Poprzedni temat «» Następny temat
Ulica #3
Autor Wiadomość
The Gifted



kocham tworzyć tematy i nie tylko

jestem kontem specjalnym

milio

Admin





name:

The Gifted

Wysłany: 2017-11-23, 12:31   Ulica #3



[Profil]
 
 
Cassandra Gardner



They've promised that dreams come true... But forgot to mention that nightmares are dreams too.

manipulacja snami

58%

Rebel





name:

Cassandra Eloise Gardner

alias:
Cassie

age:
33 lata

height / weight:
166 / 50

Wysłany: 2018-03-31, 22:21   
   Multikonta: Sophie
  

   #Mrs. Sandman


#8

Nie wiedziała nawet dokładnie, która była godzina, gdy wreszcie opuściły ten piekielny budynek, pozostawiając za sobą cały chaos związany z marszem pokojowym zmienionym w najprawdziwszą krwawą jatkę. No, przynajmniej w teorii, bowiem sytuacja wcale nie zmieniła się na lepsze. Być może obecnie nikt nie celował im w głowy, jednak Fay nadal była ranna, Cassandra wręcz niemożliwie zmęczona - zarówno fizycznie, jak i psychicznie - a dotarcie do obozu jawiło się jako coś wręcz niemożliwego. Jak na złość, nie tylko przez fakt, iż obie raczej niezbyt nadawały się teraz do kierowania jakimkolwiek pojazdem, lecz także przez to, jak bardzo ten był od nich oddalony.
Cass nie wiedziała, czy w tym całym zamieszaniu spowodowanym potrzebą szybkiej ucieczki, cóż, przypadkiem nie ruszyły złą drogą. Zdawać by się przecież mogło, że kilka przecznic było tak naprawdę niczym, praktycznie żadną odległością do przebycia. Tymczasem ślepy wiódł kulawego, a ich trasa zdawała się nie mieć końca. Zwłaszcza wtedy, gdy musiały przystanąć, skrywając się w zacienionych miejscach wąskich uliczek, którymi podążały, gdyż Gardner za bardzo obawiała się złapania. Nie wiedziała przecież, czy nikt za nimi nie ruszył. Czy tamten mężczyzna nie postanowił podążyć ich śladem, śledząc trop z krwi pozostawianej na ziemi przez ranną Fay.
Sama nie wiedziała, ile razy zatrzymywała towarzyszkę, słysząc jakieś niepokojące dźwięki, które wyróżniały się na tle zwyczajnych odgłosów centrum wielkiego miasta. Wreszcie jednak musiała zrobić to po raz ostatni, nie mając już siły dalej jej za sobą ciągnąć. Musiały odpocząć, nawet jeśli jedynym w miarę osłoniętym miejscem były niezbyt ładnie wyglądające - i jeszcze gorzej pachnące - kontenery na śmieci z jakiejś pobliskiej restauracji. Pomagając Murphy przysiąść na krawężniku, Cass sama oparła się o metalowy śmietnik, przecierając powieki ręką.
I to właśnie wtedy dotarło do niej coś, co wcześniej nie miało jakoś okazji przebić się przez wszystkie myśli kłębiące się w głowie kobiety. Planując wyłącznie zabrać Lizzy - Lizzy, o której nie chciała teraz myśleć - na marsz, nie zaś walczyć o życie, zabrała ze sobą nie tylko broń, lecz także telefon komórkowy. Być może nie powinna była tego robić, bowiem dobrze wiedziała, ile informacji dało się wyciągnąć choćby z numerów zapisanych w kontaktach, jednak teraz przyniosło jej to coś na kształt niemożliwie mocnej ulgi. Być może wcale nie musiały iść dalej, potykając się o własne nogi i martwiąc o to, ile jeszcze wytrzyma Fay.
Wyciągając komórkę, nie zaczęła jednak pisać wiadomości. Nie wybrała także numeru jedynej osoby, o której była w stanie obecnie pomyśleć. Otworzyła jednak ostatnią rozmowę z Matilde, wykorzystując opcję dyktowania kolejnych słów, aby sklecić jako-takiego smsa - nie mówiąc wprost, co się stało, ale starając się dać to Tildzie do zrozumienia - bez wahania wysyłając go do przyjaciółki i... Cóż, zamierzając - zgodnie z informacjami w wiadomości - pozostać tu, gdzie obecnie były. Widząc sklep, o którym mówiła, ale mając przy tym dostatecznie dobrą osłonę.
_________________
The more I think about it now
The less I know
All I know is that you drove us

off the road



Postać aktualnie jest blondynką.
[Profil] [WWW]
    [B-]
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-04-01, 17:49   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


//z marszu pokojowego

Fay przez pierwsze chwile nie wiedziała, co się z nią dzieje. Podniosła się z podłogi, bo Cass ją do tego zmusiła. Ruszyła za dziewczyną, bo ta pociągnęła ją za rękę i nie zatrzymała się nawet, gdy pierwsze kroki ponownie wycisnęły z jej oczu łzy. Bolało, tak cholernie bolało. Noga piekła niemiłosiernie, promieniowała bólem po całej długości, doprowadzała do zawrotów głowy z każdym napięciem przerwanego mięśnia. Nakazała sobie zachowywać się spokojnie, oddychać miarowo, ale i to nie było łatwe, gdy gardło nadal pozostawało ściśnięte mimo, że czarna maź zsunęła się z niej już dawno temu.
Właśnie, a propos tego... wystarczyło kilka metrów, żeby dziewczynie udzieliło się zachowanie Cassandry i po chwili sama co rusz zaglądała przez ramię, czy aby ktoś ich nie śledzi, zwracała uwagę na każdy podejrzany dźwięk, czy to podobny do silnika większego samochodu, czy do śmigieł helikoptera. Też cholernie obawiała się złapania. Zdawała sobie sprawę, jak bliska tego była kilka minut temu. Potem film jej się urwał, ale nie trzeba było być Sherlockiem żeby wydedukować, że za wszystkim tym stoi Cass. Cokolwiek zrobiła, podziałało i to dzięki niej Fay nadal poruszała się o własnych siłach, a nie na tyłach ciężarówki DOGS.
Murphy miała auto kilka przecznic stąd, więc to ono szybko stało się ich celem. A potem? Obóz? Nieważne, grunt, żeby oddalić się jak najszybciej i jak najdalej od miejsca marszu, bo tutaj nie dość, że wciąż mogły natrafić na jakiś patrol, to Fay mimowolnie zostawiała na chodniku dość wyraźny szlak z kropel, a czasem nawet większych strużek krwi, gdy za bardzo obciążyła nogę. Na ten moment nie było czasu, żeby cokolwiek z tym zrobić.
- Czemu stajemy? Cass, nie możemy... - powiedziała słabo, gdy dziewczyna zaciągnęła ją w jakąś boczną uliczkę, żeby na chwilę przysiąść na krawężniku. Z jednej strony odpoczynek był wręcz zbawienny, jednak Fay bała się, że gdy już raz usiądzie, nie znajdzie siły, żeby ponownie się podnieść - Połowa miasta już pewnie wie o strzelaninie. Jeśli ktoś się nami zainteresuje, powiąże nas z tym... - przełknęła ślinę, przez obolałe gardło, kręcąc lekko głową. Gardner pewnie doskonale o tym wiedziała, jednak Fay nie mówiła tylko dla jej wiadomości. Mówiła, żeby coś robić, na czymś się skupić, choćby była to tak banalna czynność. Robiła wszystko, żeby powstrzymać senność - To... to już nie daleko. Tak mi się wydaje - szepnęła, przejeżdżając palcami dłoni po policzkach, potem przecierając oczy, starając się nieco wyklarować obraz. Szły w dobrą stronę, była tego prawie pewna. Przez to ciągłe zatrzymywanie się nie umiała stwierdzić, jak dużo im jeszcze zostało, ale prawdopodobnie większość trasy miały już za sobą.
- Do kogo piszesz? - spytała, widząc telefon w dłoniach Gardner. Chodziło o inne osoby z Bractwa? Wiedziała, co się z nimi dzieje? W końcu była z Leonem i resztą, no, przynajmniej dopóki Fay ich widziała. Potem dogs zajął się z nią i musiała wiać do budynku.
[Profil]
  [0-]
 
Cassandra Gardner



They've promised that dreams come true... But forgot to mention that nightmares are dreams too.

manipulacja snami

58%

Rebel





name:

Cassandra Eloise Gardner

alias:
Cassie

age:
33 lata

height / weight:
166 / 50

Wysłany: 2018-04-01, 18:37   
   Multikonta: Sophie
  

   #Mrs. Sandman


- Nie ma szans… – Obracając głowę w kierunku Fay, ponownie przetarła powieki ręką, pozostawiając kolejną czerwoną smugę na twarzy. Krwawiła. Z rąk, nóg, ramion, okolic brzucha… Praktycznie wszystkich tych miejsc, w które jakiś czas wcześniej miały okazję wbić się metalowe kolce rządowej maszyny przeznaczonej do łapania osób podobnych do Gardner czy Murphy. Nie pomyślała o tym do tej pory, ale jeśli D.O.G.S., po częściowej porażce w łapaniu mutantów, posłali za nimi większą liczbę swoich maszyn… Miały przerypane. O dziwo, nie do tego odnosił się jednak jej brak szans, co rozwinęła zaledwie kilka sekund później.
- Skrajnie wyczerpane, może gdziekolwiek dojdziemy, ale na pewno nie uciekniemy. – Oczywiście, kilkuminutowy odpoczynek nie gwarantował im żadnego sukcesu. Równie dobrze mogły teraz pieczętować nim swój marny los, ale Cassie była skłonna podjąć takie ryzyko. Głównie przez to, jak przeraźliwie wyczerpana się czuła.
Z jednej strony faktycznie nie powinny się zatrzymywać. Obie raczej dobrze wiedziały, co mogłoby się z nimi stać, gdyby zostały w tym momencie złapane, a przy tym także najpewniej obciążone całą listą zarzutów odnoszących się do czynów, których nawet nie popełnili. W najlepszym przypadku trafiłyby do siedziby D.O.G.S., będąc tam traktowane gorzej niż - o ironio - psy. W najgorszym? Prawdopodobnie zafundowano by im coś, czego nawet nie umiały sobie wyobrazić. Coś znacznie gorszego od najpaskudniejszych tortur pod przykrywką badań medycznych, bo tak właśnie przecież działał ich obecny rząd. Tak działało prawo bezprawia...
Niestety, nawet ktoś tak wytrenowany, wręcz zahartowany, jak Cassandra... Cóż, musiał kiedyś złapać oddech. Być może jej stan nie był nawet w połowie tak poważny jak to, z czym zmagała się Fay, jednak poturbowane i poranione części ciała zdecydowanie dawały o sobie znać. Ciągnąc przyjaciółkę, starała się przejąć na siebie jak najwięcej ciężaru z tym związanego, a to... To było dosyć prostą drogą do okropnego, promieniującego bólu poobijanego, zapewne zdrowo posiniaczonego kręgosłupa, którego obecność zdecydowanie teraz odczuwała. Nie mówiąc już nic o sporej ilości małych, mocno szczypiących ranek zadanych jej przez ostre, długie odnóża metalowego pajęczaka. Cass po prostu musiała się o coś oprzeć, metalowy kontener być może nie był najlepszy, ale przynajmniej stanowił jakąś podporę.
Najwyraźniej nadeszła też zresztą odpowiednia chwila na zastanowienie się, co dalej powinny zrobić, ponieważ Cassie powoli zaczynała podważać sens dalszej drogi w kierunku auta. Nawet nie wiedziały, czy uda im się tam dotrzeć, a skoro miały przynajmniej jeden telefon… Gardner postanowiła spróbować sklecić jakąkolwiek wiadomość. Nie dosłowną, lecz na tyle zrozumiałą, by Tilda miała jakąkolwiek szanse zrozumieć, co chciały jej przekazać. Wallace, choć ostatnio zachowywała się co najmniej dziwnie, była w końcu dosyć inteligentną osobą. Zresztą… Nikt inny nie przychodził też teraz kobiecie do głowy, choć teoretycznie miała kilka zapisanych numerów. Żadnej pozostałej osobie, jaka teoretycznie mogłaby im pomóc, nie ufała jednak tak bardzo jak Matilde.
- Próbuję powiadomić Wallace. – Być może jej odpowiedź nie nastąpiła zbyt szybko po pytaniu ze strony Fay, jednak Cassandra była zbyt zajęta… Cóż, nie tylko dyktowaniem wiadomości do telefonu, lecz także w ogóle trzymaniem się jeszcze jakoś na nogach. A czas upływał… Powoli i nieuniknienie. – Nie wiem, czy zrozumie smsa. Nie wiem nawet, czy go dostała, ale zawsze warto spróbować, nie? – Nie oczekiwała żadnej pasjonującej odpowiedzi ani nawet energicznego potakiwania. Musiały przecież oszczędzać wszelkie siły, jakie jeszcze w ogóle miały.
- Mówiłaś, że to gdzieś tutaj? Może powinnyśmy poczekać bliżej auta? – To była zarówno propozycja, jak i pytanie skierowane do samej siebie. W gruncie rzeczy, to ona była tutaj bardziej przytomna. Nie traciła aż tyle krwi, była tylko punktowo poraniona i poobijana. – Na odpowiedź? Jak się czujesz, wytrzymasz jeszcze trochę? – Być może sama mogła wizualnie ocenić stan Fay, jednakże ta i tak miała wiedzieć lepiej. Mogły tu pozostać, ale... Czy to faktycznie nie miało być większe ryzyko od pokonywania dalszej drogi do auta?
_________________
The more I think about it now
The less I know
All I know is that you drove us

off the road



Postać aktualnie jest blondynką.
[Profil] [WWW]
    [B-]
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-04-02, 14:27   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


- Już niedaleko, przysięgam - powiedziała, próbując przekonać nie tylko Cass, ale i siebie. Dotrą do samochodu, pojadą do obozu i tam się nimi zajmą. Tak, to był dobry plan, musiały tylko wytrzymać, iść dalej, chociaż Fay wiedziała, jak bardzo trudne to jest. Starała się obarczać przyjaciółkę jak najmniejszą ilością ciężaru, jednak z każdym kolejnym metrem było to coraz bardziej awykonalne. Siły opuszczały ją wraz z krwią i z czasem, jeśli miały utrzymywać tempo, po prostu musiała korzystać z pomocy Cass, coraz większej i większej. Łatwiej by było, gdyby dziewczyna po prostu ją tutaj zostawiła, ale ani Fay tego nie chciała, ani pewnie jej przyjaciółka by się na to nie zgodziła.
- Taki odpoczynek nic nie daje - pokręciła głową, ostatecznie kładąc ją na dłoni, opartej o zgięte kolano zdrowej nogi. Z każdą chwilą trafiły krew, obie. Były coraz bardziej wykończone i siedzenie na krawężniku w żaden sposób nie pomagał. No, przynajmniej Fay miała takie wrażenie. Jak dla niej powinny nadal iść w kierunku samochodu, póki jeszcze miały siłę stać. Plus no właśnie... osoby stojące w miejscu są o wiele łatwiejszym celem niż te, które cały czas się poruszają i próbują uciekać. Ile czasu minie, zanim DOGS powiększy obszar poszukiwań do sąsiednich ulic? A one dwie były tutaj podane jak na tacy, nie mające sił się przeciwstawić.
- Ach, okej - szepnęła jedynie, chociaż jakoś nie do końca do niej docierało, po co w ogóle miałaby powiadamiać Tildę teraz. Wciąż była przekonana, że jej samochodem spróbują dostać się do Olympii, do obozu. Nawet jej do głowy nie przyszło, że planowana jest mała rzeźnia w mieszkanku pobliskiej kamienicy.
- Mhm - mruknęła pod nosem. Cokolwiek nie powie, Fay się z tym zgodzi. Była zbyt zmęczona i zamroczona, żeby zastanawiać się nad lepszym planem. Oczy ją piekły, powoli się zamykały, wpatrując w skapujące z jej łydki krople krwi. Jedna, druga, piąta... po chwili skapywały częściej, a gdy spróbowała wyprostować nogę, zamieniły się w cienką strużkę. Metaliczny zapach już od dłuższego czasu drażnił ją w nosie i powodował ucisk w żołądku. Szczęście w nieszczęściu, że chyba za bardzo się bała, żeby pozwolić sobie na utratę przytomności.
- Tak, po prostu... jestem tylko trochę zmęczona - powiedziała, wzdychając pod nosem. Była blada, jak kartka papieru, pod oczami malowały się szare cienie, lecz mimo to uśmiechnęła się delikatnie. Grunt to pozytywne myślenie, tak? Jakkolwiek głupio by to nie brzmiało w tej sytuacji, jeśli nie będą wierzyć, że uda im się wyjść z tego cało, będzie po nich.
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
Cassandra Gardner



They've promised that dreams come true... But forgot to mention that nightmares are dreams too.

manipulacja snami

58%

Rebel





name:

Cassandra Eloise Gardner

alias:
Cassie

age:
33 lata

height / weight:
166 / 50

Wysłany: 2018-04-02, 18:02   
   Multikonta: Sophie
  

   #Mrs. Sandman


Chciała, żeby było niedaleko, naprawdę pragnęła nie tylko w to wierzyć, lecz także mieć jakąkolwiek pewność, co do tego. Tej jednak, mimo słów Fay, nie miała. Nie wiedziała, gdzie zaparkowała przyjaciółka, ponieważ nawet ta w obecnym stanie nie potrafiła tego raczej zbyt dokładnie określić. I nawet jeśli całkiem blisko nich znajdował się znajomy parking pod jeszcze bardziej znajomym sklepem... To było naprawdę duże miejsce. Pełne aut, odkryte, niosące ze sobą ryzyko zostania dostrzeżonym.
- Możemy się... Zastanowić... - Odpowiedziała bez wielkiego przekonania, faktycznie częściowo podzielając zdanie Murphy. Być może w takim odpoczynku było jeszcze mniej sensu niż pożytku, ale... I tak postanowiła zostać w tym miejscu. Przynajmniej jeszcze przez chwilę. Na tyle długą, by móc napisać do Wallace, zastanawiając się, co dalej. Zdecydowanie potrzebowały wsparcia.
W całym swoim życiu bywała trochę zmęczona, widywała także trochę zmęczonych ludzi, trochę zmęczone zwierzęta, ba!, nawet rośliny, o ile dało się je tak nazwać. Widziała także bardzo zmęczone osoby, sama teraz taka była, jednak stan Fay zdawał się znacznie przekraczać to wszystko. Jej towarzyszka wyglądała okropnie, zupełnie niczym uosobienie stwierdzenia trzy ćwierci do śmierci. Blada, mocno napięta skóra, ciemnoczerwone mazaje z krwi na ubraniu i na ciele, podkrążone oczy...
Cassandra nie chciała nawet sobie wyobrażać, co będzie, jeśli Matilde nie odpowie na wiadomość. Droga do obozu, pomimo posiadania auta, nie była krótka. Potrzebowały co najmniej godziny, by dostać się do siedziby Bractwa, a Murphy - przy tak intensywnym krwawieniu - mogła nie mieć tyle czasu na zbyciu. Gardner nie była jednak lekarzem. Być może miała pewną wiedzę medyczną, chciała kształcić się w tym kierunku, robiąc obecnie za sanitariusza, jednakże nie potrafiła określić - nie bez rozrywania materiału i jakiegokolwiek przyglądania się ranie; na to nie miały natomiast warunków - jak skrajnie dramatycznie było. Mogła tylko domyślać się, że nie powinny zbytecznie tracić czasu. Tu mogła pomóc albo Tilda, albo szpital.
- Chodźmy. - Zadecydowała ostatecznie, pochylając się w kierunku towarzyszki, by pomóc jej jakoś wstać. Dokładnie w tym samym momencie, w którym jej komórka zawibrowała. Wyciągając telefon, Cass odczytała wiadomość, marszcząc przy tym brwi. Nie dodała przy tym nic na głos, mrucząc do siebie pod nosem, po czym chowając komórkę. - Tilda najwyraźniej chce, żebyśmy dojechały do mieszkania jej znajomej. - Poinformowała Fay, rezygnując jednak chwilowo z podciągania jej na nogi i rozglądając się dookoła, nim nie postanowiła poświęcić swojego szalika, zawiązując go niczym prowizoryczną opaskę uciskową.
- Idziemy?
_________________
The more I think about it now
The less I know
All I know is that you drove us

off the road



Postać aktualnie jest blondynką.
[Profil] [WWW]
    [B-]
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-04-02, 20:16   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


- Nad czym? Po prostu... wracajmy do obozu - niemal jęknęła. Dla jej zmąconego umysłu właśnie takie proste to było. Znajdą samochód i się stąd wydostaną. Nie dopuszczała do siebie myśli, że cały czas opuszczały ich siły i że w tym stanie mogą nawet nie opuścić miasta. Myślała tylko o tym, jak bardzo chciałaby się znaleźć z powrotem w Olympii. To był błąd, ogromny błąd, że postanowiła tu przyjechać. A teraz mogła przypłacić go życiem.
Fay nawet nie chciała zaglądać pod nogawkę. Na razie wyglądało to dobrze, ciemna plama ginęła w czerni spodni i dopiero, gdy krew spływała na chodnik, można było zobaczyć jej prawdziwy kolor. Gdyby Cass tu i teraz postanowiła rozerwać jej spodnie, gdyby Fay zobaczyła dziurę w ciele, rozerwaną tkankę i poszarpaną skórę, jak nic by odleciała. I tym razem strach by tu nic nie zdziałał, nie otrzeźwił jej w żaden sposób, runęłaby jak kłoda nawet w tak obleśnym miejscu jak śmietniki na tyłach restauracji.
- Czemu do mieszkania? - spytała, nawet nie patrząc na Cass. Starała się powiązać fakty, jakoś wysilić umysł i domyślić o co chodzi, jednak przychodziło jej to z wielkim trudem. Tilda... Tilda każe im jechać do jakiegoś mieszkania... Fay musiało zająć chwilkę, zanim rozwiązała tą zagadkę - Przyjedzie tutaj? - to było bardziej stwierdzenie faktu. Tak, to miało sens... przeczekają w jakimś bezpiecznym miejscu, a Wallace im potem pomoże.
Murphy otworzyła chwilowo przymknięte powieki, kiedy Cass obwiązała jej nogę szalikiem. Mocno. O tyle dobrze, że ból był tępy, nie ostry, łatwiej było go znieść.
- Tak - pokiwała głową, z pomocą przyjaciółki podnosząc się z miejsca. Złapała się jej kurczowo, przez moment walcząc z mroczkami, które pojawiły się przed jej oczami. Jeszcze kawałek, były już blisko... - Tą ulicą też dotrzemy do auta. Będzie po prawej stronie.
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
Cassandra Gardner



They've promised that dreams come true... But forgot to mention that nightmares are dreams too.

manipulacja snami

58%

Rebel





name:

Cassandra Eloise Gardner

alias:
Cassie

age:
33 lata

height / weight:
166 / 50

Wysłany: 2018-04-02, 23:34   
   Multikonta: Sophie
  

   #Mrs. Sandman


- Jak wrócić do obozu... - Podkreślając, praktycznie już wiedziała, że nie miały tego zrobić. Siedziba Bractwa była zdecydowanie za daleko, a one obie były zbyt wyczerpane. Szczególnie było to widać po stanie Fay, jednak Cassandra też raczej nie nadawała się obecnie na wybitnego kierowcę. Zwłaszcza wyścigowego, a przecież musiałyby pokonać ponad godzinną trasę najlepiej w jak najmniejszą ilość czasu. Nie, musiały pozostać w Seattle. Jakkolwiek głupio by to nie zabrzmiało, potrzebowały zaszycia się gdzieś w wielkim mieście. Zaszycia i... I w sumie także szycia. Przynajmniej jedna z nich.
- Musimy się... - Zaczęła, szukając odpowiedniego słowa. - Skitrać. Podrzuciła nam adres i wskazówki. - Nie wiedziała, czy mogły ufać właścicielce mieszkania i czy nie ryzykowały podróżą tam, jednak miejsce było raczej stosunkowo blisko. Nie na tyle, by doszły tam teraz piechotą, ale na tyle, aby mogły spróbować w nie dojechać. W gruncie rzeczy, niewiele miały do stracenia, nie?
- Ktoś ją przywiezie. - Potwierdziła krótko, nawet się nad tym specjalnie nie zastanawiając. Od początku wiedziała przecież, że Matilde nie jeździła samochodem, odkąd zabrano jej prawo jazdy po wypadku. Ktoś inny musiał podrzucić ją swoim autem i tym kimś najpewniej rzeczywiście mogła być tajemnicza właścicielka mieszkania w Seattle, która i tak musiała tam przecież wrócić z obozu, nie? Cassie wątpiła przecież, by Tilda prosiła kogokolwiek o przyjazd do Olympii, a potem powrót do większego miasta, gdy wiedziała, że sytuacja była wręcz fatalna. Wszystko zdawało się dosyć jasne, przynajmniej jak na zamglony umysł Cass. Nadmierne analizowanie czegokolwiek zapewne by im zresztą nie pomogło.
Musiały skupić się na tym, by podjąć ponowną drogę do auta. Tym razem jeszcze bardziej ukradkową, ponieważ powoli zaczynały zbliżać się do znacznie bardziej odsłoniętych i publicznych terenów. Po tym wszystkim, co przeszły - również dosłownie - nie mogły dać się złapać. Nie w jakikolwiek, nie tylko skrajnie głupi, sposób. To zaś oznaczało, że musiały być uważne i szybkie... A Fay musiała zostawiać za sobą jak najmniej śladów. Zrobienie jej opaski uciskowej na nodze i dodatkowe opatulenie rany resztą materiału miało przynajmniej trochę pomóc przy tej ostatniej sprawie. Nie mówiąc już o przysłużeniu się w ratowaniu życia krwawiącej kobiety.
- Oby... - Jęknęła bardziej do siebie niż do Murphy, biorąc w tym momencie praktycznie cały ciężar jej ciała na siebie, przez co dosyć mocno się zakołysała. Choć raczej niewysoka i koścista, nie puściła jednak towarzyszki, krok po kroku ruszając ku wolności, jaką miało być dla nich auto. Nigdy nie sądziła, że tak bardzo ucieszy się na jego widok...
_________________
The more I think about it now
The less I know
All I know is that you drove us

off the road



Postać aktualnie jest blondynką.
[Profil] [WWW]
    [B-]
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-04-03, 12:09   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


- Najlepiej jak najszybciej - westchnęła, chociaż wiedziała, że prawdopodobnie nic z tego nie będzie. Cass też wyglądała kiepsko i lepiej, jeśli nie będzie siadać za kółkiem na dalsze odległości. Tym bardziej to tyczyło się Fay, która nie byłaby nawet w stanie obsługiwać sprzęgła.
- Niech będzie, w sumie... wszystko mi jedno - pokręciła głową. Czy odpocznie w aucie, czy w obozie, czy w jakimś mieszkaniu, nie robiło jej to różnicy. Grunt, że będzie mogła to zrobić, a przy okazji opatrzyć ranę. Może Tilda zgodzi się jej pomóc i nieco przyspieszyć cały proces? Jeśli tak, to już jutro będzie mogła stanąć na nogi! O własnych siłach, żeby nie było.
- No tak - zgodziła się, gdy Cass ją poprawiła. Rzeczywiście, pamiętała, że Matilda nie miała prawa jazdy. Po prostu w tej chwili jakoś nie skupiała się na tego typu szczegółach. Bardziej zajmowało ją to, że noga bolała ją coraz bardziej, a na czoło robiło się lepkie od zimnego potu, który sklejał jej grzywkę. Nigdy w życiu nie czuła się tak beznadziejnie.
Po wstaniu z miejsca wcale nie było lepiej. Fay naprawdę starała się jak najbardziej obciążać zdrową nogę, a jak najmniej Cass, jednak po tak długiej drodze... nawet jej zdrowa noga już powoli nie wytrzymywała. Przeszło jej przez myśl, że może lepiej by było dać Gardner kluczyki, żeby tutaj podjechała, ale z drugiej strony rozdzielanie się chyba nie było najlepszą opcją. Murphy bardzo, ale to bardzo nie chciała zostać sama.
Samochód był tam, gdzie Fay go zostawiła, stał zaparkowany przy chodniku w rządku z innymi. Dziewczyna puściła przyjaciółkę, wcześniej dając jej kluczyki, a następnie bez słowa zajmując miejsce pasażera. Cass znała adres, więc nie czekając długo, pojechały do mieszkania znajomej Wallace.

//zt x2
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
Imogen Ruiz



-

urok osobisty/feromony

75%

asystentka Very Neumann





name:

Imogen Ruiz

alias:
Lamia

age:
29

height / weight:
169 / 52

Wysłany: 2018-07-29, 18:50   
   Multikonta: Imari


?? kwietnia

Ranek, wczesny. Godziny w których wszyscy się śpieszą, jeśli wychodzą z domów tak szybko. Ledwo po godzinie policyjnej. Na dworze dość chłodno, choć raczej w kategorii rześko niż zimno. W legginsach i krótkiej bluzie biegła między uliczkami, na ręce zegarek liczący tętno, w małej nerce na biodrze telefon i włączony tracker, jakieś Endomondo. I wszystko byłoby ok, gdyby ten właśnie nie zapikał powiadomieniem, które o tej godzinie było dość niespodziewane. Siegneła do nerki, chcąc go wyciągnąć, a równocześnie zerkając w tamtą stronę, nie mogąc wymacać zamka w saszetce.. Wpadła na kogoś, kto wyrósł jej nagle przed twarzą, a kto okazał się całkiem postawnym facetem ostrzyżonym na krótko. Ten to wyglądał jakby raczej skądś wracał, a nie dopiero wychodził.. I jakby wcale nie chciało się z nim rozmawiać. Imogen klapnęła na tyłek odbijając się od niego, nagłym bólem rozbłysła jej kostka i nadgarstek, na którym się wsparła, syknęła. Facet nad nią stanął, raczej nie wyglądając jakby miał pomóc jej wstać.
- Przepraszam - odezwała się od razu, nie zamierzając eskalować konfliktu.
- Patrz kurwa gdzie leziesz, a nie wpierdalasz mi się na twarz kurwa jakbyś ślepa była czy co....! - rozkręcał się najwyraźniej w swojej tyradzie, a ona chwilowo nie miała nawet ochoty z nim dyskutować.
_________________
[Profil]
  [A+]
 
Aiden Henderson



I tried to be someone else, but nothing seemed to change.

Wicedyrektor D.O.G.S.





name:

Aiden Henderson

age:
30

height / weight:
190/83

Wysłany: 2018-07-30, 00:57   
   Multikonta: Mike/Jamie


10 kwietnia godzina 5:48

Drakońska godzina, gdzie miasto powoli budziło się do życia. Lekki chłód poranka, ziewające miny ludzi co wracają z nocnej zmiany do domu by odpocząć, to był widok o tej godzinie. Wśród nich pomiędzy uliczkami biegła postać w sportowym dresie, dobrych adidasach, z kapturem na głowie i ciemnymi okularami biegł wysoki na 190 cm wzrostu mężczyzna. Biegał przed pracą by napełnić się dobrą energią i po prostu dotlenić, jeśli można to zrobić między budynkami. Powinien wybrać park, ale właśnie do niego zmierzał dość długą trasą... Słuchawki w uszach pozwalały odciąć się od świata zewnętrznego, niestety wzrok pozostawał bez zmian. Biegnąc zauważył z daleka jak jakaś kobieta odbija si ę od faceta i runęła jak długa na ziemie, wyciągnął słuchawkę z ucha i usłyszał jego słowa. Oj skrzywił się, nie lubił ludzi typu półgłówek. Podbiegł jednak do tej sytuacji. Wzrostem był podobny do faceta obok siebie. W sumie sam wyglądał w tym dresie kapturze jak taki gagatek...
- Zostaw tą Panią w spokoju. Przeprosiła, idź szukać zaczepki gdzie indziej. - odparł lekko zdenerwowany tą sytuacją.
Podejrzewał, że gościu może się jeszcze rzucać, ale był gotowy mu jak coś po prostu w ryło przywalić. Jednak tylko oburzony popluł się chwile i poszedł w swoja stronę. Aiden się odwrócił i spojrzał dopiero teraz na kobietę, podając w jej stronę dłoń.
- Nic się Pani nie stało? Proszę następnym razem bardziej uważać, o tej porze dużo różnych typków wraca z nocnych imprez po godzinie policyjnej.
_________________
[Profil]
  [B+]
 
Imogen Ruiz



-

urok osobisty/feromony

75%

asystentka Very Neumann





name:

Imogen Ruiz

alias:
Lamia

age:
29

height / weight:
169 / 52

Wysłany: 2018-07-31, 21:16   
   Multikonta: Imari


Ból nadgarstka i kostki nie był najprzyjemniejszy i w momencie, w którym na widoku pojawił się wysoki mężczyzna, który zajął się całą sytuacją. Nie bardzo teraz miała ochotę wgłębiać się w to kto, po co i dlaczego miałby jej pomagać o tej dzikiej godzinie, gdy wpadła w jakiegoś karka, wyraźnie ze swojej winy. Czy by sobie poradziła jeśli doszło by do rękoczynów? Wolała nie sprawdzać.
Czyżby właśnie wpadła z deszczu pod rynnę? Ten, który się za nią wstawił w sumie nie wyglądał lepiej w chwili obecnej, opakowany w dres. Facet jednak sprawił, że oburzony imprezowicz się wycofał, mamrocząc pewnie pod nosem obelgi i przekleństwa, a wybawca wyciągnął do niej rękę. Uniosła na niego wzrok i uśmiechneła się, podając mu swoja dłoń. Złapała go za przedramię i podciągnęła się.
- Zazwyczaj sobie radzę - zapewniła go - Ale bardzo dziękuję za pomoc - staneła, nie opierając drugiej stopy o ziemię.
- Boli mnie kostka i nadgarstek, nie sądzę, że są zwichnięte, ale.. - rozejrzała się - będę musiała chwilę posiedzieć i będzie dobrze. Jeszcze raz dziękuje za pomoc - uśmiechnęła się do niego ponownie, mimo bólu.
_________________
[Profil]
  [A+]
 
Aiden Henderson



I tried to be someone else, but nothing seemed to change.

Wicedyrektor D.O.G.S.





name:

Aiden Henderson

age:
30

height / weight:
190/83

Wysłany: 2018-07-31, 23:58   
   Multikonta: Mike/Jamie


Aiden myślał, ze nie uda mu się pozbyć gościa i naprawdę skończy się to przepychanką, jednak jak widać siła perswazji jakoś na niego zadziałała. Co prawda usłyszał jeszcze epitety, które nie chciał powtarzać, jednak teraz liczyła się kobieta, która była na ulicy. Tak zdawał sobie sprawę, ze nie wyglądał lepiej niżeli tamten osiłek, chociaż dla wprawnego oka było widać, ze w dużej mierze są to ciuchy sportowe po prostu do biegania. Ich właściciel na pewno nie wyglądał jak Pudzian, który chciałby wpierdolić komuś za to, ze oddychał jego powietrzem...
- Najwidoczniej dzisiaj nie był ten dzień, a z takimi typami naprawdę trzeba uważać. - przyjrzał się jej i lekko uśmiechnął – Nie ma sprawy służę ratowaniem dam z opresji.
Nie uszło uwadze jego uwadze to jak nie chciała stąpać na drugiej nodze. Uniósł jedną brew.
- Tutaj nie bardzo jest gdzie usiąść o tej godzinie, ale mieszkam niedaleko, a Pani nadgarstek... Chyba trochę mocno opuchnął. - spojrzał na dłoń kobiety – Przepraszam, to zabrzmiało dwuznacznie, chciałbym się zająć Pani opuchlizną. Uczyłem się sporo na temat różnych obrażeń, więc myślę, ze parę okładów i zejdzie. Nie powinna Pani przesilać tak nogi - odparł spokojniej
Cóż Aiden nie kłamał, skończył studia medyczne i to jako jeden z najlepszych uczniów i na samym Harvardzie... Jednak aktualnie po paru latach pracy w laboratorium był dość znanym reprezentantem DOGSów od paru miesięcy, dlatego tez te duże okulary, cały ubiór. Zdawał sobie sprawę, ze nie powinien spraszać do domu obcych ludzi, bo tak naprawdę to mogła być zasadzka mutantów. Jednak poza pracą w rządzie był naprawdę miłym facetem. Nie był jak niektórzy z organizacji po prostu psychiczni...
- Jeśli jednak Pani by się czuła skrępowana moja propozycją, to prosiłbym by pani tam na stopniu usiadła a ja podbiegnę do domu po parę rzeczy i zajmę się Panią tutaj lub odprowadzę do domu. - dodał na szybkiego, bo nie chciał by obca kobieta czuła się całkiem nieswojo
_________________
[Profil]
  [B+]
 
Imogen Ruiz



-

urok osobisty/feromony

75%

asystentka Very Neumann





name:

Imogen Ruiz

alias:
Lamia

age:
29

height / weight:
169 / 52

Wysłany: 2018-08-01, 10:11   
   Multikonta: Imari


Zapewne odpaliła by dość szybko swoją moc, gdyby koleś jednak sobie nie odpuścił, a w zasięgu nie byloby takiego Aidena, wtedy zapewne udało by jej się załagodzić konflikt. Na szczęście Prince Charming był w poblizu i zamierzał uratować damę z opresji. Nie poznała go, mial na sobie dresy, ale zauważyła po chwili, że to nie jest tani dres, to po pierwsze, po drugie wyglądał na treningowy ciuch, a nie taki, ktory sluzy do wpierdolu innym.
Spojrzała na opuchnięcie i skrzywiła się.
- Czyli jest pan lekarzem? - zagadała podnosząc na niego wzrok. Była wyraźnie niższa, ale nie sprawiała wrażenia, niskiej jako takiej - miała pewną siebie postawę, nawet teraz.
Na propozycję przeniesienia sie do niego nie zamierzała przystać, to byłoby nieodpowiedzialne i niebezpieczne. Zdrową ręką przeczesała włosy, odgarniajac jakieś pojedyncze kosmyki z twarzy i patrząc na Aidena.
- Mam nadzieję, że nie poczuje się pan urażony jeśli powiem, że wolę jednak tutaj zostać? Naprawdę nie musi się pan kłopotać z pomocą.. To zapewne dla pana duże utrudnienie w planie dnia.. - nie korzystała ze swojej mocy, nie widziała takiej potrzeby. Nie robiła tego bardzo często.
Jeśli Henderson i tak naciskał, to Imogen pozwoliła się odprowadzic do murku, na którym usiadła z wyraźną ulgą.
_________________
[Profil]
  [A+]
 
Aiden Henderson



I tried to be someone else, but nothing seemed to change.

Wicedyrektor D.O.G.S.





name:

Aiden Henderson

age:
30

height / weight:
190/83

Wysłany: 2018-08-03, 00:36   
   Multikonta: Mike/Jamie


Oj Aiden lubił się otaczać dobrymi rzeczami, więc nawet na zwykłym dresie i butach nie oszczędzał, nie miał takiej potrzeby. Dobre i wygodne cichy, to było w bieganiu najważniejsze. Kiedy kobieta zadała mu to pytanie uśmiechnął się lekko.
- Po studiach z medycyny. - odparł zgodnie z prawdą więcej kobieta nie musiała wiedzieć
Mężczyźnie nie przeszkadzała ta różnica wzrostu, zresztą był wysoki, ale do dwóch metrów było mu jeszcze daleko. Nie zamierzał nalegać by szła z nim do domu, swoja drogą to by było chyba najgorsze głupstwo jakie by mógł popełnić prawda? Luksusowy apartament na ostatnim piętrze jednego z najwyższych drapaczy chmur... Cóż to raczej nie było mądre posunięcie...
- To ja przepraszam, że zaproponowałem od razu pójście do domu. Młoda godzina, człowiek mało spał, a potem zamiast opatrzyć damę i zabrać na kawę to gada o zabraniu do mieszkania. Jest mi szalenie przykro jeśli uraziłem Panią. I naprawdę jestem skłonny pomóc, to nic mnie nie kosztuje może poza miłym towarzystwem. - odpowiedział ze szczerym uśmiechem – Dlatego proszę się oprzeć na mnie i poczeka Pani chwilę, to chociaż skocze do całodobowej apteki. - dodał i po chwili pobiegł
Nie mógł uwierzyć, ze o aptece nie pomyślał od razu, tylko wyskoczył ze swoim mieszkaniem. Powinien trochę odpocząć od pracy, ale ostatnio sypiał po max 5 godzin i trochę zmęczenia mu się udzielało. Martwił się też słowami Evie, co go niepokoiło...
Wrócił do kobiety po paru minutach z siatką, usiadl obok niej.
- Pokaże Pani mi swój nadgarstek i kostkę? - odparł spokojnie z lekkim uśmiechem na twarzy.
Dalej jednak nie ściągnął okularów czy chociażby kaptura z głowy.
_________________
[Profil]
  [B+]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 6