Poprzedni temat «» Następny temat
Trasy wspinaczkowe w górach
Autor Wiadomość
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-04-14, 17:57   

Las o tej porze dnia zdawał się być jeszcze bardziej cichy i opuszczony niż kiedykolwiek. Być może to dlatego echo niedawnych wystrzałów tak wyraźnie odbiło się od nie porośniętych niczym fragmentów zimnych skał wznoszących się pomiędzy licznymi drzewami, których wierzchołki jakiś czas temu musiał oprószyć śnieg. Odgłosy nielicznych, spłoszonych ptaków, jakie zgromadziły się w gałęziach drzew, sprawiły, że dookoła nie zapadła wręcz upiorna cisza, jednak... Czy cokolwiek to zmieniało?
Jeszcze zaledwie chwilę temu, każda, nawet najmniejsza poruszona gałązka - pękająca z trzaskiem pod naciskiem butów ekipy poszukiwawczej czy odbijająca się od ziemi, nieświadomie przez nich trącona - powodowała odgłos w ich uszach porównywalny do dźwięku wydawanego przez stare schody trzeszczące w samym środku nocy. Wtedy to też zdawało się, że byli w tej okolicy całkowicie sami, dopiero pospiesznie zmierzając w kierunku uznanym za właściwy, teoretycznie niezauważeni, obdarzeni pewną ilością czasu.
Teraz już tak nie było. Podążając po niezbyt przyjaznym terenie, z minuty na minutę tracili szanse na pomyślny obrót spraw. Hałasowali także znacznie bardziej niż sądzili, w uszach słysząc jednak głównie szum powietrza i odgłosy wydawane przez ich własne ciała, które pracowały na zwiększonych obrotach, dzięki dawce adrenaliny wywołanej biegiem.
Otaczająca ich zaś mgła na moment przestała być sojusznikiem, rozrzedzając się w jednej chwili, aby w kolejnej - zaledwie mrugnięcie oka po tym, jak Fay dostrzegła pięć ludzkich sylwetek w dole kolejnej, bardziej spadzisto ukształtowanej skarpy; oddalonych zapewne o trzydzieści pięć, może czterdzieści metrów - pojawić się w jeszcze gęstszej, prawie idealnie białej formie.
To właśnie w tej samej chwili rozległa się także seria kolejnych, jeszcze bardziej ogłuszających wystrzałów, spotęgowana echem i wypełniona przerażonymi, niezrozumiałymi krzykami ludzi znajdujących się w dole skarpy. Urwanymi jeszcze szybciej i gwałtowniej niż rozbrzmiały. Po tym zaś nastąpiła całkowita cisza. Pozbawiona dźwięków zwierząt, szumu wiatru czy nawet odgłosów oddechu. Zupełnie tak, jakby ktoś całkowicie wyciszył radio. Liście przestały szeleścić, gałązki trzaskać… Wszystko ucichło, coraz bardziej pogrążając się w nieprzeniknionej mgle niosącej ze sobą dziwny, mdląco-metaliczno-słodkawy zapach krwi i kościelnego kadzidła.
[Profil]
 
 
ronnie henderson



Some people survive chaos and that is how they grow. And some people thrive in chaos, because chaos is all they know

przyśpieszenie molekularne

84%

Rebel





name:

Ronnie Henderson

alias:
Vibe

age:
33

height / weight:
198/106

Wysłany: 2018-04-15, 23:13   
  

   1 Rok na Giftedach!


Odrzucił wszelkie wcześniejsze przemyślenia na bok. W tym momencie jego światem było to co działo się wokół niego. To było jakby ktoś użył jakiegoś przełącznika w jego głowie. W jednej chwili uśmiechał się beztrosko, a w następnej był kimś zupełnie innym. Bardziej skupionym, w każdym momencie skupionym, aby zaatakować. Mgła, która ich otaczała miała działać na ich korzyść. Byli tylko we dwójkę. Czy nie wydawało mu się to dziwne? Jeszcze kilka minut temu wszystko było normalnie, gdy nagle ledwo widział co znajduje się kilkadziesiąt metrów przed nim. Odgłos strzałów sprawił, że nagle na nowo zapanował chaos i gdyby tylko wiedział co to oznacza ruszyłby do przodu. Minęło jednak zaledwie kilka sekund i wszystko ucichło. Nie było strzałów, echa odbijających się ludzkich głosów. Była tylko Fay stojąca prawie na wyciągnięcie ręki i otaczająca ich mgła. - Nie sądzę. - On też to poczuł. Dziwny strach. Ale nie taki, który towarzyszył mu przy okazji takich misji. Zawsze go odczuwał, ale to… To było coś zupełnie innego. Coś sięgającego aż do środka jego umysłu. Głęboki niepokój, który zdawał się pogłębiać z każdym krokiem na przód. Wiedział, że jest tuż za nim, a jednak przesunął ją ręką za swoje plecy, bo w tym momencie nie wiedział na co się piszą, wykonując kolejny krok. Ostrożnie ruszył w dół skarpy, raz po raz obracając się za nią, sprawdzając czy wciąż tam jest, chociaż prawdopodobnie wciąż słyszał jej oddech. Podobnie jak swój. Może mu się tylko wydawało.
_________________
TELL ME, FATHER, WHICH TO ASK FORGIVENESS FOR:
WHAT I AM, OR WHAT I'M NOT?
[Profil]
  [0-]
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-04-16, 21:21   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Coś było nie tak, cholernie nie tak. Czerwona lampka zapaliła się w głowie Fay, a wszystkie zmysły od razu zaczęły działać na najwyższym poziomie, gdy w lesie na powrót nastała ta upiorna cisza.
Dziewczyna wcale nie ucieszyła się na widok mgły mimo, że rzeczywiście mogła pomóc im w ukryciu się. Wcale nie przypominała jej tej porannej, sennej kołderki, którą tyle razy widziała, gdy rankiem postanowiła pobiegać. Ta była niemal jak wyjęta z jakiegoś horroru, pojawiająca się w jednej chwili nie wiadomo skąd. No i ptaki... nie podobało jej się to, że wszystkie odgłosy lasu nagle ucichły. Czuła się z tym bardzo nieswojo, no bo... skoro nawet jej mały przyjaciel postanowił zwiać, to może ona i Ronnie też powinni? Zwierzęta nie były głupie, bardzo dobrze wyczuwały zagrożenie, dlaczego więc oni pchali się naprzód, zamiast brać z nich przykład?
Nie pomogą już nigdy żadnym mutantom, jeśli teraz coś im się stanie.
- Bałam się, że to powiesz - odparła, sama ściszając głos, dostosowując go do tej dziwnej aury, panującej dookoła nich. Mimo to nie miała wątpliwości, że Ronnie ją usłyszy, w końcu znajdowali się obecnie tak blisko siebie, niemal stykając się ramionami. Może nie było to najbezpieczniejsze, biorąc pod uwagę fakt, że gdyby jedno potknęło się i zsunęło w dół, mogłoby pociągnąć drugie, jednak Fay niezbyt się tym teraz przejmowała, zdecydowanie nie mając zamiaru zmieniać dzielącej ich odległości. Obecność mężczyzny była mocno pokrzepiająca, można powiedzieć, że dodawała jej nieco odwagi, sprawiała, że wciąż szła naprzód. I wcale nie chodziło o udowodnienie mu czegoś, pokazanie, że wcale nie jest najbardziej bezużyteczną partnerką na świecie. Nie chciała go zostawiać, tak samo jak nie chciałaby, żeby on zostawił ją.
- Czekaj... widzisz? - spytała, zatrzymując się w pewnej chwili i zaciskając palce na przedramieniu Ronniego, chcąc zatrzymać także i jego, by zwrócić uwagę na majaczące się w dole sylwetki - Pięć osób - powiedziała, jednak nie potrafiła określić ile nich było mutantami, a ile ich przeciwnikami. Zanim się przyjrzała, mgła ponownie zrobiła się gęsta jak mleko, a strzały rozbrzmiały na nowo.
- Chodź - szepnęła, przyspieszając kroku, bo i ile wcześniej musieli być ostrożni, żeby nie robić większego hałasu, tak przez tą krótką chwilę mogli przestać się tym przejmować - odgłosy wystrzałów zagłuszyły wszystko. Niestety, tylko na krótką chwilę.
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-04-16, 23:53   

Gęsta, praktycznie nieprzejrzysta mgła rozciągała się coraz bardziej, z sekundy na sekundę obejmując coraz większe połacie terenu i znacząco pogarszając widoczność. W jednej chwili teren dookoła nich dosłownie zniknął, przykryty bielą i otulony mdląco słodkim, wiercącym w nosie zapachem, który także stawał się coraz bardziej męczący, sprawiając, że - mimo niedawnego chłodu typowego dla zwykłego poranka w lesie - parze poszukiwaczy robiło się jakby duszno.
Nie chodziło jednak o wrażenie oblewającego ich potu, gorąca czy czegokolwiek w tym rodzaju. To była wewnętrzna duchota, rozgorączkowanie wylewające się gdzieś we wnętrznościach obojga podróżników, promieniujące na kończyny i powodujące coraz większą dekoncentracje. Zupełnie tak, jakby ich ciała nagle zaczęło ogarniać wręcz niemożliwe do zrozumienia zmęczenie bliskie doznaniu fizycznej rezygnacji.
Cóż, przynajmniej nie musieli martwić się o robienie hałasu, czyż nie? W takich warunkach, otoczeni wszechobecną mgłą i słyszący wyłącznie własne głosy, mogli raczej przewidywać, że ich obecność nie miała zostać zbyt szybko ujawniona. Jak na złość, pogarszający się zakres widzenia być może sprzyjał pozostaniu w ukryciu, lecz także stanowił zagrożenie. Jak w końcu należało poruszać się w dół spadzistej - by nie powiedzieć stromej - leśnej skarpy, gdy sukcesywnie zaczynali przestawać dostrzegać własne buty, kolana czy palce u rąk. Nie minęło też wiele czasu, gdy Ronnie zorientował się, że - choć dalej idąca w tej samej odległości za jego plecami i ściskająca go za ramię - Fay jakby prawie dosłownie się rozpłynęła, ledwo dostrzegalna dla jego oczu.
Ta zaś przyspieszyła kroku, w pewnym momencie stawiając przy tym stopę na śliskim, lepkim błocie pośniegowym i... Najwyraźniej faktycznie zamierzając nadrobić trochę czasu, gdyż ślizgiem zsunęła się kilkanaście metrów w dół, solidnie brudząc sobie przy tym ubranie i czując lekki ból pośladków, na których posurfowała w najlepsze. Nieoczekiwanie i bez jakiegokolwiek ostrzeżenia, pociągając za sobą przy okazji także Hendersona i zatrzymując się dopiero na słabo dostrzegalnym korzeniu. Zadziwiająco miękkim, jakby puchowym korzeniu... Pokrytym lepką, ciemną substancją o charakterystycznym zapachu gnijącego ludzkiego mięsa.
Korzeń miał długie, poplątane włosy - zapewne niegdyś w kolorze ostrej, lisiej rudości - prawie całkowicie rozłożoną już twarz, połowę górnej części tułowia i kawałek długiej ręki, nadal w ubłoconym rękawie puchowej kurtki, na której to zatrzymała się Fay... Wytracając prędkość zjazdu i tym samym utykając pomiędzy zwłokami, a towarzyszem, który zatrzymał się tuż za nią.
[Profil]
 
 
ronnie henderson



Some people survive chaos and that is how they grow. And some people thrive in chaos, because chaos is all they know

przyśpieszenie molekularne

84%

Rebel





name:

Ronnie Henderson

alias:
Vibe

age:
33

height / weight:
198/106

Wysłany: 2018-04-17, 13:37   
  

   1 Rok na Giftedach!


Z każdym krokiem mgła zagęszczała się jeszcze bardziej. Miał wrażenie, że jeszcze chwila, a będzie mógł złapać ją w ręce. Jego umysł próbował skojarzyć te uczucie z czymkolwiek co spotkał wcześniej. Podobnie jak zapachu, który dotarł do jego nozdrzy i z każdą chwilą robił się coraz bardziej nieznośny. Mdląco słodki, przyprawiający o mdłości, kojarzący mu się z kościelnym kadzidłem lub nieapetycznym zapachem perfum staruszki, sztuczny. Cisza, która nagle zapadła sprawiała, że czuł narastające napięcie. Adrenalina wydawała się zbierać w jego żyłach, by wkrótce wybuchnąć. Próbował zrozumieć tą sytuację. Mgła, która ich otaczała nie była naturalna. Podobnie jak brak jakichkolwiek otaczających ich dźwięków. Nie było już nawet szumu wiatru, cichych odgłosów poruszających się gałęzi, próchna czy zwierząt. Wszystko jakby nagle zamarło w bezruchu, odczuwając podobne emocje co oni teraz. Tyle, że oni dalej parli naprzód. Ostrożnie, posuwając się naprzód. Zapach ten, nie przypominał mu zapachu żadnych środków bojowych, być może stosowanych przez dogs by zmylić przeciwnika. Mgła ta, wydawała się być tak bardzo nienaturalna, że mogła być dziełem tylko jednego rodzaju stworzenia. Czy przyszli po jakiegoś mutanta, który potrafił panować nad mgłą? To była jedna z myśli, które tłukły się w tym momencie w jego głowie. Niewytłumaczalne pozostało jednak coraz głębsze poczucie niepokoju, niemalże powoli następującego paraliżu strachu. - Coś jest bardzo nie tak. - odpowiedział jej prawie, że niesłyszalnie. Również wolał, żeby była blisko. Nie mogli w tym momencie rozdzielać czy oddalać. Istniało zbyt wielkie ryzyko, że jeszcze chwila, a oboje zgubią się w tej mgle. Nie wiedzieli co w niej czyha.
Spróbował wytężyć wzrok by zobaczyć to co widziała ona, ale nie był pewien czy to ludzie, czy może konary drzew. Kolejna seria strzałów, sprawiła że zacisnął dłoń na jej łokci, odpychając ją lekko do tyłu. Sam odruchowo prawie kucnął, chociaż podświadomie zdawał sobie sprawę, że ich przeciwnik, prawdopodobnie jak oni sami ma problemy z widocznością. - Ostro… - nie zdążył dokończyć, bo po chwili poczuł jak Fay naciska na niego ciężarem i on sam traci równowagę na śliskich porannych liściach i zsuwa się w dół. Przez chwilę udało mu się trzymać pion, ale wystarczył krótki moment, gdy po prostu zaczął toczyć się w dół, natrafiając w końcu na przeszkodę w postaci ciała Fay. I jeszcze czegoś. Pozycja w jakiej się znalazł sprawiła, że znalazł się oko w oko ze zgniłą pięknością. Szybko złapał Fay za twarz w razie, gdyby chciała krzyknąć. Wszakże to była tak naturalna reakcja, sam prawie tego nie zrobił, reagując tylko odruchowym wzdrygnięciem się i odsunięciem się jak najdalej pozwalała mu obecna pozycja. - To tylko rozłożone ciało. - szepnął, starając się brzmieć przede wszystkim spokojnie i pewnie. Starając się tym samym oszukać i siebie, i ją. Nic nie było tutaj w porządku. Dźwignął się na nogi. kładąc dłoń na jej ramieniu i przy okazji pomagając jej w podniesieniu się.
_________________
TELL ME, FATHER, WHICH TO ASK FORGIVENESS FOR:
WHAT I AM, OR WHAT I'M NOT?
[Profil]
  [0-]
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-04-17, 17:16   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Była ostrożna! Chciała tylko... odrobinkę przyspieszyć całą akcję, żeby wszystko mogło się już wyjaśnić, a strach przed niewiadomym mógł już z nich opaść. Bo to było chyba najgorsze, prawda? Nie wiedzieli co ich czeka tam na dole, czemu ci ludzie tak krzyczeli, co cholernie negatywnie działało na wyobraźnię i tylko napędzało tą małą paranoję. A przecież mogło to wcale nie być nic strasznego... ot, jeden mutant wytwarzający tą dziwną anomalię, a drugi... może dość skutecznie zadający ból? Możliwe, prawda?
Nie potrafiła wyjaśnić tego, co się z nią dzieje. Mdląco-słodki zapach przeszkadzał jej już od dłuższego czasu, ale wydawało jej się, że może go znieść, ignorować. Mogła iść przed siebie, nie zważając na niego, jednak mimowolnie pozwalając mu ingerować w to, jak się czuła. Może to właśnie przez niego miała tą krótką chwilę zawahania, która zdecydowanie wystarczyła na wykonanie jednego nieprawidłowego kroku i zlecenie w dół?
Ciężko było się zatrzymać, gdy od samego początku nabrało się pewnej prędkości, a grunt dookoła był miękki i grząski. Fay próbowała zapierać się nogami, szukając jakiegoś punktu zaczepienia, a dłońmi starając się złapać jakieś wystające gałęzie, mające nadzieję, że któreś z nich okaże się wystarczająco mocne, żeby ją zatrzymać. Niestety, wszystkie ślizgały się, wyrywały lub łamały prawie natychmiast, dlatego dziewczynie nie pozostało nic innego, jak zatrzymać się na jakimś bardziej płaskim odcinku terenu.
Nie podniosła się od razu, dała sobie chwilę na zebranie sił i szybką ocenę, czy aby niczego sobie nie złamała. Ale nie, oprócz obitego tyłka i znośnego pieczenia prawej dłoni (i lewej pewnie też, gdyby miała w niej czucie), wszystko było w miarę w porządku.
Dopiero w dalszej kolejności poczuła ten okropny zapach, zdała sobie sprawę, że to coś, co dotyka ręką, wcale nie było kamieniem czy korzeniem. Zerwała się gwałtownie, że świstem nabierając powietrza do ust i rzeczywiście, mogłaby zrobić tu całkiem niezły hałas, gdyby Ronnie nie zasłonił jej ust. Nawet nie to, że stłumił krzyk, po prostu swoją obecnością przypomniał jej, gdzie była i czego nie powinna robić. Przymknęła oczy, dając sobie kolejną chwilę na uspokojenie się, jednak wciąż znajdowała się blisko ciała, wciąż czuła ten odór wymieszany ze wcześniejszym zapachem krwi i kadzideł. To sprawiło, że gdy tylko Ronnie ją puścił, przetoczyła się na bok, na czworaka, walcząc z mdłościami. Do tej pory myślała, że jedynie z zapachem i widokiem krwi nie mogła sobie poradzić, ale to... to przebiło dziesięciokrotnie wszystkie wcześniejsze doświadczenia. Szczęście w nieszczęściu, że nie miała rano czasu na śniadanie, więc skończyło się jedynie na nieprzyjemnych odruchach.
- No właśnie, rozłożone - odpowiedziała mu dopiero po chwili, gdy już doszła do siebie i wstała, nie odmawiając przy tym jego pomocy. Gdy wzięła kilka głębszych wdechów z nosem w szaliku, poczuła się lepiej - Skoro ten ktoś nie zginął przed chwilą, to o co tu co cholery chodzi? - dodała, starając się skupić na twarzy Ronniego, żeby znowu nie uciec wzrokiem w tamto miejsce.
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-04-17, 20:51   

Rozłożonemu czy nie, ciału należał się pewien szacunek, czyż nie? Tego zaś z pewnością nie wyrażało się ani poprzez uderzanie o nie, wydawanie z siebie odgłosów świadczących o obrzydzeniu, odruchy wymiotne ani inne, równie nieprzyjemne dla ciała zachowania. Porzucona - tym razem w dosłownym tego słowa znaczeniu - kobieta potrzebowała zainteresowania, którego najwyraźniej nie dane jej było zaznać nawet po śmierci. Wręcz przeciwnie, odwracano od niej wzrok, chcąc uniknąć widoku tego, co z niej pozostało. To zaś sprawiło, iż zrobiła dokładnie to, czego można było po niej oczekiwać...
No, dobrze - zrobiła to, w co prawdopodobnie nie uwierzyłby nikt logicznie myślący, nawet nie biorąc tego pod uwagę. Poruszyła się, a dźwięk wydawany przez kości z resztkami mięsa uderzające o leśną ściółkę był pierwszym odgłosem z zewnątrz, jaki przedarł się przez dziwną, wszechobecną mgłę. Posługując się tylko jedną ręką, niczym zombie w Żywych Trupach, zmarła zaczęła przesuwać się w kierunku najbliższej dostępnej osoby - Ronniego - robiąc to wręcz zatrważająco szybko, jakby nie ograniczały ją teoretycznie już dawno spękane gnaty. Miała tylko jeden cel - rzucić się wprost na jego kostkę. Własne najwyraźniej już jej nie wystarczały.
[Profil]
 
 
ronnie henderson



Some people survive chaos and that is how they grow. And some people thrive in chaos, because chaos is all they know

przyśpieszenie molekularne

84%

Rebel





name:

Ronnie Henderson

alias:
Vibe

age:
33

height / weight:
198/106

Wysłany: 2018-04-17, 22:32   
  

   1 Rok na Giftedach!


Upadek nie należał do zbyt przyjemnych. Czuł, że prawdopodobnie w ciągu najbliższych godzin pojawi się na jego ciele kilka siniaków. Najmniej przyjemną rzeczą było jednak spotkanie twarzą w twarz z rozkładającym się ciałem kobiety. Z pewnością musiała być naprawdę atrakcyjna za czasów swojego krótkiego życia. Niech go cholera, ale podobały mu się takie rudzielce. Tymczasem twarz kobiety nadgryziona była już zębem czasu, tudzież brakowało jej połowy zdrowej tkanki. Odór, który się unosił w okół nich także nie należał do najprzyjemniejszych, dodatkowo mieszając się z wcześniej wspomnianym mdłym zapachem. Płomienne włosy, kurtka tak mocno odróżniająca się od ściółki leśnej. Z pewnością zauważyliby to. Trup pojawił się jednak ni stąd ni zowąd. Dziwna mgła i magicznie materializujące się ciało kobiety. To wszystko jeszcze nie trzymało się żadnej kupy.
Na szczęście podobnie jak Fay nie zjadł śniadania. Dał złapać się na element zaskoczenia i chociaż smród był okropny, a widok niezbyt zdrowy zarówno dla treści żołądka, jak i jakiegokolwiek zdrowia psychicznego, to jednak był dla niego szokujący. Niestety, ale widział ciała w gorszym stanie. Bardziej zszokowało go to, że w ogóle tutaj było. Starał się nie zwracać uwagi na to jak Murphy walczy z odruchami wymiotnymi, zamiast tego tempo przyglądał się leżącemu tu ciału, próbując znaleźć dlatego jakieś logiczne wytłumaczenie, jednocześnie czując, że to nie jest najlepszy czas na to. W końcu gdzieś tutaj, kilkadziesiąt, a może kilkanaście metrów dalej mogli być agenci dogs. Zmarszczył brwi, wpatrując się w zwłoki. - Nie wiem, Fay. Może to jakaś iluzja… - pokręcił głową, bo naprawdę nie wiedział. Zapach był bardzo realistyczny i naprawdę można go posądzić o wszelki brak szacunku, ale niepewnie kopnął ciało, odsuwając się od niego. W dotyku też było obrzydliwie realistyczne. I wtedy ciało poruszyło się, powodując że oczy Ronniego mało nie wypadły mu z orbit. Co gorsza jednak zaledwie sekundkę później poruszyło się z taką szybkością, że zadziałał niemalże instynktownie nie zastanawiając się nad tym ile bałaganu może tym zrobić. W końcu resztki zgniłego, rozdartego na kawałki ciała nie były odpowiednim dodatkiem do niczyjej garderoby.
_________________
TELL ME, FATHER, WHICH TO ASK FORGIVENESS FOR:
WHAT I AM, OR WHAT I'M NOT?
[Profil]
  [0-]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-04-18, 10:05   

Wbrew temu, jak zaskakująco zwarte zdawało się to, co zostało z ciała - zwłaszcza podczas nagłego, niezmiernie szybkiego ruchu, podczas którego teoretycznie zwłoki powinny chociaż trochę się rozsypać - całkowite dobicie ich nie było tak trudne, jak mogłoby się zdawać. Najprawdopodobniej wystarczyłoby zwykłe mocniejsze kopnięcie, uderzenie pierwszym z brzegu dużym kamieniem czy kilkanaście na oślep wymierzonych ciosów leśnym konarem, aby dostatecznie unieszkodliwić zagrożenie, nie narażając się przy tym na skutki wykorzystania mocy.
Instynkty były jednak najwyraźniej znacznie silniejsze, przez co, już zaledwie moment po ruchu ze strony zmarłej, resztki jej zwłok zostały dosłownie rozerwane... Mlaszcząco-chrupiący dźwięk, jaki się przy tym rozległ, daleki był od przyjemnego, jednak to nie on stanowił najgorszą konsekwencję podjęcia takiej a nie innej decyzji. Sposób, w jaki rozbryzgnęły się części częściowo przegnitego, w pewnych miejscach już prawie półpłynnego ciała, nie mógł być nijak kontrolowany, toteż szczątki zwłok wylądowały wkrótce nie tylko na pniach paru najbliższych drzew, liściach krzewów czy leśnej ściółce... Lecz także na samym Hendersonie i częściowo również na jego towarzyszce.
Być może zmarła nie rzuciła okiem na mężczyznę, jednak naprawdę spory płat jej gnijącej, lepkiej skóry uderzył go w sam środek ust, przylepiając się także do nosa Ronniego. Inne, mniejsze fragmenty osiadły na jego włosach, ubraniu, policzkach... Jeden z większych, nie dających się bliżej zidentyfikować kawałków kości uderzył o stopę mutanta. Fay natomiast trafiły się fragmenty praktycznie oskórowanych palców z resztkami mięsa, które dosłownie spadły na jej głowę, plącząc się we włosach kobiety.
Najważniejsze jednak, że potencjalne zagrożenie zostało powstrzymane, nieprawdaż? Nawet jeśli nie wiedzieli, czy nie zwrócili tym na siebie uwagi...
[Profil]
 
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-04-18, 11:48   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Nazwijcie Fay słabą, ale dziewczyna po prostu nie miała żołądka do takich rzeczy. Strzelanie? Okej. Nawet w walce jakoś nadążała, lepiej lub gorzej ale ostatecznie potrafiła być pomocna.
Jednak gdy chodziło o krew, czy nadpsute, rozłożone ciała... Po prostu nie dawała rady, to było dla niej za dużo.
Była odwrócona bokiem, trochę nawet tyłem do zwłok leżących na ziemi, w pewnej odległości od nich, więc zanim ogarnęła to, co się w ogóle dzieje, zanim zdążyła zareagować na poruszającego się w ich stronę trupa, usłyszała jedynie serię przeraźliwych trzasków, dźwięk przypominający odrobinę prucie się materiału, tylko w o wiele bardziej upiornej wersji i... poczuła tylko mokre, lekkie pacnięcia w tył głowy.
Niczego nie widziała, jednak domyślała się, co właśnie się stało, dlatego też za wszelką cenę starała się nie patrzeć w tamtą stronę. Zacisnęła na chwilę powieki, schowała nos w szaliku. Bała się nawet sprawdzać, co ma na włosach, bo czuła, że coś tam było, ale ostatecznie jedynie wzdrygnęła się mocno i potrzepała głową w nadziei, że to, co się tam znajdowało, samo spadnie. Włosy miała długie i gładkie, zaplecione w dwa warkocze, więc skoro nie robiła żadnych, gwałtownych ruchów, raczej nie powinny się nigdzie wplątać, prawda? Przynajmniej tak to sobie tłumaczyła, taką miała taką nadzieję, chociaż pewnie i tak, gdy wróci do obozu, umyje je z dziesięć razy dla pewności. A co do reszty, to cóż, już pogodziła się z tym, że na spokojne noce nie ma co liczyć w najbliższym czasie. Takie widoki nie należały do rzeczy, o których szybko się zapominało.
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
ronnie henderson



Some people survive chaos and that is how they grow. And some people thrive in chaos, because chaos is all they know

przyśpieszenie molekularne

84%

Rebel





name:

Ronnie Henderson

alias:
Vibe

age:
33

height / weight:
198/106

Wysłany: 2018-04-21, 12:03   
  

   1 Rok na Giftedach!


Zareagował dość bezmyślnie. Człowiek całe życie przyzwyczaja się do przeróżnych dziwactw tego świata. Zdawało mu się, że wdział już prawie wszystko, a jednak wciąż coś potrafiło go zaskoczyć i to w tak nieodpowiedni sposób. I właśnie tym czymś były poruszające się w jego kierunku rozłożone zwłoki. Nie był zbyt na bieżąco z popkulturą, może coś przesunęłoby mu pomysł na zabicie zombie. Pierwszą reakcja była wszakże tak naturalna dla niego. Rozerwać na strzępy zagrożenie. Nie zdążył jednak pomyśleć, że rozłożone członki nie tylko rozpadną się na strzępy, ale także zrobią niepotrzebny hałas, a co więcej będą dekoracją dla jego skromnego przebrania. Jeśli wcześniej był w stanie przejść dość obojętnie obok zgniłego ciała, nie potrafił powstrzymać odruchu wymiotnego, gdy poczuł je na ustach, twarzy, we włosach. Zgiął się wpół, resztkami sił powstrzymując treść żołądka przed ucieczką. Z odrazą zaczął pozbywać się kawałków ciała z widocznych miejsc i w końcu spojrzał z niesmakiem na swoją kompankę. - Jak komuś powiesz, to się do niczego nie przyznam. - powiedział, kręcąc głową i z odrazą ściągnął kawałek rudych włosów z kurtki. Już nigdy nie spojrzy na rudą kobietę, niech go cholera.
Potrząsnął lekko głową. - Chodźmy. Zobaczymy co tam się dzieje. - kiwnął głową, podchodząc do dziewczyny. Z tyłu głowy miała kawałeczek palca wraz z pomalowanym na czarno lakierem paznokcia. Bez słowa wyciągnął go i odrzucił gdzieś daleka. Stawiał, że wolała nie wiedzieć co tam znalazł.
_________________
TELL ME, FATHER, WHICH TO ASK FORGIVENESS FOR:
WHAT I AM, OR WHAT I'M NOT?
[Profil]
  [0-]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-04-21, 21:13   

Gładkie, splecione włosy najwyraźniej nie przeszkadzały kawałkom zmarłej w zaczepieniu się o głowę Fay i pozostaniu tam, nawet mimo gwałtowniejszych ruchów ze strony kobiety. Dopiero pomoc Ronniego, któremu jakimś cudem udało się pozbyć bardziej stałych resztek ciała rudowłosej i nie puścić przy tym dorodnego pawia, sprawiła, iż Murphy uwolniła się od wątpliwej pamiątki. Co prawda, wyłącznie jednej, największej z trzech części - dwie z nich były prawie niewidoczne w zamglonym powietrzu - jednak z pewnością mogła być niezmiernie wdzięczna swojemu towarzyszowi.
Przynajmniej do czasu, gdy ten nie postanowił wyrzucić szczątków. W zamierzeniu, choć całkowicie na oślep, jak najdalej od siebie. Rzeczywistość nie była jednak tak piękna. Odrzucony palec uderzył o coś miękkiego, odbijając się od tego i upadając zaledwie kilkanaście centymetrów od lewego buta Hendersona. Być może nie byłoby w tym nic dziwnego - w końcu las pełen był omszonych krzewów i drzew, a także różnego rodzaju bluszczy i wystających hub - gdyby nie to, że dziwny, majaczący we mgle kształt zdecydowanie nie wyglądał na roślinę.
Wręcz przeciwnie, był duży, ciemny i zatrważająco ludzki, miarowo kołysząc się jakby kilka metrów nad ziemią. Raz za razem, raz za razem, miarowo, jak gdyby w niewyczuwalnym przez nich wietrze… Nie dało się go nie dostrzec i, co gorsza, nie dało się go także ominąć. Nie, jeśli brali pod uwagę aktualnie najpewniejszą, najbezpieczniej wyglądającą - przynajmniej wedle tych kilkudziesięciu centymetrów, jakie obecnie widzieli we mgle - drogę w dół.
[Profil]
 
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-04-22, 00:02   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Nawet jeśli we włosach coś jej zostało, Fay w to po prostu nie wnikała. Przecież... szczątki nie gryzły, tak? Po prostu... pozbędzie się tego pod prysznicem i tyle. A teraz? Im szybciej to wszystko zakończą, tym szybciej będą mogli się stąd ewakuować do obozu i zapomnieć o sprawie.
Brzmiało jak całkiem niezły plan, który można było sobie wmówić, żeby podnieść się na duchu i jakoś to wszystko znieść, nie uciekając z wrzaskiem z tego przeklętego miejsca.
- Uwierz, ostatnie co chcę robić, to to rozpamiętywać i rozpowiadać - rzuciła tylko, bo naprawdę, mógł być pewny, że to wszystko pozostanie między nimi. Nawet przy zdawaniu raportu pewnie nie będzie wrawać się w szczegóły kto i kiedy miał jakiego typu moment słabości.
Zgodziła się co do tego, żeby iść dalej. Nie przypuszczała jednak, że zaraz natrafią na kolejne ciało, tym razem wiszące i... Fay jakoś nie chciała się do niego zbliżać. Cholera wie, czy będzie miało zamiar na nich skoczyć czy co, a drogi i tak nie widzieli całej, więc nie wiedzieli, czy ta koło wisielca jest rzeczywiście najbezpieczniejsza. Murphy wolała się wycofać, zaryzykować inną trasą, byleby tylko jakoś ominąć ciało.
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-04-22, 00:45   

Wybór trasy prowadzącej koło wisielczego kształtu, a właściwie - najprawdopodobniej w pewnym sensie tuż pod nim, zdawał się być raczej jedną z logiczniejszych opcji, jednakże ostatnie wydarzenia najwyraźniej wstrząsnęły Fay znacznie bardziej, niż to okazywała. Cóż się jej zresztą dziwić... Bliższe spotkania z zaskakująco żywymi martwymi z pewnością nie należały do codzienności, nawet dla mutantów. W takim wypadku poszukiwanie innej ścieżki w dół nie było zatem raczej bezpodstawnym szukaniem kłopotów. Wręcz przeciwnie, w teorii mogło oszczędzić im kolejnych problemów.
Dokładnie tak... W teorii.
Chcąc uniknąć spotkania z kolejnym trupem - mężczyzną o rozmytych, jakby nieokreślonych rysach twarzy i głowie obróconej tyłem do członków Bractwa - Fay mogła wybrać wiele punktów zejścia... Na zawał, którego oboje mogli niechybnie dostać, gdy kolejna seria huków rozdarła ciszę. Choć dźwięki wystrzałów nie różniły się niczym od poprzednich, jakie mieli okazję usłyszeć, tym razem nie towarzyszyły im już upiorne krzyki. Nie oznaczało to jednak, że nie było na nie miejsca...
Żadne z nich nie było w stanie dokładnie określić, które dostało pierwsze, bowiem rozlewające się plamy pojawiły się dokładnie w tej samej chwili, dostrzegalne wyłącznie dla tej drugiej osoby. Fay nie widziała zatem własnych ran, tak samo jak Ronnie nie dostrzegał swoich. Oboje mogli jednak obserwować, jak krew pojawia się kurtce partnera, barwiąc ją szkarłatem... Ciepła, czerwona ciecz spływała w dół, ściekając po nogawkach aż na ziemię, gdy kolejne otwory - najprawdziwsze w świecie dziury, niczym skutki wystrzałów z karabinu maszynowego - eksponowały żywe mięso i biel ludzkich kości.
Dźwięki kolejnych powtarzalnych wystrzałów wibrowały im w uszach, a leśne poszycie wchłaniało coraz więcej krwi... Czy mogło być gorzej?
[Profil]
 
 
ronnie henderson



Some people survive chaos and that is how they grow. And some people thrive in chaos, because chaos is all they know

przyśpieszenie molekularne

84%

Rebel





name:

Ronnie Henderson

alias:
Vibe

age:
33

height / weight:
198/106

Wysłany: 2018-04-22, 22:47   
  

   1 Rok na Giftedach!


Najbardziej frustrujące w tym wszystkim było to, że czuł się tak bardzo zmieszany tym co się właśnie działo, że naprawdę wolał spotkać się twarzą w twarz z dogs niż z tymi przerażającymi kreaturami i uniknąć zastanawiania się o co tutaj do cholery chodzi. Ale jak się okazało to nie był koniec. Gdzieś tam w mgle zaczęła majaczyć się sylwetka wisielca. Rzucił krótkie spojrzenie swojej kompance jakby chciał się upewnić czy ona także to widzi. To wszystko było bardziej podobne do jakiegoś koszmarnego snu, niżeliby do rzeczywistości.
Zdążył zrobić zaledwie dwa kroki, gdy to usłyszał. Strzały? Krzyki? Sam nie potrafił tego określić, ale odpowiedź nadeszła bardzo szybko, gdy zobaczył krwawe ślady na odzieży Fay. Złapał ją za ramiona, bo zdawało mu się, że zaraz straci przytomność. Nagle straciła tak wiele krwi. Krótka wiązanka cichych przekleństw wydostała się z jego ust i pociągnął ją w stronę najbliższego drzewa, aby ukryć się przed niewidzialnymi kulami. Nagle strach stał się znacznie bardziej realny. Nie znał jej. Ale była tu z nim. Był za nią odpowiedzialny. Nie zasłużyła, żeby zgnić tutaj jak reszta tych trupów. Przycisnął miejsce, w którym jak zdawało mu się krwawi.
_________________
TELL ME, FATHER, WHICH TO ASK FORGIVENESS FOR:
WHAT I AM, OR WHAT I'M NOT?
[Profil]
  [0-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,04 sekundy. Zapytań do SQL: 5