Poprzedni temat «» Następny temat
Dom Hopperów #1
Autor Wiadomość
Valerie Blanc



And I find it kinda funny, I find it kinda sad the dreams in which I'm dying are the best I've ever had

teleportacja

23%

drama queen





name:

Valerie Blanc

alias:
Claire Hopper

age:
20 lat

height / weight:
165 / 50

Wysłany: 2018-04-02, 22:45   
  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie


Oczywiście Valerie nie miała pojęcia co to fotokomórka, ale połączenie z tego z praktycznością tego pomysłu bardzo pasowało jej do Willa i aż nie mogła powstrzymać lekkiego drgnięcia kącika ust. Oto jej "głupi brat nerd", jak, uwielbiała wręcz, nazywać go w dzieciństwie. Przy okazji też nie omieszkała zanotować w głowie tej krótkiej frazy "kiedy wróciłem do Seattle". W sumie powinna domyślić się, że podróżował, jeśli tkwiłby cały czas w tym samym mieście już dawno nawiązałby kontakt z Hopperami, no... chyba, że nie chciał. To nie czas i miejsce na takie przemyślenia. zganiła się w myślach, w charakterystyczny dla siebie sposób chcąc myśleć jak najlepiej o najbliższych jej osobach. Nie było ich w końcu specjalnie dużo.
Nagle niepokojąca myśl wpadła jej do głowy. -Myślisz, że ktoś inny też mógł wpaść na podobny pomysł? - zapytała odruchowo rozglądając się po pokoju. Jakby miała w ogóle szansę coś dojrzeć, taki sprzęt był mały (a przynajmniej tak się domyślała) i za pewne bardzo dobrze ukryty. Zazwyczaj jeśli komuś bardzo zależało na tym aby coś pozostało ukryte, pozostawało to ukryte. Trochę trudniej było zastosować tę zasadę do ludzi, ale cóż... wyjątek potwierdza regułę.
-Kanadyjskie co? - uniosła brwi wysoko, nie specjalnie mając pojęcia o czym mówi. Wcześniej nawet jeśli chciałaby to nie miała jak nadążać za sytuacją mutantów na świecie, a od roku, kiedy sama dowiedziała się, że nim jest... zwyczajnie za bardzo się bała, że to nagłe zainteresowanie może na nią zwrócić niepotrzebną uwagę. Szczególnie, że sprawa mutantów w Kanadzie... nie była specjalnie żadną sprawą, a na miejscu rządu amerykańskiego... no cóż, też by się tym nie chwaliła w świecie. -Nie, do niczego nie przynależę. - pokręciła przecząco głową. -Tylko rodzice wiedzą o mojej mutacji. No i teraz też ty. - w sumie, czy widział jak robi przeskok przez pół pokoju? Czy to po prostu wyczuł? Mutanci byli w stanie się wyczuwać? A może to była jego moc? Właśnie! Jaka była umiejętność Willa? Nic o tym nie wspominał, a nie wyglądał na super silnego czy szybkiego, a biorąc pod uwagę jej własne doświadczenie, łączyła tego typu moce z wyraźną zmianą sylwetki. Sama, pomimo paru lat jako cheerleaderka, czuła, że jest w tej chwili w najlepszej formie w całym swoim życiu.
[Profil]
  [0-]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-04-03, 03:17   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Było coś uroczego w sposobie, w jaki się uśmiechnęła. Coś normalnego. Jakby przez chwilę mogli poudawać, że ich rodzina miała się dobrze, ten dom nie stał opuszczony od lat, a Zac Effron był równie przystojny jak za czasów High School Musical, a jego plakatowi nie brakowało pół twarzy. Hopperowi naprawdę spodobała się ta perspektywa, ale tak szybko jak poczuł, że się pojawiła - zniknęła. Chyba po prostu było już na to wszystko stanowczo za późno. Cholera, dlaczego nie wrócił? Mógł to zrobić. Może nie od razu po tym jak się ukrył, może nawet nie od razu po tym, jak uciekł od Gardenera... Ale zostało mu siedem lat, podczas których mógłby to zrobić. Gdyby nie dał się ponieść paranoi.
- Spokojnie, sprawdziłem to kiedy tutaj wróciłem, a potem miałem oko na to miejsce - odpowiedział. Właściwie to był najprostszy sposób żeby samemu wpędzić się w pułapkę: radośnie wpakować się do w najbardziej oczywisty sposób najmocniej związanego ze sobą miejsca, a potem nawet nie sprawdzić czy są tak ukryte kamery czy podsłuch. Zostawała jeszcze opcja monitoringu miejskiego i kamer w sąsiednich domach, ale na to Will nie mógł poradzić nic poza czapką z daszkiem i okularami przeciwsłonecznymi.
To, że Claire w ogóle na nie wpadła na pomysł, żeby cokolwiek z tego sprawdzić, w pewien sposób dobrze o niej świadczyło. Do tej pory nie musiała myśleć o takich rzeczach, mogła żyć spokojnym, normalnym życiem. I jeżeli za niedługo z powrotem wróci do Kanady, nie będzie musiała w ogóle się tym martwić. To była dla Willa w pewien sposób egzotyczna perspektywa, nie musieć się przejmować tym wszystkim. Pewnie nawet gdyby chciał tego spróbować, nie potrafiłby.
I ponownie: to że Claire nawet nie miała pojęcia o czym mówił, było w zasadzie dobrym sygnałem. Jasne, jakby miała na dłużej zatrzymać się w Stanach z tym poziomem wiedzy skończyłoby się to dla niej tragicznie, ale była tutaj tylko na chwilę. Przejazdem, odnaleźć siebie i ułożyć swoją przeszłość, a nie walczyć o życie i próbować nie dać się złapać i zaciągnąć do laboratorium. A w Kanadzie? Jeżeli ona sama tego wszystkiego nie ruszała, nie miała się czym martwić. Miała swoje prawa, była uznawana za obywatelkę - przynajmniej do czasu, aż ktoś nie odkryje że Valerie Blanc to fałszywa tożsamość. To było dla niej jedyne realne zagrożenie dlatego Hopper zapisał sobie gdzieś w głowie: upewnić się, że ta fałszywa tożsamość jest porządna. Jeżeli jakkolwiek mógł zabezpieczyć przyszłość jej, Sarah i rodziców, to tylko w ten sposób.
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Valerie Blanc



And I find it kinda funny, I find it kinda sad the dreams in which I'm dying are the best I've ever had

teleportacja

23%

drama queen





name:

Valerie Blanc

alias:
Claire Hopper

age:
20 lat

height / weight:
165 / 50

Wysłany: 2018-04-03, 17:25   
  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie


Ulżyło jej nieco. No tak, oczywiście, że oto zadbał. Nie chodził z głową w chmurach tak jak ona. Jak do tej pory wydawało jej się, że jest wyjątkowo ostrożna, ale gdyby to nie Will a kto inny założył w domu te całe fotokomórki, to cóż, byłoby już po niej. Sama ta myśl sprawiła, ze jej ciało przebiegł lekki dreszcz. Może i ta wiedza nie była jej potrzebna póki znajdowała się w Kanadzie, ale jeśli miała spędzić w Stanach jeszcze parę dni powinna bardziej uważać, szczególnie, teraz kiedy los ich tak przewrotnie połączył, nie zamierzała opuszczać Willa.
Po jej odpowiedzi ponownie zapadła cisza. Najwyraźniej on nie miał już więcej żadnych pytań, a ona sama nagle jakoś nie miała odwagi, żeby swoją ciekawość zaspokoić. Odwróciła więc wzrok od brata i zaczęła przyglądać się pokojowi. Może to kwestia, że byli tu już jakiś czas, a pierwszy szok związany z widokiem tego miejsca minął, albo po prostu, że nie była tu sama, ale nagle wydawało jej się ono nieco odległe. Nie było tu już prawie żadnych jej rzeczy, większość za pewne została wyrzucona albo oddana przez rodziców, a reszta skradziona. Parę plakatów wisiało jeszcze na ścianach, meble stały i się psuły, dywan i firanki zniknęły.
Wyjrzała przez okno. Pokój był bo północnej stronie domu, słońce więc nie świeciło bezpośrednio do środka, mimo to mieli tego dnia wyjątkowo słoneczny dzień jak na koniec lutego, a niebieskie niebo przepięknie wyglądało nad dachami sąsiednich domów. Mała Claire nie była na tyle nostalgicznym i wrażliwym na piękno natury dzieckiem, co dzisiejsza Valerie, żeby kiedykolwiek wcześniej zwrócić na to uwagę. Wpatrywała się przez chwilę jak wiatr kołysze gałęziami drzewa sąsiadów, przez ułamek sekundy czując tę przyjemną pustkę w głowie, kiedy pozwalasz swoim myślom przychodzić i odchodzić wraz z wdechem i wydechem i... tak, Val czasem zdarzało się medytować, miewała ostatnio sporo wolnych wieczorów.
Nagle przypomniała sobie o czymś. Wstała z łóżka i ruszyła przez pokój w stronę szafy, przy okazji w końcu przerywając ciszę. -Nic nie mówiłeś o swojej mutacji. - spojrzała na niego kątem oka, otwierając szafę. Wyjęła karton, wypełniony czymś co wyglądało na stare ubrania, po czym przykucnęła i zaczęła majstrować przy jednej z dolnych desek. Przez chwilę mocowała się z drewnem, w końcu jednak deska wyraźnie się poluzowała i Valerie mogła z łatwością ją podnieść. Uśmiechnęła się pod nosem, na widok małej książeczki, a raczej swojego starego pamiętnika, który nadal tkwił wciśnięty w małej sekretnej szufladzie, którą kiedyś zrobili z tatą. Wyjęła notes ze środka, przy okazji z rozbawieniem pokazując Willowi fioletową okładkę na której ponaklejane były różowe koraliki tworzące napis "pamiętniczek Claire". -Zastanawiałam się czy nadal tu jest, rodzice nie pozwolili mi go wtedy zabrać ze sobą. - spojrzała na notes nieco bez wyrazu. Była wtedy tylko dzieckiem, pisała same głupoty, była głupia i próżna. Mimo to... wyglądało na to, że to jedyna pamiątka jaką będzie jej dane znaleźć w tym domu.
[Profil]
  [0-]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-04-05, 20:19   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Kiedy stali tak w ciszy, nie był pewien czy powinien coś powiedzieć, czy po prostu stać tak dalej. Nikt nie robił instrukcji do pierwszych spotkań po jedenastu latach z siostrą, która uważała cię za martwego. Za mało ich łączyło, żeby byli w stanie chociaż częściowo wrócić do tych ich starych relacji, jakiekolwiek by one nie były, a stanowczo za dużo, żeby mogli się traktować jak nieznajomych. Musieli się po prostu na nowo dograć. Pytanie brzmiało: czy Will miał jeszcze na to dość czasu?
Powędrował spojrzeniem za Claire. Hopper nigdy siebie o to nie podejrzewał, ale w tym momencie naprawdę doceniał jasny kolor nieba i to całe cholerne słońce. Zdążył się już od niego odzwyczaić, kiedy robił wszystko, żeby uniknąć kolejnych migren; utknął w jakimś dziwnym kręgu omijania. Bał się, że się uzależni, więc nie brał niczego wystarczająco mocnego żeby naprawdę odciąć się od ciągłych bólów głowy. Bał się tych gorszych ataków migren, więc unikał ostrego światła czy głośnych hałasów. Bał się, że będzie umierać w ten sposób, coraz bardziej starając się zachować kontrolę i coraz bardziej ją tracąc. Bo to właśnie robił, prawda? Mimo tego jak bardzo starał się zachować pozory, tracił kontrolę. Robił rzeczy, na które nigdy by się normalnie nie zdecydował, których próbował uniknąć przez te wszystkie lata. Sięgnął po opioidy, dołączył do Bractwa, zmusił Wallace do pomocy. Ile jeszcze miał zamiar to ciągnąć?
Zaintrygowany podążył wzrokiem za Claire, kiedy nagle przerwała ten impas.
- Pamiętasz jak byliśmy dzieciakami i z roku na rok szło mi coraz lepiej w nauce, w olimpiadach, szachach, tych wszystkich grach i szukaniu dziury w całym? - spytał, na chwilę zawieszając głos. - Nie przestało.
Bo przecież nie będzie jej tłumaczył, że w jego mózgu ciągle zachodzą procesy mitotyczne, w wyniku których ciągle powstają nowe neurony, a przez ich anormalne wieloletnie nagromadzenie jest znacznie inteligentniejszy niż typowy człowiek, a przy okazji umrze w męczarniach, najprawdopodobniej będąc niespełna rozumu i nie mając pełnej kontroli nad własnym ciałem, prawda? Tamto wytłumaczenie było znacznie bardziej strawne, zwłaszcza że nie miał zamiaru mówić swojej siostrze na ich pierwszym spotkaniu po jedenastu latach, że za niedługo umrze. Wystarczyło, że dowiedziała się że hej, jej starszy brat jednak żyje (więc z jakiegoś powodu ignorował ją i całą rodzinę przez te wszystkie lata) i przy okazji jest mutantem.
Nie był w stanie opanować uśmiechu i lekkiego parsknięcia, kiedy w końcu zobaczył co wygrzebała Claire. To było tak bardzo z innego świata, takie infantylne i w pewien sposób urocze, jak wyrwane z tych starych czasów, kiedy byli jeszcze względnie normalni.
- Nie nazywałaś się wtedy Claire - odpowiedział. Kiedy nagle zniknął, nie skończyło się tylko jego dzieciństwo, ale też całego jego rodzeństwa. Co prawda mieli żyć w zupełnie inny sposób... ale nie mogli się już dłużej zachowywać jak dzieci, jeśli mieli to przetrwać.
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Valerie Blanc



And I find it kinda funny, I find it kinda sad the dreams in which I'm dying are the best I've ever had

teleportacja

23%

drama queen





name:

Valerie Blanc

alias:
Claire Hopper

age:
20 lat

height / weight:
165 / 50

Wysłany: 2018-04-06, 18:58   
  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie


Z zaciekawieniem słuchała jego odpowiedzi na swoje niezadane pytanie, z początku nie do końca rozumiejąc o co mu chodzi. Owszem, zawsze wiedziała, że jest mądry i zaradny (i wściekał się, kiedy po półgodzinie tłumaczenia nadal nie rozumiała ułamków), ale w jej oczach zawsze mieściło się to w normie. Za pewne była to kwestia perspektywy, była dzieckiem, wtedy każdy był mądrzejszy od niej. Teraz już wiedziała co nieco więcej o życiu i chodź nadal była dosyć naiwną osobą, czasem jednak zdarzało jej się wyciągać właściwe wnioski.
Uśmiechnęła się, nieco pewniej niż parę chwil wcześniej, słysząc to krótkie parsknięcie. Wraz z jego pojawieniem się zniknęło jakieś dziwne napięcie... chociaż nie, Valerie nie czuła się napięta w obecności Willa. Przełamane zostały lody, o, to bardziej pasuje. Blanc nagle poczuła się nieco swobodniej, bo hej, może nie pokładali się na podłodze ze śmiechu, jednak wraz z jej małym różowym odkryciem atmosfera nieco się rozluźniła. Przynajmniej ona tak to odczuwała.
Nie nazywam się nadal. Otworzyła usta mając to zdanie już na końcu języka, kiedy w ostatniej chwili jej wewnętrzny cenzor ją zatrzymał. Nie mogła mu przecież tego powiedzieć, to by było głupie i wprowadziło niepotrzebne zamieszanie, a to ostatnia rzecz jakiej by sobie życzyła. Nie miała też już specjalnie ochoty opowiadać o sobie, nigdy tego nie lubiła, nie potrafiła. Zamiast tego więc uśmiechnęła się jedynie i poklepała czule okładkę notesu. -Taaa, wiele się zmieniło. - powiedziała bez jakiegokolwiek wyrzutu w głosie, nadal lekko się uśmiechając.
-To co, może zejdziemy na dół? Zostawiłam tam swój plecak. - zaproponowała, niedługo czekając na zgodę. Nawet nie zwróciła uwagi, kiedy wszystkie emocje z niej zeszły, a jej stary pokój stał się po prostu kolejnym zwykłym pomieszczeniem.
Ruszyli w stronę schodów, na których Valerie ponownie się odezwała, nawiązując ponownie do tej samej kwestii.
-W sumie to jak to działa, masz super pamięć, czy ogólnie jesteś super mądry? - posłała mu lekko rozbawione spojrzenie, niezbyt poważnie podchodząc do tematu. Zresztą, czemu by miała? Nie miała przecież zielonego pojęcia o tragicznych konsekwencjach jakie niosła ze sobą moc Willa, czy o tym jak bardzo cierpi każdego dnia. Była też ciekawa tego jak to wszystko funkcjonuje, to... bycie mutantem. Do tej pory za bardzo bała się być dociekliwą, nie chciała zwracać na siebie niepotrzebnej uwagi, znała więc podstawowe fakty. Mutacje dotyczyły genu X i powodowały pojawienie się specjalnych zdolności. Każda ze zdolności działała jednak inaczej, miała swoje jakieś zasady, ograniczenia i to właśnie ją ciekawiło, a że pierwszy raz w życiu nie musiała trzymać języka za zębami, nagle wszystkie znaki zapytania tkwiące w jej głowie mogły zostać rozwiane.
Weszli do kuchni, gdzie Val podniosła swój spory turystyczny plecak, wypchany wszystkimi rzeczami które ze sobą wzięła. Otworzyła klapę, przesunęła parę koszulek i upchnęła do środka pamiętniczek. -Wspominałeś coś o jakimś bractwie, co to takiego właściwie?
[Profil]
  [0-]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-04-06, 20:54   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Och, Hopper oczywiście zwrócił uwagę na to, jak Claire na chwilę otworzyła usta, jakby chciała coś powiedzieć, ale zaraz zmieniła zdanie. Czemu? Zrobił coś nie tak? Coś przed nim ukrywała? Co? I dlaczego? Bo widzieli się pierwszy raz po jedenastu latach Nic dziwnego, że w pełni mu nie ufała, przecież on sam pomyślał, że Claire może go wciągać w jakąś pułapkę, a to w końcu nie ona była poszukiwana za morderstwo.
Przez chwilę chciał zapytać o co chodziło, ale zdał sobie sprawę, że chyba nie powinien. Skoro mu nie ufała - a przecież miała do tego prawo i całkiem sporo powodów - to chyba lepiej żeby nie naciskał, prawda? Krok po kroku, a jeśli to było istotne, to w końcu mu powie. Pytanie brzmiało, czy doczeka tego końca.
- Czemu nie? - odrzucił tylko na jej propozycję.
To było cholernie dziwne, jak ten cały dom wydawał się być równocześnie niesamowicie znajomy i zupełnie obcy. Deski w podłodze ciągle skrzypiały, może tylko odrobinę głośniej, ale za to wyblakły i zmieniły kolor. Wszystko pokrywała warstwa kurzu, jasno dając do zrozumienia, że to miejsce jest dla świata martwe, tak samo jak Hopperowie, nie widziani od jedenastu lat. Byli teraz zupełnie inni, a ich stare tożsamości kurzyły się na pułkach. I tu wcale nie chodziło po prostu o nazwiska, którymi się posługiwali. Czy tego chcieli czy nie, zmienili się. Z tych nieco dziwnych rozmyślań wyrwał go dopiero głos Claire.
- Szybko się uczę, więcej pamiętam, mam lepsze możliwości niż inni ludzie - odrzucił. W porównaniu do innych mutacji, ta jego nie była szczególnie widowiskowa, zwłaszcza że na jej pierwsze efekty trzeba było czekać lata. Mimo wszystko, bywała całkiem przydatna. - Podobno mam niezły chiński - dodał żartobliwie.
Właściwie przez te wszystkie lata tak wyglądało jego życie. Potrzebował nowej umiejętności, wypożyczał kilka podręczników, czytał parę publikacji i voila - po jakimś czasie mógł się podszywać pod doktoranta. Nie mówiąc już o tym, że dużo łatwiej znaleźć pracę na zadupiu na drugim końcu Stanów, kiedy równocześnie potrafisz naprawić samochód, zabezpieczyć dane przed hackerami, naprawić cieknącą rurę i wyrecytować z pamięci sposób przygotowania California Spring Rolls po hiszpańsku. Ważne tylko, żeby naraz nie pokazać za dużo, bo to zawsze rodziło pytania.
Przez chwilę nie był pewien, co odpowiedzieć Claire na pytanie o Bractwo. Nie miał zamiaru przedstawiać ich w szczególnie pozytywnym świetle - jeszcze wpadłaby na genialny pomysł, żeby do nich dołączyć. Z drugiej strony, nie mógł po prostu powiedzieć że są terrorystami, skoro sam do nich chwilowo należał i nie zamierzał tego ukrywać, przynajmniej nie przed swoją rodziną. Spróbował więc trafić gdzieś po środku.
- Organizacja która skupia ściganych mutantów - wyjaśnił po prostu. - Amerykański rząd uznaje ich za terrorystów, tak jak wszystko co im się nie podoba ostatnimi czasy. Obrali sobie za punkt honoru zwalczanie ich - dodał jeszcze.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Valerie Blanc



And I find it kinda funny, I find it kinda sad the dreams in which I'm dying are the best I've ever had

teleportacja

23%

drama queen





name:

Valerie Blanc

alias:
Claire Hopper

age:
20 lat

height / weight:
165 / 50

Wysłany: 2018-04-08, 14:15   
  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie


Słuchała uważnie jego słów. Will jak zdążyła zauważyć, nie był zbyt gadatliwy. Udzielał odpowiedzi na pytania, ale nie dodawał za wiele od siebie, a Valerie nie czuła się jeszcze na tyle pewna, żeby nachalnie ciągnąć go za język, a patrząc na jej obecną relację z rodzicami nic nie wskazywało na to, że w najbliższym czasie na tyle pewnie się poczuje. W końcu od 4 lat miała już w miarę stały kontakt z Hopperami, a jednak nadal wiedziała bardzo mało na temat tego co stało się w przeszłości. Owszem, domyślała się, że rodzice wiedzą zdecydowanie więcej niż jej mówią, jednak... nawet nie tyle co nie chciała, po prostu nie czuła jakiejś potrzeby zadawania pytań, jakby podświadomie bojąc się, że zburzy to cały jej światopogląd i wszystko, kolokwialnie mówiąc, się spierdoli.
Uśmiechnęła się z rozbawieniem, na wspomnienie o chińskim. Podobno jeden z najtrudniejszych języków, więc faktycznie, godne podziwu.
-Ja potrafię się teleportować, ale tego pewnie już sam się domyśliłeś? - ni to zapytała ni to stwierdziła, nieco się z nim drocząc. Sama trochę się zdziwiła tym tonem, ale jak widać twarz Willa, nie ważne czy młodsza czy starsza, działała na nią jak gwizdek na psa Pawłowa. Po tylu latach ciągłych kłótni i docinek, po prostu nie potrafiła się powstrzymać, budziło to jakieś znajome, przyjemne uczucie.
Oparła się o kuchenny blat, krzyżując ręce na piersi i cierpliwie czekając na jego odpowiedź. Ta chwila ciszy sprawiła, że Valerie zaczęła podejrzewać iż Will prawdopodobnie jest jakoś z tym bractwem połączony. Z drugiej strony nazwa ta zaczęła wydawać się jej nieco znajoma. Była w Seattle już drugi dzień i chyba już gdzieś to słyszała. W wiadomościach? Jego odpowiedź przywołała wspomnienia.
-To o nich mówili w wiadomościach, a propo ataku na ten cały marsz pokojowy? - zapytała. Było całkiem głośno o tym wydarzeniu. Tego samego dnia, kiedy jadła śniadanie, w lokalu był włączony telewizor na którym pokazywane były zdjęcia i nagrania biegających ludzi, jakieś policyjne wozy i nagłówki mówiące coś o ataku terrorystycznym na pokojowy marsz. Val akurat nie miała pojęcia o owym marszu,w jego czasie spokojnie zwiedzając sobie muzea i popijając swoje wymyślne różowe frappe. Przeszedł ją lekki dreszcz na samą myśl, że w tym samym czasie kiedy ona nieświadomie przemierzała miasto ginęli ludzie. No cóż, nie było by to nic nowego, w końcu całe życie spędzała w nieświadomości tego co się wokół niej dzieje, rzucana z miejsca do miejsca przez innych ludzi, nie mając kontroli nad własnym życiem. Pogodziła się z tym, nie była konfliktowa i chodź czasem budziło to frustrację, nie prowadziło nigdy do jakiegoś większego buntu, czy załamania nerwowego. Pod tym względem Valerie była silna psychicznie, w trudnych sytuacjach nie dając się porwać emocjom, szczególnie nie przy ludziach. Dopiero kiedy wiedziała, że jest sama, wszystko z niej spływało. -Należysz do nich? - zapytała, spoglądając na niego z przyjaznym zaciekawieniem. Był w końcu poszukiwanym mutantem, czemu miałby nie przynależeć do jakiejś organizacji, która zapewniała im bezpieczeństwo?
[Profil]
  [0-]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-04-10, 21:23   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Hopper uśmiechnął się, słysząc pytanie Claire. Wydawało się bonusowo absurdalne, zwłaszcza że oprócz tego, że bądź co bądź wszedł do pokoju w samym środku jej wesołego teleportowania się, to jeszcze kilka sekund wcześniej właśnie skończył mówić jak to jest superinteligentny i że lepiej łączy fakty.
- Cóż, było to cholernie trudnie, ale biorąc pod uwagę twój stan kwantowy i elektronów sparowanych po drugiej stronie pokoju, jakoś, ewentualnie, do tego doszedłem - odpowiedział, celowo wybierając możliwie najtrudniejsze słowa i pojęcia z mechaniki kwantowej powiązane z teorią na temat teleportacji, żeby powiedzieć widziałem jak pojawiasz się po drugiej stronie pokoju. Ot, skoro rzuciła mu rękawice, jak mógłby jej nie podnieść. - Swoją drogą, jak Ci idzie panowanie nad mocą?
Już pomijając zupełnie to, że okazywanie w jakikolwiek sposób, że jest się mutantem na terenie USA niosło za sobą potencjalnie katastrofalne skutki, to sama moc mogła być przecież niesamowicie niebezpieczna. Co jeśli Claire wylądowałaby na jakiejś drodze czy na środku oceanu? Nie mówiąc już na pojawieniu się kilka metrów za wysoko, kilka metrów pod ziemią albo w taki sposób, że była równocześnie po dwóch stronach ściany, jakiegoś słupa czy nawet zwykłego mebla. Claire mogła nie chcieć w ogóle korzystać ze swoich mocy, ale musiała się nauczyć nad nimi panować. Mogła sobie zrobić krzywdę.
Och tak, ostatnie czego Hopper w tym momencie potrzebował, to powrotu do tego pokojowego marszu, całego zamieszania jakie wywołał w Bractwie, wykrwawiającej się Fay i Wallace, mającej do niego o wszystko pretensje. Z resztą, tak jak zwykle. Ona już tak chyba miała. Rzucała się o wszystko, czy to akurat do niego, czy może na zebraniu Bractwa.
- Tak. Jakbyś nie zauważyła, w Stanach Zjednoczonych mutanci są też odpowiedzialni za globalne ocieplenie i dziurę ozonową - odrzucił żartobliwie. Chyba już dawno minęły czasy, w których byłby w stanie się tym realnie przejmować. Gdyby w końcu podjął taką decyzję, byłby w stanie wyjechać i zostawić ten cały burdel na kółkach za sobą. To go nie dotyczyło, to nie była jego sprawa. Poza tym, nawet jeśli by tak było, tak czy siak problem nie dotyczyłby go szczególnie długo. Kolejny z plusów perspektywy, jaką dawało nieuchronne, stanowczo za szybkie umieranie.
- Właściwie, to tak. Od jakiegoś miesiąca - odpowiedział jej. Miała prawo wiedzieć, a to nie było nic tak prywatnego czy ciężkiego do zrozumienia, żeby to zatajał. Poza tym, chyba od jakiegoś czasu starał się być bardziej szczery. Co ta Marie z nim zrobiła.
Hopper dopiero w tym momencie zwrócił uwagę na to, że właściwie Claire była tutaj z gigantycznym plecakiem - wystarczająco dużym, by pomieścił wszystkie jej rzeczy. Skoro miała je ze sobą, to znaczyło, że nie miała ich w hotelu, a skoro nie miała ich w hotelu...
- Masz wynajęte jakieś miejsce? - Wolał się upewnić. Nie miał pojęcia czy Claire po prostu dowieźć te rzeczy, zmieniała hotel, motel albo mieszkanie, czy zwyczajnie nic nie załatwiła, licząć że łatwiej o będzie zrobić na miejscu.
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Valerie Blanc



And I find it kinda funny, I find it kinda sad the dreams in which I'm dying are the best I've ever had

teleportacja

23%

drama queen





name:

Valerie Blanc

alias:
Claire Hopper

age:
20 lat

height / weight:
165 / 50

Wysłany: 2018-04-14, 23:17   
  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie


Odwzajemniła jego nieco rozbawiony uśmiech. Bo, hej, kto by nie tęsknił za Claire Captain Obvious Hopper? Bo jej faktycznie tego brakowało. Mimo iż była to taka cecha charakteru, której nie da się zmienić i nawet jej znajomi czasem robili sobie z tego małe podśmiechujki, ale nie było to to samo. W końcu jej nie znajomi nie byli aż tak mądrzy jak jej brat.
Wywróciła oczami. -Will i jego Wielkie Mądre Słowa. - rzuciła z rozbawieniem. Ile razy już stali w tej samej kuchni, posyłając w swoją stronę różne uszczypliwości. Nienawidziła tego, kiedy specjalnie tak dobierał słowa, żeby niczego nie zrozumiała, teraz... może nie przeszłoby jej to przez gardło, ale dobrze to wspominała. Może nie byli pokazową, idealną rodziną, ale... byli razem. A teraz? Każdy żył sam, praktycznie nic o sobie nie wiedząc. Westchnęła cicho. Nie chciała wchodzić w szczegóły swojej mocy, ogarniał ją dziwny wstyd, za każdym razem kiedy miała o tym rozmawiać. -No cóż... po każdym skoku czuję się jakbym ten odcinek bardzo szybko przebiegła. - zaczęła, a w jej głosie trudno było dosłyszeć entuzjazm. Jej ton przypominał bardziej typowy znudzony głos wypranego z energii nauczyciela, który już po raz setny opowiada o wojnie secesyjnej bandzie gówniarzy, których nic to nie obchodzi, podsumowując: był nieco pozbawiony życia. -Dlatego głównie trenuje, wiesz, poprawiam kondycję, zanim się wezmę za jakieś większe odległości. - odruchowo skrzyżowała ręce na piersi - pozycja zamknięta, jasno dająca do zrozumienia, że na ten temat o wiele więcej sama z siebie nie będzie chciała mówić.
Uniosła lekko brew w górę, nieco zdziwiona, tym że Will nagle zaczął z tego żartować. Nie wiele sama o tym wiedziała, nie była na bieżąco z tym co działo się w Stanach, ale z tego co podsłuchała w wiadomościach, temat nie wydawał jej się wcale zabawny. No cóż, może była przewrażliwiona? A może to on miał już za grubą skórę, żeby takimi rzeczami się przejmować?
-Od miesiąca? - powtórzyła cicho, małe blond echo. -To co robiłeś do tej pory? - ponownie podjęła próbę dowiedzenia się czegoś więcej, zastanawiając się czy i tym razem jakoś spławi jej pytanie. Rozmowa szła im co raz bardziej gładko, więc miała nadzieję, że ten pierwszy raz to po prostu był przypadek, a nie zamierzone działanie. Nie chciała go podejrzewać o ukrywanie czegoś. Nie była z natury wścibska, nie zadawała niepotrzebnych pytań, ale z drugiej strony czuła, że jakieś minimum informacji był jej winny.
Spojrzała na swój plecak. -Dzisiaj rano się wymeldowała z hostelu. Planowałam przenocować tutaj, żeby dokładniej poszperać, zobaczyć co zostało i jutro już znowu gdzieś się zameldować. - odparła, lekko wzruszając ramionami. Nawet do głowy jej nie przyszło, żeby prosić go o coś. Już od dawna o nic nikogo nie prosiła.
[Profil]
  [0-]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-04-15, 20:20   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Och, poprawiam kondycję, zanim się wezmę za jakieś większe odległości oczywiście znaczyło bardzo intensywnie szukam wymówek, żeby nie ćwiczyć, nie musiałby nawet znać Claire, żeby do tego dojść. Cóż, dla niego mogłaby nawet nie używać mocy, skoro uważała że jej to się do niczego nie przyda, chociaż oczywiście było to idiotycznie głupie podejście, pod warunkiem że nie będzie używała przypadkowo swoich mocy. O ile przeskoczenie na drugi koniec pokoju i wpadnięcie na szafę nie było jakimś przebiegłym planem pokonania potencjalnego wroga, to cóż, niestety nie mógł na razie dać jej spokoju w tej kwestii.
- Raczej miałem na myśli jakieś przypadkowe użycia mocy pod wpływem emocji albo kiedy jesteś szczególnie zdekoncentrowana - wyjaśnił. - Wiesz, takie przypadkowe... skoki mogą się źle skończyć jeżeli ktoś cię zobaczy, nie mówiąc już o tym że możesz wycieńczyć swój organizm albo wylądować do połowy w ścianie.
Nie wiedział czy w ogóle był sens mówić jej to wszystko, przecież musiała kiedyś już o tym pomyśleć. Poza tym, dość dziwnie się z tym czuł, z mówieniem jej dlaczego to jest takie istotne. Trochę jak rodzic, który próbuje zmusić dziecko do robienia zadań z matematyki, chociaż to mu się nigdy nie przyda w życiu. Ta myśl sprawiła, że poczuł się jeszcze dziwniej. Cóż, mimo wszystko chyba nie powinien odpuszczać. Dziwne czy nie, to było istotne. Claire musiała nauczyć się panować nad mocą, nawet jeśli nie miała zamiaru korzystać z tej oczywistej przewagi jaką jej dawała.
Hopper nie był pewien, co właściwie miała oznaczać ta uniesiona brew. Nie spodziewała się jak wyglądała sytuacja w Stanach? Powiedział coś nie tak? Na szczęście Claire nie kontynuowała tematu, a Will mógł mieć nadzieję, że to nie było nic szczególnie istotnego. Ostatnie czego potrzebował, to wyjść na kogoś niesamowicie skrzywionego i pozbawionego wszelkich skrupułów. Cóż. Wyjść na kogoś, kim był.
Nie miał pojęcia co mógłby odpowiedzieć na to pytanie. To chyba nie była odpowiednia chwila na rozpoczęcie historii o tym jak z bandą dzieciaków zaczął okradać sklepy, został zmuszony do pracy dla gangu, po dwóch latach uciekł niemal umierając po drodze, dostał paranoi widząc wszędzie niebezpieczeństwo, a potem zaczęło się robić niebezpiecznie i ciekawie. Nawet nie miał pomysłu jak podsumować te jedenaście lat w kilku zdaniach w jakiś sensowny sposób. Tego było zbyt wiele, jedenaście lat to było za dużo czasu, żeby to jakoś sensownie podsumować.
- Cóż... - zaczął, ale w zasadzie nie wiedział dokąd zmierzał. - Starałem się trzymać poza radarem, głównie działałem na własną rękę... Przejechałem pół Stanów, chwytałem się jakichś przypadkowych prac dorywczych... Ciężko to jakoś krótko podsumować.
Kiedy tak o tym mówił, to brzmiało nawet całkiem normalnie. Jak jedenastoletni gap year. Dziwacznie zwyczajnie, jakby w tej wizji rzeczywistości nie było miejsca na uciekanie przed DOGS, mafią, strzelaniny i wieczną walkę o przetrwanie. Ale jak miał to inaczej nazwać? Powiedział, że starał się trzymać poza zasięgiem wzroku, tak? Co miał poradzić na to, że to brzmiało jak świetna zabawa? Po prostu nie miał pojęcia jak to określić, równocześnie nie robiąc ze swojego życia jakiegoś pierdolonego filmu akcji, a z siebie skończonego psychopaty. Choć kto wie. Może skoro nie potrafił tego inaczej określić i opisać, to jednak był skończonym psychopatą z pierdolonego filmu akcji.
- Nie powinnaś tutaj zostawać - odpowiedział od razu. Nie chodziło nawet o to, że to miejsce było ruderą. Nie wiadomo było kto tutaj może przychodzić i oprócz wszelkiego rodzaju złodziei i uciekinierów szukających spokojnego miejsca do przeczekania kilku dni, to miejsce cały czas mogli obserwować ludzie polujący na mutantów. - Mogę pomóc ci poszukać jakiegoś miejsca. W razie czego ciągle mam mieszkanie w Seattle... ale to jest raczej klitka do przeczekania kilku dni niż jakieś porządne miejsce.
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Valerie Blanc



And I find it kinda funny, I find it kinda sad the dreams in which I'm dying are the best I've ever had

teleportacja

23%

drama queen





name:

Valerie Blanc

alias:
Claire Hopper

age:
20 lat

height / weight:
165 / 50

Wysłany: 2018-04-17, 22:17   
  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie


Cały czas potakiwała kiedy mówił. Oczywiście, sama już to wszystko dawno wzięła pod uwagę, nie była przecież aż tak głupia. Sam strach przed pojawieniem się w środku ściany, był jedną z głównych przyczyn przez które swoje treningi starała się urządzać w jednym pomieszczeniu lub w takim w którym dokładnie potrafiła sobie wyobrazić miejsce w którym ma się pojawić. Nie dawała się porwać mocy, nic też specjalnie w niej nie wywoływało aż tak skrajnych emocji, kiedyś może i była bardziej spontaniczna, ale to było zupełnie inna osoba.
-Wiem to wszystko. - westchnęła krótko. Wielokrotnie już ten temat był poruszany w domu Hopperów, rodzice znali psychiczne możliwości swojej córki i wiedzieli, że o ile nadal znajduje się w Kanadzie to raczej nie stanie przed sytuacją w której będzie na tyle przerażona, zaskoczona czy zła, żeby kompletnie stracić kontrolę nad swoją mocą. Kiedy jednak przekroczyła granicę, sytuacja drastycznie się zmieniła i jak widać sama Valerie miała się już okazję o tym przekonać swojego drugiego dnia w Stanach. -Przydarzyło mi się to może trzy albo cztery. - czwarty był dzisiaj dodała nieco gorzko w myślach -Skok o parę metrów, zazwyczaj do miejsca które widziałam chwilę wcześniej. - nadal miała ręce skrzyżowane na piersi, a jej twarz pozostawała bez wyrazu, jakby nagle zaczęła budować wokół siebie na powrót mur ochronny. To było coś co robiła, nawyk, pielęgnowany od lat. Im ktoś stawał się jej bliższy, im bardziej prywatnie się robiło tym bardziej ona się w sobie zamykała, dopuszczając ludzi tylko do dobrze określonej przez nią granicy. Ta zasada tyczyła się wszystkich, żadnych wyjątków. Jedynie granica była nieco ruchoma.
Wyprostowała się lekko, skupiając się na tym co mówi. W końcu miała okazję dowiedzieć się czegoś o jego przeszłości. W charakterystyczny dla siebie sposób w skupieniu lekko ściągnęła brwi, starając się zapamiętać tą niewielką ilość informacji, którą jej podarował. Skinęła jedynie lekko głową, na znak, że zrozumiała. Nie zamierzała zadawać więcej pytań, jak na obecny stan rzeczy... to jej w zupełności wystarczyło. Zresztą, nigdy nie była specjalnie pod tym względem wymagająca, wystarczyło tylko spojrzeć na jej stan wiedzy odnośnie siedmiu lat Hopperów w Seattle... nie wiedziała praktycznie nic, po za tym, że faktycznie przez większość czasu byli w mieście i że w 2014 byli na marszu. Reszty mogła się tylko domyślać, a nawet tego specjalnie nie chciała robić, woląc trzymać się domniemanej normalnej wersji wydarzeń niż dać się porwać jakimś konspiracyjnym teoriom.
-Z chęcią skorzystam. - wcięła mu się w pół zdania, kiedy tylko usłyszała o mieszkaniu. Bądź nie bądź Valerie była skąpa, miała trochę oszczędności odłożonych na ten wyjazd, ale to nie oznaczało od razu, że zamierzała wydać wszystko co do grosza, a pomieszkiwanie nawet w klitce, jak to Will określił, wydawało się w tym świetle o wiele lepszą opcją. Szczególnie, że ich nagłe spotkanie co nieco zmieniało, przynajmniej jeśli chodziło o datę jej wyjazdu. Teraz wiedząc, że brat żyje, że ma z nim kontakt - nie zamierzała tak szybko opuszczać miasta, a czy to kwestia kilku dni więcej czy tygodni... no cóż, będzie miała jeszcze czas się nad tym zastanowić.
[Profil]
  [0-]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-04-20, 15:39   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


- Cztery razy za dużo - odpowiedział, chyba trochę za ostro. - Co jeśli miejsce które przed chwilą widziałaś jest aktualnie pod kołami ciężarówki? Nie mówiąc już o tym co mogłoby się stać w naprawdę stresowej sytuacji. - Bo to, że zazwyczaj przenosiła się ledwie parę metrów nie oznaczało, że tak będzie zawsze, zwłaszcza w sytuacjach w których będzie starała się uciec jak najdalej od zagrożenia. A skoro była aktualnie w Stanach, to się prędzej czy później wydarzy. Powinien ją jak najszybciej odesłać. - Powinnaś zacząć naprawdę trenować, nie tylko polepszać swoją kondycję. W żaden inny sposób to się nie stanie mniej męczące ani nie nauczysz się jak to wyłączyć, a nie po po prostu ignorować.
Naprawdę nie chciał na nią naciskać, ale przecież nie mógł pozwolić, żeby ignorowała coś tak istotnego, bo jej się to nie podobało. To nigdy nie działało, nie ważne w jakiej kwestii. Jej mutacja przez to nie zniknie, jedyne co mogła przez to osiągnąć, to tylko jeszcze większe problemy z kontrolą. Moce mogły być świetną zabawą, ale mogły być też szalenie niebezpieczne i chyba nikomu nie trzeba było o tym przypominać. I jeśli Claire chciała zrezygnować z tych kilku plusów jej mutacji, nie miał najmniejszego prawa jej tego zabraniać, ale nie mogła zapominać o tych paru obowiązkach, które zrzuciła na nią genetyka.
Hopperowi nieco ulżyło, kiedy zorientował się, że siostra nie miała zamiaru go więcej wypytywać. Wracanie do rodzinnych więzi wracaniem do rodzinnych więzi, ale naprawdę nie przepadał za rozgrzebywaniem przeszłości. Już zupełnie pomijając fakt, że nie byłby w stanie określić tego wszystkiego w taki sposób, żeby zupełnie nie stracić zaufania Claire.
Szczerze mówiąc nie spodziewał się że tak ochoczo zareaguje na jego propozycję. Koniec końców, przecież nie widzieli się od jedenastu lat. Nie miała żadnych powodów, żeby mu ufać... a jednak to robiła. W jakiś sposób Will poczuł się lepiej z tą myślą. Mimo wszystko, miał zamiar jej uświadomić, że jego mieszkanie ciężko było porównać do pięciogwiazdkowego hotelu, nawet pomimo tego, że po ostatniej wizycie Wallace, Gardner i Fay zaliczyło najprawdopodobniej najlepsze czyszczenie w całej historii tamtego budynku.
- Po prostu weź pod uwagę, że to nie jest perfekcyjne mieszkanie w perfekcyjnej okolicy, okay? - powiedział po prostu.
Właściwie, gdyby u niego została, mógłby mieć na oku, co właściwie robiła i mieć pewność, że nie wpakuje się w kłopoty, zanim nie wróci do Kanady. To była chyba całkiem niezła opcja.
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 5