przecież lubiła ją i kto jak nie ona nie zrozumiał by jej. Po za tym to właśnie dziewczyna uczy ją by nie być tak bardzo ufnym co do ludzi, bo ona nauczyła się tego na własnej skórze.
- Nie wiem czy uda nam się dojść do porozumienia. Za jej plecami spotkałam się z jej dziewczyną Chciałam z nią tylko pogadać, ale dziewczyna była podpita i agresywna - dotknęła swojego policzka jakby tam jeszcze był ślad uderzenia Sam. - Użyłam na niej swojej mocy. O czym powiedziałam siostrze, ale w cale tego nie chciałam. Tylko się broniłam - w sumie dobrze było komuś o tym powiedzieć. Powiedzieć całą historię, bo Ricky zdążyła tylko powiedzieć, że użyła moc na Sam i że się z nią widziała. Nie chciała bardziej atakować słownie Sam, bo wiedziała, że i tak jej siostra nie uwierzy.
_________________
[Profil]
    [A-]
 
Cassandra Gardner



They've promised that dreams come true... But forgot to mention that nightmares are dreams too.

manipulacja snami

58%

Rebel





name:

Cassandra Eloise Gardner

alias:
Cassie

age:
33 lata

height / weight:
166 / 50

Wysłany: 2018-04-05, 20:15   
   Multikonta: Sophie
  

   #Mrs. Sandman


– To dobry pomysł. Niebezpieczny, ale dobry. – Odrzuciła z cieniem uśmiechu, wsłuchując się w kolejne słowa Rocky. Cassandra nawet nie zdawała sobie wcześniej sprawy jak bardzo lubiła słuchać ludzi mówiących o swoich zainteresowaniach czy pasjach.
Wystarczyło jednak tylko spojrzeć na twarz koleżanki, by widzieć jak pod wpływem tego tematu brunetka całkowicie się zmienia. Na samą myśl o tym, kąciki ust Gardner uniosły się jeszcze wyżej. Pozwalała jej mówić, jednocześnie dyskretnie nie wchodząc w zdanie dziewczyny. Gdy ludzie się otwierali... Najlepiej było milczeć. Przynajmniej z takim przekonaniem wychodziła Gardner. Być może powinna powiedzieć coś więcej, być może powinna skomentować, pocieszyć. Ale nie była tego typu człowiekiem. Wolała posłać to specyficzne spojrzenie, które załatwiało całą sprawę. Słowa były zbędne.
– Powiedz całą prawdę. To zawsze pomaga. Przecież wie, że nie miałaś żadnych złych intencji. – Wzruszyła ramionami, jednocześnie podnosząc się z krzesła i przechodząc do najbliższej szafki, by wyciągnąć z niej ampułkę z jakimś serum. Nie musiały przecież pilnować chwilowo przygotowujących się ziół. Miały chwilę czasu, by spojrzeć na to, co znajdowało się w ich zapasach, co należało zdobyć, a co wyrzucić ze względu na termin ważności.
Mówiąc zaś o terminach... W tym momencie właśnie przypomniała sobie, że miała coś załatwić. A donośne pukanie do drzwi tylko potwierdziło jej nagłą myśl. Cassandra westchnęła ciężko, powracając wzrokiem do twarzy koleżanki.
– Kompletnie zapomniałam... – Rzuciła przepraszająco, kierując się w kierunku drzwi. A potem wzruszyła jeszcze lekko ramionami, by po chwili wyjść z pomieszczenia i porozmawiać z zapomnianym, zapowiedzianym wcześniej gościem.


/zt
_________________
The more I think about it now
The less I know
All I know is that you drove us

off the road



Postać aktualnie jest blondynką.
[Profil] [WWW]
    [B-]
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-04-05, 20:36   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


//dzień po zebraniu

Kilka dni po marszu Fay już powoli zapominała, że coś takiego miała miejsce. Serio. Może i było kiepsko, może i całkiem poważnie oberwała, ale hej, życie toczyło się dalej, prawda? Jeszcze nie jedna bitwa ich czekała, nie jedna kryzysowa sytuacja i zamiast rozdrapywać zagojone już rany, trzeba było się spiąć i myśleć, co dalej. Wyciągnąć lekcję ze swoich błędów i postarać się je naprawić.
Fay już wiedziała, że rewolwer przestawał jej wystarczać. Jego zasięg, precyzja... chyba chciała spróbować czegoś nowego, chociaż jeszcze tydzień czy dwa temu zmieniała broń na nowszy model. Teraz potrzebowała nowego rodzaju.
Ale to były luźne plany, na razie żyła typowym, obozowym życiem, wychodziła poza jego granice żeby pobujać się trochę po mieście, a nuż zasłyszy coś ciekawego. I udało się. Dlatego była w biurze, żeby pogadać z Colleen. Kilkanaście minut i była wolna, a że przechodziła obok sali szpitalika i przypomniało jej się, że chyba na jednym z łóżek wylegiwał się Leon... cóż, postanowiła go odwiedzić i troszeczkę popodnosić mu ciśnienie. Tak, eee... dla jego zdrowia, oczywiście, żeby serducho pompowało je szybciej i łatwiej mu przyszło wylizanie się. Tak, o to chodziło.
- Puk puk - rzuciła z lekkim uśmiechem na ustach, przechodząc przez drzwi i zaglądając za parawan - Jeszcze cię tu trzymają? Musiałeś chyba nieźle podpaść Tildzie, skoro zaglądając tutaj nie zechciała ci pomóc - dodała, przekrzywiając lekko głowę. W sumie to nie wiedziała, co dokładnie łączyło Leona i Wallace, raz czy dwa widziała ich na fajce. A skoro ludzie palili ze sobą, to chyba się jakoś lubili, nie? A przynajmniej znali.
[Profil]
  [0-]
 
Leon Hawthrone



Everybody waiting for the fall of man Everybody praying for the end of times Everybody hoping they could be the one I was born to run, I was born for this

Aerokineza

70%

xxx





name:

Leon Hawthrone

alias:
Leo

age:
25 lat

Wysłany: 2018-04-06, 08:54   
   Multikonta: Nie


// po... wszystkim

Niestety, o słodkim zapomnieniu, Leon mógł sobie jedynie pomarzyć... Kiedy już udało mu się jakoś zwinąć swój tyłek z kręgu piekielnego na głównej ulicy, ostatnimi resztkami sił, wydostał się poza ,,sferę zagrożenia". A potem przekonał jakiegoś faceta, który zaparkował swoim starszym rocznikiem chevroleta, jakby ktoś Leonowi go podsunął, żeby zawiózł go we wskazane miejsce. Później poszło mu zdecydowanie łatwiej. No i ostatecznie wylądował, gdzie wylądował. Nie było innego wyjścia. Najbardziej znienawidzony przez człowieczeństwo ośrodek publiczny, będący wylęgarnią bólu i wszystkiego, co złe, wliczając w to paskudne w smaku jedzenie - szpital.
Leon sapnął po raz tysięczny piąty, podnosząc się na poduszki i wlepił cierpiętniczy-morderczy wzrok w swoją unieruchomioną nogę. Zasmarkane, pieprzone kundle podziurawiły mu ją! I teraz nawet sobie zapalić nie mógł... Ile jeszcze będzie musiał tu siedzieć? Poza tym, że nie mógł się ruszać, czuł się całkiem... nieźle. Nic go już prawie nie bolało. I chyba powoli zaczynał świrować od tego, że był przykuty do szpitalnego łóżka. O, tak, psychicznie miał się troszeczkę gorzej.
A co do Wallace, to niech ją ręka Boska broni, żeby tu czasem nie zaglądała! I tak miał parszywy nastrój, więc jej wizyta miałaby się na nic, chyba nie mogła go popsuć już bardziej.
Zerknął w stronę drzwi, w których pojawiła się Murphy i odpowiedział jej uśmiechem, chociaż, chyba był to bardziej grymas niż uśmiech?
- Jak widać. - odpowiedział jej ponurym głosem. - Niepotrzebna mi jej pomoc. - rzucił trochę opryskliwie, prychając.
_________________

And now it's time to build from the bottom of the pit, right to the top


Leon Hawthrone


[Profil]
 
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-04-07, 18:49   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Okeeej, takiego tonu to się nie spodziewała, szczególnie, że to przecież był tylko... żart? Niewinna zaczepka? Nie przypuszczała, że imię Tildy wywoła aż taką reakcję. Nie wiedziała, na ile blisko byli, ale wydawało jej się, że ta relacja była raczej pozytywna. Cóż, widocznie się myliła. Albo coś się zmieniło, a ona o tym nie wiedziała.
- Ouć... Wallace mocno zalazła ci za skórę? - spytała, unosząc lekko brwi ku górze, ale zaraz pokręciła głową. Jeśli nie chciał, to nie miała zamiaru naciskać, znajdzie się lepszy temat do rozmowy.
- Tak w ogóle to jak się czujesz? Ten DOGS na marszu nieźle się na was uwziął, ale to chyba nie on cię tak podziurawił, co? - zapytała, siadając na krześle stojącym obok łóżka. Oczywiście, że to nie był koleś od czarnej mazi, przecież on poleciał za Fay, ale jakoś trzeba było zacząć rozmowę, tak? Tym bardziej, że zdawała sobie sprawę, że przy Leonie to ona musiała być tą rozgadaną i ciągnącą za język, żeby ta rozmowa jakoś się kręciła.
Tak czy siak chętnie by się dowiedziała co stało się po tym, jak sama zniknęła w budynku. Nie zdążyła o to spytać Cass, bo ta zniknęła tego samego dnia po kłótni z Tildą, ale ciekawiło ją jak to się stało, że Gardner po nią wróciła. Bo z tego, co pamiętała, przecież uciekała z Leonem i tą drugą dziewczyną, której nie znała. Co sprawiło, że musieli się rozdzielić?
- Byłam u Colleen to pomyślałam, że skoro już tu jestem, to wpadnę na partyjkę kart czy szachów. Może będzie to chociaż odrobinę ciekawsze niż leżenie i gapienie się w sufit - powiedziała, uśmiechając się lekko. Pamiętała, że w jednej z szuflad obok łóżka była mini magnetyczna plansza do szachów czy warcabów oraz dwie tali kart właśnie na takie okazje. Mogła sobie tylko wyobrażać, jak to było być przykutą do łóżka. To znaczy... kilka lat temu była w podobnej sytuacji i to przez znacznie dłuższy okres, ale teraz? Kiedy miała rozwiniętą moc i mogłaby bez problemu wśliznąć się do umysłu jakiegoś zwierzaka i na nowo móc chodzić, biegać a nawet latać? Bezczynne leżenie było dla niej nie do pomyślenia.
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
Leon Hawthrone



Everybody waiting for the fall of man Everybody praying for the end of times Everybody hoping they could be the one I was born to run, I was born for this

Aerokineza

70%

xxx





name:

Leon Hawthrone

alias:
Leo

age:
25 lat

Wysłany: 2018-04-07, 21:40   
   Multikonta: Nie


Murphy wszystko nadinterpretowała. Leon był po prostu rozdrażniony tym, że musiał tu jeszcze siedzieć. Równie dobrze mógł leżeć w swoim lokum. Szpitale miały coś takiego w sobie, że odrzucały samym swoim jestestwem. A z Matilde nie miał związanych raczej dobrych wspomnień, zwłaszcza po ostatniej rozmowie z nią.
Wzruszył lekko ramionami, słysząc jej pytanie, starając się nie krzywić za bardzo. Minę miał raczej obojętną. Nie chciał, żeby jeszcze Murphy zaczęła coś podejrzewać. Wolał, żeby nic, co zaszło między nim, a Wallace nie wyszło poza ich dwójkę.
- Wprost wspaniale. - burknięć ciąg dalszy. - Nie on, jego ziomkowie. - powiedział, z lekkim przekąsem. - A z resztą, nie dokładnie pamiętam, bardziej skupiałem się na tym, żeby uciec. - dodał, a przez głowę przemknęły mu obrazy z tamtego dnia, trochę zamazane, zamglone. Westchnął ciężko, wbijając wzrok w naprzeciwległą ścianę. Na co mu było łażenie po ,,marszach pokojowych?"
Skierował wzrok na Fay i uśmiechnął się kącikiem ust. - Co, moja kuzyneczka wezwała cię na dywanik? - powiedział, odrobinkę zgryźliwie. Och, jak nic humor mu trochę wrócił! Nie ma to jak dawka złośliwości! - Szachy? - spojrzał na nią z lekką zgrozą i pokręcił lekko głową. - To miło, że pomyślałaś o swoim konającym przyjacielu, ale szachy to nie moja bajka, Murphy. - powiedział takim tonem, jakby przedstawiał jej właśnie główne zasady funkcjonowania w życiu, czy coś takiego.
_________________

And now it's time to build from the bottom of the pit, right to the top


Leon Hawthrone


[Profil]
 
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-04-08, 18:00   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Okej, nie odpowiedział na pytanie, więc Fay jedynie wzruszyła ramionami, nie drążąc tematu. Nie to nie, jak już wcześniej wspominałam, istniały ciekawsze tematy do rozmowy, niż Tilda (bez obrazy! xD).
- Jak chyba każdy - rzuciła na jego słowa, bo wtedy wszyscy robili wszystko, co mogli, żeby tylko oddalić się od tamtej ulicy - Mi o mało co by się nie udało. Gdyby Cass po mnie nie wróciła, byłoby kiepsko - dodała, raczej normalnym tonem, po prostu stwierdzając fakt. Nie, żeby się jakoś nad sobą rozczulała, czy bardzo cierpiała z winy tamtego wydarzenia. Tak się zadziało i koniec.
- Nie, ja nie bywam na dywanikach - powiedziała, odwzajemniając lekki uśmiech i podnosząc wzrok do jego oczu, jednocześnie opierając się wygodnie o oparcie siedzenia - Jestem Informatorem, jakbyś jeszcze nie pamiętał. Bywam tu co najmniej dwa razy w tygodniu - wyjaśniła, przekrzywiając lekko głowę. A potem, gdy zaczęła mówić o grach, nachyliła się na krześle, otwierając szufladę, która znajdowała się obok łóżka, żeby zobaczyć, co ewentualnie jeszcze się tam znajduje.
- Wiesz, jeśli szachy to dla ciebie za wysoki poziom, można je przerobić na warcaby - mruknęła, uśmiechając się słodko, ostatecznie i tak wyjmując i planszę i talię kart, które... ups? Całkiem przypadkowo mogła zrzucić z niewielkiej wysokości na cienką kołdrę w miejscu, w którym akuratnie znajdowała się zabandażowana rana Hawthorne'a - Poza tym... konającym? Naprawdę? Jak na mój gust daleko ci od śmierci, ale z drugiej strony, skoro faceci potrafią być umierający nawet przy zwykłym przeziębieniu to... tak, musisz przeżywać tortury! - odparła, uśmiechając się szerzej i zamykając szufladę, żeby po chwili z powrotem oprzeć się o swoje siedzenie - Ale tak serio... daj spokój, to tylko szachy. Proponuję ci rundkę na zabicie czasu, a nie dożywotnią karierę w tej branży - pokręciła głową, bo serio, mówił, jakby od tego cokolwiek zależało. Nie jego bajka, też coś! Powinien brać co dają, a nie jeszcze wybrzydzać.
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
Leon Hawthrone



Everybody waiting for the fall of man Everybody praying for the end of times Everybody hoping they could be the one I was born to run, I was born for this

Aerokineza

70%

xxx





name:

Leon Hawthrone

alias:
Leo

age:
25 lat

Wysłany: 2018-04-13, 09:49   
   Multikonta: Nie


Oczywiście, że istniały! Zwłaszcza w skromnym przekonaniu Leona. Nie miał najmniejszego tematu roztrząsać czegokolwiek, co wiązałoby się z Matilde Wallace. A już zwłaszcza nie miał zamiaru rozmawiać o tym z Murphy. Chyba trzymały się blisko? Hawthrone nie wnikał, im mniej wiedział, tym lepiej.
- Cass? I co się tam właściwie z tobą działo? - mruknął, lekko marszcząc brwi (ekhm, te forumowe załamania czasu i przestrzeni! xD Leon chyba jeszcze nie wie, jak nazywa się Cassandra, zna ją tylko z widzenia :lol: ) i zerknął na Fay z lekkim skonfundowaniem, które zaraz oczywiście zgrabnie zakamuflował beznamiętną miną, żeby nie było, że się o nią MARTWI, czy coś wiecie, o smarkulę?
- Tylko cię podpuszczam, pani informator. - powiedział, patrząc na nią z pobłażaniem. Lubił jej dokuczać, to już się wpisało nieodwołanie w ich relację! Uśmiechnął się do niej kpiarsko, a potem zerknął w bok, obserwując jak majstruje przy szafce i wyciąga z niej gry.
- Dziurawe ręce. - skomentował, kiedy talia kart ześlizgnęła się na jego rękę. Zebrał je tą zdrową. - Mogą być szachy. - zaoponował szybko, słysząc jej ton. Nie znosił, kiedy mu umniejszała! - Bo szprycują mnie przeciwbólowymi lekami. - powiedział trochę obrażonym, trochę obronnym tonem. Kiedy działanie leków mijało, nie był już tak wesoły jak teraz. (Tak, w tym momencie był pozytywnie nastawiony! :lol: Ostatecznie, jeszcze Fay nie wywalił za drzwi!)
- No doooooooobra. - wymruczał, niby to cierpiętniczym tonem i odłożył karty na bok.
_________________

And now it's time to build from the bottom of the pit, right to the top


Leon Hawthrone


[Profil]
 
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-04-13, 11:18   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


- No, Cass... mieszkam z nią - wyjaśniła pokrótce, bo przecież chłopak musiał ją kojarzyć. Na sto procent o niej wpominała i to pewnie nie raz, nie dwa, ale już nieważne. Może przez prochy Leon był nieco skołowany, stąd to lekkie zaćmienie.
- Cóż, miałam zamiar się nie wtrącać, ale zobaczyłam was na dole i... cholera, co wam strzeliło do głowy, żeby w ogóle tam jechać? - spytała, bo dla niej wciąż było to niepojęte. Naprawdę wierzyli w hasła wolności i równości, czy jaki czort? Ech, a myślała, że to ona bywa naiwna - Chciałam wykorzystać fakt, że koleś mnie nie widział i trochę wam pomóc. Gorzej, że potem koleś zajął się mną i... cóż, było blisko. Na szczęście niewystarczająco - rzuciła, wzruszając lekko ramionami, bo... było, minęło i tyle. Nadal była wolna, wróciła do obozu, nic jej nie było. Można powiedzieć, że ryzyko bycia złapanym było poniekąd wpisane w to zajęcie. Jasne, że się tego obawiała, ale tak niebezpiecznych sytuacji nie było znowu tak wiele. Zazwyczaj miała nad wszystkim kontrolę i po prostu do nich nie dopuszczała. Teraz też nic by się nie stało, gdyby nie wyszła z ukrycia, chcąc pomóc Cass, Leonowi i reszcie. No ale nieważne, grunt, że całej trójce się udało.
- Z twojej pozycji to nieco... hmm, ryzykowne działanie, nie uważasz? - spytała z lekkim rozbawieniem w głosie, unosząc brwi ku górze. W normalnych warunkach Fay pewnie nie białaby szans z chłopakiem, ale teraz, gdy ten był ledwo żywy... Ha! Szanse się wyrównały!
- Żebym ci nie przypomniała, co ty masz dziurawe - uśmiechnęła się lekko złośliwie, klepiąc lekko otwartą dłonią miejsce pod kołdrą, gdzie znajdowała się jego lewa noga - ta postrzelona dwukrotnie z tego, co pamiętała. Rękę też miał przestrzeloną, tak swoją drogą.
- Nareszcie jakaś męska decyzja. Brawo, Hawthrone - mruknęła, biorąc te nieszczęsne szachy i otwierając plastikowe pudełko, żeby wysypać z nich pionki na materac.
- Korzystaj póki możesz. Z tego, co mówili na zebraniu, zapasy powoli się kończą - rzuciła, ustawiając pionki i figury na odpowiednich miejscach na planszy - Biorę białe - poinformowała go, ustawiając planszę na jego brzuchu, żeby chłopak miał do niej dobry dostęp. Sama też nieco się zbliżyła, opierając o materac i po chwili bez namysłu wysunęła się pierwszym pionkiem.
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
Leon Hawthrone



Everybody waiting for the fall of man Everybody praying for the end of times Everybody hoping they could be the one I was born to run, I was born for this

Aerokineza

70%

xxx





name:

Leon Hawthrone

alias:
Leo

age:
25 lat

Wysłany: 2018-04-13, 21:21   
   Multikonta: Nie


- Yhm... - wymruczał, niezbyt jakoś zainteresowany, odnotował tą informację, ale jakoś specjalnie nie dociekał dalej tematu. Poprawił się lekko na poduszkach z lekkim grymasem na twarzy. Chyba powoli leki przestawały działać, bo noga zaczęła dawać o sobie znać. Postanowił więc skierować swoją uwagę na Fay i na to, co mówiła.
- Trzeba było wiać, a nie oglądać się na innych. - powiedział, nieco karcącym tonem. Będąc mutantem, bycie altruistą nie było dobrym pomysłem, jeśli chciało się przeżyć. Ale... To nie było też tak, że nie doceniał tego, co Fay zrobiła, zostając na miejscu. - Dzięki za pomoc, ale na przyszłość, nie chcę żebyś za mnie nadstawiała karkiem. - powiedział już odrobinkę cieplejszym tonem głosu i przeniósł wzrok na szachy. Tym razem wszystko się jakoś ułożyło, ale co, jeśli w innej sytuacji nie będą mieć tyle szczęścia?
- Z mojej pozycji? - powtórzył za nią, kładąc nacisk na każde słowo i uniósł lekko brwi w górę. Skierował wzrok na jeden z pionków, po czym ten uniósł się w górę i pofrunął w stronę Fay, by lekko odbić się od jej ramienia i wylądować na pościeli. Uśmiechnął się do dziewczyny trochę szerzej. - Szybko się leczę, spokooojnie! - mruknął. Prychnął na jej następny przytyk, ignorując uwagę o zapasach. Zanim się skończą, jego już tu dawno nie będzie. - No to zostają mi czarne. - wymruczał i poustawiał zdrową ręką swoje pionki. Kiedy Fay wystawiła jednego ze swoich, poszedł za jej przykładem.
_________________

And now it's time to build from the bottom of the pit, right to the top


Leon Hawthrone


[Profil]
 
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-04-14, 13:55   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


- Spoko, następnym razem nie będę, jeśli przyjdzie komukolwiek super pomysł, żeby brać udział w czymś podobnym - odparła niemal natychmiast, bo... ech, już wcześniej była nieco wkurzona, widząc ich na dole i to jeszcze w tarapatach. Ona sama nigdy nie miała zamiaru pojawiać się na ulicy, jednynie sprawdzić, so się wydarzy. Kto wiedział, że to wszystko potoczy się aż tak źle? - Skoro tak mówisz - powiedziała tylko, zgadzając się, żeby się zaraz nie pokłócić i nie ciągnąć dalej tej rozmowy. Szczerze to była już trochę zmęczona tym tematem, chociaż sama go zaczęła. Chciała jednak dowiedzieć się tylko, co u niego, a nie na nowo rozpamiętywać to, jak potem dostała w nogę, albo jak Leilah rzuciła się na nią na drugi dzień na zebraniu tylko dlatego, że Fay powiedziała o śmierci jej córki.
- Mhm. Z pozycji leżącego, przykutego do łóżka mruka - przytaknęła, uśmiechając się szeroko i kończąc ustawiać swoje pionki, aż jeden z nich nie uniósł się i nie pacnął w jej ramię, co Fay prześledziła wzrokiem.
- Wow. To było bardziej, niż kiepskie - skomentowała to, kręcąc głową z rozbawieniem. Oczywiście wszystko w żartach, bo wiedziała, że moc Leona, tak jak i jej mogła być równie nieskuteczna, co i zabójcza, gdyby przykładowo chciał przytrzymać powietrze w jej płuchach i doprowadzić do uduszenia. Opcji było wiele - Wiesz jak się może skończyć taka zabawa na moce? Gromadą robali w twoim łóżku - rzuciła beztrosko, zgarniając pionek i ustawiając go z powrotem na planszy i czekając sekundkę, zanim Leon ogarnie swoje figury by mogli zacząć grę, co też się po chwili stało.
- I bardzo dobrze. Patrząc na to, do czego to wszystko zmierza... to zły moment na leżenie w łóżku - powiedziała, jakoś tak znacznie ciszej, niż poprzednie wpowiedzi. Bądź co bądź byli w głównym biurze bractwa, cholera wie kto ku się kręcił i jak bardzo źle może zrozumieć jej słowa, za którymi zdecydowanie kryło się coś więcej.
Zaraz jednak oparła się o materac, jakby nigdy nic robiąc kolejny ruch na planszy.
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
Leon Hawthrone



Everybody waiting for the fall of man Everybody praying for the end of times Everybody hoping they could be the one I was born to run, I was born for this

Aerokineza

70%

xxx





name:

Leon Hawthrone

alias:
Leo

age:
25 lat

Wysłany: 2018-04-14, 22:27   
   Multikonta: Nie


Skinął lekko głową, jakby nie słyszał jej tonu, tylko poważnie przyjął tę informację na klatę. Też nie chciał już kontynuować tego tematu.
- Mruka... No wiesz? - udał śmiertelnie obrażonego, ale zaraz potem wywrócił lekko oczami. Nie miał nastroju na śmieszkowe odgrażanie się, chyba coś nastąpiło zmęczenie materiału w Leonie. - Liczył się efekt zaskoczenia. - odparł tonem profesorka, który zna się lepiej na rzeczy i przesunął swojego pionka po planszy, kiedy Fay wykonała swój ruch.
- Uuuu, już się boję, Murphy. - westchnął ciężko, ale mówił jakoś bez przekonania, jakby uleciała z niego jego nieodłączna ikra złośliwości, która zawsze była w pogotowiu. Może miał jakiś leciutki syndrom stresu pourazowego? Czy coś podobnego? Chyba już za długo tu leżał!
- Co masz na myśli? - zapytał, przenosząc na nią spojrzenie, które było teraz bardziej skupione i poważne. - To znaczy poza tym, że jesteśmy udupieni bardziej niż wcześniej przed tym durnym pochodem? - sprecyzował, też mówiąc odrobinę ciszej.
_________________

And now it's time to build from the bottom of the pit, right to the top


Leon Hawthrone


[Profil]
 
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-04-15, 18:19   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


No właśnie tak widziała, że chyba nie miał zbytnio nastroju na cokolwiek. I wcale mu się nie dziwiła. Leżeć tu któryś już dzień, nie mając za bardzo co ze sobą zrobić. Widziała jakąś książkę na szafce nocnej, ale kurcze, ile można było czytać? Nawet to w pewnym momencie po prostu się nudziło. No i w dodatku leki, przez nie też był pewnie albo przymulony, albo śpiący.
- Serio? To wybrałeś złą rękę, bo gdybym nie widziała, że leci, to nawet niczego bym nie poczuła - rzuciła, wzruszając lekko ramionami, a po chwili marszcząc brwi na jego kolejne słowa, a raczej na ton, którym je mówił. Ciekawe, na co trochę by się ożywił... mogłaby się założyć o sto dolców, że na wspomnienie o fajkach. Hmm, może gdyby udało mu się przejść na wózek, dałoby radę wyjechać nim na taras? Papierosy też pewnie by się znalazły, grunt, że ich działanie byłoby bardziej zbawienne, niż niejeden lek.
- A co, nie słyszałeś co działo się na zebraniu? Najebany Bartowski tak się wydzierał, że myślałam, że w całym budynku było słychać - powiedziała, unosząc lekko brwi ku górze. Ale z drugiej strony, skoro to było dzień po marszu, Leon mógł być w bardziej kiepskim stanie.
Fay westchnęła pod nosem.
- Nie wiem, mam wrażenie, że wszystko się sypie - odparła, bez większego namysłu przesuwając pionek. Aaron może i był wtedy pijany, ale problem, jaki poruszył, jak najbardziej istniał - Na zewnątrz wszyscy są przeciwko nam, a tutaj my jesteśmy przeciwko sobie. Colleen nie jest i może nigdy nie będzie drugą Yvonne, czego wszyscy od niej oczekują i... są osoby którym już teraz nie podoba się na tym stanowisku, a teraz jeszcze doszła sprawa marszu - westchnęła pod nosem - Nie wiem, może czas zacząć składać kasę na mieszkanie w Olympii? - wzruszyła lekko ramionami, przestawiając kolejny pionek po ruchu Leona. Cały czas mówiła cicho, chociaż nie jakoś szczególnie konspiracyjnie... po prostu, wolała żeby nie szło to dalej, niż tylko do uszu Leona.
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
Leon Hawthrone



Everybody waiting for the fall of man Everybody praying for the end of times Everybody hoping they could be the one I was born to run, I was born for this

Aerokineza

70%

xxx





name:

Leon Hawthrone

alias:
Leo

age:
25 lat

Wysłany: 2018-04-17, 14:13   
   Multikonta: Nie


- Poczekaj tylko, aż odzyskam siły, to wtedy się już nie będziesz tak mądrować, miss SMARTPHY - powiedział złowróżbnym tonem, uśmiechając się kącikiem ust, rzucając jej spojrzenie człowieka, który wie, że ma rację i wszelka argumentacja na nic się nie zda. Szpital chyba... po prostu wysysał z niego życie, działał na niego zupełnie odwrotnie od celu, w jakim tu został ulokowany. Równie dobrze, mógłby tak leżeć we własnym łóżku, czekając aż wszystko wróci do normy, bo... nawet podniesienie tego cholernego pionka nieco go zmęczyło, ale nie dawał tego po sobie poznać. Jeszcze tego brakowało! A co do papierosów, to taaaak, oczywiście, że miałyby na całą rzecz zbawienny skutek. Problem tkwił w tym, że Leon takowych nie posiadał, został z nich brutalnie ograbiony, kiedy jakaś pielęgniarka wpadła tu wieczorem sprawdzić czy wszystko gra i nakryła go na paleniu.
- Pragnę ci przypomnieć, że ostatnio byłem trochę poza zasięgiem. - odpowiedział nieco zgryźliwie. - Ale słyszałem, że była jakaś afera. - dodał już spokojniejszym tonem. Chłopak nieco spochmurniał słysząc dalsze rewelacje, przesuwając bezwiednie pionkiem po planszy. Skinął lekko głową, na ostatnie słowa Fay.
- Gdyby nie matka, to dawno bym już się stąd wyniósł... Może nawet za granicę... - mówił tak cicho, że Fay mogła mieć problemy z wyłapaniem tego co mówi, mimo że siedziała tuż obok. Podniósł ostrożnie wzrok na dziewczynę, żeby zobaczyć jej reakcję.
_________________

And now it's time to build from the bottom of the pit, right to the top


Leon Hawthrone


[Profil]
 
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-04-19, 17:59   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Uśmiechnęła się pod nosem, chociaż cóż, smartphy to ona na pewno nie była. Mimo ciekawości świata i ambicji, bycie mutantem przekreśliło wszystko, co mogła osiągnąć, w co wchodziło nawet skończenie głupiego liceum. Z początku miała nadzieję, że rok czy dwa będą pewnego rodzaju... przerwą? Bo przecież ta cała wojna musi się kiedyś skończyć, prawda? W końcu mutantów było coraz więcej i więcej, teraz może byli mniejszością, którą dawało się stłamsić, ale w końcu... to tylko kwestia czasu, kiedy staną się znaczący w społeczeństwie, łapanie mutantów stanie się nieopłacalne, a w ośrodkach terapii zabraknie miejsc. Liczyła, że będzie mogła wrócić do nauki, już teraz przygotowywała się do tego kiedy mogła, chociaż biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia było ciężko. No i razem z Ronnim miała na głowie małą.
- No wiem, wiem - westchnęła jedynie. Skąd miała wiedzieć, czy wtedy spał czy nie? Nie mówiąc już o tym, że afera była taka, że zmarłego postawiłaby na nogi.
Słysząc jego kolejne słowa... cóż, trudno było jej udawać, że wcale jej nie uderzyły. Spuściła na chwilę wzrok, nie mając pojęcia, co na to odpowiedzieć, a potem nagle cofnęła się, zwiększając dystans między nimi, opierając się o oparcie krzesła. Byli przyjaciółmi, tak? Znali się już prawie trzy lata, wielokrotnie ratowali własne tyłki i jechali na tym samym wózku. Ona też mogła wyjechać, jednak cały czas tu tkwiła, chcąc jeszcze coś zdziałać dla wspólnego dobra, w które wliczał się także i on. Cholera, przede wszystkim on. Tilda, Cass, Mike... z nimi też się przyjaźniła, też byli dla niej jak rodzina, ale to Leon był tą pierwszą osobą, którą tu poznała. Ściągnął ją do obozu, wprowadził w nowe życie, pomógł. Myślała, że miał świadomość tego, że jest dla niej kimś wyjątkowym.
A teraz? W jednej chwili poczuła, jakby to wcale nie działało w obie strony, jakby nie znaczyła dla niego kompletnie nic, skoro z dnia na dzień byłby w stanie wyjechać z kraju, nawet nie informując jej o swoich planach. Co, może pożegnać się też nie miał zamiaru?
- Dobrze wiedzieć, że tak stawiasz sprawę - rzuciła chłodno, nawet nie kryjąc zawodu. Okej, może ona też właśnie powiedziała o wyprowadzce z obozu, ale... były to tylko plany, tak? Pewna opcja zabezpieczenia, gdyby obóz miał się posypać. I Leon był pierwszą osobą, która o tym usłyszała.
- Dowiedziałeś się o niej czegoś nowego? - spytała, bo mimo, że była aktualnie lekko poirytowana, to i tak chciała dla niego jak najlepiej. Jej uczucia były mniej ważne, niż znalezienie jego matki, nawet, jeśli oznaczałoby to, że wyjedzie nie wiadomo gdzie.
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ZAMKNIĘTY ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,04 sekundy. Zapytań do SQL: 6