Poprzedni temat «» Następny temat
I poziom
Autor Wiadomość
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-03-12, 00:01   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Może i miałam zaszklone oczy. Może i emocje przejmowały nade mną kontrolę. Ale beksą, to ja na pewno nie byłam!
- Chciałbyś. - Rzuciłam, pociągając lekko nosem i ponownie biorąc łyk ze szklanki. Skrzywiłam się nieco, bo chyba mimo wszystko - próbowałam wypić za dużo na raz. Ostatnio często mi się to zdarzało. Tak było najłatwiej stłumić wszelkie emocje już w zarodku. Tak najłatwiej można się otumanić...
- Po staremu. Dalej ma pracownię w Seattle. I chyba ucieszyłaby się na Twój widok. - stwierdziłam dość neutralnie, chyba ignorując jego komentarz o "nienarażaniu". Bo w sumie... Jakby niby miał ją narazić, przy głupiej kawie? No dobra, istniała możliwość, że cioteczka padłaby na zawał widząc go żywego i tak... Odmienionego. No ale poza tym, to przecież wciąż był jeden i ten sam ćwok, no nie?
- Jak dasz radę się nie zaplątać w niciach i tkaninach, i nie wykrwawisz się od skaleczeń igłami, to jakoś się ciągnie. - Odpowiedziałam mu po chwili, biorąc kolejny łyk tego brunatnego trunku zapomnienia. W sumie... To było aż dziwne, że z tak negatywnej rozmowy na luzie przeszliśmy do tematów dnia codziennego. Ale z drugiej strony... Chyba już mieliśmy doświadczenie w szybkim godzeniu się. Lata wprawy, no nie?
Coś jednak wciąż mi nie dawało spokoju... Po prostu... Gryzło mnie od środka.
- Serio aż tak źle mnie przedstawiła? - zapytałam, znacznie ściszając głos. W końcu... Byłam pewna, że między nami jest wszystko okej. Znaczy, jasne. Uciekła te 4 lata temu. Ale przecież wcale nie mówiłam jej tylko o tym, jak to mój brat jest zły bo se postanowił zmutować. To chyba bardziej były żale o utratę matki, niż rzeczywista nienawiść. Ale w sumie co jeśli Roseberry zrozumiała to wszystko na opak? Co jeśli na serio uważała, że jestem najgorszym potworem? Co jeśli... Nawet po tej ostatniej nocy nie próbowała tego naprostować? Chyba tego bałam się najbardziej... Że przez swoich bliskich dalej mogłam być odbierana jako potwór...
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Aaron Bartowski



Pal mi się, ogieńku! Pal mi się wesoło! Wy, złote iskierki, polatujcie wkoło!

pirokineza

89%

zakochany kundel





name:

Aaron Bartowski

alias:
Inferno

age:
29

height / weight:
185 / 90

Wysłany: 2018-03-16, 00:10   
   Multikonta: Agent Łukasza, Averill Bronson
  

   1 Rok na Giftedach!


Pewnie faktycznie nasza droga cioteczka ucieszyłaby się na mój widok, ale zawsze istniało to ryzyko, że była pod obserwacją czy coś. Może jakoś ucichło wszystko po tym całym wybuchu mojego mieszkania lata temu i moim cudownym ocaleniu, ale najwyraźniej ludzie złapali tę historyjkę o szczęśliwym happy endzie, którym było nocne bieganie. Tylko co z resztą? Nieco się narażałem na rozpoznanie, działając na rzecz Bractwa. Śmiało mówiłem, że nie byłem tak rozpoznawalny jak Colleen, ale co, jeśli w jakimś odsetku jednak byłem? No, właśnie! To ten mój główny powód stania w miejscu i pracowania po siłowniach od lat.
Ale dobrze, że zarówno cioteczka, jak i Samantha najwyraźniej nie były nękane z mojego powodu. Ba!, żyło im się naprawdę dobrze, bacząc na dom mojej siostry i jej odpowiedź na pytanie o ciotkę. Dobrze, dobrze. Ja wpierw mieszkałem w obleśnym mieszkaniu, a od kilku lat w Bractwie… Może warunki nie były najgorsze, ale nie były również najlepsze, zaś wizja namierzenia naszej kryjówki potrafiła niekiedy spędzać sen z powiek. Może konflikt z Colleen był faktycznie dobrym punktem zaczepienia do zmiany czegoś w życiu, odłączenia się od grupy i odetchnięcia nieco normalnym życiem? [event na pewno mu w tym pomoże]
Napiłem się nieco alko, pijąc w milczeniu za lepszą przyszłość. Coś mnie tak do tego natchnęły te wszystkie przemyślenia, ale również Sam, która machała szklanką raz za razem.
- Brzmi mega niebezpiecznie to całe szycie – stwierdziłem, wstając po chwili od stołu, bo zaraz tez Sam zadała pytanie o Ricky, które nieco trybiłem w swojej głowie, ale które w końcu zatrybiło, i wiedziałem już, o co chodzi. Ech. Trochę namieszałem, więc te telenowele, to raczej bliżej były ze mną niż dalej. Wstałem też, bo nabrałem ochoty na gotowanie, szczególnie że siska miała znacznie fajniejszą kuchnię niż ta w Bractwie. Nowa. Lśniąca. Nowocześniejsza. Miałem aby nadzieję, że ma jakieś produkty.
- Masz coś… jakieś produkty? Ugotowałbym coś – stwierdziłem. Zabrałem ze sobą, oczywiście, szklaneczkę, z której ubyły kolejne łyki rumu. Hasztag, powód, dla którego nie mogłem pić. Jeśli będę pić, skończę jak ojciec – tylko że ta myśl pewnie mnie będzie dopiero dręczyć na kacu.
Otworzyłem sobie tę lodówkę na legalu, bez zaproszenia czy też z, po czym zagwizdałem wręcz. Nieczęsto raczej to robiłem.
- Co tyle tu alkoholu? Planujesz większą imprezę? – zapytałem, rzucając jej przelotne spojrzenie, po czym ponownie patrząc na tę zawatość lodówki. Stwierdzałem, że alkohol zajmował tam dobre pięćdziesiąt procent jej pojemności… A zawartości jeszcze więcej, bo szamki to miała raczej ubogo w porównaniu z butelkami. – Jajecznicę? A może coś z makaronem, o ile masz…? – myślałem sobie głośno, chyba chwilowo zapominając o tym pytaniu o Ricky [bo mam już ponad 400 słów, hell yeah!].
_________________
I won't admit it but I'm not too well. I'd burn this city but you can't burn this hell.
[mru]
[Profil]
  [AB-]
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-03-17, 19:35   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Nie było trudno się domyślić, że Aaron próbował się wymigać od odpowiedzi. I jakoś... Ten fakt wcale mnie nie cieszył. Wręcz przeciwnie - odbierałam wrażenie, że ma ukochana mogła nagadać mu tak paskudnych rzeczy, że aż nie chciał ich powtarzać.
Prychnęłam na tą myśl, kręcąc lekko głową. Chyba właśnie przez to przegapiłam moment, w którym braciak dorwał się łapą do drzwi mojej lodówki. Dobrze wiedziałam, co tam się kryje. I wiedziałam, że ten widok na pewno nie wprawi go w euforię - tym bardziej, gdy wziąć pod uwagę chociażby historię naszego ojca... Nie zamierzałam się jednak przyznawać do swoich problemów. Nie teraz, nie gdy piliśmy...
- Haha, no widzisz. Tyle dobrego jak zostajesz kaleką. Nagle każdy przychodzi do Ciebie w odwiedziny z nową butelką, ale o serze to nikt nie pomyśli! - Zarzuciłam z dziwną lekkością, przywołując rozbawienie na mojej twarzy. Zabawne, jak łatwo udawać przed bliskimi, że jest wszystko w porządku. Musiałam tylko dopilnować, by Młody już się nie kręcił po moich innych kryjówkach. Tylko tego mi trzeba było - żeby i on mi robił awantury o ten pieprzony alkoholizm...
Podniosłam się ze swojego miejsca, zostawiając szklankę na blacie. Te dwie minuty wytrzymam, a miałam nadzieję, że wybije to jemu z głowy wszelkie wątpliwości co do ilości trunków w mojej kuchni. Wsparta więc kulami podeszłam do jednej z szafek i otwierając ją na oścież - zaprezentowałam swemu bliźniakowi pokaźną kolekcję puszek. Puszek z przetworami oczywiście. Alkohol uznawałam tylko butelkowy. Nu.
Oczywiście, znalazły się w niej też inne produkty długoterminowe - kasze, makarony... Jakoś ostatnio, od przeszło miesiąca, nawet nie myślałam o kupowaniu świeżych produktów. Zbyt szybko się psuły, a mi zdecydowanie nie towarzyszył apetyt. Zapasy więc w stylu mini schronu zdecydowanie lepiej się u mnie sprawdzały.
- Tyle panu MasterĆwokowi wystarczy? - Zapytałam z wyczuwalnym humorem w głosie, odwracając się do brata z uśmiechem na twarzy, po czym jednak drobnymi kroczkami wróciłam na swoje miejsce. A co! Jak jemu chce się gotować, to niech se kmini. Ja nie zamierzałam nawet palcem ruszyć, o!
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Aaron Bartowski



Pal mi się, ogieńku! Pal mi się wesoło! Wy, złote iskierki, polatujcie wkoło!

pirokineza

89%

zakochany kundel





name:

Aaron Bartowski

alias:
Inferno

age:
29

height / weight:
185 / 90

Wysłany: 2018-03-25, 00:07   
   Multikonta: Agent Łukasza, Averill Bronson
  

   1 Rok na Giftedach!


Właśnie, wszystko w porządku… Słowa było tak łatwo wymawiać, rzucać na świat, niech płyną, szczególnie kiedy nie patrzyło się komuś w oczy, zaś ta druga strona nie wietrzyła kłamstwa. Czy byłem łatwowierny i głupiutki? Nie sądzę, ale jakoś nie widziałem problemu w tej stercie alkoholu. Chwilowo… Szczególnie że trybiłem jak zwykle, czyli chyba wcale. Myślicie, że przez to Alba mnie zostawi prędzej niż przez rozwiązłość, o którą z kolei siebie nie podejrzewałem, mimo że było na to kilka dowodów?
- Aż tylu masz przyjaciół? Kto by pomyślał – rzuciłem zaczepnie, ale już nie pretensjonalnie. Nie zamierzałem już jej męczyć za przeszłość. Chyba. – Mi się nie opłaca chorować, bo wtedy raczej wszyscy mają mnie w dupie – stwierdziłem, zaś przed oczami wyobraźni stanęła mi niespodziewanie Colleen i ta nasza rozmowa z basenu, po której zerwała ze mną i mnie zostawiła tam. Cóż, poszła sobie i zamiast czuć ulgę wtedy, czułem zawód. Ale było minęło. Miałem teraz inne osoby i inne rzeczy na głowie.
Zacząłem sobie grzebać w tej lodówce i po szafkach również, bo przygotowanie szamki było jedną z tych rzeczy, szczególnie że było jedna z tych nielicznych rzeczy, które mogły mnie uszczęśliwiać, a na pewno satysfakcjonować.
- Ło… Oczekujesz wojny? – rzuciłem rozbawiony, kiedy ujrzałem jednak jakąś kolekcję jedzenia. Już wiadomo, gdzie się podziewało. – Ty MasterĆwokowi zrób miejsca, Mała, bo będę teraz tu czarował – stwierdziłem. Pewnie wypędzałbym ją z okolicy, ale sama to zrobiła. Nawet lepiej! To, jakby nie patrzeć, jej teren był. Moim było bardziej Bractwo… A właśnie!
- Ej, bo mi uciekło… Ricky wcale nie nagadała na ciebie źle. Ja chyba gorzej, bo nie miałem pojęcia z początku, że ty i ona… No wiesz – odezwałem się, rzucając jej aby przelotne spojrzenie, bo zaraz nim uciekłem niby do spraw jedzeniowych. Cóż, ale nie było chyba źle, co nie? Ponadto nadal żyliśmy! – Ale jeszcze jej nie opowiedziałem, jaką inteligentną pięciolatką byłaś – rzuciłem kolejny zaczepny tekst, by nie było jakoś drętwo i pretensjonalnie.
_________________
I won't admit it but I'm not too well. I'd burn this city but you can't burn this hell.
[mru]
[Profil]
  [AB-]
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-03-25, 22:09   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Nawet do głowy mi nie przyszło, by jakoś ukryć swoje zapasy. W końcu... Kto normalny wbija do cudzej lodówki?! I w dodatku się w niej rządzi?!
Większość ludzi po prostu idzie na łatwiznę - zamawia coś na wynos i jest impreza. Ale temu się musiało zachcieć gotować!
Odetchnęłam jednak z ulgą, gdy temat alkoholu przeszedł po nim jak po kaczce. Jakby... Uwierzył w moją bajkę? W sumie i tak nie działo się ostatnio nic, co mogło by wskazywać na to, że mam problem - no, może poza samym faktem, że zaprosiłam tu swojego bliźniaka tylko i wyłącznie na chlanie.
Upiłam kolejny łyk ze swojej szklanki, słuchając wywodów tego ćwoka. Na jego komentarz natomiast, przewróciłam przesadnie oczyma.
- Ta, mają Cię w dupie... Albo jesteś tak nieznośny, gdy chorujesz, że nikt z Tobą nie wytrzymuje. - rzuciłam mimowolnie, znowu kręcąc kółeczka po krawędzi szkła przede mną - Mam Ci przypomnieć, jak to wielce umierałeś, mając 37 stopni, tylko dlatego, że miałeś egzamin z angielskiego? - dodałam po chwili, z lekkim uśmiechem na twarzy. W sumie... Mieliśmy całkiem udane dzieciństwo. Szkoda, że tak bardzo musiałam to po drodze zjebać...
- He he he. Ciekawe, czy sam miałbyś lepiej, gdybyś niemal z domu nie wychodził przez miesiąc! - Odpowiedziałam mu po chwili, z wyraźnym naburmuszeniem na twarzy. Chyba dobrze, że nie spodziewałam się w tym momencie, jak jego słowa mogą się okazać prorocze...
Przyglądałam się temu ciołkowi, jak próbował coś niby wyczarować z tych rzeczy, które znalazł w moich szafkach, gdy jednak z rozmyślań wyrwały mnie kolejne, wypowiedziane przez niego zdania.
Z jakiegoś powodu, zrobiło mi się znacznie lżej.
- W sumie dziwne, że nie wypaplała Ci tego od razu. A że Ty o mnie źle mówisz... Cóż. Tak to już chyba jest w rodzinie, nie? Dobrze tylko na zdjęciach? - stwierdziłam z dziwną lekkością w głosie, zerkając na blat. Chyba nawet czułam się teraz nieco lepiej - jakby wszystko wracało do względnej normalności. Chyba nawet mogłabym do tego uczucia przywyknąć. Gdyby nie tylko kolejna uwaga. Przerzuciłam swój wzrok mimowolnie na Bartowskiego.
- Hej! Niech pierwszy rzuci kamień, kto nigdy nie próbował uciec z domu z nadgryzioną kanapką, lizakiem i power rangersem pod pachą! - stwierdziłam niby z powagą, choć kto mnie znał - mógł wyraźnie wyczuć rozbawienie malujące się w moim tonie. No cóż... Byłam bardzo dzikim dzieckiem. Ale Aaron wcale nie był lepszy, o!
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Aaron Bartowski



Pal mi się, ogieńku! Pal mi się wesoło! Wy, złote iskierki, polatujcie wkoło!

pirokineza

89%

zakochany kundel





name:

Aaron Bartowski

alias:
Inferno

age:
29

height / weight:
185 / 90

Wysłany: 2018-04-09, 01:34   
   Multikonta: Agent Łukasza, Averill Bronson
  

   1 Rok na Giftedach!


Zaśmiałem się tak nawet beztrosko, bo serio nie mieliśmy spierdolonego dzieciństwa. Inni mutanci zdecydowanie mieli gorzej, znacznie wcześniej zdobywając swoje moce w bardzo nieprzyjaznych warunkach. Niektórzy byli dziećmi, które los rzucił gwałtownie w świat dorosłych. Musiały przetrwać, musiały sobie radzić, a ja? Ja byłem, można by rzec, jebanym farciarzem. Nie dość, że mutacja uratowała mi życie, to na dodatek pomogła mi bardzo Yvonne i Bractwo, mimo że dosyć często bywałem tym trudniejszym mieszkańcem Bractwa.
- No co ty nie powiesz… – rzuciłem, kalkulując sobie też w głowie to, czy mam wszystko, a jako że nie miałem, to zaraz dorzuciłem do kalkulacji listę zakupów. – I lepiej załóżmy, że tak to już jest w rodzinie – stwierdziłem aby, po czym zamilkłem, poświęcając zbyt wiele uwagi produktom. Zbierałem się w sobie zbierałem…
- Ale, serio, dobrze, że żyjesz, masz się dobrze i że już mnie nie przeklinasz – odparłem po chwili, oczywiście unikając jej wzroku. Ja to nie aż taki miś-rozczuliś, by tu wymieniać pełne uczuć spojrzenia, przytulać się i wspólnie płakać. Zaraz, jak gdyby nigdy nic, klasnąłem w dłonie i po prostu oświadczyłem, że…
- Trzeba iść do sklepu. Pójdę, tylko mi powiedz, czy potrzebujesz czegoś dla siebie – zaoferowałem się, skoro była tak uziemiona, że przez dni, tygodnie, miesiące, a może nawet lata! nie będzie wychodziła z domu. I ona śmiała kpić z moich trzydziestu siedmiu stopni. No pięknie.
Tylko, no, też zatrzymałem się nagle w miejscu, w którym stałem, bo mi przyszło to coś do głowy, ta niewiedz, czy Ricky powiedziała Sam o moich podbojach miłosnych. Związku z Colleen, Albie i tej całej miłosnej dramie, która się zrobiła w Bractwie…? Cholera, toć jeśli ona o tym usłyszy, to będzie brechała ze mnie do końca życia!
_________________
I won't admit it but I'm not too well. I'd burn this city but you can't burn this hell.
[mru]
[Profil]
  [AB-]
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-05-01, 11:11   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Mimowolnie wyprostowałam się na tym swoim stołku słysząc słowa brata. Jasne, jasne! Niby na zakupy, a tak naprawdę to pewnie spieprzy do tej swojej Albeczki, jak to już wcześniej wspominał. W końcu od samego początku twierdził, że musi wracać, no nie?
A guzik! Na to mu na pewno nie pozwolę. Jednym haustem dopiłam to, co w mojej szklance zostało i złapałam za swoje kule.
- To jak lecisz na zakupy, wyprowadzisz mnie na spacer. - Rzuciłam raczej żartem, kierując się w stronę korytarza, gdzie miałam zamiar zarzucić na siebie kurtkę i buty. W sumie... Takie wyjście chyba dobrze mi zrobi. I nawet nie zamierzałam czekać na odpowiedź Aarona - jak już sobie postanowiłam, że wyjdę, to nie miałam zamiaru z tego rezygnować. Tym bardziej, że z Młodym tego wyjścia się raczej nie bałam. W końcu... W razie czego poratuje mnie ramieniem, no nie? Nawet, jeśli z reguły się na takie rzeczy nie zgadzałam. No ale jak to mówią - cel uświęca środki. Dlatego też razem w końcu wyszliśmy z mieszkania, kierując się albo do sklepu, albo po drodze zmieniając plany i kierując się do baru - kto wie, co nam mogło wpaść do głów, gdy byliśmy razem...

[z/t x2]
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,03 sekundy. Zapytań do SQL: 5