Poprzedni temat «» Następny temat
Z zewnątrz
Autor Wiadomość
The Gifted



kocham tworzyć tematy i nie tylko

jestem kontem specjalnym

milio

Admin





name:

The Gifted

Wysłany: 2018-02-02, 20:07   Z zewnątrz


[Profil]
 
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2018-04-10, 19:12   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   2 Lata Giftedów!


Mężczyzna wyszedł z biura Colleen, chociaż wyszedł to raczej nie najlepsze słowo. Wykuśtykał, ponieważ dalej musiał poruszać się z pomocą tych cholernych kul.
Jak ona mogła go potraktować w taki sposób? Widocznie to wszystko było jednym wielkim błędem, właściwie nie wiedział co tutaj jeszcze robi, ale... Chyba nie potrafił jej tak po prostu zostawić. Przynajmniej nie teraz, mimo tego, że był na nią naprawdę wściekły.
Najbardziej bolało go nie to, że zostawiła go samego w najtrudniejszym dla niego okresie, ale to, że w tej chwili na niego naskoczyła. Mimo, że po tym wszystkim chciał jej tylko pomóc, chciał jej dodać otuchy, żeby zrozumiała, że jest przy niej...
- Kurwaa mać.. - zaklął cicho pod nosem i podkuśtykał do jednej ze ścian budynku. Oparł się o nią i sięgnął do kieszeni. Wyciągnął z niej paczkę papierosów, oraz zapalniczkę. Drżącą dłonią (palce dalej miał zabandażowane, nie wygoiły się do końca) ulokował papierosa między wargami, oraz złapał za zapalniczkę. Nie bez trudów z jej pomocą odpalił papierosa i zaciągnął się głęboko. Co prawda raczej nie powinien palić w takim stanie - poczuł to niemalże natychmiast, gdy dym dostał się do jego płuc. Zaniósł się kaszlem, ale nie interesowało go to. Potrzebował tego pierdolonego papierosa, nie umiał się uspokoić w inny sposób.
Podniósł głowę i spojrzał w górę. Słońce już zaszło, chociaż jeszcze było dosyć jasno. Jeśli chodzi o pogodę - była faktycznie fantastyczna, szkoda tylko, że mimo tego ten dzień był dla niego beznadziejny. Właściwie każdy z ostatnich dni był pierdolonym koszmarem i nic nie wskazywało na to, że mogłoby być lepiej.
No, ale chyba powoli do tego przywykał. Przesunął zabandażowaną dłonią po brodzie - nie mógł się nawet normalnie ogolić, wyglądał tragicznie, w dodatku te wszystkie nowe rany, którymi ta szmata ozdobiła jego ciało... Aktualnie było je całkiem nieźle widać z racji tego, iż ściągnął z siebie kurtkę. Było mu za gorąco, pewnie z powodu nerwów. Uroku dodawały mu również te trzy rozcięcia widoczne bardzo dobrze na jego lewym policzku. Wyglądało to w sumie jakby podrapało go jakieś zwierzę i w sumie nie było to stwierdzenie dalekie od prawdy. Tym właśnie była Vera Neumann - jakimś jebanym zwierzęciem, potworem.
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Bradley Grey



Awesome

manipulacja Magią Chaosu

88%

szuka zemsty





name:

Bradley Grey,

alias:
Adam Bishop / Warlock Lord

age:
27

height / weight:
183 / 80

Wysłany: 2018-04-10, 22:14   
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


Brad ostatnio skupił się na swoich obowiązkach. Dalsze miejsce miało życie prywatne i towarzyskie. Chodził na patrole, ruszał na misje jeśli musiał, oczywiście w międzyczasie nie rezygnował z chwilowych rozrywek, typu wypad do baru. Każdy musi jakoś odreagować, a jego sposób był właśnie taki.
Ostatnio nawet znowu zmienił miejsce zamieszkania. Czuł się jak jakiś tułacz bez swojego miejsca na ziemi. Ciągle się przenosił i nie mógł zagrzać miejsca. Najpierw mieszkał dłuższy czas z Albą. Potem zamieszkała z Aaronem, więc nie chciał im przeszkadzać, a zresztą to spowodowało, że Colleen nie miała współlokatora, więc wprowadził się do niej. Ale potem też się nieco pokomplikowało, bo ich domek stał się szpitalikiem. Nie wiedział nawet dla kogo, słyszał tylko, że mężczyzna w opłakanym stanie został przyniesiony do obozu. Nie wtrącał się, bo Colleen się nim zajmowała. Nawet nie zapytał jej kto to, bo nie chciał jej zawracać głowy. Poza tym to nie tak, że musiała mu się tłumaczyć przecież. Tym sposobem przeprowadził się po raz kolejny, tym razem dzieląc miejsce mieszkalne z Kirą i Hopperem. Czuł, że i tu długo miejsca nie zagrzeje, ale póki co i tak mało bywał w pokoju, więc nie wadziło mu to jakoś specjalnie.
Brad właśnie przechodził koło siedziby bractwa. Chciał donieść przywódcy o szczegółach jakie zauważył podczas swojej pracy. Nie były jakoś szalenie istotne, ale każda mała rzecz mogła okazać się pomocna. Nie zdążył jednak wejść do środka, bo zobaczył kogoś pod ścianą budynku.
Słońce świeciło mu w twarz i tym samym nieco oślepiało, że nie był w stanie zobaczyć twarzy. Widział za to kule i bandaże, a gdy podszedł bliżej to i rany na policzku. Skrzywił się nieco na ten widok, ale zbliżył się jeszcze.
- Hej, kolego. Potrzebujesz pomocy? - zapytał, bo kto wie, czy źle się nie poczuł? Był w dość opłakanym stanie tak na pierwszy rzut oka. A potem mężczyzna spojrzał na niego i od razu poznał te oczy, w ogóle twarz. Przez chwilę stał oniemiały, w lekkim szoku.
- Dale... - to jedyne co był teraz w stanie wykrztusić. Niby jedno słowo, ale zawarte w nim było milion pytań, które właśnie przelatywały przez jego głowę.
_________________

I'll start a riot
until you hear me
[mru]
[Profil]
  [A-]
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2018-04-11, 00:30   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   2 Lata Giftedów!


Czy Dale posiadał aktualnie jakiekolwiek obowiązki? Och, tak, do tej pory myślał, że tak. Uważał, że ma obowiązki wobec tej kobiety. Okazało się jednak, że jest ona zimna jak stal (trafne porównanie, huh?) i właściwie chyba nie jest taka za jaką ją uważał. No cóż, nie pierwszy nie ostatni raz zawiódł się na człowieku i mimo, że cierpiał jak nigdy wcześniej i tym razem nie zamierzał nad tym płakać. Właściwie... On nigdy nie płakał. Nie potrafił wylewać łez, nie miał pojęcia jak to się robi. Może ostatnio zdarzyło mu się raz, czy dwa, ale kurwa... Chyba każdy kogo nakarmili żywymi szczurami by zapłakał, hm? Więc można śmiało rzec, że jest usprawiedliwiony!
Jeśli chodzi o te wszystkie roszady w domkach przeznaczonych dla członków bractwa - kompletnie się w tym nie orientował. Nie miał pojęcia, że z Colleen wcześniej mieszkał ktokolwiek, z resztą nie miał prawa o tym wiedzieć. Nawet jeśli od swojego przybycia tutaj o tym usłyszał - serio, nie miało to dla niego żadnego znaczenia. Ci wszyscy ludzie byli dla niego... Nikim. Po prostu nikim, nie mieli żadnego znaczenia. Nasz kochany żołnierz nie mógł jednak przypuszczać, że spotka tutaj dawnego druha. Właściwie był niemalże pewien, że tamten dawno nie żyje. Och, chyba trochę się mylił, ale o tym za chwilę.
Blondyn stał tak przez dobrych kilkanaście minut oparty o ścianę budynku, papieros mu się skończył, więc wyrzucił go gdzieś daleko. Po chwili sięgnął po następnego, to dawało mu jakieś dziwne ukojenie i chyba nie chodziło tu o samo palenie. Chodziło raczej o to, że mógł sam zaaplikować sobie ten wyrób tytoniowy w swoje własne płuca. Nikt nie musiał mu pomagać, wreszcie mógł zrobić cokolwiek samodzielnie. Nienawidził tego uczucia. Uzależnienia od innych osób. Zawsze był sam i starał się sam sobie radzić i tak było również w tej chwili.
Zaciągnął się kilka razy głęboko i pogrążył się we własnych rozmyślaniach. Nie potrafił wyrzucić z głowy tego wszystkiego, myślami non stop wracał do tego co było. Dręczyły go pierdolone demony, nie potrafił się ich wyzbyć, były przy nim na okrągło.
Westchnął cicho i potrząsnął głową przymykając oczy. W ten sposób chciał z siebie wyrzucić tą cholerną piosenkę, która na okrągło przy nim była. Zupełnie jakby stała się jego częścią, jakby ktoś chciał mu przypomnieć jak mało jest wart. W końcu... Był tylko jebanym robakiem, prawda? Robakiem, oraz psem. Jej psem. Kobiety, która zrobiła z niego... Właśnie, kogo? Kogo właściwie z niego zrobiła? Kim teraz był.
Z rozmyślań wyrwał go dopiero głos jakiegoś człowieka. Mimo, że wydał się znajomy pierwszy odruch był raczej oczywisty.
- Spierdalaj... - mruknął cicho nawet nie zaprzątając sobie głowy zerknięciem na niego, jednak, gdy usłyszał swoje imię... Cholera, w tej chwili sytuacja wydała się znacznie ciekawsza. Przeniósł wreszcie na niego spojrzenie i podobnie jak chłopak stojący na przeciwko niego znieruchomiał. Skąd on go znał? To... Nie, to przecież niemożliwe, ale jednak... Jednak stał na przeciwko niego. Był tutaj.
- Bradley, pieprzony, Grey... - powiedział cicho - dalej słabym, łamiącym się głosem - z niedowierzaniem. Pokręcił głową i ponownie otworzył usta, jednak nie potrafił nic więcej powiedzieć. Cholera jasna, na przeciwko niego stał człowiek, który kiedyś stał mu się tak strasznie bliski, jedyna osoba dla której było warto o cokolwiek walczyć w tym pierdolniku nazywanym sierocińcem.
- To... To niemożliwe.. - wyszeptał po chwili, po czym zaśmiał się cicho i zamknął oczy kręcąc głową. Powtórzył to samo zdanie jeszcze kilka razy szeptem, po czym zaczął oddychać głębiej. No cóż... W tej chwili chyba nawet ślepy zauważyłby, że coś jest z nim nie tak. A niektórzy - Ci mądrzejsi mogliby połączyć to z jego stanem fizycznym, z widocznymi wszędzie bandażami, siniakami i tego typu rzeczami.
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Bradley Grey



Awesome

manipulacja Magią Chaosu

88%

szuka zemsty





name:

Bradley Grey,

alias:
Adam Bishop / Warlock Lord

age:
27

height / weight:
183 / 80

Wysłany: 2018-04-11, 21:14   
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


Między innymi dlatego Brad nie angażował się w związki. Uważał, że najlepiej radził sobie sam, a kobiety były niepotrzebnym rozproszeniem, gdyby zdecydował się na "coś więcej". Jemu wystarczyły spotkania niezobowiązujący seks. Póki co było mu tak wygodnie i sam nie wiedział, czy kiedykolwiek się to zmieni. Poza tym miał naprawdę problem, żeby się przywiązać do jakiejś kobiety w tym sensie. Niektóre traktował przedmiotowo, a inne po prostu lubił i traktował po koleżeńsku.
Chyba nikt nie lubił być zależny od innych, ale kiedy trzeba warto wiedzieć, że są ludzie gotowi ci pomóc. Brad niejednokrotnie musiał korzystać z pomocy osób trzecich, by przeżyć. W końcu jakiś czas tułał się po świecie i uciekał przed "łowcami mutantów". Wtedy często pomagali mu inni. A potem wpadł w tarapaty, wylądował w więzieniu, w którym cuda z nim robili i też musiał czekać, aż go odbiją. Sam nie był w stanie się przedrzeć i był bardzo wdzięczny tym, którzy zdecydowali się na ratunek. Oczywiście nie zrobili tego bezpośrednio dla niego, bo go nie znali wtedy. Ale i tak doceniał ich wkład i poświęcenie. Przez ten czas chyba zdążył się też odwdzięczyć na wielu polach. Dla niektórych jednak wciąż pozostawał "wierny".
Mężczyzna nie usłyszał pierwszego słowa. Zresztą i tak nie zrobiłby na nim większego wrażenia. Gdyby go nie znał pewnie by po prostu odszedł. Ale że właśnie spotkał kumpla z sierocińca... no nie wierzył, że go widzi. Ich drogi rozeszły się dawno temu i chyba żaden z nich nie przypuszczał, że jeszcze kiedyś się zejdą. To było nieprawdopodobne, a jednak stali teraz twarzą w twarz i żaden nie mógł znaleźć odpowiednich słów. Nie mogli być na to przygotowani.
- Może lepiej usiądź? Wyglądasz jakby cię ciężarówka puknęła - powiedział kwaśno, patrząc na te wszystkie bandaże i siniaki. Nie był to przyjemny widok zwłaszcza, że wszystkie wspomnienia odżyły. Ich przyjaźń pozwoliła mu przetrwać ten sierociniec. Nigdy mu tego nie zapomniał.
- Nie wierzę, że to naprawdę ty - powiedział i bezceremonialnie podszedł do niego i zamknął w przyjacielskim uścisku. Tak dawno się nie widzieli, że musiał to zrobić. Oczywiście starał się być delikatny, żeby nie powodować żadnego cierpienia.
_________________

I'll start a riot
until you hear me
[mru]
[Profil]
  [A-]
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2018-04-20, 08:36   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   2 Lata Giftedów!


O taak. Związki to same kłopoty, stanowczo nie polecam! Jak widać z resztą na załączonym obrazku - kobiety mają ostro poprzewracane w głowie. No bo tak w sumie... Jak można zostawić przez tyle dni swojego faceta(?) na pastwę losu - zwłaszcza po czymś takim. No pewnie, można sobie tłumaczyć to wszystko tym, że była zajęta, ale żeby nie znalazła dla niego pięciu minut? Był po dwóch dniach tortur, każdej nocy krzyczał przez sen, wiercił się i zalewał krwią pościel, a ona tak po prostu wychodziła rano z domku jak gdyby nigdy nic.
Jak wspomniałem wyżej - kobiety to niezbadany mechanizm.
Tak, czy inaczej - teraz był tutaj i mimo tego, że pierwszy raz od lat miał wokół siebie tylu ludzi czuł się bardziej samotny niż kiedykolwiek. Poza tym miał wrażenie, że traci zmysły. Zdarzało mu się nawet widzieć rzeczy, których naprawdę nie było, dość często miał też wrażenie, że ktoś go obserwuje. To chyba jakaś psychoza, czy coś w tym stylu. Poza tym... Ta ciągła obawa o swoich bliskich, nawet nie miał możliwości sprawdzenia czy Sam żyje. Miał mętlik w głowie i choć się nie odzywał - wewnątrz non stop krzyczał, jego dusza z każdą następną sekundą była rozrywana na coraz mniejsze kawałki, podobnie jak jego serce - o ile w ogóle jeszcze je posiadał. Miał wrażenie, że gdzieś przy tym wszystkim mu po prostu wypadło.
Masz rację - nikt nie lubi być zależny od innych, zwłaszcza, gdy przez całe życie radził sobie sam. Prawda jest jednak taka, że potrzebne są osoby, które zawsze pomogą - do tej pory Dale myślał, że tą osobą jest Colleen, ale chyba się mylił. Cóż - nie pierwszy nie ostatni raz.
Wracając jednak do naszych bohaterów...
Cholera, nie spodziewał się spotkać tutaj akurat jego, przyjaciela z dawnych lat. Przeżyli razem kilka ciekawych chwil i choć ich drogi się rozeszły Dale chyba nigdy o nim nie zapomniał. Co prawda myślał, że Bradley dawno temu umarł, ale w jego pamięci ciągle był żywy. Z resztą... Hmm, jak widać daleko mu było do martwego.
- Postoję. W sumie... Należałem się za wszystkie czasy... - mruknął dość cicho i uniósł na niego wzrok, a gdy mężczyzna do niego podszedł i objął go na początku nie wiedział co ma zrobić. Mimowolnie delikatnie zadrżał, ostatnio dotyk źle mu się kojarzył. Minęło jednak parę sekund i ciało żołnierza nieco się rozluźniło. Oparł kule o ścianę i niepewnie objął go jedną ręką, a kąciki jego ust delikatnie uniosły się ku górze.
- Miło... Miło Cię widzieć. Żywego. - odparł i poklepał go dłonią po plecach - oczywiście niezbyt mocno, ponieważ jego kontuzja niespecjalnie mu na to pozwoliła.
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Bradley Grey



Awesome

manipulacja Magią Chaosu

88%

szuka zemsty





name:

Bradley Grey,

alias:
Adam Bishop / Warlock Lord

age:
27

height / weight:
183 / 80

Wysłany: 2018-06-25, 17:48   
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


Chyba najważniejsze w związku jest dopasowanie. Jeśli dwie osoby choćby nie wiem jak się starające są kompletnie inne to ciężko im będzie na dłuższą metę znaleźć wspólny język. Brak wspólnych tematów też wykańczał związki i to generalnie temat rzeka.
W każdym razie Brad nie pchał się w to bagno, wolał swoje beztroskie życie. Nie musiał się przed nikim tłumaczyć, sypiał z różnymi kobietami i było mu z tym dobrze. Nie potrzebował domowego ogniska czy innych bajerów. Nie na tym etapie, może nigdy. Może przyjdzie czas, kiedy mężczyźni będą mogli o tym swobodnie porozmawiać. Teraz chyba byli zbyt wielkim szoku na jakieś głębsze tematy.
Brad o dziwo nie czuł się samotny. Nie miał tej jedynej, bliskiej sercu. Za to miał przyjaciół i znajomych, na których mógł polegać. To chyba było ważniejsze, niż romans, który prędzej czy później upadnie. Bo z jego doświadczenia jeszcze żaden związek (nawet wśród znajomych) nie wytrzymał wiecznie.
Nie wiedział co się dzieje u dawnego znajomego. Nie rozmawiali taki szmat czasu, że teraz ciężko było się połapać nawet o co zapytać. Brad chciał wiedzieć wszystko, ale jednocześnie nie mógł o wszystko pytać. Czy czekać, aż kolega będzie bardziej wylewny? To chyba się nie doczeka.
Bradley miał podobne wyobrażenie o Dale'u. Miał wrażenie, że już dawno umarł, a już na pewno nie spodziewał się, że znajdą się jeszcze w jednym miejscu o jednej porze. W roju mutantów. No to scenariusz rodem z Hollywood.
- Też prawda - mruknął, bo domyślał się, że z takimi obrażeniami musiał trochę leżeć, żeby się wykurować. A nadal wyglądał jakby miał za chwilę zejść. W każdym razie do niczego go zmuszać nie będzie i skoro mówi, że postoi to postoi.
Brad mimowolnie też się uśmiechnął, gdy po tych wszystkich latach doszło do takiego zjednoczenia przyjaciół. Dodatkowo fakt, że Dale odwzajemnił jego uścisk był pokrzepiający. Nie był sam w swoich odczuciach.
- Myślałeś, że umarłem? Złego diabli nie biorą, nie wiesz? - zaśmiał się i pokręcił głową. - To prędzej tobie było bliżej śmierci, tym bardziej cieszę się, że dałeś radę. Co się z tobą działo przez te wszystkie lata?
Miał wrażenie, że nadrabianie zaległości zajęłoby im trochę, więc przydałaby się zmiana lokalu i otoczenia, ale póki co nadal tak stali w lekkim niedowierzaniu.
_________________

I'll start a riot
until you hear me
[mru]
[Profil]
  [A-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,03 sekundy. Zapytań do SQL: 5