Poprzedni temat «» Następny temat
Polana w lesie
Autor Wiadomość
The Gifted



kocham tworzyć tematy i nie tylko

jestem kontem specjalnym

milio

Admin





name:

The Gifted

Wysłany: 2017-11-18, 19:14   Polana w lesie



[Profil]
 
 
Daniel Cavanah



Now hush little baby, don't you cry, everything's gonna be alright. Stiffen that upper lip up little lady, I told ya, daddy's here to hold ya through the night.

being awesome

dead





name:

Daniel Cavanah

alias:
Day

age:
dwadzieścia osiem lat

Wysłany: 2018-01-13, 17:54   
   Multikonta: Quill


#2

Daniel czekał.
Chociaż poruszanie się pod osłoną nocy było najbardziej podejrzane, to jednak podróż z tyloma mutantami była zbyt niebezpieczna, żeby mógł zdecydować się na wyjazd w świetle dnia. Trochę żałował, że dostał przydzieloną grupę. Przywykł już do działania w samotności; nie czuł wtedy ogromnego balastu, którym była nieodparta potrzebna ochrony wszystkich dookoła. Szczególnie, że tyle mutantów, to tylko dzieciaki.
W każdym z nich widział Annabell.
Ubrany był w ciemną kurtkę i jeansy, chociaż ubrania były dla niego tylko warstwą nawierzchnią uzbrojenia. Przynajmniej dwa pistolety, zapas amunicji oraz noże przyczepione do kostek. Musiał nadrabiać to, co mutantom przychodziło naturalnie. W kieszeni miał telefon, aby móc skontaktować się ze swoim informatorem. Nie miał zamiaru zdradzać reszcie jego dan personalnych. Chyba bezpieczniej będzie, gdy nie będą zbyt wiele wiedzieli.
Spojrzał na zegarek - 1:34. Zostało sześć minut, jeśli reszta nie pojawi się, to jedzie sam. W duchu miał nadzieję, że tak właśnie się stanie. Oparł się tyłkiem o maskę samochodu, z pozoru wyglądając na wyluzowanego, ale jego zmysły jak zwykle pracowały na najwyższych obrotach.
[Profil]
 
 
Levi Griffin



Demonom będę grał kołysankę.

wierności i przebaczenia ucz się od psa

70%

samotny





name:

Levi Griffin

alias:
Paw

age:
22

Wysłany: 2018-01-13, 18:07   
   Multikonta: Cheolmin


#2

Kiedy tylko dostał informację, dotyczącą miejsca zbiórki, automatycznie skasował wiadomość i zaczął nerwowo rozglądać się po swoim pokoju, chcąc zabrać potrzebniejsze rzeczy. Dobrze, że przyjaciółka zaprojektowała mu specjalną torbę, którą wygodnie mógł zarzucić na plecy, będąc również w formie psa. Tak więc... Musiał przygotować sobie nie tylko ubrania, żeby nie świecić gołym tyłkiem przed resztą ekipy, ale i również małą apteczkę, w razie czego.
Levi raczej był punktualny. Ba! Nawet czasami zdarzało mu się przychodzić na umówione spotkanie wcześniej- tak też było teraz.
W ciemnościach, uważne oko mogło dostrzec szybko poruszającego się, białego psa w... Majtkach. I ze skórzaną torbą, zarzuconą na skos przez chude ciało. Czując trop Daniela, przyspieszył bieg, aby już po chwili znaleźć się na polanie i w biegu znów przemienić w człowieka.
-Cześć, Daniel!- Przywitał się grzecznie, posyłając mu krótki uśmiech, bo właśnie zrzucał z siebie torbę, by wyjąć z niej swoje ubrania i szybko zarzucić. Ot, przez swoją moc można go było nazwać mistrzem w szybkim ubieraniu!
Rozejrzał się dookoła, próbując złapać głębszy wdech. Przez ten szaleńczy pościg z czasem, trochę zabrakło mu powietrza.
Chcąc zabić czas, zasalutował Cavanah'owi, chcąc rozładować napiętą atmosferę.
[Profil]
 
 
Nika Orlov



we're born naked, and the rest is drag

auroskopia

76%

x





name:

Nikita Orlov

alias:
Vodka Tension

age:
24 lata

Wysłany: 2018-01-13, 19:23   

///

Zakurzony Land Range Rover z '98 roku podskakiwał na leśnych wybojach zupełnie ignorując rytm muzyki lecącej cicho z radia. Jak na złość Nikicie. Bo gdyby podskakiwał choćby odrobinę z rytmem, od razu byłoby mu lżej na duchu. Na serio. Nie ma to jak odrobina harmonii w życiu.
Aktualnie czuł się trochę zbity z tropu, bo czuł, że trochę nie podołał zadaniu. A zadanie było proste: dostarczyć zapasy Bractwu. Nie pół zapasów. Całe zapasy, które były przygotowane do transportu. A on właśnie wiózł ich połowę i nie miał zielonego pojęcia, czy druga połowa dotrze.
W wielkim skrócie wyglądało to tak, że kiedy dostał smsa od Daniela z Bractwa był pięknie przygotowany do akcji, tylko iść wziąć samochód i jechać. Ale drugi kierowca nie był tak ładnie przygotowany i na szybko trzeba było znaleźć kolejnego. Czy się udało? Nika nie miał pojęcia. Wyjeżdżając z Seattle zostawił telefon w mieszkaniu. Bo wiecie, telefony to taki największy szpieg ludzkości, na który sami siebie skazujemy i jeśli mamy zamiar robić coś nielegalnego, lepiej jednak powrócić do epoki kamienia i wyjść z domu bez niego. Także nie wiedział, czy drugi kierowca ruszył za nim, z pewnym odstępem czasu, czy nie. Dowiemy się w ciągu następnej godziny, bo tyle czasu kazano mu zostać w punkcie zbiórki, który chyba był już niedaleko.
Gałęzie drzew zaczęły się przerzedzać, dopuszczając więcej światła księżycowego i Nika znalazł się na polanie. Przez całą drogę miał wyłączone światła, więc teraz czuł jakby właśnie odzyskał wzrok. Odetchnął z ulgi, że nie wjechał w żadne drzewo i zgasił silnik.
Nie wysiadając z samochodu rozejrzał się po okolicy, starając się dostrzec, czy ktoś jest już na miejscu.
[Profil]
 
 
Rosie Gillan



hold on

Brak

Nie ma na to czasu





name:

Rosie Gillan

age:
44

Wysłany: 2018-01-14, 15:20   

//1

Gdy dowiedziała się o zbiórce mutantów była jeszcze bardziej zdeterminowana niż zawsze. Miała szansę ponownie wykazać się z Genetically Clean i zawalczyć o bezpieczeństwo ludzi. Niektórzy nawet nie zdawali sobie pojęcia z zagrożenia, które nad nimi wisiało. Ruszyła energicznie przed siebie, próbując pozostać bezszelestną. Nie chciała przecież zwrócić na siebie uwagi będąc tutaj samą, pośród grupy niebezpiecznych istot które odstawały od społeczeństwa. Nigdy jakoś nie miała czasu żeby myśleć nad swoją pracą i nad tym co robi, po prostu to wprowadzała w życie. W tym zawodzie nie istniały granice, nie mogła się bać, nie mogła okazywać współczucia i mimo, że czasami naprawdę chciała to musiała zaciskać zęby i przytakiwać. W końcu była człowiekiem, tak? Była z tego dumna i cieszyła się, że nie musi całe życie uciekać tak jak mutanci. Pewnie gdyby była na ich miejscu to już dawno by się poddała i dała się zabić, życie w ukryciu nie miało sensu, tym bardziej z odstającymi normami.
Zastanawiało ją tylko to, czemu akurat to miejsce stało się miejscem zbiórki. Czy naprawdę polana w lesie wydawała się ich względem bezpieczna? Gillan potrzebowała czasu żeby to przekalkulować ale teraz całe swoje skupienie kierowała na tym, żeby pod osłoną nocy przedrzeć się do centrum apogeum niebezpieczeństwa, miejsca w którym wszystko miało się stać. Teoretycznie las był idealnym miejscem na kryjówkę, jednakże nie tak bardzo idealnym, skoro wiadomość o spotkaniu wyciekła i pozwoliła GC działać. Rosie miała nadzieję że przybyła tu jako pierwsza, miała wtedy czas na ustalenie w głowie planu działania. Jeden mały krok i wszystko mogło się zepsuć, dla niej liczyła się każda sekunda.
Wykorzystała to, że była sama i weszła do lasu na własnych nogach, zostawiając auto gdzieś na obrzeżach. Jakiś głupi przejezdny pewnie nie będzie zwracał na to uwagi, albo pomyśli, że kierowca wyszedł za potrzebą. Gillan nie potrzebowała żadnej zbędnej publiczności, robiła to co musiała, a musiała złapać mutanta bo inaczej wróciłaby z niczym, a tego nie chciał nikt. Schowała się więc za drzewem mrucząc pod nosem jakieś przekleństwa, damie nie wypadało chodzić nocą samej po lesie. Kucnęła gdzieś blisko polany, momentami jakieś cienie przelatywały jej przed oczami więc pozostawała czujna. Postanowiła pozostać w ukryciu aż do momentu rozwinięcia się akcji.
[Profil]
   
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-01-14, 23:03   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Sam miała nadzieję w końcu odetchnąć po ciężkim tygodniu, ale nic z tego. Akurat gdy miała już wychodzić ze swojej pracowni po przygotowaniu wykroju na kieckę księżniczki, musiał wbić ktoś z organizacji prosić o pomoc. Bo kierowca się wykruszył, bo nikogo nie dadzą rady znaleźć w tak krótkim czasie, no masz najbliżej, no jedź no, jedź! Cóż było zrobić. Przed wyjściem tylko zmieniła ubrania - skoro każą jej jeździć po lasach po nocy, to nie miała zamiaru wyglądać jak łatwa ofiara w razie jak coś nie wyjdzie. Wyciągnęła z jednej szaf wygodniejsze ubranie, szybko się przebrała i na chwilę zatrzymała się przy lustrze uśmiechając się do siebie. Przypomniały jej się stare czasy, gdy nieraz mylono ją z Aaronem. W sumie dalej wyglądała jak jego młoda wersja, tym bardziej w takim ubraniu. Ciekawe, czy dzisiaj również by ich mylono? Ruszyła szybko po samochód w duchu przeklinając na ten porąbany tydzień, który jak na złość nie chciał się skończyć.
Tyle dobrze, że zanim Sam dotarła do siedziby auto było już spakowane. Po dostaniu wytycznych czym prędzej ruszyła w drogę, w końcu została już niewiele czasu do spotkania.
Przez miasto jechała jak zawsze, dopiero po zjeździe z drogi w las wyłączyła światła i jechała zdecydowanie wolniej. Bo jeszcze tego by jej brakowało - rozbić się na pierwszym drzewie.
W oddali zobaczyła dwa samochody na polanie. To musiało być to miejsce.
Podjechała bliżej i stanęła za jednym z aut. Przez chwilę myślała co robić dalej, gdy zauważyła, że przy tym dalszym samochodzie stoją dwie osoby. Nie ma co się ukrywać - również wyszła z auta. Wolała się na razie nie odzywać. W końcu przed nią miał przyjechać ktoś lepiej do tego przygotowany, prawda? Poza tym, jeśli jakimkolwiek cudem nikt nie skojarzył kim jest, wolała żeby tak zostało.
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
PJ Wheeler



Well what is this that I can't see with ice cold hands taking hold of me

paraliż zmysłów

78%

czapka mą miłością





name:

PJ Wheeler

alias:
Trickster

age:
22

Wysłany: 2018-01-19, 00:00   

#2

Stara furgonetka podskakiwała na wyboistej drodze. A w kabinie siedział zadowolony dwudziestodwuletni brunet, którego ciemne włosy wystawały spod materiałowej czapki. Między zębami trzymał wykałaczkę. Jako członek organizacji znajdujący się na miejscu był oczywistym kandydatem do dostarczenia odpowiednich zapasów. A Wheeler należał do dosyć cwanych osób, więc bez problemu udało mu się zebrać zapasy dla bractwa. Nie tylko żywność, ale też rzeczy takie jak koce i inne niezbędne dla mutantów rzeczy. To, że PJ był mutantem (miał nadzieję) dla wszystkich innych pozostało tajemnicą. Przez miasto jechał spokojnie i przepisowo. Wjeżdżając do lasu również nie szalał z prędkością, ale wyłączył światła, zdając się tylko i wyłącznie na swój wzrok, który w ciemnościach no mógł być zawodny, ale lepsze to niż sygnalizowanie wszystkim, że w tym samochodzie przewozi zapasy dla tajnego bractwa, a nie upolowanego jelenia. W końcu znalazł się na miejscu zbiórki. Zdążył już poznać trochę miejscowość, także nie miał problemu z odnalezieniem właściwej polany. Naturalnie, PJ nie miał ze sobą nic prócz kluczyków do samochodu. Telefon i wszystko inne co można było namierzyć. PJ opuścił kabinę, opierając się plecami o drzwiczki. Jego sylwetka niemalże wtapiała się w cień rysowany przez samochód.
[Profil]
 
 
Aaron Bartowski



Pal mi się, ogieńku! Pal mi się wesoło! Wy, złote iskierki, polatujcie wkoło!

pirokineza

89%

zakochany kundel





name:

Aaron Bartowski

alias:
Inferno

age:
29

height / weight:
185 / 90

Wysłany: 2018-01-19, 01:20   
   Multikonta: Agent Łukasza, Averill Bronson
  

   1 Rok na Giftedach!


| po wszystkim poprzednim;
| mam nadzieję, że ma sens
| sorry za długość, potem będzie krócej <3

Nie wiem, co się działo z moim życiem, ale kiedy tak stałem i rozważałem o życiu, to, cóż, dochodziłem do pewnych ogólnikowych wniosków. Po pierwsze, miałem przejebane. Po drugie, musiałem czym prędzej wrócić do obozu. Po trzecie, tak bardzo byłem wzburzony udziałem Alby w tym wypadzie, że umknęło mi kto, co, kiedy i jak. Tym samym, nie dość, że moja przyszłość w Bractwie była bardzo niepewna, to na dodatek moja pewność na tej misji specjalnej również kulała. Wiedziałem aby, że miałem tu być. No, i że Ronnie miał być. To on dziś dowodził czy jak, bo na polanie był Dan i Levi, a z tych dwóch jeden był normalnym człowiekiem, a drugi z praktycznego punktu widzenia – dzieckiem. Na dodatek, dzieckiem-sierściuchem, bardziej nadającym się do zabawy niż ścierania z brutalną rzeczywistością.
A GDZIE, DO CHOLERY, BYŁ WIELKI I PRZEMĄDRZAŁY RONNIE?!, ja się pytam. Wiedziałem aby, że Alby na pewno nie będzie. Przynajmniej tak mi obiecała, przynajmniej ja ją tak zrozumiałem.
Westchnąłem i odbiłem się od drzewa, o które stałem wsparty. Zlany dotąd z otoczeniem, dzięki ciemny spodniom i jeszcze ciemniejszej bluzie z kapturem zarzuconym na tę tępą głowę. Ktoś mógłby powiedzieć, że się zmówiliśmy z siostrą. Ktoś mógłby powiedzieć, że mieliśmy ze sobą kontakt i wszystko było super, ale tak nie było, ja zaś ze swojego miejsca jeszcze jej nie poznawałem. Jak mógłbym, skoro było ciemno, ja zaś tyle czasu jej nie widziałem, że nie byłem zdolny rozpoznać ten jej charakterystyczny chód?
Ale dobra. Odepchnąłem się od drzewa, by pobawić się w starszego brata dla kogoś innego. Co prawda, nie zapowiadało się na to, by ktoś tu miał dziś stracić życie w środku ciemnego lasu, ale na przyszłość Levi powinien być bardziej ostrożniejszy.
- Paw, uważaj. Dyskrecja i trzymaj się bardziej z tyłu. Pozwól dorosłym działać – rzuciłem bardziej wyluzowanym tonem, niźli wrednym czy innym wstrętnym. Raczej nie dało się nie lubić naszej maskotki. Miewałem nawet czasami przemożną chęć go pomiziać po sierści, ale byłoby to dziwne w ostatecznym rozrachunku.
- Day, co z Vibem? – zapytałem tym razem Daniela. Już nie brzmiałem na zadowolonego, raczej podirytowanego. Słaba organizacja była z naszej strony, skoro zapasy czekały, a nas wszystkich jeszcze nie było. Miałem aby nadzieję, że to nie ja miałem prowadzić którąś z ciężarówek, bo musiałbym zostawić auto samemu sobie gdzieś wśród leśnych kniei.
Chwilowo nie rozpoznawałem siostry. Nie skupiałem się na ludziach z F.P.T.P., co było dosyć nieostrożna, ale miałem większe problemy na głowie. Ronniego, Albę, Colleen… Przyszłość całego Bractwa! Może mogłem ukazać słabość i znaleźć zastępstwo?
_________________
I won't admit it but I'm not too well. I'd burn this city but you can't burn this hell.
[mru]
[Profil]
  [AB-]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-01-22, 22:37   

Większość zebranych już była... ale dlaczego było ich tak mało? Mieliśmy przecież porwać kilka mutantów... Tutaj było ich zbyt mało, dlaczego? Ktoś musiał nie przyjść, inaczej nie jestem w stanie zrozumieć, dlaczego tak to wygląda?...
Rosie mogła słyszeć cichutkie szmery w krótkofalówce, świadczące o tym, że jej posiłki właśnie dotarły. Nie była tu sama, miała wsparcie. Genetically Clean postanowiło, że dziś wieczór zaatakują. Oczywiście... Nie zamierzali robić tego teraz, jeszcze nie. Wszyscy zebrani na polanie byli zbyt po niej rozrzuceni. To było zbyt chaotyczne. Mieli złapać wszystkich na raz, a nie każdego pojedynczo, dlatego musieli poczekać na lepszy moment.
Piątka mężczyzn czaiła się w krzakach. Niewidoczni, nie do wykrycia, z pistoletami w dłoniach.

_________________________________________________________________________

Od tej pory każdy, kto napisał w temacie ma 3 dni na reakcję. Można nadal dołączyć do akcji, jednak odpis musi pojawić się do czwartku do 22:00 włącznie.
Konsekwencje braku reakcji mogą nie być miłe :devil:
[Profil]
 
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-01-22, 23:27   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


//Jak co, to Colleen mówiła że nie ma kolejności odpisu, o!

I cały misterny plan w pizdu, jak to mówią...
Miałam być tu incognito, nikt miał mnie nie kojarzyć. W końcu w ogóle miało mnie tu nie być, wysłali mnie tu na doczepkę. Chciałam tylko przekazać zapasy i ruszyć w dalszą drogę, ale wtedy mnie trafiło jak grom z jasnego nieba. Nogi miałam jak z waty, serce mi tłukło jak szalone a wszelkie logiczne myślenie po prostu zniknęło. Chciałam wierzyć, że ten chód i postawa są tylko moją wyobraźnią, że znowu widzę obcego faceta i tylko próbuję przypisać mu tak wypatrywane przeze mnie cechy. Bo przecież to było niemożliwe, prawda? Nie powinno go tu w ogóle być. Nie powinnam go tu spotykać, nie teraz, nie w takich okolicznościach!
Resztki rozumu uciekły mi bezpowrotnie, gdy usłyszałam tak bardzo znajomą sobie barwę głosu...
- Mło... Młody? - Wydukałam zdecydowanie za głośno, nie spuszczając wzroku z zakapturzonego mężczyzny, jednocześnie robiąc kilka kroków w kierunku pojazdów bractwa. Nie powinnam była odchodzić od mojego auta, wiedziałam to. Dzisiaj w końcu najważniejsze było przekazanie zapasów, a nie odnawianie tak bardzo przerwanych więzi rodzinnych. Ale cóż mogłam poradzić? Byłam tylko człowiekiem.
Z każdym kolejnym krokiem moje oczy szkliły się coraz mocniej. Gdy byłam już w takiej odległości, że nie miałam wątpliwości co do identyfikacji mojego brata, zasłoniłam pół swojej twarzy dłońmi, jednocześnie potrząsając głową z niedowierzania.
- Ja... Przepraszam A., naprawdę Cię przepraszam... - powtarzałam przez przysłonięte usta, lekko płaczliwym tonem. Nie ważne co tu się miało zdarzyć, chciałam, żeby wiedział, że naprawdę wszystkiego żałuję. Że nie chcę go znowu stracić. Że nie chcę być znowu sama i nie chcę zostawiać jego samego.
Kurcze... Nie byłam tak twarda, jak mi się wydawało. A co w tym wszystkim najgorsze, zapomniałam o wszystkim co się działo dookoła. Emocje, które teraz mi towarzyszyły, stanowczo za mocno na mnie wpłynęły. Ale czy można mnie winić? Nie widziałam tego człowieka od tak długiego czasu, że już sama nie byłam pewna, czy ta chwila kiedykolwiek nadejdzie. A tu proszę bardzo - stoi przede mną, cały i żywy. Oby tylko ta chwila zapomnienia nie przeważyła o powodzeniu całej tej akcji...
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Aaron Bartowski



Pal mi się, ogieńku! Pal mi się wesoło! Wy, złote iskierki, polatujcie wkoło!

pirokineza

89%

zakochany kundel





name:

Aaron Bartowski

alias:
Inferno

age:
29

height / weight:
185 / 90

Wysłany: 2018-01-25, 18:39   
   Multikonta: Agent Łukasza, Averill Bronson
  

   1 Rok na Giftedach!


Nie zdążyłem otrzymać odpowiedzi od kumpla, bo cały obraz sytuacji misji specjalnej awansował na nie taką znowu prostą misję specjalną. Nie wiedziałem, nie miałem pojęcia, czy to jakiś cholerny żart czy po prostu jebana zasadzka.
Młody?
- Sam? – zapytałem wpierw niepewnie, odwracając się w kierunku jakiejś laski. Nie jakiejś w sumie… Takiej, która mogła mi ostro zaszkodzić, bo przecież w jej definicji byłem mega wielkim złem. – Co to znaczy? – dodałem. Nie zdejmowałem kaptura, zamiast tego wsunąłem ręce do kieszeni bluzy, dzięki czemu w mojej prawej dłoni niemalże natychmiast znalazła się zapalniczka. Zacisnąłem na niej swoje palce. W pogotowiu, jak gdyby miała mi być zaraz potrzebna.
Nie, nie chciałem spopielać własnej siostry bliźniaczki. Niezależnie od tego, co sobie o mnie myślała, pewnie nie mógłbym tego zrobić… Tylko że jako łowca miałem obowiązek chronić Bractwo. Musiałbym to zrobić w razie wu. Nie chciałem, cholera, tak bardzo nie chciałem tego wu.
- Co tu robisz?! Czego chcesz?! To jakaś zasadzka czy co?! – zapytałem wzburzony, nie ruszając się ze swojego miejsca. Wystarczy, że ona tu podeszła bliżej i odgrywała wielce zrozpaczoną Samanthę. Doskonale jednak pamiętałem to, jak mnie nienawidziła i obwiniała o wszystko, co się stało.
_________________
I won't admit it but I'm not too well. I'd burn this city but you can't burn this hell.
[mru]
[Profil]
  [AB-]
 
PJ Wheeler



Well what is this that I can't see with ice cold hands taking hold of me

paraliż zmysłów

78%

czapka mą miłością





name:

PJ Wheeler

alias:
Trickster

age:
22

Wysłany: 2018-01-25, 22:07   

PJ stał sobie spokojnie przy samochodzie na totalnym wyjebaniu. Nie bardzo obchodziło go na razie zachowanie zebranych, bo wiedział, że jest pośród swoich, ot co. No był spokojny dopóki jakiś kozak, taki co to nie on, nie zaczął okazywać swojego wzburzenia względem kobiety z organizacji. PJ to robił już różne, dziwne i nie do końca legalne rzeczy, ale co do kobiet to zawsze miał szacunek. Nawet jeżeli one go do samych siebie nie miały. Dlatego z ciężkim westchnieniem oderwał się od samochodu i podszedł bliżej. Nie dało się ich nie słyszeć. Dookoła było cicho jak makiem zasiał, a ci postanowili odegrać dramat rodem z szekspirowskiej tragedii. Aż z tego wszystkiego aż musiał czapkę poprawić i na równie wielkim wyjebaniu podszedł do "awanturującej się" dwójki. Wcisnął ręce do kieszeni. - Nie wiem co tu za rodzinna drama się odbywa, ale naprawdę radzę wam nie pluć się jak wściekłe buldogi, bo cała akcja miała być chyba załatwiona po cichu. Także stonuj trochę El Diablo i trochę szacunku dla kobiet - rzucił, trochę kozakując, no ale co mu tam. Ktoś musiał myśleć, skoro bractwo wysyłało na misję typa, który przy byle okazji drze ryja.
[Profil]
 
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-01-25, 22:34   

To był idealny moment dla GC, by zacząć działać. Zebrani i ukryci gdzieś w lesie napastnicy wręcz nie mogli uwierzyć w to, co aktualnie działo się na polanie. Jak oni wszyscy mogli być tacy bezmyślni? Zamiast szybkiej akcji, szybkiego odbioru czegokolwiek, co F.P.T.P. przywieźli, to oni właśnie odstawiali rodzinne dramaty. Gdyby nie fantastyczne przeszkolenie, większość działaczy GC, którzy czaili się po krzakach pewnie zaczęłaby się śmiać. Na nieszczęście dla zebranych na polanie - oni byli naprawdę dobrze przeszkoleni.
Gdy Samantha i PJ odeszli od swoich aut... to był znak. Wszyscy na polanie stali teraz już jakoś bliżej siebie, więc jak można było tego nie wykorzystać?
Granat dymny rzucony w tłum przez jednego z mężczyzn musiał skutecznie zaskoczyć zebranych. Gdzieś z góry padł strzał, jakby przez kogoś ukrytego w koronach drzew. Daniel dość mocno oberwał w prawy bark, a za Nikitą i Levim w sekundę pojawiło się po jednym mężczyźnie w czarnej masce. Dwójka mutantów zostało uderzona w bok z taką siłą, że nie zdążyli nawet zareagować, gdy ludzie z GC założyli im na szyjach obroże blokujące ich mutacje, a następnie przystawili im lufy pistoletów do skroni.
Aaron, Samantha i PJ mogli zauważyć, że okrążyło ich około 10 mężczyzn - wszyscy ubrani na czarno, z maskami na twarzy. Wszyscy z porządną bronią w dłoniach.
____________________________________________________________________

Czas na odpis do 28.01, do godziny 22:30.
[Profil]
 
 
Lidia Forney



Każdą istotę, którą bierzemy w ramiona, możemy utulić lub udusić. To boska chwila decyzji.

Niebezpiecznie urocza

Najważniejsza kobieta w GC





name:

Lidia Forney

age:
26 lat

Wysłany: 2018-01-25, 23:03   
   Multikonta: Alba Delgado


Jasna cholera! James pojechał, dwóch dowódców po ostatniej akcji wciąż w szpitalu, a połowa ludzi rozproszona po innych akcjach. Tymczasem nagle łaskawie postanowiono ją poinformować, że będzie konkretny atak. Nie czekała. Zrzuciła swoją garsonkę, zsunęła spódnicę i porzuciła szpilki, a to wszystko na rzecz odpowiedniego stroju bojowego. Chociaż tyle mogła zrobić, decydując się na udział w akcji, podczas gdy wcale nie należała do oddziałów specjalnych, a już na pewno w jej obowiązkach nie leżała walka fizyczna z tymi chorymi kreaturami. Oczywiście nie mogła sobie darować eleganckich akcentów. Jej uniform nie przypominał typowego kombinezonu operacyjnego. Pięknie skrojony, dopasowany, z dodatkowymi aksamitnymi wstawkami – ale oczywiście dobrze zabezpieczający ciało.
Siedziała w wozie na maksa wkurzona i wciąż próbowała dodzwonić się do dowodzącego ludźmi na miejscu Timothy’ego. To była doskonała okazja do konkretnych, brutalnych działań i nie chciała, aby coś poszło nie tak.
- Co tu się dzieje?! - warknęła, trzaskając drzwiami i ruszając w kierunku dowódcy. - Gdzie jest Rosie? Co to za chaos?
Facet zaczął się gorączkowo tłumaczyć, ale Lidia niespecjalnie go słuchała. Ludzie już poszli do akcji, a ta banda oszołomów tak po prostu czekała na raporty. Przejęła krótkofalówkę i warknęła ostro, ale nie uzyskała odpowiedzi. Dopiero po chwili coś zaszumiało. Lidia się nie bawiła, od razu wydawała jasne rozkazy – ruszyć, złapać, założyć obrożę, atakować bez ostrzeżenia i nie szczędzić amunicji.
Chociaż nie powinna, to chciała być tam na polanie ze swoimi ludźmi. Nagle całe GC się spięło i zaczęło chodzić jak w zegarku. Padały strzały, słychać było podejrzane huki. W oddali ujrzała nawet dym.
- Szybko pójdzie – mruknęła do jednego z ludzi, który stał przy niej. Na wszelki wypadek musiała mieć obstawę. - Rozwalcie ich, chłopcy. I potem sprowadźcie do mnie. O tak – mruknęła ostro, wpatrując się intensywnie w rozciągające się drzewa. - Reszta niech dołączy tam. Meldować, Smith! - Przysunęła krótkofalówkę do ucha. - Dobrze, są zbyt słabi. Wyrżniemy wszystkich, oczyścimy świat z tej choroby – odparła jadowicie i odrzuciła sprzęt, ruszając nieco przed siebie, jakby chciała znaleźć się jeszcze bliżej akcji.
Pierwszy raz było wokół niej tak wiele ognia. Była samym sercem akcji i wybitnie jej się to podobało.
[Profil]
   
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-01-26, 17:13   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Reakcja brata nie powinna mnie dziwić. W końcu jak mógłby zareagować na jedyną osobę, która powinna stać za nim murem, a jednak go opuściła? Mimo wszystko, jego słowa mnie bolały. Bolały, nie dlatego, że były krzywdzące same w sobie, a dlatego, że przypominały mi, jak wiele złego to ja zrobiłam.
Sama nie wiedziałam, jak ubrać w słowa to, co od tak wielu lat chciałam mu powiedzieć. Chyba nie byłam gotowa na tą konfrontację.
- Byłam głupia, okej?! - Rzuciłam w złości. Nawet nie zwróciłam uwagi na PJ'a, mimo, że w tym momencie mnie bronił. Miałam wręcz ochotę kazać mu się zamknąć, ale przecież wiedziałam, że to ja powinnam umilknąć. - A., ja przepraszam, wiem, że to nie Twoja wina, wiem, że... - Nawet nie zdążyłam go przeprosić do końca, gdy moje słowa zostały brutalnie przerwane. Bardziej brutalnie, niż mogłam się kiedykolwiek spodziewać. Dopiero teraz przeklęłam samą siebie, za tą chwilę bezmyślności.
- Co do kur... - Mimowolnie się ocknęłam z rodzinnego dramatu, by przejść do o wiele gorszego. Cała okolica zaczęła słonić się dymem, co jeszcze bardziej utrudniło widoczność, niż sama ciemność nocy...
Po usłyszeniu strzału, chyba spanikowałam. Do tej pory na aż takie atrakcje nigdy nie byłam narażona. Wszelkie marsze i pochody przy tym, co właśnie odgrywało się na tej polance było niczym. Jednak dopiero opadający dym ukazał, w jak głębokiej dupie się znaleźliśmy... Zamurowało mnie. Nie mogłam się ruszyć z miejsca, a na mojej twarzy można było dostrzec autentyczny strach. Rozejrzałam się dookoła i dopiero wtedy mnie trafiło, że nie bałam się tylko o siebie. Nie bałam się też już o utratę tak mozolnie gromadzonych zapasów. Bałam się, że z mojej własnej winy, to może być ostatni raz, gdy widzę swojego bliźniaka...
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 6