Poprzedni temat «» Następny temat
Sommer Studborn
Autor Wiadomość
Sommer Studborn



Let the rain wash away all the pain of yesterday

Niewidzialność

68

Panna z kotem





name:

Sommer Studborn

alias:
Rain

age:
21 lat

height / weight:
168/50

Wysłany: 2018-04-15, 15:20   Sommer Studborn

Sommer Rain Studborn
urodzona w Seattle 1997 roku, mieszka tam od zawsze, przynależy do Factionless, pracuje jako kelnerka, a wizerunku użycza Bridget Satterlee
historia
Można się zastanowić, czy ta historia przypadkiem nie zawiera w sobie zbyt wielu dramatów, ale jednak i takie historie się zdążają, więc trzeba jakoś to przeboleć. Ale zaczynając od początku, bardzo od początku...
Z reguły nie ma co się rozwodzić nad samym dniem narodzin, jednak w tym przypadku może okazać się to znaczące, bo to właśnie wtedy życie Sommer ledwo się zaczęło, a już się skończyło. Przychodząc na świat nigdy nie było jej dane poczuć serca bicia matki, bo ta zmarła podczas porodu. Dla większości nie było to zaskoczeniem, bo ciąża była przez długi czas zagrożona, a przez przyszłymi niedoszłymi rodzicami postawiony był wybór - kogo ratować w razie konieczności, matka czy dziecko? Nieważne jak bardzo nie chcieli o tym myśleć podjęli decyzję. Matkę. Wybrali by ratować matkę. Decyzja była taka a nie inną być może dlatego, że niedoszły ojciec Sommer niekoniecznie był gotowy na dziecko. Byli młodym małżeństwem, a on chyba nie był zbyt odpowiedzialny. Chyba - bo ciężko mówić o konkretach kiedy nie zna się człowieka. W każdym razie, skoro wybrali by w razie konieczności ratować matkę to dlaczego stało się inaczej? Przypływ instynktu macierzyńskiego, jakiś głos z nieba, czy inne niewiadomo co? Tego się nikt nigdy nie dowie, ale gdy biologiczna matka Sommer wiedziała, że jedna z nich nie ujdzie cało to zmieniła zdanie. Postanowiła ratować dziecko. Nie wiem czy ktoś kto nie był w podobnej sytuacji potrafi sobie wyobrazić wściekłość ojca i irracjonalną nienawiść do noworodka. Nie trzeba jednak długo myśleć, żeby domyślić się jednego - ojciec również ją zostawił.
I to chyba właśnie wtedy wszystko się zaczęło.

Po kilku dniach w szpitalu Sommer trafiła w ręce opieki społecznej, która miała znaleźć jej nowy, i zarazem pierwszy dom. Rain, sierota. Zapytacie "zaraz, a Rain to nie pseudonim?"? Otóż nie do końca. W momencie opuszczenia szpitala to właśnie tak się nazywała. Rain. Kiedyś od opiekunek w sierocińcu usłyszała, że dostała to imię od pielęgniarek, bo jej narodziny były bardzo smutne, a za oknem padał deszcz. I nawet jeśli tak było, to niewiadomo czy go prawda czy tylko głupia opowieść, żeby nadać jej poczucie wyjątkowości. W każdym razie dla ułatwienia - dalej będzie nazywana po prostu Sommer.

Tak więc Sommer zawsze miała w sobie coś innego, zawsze była innym dzieckiem. Wycofanym, raczej samotnym. Otaczała się jedynie może dwoma najlepszymi przyjaciółmi, których i tak traktowała z dużym dystansem. W ośrodku adopcyjnym zawsze była tym dzieckiem, które siedziało w kącie i nigdy nie była najlepszym materiałem na adopcyjne dziecko. Opiekunki często powtarzały, że lubiła znikać. Tylko żadna z nich nie wiedziała jak bardzo dosłownie lubiła znikać...

Zaczęło się jak miała może siedem lat. Jej wspomnienia z tamtych dni są bardzo niewyraźne. Ciężko wyjaśnić z racjonalnego punktu widzenia to, co wtedy się stało. Po prostu zniknęła. Typowa Sommer, która lubiła samotność zawsze szukała miejsca by się zaszyć i spędzić tam resztę dnia, gdy coś się stało. Często jej się to zdarzało, jednak ten raz był inny. Każdemu, nawet dziecku zdarza się sytuacja, w której po prostu się pęka i nie wytrzymuje napięcia, jakby coś w środku pękło na milion kawałków. Zawsze odmienna Sommer bywała obiektem kpin i żartów ze strony innych sierot, ale tamtego dnia było inaczej. Było gorzej. Tak samo jak każdy kiedyś pęka - tak samo każdy kiedyś doznał złudnej nadziei. Tamtego dnia Sommer miała "przyjemność" spotkania się ze swoją nową, potencjalną rodziną. Duże przeżycie. Zwłaszcza gdy zostaje się odrzuconym przez to jakim się jest. Tak, dokładnie - Sommer była zbyt wycofanym i ponurym dzieckiem, ładna buźka nie wystarczyła. Nieczęsto zdarzało się, że adopcyjni rodzice jednak rezygnowali z dziecka, które miało trafić pod ich dach, zwłaszcza jeszcze przed podpisaniem papierów adopcyjnych. Fałszywa nadzieja, zrujnowane marzenie, ale i również wyjątkowa okrutność dzieciaków, które zrobiły z Sommer największego odmieńca, którego nikt nie chce. Więc uciekła. Zaszyła się w swoim kącie do którego zawsze uciekała. Byle z dala od wszystkich. Kiedy w końcu, po kilku godzinach wyszła ze swojego "bezpiecznego miejsca" dookoła siebie widziała panikę. Dzieciaki były zdezorientowane, a opiekunki biegały jak nie w jedną stronę, to w drugą. Krzyczały coś do siebie, zachowywały się bardzo dziwnie. Zupełnie jakby w wielkiej panice czegoś szukały. Niewzruszona Sommer postanowiła to zignorować i udała się do swojego pokoju, gdzie poszła spać. A przynajmniej próbowała, bo nie minęło piętnaście minut, a do pokoju wpadła jedna z przestraszonych opiekunek. W tamtym momencie Sommer niewiele rozumiała, była zdziwiona i przestraszona. Nie potrafiła wyłapać sensownych zdań z bełkotu kobiety. Nie wiedziała co ma odpowiedzieć gdy dowiedziała się, że to właśnie jej wszyscy szukali, że wprowadziła zamieszanie, że to głupie żarty, że co ona sobie wyobraża, itp, itd. Długo by wymieniać. Przez cały tydzień karnej izolatki nie wiedziała jak sobie to poukładać w głowie. Była dzieckiem, czemu miałaby robić coś takiego? Przecież przechodziła im przed nosem, jak mogły jej nie zauważyć? Te i inne myśli nie dawały jej spokoju jeszcze przez jakiś czas. Tłumaczyła to sobie tym, że była zbyt mało ważna żeby ktokolwiek ją zauważył, a to wydarzenie sprawiło, że jeszcze bardziej zamknęła się w sobie.

Mijały miesiące, a dziwna sytuacja powtórzyła się tylko raz. Znowu poczuła się maksymalnie niewidzialna dla innych. Znowu poczuła, że jest aż tak bardzo niechciana, że aż niewidzialna dla innych. I znowu nie wiedzieć czemu musiała ponosić karę za coś, czego przecież nie zrobiła, ale nie potrafiła wyjaśnić. Dla niej było oczywiste, że przecież nigdzie sobie nie poszła, ale opiekunki twierdziły swoje.
Dopiero około dwa lata później od pierwszego niewyjaśnionego wydarzenia, kiedy Sommer miała już jakieś dziewięć lat wszystko zaczęło układać się w całość. No, powiedzmy, że mniej więcej coś się rozjaśniło, chociaż dalej było nie do wyjaśnienia... Niewidzialność.
Tego dnia dobre pięć minut gimnastykowała się przed lustrem, skakała i machała próbując zrozumieć co jest z nim nie tak. Popsute lustro, które nie pokazuje odbicia? Otóż nie. Zrozumiała, że to z nią dzieje się coś dziwnego. Za każdym razem kiedy nieświadomie bardzo chciała zniknąć - znikała. I to dosłownie. Zaczęła zbierać elementy układanki w całość.

Mijały lata. Sommer dalej jeszcze tkwiła w ośrodku adopcyjnym, czekając na potencjalnych rodziców. W wolnych chwilach starała się powtarzać sztuczkę z niewidzialnością, rzecz jasna w tajemnicy. Nie powiedziała o tym nikomu, nikt też przypadkiem się o tym nie dowiedział. Z czasem nawet potrafiła znikać na zawołanie. Bywało różnie - czasem na chwilę, czasem nawet na kilkanaście minut, co wtedy zdarzało się bardzo rzadko. Z uporem ćwiczyła, próbując przy tym kompletnie nie zamknąć się przed ludźmi. Nie chciała wywołać podejrzeń. Jej nastawienie również nieco się zmieniło, bardzo chciała opuścić to miejsce i w końcu zacząć jakoś żyć. Chociaż jej wycofanie i wieczny strach przed ludźmi chyba nie były przydatne, bo naprawdę długo czekała, aż w końcu ktoś dostrzegł w niej "to coś".

W 2012 roku nadszedł ten długo wyczekiwany przez nią dzień - adopcja. W końcu ktoś chciał ją przygarnąć, co dla niej było ciężkie do pojęcia, w końcu była już nastolatką, a ludzie z reguły chcieli adoptować małe dzieci, często niemowlęta. Ale nie ma co narzekać, w końcu jej jedyne marzenie się spełniło!
Rany, jak cudownie było jej żyć z nowymi rodzicami. Byli wspaniałymi ludźmi, w podeszłym wieku, ale doskonale rozumieli jej potrzeby i nastoletnie zachowania. Barbara i Thomas uwielbiali Sommer z wzajemnością. To właśnie im zawdzięcza nowe imię. Od tamtego momentu już nie była Rain, co niby było zbyt smutne jak na dziecko z jej uśmiechem. Chcąc odciąć ją od smutnego etapu w jej życiu zaproponowali zmianę. Sommer, tak właśnie brzmiało jej imię. Z początku miało być to Summer, jednak chęć oryginalności wzięła górę.
Jednak mimo wszystko nowy dom nie sprawił, że Sommer stała się radosnym dzieckiem. Owszem - była dużo bardziej towarzyska i radosna, ale dalej miała swoje skłonności do popadania w chęć samotności i dalej podchodziła do wszystkich z dystansem. Było za wcześnie żeby komukolwiek zaufać. Zwłaszcza jeśli chodziło o jej "dziwactwo". Udawało jej się nie znikać bez kontroli swojej mocy, a ćwiczyła ją tylko w momencie gdy była sama w domu, w zamknięciu. Dzięki intensywnym treningom całkiem szybko udało jej się radzić sobie z panowaniem nad swoją niewidzialnością. Z czasem zaczęła ją wykorzystywać dla swoich korzyści.

04-07-2014.
To właśnie tego dnia wszystko się zmieniło. To właśnie tego dnia wszystko się posypało, mimo obiecującej przyszłości. W ataku terrorystycznym zginęli jej adopcyjni rodzice, co bardzo źle wpłynęło na Sommer, a ona sama dowiedziała się, że istnieją inni ludzie, którzy tak samo jak ona mają nietypowe zdolności. Ona jednak nie próbowała się niczego o nich dowiedzieć. Nie chciała być w to zamieszana, nie chciała mieć z nikim takim do czynienia. Zaczęła darzyć mutantów swego rodzaju nienawiścią za to, że pozbawili jej rodziców, których dopiero co zyskała.
Jej charakter ponownie bardzo się zmienił. Była wycofana jeszcze bardziej, jeszcze bardziej stroniła od ludzi i jeszcze bardziej chciała zostać sama. Nie chciała już nigdy się do nikogo przywiązać.

Zaczęła się ukrywać. Była zbyt młoda żeby mieszkać sama i zbyt przestraszona tym, że ktokolwiek odkryje jej zdolności. Nie wiedziała co ze sobą zrobić, a widząc co zaczęło się dziać z ludźmi, którzy byli jakoś podobni do niej nie chciała się wychylać.
Do momentu osiągnięcia pełnoletności żyła niemalże w całkowitym ukryciu. Zbawieniem była dla niej jej moc, która pozwala stać się niewidzialną. Nie trzeba mówić jak przydatna jest ta umiejętność podczas drobnych kradzieży.

W 2015 roku zdecydowała się podjąć pracę w barze, jako kelnerka, by móc żyć uczciwie. No, powiedzmy, że w miarę uczciwie. Starała się żyć normalnie, ukrywając strach przez zauważeniem przez przeciwników mutantów. Szło jej nawet całkiem nieźle, jej życie wyglądało w miarę normalnie, dalej nikt nie wiedział o jej zdolnościach. Może wyglądała zbyt zwyczajnie, żeby być "inną", kto wie.
Ona sama starała się nie mieszać w ogólny konflikt. Zachowywała się tak, jakby to zupełnie jej nie dotyczyło. Ogólnikowo można rzec, że w momencie w którym zginęli jej nowi rodzice to nienawidziła każdego po równo. Żyła swoim życiem. A przynajmniej się starała.

Wyglądało to tak do 2016 roku. To właśnie wtedy miała miejsce ucieczka pacjentów z ośrodka terapii genetycznej w okolicach Seattle, raczej większość ludzi miało okazję o tym słyszeć. Media takich rzeczy nie olewają, niestety. Ale dążę do tego, że Sommer była jedną z pacjentów, którzy wtedy uciekli. A raczej była niedoszłą pacjentką. Bóg jeden wie jakim cudem ktoś ją odkrył i zabrał siłą do ośrodka, ale na jej szczęście było to niedługo tuż przed wspomnianą ucieczką, więc nawet nie rozpoczęto na niej terapii hamowania jej mutacji. Ale to jak została potraktowana w pamięci zostanie.

Po tamtych wydarzeniach na ponad rok wróciła do życia w ukryciu. Żyła z dnia na dzień, zajmowała się głównie większymi lub mniejszymi kradzieżami, które okazywały się banalne kiedy potrafiła zapanować nad swoją mocą.
Pomieszkiwała głównie na obrzeżach miasta i nie wiedzieć czemu nie chciała go opuścić, co byłoby w jej przypadku dobrym, jak nie najlepszym posunięciem.
Dopiero od niedawna próbuje udawać, że jej życie jest normalne. Ponownie znalazła prostą pracę, w mało obleganym pubie. Byle coś robić, ale nie rzucać się w oczy.

Może pod latarnią faktycznie jest najciemniej.
charakter
- wiecznie wycofana i nieufna
- do ludzi podchodzi z bardzo dużym dystansem
- często kłamie, bo nie lubi mówić o sobie
- z zewnątrz zgrywa twardą i według każdego taka właśnie jest, ale w środeczku jest bardzo wrażliwa. Ukrywa swoje emocje
- jeśli kogoś lubi to pokazuje to w niecodzienny sposób. Z reguły po prostu pozwala na towarzyszenie sobie i pogada na temat samopoczucia
- nawet jeśli już jakimś cudem Cię lubi to i tak prawdopodobnie będziesz miał wrażenie, że Cię nienawidzi
- nie potrafi ukazywać emocji i potem często sama się na siebie za to wścieka
- jakby nie patrzeć to jest lojalna i dotrzymuje obietnic
- często bywa nerwowa i niecierpliwa
- ale to nie tak, że nie lubi ludzi. Po prostu nie potrafi sama przed sobą przyznać, że ich potrzebuje, a innym nie potrafi okazywać uczuć
- z reguły zamiast się wkur... Wkurzyć to po prostu odwraca się na pięcie przyjmując zasadę, że nic jej nie obchodzi. Albo sobie znika i wtedy nie wiesz czy już możesz zacząć ją obgadywać czy jeszcze nie
- ale jak już się zdenerwuje to lepiej uciekaj
opis mocy

Niewidzialność.
Pierwsze przypadkowe użycie miało miejsce gdy Sommer miała siedem lat. Kilka miesięcy później kolejny przypadek. W wieku dziewięciu lat zrozumiała, że to jest jakaś jej specjalna umiejętność i rozpoczęła ćwiczenia i próby wywołania jej, a następnie zapanowania. Od tamtego momentu poświęcała dużo czasu na treningi, jeszcze nie zdając sobie sprawy z powagi sytuacji.

Nie jest to skomplikowana moc. Potrafi stać się niewidzialna na zawołanie. Potrafi sprawić, że jej ciało nie blokuje światła, dzięki czemu widać to co jest za nią - tak właśnie działa niewidzialność. Jest to swego rodzaju sztuczka z zakrzywieniem światła wokół siebie, dzięki czemu ludzkie oko nie potrafi jej zauważyć. Mimo niewidzialności dalej można ją usłyszeć, wyczuć czy dotknąć. Dlatego zwinność i precyzja jest przy tym istotna. Jako ciekawostka - czujniki ruchu nie wychwytują jej w stanie niewidzialności, więc bywa to kłopotliwe.
Aktualnie próbuje również nauczyć się zakrzywiać światło dookoła obiektów, które wejdą w jej posiadanie. Cóż, na razie jest w fazie ćwiczeń, ciężko mówić o sensownych rezultatach.
Mimo stażu i treningów zdarza jej się przesadzić z używaniem swojej mocy. Skutkuje to mocnym krwotokiem z nosa, a czasami ostrym bólem głowy i ogólnym osłabieniem organizmu.

Kilkusekundowe (około 5 sekund) znikanie nie wpływa na jej stan zdrowia, o ile w ciągu posta nie robi tego więcej niż trzy razy. W innym przypadku musi odpocząć.
Dłuższy stan niewidzialności, bez przerw potrafi utrzymać przez 6 postów. Dłuższe używanie skutkuje gwałtownym pogorszeniem stanu zdrowia (w.w. skutki uboczne), co nie pozwala jej na długie przeciągnie tego i jest ryzykowne.
Każdy odpoczynek zajmuje jej 2 posty, a w przypadku odpoczynku ze skutkami ubocznymi - 3.
ciekawostki
- uwielbia koty, sama posiada jednego. Czasami bawi się w kocią matkę i przygarnia sieroty, żeby znaleźć im dom. Oczywiście wykarmia je kradzionym jedzonkiem
- boi się psów, dużych psów
- mało kto zna jej prawdziwe imię. Z reguły przedstawia się pseudonimem, czyli dawnym imieniem - Rain
- jej mieszkanie to jeden, wielki, artystyczny nieład. Zajmowanie się sztuką odciąga ją od codzienności
- dużo pali i unika picia alkoholu, bo ma zbyt słabą głowę żeby pić bez osoby, która ma na nią oko i pilnuje od złego
- bardzo często spotkać ją można ze słuchawkami na uszach,
nawet jeśli nie leci w nich muzyka. Odcina się tak od ewentualnych, zbyt towarzyskich ludzi
- kompletnie nie potrafi gotować
- nie rozstaje się ze swoim nożem sprężynowym
- lubi wyjeżdżać poza miasto by odpocząć, ale nie wiedzieć czemu nie potrafi opuścić Seattle na stałe
- na przedramieniu ma tatuaż, zrobiony igłą na jakiejś imprezie. (Tak, to byl jeden z tych momentów kiedy ktoś jej nie przypilnował z alkoholem). Jest to przerwany znak nieskończoności - nic nie trwa wiecznie. Jednak się go nie wstydzi, aczkolwiek również nie chwali - znaczenie jest dla niej bardzo sentymentalne, w dalszym ciągu rozpamiętuje przeszłość
- ^ właśnie dlatego zdaje się jakby nie było w niej życia
- ma całkiem niezły głos, ale unika śpiewania publicznie. Z reguły są to tylko jakieś smętne występy pod prysznicem


[Profil]
 
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2018-04-18, 22:50   
  

   2 Lata Giftedów!


Karta zaakceptowana!
Poziom opanowania Twojej mocy to: 68%
Tak jak pisałam w wiadomości prywatnej, to kartą jestem zachwycona! Pomimo tego, że jestem bardzo zmęczona ( :zzz: ), to czytało się super przyjemnie i w ogóle kocham <3
Historia Rain jest dość smutna, ale mam nadzieję, że dziewczyna sobie poradzi w życiu i nie da się złapać.
Miłej zabawy na The Gifted <3
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ZAMKNIĘTY ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,04 sekundy. Zapytań do SQL: 5