Poprzedni temat «» Następny temat
Przestrzeń wspólna
Autor Wiadomość
Venus Westford



I want you to forget me..

manipulacja pamięcią

64%

chciałabym Cię dotykać..





name:

Venus Westford

alias:
Vee/Redhead/Blacksoul

age:
20 lat

Wysłany: 2017-12-11, 13:42   

- Mam na Tobie ćwiczyć mieszanie komuś w pamięci? Nie dziękuję. Bo jeszcze Ci się pomiesza coś i zamiast rudowłosej dziewczyny, będziesz marzył o jakichś blondynkach czy coś. Poza tym.. nie chcesz chyba zapomnieć.. no wiesz, to kim jesteś jest właśnie dzięki Twoim wspomnieniom. - Spojrzała mu w oczy i uśmiechnęła się delikatnie. Nie chciała ćwiczyć na nim, nie umiała przywracać usuniętych luk w pamięci, nie potrafiła przypiąć czegoś, czego już nie było. Jasne, mogła mu wszczepić swoje, albo stworzyć coś z odmętów pamięci, ale nie chciała eksperymentować na swoim przyjacielu. Kto wie, czy czegoś by nie spierdoliła? - Nie chcę poza tym.. byś przez przypadek zapomniał mnie na zawsze. Jeszcze mnie zestresujesz i co! - Próbowała to jakoś obrócić w żart, ale taka była prawda, że jeszcze nie byli genialni w swoich zdolnościach na tyle, by nie popełniać błędów, a każdemu się zdarza. Nawet tym najlepszym. - Jak mnie złapią.. nie wiem, może nie złapią? Nie robię tego często, zazwyczaj rzadko chodzę z kimś na akcje.. prędzej, gdy któregoś przesłuchują. - Uśmiechnęła się delikatnie do Aleca, wiedziała, że się martwi. Zabiliby ją, albo wykorzystali, gdyby wpadła w ich ręce, ale ruda wolała o tym nie myśleć. Poza tym, miała niebezpieczeństwo pod swoim dachem i równie dobrze z rąk Campbella mogła zginąć. - Czaaaasem. - Pokazała mu język i zaśmiała się, bo nie jej wina, że czasem trzeba dłużej! A poza tym, to nie było takie łatwe jak się wydaje czy pokazują na filmach!
Właśnie tak powinno być. Przychodzą oboje do jednego domu, jedzą razem, rozmawiają, a potem się całują jakby nie było jutra. Przesuwała palcami po jego policzku i uśmiechała się do niego delikatnie. Pokręciła głową, bo jeszcze nic nie poczuła, a chyba jakby poczuła, to by mu nie powiedziała, bo by znów spanikował i to by było na tyle. - Może już się przyzwyczajam do Ciebie, a może od dawna jestem już zombie? - Poruszała zabawnie brwiami i skubnęła jego dolną wargę. Nie mogli wiecznie przecież być zbyt poważni na ten temat, bo by zrobili się ponurakami, co nie?
[Profil]
 
 
Alec Campbell



When you touch me It's so powerful

pobieranie energii życiowej

62%

Can't touch this





name:

Alec Campbell

age:
21

Wysłany: 2017-12-11, 15:40   

- Przecież możesz zmieniać, więc no nie przestawiłabyś mi osobowości. Chyba, że byś chciała mieć jakiegoś łobuza co kocha bardziej.- Sam nie mógł się powstrzymać i zaśmiał się sam z siebie. Musieli i lepiej było, gdy się ze swoich mocy potrafili śmiać. Może i na początku to był temat tabu, z którego nie można było żartować, ale teraz już to było dla nich nic. W sumie Alec całe życie potrafił się śmiać z siebie, ze swoich rudych włosów, co zawsze było głównym powodem do śmiechu. I jego wrażliwa i miła strona także. No i fakt, nie byli idealni, bo w sumie nikt nie jest, ale przecież uczyli się jeszcze jak mają ze swoich mocy korzystać bez obaw. W sumie prawie na tym samym poziomie są. Jednak wiedział, że nie zrobiłaby mu nic złego i nie wymazałaby mu całej pamięci. Chociaż różnie to mogło być, ale w nią wierzył, tak jak ona wierzyła w niego. - Nawet jakbym Cię zapomniał… i tak zawsze się w Tobie będę kochał i zakochałbym się w Tobie ponownie.- Nawet, gdyby sprawiła, że by o niej zapomniał, to z serca by jej nigdy nie wymazał. poza tym, jest piękna i wystarczyło aby znowu się przy nim zakręciła, zarzuciła swoimi włosami i zaraz znowu by się w niej zakochał. - Oby nie złapali… Boje się po prostu o Ciebie, Venus.- Westchnął cicho, bo nie lubił, gdy wychodziła i im pomagała. To było duże ryzyko po prostu i wolał jak ją miał w zasięgu wzroku. Przecież co on by zrobił, gdyby ją złapali? Przecież sam by dał się złapać i wtedy by mogli razem kombinować jak się wydostać. Chociaż no biorąc pod uwagę moc Campbella, to taka ucieczka może i trudna by nie była. - Właśnie.- Zaśmiał się, bo doskonale ją znał. Lubiła to, a poza tym pomagała, a o różnych porach mutanci chodzą po ulicach.
Mają taką chwilę normalności i to mu się zawsze podobało. Potrafił się chociaż na chwilę wyłączyć, poczuć normalnie i bez obaw o jej życie całować czy być po prostu przy niej. Cieszył się jednak z każdej dodatkowej minuty, bo praktyka czyni mistrza i wiedział i tak było, że co jakiś czas ten czas, w którym mógł ją dotykać, w chwili podniecania był coraz dłuższy. Pierwszy seks w sumie długi nie będzie, to jeszcze trochę i da radę! - Blada, chuda… może. Trzeba będzie sprawdzić Ci temperaturę.- Przyłożył na krótką chwilę dłoń do czoła Vee i zaśmiał się.
[Profil]
 
 
Venus Westford



I want you to forget me..

manipulacja pamięcią

64%

chciałabym Cię dotykać..





name:

Venus Westford

alias:
Vee/Redhead/Blacksoul

age:
20 lat

Wysłany: 2017-12-11, 17:49   

- Nie pogardziłabym Aleciem-łobuzem. - Zagryzła delikatnie wargę i mruknęła cicho. Wyobraziła go sobie właśnie w skórze, z wyrazem twarzy typowo jako bad-boy i tym chłodem. W końcu tak czy siak odtrącał od siebie swojego rudzielca, a gdyby był łobuzem, który kocha bardziej to może nawet by mu to wybaczyła i by ją to nakręcało. A tak? Biedna żałowała, że przez hamulce Campbella jeszcze nic nie zrobili. - Jestem ciekawa jaki wtedy byś był... - mruknęła mu do ucha, przesuwając palcami po jego udzie, mała kusicielka. Jednocześnie droczyła się z nim, ale też w sumie nie miałaby nic przeciwko spróbowania namieszania w osobowości Aleca. Ale świadomie. W końcu sam jej tutaj z tym wyjechał, a wiadomo, że każda dziewczyna prędzej czy później będzie miała takie zapędy do złych chłopców. Spojrzała na rudego, gdy powiedział, że nawet, gdyby ją zapomniał, to i tak by ją kochał, potem zakochałby się na nowo i nic by ich nie rozdzieliło. Każda dziewczyna chyba chciała usłyszeć takie słowo. Serduszko miękło, nawet największej suce, bo to nie był tani podryw. Tylko prawdziwe uczucia, które do niej żywił. - Mam nadzieję, że nigdy nie będę musiała tego sprawdzać. - Szepnęła, bo co jak co, ale ona podziękuje za wymazywanie mu pamięci, całej. Bo mieli tyle wspomnień wspólnych, że ciężko byłoby jej, gdyby Alec tego nie pamiętał, gdyby mu o czym przypominała czy opowiadała, a ten nic. - Wiem.. i od kiedy mówisz do mnie Venus? - Wywróciła oczami, po czym zaśmiała się. Rzadko słyszała swoje pełne imię, większość w Bractwie nazywało ją Redhead albo Vee, więc usłyszenie pełnego imienia kojarzyło jej się z czymś poważnym, albo złym. No i to się nazywa miłość! Dałby się złapać dla niej, by ją potem wyciągnąć, a nie jak niektóre palanty, siedziałyby pewnie na dupie i nic.
- Mm.. taka Ci się podobam, to już nie mów, że blada i chuda! - Prychnęła cicho i wywróciła oczami, zabierając jego dłoń. Pocałowała wewnętrzną stronę i uśmiechnęła się po chwili. Wstała i zaczęła sprzątać, bo potem kompletnie jej się nie będzie chciało, a rudy przecież nic nie zrobi. Poszła z naczyniami do kuchni i zaczęła je zmywać, sprawdzając czy jeszcze coś pozostało do ogarnięcia. Włożyła resztę makaronu do lodówki i nuciła sobie pod nosem. - Masz ochotę coś porobić, czy byczymy się w łóżku i udajemy, że nas nie ma? - Spojrzała przez ramię, bo w sumie nie wiedziała, gdzie Alec sobie poszedł, może od razu do łóżka i ją zostawił? Nie zdziwiłaby się.
[Profil]
 
 
Alec Campbell



When you touch me It's so powerful

pobieranie energii życiowej

62%

Can't touch this





name:

Alec Campbell

age:
21

Wysłany: 2017-12-11, 20:55   

- A nie lubisz mnie taki jaki jestem? Znaczy, co byś chciała zmienić?- Weźmie ich zaraz na rozkminy. Jednak sama nie była grzeczna, była praktycznie przeciwieństwem Campbella i gdyby miała obok siebie kogoś podobnego, to by roznieśli cały świat. Tak jak we Flashu te wszystkie złe i wredne meta parki. No jednak Alec był tym dobrym, zawsze starał się widzieć w każdym dobro i szanse. Zobaczył coś w rudej i dla niego nie była zimną suką, ale zobaczył w niej super dziewczynę i nie pomylił się co do niej. Była najlepsza i gdy zaczął ją poznawać coraz to bardziej, okazała się być wspaniała i dobra w głębi serca. Potrafił to dostrzec i wydobyć w niej. Za to rudzielec potrafił wydobyć z Alca szaleńca i całkiem rozrywkowego gościa. Nie miała się czego wstydzić, bo nigdy jej przypału nie narobił ani siary. Po prostu dopełniali się całkowicie, byli jak puzzle, idealnie dopasowane. Nic jednak nie zmieniło jego duszy romantyka i wrażliwca. Naprawdę ją kochał, przez ten cały czas darzył i dalej darzy ją silnym uczuciem i to co powiedział, było prawdą. - Oby, ale teraz już chyba nic nas nie rozdzieli.- A przynajmniej na to liczył, że jednak nic się między nimi już nie zmieni, a Vee nie ucieknie od niego zmęczona tym wszystkim i tym brakiem okazywania nadmiernego uczuć czy bliskości. Miał nadzieje, że jeszcze trochę wytrzyma, wybaczy mu, że z nią zerwał i będzie po staremu. - Zawsze jak chce, abyś zrozumiała i wiedziała, że to poważne.- Gdyby powiedział inaczej na nią, to jeszcze może i by nie brała tego pod uwagę, bo może się wygłupiał albo coś. Jednak mówił serio, bał sie o nią i nie chciał aby ryzykowała, nawet dla dobra innych. No i pewnie, rzuciłby się na pożarcie, bo co mu z życia tutaj, bez rudowłosej?
- Bo jesteś blada i chuda… ale fakt, podoba mi się to w Tobie. - Zawsze pierwsze co rzucało się w oczy, to jej czerwone usta i włosy. Ideał dla takiego rudzielca, no ale Vee śliczna, więc co się mu dziwić. No jedynce co by zrobił to odłożył naczynia i położył gdzieś przy zlewie. No ale ej, zrobił jedzonko, już dużo zrobił!. - Zależy co. Masz coś konkretnego na myśli? Bo łóżko brzmi super.- Przeszedł gdzieś w stronę dalszą domku, ale się zatrzymał przy kanapie, gdy tylko Vee się zaczęła go pytać.
[Profil]
 
 
Venus Westford



I want you to forget me..

manipulacja pamięcią

64%

chciałabym Cię dotykać..





name:

Venus Westford

alias:
Vee/Redhead/Blacksoul

age:
20 lat

Wysłany: 2017-12-12, 17:28   

- Lubię Cię rudzielcu. Nie gadaj głupot. - Poczochrała jego kudły, które i tak pewnie były w każdą stronę. - Przecież w takim się zakochałam, gdybym chciała gościa, który lata i zabija co trzecią osobę w mieście nie starałabym się mieć Ciebie tylko dla siebie. - Uśmiechnęła się szerzej, bo doskonale wiedział, że go nie oszukuje. Był wspaniały na swój sposób i to w nim ceniła, nie zmieniał się pod wpływem otoczenia, nawet jak w szkole średniej grał w drużynie, nosił ich kurtkę i każda laska za nim latała. To prawda, że coś w nich było takiego, że się uzupełniali i wydobywali z siebie lepsze i gorsze rzeczy. Jak w każdy związku tak naprawdę, prócz miłości i kolorowych chwil, były też te złe. I choć mogli być dopasowani pod każdym względem pojawiają się zgrzyty, z którymi trzeba sobie radzić. Tak jak teraz, ich zgrzytem były moce, tak próbowali już od tylu miesięcy się z nimi uporać, pogodzić, sprawić, by nie były problemem na dłuższą metę. Uśmiechnęła się delikatnie, gdy powiedział, że nic ich nie rozdzieli. Nadzieję faktycznie można było mieć, ale jeśli wojna się rozpętała to nie będzie to takie wszystko łatwe i wiele przeciwności przed nimi. Chciała wierzyć, że będą razem na zawsze, że nikt i nic ich nie rozdzieli, ale cholera wie co wydarzy się jutro, czy za tydzień, miesiąc. - Wiem, że poważne, nawet bez tego. - Pocałowała go w czoło i westchnęła cicho.
- Mm.. no dokładnie. - Zaśmiała się cicho, bo taka była prawda. Wiedziała co mu się podoba i wykorzystywała to czasem nad zbyt brutalnie, by go przekonać do pewnych spraw i sytuacji, ale to nie jej wina, że był taki oporny! Gdyby mogła zabrać cały strach i wszystkie obawy z Aleca to chętnie by to zrobiła, nawet kosztem tego, że to ona byłaby strachliwa. Lubiła ryzykować, dla niego ryzykowała za każdym razem, gdy ich usta się łączyły, w końcu nie wiedziała jak jej ciało zareaguje danego dnia. - Naaah, nic, właściwie leniuchowanie też mi się podoba. - Niech odpoczną, nie mają się co przemęczać. Ogarnęła naczynia i kuchnię, umyła łapki, nasmarowała kremem i skierowała się do sypialni. Szybko ciuchy zamieniła na wygodną piżamkę i zakopała się w kocu. - Myślałeś kiedyś o wyjeździe gdzieś daleko? - Zapytała patrząc w sufit.
[Profil]
 
 
Alec Campbell



When you touch me It's so powerful

pobieranie energii życiowej

62%

Can't touch this





name:

Alec Campbell

age:
21

Wysłany: 2017-12-12, 18:00   

Jakby się uparł, to mógłby chodzić po ulicy i zabijać wszystkich co idą obok niego. No ale wolał o tym nie wspominać. - To dobrze. A w sumie moja moc jest Ci na rękę, co? Że żadna inna nie może mnie dotknąć.- Uśmiechnął się i zaśmiał cicho. Tak to wyglądało, jednak nawet bez tego, jak jeszcze byli w szkole, to Alec się nawet nie obejrzał za inną. Był tak wpatrzony w rudą i nawet, gdy się jakaś kręciła przy nim to się nie dawał. Miał Vee i po co mu była inna. Była najładniejsza, mądra, popularna, więc miał wszystko co najlepsze w jednej osobie. Nie miał ochoty na to, aby szukać szczęścia u innej, skoro miał i znalazł już swoją miłość. I w samochodzie słuchałam dziś Szona i że jak to śpiewał, że go laska zabiera do miejsc, w których traci swoją reputacje, manipuluje decyzjami i on kocha jak ona szaleje. To praktycznie piosenka o nich. Vee wydobywała z niego nieco szaleńczą naturę, sprawiała, że się bawił i nie patrzył na konsekwencje. A ruda przy Campbellu trochę stonowała i nie była taką suką jaką była na początku szkoły, gdy ją poznał. Kochali byli, najlepsza parka w końcu. No i jednak coś znaczy, że są dla siebie stworzeni skoro potrafili się odnaleźć nawet w nowej rzeczywistości i dawali sobie jakoś radę. - To mam nadzieje, że się narażać będziesz tylko przed kompem.- Uśmiechnął się do niej blado marszcząc nieco nosek. Był odważny i oddany, ale kombinowanie, aby wydostać ją z aresztu to byłoby mega duże wyzwanie i nie zawsze wykonalne.
Był słaby raczej, bo od zawsze wystarczyło, że swoje sztuczki zrobiła i już Alec robił to co chciała Vee. To wszystko dlatego, że miał do niej mega słabość i nie ma co ukrywać, że tylko dla niej uczy się kontroli. Powiedziała mu to, co powiedziała na początku, gdy się spotkali w obozie, no i zmusiła, zachęciła do tego, aby trenował bardzo. Dzięki temu w sumie mogli sobie pozwolić na to, aby spać, czy leżeć w jednym łóżku. - To zostajemy w domu.- Uśmiechnął się i poszedł zamknąć drzwi, aby nikt im nie przeszkodził, skoro już mieli udawać, że ich nie ma. Sam się przebrał w piżamki jakieś, aby już jej nie kusić gołą klatą i czekał na rudą w łóżku. - Kiedyś tak… Jednak musiałbym Ciebie porwać. Wyjechałem z Seattle bez Ciebie i nawet nie wiesz jak się męczyłem.- Spojrzał się na nią i delikatnie kciukiem gładził jej ramię.
[Profil]
 
 
Venus Westford



I want you to forget me..

manipulacja pamięcią

64%

chciałabym Cię dotykać..





name:

Venus Westford

alias:
Vee/Redhead/Blacksoul

age:
20 lat

Wysłany: 2017-12-12, 22:22   

- Nooo.. nie powiem, że nie cieszę się, że nie możesz dotykać innych, a inne Ciebie. - Uśmiechnęła się szerzej, chociaż nie mieli pewności, czy skoro na Vee w pewnych momentach nie działało, to czy na inne też przypadkiem tak nie było. Lepiej jednak by nie sprawdzali tego, byłaby zła na Aleca. A zamiast wojny poza murami Bractwa, rozpętałaby ją Venus, w środku, albo w sumie poza, zależy jaka by się do niego dowaliła. Nawet jeśli trudno im było być w pełnym związku i znów się zejść bez obaw, to jednak była bardzo terytorialna i koniec. - Może, czasem tylko wychodzę, przecież wiesz. Nie narażam się. Ale to kochane, że się tak o mnie martwisz, wiesz? - Pocałowała go w policzek delikatnie. Obcałowałaby go najchętniej całego, a co, mogła. Argument nie do przebicia. Poza tym, zasługiwał na każdą czułość, bowiem wiedziała, że zrobiłby dla niej wiele, jeśli nie wszystko i to sprawiało, że naprawdę kochała go coraz mocniej. O ile było to możliwe, prawda? Szkoda jedynie, że już nie świecił i nie kusił klatą, bo to były całkiem fajne widoki i wcale nie miałaby nic przeciwko, gdyby wrócił do sypialni zrzucając z siebie ciuchy, zamiast tej piżamki. Byli mimo wszystko fair, bowiem ruda też miała jakąś piżamkę, złączoną z szortów i koszulki chłopaka, w której dawno nie chodził, bo była za mała, a na dziewczynę pasowało jak ulał. - Nie miałabym nic przeciwko porwaniu. - Spojrzała na niego, odwracając głowę w stronę Aleca i uśmiechnęła się, delikatnie gryząc dolną wargę. - Ja męczyłam się bez Ciebie w Seattle.. poza tym, złamałeś mi serduszko, więc teraz nie może być powtórki z rozrywki. - Szepnęła. Okryła ich kołdrą i przytuliła się przez nią. Mieli spać w swoich objęciach noc, to nie było dziesięć minut, więc oboje pewnie nie chcieli ryzykować.

zt x2
[Profil]
 
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2018-02-16, 21:39   
  

   2 Lata Giftedów!


| 20 luty.

ubranko, ale bez okularków.

Ostatnie dni były tak szalone, że nie do końca myślałam o rzeczach, które powinny być dla mnie ważne. Byłam zbyt skupiona na Genetically Clean, na poranionym Levim, na wiadomości, którą miał wyrytą na brzuchu. Byłam zbyt skupiona na rozstaniu z Aaronem, na seksie z Bradleyem i na tym, że zakochałam się w Dale'u, a on zakochał się we mnie i ostatnio on też został porwany i ledwo uszedł z życiem, i w ogóle to wszystko było tak bardzo popieprzone ostatnimi dniami... Musiałam zacząć bardziej zachowywać się jak Przywódczyni, a mniej jak zraniona nastolatka i pewnie byłabym na dobrej drodze ku temu, gdyby nie fakt, iż zorientowałam się, że... no cóż, od jakiegoś czasu spóźniał mi się okres, a zazwyczaj chodziło wszystko jak w zegarku, więc - bądźmy szczerzy - powoli odchodziłam od zmysłów. Żyliśmy w czasach zbliżającej się wojny, która mogła nadejść lada dzień. Bractwo było zagrożone, bo gdzieś nam po ziemiach Waszyngtonu chodziła Nancy, która zdradziła nas, z pewnością też wydała siedzibę Bractwa i może gdzieś teraz D.O.G.S. właśnie planowało, jak to nas zaatakować? Planowałam przenieść wszystkich mutantów, których zebraliśmy w inne miejsce, które Axon miał znaleźć. Planowałam... wojnę, a tymczasem wychodziło na to, że, kurwa, spóźniał mi się okres.
Panikowałam. Dale dochodził do siebie u mnie w łóżku, w naszym wspólnym łóżku, a ja odchodziłam od zmysłów. Całe moje kobiece życie okres mi działał jak w zegarku i przychodził dokładnie wtedy, kiedy przyjść powinien. Teraz... teraz się spóźniał, półtora tygodnia, więc to chyba był odpowiedni moment na to, by panikowac, do kurwy nędzy, prawda? Oczywiście, to mogło być spowodowane stresem i miałam szczerą nadzieję, że tak właśnie było, bo przecież, tej innej opcji chyba bym nie przeżyła.
Bądź co bądź mojego ukochanego nie miałam zamiaru denerwować. Nie, jeszcze nie. Dopiero trzy dni temu przeszedł przez prawdziwe piekło. Dopiero co wyznaliśmy sobie miłość... Nie, to nie był odpowiedni moment na to, by czymkolwiek go martwić. Dlatego też postanowiłam pójść do Leilah, bo była jedyną osobą, do której nie bałam się odezwać, jeżeli chodziło o to. Alba... ona już dawno stała się dla mnie nikim. Sally... nasza biedna sanitariuszka, moja wspaniała przyjaciółka... za dużo ostatnio przeszła. A Levi? Nie... on dopiero co uszedł z życiem, nie... O Bradley'u nawet nie myślałam, bo przecież nie tak dawno się z nim pieprzyłam, więc nie był odpowiednim kandydatem na takie rozmowy.
Dlatego właśnie teraz stałam pod drzwiami domku Lei, do których zapukałam, z ciężkim sercem i krótkim oddechem. Zdenerwowana. Z pierdolonym testem ciążowym w kieszeni spodni.
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Leilah Addams



--

Elektrokineza

76%

-





name:

Leilah Addams

alias:
Skyripper

Wysłany: 2018-03-22, 21:11   
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Look

A co robiła w tym czasie Lei? Otóż miała przed sobą na stoliku rozłożoną masę niezdrowego jedzenia w postaci hamburgerów i frytek, które wzięła na wynos z pobliskiej knajpy. Na szczęści dzięki intensywnym treningom mogła sobie pozwolić na pożeranie takich cudów bez zbytniego przejmowania się kaloriami. W głębi duszy uważał też, że mutanci chyba musza mieć lepszy metabolizm niż zwykli ludzie, nigdy jednak nie sprawidziła tej teorii.
W głębi duszy zaczęła się jednak coraz bardziej zmartwiać tym, że nigdzie nie może znaleźć Lizzie. Po kilkumiesięcznej ciszy z jej strony z racji przebywania w więzieniu, nie spodziewała się, że będzie to proste. Teraz jednak siedziała przed spisaną i nieco brudną od tłuszczu, który przed chwilą tam naniosła, listą miejsc, w których potencjalnie Lizzie mogła przebywać. I większość z nich była skreślona. Z każdym skreśleniem jej serce coraz bardziej krwawiło. Nie chciała jednak wciągać w poszukiwania zbyt wiele ludzi, bojąc się, że ktoś ich obserwuje i konsekwencje dla Lizzy mogą być jeszcze gorsze. Oczywiście, żeby nie pokazywać, swojego nastroju na cały regulator obecnie leciała u niej obecnie taka na przykład piosenka. Co by nie mówić, to Leilah była dosyć patriotyczna pod względem piosenek. I ogólnie chyba też w szafie wciąż wisiał mundur, który ukradła jak odchodziła z wojska.
Jak tylko usłyszała pukanie do drzwi to wstała i z hamburgerem w ręce podeszła do drzwi. Widząc Colleen uśmiechnęła się szeroko i zasalutowała ręką, w której trzymała hamburgera.
-Shalom Colleen. Czy może powinnam mówić Miss Leader? powiedziałą z błyskiem w oku, po czym śródziemnomorksim zwyczajłem złożyła trzy pocałunki na jej policzkach. Przyjrzała się potem koleżance i szefowej w jednym i uniosła jedną brew do góry.
-Coś się stało? Wyglądasz na zmartwioną. Powinnam rozpruć komuś pierdolony brzuch i owinąć flaki wokół szyi po czym powiesić na drzewie?
[Profil]
  [AB-]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2018-03-22, 21:56   
  

   2 Lata Giftedów!


Panikowałam. Odchodziłam od zmysłów. W sumie... w sumie jak mogłabym czuć się inaczej? Jak mogłabym być spokojna, gdy prawdopodobnie byłam w ciąży? Fakt, iż nie wiedziałam z kim, bo niemal jednocześnie uprawiałam seks z Aaronem, Bradleyem i Dalem był najmniej istotny. Musiałam usunąć tego dzieciaka, jeśli rzeczywiście w ciąży byłam, a to było bardziej niż pewne, bo serio, nigdy wcześniej okres mi się nie spóźniał. Musiałam usunąć, ale... jak? Jakim kurwa sposobem, jak nie mogłam iść ot tak, do ginekologa, żeby mnie wyskrobał, bo od razu by mnie zamknęli w klatce w siedzibie D.O.G.S. i nie wyszłabym stamtąd do końca życia, a jakbym wyszła, to by mnie zamknęli od razu w więzieniu, bo przecież byłam szefową organizacji terrorystycznej, no to jak to tak?
Nigdy nie chciałam mieć dzieci. Dość mocno nie przepadałam za dziećmi, z małymi wyjątkami oczywiście, a dodatkowo to myśl o ciąży obrzydzała mnie jak nic innego. Poza tym zachodzenie w ciążę i posiadanie bachora w mojej pozycji i w dzisiejszych czasach było skrajnie nieodpowiedzialne, a ja... no cóż, przecież właśnie to robiłam, prawda? Właśnie ściskałam w dłoni, w kieszeni spodni, cholerny test ciążowy, trzęsąc się jak galaretka.
Gdy Lei otworzyła mi drzwi i zaczęła się ze mną witać, i gadać, i gadać... to choć lubiłam ją bardzo i przecież to do niej właśnie przyszłam w najgorszej chwili mojego życia, chcąc, by jakoś mi pomogła, jakoś mnie wsparła... To nie umiałam jej odpowiedzieć równie pozytywnie, ani w ogóle nie umiałam jej odpowiedzieć. Pozwoliłam na to, by przywitała się ze mną, starając się nie być zirytowaną na to wszystko co mówiła i gadała, bo zazwyczaj to lubiłam taki jej styl bycia, ale teraz byłam zbyt wkurwiona i zmartwiona, żeby w ogóle cokolwiek mi nie przeszkadzało.
Weszłam więc tak bezapelacyjnie do środka i zatrzasnęłam za sobą drzwi, opierając się o nie plecami. Oddychałam ciężko, a serce biło mi jak oszalałe. Spuściłam wzrok, wlepiając go w swoje buty i odezwałam się.
- Przyszłam zrobić u ciebie test ciążowy, bo chyba jestem w ciąży.
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Leilah Addams



--

Elektrokineza

76%

-





name:

Leilah Addams

alias:
Skyripper

Wysłany: 2018-03-22, 22:26   
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


No nic dziwnego, że Colleen panikowała, niechciana ciąża u kobiety to był właśnie jeden z tych powodów do paniki, które nawet Leilah rozumiała. Bo generalnie to ona mało które kobiece rozterki rozumiała. Na przykład już ten fragment, że nie wiadomo kto jest ojcem jej nie przeszkadzał. Zostałby przy niej ten, któremu najbardziej zależy na Colleen i pomógłby w wychowaniu dziecka. Prosta sprawa. A, że uprawiała seks z trzema? No i bardzo dobrze, byłoby też dobrze, gdyby uprawiała z trzema na raz. Trochę dobrej zabawy w tym pojebanym świecie jeszcze nikomu nigdy nie zaszkodziło.
Właśnie mimo tego, że sama rozpaczała teraz na jak na razie zaginięciem własnego dziecka i bardzo długiej rozłące i tego, że nie sama nie usunęła dziecka, to rozumiałaby dlaczego Colleen by to zrobiła. W końcu była przywódczynią organizacji powszechnie uważanej za terrorystyczną. I cokolwiek co mogło osłabić trzeźwe myślenie Colleen jak na przykład ewentualność porwania dziecka przez kogokolwiek stanowiło duże zagrożenie dla niej samej jak i dla nich wszystkich. I chyba udawanie, że wszystko jest w porządku szło Lei dosyć dobrze, bo nie zdraadziła się z tym jak bardzo jest przerażona o swoje dziecko, o którym nikt nie wie. Brawa za grę aktorską.
Leilah bez słowa patrzyła jak Colleen wchodzi do jej domku i zamyka za sobą drzi po czym opiera się o nie plecami. Z każdą chwilą miała rosnące przeczucie, że coś jest bardzo źle. Kiedy w końcu Colleen powiedziała o co chodzi, Leilah westchnęła i po czym podeszła do niej i położyła jej ręke na ramieniu.
-Oh...Wybacz. Chodźmy do łazienki jak tylko będziesz gotowa. Chcesz się czegoś napić najpierw? Czy wolisz to zrobić od razu? Nie śpiesz się. powiedziała i przytuliła ją lekko. Wiedziała, że to ciężka chwila dla Colleen. Nie była też z tych, którzy zasypią ją gradem pytań, w tym także głupich jak na przykład 'Ale jak to się stało?' No zazwyczaj dzieje się to bardzo bardzo prosto...Teraz po krótkiej chwili oderwała się od Colleeni czekała na jej reakcję co będzie chciała zrobić.
[Profil]
  [AB-]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2018-03-23, 22:23   
  

   2 Lata Giftedów!


Najchętniej to poszłabym teraz na spacer w góry. Przeszła się po lasach, po których uwielbiałam chodzić jako dziecko, czy nawet jako nastolatka. Przeszłabym się, a potem zaczęła biec. Tak po prostu, przed siebie. Biec, jak najszybciej potrafiłam, żeby w końcu rzucić się w dół z najwyższego ze szczytów i spadać, spadać... Spadać, by zakończyć wszystkie swoje problemy, których już nie potrafiłam unieść na swoich barkach. Cholernie chciałam być silna. Marzyłam o tym, by dawać sobie radę ze wszystkim, by umieć pokonywać przeciwności losu, by zwalczać wszystkie swoje problemy. Tymczasem jednak problemy narastały, a ja nie umiałam pokonać ani jednego z nich. Robiłam wszystko, co tylko mogłam, co tylko przychodziło mi do głowy, ale zamiast pożądanych efektów, moje życie pieprzyło się jeszcze bardziej. Czasami to nawet myślałam, że jakiś mutant musi mieszać w moim życiu, układając moje zachowania tak, by wszystko bylo co raz gorzej.
Nie wiedziałam co oprócz samobójstwa powinnam zrobić, więc zdecydowałam się jedynie na to, by przyjść do jedynej osoby, o której pomyślałam, i zrobić ten pierdolony test ciążowy, który z pewnością tylko przypieczętuje mój los i najgorsze życie na świecie.
- Dam radę. - powiedziałam słabo, ciesząc się w duszy jej wsparciem, tym, jak spokojnie zareagowała, choć przecież sama była matką, a jej dziecko zaginęło... Swoją drogą, ostatnio zaczęłam łączyć fakty i chyba powinnam przyprowadzić do niej Lizzy, bo może to nie był tylko zbieg okoliczności i te same imiona?
No, nie miałam teraz głowy, żeby o tym myśleć. Poszłam po prostu do łazienki, wyjęłam z kieszeni test, zrobiłam co miałam zrobić i odłożyłam go na umywalkę, wychodząc z łazienki i trzęsąc się jak galaretka. Usiadłam na łóżku i ukryłam twarz w dłoniach, przerażona, zdenerwowana... Nigdy się tak wcześniej nie bałam chyba, no serio.
- Lei. Sprawdź za mnie, jak już przyjdzie na to czas. Ja nie dam rady. - szepnęłam w swoje dłonie, oddychając ciężko.
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Leilah Addams



--

Elektrokineza

76%

-





name:

Leilah Addams

alias:
Skyripper

Wysłany: 2018-03-25, 02:07   
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Czy ucieczka była dobrym rozwiązaniem? Może na poczatku tak się wydawać, że zostawiasz wszystkie swoje propblemy gdzieś daleko w tyle za sobą. Prędzej czy później one jednak Cię dopadają. A samobójstwo? To jedynie odebranie sobie samemu jakichkolwiek szans i możliwości na wyjście z sytuacji, jak i okazji do cieszenia się ponownie życiem. Co gorsze jednak krzywdzimy w ten sposób bardzo swoich najbliższych, który zostają tutaj i opłakują nas. Jedynie dokładamy do ich problemów. I Colleen należała do tej garstki osób, po której Leilah by płakała gdyby ta polełniła samobójstwo. Kto miałby wtedy przewodzić? Sama Leilah wiedziała, że by się nie nadawała, ona była jak buldożer , do zadań wymagających totalnej destrukcji. Z bardziej subtelnymi problemami nie potrafiłaby sobie poradzić. Nie widziała też zbyt wielu innych osób godnych zastąpić pannę Marie.
Na Colleen spadło ostatnio bardzo dużo, bycie przywódcą to duża odpowiedzialność, a teraz ciąża. Gdyby żyli w innym świecie, to dziewczyna na pewno powinna przynajmniej pojechać na zasłużone wakacje. Niestety w ich rzeczywistości wylot na Hawaje, żeby odpocząć był wykluczony.
Kiedy Colleen poszła do łazienki, to Lei skorzystała z okazji by przyciszyć nieco muzykę po czym udała się do niewielkiej kuchni skąd wzięła jeden ze swoich skarbów czyli butelkę whisky i chyba jedne z niewielu szklanek jakie miała i nalała trunku do obydwu. Widząc jak po wyjściu z łazienki Colleen się trzesię, Lei przytuliła ją lekko i doprowadziła do łóżka, po czym wcisnęła w rękę szklankę z whisky.
-To na ukojenie nerwów. L'Chaim! Na zdrowie! powiedziała po czym wypiła zawartość swojej szklanki za jednym razem. Potem wyciągnęła rękę po test ciążowy i spojrzała na Colleen.
-Wiesz, że cokolwiek nie będzie , zawsze będe przy Tobie i Ci pomogę, prawda? powiedziała po czym wzięła test i sprawdziła. Przymknęła na chwilę oczy.
-Pozytywny.... powiedziałą cicho i ścisnęła Colleen za dłon.
[Profil]
  [AB-]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2018-03-25, 18:48   
  

   2 Lata Giftedów!


Czas ciągnął się okropnie. Te kilka minut to byla dla mnie jak wieczność. Z wdzięcznością przyjęłam od Lei szklankę whisky, opróżniając ją w sekundę. No, pewnie, jak byłam w ciąży, to to było bardzo szkodliwe dla płodu, ale co tak naprawdę obchodził mnie ten cholerny zlepek komórek? Nie liczył się dla mnie w ogóle. Chciałam go usunąć, i tak czy siak, tyle tylko, że musiałam się porządnie zastanowić nad tym jak mam to do cholery zrobić. Ginekolog zdecydowanie odpadał, a raczej trochę się obawiałam tego, by podłożyć się którejkolwiek z naszych sanitariuszek z Bractwa, by mnie wyskrobała.
Sytuacja była ciężka. Cholernie ciężka, a ja naprawdę nawet nie miałam pomysłów na to, jak z niej wybrnąć. Pierwszy raz w życiu chyba byłam w takim dołku, bez jakichkolwiek perspektyw i planów na przyszłość. Nie umiałam się ogarnąć, trzęsłam się jak galaretka i najchętniej to bym opróżniła całą butelkę whisky, a nie tylko szklankę. Zazwyczaj krytykowałam taki sposób radzenia sobie z problemami, ale jak Aaron mnie zdradził z Albą, to też zalałam smutki wódką i seksem z Bradley'em. Teraz to jednak seksu miałam aż nadto, bo przez to właśnie znalazłam się w takiej chujowej sytuacji, więc pozostał mi tylko alkohol...
Czekałam na wyrok, ciesząc się jednak z obecnośći mojej przyjaciółki. Kiwnęłam głową na jej słowa, bo tak, wiedziałam, że mogę na nią liczyć, choć w sumie... niby jak mogłaby mi pomóc?
No i wtedy się odezwała, a ja... a ja poczułam pustkę. Świat mi się rozpadł i miałam naprawdę dość realne wrażenie rozpadania się wszystkiego wokół mnie. Byłam w ciąży. Kurwa, w jebanej ciąży. No to się porobiło.
- I co teraz? - spytałam głosem zupełnie bez jakichkolwiek emocji. Przestałam się trząść, już nawet mi się płakać nie chciało. Nie czułam nic. Tak kompletnie, zupełnie... nie czułam nic.
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Leilah Addams



--

Elektrokineza

76%

-





name:

Leilah Addams

alias:
Skyripper

Wysłany: 2018-03-25, 20:54   
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Szkodliwe czy nie whisky zawsze przynosiło ukojenie nerwów a tego właśnie teraz potrzebowała Colleen i to była jedna z najlepszych rzeczy jakie Leilah mogła jej teraz dać, a na pewno najbardziej wymierne. A whisky plus seks na pewno nie rozwiązywało większości problemów, o ile prolblemem nie był brak whisky lub seksu, ale na pewno były dobry sposobem na radzenie sobie z naszymi własnymi emocjami, a to często jest spora część problemu. Nasz strach i stres. A tak przynajmniej uważała Leilah. Niewątpliwie jednak seks jest bezpieczniejszy z przedtsawicielami własnej płci, unika się wtedy takich sytuacji, jednak Leilah nie miała najmniejszego zamiaru by teraz wspominać o tym Colleen. Do tego Colleen była jednak te prawie dziesięc lat młodsza, co na pewno też nie pomagało w trzeźwym spojrzeniu na sytuację.
Dziewczyna popadła w swojego rodzaju otępienie sądząc po jej tonie głosu, nie ma się jednak co dziwić. Zanim Leilah odpowiedziała to wstała i przyniosła z kuchni butelkę whisky. Coś czuła, że będą potrzebować jej całej, a może nawet więcej.
-Teraz nic. Nie podejmuj żadnej decyzji pochopnie. To nie jest tak, że musisz podjąć decyzję w tej sekundzie. Chcesz mieć to dziecko to dobrze. Chcesz usunąć drugie dobrze. Wtedy zastanaowimy sie jak. Ale mamy jeszcze trochę czasu. Więc oddychaj. Teraz masz już pewność i dwie główne opcje. W międzyczasie uważam, że nie powinnaś mówić innym, że jesteś w ciąży. Niektórzy mogą to odczytać jako słabość i zacząć Cię podgryzać lub walczyć między sobą. Dorobię Ci klucz do tego domku, żebyś mogła tu przyjść, położyć się, napić lub nawet żygać tak by nikt nie widział Leilah nie traciła zimnej krwi kiedy kule śmigały tuż obok niej, więc i nie straci wtedy kiedy przyjaciółka jest w ciąży. Mimo, że sama urodziła, uważała, że to sprawa całkowicie Colleen czy chce urodzić czy usunąć i nie będzie jej za to oceniać w żaden sposób. Zamiast tego wzięła butelkę whisky i dużego łyka, po czym podała ją Colleen. Jak dobrze pójdzie to wypiją tego wieczoru, tak dużo, że problem Colleen sam zniknie.
[Profil]
  [AB-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 6