Poprzedni temat «» Następny temat
Taras widokowy
Autor Wiadomość
The Gifted



kocham tworzyć tematy i nie tylko

jestem kontem specjalnym

milio

Admin





name:

The Gifted

Wysłany: 2017-11-23, 15:19   Taras widokowy



[Profil]
 
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-04-08, 15:52   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


/1.03, wieczór

Od kiedy spotkał znowu Claire, zastanawiał się czy powinien w ogóle odnajdywać Sarah i kontaktować się z rodzicami. Czy miał im burzyć cały świat, skoro za chwilę miał znowu zniknąć z ich życia? Zwłaszcza że jedenaście lat to było cholernie dużo, z pewnością już zdążyli się pogodzić z jego zniknięciem, ułożyć sobie na nowo życie. Czy miał w ogóle prawo rozdrapywać ich stare rany, żeby potem zwyczajnie umrzeć? Nie mieli problemów, żadnych spraw do załatwienia, mieszkali bezpiecznie w samym sercu Kanady.
A przynajmniej Hopper tak myślał, aż nie dostał wiadomości od Fishera - Sarah była w Seattle, używała fałszywego nazwiska. Widocznie nie tylko Claire wpadła na pomysł wycieczki do rodzinnego miasta. Po co one się w ogóle tutaj pakowały? Na ulicach było niespokojnie, nawet będąc zwykłym człowiekiem można było przypadkowo oberwać, nie mówiąc już o ludziach w jakikolwiek sposób związanych z mutantami. Powinien jak najszybciej je obydwie odesłać do domu, pomóc im przekroczyć granice. A potem? Skoro wszystko już załatwił, nic więcej nie trzymało go przy tym życiu, przy tym powolnym, żałosnym i bolesnym umieraniu.
Moc Wallace przestała na niego działać. Nie było jeszcze tragicznie, ciągle nie wrócił do ciemnych okularów, ale znowu zaczął jechać na kodeinie. Może dlatego tym razem lepiej się zastanowił, zanim rzucił się biec na spotkanie z siostrą. Dzięki tym paru danym od Fishera był w stanie ją znaleźć, potem wystarczyło dobrać się do miejskiego monitoringu. Ciągle nie był pewien czy to właściwie dobry pomysł, kiedy wsiadł w samochód i pojechał do Seattle. Może lepiej by było, gdyby zostawił ją samą sobie? Miał dziwne wrażenie, że nie powinien. Kamery nie dawały dobrego obrazu, ale zdawało mu się, że miała problemy z barkiem. Może po prostu się przetrenowała. Może spadła ze schodów, zawsze za mało uważała przy takich prozaicznych czynnościach. Problem w tym, że paranoja Hoppera nie pozwalała mu w to uwierzyć.
Kamery ostatnio złapały ją w Capitol Hill, więc właśnie tam pojechał. Znalazł ją na tarasie widokowym. Stała przy barierkach tyłem do niego, ale i tak nie miał wątpliwości, że to ona - poznał ją po ubraniach i sylwetce. Przez chwile nie był pewien co w ogóle powinien zrobić, ale było już za późno, żeby się wycofać. Podszedł do niej, oparł się o barierkę.
- Cześć Sarah - powiedział. Tak, spotkania po latach stanowczo nie były jego mocną stroną.
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Sarah Hopper



We fight every night for something; when the sun sets we're both the same: half in the shadows, half burned in flames.

wyostrzone zmysły

74%

(I think I made you up inside my head)





name:

Sarah Hopper

alias:
Amelia Blanc/Cisza

age:
25 lat

Wysłany: 2018-04-08, 17:08   
   Multikonta: zabijcie mnie, zanim się rozmnożę


Nie powinna była tu przychodzić.
To pierwsza myśl, która pojawia się w jej głowie, gdy zatrzymuje się przy krawędzi tarasu, zaciskając palce na chłodnej barierce. Zimne, wieczorne powietrze bez problemu wdziera się pod materiał zbyt luźnej kurtki, bezlitośnie przypominając jej o tym, że nic nie osłania jej zarówno przed pogodą, jak i ludzkimi spojrzeniami. Te ostatnie czuje na sobie w sposób niemal namacalny, świadoma każdej pary prześlizgujących się po niej oczu; chociaż z pozoru nie wyróżnia się niczym spośród reszty mieszkańców Seattle – upewniła się wielokrotnie, że jej skóra ani ubrania nie noszą już śladów krwi ani prochu – nie potrafi pozbyć się wrażenia, że wzrok anonimowych, nieznajomych osób prześwietla ją na wylot. W opuszczonych klatkach schodowych i przeznaczonych do rozbiórki budynkach czuje się jednak jak w potrzasku, i być może dlatego podświadomie ucieka tutaj; otwarta przestrzeń punktu widokowego stanowczo nie należy do najbezpieczniejszych, ale przynajmniej pozwala myślom płynąć swobodniej – a Sarah desperacko potrzebuje nowego planu działania.
Choć wieczór jest bezwietrzny, wychwytuje cichy dźwięk jego kroków w chwili, w której pojawia się na podeście. Wstrzymuje oddech odruchowo, instynktownie nasłuchując; mimo że teoretycznie znajduje się w miejscu publicznym i nie ma powodu do podejrzeń, przez moment skupia całą swoją uwagę na pojedynczej parze butów, stukających o drewniany parkiet, raz, drugi, trzeci; po pięciu sekundach nie ma już wątpliwości, że kieruje się prosto w jej stronę i ledwie zauważalnie przenosi ciężar ciała na palce, szykując się do ewentualnej ucieczki. Czy to możliwe, żeby dotarli do niej aż tutaj? Ale nie, kimkolwiek jest nieznajomy, nie robi nic, by wezwać posiłki, nie próbuje też zachowywać się specjalnie cicho; zwyczajnie zbliża się do barierki, przystając tuż obok – zupełnie jak gdyby nie miał do dyspozycji całej reszty tarasu.
Przez moment zastanawia się, czy go nie ogłuszyć. W lewym ramieniu nadal czuje nieprzyjemne mrowienie, ale mężczyzna znajduje się po jej prawej i jest prawie przekonana, że nie spodziewa się ataku. Wciąga powoli chłodne powietrze do płuc, w myślach opracowując już odwrót i wybierając stoliki, które mogłaby przewrócić, żeby spowolnić pościg. Jest właśnie w trakcie wyławiania ze świeżej pamięci położenia prowadzących w dół schodów, gdy jej niechciany towarzysz odzywa się, przy pomocy dwóch słów detonując w jej umyśle fantomowy granat.
Nawet nie rejestruje momentu, w którym jej głowa odwraca się gwałtownie w stronę mężczyzny, a jej stopy wykonują dwa kroki w tył, pozwalając jej na objęcie wzrokiem całej, ciemniejącej na tle miasta sylwetki. Ulotna iluzja kontroli nad sytuacją pęka z trzaskiem, podczas gdy Sarah bezskutecznie próbuje zrozumieć, dlaczego ktoś użył właśnie jej prawdziwego imienia, wypowiedzianego głosem tak bardzo przypominającym głos jej zaginionego brata. Jakaś jaśniejsza, trzeźwiej myśląca część jej umysłu podpowiada jej, że zna słabo oświetlone rysy wpatrującego się w nią człowieka, ale to przecież niemożliwe.
Co… – zaczyna, ale głos ją zawodzi. Instynkt samozachowawczy ostro nakazuje jej ostrożność, jednak zdradliwy głos gdzieś w tyle czaszki powtarza tylko: Will, Will, Will i jest chwila, w której prawie się poddaje, nie chcąc niczego innego, niż tylko objąć go ramionami i sprawdzić, czy na pewno jest prawdziwy. Ale ostatnie wspomnienia wciąż płoną w jej pamięci zbyt świeżo, więc gdy odzywa się po raz drugi, jej słowa wydają się całkowicie wyprane z emocji. – Co tutaj robisz? – rzuca krótko, oschle, prawie oskarżycielsko, w duchu błagając jednak, żeby jego odpowiedzi okazały się tymi właściwymi.
[Profil]
 
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-04-08, 21:12   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Zwyczajne mówienie cześć może nie było najłagodniejszym sposobem uświadomienia kogoś, że pomimo jedenastu lat milczenia jednak się żyje, ale czy istniał jakikolwiek dobry sposób? Hopper przynajmniej nie potrafił go wymyślić, ale to był Hopper. On mógł wymyślać skomplikowane taktyki i podszywać się pod doktorantów chemii, ale cóż, relacje międzyludzkie nie były jego najmocniejszą stroną. Sarah chyba musiała zadowolić się tym, co dostała.
Sam nie był pewien czy właściwie spodziewał się takiej chłodnej reakcji. Jeśli ktoś by go spytał o to, kiedy tutaj szedł najprawdopodobniej powiedziałby że nie, ale teraz? To wydawało się aż za bardzo na miejscu, dużo bardziej niż reakcja Claire. Był dla niej w zasadzie obcym człowiekiem, obydwoje ostatni raz widzieli się jedenaście lat temu, nie miała żadnego powodu żeby mu ufać. Ba, w zasadzie było jeszcze gorzej. Odszedł bez słowa. Porzucił ją, porzucił całą ich rodzinę, nie odezwał się ani razu przez te jedenaście lat. Przez niego rodzice odesłali je do Kanady, pozbawili je dawnego życia, pozbawili je dzieciństwa. To że była zła, miało sens. On sam pewnie byłby wściekły. Powinien się raczej dziwić, gdyby nagle rzuciła mu się na szyję.
Może dlatego w jakiś dziwny sposób poczuł się lepiej, niż wtedy kiedy trafił na Claire, która przecież koniec końców ucieszyła się na jego widok. Sarah była na niego zła, ale właśnie na to zasługiwał. To miało sens, było logiczne, łatwiejsze do zrozumienia i przetrawienia, a on chyba tego teraz właśnie potrzebował. Prostych, logicznych reakcji, nie ważne czy pozytywnych, czy negatywnych. Czegoś, co miało więcej sensu niż to, co się działo między nim a Wallace czy nawet tysiąc razy prostszą do zrozumienia Claire.
- Szukam cię. Chciałem sprawdzić czy nie masz kłopotów - odpowiedział po prostu, wskazując podbródkiem na jej nie w pełni sprawne ramię. Nawet kiedy po prostu stała, widział wyraźnie że inaczej trzyma jedną rękę. Szczerze mówiąc, nie był pewny czy bardziej ma nadzieję, że przeczucie go zawiodło i zniszczył jej rzeczywistość bez najmniejszego powodu, czy że miał rację, a Sarah potrzebowała pomocy. Czy to go czyniło w bezdusznym? Nie miał siły się nad tym zastanawiać. Czuł się zbyt przytłoczony tym wszystkim, co się teraz działo w jego życiu i tym cholernym, pozostającym gdzieś na skraju świadomości bólem głowy, żeby sobie tym teraz zawracać głowę.
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Sarah Hopper



We fight every night for something; when the sun sets we're both the same: half in the shadows, half burned in flames.

wyostrzone zmysły

74%

(I think I made you up inside my head)





name:

Sarah Hopper

alias:
Amelia Blanc/Cisza

age:
25 lat

Wysłany: 2018-04-08, 23:06   
   Multikonta: zabijcie mnie, zanim się rozmnożę


Okłamywałaby samą siebie, twierdząc, że nigdy nie wyobrażała sobie tego momentu; że jedenaście lat wystarczyło, by całkowicie pogrzebała myśl o ponownym spotkaniu. William mógł być zaginiony, mógł ukrywać się w jakimś zapomnianym kraju na końcu świata, modlić się o śmierć w zamkniętej, eksperymentującej na mutantach placówce albo po prostu wieść spokojne życie z dala od nich, ale nie był martwy – a przynajmniej ona nie miała okazji, żeby za takiego go uznać. Zdarzało się więc, że kołysząc się gdzieś między jawą, a snem, myślała o chwili, w której wreszcie ponownie się zobaczą, traktując to nie tyle jako realną możliwość, a skrywany zazdrośnie fragment przeszłości – jeden z niewielu, jakich nie pozwoliła sobie odebrać. Nienawidziła wypełnionych patosem powiedzeń, ale było coś smutno-prawdziwego w stwierdzeniu, że nadzieja umierała ostatnia.
Sekunda, w której Will się do niej odzywa, nawet odrobinę nie przypomina jednak utkanych przez jej umysł scenariuszy – może dlatego, że ani jeden z nich nie zakładał kalejdoskopu podejrzeń, przelewających się przez jej czaszkę, ani ćmiącego bólu w lewym ramieniu, tłumionego przez znacznie ostrzejszy i fantomowy, rozlewający się za jej mostkiem. W żadnej z wizji z jej gardła nie wydobywał się też urywany, pozbawiony wesołości śmiech, ale nie potrafi powstrzymać cichego parsknięcia, które stanowi jej jedyną reakcję na jego słowa. Zaraz jednak reflektuje się, na powrót przyjmując ostrożną pozę i odruchowo obracając lewą stronę ciała ku tyłowi – zupełnie jakby jego podbródek, którym wskazuje w jej stronę, miał jakąś magiczną moc. – Jak mnie znalazłeś? – Wyrazy wypadają z jej ust ciszej i z mniejszą pewnością, niż by tego chciała, z trudem przedostając się przez ściśnięte gardło. Widok Williama i nieodłącznie wiążące się z nim wspomnienie domu uświadamia ją, jak bardzo jest zmęczona; dręczona koszmarami, wyrzutami sumienia i nieustępującym poczuciem osaczenia, nie zmrużyła oka od czasu obławy, i nawet teraz jej dłonie drżą niekontrolowanie, a obraz przez oczami się zamazuje – zupełnie jakby patrzyła przez tracący ostrość obiektyw aparatu. Przez chwilę ma ochotę po prostu się poddać, jednak coraz głośniejsza paranoja nakazuje umysłowi zachowanie resztek przytomności. – Pracujesz dla nich? – Być może jest wykończona, ale ta perspektywa wcale nie wydaje jej się bezsensowna i w zupełności tłumaczy fakt, że jej zaginiony przed laty brat stoi tuż przed nią cały, zdrowy i przede wszystkim wolny; jak inaczej mogłoby mu się to udać, jeżeli nie poprzez dobrowolną kooperację?
Samo podejrzenie, logiczne lub nie, wywołuje w niej falę odrazy do samej siebie, powodującej, że przez ułamek sekundy nie widzi przed sobą twarzy Willa, a puste, pozbawione wyrazu rysy funkcjonariusza, któremu odebrała życie; zaciska na chwilę powieki, zastanawiając się mgliście, czy przypadkiem nie wariuje – ale gdy ponownie je otwiera, naprzeciwko znów stoi jej brat. Jej brat.Daj mi jeden powód, dla którego powinnam ci teraz zaufać – dodaje jeszcze, przerywając krótkie milczenie. Desperacja, żal i niewypowiedziana prośba walczą ze sobą, przelewając się między głoskami.
[Profil]
 
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-04-09, 22:07   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Może nie było tutaj wystarczająco dużo światła, żeby wyraźnie widział twarz Sarah, ale to było dość, żeby zorientował się, co się dzieje. Jego siostra była zbyt ostrożna, zbyt podejrzliwa, zbyt wycofana, żeby wszystko mogło być w porządku. Zbyt cyniczna. Ten śmiech aż za dobrze o tym świadczył. Może miała cholernie dużo problemów, wpakowała się w jakieś bagno. Może po prostu perspektywa pojawiającego się znikąd brata żeby sprawdzić co słychać była dla niej zbyt absurdalna.
Ale to przecież nie było to, co najbardziej zaniepokoiło Hoppera, prawda? Mogła sobie być zgorzkniała, kłócić się z chłopakiem i mieć rozwalające się życie, tak długo jak była bezpieczna. Ona była zbyt czujna, normalni ludzie się tak nie zachowywali. Chroniła ranne ramie, przyjmowała lepszą pozycję do ewentualnej walki. Tak się go bała? A może to był już jakiś nawyk, tak jak Hopper sprawdzał pokój po pokoju z wyciągniętą bronią?
- Dowiedziałem się odrobinę od Claire, wykorzystałem stary dług wdzięczności, włamałem się do miejskiego monitoringu - wyjaśnił, przetwarzając pytanie zupełnie niezależnie w stosunku do tego całego toku myślenia.
Skoro to wszystko było jej naturalnym odruchem, to jakoś musiała go wypracować. To była cholernie zła wiadomość, zwłaszcza w połączeniu z tym jej cynizmem, nie mówiąc już o tym jej całym zmęczeniu. Czy on wyglądał teraz podobnie, przytłoczony tym wszystkim, znowu jadąc na kodeinie? Hopper miał wrażenie, że aż za dobrze zna ten wyraz twarzy i to nie podobało mu się jeszcze bardziej. Cokolwiek myślała sobie Claire, Sarah na pewno nie spędziła tych lat na studiach w Kanadzie. Mógł się domyślić, że nie mogło być tak pięknie. To było jego życie, a nie jakiś pieprzony musical, wszystko musiało być równie zniszczone. Nie miał pojęcia w jakim właściwie miejscu była Sarah, czy on też tam kiedyś był, ale był pewien, że nie spodobałoby mu się to. Trzęsące się ręce? To były emocje, stres czy wspomnienia? Cholera, czemu on nigdy wcześniej nie sprawdzał czy wszystko z nimi w porządku? Może mógł temu jakoś zapobiec, cokolwiek to właściwie było. Może mógł być przynajmniej jej towarzyszem niedoli, to zawsze było coś, jakaś mniej tragiczna beznadzieja. Zamiast tego, Sarah była zdana sama na siebie, zdana na nich, kimkolwiek ci oni byli i cokolwiek jej zrobili.
- Nie pracuję dla nikogo - odpowiedział najspokojniejszym tonem na jaki było go stać. Podobno to działało - kiedy sam wydawałeś się być spokojnym łatwiej było ci uspokoić kogoś innego.
Sam nie był pewien czy właśnie nie skłamał, a przynajmniej czy Sarah nie uznałaby tego za kłamstwo, gdyby wiedziała o wszystkim. W końcu był związany z Bractwem, chociaż ona sam nie powiedziałby, że pracuje dla nich. Już parę razy w życiu pracował dla kogoś i takiemu układowi daleko byłoby do jego, bądź co bądź, dobrowolnej współpracy z Bractwem. Cokolwiek to właściwie było, to nie było to.
Każdy kolejny gest Sarah, każda kolejna emocja która pojawiała się na jej twarzy tylko bardziej utwierdzała go w przekonaniu, jak bardzo źle u niej było. Jak bardzo źle z nią było. A najgorsze w tym wszystkim było to, że kiedy najzwyczajniej w świecie go o coś poprosiła, nie mógł jej tego dać.
- Nie mogę. Schrzaniłem na całej linii, nie masz żadnego powodu żeby mi ufać - odpowiedział dziwnie szczerze. - Ale jeśli ciągle cię znam, właśnie wpakowałaś się w coś dużego, a ja nie chcę, żebyś skończyła martwa i może - może - jestem twoją najlepszą opcją, żeby jakoś z tego wybrnąć.
To było coś, co jego by przekonało, po tych wszystkich latach szacowania ryzyka i szukania najlepszego sposobu przetrwania. Pytanie brzmiało: czy Sarah w ogóle myślała w ten sam sposób?
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-04-10, 20:06   

Ostatnie promienie słońca dotykały jeszcze horyzontu, a z nieba siąpił lekki deszcz kiedy rozmawialiście ze sobą na tarasie widokowym. Nagle z doły dało się słyszeć kobiecy krzyk. Ktoś na dole wołał o pomoc. Do kogoś z bardziej wyostrzonymi zmysłami mogły także dojść inne odgłosy przywodzące na myśl zwierzę. Krzyk kobiety był paniczny, a po chwili przeszedł w agonalny wrzask. Po tym wszystkim nagle wszystko ucichło. Miasto dalej tętniło życiem, ale po tym ostatnim krzyku wszystko wydaje się zamierać w głuchej ciszy, którą przerywa jedynie tętent delikatnie siąpiącego deszczu i wiatru mknącego między alejkami.
[Profil]
 
 
Sarah Hopper



We fight every night for something; when the sun sets we're both the same: half in the shadows, half burned in flames.

wyostrzone zmysły

74%

(I think I made you up inside my head)





name:

Sarah Hopper

alias:
Amelia Blanc/Cisza

age:
25 lat

Wysłany: 2018-04-10, 22:03   
   Multikonta: zabijcie mnie, zanim się rozmnożę


W miarę upływu kolejnych sekund, pierwszy szok zdaje się stopniowo zanikać, zmywany przez chłodną, rozpyloną w wieczornym powietrzu mżawkę, która przykleja jej włosy do skroni i sprawia, że zaczyna lekko drżeć. Z zimna, tłumaczy sobie, wciąż próbując utrzymać na wodzy zarówno własne myśli, jak i bulgoczące pod skórą emocje, ale nie potrafi nic poradzić na fakt, że z każdą chwilą widzi więcej. Być może wcale nie chce; dostrzega uważne spojrzenie Willa, przemykające po jej twarzy, barku i trzęsących się palcach (zaciska je bezwiednie, starając się stłumić niekontrolowane dygotanie), i sama nie pozostaje mu dłużna, przyswajając drobne detale, które wcześniej jej umknęły. To, że nadal stoi przed nią jej brat, nie pozostawia wątpliwości, choć nie rozpoznaje dwóch jaśniejszych blizn na policzku ani sylwetki, bardziej postawnej, niż zapamiętała. Nowe są również półokrągłe cienie pod oczami, widoczne nawet w słabym świetle gasnącego dnia, i w pewnym momencie Sarah łapie się na tym, że już nie chce uciekać – a przynajmniej, że ucieczka zeszła tymczasowo na dalszy plan, przyćmiona przez kłębiące się na języku pytania. Jedenaście lat rozłąki wydaje jej się nagle dziwnie prawdziwe i namacalne; jak pusta, gigantyczna przestrzeń, którą ma ochotę chociaż częściowo zasypać.
Jej myśli, chaotyczne i rozbiegane, wciąż jeszcze przypominają luźne strzępki porwanej waty, i najprawdopodobniej dlatego nie od razu dociera do niej znaczenie tego, co mówi Will. Imię jej siostry, wypowiedziane w dziwnej atmosferze punktu widokowego, z jakiegoś powodu wydaje jej się nie na miejscu, a jednak na swój sposób przyćmiewa całkowicie wizję włamania do miejskiego monitoringu. – Nie – dociera do jej uszu i dopiero po chwili orientuje się, że słyszy swój własny głos, choć sama nie jest pewna, czemu właściwie zaprzecza. – Nie, Claire jest w Kanadzie – dodaje i przez chwilę naprawdę w to wierzy, choć w tym zdaniu kryje się więcej niepewności, niż byłaby skłonna przyznać. William nie ma powodu, żeby ją okłamywać – w jego spojrzeniu nie dostrzega zresztą nieszczerości, ani gdy odpowiada na jej pytania, ani gdy zwyczajnie przyznaje się do winy, chociaż na to ostatnie, Sarah odruchowo kręci głową. – Nie znasz mnie – mówi, bez smutku czy goryczy, tonem nienaturalnie płaskim, jakby informowała go, że jutro będzie padał deszcz. Sama siebie nie znam, dodaje, wyłącznie do własnych myśli i przez moment ma wrażenie, że znów czuje w dłoni charakterystyczny ciężar pistoletu; odpędza wspomnienie gwałtownie, nadal wywołuje u niej mdłości. – Ale może masz rację.
Wciąż jeszcze jest daleko od kapitulacji, ale jej ramiona rozluźniają się nieznacznie, gdy rozważa możliwe opcje. Wie doskonale, że nie może tak po prostu poszukać schronienia u boku odnalezionego niespodziewanie brata, bo nosi ze sobą zbyt wiele kłopotliwego bagażu kiepskich wyborów, który mógłby pociągnąć na dno nie tylko ją, ale ich oboje – ale być może mogłaby odczekać przynajmniej kilka dni, dopóki nie ucichną echa niedawnej obławy.
Jej spojrzenie łagodnieje dosłownie na ułamek sekundy, jednak z otwartych ust nie wydobywa się żaden dźwięk, bo słowa zostają nagle zatrzymane przez krzyk, który przecina nieruchome powietrze jak brzytwa i sprawia, że włosy na karku stają jej dęba. Reaguje instynktownie, unosząc przed siebie lewą dłoń, w geście powszechnie oznaczającym zaczekaj; nie sprawdza jednak, co robi Will, zamiast tego przymykając powieki i nasłuchując. Początkowo nie słyszy wiele więcej ponad własny oddech i desperackie wołanie o pomoc, ale po chwili kolejne zmysły wyłączają się jeden po drugim, aż otaczająca ją rzeczywistość zdaje się być utkana z samych fal dźwiękowych; dociera do niej szum samochodów na ulicy poniżej, odległe kroki przechodniów i odgłosy, których nie rozpoznaje: nieludzkie, obce, jakby zwierzęce. Wrzask kobiety przechodzi tymczasem w agonalne wycie, tak wysokie, że przez moment Sarah ma wrażenie, że roztrzaska się jak hartowane szkło – ale hałas urywa się, pozostawiając po sobie tylko dzwoniącą w uszach ciszę.
Otwiera oczy.
Nie zaatakował jej człowiek – informuje Willa. Serce bije jej odrobinę zbyt szybko. – Raczej zwierzę, ale nie jestem w stanie rozpoznać, jakie. – Omiata spojrzeniem taras, na koniec zatrzymując je na bracie. – Nikt za tobą nie szedł? – pyta, ale właściwie nie czeka na odpowiedź; okoliczności nawet w jej paranoicznym umyśle nie chcą połączyć się w całość – co nie zmienia faktu, że ktoś zapewne ściągnął właśnie całe morze niechcianej uwagi na okolicę, w której się znajdowali. – Musimy się stąd zmyć – mówi, nie czując konieczności tłumaczenia dlaczego; wygodnie nie zauważa też, że w jej słowa wdarła się liczba mnoga.
[Profil]
 
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-04-11, 15:49   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Hopper, oczywiście zwrócił uwagę na to spojrzenie Sarah, tym razem bardziej zainteresowane nim niż czujne. Zmienił się psychicznie i fizycznie, doskonale o tym wiedział. Minęło jedenaście lat, wszystko się zmieniło. Mimo tego nie mógł przestać myśleć o tym, co jego siostra musi widzieć. Czy w ogóle zdecyduje się mu zaufać? Był teraz kimś zupełnie innym, czemu w ogóle miałaby to robić? Z resztą, te blizny na twarzy skłaniały do myślenia, prawda? Czym się zajmował, jak w ogóle je zdobył? Nie mógł zwalić tego na jakiś nieistotny wypadek z dzieciństwa, przecież Sarah doskonale by wiedziała, że kłamie. Z resztą, czy w ogóle chciał to robić? Byli rodziną, powinni sobie ufać. Powinni być szczerzy, nie ważne jak absurdalnie brzmiały te propozycje w głowie samego Willa Hoppera. Nie ważne kim był, nie ważne co zrobił, miał zamiar jej pomóc. Byli rodziną, to musiała ciągle coś znaczyć, nawet w tym świecie. A jeśli miała problemy, Hopper nie miał zamiaru odpuszczać.
Will zmarszczył na chwilę brwi, słysząc odpowiedź siostry. Nie? Co nie? Zrobił coś nie tak, uznała że nie zasługuje na jej zaufanie, miała zamiar stąd odejść? Dopiero kiedy dokończyła myśl, poczuł się nieco swobodniej.
- Chciałbym. Wróciła tutaj kilka dni temu - wyjaśnił. Najchętniej by ją stąd odesłał, ale to była Claire. Jeżeli by to zrobił, wróciłaby po kilku dniach, tym razem pilnując, żeby jej nie znalazł. Wolał odpuścić, ale przynajmniej móc mieć na nią oko i być pewnym, że jest bezpieczna. Jeszcze kilka dni, zrozumie z czym właściwie igra i sama wróci do domu. A poza tym... cieszył się, że mógł z nią spędzić przynajmniej te kilka dni. Czy to naprawdę było coś aż tak złego? Skoro Claire i tak tutaj była i i tak już go spotkała?
Przez chwilę znowu miał wrażenie, że Sarah po prostu stąd odejdzie. W końcu miał rację, nie miała żadnego powodu, żeby mu ufać. Mogła po prostu zaprzeczyć wszystkiemu i odejść, pewnie w końcu dać się przez to zabić. Hopper po prostu nie mógł na to pozwolić. Nie mógł mieć na sumieniu życia kolejnej bliskiej dla niego osoby, nawet jeśli byli dla siebie obcy przez te cholerne jedenaście lat, a już z pewnością nie mógł mieć na sumieniu życia swojej siostry. Nie ważne czy chciała mieć z nim cokolwiek wspólnego, nie mógł pozwolić jej zginąć.
A potem Sarah po prostu dokończyła myśl, a Hopper znowu poczuł jak kamień spada mu z serca.
- Dobrze - odpowiedział tylko, chyba po prostu zbyt poruszony, żeby nic nie mówić.
Na chwile znowu zapanowała cisza, ale ciężko powiedzieć, żeby Willowi to szczególnie przeszkadzało. Potrzebowali czasu, zbyt dużo się wydarzyło przez te wszystkie lata. W porządku. Krok po kroku, nigdzie im się nie śpieszyło. Nagle ciszę rozdarł rozpaczliwy dźwięk, a Hopper odruchowo wyciągnął rewolwer z kabury. Zaczął już otwierać usta, kiedy Sarah pokazała mu, żeby był cicho i zamknęła oczy. Była mutantką. Tak, to miało sporo sensu. Cokolwiek właściwie robiła, Will nie miał zamiaru jej przeszkadzać w jakikolwiek sposób, zamiast tego omiatając wzrokiem okolice na wypadek, gdyby u tutaj coś miało ich zaatakować. Zacisnął nagle powieki, kiedy krzyk nagle stał się wyższy, bardziej rozpaczliwy, a jego tępy ból głowy przybrał na sile. Powinien zacząć się znowu do tego przyzwyczajać. Nie mógł ciągle żerować na Wallace.
Hopper szybko przywołał się do porządku. Ból głowy czy nie, nie mógł tracić czujności. Cóż, niewypowiedziane zagrożenie nie nadeszło, krzyk nagle się urywał, a Sarah otworzyła oczy. Will uniósł brwi, słysząc jej słowa.
- Tutaj, w środku miasta? - pyta szybko. Potem jeszcze dodaje prostą odpowiedź: - Nie.
Zwierzęta nie atakowały nagle ludzi w samym sercu Seattle. Nie byli nawet blisko żadnego parku. Myśli Hoppera jakoś samoistnie uciekają w kierunku Haywella i jego mocy, zmiany w bestię. To że nie żył, nie znaczyło że w mieście nie było żadnego mutanta z podobnymi zdolnościami. Jeżeli to była prawda, to się odbije na nich wszystkich. Powinien to sprawdzić... Ale za niedługo pojawi się tutaj policja, mogli go zgarnąć jako świadka, a na komisariacie bez problemu powiązaliby go z tą sprawą sprzed jedenastu lat. Nie mówiąc już o tym, że nie miał pojęcia w co wpakowała się Sarah i czy była poszukiwana przez policję. Może to w ogóle była jakaś pułapka. Gdyby był sam, mógłby zaryzykować, zdobyć informacje, ale teraz istotniejsza była jego młodsza siostra.
- Mam w okolicy samochód, chodź - powiedział ruszając w stronę samochodu.

jeśli mg pozwoli, to /zt
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-04-13, 18:42   


Zaczynacie zbiegać z tarasu i kierować się do samochodu Hoopera. Wszystkie dotychczasowe dźwięki ucichły, a poza miejskim bałaganem w tle słychać jedynie powoli kapiący deszcz. Szybko zbiegacie po kolejnych stopniach i wychodzicie w małą, ciemną uliczkę. Zaraz za nią znajduje się miejsce, w którym William zaparkował swoją brykę. W alejce dostrzegacie leżącą na ziemi kobietę.
Młoda, atrakcyjna blondynka w krzykliwie zielonej sukience i równie zielonej kurtce leży bez życia na ziemi. Zarówno ciuchy, jak i cały jej brzuch są rozdarte, a jeszcze ciepłe, parujące wnętrzności są porozrzucane po szarej kostce brukowej. Nie trudno zgadnąć, że jeszcze kilka minut temu żyła. To prawdopodobnie jej krzyk słyszeliście na górze. W okół jednak nie widać ani nie słychać nic niepokojącego. Jedynie czerwona stróżka krwi powoli płynie między brukowaną drogą alejki.
[Profil]
 
 
Sarah Hopper



We fight every night for something; when the sun sets we're both the same: half in the shadows, half burned in flames.

wyostrzone zmysły

74%

(I think I made you up inside my head)





name:

Sarah Hopper

alias:
Amelia Blanc/Cisza

age:
25 lat

Wysłany: 2018-04-13, 23:15   
   Multikonta: zabijcie mnie, zanim się rozmnożę


Powinno zaalarmować ją to, jak łatwo obdarza go kredytem zaufania, gdy mimo odruchowej czujności, bez namysłu zamyka oczy, odsłaniając przed nim swoją mutację i jednocześnie wystawiając się na ewentualny atak. Chociaż pozornie nic się nie zmienia – nie padają żadne wielkie słowa ani puste obietnice, a powietrza nie przecinają emocjonalne wyznania – część otaczającego ją muru zdaje się kruszyć, wpuszczając do środka skrawki wątpliwości. Niewielkie, ale znaczące, bo przecież Sarah z zasady nie ufa, już prawie bezwiednie powtarzając milcząco mantrę zakazów, z których najważniejszym jest ten definitywnie zabraniający jej budowania więzi, które mogłyby zatrzymać ją w miejscu. Przywiązanie w jej przypadku zawsze kończy się źle, jednak tym razem z jakiegoś powodu nie ogarnia jej panika – być może wygrywają wspomnienia sprzed, a może po prostu to niewidoczne i nieokreślone jeszcze niebezpieczeństwo odsuwa natarczywe myśli na dalszy plan, rozrywając bębenki w jej uszach.
Wzmianka o Claire nie umyka jej uwadze, ale chłodna kalkulacja, uruchamiająca się zazwyczaj w sytuacjach zagrożenia, zmusza ją do tymczasowego odłożenia tej kwestii na bok i oznaczenia jej jako nienaglącej; i tak nie jest w stanie zrobić nic z poziomu tarasu widokowego, nawet jeżeli na myśl o siostrze, jej wnętrzności wypełniają się lodem. Przywołuje się do porządku, skupiając się na faktach i układając w myślach plan na najbliższe minuty: przedostać się na ulicę, zlokalizować niebezpieczeństwo, uciec poza zasięg policji i służb porządkowych. Choć nie ma pojęcia, gdzie w tym wszystkim umieścić Williama, musi przyznać, że zignorowanie jego słów byłoby zwyczajnie głupie – bliskość zaparkowanego samochodu jest atutem, którego odrzucenia nie jest w stanie logicznie uargumentować. Przez kilka sekund szuka właściwej odpowiedzi, zduszając w zarodku pytania, które rodzi widok trzymanego przez niego rewolweru – na nie przyjdzie czas później – ale koniec końców nie mówi nic, jedynie krótko kiwając głową.
Gdy zbiegają na dół, trzyma się pół kroku za nim, połowę swojej uwagi koncentrując na śledzeniu jego kroków, połowę na uważnym obserwowaniu okolicy – wytężanie słuchu nie przynosi jednak żadnego rezultatu, ani jeden podejrzany dźwięk nie wybija się ponad odgłosy zmywanego deszczem, ulicznego szumu, i Sarah nie jest pewna, czy budzi to w niej ulgę, czy niepokój. Jej ciało wydaje się nie mieć takich dylematów: mięśnie napinają się odruchowo, a po karku rozchodzi się nieprzyjemne mrowienie; przez chwilę nie dostrzega jeszcze przyczyny tych reakcji, mimo że dziwnie znajoma woń dociera do niej zanim jeszcze znikają oboje w ciemnej uliczce. – Will – odzywa się nagle, ostrzegawczo i, jak się okazuje, zbyt późno – bo w następnym ułamku sekundy jej zmysły zalewa mdląco-słodkawa woń śmierci, a przed oczami rozciąga się obraz równie makabryczny, co groteskowy.
Nie rejestruje momentu, w którym się zatrzymuje, nieruchomiejąc wbrew wszelkiemu instynktowi samozachowawczemu i zwyczajnie wbijając spojrzenie w strzępy zielonej sukienki, rozerwanej i odsłaniającej malowniczą wiwisekcję ludzkich wnętrzności. To nie jest pierwszy raz, kiedy widzi martwego człowieka, ale chociaż nie chce patrzeć, nie potrafi oderwać wzroku od leżącego ciała kobiety – zamordowanej tak niedawno, że życie wciąż jeszcze zdaje się z niej uciekać, mimo że nadal otwarte oczy wpatrują się w wylot ulicy zupełnie pusto, wypatrując ratunku, który nie nadszedł. Jasne, rozsypane na chodniku włosy, choć zabarwione szkarłatem, kojarzą jej się z delikatnymi lokami dziewczynki z magazynu, i mimo że wie, że nieznajoma nie ma z nią nic wspólnego, przez chwilę ma wrażenie, że jest z powrotem w kryjówce mutantów, a powietrze wypełnia zapach siarki; spogląda w dół, na własne dłonie, zastanawiając się – bezsensownie – dlaczego są jasne i czyste, a nie pokryte lśniącymi plamami czerwieni.
Jeżeli Will coś do niej mówi, zupełnie go nie słyszy, odcięta od jakichkolwiek dźwięków szczelną barierą bardziej nachalnych bodźców, z których najostrzejszym i najbardziej wyraźnym jest otumaniający, rdzawy smród krwi, sprawiający, że jej żołądek wywraca się na drugą stronę i podchodzi do samego gardła. Cofa się bezwiednie, instynktownie próbując odsunąć się jak najdalej; do rzeczywistości przywraca ją dopiero zderzenie z chłodną, wilgotną ścianą, ale gdy przenosi wreszcie spojrzenie na brata, jej pole widzenia wciąż zdaje się lekko falować. – Gdzie zaparkowałeś? – pyta krótko, starając się oddychać przez usta, chociaż jej gardło wciąż jest boleśnie ściśnięte. Resztki moralności – marne pozostałości po dawnym życiu – każą jej zostać na miejscu i wezwać pomoc, ale ucisza je z brutalnością adekwatną do siły chaosu, szalejącego w jej umyśle.
[Profil]
 
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-04-15, 01:15   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Średni czas od wykonania telefonu na 911 do przyjazdu policji wynosił dziesięć minut. Dziesięć minut, tyle mieli czasu, żeby się stąd zmyć i nie wyglądać na świetny materiał na potencjalnych świadków. Biorąc pod uwagę, że musieli dostać się do samochodu, uruchomić go i wyjechać na ulice, zanim będą mogli odjechać w stronę zachodzącego słońca, to nie było aż tak dużo czasu, ale nie było też szczególnie mało, zwłaszcza biorąc pod uwagę że chwile zajmie zanim przypadkowy przechodzień sprawdzi co się stało, otrząśnie się i dodzwoni się do jakiegoś dyspozytora. Wystarczyło po prostu nie dać się w nic wciągnąć, spokojnie wejść do samochodu i nie zaglądać na miejsce zbrodni. Nic trudnego, prawda? Prawda?
Hopper był pół kroku przed siostrą, trzymając przed sobą wyciągniętą broń. Cokolwiek to było, mogło ciągle mogło być w okolicy i ich zaatakować. Jeżeli to była jakakolwiek pułapka a krzyk miał ich ściągnąć albo odwrócić uwagę innych, to właściwie atak był jedynym, czego mogli się spodziewać. Will uważnie omiatał wzrokiem okolice, szukając potencjalnych przeciwników, ale nikogo nie widział. W okolicy było, cholernie cicho i zdecydowanie zbyt spokojnie. To wszystko tylko sprawiało że te krzyki, że ten atak - jak twierdziła Sarah - zwierzęcia wydawał się tylko bardziej podejrzany. Może to była tylko paranoja, ale Hopper miał coraz silniejsze wrażenie, że to była jakaś pułapka. To wszystko było zbyt dziwne, dzikie bestie nie atakowały ludzi w samych sercach wielkich miast.
Najpierw usłyszał głos Sary, dopiero po tym zobaczył krew i ciało. Tak, to stanowczo była ofiara jakiejś bestii. Pytanie brzmiało: skąd ona się tutaj wzięła? Niekontrolujący się mutant zmieniający się w zwierze brzmiał całkiem prawdopodobnie. W końcu jakie były szanse, że po mieście biegało jakieś wystarczająco duże zwierze, żeby zabić człowieka? Chyba że ktoś wypuścił tutaj coś, co sam hodował. Po co? Bo był psychopatą i chciał zwalić winę na mutantów. W jakimkolwiek kierunku Hopper by nie poszedł, to ich dotyczyło i prędzej czy później te informacje przydadzą się w Bractwie.
W pierwszej kolejności, Will sprawdził czy gdzieś w okolicy są kamery. Jeśli tak, to będą mogli później spróbować dobrać się do materiału i sprawdzić co właściwie zaszło. Poza tym, lepiej żeby nie wyglądali zbyt podejrzanie na nagraniu z monitoringu, policja na pewno poświęci szczególną uwagę tej sprawie i na pewno zwróci uwagę na dziwną parę, która pojawiła się zaraz po morderstwie. Jeśli jego zachowanie nie miało zostać uwiecznione na filmie, szybko sprawdził czy bestia zostawiła ślady z krwi i czy rany były czyste, czy szarpane, oczywiście starając się nie zostawić żadnych śladów. Może nawet jeśli znalazł coś interesującego, to zrobił temu zdjęcie, w końcu jakiś materiał dowodowy się przyda.
Dopiero po tym krótki rozeznaniu Hopper odwrócił się do Sary, żeby zobaczyć jak ta wpatruje się we własne dłonie i cofa się kilka kroków, wyraźnie odcięta od rzeczywistości. Powinien był od tego zacząć, od sprawdzenia czy wszystko u niej gra, bo najwyraźniej tak nie było. Sam widok nie był najprzyjemniejszy, ale to nie było to, nie wpatrywałaby się wtedy w swoje ręce. PTSD? Wcale nie było o nie tak trudno, kiedy żyło się ich życiem. Musiał ją stąd jak najszybciej zabrać.
- Niedaleko, po lewej - odpowiedział na jej pytanie. - Chodź, musimy jak najszybciej stąd zniknąć.
I chociaż czuł, że powinien wyciągnąć w jej stronę rękę, to tego nie zrobił. Za słabo się znali, ona ledwo zgodziła się z nim gdzieś jechać. Mógł co najwyżej próbować nie naciskać i pozwolić jej samej uporać się z tą traumą, jakakolwiek by nie była. Nie wyśle jej przecież do psychologa, prawda? Nie w tym życiu.
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-04-17, 22:05   

Po zobaczeniu zwłok William zaczął działać szybko rozglądając się po najbliższych budynkach. Szukał wszelkiego rodzaju monitoringu. Na Wasze szczęście nikt nie instaluje monitoringu w takich wąskich, pustych alejkach. Następnie zwrócił uwagę na rany, które zdecydowanie były szarpane. Niektóre wyglądają jakby ktoś wyszarpał wielkimi szczękami kawałki mięsa. Na jednym z ramion kobiety pozostał także ślad ostrych zębów. Na końcu spojrzał na swoją siostrę.
Sahra zamknęła się w swoim świecie, w swojej własnej bańce, do której nie dochodziły żadne inne bodźce zewnętrzne. Wzrok utkwiła w zwłokach. Prawie w ogóle nie mrugała. PTSD, szok bo zobaczeniu tak straszliwie zmasakrowanych zwłok, a może jakaś chora fascynacja śmiercią? Kto wie co siedziało w głowie dziewczyny.

Kod:
Wykonam rzut, czy podczas wszystkich tych czynności nie przeszedł przez ulicę jakiś przypadkowy przechodzień. Jesteście w centrum miasta, więc myślę, że szansa na to będzie wynosiła około 40% po uwzględnieniu waszych opisów.

Losowa szansa na przechodnia - 40%

William zdążył powiedzieć Niedaleko... kiedy nagle ulicę przeszył kolejny pisk. Jakaś starsza kobieta, w strasznie szkaradnym, bordowym futrze i ratlerkiem na smyczy zobaczyła zwłoki i wszczęła istny raban.
- Trup! Truuuup! - zaczęła wrzeszczeć przeraźliwie. - Herkulesku nie sikaj na zwłoki. Truuuuuup!
[Profil]
 
 
Sarah Hopper



We fight every night for something; when the sun sets we're both the same: half in the shadows, half burned in flames.

wyostrzone zmysły

74%

(I think I made you up inside my head)





name:

Sarah Hopper

alias:
Amelia Blanc/Cisza

age:
25 lat

Wysłany: 2018-04-23, 13:55   
   Multikonta: zabijcie mnie, zanim się rozmnożę


przepraszamprzepraszam, już wracam do żywych

Nie ma pojęcia, w którym dokładnie momencie, otaczająca ją rzeczywistość barwi się na nienaturalnie jaskrawy odcień surrealizmu, ale nic z tego, co miało miejsce w ciągu ostatnich piętnastu minut, nie wydaje się prawdziwe – zaczynając od niespodziewanego spotkania zaginionego przed laty brata, przez krwawy atak w centrum Seattle, po groteskowy obraz rozerwanych w nieludzki sposób zwłok, rozciągniętych w ciemnej alejce. Idealny materiał na jeden z jej nocnych koszmarów, a jednak z jakiegoś powodu Sarah jest stuprocentowo przekonana, że nie śpi; zbyt realny jest otaczający ją odór, zbyt mocno naciągnięte struny w słowach Williama, zbyt niekontrolowanie drżące jej własne dłonie, gdy wreszcie odnajduje siłę, by oderwać od nich wzrok. Nie jest dumna ze swojej reakcji, czas jednak nie sprzyja wyjaśnieniom (co przyjmuje z ulgą – i tak nie miałaby pojęcia, co właściwie powinna powiedzieć, ogarnięta wrażeniem, że prawda nigdy nie przejdzie jej przez usta); nie ma zresztą okazji do zrobienia czegokolwiek ponad krótkie skinięcie głową, bo nagle z otumanienia brutalnie wyrywa ją kolejny krzyk – wysoki i piskliwy, przecinający rozgrywającą się scenę na pół, jak nierówne, tępe ostrze.
Ułamek sekundy zajmuje jej odnalezienie źródła dźwięku, kolejnego potrzebuje na ocenę zagrożenia, bo tak właśnie jej umysł instynktownie klasyfikuje wrzeszczącą w niebogłosy kobietę. Starszą, raczej niemogącą pochwalić się tężyzną fizyczną, w pomarszczonej dłoni trzymającą smycz psa, który co prawda jeszcze nie ujada, ale Sarah widziała wystarczająco dużo tych małych, irytujących bestii, żeby wiedzieć, ile potrafią narobić hałasu.
Zdaje sobie sprawę – stalowo-chłodna realizacja zalewa jej umysł metodycznie i niepowstrzymanie – że sytuacja nie nadaje się już do odratowania, bo nie ma możliwości, by kobiece piski nie zaalarmowały w ciągu paru sekund kolejnych pięciu przechodniów, ale postawiona w stan gotowości, zaczyna działać instynktownie, nie patrząc w przyszłość dalej, niż najbliższe pół minuty. Opanowuje ją dziwne wrażenie, że jedynie stoi obok i patrzy, gdy jej własne stopy prowadzą ją o trzy kroki do przodu, a dłoń ściska rękaw paskudnego futra, by szarpnięciem wciągnąć kobiecinę głębiej w uliczkę. – Ciszej! – mówi, jednocześnie ostro i cicho, stanowczym gestem zasłaniając nieznajomej usta – chcąc jednocześnie stłumić jej wrzaski, jak i brutalnie ściągnąć jej uwagę. Nie myśli jeszcze o tym, że staruszka najprawdopodobniej zapamiętuje właśnie szczegóły jej twarzy, choć odruchowo stara się pozostawać poza polem jej widzenia, palcem wskazując na zmasakrowane zwłoki. – Zwierzę, które to zrobiło, najprawdopodobniej wciąż jest w pobliżu, krzyki mogą je tutaj ściągnąć – dodaje, niemal pewna, że jest dokładnie na odwrót, ale krew zbyt mocno szumi jej w uszach, by była w stanie wychwycić nieszczerość we własnych słowach. – Proszę zadzwonić na 911 – nakazuje i powoli cofa rękę; policja jest ostatnim, czego potrzebuje (potrzebu?), ale jeżeli wszechświat zachował chociaż szczątkowe resztki litości, to w chwili, w której kobieta skończy rozmawiać z pracownikiem zespołu powiadamiania ratunkowego, będą już daleko stąd.
Nienawidzi myśli, która pojawia się w jej głowie, gdy odwraca się w stronę Willa i przypomina sobie o rewolwerze – zdusza ją w zarodku, zamiast tego zaczynając milcząco powtarzać w kółko kolejne linijki głupawej piosenki o pająku tkającym sieć, której nauczyła się w drugiej klasie; odruchowa czynność, niemająca na celu kompletnie nic, oprócz powstrzymania ataku paniki, przyczajonego już na naciągniętych do granic krawędziach świadomości. Ruszając w stronę brata, zaklina rzeczywistość, by w ciągu następnych paru minut nic nie poszło już nie tak.
[Profil]
 
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-04-24, 22:34   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Widok ran tylko mocniej utwierdził Hoppera w przekonaniu, że to nie była robota człowieka - a przynajmniej nie zwyczajnego człowieka. Śledczy na pewno dojdą do tych samych wniosków, a biorąc pod uwagę atmosferę w mieście, media na pewno jasno ogłoszą, że to sprawa mutantów. To oznaczało kłopoty nie tylko dla bezimiennych mutantów ze Seattle czy nieco mniej bezimiennych mutantów z Bractwa, ale też dla jego sióstr, które chyba wybrały najgorszą możliwą porę na powrót do domu. Poniekąd, to że znalazł się w tym miejscu o tej porze, nie było aż tak tragiczne - przynajmniej miał zdjęcia, na które w innym wypadku nie miałby szans. Całkiem możliwe, że to była jedyna szansa żeby Bractwo mogło zdobyć jakiekolwiek informacje o tym ataku.
Z drugiej strony, Hopper nie mógł powstrzymać jakiejś dziwnej myśli łączącej atak jednej bestii z rewelacją o tym, że szef GC był mutantem, ale przede wszystkim szukającej w tym wszystkim korzyści dla niego, mutantów i Bractwa. Cóż, może to był dość cyniczny sposób myślenia, zwłaszcza biorąc pod uwagę że ofiara leżała właściwie tuż pod stopami Willa, ale niewiele mógł już na to poradzić, prawda? Natomiast gdyby dzięki tym informacjom mógł w porę zareagować na jakąś nową falę paniki w stosunku do mutantów... mógłby coś zdziałać.
Niestety, nie we wszystkich aspektach swojego życia miał tyle do gadania. Nic nie mógł zrobić z kolejną, tym razem stanowczo słabszą falą bólu, spowodowaną krzykami kobiety. Cholera, wcześniej ból głowy nie ściągały aż tyle jego uwagi, chociaż nie były szczególnie słabsze. Powinien się spodziewać przypadkowych przechodniów, lepiej się na to przygotować. Już miał wymyślić jakąś historyjkę, zacząć zgrywać równie przerażonych przechodniów, ale Sarah zareagowała pierwsza. Była stanowczo zbyt opanowana, zbyt trzeźwo myśląca, ta kobieta na pewno to zapamięta. Powinien był zadziałać pierwszy, nadać tempa sytuacji i samemu ją zaprojektować, gdyby tylko nie ten cholerny krzyk... Ktoś może powiązać ich twarze z tym miejscem, ktoś może mieć pytania. To nie była wina Sarah, ona zadziałała instynktownie, wybrała najlepszą możliwą opcję - chronić innych. Cholernie dobrze to o niej świadczyło, Hopper pewnie nawet nie zawracałby sobie głowy czy kobiecie coś się stanie. Miał ważniejsze zadanie - wyprowadzić stąd siostrę i zrobić wszystko, żeby jej twarz nie znalazła się w dzisiejszym wydaniu wiadomości. Ewentualnie, jeśli sytuacja pozwoli, dobrze by było gdyby o nim też za wiele nie mówili.
Teraz najważniejsze było stąd zniknąć i to zniknąć w jakiś nieszczególnie podejrzany sposób.
- O cholera - zaczął nagle. - Becky właśnie skończyła tańce dwie przecznice stąd. Boże, powinniśmy do niej pojechać - wypalił nerwowo. - Proszę zadzwonić na policję - rzucił na odchodne, zanim złapał Sarah za rękę i ruszył z nią w kierunku samochodu. Byle tylko Sarah nie zastanawiała się szczególnie kim jest Becky.
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,08 sekundy. Zapytań do SQL: 6