Poprzedni temat «» Następny temat
Przestrzeń wspólna
Autor Wiadomość
Bradley Grey



Awesome

manipulacja Magią Chaosu

88%

szuka zemsty





name:

Bradley Grey,

alias:
Adam Bishop / Warlock Lord

age:
27

height / weight:
183 / 80

Wysłany: 2018-04-05, 20:41   
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


Gdy dostał SMS wiedział, że coś się święci. To nie była pierwsza taka sytuacja, a Brad jeszcze nie wiedział, że już ostatnia. Nie było czego się wstydzić, oboje byli dorośli i mieli swoje potrzeby, a jako single nie mieli z kim ich realizować. W każdym razie po ich ostatnim spotkaniu miał mieszane uczucia. Trzy razy się kąpał zanim zmył z siebie odór żula, który go przytrzymywał. Zanim Brad zdążył się go pozbyć w miarę humanitarny sposób, całkiem już przesiąknął tym zapachem.
W każdym razie kiedy dotarł do domku Tildy był czysty i pachnący, bez żadnych nieprzyjemnych pozostałości. Na początku myślał, że po prostu pogadają, coś wypiją i ewentualnie później mogło się coś wydarzyć. Ale chyba dziewczyna miała inne plany, bo gdy tylko wszedł do środka, rzuciła mu porozumiewawcze spojrzenie, które natychmiast podłapał. Kiwnął głową i podążał za nią do jej pokoju. Skoro tego właśnie chciała, to nie widział przeciwwskazań.
Zdziwił się nieco jej nagłością, kiedy przyparła go do ściany przez moment stał nieruchomo, pozwalając, by dziewczyna przejęła inicjatywę. Ten scenariusz nieco różnił się od poprzednich ich spotkań, ale nie wnikał w powody. Dziewczyna była atrakcyjna i bądź co bądź - co za różnica jaki powód? Nie był jakąś wrażliwą laską, żeby się przejmować rzeczami typu "a może myśli o innej". Jak będzie myślała to już jej sprawa. Brad nie rościł sobie żadnych oczekiwań, bo uważał, że nie ma takiego prawa. Gdy góra jego ubrania leżała już na ziemi, mężczyzna ujął twarz Matildy w dłonie i pocałował.
- Jesteś pewna? - wymruczał pomiędzy pocałunkami. Nie wyglądała tak jak zwykle i zastanawiał się tak zwyczajnie, po koleżeńsku. Nie chciał też, żeby robiła coś wbrew sobie.
_________________

I'll start a riot
until you hear me
[mru]
[Profil]
  [A-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-04-05, 20:52   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


To właśnie dlatego wybrała Brada. Nie pytał, nie oceniał i czasami była też pewna, że rozumiał. Ale to nie powinno jej obchodzić. Nie szukała zrozumienia, czy aprobaty. Robiła to co chciała, bo nikt nie miał jej tego zabronić. A tak się składało, że potrzebowała bliskości. Potrzebowała bardziej niż kiedykolwiek. Zwłaszcza po sytuacji z Hopperem, kiedy nie była w stanie myśleć o niczym innym. Tak. Ten plan był idealny, dlatego też się nie patyczkowała. Po prostu zwinnym ruchem ściągnęła z Grey’a bluzę, rzucając ją gdzieś w kąt pokoju i pozwoliła się pocałować. Ba, nawet pogłębiła ten pocałunek. Ale dość szybko zrozumiała, że było to coś innego niż oczekiwała otrzymać. Tak, Brad był zajebiście pociągający. Tak, świetnie całował. I tak – jego dłonie niejedną dziewczynę przyprawiały o zawroty głowy. Ale najwidoczniej nie Matilde. Nie dzisiaj.
– Żadnych pytań – wyrzuciła z siebie, wzruszając przy tym ramionami. Nie chciała rozmawiać. Chciała po prostu coś poczuć. Tak jak kilka dni temu. Chciała się poczuć tak jak przy Hopperze. Ale o zgrozo, od samego początku wszystko wydawało się iść nie tak jak powinno. Wszystko. Ale Wallace to ignorowała. Zanim zarzuciła ręce na szyję Bradley’a, sama postanowiła zrzucić z siebie koszulkę. Może i Grey zamierzał się ślimaczyć, ale nie ona. Chciała szybko, jak najszybciej. I jak najmniej boleśnie. Przerażała ją myśl, że mogła nie osiągnąć celu. I z każdą sekundą zauważała, że zamiast przybliżyć się do otrzymania celu.. oddalała się. I wtedy po prostu przywarła do niego całym ciałem, składając na jego ustach pocałunek, który nie smakował tak jak powinien. Nic nie było tak jak powinno.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Bradley Grey



Awesome

manipulacja Magią Chaosu

88%

szuka zemsty





name:

Bradley Grey,

alias:
Adam Bishop / Warlock Lord

age:
27

height / weight:
183 / 80

Wysłany: 2018-04-05, 21:14   
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


Dlaczego miałby oceniać, skoro sam robił podobnie? Nie przywiązywał się, seks traktował tylko jak przyjemność, a nie moment połączenia dusz czy inne pierdy, które wymyślały romantyczne pary, żeby sobie wmówić, że jest najlepiej i nie zdradzać się na bokach?
To też nie tak, że nie wierzył w miłość, bo jasne, pewnie kiedyś spotka kogoś dla siebie. Ale na razie nie zamierzał się wiązać, więc korzystał z życia ile wlezie i robił co mu się żywnie podobało, bo jak to sama napisałaś, nikt nie mógł im tego zabronić. Choć mężczyzna oczywiście jeszcze nie wiedział, że dziewczyna wpadła w sidła miłości i aktualnie nie była tak wyluzowana jak zwykle. Początkowo niczego nie podejrzewał i kontynuował wymianę pocałunków. Swoją drogą dobrze, że dodałaś "nie dzisiaj", bo to przecież nie znaczy, że w przeszłości nie przyprawiał jej o zawroty głowy ^^ .
Zmarszczył nieco brwi na jej odpowiedź, ale kiwnął głową i kontynuował co zaczęli. Skoro nie chciała rozmawiać, mógł się w pełni dostosować. Też nie był zwykle specjalnie wygadany. Chociaż powoli coraz bardziej czuł, że coś jest nie tak. Nie zwykł się śpieszyć, więc jej tempo było zaskakujące. Gdy przywarła do niego ciałem, objął ją i przycisnął jeszcze bardziej do siebie, jednocześnie przesuwając swoje usta po jej ustach-policzku-żuchwie-szyi. Dłonie mimowolnie powędrowały do zapięcia stanika, żeby uwolnić ją z tego mini-więzienia (o ile miała stanik :lol: )
_________________

I'll start a riot
until you hear me
[mru]
[Profil]
  [A-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-04-05, 21:34   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Przez chwilę łudziła się nawet, że im szybciej będzie go całować, czy dotykać – tym mniej myśli wypełni jej głowę. W końcu najlepsze na niemyślenie było jakieś zajebiście interesujące zajęcie. A tak się składało, że seks całkiem dobrze pasował do tej kategorii. I ilekroć Bradley dorównywał jej tempa, Matilde jeszcze bardziej przyspieszała. Kompletnie brakowało jej tchu, a jednocześnie każdy kolejny pocałunek coraz mniej przypominał pożądanie. Wallace czuła się żałośnie. Zupełnie, jakby wręcz błagała go o pomoc. Ba! Cała jej postawa wręcz krzyczała: zrób ze mną cokolwiek, po prostu uwolnij mnie od tych przeklętych myśli. Ale to nie było proste.
Dotykał ją i całował, ale skóra nie paliła jej tak jak zawsze. Nie czuła przyjemnych prądów w podbrzuszu, nie było jej nawet gorąco. Wszystko robiła automatycznie, jakby na pamięć. Ale nie czuła przy tym kompletnie nic oprócz coraz bardziej doskwierającej samotności. O ironio. Byli przecież tak blisko! Czuła jego oddech na swoim karku, czuła jego dłonie na swoich plecach, a mimo to.. jeszcze nigdy nie była bardziej samotna niż w tym momencie. Co, do cholery, było z nią nie tak? Dlaczego nie była w stanie poddać się temu mężczyźnie?!
I gdy tylko zarejestrowała do czego mężczyzna zmierza, Matilde automatycznie zrobiła krok do tyłu, chcąc powstrzymać Bradley’a przed rozpięciem stanika. A potem.. gdy tylko sobie to uzmysłowiła, posłała mu przepraszające spojrzenie i ponownie do niego przywarła. Pocałowała go. Pocałowała go, wkładając w to tyle namiętności i zaangażowania, ile mogła tylko z siebie w tamtej chwili wykrzesać. Ale to nie było to. I nagle to do niej dotarło. Nie było w tym czułości, czy uczucia. Nie było w tym nic. Były to puste czynności, na które nie miała już więcej ochoty. Nie po tym, gdy zasmakowała czegoś innego. I wtedy po prostu przekrzywiła głowę w prawo, jednocześnie uchylając się od jego ust.
– Brad… – wyrzuciła z siebie cicho, jednocześnie robiąc krok do tyłu i podnosząc z podłogi ich koszulki. Wręczyła Grey’owi jego własność, po czym cichym i nieco zawstydzonym tonem głosu wyrzuciła z siebie: – Ja… myślę o kimś innym. Powinieneś..
I choć nie dokończyła, to doskonale wiedziała, ze Bradley załapał aluzję. Obserwowała w ciszy, jak jego idealny tors zostaje zasłonięty koszulką. To zabawne, że tak bardzo była zawiedziona jego gładkością. Nie było na jego ramionach blizn. Blizn, których tak usilnie dzisiaj szukała. A potem.. po prostu odprowadziła Grey’a do drzwi i pozostała sama w ciemnościach.

/zt x2
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-04-11, 21:17   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


/jakoś godzinę po zebraniu Bractwa

Wciąż była zła, ale w tym momencie jakąkolwiek wściekłość powoli zastępowały obojętność i dziwne znudzenie. Właściwie czemu ona w ogóle wydawała się rozczarowana? To była Colleen, nie można było się po niej spodziewać żadnego profesjonalizmu. Miała władzę w rękach tylko dlatego, że urodziła się córką Yvonne. Żaden był z niej strateg, taktyk, czy mózg. Wallace miała nawet wrażenie, że Marie kompletnie nie miała swojego zdania. Wydawała się nie mieć też ani pomysłu, ani koncepcji. O wszystko, dosłownie wszystko musiała się pytać tego dupka – Hoppera. Nic dziwnego, że miał takie wybujałe ego, skoro nieporadna przywódczyni mu je łechtała na każdym kolejnym krokiem. Ale.. ale stop. Nie powinna się tak zapędzać. Nie powinna o tym myśleć, czy tym bardziej poddać się temu trudnemu do opisania uczuciu. Czy to możliwe, by w pewnym sensie była nieco.. zazdrosna? Nie mogła znieść tego, że tak zajebiście dobrze mu wychodziło ignorowanie jej, kiedy ona nie mogła przestać o nim myśleć. Rany, tak bardzo chciała mu się wytłumaczyć. Taki był plan, nie? Najpierw przy powrocie ze Seattle, ale on pokrzyżował jej plany i zostawił ją z Fay, nim Matilde zdążyła wypowiedzieć jakiekolwiek słowo. Dzisiaj za to… cóż, Matilde nie wytrzymałaby pozostania w tym toksycznym środowisku ani sekundę dłużej.
I gdy tak razem z Fay siedziały na kanapie, zajadając ze srebrnej miski przypalony popcorn, Matilde raz po raz wzdychała ciężko. Może i mogłaby znaleźć sobie jakieś pożyteczne, czy produktywne zajęcie, ale.. czy był sens? Nierówny, zadrapany sufit wydawał się o wiele bardziej interesujący niż śmierdzący chemią i krwią szpitalik.
– Sama nie wiem, Fay – odezwała się w końcu, tym samym odpowiadając na wcześniejsze pytanie koleżanki. – Wolę myśleć, że po prostu siedzi gdzieś w barze i popija drinki, czując się zajebiście dobrze z tym, że się o nią martwimy.
Cóż, ten scenariusz był naprawdę prawdopodobny, nie? Cassandra lubiła popijać i z pewnością byłaby w stanie zrobić im coś na złość. Mimo wszystko Wallace oderwała wzrok z zajebiście interesującego sufitu, by rzucić krótkie spojrzenie na zabójczo milczący telefon. Może jednak Murphy miała rację? Może powinny powiadomić Colleen? Ale jakakolwiek interakcja z przywódczynią wydawała się… mrozić krew w żyłach.
– W ogóle co to, kuźwa, miało być z tą pieprzoną Addams? Pomylona jakaś – Matilde miała olbrzymią ochotę przywalić tej całej matce roku. Rozumiała żałobę, sama tkwiła w niej od dwóch lat, ale nigdy nie zrobiła niczego podobnego. – Przydałoby jej się trochę rozluźnić. – dodała, a zaraz potem zmrużyła bystro oczy: – Nam również. W mniejszym stopniu niż jej, ale i tak. Zasłużyłyśmy.
Wzruszyła ramionami, jednocześnie w tym samym momencie przypominając sobie o jednej niezwykle istotnej sprawie. Ha. Na jej twarzy przez pewien czas widniała dziwna konsternacja, zupełnie jakby Matilde toczyła ze sobą wewnętrzną walkę. Odpuściła jednak. Była zmęczona, miała kaca i jej również należało się coś od życia.
– A jeśli znam dobry sposób? - zagadnęła z niewinnym uśmieszkiem, jednocześnie siląc się na najbardziej niepozorny i obojętny ton głosu.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-04-12, 12:14   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


// po zebraniu

Fay wychodząc z gabinetu Colleen może i byłą trochę zła na całą tą sytuację, jednak gdy już wzięła kilka wdechów świeżego powietrza, przeszła się do swojego domku, po kilku chwilach nie pozostało nic więcej jak tylko zmęczenie. Poprzedniej nocy spała naprawdę sporo, jednak mimo to chodziła lekko nieprzytomna i słaba. A szkoda, bo po czymś takim najchętniej wzięłaby swojego starego ipoda i przenośny głośniczek i przejęła salę gimnastyczną na godzinkę czy dwie, żeby wszystkie negatywne emocje zeszły z niej podczas tego, co wychodziło jej najlepiej. Tańcu.
Niestety, czuła się na to za słaba, więc po przyjściu do domku nie miała ochoty na nic innego, jak tylko rzucić się na łóżko i z niego nie wstawać. I... tak by się pewnie stało, gdyby nie poczuła maślanego zapachu popcornu, który postanowiła zrobić Matilda. Ostatecznie więc wylądowała na kanapie z przyjaciółką obok, misce z kukurydzą między nimi i chomikiem Dexterem, który właśnie wspinał jej się po koszulce, niuchając za kolejnym kawałkiem smakołyku.
Fay westchnęła pod nosem na słowa Tildy. Rozumiała ją, też chciała myśleć, że Cass jest bezpieczna i po prostu... odreagowuje to, co się stało na marszu, a potem w mieszkaniu Hoppera. Gdyby tak było, Murphy sama chętnie by do niej dołączyła.
- Może ja do niej napiszę, co? Na mnie nie jest zła... chyba, to może mi odpowie? Albo napisz z mojego telefonu - zaproponowała, cały czas obserwując zwierzaka, który znalazł w końcu drogę do jej palców trzymających kawałek popcornu, by w końcu porwać go małymi łapkami i zacząć pałaszować.
A wracając do Cass to rzeczywiście wolałaby komuś o tym powiedzieć. A przynajmniej chciała jeszcze wie godziny temu bo teraz nie była pewna, czy na cokolwiek to się zda. Chyba lepiej, gdyby zajęły się tym same, a jeszcze lepiej, gdyby Gardner po prostu wróciła, cała i zdrowa.
- Nie wiem, naprawdę. Ale wkurzyło mnie, ze Leilah potem tak po prostu zajęła miejsce obok Colleen jakby nigdy nic. Na miejscu Marie kazałabym jej wyjść ochłonąć - odparła, wzruszając lekko ramionami. Ale cóż, nie była Colleen, dlatego siedziała cicho, a gdy tylko nadarzyła się okazja, ulotniła się - Może gdyby nie chciała mnie udusić, dowiedziałaby się, że jej córkę zabiła Louanne Marie - dodała, uśmiechając się lekko ironicznie. Fay nie miała zamiaru zatajać tej informacji, jednak gdyby zebranie potoczyło się inaczej, kobiety dowiedziałyby się o tym już wtedy. A tak muszą czekać do kolejnej okazji, chyba, że komuś innemu przypomni się ten szczegół. Ale szczerze? Murphy jakoś mało to obchodziło.
- Mhm, zgadzam się - powiedziała, tym razem sama biorąc do ust trzy wybuchłe ziarenka. Rozluźnienie bardzo by się jej przydało, marzyła o butelce wina, albo jakimś mocnym drinku. Jak na razie jednak nie miała okazji do picia, wczoraj po lekach przeciwbólowych i tak była ledwie przytomna, dzisiaj pół dnia spała, a potem trzeba było iść na to cholerne zebranie - Myślałam, że nie możesz pić - rzuciła, przekrzywiając głowę w stronę Tildy, bo to o alkoholu myślała po jej wcześniejszych słowach.
[Profil]
  [0-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-04-12, 19:48   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


– Jestem pewna, że rozpozna kto pisze – rzuciła z cichym westchnięciem, wciskając sobie do ust kilka ziarenek kukurydzy. I na samą myśl o Gardner rozpoznającej jej charakter pisma, Wallace autentycznie wywróciła oczami. Cholerna Cassandra i jej szósty zmysł. Nawet jeśli Matilde chciałaby do niej napisać, to liczyła się z brakiem jakiejkolwiek odpowiedzi. Ot, tak dla zasady. Dlatego całkiem dobrze się składało, że Tilda nie miała zamiaru tego robić. Nie była z osób, stawiających tego pierwszego kroku ku zgodzie; w gruncie rzeczy niewygodna atmosfera i nienawiść w powietrzu zdawały jej się odpowiadać. W końcu nie można było czegoś spieprzyć, jeśli już było zepsute.
– Ale tobie na pewno odpisze – dodała po tym, jak przełknęła słonawy, maślany popcorn. To nie był właściwie taki zły pomył. Chociaż jeśli miała być całkiem szczera, Wallace była przekonana, że Cassandra wróci następnego dnia. Okej, może i była wściekła. Ale przecież Gardner nie miała się gdzie zatrzymać. Nie miała schronienia, nie miała pieniędzy i wciąż była ranna. Nie wspominając o tym, że była całkiem namiętnie poszukiwania przez policję. I jakby chcąc podkreślić, że napisanie do Cass było niezłym pomysłem, Matilde dodatkowo pokiwała głową.
– Założę się, że gdyby Leilah rzuciła się na kogoś ważnego dla Colleen… bez obrazy, to skończyłoby się to nieco inaczej – wszyscy wiedzieli, że w Bractwie niektóre osoby były ważniejsze od tych drugich. Nie byłoby to nic dziwnego, życie tak wyglądało. Wystarczyło jednak zachować jakieś pozory, czego Marie nie potrafiła robić. I to jeszcze bardziej utwierdzało Wallace w przekonaniu, że dziewczyna po prostu nie nadawała się do pełnionej funkcji. Władza ją przerastała.
– Ale tak czy siak, powinna ją wyprosić. Pokazałaby wtedy, że ma w ogóle coś do powiedzenia – i prawdopodobnie Matilde dodała by do tego coś jeszcze, gdyby nie kolejne słowa Murphy. Zaskoczona Wallace kilkakrotnie zamrugała powiekami. Wow, to była całkiem… interesująca informacja. Ba, to była jedna z tych informacji, które nie pozwalają ci później spać! Tilda nie spodziewała się takiego zwrotu akcji. Ha, być może rodzinka Colleen nie była aż taka nudna?
– Cóż za piękna ironia losu – być może powinna współczuć, ale empatia nie była cechą, której można było się nauczyć. A przynajmniej Matilde nie potrafiła. Chciała jednak zobaczyć reakcję nawiedzonej Addams, gdy ta się dowie, że krew jej ukochanej przywódczyni płynie w zabójczyni jej córki. Tak, szkoda dzieciaka. Ale Leilah? Wręcz przeciwnie.
– Nie do końca to miałam na myśli – odparła z cieniem uśmiechu. Nie, alkohol był złym pomysłem. I nie miała zamiaru popełniać tego błędu po raz drugi z rzędu. W końcu kac wciąż nie dawał jej spokoju. Było jednak coś o wiele bardziej niewinnego. Wallace wzniosła palec ku górze, chcąc tym samym dać przyjaciółce do zrozumienia, by chwilkę zaczekała, po czym zniknęła w swoim pokoju. Wyciąganie kartonowego pudełka spod łóżka nigdy nie było dla niej najłatwiejsza. Zapach rzeczy Aarona zawsze sprawiał jej dużo problemów, przywoływał wiele bolesnych wspomnień. Dzisiaj jednak było kompletnie inaczej. Właściwie to nawet nie zwróciła uwagi na jego dżinsową kurtkę, którą zawsze zarzucał jej na ramiona, gdy Wallace robiło się zimno. Tyle wspomnień wiązało się z tym pudełkiem, a jednak.. zdawała się nie czuć kompletne nic. To było naprawdę dziwne uczucie. Mimo wszystko nie zagłębiała się nad tym, po prostu spod sterty zdjęć wygrzebała lufkę i samotny woreczek zieleniny, po czym niezbyt delikatnym kopnięciem wsunęła pudełko pod łóżko i wróciła do Fay.
– Tylko coś bardziej… ekologicznego – i tak po prostu z tym niewinnym uśmiechem na ustach otworzyła swoją dłoń, tym samym ukazując Murphy wygrzebaną z pudełka saszetkę, jednocześnie zawieszając wzrok na twarzy przyjaciółki.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-04-12, 20:33   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Tak czy siak chciała napisać do Cass, bo w końcu... no właśnie, nie dość, że była poszukiwna, to jakby tego było mało, została w mieście, gdzie dzień wcześniej odbył się zamach, jak to zostało nazwane w mediach. Policja i DOGS pewnie szalało po ulicach bardziej niż zwykle, dlatego dłużej się nie zastanawiając, sięgnęła po telefon, który leżał obok niej na kanapie i wystukała szybkiego smsa do Gardner. Miała nadzieję, że Tilda się nie myli i dziewczyna nie jest z jakiegoś powodu zła także i na nią.
- Ta, sama zostałaby uduszona. Metalową obręczą - rzuciła tylko pod nosem, jeszcze przez krótką chwilę nadal zajęta telefonem, którey jednak zaraz odłożyła na rzecz kolejnej porcji popcornu - Coś do powiedzienia pewnie ma. Szkoda tylko, że nie robi tego wtedy, kiedy trzeba - dodała, wzruszając lekko ramionami. W sumie ciekawe ile osób mogłoby zostać ocalonych, gdyby dziewczyna postanowiła wyjść z zakazem uczestnictwa w marszu. Większość mogłaby ją posłuchać.
- Prawda? Mogłam wrócić i im to powiedzieć, ale naaah, nie chciałam być drugim Bartowskim robiącym borutę. Tym bardziej, że temat przeszedł z łóżka Colleen na coś naprawdę istotnego dla obozu - powiedziała, przypominając sobie, że gdy wychodziła mówili akuratnie o lekach. Biorąc pod uwagę fakt, że Leon aktualnie leżał w szpitaliku, dobrze by było, żeby ich nie zabrakło. Właśnie, przypomniała sobie, że miała do niego zajrzeć. I do Ronniego, który aktualnie robił za niańkę, w czym Fay miała mu przecież pomagać.
Murphy zmarszczyła brwi na słowa Tildy, nie za bardzo wiedząc, do czego w takim razie dąży. Ale czekała cierpliwie, gdy ta zniknęła w swoim pokoju, w międzyczasie dając chomisiowi ostatni kawałek popcornu, bo pewnie najzdrowszym jedzeniem to to dla niego nie było, więc powinna mu je ograniczyć, po czym wsadziła zwierzaka do plastikowej kulki do biegania i puściła go na podłogę.
Gdy przyjaciółka wróciła, wszystko okazało się jasne i... w pierwszym momencie brwi Fay uniosły się wysoko do góry, nie wiedząc, co o tym myśleć. Nawet papierosy rzadko paliła, bo niezbyt jej smakowały, nie mówiąc o próbowaniu czegoś mocniejszego. A tutaj wszystko, co trzeba leżało przed nią jak na dłoni.
- Jesteś pewna, że chcesz to zrobić? - spytała, przenosząc wzrok na Wallace, bo przecież dziewczyna miała pewne pojęcie o jej przeszłości, a to przecież wcale nie miało jej pomóc pozostać czystą. Mimo to Murphy nie miała zamiaru jej matkować. Szczerze powiedziawszy to... serce zabiło jej nieco szybciej na widok lufki. Zawsze był ten strach i jednoczesna lekka ekscytacja przed czymś nieznanym i co lepsze niedozwolonym.
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-04-12, 21:51   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


– Może jednak to nie byłoby nic złego? – obóz by przynajmniej miał wtedy o jedną psychopatkę mniej, a to już jakiś całkiem spory zysk. I być może Colleen wreszcie zyskałaby jakiś szacunek? Swoją drogą byłaby to całkiem piękna ironia. Ale Wallace się nad tym dłużej nie zagłębiała. Jedynie z zaciekawieniem zaglądała Fay przez ramię, odczytując smsy Cassandry i co jakiś czas komentując to co wypisywała koleżanka.
– Hopper nic nie powie, właściwie to wiedział już wcześniej – z jakiegoś powodu nie chciała jednak, by Murphy rzeczywiście myślała o niej jak o zdrajczyni. W końcu nie powiedziałaby o Billym, gdyby Hopper JUŻ o tym nie wiedział. Nie była aż taką zołzą za jaką ją mieli. – Poza tym mam na niego całkiem dobrego haka. I broń, która potrafi go dość dobrze zmotywować.
I uśmiechnęła się znacząco na samo wspomnienie grożenia mężczyźnie w samochodzie. Ale zaraz potem ten uśmiech jakby zbladł, bo przecież przypomniała sobie też to co nastąpiło chwilę później. Czyli ten nieszczęsny pocałunek, który wszystko skomplikował i zmienił. Właściwie to mogłaby teraz wyjawić Fay informacje, że Hopper umierał. To byłoby dobre odcięcie się od tego dupka. Ale jednak.. nie zrobiła tego. Czuła się odpowiedzialna, by zachować ten sekret. To był ich wspólny sekret. Istniały jednak o wiele ciekawsze tematy od Hoppera. Wallace potrafiłaby wymienić setki, ale jednak łóżko ich przywódczyni w tym momencie plasowało się na najwyższej pozycji.
– Całe szczęście, że chociaż nie jest wiatropylna. Mielibyśmy już tutaj miliony wkurzających kopii Colleen.
Tego by chyba nikt nie był w stanie przeżyć. I wbrew samej sobie Wallace chyba była jednak za coś wdzięczna swojej cudownej przywódczyni. Mimo całej beznadziejności, nie wpadła na ten genialny pomysł, by się rozmnożyć. Może mimo wszystko miała trochę oleju w głowie? W gruncie rzeczy to był całkiem niezły sukces. Biorąc pod uwagę plotki, które krążyły na jej temat. W końcu nie było nic lepszego od skutecznej antykoncepcji.
– Nic mi nie będzie – okej, może nie powinna, ale jednak.. dlaczego niby nie? To nie była heroina. To w niczym nie przypominało heroinę. Nie miała się czego bać. To nie było robienie kolejnego kroku w kierunku ciemniejszej strony mocy, nie. To było zwykłe rozluźnienie. Co złego mogło się stać? Mogła się poczuć odrobinę.. szczęśliwsza? Chyba mogła zaryzykować.
– Ostatni prezent od Aarona – wytłumaczyła. Właściwie to wszystkie pamiątki po Whitemanie po prostu spuściła w toalecie. Wszystkie oprócz tej jednej, pojedynczej saszetki. Z kolei dzisiaj wydawało się być idealnym momentem, by wreszcie tego użyć. Być może Wallace wtedy wreszcie zapomni o przeszłości. Nie myśląc za bardzo o tym, nabiła lufkę zielskiem, by po chwili podpalić materiał i.. cóż.. zaciągnąć się. A potem podała przyrząd Fay.
– Myśl o tym, jak o normalnym papierosie. A jeśli to twój pierwszy raz.. to po prostu nie przesadzaj. Dla lepszego efektu zachowaj dłużej oddech w płucach.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-04-12, 23:30   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


- Ta, może - wzruszyła tylko ramionami, nie chcąc ciągnąć dalej rozmowy w tym kierunku, dlatego dla świętego spokoju się zgodziła. Mimo to nie życzyła nikomu śmierci, nawet takiej Lei, która chciała ją udusić i przypiec prądem. Ostatecznie przecież nic jej się nie stało, tak?
- Serio? Skąd? - spytała, marszcząc lekko brwi, bo chyba... Tilda mu nie powiedziała? Czy to zrobiła? Bo w takim razie Cass w swoim smsie mogła mieć rację, że jak dziewczyna wydała ją raz, to może zrobić to kolejny. W tym przypadku po raz trzeci.
- Mózg w garści, co? - skomentowała kolejne słowa dziewczyny, uśmiechając się pod nosem i wplatając to w treść wiadomości. Lubiła te ich smsy, przepełnione alzujami, szyframi i nie napisane wprost. Gorzej, że czasami same miały problem z ich odczytaniem, jednak w tym przypadku nie powinno tak być. Fay aż zaczęła się zastanawiać, czy te porównania nie są za oczywiste.
- Nie, nawet tak nie mów. Gorszego czasu na dzieci chyba by sobie nie mogła wybrać, serio - powiedziała, kręcąc lekko głową. W bractwie już teraz nie najlepiej się działo, patrząc na ostatnie wydarzenia i Fay nawet nie chciała myśleć, co by było, gdyby doszedł jej tak duży obowiązek. Cholernie ciężko byłoby pogodzić dwie tak ważne role, a zaniedbanie jednej z nich mogłoby się kiepsko skończyć, albo dla niczemu winnego dzieciaka, albo niczemu winnego bractwu. Okej, wpadki się zdarzały, ale cóż, jedyne o czym by to świadczyło, to tylko o jej niedojrzałości.
- No okej, skoro tak mówisz - rzuciła tylko, bo naprawdę nie chciała jej matkować, ani zgrywać "tej rozsądnej". Skłamałabym też mówiąc, że nie kusiła jej możliwość spróbowania czegoś nowego, co pomogłoby jej poprawić kiepski nastrój i pozwoliłoby chociaż na chwilę zapomnieć o tym wszystkim, co wydarzyło się wczoraj. Gdzieś z tyłu jej głowy cały czas siedział widok tych wszystkich martwych ludzi i mutantów, tej całej krwi... Rano nawet obudziła się gwałtownie, oblana zimnym potem, gdy wydawało jej się, że czarne macki znowu wspinają się po jej nogach.
Kwestii prezentu nie skomentowała. Pozostałość po chłopaku, który zginął bawiąc się tak samo jak one teraz? Tylko z czymś pocniejszym? I który teraz wąchał kwiatki od spodu. Nie no, kurde, super, co mogło pójść nie tak? Właśnie to była ta chwila, gdy po raz pierwszy zawahała się, czy na pewno tego chce. No ale cóż, skoro powiedziała już a i Tilda zaczęła przygotowywać dla nich ten mały odlot, powinna powiedzieć też b, co by jej z tym nie zostawić samej.
Dlatego chwilę potem przejęła lufkę, sadowiąc się bokiem na kanapie.
- No dobra - mruknęła, biorąc ostatni wdech, a potem wydychając powietrze, żeby zrobić sobie miejsce w płucach. Przystawiła lufkę do ust i zaciągnęła się dymem ile mogła, aż w pewnym momencie zakręciło jej się w głowie - pewnie nawet nie od trawki, tylko od tego, że tak kombinowała. Ale co zrobić, nie była wprawiona.
Wytrzymała kilka sekund, zanim nie poczuła lekkiego drapania w gardle, a oczy nie zaszły jej łzami. I wtedy już musiała odwrócić głowę, żeby zawalczyć lekkim atakiem kaszlu, pieczenia w nosie i wszytskiego na kupę, po omacku oddając Tildzie lufkę, żeby przypadkiem jej z tego wszystkiego nie upuścić. Uśmiechnęła się lekko, unosząc dłoń w górę, że nie, nie potrzebuje pomocy, za sekundkę jej przejdzie.
A wtedy spróbuje znowu, bo już wiedziała, gdzie zrobiła błąd.
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-04-13, 18:09   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Właściwie to nawet nigdy się na dobrą sprawę nad tym nie zastanawiała. Dopiero, gdy Fay zadała jej to pytanie, skonsternowana Matilde ściągnęła brwi. Dlaczego właściwie ona wcześniej nad tym nie myślała? Huh.
– Sama nie wiem, ale jest.. no wiesz.. „mądry” – odparła nieco sceptycznym tonem głosu, w rzeczywistości naprawdę wykonując z palców ten wymowny cudzysłów. Nie była jednak w stanie wysilić się na większe uszczypliwości pod adresem Hoppera, bo teraz dosłownie zaczęło ją zastanawiać jego źródło posiadanych informacji. Nie zdziwiłaby się, gdyby w tym swoim niepozornym mieszkanku trzymał akta na nich wszystkich. Ba, była wręcz pewna, że Hopper wiedział o niej więcej niż ona sama. Być może było to nieco przerażające, ale czy ją to obchodziło? Wzruszyła jedynie ramionami, notując sobie gdzieś z tyłu głowy, by go kiedyś o to zapytać. A na komentarz Fay, Wallace parsknęła cichym śmiechem. Określenie mózg w garści niesamowicie przypadło jej do gustu.
– Daj spokój, nie mam proroczej mocy, nie ma się czego obawiać – gdyby Colleen wpadła, Matilde chyba byłaby najbardziej zszokowana tym obrotem spraw. Być może to jej za bardzo nie dotyczyło, oczywiście poza organizacją Bractwa, ale chyba jednak miała trochę wiary w Marie. Królowa pszczół musiała przecież mieć chociaż trochę oleju w głowie. Koniec końców Matilde chyba jednak miała w sobie coś z optymistki.
– Poza tym jestem pewna, że nie jest w stanie urodzić człowieczego dziecka. Pewnie to coś, co by z niej ewentualnie wyszło miałoby ogon i łuski.
Rzuciła dość niewinnym, wesołym tonem głosu. Ale nie zastanawiała się nad tym zbyt długo. Chociaż musiała przyznać przed samą sobą, że obraz stworka, który pojawił się w jej wyobraźni mógł być całkiem niezłym pomysłem na nowy projekt tatuażu. Ludzie prosili ją o wybitnie dziwne, dzikie i głupie rysunki. Dziecko Colleen mogłoby się okazać żyłą złota. W każdym razie to nie było istotne.
Matilde przez chwilę przypatrywała się Fay badawczym spojrzeniem, będąc właściwie gotowa w każdej chwili rzucić jej się na ratunek, jednocześnie nie mogła się też powstrzymać przed stanowczo zbyt szerokim uśmiechem.
– To by było niezręczne, gdybyś wykitowała przy pierwszej próbie najmniej szkodliwego narkotyku świata – i z tymi słowami na ustach odebrała lufkę od Fay, by po chwili samej się zaciągnąć. Tym razem zatrzymała jednak powietrze w płucach na znacznie dłużej niż przedtem. Czy czuła coś specjalnego? Sama nie do końca wiedziała. Okej, niby była coraz bardziej odprężona, ale nie do końca wiedziała na ile był to efekt Placebo, a na ile narkotyk rzeczywiście zaczął działać. Minęło za mało czasu, by jednoznacznie to stwierdzić. Pozostało więc tylko czekać. Czekać i wygodnie ułożyć się na kanapie, pogrążając się niewinnemu uczuciu narastającej błogości. Matilde podała fajkę Fay, a ręce zajęła niewystrzelonymi ziarenkami kukurydzy, które dość nieświadomie wciskała sobie do buzi.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-04-13, 19:03   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


No niech tam będzie, że jest mądry i wie rzeczy. Zresztą, ona była nie lepsza, w końcu... cóż, ćwiczyła dość często na różnego rodzaju zwierzakach i... no czasem zdarzyło jej się przycupnąć na gałązkę na minutkę czy dwie, gdy gdzieś na dole rozgrywała się akurat jakaś większa drama. Co poradzić, że ciekawska z niej była osóbka, a czasem można było dowiedzieć się w ten sposób naprawdę zajebiście interesujących rzeczy. Na szczęście innych nie paplała o nich na prawo i lewo, głównie zachowywała je dla siebie. Wiadomo, jeszcze by wyszło na jaw, że podsłuchuje i ludzie zaczęliby łypać dziwnie na każdego zwierzaka w okolicy w obawie, że może akuratnie Murphy się w nim ulokowała.
- Ale wykrakać możesz. Do tego nie trzeba mocy - uśmiechnęła się kątem ust. Najlepiej było chyba porzucić temat i tyle. Jej macica - jej sprawa, o ile nie zaniedba obozu - Ej, jaszczurki są fajne - dodała po chwili z udawanym oburzeniem i powagą, którą udało jej się utrzymać przez kilka sekund. Potem jednak przeszli do ciekawszego zajęcia, niż obgadywania Pani Przywódczyni, chociaż... czy można było takim nazwać dławienie się? I to na własne życzenie? Bo to właśnie działo się z Fay przez kolejne kilka chwil, dopóki nie udało jej się uspokoić i z powrotem wyprostować na siedzeniu.
- Przy kolejnej będzie lepiej, zaraz to rozkminię - wydusiła, jednak mimo wszystko uśmiechnęła się szeroko, ocierając mokry od łez kącik oka i biorąc głęboki wdech, dla odmiany czystego powietrza.
Gorzej, że ten cały kaszel poszedł na marne, bo na ten moment nie czuła żadnej większej różnicy. Chociaż... nie miała też zbytnio pojęcia, czego może się spodziewać, nigdy jakoś ten temat nie interesował ją na tyle, żeby poczytać o przeżyciach innych. Jej edukacja w tym kierunku polegała na klasowym spotkaniu z psychologiem szkolnym, lata temu, podczas którego mówili im jakie to palenie jest złe i jak ludziom po zażyciu narkotyku wydaje się, że potrafią latać i wyskakują przez okno. I to by było tyle w temacie.
Dlatego siedziała spokojnie po turecku, obserwując co robi Tilda i jednocześnie wciąż próbując zauważyć u siebie jakieś pierwsze zmiany w postrzeganiu rzeczywistości. Nadal nic szczególnego się nie działo, więc ponownie przejęła lufkę od przyjaciółki i zaciągnęła się jeszcze dwukrotnie, tym razem już nie tak głęboko i trochę ostrożniej.
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-04-13, 20:32   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


– To ty tu jesteś specjalistką od krakania – nawet nie musiała jej rzucać klasycznego spojrzenia doskonale wiesz, co mam na myśli. To nie wymagało żadnego dodatkowego komentarza, czy wymownego wzroku. To było po prostu aż tak oczywiste. Jeśli ktoś miał tutaj coś wykrakać, to tylko i wyłącznie Murphy. Wallace nie zamierzała przecież kraść jej fuchy!
– Zwłaszcza te które łażą nam po domku? – wzniosła z zaciekawieniem brew ku górze. Nie miała zamiaru ukrywać, że nie zauważyła tych wszystkich dziwnych stworzonek, pałętających się po posadzkach Firwood. Mieszkanie z Fay miało swoje wady. O ile Wallace nie miała nic do jaszczurek i owadów, to jednak każde jedno zabójstwo drażniącej muchy – sprawiało, że zaczynała przeżywać wewnętrzne rozterki. Nigdy nie miała do końca pewności, czy Murphy po prostu nie robi sobie z niej żartów. W konsekwencji pająk Teodor, który mieszkał z Tildą w pokoju, był już naprawdę sporych rozmiarów. Wallace po prostu nie była go w stanie zabić.
– Rozkminiaj do woli, byle tylko się nie skończył wcześniej towar – nie było co ukrywać, że ich zacny zapasik nie był zbyt duży. Może to i lepiej? Wróżyło to całkiem dobrą fazą. Bez żadnej przesady. A potem.. Matilde sama nie wiedziała, kiedy powstała ta pełna napięcia i jakiegoś dziwnego oczekiwania. Po prostu wygodnie siedziała na kanapie, co chwilę odbierając i przekazując Fay lufkę. I kiedy tak w przerwie między paleniem żuła twarde ziarno kukurydzy, zaczęła czuć coś dziwnego. Coś jakby.. wtapiała się w fotel. I choć próbowała podnieść się, by uniknąć całkowitemu wsiąknięciu, miękki materiał kanapy wydawał się zlewać z jej skórą. Zupełnie jakby zaczynały tworzyć jedność. Matilde nie była zbytnio pewna, czy po prostu wpadła w to zagłębienie między oparciem a krańcem mebla, czy przypadkiem były to już pierwsze oznaki odlotu. Kiedy się tego spodziewała.. rozpoznanie fazy stawało się o wiele bardziej skomplikowane.
– Odpada ci kawałek oka – zauważyła, zerkając na samotną rzęsę przyklejoną do policzka przyjaciółki. Chociaż.. czy ona powiedziała to na głos? Matilde zmrużyła bystro oczy, dotykając swojej twarzy, by rozmasować sobie policzki, które zaczynały jej nieprzyjemnie drętwieć. W konsekwencji Wallace zaczęła co chwilę otwierać i zamykać usta, czując się jak jakaś pieprzona ryba. A dokładniej ryba, zatapiająca się w fotelu. Choć z pozoru wymawiała przeciągłe samogłoski, nie wiedziała na ile tak naprawdę robiła to w myślach, a na ile „eeeeeeeeeeee” i „yyyyyyyyy” rzeczywiście zagłuszały tą dziwną ciszę. Czy rzeczywiście zamieniała się w rybę? Ryby nie miały głosu. Czy ona też nie miała głosu?
– Heeeeej. – musiała to sprawdzić. Tak po prostu.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-04-14, 12:56   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Uśmiechnęła się tylko, bo tego nawet nie trzeba było komentować, każda wiedziała doskonale, o co chodzi. Szczerze mówiąc już dawno przyzwyczaiła się do tych porównań do zwierzaków czy innych aluzji i ani trochę jej to nie przeszkadzało. Było to dla niej tak naturalne jak sama posiadana moc.
- Mieszkamy w lesie, tego się nie uniknie - wzruszyła lekko ramionami, żeby nie było, że robi im w domku jakiś zwierzyniec. Może wcześniej się zdarzało, ale teraz ograniczała się już tylko do Dextera, a zwierzęta niedomowe, starała się trzymać na zewnątrz. No, chyba, że jakieś samo się tu przypałętało, to już inna sprawa. Taką jaszczurkę, to by pewnie tylko jedynie dotknęła i po nawiązaniu połączenia wyprowadziła ją na dwór. Z owadami była inna sprawa, bo te potrafiły być naprawdę uciążliwe, jednak też raczej starała się je wyganiać gazetą, niż zabijać. Skutecznie nauczyła jej tego jej własna moc, gdy za każdym razem, gdy miała umrzeć w ciele zwierzaka, przeżywała istne katusze. To było więcej niż przerażające, gdy życie tak po prostu się kończyło, jakby ktoś wyłączył światło. Potem było to depresyjne uczucie pustki i dopiero po jakimś czasie była w stanie wrócić do siebie. Pamiętała swój pierwszy raz, straciła wtedy przytomność na prawie dwa dni. Teraz na szczęście ten czas liczył się w minutach czy godzinach, gdy zwierzę było większe.
- Jak na pierwszy raz chyba i tak będzie aż za dużo - powiedziała i po jakimś czasie po raz kolejny przejęła lufkę. Iii... w sumie to już potem się pogubiła, ile jeszcze tego było, po prostu... czynność była cały czas taka sama, brała od Tildy szklane urządzonko, zaciągała się i oddawała. W międzyczasie oparła się wygodniej o kanapę, lokując plecy i głowę na złączeniu oparcia i podłokietnika i tak było jej dobrze przez kolejne minuty, gdy jej spojrzenie po prostu przeniosło się na okno, przez które wpadała smuga światła. Widok drobinek kurzu leniwie się w niej poruszających był tak nieoczekiwanie ładny i satysfakcjonujący, że Fay zawiesiła się na nim na dłuższą chwilę, nie myśląc zupełnie o niczym innym. Zapomniała nawet o swoim monitorowaniu tego, czy zielsko Tildy zaczęło już działać czy nie, chociaż to zawieszenie mówiło chyba samo za siebie.
Dopiero gdy dziewczyna coś do niej powiedziała, skierowała spojrzenie w jej stronę. Uczucie temu towarzyszące też było dziwne, jakby obraz co chwilę jej się zatrzymywał, przewijał klatka po klatce, jak w starym projektorze. Tylko jakość filmu była zaskakująco dobra.
- Mmmm? - spytała, chyba nie bardzo wiedząc o co chodzi, bo... przecież widziała bardzo dobrze. Podniosła dłoń do twarzy, przecierając lekko najpierw jedną powiekę, a potem drugą, jednak wszystko się przecież zgadzało - Niee, jest okeej - mruknęła w odpowiedzi, wzdychając pod nosem, a potem marszcząc lekko brwi i starając się pojąć, co właściwie robi Tilda. Nie udało się.
- Heeej - odparła jej, uśmiechając się szeroko, trochę nawet błogo. Czemu Wallace się z nią witała? Przecież siedziały tu już od jakiejś godziny... albo więcej, bo nie do końca wiedziała, ile czasu zajęła jej obserwacja kurzu. Chciała do niej wrócić, znowu popatrzeć na kotłujące się w tunelu światła małe płatki, jednak zainteresowało ją coś innego. Coś, co uderzyło właśnie głucho o nogę stołu i Fay nie patrząc, co to jest, zwiesiła rękę z kanapy, zaciskając po chwili palce na czymś okrągłym.
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-04-14, 20:19   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Już nawet nie walczyła z uczuciem wtapiania się w fotel. Być może dlatego, że po prostu postanowiła poddać się temu uczuciu całkowicie, a być może po prostu.. została rozproszona przez coś innego. Zabawna była ta świadomość. Wiedziała przecież, że była pod wpływem środków odurzających i bynajmniej zdawała sobie sprawę, że to nie działo się naprawdę. A przynajmniej powinna sobie zdawać z tego sprawę. A jednak, chyba jeszcze nigdy nie czuła tkaniny kanapy bardziej. Przesunęła nawet po materiale opuszkami palców, z jej ust wydobyło się pełne zachwytu westchnięcie. Oh! Dziury po wypalonych papierosach i wychodząca z nich wata zdawały się być teraz takie poetyckie! Matilde była pod wrażeniem swojego odkrycia. Tak, totalnie tak. Kanapa była idealna. Była miękka, wygodna, ergonomiczna.. Skąd ona w ogóle znała takie słowa?! Uhm. I o czym ona właściwie myślała? Ergoco?.. A może to było ego? Ego Hoppera? Nie, to nie to. Ale on też był jak ta kanapa. Tak, zdecydowanie. Też był chropowaty. Też miał dziury i wady. Kanapa była cudowna, ale miała wady. Oh, to tutaj się zgubiła. Przy wadach kanapy. Tak, kanapa była cudowna, ale miała swoje wady. Miała dziury i wyłażącą watę. Tak jak Hopper. Tylko.. tylko z niego nie wychodziła chyba wata. Wallace zmrużyła oczy, by sobie przypomnieć, czy z Hoppera rzeczywiście wychodziła wata, ale nie była w stanie tego pojąć.
– Nie, odkleiło ci się – odpowiedziała uparcie i może nawet nieco rozgniewanym tonem głosu, a przez zdrętwiały policzki zabrzmiało to bardziej jak: nje, odkleły czy szem. Chciała nawet wyciągnąć dłoń w kierunku przyjaciółki, by jej pokazać, ale.. nie mogła się wystarczająco skupić na tej czynności, więc po prostu pokazała dłonią gdzieś.. właściwie nie wiedziała gdzie. Ale.. dlaczego Fay do niej mówiła? Czy Fay wiedziała, że Matilde była niemową i dlatego chciała ją nauczyć mówić? To dlatego się uśmiechała i przeciągała samogłoski? By Matildzie było łatwiej załapać? Brunetka zmarszczyła brwi. Postanowiła jednak zaufać Fay.
– Heeej – powtórzyła po niej, ale znowu.. kompletnie nie usłyszała swoich słów. Może powinna postarać się bardziej? Może to z jej płucami było coś nie tak? Nie mogła być rybą. Musiała mieć jakiś głos, skoro potrafiła oddychać poza wodą. Bo tutaj nie było wody. Na pewno nie było. Nawet nie musiała tego sprawdzać.
– HEEJ – znowu spróbowała, tym razem głośniej, bo była przekonana, że to coś zmieni. Ale i tym razem do jej uszu nie doszedł żaden dźwięk.
– HEEEEEEEEEEJ – zdawało jej się, że mówiła najgłośniej niż kiedykolwiek, ale i to w niczym nie pomogło. A kiedy zobaczyła, że Fay się po coś schyla, Wallace wpadła w panikę. I by pokazać swojej nauczycielce, że nie powinna z niej rezygnować, bo ona jednak coś kuma i się wreszcie nauczy (potrzebowała tylko czasu) z jej ust zaczęło się co chwilę wydobywać przeciągłe i głośne, wypowiadane niemal krzykiem (a jednocześnie intonowane jak jakieś konkursowe jodłowanie) Hejhejhejheeeeeeeeejhejhejheeeeeeeeeeeeejhejhejheeeeeeeeeeej.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 6