Poprzedni temat «» Następny temat
Brzeg jeziora
Autor Wiadomość
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-03-11, 16:58   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


– A jakiego miałam niby użyć? – odmruknęła, wysoko wznosząc brwi ku górze, by po chwili po prostu parsknąć gorzkim śmiechem. Jeśli z początku starała się zachować jakąś rezerwę, dystans, czy w ogóle być całkiem miła, teraz to wszystko szlag trafił. Wallace rozłożyła bezradnie ręce w powietrzu, by wyraźniej zobrazować swoją dezorientację:
– Jakoś nie widzę byśmy się pieprzyli w tym momencie, wiec to chyba całkiem oczywiste, że mówię o przeszłości – na tą konkretną chwilę powstrzymała się jeszcze z tłumaczeniem mu różnic między czasem teraźniejszym, a przeszłym, ale nie wiedziała do czego będzie musiała się posunąć wraz z rozwijaniem się tej jakże pasjonującej i w ogóle nie niezręcznej konwersacji. I kiedy Leon wyrzucił z siebie to oschłe super, nie pozostało jej nic innego jak dorzucić do tego swoje trzy grosze. W końcu to ona miała mieć zawsze ostatnie zdanie, nie?
– Super – i żeby zająć czymś ręce po prostu zaczęła wyrywać rękoma źdźbła trawy. Pomimo niesprzyjającej atmosfery, ani myślała by stąd tak po prostu.. odejść.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Leon Hawthrone



Everybody waiting for the fall of man Everybody praying for the end of times Everybody hoping they could be the one I was born to run, I was born for this

Aerokineza

70%

xxx





name:

Leon Hawthrone

alias:
Leo

age:
25 lat

Wysłany: 2018-03-11, 21:49   
   Multikonta: Nie


- Nie wiem, nie siedzę w twojej głowie. - odburknął, znowu sztyletując ją wzrokiem. To on był tym upierdliwym, czepiającym się wszystkiego człowiekiem, ale Wallace chyba jednak potrafiła mu w tym dorównać. Chłopak zerwał się na równe nogi. Miał dość tej sprzeczki, dość siedzenia na zimnie i co najważniejsze dość widoku Wallace. No, to chyba dopięła swego, chcąc się go pozbyć bez poślizgów? Szybciutkie wykreślenie z listy? Czy coś w tym rodzaju. Leon był cholernie dumny, dlatego przyswojenie sobie tego, że tak właściwie został wykorzystany, perfidnie i z czystą premedytacją, traktował osobiście.
- Jesteś żałosna. - skomentował jej słowa, patrząc na nią z góry, dosłownie i w przenośni. A raczej je wycedził. Naprawdę, CO on w niej widział? Była irytującą, małą egoistyczną zołzą. (Nie to, że wiele się od siebie różnili XDD) Hm, to było takie w domyśle: Trzymaj się ode mnie z daleka, nawet na mnie nie patrz, kiedy gdzieś się napatoczysz, powodzenia przy następnych frajerach, których sobie nawiniesz. Poprawka: JA nim nie jestem. Sayonara I, tak, to dało się odczytać w tym jednym spojrzeniu! A potem odwrócił się na pięcie i bez słowa ruszył w swoją stronę.

/zt
_________________

And now it's time to build from the bottom of the pit, right to the top


Leon Hawthrone


[Profil]
 
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-03-12, 19:05   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Gdy Leon zerwał się na równe nogi, Matilde przekręciła głowę w jego kierunku, by po chwili wbić wzrok w jego twarz. Sam fakt, że mężczyzna patrzył na nią z góry, o dziwo jakoś jej nie ruszył. Ze spokojem na twarzy wysłuchała jego uroczych słów, by zaraz potem po prostu posłać mu wyjątkowo szczery, dziwnie miły i bynajmniej niewzruszony uśmiech. Jeśli w jego intencjach było sprawienie jej przykrości, wkurzenie jej, czy coś z tych rzeczy… zdecydowanie mu się nie udało. Bo nikt nie miał gorszego zdania o Matilde niż sama Matilde. A bycie żałosną było chyba najlżejszym z możliwych określeń tego, kim rzeczywiście była. Gdy zaczął odchodzić, dziewczyna przekręciła głowę, by spojrzeć przed siebie i po prostu.. po prostu obserwowała przyrodę.

/zt
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Louanne Marie - Henning



Życie to zagadka, nie trać czasu, bo jej nie rozwiążesz.

nigdy w życiu

antropolog sądowy/ Wicedyrektor DOGS





name:

Louanne Marie - Henning

alias:
Prinsessa

age:
29

height / weight:
159 / 55

Wysłany: 2018-03-22, 21:20   
   Multikonta: Esther/Rocky/Lasair
  

   Ucieszyła MG, bo dobrze strzela!

  

   Masz talona na Aarona i balona!


// 23 Luty

Jutro miał odbyć się ten marsz na który zamierzała iść, ale nie po to by brać udział w tej szopce. W głowie chodził jej całkiem inny plan niż marsz pokojowy dla tych pokraków. którzy nie powinni nawet istnieć. Przecież ziemia jest dla ludzi, nie ma miejsca dla mutantów. Niech oni w końcu to zrozumie. Po ostatniej rozmowie z Verą była wściekła. Jak śmiała jej mówić, że wyszła z prawy. W ogóle za kogo się ona uważa, to ona jestem wiceprezesem GC.
Dzisiaj chciała odwiedzić ojca w naszej rodzinnej miejscowość. Od czasu zniknięcia Barrego staruszek był bardzo samotny. Starała się go jak najczęściej odwiedzać. Chciała, aby wiedział, że na niej zawsze może liczyć. Lou nie okaże się taka jak moja młodsza siostra, która lata z tą bandą przestępców. Zamiast się leczyć i być normalnym człowiekiem.
Po wizycie u ojca postanowiła zajrzeć nad jezioro... Często przychodziła tutaj z rodzicami i rodzeństwem, gdy wszystko było porządku. Tak jakby powinno być. Z tego miejsca miała najlepsze wspomnienia o matce. Chociaż była potworem, to nie chciała by zginęła w taki sposób. Po za tym musiała przemyśleć kilka spraw.
_________________

LOUANNE MARIE - HENNING




Anioły najczęściej schodzą na ziemię, wcielając się w role córki - Yvonne Naomi Henning.


[Profil]
  [B-]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2018-03-22, 21:46   
  

   2 Lata Giftedów!


3 dni temu mój świat znów rozpadł się na małe kawałeczki. 3 dni temu dowiedziałam się czegoś tak, kurwa, okropnego, że nie wiedziałam jak sobie mam z tym poradzić. Od 3 dni nie rozmawiałam z nikim. Z Dale'm, z Bradley'em, z Sally... z nikim. Ewentualnie służbowo z Williamem, z Ronniem, czy z resztą Bractwa, która coś ode mnie chciała. Ograniczałam się jednak typowo do służbowych kontaktów, nic więcej mnie w tym momencie nie interesowało, bo byłam w pierdolonej ciąży, która miała mi rozjebać życie na miliard kawałków szkła, które wbijało się w całe moje ciało.
Nie wiedziałam jak mogę sobie z tym poradzić. Ba, ja nawet nie wiedziałam kto jest ojcem, bo mniej więcej w tym samym czasie uprawiałam seks z Aaronem, Bradleyem i Dalem, ale akurat to było najmniej, kurwa, istone. Musiałam jakoś ogarnąć aborcję, ale jak? Nie mogłam sobie o, ot tak, wybrać się do ginekologa i poprosić o usunięcie ciąży. Koniecznie musiałam ogarnąć jakieś leki, a najszybciej to chyba Axon by mi coś zorganizował, ale najpierw, zanim zamierzałam go poprosić... Musiałam pobyć trochę sama i się uspokoić, bo dostawałam ostrego pierdolca przez to wszystko, i już mi się naprawdę żyć odechciewało, bo ciągle tylko los mi kłody pod nogi rzucał.
Nie obchodziło mnie już zimno. Temperatura była ledwo powyżej zera, ale nie interesowało mnie dziś nic. Z blękitnymi soczewkami i z kapturem na głowie biegłam przed siebie w czarnym dresie, a w kieszeniach spodni jak zawsze miałam dwie metalowe kule, które mogły się przydać, gdyby ktoś chciał mnie zaatakować.
No i tak biegłam przed siebie. Wzdłuż jeziora. Tu, gdzie pierwszy raz zbliżyłam się do Dale'a, gdzie ostatnio go znalazłam niemal martwego i... i dostrzegłam jakąś osobę.
Zamarłam, chowając się za drzewem, bo w tej osobie stojącej nad jeziorem rozpoznałam moją siostrę...
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Louanne Marie - Henning



Życie to zagadka, nie trać czasu, bo jej nie rozwiążesz.

nigdy w życiu

antropolog sądowy/ Wicedyrektor DOGS





name:

Louanne Marie - Henning

alias:
Prinsessa

age:
29

height / weight:
159 / 55

Wysłany: 2018-03-24, 22:10   
   Multikonta: Esther/Rocky/Lasair
  

   Ucieszyła MG, bo dobrze strzela!

  

   Masz talona na Aarona i balona!


Każdy miał swoje problemy z którymi musiał się mierzyć. Colleen miała własne, a Lou swoje to nic nowego. Też nic dziwnego, że te kobiety postanowiły się wybrać miejsce, które znały, szukając cichego miejsca by wszystko poukładać w sobie głowie. Gdyby Colleen spytała się Lou o radę, na pewno odradzała by jej aborcje. Skoro nawarzyła piwa to powinna z dumą go wbić. Nawet jeśli ojcem miał największy prostak jakiego znała. nawet jeśli istniało duże ryzyko, że dziecko będzie miało gen X.
Pewnym monecie usłyszała jak ktoś się zbliża z każdą minutą do niej. Rozejrzała się, bo nigdy za dużo ostrożność. Zwłaszcza, że doskonale zdawała sobie sprawy bliskość Bractwa. Więc wolała stanąć twarzą w twarz. Jeśli ktoś miał by ja zaatakować. Rozejrzała się w celu rozejrzenia się za intruzem. Nawet nie zdając sobie sprawy, jak blisko znajduje się własnej siostry.
- Wyjdź pokaż się tchórzu. Przecież wiem, że tutaj jesteś - powiedziała pewnym głosem bez oznak strachu. Umiała doskonale panować nad sobą. Chociaż w środku się obawiała, przecież te robaki mają różne okropne zdolność. Wolała by nie testowały ich na niej.
_________________

LOUANNE MARIE - HENNING




Anioły najczęściej schodzą na ziemię, wcielając się w role córki - Yvonne Naomi Henning.


[Profil]
  [B-]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2018-03-25, 18:31   
  

   2 Lata Giftedów!


Tęskniłam za nią. Tęskniłam za Louanne tak samo, jak tęskniłam za naszym ojcem, ale co z tego? Oboje nienawidzili mnie, nienawidzili mojej matki... Nie mogłam darzyć ich żadnymi pozytywnymi emocjami, bo nienawidzili mutantów, zupełnie bez powodu, bez żadnych logicznych argumentów. To była ślepa nienawiść, niczym nie uargumentowana, zupełnie bez sensu, ale miałam pełną świadomość tego, że nikt, ani nic, nie będzie w stanie zmienić ich zdania.
Nie do końca wiedziałam co mam teraz robić. Gdybym miała moc super-szybkości, to bym po prostu stąd teraz uciekła, ale nie miałam takiej mocy, więc pozostawało mi albo zaatakowanie siostry i sprawienie, że straci przytomność, no i wtedy bym uciekła, albo próba pokojowej rozmowy i rozstania się bez żadnego problemu.
Jeśli miałam być szczera, to o wiele bardziej wolałam ten pierwszy plan, i gdybym nie wiedziała, że Louanne to Louanne, to pewnie właśnie to bym zrobiła, ale... nie chciałam krzywdzić swojej starszej siostry, choć domyślałam się, że ona skrzywdzi mnie cholernie szybko, gdy tylko będzie miała możliwość. Dlatego musiałam zachować wyjątkową czujność, bo nie miałam zamiaru dać się zabić, a tym razem złapać.
Wyszłam zza drzewa z dłonią uniesioną ku górze, a dwie metalowe kule wyskoczyły z moich kieszeni, unosząc się na wysokości mojej głowy, gotowe do ataku.
- Louanne... - powiedziałam słabo, z tęsknotą i smutkiem w głosie, patrząc w oczy siostry, oddalonej o jakieś trzy metry ode mnie - Nie chcę z tobą walczyć. - powiedziałam, bo naprawdę nie chciałam...
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Louanne Marie - Henning



Życie to zagadka, nie trać czasu, bo jej nie rozwiążesz.

nigdy w życiu

antropolog sądowy/ Wicedyrektor DOGS





name:

Louanne Marie - Henning

alias:
Prinsessa

age:
29

height / weight:
159 / 55

Wysłany: 2018-03-26, 20:12   
   Multikonta: Esther/Rocky/Lasair
  

   Ucieszyła MG, bo dobrze strzela!

  

   Masz talona na Aarona i balona!


Ona również tęskniła za nią, ale silniejsza od niej była nienawiść. Ktoś kiedyś powiedział, że miłość i nienawiść dzieli cienka granica. Dlatego chociaż pogardzała swoją młodszą siostrą nic nie zmieni tego, że jest jej siostrą i tęskni za nią. Również zabolała ją śmierć matki, bo w końcu to była jej matka. Jaka nie była... ale zawsze matka. Louanna nienawidziła tego kim one były, a nie ich sam. Tak wiem, że brzmi nie racjonalnie. Jednak taka była prawda... Nienawidziła mutantów, bo tak naprawdę ich się bała. Najlepszą obroną jest atak, bo jest takie powiedziane zaatakuj nim oni ciebie.
Louanna czekała cierpliwie jak wyjdzie osoba, która ją obserwuje. Gotowa każdej chwili wyciągnąć broń. Nie zamierzała jak ci... te kreatury zaatakuj ją pierwsze. Zawsze bądź gotowy to jej motto. Jednak to całą z pewnością nie była gotowa. Jak zobaczyła własną siostrę całkowicie ją zamurowało. Spojrzała na nią, a następnie na metalowe kule.
- Colleen... - również była zaskoczona widokiem siostry. Chociaż nie powinna, bo przecież powinna się tego spodziewać. Gdzie jej motto by zawsze być na wszystko gotowym. - Jak nie chcesz walczyć to schowaj swoje zabawki - powiedziała przywracając swój fazą. Nie zamierzała przed nią okazywać żadnych uczuci. Po za tym nie wiedziała jak określić te kule, które unosiły się przy jej głowie.
_________________

LOUANNE MARIE - HENNING




Anioły najczęściej schodzą na ziemię, wcielając się w role córki - Yvonne Naomi Henning.


[Profil]
  [B-]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2018-03-27, 18:20   
  

   2 Lata Giftedów!


Nie wiedziałam jak się zachować. Co robić, bym jej nie sprowokowała do ataku? Co robić, by nie musieć z nią walczyć? Naprawdę tego nie chciałam. Marzylam o tym, żebyśmy rozeszły się bez żadnych problemów, ale... ale czy naprawdę mogłam na to liczyć? Obie się zmieniłyśmy od momentu, gdy ostatni raz się widziałyśmy. Tego byłam pewna. Nie miałam pojęcia, jaką osobą teraz jest Louanne. Może będzie chciała mnie zdradzić? Może już włączyła jakiś cichy alarm, który zwoła całą brygadę swoich pomagierów? Wiedziałam, że działa w Genetically Clean. Już dawno temu kazałam swoim informatorom zrobić research na temat mojej siostry. Doskonale wiedziałam, że piastuje bardzo ważne stanowisko w tej popieprzonej organizacji, więc absolutnie nie mogłam jej ufać, nie ważne jak bardzo tego chciałam...
Głos mojej siostry nie zdradzał kompletnie żadnych emocji. Tak jak myślałam - była odmieniona. Na przeciwko mnie stała zupełnie inna osoba niż moja strasza siostra, w którą kiedys byłam wpatrzona jak w obrazek. Oczywiście, na jej prośbę moje kule wskoczyły ponownie do kieszeni moich spodni. Nie chciałam jej prowokować, ale zachowywałam czujność. Nie ufałam jej, jakkolwiek okropnie to brzmiało. Byłyśmy siostrami... Ale stojącymi po dwóch oddzielnych stronach wojny.
- Tęskniłam za tobą. - powiedziałam szczerze, chcąc pokazać jej, że wbrew temu, co o mnie myśli... nie byłam potworem. Nie rozumiałam, dlaczego oni wszyscy mieli tak złe zdanie o mutantach. Jasne, niektórzy nie byli dobrzy, ale to tak samo działało jeżeli chodziło o zwykłych ludzi.
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Louanne Marie - Henning



Życie to zagadka, nie trać czasu, bo jej nie rozwiążesz.

nigdy w życiu

antropolog sądowy/ Wicedyrektor DOGS





name:

Louanne Marie - Henning

alias:
Prinsessa

age:
29

height / weight:
159 / 55

Wysłany: 2018-03-27, 19:54   
   Multikonta: Esther/Rocky/Lasair
  

   Ucieszyła MG, bo dobrze strzela!

  

   Masz talona na Aarona i balona!


Co się z nimi porobiło? Przecież były siostrami... powinny się wspierać. Działać razem, a nie jedna drugą podejrzewa o spisek. Ponieważ nie tylko Colleen nie ufała Lou, bo jej siostra również spodziewała się, że zaraz zaroi się tutaj od mutantów. Natomiast druga spodziewała się ataku GC. Czy na serio nie potrafiły się spotkać i zapomnieć na chwilę, że są wrogami? Czy na prawdę aż tak bardzo się oddaliły od siebie? Louanna nie znała odpowiedzi na te pytanie. Prawdą obie bardzo się zmieniły przez te cztery lata. Nie były już tymi samymi osobami co tamtego dnia. Louanna poświeciła każdą wolną chwilę by być jak najlepsza: umieć się bronić; strzelać z broni były tylko móc zabijać mutanty. Colleen przez ten czas żyła własnym życiem było na własnej ścieżce. Jak możliwe, że los bywa tak przewrotny? Kiedy Lou dowiedziała się, że będzie miała siostrę cieszyła się z tego powodu. Obiecując sobie, że będzie najlepszą siostrą. Teraz wiedząc, że ma siostrę, która jest mutantem.
Louanna starała się o to by nie zdradzasz żadnych emocji. Być jak kamienia twarz, bo nie mogła sobie na to pozwolić. Nie przez to jakie stanowisko pełniła Genetically Clean. Już teraz narażała swoją pozycje w stowarzyszeniu. Powinna wyciągnąć broń strzelić albo próbować porwać Colleen by Vera mogła ją tresować. Jak nazywała to kobieta to co robiła mutantom. Może Louanna nie była siostrą roku i na pewno nie dostała by medalu za bycie nią. Jednak nie chciała by Colleen trafiła ręce jej ,,przyjaciółki", bo przynajmniej za takie uchodziły w opinii publicznej.
Kiedy usłyszała te trzy słowa z ust swojej siostry kompletnie ją zamurowało. Nie miała pojęcia co miała by na nie odpowiedzieć. Najchętniej podeszła by i przytuliła swoją młodszą siostrę. Wymusiła sobie pozostanie w miejscu, bo przecież jej nienawidzi. Była mutantem, terrorystą, walczyły przeciwko sobie. Stój! Nawet nie ważysz się do niej podchodzić.
- Colleen... Przykro mi z powodu śmierci Yvonne. Jak sobie z tym radzisz? - nie mogła jej odpowiedzieć, że również tęskniła za nią. Po prostu nie mogła... Tak samo jak nie mogła Yvonne nazwać matką. Chociaż prawdą było, że było jej przykro. - Nie musisz podzielić jej losu... medycyna poszła do przodu. Możesz wyleczyć te twoją przypadłość - powiedziała do niej. Bo gdyby brała mutaze to nie musiały być wrogami. Mogło być tak jak dawnie...
_________________

LOUANNE MARIE - HENNING




Anioły najczęściej schodzą na ziemię, wcielając się w role córki - Yvonne Naomi Henning.


[Profil]
  [B-]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2018-03-27, 20:45   
  

   2 Lata Giftedów!


Tęskniłam za Louanne. Tęskniłam za tatą. Tęskniłam za naszymi wspólnymi chwilami, gdy wszyscy razem, w piątkę, siadaliśmy na tarasie i jedliśmy kolację, śmiejąc się, żartując, opowiadając sobie wzajemnie, jak nam minął dzień. To były cudowne czasy. Żałowałam, że to wszystko potoczyło się w taki sposób... Co prawda wcale nie żałowałam tego, że byłam mutantką. Mama wychowała mnie w taki sposób, by pokazać, że bycie mutantem to nic złego. Byłam dumna z tego, że miałam moce i nie zamierzałam czuć się gorsza z tego powodu. Nie uważałam się też za lepszą. Byłam po prostu kimś. Byłam tak samo wartościowa jak Louanne, czy każdy inny człowiek chodzący po tej planecie i nie robiący nic złego nikomu innemu. Ciężko było mi zrozumieć, jak mój własny ojciec i moja własna siostra mogą nienawidzić mnie, i mojej mamy... tylko dlatego, że jesteśmy wyjątkowe. Co było złego w tym, że miałyśmy moce? Naprawdę nie rozumiałam i chyba nie chciałam się dowiadywać co jest takiego złego w posiadaniu mocy według nich. No bo po co się nadmiernie denerwować, prawda?
Drgnęłam nieznacznie, gdy Louanne wypowiedziała imię naszej mamy. Swoją drogą zastanawiało mnie, dlaczego nie powiedziała o niej mama. Aż tak bardzo jej nienawidziła za to, że była mutantem, że postanowiła się jej wyprzeć? To nie było fair...
- No wiesz... nie codziennie widzi się płonące zwłoki własnej matki, którą zabili pseudo-wybawiciele twierdzący, że mutanci to zagrożenie. - odpowiedziałam, być może trochę zbyt ironicznie, ale jak miałam odpowiedzieć jej inaczej? Opowiadała się po stronie przeciwników mutantów, więc należała do tego grona, którzy przeprowadzili zamach na mnie i na naszą matkę.
- Teraz... już jest lepiej. Przez pierwszy miesiąc nie umiałam się pozbierać, ale teraz wiem, że po prostu muszę sobie dawać radę. - powiedziałam i uśmiechnęłam się smutno, nie dodając, że cholera, byłam w ciąży, więc już sobie powoli przestawałam dawać radę.
No i wtedy Louanne zaczęła pieprzyć jakieś głupoty o tym, że można mnie wyleczyć, że coś tam. Pokręciłam z irytacją głową, nie mogąc uwierzyć, że była taką osobą.
- Louanne. Ja nie jestem chora. - powiedziałam twardo, patrząc jej w oczy - Nie da się wyleczyć czegoś, co nie jest chorobą, rozumiesz? Jestem inna niż ty, ale to nie znaczy, że jestem gorsza, albo chora. Nie musisz się mnie bać. Nie musisz się bać takich jak ja. To, że mamy moce... To nic nie zmienia. Wiesz, że niektórzy z nas potrafią leczyć rany? A niektórzy przewidują przyszłość... wiesz ile konfliktów zbrojnych, albo wypadków, można by było uniknąć z naszą pomocą? Szkoda tylko, że ludzie tacy jak ty chcą nas albo zabić, albo tylko wykorzystać. - dodałam smutno.
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Louanne Marie - Henning



Życie to zagadka, nie trać czasu, bo jej nie rozwiążesz.

nigdy w życiu

antropolog sądowy/ Wicedyrektor DOGS





name:

Louanne Marie - Henning

alias:
Prinsessa

age:
29

height / weight:
159 / 55

Wysłany: 2018-03-28, 19:57   
   Multikonta: Esther/Rocky/Lasair
  

   Ucieszyła MG, bo dobrze strzela!

  

   Masz talona na Aarona i balona!


Również tęskniła za tamtymi wieczorami gdy jeszcze byli rodziną. Tęskniła za każdą chwilą spędzoną razem. Za widokiem uśmiechu mamy oraz wygłupami z rodzeństwem. Tęskniła za tym wszystkim co było za nim Gen X zniszczył im życie. Zanim przewrócił ich życie o 180 stopni. Ponieważ wiedziała, że już nigdy nie będzie tak samo. Już nigdy nie usiądą w piątkę do stołu nie przyjdą nad jezioro by porzucać kaczki. Taka była okrutna prawda i chociaż oddała wszystkie pieniądze jakie ma, swoją pozycję byle było tak jak dawniej. To wie, że to na nić, bo mama nie żyje. Ojciec zatraca się w pracę oraz nie wiadomo co dzieję się z ich najmłodszym członkiem rodzinny.
Ją mama wychowała w taki sposób, żeby nie żałowała tego kim jest. Natomiast przypadku Louanny ojciec każdy dniem podsycał nienawiść w niej. Tak by całkowicie znienawidziła mutanty. Po prostu dla ich ojca mutanty nie byli ludźmi, lecz potworami, kosmitami z którymi należało walczyć. Jak to on powtarzał my albo oni. Chociaż Lou aż tak bardzo złego zdania nie miała. Przynajmniej nie o Colleen i ich matce. Nie mogła odzieli tego, że są mutantami i nie powinna ich uważać za rodzinę, a od tego, że to cały czas jej matka i siostra.
Nic nie mówiła kiedy Colleen opisała wypadek, bo na prawdę nie wiedziała o tym, że planują ten zamach. Gdyby wiedziała sprzeciwiła by się temu. Nie chciała śmierć matki ani siostry. Jedynie czego chciała by obie zaczęły przyjmować mutaze, aby było tak jak dawniej. By znowu tworzyli zwykłą normalną rodzinę. Gdzie nie ma miejsca na moce czy jakieś zdolność.
- Ja nie wiedziałam - powiedziała ledwie szeptem. Nawet nie wiem czy Colleen była wstanie to usłyszeć. Nie wiedziała o zamachu na nie, ani tego co przeżywała jej siostra po śmierć mamy. Dowiedziała się o wszystkim po fakcie... Kiedy było za późno na jakikolwiek sprzeciw. Nawet nie mogła normalnie pochować swojej matki. Jedynie musiała się ograniczyć do krótkiej modlitwy za jej duszę i by Bóg wybaczył jej grzechy.
- Nie gadaj głupolów... Może mi powiesz, że to nie mutant zrobił pochodnie z moich znajomych. Wiesz, że większość z nich miała rodziny. Teraz ich dzieci muszą patrzeć na twarze poparzonych rodziców jeśli miały szczęście i nie zginęli oni - nawróciła do wydarzeń na polanie, bo przecież ci ludzie to byli z jej stowarzyszenia. Codziennie miała się z większością z nich na korytarzach z niektórymi nawet zamieniała zdania. A teraz przez jednego mutanta ci wszyscy ludzie cierpieli albo nie żyli. Wcale nie ma czego obawiać się ze strony mutantów. - Niczego nie rozumiesz... jeśli będziesz przyjmować mutaze nie będziesz w niebezpieczeństwie. Naprawdę chcesz żyć w jakimś lesie jako przestępca? Nie mając żadnych praw? - powiedziała do niej, bo na prawdę martwiła się o Colleen nie chciała by skończyła jak ich matka. Nie chciała by wpadła w ręce Very.
_________________

LOUANNE MARIE - HENNING




Anioły najczęściej schodzą na ziemię, wcielając się w role córki - Yvonne Naomi Henning.


[Profil]
  [B-]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2018-04-02, 19:33   
  

   2 Lata Giftedów!


Nie sądziłam, że ta rozmowa ma jakikolwiek sens. Po co w ogóle rozmawiałyśmy? Ja nie byłam w stanie przekonać jej, że jestem zdrowa, a ona nie była w stanie przekonać mnie, że jestem chora. Stałyśmy po dwóch zupełnie przeciwnych stronach barykady i nie było abolutnie żadnej możliwości, byśmy dogadały się w jakikolwiek sposób. Wiedziałam o tym, więc niby czemu trzymałam się tej głupiej, dziecinnej nadziei, że wszystko ułoży się w jakiś magiczny sposób? Musiałam być realistką. Myśleć realnie. Rzeczywistość była taka, że nie było absolutnie żadnej szansy na to, bym dogadała się z Louanne, ale jednak... potrzebowałam jej. Potrzebowałam mojej starszej siostry, którą przecież tak mocno kochałam, nawet, gdy pieprzyła tak okropne bzdury.
- No to już wiesz, Lou. - powiedziałam, wzdychając ciężko - Też tam prawie zginęłam. Ba, moja głowa w tym momencie jest warta tyle, że gdybyś mnie zabiła, zostałabyś bohaterem narodowym, więc śmiało, może to twoja szansa. - rzucilam, może trochę zbyt ironicznie, ale byłam wściekła... Czemu ona uważała, że to my - mutanci - jesteśmy tacy źli i okropni, jak potwory żyły również wśród ludzi?
- Tak? A wiesz co zrobili twoi przyjaciele z Genetically Clean? - spytalam retorycznie, unosząc jedną brew do góry - Złamali najcudowniejszego i najlepszego chłopca, jakiego w życiu spotkałam. Zniszczyli go na tyle, że zwątpił w dobroć ludzi. Porwali go, a potem się nad nim znęcali, łamiąc mu wszystkie palce po kolei... - mówiłam, zaciskając pięści tak mocno, że aż bielały mi knykcie. Levi...
- A wiesz co zrobili mężczyźnie, którego kocham nad życie? Karmili go szczurami, rozumiesz? Kobieta z tej cudownej organizacji zgarnęła go z ulicy, więziła go przez całą noc, karmiła go pierdolonymi szczurami, oskalpowała go. I ty mówisz mi, że to my, mutanci, jesteśmy chorzy? - byłam wściekła, naprawdę wściekła - Nie twierdzę, że wszyscy ludzie są potworami, a ty nie masz prawa twierdzić, że wszyscy mutanci są. Nie jestem chora i wolę nie mieć praw i żyć w lesie, ale według swoich własnych przekonań, a nie pod wasze pierdolone dyktando.
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Louanne Marie - Henning



Życie to zagadka, nie trać czasu, bo jej nie rozwiążesz.

nigdy w życiu

antropolog sądowy/ Wicedyrektor DOGS





name:

Louanne Marie - Henning

alias:
Prinsessa

age:
29

height / weight:
159 / 55

Wysłany: 2018-04-03, 15:34   
   Multikonta: Esther/Rocky/Lasair
  

   Ucieszyła MG, bo dobrze strzela!

  

   Masz talona na Aarona i balona!


Przynajmniej rozmawiały, a to już coś. Jak na razie żadna z nich nie wyciągnęła broń ani też nie wezwała wsparcia. Czyli jest jakiś postęp? Nie zależy im na tym aby za wszelką cenę się skrzywdzić. Chociaż prawdą jest, że chyba cudu by wymagało to by któraś zmieniła stronę. Bądź nie daj Boże Lou by zmutowała i zobaczyła jak świat wygląda z tej drugiej strony. Takim jakim widzi jej siostra. Może... i tylko w tedy pewnie w tedy zmieniła by swoje poglądu.
Louanna również kochała swoją młodszą siostrę. Walczyła z miłością do niej przez ostatnie lata. Próbowała jedynie skupić się na nienawiści do niej. Próbowała sama siebie przekonać, że Colleen jest dla niej obcą osobę. Jednak te wszystkie próby skończyły się niczym... nie udało jej się tylko nienawidzić siostry. Czego dowodem jest to, że wczoraj zakazywała Verze zbliżać się do jej młodszej siostry. Również tak bardzo pragnęła by Colleen nie była mutantem by to wszystko okazała się nie prawdą. Jeśli nawet by podjęła leczenie, albo wyjechała gdzieś daleko gdzie mutanty miały lepsze życie. I nawet jej o tym nie powiedziała... Pragnęła by siostra była bezpieczna, ale jednocześnie wiedziała, że jest jej największym zagrożeniem.
- Nie chciałam by mama zginęła, ani ty - chyba po raz pierwszy powiedziała głośno, że Yvonne jest jej matką i podczas tej rozmowy. Prawda jest taka, że nie chciała by zginęły. Nie chciała tylko by były mutantami, by więdły takie życie jakie teraz prowadzi Colleen. - Nigdy nie miałam zamiaru zabijać ciebie. Mam gdzieś ile jest warta twoja głowa Colleen. Ani też, że była bym bohaterem... - dodała po chwili by dotarło do jej siostry, że nie ma zamiaru jej krzywdzić, a tym bardziej zabijać.
- Wiesz, że to działa obie strony. Zastanów się gdybyś w tym momencie wyciągnęła swoje zabawki i mnie zabiła lub też oddała swoim ludziom. Jaki szacunek byś u nich zyskała? Być może nawet przestali by wątpić ciebie jako przewódce - prawdą było to, że ludzie Lou chcieli śmierć Colleen, a natomiast znajomi Colleen ucieszyli by się z śmierć Louanny. Działo to w obie strony. Więc niech niech nie sugeruje, że mutanci wybaczyli Henning to co robiła przeciwko nim.
Następne słowa nie zaskoczyły Lou tak bardzo jakby chciała tego Colleen, bo w sumie jeszcze wczoraj rozmawiała wczoraj o tym Verze. Po opisie jej siostry i jak przestawiła ,,zabawki Very" wiedziała, który to który. Tego pierwszego Vera sama podrzuciła nie była za bardzo zadowolona z zabawy nim. Inna sprawa przestawiała się wobec drugiego, który zdołał uciec. Jednak jedną informacją zaskoczyła Colleen swoją siostrą tą, że była związana emocjonalnie z jednym z nich. Na jej nieszczeście tym drugi.
- Wiem takie ryzyko bycie mutantem, a po za tym gdyby współpracowali nie dali by Verze okazji do zabawy - powiedziała gdy udało się jej opanować zaskoczenie. Również ostrożnie ważąc słowa. Nie mogła niczego zdradzać Colleen... po prostu nie mogła. Przecież to nie jej wina, że związała się akurat z tym ,,robakiem". Jakby było mało mutantów na świecie. Nie ona musiała związać się akurat z tym...
- Ciekawa jestem czy wiesz jaki sposób twój ,,ukochany" został złamany? Czy powiedział ci, że zniszczyła go wiadomość o śmierć kobiety. Niestety nie twojej, nie jakiej Samanthy Bartowskiej. Jak chcesz możesz mu przekazać, że jego droga żyje i wszystkimi palcami- Zastanawiała się rzeczywiście, czy jej miłość życia rzeczywiście podzieliła się z nią wszystkim co miało miejsce w czasie tego okrutnego porwania. Celowo akcentując słowo ,,ukochany". Liczyła trochę, że Colleen odsunie się od mężczyzny. Ponieważ nie chciała by była niego blisko...
_________________

LOUANNE MARIE - HENNING




Anioły najczęściej schodzą na ziemię, wcielając się w role córki - Yvonne Naomi Henning.


[Profil]
  [B-]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2018-04-05, 19:24   
  

   2 Lata Giftedów!


Jak ona mogła... Należała do organizacji, która niszczyła niewinnych mutantów. Torturowała ich, choć nie zrobili nic złego, no bo cholera... co niby zrobił im Levi? Stał na tej polanie, biedny, bezbronny... Tak bardzo żałowałam, że zgodziłam się na to, by tam wtedy poszedł. Wysłałam go niemal na misję samobójczą i tylko cud uratował go od śmierci. Uratowała go pycha GC, którzy tak bardzo chcieli nam wysłać ostrzeżenie. Dale'a zaś... no cóż, jego to dopiero uratowało szczęście i przypadek, że do tej kurwy, która go torturowała zadzwonił telefon, a on zdołał im uciec.
Nie rozumiałam, jak Louanne mogła mówić tak okropne rzeczy, stać po ich stronie i nadal ślepo wierzyć w to, że to ja jestem chora, że to ja i moi przyjaciele jesteśmy potworami, choć jeśli miałam zacząć liczyć, to aktów przemocy ze strony ludzi wobec mutantów było znacznie więcej, niż w odwrotną stronę, więc o czym to świadczyło do cholery? To, że byliśmy inni nie znaczyło wcale, że ludzie mają prawo nas traktować w taki sposób...
- Nie chciałaś, żeby matka zginęła? I nie chcesz, żebym ja zginęła? - powtórzyłam po niej, retorycznie, i zaśmiałam się w głos, rozbawiona tymi głupotami, które mówiła - Kobieto... Zarówno ja, jak i mama wolimy śmierć od tego, co by nam robiło DOGS, albo GC. Wolę umrzeć, niż być waszą zabawką, albo ich szczurem labolatoryjnym. - odpowiedziałam, pewna siebie. Nie chciałam dążyć do kłótni, ale... coż. Ona chyba była nie do uniknięcia, bo wprost nie mogłam słuchać tych rzeczy, które mówiła. Raniła mnie do głębi, a matka to się pewnie teraz w grobie przewracała.
- Nie zyskałabym nic po zabiciu ciebie. - westchnęłam cicho i pokręciłam z zażenowaniem głową, widząc, że moja siostra nic nie rozumie - Gdyby ktoś dowiedział się, że cię zabiłam, bylibyśmy jeszcze większymi wrogami publicznymi. Każdy nasz ofensywny ruch może tylko pogorszyć naszą sytuację. - odparłam jej, zmęczona, że w ogóle muszę tłumaczyć takie rzeczy. Przecież miała pełną świadomość tego, że mutanci w społeczeństwie byli jak robaki. Czegokolwiek byśmy nie zrobili, to tylko pogorszymy swoją sytuację, choć tak... ja byłam co raz bardziej pewna tego, że musimy zacząć działać. Ofensywnie.
- Zgłupiałaś? Takie ryzyko bycia mutantem? Po pierwsze, nikt sobie takiego życia nie wybierał, a po drugie... O jakiej współpracy mówisz? O wydaniu mnie? O wydaniu Bractwa? Żebyście mogli nas wszyscy pozabijać? Nie no, zajebisty pomysł, dziewczyno. - warknęłam, teraz już naprawdę wkurzona. Przestawałam mieć ochotę na rozmowę z nią. No i wtedy Louanne zaczęła gadać o tej dupie od Dale'a, o której wiedziałam. Twierdził, że była jego przyjaciółką, że Vera ją zabiła, a teraz... a jednak, a jednak żyła.
- Oczywiście, powiedział mi o tym. - powiedziałam, nie do końca z prawdą, ale nie zamierzałam się przyznawać do tego, że kłamię.
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 5