Poprzedni temat «» Następny temat
Dom Hopperów #1
Autor Wiadomość
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-03-30, 15:42   Dom Hopperów #1
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Valerie Blanc



And I find it kinda funny, I find it kinda sad the dreams in which I'm dying are the best I've ever had

teleportacja

23%

drama queen





name:

Valerie Blanc

alias:
Claire Hopper

age:
20 lat

height / weight:
165 / 50

Wysłany: 2018-03-30, 16:34   
  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie


Pierwszy post.

W Seattle wylądowała poprzedniego dnia. Przyjechała shuttle busem do miasta i zatrzymała się w jednym z hosteli. Miała spore oszczędności, jakiś czas przygotowywała się na ten moment, nie była to decyzja podjęta pod wpływem impulsu. Pierwszy dzień spędziła ponownie poznając się z miastem. Była w muzeum, obejrzała Space Needle, przeszła się po centrum, zjadła obiad w poleconej jej w recepcji małej restauracyjce, wieczorem skoczyła do kina. Nie była gotowa na rzucenie wszystkiego i jechanie od razu do... domu.
Spakowała się na maks dwa tygodnie, nie zamierzała jednak wydawać wszystkiego. Następnego dnia więc wymeldowała się. Nie spodziewała się, żeby w ich starym domu nadal był prąd czy woda, w końcu rachunki nie były opłacone od bardzo dawna, mimo to i tak zamierzała spędzić tam dzień lub dwa. Zarzuciła turystyczny plecak na siebie i po wymeldowaniu się z hostelu i zjedzeniu porządnego śniadania udała się w stronę przystanku autobusowego. Był środek tygodnia, godziny w których wszyscy powinni być w pracy lub w szkole, nie spodziewała się więc, żeby ktoś miał ją zauważyć. Klucze miała, alarm za pewne już nie działał, więc jedna rzecz mniej do martwienia się.
Wysiadła z autobusu i ruszyła niepewnie ulicą. Wiele się zmieniło, a jednak... niewiele. Wzięła głęboki oddech i nasunęła swoje różowe okulary przeciwsłoneczne na nos. Zacisnęła dłoń na kluczu ukrytym w kieszeni kremowego płaszcza. Szła przyglądając się numerom domów, szukając tego odpowiedniego. Ulica była prawie pusta, raz na jakiś czas przejeżdżał obok niej jakiś samochód, w którym siedziała jakaś zblazowana mamuśka wracająca właśnie z zakupów dla całej swojej gromadki, zbyt przejęta własnymi problemami, żeby zwrócić szczególną uwagę na tak bardzo typową młodą dziewczynę idącą chodnikiem. Valerie wyglądała jak każda inna dziewczyna, niczym specjalnym się nie wyróżniała, równie dobrze mogła być córką wracająca na weekend do domu ze studiów, a nie mutantką szukającą swojego rodzinnego domu który w pośpiechu opuściła 10 lat temu.
Jest... wypuściła powoli powietrze, stając na przeciwko budynku. Zielona farba zrobiła się bardziej zgniła, w większości i tak pokryta przez porastający cały dom bluszcz. Białe framugi zrobiły się szaro brudne, a cały budynek wyglądał jakoś tak... smutno. Val podniosła okulary na czoło, rozejrzała się okratkiem i upewniwszy się, że droga jest pusta ruszyła na tyły domu. Furtka lekko zaskrzypiała, kiedy ją otworzyła, przez co skrzywiła się z niezadowoleniem i przyspieszyła kroku. Wyciągnęła klucze z kieszeni i za drugim razem w końcu odnalazła odpowiedni. Przekręciła go w zamku i powoli otworzyła również lekko skrzypiące drzwi. Do jej nosa doleciał lekko zatęchły zapach, typowy dla opuszczonych domów. Zamknęła za sobą drzwi i przekręciła zamek, wchodząc w głąb kuchni. Puste blaty, krzywo zwisające firanki i nieco otwarta ziejąca pustka lodówka w niczym nie przypominały jej wspomnień. Odłożyła cicho plecak i ruszyła w głąb pomieszczenia, opuszkami palców dotykając ścian i mebli. Nawet nie zorientowała się, kiedy jej policzki zrobiły się całe mokre.
Weszła do salonu. Kilka opakowań po jedzeniu i alkoholu, świadczyło, że w ostatnich latach co jakiś czas ktoś musiał robić sobie tutaj nocleg. Tak samo sterczące ze ściany kable w miejscu gdzie kiedyś wisiał telewizor. Przygryzła policzek od środka. Wzięła głęboki oddech. Ogarnij się dziewczyno. Otarła łzy i ruszyła na górę, schody znajomo skrzypiały, przez co nieco uniosła kącik ust w górę. Ile raz biegła na górę, drąc się w niebo głosy, kiedy zdenerwowany na nią o coś Will ją gonił. Stanęła na piętrze. Pierwsze drzwi - łazienka, drugie - sypialnia rodziców, potem Willa a następne należące do pozostałego rodzeństwa. Ruszyła w stronę swojego pokoju, czując jak ogarnia ją rosnący niepokój pomieszany z ekscytacją, kiedy jednak otworzyła szerzej drzwi i ujrzała swoje niegdyś blado różowe, teraz bardziej kremowe szafy, łóżko z tym samym grubym, chociaż teraz już zniszczonym materacem, książki dla dzieci o dziwo nietknięte... wybuchnęła płaczem, nie wiedząc czy bardziej ze smutku czy ze szczęścia. Opadła na framugę drzwi i zjechała na dół, tworząc mały kłębek nieszczęścia. Płakała i płakała i płakała, aż w końcu wykończona tym przysnęła, skulona w drzwiach, z głową opartą o framugę.
[Profil]
  [0-]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-03-30, 21:47   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


/najnowsze, powiedzmy 26.02

Szczerze powiedziawszy, kiedy Hopper dostał powiadomienie, że ktoś uruchomił czujnik ruchu w jego starym domu, spodziewał się po prostu jakichś dzieciaków, które szukały miejsca w którym w spokoju będą mogły się napić, ewentualnie - naćpać. Mimo tego, tak jak miał w zwyczaju od niemal czterech miesięcy, mechanicznie uruchomił komputer, żeby sprawdzić obraz w kamerce, którą zamontował niedługo po swoim powrocie do Seattle. Nie przepadał za tym. W jakiś dziwny, niepojęty sposób nie mógł patrzeć na te stare, zapomniane i zakurzone wnętrza, porzucone, tak jak jego stare życie. Normalne życie, o ile w ogóle miał jakiekolwiek prawo do wyznaczania jakiejś dziwnej normy.
Rzucił okiem na kiepskiej jakości obraz. Jedna osoba, nic szczególnego, nic niebezpiecznego. Pewnie by to tak zostawił, wrócił do swojej roboty, gdyby nie był Williamem Hopperem. Prawie spadł z krzesła. Jasne, minęło jedenaście lat, obraz pozostawiał sporo do życzenia, ale był gotowy przysiąc, że to była Claire. Na wszelki wypadek cofnął obraz, a potem nawet wyciągnął klatkę, na której najlepiej było widać jej twarz. To musiała być ona. Nie było innej opcji.
Wypadł ze swojego biura niemal zapominając o swoich fałszywych dokumentach. Cholera, Hopper, co z tobą? Powinien się uspokoić. Nic nie jest tak podejrzane jak człowiek, który akurat zapomniał o swoich dokumentach i, dodatkowo, jest jakoś niepokojąco czymś zdenerwowany. Poza tym, zawsze, bez względu na okoliczności potrzebował jasności umysłu. To była jedna z tych rzeczy, przez które dajesz się zabić.
Zatrzymał się, wziął głęboki oddech, zabrał ze sobą okulary przeciwsłoneczne i kodeinę. Moc Wallace ciągle na niego działała, ale nie mógł być pewien jak długo efekt się utrzyma. Lepiej byłoby nie wylądować w sąsiednim mieście bez jakiegokolwiek dostępu do leków, ale za to z gigantyczną migreną, prawda? Hopper, ogarnij się. To nawet nie były podstawy przetrwania. To były podstawy jakiegokolwiek funkcjonowania.
Zabrał jeden z samochodów Bractwa. Trasa powinna mu zabrać ponad godzinę - czy Claire ciągle będzie w ich domu do tego czasu? Miał ze sobą laptop, ale przecież nie włamie się z czegoś takiego do miejskiego monitoringu. Will najchętniej przyśpieszyłby jeszcze bardziej, ale to zwracało uwagę. Poza tym, kiedy jest się poszukiwanym zbiegiem dobrze jest nie dawać się złapać policji z byle powodu. To mówiła jego racjonalna strona, ale gdzieś tam głęboko pod tymi wszystkimi idealnie odmierzonymi myślami, po prostu chciał to odsunąć w czasie. Od kiedy dowiedział się, że umiera, właściwie tylko i wyłącznie ich szukał - ale co miałby zrobić, jeśli faktycznie by ich znalazł? Po prostu się przywitać, powiedzieć że jednak żyje, skoro i tak za niedługo umrze? Jeżeli wszystko było u nich w porządku, nic im nie zagrażało, to właściwie nie miał żadnego powodu żeby do nich iść. Z pewnością już lata temu ułożyli sobie jakieś życie. Kim on był, żeby to teraz niszczyć? W jakim właściwie celu? To nie miało sensu. Z tego nie mogło wyjść nic dobrego.
A mimo to, ciągle jechał w stronę swojego domu i ciągle miał nadzieję, że Claire stamtąd nie wyszła. Poukładany i racjonalny umysł geniusza, nie ma co. Zostawił auto w jakimś mało rzucającym się w oczy miejscu, resztę trasy przejechał taksówką. Nie mógł sobie pozwolić na czekanie na autobusy... a może właśnie to powinien zrobić? Subtelnie pozwolić jej wyjść, zobaczyć dokąd poszła, znaleźć wszystkie informacje o niej i sprawdzić wszystko. Z dystansu, tak żeby nawet się nie dowiedziała, że jej brat ciągle istnieje.
Nie zrobił tego, oczywiście. Od tej nocy spędzonej z Wallace w jego życiu trwał festiwal głupich decyzji. A może nawet od dnia kiedy oficjalnie dołączył do Bractwa? Włamał się przez tylne drzwi do domu - właściwie od lat nie miał klucza, a nie było sensu wymieniać zamka. Był w tym domu dopiero drugi raz od jedenastu lat, ale czuł się w jakiś dziwny sposób cholernie źle. Nie na miejscu. Nie był już tym dzieciakiem, który tutaj mieszkał, zbyt dużo mu do niego brakowało. Dla swojej rodziny był po prostu intruzem. Zbyt wiele się zmieniło, a ten dom pozostał stanowczo za bardzo taki sam - oczywiście, nie licząc kilku pustych butelek, o które Hopper musiał się oczywiście potknąć. Był zbyt rozkojarzony, za takie coś mógł dać zabić. Przeklął cicho pod nosem, a potem zaczął przeszukiwać dom, pokój po pokoju. Przez chwilę chciał wyciągnąć broń - to wydawało się dziwnie naturalne - ale przecież wiedział, że nie ma tu nikogo poza nim i Claire. Nie dostał żadnego nowego powiadomienia.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Valerie Blanc



And I find it kinda funny, I find it kinda sad the dreams in which I'm dying are the best I've ever had

teleportacja

23%

drama queen





name:

Valerie Blanc

alias:
Claire Hopper

age:
20 lat

height / weight:
165 / 50

Wysłany: 2018-03-31, 00:22   
  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie


Nagły szelest wyrwał ją z półsnu. Poderwała się gwałtownie, nieprzytomnym wzrokiem rozglądając się dookoła. Chwilę zajęło jej skojarzenie gdzie tak właściwie się znajduje i czemu. Była w domu, w Seattle, przyjechała tutaj wczoraj, rozpłakała się, przysnęła i... resztki senności zniknęły, a Valerie cała się spięła nagle zdając sobie sprawę, że obudziły ją jakieś dźwięki dochodzące z parteru. Już ktoś się włamał?
Wstała powoli starając się generować jak najmniej dźwięków i jednocześnie nasłuchiwać, w której części domu znajdują się nieproszeni goście. Oblizała wargi nerwowo, małymi kroczkami cofając się w głąb pokoju. Wydawało jej się czy jak wstawała ktoś wchodził po schodach? Oblał ją zimny pot. Oczywiście przychodząc tu brała pod uwagę taki obrót sytuacji, ale jak to ona podświadomie, nieco naiwnie liczyła, że jednak do tego nie dojdzie. Przeklęła w myślach swoją głupotę - zostawiła plecak na dole, a była na tyle rozkojarzona i przestraszona, wolała nawet nie próbować "skakać" na taką odległość.
Corobićcorobićcorobićcorobić powiedzieć że błyskotliwy plan zaczął formować się w jej umyśle to za dużo. Rozejrzała się nerwowo po pomieszczeniu, słysząc, że kolejne drzwi na piętrze się otwierają. Wyciągnęła rękę w stronę krzesła zamierzając zrobić z niego swoją śmiertelną broń, zbiegło się to jednak w czasie ze skrzypnięciem drzwi do pomieszczenia. U normalnej osoby wywołałoby to nerwowe podskoczenie w miejscu, u Val... no cóż, powiedzmy jedynie, że w ułamku sekundy znalazła się po drugiej stronie pokoju, tracąc równowagę i produkując przy tym dużą ilość hałasu potrącając szafę. Lekko zakręciło jej się w głowie, jednak niczym spłoszona sarenka nie zapominała o tym, że jest w towarzystwie napast-
-Will? - od razu go rozpoznała. Minęło 11 lat, ale wystarczyło jedno spojrzenie i wiedziała kto przed nią stoi. Nie mogła się ruszyć, jak zaczarowana wpatrując się w jego twarz. Wyglądał tak samo, no... prawie. Rysy miał bardziej szlachetne, a twarz pełną napięcia, którego nigdy wcześniej u niego nie widziała. Był lepiej zbudowany niż wtedy kiedy był nastolatkiem, wydawał się wyższy.
Broda zaczęła jej lekko drgać, jak zawsze kiedy powstrzymywała się ostatkiem sił od płaczu. Nie była w stanie nic z siebie wydusić, co chwile jedynie otwierała i ponownie zamykała usta. Wyobrażała sobie tę chwilę tyle razy, ale nigdy do końca nie wierzyła, że będzie jej dane naprawdę ją przeżyć. Przetarła oczy, jakby do końca nie wierzyła już własnym zmysłom. Wyciągnęła rękę w jego stronę i zaraz ją cofnęła, kompletnie niepewna co powinna zrobić. -Słabo mi. - wykrztusiła w końcu, gwałtownie siadając na podłodze, czując jak krew odpływa jej z mózgu.
[Profil]
  [0-]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-03-31, 16:31   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Z każdą kolejną minutą był coraz bardziej przekonany, że Claire tutaj nie ma. Wyszła przez okno, fotokomórka nie zadziałała, może w ogóle nie wychodziła do tego domu, wszystko było halucynacjami, a z jego mózgiem było gorzej niż przypuszczał. Hopper nigdy nie mógł wykluczyć tej opcji, nie powinien o tym zapominać. Nie chciał tego robić, wracać do ich starych pokoi, ale ostatecznie wszedł po schodach na górę. Po prostu nie mógł stąd wyjść, dopóki nie upewni się, że faktycznie jej tu nie było. Otwierał drzwi, jedne po drugich, patrzył na porzucone wnętrza. W końcu sięgnął do klamki do pokoju Claire.
Gdyby Hopper miał komuś opisać, jak wyglądały te wszystkie momenty kiedy myślał szybciej niż był w stanie reagować, porównałby to do slow motion. Popchnięte drzwi dopiero się otwierały, kiedy usłyszał jakieś zamieszanie. Jakieś niebezpieczeństwo? Był zbyt nieostrożny, zainteresowało się nim DOGS, może ojciec Gardner? Było już za późno żeby się wycofać i lepiej przygotować. Widział dopiero fragment pokoju, żadnego człowieka, nic co można by zidentyfikować jako zagrożenie. Mógłby przesunąć się w bok, znaleźć osłonę... Ale wtedy zobaczył ruch, coś pojawiło się gdzieś tuż za krawędzią pola, które widział. Mutant. Nie zdążył jeszcze się przyjrzeć i sensownie przeanalizować co widział, kiedy sięgnął do kabury po rewolwer. Nawet go jeszcze nie uniósł, kiedy drzwi w pełni się nie otworzyły, a sam Hopper zobaczył...
Claire. Po prostu.
Wydoroślała. To było przecież oczywiste, ale i tak go w pewien sposób zaskoczyło. Minęło jedenaście lat, w zasadzie była dorosła, w grudniu będzie już pełnoletnia. Właściwie, przez większą część jej życia nie istniał dla niej, niż był jej bratem. Sam o to zadbał. A teraz nawet nie miał pojęcia, co powinien zrobić. Wszystkie jego plany i przypuszczenia kończyły się o wiele, wiele wcześniej.
- Cześć - rzucił tylko. Perfekcyjnie Hopper. Tak wygląda idealny sposób na rozpoczęcie rozmowy z niewidzianą od jedenastu lat siostrą, która przez ten cały czas uważała, że jest mordercą, a przy okazji pewnie martwy. Ta pierwsza część z resztą była trafna, nie ważne jak bardzo Will wolałby to pominąć. Zorientował się, że ciągle trzyma rewolwer, więc z powrotem włożył go do kabury. Świetnie. Nawet jeśli wcześniej nie uważała go za mordercę, to teraz już najprawdopodobniej pozbawił ją wszelkich złudzeń.
Nie trzeba było być geniuszem, żeby zorientować się że Will nie był mistrzem relacji międzyludzkich, ale on naprawdę nie miał pojęcia co powinien zrobić. Claire wyglądała jakby zaraz miała mu się rozkleić, a on był dla niej w zasadzie obcym facetem, który nawet nie znał jej na tyle, żeby wiedzieć co powiedzieć. Nie mógł też skorzystać z drugiego scenariusza, gdzie kazałby jej się ogarnąć i wziąć do pracy, bo... nie.
- Chcesz butelkę wody czy... - właściwie to nie miał pojęcia do czego zmierzał - ...coś?
Świetnie Hopper. Perfekcyjnie. Tak się prowadzi rozmowy z innymi ludźmi.
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Valerie Blanc



And I find it kinda funny, I find it kinda sad the dreams in which I'm dying are the best I've ever had

teleportacja

23%

drama queen





name:

Valerie Blanc

alias:
Claire Hopper

age:
20 lat

height / weight:
165 / 50

Wysłany: 2018-03-31, 17:49   
  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie


Znacie to uczucie, kiedy nie widzicie kogoś przez długi czas, a kiedy w końcu się spotykacie macie wrażenie jakbyście dopiero co widzieli się poprzedniego dnia? Mniej więcej coś takiego czuła Claire w chwili kiedy usłyszała to jakże błyskotliwe "cześć". Jakby nigdy stąd nie wyjeżdżała, jakby jej cholerny brat nie zniknął jak kamfora na 11 lat, jakby nigdy nie stała się Valerie. Siedząc tam na ziemi, oddychając głęboko, posłała mu pełne niedowierzania spojrzenie, jakby nie dowierzała, że coś takiego naprawdę mogło opuścić jego usta. Kiedy się poruszył przeniosła spojrzenie na jego dłoń, w której trzymał broń i uniosła wysoko brwi, zaczynając jeszcze szybciej oddychać. Co do... zamknęła oczy. Rodzice nigdy jej nie powiedzieli co naprawdę powiedzieli im policjanci. Nigdy nie wiedziała, że oficjalnie był poszukiwany za morderstwo, samej też trudno jej było wyobrazić go sobie w tej roli, dlatego jej mózg od razu podsunął jej inną odpowiedź - na pewno ścigają go niebezpieczni ludzie, to tylko do obrony.
Krew jak szybko odpłynęła równie szybko wróciła, wraz z uderzeniem ciepła.
-Tak. - odparła odruchowo na jego pytanie. -Albo nie. - równie szybko się poprawiła, wzięła głęboki oddech i spojrzała mu prosto w oczy. -Zostań, proszę. - powiedziała cicho. Tak bardzo nie chciała, żeby okazało się, że tak naprawdę dalej śpi oparta o framugę drzwi, a to wszystko nie dzieje się naprawdę. Dopiero po chwili zdała sobie sprawę, że nadal się na niego gapi, z jednej strony był jej bratem, więc nie powinno jej to specjalnie zawstydzić, z drugiej strony... przez tyle lat tak wiele się zmieniło. Ona była zupełnie kimś innym, nie tylko mentalnie. Claire Hopper nie istniała. Nie wnikała w to jak rodzice to załatwili, uwierzyła im na słowo kiedy powiedzieli, że praktycznie istnieje tylko Valerie Blanc.
Przeniosła spojrzenie na obdarty plakat Troya Boltona wiszący na ścianie na przeciwko. Pół jego głowy było oderwane... z jednym okiem i połową uśmiechu, nie wyglądał już tak uroczo i niewinnie. -Jesteś mutantem, Will? - wyrzuciła nagle z siebie, czując, że musi usłyszeć prawdę z jego ust. To była jedyna rzecz, która pozwoliła jej pogodzić się z tym całym szajsem którym było jej późne dzieciństwo.
[Profil]
  [0-]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-03-31, 18:54   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


- Nigdzie się nie wybieram, Claire - odpowiedział. Teoretycznie chodziło tylko o to, że nie pójdzie po wodę, ale miał wrażenie że właśnie zadeklarował coś więcej. Koniec tego ciągłego uciekania, przynajmniej na te ostatnie kilka miesięcy. Zasługiwali - zasługiwał - w końcu na jakąś namiastkę normalnego życia. Nawet, jeśli tak naprawdę było już stanowczo za późno żeby cokolwiek odwrócić. Jedenaście lat to szmat czasu. Jak oni mieliby niby wrócić do normalności? Ba, jak on w ogóle sam miał wrócić do normalności? Dwa dni wcześniej postrzelił Addams, cały czas jego pierwszym odruchem na potencjalne niebezpieczeństwo było sięgnięcie po broń. Mógł udawać, oszukiwać innych, ale jaki to miało sens, skoro sam znał prawdę? Jedenaście lat to po prostu za dużo, żeby od tak wrócić do status quo.
W Hoppera nagle uderzyło pytanie Claire. Nie dlatego, że było jakoś szczególnie szokujące albo że miałaby go znienawidzić ze względu na odpowiedź. Nazwała go Will. W zasadzie nikt go już tak nie nazywał, te kilka osób które znały jego prawdziwe nazwisko wolały używać zwykłego Hopper. Nawet on sam o sobie tak nie myślał od ilu, ośmiu lat? Po prostu to już do niego nie pasowało, za bardzo się zmienił.
- Tak - odpowiedział po prostu. Może dla kogoś jeszcze to było coś szczególnego, ale on sam chyba aż za bardzo przywykł do tych wszystkich mocy. - Ty też jesteś - zauważył.
To stwierdzenie niosło za sobą aż za dużo konsekwencji. Po pierwsze, była na terenie Stanów Zjednoczonych. Co ona tu ciągle robiła? Jeżeli nie chciała skończyć jako królik doświadczalny braci Weller, powinna jak najszybciej wyjechać.
Po drugie, nie wiadomo czy już nie była czyimś królikiem doświadczalnym. Ludzie którzy szukali Hoppera na pewno musieli zainteresować się jego rodziną. Uciekła im? Przed czy po tym, kiedy jej coś zrobili, cokolwiek właściwie planowali?
I po trzecie... Nie wiadomo co z resztą jego rodziny. Teoretycznie, mutacje nie były dziedziczne, ale kto wie, może na złość wszelkiemu prawdopodobieństwu wszyscy Hopperowie okazali się być mutantami i stworzyli superbohaterską rodzinę rodem z Iniemamocnych? Cóż, bardziej prawdopodobna była opcja, gdzie wszyscy zostali porwani do laboratorium.
- Co się z wami działo? Szukałem was... - ...przez ostanie kilka miesięcy. Przez resztę tych jedenastu lat w zasadzie miałem was w dupie. Okay, to chyba jednak nie była najlepsza rzecz, którą mógł teraz powiedzieć.
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Valerie Blanc



And I find it kinda funny, I find it kinda sad the dreams in which I'm dying are the best I've ever had

teleportacja

23%

drama queen





name:

Valerie Blanc

alias:
Claire Hopper

age:
20 lat

height / weight:
165 / 50

Wysłany: 2018-03-31, 20:50   
  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie


Skinęła lekko głową, z wyraźnie malującą się ulgą na twarzy. Jakby gdzieś podświadomie bała się, że zwykłe zejście na dół po wodę równało się ze zniknięciem na kolejne 11 lat. Zresztą kto wie... nie wiele może wiedziała o sytuacji mutantów w Stanach, jednak z tych skrawków, które wyciągała z jakiś wiadomości z internetu, domyślała się, że nie jest tak idyllicznie jak w Kanadzie.
Może to ciągłe rozkojarzenie, może fakt, że była odrobinkę przyzwyczajona do tego imienia dzięki ojcu, ale kiedy Will nazwał ją "Claire" nie była aż tak poruszona jak on. Też jej nikt tak nazywał, sama o sobie nawet tak myślała. Claire to była dla niej zupełnie inna osoba, mała dziewczynka, która kiedyś tu żyła, a potem... puf zniknęła.
Nie zdawała sobie nawet sprawy z tego, że wstrzymuje oddech dopóki nie usłyszała jego odpowiedzi. Opróżniła płuca za pomocą jednego przeciągłego wydechu. Dzięki Bogu. pomyślała z ulgą. Ta wiadomość zdecydowanie ją uspokoiła, to była ta jedna wielka niewiadoma, która czasem nie pozwalała jej zasnąć w nocy. Czasem leżała i wpatrywała się w sufit zastanawiając się, czy naprawdę byli w takim niebezpieczeństwie? Czy naprawdę to wszystko było potrzebne? Czasem trochę obwiniała Hopperów. Czasem czuła się się jakaś skrzywiona. Potem jednak upominała się - nie mieli wyboru. Nie chcieli, żeby spotkało ich to samo co Willa. I miała rację.
-Tak. Od roku. - powiedziała, podnosząc się z podłogi z cichym stęknięciem. -przynajmniej od roku wiem. I tak staram się nie korzystać z... mocy. - sprostowała, otrzepując płaszcz z kurzu. Racjonalne, normalne zachowania zawsze pomagały jej zachować spokój i zimną krew, teraz też czuła, że dzięki temu pierwszy szok powoli z niej schodzi.
Na chwilę nastała cisza. Po jego minie mogła poznać, że się nad czymś zastanawia. Dziwne, po tylu latach nadal robił podobną minę, ciekawe czy ona też nadal przypominała starą siebie?
Przysiadła na brzegu łóżka, starając się nie wzbudzić tym samym tumana kurzu w powietrze. W charakterystyczny dla siebie sposób zaczęła lekko wyginać palce. Wiedziała jakie zada pytanie, zanim jeszcze to zrobił. Nie będą przecież rozmawiać o ulubionych smakach lodów. Westchnęła cicho i zaczesała włosy za ucho, przez chwilę zastanawiając się jak zacząć.
-Po tym jak zniknąłeś... - zaczęła ostrożnie dobierając słowa. -Mamo i tato powiedzieli nam, że zostałeś porwany, - zamilkła na chwilę i spojrzała mu w oczy, jakby szukając w nich potwierdzenia tej wersji historii, nie trwało to jednak długo, bo już po chwili jej wzrok ześlizgnął się na bok, a ona kontynuowała: - a że nie chcieli żeby z nami stało się to samo to wysłali nas do Kanady. Z nowymi tożsamościami. Przez siedem lat jeszcze mieszkali... chyba tutaj - delikatnie poklepała ręką materac. - dopiero po wypadku taty dołączyli do nas w Kanadzie. To tak w wielkim skrócie. - pokiwała lekko głową.
Po chwili ciszy odchrząknęła i dodała:
-Ty jak widać jednak żyjesz, - przerwała na chwilę, po czym pewniejszym głosem dokończyła -więc co się do cholery jasnej tak naprawdę wtedy stało? - na myśli oczywiście miała wydarzenia z kwietnia 2007, kiedy wszystko w rodzinie Hopperów zaczęło się pierdolić.
[Profil]
  [0-]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-03-31, 22:25   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


- Powinnaś. Nigdy nie wiesz, kiedy ci się przyda. - Kiedy uratuje ci życie, to miał na myśli. Mogła ignorować to, że jest mutantem, ale reszta świata miała inne plany. Dopóki nie znajdowała się gdzieś w Unii czy Kanadzie, nie powinna nigdy spuszczać gardy. Jeżeli Hopper miał jej przekazywać jakieś mądrości życiowe, to właśnie takie.
Szczerze mówiąc, nie przeszkadzała mu cisza, jej z resztą chyba też nie. Cóż, przynajmniej nie wyglądała jakby czuła się gorzej niż podczas tego całego spotkania. Kto w ogóle wpadł na pomysł, żeby pokazywać family reunion jako radosne rzucanie się sobie na szyję krzycząc wzajemnie swoje imiona? To było idiotyczne. Nikt normalny tak nie reagował po latach czy miesiącach ignorowania się. Ba! Nikt tak nie reagował po latach czy miesiącach, kiedy z powrotem stawałeś się dla kogoś obcym człowiekiem, z którym łączył go jedynie fragment DNA. Wręcz niezauważalnie większy od tego, który łączył go z bananem.
Mimo wszystko, nie mógł zignorować tego, że to ciągle była ta sama Claire. Tak samo wykręcała sobie palce, nie mówiąc już o tak oczywistych rzeczach jak ogólna mowa ciała czy ta sama twarz. Ona nie miała szczęścia nabawić się na niej dwóch blizn.
Uważnie słuchał jej słów notując je sobie gdzieś w pamięci. Nieco zrezygnowanym wyrazem twarzy i kręcąc rozłożoną dłonią na boki dał jej znać, że w zasadzie to była prawda, ale nie do końca. W końcu uciekł zanim jeszcze zdążyli go gdzieś właściwie wywieźć, to się chyba nie do końca liczyło jako porwanie, prawda? Przynajmniej nie takie, jakie sobie wyobrażała Claire.
Większość tego co usłyszał, była wręcz niepokojąco optymistyczna. Rzeczy nie układały się tak dobrze w jego życiu - może po prostu przejął całego rodzinnego pecha Hopperów? Oni mogli sobie żyć w szczęściu, a on... cóż. Dopiero końcówka zburzyła mu w głowie ten obraz niesamowitej sielanki.
- Wypadku taty? - wbił się, zupełnie ignorując kolejne pytanie siostry. To było istotniejsze... A poza tym nie był pewien czy chce zaczynać tę rozmowę, uświadamiać ją chociaż częściowo jakim człowiekiem był. Nie był pewien czy był na to gotowy w tamtym momencie.
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Valerie Blanc



And I find it kinda funny, I find it kinda sad the dreams in which I'm dying are the best I've ever had

teleportacja

23%

drama queen





name:

Valerie Blanc

alias:
Claire Hopper

age:
20 lat

height / weight:
165 / 50

Wysłany: 2018-04-01, 11:58   
  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie


Miała nieco inne zdanie na ten temat niż on. Jeżeli nie korzystała z mocy nie ryzykowała, że ktoś ją na tym przyłapie. Nawet jeśli ktoś przyłapałby ją na tym w Kanadzie to nie miałoby to żadnych konsekwencji (jak zwykle, ludzie byli tam normalniejsi niż w Stanach) i tak jedyne czego pragnęła to niczym się nie wyróżniać. Valerie zawsze chciała być taka jak wszyscy, gdzieś w środku tkwiło w niej ogromne pragnienie bycia normalną, niczym się nie wyróżniającą dziewczyną. W końcu była to najlepsza metoda na stanie się niewidzialnym w tłumie.
Gdyby była w stanie usłyszeć jego przemyślenia na temat jej jakże "optymistycznego" życia... z pewnością w tych starych ścianach znowu rozbrzmiałyby znajome podniesione głosy charakterystyczne niegdyś dla ciągłych kłótni tej dwójki. Może i była bezpieczna, ale w wieku 10 lat nagle została kompletnie sama, w obcym kraju, zamknięta w jakieś szkole przez cały rok niczym w więzieniu. Nie wiedziała co się działo z resztą rodziny, z rodzeństwem nie miała żadnego kontaktu, rodzice rzucali jej tylko jakieś ochłapy. Praktycznie nie wiedziała co się z nimi działo przez 7 lat, ale jeśli faktycznie byli nadal w Seattle... Valerie nie chciała myśleć źle o bracie, ale jeśli już wtedy zacząłby ich szukać to od dawna byliby już razm i może byłoby w końcu... normalnie.
Ściągnęła brwi, nieco niezadowolona z tego, jak ją zignorował. Biorąc jednak pod uwagę, że wypadek ich ojca nie był jakąś nieistotną informacją postanowiła tego nie komentować. Wydało jej się to jednak nieco podejrzane, nie chciała go pochopnie osądzać, postanowiła więc wrócić do tematu przy najbliższej okazji. Przecież po co miałby ją okłamywać? To nie była jego wina... prawda?
Westchnęła ciężko. -To było cztery lata temu, rodzice brali udział w tym całym pochodzie, podczas którego był atak. Znajdowali się dosyć blisko wybuchów, jakiś odłamek trafił tatę w kręgosłup, nawet jeśli wcześniej trafiłby do szpitala to nie dałoby się nic zrobić, tak przynajmniej twierdzili lekarze. - opowiadając cały czas dyskretnie wyginała palce. Nie lubiła o tym opowiadać, w sumie to nawet nigdy wcześniej tego nie robiła, ale przypominało jej to zawsze te niezliczone razy kiedy dzieliła się z kimś tragiczną historią o śmierci rodziców Valerie. -Stracił władzę w nogach, jeździ teraz na wózku.
[Profil]
  [0-]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-04-01, 20:51   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Cóż, gdyby Hopper usłyszał cały wywód Claire nie zmieniłby zdania. To była całkiem niezła, całkiem optymistyczna opcja, przynajmniej dla takich jako oni, w tych czasach, na tej szerokości geograficznej. Kiedy miało się do wyboru śmierć, wieloletnie tortury w laboratorium albo wieczną walkę o życie, trudne dzieciństwo w jakimś bezpiecznym nie było aż taką straszną opcją. Zwykła pewność że masz gdzie wrócić na tę i kolejną noc, że masz co zjeść i nie umrzesz z zimna stawała się luksusem w życiach niektórych mutantów. Hopper wolał nie myśleć, co się stanie z Remusem kiedy Fisher w końcu da się złapać albo zabić. Chociaż kto wie, może zaskakująco dobrze się odnajdzie? W końcu dzieciak właściwie nie znał innego życia, był za mały kiedy to wszystko się zaczęło. Może to w pewnym sensie było coś dobrego? Nie będzie miał gdzie szukać tej wyidealizowanej krainy dzieciństwa, za czym się oglądać ani czego żałować.
Widział, że Claire nie podoba się że zmienił nieco tor tej rozmowy, ale na razie chciał dowiedzieć się wszystkich istotnych faktów. Odbudowywaniem relacji rodzinnych mogą zająć się za dziesięć minut, kiedy już upewni się że żadne z nich nie umarło ani nie umrze za jakieś trzy dni i czy nie potrzebują jakiejkolwiek pomocy. Potem mogą się wziąć za ploteczki, gry w scrabble i, w ostateczności, za omawianie jego całego gównianego życia, które z pewnością ją rozczaruje.
Hopper potrzebował chwili na przetrawienie tego co usłyszał. Kilkukrotnie dokładnie sprawdzał dane wszystkich ofiar tamtego zamachu, ale ofiar śmiertelnych. Nigdy specjalnie nie zagłębiał się w dane rannych, było ich stanowczo za dużo żeby zrobić coś poza zwykłym przejrzeniem nazwisk. Czy to nie była pewna ironia, że wydarzenie które od kilku lat próbował rozgryźć - bo w końcu coś musiało się za nim kryć - to przy okazji było tym samym, w którym jego ojciec stracił władzę w nogach? Niewiele brakowało, żeby sam Will znalazł się wtedy na miejscu. Czy byłby wtedy w stanie jakoś temu zapobiec? Szczerze powiedziawszy, nie potrafił sobie wyobrazić swojego taty, tego człowieka który próbował jakoś ogarnąć ich rodzinę, ich dom, na wózku inwalidzkim. Niepełnosprawnego, niemającego pełnej władzy nad swoim ciałem. To samo miało czekać Willa, jeśli nie znajdzie jakiegoś cudownego sposobu na uratowanie się.
- Co z resztą z was? Macie jakieś problemy? - spytał. Chciał oderwać myśli od tamtego tematu, a czy był na to jakiś lepszy sposób niż znalezienie jakiegoś istotnego tematu? Nie miał czasu się przejmować i obwiniać, przynajmniej nie jeśli miał zamiar załatwić wszystko przed swoją śmiercią.
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Valerie Blanc



And I find it kinda funny, I find it kinda sad the dreams in which I'm dying are the best I've ever had

teleportacja

23%

drama queen





name:

Valerie Blanc

alias:
Claire Hopper

age:
20 lat

height / weight:
165 / 50

Wysłany: 2018-04-01, 22:33   
  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie


W sumie to nie wiedziała co ma odpowiedzieć na to pytanie. A raczej... którą odpowiedź wybrać. Nie znali się przecież z Willem na tyle dobrze, żeby mogła powiedzieć pierwszą rzecz, która przyszła jej na myśl i nie martwić się jego reakcją, ich relacja... wymagała jeszcze cenzury pewnych wypowiedzi, a przynajmniej tak to odczuwała Valerie, która większą część życia spędziła na samocenzurze. Zawsze czujna, żeby nieodpowiednie słowa przypadkowo się nie wyślizgnęły.
-Hmmm nie... nie wiem? - powiedziała w końcu, nie chcąc żeby cisza zbytnio się przedłużała. Czuła, że to dla niego ważne i nie chciała go tą niepewnością "torturować". -Hopperowie mieszkają na przedmieściach, ja w centrum, widujemy się raz na parę miesięcy, nie mówią mi za dużo. - nawet nie zwróciła uwagi na to, że nazwała rodziców po nazwisku. Czasem jej się to zdarzało, głównie kiedy o nich rozmyślała, bo nie miała do tej pory specjalnie okazji, żeby móc porozmawiać z kimś o swoich prawdziwych rodzicach. Nawyk, który pozostał jej z dzieciństwa, kiedy musiała się jakoś psychicznie od nich odgrodzić, przestać być ich córką i stać się... wychowanką? - A co do Sarah... nie rozmawiamy ze sobą za bardzo. - zaczesała niesforny kosmyk włosów za ucho, nawet nie siląc się na słaby uśmiech. To chyba też wypłynęło ściśle z Blancowej przeszłości. Nie można powiedzieć, że wiele razem przeszli, skoro jedyne co razem przeszli to lot ze Stanów do Kanady i parę spotkań w nowym "domu".
-Oh, właśnie! - sięgnęła do wewnętrznej kieszeni płaszcza i wyjęła z niej portfel. Przez chwilę szukała czegoś w środku, mrucząc pod nosem "nie, nie, nie... o!". Wyjęła z niego jasną kartę, którą podała Willowi. Był to kanadyjski dowód osobisty. Ze zdjęcia spoglądała na niego nieco znudzona Claire, a obok niej pogrubionymi literami napisane było BLANC VALERIE. Postukała palcem w to miejsce. -Tak się oficjalnie nazywam. - posłała mu nieco niepewne spojrzenie, jemu w gruncie rzeczy pozostawiając decyzje czy pozostanie dla niego nadal Claire, czy stanie się Valerie.
[Profil]
  [0-]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-04-02, 17:22   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


To, że właściwie nie wiedziała czy mają problemy, było dobrą wiadomością. Niebo nie waliło im się na głowy, a przynajmniej waliło im się na tyle mniej niż zwykle, żeby szczególnie nie zwracali na to uwagi. Nie będzie miał aż tyle do odkręcania przed śmiercią. To dobrze. Biorąc pod uwagę jak świetnie szło mu szukanie rodziny, kto wie czy w ogóle starczyłoby mu na to czasu, a przecież nie mógł umierać kiedy kilka dni po jego śmierci cały wszechświat miałby się rozpaść. Cóż, przynajmniej jego rodzina będzie jakoś funkcjonować potem.
Choć czy w ogóle mógł mówić, że ich rodzina funkcjonowała? Skoro Claire nazywała ich rodziców Hopperowie, widywała ich raz na kilka miesięcy, a ich siostra się od tego wszystkiego zdystansowała? On już od dawna nie miał z nimi nic wspólnego. Jakoś zawsze myślał, że ich rodzina wcale się aż tak bardzo przez to nie zmieniła, przynajmniej lubił tak to sobie wyobrażać. W wariantach, w których akurat nie zostali porwani przez DOGS czy innych szalonych naukowców ani nie leżeli martwi w jakimś zbiorowym grobie, prowadzili całkiem normalne. Bez jednego irytującego i aroganckiego snoba w towarzystwie, ale w zasadzie nieróżniące się od tego, do czego przywykli. Rzecz w tym, że jego zniknięcie zniszczyło jedną z niewielu przyzwoitych rzeczy które spotkały go w życiu. Tak już chyba z nim było, był tym odwrotnym Midasem niszczącym wszystko czego dotknie.
Z resztą, czemu w ogóle myślał, że to wszystko przetrwa? Jedenaście lat to cholernie dużo czasu, dość żeby wszystko mogło się rozpaść. Dość żeby wszystko mogło się zmienić. Claire dorosła, nie była już tą małą irytującą dziewczynką, jego ojciec jeździł na wózku, ich dom wyglądał jak plan jakiegoś horroru, a ich rodzina nie miała ze sobą zbyt wiele wspólnego. Hopper musiał pogodzić się z tym, że magiczna kraina dzieciństwa z której uciekł mając szesnaście lat już dawno przestała istnieć. Czego on w ogóle się spodziewał? Był idiotą, jeśli myślał, że jego rodzina ciągle będzie taka sama. Minęło za dużo czasu.
Will zerknął na ten dowód, właściwie zupełnie nie domyślając się sugestii Claire. Dla niego nowe tożsamości nie były niczym szczególnym - ba, nawet zaczynał źle się czuć z tym, że od jakiegoś czasu trzymał się tej samej. Przedstawiał się różnymi imionami, nazwiskami, pseudonimami, ale cały czas był Willem Hopperem i o ile nie było w pobliżu żadnych niepowołanych uszu, nie widział potrzeby że używać innego imienia.
- Cóż, ja chwilowo jestem Daniel Blake - rzucił jak anegdotkę oddając jej dowód. Przez chwilę nic nie mówił, widocznie jakoś to wszystko układając sobie w głowie. W końcu zaczął, zupełnie zmieniając temat: - Dlaczego tutaj wracałaś, Claire? Tacy jak my nie są tutaj bezpieczni.
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Valerie Blanc



And I find it kinda funny, I find it kinda sad the dreams in which I'm dying are the best I've ever had

teleportacja

23%

drama queen





name:

Valerie Blanc

alias:
Claire Hopper

age:
20 lat

height / weight:
165 / 50

Wysłany: 2018-04-02, 18:33   
  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie


Póki prawda pokrywała się z wersją wydarzeń zgodnie z którą żyła już o tylu lat nie obwiniała nikogo o taki obrót spraw. Willa porwali, na cóż, nie miał na to wpływu, rodzice chcieli je chronić, też nie mieli wyboru. Głównie te dwa fakty budowały silne fundamenty na których budowała spokój swojego ducha. Dlatego tak bardzo potrzebowała upewnić się tego, że Will jest mutantem, dlatego też chciała zobaczyć ten stary dom. Miała wrażenie, że odnajdzie tu jakieś informacje, czegoś się więcej o sobie dowie... no cóż, odnalazła Willa więc nie do końca się myliła.
Sama nie do końca wnikała w swoją relację z rodziną. Owszem, była bardzo powierzchowna, nadal lepsza jednak o nieokreślonej ciszy i kompletnej niewiedzy, w której tkwiła przez... 8 lat? Ale cóż, oni mieli swój dom, swoje życie, a ona miała swoje. Ufała im, wierzyła w te informacje którymi się z nią dzieli i nic nie podważała, w końcu byli jej rodzicami, po co mieli by ją okłamywać, prawda?
Lekko zdenerwowana przyglądała się bratu, kiedy zerknął na jej dowód, zastanawiając się jaka będzie jego reakcja... Najwyraźniej nie bardzo go to przejęło, może nie zrozumiał o co jej chodzi? Przyjęła ponownie od niego dokument i schowała go z powrotem do portfela. Przytaknęła jedynie, kiedy zdradził jej swoje "chwilowe" dane, teraz już będąc pewną, że nie zrozumiał o co jej chodziło. W jej wypadku przecież to nie była tylko kwestia tego, że tak się przedstawiała. Ona była Valerie. Nie zamierzała jednak wyprowadzać go z błędu. W końcu może to ona jednak była w błędzie? Po to przecież tu przyjechała, dowiedzieć się czy jest w niej więcej z Claire niż do tej pory zakładała.
-Przyjechałam tylko na parę dni. - rzuciła odruchowo na swoja obronę, trochę jednak żałując tych słów. Nie chciała spędzić z nim tylko paru dni i znowu wyjechać. Czuła, że nie dałaby rady wrócić do swojego normalnego życia, wiedząc, że jej brat żyje gdzieś w Stanach, każdego dnia walcząc o swoje życie, kiedy ona nalewa kawę obcym ludziom. -Ja chciałam... -zawiesiła się na chwilę, szukając dobrych słów, szkoda tylko, że nie było takich. -No cóż, chciałam się dowiedzieć czegoś o sobie. - powiedziała w końcu. Nie wiedziała jak to lepiej wytłumaczyć, nie chciała też wchodzić specjalnie w szczegóły. To były jej bardzo prywatne myśli, a ona... nikomu takich nie zdradzała. Nie ufała specjalnie ludziom, nie miała żadnych bliskich przyjaciół, z rodziną było jak było, nawet nic nigdzie nie zapisywała w obawie, że ktoś mógłby to znaleźć. Pod tym względem była bardzo zamknięta w sobie i chroniąca swoją prywatność. -Zresztą, skąd wiedziałeś że tu jestem? - zapytała szybko, nie dając mu skomentować swojej poprzedniej wypowiedzi, ze swojego punktu widzenia chroniąc nieco swoją prywatność mniej więcej w ten sam sposób jak wcześniej on, kiedy zignorował jej pytanie.
[Profil]
  [0-]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-04-02, 21:08   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


To było nieodpowiedzialne, niebezpieczne i idiotycznie głupie... ale w pewien sposób ją rozumiał. Chyba gdyby był na jej miejscu nie byłby w stanie od tak porzucić tego miejsca. W końcu to był ich dom, tak? Spędzili tutaj te lepszą połowy swoich żyć. Może Hopper nie mógł powiedzieć, że to było miejsce przez które był kim był, zbyt wiele się wydarzyło, za bardzo się zmienił... ale to było miejsce przez które nie zwariował przez te wszystkie lata i, kto wie, może przez nie nie był aż tak zepsuty. Nie mógł tak po prostu wymazać z pamięci tego domu, ale, paradoksalnie, nie był w stanie do niego wrócić. Nie miał pojęcia czy Claire myślała podobnie, choć chyba coś w tym musiało być, skoro tutaj wróciła, skoro obydwoje tutaj wrócili. Jak przestępcy na miejsce zbrodni albo po prostu jak cholernie sentymentalni idioci. Jeszcze nie mógł się zdecydować, do której opcji bardziej pasował.
- Kiedy wróciłem do Seattle zamontowałem przy wejściach kamerki na fotokomórki. Dostaję wiadomość, za każdym razem kiedy ktoś tutaj przyjdzie. Liczyłem, że tak was znajdę... i oto jesteś - wyjaśnił. Szczerze powiedziawszy, nie spodziewał się że to będzie takie proste i chyba ciągle nie mógł uwierzyć, że to zadziałało. Żadnego wycinania artykułów z gazet, przeszukiwania sieci ani archiwów, po prostu fotopułapka. Życie nigdy nie było takie proste, przynajmniej nie życie Hoppera. Ono miało w zwyczaju komplikować się nawet w najprostszych możliwych kwestiach, nie mówiąc już o szukaniu niewidzianej od jedenastu lat rodziny, która zmieniła dane tak dawno temu, że ciężko znaleźć tego jakiekolwiek ślady. Cóż, może życie postanowiło wyrównać tą kumulację pecha z całego jego życia podrzucając mu pod nogi najłatwiejsze możliwe rozwiązanie sprawy?
Oczywiście, o ile to nie była jakaś pułapka. Wtedy już po nim. Jeżeli Claire hipotetycznie współpracowałaby z DOGS... ale jakoś nie mógł w to uwierzyć. Koniec końców to ciągle był ten sześć lat młodszy od niego dzieciak, który zawsze próbował być starszy. Ona po prostu była na to zbyt niewinna. A jeśli nie... cóż, i tak nic z tym już nie zrobi.
- Nie dałaś się w nic wciągnąć, prawda? Jakieś kanadyjskie Bractwo Mutantów czy coś w tym stylu? - wolał się upewnić. W końcu może Claire jeszcze nie wiedziała, że ma problemy?
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 5